Początek mocno inspirowany twórczością Tolkiena. Druga część idzie już swoim torem. Jednak to spowodowało utrudnienia w czytaniu. Mam wrażenie że czasoprzestrzeń żyje tu swoim życiem. Albo to albo ja gdzieś popełniłem błąd i nie dostrzegłem na początku że teatr działań bohaterów jest bardzo mały.
Całość kończy się jak jednotomówka. Nie planuję sięgać po kolejną część.
Początek mocno inspirowany twórczością Tolkiena. Druga część idzie już swoim torem. Jednak to spowodowało utrudnienia w czytaniu. Mam wrażenie że czasoprzestrzeń żyje tu swoim życiem. Albo to albo ja gdzieś popełniłem błąd i nie dostrzegłem na początku że teatr działań bohaterów jest bardzo mały.
Całość kończy się jak jednotomówka. Nie planuję sięgać po kolejną część.
Napisanie plagiatu "Władcy Pierścieni" jest tak bezczelne, że aż zdumiewające. Sylwetki i role bohaterów są całkowicie zerżnięte ze Śródziemia, podobnie jak pewne wydarzenia czy miejsca. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to stosunek opisów do dialogów był zdecydowanie zaburzony - momentami mieliśmy tylko akcję, akcję, akcję na wiele stron bez żadnej interakcji między postaciami. Same dialogi natomiast często były po prostu słabe i płytkie. Wydarzeń bardzo dużo, podróży z miejsca na miejsce - wszystko opisane bez chwili odpoczynku czy refleksji. Ogólnie rzecz biorąc, prezentowany poziom sprawi, że powieść może spodoba się 15-latkom, ale już nie starszej osobie. Znalazłam jednak jedną rzecz, która przypadła mi do gustu, a mianowicie opisywanie uczuć, emocji i generalnie psychiki bohaterów. Podobał mi się też pomysł ostatecznej konfrontacji ze złolem, ona choć sama w sobie wykonana została fatalnie i po łebkach (czyli tak jak cała reszta).
Napisanie plagiatu "Władcy Pierścieni" jest tak bezczelne, że aż zdumiewające. Sylwetki i role bohaterów są całkowicie zerżnięte ze Śródziemia, podobnie jak pewne wydarzenia czy miejsca. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to stosunek opisów do dialogów był zdecydowanie zaburzony - momentami mieliśmy tylko akcję, akcję, akcję na wiele stron bez żadnej interakcji między...
Nie dałam rady. Ile można opisywać bieganie przez las. Co ciekawe, można, dobrze się bawiłam czytając bieg przez bagna w Mieczu Prawdy, tylko to zostało umieszczone w środku książki, zaś tutaj na początku, i chyba to mnie zniechęciło. Przewracam kolejną kartkę, a tam las, następną i... znów las. Gęste drzewa, las. Drapiące gałęzie, las.
Nie dałam rady. Ile można opisywać bieganie przez las. Co ciekawe, można, dobrze się bawiłam czytając bieg przez bagna w Mieczu Prawdy, tylko to zostało umieszczone w środku książki, zaś tutaj na początku, i chyba to mnie zniechęciło. Przewracam kolejną kartkę, a tam las, następną i... znów las. Gęste drzewa, las. Drapiące gałęzie, las.
Straszny grafoman, początek aż fizycznie męczył. Później, albo przyzwyczaiłem się do tego rozwlekłego stylu, albo po prostu, było go mniej. Generalnie nie jest źle, chociaż jest trochę mało oryginalnie, no i "nazbyt kwieciście"
Straszny grafoman, początek aż fizycznie męczył. Później, albo przyzwyczaiłem się do tego rozwlekłego stylu, albo po prostu, było go mniej. Generalnie nie jest źle, chociaż jest trochę mało oryginalnie, no i "nazbyt kwieciście"
Jak to u niejednego dziadersa bywa, jestem ofiarą nieodgadnionych wyroków kryzysu wieku średniego. Aktualnie objawia się to tak, że szarpany nostalgią za dawnymi czasami, odświeżam książki, które niegdyś dawały sporo radości. Miecz Shannary nie był pierwszą pozycją, na którą padło, ale był zdecydowanie wysoko na liście.
Uwaga, mamy tu doczynienia z pozycja "kontrowersyjną". Wielu osobom spędza ona sen z powiek. Ludzie w gniewie przerywali jej czytanie! Była dla nich nudna, niezrozumiała, miała za dlugie opisy(!) ale przede wszystkim... jest plagiatem Tolkiena! Ktoś we własnej twórczości fantasy podbiera od Johna Ronalda Reuela? N I E D O W I A R Y! (No dobra, cynizm na bok, tutaj faktycznie tych podobieństw jest ciut wiele, ale o tym za chwilkę) Oto mamy powieść uwielbianą przez niedoczytanych kucy fantastów, bo co sprawia człowiekowi prostemu więcej radości niż możliwość, za społecznym przyzwoleniem i ku uciesze gawiedzi, zgnojenia kogoś lub czegoś. Przecież każdy wie, że Brooks to złodziej co kradnie na dodatek!
Poważnie, kilka razy zdarzyło mi się rozmawiać z kimś o literaturze podczas jakiegoś konwentu czy innego zjazdu "fandomu" i gdy tylko padało naziwsko autora, w oku rozmówcy pojawiał się błysk i rozpoczynała się tyrada. Oto on, Czytelnik Nadzwczyajny już po kilku pierwszych zdaniach powieści wyczul, że "coś tu śmierdzi, coś jest nie tak". Szybkie dochodzenie literackie odkrywało obrzydliwą prawdę... mamy tu plagiat! No i potem się zaczynało, na powieści nie zostawiano suchej nitki, wszystko bylo źle, od koloru włosów głównego bohater po nazwy krain w świecie przedstawionym. Punkty wiarygodności zdobyte, Kapitan Oczywistość kolejny raz uratował sytuacje.
Ja dziś natomiast, po tym przydlugim wstępie, będę bronił czarnoksiężnika Allanona i młodych Shea'a i Flicka Ohmsfordów. Uważam, że są oni w pytkę, a ich przygody biją na głowę, niejedną z wysoko ocenianych na tym portalu książek fantasy. Najpierw wyjaśnię jednak ważną sprawę: na pewno nie chcę nikogo zmuszać do polubienia twórczości Brooksa. Wiadomo, mamy różne potrzeby czytelnicze i to po prostu może nie być czyjaś bajka. Super, dlatego jest ciekawie, bo lubimy różne rzeczy. Chcialbym natomiast zwrócić uwagę na to, że seria książek z uniwersum Shannary, nie jest zła a jej autor jest nader przyzwoitym pisarzem.
Stawmy więc czoła tamu straszliwemu smokowi: plagiat. Czy Miecz Shannary jest plagitem Władcy Pierścieni? Tego nie wiem, ale na pewno jest sporo podobieństw: struktura powieści, bohaterowie, kolejność niektórych wydarzeń. Zresztą, nawet autor od samego początku nie ukrywał, że brytyjski profesor miał na na niego ogromny wpływ i zdaje sobie sprawe jak bardzo widoczne jest to w pierwszej części sagi Shannary. I teraz zadajmy sobie jak to mowił Einstein "jedno zajebiście ważne pytanie", mianowicie: "co z tego?" Czy gdyby ktoś namalował obraz a my dostrzeglibysmy podobienstwa z Rubensem czy Sargentem, powiedzielibysmy: "Ale beka, widac, ze zgapione"? No nie, raczej wyrazilibysmy zachwyt pracą kolegi/koleżanki: "Pięknie udało Ci się uchwycić atmosferę i nastrój dawnych mistrzów, gratulacje. Z chęcia zobacze jak wyglądać będą kolejne twoje prace." ... Dlaczego więc, w literaturze jest inaczej? No to uwaga, bo teraz będzie mocno. Otóż... nie jest. Pomimo podobieństw do lotra, Miecz Shannary to wciąż bardzo dobra powieść fantasy. Szczególnie, że autor świetnie radzi sobie z jej poprowadzeniem. Brooks jest mocnym rzemieślnikiem i czuć to gdy czytamy jego twórczość. Gdy postaci przedzierają się przez bagniska, trudzimy się razem z nimi, gdy ukrywają się przed sługami zła, czujemy to napięcie, gdy rozpaczają po stracie, czytelnikowi też jest żal. Opisy świata są przepiękne i pozwalają zanurzyć się na chwilę w innej, baśniowej rzeczywistości. Zamieszkujące ten świat ludy są wiarygodne i odróżniają się od siebie, nie są to po prostu ludzie, ludzie ze szpiczastymi uszami czy ludzie niscy, krępi z brodą. Życzę sobie i każdemu młodemu pisarzowi fantasy, aby jego debiut był tak spójny i tak mocny "technicznie" jak Miecz Shannary.
I teraz najważniejsza sprawa, to co chciałbym aby odbiorcy tej opini, potencjalni przyszli czytelnicy sagi Shannary, zapamiętali przedewszystkim: Miecz Shannary to wstęp do bardzo dobrych kolejnych części, które już nie mają za wiele wspólnego z Tolkienem. Szczególnie cykl "Dziedzictwo Shannary" uważam za kawał świetnego fantasy, a zaznaczę że nie jestem raczej fanem długaśnych sag. Dlatego apeluję (xD), Nie zrażajcie się opiniami innych, sięgnijcie po Miecz Shannary i dajcie szanse panu Brooksowi. Nie jest to może wybitne dzieło, ale na pewno warto je znać i wyrobic sobie własne zdanie!
Moja ocena: w skali od jednego nerda, który myśli, że jałowa krytyka sprawia że wygląda się na inteligentnego do dziesięciu, daje szcześciu nerdów, którzy myślą, że jałowa krytyka sprawia że wygląda się na inteligentnego!
Jak to u niejednego dziadersa bywa, jestem ofiarą nieodgadnionych wyroków kryzysu wieku średniego. Aktualnie objawia się to tak, że szarpany nostalgią za dawnymi czasami, odświeżam książki, które niegdyś dawały sporo radości. Miecz Shannary nie był pierwszą pozycją, na którą padło, ale był zdecydowanie wysoko na liście.
Uwaga, mamy tu doczynienia z pozycja "kontrowersyjną"....
Hmmm... mam wrażenie, nie wiem, czy słuszne, ale widzę naprawdę sporą inspirację Władcą Pierścieni: mamy drużynę, składającą się z wielu ras zamieszkujących krainę, wątek poszukiwań, rozdzielenia, złodzieja, którego z owocem poszukiwań łączy dziwna więź, chwile grozy i zwątpienia w punkcie kulminacyjnym... może po prostu też szukałam na siłę.
Czasami miałam wrażenie, że autor nie do końca potrafi wzbudzić emocje czytelnika. Wiele wątków zostało opisanych bardzo sucho, jakby bez emocji, jak jakieś sprawozdanie, a nie narrator pozwalający się wczuć w historię. Większość wydarzeń została też trochę potraktowana po łebkach, gdzie mamy schodki: o nie, jest źle - nagle ktoś wchodzi i ratuje - o nie znowu jest źle - spokojnie, ja was uratuję. Wrogowie na przemian są super sprytni i super głupi i to zawsze zależy od sytuacji i tego, jaki autor wymyślił ciąg wydarzeń.
Natrafiłam też na liczne literówki w książce, i to nie porozrzucane po całej powieści, ale zdecydowana większość znalazła się po przekroczeniu połowy książki. Jakby edytorom już się nie chciało.
Ale poza tym, przygoda z książką jest zaliczana jako udana. Bohaterów da się lubić, można się z nimi utożsamiać.
Hmmm... mam wrażenie, nie wiem, czy słuszne, ale widzę naprawdę sporą inspirację Władcą Pierścieni: mamy drużynę, składającą się z wielu ras zamieszkujących krainę, wątek poszukiwań, rozdzielenia, złodzieja, którego z owocem poszukiwań łączy dziwna więź, chwile grozy i zwątpienia w punkcie kulminacyjnym... może po prostu też szukałam na siłę.
Przepadam za takim sposobem pisania. Cudowne osobowości bohaterów, których można albo pokochać albo znienawidzić. Czytana w każdej wolnej chwili, a jednocześnie szkoda czytać jak nie ma się pełnego skupienia, każdy kto czyta chyba rozumie o czym piszę. Mimo oczywistych podobieństw do Władcy Pierścieni baaardzo lubię. W zasadzie "To co?" . Pełno jest takich książek, które są do siebie podobne, ale tych dobrze napisanych jest niewiele. A ta jest właśnie dobrze napisana.
Przepadam za takim sposobem pisania. Cudowne osobowości bohaterów, których można albo pokochać albo znienawidzić. Czytana w każdej wolnej chwili, a jednocześnie szkoda czytać jak nie ma się pełnego skupienia, każdy kto czyta chyba rozumie o czym piszę. Mimo oczywistych podobieństw do Władcy Pierścieni baaardzo lubię. W zasadzie "To co?" . Pełno jest takich książek, które są...
Przeczytana kolejny raz , już nie wywarło takiego wrażenia jakie pamiętam czytając pierwszy raz :( Fabula jak sam opis wydawcy informuje ma wiele wspólnego z " Władcą Pierścieni" byłem ciekaw co z tego wyjdzie heh a wyszło jak wyszło 6 gwiazdek !
Odnośnie wspomnianej historii można było bardziej rozwinąć kilka wątków , które były dość okrojone , chaotyczne momentami nużące ! Cóż autor mógł się lepiej postarać w mojej ocenie mogło być o wiele lepiej :)
Przeczytana kolejny raz , już nie wywarło takiego wrażenia jakie pamiętam czytając pierwszy raz :( Fabula jak sam opis wydawcy informuje ma wiele wspólnego z " Władcą Pierścieni" byłem ciekaw co z tego wyjdzie heh a wyszło jak wyszło 6 gwiazdek !
Odnośnie wspomnianej historii można było bardziej rozwinąć kilka wątków , które były dość okrojone , chaotyczne momentami...
Wiele osób porównuje styl Brooksa do Tolkiena i zgadzam się, że szablon jest podobny, ale nie zmienia to faktu, że mimo wszystko bardzo je lubię. Historia przedstawiona w "Mieczu Shannary", jest wciągająca. Przeniosłam się w świat przygody, świat wyprawy, która na początku wydaje się niemożliwa, bohater raczej słaby i niedoświadczony, ale właśnie w tym tkwi cały urok. Wil dojrzewa i mężnienie, a pomaga mu Allanon, którego od razu polubiłam i Amberle.
Wiele osób porównuje styl Brooksa do Tolkiena i zgadzam się, że szablon jest podobny, ale nie zmienia to faktu, że mimo wszystko bardzo je lubię. Historia przedstawiona w "Mieczu Shannary", jest wciągająca. Przeniosłam się w świat przygody, świat wyprawy, która na początku wydaje się niemożliwa, bohater raczej słaby i niedoświadczony, ale właśnie w tym tkwi cały urok. Wil...
No tak...
Powiem szczerze że nie dotrwałem do końca tej książki...
Niestety... Słyszałem wiele opowieści o plagiacie władcy pierścieni jednak jakoś w nie nie wierzyłem.
Uznałem że sprawdzę sam.
I tak na początku zauważałem pewne podobieństwa ale nie raziły mnie w oczy. Jednak im byłem dalej tym było gorzej. Niektóre elementy to typowe kopiuj/wklej...
Niestety po przeczytaniu 60% książki poddaje się i wątpię bym dokończył.
No tak...
Powiem szczerze że nie dotrwałem do końca tej książki...
Niestety... Słyszałem wiele opowieści o plagiacie władcy pierścieni jednak jakoś w nie nie wierzyłem.
Uznałem że sprawdzę sam.
I tak na początku zauważałem pewne podobieństwa ale nie raziły mnie w oczy. Jednak im byłem dalej tym było gorzej. Niektóre elementy to typowe kopiuj/wklej...
Niestety po...
Książka dobra , bardzo ciekawa ciągle trzyma w napięciu do samego końca, lecz niestety jak dla mnie to serial lepszy , rzadko to mówię ale serial naprawdę jest świetny i w niektórych scenach lepszy niż sobie wyobrażałam. Polecam książkę i serial. ;)
Książka dobra , bardzo ciekawa ciągle trzyma w napięciu do samego końca, lecz niestety jak dla mnie to serial lepszy , rzadko to mówię ale serial naprawdę jest świetny i w niektórych scenach lepszy niż sobie wyobrażałam. Polecam książkę i serial. ;)
Przeczytałem pierwszy tom cyklu zatytułowanego ”Kroniki Shannary” ,której tytuł brzmi „Miecz Shannary” , autorem cyklu jest Terry Brooks. Jak na książkę fantasy przystało motywów typowo tolkienowskich zabraknąć nie mogło, bo to nic niezwykłego. Jednak prawdą jest, że Brooks sztywno się schematu tolkienowskiego trzyma i tu strony medalu są dwie. Na pewno ci z czytelników którzy uwielbiają literackie powroty do Śródziemia będą zadowoleni, bo co prawda ten świat opisany tutaj Śródziemiem nie jest, tylko mamy Shannarę podzieloną na cztery krainy Sunlandię, Nordlandie, Estlandię i Westlandię ale jest tutaj wszystko to co u Tolkiena, krasnoludy, elfy, czarodzieje, ludzie, którzy robią tu również za hobbitów, czarodzieje, magiczne artefakty, typu miecz Shannary, kamienie elfów, które są w stanie przesądzić o wyniku wojen, w konfrontacji dobra ze złem rzecz jasna. Po złej stronie mamy lorda Warlocka i jego armia trolli, gnomów, i innych bardzo ciekawych osobników. No i całej reszty czytelnik już może się domyśleć.
Opowieść jest niezwykle barwna, fascynująca, wciągająca. Przygody braci Shei i Flicka zaczynają się podobnie jak przygody hobbitów, jak wspomniałem analogii do dzieła mistrza jest tu chyba z milion. Bracia pomagają ojcu prowadzić oberżę i okoliczności zmusiły ich do nagłego opuszczenia wsi. Od Allanona dowidują się wiele o sprawach targających światem, o tym ,że legenda o mieczu Shannary to zmitologizowane fakty autentyczne, które zostały przez ludzi żyjących na odludziu zapomniane. W jednym Brooks jest antagonistą Tolkien, u tego autora era ludzi już przeminęła ludzie, ponieważ ludzie nie wykazali się wypowiedzieli wyniszczające świat wojny tym samym niszcząc samych siebie. Dało to autorowi sposobność do wypowiedzenia się w kwestiach politycznych i społecznych. Podobny jest w tym do Terry’ego Goodkinda, który nie omieszkał wkradać w swoją twórczość refleksji dotyczących spraw światopoglądowych. Mamy motyw ekologiczny znany z wielu książek fantastyki wszelakiej.
Ta książka nie jest odkryciem literackim na miarę Tolkiena, jednak w niczym nie przeszkadza to przeczytać tej książki, bo koncepty autor ma niewątpliwie interesujące. Polecam
Przeczytałem pierwszy tom cyklu zatytułowanego ”Kroniki Shannary” ,której tytuł brzmi „Miecz Shannary” , autorem cyklu jest Terry Brooks. Jak na książkę fantasy przystało motywów typowo tolkienowskich zabraknąć nie mogło, bo to nic niezwykłego. Jednak prawdą jest, że Brooks sztywno się schematu tolkienowskiego trzyma i tu strony medalu są dwie. Na pewno ci z czytelników...
Zaczęłam czytać, tę książkę z powodu serialu. Miałam niedosyt. Serial Pokochałam od pierwszego odcinka, więc pomyślałam, iż książka będzie tak samo dobra. Niestety się zawiodłam.
Kroniki Shannary to powieść fantasy. Widać, że Terry Brook bardzo inspirował się Tolkienem. Niestety dużo mu do niego brakuje. Tak jak przeczytałam Hobbita i go bardzo polubiłam, to Kroniki niezbyt przypadły mi do gustu. Opisy mnie nudziły, bohaterów się nie dało poznać, a akcja była nudna i rozwlekła.
Jeszcze jedna rzecz, która mnie dobiła w tej powieści, jest szowinizm twórcy. No bo dlaczego w 450 stronicowej książce jest tylko jedna bohaterka kobieca, która odgrywa minimalną rolę w całej historii.
Hmm... To by było na tyle. Książki nie polecam, gdyż to jest zwykłe marnowanie czasu, lecz serial jak najbardziej. Pierwszy sezon jest na Netflixie!
Zaczęłam czytać, tę książkę z powodu serialu. Miałam niedosyt. Serial Pokochałam od pierwszego odcinka, więc pomyślałam, iż książka będzie tak samo dobra. Niestety się zawiodłam.
Kroniki Shannary to powieść fantasy. Widać, że Terry Brook bardzo inspirował się Tolkienem. Niestety dużo mu do niego brakuje. Tak jak przeczytałam Hobbita i go bardzo polubiłam, to Kroniki...
Shea Ohmsford, na pozór zwykły chłopiec mieszkający w spokojnej wiosce zwanej Shady Vale. Wychowywany wraz z synem karczmarza Flick'iem. Traktowany jak rodzony syn i brat. Życie chłopaków toczy się zwykłym torem, do czasu pojawienia się w ich wiosce tajemniczego osobnika - Allanona. Ów obcy wywraca życie dwóch mieszkańców do góry nogami wprowadzając ich w nierealny do tej pory świat magii i niesamowitych istot. Niespodziewanie okazuje się, że główny bohater nie jest tym za kogo się uważał, choć ciężko uwierzyć mu w słowa nieznajomego mężczyzny. Chłopcy zmuszeni są opuścić tak dobrze im znane rodzinne strony i ruszyć w nieznany świat.
Brzmi znajomo? Oczywiście, że tak. Odpowie każdy, kto miał styczność z książkami autorstwa J.R.R Tolkiena, czy choćby filmami zrobionymi na ich podstawie. Czytając Miecz Shannary co kilka stron miałam wrażenie, że jest to tak bardzo podobne do historii wyżej wymienionej. Nie wiem, czy taki był zamysł autora, aby się wybić, czy po prostu postanowił "trochę" ściągnąć, ale ubarwić swoimi wizjami licząc na całkiem inną historie, lecz mi nie za bardzo podoba się zamierzony efekt. Ale do tego jeszcze wrócę, a teraz przejdźmy do ogółu pierwszego tomu.
Sięgając po tę książkę byłam głodna czytania i miałam ogromną chęć przeczytać coś z gatunku fantastyki i to właśnie zostało mi polecone w bibliotece. Siadając więc do książki spodziewałam się jakiegoś "WOW", a troszkę się rozczarowałam.. Już przez początek książki ciężko było mi przebrnąć, głównie z winy bardzo rozległych opisów przyrody. Autor potrafił przez stronę-dwie opisywać np. słońce, mimo że zdecydowanie wystarczyłoby na to jedno, maksymalnie dwa zdania. W dalszej części książki po prostu omijałam rozciągane opisy, ponieważ czytając sam początek akapitu miałam już dokładny obraz miejsca w wyobraźni. Zaś sam opis bardziej interesujących wydarzeń sprawiał wrażenie jakby przyspieszonego. Gdy już zaczynało się coś dziać, akcja momentalnie przyspieszała i kończyła się jak gdyby nigdy nic. Strasznie mnie to irytowało.
Ciężko jest mi też cokolwiek powiedzieć na temat bohaterów, którzy zostali przedstawieni w tej książce. Tych ważniejszych postaci oprócz chłopca z Shady Vale jest dość sporo, każdy z nich jest inny i każdy ma inny charakter, czy patrzenie na otaczający ich świat, jednak żaden z nich nie był na tyle atrakcyjny by zwrócić moją uwagę na dłużej. Nie mam ulubionego bohatera w tej książce, nie śledziłam losów bohaterów z zapartym tchem modląc się i błagając o jego przetrwanie i pomyślne rozwiązanie problemów. Po prostu bohaterowie są, ale żaden nie wybija się swoją osobą na tyle, by zwrócić na niego większą uwagę.
Przyznam się, że przez sam początek nie zorientowałam się, co do podobieństwa do serii Tolkiena, jednak z każdym kolejnym rozdziałem zdawałam sobie sprawę, że przecież już to znam. Podobieństwo zaczęło się od istot, które zamieszkiwały podzielone ziemie (ale tego się nie czepiam, ponieważ w większości tego gatunku książek są trolle, gnomy, elfy i jakieś mroczne postacie.) Dalej był to główny bohater, czyli nic nie świadomy chłopak, który staje przed niewykonalnym zadaniem – dokładnie jak Frodo, tajemniczy nieznajomy z magicznymi mocami, kompania stworzona z różnych gatunków, niebezpieczna przeprawa przez krainy, magiczny atrybut, zły człowiek i wróg. Tak jak wspominałam wyżej, nie rozumiem poglądu autora, ale do mnie osobiście nie przemawia tak stworzona historia, stara ale odświeżona.
Chciałam jeszcze nawiązać do końca tego tomu. Zaskoczył mnie, ale wcale nie pozytywnie. Powtórzyło się zjawisko o którym wspominałam trochę wyżej, tj. urwana akcja. Przez kilka ostatnich rozdziałów mamy do czynienia z pewnym wydarzeniem, które nagle zostaje urwane bez jakichkolwiek wyjaśnień. Niektórym może to nie przeszkadzać, ale ja byłam ciekawa co się stało. Niestety nie dowiedziałam się.
Podsumowując całą książkę, jestem rozczarowana. Spodziewałam się fajnej historii, a dostałam coś z czym miałam już do czynienia i to w dodatku z marnymi zmianami. W wielu miejscach książka przewidywalna, czytając wiedziałam już co będzie kilka rozdziałów w przód. Zabrakło mi tu nagłych zmian wydarzeń, wyrazistych bohaterów, chociaż odrobiny humoru i jakiegoś mocnego zakończenia. Zdaje sobie sprawę, że są jeszcze dwa Tomy, ale szczerze mówiąc ten ani trochę nie zachęcił mnie do sięgnięcia po nie. Mimo to dam szansę autoeowi i zobaczę co pokażą mi kolejne tomy.
Książkę mogę polecić, jedynie tym, którzy nie zapoznali się wcześniej z serią Tolkiena i ta będzie dla nich nowością.
Shea Ohmsford, na pozór zwykły chłopiec mieszkający w spokojnej wiosce zwanej Shady Vale. Wychowywany wraz z synem karczmarza Flick'iem. Traktowany jak rodzony syn i brat. Życie chłopaków toczy się zwykłym torem, do czasu pojawienia się w ich wiosce tajemniczego osobnika - Allanona. Ów obcy wywraca życie dwóch mieszkańców do góry nogami wprowadzając ich w nierealny do tej...
Książka mi się podobała, ale wciągnęła mnie dopiero po około stu stronach. Było bardzo mało opisów krainy. Wygląd postaci też był słabo opisany, a dodatkowo kilka postaci miała podobne imiona, przez co wszyscy mi się mylili. Jednak dalej mi się podobała i przeczytam kolejne części.
Książka mi się podobała, ale wciągnęła mnie dopiero po około stu stronach. Było bardzo mało opisów krainy. Wygląd postaci też był słabo opisany, a dodatkowo kilka postaci miała podobne imiona, przez co wszyscy mi się mylili. Jednak dalej mi się podobała i przeczytam kolejne części.
Cztery krainy świata Nordlandia, Sudlandia, Estlandia i Westlandia zamieszkiwane przez elfy, ludzi, krasnoludów, trolle i gnomy oraz inne ludy są tłem KRONIK SHANARRY.
Trochę to podobne do.....Tolkienowskiego świata z "Władcy Pierścienia". Ale co nowego można w fantastyce wymyślić. Nie będę się czepiać.
W Shady Walle mieszka Shea Ohmsford, wraz z przybranym ojcem i bratem Flickiem, prowadzą karczmę. Niespodziewane przybycie tajemniczego i mrocznego druida Allanona powoduje zamieszanie w jego życiu. Tym bardziej, że dotychczas nie interesowało Shea to, co dzieje się w innych częściach świata. Znał co nieco historię, wiedział, że Wielkie Wojny Ludów położyły kres budowanej, wspaniałej cywilizacji a zło podzieliło ocalałych. Teraz znów Lord Warlock zagraża światu. A można go pokonać tylko za pomocą tytułowego Miecza i może tego dokonać tylko konkretna osoba, prawowity spadkobierca królewskiego rodu (nawet jeśli jest pół elfem po ojcu i pół człowiekiem po matce).
Miecz Jerle'a Shannary znajduje się w kamiennym bloku zwanym Tre – Stone w warowni Paranor.
Flick i Shea wyruszają w podróż, na wielką przygodę swojego życia. Niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku i stale towarzyszą młodzieńcom.
Dużo opisów, co prawda barwnych, ale długich. Mały, gęsty druk. Pokaźnych rozmiarów tom.
Nie ukrywam, że przeprawa była ciężka i długa.
Cztery krainy świata Nordlandia, Sudlandia, Estlandia i Westlandia zamieszkiwane przez elfy, ludzi, krasnoludów, trolle i gnomy oraz inne ludy są tłem KRONIK SHANARRY.
Trochę to podobne do.....Tolkienowskiego świata z "Władcy Pierścienia". Ale co nowego można w fantastyce wymyślić. Nie będę się czepiać.
W Shady Walle mieszka Shea Ohmsford, wraz z przybranym ojcem i bratem...
Wzięłam kolejną pozycję z listy „Do przeczytania”. Spojrzalam na tytuł - Miecz Shannary. Wyglądało dość high fantasy, żeby przypadło mi do gustu...
Jakieś 200 stron później dowiedziałam się, że od stycznia MTV wypuszcza serial na podstawie cyklu, który właśnie zaczęłam. Postanowiłam gorąco nie oglądać serialu, nim nie skończę książek, bo Miecz Prawdy nauczył mnie, że seriale często za bardzo mieszają wątki i z reguły opuszczają wszystko, co mogłoby mi się spodobać w opowieści.
Dziś będzie o książce. O serialu napiszę, gdy przeczytał cały cykl.
Fabuła rozpoczęła się dość niewinnie - oto młody Flick zdążał do domu przez las. Miał on niezwykłą przygodę - na ścieżce spotkał odzianego na czarno mężczyznę, który zgubił drogę. Pragnął on spotkać się z bratem Flicka, Sheą. Młodzieniec był nieufny wobec obcego, postanowił jednak zaprowadzić go do rodzinnej wioski, gdzie ten mógłby pomówić z jego przyrodnim bratem. I wtedy pojawił się Nazgul.
Nie, żartuję, istota, która ścigała obcego w czerni nie była Nazgulem, ale równie paskudne miała usposobienie.
Allanon, bo tak nazywał się podróżny, poszukiwał potomka Jerlego Shannary, króla elfów z Westlandii. Jego daekim (i niestety jedynim) potomkiem okazał się być półelf Shea, przyrodni brat Flicka. Shea i Flick zostali wtajemniczeni przez Allanona w sytuację na świecie (starożytne zło, mroczna kraina na północy z czaszką w nazwie, legendarna broń pokonująca zło, wybraniec, quest, blablabla...). Niedlugo później bracia musieli uciekać z domu, bo słudzy Lorda Warlocka (czyli PZ - Prastarego Zła) chcieli koniecznie zabić potomka Shannary.
Gdy armie elfów, ludzi i karłów szykowały się do odparcia ataku sił z Nordlandii (gdzie gnieździło się PZ), mała drużyna pod wodzą Allanona ruszyła do twierdzy druidów (która dopiero co wpadła w ręce służących PZ gnomów) celem odzyskania legendarnego Miecza Shannary, jedynej skutacznej broni na PZ. Jak potoczył się quest, jakie trudności musieli ponać przyjaciele Allanona, jakich spotkali sprzymierzeńców - o tym musicie przeczytać sami.
Postacie są całkiem fajne, szczególnie Balinor i elfowie przypadli mi do gustu. Także Shea i Flick byli sympatyczni - łatwo mi było utożsamiać się z nimi, a to, że nie podążali na ślepo za Allanonem, że mieli wątpliwości, bardzo korzystnie wpływało na to, jak ich odbierałam. Charaktery poszczególnych postaci są dynamiczne, ich motywy zrozumiałe. Niestety, muszę przyczepić się do tego, że autor mocno zaniedbał stronę żeńską, mamy tylko jedną postać kobiecą, która też nie jest aż tak ważna dla fabuły.
Od początku miałam ubaw szukając podobieństw do Władcy Pierścieni. Uważny czytelnik znajdzie ich sporo - ale jak tu ich nie znaleźć, w końcu w obu dziełach mamy quest, złego przeciwnika do pokonania, armie mroki maszerującą, aby podbić niezbt zgrane rasy... To właśnie mi się spodobało w tej książce - ogólny szkic był mi mniej więcej znany i dawal się przewidzeć, mogłam więc skupić się na detalach, na opisie postaci i świata. Przy okazji przypomniałam sobie, jak bardzo kocham takie książki, które poza akcją oferują świetną opisówkę. Tylko nie zrozumcie mnie źle - to nie jest tak, że autor przepisał Włodka, tylko po kosmetycznuch zmianach. Włożył masę serca i pracy w tworzenie postaci, nadawanie im charakteru, w wymyślanie miejsc i zasad rządzących światem czterech krain (ale, żeby być szczerym, ich nazwy są dość... Średnie: nazwał je od czterech stron świata). Poza tym sugerowane postapo cieszy zawsze i wszędzie.
Język jest niezły, ale nie wyróżnia się jakoś bardzo. Czyta się płynnie i nic nie przeszkadza w odbiorze treści. Jak mówiłam - opisy dobrze uzupełniają akcję, działają na wyobraźnię i nie zabijają dłużyzną. Poza tym kudos od tolkienistki za nazwanie elfa Durin - jak przeczytałam to imię spadłam z krzesła (dla nietolkienistów - Durin to imię jednego z siedmiu ojców plemienia krasnoludów z Ardy, świata wykreowanego przez Tolkiena).
Niech znakiem tego, jak badzo się mi podobało będzie fakt, że skończyłam czytanie o 2 w nocy, chichocząc jak retard i starając się nie robić tego głośni, żeby nie budzić domowników.
Polecam gorąco fanom high fantasy. Każdemu gorąco polecam. To bardzo fajna powieść, czyta się świetnie, naprawdę warto po nią sięgnąć. A teraz wybaczcie, Kamienie Elfów Shannary czekają.
Wzięłam kolejną pozycję z listy „Do przeczytania”. Spojrzalam na tytuł - Miecz Shannary. Wyglądało dość high fantasy, żeby przypadło mi do gustu...
Jakieś 200 stron później dowiedziałam się, że od stycznia MTV wypuszcza serial na podstawie cyklu, który właśnie zaczęłam. Postanowiłam gorąco nie oglądać serialu, nim nie skończę książek, bo Miecz Prawdy nauczył mnie, że...
Początek mocno inspirowany twórczością Tolkiena. Druga część idzie już swoim torem. Jednak to spowodowało utrudnienia w czytaniu. Mam wrażenie że czasoprzestrzeń żyje tu swoim życiem. Albo to albo ja gdzieś popełniłem błąd i nie dostrzegłem na początku że teatr działań bohaterów jest bardzo mały.
Całość kończy się jak jednotomówka. Nie planuję sięgać po kolejną część.
Początek mocno inspirowany twórczością Tolkiena. Druga część idzie już swoim torem. Jednak to spowodowało utrudnienia w czytaniu. Mam wrażenie że czasoprzestrzeń żyje tu swoim życiem. Albo to albo ja gdzieś popełniłem błąd i nie dostrzegłem na początku że teatr działań bohaterów jest bardzo mały.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałość kończy się jak jednotomówka. Nie planuję sięgać po kolejną część.
Fajna książka przygodowa.
Fajna książka przygodowa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKalka Władcy Pierścieni. Do tego fatalnie napisana. Odłożyłem po kilkudziesięciu stronach.
Kalka Władcy Pierścieni. Do tego fatalnie napisana. Odłożyłem po kilkudziesięciu stronach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapisanie plagiatu "Władcy Pierścieni" jest tak bezczelne, że aż zdumiewające. Sylwetki i role bohaterów są całkowicie zerżnięte ze Śródziemia, podobnie jak pewne wydarzenia czy miejsca. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to stosunek opisów do dialogów był zdecydowanie zaburzony - momentami mieliśmy tylko akcję, akcję, akcję na wiele stron bez żadnej interakcji między postaciami. Same dialogi natomiast często były po prostu słabe i płytkie. Wydarzeń bardzo dużo, podróży z miejsca na miejsce - wszystko opisane bez chwili odpoczynku czy refleksji. Ogólnie rzecz biorąc, prezentowany poziom sprawi, że powieść może spodoba się 15-latkom, ale już nie starszej osobie. Znalazłam jednak jedną rzecz, która przypadła mi do gustu, a mianowicie opisywanie uczuć, emocji i generalnie psychiki bohaterów. Podobał mi się też pomysł ostatecznej konfrontacji ze złolem, ona choć sama w sobie wykonana została fatalnie i po łebkach (czyli tak jak cała reszta).
Napisanie plagiatu "Władcy Pierścieni" jest tak bezczelne, że aż zdumiewające. Sylwetki i role bohaterów są całkowicie zerżnięte ze Śródziemia, podobnie jak pewne wydarzenia czy miejsca. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to stosunek opisów do dialogów był zdecydowanie zaburzony - momentami mieliśmy tylko akcję, akcję, akcję na wiele stron bez żadnej interakcji między...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie dałam rady. Ile można opisywać bieganie przez las. Co ciekawe, można, dobrze się bawiłam czytając bieg przez bagna w Mieczu Prawdy, tylko to zostało umieszczone w środku książki, zaś tutaj na początku, i chyba to mnie zniechęciło. Przewracam kolejną kartkę, a tam las, następną i... znów las. Gęste drzewa, las. Drapiące gałęzie, las.
Nie dałam rady. Ile można opisywać bieganie przez las. Co ciekawe, można, dobrze się bawiłam czytając bieg przez bagna w Mieczu Prawdy, tylko to zostało umieszczone w środku książki, zaś tutaj na początku, i chyba to mnie zniechęciło. Przewracam kolejną kartkę, a tam las, następną i... znów las. Gęste drzewa, las. Drapiące gałęzie, las.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStraszny grafoman, początek aż fizycznie męczył. Później, albo przyzwyczaiłem się do tego rozwlekłego stylu, albo po prostu, było go mniej. Generalnie nie jest źle, chociaż jest trochę mało oryginalnie, no i "nazbyt kwieciście"
Straszny grafoman, początek aż fizycznie męczył. Później, albo przyzwyczaiłem się do tego rozwlekłego stylu, albo po prostu, było go mniej. Generalnie nie jest źle, chociaż jest trochę mało oryginalnie, no i "nazbyt kwieciście"
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak to u niejednego dziadersa bywa, jestem ofiarą nieodgadnionych wyroków kryzysu wieku średniego. Aktualnie objawia się to tak, że szarpany nostalgią za dawnymi czasami, odświeżam książki, które niegdyś dawały sporo radości. Miecz Shannary nie był pierwszą pozycją, na którą padło, ale był zdecydowanie wysoko na liście. Ktoś we własnej twórczości fantasy podbiera od Johna Ronalda Reuela? N I E D O W I A R Y! (No dobra, cynizm na bok, tutaj faktycznie tych podobieństw jest ciut wiele, ale o tym za chwilkę) Oto mamy powieść uwielbianą przez niedoczytanych kucy fantastów, bo co sprawia człowiekowi prostemu więcej radości niż możliwość, za społecznym przyzwoleniem i ku uciesze gawiedzi, zgnojenia kogoś lub czegoś. Przecież każdy wie, że Brooks to złodziej co kradnie na dodatek!
Uwaga, mamy tu doczynienia z pozycja "kontrowersyjną". Wielu osobom spędza ona sen z powiek. Ludzie w gniewie przerywali jej czytanie! Była dla nich nudna, niezrozumiała, miała za dlugie opisy(!) ale przede wszystkim... jest plagiatem Tolkiena!
Poważnie, kilka razy zdarzyło mi się rozmawiać z kimś o literaturze podczas jakiegoś konwentu czy innego zjazdu "fandomu" i gdy tylko padało naziwsko autora, w oku rozmówcy pojawiał się błysk i rozpoczynała się tyrada. Oto on, Czytelnik Nadzwczyajny już po kilku pierwszych zdaniach powieści wyczul, że "coś tu śmierdzi, coś jest nie tak". Szybkie dochodzenie literackie odkrywało obrzydliwą prawdę... mamy tu plagiat! No i potem się zaczynało, na powieści nie zostawiano suchej nitki, wszystko bylo źle, od koloru włosów głównego bohater po nazwy krain w świecie przedstawionym. Punkty wiarygodności zdobyte, Kapitan Oczywistość kolejny raz uratował sytuacje.
Ja dziś natomiast, po tym przydlugim wstępie, będę bronił czarnoksiężnika Allanona i młodych Shea'a i Flicka Ohmsfordów. Uważam, że są oni w pytkę, a ich przygody biją na głowę, niejedną z wysoko ocenianych na tym portalu książek fantasy. Najpierw wyjaśnię jednak ważną sprawę: na pewno nie chcę nikogo zmuszać do polubienia twórczości Brooksa. Wiadomo, mamy różne potrzeby czytelnicze i to po prostu może nie być czyjaś bajka. Super, dlatego jest ciekawie, bo lubimy różne rzeczy. Chcialbym natomiast zwrócić uwagę na to, że seria książek z uniwersum Shannary, nie jest zła a jej autor jest nader przyzwoitym pisarzem.
Stawmy więc czoła tamu straszliwemu smokowi: plagiat. Czy Miecz Shannary jest plagitem Władcy Pierścieni? Tego nie wiem, ale na pewno jest sporo podobieństw: struktura powieści, bohaterowie, kolejność niektórych wydarzeń. Zresztą, nawet autor od samego początku nie ukrywał, że brytyjski profesor miał na na niego ogromny wpływ i zdaje sobie sprawe jak bardzo widoczne jest to w pierwszej części sagi Shannary. I teraz zadajmy sobie jak to mowił Einstein "jedno zajebiście ważne pytanie", mianowicie: "co z tego?" Czy gdyby ktoś namalował obraz a my dostrzeglibysmy podobienstwa z Rubensem czy Sargentem, powiedzielibysmy: "Ale beka, widac, ze zgapione"? No nie, raczej wyrazilibysmy zachwyt pracą kolegi/koleżanki: "Pięknie udało Ci się uchwycić atmosferę i nastrój dawnych mistrzów, gratulacje. Z chęcia zobacze jak wyglądać będą kolejne twoje prace." ... Dlaczego więc, w literaturze jest inaczej? No to uwaga, bo teraz będzie mocno. Otóż... nie jest. Pomimo podobieństw do lotra, Miecz Shannary to wciąż bardzo dobra powieść fantasy. Szczególnie, że autor świetnie radzi sobie z jej poprowadzeniem. Brooks jest mocnym rzemieślnikiem i czuć to gdy czytamy jego twórczość. Gdy postaci przedzierają się przez bagniska, trudzimy się razem z nimi, gdy ukrywają się przed sługami zła, czujemy to napięcie, gdy rozpaczają po stracie, czytelnikowi też jest żal. Opisy świata są przepiękne i pozwalają zanurzyć się na chwilę w innej, baśniowej rzeczywistości. Zamieszkujące ten świat ludy są wiarygodne i odróżniają się od siebie, nie są to po prostu ludzie, ludzie ze szpiczastymi uszami czy ludzie niscy, krępi z brodą. Życzę sobie i każdemu młodemu pisarzowi fantasy, aby jego debiut był tak spójny i tak mocny "technicznie" jak Miecz Shannary.
I teraz najważniejsza sprawa, to co chciałbym aby odbiorcy tej opini, potencjalni przyszli czytelnicy sagi Shannary, zapamiętali przedewszystkim: Miecz Shannary to wstęp do bardzo dobrych kolejnych części, które już nie mają za wiele wspólnego z Tolkienem. Szczególnie cykl "Dziedzictwo Shannary" uważam za kawał świetnego fantasy, a zaznaczę że nie jestem raczej fanem długaśnych sag. Dlatego apeluję (xD), Nie zrażajcie się opiniami innych, sięgnijcie po Miecz Shannary i dajcie szanse panu Brooksowi. Nie jest to może wybitne dzieło, ale na pewno warto je znać i wyrobic sobie własne zdanie!
Moja ocena: w skali od jednego nerda, który myśli, że jałowa krytyka sprawia że wygląda się na inteligentnego do dziesięciu, daje szcześciu nerdów, którzy myślą, że jałowa krytyka sprawia że wygląda się na inteligentnego!
Jak to u niejednego dziadersa bywa, jestem ofiarą nieodgadnionych wyroków kryzysu wieku średniego. Aktualnie objawia się to tak, że szarpany nostalgią za dawnymi czasami, odświeżam książki, które niegdyś dawały sporo radości. Miecz Shannary nie był pierwszą pozycją, na którą padło, ale był zdecydowanie wysoko na liście.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwaga, mamy tu doczynienia z pozycja "kontrowersyjną"....
Fatalnie napisana, niezwykle wtórna, męcząca opowieść. Nie przebrnąłem do końca.
Fatalnie napisana, niezwykle wtórna, męcząca opowieść. Nie przebrnąłem do końca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHmmm... mam wrażenie, nie wiem, czy słuszne, ale widzę naprawdę sporą inspirację Władcą Pierścieni: mamy drużynę, składającą się z wielu ras zamieszkujących krainę, wątek poszukiwań, rozdzielenia, złodzieja, którego z owocem poszukiwań łączy dziwna więź, chwile grozy i zwątpienia w punkcie kulminacyjnym... może po prostu też szukałam na siłę.
Czasami miałam wrażenie, że autor nie do końca potrafi wzbudzić emocje czytelnika. Wiele wątków zostało opisanych bardzo sucho, jakby bez emocji, jak jakieś sprawozdanie, a nie narrator pozwalający się wczuć w historię. Większość wydarzeń została też trochę potraktowana po łebkach, gdzie mamy schodki: o nie, jest źle - nagle ktoś wchodzi i ratuje - o nie znowu jest źle - spokojnie, ja was uratuję. Wrogowie na przemian są super sprytni i super głupi i to zawsze zależy od sytuacji i tego, jaki autor wymyślił ciąg wydarzeń.
Natrafiłam też na liczne literówki w książce, i to nie porozrzucane po całej powieści, ale zdecydowana większość znalazła się po przekroczeniu połowy książki. Jakby edytorom już się nie chciało.
Ale poza tym, przygoda z książką jest zaliczana jako udana. Bohaterów da się lubić, można się z nimi utożsamiać.
Hmmm... mam wrażenie, nie wiem, czy słuszne, ale widzę naprawdę sporą inspirację Władcą Pierścieni: mamy drużynę, składającą się z wielu ras zamieszkujących krainę, wątek poszukiwań, rozdzielenia, złodzieja, którego z owocem poszukiwań łączy dziwna więź, chwile grozy i zwątpienia w punkcie kulminacyjnym... może po prostu też szukałam na siłę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami miałam wrażenie, że...
To nie jest opinia, ale nowa wersja portalu wymaga wpisania kilku słów, by dołączyć książkę do biblioteczki.
Pozdrawiam
To nie jest opinia, ale nowa wersja portalu wymaga wpisania kilku słów, by dołączyć książkę do biblioteczki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozdrawiam
Przepadam za takim sposobem pisania. Cudowne osobowości bohaterów, których można albo pokochać albo znienawidzić. Czytana w każdej wolnej chwili, a jednocześnie szkoda czytać jak nie ma się pełnego skupienia, każdy kto czyta chyba rozumie o czym piszę. Mimo oczywistych podobieństw do Władcy Pierścieni baaardzo lubię. W zasadzie "To co?" . Pełno jest takich książek, które są do siebie podobne, ale tych dobrze napisanych jest niewiele. A ta jest właśnie dobrze napisana.
Przepadam za takim sposobem pisania. Cudowne osobowości bohaterów, których można albo pokochać albo znienawidzić. Czytana w każdej wolnej chwili, a jednocześnie szkoda czytać jak nie ma się pełnego skupienia, każdy kto czyta chyba rozumie o czym piszę. Mimo oczywistych podobieństw do Władcy Pierścieni baaardzo lubię. W zasadzie "To co?" . Pełno jest takich książek, które są...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytana kolejny raz , już nie wywarło takiego wrażenia jakie pamiętam czytając pierwszy raz :( Fabula jak sam opis wydawcy informuje ma wiele wspólnego z " Władcą Pierścieni" byłem ciekaw co z tego wyjdzie heh a wyszło jak wyszło 6 gwiazdek !
Odnośnie wspomnianej historii można było bardziej rozwinąć kilka wątków , które były dość okrojone , chaotyczne momentami nużące ! Cóż autor mógł się lepiej postarać w mojej ocenie mogło być o wiele lepiej :)
Przeczytana kolejny raz , już nie wywarło takiego wrażenia jakie pamiętam czytając pierwszy raz :( Fabula jak sam opis wydawcy informuje ma wiele wspólnego z " Władcą Pierścieni" byłem ciekaw co z tego wyjdzie heh a wyszło jak wyszło 6 gwiazdek !
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdnośnie wspomnianej historii można było bardziej rozwinąć kilka wątków , które były dość okrojone , chaotyczne momentami...
Książka ciekawa. Posiada przyjemne przygody jak i te straszne i przyprawiające o dreszcze. Powieść urozmaicone i dobrze zredagowana.
Książka ciekawa. Posiada przyjemne przygody jak i te straszne i przyprawiające o dreszcze. Powieść urozmaicone i dobrze zredagowana.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiele osób porównuje styl Brooksa do Tolkiena i zgadzam się, że szablon jest podobny, ale nie zmienia to faktu, że mimo wszystko bardzo je lubię. Historia przedstawiona w "Mieczu Shannary", jest wciągająca. Przeniosłam się w świat przygody, świat wyprawy, która na początku wydaje się niemożliwa, bohater raczej słaby i niedoświadczony, ale właśnie w tym tkwi cały urok. Wil dojrzewa i mężnienie, a pomaga mu Allanon, którego od razu polubiłam i Amberle.
Wiele osób porównuje styl Brooksa do Tolkiena i zgadzam się, że szablon jest podobny, ale nie zmienia to faktu, że mimo wszystko bardzo je lubię. Historia przedstawiona w "Mieczu Shannary", jest wciągająca. Przeniosłam się w świat przygody, świat wyprawy, która na początku wydaje się niemożliwa, bohater raczej słaby i niedoświadczony, ale właśnie w tym tkwi cały urok. Wil...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka w stylu fantasy. 8/10
Bardzo dobra książka w stylu fantasy. 8/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka zawiera więcej szczegółow od serialu
Bardzi szybko się ją czyta
Książka zawiera więcej szczegółow od serialu
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzi szybko się ją czyta
No tak...
Powiem szczerze że nie dotrwałem do końca tej książki...
Niestety... Słyszałem wiele opowieści o plagiacie władcy pierścieni jednak jakoś w nie nie wierzyłem.
Uznałem że sprawdzę sam.
I tak na początku zauważałem pewne podobieństwa ale nie raziły mnie w oczy. Jednak im byłem dalej tym było gorzej. Niektóre elementy to typowe kopiuj/wklej...
Niestety po przeczytaniu 60% książki poddaje się i wątpię bym dokończył.
No tak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiem szczerze że nie dotrwałem do końca tej książki...
Niestety... Słyszałem wiele opowieści o plagiacie władcy pierścieni jednak jakoś w nie nie wierzyłem.
Uznałem że sprawdzę sam.
I tak na początku zauważałem pewne podobieństwa ale nie raziły mnie w oczy. Jednak im byłem dalej tym było gorzej. Niektóre elementy to typowe kopiuj/wklej...
Niestety po...
Zdecydowanie za długie opisy
Zdecydowanie za długie opisy
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka dobra , bardzo ciekawa ciągle trzyma w napięciu do samego końca, lecz niestety jak dla mnie to serial lepszy , rzadko to mówię ale serial naprawdę jest świetny i w niektórych scenach lepszy niż sobie wyobrażałam. Polecam książkę i serial. ;)
Książka dobra , bardzo ciekawa ciągle trzyma w napięciu do samego końca, lecz niestety jak dla mnie to serial lepszy , rzadko to mówię ale serial naprawdę jest świetny i w niektórych scenach lepszy niż sobie wyobrażałam. Polecam książkę i serial. ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor ma godne pozazdroszczenia zdolności opisywania. Polecam przeczytać.
Autor ma godne pozazdroszczenia zdolności opisywania. Polecam przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem pierwszy tom cyklu zatytułowanego ”Kroniki Shannary” ,której tytuł brzmi „Miecz Shannary” , autorem cyklu jest Terry Brooks. Jak na książkę fantasy przystało motywów typowo tolkienowskich zabraknąć nie mogło, bo to nic niezwykłego. Jednak prawdą jest, że Brooks sztywno się schematu tolkienowskiego trzyma i tu strony medalu są dwie. Na pewno ci z czytelników którzy uwielbiają literackie powroty do Śródziemia będą zadowoleni, bo co prawda ten świat opisany tutaj Śródziemiem nie jest, tylko mamy Shannarę podzieloną na cztery krainy Sunlandię, Nordlandie, Estlandię i Westlandię ale jest tutaj wszystko to co u Tolkiena, krasnoludy, elfy, czarodzieje, ludzie, którzy robią tu również za hobbitów, czarodzieje, magiczne artefakty, typu miecz Shannary, kamienie elfów, które są w stanie przesądzić o wyniku wojen, w konfrontacji dobra ze złem rzecz jasna. Po złej stronie mamy lorda Warlocka i jego armia trolli, gnomów, i innych bardzo ciekawych osobników. No i całej reszty czytelnik już może się domyśleć.
Opowieść jest niezwykle barwna, fascynująca, wciągająca. Przygody braci Shei i Flicka zaczynają się podobnie jak przygody hobbitów, jak wspomniałem analogii do dzieła mistrza jest tu chyba z milion. Bracia pomagają ojcu prowadzić oberżę i okoliczności zmusiły ich do nagłego opuszczenia wsi. Od Allanona dowidują się wiele o sprawach targających światem, o tym ,że legenda o mieczu Shannary to zmitologizowane fakty autentyczne, które zostały przez ludzi żyjących na odludziu zapomniane. W jednym Brooks jest antagonistą Tolkien, u tego autora era ludzi już przeminęła ludzie, ponieważ ludzie nie wykazali się wypowiedzieli wyniszczające świat wojny tym samym niszcząc samych siebie. Dało to autorowi sposobność do wypowiedzenia się w kwestiach politycznych i społecznych. Podobny jest w tym do Terry’ego Goodkinda, który nie omieszkał wkradać w swoją twórczość refleksji dotyczących spraw światopoglądowych. Mamy motyw ekologiczny znany z wielu książek fantastyki wszelakiej.
Ta książka nie jest odkryciem literackim na miarę Tolkiena, jednak w niczym nie przeszkadza to przeczytać tej książki, bo koncepty autor ma niewątpliwie interesujące. Polecam
Przeczytałem pierwszy tom cyklu zatytułowanego ”Kroniki Shannary” ,której tytuł brzmi „Miecz Shannary” , autorem cyklu jest Terry Brooks. Jak na książkę fantasy przystało motywów typowo tolkienowskich zabraknąć nie mogło, bo to nic niezwykłego. Jednak prawdą jest, że Brooks sztywno się schematu tolkienowskiego trzyma i tu strony medalu są dwie. Na pewno ci z czytelników...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczęłam czytać, tę książkę z powodu serialu. Miałam niedosyt. Serial Pokochałam od pierwszego odcinka, więc pomyślałam, iż książka będzie tak samo dobra. Niestety się zawiodłam.
Kroniki Shannary to powieść fantasy. Widać, że Terry Brook bardzo inspirował się Tolkienem. Niestety dużo mu do niego brakuje. Tak jak przeczytałam Hobbita i go bardzo polubiłam, to Kroniki niezbyt przypadły mi do gustu. Opisy mnie nudziły, bohaterów się nie dało poznać, a akcja była nudna i rozwlekła.
Jeszcze jedna rzecz, która mnie dobiła w tej powieści, jest szowinizm twórcy. No bo dlaczego w 450 stronicowej książce jest tylko jedna bohaterka kobieca, która odgrywa minimalną rolę w całej historii.
Hmm... To by było na tyle. Książki nie polecam, gdyż to jest zwykłe marnowanie czasu, lecz serial jak najbardziej. Pierwszy sezon jest na Netflixie!
Zaczęłam czytać, tę książkę z powodu serialu. Miałam niedosyt. Serial Pokochałam od pierwszego odcinka, więc pomyślałam, iż książka będzie tak samo dobra. Niestety się zawiodłam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKroniki Shannary to powieść fantasy. Widać, że Terry Brook bardzo inspirował się Tolkienem. Niestety dużo mu do niego brakuje. Tak jak przeczytałam Hobbita i go bardzo polubiłam, to Kroniki...
To jet właśnie to, stare dobre fantasy. Nie ma głupich dialogów, infantylnych bohaterów i niekonsekwencji w działaniu.
Książkę czyta się szybko, duży plus to mała czcionka i wyczerpujące opisy miejsc oraz postaci.
To jet właśnie to, stare dobre fantasy. Nie ma głupich dialogów, infantylnych bohaterów i niekonsekwencji w działaniu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę czyta się szybko, duży plus to mała czcionka i wyczerpujące opisy miejsc oraz postaci.
Shea Ohmsford, na pozór zwykły chłopiec mieszkający w spokojnej wiosce zwanej Shady Vale. Wychowywany wraz z synem karczmarza Flick'iem. Traktowany jak rodzony syn i brat. Życie chłopaków toczy się zwykłym torem, do czasu pojawienia się w ich wiosce tajemniczego osobnika - Allanona. Ów obcy wywraca życie dwóch mieszkańców do góry nogami wprowadzając ich w nierealny do tej pory świat magii i niesamowitych istot. Niespodziewanie okazuje się, że główny bohater nie jest tym za kogo się uważał, choć ciężko uwierzyć mu w słowa nieznajomego mężczyzny. Chłopcy zmuszeni są opuścić tak dobrze im znane rodzinne strony i ruszyć w nieznany świat.
Brzmi znajomo? Oczywiście, że tak. Odpowie każdy, kto miał styczność z książkami autorstwa J.R.R Tolkiena, czy choćby filmami zrobionymi na ich podstawie. Czytając Miecz Shannary co kilka stron miałam wrażenie, że jest to tak bardzo podobne do historii wyżej wymienionej. Nie wiem, czy taki był zamysł autora, aby się wybić, czy po prostu postanowił "trochę" ściągnąć, ale ubarwić swoimi wizjami licząc na całkiem inną historie, lecz mi nie za bardzo podoba się zamierzony efekt. Ale do tego jeszcze wrócę, a teraz przejdźmy do ogółu pierwszego tomu.
Sięgając po tę książkę byłam głodna czytania i miałam ogromną chęć przeczytać coś z gatunku fantastyki i to właśnie zostało mi polecone w bibliotece. Siadając więc do książki spodziewałam się jakiegoś "WOW", a troszkę się rozczarowałam.. Już przez początek książki ciężko było mi przebrnąć, głównie z winy bardzo rozległych opisów przyrody. Autor potrafił przez stronę-dwie opisywać np. słońce, mimo że zdecydowanie wystarczyłoby na to jedno, maksymalnie dwa zdania. W dalszej części książki po prostu omijałam rozciągane opisy, ponieważ czytając sam początek akapitu miałam już dokładny obraz miejsca w wyobraźni. Zaś sam opis bardziej interesujących wydarzeń sprawiał wrażenie jakby przyspieszonego. Gdy już zaczynało się coś dziać, akcja momentalnie przyspieszała i kończyła się jak gdyby nigdy nic. Strasznie mnie to irytowało.
Ciężko jest mi też cokolwiek powiedzieć na temat bohaterów, którzy zostali przedstawieni w tej książce. Tych ważniejszych postaci oprócz chłopca z Shady Vale jest dość sporo, każdy z nich jest inny i każdy ma inny charakter, czy patrzenie na otaczający ich świat, jednak żaden z nich nie był na tyle atrakcyjny by zwrócić moją uwagę na dłużej. Nie mam ulubionego bohatera w tej książce, nie śledziłam losów bohaterów z zapartym tchem modląc się i błagając o jego przetrwanie i pomyślne rozwiązanie problemów. Po prostu bohaterowie są, ale żaden nie wybija się swoją osobą na tyle, by zwrócić na niego większą uwagę.
Przyznam się, że przez sam początek nie zorientowałam się, co do podobieństwa do serii Tolkiena, jednak z każdym kolejnym rozdziałem zdawałam sobie sprawę, że przecież już to znam. Podobieństwo zaczęło się od istot, które zamieszkiwały podzielone ziemie (ale tego się nie czepiam, ponieważ w większości tego gatunku książek są trolle, gnomy, elfy i jakieś mroczne postacie.) Dalej był to główny bohater, czyli nic nie świadomy chłopak, który staje przed niewykonalnym zadaniem – dokładnie jak Frodo, tajemniczy nieznajomy z magicznymi mocami, kompania stworzona z różnych gatunków, niebezpieczna przeprawa przez krainy, magiczny atrybut, zły człowiek i wróg. Tak jak wspominałam wyżej, nie rozumiem poglądu autora, ale do mnie osobiście nie przemawia tak stworzona historia, stara ale odświeżona.
Chciałam jeszcze nawiązać do końca tego tomu. Zaskoczył mnie, ale wcale nie pozytywnie. Powtórzyło się zjawisko o którym wspominałam trochę wyżej, tj. urwana akcja. Przez kilka ostatnich rozdziałów mamy do czynienia z pewnym wydarzeniem, które nagle zostaje urwane bez jakichkolwiek wyjaśnień. Niektórym może to nie przeszkadzać, ale ja byłam ciekawa co się stało. Niestety nie dowiedziałam się.
Podsumowując całą książkę, jestem rozczarowana. Spodziewałam się fajnej historii, a dostałam coś z czym miałam już do czynienia i to w dodatku z marnymi zmianami. W wielu miejscach książka przewidywalna, czytając wiedziałam już co będzie kilka rozdziałów w przód. Zabrakło mi tu nagłych zmian wydarzeń, wyrazistych bohaterów, chociaż odrobiny humoru i jakiegoś mocnego zakończenia. Zdaje sobie sprawę, że są jeszcze dwa Tomy, ale szczerze mówiąc ten ani trochę nie zachęcił mnie do sięgnięcia po nie. Mimo to dam szansę autoeowi i zobaczę co pokażą mi kolejne tomy.
Książkę mogę polecić, jedynie tym, którzy nie zapoznali się wcześniej z serią Tolkiena i ta będzie dla nich nowością.
Shea Ohmsford, na pozór zwykły chłopiec mieszkający w spokojnej wiosce zwanej Shady Vale. Wychowywany wraz z synem karczmarza Flick'iem. Traktowany jak rodzony syn i brat. Życie chłopaków toczy się zwykłym torem, do czasu pojawienia się w ich wiosce tajemniczego osobnika - Allanona. Ów obcy wywraca życie dwóch mieszkańców do góry nogami wprowadzając ich w nierealny do tej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka mi się podobała, ale wciągnęła mnie dopiero po około stu stronach. Było bardzo mało opisów krainy. Wygląd postaci też był słabo opisany, a dodatkowo kilka postaci miała podobne imiona, przez co wszyscy mi się mylili. Jednak dalej mi się podobała i przeczytam kolejne części.
Książka mi się podobała, ale wciągnęła mnie dopiero po około stu stronach. Było bardzo mało opisów krainy. Wygląd postaci też był słabo opisany, a dodatkowo kilka postaci miała podobne imiona, przez co wszyscy mi się mylili. Jednak dalej mi się podobała i przeczytam kolejne części.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCztery krainy świata Nordlandia, Sudlandia, Estlandia i Westlandia zamieszkiwane przez elfy, ludzi, krasnoludów, trolle i gnomy oraz inne ludy są tłem KRONIK SHANARRY.
Trochę to podobne do.....Tolkienowskiego świata z "Władcy Pierścienia". Ale co nowego można w fantastyce wymyślić. Nie będę się czepiać.
W Shady Walle mieszka Shea Ohmsford, wraz z przybranym ojcem i bratem Flickiem, prowadzą karczmę. Niespodziewane przybycie tajemniczego i mrocznego druida Allanona powoduje zamieszanie w jego życiu. Tym bardziej, że dotychczas nie interesowało Shea to, co dzieje się w innych częściach świata. Znał co nieco historię, wiedział, że Wielkie Wojny Ludów położyły kres budowanej, wspaniałej cywilizacji a zło podzieliło ocalałych. Teraz znów Lord Warlock zagraża światu. A można go pokonać tylko za pomocą tytułowego Miecza i może tego dokonać tylko konkretna osoba, prawowity spadkobierca królewskiego rodu (nawet jeśli jest pół elfem po ojcu i pół człowiekiem po matce).
Miecz Jerle'a Shannary znajduje się w kamiennym bloku zwanym Tre – Stone w warowni Paranor.
Flick i Shea wyruszają w podróż, na wielką przygodę swojego życia. Niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku i stale towarzyszą młodzieńcom.
Dużo opisów, co prawda barwnych, ale długich. Mały, gęsty druk. Pokaźnych rozmiarów tom.
Nie ukrywam, że przeprawa była ciężka i długa.
Cztery krainy świata Nordlandia, Sudlandia, Estlandia i Westlandia zamieszkiwane przez elfy, ludzi, krasnoludów, trolle i gnomy oraz inne ludy są tłem KRONIK SHANARRY.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę to podobne do.....Tolkienowskiego świata z "Władcy Pierścienia". Ale co nowego można w fantastyce wymyślić. Nie będę się czepiać.
W Shady Walle mieszka Shea Ohmsford, wraz z przybranym ojcem i bratem...
pierwsza książka od niepamiętnych czasów, której nie udało mi się skończyć
pierwsza książka od niepamiętnych czasów, której nie udało mi się skończyć
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ta jak i serial jest fantastyczna.
Wczułem się od początku do końca,
I nie mogłem przerwać czytania.
Polecam !!!
Książka ta jak i serial jest fantastyczna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWczułem się od początku do końca,
I nie mogłem przerwać czytania.
Polecam !!!
Wzięłam kolejną pozycję z listy „Do przeczytania”. Spojrzalam na tytuł - Miecz Shannary. Wyglądało dość high fantasy, żeby przypadło mi do gustu...
Jakieś 200 stron później dowiedziałam się, że od stycznia MTV wypuszcza serial na podstawie cyklu, który właśnie zaczęłam. Postanowiłam gorąco nie oglądać serialu, nim nie skończę książek, bo Miecz Prawdy nauczył mnie, że seriale często za bardzo mieszają wątki i z reguły opuszczają wszystko, co mogłoby mi się spodobać w opowieści.
Dziś będzie o książce. O serialu napiszę, gdy przeczytał cały cykl.
Fabuła rozpoczęła się dość niewinnie - oto młody Flick zdążał do domu przez las. Miał on niezwykłą przygodę - na ścieżce spotkał odzianego na czarno mężczyznę, który zgubił drogę. Pragnął on spotkać się z bratem Flicka, Sheą. Młodzieniec był nieufny wobec obcego, postanowił jednak zaprowadzić go do rodzinnej wioski, gdzie ten mógłby pomówić z jego przyrodnim bratem. I wtedy pojawił się Nazgul.
Nie, żartuję, istota, która ścigała obcego w czerni nie była Nazgulem, ale równie paskudne miała usposobienie.
Allanon, bo tak nazywał się podróżny, poszukiwał potomka Jerlego Shannary, króla elfów z Westlandii. Jego daekim (i niestety jedynim) potomkiem okazał się być półelf Shea, przyrodni brat Flicka. Shea i Flick zostali wtajemniczeni przez Allanona w sytuację na świecie (starożytne zło, mroczna kraina na północy z czaszką w nazwie, legendarna broń pokonująca zło, wybraniec, quest, blablabla...). Niedlugo później bracia musieli uciekać z domu, bo słudzy Lorda Warlocka (czyli PZ - Prastarego Zła) chcieli koniecznie zabić potomka Shannary.
Gdy armie elfów, ludzi i karłów szykowały się do odparcia ataku sił z Nordlandii (gdzie gnieździło się PZ), mała drużyna pod wodzą Allanona ruszyła do twierdzy druidów (która dopiero co wpadła w ręce służących PZ gnomów) celem odzyskania legendarnego Miecza Shannary, jedynej skutacznej broni na PZ. Jak potoczył się quest, jakie trudności musieli ponać przyjaciele Allanona, jakich spotkali sprzymierzeńców - o tym musicie przeczytać sami.
Postacie są całkiem fajne, szczególnie Balinor i elfowie przypadli mi do gustu. Także Shea i Flick byli sympatyczni - łatwo mi było utożsamiać się z nimi, a to, że nie podążali na ślepo za Allanonem, że mieli wątpliwości, bardzo korzystnie wpływało na to, jak ich odbierałam. Charaktery poszczególnych postaci są dynamiczne, ich motywy zrozumiałe. Niestety, muszę przyczepić się do tego, że autor mocno zaniedbał stronę żeńską, mamy tylko jedną postać kobiecą, która też nie jest aż tak ważna dla fabuły.
Od początku miałam ubaw szukając podobieństw do Władcy Pierścieni. Uważny czytelnik znajdzie ich sporo - ale jak tu ich nie znaleźć, w końcu w obu dziełach mamy quest, złego przeciwnika do pokonania, armie mroki maszerującą, aby podbić niezbt zgrane rasy... To właśnie mi się spodobało w tej książce - ogólny szkic był mi mniej więcej znany i dawal się przewidzeć, mogłam więc skupić się na detalach, na opisie postaci i świata. Przy okazji przypomniałam sobie, jak bardzo kocham takie książki, które poza akcją oferują świetną opisówkę. Tylko nie zrozumcie mnie źle - to nie jest tak, że autor przepisał Włodka, tylko po kosmetycznuch zmianach. Włożył masę serca i pracy w tworzenie postaci, nadawanie im charakteru, w wymyślanie miejsc i zasad rządzących światem czterech krain (ale, żeby być szczerym, ich nazwy są dość... Średnie: nazwał je od czterech stron świata). Poza tym sugerowane postapo cieszy zawsze i wszędzie.
Język jest niezły, ale nie wyróżnia się jakoś bardzo. Czyta się płynnie i nic nie przeszkadza w odbiorze treści. Jak mówiłam - opisy dobrze uzupełniają akcję, działają na wyobraźnię i nie zabijają dłużyzną. Poza tym kudos od tolkienistki za nazwanie elfa Durin - jak przeczytałam to imię spadłam z krzesła (dla nietolkienistów - Durin to imię jednego z siedmiu ojców plemienia krasnoludów z Ardy, świata wykreowanego przez Tolkiena).
Niech znakiem tego, jak badzo się mi podobało będzie fakt, że skończyłam czytanie o 2 w nocy, chichocząc jak retard i starając się nie robić tego głośni, żeby nie budzić domowników.
Polecam gorąco fanom high fantasy. Każdemu gorąco polecam. To bardzo fajna powieść, czyta się świetnie, naprawdę warto po nią sięgnąć. A teraz wybaczcie, Kamienie Elfów Shannary czekają.
(http://dywagacjenadherbata.blogspot.com/2016/08/258-miecz-shannary-terry-brooks.html#more)
Wzięłam kolejną pozycję z listy „Do przeczytania”. Spojrzalam na tytuł - Miecz Shannary. Wyglądało dość high fantasy, żeby przypadło mi do gustu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakieś 200 stron później dowiedziałam się, że od stycznia MTV wypuszcza serial na podstawie cyklu, który właśnie zaczęłam. Postanowiłam gorąco nie oglądać serialu, nim nie skończę książek, bo Miecz Prawdy nauczył mnie, że...