Niestety okropnie mnie wynudziła ta książka. Zamysł może był dobry, ale ile można w koło czytać/słuchać jak bohaterka szuka danego obiektu??? Po za tym sceny też były rozwleczone jakby na siłę, napychane słowami czy zdaniami, aby tylko stron było więcej???? Rozumiem przyjaźń damsko męską, ale okropnie wkurzało mnie jak z jednej strony główna bohaterka rozpływa się jakiego to ma super partnera a z drugiej niemal traciła zmysły aby spełnić zachciankę przyjaciela oraz często z nadmiernym entuzjazmem rzucała mu się w ramiona, twierdząc, że to przecież tylko przyjaciel. Niestety ja osobiście NIE polecam.
Niestety okropnie mnie wynudziła ta książka. Zamysł może był dobry, ale ile można w koło czytać/słuchać jak bohaterka szuka danego obiektu??? Po za tym sceny też były rozwleczone jakby na siłę, napychane słowami czy zdaniami, aby tylko stron było więcej???? Rozumiem przyjaźń damsko męską, ale okropnie wkurzało mnie jak z jednej strony główna bohaterka rozpływa się jakiego...
Tej książce nie przyznaję konkretnej oceny, bo nie jest ona jednoznaczna, a wyciągnięcie średniej oceny byłoby nieadekwatne. Dla mnie to książka wyjątkowa. Przede wszystkim uwielbiam czytać literaturę o Kołobrzegu, bo mieszkam w tym mieście z wyboru (niestety nie z urodzenia). I to już sprawia, że ocena idzie maksymalnie w górę. W tej książce jest mnóstwo Kołobrzegu, autorka bardzo mocno osadziła swoją opowieść w konkretnym miejscu i właściwie gra ono główną rolę. Za to przyznaję ocenę maksymalną. Mam wrażenie, że cała opowieść opiera się na miłości do miejsca, które i ja darzę ogromnym uczuciem. Klimat powieści jest cudowny, na każdej stronie czuć morską bryzę, ale też powiew miasta, tego współczesnego, miejsc w których bywam na co dzień. Czytało mi się tę książkę jak piękną baśń, przepełnioną smaczkami codzienności. Miodzio. Żeby nie było, że tylko zachwycam się jak dziecko, była też strona, która nie do końca przypadła mi do gustu, a mianowicie styl. Czytając czułam się, jakbym czytała artykuł w gazecie. Świetny, ale jednak artykuł. To, co mnie uderzyło, to styl dziennikarski zamiast literackiego. Miałam wrażenie, że podawanie faktów, przeskakiwanie w rwany sposób w czasie i forma dziennikarska odebrały książce flow, który sprawiłby, że byłaby to książka idealna. Przy takich książkach wolę, jak styl jest bardzo literacki, mniej suchy i sposób opowiadania mniej faktograficzny. Za to nie postawiłabym zbyt wysokiej oceny. Tak czy inaczej książka mnie zauroczyła. Chciałabym na rynku więcej takich książek. Bardziej literackich, ale w takim klimacie.
Tej książce nie przyznaję konkretnej oceny, bo nie jest ona jednoznaczna, a wyciągnięcie średniej oceny byłoby nieadekwatne. Dla mnie to książka wyjątkowa. Przede wszystkim uwielbiam czytać literaturę o Kołobrzegu, bo mieszkam w tym mieście z wyboru (niestety nie z urodzenia). I to już sprawia, że ocena idzie maksymalnie w górę. W tej książce jest mnóstwo Kołobrzegu,...
Zupełnie nie wiedziałam czego spodziewać się po fabryce wiatru, poza tym, że ktoś potrafił o niej napisać, tak, że chciałam ją przeczytać. Styl autorki jest bardzo dobry. Książka jest lekka, łatwa i przyjemna. Wątek fabryki wiatru i niedźwiedzia morskiego wciągający.
Chociaż były momenty, gdy książka siadała, głównie wtedy, gdy bohaterka skupiała się na swoim zwyczajnym życiu. Co docenić mogą te z Was, które za wątkami fantastycznymi nie przepadają. Ja jednak te momenty starałam się jak najszybciej przelecieć wzrokiem. Aż docierałam do smaczków z poszukiwań, do historii Kołobrzegu i okolic, do wątku z eksperymentami.
Muszę przyznać, że pomysł na książkę był świetny. Bardzo chciałabym, żeby to nie był tylko pościg za legendą. Gdyby ta historia była bardziej namacalna, mocniej osadzona, nie tylko plotki, pogłoski. Uwielbiam takie smaczki i z przyjemnością już dziś przejechałabym się do Kołobrzegu śladami bohaterów. Był też wątek bliższych mi okolic, ale jako ślepa uliczka, nie wzbudził we mnie takich emocji, jak można by oczekiwać.
Książka jest dobra, nietypowa. Wątki bardziej fantastycznie, nie powinny zniechęcać, tych którzy nie lubią typowej fantastyki. Trochę grozy, trochę lokalnej historii, trochę prozy życia. Wiele smaczków, które nie jedna czytelniczka może docenić. Nawet jeśli nie jesteś przekonana, warto dać jej szansę i poczytać inne recenzje.
Zupełnie nie wiedziałam czego spodziewać się po fabryce wiatru, poza tym, że ktoś potrafił o niej napisać, tak, że chciałam ją przeczytać. Styl autorki jest bardzo dobry. Książka jest lekka, łatwa i przyjemna. Wątek fabryki wiatru i niedźwiedzia morskiego wciągający.
Chociaż były momenty, gdy książka siadała, głównie wtedy, gdy bohaterka skupiała się na swoim zwyczajnym...
No i zaskok proszę Państwa... Spodziewałam się kolejne polskiej wersji ni to obyczajówki, ni to romansu, może kryminału. A tu mamy polską wersję hmmm ... Zafona?
Kołobrzeg i budynek widmo. widzą go wybrani. Co więcej jest zdjęcie tego obiektu. Nie opowiem Wam treści. Ta książka jest jak Matrix - nie da się jej przeczytać kolejny pierwszy raz... I nie chcę Wam tego wrażenia popsuć.
Jest tajemnica, są spacery z psem brzegiem morza i jest wiatr od morza i znowu jest wiatr jak istota rozumna, raz piękna i dobra, raz straszna i bezwzględna i jest morze piękne gładkie i wzburzone. Są kutry rybackie i stare budynki w Kołobrzegu, ale też na całym wybrzeżu. Jest labirynt korytarzy i wojskowe tajemnice.
Niesamowita, pełna miłości do morza i miasta i pełna wiatru.
No i zaskok proszę Państwa... Spodziewałam się kolejne polskiej wersji ni to obyczajówki, ni to romansu, może kryminału. A tu mamy polską wersję hmmm ... Zafona?
Kołobrzeg i budynek widmo. widzą go wybrani. Co więcej jest zdjęcie tego obiektu. Nie opowiem Wam treści. Ta książka jest jak Matrix - nie da się jej przeczytać kolejny pierwszy raz... I nie chcę Wam tego...
"Beata to szczęśliwa matka, żona i spełniająca się dziennikarka, zajmująca się dziennikarstwem informacyjnym i publicystyką w regionalnych mediach. Pewnego dnia kobieta udaje się do Warszawy, aby odwiedzić wieloletniego przyjaciela, Rajmunda. Ten pokazuje jej niedawno wykonaną przez siebie fotografię budynku mieszczącego się w okolicy molo w Kołobrzegu. Prosi przyjaciółkę o sprawdzenie obiektu przypominającego hotelik i jego zlokalizowanie. Zaintrygowana Beata, kompletnie niekojarząca takiego kompleksu budowlanego, obiecuje pozyskać na jego temat informacje. Po powrocie do swego rodzinnego miasta postanawia odnaleźć ów gmach. Jednak jak się okazuje, takowy w rzeczywistości nie istnieje. Zdeterminowana kobieta decyduje się rozwikłać zagadkę budynku widmo i poznać jego tajemnicę. Nieświadoma czyhających na nią niebezpieczeństw całkowicie poświęca się temuż zadaniu. I pewnego dnia trafia na ślad...
Uwielbiam mądre, niosące ciekawą historię, w pełni absorbujące i niebywale nastrojowe debiuty. Uwielbiam powieści, które pozbawione są monotonii, zbędnych i długawych opisów, wymuszonych dialogów i sztucznych nitek fabularnego kłębka. Uwielbiam książki, które mają w sobie jakąś bliżej nieokreśloną głębię, i co najważniejsze, duszę. Uwielbiam opowieści wyzwalające uczucia niepewności, niepokoju, owiane nutką grozy i rodzące niejako strach przeszywający ciało i wywołujące gęsią skórkę. Uwielbiam "Fabrykę wiatru", albowiem mieści w sobie wszystkie wspomniane elementy, które harmonijnie ze sobą złączone tworzą oryginalną, nietuzinkową i jakże pasjonującą powieść, od której nie można się oderwać dopóty, dopóki nie pozna się prawdy."
Cała recenzja: http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com/2018/10/fabryka-wiatru-beata-mieczkowska-mistak.html
Serdecznie zapraszam :)
"Beata to szczęśliwa matka, żona i spełniająca się dziennikarka, zajmująca się dziennikarstwem informacyjnym i publicystyką w regionalnych mediach. Pewnego dnia kobieta udaje się do Warszawy, aby odwiedzić wieloletniego przyjaciela, Rajmunda. Ten pokazuje jej niedawno wykonaną przez siebie fotografię budynku mieszczącego się w okolicy molo w Kołobrzegu. Prosi przyjaciółkę o...
Piękna okładka. Pokłady klimatu. Czuć, że autorka kocha Kołobrzeg.
To wszystko. Tajemnica, jaką obiecywała ta powieść, jest potraktowana jako temat drugorzędny. Narracja, choć poprawna, to chaotyczna, skacząca z tematu na temat, z nastroju w nastrój - nie ma tu ciągłości.
Poza tym, miałam wrażenie, że ciągle czytam początek - nic się nie zmieniało w treści.
Niewykorzystany potencjał dobrego pomysłu. Myślę, że lepiej by to wyszło bez tego tajemniczego wątku - sama opowieść obyczajowa, którą w sumie ta historia tak naprawę jest.
I mój osobisty minus, który drażnił mnie bardzo dość podczas czytania - pies, który nawet nie ma imienia i non stop nazywany jest... psem. Bezuczuciowo i bezosobowo. Ble.
Piękna okładka. Pokłady klimatu. Czuć, że autorka kocha Kołobrzeg.
To wszystko. Tajemnica, jaką obiecywała ta powieść, jest potraktowana jako temat drugorzędny. Narracja, choć poprawna, to chaotyczna, skacząca z tematu na temat, z nastroju w nastrój - nie ma tu ciągłości.
Poza tym, miałam wrażenie, że ciągle czytam początek - nic się nie zmieniało w treści.
"Fabryka Wiatru" to bardzo słaba pozycja. Zawiodłam się! I to tak mega!
Przeczytałam opis z tyłu książki i pomyślałam. Hura coś dla mnie. Przygoda, trochę magii (znikające budynki, nadprzyrodzone zjawiska pogodowe), poszukiwania i bohaterka nie jest licealistką. Stwierdziłam super... tak, ale zdecydowanie przejechałam się na tym stwierdzeniu.
Dziwna jest ta książka. Niby są poszukiwania, domu ze zdjęcia, którego każdy widzi w inny sposób. Takie zjawisko kameleona - wiadomo, że to hotel, ale każdy widzi na zdjęciu coś innego. Aha, żeby nie spoilerować.
Kobieta z tego co wynika z opisów jej relacji z rodziną, ma może około 37/40 lat, a zachowuje się jak małe dziecko. Ja rozumiem, że w każdym wieku można przeżyć przygodę życia, ale te opisy. Jakby autorka opisywała zachowanie 13-sto latki,a nie dorosłej kobiety, która ma dzieci w tym wieku. Wszystko jest bardzo zagmatwane, fabuła się miesza. Zdanie krótkie, podrozdziały i rozdziały według mnie podzielone bez ładu i składu. A i zero w niej magii...
Czasem mam tak, że jak mi się książka nie podoba, to daje jej trzy szanse. Przez tą przebrnęłam w szansie numer 2! Na szczęście jest krótka, bo gdyby była rozmiarów "Gry o Tron" dałabym sobie spokój. Tak więc, nie polecam. Nie podobała mi się.
"Fabryka Wiatru" to bardzo słaba pozycja. Zawiodłam się! I to tak mega!
Przeczytałam opis z tyłu książki i pomyślałam. Hura coś dla mnie. Przygoda, trochę magii (znikające budynki, nadprzyrodzone zjawiska pogodowe), poszukiwania i bohaterka nie jest licealistką. Stwierdziłam super... tak, ale zdecydowanie przejechałam się na tym stwierdzeniu.
Dziwna jest ta książka. Niby są...
Debiutancka powieść Beaty Mieczkowskiej-Miśtak przenosi nas w podróż, pełną niesamowitych zjawisk, wspaniałych tajemnic i znikających budynków.
Jedna wizyta, jedno zdjęcie i zagadka, którą bohaterka stara się rozwikłać. Beata podczas wizyty u swojego przyjaciela Rajmunda dostaje zdjęcie tajemniczego budynku. Beata poproszona o ustalenie położenia budynku, wraca do rodzinnego Kołobrzegu z misją, która w końcu staje się jej obsesją.
Książka Beaty Mieczkowskiej-Miśtak jest wspaniałą zagadką, która porywa i nie pozwala nam się od niej oderwać do ostatnich stron.
Niby zwykłe zdjęcie starego budynku, który znika, tajemnica sięgająca czasów II wojny światowej i piękne Polskie morze sprawiły, że książka posiada niesamowity klimat, w którym można się zakochać.
Wspaniałym dopełnieniem całości są niesamowite opisy przyrody, dzięki którym dosłownie możemy poczuć zapach morza, usłyszeć jego szum i przekonać się jakie potrafi być niebezpieczne.
Świetnym akcentem były też legendy i podania jakie są przekazywane z pokolenia na pokolenie przez żeglarzy i rybaków, dzięki nim możemy poznać tajemnice jaki kryje nasz rodzimy Bałtyk.
Całość napisana jest bardzo lekkim i przyjemnym językiem dzięki czemu książka znika w zastraszającym tempie. Akcja już od pierwszych stron nabiera tempa a autorka umiejętnie lawiruje między faktami co tylko dodaje książce smaczku.
Bardzo dobra książka, w której tajemnica podszyta jest odrobiną grozy sprawia że dreszczyk emocji towarzyszy nam do samego końca, a koniec całej historii okazuje niesamowity co wcale nie oznacza, że niemożliwy.
Recenzja pochodzi z bloga: https://judithreads.blogspot.com/
Debiutancka powieść Beaty Mieczkowskiej-Miśtak przenosi nas w podróż, pełną niesamowitych zjawisk, wspaniałych tajemnic i znikających budynków.
Jedna wizyta, jedno zdjęcie i zagadka, którą bohaterka stara się rozwikłać. Beata podczas wizyty u swojego przyjaciela Rajmunda dostaje zdjęcie tajemniczego budynku. Beata poproszona o ustalenie położenia budynku, wraca do...
Beata dostaje od swojego przyjaciela, Rajmunda, zdjęcie budynku, wykonane w jej rodzinnym mieście. Jej zadaniem jest odnalezienie go i przesłanie adresu, aby mężczyzna mógł je należycie opisać. Nic prostszego? Kiedy kobieta wyrusza na poszukiwania nic nie wskazuje na to, że przygoda ta zmieni całe jej życie. Przeszukuje cały Kołobrzeg, miasto, które zna od podszewki, ale po budynku ze zdjęcia nie ma śladu. Jednak w rękach trzyma dowód. To nie jest tylko ludzki wymysł, nie wyobraźnia. Beata stawia sobie za cel odkrycie tajemnicy obiektu ze zdjęcia, tym bardziej, że na światło dzienne zaczynają wychodzić nowe fakty...
"Fabryka wiatru" to debiutancka powieść autorki, która przenosi nas w niesamowity klimat, pełen niepokoju, grozy. Opisuje potęgę morza, sztormy, burze, które uspokajają się tak szybko, jak nadeszły. I prowadzi poszukiwania budynku, którego nie ma... Buduje napięcie, które narasta z każdą stroną, przyprawiając czytelnika o dreszcze.
Beata Mieczkowska-Miśtak wciąga nas w poszukiwania, zadaje pytania, snuje teorie... Zachęca nas tym samym, abyśmy spróbowali spojrzeć na to z własnej perspektywy, poszperać trochę w Internecie książkach, znaleźć to, co znalazła i ona, przeczytać, zastanowić się... A nad czym konkretnie? Nad tajemnicami, które początek swój miały w czasie II wojny światowej - tajne eksperymenty, znikający ludzie, milczenie... Skoro ludzie znikali bez śladu, czemu nie miałby zniknąć budynek? To wszystko wydaje się tak niedorzeczne, nieprawdopodobne, a jednocześnie tak niepokojące, mrożące krew w żyłach. Autorka podsuwa nam rozwiązanie zagadki, ale nie daje odpowiedzi.
Opowieści snute przez żeglarzy, przygoda, która przytrafiła się bratu bohaterki, rysunki, obrazy potwierdzające istnienie budynku ze zdjęcia. I pustka - w miejscu, gdzie powinien się on znajdować.
Jeśli będę kiedyś w Kołobrzegu, z pewnością spojrzę na to miasto z perspektywy "Fabryki wiatru". Będę rozglądać się za zaginionym budynkiem, a kiedy tylko pogoda zacznie się raptownie zmieniać... Ucieknę? Pewnie nie, choć po przeczytaniu książki, wydaje się to najrozsądniejsze.
Czegoś mi jednak brakowało. Powieść była dość monotonna, jeden główny wątek i nic poza nim. Chciałabym lepiej poznać główną bohaterkę, jej charakter. Być może wtedy bardziej bym ja polubiła, bo muszę przyznać, że nie darzyłam jej szczególną sympatią. Brakowało jej wyrazistości. Ponadto jak na tak krótką powieść, moim zdaniem zbyt wiele było osób. Poznawaliśmy ich jeszcze bardziej pobieżnie, wiedzieliśmy jedynie tyle, że ktoś jest znajomym czy przyjacielem. Trochę nie grało to z początkowym, tajemniczym klimatem, znosiło nagromadzone napięcie. Poza tym było najzwyczajniej - zbędne.
Czy znikający budynek ma jakiś związek z eksperymentami wojennymi? A może raczej z nagłymi burzami, sztormami, mgłą? Czy to one są powodem jego wizualizacji na horyzoncie? A może to budynek jest powodem występowania tak intensywnych zjawisk? Podobno widzą go osoby, które uszły z życiem podczas sztormu na morzu. A może budynek jest tylko wytworem wyobraźni? Choć są dowody na jego istnienie...
Dla autorki to dopiero początek przygody z powieściami. Pisze ona aktualnie kolejną, drugą. W "Fabryce wiatru" pokazała, że potrafi, że ma do zaoferowania ciekawe historie. Zaintrygowała, wzbudziła moją ciekawość, stworzyła niesamowity klimat, wywołała ciarki na mojej skórze. Mam nadzieję, że kolejne książki wychodzące spod jej pióra będą jeszcze lepsze.
Jeśli jesteście ciekawi, chcecie poczuć lekki przypływ adrenaliny, dać się ponieść, wciągnąć w tajemniczą, pełną niepokoju historię tytułowej Fabryki Wiatru, zachęcam do przeczytania powieści! Jest to książka, którą czyta się naprawdę szybko. Przyjemny język, intrygujący pomysł, nieduża objętość. Myślę, że mimo pewnych niedociągnięć - warto :)
Beata dostaje od swojego przyjaciela, Rajmunda, zdjęcie budynku, wykonane w jej rodzinnym mieście. Jej zadaniem jest odnalezienie go i przesłanie adresu, aby mężczyzna mógł je należycie opisać. Nic prostszego? Kiedy kobieta wyrusza na poszukiwania nic nie wskazuje na to, że przygoda ta zmieni całe jej życie. Przeszukuje cały Kołobrzeg, miasto, które zna od podszewki, ale po...
Czy to co widzimy zawsze jest realne? Może dajemy zwieść się iluzji, ale bierzemy ją za rzeczywistość, gdyż jesteśmy spragnieni nieodkrytych tajemnic? Czy warto gonić za tym co niepokoi i nie pozwala o sobie zapomnieć? Tyle znaków zapytania i żadnej odpowiedzi, tylko niejasne przeczucia i strach …
Zwykłe zdjęcie, tak przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawałoby się, lecz kryje w sobie coś co sprawia, że nie da się zepchnąć wspomnienia o nim w głąb umysłu. Kołobrzeg posiada wiele interesujących budynków, które są bardziej lub mniej rozpoznawalne na fotografiach, ale ten konkretny utrwalony w kadrze przez Rajmunda nie przypomina żadnego znanego. Jednak jest jakby znajomy, zapadł w pamięci nie tylko jemu, ale także przyjaciółce, która podejmuje się odnalezienia tajemniczych murów. Kobieta zna Kołobrzeg prawie jak własną kieszeń, ale w znajomych krajobrazach brak tej konkretnej budowli, jak to możliwe? Zagadka musi mieć swoje rozwiązanie, gdzieś kryje się i czeka by pokazać się. Zresztą nie tylko Rajmundowi udało się uwiecznić niezwykły budynek, ale wciąż nie można go odnaleźć. Otoczony jest gęstą mgłą niewiadomych i czegoś jednocześnie intrygującego oraz złowieszczego. Co chowa w zanadrzu obiekt, pojawiający się na obrazach, szkicach i zdjęciach, jednak nieobecny w konkretnym miejscu? Ludzie raz go zobaczywszy są nim zafascynowani, czyżby przyciągał ich jak ogień ćmy?
Dobra książka ma klimat, który już na samym początku daje przedsmak tego co czeka czytelnika podczas lektury. Beata Miecznikowska-Miśtak zdanie po zdaniu buduje niepokój i coś o wiele głębiej drzemiącego w umyśle każdego z nas – pierwotny lęk przed czymś co chociaż niezauważalne jest odczuwalne i zagraża naszemu bezpieczeństwu. Bohaterowie prowadzą czytających w głąb opowieści w jakiej nie ma nic oczywistego, a znana wszystkim rzeczywistość skrywa sekrety mroczne i przede wszystkim drapieżne. Gdzieś pomiędzy jawą i wyobraźnią skrywa się coś co wydaje się nierealne, lecz czy takie jest naprawdę? Ciekawość nie pozwala by oddalić się, rozsądek i logika cichną, liczy się nie do końca jasny obraz nie pozwalający o sobie zapomnieć i pojawiający się przed oczami niespodziewanie.
Tajemnica serwowana przez autorkę "Fabryki wiatru" podszyta jest nieokreśloną grozą, potęgowaną wciąż obecną atmosferę niepokoju i nieuchronności. Intrygująca historia sięga w przeszłość i zdaje się budzić dawno uśpione lub raczej drzemiące groźne demony. Kołobrzeg kryje wiele sekretów, a ten konkretny ma smak przerażająco-intrygujący.
Czy to co widzimy zawsze jest realne? Może dajemy zwieść się iluzji, ale bierzemy ją za rzeczywistość, gdyż jesteśmy spragnieni nieodkrytych tajemnic? Czy warto gonić za tym co niepokoi i nie pozwala o sobie zapomnieć? Tyle znaków zapytania i żadnej odpowiedzi, tylko niejasne przeczucia i strach …
Zwykłe zdjęcie, tak przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawałoby się, lecz...
"Jesteśmy upośledzeni, a myślimy, że to nasz geniusz trzyma tę planetę przy życiu. Nie wiemy nic. Nic nie rozumiemy".
Jeśli pojadę jeszcze kiedykolwiek do Kołobrzegu, z pewnością przed oczami będę miała tajemnicę tego miasta, o jakiej postanowiła napisać w swoim debiucie Beata Mieczkowska-Miśtak. Być może nawet, poszukam tytułowej fabryki wiatrów, popytam ludzi o historię Kołobrzegu, a sztorm na morzu przypomni mi budzący grozę klimat tej książki.
Beata Mieczkowska-Miśtak to z wykształcenia pedagog, manager oraz specjalista do spraw żywienia. Pracowała jako dziennikarka, dyrektor ośrodka kultury, prezes zarządu, a także jako właściciel własnej firmy. Wydała do tej pory trzy tomiki poezji oraz książkę o kołobrzeskiej kuchni. Urodziła się i mieszka w Kołobrzegu.
Główna bohaterka będąc z wizytą u swojego przyjaciela Rajmunda, ogląda zdjęcie pewnego budynku, zrobione w Kołobrzegu - w jej rodzinnym mieście. Kobieta zostaje poproszona przez niego o szczegółowe zlokalizowanie uwiecznionego obiektu. Jak się okazuje jednak, budynek taki nie istnieje w obecnych czasach. Bohaterka zaczyna więc prowadzić własne śledztwo, sięgające daleko w przeszłość.
Do tej pory na myśl o tym, że mogłabym mieć w ręku zdjęcie zrobione przez mojego znajomego, ukazujące opuszczony budynek, którego nikt nie widział i którego nikt nie może znaleźć, mam dreszcze na całym ciele. Motyw ten niczym z jakiejś powieści grozy, skutecznie pobudził moją wyobraźnię, która kreowała przeróżne scenariusze. Tajemnica znikającego budynku, którą próbuje rozwikłać główna bohaterka to skutecznie budowane przez autorkę napięcie poprzez opowieści świadków, malowidła, fotografie, czy też wzmianki historyczne. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze aura gniewu morza, czyli sztormy, burze i mgły. Ta historia oprócz widocznej płaszczyzny metafizycznej, poraża swoim nastrojem niepokoju.
"Kołobrzeg kryje jeszcze wiele tajemnic. Nie wszystkie uda się odkryć, a nawet jeżeli poznamy pewne sekrety, to czy świat będzie gotowy w nie uwierzyć?".
Beata Mieczkowska-Miśtak oparła całą kanwę fabularną swojej książki na wątku tajemnic historycznych II wojny światowej - tajne badania, wspomniana duża ilość bunkrów i podziemnych korytarzy w Kołobrzegu, znikający ludzie i swoista zmowa milczenia na ten temat w czasach PRL-u. Autorka zadaje pytania, zachęca czytelnika do szukania na własną rękę informacji dotyczących niemieckich badań w tym mieście. To, na jaki trop naprowadza czytelnika, wydaje się mało prawdopodobne, ale z pewnością pobudza wyobraźnię. Uwielbiam takie połączenia teraźniejszości i tajemnic z przeszłości, okraszone akcją dziejącą się w Polsce - mamy bowiem przecież jeszcze tyle do odkrycia.
Beata Mieczkowska-Miśtak zabrała mnie w pełną sztormów, burz i mgły, niezwykle tajemniczą podróż do Kołobrzegu. Od okraszonej klimatyczną aurą niedopowiedzenia historii zdjęcia, które nie powinno istnieć, nie sposób się oderwać. Jestem urzeczona.
https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Jesteśmy upośledzeni, a myślimy, że to nasz geniusz trzyma tę planetę przy życiu. Nie wiemy nic. Nic nie rozumiemy".
Jeśli pojadę jeszcze kiedykolwiek do Kołobrzegu, z pewnością przed oczami będę miała tajemnicę tego miasta, o jakiej postanowiła napisać w swoim debiucie Beata Mieczkowska-Miśtak. Być może nawet, poszukam tytułowej fabryki wiatrów, popytam ludzi o historię...
Czasami dziwnie się to moje czytanie układa. Dopiero co pisałam o górach i mojej miłości do nich, a tu wpada w moje ręce książka, której akcja dzieje się nad polskim morzem. Jakby chciała wybronić ten nasz niezbyt dobrze reklamowany Bałtyk przed moimi oskarżeniami o wiecznie złą pogodę, zimną wodę i brak miejsca na plaży. Jakby koniecznie chciała mnie przekonać, że warto nad morze jechać, przejść się po molo, pospacerować po piasku, pogonić się z falami, wdychać jod i cieszyć się kojącym szumem wody. To tak, jakby książka do mnie mówiła. Cóż, żadne to odkrycie: literatura do nas przemawia w taki czy inny sposób. Taka między innymi jej rola.
Nad nasze polskie morze, do osławionego Kołobrzegu przeniosła mnie debiutancka powieść Beaty Mieczkowskiej-Miśtak „Fabryka wiatru”. Mocno nastrajająca okładka przywodziła na myśl coś magicznego, tajemnicę do rozwiązania. Niewielki gabaryt książki przekonywał, że lektura nie potrwa długo i może nawet będzie przyjemna.
Główna bohaterka, nomen omen Beata, na prośbę swojego przyjaciela próbuje ustalić miejsce położenia pewnego budynku, który ten uwiecznił na jednym ze swoich zdjęć. Sprawa jest o tyle tajemnicza, że ów budynek – zgodnie z informacjami uzyskanymi od autora fotografii – powinien znajdować się w Kołobrzegu, rodzinnym mieście Beaty, tymczasem ona zupełnie go nie kojarzy. Rozpoczyna poszukiwania dziwnego obiektu, odkrywając pewne historyczne fakty zamiecione pod dywan wiele lat temu. Kobieta angażuje do swojego „zlecenia” męża, przyjaciół oraz brata w nadziei, że wspólnymi siłami łatwiej będzie rozwiązać zagadkę.
Przyznaję, że Beacie Mieczkowskiej-Miśtak udało się stworzyć odpowiedni klimat dla swojej powieści. Opisy przyrody, które sukcesywnie omijam od licealnych czasów, tutaj nabrały ogromnego znaczenia. Fizycznie czułam wiatr wiejący od morza, oczami wyobraźni widziałam wzburzone fale, wyobrażałam sobie siebie stojącą na środku plaży, poddającą się cudownej morskiej bryzie. Moje serce ożywało w momentach, gdy autorka przytaczała opowieści snute przez żeglarzy. Niestety, to były tylko zrywy. Interesująca historia pojawiała się na dwóch, góra trzech stronach, po czym Mieczkowka-Miśtak wracała do nieco nużącego życia swojej bohaterki, które w zasadzie niewiele wnosiło. Nagromadzenie postaci wmieszanych w całą sprawę spowodowało, że przestawała ona być tajemniczą, a wydawała się być po prostu rozrywką dla znajomych. Akcja, która momentami nabierała rozpędu, za chwilę hamowała i całe napięcie opadało – jak te fale na wietrze: w górę i w dół. Niestety, w tym wypadku wcale nie okazało się to dobre. Szkoda wielka, bo w mojej głowie do teraz odzywa się pewien rodzaj buntu, że przecież można było ten pomysł naprawdę dobrze wykorzystać. Tymczasem czuję niedosyt.
Odkąd skończyłam tę książkę zastanawiam się, jak można ją ocenić. Z jednej strony – czuć w niej jakąś część autorki, czyta się ją na tyle płynnie, że dla czytelnika posiadającego więcej wolnego czasu wieczorem mogłaby to być nawet jednodniowa przygoda, cały pomysł na fabułę uważam za bardzo dobry, a jednak coś mi w tym wszystkim zgrzytał i nie był to piasek w zębach. Składam to na karb debiutu, może pewnego rodzaju testowania czytelnika i próby odnalezienia własnej drogi. Co do tego, że Beata Mieczkowska-Miśtak posiada umiejętność tworzenia tła historii, potrafi wprowadzić odpowiednią atmosferę, a może nawet zarazić czytelnika swoją spokojną gawędą nie mam wątpliwości. Jednak, by mnie porwać, potrzeba czegoś więcej, mniejszej monotonni, krwistych bohaterów. Mam nadzieję, że jej kolejna powieść, a podobno już takowa powstaje, będzie zawierała wszystko to, czego zabrakło mi tym razem. Potencjał na pewno ku temu jest.
www.spadlomizregala.pl
Czasami dziwnie się to moje czytanie układa. Dopiero co pisałam o górach i mojej miłości do nich, a tu wpada w moje ręce książka, której akcja dzieje się nad polskim morzem. Jakby chciała wybronić ten nasz niezbyt dobrze reklamowany Bałtyk przed moimi oskarżeniami o wiecznie złą pogodę, zimną wodę i brak miejsca na plaży. Jakby koniecznie chciała mnie przekonać, że warto...
Każdy z nas ma tajemnice: ukrywamy je przed rodziną, znajomymi, światem a nawet przed samym sobą. Ale czy tylko ludzie je posiadają? Fabryka wiatru Beaty Mieczkowskiej-Miśtak pokazuje, że miejsca także mają swoje sekrety. Myślę, że każde miejsce na Ziemi ma coś, co ukrywa przed ludźmi. Tajemnice mają to do siebie, że fascynują, intrygują, nie dają spokoju i wzbudzają w człowieku różnorodne emocje. Czy wszystkie są jednak warte odkrycia? Może lepiej, by niektóre z nich nigdy nie ujrzały światła dziennego? Przecież nie bez powodu zostały usunięte sprzed wzroku ludzi, czyż nie? Odkrycie ich może być niebezpieczne oraz mogą one zmienić człowieka: jego sposób myślenia i bycia. Autorka w swojej debiutanckiej książce nie tylko zabiera nas w niezwykle klimatyczną podróż do Kołobrzegu – rodzinnego miasta autorki – ale również próbuje rozwikłać zagadkę pewnego budynku ze zdjęcia, które jest… widmem.
Główną bohaterką niniejszej książki jest dojrzała kobieta, matka i mężatka, którą prawdopodobnie jest sama autorka a to, co przedstawia nam w Fabryce wiatru może być oparte na faktach autentycznych. Może trochę podkoloryzowanymi, ale jednak faktami. Oczywiście mogę się mylić, jednak sposób prowadzenia narracji i fabuły mocno przemawiają za moimi domysłami. Jeśli jednak jest to fikcja literacka to nic nie szkodzi, a pani Beacie Mieczkowskiej-Miśtak należą się gratulacje za stworzenie niezwykle realistycznej historii. Przede wszystkim na uwagę zasługuje tło, na którym rozgrywają się wydarzenia Fabryki wiatru. Jest ono niesamowite, niezwykle realistyczne, a co za tym idzie: klimatyczne. Autorka tymi opisami przyrody sprawiła, że zatęskniłam za naszym rodzimym morzem. Nie jestem mieszkanką Pomorza, ale byłam kilka razy nad Bałtykiem i jego klimat mocno zapisał się w mojej pamięci. Dzięki temu tytułowi poczułam się tak, jakbym znowu tam była: czuła piasek pod stopami, wiatr przenikał mnie do szpiku kości, szum fal rozbrzmiewał w moich uszach… Było to coś naprawdę magicznego. W pewnej chwili ogarnęło mnie pragnienie, by rzucić wszystko czym aktualnie się zajmuję i pojechać nad morze. Pani Beato, bardzo dziękuję za te chwile odskoczni od mojego codziennego życia.
Jak wspomniałam wcześniej, akcja powieści kręci się wokół znikającego budynku w Kołobrzegu, który uwiecznił na zdjęciu przyjaciel głównej bohaterki, Rajmund. Temat tajemnicy zawsze wywołuje dreszczyk emocji, intryguje i wydaje się być wciągający… niestety fabuła książki trochę mi się dłużyła i nie wzbudziła takiego zainteresowania, jakie powinna ona wzbudzić. Zabrakło w tym, jak dla mnie, stopniowania napięcia, akcja była zbyt wolna, a rozwiązanie zagadki znikającego budynku okazało się też mało spektakularne… Przez Fabrykę wiatru się płynie, wolno, czasami nawet bardzo wolno, ale dzięki temu możemy się cieszyć widokami, jakie słowami namalowała autorka. Jest to wbrew pozorom pozycja lekka i niezbyt wymagająca, na pewno sprawdzi się na niedzielne popołudnie.
Jeśli chodzi o bohaterów to są oni raczej neutralni. Nie narzucają się czytelnikowi, nie irytują ani nie wywołują skrajnych emocji. Są bo są, a w sumie mogłoby ich nawet nie być. Jak dla mnie są oni mało wyraziści oraz trochę papierowi. Szkoda, w powieści przydałaby się jedna konkretna postać z charakterem, która nadałaby całości trochę dynamizmu i wyrazistości.
Fabryka wiatru okazała się w sumie średnią powieścią, której brakuje pazura, czegoś, co by ją wyróżniło. Niestety sam klimat w tym przypadku nie wystarczy. Wszystko wyszło poprawnie, ale brakuje iskry, która wznieciłaby ogień. Fabuła mogła być bardziej dynamiczna, a postacie charakterni. Szczerze powiedziawszy przy lekturze trochę się nudziłam, co jest niezbyt dobrym objawem przy lekturze. To, czego nie można jej odmówić, to plastycznego języka, jakim autorka posługuje się w swoim debiucie. Dzięki niemu można naprawdę odpłynąć w kierunku morza. Tak, tło jest chyba największym atutem Fabryki wiatru.
~*~
Idąc we mgle, widzi się czasem rzeczy takimi, jakimi chce się je widzieć. [1]
Na wszystko na tym świecie przychodzi odpowiednia pora. [2]
Niewidzialne domy, niewidzialni ludzie. Coś w tym jest, że w pewnym wieku ludzie nagle przestają być zauważani. Stają się niemal niewidzialni. Staruszkowie przemykają ulicami pod ścianami. [3]
[…] my tu jesteśmy w tym życiu tylko na chwilę. Jesteśmy mali i nieważni. Jedynie wydaje się nam, że coś wiemy, że coś znaczymy, że zmieniamy świat. Widzimy mały wycinek wielkiego obrazu. Jesteśmy upośledzeni, a myślimy, że nasz geniusz trzyma tę planetę przy życiu. Nie wiemy nic. Nic nie rozumiemy. Dookoła nas dzieją się rzeczy tak skomplikowane, że nasz umysł nie potrafi ich zinterpretować. Patrzymy, a nie widzimy. Nie radzimy sobie z zastaną sytuacją, więc ją wypieramy. Kasujemy. Tylko naukowcy i uparciuchy ciekawe świata próbują wyjść poza ramy, poza schematy. Spojrzeć na świat z innej perspektywy. [4]
___
[1] Beata Mieczkowska-Miśtak, Fabryka wiatru, Gdynia 2018, s. 38.
[2] Tamże, s. 47.
[3] Tamże, s. 63.
[4] Tamże, s. 199.
Każdy z nas ma tajemnice: ukrywamy je przed rodziną, znajomymi, światem a nawet przed samym sobą. Ale czy tylko ludzie je posiadają? Fabryka wiatru Beaty Mieczkowskiej-Miśtak pokazuje, że miejsca także mają swoje sekrety. Myślę, że każde miejsce na Ziemi ma coś, co ukrywa przed ludźmi. Tajemnice mają to do siebie, że fascynują, intrygują, nie dają spokoju i wzbudzają w...
Niestety okropnie mnie wynudziła ta książka. Zamysł może był dobry, ale ile można w koło czytać/słuchać jak bohaterka szuka danego obiektu??? Po za tym sceny też były rozwleczone jakby na siłę, napychane słowami czy zdaniami, aby tylko stron było więcej???? Rozumiem przyjaźń damsko męską, ale okropnie wkurzało mnie jak z jednej strony główna bohaterka rozpływa się jakiego to ma super partnera a z drugiej niemal traciła zmysły aby spełnić zachciankę przyjaciela oraz często z nadmiernym entuzjazmem rzucała mu się w ramiona, twierdząc, że to przecież tylko przyjaciel. Niestety ja osobiście NIE polecam.
Niestety okropnie mnie wynudziła ta książka. Zamysł może był dobry, ale ile można w koło czytać/słuchać jak bohaterka szuka danego obiektu??? Po za tym sceny też były rozwleczone jakby na siłę, napychane słowami czy zdaniami, aby tylko stron było więcej???? Rozumiem przyjaźń damsko męską, ale okropnie wkurzało mnie jak z jednej strony główna bohaterka rozpływa się jakiego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTej książce nie przyznaję konkretnej oceny, bo nie jest ona jednoznaczna, a wyciągnięcie średniej oceny byłoby nieadekwatne. Dla mnie to książka wyjątkowa. Przede wszystkim uwielbiam czytać literaturę o Kołobrzegu, bo mieszkam w tym mieście z wyboru (niestety nie z urodzenia). I to już sprawia, że ocena idzie maksymalnie w górę. W tej książce jest mnóstwo Kołobrzegu, autorka bardzo mocno osadziła swoją opowieść w konkretnym miejscu i właściwie gra ono główną rolę. Za to przyznaję ocenę maksymalną. Mam wrażenie, że cała opowieść opiera się na miłości do miejsca, które i ja darzę ogromnym uczuciem. Klimat powieści jest cudowny, na każdej stronie czuć morską bryzę, ale też powiew miasta, tego współczesnego, miejsc w których bywam na co dzień. Czytało mi się tę książkę jak piękną baśń, przepełnioną smaczkami codzienności. Miodzio. Żeby nie było, że tylko zachwycam się jak dziecko, była też strona, która nie do końca przypadła mi do gustu, a mianowicie styl. Czytając czułam się, jakbym czytała artykuł w gazecie. Świetny, ale jednak artykuł. To, co mnie uderzyło, to styl dziennikarski zamiast literackiego. Miałam wrażenie, że podawanie faktów, przeskakiwanie w rwany sposób w czasie i forma dziennikarska odebrały książce flow, który sprawiłby, że byłaby to książka idealna. Przy takich książkach wolę, jak styl jest bardzo literacki, mniej suchy i sposób opowiadania mniej faktograficzny. Za to nie postawiłabym zbyt wysokiej oceny. Tak czy inaczej książka mnie zauroczyła. Chciałabym na rynku więcej takich książek. Bardziej literackich, ale w takim klimacie.
Tej książce nie przyznaję konkretnej oceny, bo nie jest ona jednoznaczna, a wyciągnięcie średniej oceny byłoby nieadekwatne. Dla mnie to książka wyjątkowa. Przede wszystkim uwielbiam czytać literaturę o Kołobrzegu, bo mieszkam w tym mieście z wyboru (niestety nie z urodzenia). I to już sprawia, że ocena idzie maksymalnie w górę. W tej książce jest mnóstwo Kołobrzegu,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZupełnie nie wiedziałam czego spodziewać się po fabryce wiatru, poza tym, że ktoś potrafił o niej napisać, tak, że chciałam ją przeczytać. Styl autorki jest bardzo dobry. Książka jest lekka, łatwa i przyjemna. Wątek fabryki wiatru i niedźwiedzia morskiego wciągający.
Chociaż były momenty, gdy książka siadała, głównie wtedy, gdy bohaterka skupiała się na swoim zwyczajnym życiu. Co docenić mogą te z Was, które za wątkami fantastycznymi nie przepadają. Ja jednak te momenty starałam się jak najszybciej przelecieć wzrokiem. Aż docierałam do smaczków z poszukiwań, do historii Kołobrzegu i okolic, do wątku z eksperymentami.
Muszę przyznać, że pomysł na książkę był świetny. Bardzo chciałabym, żeby to nie był tylko pościg za legendą. Gdyby ta historia była bardziej namacalna, mocniej osadzona, nie tylko plotki, pogłoski. Uwielbiam takie smaczki i z przyjemnością już dziś przejechałabym się do Kołobrzegu śladami bohaterów. Był też wątek bliższych mi okolic, ale jako ślepa uliczka, nie wzbudził we mnie takich emocji, jak można by oczekiwać.
Książka jest dobra, nietypowa. Wątki bardziej fantastycznie, nie powinny zniechęcać, tych którzy nie lubią typowej fantastyki. Trochę grozy, trochę lokalnej historii, trochę prozy życia. Wiele smaczków, które nie jedna czytelniczka może docenić. Nawet jeśli nie jesteś przekonana, warto dać jej szansę i poczytać inne recenzje.
Zupełnie nie wiedziałam czego spodziewać się po fabryce wiatru, poza tym, że ktoś potrafił o niej napisać, tak, że chciałam ją przeczytać. Styl autorki jest bardzo dobry. Książka jest lekka, łatwa i przyjemna. Wątek fabryki wiatru i niedźwiedzia morskiego wciągający.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChociaż były momenty, gdy książka siadała, głównie wtedy, gdy bohaterka skupiała się na swoim zwyczajnym...
No i zaskok proszę Państwa... Spodziewałam się kolejne polskiej wersji ni to obyczajówki, ni to romansu, może kryminału. A tu mamy polską wersję hmmm ... Zafona?
Kołobrzeg i budynek widmo. widzą go wybrani. Co więcej jest zdjęcie tego obiektu. Nie opowiem Wam treści. Ta książka jest jak Matrix - nie da się jej przeczytać kolejny pierwszy raz... I nie chcę Wam tego wrażenia popsuć.
Jest tajemnica, są spacery z psem brzegiem morza i jest wiatr od morza i znowu jest wiatr jak istota rozumna, raz piękna i dobra, raz straszna i bezwzględna i jest morze piękne gładkie i wzburzone. Są kutry rybackie i stare budynki w Kołobrzegu, ale też na całym wybrzeżu. Jest labirynt korytarzy i wojskowe tajemnice.
Niesamowita, pełna miłości do morza i miasta i pełna wiatru.
No i zaskok proszę Państwa... Spodziewałam się kolejne polskiej wersji ni to obyczajówki, ni to romansu, może kryminału. A tu mamy polską wersję hmmm ... Zafona?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKołobrzeg i budynek widmo. widzą go wybrani. Co więcej jest zdjęcie tego obiektu. Nie opowiem Wam treści. Ta książka jest jak Matrix - nie da się jej przeczytać kolejny pierwszy raz... I nie chcę Wam tego...
"Beata to szczęśliwa matka, żona i spełniająca się dziennikarka, zajmująca się dziennikarstwem informacyjnym i publicystyką w regionalnych mediach. Pewnego dnia kobieta udaje się do Warszawy, aby odwiedzić wieloletniego przyjaciela, Rajmunda. Ten pokazuje jej niedawno wykonaną przez siebie fotografię budynku mieszczącego się w okolicy molo w Kołobrzegu. Prosi przyjaciółkę o sprawdzenie obiektu przypominającego hotelik i jego zlokalizowanie. Zaintrygowana Beata, kompletnie niekojarząca takiego kompleksu budowlanego, obiecuje pozyskać na jego temat informacje. Po powrocie do swego rodzinnego miasta postanawia odnaleźć ów gmach. Jednak jak się okazuje, takowy w rzeczywistości nie istnieje. Zdeterminowana kobieta decyduje się rozwikłać zagadkę budynku widmo i poznać jego tajemnicę. Nieświadoma czyhających na nią niebezpieczeństw całkowicie poświęca się temuż zadaniu. I pewnego dnia trafia na ślad...
Uwielbiam mądre, niosące ciekawą historię, w pełni absorbujące i niebywale nastrojowe debiuty. Uwielbiam powieści, które pozbawione są monotonii, zbędnych i długawych opisów, wymuszonych dialogów i sztucznych nitek fabularnego kłębka. Uwielbiam książki, które mają w sobie jakąś bliżej nieokreśloną głębię, i co najważniejsze, duszę. Uwielbiam opowieści wyzwalające uczucia niepewności, niepokoju, owiane nutką grozy i rodzące niejako strach przeszywający ciało i wywołujące gęsią skórkę. Uwielbiam "Fabrykę wiatru", albowiem mieści w sobie wszystkie wspomniane elementy, które harmonijnie ze sobą złączone tworzą oryginalną, nietuzinkową i jakże pasjonującą powieść, od której nie można się oderwać dopóty, dopóki nie pozna się prawdy."
Cała recenzja: http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com/2018/10/fabryka-wiatru-beata-mieczkowska-mistak.html
Serdecznie zapraszam :)
"Beata to szczęśliwa matka, żona i spełniająca się dziennikarka, zajmująca się dziennikarstwem informacyjnym i publicystyką w regionalnych mediach. Pewnego dnia kobieta udaje się do Warszawy, aby odwiedzić wieloletniego przyjaciela, Rajmunda. Ten pokazuje jej niedawno wykonaną przez siebie fotografię budynku mieszczącego się w okolicy molo w Kołobrzegu. Prosi przyjaciółkę o...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna okładka. Pokłady klimatu. Czuć, że autorka kocha Kołobrzeg.
To wszystko. Tajemnica, jaką obiecywała ta powieść, jest potraktowana jako temat drugorzędny. Narracja, choć poprawna, to chaotyczna, skacząca z tematu na temat, z nastroju w nastrój - nie ma tu ciągłości.
Poza tym, miałam wrażenie, że ciągle czytam początek - nic się nie zmieniało w treści.
Niewykorzystany potencjał dobrego pomysłu. Myślę, że lepiej by to wyszło bez tego tajemniczego wątku - sama opowieść obyczajowa, którą w sumie ta historia tak naprawę jest.
I mój osobisty minus, który drażnił mnie bardzo dość podczas czytania - pies, który nawet nie ma imienia i non stop nazywany jest... psem. Bezuczuciowo i bezosobowo. Ble.
Piękna okładka. Pokłady klimatu. Czuć, że autorka kocha Kołobrzeg.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo wszystko. Tajemnica, jaką obiecywała ta powieść, jest potraktowana jako temat drugorzędny. Narracja, choć poprawna, to chaotyczna, skacząca z tematu na temat, z nastroju w nastrój - nie ma tu ciągłości.
Poza tym, miałam wrażenie, że ciągle czytam początek - nic się nie zmieniało w treści.
Niewykorzystany...
"Fabryka Wiatru" to bardzo słaba pozycja. Zawiodłam się! I to tak mega!
Przeczytałam opis z tyłu książki i pomyślałam. Hura coś dla mnie. Przygoda, trochę magii (znikające budynki, nadprzyrodzone zjawiska pogodowe), poszukiwania i bohaterka nie jest licealistką. Stwierdziłam super... tak, ale zdecydowanie przejechałam się na tym stwierdzeniu.
Dziwna jest ta książka. Niby są poszukiwania, domu ze zdjęcia, którego każdy widzi w inny sposób. Takie zjawisko kameleona - wiadomo, że to hotel, ale każdy widzi na zdjęciu coś innego. Aha, żeby nie spoilerować.
Kobieta z tego co wynika z opisów jej relacji z rodziną, ma może około 37/40 lat, a zachowuje się jak małe dziecko. Ja rozumiem, że w każdym wieku można przeżyć przygodę życia, ale te opisy. Jakby autorka opisywała zachowanie 13-sto latki,a nie dorosłej kobiety, która ma dzieci w tym wieku. Wszystko jest bardzo zagmatwane, fabuła się miesza. Zdanie krótkie, podrozdziały i rozdziały według mnie podzielone bez ładu i składu. A i zero w niej magii...
Czasem mam tak, że jak mi się książka nie podoba, to daje jej trzy szanse. Przez tą przebrnęłam w szansie numer 2! Na szczęście jest krótka, bo gdyby była rozmiarów "Gry o Tron" dałabym sobie spokój. Tak więc, nie polecam. Nie podobała mi się.
"Fabryka Wiatru" to bardzo słaba pozycja. Zawiodłam się! I to tak mega!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam opis z tyłu książki i pomyślałam. Hura coś dla mnie. Przygoda, trochę magii (znikające budynki, nadprzyrodzone zjawiska pogodowe), poszukiwania i bohaterka nie jest licealistką. Stwierdziłam super... tak, ale zdecydowanie przejechałam się na tym stwierdzeniu.
Dziwna jest ta książka. Niby są...
Debiutancka powieść Beaty Mieczkowskiej-Miśtak przenosi nas w podróż, pełną niesamowitych zjawisk, wspaniałych tajemnic i znikających budynków.
Jedna wizyta, jedno zdjęcie i zagadka, którą bohaterka stara się rozwikłać. Beata podczas wizyty u swojego przyjaciela Rajmunda dostaje zdjęcie tajemniczego budynku. Beata poproszona o ustalenie położenia budynku, wraca do rodzinnego Kołobrzegu z misją, która w końcu staje się jej obsesją.
Książka Beaty Mieczkowskiej-Miśtak jest wspaniałą zagadką, która porywa i nie pozwala nam się od niej oderwać do ostatnich stron.
Niby zwykłe zdjęcie starego budynku, który znika, tajemnica sięgająca czasów II wojny światowej i piękne Polskie morze sprawiły, że książka posiada niesamowity klimat, w którym można się zakochać.
Wspaniałym dopełnieniem całości są niesamowite opisy przyrody, dzięki którym dosłownie możemy poczuć zapach morza, usłyszeć jego szum i przekonać się jakie potrafi być niebezpieczne.
Świetnym akcentem były też legendy i podania jakie są przekazywane z pokolenia na pokolenie przez żeglarzy i rybaków, dzięki nim możemy poznać tajemnice jaki kryje nasz rodzimy Bałtyk.
Całość napisana jest bardzo lekkim i przyjemnym językiem dzięki czemu książka znika w zastraszającym tempie. Akcja już od pierwszych stron nabiera tempa a autorka umiejętnie lawiruje między faktami co tylko dodaje książce smaczku.
Bardzo dobra książka, w której tajemnica podszyta jest odrobiną grozy sprawia że dreszczyk emocji towarzyszy nam do samego końca, a koniec całej historii okazuje niesamowity co wcale nie oznacza, że niemożliwy.
Recenzja pochodzi z bloga: https://judithreads.blogspot.com/
Debiutancka powieść Beaty Mieczkowskiej-Miśtak przenosi nas w podróż, pełną niesamowitych zjawisk, wspaniałych tajemnic i znikających budynków.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedna wizyta, jedno zdjęcie i zagadka, którą bohaterka stara się rozwikłać. Beata podczas wizyty u swojego przyjaciela Rajmunda dostaje zdjęcie tajemniczego budynku. Beata poproszona o ustalenie położenia budynku, wraca do...
Beata dostaje od swojego przyjaciela, Rajmunda, zdjęcie budynku, wykonane w jej rodzinnym mieście. Jej zadaniem jest odnalezienie go i przesłanie adresu, aby mężczyzna mógł je należycie opisać. Nic prostszego? Kiedy kobieta wyrusza na poszukiwania nic nie wskazuje na to, że przygoda ta zmieni całe jej życie. Przeszukuje cały Kołobrzeg, miasto, które zna od podszewki, ale po budynku ze zdjęcia nie ma śladu. Jednak w rękach trzyma dowód. To nie jest tylko ludzki wymysł, nie wyobraźnia. Beata stawia sobie za cel odkrycie tajemnicy obiektu ze zdjęcia, tym bardziej, że na światło dzienne zaczynają wychodzić nowe fakty...
"Fabryka wiatru" to debiutancka powieść autorki, która przenosi nas w niesamowity klimat, pełen niepokoju, grozy. Opisuje potęgę morza, sztormy, burze, które uspokajają się tak szybko, jak nadeszły. I prowadzi poszukiwania budynku, którego nie ma... Buduje napięcie, które narasta z każdą stroną, przyprawiając czytelnika o dreszcze.
Beata Mieczkowska-Miśtak wciąga nas w poszukiwania, zadaje pytania, snuje teorie... Zachęca nas tym samym, abyśmy spróbowali spojrzeć na to z własnej perspektywy, poszperać trochę w Internecie książkach, znaleźć to, co znalazła i ona, przeczytać, zastanowić się... A nad czym konkretnie? Nad tajemnicami, które początek swój miały w czasie II wojny światowej - tajne eksperymenty, znikający ludzie, milczenie... Skoro ludzie znikali bez śladu, czemu nie miałby zniknąć budynek? To wszystko wydaje się tak niedorzeczne, nieprawdopodobne, a jednocześnie tak niepokojące, mrożące krew w żyłach. Autorka podsuwa nam rozwiązanie zagadki, ale nie daje odpowiedzi.
Opowieści snute przez żeglarzy, przygoda, która przytrafiła się bratu bohaterki, rysunki, obrazy potwierdzające istnienie budynku ze zdjęcia. I pustka - w miejscu, gdzie powinien się on znajdować.
Jeśli będę kiedyś w Kołobrzegu, z pewnością spojrzę na to miasto z perspektywy "Fabryki wiatru". Będę rozglądać się za zaginionym budynkiem, a kiedy tylko pogoda zacznie się raptownie zmieniać... Ucieknę? Pewnie nie, choć po przeczytaniu książki, wydaje się to najrozsądniejsze.
Czegoś mi jednak brakowało. Powieść była dość monotonna, jeden główny wątek i nic poza nim. Chciałabym lepiej poznać główną bohaterkę, jej charakter. Być może wtedy bardziej bym ja polubiła, bo muszę przyznać, że nie darzyłam jej szczególną sympatią. Brakowało jej wyrazistości. Ponadto jak na tak krótką powieść, moim zdaniem zbyt wiele było osób. Poznawaliśmy ich jeszcze bardziej pobieżnie, wiedzieliśmy jedynie tyle, że ktoś jest znajomym czy przyjacielem. Trochę nie grało to z początkowym, tajemniczym klimatem, znosiło nagromadzone napięcie. Poza tym było najzwyczajniej - zbędne.
Czy znikający budynek ma jakiś związek z eksperymentami wojennymi? A może raczej z nagłymi burzami, sztormami, mgłą? Czy to one są powodem jego wizualizacji na horyzoncie? A może to budynek jest powodem występowania tak intensywnych zjawisk? Podobno widzą go osoby, które uszły z życiem podczas sztormu na morzu. A może budynek jest tylko wytworem wyobraźni? Choć są dowody na jego istnienie...
Dla autorki to dopiero początek przygody z powieściami. Pisze ona aktualnie kolejną, drugą. W "Fabryce wiatru" pokazała, że potrafi, że ma do zaoferowania ciekawe historie. Zaintrygowała, wzbudziła moją ciekawość, stworzyła niesamowity klimat, wywołała ciarki na mojej skórze. Mam nadzieję, że kolejne książki wychodzące spod jej pióra będą jeszcze lepsze.
Jeśli jesteście ciekawi, chcecie poczuć lekki przypływ adrenaliny, dać się ponieść, wciągnąć w tajemniczą, pełną niepokoju historię tytułowej Fabryki Wiatru, zachęcam do przeczytania powieści! Jest to książka, którą czyta się naprawdę szybko. Przyjemny język, intrygujący pomysł, nieduża objętość. Myślę, że mimo pewnych niedociągnięć - warto :)
Beata dostaje od swojego przyjaciela, Rajmunda, zdjęcie budynku, wykonane w jej rodzinnym mieście. Jej zadaniem jest odnalezienie go i przesłanie adresu, aby mężczyzna mógł je należycie opisać. Nic prostszego? Kiedy kobieta wyrusza na poszukiwania nic nie wskazuje na to, że przygoda ta zmieni całe jej życie. Przeszukuje cały Kołobrzeg, miasto, które zna od podszewki, ale po...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy to co widzimy zawsze jest realne? Może dajemy zwieść się iluzji, ale bierzemy ją za rzeczywistość, gdyż jesteśmy spragnieni nieodkrytych tajemnic? Czy warto gonić za tym co niepokoi i nie pozwala o sobie zapomnieć? Tyle znaków zapytania i żadnej odpowiedzi, tylko niejasne przeczucia i strach …
Zwykłe zdjęcie, tak przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawałoby się, lecz kryje w sobie coś co sprawia, że nie da się zepchnąć wspomnienia o nim w głąb umysłu. Kołobrzeg posiada wiele interesujących budynków, które są bardziej lub mniej rozpoznawalne na fotografiach, ale ten konkretny utrwalony w kadrze przez Rajmunda nie przypomina żadnego znanego. Jednak jest jakby znajomy, zapadł w pamięci nie tylko jemu, ale także przyjaciółce, która podejmuje się odnalezienia tajemniczych murów. Kobieta zna Kołobrzeg prawie jak własną kieszeń, ale w znajomych krajobrazach brak tej konkretnej budowli, jak to możliwe? Zagadka musi mieć swoje rozwiązanie, gdzieś kryje się i czeka by pokazać się. Zresztą nie tylko Rajmundowi udało się uwiecznić niezwykły budynek, ale wciąż nie można go odnaleźć. Otoczony jest gęstą mgłą niewiadomych i czegoś jednocześnie intrygującego oraz złowieszczego. Co chowa w zanadrzu obiekt, pojawiający się na obrazach, szkicach i zdjęciach, jednak nieobecny w konkretnym miejscu? Ludzie raz go zobaczywszy są nim zafascynowani, czyżby przyciągał ich jak ogień ćmy?
Dobra książka ma klimat, który już na samym początku daje przedsmak tego co czeka czytelnika podczas lektury. Beata Miecznikowska-Miśtak zdanie po zdaniu buduje niepokój i coś o wiele głębiej drzemiącego w umyśle każdego z nas – pierwotny lęk przed czymś co chociaż niezauważalne jest odczuwalne i zagraża naszemu bezpieczeństwu. Bohaterowie prowadzą czytających w głąb opowieści w jakiej nie ma nic oczywistego, a znana wszystkim rzeczywistość skrywa sekrety mroczne i przede wszystkim drapieżne. Gdzieś pomiędzy jawą i wyobraźnią skrywa się coś co wydaje się nierealne, lecz czy takie jest naprawdę? Ciekawość nie pozwala by oddalić się, rozsądek i logika cichną, liczy się nie do końca jasny obraz nie pozwalający o sobie zapomnieć i pojawiający się przed oczami niespodziewanie.
Tajemnica serwowana przez autorkę "Fabryki wiatru" podszyta jest nieokreśloną grozą, potęgowaną wciąż obecną atmosferę niepokoju i nieuchronności. Intrygująca historia sięga w przeszłość i zdaje się budzić dawno uśpione lub raczej drzemiące groźne demony. Kołobrzeg kryje wiele sekretów, a ten konkretny ma smak przerażająco-intrygujący.
Czy to co widzimy zawsze jest realne? Może dajemy zwieść się iluzji, ale bierzemy ją za rzeczywistość, gdyż jesteśmy spragnieni nieodkrytych tajemnic? Czy warto gonić za tym co niepokoi i nie pozwala o sobie zapomnieć? Tyle znaków zapytania i żadnej odpowiedzi, tylko niejasne przeczucia i strach …
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZwykłe zdjęcie, tak przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawałoby się, lecz...
"Jesteśmy upośledzeni, a myślimy, że to nasz geniusz trzyma tę planetę przy życiu. Nie wiemy nic. Nic nie rozumiemy".
Jeśli pojadę jeszcze kiedykolwiek do Kołobrzegu, z pewnością przed oczami będę miała tajemnicę tego miasta, o jakiej postanowiła napisać w swoim debiucie Beata Mieczkowska-Miśtak. Być może nawet, poszukam tytułowej fabryki wiatrów, popytam ludzi o historię Kołobrzegu, a sztorm na morzu przypomni mi budzący grozę klimat tej książki.
Beata Mieczkowska-Miśtak to z wykształcenia pedagog, manager oraz specjalista do spraw żywienia. Pracowała jako dziennikarka, dyrektor ośrodka kultury, prezes zarządu, a także jako właściciel własnej firmy. Wydała do tej pory trzy tomiki poezji oraz książkę o kołobrzeskiej kuchni. Urodziła się i mieszka w Kołobrzegu.
Główna bohaterka będąc z wizytą u swojego przyjaciela Rajmunda, ogląda zdjęcie pewnego budynku, zrobione w Kołobrzegu - w jej rodzinnym mieście. Kobieta zostaje poproszona przez niego o szczegółowe zlokalizowanie uwiecznionego obiektu. Jak się okazuje jednak, budynek taki nie istnieje w obecnych czasach. Bohaterka zaczyna więc prowadzić własne śledztwo, sięgające daleko w przeszłość.
Do tej pory na myśl o tym, że mogłabym mieć w ręku zdjęcie zrobione przez mojego znajomego, ukazujące opuszczony budynek, którego nikt nie widział i którego nikt nie może znaleźć, mam dreszcze na całym ciele. Motyw ten niczym z jakiejś powieści grozy, skutecznie pobudził moją wyobraźnię, która kreowała przeróżne scenariusze. Tajemnica znikającego budynku, którą próbuje rozwikłać główna bohaterka to skutecznie budowane przez autorkę napięcie poprzez opowieści świadków, malowidła, fotografie, czy też wzmianki historyczne. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze aura gniewu morza, czyli sztormy, burze i mgły. Ta historia oprócz widocznej płaszczyzny metafizycznej, poraża swoim nastrojem niepokoju.
"Kołobrzeg kryje jeszcze wiele tajemnic. Nie wszystkie uda się odkryć, a nawet jeżeli poznamy pewne sekrety, to czy świat będzie gotowy w nie uwierzyć?".
Beata Mieczkowska-Miśtak oparła całą kanwę fabularną swojej książki na wątku tajemnic historycznych II wojny światowej - tajne badania, wspomniana duża ilość bunkrów i podziemnych korytarzy w Kołobrzegu, znikający ludzie i swoista zmowa milczenia na ten temat w czasach PRL-u. Autorka zadaje pytania, zachęca czytelnika do szukania na własną rękę informacji dotyczących niemieckich badań w tym mieście. To, na jaki trop naprowadza czytelnika, wydaje się mało prawdopodobne, ale z pewnością pobudza wyobraźnię. Uwielbiam takie połączenia teraźniejszości i tajemnic z przeszłości, okraszone akcją dziejącą się w Polsce - mamy bowiem przecież jeszcze tyle do odkrycia.
Beata Mieczkowska-Miśtak zabrała mnie w pełną sztormów, burz i mgły, niezwykle tajemniczą podróż do Kołobrzegu. Od okraszonej klimatyczną aurą niedopowiedzenia historii zdjęcia, które nie powinno istnieć, nie sposób się oderwać. Jestem urzeczona.
https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Jesteśmy upośledzeni, a myślimy, że to nasz geniusz trzyma tę planetę przy życiu. Nie wiemy nic. Nic nie rozumiemy".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli pojadę jeszcze kiedykolwiek do Kołobrzegu, z pewnością przed oczami będę miała tajemnicę tego miasta, o jakiej postanowiła napisać w swoim debiucie Beata Mieczkowska-Miśtak. Być może nawet, poszukam tytułowej fabryki wiatrów, popytam ludzi o historię...
Czasami dziwnie się to moje czytanie układa. Dopiero co pisałam o górach i mojej miłości do nich, a tu wpada w moje ręce książka, której akcja dzieje się nad polskim morzem. Jakby chciała wybronić ten nasz niezbyt dobrze reklamowany Bałtyk przed moimi oskarżeniami o wiecznie złą pogodę, zimną wodę i brak miejsca na plaży. Jakby koniecznie chciała mnie przekonać, że warto nad morze jechać, przejść się po molo, pospacerować po piasku, pogonić się z falami, wdychać jod i cieszyć się kojącym szumem wody. To tak, jakby książka do mnie mówiła. Cóż, żadne to odkrycie: literatura do nas przemawia w taki czy inny sposób. Taka między innymi jej rola.
Nad nasze polskie morze, do osławionego Kołobrzegu przeniosła mnie debiutancka powieść Beaty Mieczkowskiej-Miśtak „Fabryka wiatru”. Mocno nastrajająca okładka przywodziła na myśl coś magicznego, tajemnicę do rozwiązania. Niewielki gabaryt książki przekonywał, że lektura nie potrwa długo i może nawet będzie przyjemna.
Główna bohaterka, nomen omen Beata, na prośbę swojego przyjaciela próbuje ustalić miejsce położenia pewnego budynku, który ten uwiecznił na jednym ze swoich zdjęć. Sprawa jest o tyle tajemnicza, że ów budynek – zgodnie z informacjami uzyskanymi od autora fotografii – powinien znajdować się w Kołobrzegu, rodzinnym mieście Beaty, tymczasem ona zupełnie go nie kojarzy. Rozpoczyna poszukiwania dziwnego obiektu, odkrywając pewne historyczne fakty zamiecione pod dywan wiele lat temu. Kobieta angażuje do swojego „zlecenia” męża, przyjaciół oraz brata w nadziei, że wspólnymi siłami łatwiej będzie rozwiązać zagadkę.
Przyznaję, że Beacie Mieczkowskiej-Miśtak udało się stworzyć odpowiedni klimat dla swojej powieści. Opisy przyrody, które sukcesywnie omijam od licealnych czasów, tutaj nabrały ogromnego znaczenia. Fizycznie czułam wiatr wiejący od morza, oczami wyobraźni widziałam wzburzone fale, wyobrażałam sobie siebie stojącą na środku plaży, poddającą się cudownej morskiej bryzie. Moje serce ożywało w momentach, gdy autorka przytaczała opowieści snute przez żeglarzy. Niestety, to były tylko zrywy. Interesująca historia pojawiała się na dwóch, góra trzech stronach, po czym Mieczkowka-Miśtak wracała do nieco nużącego życia swojej bohaterki, które w zasadzie niewiele wnosiło. Nagromadzenie postaci wmieszanych w całą sprawę spowodowało, że przestawała ona być tajemniczą, a wydawała się być po prostu rozrywką dla znajomych. Akcja, która momentami nabierała rozpędu, za chwilę hamowała i całe napięcie opadało – jak te fale na wietrze: w górę i w dół. Niestety, w tym wypadku wcale nie okazało się to dobre. Szkoda wielka, bo w mojej głowie do teraz odzywa się pewien rodzaj buntu, że przecież można było ten pomysł naprawdę dobrze wykorzystać. Tymczasem czuję niedosyt.
Odkąd skończyłam tę książkę zastanawiam się, jak można ją ocenić. Z jednej strony – czuć w niej jakąś część autorki, czyta się ją na tyle płynnie, że dla czytelnika posiadającego więcej wolnego czasu wieczorem mogłaby to być nawet jednodniowa przygoda, cały pomysł na fabułę uważam za bardzo dobry, a jednak coś mi w tym wszystkim zgrzytał i nie był to piasek w zębach. Składam to na karb debiutu, może pewnego rodzaju testowania czytelnika i próby odnalezienia własnej drogi. Co do tego, że Beata Mieczkowska-Miśtak posiada umiejętność tworzenia tła historii, potrafi wprowadzić odpowiednią atmosferę, a może nawet zarazić czytelnika swoją spokojną gawędą nie mam wątpliwości. Jednak, by mnie porwać, potrzeba czegoś więcej, mniejszej monotonni, krwistych bohaterów. Mam nadzieję, że jej kolejna powieść, a podobno już takowa powstaje, będzie zawierała wszystko to, czego zabrakło mi tym razem. Potencjał na pewno ku temu jest.
www.spadlomizregala.pl
Czasami dziwnie się to moje czytanie układa. Dopiero co pisałam o górach i mojej miłości do nich, a tu wpada w moje ręce książka, której akcja dzieje się nad polskim morzem. Jakby chciała wybronić ten nasz niezbyt dobrze reklamowany Bałtyk przed moimi oskarżeniami o wiecznie złą pogodę, zimną wodę i brak miejsca na plaży. Jakby koniecznie chciała mnie przekonać, że warto...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażdy z nas ma tajemnice: ukrywamy je przed rodziną, znajomymi, światem a nawet przed samym sobą. Ale czy tylko ludzie je posiadają? Fabryka wiatru Beaty Mieczkowskiej-Miśtak pokazuje, że miejsca także mają swoje sekrety. Myślę, że każde miejsce na Ziemi ma coś, co ukrywa przed ludźmi. Tajemnice mają to do siebie, że fascynują, intrygują, nie dają spokoju i wzbudzają w człowieku różnorodne emocje. Czy wszystkie są jednak warte odkrycia? Może lepiej, by niektóre z nich nigdy nie ujrzały światła dziennego? Przecież nie bez powodu zostały usunięte sprzed wzroku ludzi, czyż nie? Odkrycie ich może być niebezpieczne oraz mogą one zmienić człowieka: jego sposób myślenia i bycia. Autorka w swojej debiutanckiej książce nie tylko zabiera nas w niezwykle klimatyczną podróż do Kołobrzegu – rodzinnego miasta autorki – ale również próbuje rozwikłać zagadkę pewnego budynku ze zdjęcia, które jest… widmem.
Główną bohaterką niniejszej książki jest dojrzała kobieta, matka i mężatka, którą prawdopodobnie jest sama autorka a to, co przedstawia nam w Fabryce wiatru może być oparte na faktach autentycznych. Może trochę podkoloryzowanymi, ale jednak faktami. Oczywiście mogę się mylić, jednak sposób prowadzenia narracji i fabuły mocno przemawiają za moimi domysłami. Jeśli jednak jest to fikcja literacka to nic nie szkodzi, a pani Beacie Mieczkowskiej-Miśtak należą się gratulacje za stworzenie niezwykle realistycznej historii. Przede wszystkim na uwagę zasługuje tło, na którym rozgrywają się wydarzenia Fabryki wiatru. Jest ono niesamowite, niezwykle realistyczne, a co za tym idzie: klimatyczne. Autorka tymi opisami przyrody sprawiła, że zatęskniłam za naszym rodzimym morzem. Nie jestem mieszkanką Pomorza, ale byłam kilka razy nad Bałtykiem i jego klimat mocno zapisał się w mojej pamięci. Dzięki temu tytułowi poczułam się tak, jakbym znowu tam była: czuła piasek pod stopami, wiatr przenikał mnie do szpiku kości, szum fal rozbrzmiewał w moich uszach… Było to coś naprawdę magicznego. W pewnej chwili ogarnęło mnie pragnienie, by rzucić wszystko czym aktualnie się zajmuję i pojechać nad morze. Pani Beato, bardzo dziękuję za te chwile odskoczni od mojego codziennego życia.
Jak wspomniałam wcześniej, akcja powieści kręci się wokół znikającego budynku w Kołobrzegu, który uwiecznił na zdjęciu przyjaciel głównej bohaterki, Rajmund. Temat tajemnicy zawsze wywołuje dreszczyk emocji, intryguje i wydaje się być wciągający… niestety fabuła książki trochę mi się dłużyła i nie wzbudziła takiego zainteresowania, jakie powinna ona wzbudzić. Zabrakło w tym, jak dla mnie, stopniowania napięcia, akcja była zbyt wolna, a rozwiązanie zagadki znikającego budynku okazało się też mało spektakularne… Przez Fabrykę wiatru się płynie, wolno, czasami nawet bardzo wolno, ale dzięki temu możemy się cieszyć widokami, jakie słowami namalowała autorka. Jest to wbrew pozorom pozycja lekka i niezbyt wymagająca, na pewno sprawdzi się na niedzielne popołudnie.
Jeśli chodzi o bohaterów to są oni raczej neutralni. Nie narzucają się czytelnikowi, nie irytują ani nie wywołują skrajnych emocji. Są bo są, a w sumie mogłoby ich nawet nie być. Jak dla mnie są oni mało wyraziści oraz trochę papierowi. Szkoda, w powieści przydałaby się jedna konkretna postać z charakterem, która nadałaby całości trochę dynamizmu i wyrazistości.
Fabryka wiatru okazała się w sumie średnią powieścią, której brakuje pazura, czegoś, co by ją wyróżniło. Niestety sam klimat w tym przypadku nie wystarczy. Wszystko wyszło poprawnie, ale brakuje iskry, która wznieciłaby ogień. Fabuła mogła być bardziej dynamiczna, a postacie charakterni. Szczerze powiedziawszy przy lekturze trochę się nudziłam, co jest niezbyt dobrym objawem przy lekturze. To, czego nie można jej odmówić, to plastycznego języka, jakim autorka posługuje się w swoim debiucie. Dzięki niemu można naprawdę odpłynąć w kierunku morza. Tak, tło jest chyba największym atutem Fabryki wiatru.
~*~
Idąc we mgle, widzi się czasem rzeczy takimi, jakimi chce się je widzieć. [1]
Na wszystko na tym świecie przychodzi odpowiednia pora. [2]
Niewidzialne domy, niewidzialni ludzie. Coś w tym jest, że w pewnym wieku ludzie nagle przestają być zauważani. Stają się niemal niewidzialni. Staruszkowie przemykają ulicami pod ścianami. [3]
[…] my tu jesteśmy w tym życiu tylko na chwilę. Jesteśmy mali i nieważni. Jedynie wydaje się nam, że coś wiemy, że coś znaczymy, że zmieniamy świat. Widzimy mały wycinek wielkiego obrazu. Jesteśmy upośledzeni, a myślimy, że nasz geniusz trzyma tę planetę przy życiu. Nie wiemy nic. Nic nie rozumiemy. Dookoła nas dzieją się rzeczy tak skomplikowane, że nasz umysł nie potrafi ich zinterpretować. Patrzymy, a nie widzimy. Nie radzimy sobie z zastaną sytuacją, więc ją wypieramy. Kasujemy. Tylko naukowcy i uparciuchy ciekawe świata próbują wyjść poza ramy, poza schematy. Spojrzeć na świat z innej perspektywy. [4]
___
[1] Beata Mieczkowska-Miśtak, Fabryka wiatru, Gdynia 2018, s. 38.
[2] Tamże, s. 47.
[3] Tamże, s. 63.
[4] Tamże, s. 199.
[http://dzosefinn.blogspot.com/2018/02/przedpremierowo-beata-mieczkowska.html]
Każdy z nas ma tajemnice: ukrywamy je przed rodziną, znajomymi, światem a nawet przed samym sobą. Ale czy tylko ludzie je posiadają? Fabryka wiatru Beaty Mieczkowskiej-Miśtak pokazuje, że miejsca także mają swoje sekrety. Myślę, że każde miejsce na Ziemi ma coś, co ukrywa przed ludźmi. Tajemnice mają to do siebie, że fascynują, intrygują, nie dają spokoju i wzbudzają w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to