Dawno nie przeczytałam czegoś tak dobrego. Kolejny raz przekonałam się, że książki polecane przez Oprah's Book Club są świetne.
Pięknie przedstawione różnice kulturowe wynikające zarówno z pochodzenia, jak i koloru skóry. A także dające do myślenia pokazanie "szczęścia" wynikającego z posiadania ogromnej fortuny.
Dawno nie przeczytałam czegoś tak dobrego. Kolejny raz przekonałam się, że książki polecane przez Oprah's Book Club są świetne.
Pięknie przedstawione różnice kulturowe wynikające zarówno z pochodzenia, jak i koloru skóry. A także dające do myślenia pokazanie "szczęścia" wynikającego z posiadania ogromnej fortuny.
"Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma..." - myślę, że powiedzenie to doskonale oddaje sens tej powieści. Historia prostych ludzi, Kameruńczyków, którzy pragną lepszego życia... Dla siebie i swoich dzieci. Gdy ich marzenie o wyjeździe do Ameryki w końcu się spełnia - ich amerykański sen szybko zostaje zweryfikowany w codziennym życiu w Nowym Jorku... Nie jest tak łatwo jak myśleli, że będzie... Historia jakich pewnie wiele - ilu ludzi pragnęło wyjechać do innego kraju, po czym wracali jednak do siebie, nie potrafiąc się odnaleźć w nowym miejscu... Jedge i Neni nie chcą się poddać, walczą o życie w lepszym świecie - w Ameryce. Czy się uda? Polecam przeczytać :-) Naprawdę dobra książka :-)
"Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma..." - myślę, że powiedzenie to doskonale oddaje sens tej powieści. Historia prostych ludzi, Kameruńczyków, którzy pragną lepszego życia... Dla siebie i swoich dzieci. Gdy ich marzenie o wyjeździe do Ameryki w końcu się spełnia - ich amerykański sen szybko zostaje zweryfikowany w codziennym życiu w Nowym Jorku... Nie jest tak łatwo jak...
Bardzo kibicowałam bohaterom, którzy musieli stoczyć trudną walkę o spełnienie marzeń. Książka smutna i bolesna ale przepięknie napisana! Ilu jest takich ludzi? Pewnie miliony.
Bardzo kibicowałam bohaterom, którzy musieli stoczyć trudną walkę o spełnienie marzeń. Książka smutna i bolesna ale przepięknie napisana! Ilu jest takich ludzi? Pewnie miliony.
Dla mnie trochę za nudna a zakończenie wcale mnie nie zaskoczyło. Owszem książka bardzo wartościowa ale spodziewałam się takich relacji i spostrzeżeń jakie autorka w niej zawarła. Nic nowego. Trochę za bardzo irytował mnie podział ról i stosunek do kobiet jaki ukazywał Jende. Ale to też nic nowego. Tylko uświadamia jak wiele teraz mamy ;) Można przeczytać.
Dla mnie trochę za nudna a zakończenie wcale mnie nie zaskoczyło. Owszem książka bardzo wartościowa ale spodziewałam się takich relacji i spostrzeżeń jakie autorka w niej zawarła. Nic nowego. Trochę za bardzo irytował mnie podział ról i stosunek do kobiet jaki ukazywał Jende. Ale to też nic nowego. Tylko uświadamia jak wiele teraz mamy ;) Można przeczytać.
"Masz złoto w domu a biegasz za diamentami".
Trudno ocenić tę książkę. Nie była tylko opisem dramatu imigrantów. Pokazuje ciężkie relacje w bogatych domach - a konkretnie ich brak. Niełatwe życie rodziny, która ledwo się wślizgnęła do NY. . . I skostniałe schematy, które niszczą wielkie marzenia.
"Masz złoto w domu a biegasz za diamentami".
Trudno ocenić tę książkę. Nie była tylko opisem dramatu imigrantów. Pokazuje ciężkie relacje w bogatych domach - a konkretnie ich brak. Niełatwe życie rodziny, która ledwo się wślizgnęła do NY. . . I skostniałe schematy, które niszczą wielkie marzenia.
Takie sobie "czytadło". Przez większość książki bohaterowie są jednowymiarowi i nijacy. Kompletnie nie obchodzą nas ich losy, a wydarzenia w których biorą udział są mało emocjonujące. Co, zważywszy na ilość opisów, jest swego rodzaju wyczynem. W ogóle nie czujemy tego widma deportacji czy problemów finansowych.
Dopiero ostatnie 70 stron można nazwać wciągającymi. Chociaż nie podoba mi się subtelne wybielanie między słowami postaci Jandego i Clarka.
Ten pierwszy nie liczy się ze zdaniem swoich bliskich, a w szczególności żony którą traktuje jak służąca, a wręcz niewolnicę która musi być posłuszna swojemu panu i władcy. Drugi zaś wyniszcza swoją rodzinę psychicznie co okazuje się być tragiczne w skutkach, ale nikt go o to nie obwinia, nie ponosi jakichkolwiek konsekwencji. Jego wątek kończy się wręcz strasznie cukierkowo.
Książce nie pomaga też słabe tłumaczenie i chyba brak redaktora bo możemy tu znaleźć niezłe potworki językowe.
Takie sobie "czytadło". Przez większość książki bohaterowie są jednowymiarowi i nijacy. Kompletnie nie obchodzą nas ich losy, a wydarzenia w których biorą udział są mało emocjonujące. Co, zważywszy na ilość opisów, jest swego rodzaju wyczynem. W ogóle nie czujemy tego widma deportacji czy problemów finansowych.
Dopiero ostatnie 70 stron można nazwać wciągającymi. Chociaż...
Nic szczególnego w tej książce nie dostrzegłam. Tradycyjny schemat, oni z Kamerunu marząc o lepszym świecie, o Ameryce ze snów. A Ameryka ze snów okazuje się nie takim Edenem, o jakim marzyli.
Nic szczególnego w tej książce nie dostrzegłam. Tradycyjny schemat, oni z Kamerunu marząc o lepszym świecie, o Ameryce ze snów. A Ameryka ze snów okazuje się nie takim Edenem, o jakim marzyli.
Strasznie ciekawa. Raz przez tematykę - czyli sytuacja imigrantów w Nowym Jorku przebywających nielegalnie. Ich nadzieje związane z możliwościami kojarzonymi z Ameryką oraz ich wiara, że dla dzieci warto wiele wycierpieć. Z drugiej strony - bardzo konserwatywne podejście do podziału ról w małżeństwie, które jednak w dużej mierze w ich przypadku się sprawdzało dla obydwojga. To pierwsza książka tej autorki, ale świetnie potrafiła oddać punkt widzenia zarówno Jende jako mężczyzny, jak i świat emocji Nani jako jego żony. Umiejętnie zostały też splecione wątki rodziny Edwardsów jako ich pracodawców. I to zakończenie - zupełnie niespodziewane, a tak pasujące do całości opowieści!
Strasznie ciekawa. Raz przez tematykę - czyli sytuacja imigrantów w Nowym Jorku przebywających nielegalnie. Ich nadzieje związane z możliwościami kojarzonymi z Ameryką oraz ich wiara, że dla dzieci warto wiele wycierpieć. Z drugiej strony - bardzo konserwatywne podejście do podziału ról w małżeństwie, które jednak w dużej mierze w ich przypadku się sprawdzało dla...
'American dream' w jego najbardziej spektakularnym wydaniu: Nowy Jork, miasto marzeń dla tysięcy ludzi na całym świecie, jest miejscem akcji powieści „My, marzyciele”.
Imbolo Mbue kreśli w niej losy młodego małżeństwa, które przyjechało do Stanów z Kamerunu i każdego dnia walczy o możliwość zalegalizowania swojego pobytu w USA.
Powieść młodej kameruńskiej pisarki tematycznie Ameryki nie odkrywa. To, co w niej szczególne, to perspektywa, z jakiej poznajemy całą historię oraz wnikliwość, z jaką Mbue opisała złożoną kwestię migracji.
Najpierw do Stanów wyruszył Jende. Latami odkładał ciężko zarobione pieniądze, aż w końcu, dzięki pomocy kuzyna Winstona, uzyskał wizę, kupił bilet na samolot i wylądował w Nowym Jorku. Znalazł niewielkie mieszkanie w Harlemie i podjął pracę najpierw jako pomywacz, a potem jako kierowca taksówki. Po dwóch latach jego żona Neni otrzymała wizę studencką i przyleciała do Stanów z ich sześcioletnim synem.
Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Jende otrzymuje świetnie płatną posadę prywatnego szofera u Clarka Edwarsa, wysoko postawionego managera w Lehman Brothers. Nowy szef wymaga od swojego kierowcy sporo, przede wszystkim pełnej dyskrecji i 100% lojalności. Kilka tygodni później, podczas wakacji, Neni podejmuje obowiązki pomocy domowej w letnim domu Edwardsów i poznaje kilka rodzinnych tajemnic swoich pracodawców... Okazuje się, że dwa skrajnie odmienne stany: profesjonalny dystans i emocjonalne zaangażowanie na co dzień będą towarzyszyły Neni, a zachowanie pracodawców znacząco wpłynie na życie jej małej rodziny.
Imbolo Mbue napisała świetną powieść na dość dobrze znany mi temat. Jednak udało jej się mnie zaciekawić, bo dała głos kameruńskim migrantom - to ich oczami oglądamy Nowy Jork i środowisko tamtejszej finansjery. Przysłuchujemy się rozmowom Jendego i Clarka prowadzonym w samochodzie, czy plotkom, jakie Neni wymienia ze swoimi afrykańskimi przyjaciółkami. Poznajemy plany małżeństwa dotyczące ich przyszłości w USA oraz ich podejście do codziennego życia w Stanach. Fascynujący jest filtr kulturowy, który pozwala nam poznać sposób myślenia i motywację Neni i jej męża. Poznajemy kameruńskie obyczaje i tradycje, także te, z którymi nie do końca możemy się identyfikować (jak postawa Neni wobec męża). Mbue porusza w swojej książce nie tylko kwestie podziałów klasowych i różnic społecznych. Ona bardzo stanowczo podkreśla, że biała i czarna Ameryka nie żyją razem, ale obok siebie.
Jest to także powieść o etosie pracy, o różnicach w podejściu do życia i w marzeniach, jakie to podejście odzwierciedlają. Ameryka zmienia naszych bohaterów, sprawia, że stają się bardziej krytyczni i wymagający.
Bardzo gorąco polecam wam tę powieść, którą czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Autorka zawarła w swoim tekście sporo empatii dla wszystkich swoich bohaterów, choć ich sytuacje życiowe tak diametralnie się różnią i łatwo byłoby o pochopną ocenę. Imbolo Mbue pisze ze swadą i z humorem, a jednocześnie przenikliwie analizuje nowojorską rzeczywistość i rozprawia się z mitem amerykańskiego snu.
Co się tyczy polskiego wydania: nie mam zastrzeżeń ani do tłumaczenia, ani do redakcji, ale zastanawiam się, dlaczego wydawnictwo Sonia Draga wpadło na pomysł wydania tej książki z tak kiczowatą i nieadekwatną okładką. Ona kompletnie nie pasuje do treści i nie odzwierciedla naprawdę wysokiego poziomu samej lektury.
„My, marzyciele” to debiut autorki - jestem przekonana, że warto zapamiętać to nazwisko!
Przekonajcie się sami - WARTO!
Więcej recenzji na moim blogu: www.katalog-tytulowy.blogspot.com
Zapraszam!
'American dream' w jego najbardziej spektakularnym wydaniu: Nowy Jork, miasto marzeń dla tysięcy ludzi na całym świecie, jest miejscem akcji powieści „My, marzyciele”.
Imbolo Mbue kreśli w niej losy młodego małżeństwa, które przyjechało do Stanów z Kamerunu i każdego dnia walczy o możliwość zalegalizowania swojego pobytu w USA.
Powieść młodej kameruńskiej pisarki...
Pięknie napisana powieść o tym, że czasem w pogoni za swoim największym marzeniem zapominamy o tym, co znacznie ważniejsze - o życiu, które trwa dookoła nas, o bliskich i codzienności, którą trzeba celebrować nie czekając na lepsze jutro. Książka bardzo mi się podobała!
Pięknie napisana powieść o tym, że czasem w pogoni za swoim największym marzeniem zapominamy o tym, co znacznie ważniejsze - o życiu, które trwa dookoła nas, o bliskich i codzienności, którą trzeba celebrować nie czekając na lepsze jutro. Książka bardzo mi się podobała!
"My, marzyciele" to historia Jenge Kameruńskiego nielegalnego imigranta, on wspólnie ze swoją rodziną zaczyna mozolnie budować do swojego lepszego jutra.Wisi nad nim bardzo widmo deportacji musi zapracować sobie na zieloną kartę, a również na miejsce dla swojej własnej rodziny w tym złotem gdzie płynie rzeka Eldorado.Po kilku bardzo trudnych latach wreszcie los do niego się uśmiecha. Mając znajomości otrzymuje intratną, płatną pracę szofera.
Jest to też historia o uprzedzeniach rasowych, klasowych wśród czarnych.
Bardzo pięknie napisana powieść, przez wspaniałego autora Imbolo Mbue, który mnie zafascynował swą powieścią. Lubię takie książki czytać, a ta niezmiernie mnie zaskoczyła, zachwyciła.
"My, marzyciele" jest książką cudowną,mądrą, bardzo dobrą chętnie przeczytałam spędziłam miły wieczór przy tej książce, warto było!!!!!!!!
"My, marzyciele" to historia Jenge Kameruńskiego nielegalnego imigranta, on wspólnie ze swoją rodziną zaczyna mozolnie budować do swojego lepszego jutra.Wisi nad nim bardzo widmo deportacji musi zapracować sobie na zieloną kartę, a również na miejsce dla swojej własnej rodziny w tym złotem gdzie płynie rzeka Eldorado.Po kilku bardzo trudnych latach wreszcie los do niego się...
Przeczytałam po prawie miesiącu.... masakra.... za dużo opisów, przemyśleń, uczuć a mało akcji. Monotonna... Tak dobrze oceniana a jednak mi nieprzypadła do gustu.
Przeczytałam po prawie miesiącu.... masakra.... za dużo opisów, przemyśleń, uczuć a mało akcji. Monotonna... Tak dobrze oceniana a jednak mi nieprzypadła do gustu.
Ciekawe spojrzenie na losy poszukujących lepszego życia w Ameryce. Autorka przedstawia nam historię małżeństwa z Kamerunu, których urzekł "american dream". Jednak rzeczywistość okazuje się niezwykle gorzka.Czy warto za wszelką cenę starać się pozostać w kraju, w którym słynne hasło "od pucybuta do milionera" nie ma już racji bytu?
Ciekawe spojrzenie na losy poszukujących lepszego życia w Ameryce. Autorka przedstawia nam historię małżeństwa z Kamerunu, których urzekł "american dream". Jednak rzeczywistość okazuje się niezwykle gorzka.Czy warto za wszelką cenę starać się pozostać w kraju, w którym słynne hasło "od pucybuta do milionera" nie ma już racji bytu?
Kto z nas nie ma wśród swoich bliższych lub dalszych znajomych czy rodziny kogoś, kto wyjechał za ocean by się tam osiedlić?
Powodów do zamieszkania w Ameryce jest wiele: uczuciowe, polityczne, zawodowe, ekonomiczne... Wszystkie łączy American Dream. I o ile część tych powdów zapewnia już od początku solidny start i życie na poziomie, tak niektóre okazują się być drogą przez mękę.
"My, marzyciele" to historia Jende, kameruńskiego nielegalnego imigranta, który wspólnie z rodziną zaczyna mozolnie budować swoją drogę do lepszego jutra. Mimo wiszącego nad nim widma deportacji próbuje uczciwie zapracować sobie na zieloną kartę i na miejsce dla swojej rodziny w tym złotem płynącym eldorado.
Po kilku bardzo trudnych latach los się do niego uśmiecha. Dzięki znajomościom dostaje intratną posadę szofera u członka ścisłego Zarządu Lehman Brothers. Pech sprawia, że jest 2007 rok a Amerykę ogarnia ogromny kryzys gospodarczy.
Jende szybko zdaje sobie sprawę, że "od pucybuta od milionera" to tylko hollywodzka wersja życia w Ameryce a amerykański sen to jeden wielki mit...
Imbolo Mbue w swoim debiucie stworzyła ciekawą historię o amerykańskich realiach, podziałach rasowych, walce o codzienny byt, ludzkim poświęceniu by zapewnić własnym dzieciom lepszą przyszłość...
To historia z dużym potencjałem, jednak warsztat autorki pozostawia sporo do życzenia. Dużo tu stereotypów, zwłaszcza w opisach amerykańskiej rodziny przełozonego Jende co banalizuje nieco opowieść.
Stylem i klimatem daleko jeszcze tej książce do fenomenalnej 'Amerykaana' o podobnej tematyce.
Autorka musi sobie jeszcze pióro mocno wyrobić, jednak nie mówię jeszcze "nie" jej dalszym poczynaniom, zwłaszcza jeśli będzie brała na warsztat równie ciekawe tematy.
Kto z nas nie ma wśród swoich bliższych lub dalszych znajomych czy rodziny kogoś, kto wyjechał za ocean by się tam osiedlić?
Powodów do zamieszkania w Ameryce jest wiele: uczuciowe, polityczne, zawodowe, ekonomiczne... Wszystkie łączy American Dream. I o ile część tych powdów zapewnia już od początku solidny start i życie na poziomie, tak niektóre okazują się być drogą...
Mam mieszane uczucia - z jednej strony lektura książki mnie wciągnęła, z drugiej wiele w powieści Imbolo Mbue banalnych momentów i ocierania się o stereotypy. Jednym słowem mogło być lepiej, choć mimo tego warto zajrzeć i przekonać się samemu, bo ostatecznie doświadczenia imigracyjne siłą rzeczy mają pewne powtarzalne elementy, na które warto być uwrażliwionym/ą.
I jak zwykle czepiam się koszmarnych okładek, jakimi "uszczęśliwiają" nas polscy wydawcy literatur afrykańskich i około afrykańskich - polecam dla porównania obejrzeć sobie wydania w innych językach: http://www.imbolombue.com/3nbp249yp6cdnyl664xyza0hy2ivrk
Mam mieszane uczucia - z jednej strony lektura książki mnie wciągnęła, z drugiej wiele w powieści Imbolo Mbue banalnych momentów i ocierania się o stereotypy. Jednym słowem mogło być lepiej, choć mimo tego warto zajrzeć i przekonać się samemu, bo ostatecznie doświadczenia imigracyjne siłą rzeczy mają pewne powtarzalne elementy, na które warto być uwrażliwionym/ą.
I jak...
Faktycznie niezła książka.
Przede wszystkim warsztatowo dobrze napisana (i świetnie przetłumaczona), widać że autorka zajmuje się tym zawodowo, książka ma prostą, lecz wsytarczającą konstrukcję, nie ma "wypełniaczy", właściwie każda strona jest potrzebna i napisana z sensem (już dawno nie czytałam książki, w której nie kartkowałabym stron).
Tematyka znakomita na pewno ze względu na obecne sprawy emigracyjno-imigracyjne, ale daleko autorce od moralizatorstwa czy zajmowania stanowiska. Ona po prostu opowiada historię, ciekawą. Okrutnie sympatyczni bohaterowie, w książce dużo się dzieje, ma dobrą energię, kończy się w sposób normalny, nie ma tu magicznych zwrotów akcji czy też wymyślnych zdarzeń, po prostu samo życie, dość ciężkie.
Jest jakieś tam przesłanie, ale nienachalne, subtelnie autorka dochodzi do prostych, jasnych wniosków.
Ta książka nie jest wybitna, ale nie jest też stratą czasu, a to już bardzo dużo obecnie, więc polecam.
Faktycznie niezła książka.
Przede wszystkim warsztatowo dobrze napisana (i świetnie przetłumaczona), widać że autorka zajmuje się tym zawodowo, książka ma prostą, lecz wsytarczającą konstrukcję, nie ma "wypełniaczy", właściwie każda strona jest potrzebna i napisana z sensem (już dawno nie czytałam książki, w której nie kartkowałabym stron).
Tematyka znakomita na pewno ze...
Myślisz czasami, że spakowanie walizek to najlepsze wyjście? Pewnie, że tak myślisz, przecież każdy ma prawo do lepszego jutra! Sama o tym marzę! Marzę spakować walizkę i uciec tam, gdzie zdałam chwycić życie za mordę! Tak chcę walczyć o swoje życie, w którym prawdziwa przyjaźń trwa, a materialne problemy odejdą w stan nicości...
Postanowili, że osiągną swój cel. Postanowili, że nie zrezygnują, dopóki wstyd nie zagości u progu ich domu. Domu, na który składa się jeden pokój, kuchnia, łazienka i stado karaluchów. Ameryka! Tak żyje małżeństwo, które przyleciało do Stanów Zjednoczonych prosto z Limbe. Jende Jonga jego żona Neni i syn, to kameruńscy imigranci, którzy marzą o lepszym życiu i spełnieniu swojego amerykańskiego snu...
Jende otrzymuje dobrze płatną pracę szofera u Clarka Edwardsa. Pracodawca jest na tyle hojny i wraz z żoną Cindy, proponują, by Neni dorywczo pracowała w ich letnim domku w Hamptons. Brzmi idealnie? I jest idealnie! Wszystko zaczyna obierać inny tor, gdy na twarzach pracodawców zaczynają wychodzić pierwsze oznaki wyrachowania. Świat finansowy Edwardsa znacznie się osłabia, a jego firma stoi na granicy bankructwa. Młode małżeństwo imigrantów, chcąc chronić posadę Jendego ucieka się do stania na straży sekretów swoich pracodawców. Życie zaplanowało inną niespodziankę! Niespodziankę, która odmieni życie całej czwórki...
Uczciwy człowiek. Nie oszukujmy się w powieści My, marzyciele nie ma uczciwych bohaterów! Wykreowani jako jednostki chcą mieć konkretny wpływ na swoje życie. Teoretycznie grają grupowo, lecz w praktyce każdy z osobna pod maską codzienności skrywa mieszankę godności owianą nutką desperacji. Życiowej desperacji. Najbardziej uderza bezradność postaci, nasilające się zadręczanie oraz niesprawiedliwość, która przypomina, że słone łzy nie smakują tylko szczęściem, smakują również rozpaczą. W miarę narastającego czytelniczego apetytu chciałam więcej, ponieważ zachowanie Neni jako matki wywarło na mnie wszystkie emocje od bezradności po uśmiech. Tak! Imbolo Mbue pokazała, że w życiowej stagnacji człowiek jest zdolny zrobić wszytko. Oni są zdolni i zrobią wszytko, by w przyszłości powiedzieć-próbowałem...
Wędrowny spektakl. Zabiera w sam środek dwóch innych kultur. Dobre wychowanie miesza z rozpychającymi się łokciami kobiet, które mistrzowsko walczyły o kawałek świeżego mięsa na kameruńskim targowisku. Dość dobitnie zobrazowała, gdzie koloryt cywilizacyjny odcisnął swoje piętno, zrobiła to, by uświadomić, że bezwzględna machina życia tylko czeka, by pochłonąć kolejne ofiary systemu. Chorego systemu, w którym dzieci odbierają ojca jako nieobecnego żywiciela rodziny... W drugim przedstawieniu brak tej machiny! Pokazała zwyczaje, które panują w Kamerunie. Oddała smutne i radosne obrazy z życia, w którym szacunek i określone normy zachowań grają pierwsze skrzypce...
Marzenia. Marzenia, które chcieli spełnić, kosztowały ich dużo. Zbyt dużo! Autorka stojąc na granicy utożsamiania się z bohaterami, dogłębnie oddaje ich wrażliwość zmieszaną ze stanem rezygnacji. Wyraża w słowach wolę walki o jeszcze jeden dzień, który sprawi, że nierealne stanie się realnym a marzenia, nie okażą się urojeniem sennym, lecz krainą wiecznej szczęśliwości. Do końca wierzyłam! Wierzyłam, że będą mieli odwagę...
My, marzyciele to książka, która pokazuje bezbronność, która otoczona jest myślą o niesprawiedliwym losie. Życiowym losie, który roni łzy zaspokojenia owiane łzami życiowego zniechęcenia.
Myślisz czasami, że spakowanie walizek to najlepsze wyjście? Pewnie, że tak myślisz, przecież każdy ma prawo do lepszego jutra! Sama o tym marzę! Marzę spakować walizkę i uciec tam, gdzie zdałam chwycić życie za mordę! Tak chcę walczyć o swoje życie, w którym prawdziwa przyjaźń trwa, a materialne problemy odejdą w stan nicości...
Każdy komu marzy się trawa zieleńsza od tej z jego ogródka powinien sięgnąć po tę niesamowicie przejmującą opowieść. Imbolo Mbue dokładnie wiedziała jak pokazać Stany Zjednoczone, które niewiele mają już z tych potężnych, niepokonanych Stanów Zjednoczonych zrodzonych z marzeń Johna Adamsa, Thomasa Jeffersona i Benjamina Franklina. Amerykę, która potrafi zawieść nawet ciężko pracujących ludzi, nawet tych, z których pewnego dnia mogłaby być naprawdę dumna. „My, marzyciele” czyta się jak rodzinną opowieść o wierze w marzenia, jak przypowieść o ludziach, którzy postanowili spróbować, jak o tych, którzy mogli wszystko i nagle nie mogli już nic. Tylko naprawić szkody wokół siebie.
Imbolo Mbue nazywa się pisarką o głębokiej empatii i właśnie ta wspaniała cecha sprawia, że „My, marzyciele” jest idealną opowieścią dla wszystkich, których wciąż nie ma TAM, gdzieś za oceanem, którzy myślą o wyjazdach, o zmianach, o nowych obywatelstwach w kraju pozornej szczęśliwości. A może ta szaleńcza pogoń za wyimaginowanym szczęściem nie jest wcale pisana? Może to szczęście na zawsze miało pozostać nieuchwytne?
Każdy komu marzy się trawa zieleńsza od tej z jego ogródka powinien sięgnąć po tę niesamowicie przejmującą opowieść. Imbolo Mbue dokładnie wiedziała jak pokazać Stany Zjednoczone, które niewiele mają już z tych potężnych, niepokonanych Stanów Zjednoczonych zrodzonych z marzeń Johna Adamsa, Thomasa Jeffersona i Benjamina Franklina. Amerykę, która potrafi zawieść nawet...
Dawno nie przeczytałam czegoś tak dobrego. Kolejny raz przekonałam się, że książki polecane przez Oprah's Book Club są świetne.
Pięknie przedstawione różnice kulturowe wynikające zarówno z pochodzenia, jak i koloru skóry. A także dające do myślenia pokazanie "szczęścia" wynikającego z posiadania ogromnej fortuny.
Dawno nie przeczytałam czegoś tak dobrego. Kolejny raz przekonałam się, że książki polecane przez Oprah's Book Club są świetne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie przedstawione różnice kulturowe wynikające zarówno z pochodzenia, jak i koloru skóry. A także dające do myślenia pokazanie "szczęścia" wynikającego z posiadania ogromnej fortuny.
"Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma..." - myślę, że powiedzenie to doskonale oddaje sens tej powieści. Historia prostych ludzi, Kameruńczyków, którzy pragną lepszego życia... Dla siebie i swoich dzieci. Gdy ich marzenie o wyjeździe do Ameryki w końcu się spełnia - ich amerykański sen szybko zostaje zweryfikowany w codziennym życiu w Nowym Jorku... Nie jest tak łatwo jak myśleli, że będzie... Historia jakich pewnie wiele - ilu ludzi pragnęło wyjechać do innego kraju, po czym wracali jednak do siebie, nie potrafiąc się odnaleźć w nowym miejscu... Jedge i Neni nie chcą się poddać, walczą o życie w lepszym świecie - w Ameryce. Czy się uda? Polecam przeczytać :-) Naprawdę dobra książka :-)
"Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma..." - myślę, że powiedzenie to doskonale oddaje sens tej powieści. Historia prostych ludzi, Kameruńczyków, którzy pragną lepszego życia... Dla siebie i swoich dzieci. Gdy ich marzenie o wyjeździe do Ameryki w końcu się spełnia - ich amerykański sen szybko zostaje zweryfikowany w codziennym życiu w Nowym Jorku... Nie jest tak łatwo jak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo kibicowałam bohaterom, którzy musieli stoczyć trudną walkę o spełnienie marzeń. Książka smutna i bolesna ale przepięknie napisana! Ilu jest takich ludzi? Pewnie miliony.
Bardzo kibicowałam bohaterom, którzy musieli stoczyć trudną walkę o spełnienie marzeń. Książka smutna i bolesna ale przepięknie napisana! Ilu jest takich ludzi? Pewnie miliony.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie trochę za nudna a zakończenie wcale mnie nie zaskoczyło. Owszem książka bardzo wartościowa ale spodziewałam się takich relacji i spostrzeżeń jakie autorka w niej zawarła. Nic nowego. Trochę za bardzo irytował mnie podział ról i stosunek do kobiet jaki ukazywał Jende. Ale to też nic nowego. Tylko uświadamia jak wiele teraz mamy ;) Można przeczytać.
Dla mnie trochę za nudna a zakończenie wcale mnie nie zaskoczyło. Owszem książka bardzo wartościowa ale spodziewałam się takich relacji i spostrzeżeń jakie autorka w niej zawarła. Nic nowego. Trochę za bardzo irytował mnie podział ról i stosunek do kobiet jaki ukazywał Jende. Ale to też nic nowego. Tylko uświadamia jak wiele teraz mamy ;) Można przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Masz złoto w domu a biegasz za diamentami".
Trudno ocenić tę książkę. Nie była tylko opisem dramatu imigrantów. Pokazuje ciężkie relacje w bogatych domach - a konkretnie ich brak. Niełatwe życie rodziny, która ledwo się wślizgnęła do NY. . . I skostniałe schematy, które niszczą wielkie marzenia.
"Masz złoto w domu a biegasz za diamentami".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudno ocenić tę książkę. Nie była tylko opisem dramatu imigrantów. Pokazuje ciężkie relacje w bogatych domach - a konkretnie ich brak. Niełatwe życie rodziny, która ledwo się wślizgnęła do NY. . . I skostniałe schematy, które niszczą wielkie marzenia.
Takie sobie "czytadło". Przez większość książki bohaterowie są jednowymiarowi i nijacy. Kompletnie nie obchodzą nas ich losy, a wydarzenia w których biorą udział są mało emocjonujące. Co, zważywszy na ilość opisów, jest swego rodzaju wyczynem. W ogóle nie czujemy tego widma deportacji czy problemów finansowych.
Dopiero ostatnie 70 stron można nazwać wciągającymi. Chociaż nie podoba mi się subtelne wybielanie między słowami postaci Jandego i Clarka.
Ten pierwszy nie liczy się ze zdaniem swoich bliskich, a w szczególności żony którą traktuje jak służąca, a wręcz niewolnicę która musi być posłuszna swojemu panu i władcy. Drugi zaś wyniszcza swoją rodzinę psychicznie co okazuje się być tragiczne w skutkach, ale nikt go o to nie obwinia, nie ponosi jakichkolwiek konsekwencji. Jego wątek kończy się wręcz strasznie cukierkowo.
Książce nie pomaga też słabe tłumaczenie i chyba brak redaktora bo możemy tu znaleźć niezłe potworki językowe.
Takie sobie "czytadło". Przez większość książki bohaterowie są jednowymiarowi i nijacy. Kompletnie nie obchodzą nas ich losy, a wydarzenia w których biorą udział są mało emocjonujące. Co, zważywszy na ilość opisów, jest swego rodzaju wyczynem. W ogóle nie czujemy tego widma deportacji czy problemów finansowych.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDopiero ostatnie 70 stron można nazwać wciągającymi. Chociaż...
Podobało mnie się!
Podobało mnie się!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonawet ambitnym emigrantom jest ciężko za granicą.
nawet ambitnym emigrantom jest ciężko za granicą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNic szczególnego w tej książce nie dostrzegłam. Tradycyjny schemat, oni z Kamerunu marząc o lepszym świecie, o Ameryce ze snów. A Ameryka ze snów okazuje się nie takim Edenem, o jakim marzyli.
Nic szczególnego w tej książce nie dostrzegłam. Tradycyjny schemat, oni z Kamerunu marząc o lepszym świecie, o Ameryce ze snów. A Ameryka ze snów okazuje się nie takim Edenem, o jakim marzyli.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStrasznie ciekawa. Raz przez tematykę - czyli sytuacja imigrantów w Nowym Jorku przebywających nielegalnie. Ich nadzieje związane z możliwościami kojarzonymi z Ameryką oraz ich wiara, że dla dzieci warto wiele wycierpieć. Z drugiej strony - bardzo konserwatywne podejście do podziału ról w małżeństwie, które jednak w dużej mierze w ich przypadku się sprawdzało dla obydwojga. To pierwsza książka tej autorki, ale świetnie potrafiła oddać punkt widzenia zarówno Jende jako mężczyzny, jak i świat emocji Nani jako jego żony. Umiejętnie zostały też splecione wątki rodziny Edwardsów jako ich pracodawców. I to zakończenie - zupełnie niespodziewane, a tak pasujące do całości opowieści!
Strasznie ciekawa. Raz przez tematykę - czyli sytuacja imigrantów w Nowym Jorku przebywających nielegalnie. Ich nadzieje związane z możliwościami kojarzonymi z Ameryką oraz ich wiara, że dla dzieci warto wiele wycierpieć. Z drugiej strony - bardzo konserwatywne podejście do podziału ról w małżeństwie, które jednak w dużej mierze w ich przypadku się sprawdzało dla...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to'American dream' w jego najbardziej spektakularnym wydaniu: Nowy Jork, miasto marzeń dla tysięcy ludzi na całym świecie, jest miejscem akcji powieści „My, marzyciele”.
Imbolo Mbue kreśli w niej losy młodego małżeństwa, które przyjechało do Stanów z Kamerunu i każdego dnia walczy o możliwość zalegalizowania swojego pobytu w USA.
Powieść młodej kameruńskiej pisarki tematycznie Ameryki nie odkrywa. To, co w niej szczególne, to perspektywa, z jakiej poznajemy całą historię oraz wnikliwość, z jaką Mbue opisała złożoną kwestię migracji.
Najpierw do Stanów wyruszył Jende. Latami odkładał ciężko zarobione pieniądze, aż w końcu, dzięki pomocy kuzyna Winstona, uzyskał wizę, kupił bilet na samolot i wylądował w Nowym Jorku. Znalazł niewielkie mieszkanie w Harlemie i podjął pracę najpierw jako pomywacz, a potem jako kierowca taksówki. Po dwóch latach jego żona Neni otrzymała wizę studencką i przyleciała do Stanów z ich sześcioletnim synem.
Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Jende otrzymuje świetnie płatną posadę prywatnego szofera u Clarka Edwarsa, wysoko postawionego managera w Lehman Brothers. Nowy szef wymaga od swojego kierowcy sporo, przede wszystkim pełnej dyskrecji i 100% lojalności. Kilka tygodni później, podczas wakacji, Neni podejmuje obowiązki pomocy domowej w letnim domu Edwardsów i poznaje kilka rodzinnych tajemnic swoich pracodawców... Okazuje się, że dwa skrajnie odmienne stany: profesjonalny dystans i emocjonalne zaangażowanie na co dzień będą towarzyszyły Neni, a zachowanie pracodawców znacząco wpłynie na życie jej małej rodziny.
Imbolo Mbue napisała świetną powieść na dość dobrze znany mi temat. Jednak udało jej się mnie zaciekawić, bo dała głos kameruńskim migrantom - to ich oczami oglądamy Nowy Jork i środowisko tamtejszej finansjery. Przysłuchujemy się rozmowom Jendego i Clarka prowadzonym w samochodzie, czy plotkom, jakie Neni wymienia ze swoimi afrykańskimi przyjaciółkami. Poznajemy plany małżeństwa dotyczące ich przyszłości w USA oraz ich podejście do codziennego życia w Stanach. Fascynujący jest filtr kulturowy, który pozwala nam poznać sposób myślenia i motywację Neni i jej męża. Poznajemy kameruńskie obyczaje i tradycje, także te, z którymi nie do końca możemy się identyfikować (jak postawa Neni wobec męża). Mbue porusza w swojej książce nie tylko kwestie podziałów klasowych i różnic społecznych. Ona bardzo stanowczo podkreśla, że biała i czarna Ameryka nie żyją razem, ale obok siebie.
Jest to także powieść o etosie pracy, o różnicach w podejściu do życia i w marzeniach, jakie to podejście odzwierciedlają. Ameryka zmienia naszych bohaterów, sprawia, że stają się bardziej krytyczni i wymagający.
Bardzo gorąco polecam wam tę powieść, którą czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Autorka zawarła w swoim tekście sporo empatii dla wszystkich swoich bohaterów, choć ich sytuacje życiowe tak diametralnie się różnią i łatwo byłoby o pochopną ocenę. Imbolo Mbue pisze ze swadą i z humorem, a jednocześnie przenikliwie analizuje nowojorską rzeczywistość i rozprawia się z mitem amerykańskiego snu.
Co się tyczy polskiego wydania: nie mam zastrzeżeń ani do tłumaczenia, ani do redakcji, ale zastanawiam się, dlaczego wydawnictwo Sonia Draga wpadło na pomysł wydania tej książki z tak kiczowatą i nieadekwatną okładką. Ona kompletnie nie pasuje do treści i nie odzwierciedla naprawdę wysokiego poziomu samej lektury.
„My, marzyciele” to debiut autorki - jestem przekonana, że warto zapamiętać to nazwisko!
Przekonajcie się sami - WARTO!
Więcej recenzji na moim blogu: www.katalog-tytulowy.blogspot.com
Zapraszam!
'American dream' w jego najbardziej spektakularnym wydaniu: Nowy Jork, miasto marzeń dla tysięcy ludzi na całym świecie, jest miejscem akcji powieści „My, marzyciele”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toImbolo Mbue kreśli w niej losy młodego małżeństwa, które przyjechało do Stanów z Kamerunu i każdego dnia walczy o możliwość zalegalizowania swojego pobytu w USA.
Powieść młodej kameruńskiej pisarki...
Bardzo dobrze mi się tę książkę czytało - niemal czułam emocje bohaterów, ich strach, bezsilność, rozpacz i nadzieję. Polecam!
Bardzo dobrze mi się tę książkę czytało - niemal czułam emocje bohaterów, ich strach, bezsilność, rozpacz i nadzieję. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie napisana powieść o tym, że czasem w pogoni za swoim największym marzeniem zapominamy o tym, co znacznie ważniejsze - o życiu, które trwa dookoła nas, o bliskich i codzienności, którą trzeba celebrować nie czekając na lepsze jutro. Książka bardzo mi się podobała!
Pięknie napisana powieść o tym, że czasem w pogoni za swoim największym marzeniem zapominamy o tym, co znacznie ważniejsze - o życiu, które trwa dookoła nas, o bliskich i codzienności, którą trzeba celebrować nie czekając na lepsze jutro. Książka bardzo mi się podobała!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"My, marzyciele" to historia Jenge Kameruńskiego nielegalnego imigranta, on wspólnie ze swoją rodziną zaczyna mozolnie budować do swojego lepszego jutra.Wisi nad nim bardzo widmo deportacji musi zapracować sobie na zieloną kartę, a również na miejsce dla swojej własnej rodziny w tym złotem gdzie płynie rzeka Eldorado.Po kilku bardzo trudnych latach wreszcie los do niego się uśmiecha. Mając znajomości otrzymuje intratną, płatną pracę szofera.
Jest to też historia o uprzedzeniach rasowych, klasowych wśród czarnych.
Bardzo pięknie napisana powieść, przez wspaniałego autora Imbolo Mbue, który mnie zafascynował swą powieścią. Lubię takie książki czytać, a ta niezmiernie mnie zaskoczyła, zachwyciła.
"My, marzyciele" jest książką cudowną,mądrą, bardzo dobrą chętnie przeczytałam spędziłam miły wieczór przy tej książce, warto było!!!!!!!!
"My, marzyciele" to historia Jenge Kameruńskiego nielegalnego imigranta, on wspólnie ze swoją rodziną zaczyna mozolnie budować do swojego lepszego jutra.Wisi nad nim bardzo widmo deportacji musi zapracować sobie na zieloną kartę, a również na miejsce dla swojej własnej rodziny w tym złotem gdzie płynie rzeka Eldorado.Po kilku bardzo trudnych latach wreszcie los do niego się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam po prawie miesiącu.... masakra.... za dużo opisów, przemyśleń, uczuć a mało akcji. Monotonna... Tak dobrze oceniana a jednak mi nieprzypadła do gustu.
Przeczytałam po prawie miesiącu.... masakra.... za dużo opisów, przemyśleń, uczuć a mało akcji. Monotonna... Tak dobrze oceniana a jednak mi nieprzypadła do gustu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe spojrzenie na losy poszukujących lepszego życia w Ameryce. Autorka przedstawia nam historię małżeństwa z Kamerunu, których urzekł "american dream". Jednak rzeczywistość okazuje się niezwykle gorzka.Czy warto za wszelką cenę starać się pozostać w kraju, w którym słynne hasło "od pucybuta do milionera" nie ma już racji bytu?
Ciekawe spojrzenie na losy poszukujących lepszego życia w Ameryce. Autorka przedstawia nam historię małżeństwa z Kamerunu, których urzekł "american dream". Jednak rzeczywistość okazuje się niezwykle gorzka.Czy warto za wszelką cenę starać się pozostać w kraju, w którym słynne hasło "od pucybuta do milionera" nie ma już racji bytu?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKto z nas nie ma wśród swoich bliższych lub dalszych znajomych czy rodziny kogoś, kto wyjechał za ocean by się tam osiedlić?
Powodów do zamieszkania w Ameryce jest wiele: uczuciowe, polityczne, zawodowe, ekonomiczne... Wszystkie łączy American Dream. I o ile część tych powdów zapewnia już od początku solidny start i życie na poziomie, tak niektóre okazują się być drogą przez mękę.
"My, marzyciele" to historia Jende, kameruńskiego nielegalnego imigranta, który wspólnie z rodziną zaczyna mozolnie budować swoją drogę do lepszego jutra. Mimo wiszącego nad nim widma deportacji próbuje uczciwie zapracować sobie na zieloną kartę i na miejsce dla swojej rodziny w tym złotem płynącym eldorado.
Po kilku bardzo trudnych latach los się do niego uśmiecha. Dzięki znajomościom dostaje intratną posadę szofera u członka ścisłego Zarządu Lehman Brothers. Pech sprawia, że jest 2007 rok a Amerykę ogarnia ogromny kryzys gospodarczy.
Jende szybko zdaje sobie sprawę, że "od pucybuta od milionera" to tylko hollywodzka wersja życia w Ameryce a amerykański sen to jeden wielki mit...
Imbolo Mbue w swoim debiucie stworzyła ciekawą historię o amerykańskich realiach, podziałach rasowych, walce o codzienny byt, ludzkim poświęceniu by zapewnić własnym dzieciom lepszą przyszłość...
To historia z dużym potencjałem, jednak warsztat autorki pozostawia sporo do życzenia. Dużo tu stereotypów, zwłaszcza w opisach amerykańskiej rodziny przełozonego Jende co banalizuje nieco opowieść.
Stylem i klimatem daleko jeszcze tej książce do fenomenalnej 'Amerykaana' o podobnej tematyce.
Autorka musi sobie jeszcze pióro mocno wyrobić, jednak nie mówię jeszcze "nie" jej dalszym poczynaniom, zwłaszcza jeśli będzie brała na warsztat równie ciekawe tematy.
Kto z nas nie ma wśród swoich bliższych lub dalszych znajomych czy rodziny kogoś, kto wyjechał za ocean by się tam osiedlić?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowodów do zamieszkania w Ameryce jest wiele: uczuciowe, polityczne, zawodowe, ekonomiczne... Wszystkie łączy American Dream. I o ile część tych powdów zapewnia już od początku solidny start i życie na poziomie, tak niektóre okazują się być drogą...
Mam mieszane uczucia - z jednej strony lektura książki mnie wciągnęła, z drugiej wiele w powieści Imbolo Mbue banalnych momentów i ocierania się o stereotypy. Jednym słowem mogło być lepiej, choć mimo tego warto zajrzeć i przekonać się samemu, bo ostatecznie doświadczenia imigracyjne siłą rzeczy mają pewne powtarzalne elementy, na które warto być uwrażliwionym/ą.
I jak zwykle czepiam się koszmarnych okładek, jakimi "uszczęśliwiają" nas polscy wydawcy literatur afrykańskich i około afrykańskich - polecam dla porównania obejrzeć sobie wydania w innych językach: http://www.imbolombue.com/3nbp249yp6cdnyl664xyza0hy2ivrk
Mam mieszane uczucia - z jednej strony lektura książki mnie wciągnęła, z drugiej wiele w powieści Imbolo Mbue banalnych momentów i ocierania się o stereotypy. Jednym słowem mogło być lepiej, choć mimo tego warto zajrzeć i przekonać się samemu, bo ostatecznie doświadczenia imigracyjne siłą rzeczy mają pewne powtarzalne elementy, na które warto być uwrażliwionym/ą.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI jak...
Faktycznie niezła książka.
Przede wszystkim warsztatowo dobrze napisana (i świetnie przetłumaczona), widać że autorka zajmuje się tym zawodowo, książka ma prostą, lecz wsytarczającą konstrukcję, nie ma "wypełniaczy", właściwie każda strona jest potrzebna i napisana z sensem (już dawno nie czytałam książki, w której nie kartkowałabym stron).
Tematyka znakomita na pewno ze względu na obecne sprawy emigracyjno-imigracyjne, ale daleko autorce od moralizatorstwa czy zajmowania stanowiska. Ona po prostu opowiada historię, ciekawą. Okrutnie sympatyczni bohaterowie, w książce dużo się dzieje, ma dobrą energię, kończy się w sposób normalny, nie ma tu magicznych zwrotów akcji czy też wymyślnych zdarzeń, po prostu samo życie, dość ciężkie.
Jest jakieś tam przesłanie, ale nienachalne, subtelnie autorka dochodzi do prostych, jasnych wniosków.
Ta książka nie jest wybitna, ale nie jest też stratą czasu, a to już bardzo dużo obecnie, więc polecam.
Faktycznie niezła książka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzede wszystkim warsztatowo dobrze napisana (i świetnie przetłumaczona), widać że autorka zajmuje się tym zawodowo, książka ma prostą, lecz wsytarczającą konstrukcję, nie ma "wypełniaczy", właściwie każda strona jest potrzebna i napisana z sensem (już dawno nie czytałam książki, w której nie kartkowałabym stron).
Tematyka znakomita na pewno ze...
Myślisz czasami, że spakowanie walizek to najlepsze wyjście? Pewnie, że tak myślisz, przecież każdy ma prawo do lepszego jutra! Sama o tym marzę! Marzę spakować walizkę i uciec tam, gdzie zdałam chwycić życie za mordę! Tak chcę walczyć o swoje życie, w którym prawdziwa przyjaźń trwa, a materialne problemy odejdą w stan nicości...
Postanowili, że osiągną swój cel. Postanowili, że nie zrezygnują, dopóki wstyd nie zagości u progu ich domu. Domu, na który składa się jeden pokój, kuchnia, łazienka i stado karaluchów. Ameryka! Tak żyje małżeństwo, które przyleciało do Stanów Zjednoczonych prosto z Limbe. Jende Jonga jego żona Neni i syn, to kameruńscy imigranci, którzy marzą o lepszym życiu i spełnieniu swojego amerykańskiego snu...
Jende otrzymuje dobrze płatną pracę szofera u Clarka Edwardsa. Pracodawca jest na tyle hojny i wraz z żoną Cindy, proponują, by Neni dorywczo pracowała w ich letnim domku w Hamptons. Brzmi idealnie? I jest idealnie! Wszystko zaczyna obierać inny tor, gdy na twarzach pracodawców zaczynają wychodzić pierwsze oznaki wyrachowania. Świat finansowy Edwardsa znacznie się osłabia, a jego firma stoi na granicy bankructwa. Młode małżeństwo imigrantów, chcąc chronić posadę Jendego ucieka się do stania na straży sekretów swoich pracodawców. Życie zaplanowało inną niespodziankę! Niespodziankę, która odmieni życie całej czwórki...
Uczciwy człowiek. Nie oszukujmy się w powieści My, marzyciele nie ma uczciwych bohaterów! Wykreowani jako jednostki chcą mieć konkretny wpływ na swoje życie. Teoretycznie grają grupowo, lecz w praktyce każdy z osobna pod maską codzienności skrywa mieszankę godności owianą nutką desperacji. Życiowej desperacji. Najbardziej uderza bezradność postaci, nasilające się zadręczanie oraz niesprawiedliwość, która przypomina, że słone łzy nie smakują tylko szczęściem, smakują również rozpaczą. W miarę narastającego czytelniczego apetytu chciałam więcej, ponieważ zachowanie Neni jako matki wywarło na mnie wszystkie emocje od bezradności po uśmiech. Tak! Imbolo Mbue pokazała, że w życiowej stagnacji człowiek jest zdolny zrobić wszytko. Oni są zdolni i zrobią wszytko, by w przyszłości powiedzieć-próbowałem...
Wędrowny spektakl. Zabiera w sam środek dwóch innych kultur. Dobre wychowanie miesza z rozpychającymi się łokciami kobiet, które mistrzowsko walczyły o kawałek świeżego mięsa na kameruńskim targowisku. Dość dobitnie zobrazowała, gdzie koloryt cywilizacyjny odcisnął swoje piętno, zrobiła to, by uświadomić, że bezwzględna machina życia tylko czeka, by pochłonąć kolejne ofiary systemu. Chorego systemu, w którym dzieci odbierają ojca jako nieobecnego żywiciela rodziny... W drugim przedstawieniu brak tej machiny! Pokazała zwyczaje, które panują w Kamerunie. Oddała smutne i radosne obrazy z życia, w którym szacunek i określone normy zachowań grają pierwsze skrzypce...
Marzenia. Marzenia, które chcieli spełnić, kosztowały ich dużo. Zbyt dużo! Autorka stojąc na granicy utożsamiania się z bohaterami, dogłębnie oddaje ich wrażliwość zmieszaną ze stanem rezygnacji. Wyraża w słowach wolę walki o jeszcze jeden dzień, który sprawi, że nierealne stanie się realnym a marzenia, nie okażą się urojeniem sennym, lecz krainą wiecznej szczęśliwości. Do końca wierzyłam! Wierzyłam, że będą mieli odwagę...
My, marzyciele to książka, która pokazuje bezbronność, która otoczona jest myślą o niesprawiedliwym losie. Życiowym losie, który roni łzy zaspokojenia owiane łzami życiowego zniechęcenia.
Myślisz czasami, że spakowanie walizek to najlepsze wyjście? Pewnie, że tak myślisz, przecież każdy ma prawo do lepszego jutra! Sama o tym marzę! Marzę spakować walizkę i uciec tam, gdzie zdałam chwycić życie za mordę! Tak chcę walczyć o swoje życie, w którym prawdziwa przyjaźń trwa, a materialne problemy odejdą w stan nicości...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPostanowili, że osiągną swój cel....
Każdy komu marzy się trawa zieleńsza od tej z jego ogródka powinien sięgnąć po tę niesamowicie przejmującą opowieść. Imbolo Mbue dokładnie wiedziała jak pokazać Stany Zjednoczone, które niewiele mają już z tych potężnych, niepokonanych Stanów Zjednoczonych zrodzonych z marzeń Johna Adamsa, Thomasa Jeffersona i Benjamina Franklina. Amerykę, która potrafi zawieść nawet ciężko pracujących ludzi, nawet tych, z których pewnego dnia mogłaby być naprawdę dumna. „My, marzyciele” czyta się jak rodzinną opowieść o wierze w marzenia, jak przypowieść o ludziach, którzy postanowili spróbować, jak o tych, którzy mogli wszystko i nagle nie mogli już nic. Tylko naprawić szkody wokół siebie.
Imbolo Mbue nazywa się pisarką o głębokiej empatii i właśnie ta wspaniała cecha sprawia, że „My, marzyciele” jest idealną opowieścią dla wszystkich, których wciąż nie ma TAM, gdzieś za oceanem, którzy myślą o wyjazdach, o zmianach, o nowych obywatelstwach w kraju pozornej szczęśliwości. A może ta szaleńcza pogoń za wyimaginowanym szczęściem nie jest wcale pisana? Może to szczęście na zawsze miało pozostać nieuchwytne?
Każdy komu marzy się trawa zieleńsza od tej z jego ogródka powinien sięgnąć po tę niesamowicie przejmującą opowieść. Imbolo Mbue dokładnie wiedziała jak pokazać Stany Zjednoczone, które niewiele mają już z tych potężnych, niepokonanych Stanów Zjednoczonych zrodzonych z marzeń Johna Adamsa, Thomasa Jeffersona i Benjamina Franklina. Amerykę, która potrafi zawieść nawet...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to