Zew nocnego ptaka to to nie jest.. fabuła stoi w miejscu, jakieś gadanie o diabełkach,żołnierzach i aniołach w kukurydzy. Czarne jest czarne a białe zbyt białe.
Zew nocnego ptaka to to nie jest.. fabuła stoi w miejscu, jakieś gadanie o diabełkach,żołnierzach i aniołach w kukurydzy. Czarne jest czarne a białe zbyt białe.
Początkowo, po przeczytaniu blurba, wydawało mi się że Łabędzi Śpiew będzie historią w stylu Bastionu, ale chyba to jednak inna bajka - bardziej kameralna, rozpisana właściwie na trzy grupy bohaterów, siedmioro, w porywach dziesięcioro osób. Jest zagłada, są wątki nadnaturalne, jest klarowny podział na tych dobrych i złych. Czyta się dobrze, istny pageturner. Jest to jednak lektura bardzo bezpieczna, a choć niektóre opisy są drastyczne, to McCammon to jednak nie McCarthy :) Wszystko układa się jak powinno, bohaterom obce są dwoistości natur. Można to nawet rozważać jako założenie całej fabuły - atomowy ogień wypalił letnich, zostali tylko zimni i gorący, albo dobrzy, albo źli. Ale niewątpliwie czyni to lekturę nieco mdłą gdy spojrzeć na nią chłodnym (hehe) okiem. Nie uświadczysz żadnej rysy na wizerunkach dobrych, a źli to po prostu potwory i bestie - wyjątkiem jest Sheila, drugoplanowa postać z tych złych, bardziej złamana niż odmieniona, oraz... niepowiem, żeby nie spoilować :)
No i jest jeszcze kwestia paru strzelb Czechowa które są, ale finalnie nie odgrywają szczególnej roli, a szkoda, bo robiły apetyt na niezłą jazdę :)
Tak czy inaczej - warto sięgnąć, dobre czytadło, a na takie zawsze miło poświęcić czas.
Początkowo, po przeczytaniu blurba, wydawało mi się że Łabędzi Śpiew będzie historią w stylu Bastionu, ale chyba to jednak inna bajka - bardziej kameralna, rozpisana właściwie na trzy grupy bohaterów, siedmioro, w porywach dziesięcioro osób. Jest zagłada, są wątki nadnaturalne, jest klarowny podział na tych dobrych i złych. Czyta się dobrze, istny pageturner. Jest to jednak...
Tom drugi "Łabędziego śpiewu", znacznie różni się od tomu pierwszego.
To chyba najbardziej ponura i depresyjna lektura PostApo, jaką kiedykolwiek czytałem, wyjątkiem może być jedynie, "Droga", Cormaca McCarthy'ego.
3/4 lektury jest dość depresyjne i ponure. Raczej nie ma jakiejkolwiek nadziei, na lepszy los, ludzi, którzy przetrwali z nuklearnego Armagedonu.
Niedobitki ludzkości skazane na koszmar, który dotyka wszystkich, bez wyjątku.
Zupełnie, nie byłem na to przygotowany i musiałem robić częste przerwy.
Totalny upadek ludzkości, regresja, bestialstwo i wszelakie choroby oraz niewyobrażalny głód,
- powiązany z katastrofalnymi skutkami nuklearnej zimy. Która zgodnie z wieloma teoriami, może trwać od kilku do kilkunastu lat lub dłużej.
Powieść jest tak przygnębiająca, że zastanawiałem się, jak autor sobie poradził z całością fabuły bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym?
Odradzam osobom wrażliwym. To nie jest radosna twórczość o kolejnych przygodach Mad Maksa, to jest brutalna, pozbawiona nadziei, odpychająca, panorama martwego, globalnego cmentarza...
Tom drugi "Łabędziego śpiewu", znacznie różni się od tomu pierwszego.
To chyba najbardziej ponura i depresyjna lektura PostApo, jaką kiedykolwiek czytałem, wyjątkiem może być jedynie, "Droga", Cormaca McCarthy'ego.
3/4 lektury jest dość depresyjne i ponure. Raczej nie ma jakiejkolwiek nadziei, na lepszy los, ludzi, którzy przetrwali z nuklearnego Armagedonu.
Niedobitki...
Fabuła drugiej księgi wciąga od pierwszych stron, kontynuując wątki rozpoczęte w pierwszej części z równą intensywnością i emocjonalnym zaangażowaniem. Post-apokaliptyczny świat, w którym toczy się akcja, jest przedstawiony w sposób niezwykle sugestywny i wiarygodny, co sprawia, że czytelnik czuje się częścią tej przerażającej rzeczywistości.
Postacie są skomplikowane i wielowymiarowe, zmagają się z wewnętrznymi demonami i trudnymi decyzjami, co dodaje głębi i realizmu całej opowieści. Szczególnie wyróżnia się postać Swan, która ewoluuje w ciągu książki, stając się symbolem nadziei i przetrwania. W tej mrocznej rzeczywistości pojawia się także wątek miłosny, który dodaje historii dodatkowego wymiaru. Relacja między Swan a jednym z ocalałych, który stał się jej towarzyszem w tej podróży, rozwija się stopniowo i naturalnie, przynosząc chwilę wytchnienia od brutalnej rzeczywistości, a jednocześnie podkreślając kruchość i piękno ludzkich uczuć.
Dodanie elementu nadprzyrodzonego w postaci wątku z Szatanem nadaje książce jeszcze głębszego, metafizycznego wymiaru. Szatan, jako uosobienie absolutnego zła, pojawia się w kluczowych momentach fabuły, symbolizując największe zagrożenie dla ludzkości. Jego manipulacje i wpływ na wydarzenia są przerażające, zmuszając bohaterów do konfrontacji nie tylko z fizycznymi przeciwnościami, ale także z duchowym zagrożeniem. Ta walka dobra ze złem, przedstawiona w kontekście apokaliptycznego świata, dodaje powieści dodatkowego napięcia i głębi filozoficznej.
W obliczu tych wyzwań pojawia się wątek odrodzenia świata po wojnie nuklearnej. McCammon przedstawia wizję, w której po totalnym zniszczeniu ludzkość zaczyna powoli budować nową rzeczywistość. Natura, choć początkowo zniszczona i skażona, zaczyna się regenerować. Przeżywający bohaterowie znajdują w sobie siłę do odbudowy społeczności i infrastruktury. Ich determinacja i współpraca stają się fundamentem nowego początku, symbolizując odrodzenie się życia i nadziei w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.
McCammon zręcznie łączy elementy horroru, science fiction, dramatu, romansu, nadprzyrodzonego oraz motyw odrodzenia, tworząc napięcie, które nie opada ani na chwilę. Jego styl pisania jest dynamiczny, a opisy plastyczne, co sprawia, że książkę czyta się jednym tchem.
"Łabędzi Śpiew: Księga 2" to powieść, która zostaje w pamięci na długo po przewróceniu ostatniej strony. To obowiązkowa lektura dla miłośników literatury post-apokaliptycznej i wszystkich, którzy cenią sobie dobrze opowiedziane historie o ludzkiej determinacji, walce, nadziei, miłości oraz odwiecznej walce dobra ze złem, zakończonej triumfem odrodzenia i nowego początku.
Fabuła drugiej księgi wciąga od pierwszych stron, kontynuując wątki rozpoczęte w pierwszej części z równą intensywnością i emocjonalnym zaangażowaniem. Post-apokaliptyczny świat, w którym toczy się akcja, jest przedstawiony w sposób niezwykle sugestywny i wiarygodny, co sprawia, że czytelnik czuje się częścią tej przerażającej rzeczywistości.
Pierwsz księga bardziej przypadła mi do gustu , była bardziej w stylu postapokaliptycznym ... Druga trąca trochę fantastyką i magią , momentami fabuła ciągnie się i oko nieraz opadło :)
Pierwsz księga bardziej przypadła mi do gustu , była bardziej w stylu postapokaliptycznym ... Druga trąca trochę fantastyką i magią , momentami fabuła ciągnie się i oko nieraz opadło :)
Ocena dla całej sagi, choć ta część była trochę lepsza. Bardzo dobre, dające nadzieję zakończenie makabrycznego świata chorób, biedy i ludzkiego okrucieństwa. Czegoś mi brakowało w tej opowieści, ale przeczytałem z zainteresowaniem do końca, wiec coś w niej jest.
Ocena dla całej sagi, choć ta część była trochę lepsza. Bardzo dobre, dające nadzieję zakończenie makabrycznego świata chorób, biedy i ludzkiego okrucieństwa. Czegoś mi brakowało w tej opowieści, ale przeczytałem z zainteresowaniem do końca, wiec coś w niej jest.
Powtórzę wpis, który zamieściłem przy pierwszym tomie - saga Łabędzi Śpiew to jedna całość i w mojej ocenie powinna być omówiona jednym komentarzem :
Brat-bliźniak kingowskiego „Bastionu”, opowiadający, z wykorzystaniem zbliżonych środków tę samą opowieść - o apokalipsie, która spada na ludzkość, o nielicznych ocalałych usiłujących ułożyć swe życie, o biblijnej walce Dobra i Zła i wreszcie o końcowym triumfie Nadziei. Przy czym, co naprawdę zaskakujące, McCammon radzi sobie z tymi puzzlami znacznie lepiej od Kinga, unikając pułapek naiwności, sentymentalizmu i - momentami - nudy, stawiając od samego początku do końca opowieści na dynamiczną, wysokooktanową akcję.
+
Nerwowa sytuacja międzynarodowa, paru nadto kowbojskich doradców nieco zagubionego Prezydenta USA, i tak, od słowa do słowa - wybucha globalna wojna atomowa. Tysiące pocisków nuklearnych anihilują wszystko, co znajdowało się na powierzchni ziemi. Znikają wszystkie miasta, rozpadają się góry, burze ognia pożerają roślinność. Nad zniszczoną ziemią zapada atomowa zima; jako że czarne chmury odcinają słońce od ziemi panuje wieczny mrok i lodowaty ziąb.
Mimo swego ogromnego rozmachu fabuła jest bardzo zwarta - koncentruje się na trzech grupach bohaterów, którzy przetrwali apokalipsę. Przede wszystkim jest Siostra Nawiedzona - nowojorska bezdomna, która atomową nawałnicę przetrwała głęboko pod tunelami metra. Po wyjściu na zewnątrz rusza ona w wędrówkę, której celu sama nie jest w stanie zrozumieć. Kierują nią wskazania dziwnego przedmiotu znalezionego w ruinach Nowego Jorku - naprzeciw salonu Tiffany’ego ze stopionego szkła, w którym uwięzione zostały złoto, platyna i mnóstwo kamieni szlachetnych powstał tajemniczy artefakt, przypominający diadem lub koronę.
W ślad za kobietą rusza złowrogi, nienazwany Byt (później sam przedstawiać się będzie jako „Przyjaciel”, tak naprawdę to Szatan - taki „Randall Flagg”), sprawca wszystkiego złego, radujący się cierpieniem ludzkości, wyczuwający w diademie niebezpieczną dla niego moc - nadzieję.
Druga grupa to dziewczynka, Sue Wanda (tytułowa „Swan”) i ochraniający ją wrestler, Jim Hutchins. Obydwoje przetrwali atak w podziemiach stacji benzynowej, gdzie jako jedynym udało się przeżyć. W Swan drzemie niezwykła siła - potrafi ona dotykiem rąk wzmacniać rośliny, powodować ich wzrost i kwitnienie. Ta jej zdolność długo będzie drzemała w uśpieniu, ale to właśnie do Swan kieruje się moc diademu i temu połączeniu chce przeciwdziałać „Przyjaciel”.
No i w końcu „ci źli” - bo każdy dobry epos potrzebuje dobrze wymyślonych villainów („przyjaciel” jako byt nadludzki, jako pierwotna siła zła, się nie liczy). Z ruin zawalonego schronu przeciwatomowego wychodzą dowodzący nim weteran wojenny, płk. Macklin i jego przyboczny, nastolatek Ronald Croninger, gotów na każde okrucieństwo, podłość, zbrodnię i przemoc, by pomóc pułkownikowi w realizacji jego celów. A cele Macklin ma jasne - oczyścić Amerykę ze „zła” (złymi są wszystkie okaleczone i poparzone przez promieniowanie osoby), odrodzić potęgę militarną USA i zemścić się na Ruskich. Jego rosnąca w siłę Armia Doskonałych morduje bez litości wszystkich okaleczonych, podbija kolejne siedliska ludzkie i nie ustaje w wędrówce w poszukiwaniu środków żywności.
Szlak wszystkich bohaterów przetnie się w niewielkiej miejscowości Mary’s Nest….
+
Można odnieść wrażenie, że McCammon po lekturze „Bastionu” (pierwsze wydanie w roku 1978) uniósł się ambicją i postanowił napisać „dobre, mistyczne, metafizyczne post-apo”, poprawiając wszystkie irytujące rozwiązania obecne w książce Kinga. Tak, „Łabędzi Śpiew” jest z jednej strony bardzo podobny do kingowskiej epopei, a z drugiej w każdym aspekcie od niej lepszy, lepiej wymyślony, lepiej poprowadzony, lepiej zrealizowany.
Po pierwsze, McCammon z żelazną konsekwencją zapanował nad swymi bohaterami; zamiast tabunów mało interesujących postaci i gubiących się wątków są trzy główne „drużyny” - Siostry, Swan i Rolanda, długi czas prowadzone we własnych, wypełnionych fascynującymi przygodami, liniach fabularnych i połączone dopiero w finałowych stadiach sagi. Do tego ci bohaterowie są dobrze wykreowani, zapadają w pamięć i przyciągają uwagę czytelnika. No, może sama Swan to taka nieco banalna, „anielska” klisza, ale już Jim, Rusty a przede wszystkim Siostra to znakomite postaci. Również demoniczny Roland i szalony pułkownik to udane kreacje. No i absolutnie genialny, przerażający „Przyjaciel” - coż za kontrast wobec kabaretowego Randalla Flagga w kowbojkach, zanoszącego się „demonicznym śmiechem”. Yikes!
Po drugie, jak już pisałem, fabuła aż skrzy się od dziesiątek przygód i twistów. Ani na chwile akcja nie traci tempa, każda „drużyna” non stop walczy o przetrwanie w nieprzyjaznym świecie. Z jednej strony dzikie zwierzęta i zdziczali ludzie, z drugiej brutalna walka o władzę, brak podstawowych zasobów i środków do życia, choroba popromienna - klasyczne składniki post-apo fantastycznie prowadzone i zestawiane, do tego mocno przyprawione horrorem w postaci skradającego się za Siostrą „Przyjaciela”.
Ale najważniejsze - McCammon uniknął innych pułapek. Zamiast uciesznych prób restauracji „amerykańskiej demokracji” i naiwnego mesjanizmu znanych z „Bastionu”, w „Łabędzim Śpiewie” jest poważny namysł nad absurdem i okrucieństwem wojny (rewelacyjnie personifikowanej przez nie/Przyjaciela) i jest pięknie, poetycko opisany powrót Nadziei dla Ludzkości. W tym wypadku naiwność działa na korzyść tej pięknej, przejmującej opowieści.
KANON - rzecz kultowa. Lada moment ma się pojawić wznowienie Vespera (ja czytałem wydanie Papierowego Księżyca) - kto tylko żyw, niech gna kupować i czytać - naprawdę warto!
PS.
Wiem, że się trochę zaprogramowałem, ale, jak jestem fanem Kinga, tak czasami jego obecność jest przytłaczająca (overwhelming). „Bastion” został przeniesiony na mały ekran aż dwa razy (obok serialu z 1994 powstał nowy, z 2020), a genialny „Łabędzi Śpiew” leży odłogiem. Szkoda, bo byłoby wspaniałe kino!.
Powtórzę wpis, który zamieściłem przy pierwszym tomie - saga Łabędzi Śpiew to jedna całość i w mojej ocenie powinna być omówiona jednym komentarzem :
Brat-bliźniak kingowskiego „Bastionu”, opowiadający, z wykorzystaniem zbliżonych środków tę samą opowieść - o apokalipsie, która spada na ludzkość, o nielicznych ocalałych usiłujących ułożyć swe życie, o biblijnej walce...
Świetna powieść szczególnie dla fanów postapo i Bastionu Kinga. W drugiej części rozkręca się mocno i pędzi aż do końca. Postaci nie są może tak wielowymiarowe jak u Kinga i wiele z nich z obydwu uniwersów łączy na tyle dużo, że ciężko nazwać to dziełem przypadku, ale to w ogóle nie przeszkadza w lekturze. Jeśli ktoś zastanawia się pomiędzy tymi dwiema powieściami na swoją następną przygodę to radzę zacząć od dzieła McCammona, jest przystępniejsze. Żal było kończyć.
Świetna powieść szczególnie dla fanów postapo i Bastionu Kinga. W drugiej części rozkręca się mocno i pędzi aż do końca. Postaci nie są może tak wielowymiarowe jak u Kinga i wiele z nich z obydwu uniwersów łączy na tyle dużo, że ciężko nazwać to dziełem przypadku, ale to w ogóle nie przeszkadza w lekturze. Jeśli ktoś zastanawia się pomiędzy tymi dwiema powieściami na swoją...
Drugi i ostatni tom Łabędziego Śpiewu trzyma wysoki poziom, choć może z nieznaczną obsuwą w stosunku do tomu I, ale satysfakcjonujące i epickie zakończenie wyrównuje różnice między nimi. Patrząc na tę powieść całościowo to ponad 1000 stron wspaniałej podróży literackiej, którą przeżywamy wraz z bohaterami z tajemniczą dziewczynką imieniem Swan (ang. Łabędź) na czele. Wątki zostały poprowadzone bardzo sprawnie i równie sprawnie połączone ze sobą w końcówce. Właściwie chyba nie ma się do czego przyczepić. Jeśli pasjonuje was odwieczny problem walki dobra ze złem jak to w powieściach tego typu bywa, to ta książka na pewno jest dla was. Atomowa zagłada ludzkości to według mnie problem nie tak bardzo wydumany jakby się mogło wydawać, czego próbkę mieliśmy już podczas zrzucenia bomb jądrowych na Hiroszimę i Nagasaki. Tutaj mamy to co prawda w nieco większej skali, ale nie jest to zupełnie niemożliwe. Myślę też, że każda fikcja zawiera w sobie ziarenko prawdy. Kto wie co przyniesie przyszłość, nie można wykluczyć i najgorszego. Gdyby przyszło mi żyć w świecie po nuklearnej zagładzie nie mam pojęcia jak i czy bym sobie poradził, na pewno zależałoby to od wielu czynników. W każdym razie warto wierzyć, że życie zawsze znajdzie sposób, aby przetrwać i potem się odrodzić, jeszcze silniejsze i jeszcze lepsze. A książkę polecam. Mocne siedem gwiazdek (bardzo dobra).
Drugi i ostatni tom Łabędziego Śpiewu trzyma wysoki poziom, choć może z nieznaczną obsuwą w stosunku do tomu I, ale satysfakcjonujące i epickie zakończenie wyrównuje różnice między nimi. Patrząc na tę powieść całościowo to ponad 1000 stron wspaniałej podróży literackiej, którą przeżywamy wraz z bohaterami z tajemniczą dziewczynką imieniem Swan (ang. Łabędź) na czele. Wątki...
Podróż dobiegła końca, niestety, czy też szkoda. Porównując obie części, drugi tom zdecydowanie dużo lepszy. Dla Czytelników sięgających po literaturę ambitniejszą, tytuł na pewno "trąci myszką" :). Ja osobiście polecam, warto przeczytać.
Podróż dobiegła końca, niestety, czy też szkoda. Porównując obie części, drugi tom zdecydowanie dużo lepszy. Dla Czytelników sięgających po literaturę ambitniejszą, tytuł na pewno "trąci myszką" :). Ja osobiście polecam, warto przeczytać.
7 lat upłynęło od zakończenia pierwszego tomu, świat się nie zmienił, a może tylko na gorsze. Mutanty, martwa roślinność i obojętność ludzi na cierpienie innych, oto co serwuje nam Rober McCammon w drugiej części "Łabędziego Śpiewu". Wartka fabuła, zręcznie sklecone wątki przeplatające się między sobą i nieustannie dążące do połączenia osobnych historii.
Jeśli nie ta pozycja, to jaka?
7 lat upłynęło od zakończenia pierwszego tomu, świat się nie zmienił, a może tylko na gorsze. Mutanty, martwa roślinność i obojętność ludzi na cierpienie innych, oto co serwuje nam Rober McCammon w drugiej części "Łabędziego Śpiewu". Wartka fabuła, zręcznie sklecone wątki przeplatające się między sobą i nieustannie dążące do połączenia osobnych historii.
Książkę czyta się jednym tchem. Akcja pędzi niczym tornado przez teksanskie równiny. Świetna książka która wywołuje wiele pozytywnych emocji oraz utwierdza czytelnika w tym że warto być dobrym człowiekiem.
Książkę czyta się jednym tchem. Akcja pędzi niczym tornado przez teksanskie równiny. Świetna książka która wywołuje wiele pozytywnych emocji oraz utwierdza czytelnika w tym że warto być dobrym człowiekiem.
Akcja tego tomu rozgrywa się siedem lat po zakończeniu tomu I. Jest ciekawa i wciąga, ale tu mamy jeszcze więcej wątków, które dla mnie są bardziej fantastyczne niż paranormalne. Jest brutalnie, momentami bardzo mrocznie, ale spomiędzy tego zawsze gdzieś wystaje listek nadziei.
Ogólnie polecam "Łabędzi śpiew", który w pewnych aspektach wyróżnia się na tle innych, postapokaliptycznych powieści.
Akcja tego tomu rozgrywa się siedem lat po zakończeniu tomu I. Jest ciekawa i wciąga, ale tu mamy jeszcze więcej wątków, które dla mnie są bardziej fantastyczne niż paranormalne. Jest brutalnie, momentami bardzo mrocznie, ale spomiędzy tego zawsze gdzieś wystaje listek nadziei.
Ogólnie polecam "Łabędzi śpiew", który w pewnych aspektach wyróżnia się na tle innych,...
Okres od 1945 roku do dnia dzisiejszego w Polsce pokazuje nam wyraźnie, że społeczeństwo nasze cierpi na specyficzną odmianę alzheimera i ślepoty jednocześnie. Niby na okrągło wypominamy Niemcom i Rosjanom zaszłości z II wojny światowej, ale poza tym w ogóle zdajemy się o niej nie pamiętać, ani o tych dawniejszych wojnach tym bardziej. Stosunek większości czytelników do literatury katastroficznej i postapokaliptycznej, a także w ogóle do możliwości wystąpienia w najbliższej przyszłości podobnych wydarzeń, świadczy o tym, że nie rozumiemy jak wyjątkowe szczęście mamy, iż od 1945 naszego kraju nie dotknęła żadna poważniejsza katastrofa. A przecież z jednej strony te 75 lat pokoju to ewenement na tle całej historii Polski. Co prawda wielkich katastrof i zarazy unikaliśmy, ale za to wojen wcześniej mieliśmy w bród. Z drugiej, w tym czasie naszego spokoju, wojna nie gasła na świecie nawet na chwilę, a czasami była nawet po sąsiedzku, że wspomnieć choćby ostatnie wydarzenia na Ukrainie. A mimo tego, mimo przeszłości, o której zdajemy się nie pamiętać, i mimo teraźniejszości, w której każdy niemal dziennik donosi jak nie o wojnie, to o trzęsieniu ziemi, suszy i głodzie, wybuchu wulkanu lub innych katastrofach, mimo tego wszystkiego pokój, spokój i bezpieczeństwo, traktujemy jako coś naturalnego, danego nam raz na zawsze. Nawet koronawirus tak naprawdę niczego tutaj nie zmienił.
Ja należę do tych outsiderów, którzy mając nadzieję, iż dożyją swych dni w spokoju, wcale nie są do końca przekonani, że będą mieli takie szczęście. Uwielbiam dobrą literaturę katastroficzną i postapo ze względu na rozważanie wspomnianych kwestii, ale i z tego powodu, iż siłą rzeczy w wymienionych gatunkach zawsze się dzieje, a także że interesuje mnie problematyka jednostki i społeczeństwa w stresie. Doceniam również fakt, że to taka literacka forma memento mori. Nie jest więc niczym dziwnym, że gdy trafiłem na dwutomową postapokaliptyczną powieść Łabędzi śpiew Roberta McCammona, który w latach osiemdziesiątych był jednym z najbardziej znanych amerykańskich pisarzy grozy, bez wahania rozpocząłem lekturę, choć zdecydowanie od horrorów stronię. Nadzieja na przewagę dobrego survivalu zwyciężyła nad obawami przed spotkaniem z żałosnymi potworami i scenami, które przeniesione na ekran kojarzą mi się tylko z pełnym żenady marnowaniem keczupu, a w książkach nie wypadają zwykle lepiej.
Lata osiemdziesiąte, a także wcześniejsze, były epoką obawy przed wojną atomową, głównie między ZSSR i USA. Swoją drogą, ciekawym tematem do refleksji jest fakt, że obecnie to zagrożenie w ogóle w świadomości społecznej nie funkcjonuje, choć jego faktyczny poziom wcale nie zmalał, a wręcz przeciwnie, gdyż klub atomowy ma nowych znaczących graczy. Powstała w 1987 roku powieść McCammona jest odzwierciedleniem tych ówczesnych strachów – rozpoczyna się w momencie wybuchu światowej wojny jądrowej.
Konstrukcja dzieła jest dość schematyczna – śledzimy naprzemiennie losy kilku oddalonych od siebie osób z terenu USA, które początkowo nie są ze sobą powiązane, ale jak łatwo się domyślić, nie pojawiają się w powieści przypadkowo. Warstwa postapo i survivalowa są naprawdę na najwyższym poziomie, od psychologii i konstrukcji postaci poczynając, na mechanizmach socjologicznych kończąc. Oczywiście kwestią dyskusyjną pozostaje problem możliwości przeżycia w takim skażonym świecie, jaki pozostał po totalnym starciu jądrowym, ale nie ma możliwości rozstrzygnięcia, jak by się w takiej sytuacji sprawdziła ludzka możliwość adaptacji, dopóki coś podobnego się nie stanie. Na szczęście dla mnie, ale nie dla miłośników horrorów, którzy mogą być nieco zawiedzeni, Łabędzi śpiew zawiera tylko muśnięcie elementów charakterystycznych dla literatury grozy i ma ono wymiar nie demoniczny, a raczej jest antropomorfizacją dobra i zła, życia i śmierci. Choć wypadło to jak najbardziej pozytywnie, będąc strawne nawet dla takiego przeciwnika horrorów jak ja, to stanowi najsłabszy element powieści, gdyż przesuwa ciężar odpowiedzialności za zło z ludzi na jakąś siłę inną (ten sam zabieg co z Szatanem, Diabłem i karmą) i w drugą stronę – pozwala oczekiwać, że ktoś za nas zrobi dobro. Na szczęście nie jest to jednoznaczne – powieściowe ludzkie wcielenia zła i dobra bez pomocy innych ludzi tak naprawdę niewiele mogą, co dobrze podkreśla, że w rzeczywistości wszystko zależy od szarych ludzi, a nie od herosów czy bogów.
W ogóle, jeśli już jesteśmy przy ludziach, to jak już wspomniałem, postacie, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowe, są wykreowane jednocześnie nieco komiksowo, a z drugiej nadspodziewanie oryginalnie i przekonująco pod względem charakterologicznym oraz psycho- i socjologicznym.
Fabuły nie będę przybliżał, podkreślę tylko, że choć schematyczna, jest misternie dopracowana, podobnie jak inne aspekty dzieła. Choć miłośnicy literatury grozy będą może nieco zawiedzeni, to Łabędzi śpiew da wiele przyjemności z lektury wszystkim poszukującym powieści postapo z niepowtarzalnym, urzekająco mrocznym klimatem. Dla mnie bomba.
Okres od 1945 roku do dnia dzisiejszego w Polsce pokazuje nam wyraźnie, że społeczeństwo nasze cierpi na specyficzną odmianę alzheimera i ślepoty jednocześnie. Niby na okrągło wypominamy Niemcom i Rosjanom zaszłości z II wojny światowej, ale poza tym w ogóle zdajemy się o niej nie pamiętać, ani o tych dawniejszych wojnach tym bardziej. Stosunek większości czytelników do...
Męczyliśmy się wzajemnie z książką, zarówno z jej I jak i II tomem, bardzo mocno przez bite 2 miesiące. Mimo najszczerszych chęci nie trafiła do mnie ta historia, sposób jej opowiedzenia i postapokaliptyczna wizja autora.
To zdecydowanie nie moja bajka.
Męczyliśmy się wzajemnie z książką, zarówno z jej I jak i II tomem, bardzo mocno przez bite 2 miesiące. Mimo najszczerszych chęci nie trafiła do mnie ta historia, sposób jej opowiedzenia i postapokaliptyczna wizja autora.
Jest naprawdę ok, dobra rozrywka.
Nie ma większych zgrzytów, dość sprawnie fabuła się rozwija, choć właśnie czegoś nie ma do większych peanów. Do poziomu "Bastionu" Kinga trochę brakuje. Przypuszczam, że to był wzorzec dla McCammona.
Bez wstydu i znużenia można przeczytać.
Jest naprawdę ok, dobra rozrywka.
Nie ma większych zgrzytów, dość sprawnie fabuła się rozwija, choć właśnie czegoś nie ma do większych peanów. Do poziomu "Bastionu" Kinga trochę brakuje. Przypuszczam, że to był wzorzec dla McCammona.
Bez wstydu i znużenia można przeczytać.
Kurczę, aż żałuję że to wszystko już się skończyło, " Łabędzi śpiew " to jedno z najlepszych post-apo jakie dane mi było przeczytać. Pierwszy tom był świetny, ale drugi podobał mi się o wiele bardziej i zrobił na mnie naprawdę ogromne wrażenie, może dlatego że był o wiele bardziej soczysty i esencjonalny,bardziej zwarty bo wszystkie wątki zaczęły już się splatać w niesamowicie intrygujący i zajmujący sposób.
Akcja drugiego tomu rozpoczyna się siedem lat po wydarzeniach,które zapoczątkowały apokalipsę, potwornie okaleczona Ziemia umiera,te siedem lat to ciągu niekończącej się nuklearnej zimy,resztki ocalałych dogorywają licząc każdy dzień który udało im się przetrwać, nękani przez głód i choroby żyją w nieustannym strachu, że w końcu pojawi się ktoś, kto przyjdzie i zabierze im te nędzne resztki, ktore jeszcze posiadają.
Autor w drugiej odsłonie "Łabędziego spiewu" jeszcze bardziej żongluje emocjami,jeszcze bardziej podkręca dramaturgię,sporo scen wywołuje szok i niedowierzanie przez bardzo plastyczne przedstawienie całej gamy ludzkich zachowań w obliczu zaistniałej sytuacji, najczęściej tych negatywnych bo apokalipsa nad wyraz umiejętnie uwidoczniła to ,co w człowieku najgorsze. Aczkolwiek zdarzają się również wyjątki i właśnie dla nich warto przeczytać niniejszą książkę, tak bardzo podnoszą na duchu dając zalążek nadziei, że jednak nie wszystko zostało stracone.
Dla wszystkich fanów Kinga( i nie tylko) uważam, że to pozycja wręcz obowiązkowa. Świetna książka, polecam!!!
Kurczę, aż żałuję że to wszystko już się skończyło, " Łabędzi śpiew " to jedno z najlepszych post-apo jakie dane mi było przeczytać. Pierwszy tom był świetny, ale drugi podobał mi się o wiele bardziej i zrobił na mnie naprawdę ogromne wrażenie, może dlatego że był o wiele bardziej soczysty i esencjonalny,bardziej zwarty bo wszystkie wątki zaczęły już się splatać w...
Polskie wydanie jest grubsze niż oryginalne, w sumie ponad 1100 stron. Trochę mam problem z tą książką, bo ogólnie jest niezła, dobrze się ją czyta, czułem, że Łabędzim Śpiewem inspirował się King pisząc Bastion, czy też twórcy The Walking Dead. Niestety książka trąci już trochę myszką, a zakończenie jest nasączone religijnością do mdłości. Trochę szkoda, ale myślę że mimo wszystko warto znać, chociaż Bastion był o wiele lepszy.
Polskie wydanie jest grubsze niż oryginalne, w sumie ponad 1100 stron. Trochę mam problem z tą książką, bo ogólnie jest niezła, dobrze się ją czyta, czułem, że Łabędzim Śpiewem inspirował się King pisząc Bastion, czy też twórcy The Walking Dead. Niestety książka trąci już trochę myszką, a zakończenie jest nasączone religijnością do mdłości. Trochę szkoda, ale myślę że mimo...
Dużo y można było napisać o tej książce bo jest tu zawarte wszystko.
Jest ukazana podłość ludzkiej natury i jej chęć do autodestrukcji pomimo doświadczeń z historii, oraz wiara w człowieka i zwycięstwa nad złem,nadzieja która pomimo wszystkich przeciwieństw nie umiera.
Podziwiam autora za kunszt i sposób wykonania oraz przekaz bo naprawdę nie każdy potrafi tak pisać.
Wszystkim bez wyjątku polecam tę lekturę, ateiście i wierzącemu bo każdy znajdzie tu sens swojego bytu i wiarę w to że można być dobrym człowiekiem.
Dużo y można było napisać o tej książce bo jest tu zawarte wszystko.
Jest ukazana podłość ludzkiej natury i jej chęć do autodestrukcji pomimo doświadczeń z historii, oraz wiara w człowieka i zwycięstwa nad złem,nadzieja która pomimo wszystkich przeciwieństw nie umiera.
Podziwiam autora za kunszt i sposób wykonania oraz przekaz bo naprawdę nie każdy potrafi tak...
„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość”.
Święty Paweł „Hymn o miłości”
Drugi tom „Łabędziego śpiewu” McCammona nie rozczarowuje: jest nawet lepszy od części pierwszej.
Od zagłady minęło siedem lat. Siedem lat ciągłej zimy, podczas której jedyny znak życia stanowiły czarne kruki. Zanieczyszczona woda osłabia ocalonych, surowy klimat daje się mocno we znaki, brak słońca odbiera chęć do życia. Keloidowe znamiona i olbrzymie, zakrywające oczy i usta narośle, zwane Maską Hioba, szpecą twarze. Brakuje wszystkiego. Brakuje nadziei.
Rusty, Josh i Swan podróżują od miasta do miasta, dając przedstawienia. Swan nie wygląda dobrze. Jej Maska Hioba jest wyjątkowo szpetna, utrudnia mowę i oddychanie, a nawet chodzenie. Dziewczyna wygląda jak potwór, ale jest najbardziej współczującą istotą na ziemi – ten motyw dwóch twarzy, zewnętrznej i prawdziwej, będzie często powracał w książce, przypominając nam raz po raz, że nie należy osądzać innych na podstawie wyglądu. Tak właśnie postępują przywódcy Armii Doskonałych, którzy dawno wyzbyli się wszelkiego człowieczeństwa. Kierują się żądzą krwi i władzy, a ich drogę znaczą mordy, gwałty i zniszczenia.
„- Wojna się skończyła – skrzywiła się Siostra. – O co do cholery się tłuką?
– O ziemię, osiedla, żywność, broń, paliwo; cokolwiek jeszcze zostało. Postradali rozum. Po prostu muszą zabijać, a skoro nie mają pod ręką Ruskich, szukają innego wroga”.
Zanim dojdzie do kulminacyjnego starcia dobra ze złem, drogi nielicznych, ale zdeterminowanych obrońców Swan zejdą się w Mary`s Rest:
„Josh widział wiele paskudnych miejsc, ale to było z nich najgorsze – miasto obcych sobie ludzi, gdzie nikogo nie obchodzi życie i śmierć sąsiada z najbliższej nory. Przenikał je złowieszczy wapor porażki i nieuleczalnej depresji. Nawet powietrze miało woń rozkładu”.
Obecność Swan i jej talent budzenia ziemi do życia przyniosą tej zapyziałej mieścinie nadzieję. O sile tego uczucia najlepiej świadczy przemiana, jaka dokonuje się w mieszkańcach. Ci, którzy nie zadawali sobie nawet trudu, by grzebać zmarłych, wegetujący dotychczas pośród smrodu rozkładających się ciał, mordujący i okradający się nawzajem, nagle zaczynają się zdobywać na ludzkie odruchy. Z przypadkowej zbieraniny tworzy się wspólnota.
Pojawienie się w ludzkich sercach nadziei jest jak rękawica rzucona Szatanowi, który od siedmiu lat baluje na wyniszczonej ziemi, napawając się swoim zwycięstwem. Pod różnymi postaciami zjawia się wśród tych, którzy przetrwali zagładę, by odbierać im resztki człowieczeństwa:
„Gdziekolwiek się pojawiał, wszystko czerniało, więdło i zamierało. Wysysał z całych osiedli nadzieję i współczucie; opuszczał je będąc pewien, że znikną z powierzchni ziemi, gdy mieszkańcy odbiorą sobie życie lub pozabijają się nawzajem. Miał wielki dar. Pokazywał im, jak bezcelowy jest ich żywot i jak wielką tragedię niesie fałszywa nadzieja. Jeśli twoje dziecko głoduje, zabij je – ponaglał konające z głodu matki. Pomyśl o samobójstwie jako o szlachetnym, wzniosłym geście – mówił mężczyznom, którzy przychodzili do niego po radę. Był zdrojem mądrości i chętnie się nią dzielił”.
„Łabędzi śpiew” Roberta McCammona nie jest zwykłą książką z gatunku postapo. To porywająca, baśniowa opowieść o wartościach, które spajają ludzkość i czynią z niej wspólnotę. Wiara, nadzieja, miłość – te trzy. Bez nich bylibyśmy niczym.
Recenzja opublikowana na blogu:
https://zapiskinamarginesie.pl/2018/11/17/opowiesc-o-nadziei/
Wszystkie cytaty pochodzą z książki: "Łabędzi śpiew. Księga II" Robert McCammon, Wydawnictwo Papierowy Księżyc.
OPOWIEŚĆ O NADZIEI
„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość”.
Święty Paweł „Hymn o miłości”
Drugi tom „Łabędziego śpiewu” McCammona nie rozczarowuje: jest nawet lepszy od części pierwszej.
Od zagłady minęło siedem lat. Siedem lat ciągłej zimy, podczas której jedyny znak życia stanowiły czarne kruki. Zanieczyszczona woda...
Brrrrr aż mnie ciarki przechodziły, gdy czytałam książkę. Wszystko jest tak plastycznie opisane, że nic tylko śnić koszmary. Świetni, pełni życia i emocji bohaterowie, zarówno z dobrej jaki i złej strony. Cudowny hart ducha i nadzieja. Polecam.
Brrrrr aż mnie ciarki przechodziły, gdy czytałam książkę. Wszystko jest tak plastycznie opisane, że nic tylko śnić koszmary. Świetni, pełni życia i emocji bohaterowie, zarówno z dobrej jaki i złej strony. Cudowny hart ducha i nadzieja. Polecam.
Pierwsza część tej powieści już nam uświadamia, że nie jest to typowa apokalipsa. Druga część już dużo bardziej skłania się do mistycyzmu rodem z książek Stephena Kinga.
Książka jest napisana świetnie, trzyma w napięciu, szybko się czyta. Trzeba się jednak nastawić, że jest to opowieść o cudach w zrujnowanym świecie a nie obraz przyszłości po wojnie nuklearnej. Lekki szkic jest - zmutowane zwierzęta, zmiana klimatu, brak żywności. Tylko ten świat jest nie do końca spójny i dość naiwny. Wielu wielbicieli literatury post apokaliptycznej może się poczuć zawiedzionych. Fani opowieści grozy poczują się jak w domu.
Pierwsza część tej powieści już nam uświadamia, że nie jest to typowa apokalipsa. Druga część już dużo bardziej skłania się do mistycyzmu rodem z książek Stephena Kinga.
Książka jest napisana świetnie, trzyma w napięciu, szybko się czyta. Trzeba się jednak nastawić, że jest to opowieść o cudach w zrujnowanym świecie a nie obraz przyszłości po wojnie nuklearnej. Lekki...
Książka bardzo dobra, ale uważam że zakończenie nie dowozi.
Książka bardzo dobra, ale uważam że zakończenie nie dowozi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPostapokalipsa z magią to nie moja bajka
Postapokalipsa z magią to nie moja bajka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZew nocnego ptaka to to nie jest.. fabuła stoi w miejscu, jakieś gadanie o diabełkach,żołnierzach i aniołach w kukurydzy. Czarne jest czarne a białe zbyt białe.
Zew nocnego ptaka to to nie jest.. fabuła stoi w miejscu, jakieś gadanie o diabełkach,żołnierzach i aniołach w kukurydzy. Czarne jest czarne a białe zbyt białe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowo, po przeczytaniu blurba, wydawało mi się że Łabędzi Śpiew będzie historią w stylu Bastionu, ale chyba to jednak inna bajka - bardziej kameralna, rozpisana właściwie na trzy grupy bohaterów, siedmioro, w porywach dziesięcioro osób. Jest zagłada, są wątki nadnaturalne, jest klarowny podział na tych dobrych i złych. Czyta się dobrze, istny pageturner. Jest to jednak lektura bardzo bezpieczna, a choć niektóre opisy są drastyczne, to McCammon to jednak nie McCarthy :) Wszystko układa się jak powinno, bohaterom obce są dwoistości natur. Można to nawet rozważać jako założenie całej fabuły - atomowy ogień wypalił letnich, zostali tylko zimni i gorący, albo dobrzy, albo źli. Ale niewątpliwie czyni to lekturę nieco mdłą gdy spojrzeć na nią chłodnym (hehe) okiem. Nie uświadczysz żadnej rysy na wizerunkach dobrych, a źli to po prostu potwory i bestie - wyjątkiem jest Sheila, drugoplanowa postać z tych złych, bardziej złamana niż odmieniona, oraz... niepowiem, żeby nie spoilować :)
No i jest jeszcze kwestia paru strzelb Czechowa które są, ale finalnie nie odgrywają szczególnej roli, a szkoda, bo robiły apetyt na niezłą jazdę :)
Tak czy inaczej - warto sięgnąć, dobre czytadło, a na takie zawsze miło poświęcić czas.
Początkowo, po przeczytaniu blurba, wydawało mi się że Łabędzi Śpiew będzie historią w stylu Bastionu, ale chyba to jednak inna bajka - bardziej kameralna, rozpisana właściwie na trzy grupy bohaterów, siedmioro, w porywach dziesięcioro osób. Jest zagłada, są wątki nadnaturalne, jest klarowny podział na tych dobrych i złych. Czyta się dobrze, istny pageturner. Jest to jednak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTom drugi "Łabędziego śpiewu", znacznie różni się od tomu pierwszego.
To chyba najbardziej ponura i depresyjna lektura PostApo, jaką kiedykolwiek czytałem, wyjątkiem może być jedynie, "Droga", Cormaca McCarthy'ego.
3/4 lektury jest dość depresyjne i ponure. Raczej nie ma jakiejkolwiek nadziei, na lepszy los, ludzi, którzy przetrwali z nuklearnego Armagedonu.
Niedobitki ludzkości skazane na koszmar, który dotyka wszystkich, bez wyjątku.
Zupełnie, nie byłem na to przygotowany i musiałem robić częste przerwy.
Totalny upadek ludzkości, regresja, bestialstwo i wszelakie choroby oraz niewyobrażalny głód,
- powiązany z katastrofalnymi skutkami nuklearnej zimy. Która zgodnie z wieloma teoriami, może trwać od kilku do kilkunastu lat lub dłużej.
Powieść jest tak przygnębiająca, że zastanawiałem się, jak autor sobie poradził z całością fabuły bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym?
Odradzam osobom wrażliwym. To nie jest radosna twórczość o kolejnych przygodach Mad Maksa, to jest brutalna, pozbawiona nadziei, odpychająca, panorama martwego, globalnego cmentarza...
Tom drugi "Łabędziego śpiewu", znacznie różni się od tomu pierwszego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo chyba najbardziej ponura i depresyjna lektura PostApo, jaką kiedykolwiek czytałem, wyjątkiem może być jedynie, "Droga", Cormaca McCarthy'ego.
3/4 lektury jest dość depresyjne i ponure. Raczej nie ma jakiejkolwiek nadziei, na lepszy los, ludzi, którzy przetrwali z nuklearnego Armagedonu.
Niedobitki...
Fabuła drugiej księgi wciąga od pierwszych stron, kontynuując wątki rozpoczęte w pierwszej części z równą intensywnością i emocjonalnym zaangażowaniem. Post-apokaliptyczny świat, w którym toczy się akcja, jest przedstawiony w sposób niezwykle sugestywny i wiarygodny, co sprawia, że czytelnik czuje się częścią tej przerażającej rzeczywistości.
Postacie są skomplikowane i wielowymiarowe, zmagają się z wewnętrznymi demonami i trudnymi decyzjami, co dodaje głębi i realizmu całej opowieści. Szczególnie wyróżnia się postać Swan, która ewoluuje w ciągu książki, stając się symbolem nadziei i przetrwania. W tej mrocznej rzeczywistości pojawia się także wątek miłosny, który dodaje historii dodatkowego wymiaru. Relacja między Swan a jednym z ocalałych, który stał się jej towarzyszem w tej podróży, rozwija się stopniowo i naturalnie, przynosząc chwilę wytchnienia od brutalnej rzeczywistości, a jednocześnie podkreślając kruchość i piękno ludzkich uczuć.
Dodanie elementu nadprzyrodzonego w postaci wątku z Szatanem nadaje książce jeszcze głębszego, metafizycznego wymiaru. Szatan, jako uosobienie absolutnego zła, pojawia się w kluczowych momentach fabuły, symbolizując największe zagrożenie dla ludzkości. Jego manipulacje i wpływ na wydarzenia są przerażające, zmuszając bohaterów do konfrontacji nie tylko z fizycznymi przeciwnościami, ale także z duchowym zagrożeniem. Ta walka dobra ze złem, przedstawiona w kontekście apokaliptycznego świata, dodaje powieści dodatkowego napięcia i głębi filozoficznej.
W obliczu tych wyzwań pojawia się wątek odrodzenia świata po wojnie nuklearnej. McCammon przedstawia wizję, w której po totalnym zniszczeniu ludzkość zaczyna powoli budować nową rzeczywistość. Natura, choć początkowo zniszczona i skażona, zaczyna się regenerować. Przeżywający bohaterowie znajdują w sobie siłę do odbudowy społeczności i infrastruktury. Ich determinacja i współpraca stają się fundamentem nowego początku, symbolizując odrodzenie się życia i nadziei w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.
McCammon zręcznie łączy elementy horroru, science fiction, dramatu, romansu, nadprzyrodzonego oraz motyw odrodzenia, tworząc napięcie, które nie opada ani na chwilę. Jego styl pisania jest dynamiczny, a opisy plastyczne, co sprawia, że książkę czyta się jednym tchem.
"Łabędzi Śpiew: Księga 2" to powieść, która zostaje w pamięci na długo po przewróceniu ostatniej strony. To obowiązkowa lektura dla miłośników literatury post-apokaliptycznej i wszystkich, którzy cenią sobie dobrze opowiedziane historie o ludzkiej determinacji, walce, nadziei, miłości oraz odwiecznej walce dobra ze złem, zakończonej triumfem odrodzenia i nowego początku.
Fabuła drugiej księgi wciąga od pierwszych stron, kontynuując wątki rozpoczęte w pierwszej części z równą intensywnością i emocjonalnym zaangażowaniem. Post-apokaliptyczny świat, w którym toczy się akcja, jest przedstawiony w sposób niezwykle sugestywny i wiarygodny, co sprawia, że czytelnik czuje się częścią tej przerażającej rzeczywistości.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPostacie są skomplikowane i...
Malowana pięknym słowem, epicka opowieść, przy czytaniu której niejedna łza uleciała.
Teraz już się takich książek niestety nie pisze. A szkoda.
Malowana pięknym słowem, epicka opowieść, przy czytaniu której niejedna łza uleciała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTeraz już się takich książek niestety nie pisze. A szkoda.
Bardzo dobra wciągająca książka
Bardzo dobra wciągająca książka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsz księga bardziej przypadła mi do gustu , była bardziej w stylu postapokaliptycznym ... Druga trąca trochę fantastyką i magią , momentami fabuła ciągnie się i oko nieraz opadło :)
Pierwsz księga bardziej przypadła mi do gustu , była bardziej w stylu postapokaliptycznym ... Druga trąca trochę fantastyką i magią , momentami fabuła ciągnie się i oko nieraz opadło :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOcena dla całej sagi, choć ta część była trochę lepsza. Bardzo dobre, dające nadzieję zakończenie makabrycznego świata chorób, biedy i ludzkiego okrucieństwa. Czegoś mi brakowało w tej opowieści, ale przeczytałem z zainteresowaniem do końca, wiec coś w niej jest.
Ocena dla całej sagi, choć ta część była trochę lepsza. Bardzo dobre, dające nadzieję zakończenie makabrycznego świata chorób, biedy i ludzkiego okrucieństwa. Czegoś mi brakowało w tej opowieści, ale przeczytałem z zainteresowaniem do końca, wiec coś w niej jest.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTom 2 jeszcze lepszy, łzy lecą ciurkiem 😭 przepiękne zakończenie, polecam tą powieść. Miłość zawsze zwycięża!
Tom 2 jeszcze lepszy, łzy lecą ciurkiem 😭 przepiękne zakończenie, polecam tą powieść. Miłość zawsze zwycięża!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowtórzę wpis, który zamieściłem przy pierwszym tomie - saga Łabędzi Śpiew to jedna całość i w mojej ocenie powinna być omówiona jednym komentarzem :
Brat-bliźniak kingowskiego „Bastionu”, opowiadający, z wykorzystaniem zbliżonych środków tę samą opowieść - o apokalipsie, która spada na ludzkość, o nielicznych ocalałych usiłujących ułożyć swe życie, o biblijnej walce Dobra i Zła i wreszcie o końcowym triumfie Nadziei. Przy czym, co naprawdę zaskakujące, McCammon radzi sobie z tymi puzzlami znacznie lepiej od Kinga, unikając pułapek naiwności, sentymentalizmu i - momentami - nudy, stawiając od samego początku do końca opowieści na dynamiczną, wysokooktanową akcję.
+
Nerwowa sytuacja międzynarodowa, paru nadto kowbojskich doradców nieco zagubionego Prezydenta USA, i tak, od słowa do słowa - wybucha globalna wojna atomowa. Tysiące pocisków nuklearnych anihilują wszystko, co znajdowało się na powierzchni ziemi. Znikają wszystkie miasta, rozpadają się góry, burze ognia pożerają roślinność. Nad zniszczoną ziemią zapada atomowa zima; jako że czarne chmury odcinają słońce od ziemi panuje wieczny mrok i lodowaty ziąb.
Mimo swego ogromnego rozmachu fabuła jest bardzo zwarta - koncentruje się na trzech grupach bohaterów, którzy przetrwali apokalipsę. Przede wszystkim jest Siostra Nawiedzona - nowojorska bezdomna, która atomową nawałnicę przetrwała głęboko pod tunelami metra. Po wyjściu na zewnątrz rusza ona w wędrówkę, której celu sama nie jest w stanie zrozumieć. Kierują nią wskazania dziwnego przedmiotu znalezionego w ruinach Nowego Jorku - naprzeciw salonu Tiffany’ego ze stopionego szkła, w którym uwięzione zostały złoto, platyna i mnóstwo kamieni szlachetnych powstał tajemniczy artefakt, przypominający diadem lub koronę.
W ślad za kobietą rusza złowrogi, nienazwany Byt (później sam przedstawiać się będzie jako „Przyjaciel”, tak naprawdę to Szatan - taki „Randall Flagg”), sprawca wszystkiego złego, radujący się cierpieniem ludzkości, wyczuwający w diademie niebezpieczną dla niego moc - nadzieję.
Druga grupa to dziewczynka, Sue Wanda (tytułowa „Swan”) i ochraniający ją wrestler, Jim Hutchins. Obydwoje przetrwali atak w podziemiach stacji benzynowej, gdzie jako jedynym udało się przeżyć. W Swan drzemie niezwykła siła - potrafi ona dotykiem rąk wzmacniać rośliny, powodować ich wzrost i kwitnienie. Ta jej zdolność długo będzie drzemała w uśpieniu, ale to właśnie do Swan kieruje się moc diademu i temu połączeniu chce przeciwdziałać „Przyjaciel”.
No i w końcu „ci źli” - bo każdy dobry epos potrzebuje dobrze wymyślonych villainów („przyjaciel” jako byt nadludzki, jako pierwotna siła zła, się nie liczy). Z ruin zawalonego schronu przeciwatomowego wychodzą dowodzący nim weteran wojenny, płk. Macklin i jego przyboczny, nastolatek Ronald Croninger, gotów na każde okrucieństwo, podłość, zbrodnię i przemoc, by pomóc pułkownikowi w realizacji jego celów. A cele Macklin ma jasne - oczyścić Amerykę ze „zła” (złymi są wszystkie okaleczone i poparzone przez promieniowanie osoby), odrodzić potęgę militarną USA i zemścić się na Ruskich. Jego rosnąca w siłę Armia Doskonałych morduje bez litości wszystkich okaleczonych, podbija kolejne siedliska ludzkie i nie ustaje w wędrówce w poszukiwaniu środków żywności.
Szlak wszystkich bohaterów przetnie się w niewielkiej miejscowości Mary’s Nest….
+
Można odnieść wrażenie, że McCammon po lekturze „Bastionu” (pierwsze wydanie w roku 1978) uniósł się ambicją i postanowił napisać „dobre, mistyczne, metafizyczne post-apo”, poprawiając wszystkie irytujące rozwiązania obecne w książce Kinga. Tak, „Łabędzi Śpiew” jest z jednej strony bardzo podobny do kingowskiej epopei, a z drugiej w każdym aspekcie od niej lepszy, lepiej wymyślony, lepiej poprowadzony, lepiej zrealizowany.
Po pierwsze, McCammon z żelazną konsekwencją zapanował nad swymi bohaterami; zamiast tabunów mało interesujących postaci i gubiących się wątków są trzy główne „drużyny” - Siostry, Swan i Rolanda, długi czas prowadzone we własnych, wypełnionych fascynującymi przygodami, liniach fabularnych i połączone dopiero w finałowych stadiach sagi. Do tego ci bohaterowie są dobrze wykreowani, zapadają w pamięć i przyciągają uwagę czytelnika. No, może sama Swan to taka nieco banalna, „anielska” klisza, ale już Jim, Rusty a przede wszystkim Siostra to znakomite postaci. Również demoniczny Roland i szalony pułkownik to udane kreacje. No i absolutnie genialny, przerażający „Przyjaciel” - coż za kontrast wobec kabaretowego Randalla Flagga w kowbojkach, zanoszącego się „demonicznym śmiechem”. Yikes!
Po drugie, jak już pisałem, fabuła aż skrzy się od dziesiątek przygód i twistów. Ani na chwile akcja nie traci tempa, każda „drużyna” non stop walczy o przetrwanie w nieprzyjaznym świecie. Z jednej strony dzikie zwierzęta i zdziczali ludzie, z drugiej brutalna walka o władzę, brak podstawowych zasobów i środków do życia, choroba popromienna - klasyczne składniki post-apo fantastycznie prowadzone i zestawiane, do tego mocno przyprawione horrorem w postaci skradającego się za Siostrą „Przyjaciela”.
Ale najważniejsze - McCammon uniknął innych pułapek. Zamiast uciesznych prób restauracji „amerykańskiej demokracji” i naiwnego mesjanizmu znanych z „Bastionu”, w „Łabędzim Śpiewie” jest poważny namysł nad absurdem i okrucieństwem wojny (rewelacyjnie personifikowanej przez nie/Przyjaciela) i jest pięknie, poetycko opisany powrót Nadziei dla Ludzkości. W tym wypadku naiwność działa na korzyść tej pięknej, przejmującej opowieści.
KANON - rzecz kultowa. Lada moment ma się pojawić wznowienie Vespera (ja czytałem wydanie Papierowego Księżyca) - kto tylko żyw, niech gna kupować i czytać - naprawdę warto!
PS.
Wiem, że się trochę zaprogramowałem, ale, jak jestem fanem Kinga, tak czasami jego obecność jest przytłaczająca (overwhelming). „Bastion” został przeniesiony na mały ekran aż dwa razy (obok serialu z 1994 powstał nowy, z 2020), a genialny „Łabędzi Śpiew” leży odłogiem. Szkoda, bo byłoby wspaniałe kino!.
Powtórzę wpis, który zamieściłem przy pierwszym tomie - saga Łabędzi Śpiew to jedna całość i w mojej ocenie powinna być omówiona jednym komentarzem :
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBrat-bliźniak kingowskiego „Bastionu”, opowiadający, z wykorzystaniem zbliżonych środków tę samą opowieść - o apokalipsie, która spada na ludzkość, o nielicznych ocalałych usiłujących ułożyć swe życie, o biblijnej walce...
Świetna powieść szczególnie dla fanów postapo i Bastionu Kinga. W drugiej części rozkręca się mocno i pędzi aż do końca. Postaci nie są może tak wielowymiarowe jak u Kinga i wiele z nich z obydwu uniwersów łączy na tyle dużo, że ciężko nazwać to dziełem przypadku, ale to w ogóle nie przeszkadza w lekturze. Jeśli ktoś zastanawia się pomiędzy tymi dwiema powieściami na swoją następną przygodę to radzę zacząć od dzieła McCammona, jest przystępniejsze. Żal było kończyć.
Świetna powieść szczególnie dla fanów postapo i Bastionu Kinga. W drugiej części rozkręca się mocno i pędzi aż do końca. Postaci nie są może tak wielowymiarowe jak u Kinga i wiele z nich z obydwu uniwersów łączy na tyle dużo, że ciężko nazwać to dziełem przypadku, ale to w ogóle nie przeszkadza w lekturze. Jeśli ktoś zastanawia się pomiędzy tymi dwiema powieściami na swoją...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDrugi i ostatni tom Łabędziego Śpiewu trzyma wysoki poziom, choć może z nieznaczną obsuwą w stosunku do tomu I, ale satysfakcjonujące i epickie zakończenie wyrównuje różnice między nimi. Patrząc na tę powieść całościowo to ponad 1000 stron wspaniałej podróży literackiej, którą przeżywamy wraz z bohaterami z tajemniczą dziewczynką imieniem Swan (ang. Łabędź) na czele. Wątki zostały poprowadzone bardzo sprawnie i równie sprawnie połączone ze sobą w końcówce. Właściwie chyba nie ma się do czego przyczepić. Jeśli pasjonuje was odwieczny problem walki dobra ze złem jak to w powieściach tego typu bywa, to ta książka na pewno jest dla was. Atomowa zagłada ludzkości to według mnie problem nie tak bardzo wydumany jakby się mogło wydawać, czego próbkę mieliśmy już podczas zrzucenia bomb jądrowych na Hiroszimę i Nagasaki. Tutaj mamy to co prawda w nieco większej skali, ale nie jest to zupełnie niemożliwe. Myślę też, że każda fikcja zawiera w sobie ziarenko prawdy. Kto wie co przyniesie przyszłość, nie można wykluczyć i najgorszego. Gdyby przyszło mi żyć w świecie po nuklearnej zagładzie nie mam pojęcia jak i czy bym sobie poradził, na pewno zależałoby to od wielu czynników. W każdym razie warto wierzyć, że życie zawsze znajdzie sposób, aby przetrwać i potem się odrodzić, jeszcze silniejsze i jeszcze lepsze. A książkę polecam. Mocne siedem gwiazdek (bardzo dobra).
Drugi i ostatni tom Łabędziego Śpiewu trzyma wysoki poziom, choć może z nieznaczną obsuwą w stosunku do tomu I, ale satysfakcjonujące i epickie zakończenie wyrównuje różnice między nimi. Patrząc na tę powieść całościowo to ponad 1000 stron wspaniałej podróży literackiej, którą przeżywamy wraz z bohaterami z tajemniczą dziewczynką imieniem Swan (ang. Łabędź) na czele. Wątki...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodróż dobiegła końca, niestety, czy też szkoda. Porównując obie części, drugi tom zdecydowanie dużo lepszy. Dla Czytelników sięgających po literaturę ambitniejszą, tytuł na pewno "trąci myszką" :). Ja osobiście polecam, warto przeczytać.
Podróż dobiegła końca, niestety, czy też szkoda. Porównując obie części, drugi tom zdecydowanie dużo lepszy. Dla Czytelników sięgających po literaturę ambitniejszą, tytuł na pewno "trąci myszką" :). Ja osobiście polecam, warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to7 lat upłynęło od zakończenia pierwszego tomu, świat się nie zmienił, a może tylko na gorsze. Mutanty, martwa roślinność i obojętność ludzi na cierpienie innych, oto co serwuje nam Rober McCammon w drugiej części "Łabędziego Śpiewu". Wartka fabuła, zręcznie sklecone wątki przeplatające się między sobą i nieustannie dążące do połączenia osobnych historii.
Jeśli nie ta pozycja, to jaka?
7 lat upłynęło od zakończenia pierwszego tomu, świat się nie zmienił, a może tylko na gorsze. Mutanty, martwa roślinność i obojętność ludzi na cierpienie innych, oto co serwuje nam Rober McCammon w drugiej części "Łabędziego Śpiewu". Wartka fabuła, zręcznie sklecone wątki przeplatające się między sobą i nieustannie dążące do połączenia osobnych historii.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli nie ta...
Książkę czyta się jednym tchem. Akcja pędzi niczym tornado przez teksanskie równiny. Świetna książka która wywołuje wiele pozytywnych emocji oraz utwierdza czytelnika w tym że warto być dobrym człowiekiem.
Książkę czyta się jednym tchem. Akcja pędzi niczym tornado przez teksanskie równiny. Świetna książka która wywołuje wiele pozytywnych emocji oraz utwierdza czytelnika w tym że warto być dobrym człowiekiem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga część jest dobrze napisana. Mniej post apo wiecej magii, ale czytało sie dobrze. Ksiazka przypomina mi Bastion Kinga.
Druga część jest dobrze napisana. Mniej post apo wiecej magii, ale czytało sie dobrze. Ksiazka przypomina mi Bastion Kinga.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja tego tomu rozgrywa się siedem lat po zakończeniu tomu I. Jest ciekawa i wciąga, ale tu mamy jeszcze więcej wątków, które dla mnie są bardziej fantastyczne niż paranormalne. Jest brutalnie, momentami bardzo mrocznie, ale spomiędzy tego zawsze gdzieś wystaje listek nadziei.
Ogólnie polecam "Łabędzi śpiew", który w pewnych aspektach wyróżnia się na tle innych, postapokaliptycznych powieści.
Akcja tego tomu rozgrywa się siedem lat po zakończeniu tomu I. Jest ciekawa i wciąga, ale tu mamy jeszcze więcej wątków, które dla mnie są bardziej fantastyczne niż paranormalne. Jest brutalnie, momentami bardzo mrocznie, ale spomiędzy tego zawsze gdzieś wystaje listek nadziei.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOgólnie polecam "Łabędzi śpiew", który w pewnych aspektach wyróżnia się na tle innych,...
Dobra pozycja dla fanów umierającego świata z domieszką fantazji. Czyta się łatwo i przyjemnie, często nie mogłem się od niej oderwać.
Dobra pozycja dla fanów umierającego świata z domieszką fantazji. Czyta się łatwo i przyjemnie, często nie mogłem się od niej oderwać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkres od 1945 roku do dnia dzisiejszego w Polsce pokazuje nam wyraźnie, że społeczeństwo nasze cierpi na specyficzną odmianę alzheimera i ślepoty jednocześnie. Niby na okrągło wypominamy Niemcom i Rosjanom zaszłości z II wojny światowej, ale poza tym w ogóle zdajemy się o niej nie pamiętać, ani o tych dawniejszych wojnach tym bardziej. Stosunek większości czytelników do literatury katastroficznej i postapokaliptycznej, a także w ogóle do możliwości wystąpienia w najbliższej przyszłości podobnych wydarzeń, świadczy o tym, że nie rozumiemy jak wyjątkowe szczęście mamy, iż od 1945 naszego kraju nie dotknęła żadna poważniejsza katastrofa. A przecież z jednej strony te 75 lat pokoju to ewenement na tle całej historii Polski. Co prawda wielkich katastrof i zarazy unikaliśmy, ale za to wojen wcześniej mieliśmy w bród. Z drugiej, w tym czasie naszego spokoju, wojna nie gasła na świecie nawet na chwilę, a czasami była nawet po sąsiedzku, że wspomnieć choćby ostatnie wydarzenia na Ukrainie. A mimo tego, mimo przeszłości, o której zdajemy się nie pamiętać, i mimo teraźniejszości, w której każdy niemal dziennik donosi jak nie o wojnie, to o trzęsieniu ziemi, suszy i głodzie, wybuchu wulkanu lub innych katastrofach, mimo tego wszystkiego pokój, spokój i bezpieczeństwo, traktujemy jako coś naturalnego, danego nam raz na zawsze. Nawet koronawirus tak naprawdę niczego tutaj nie zmienił.
Ja należę do tych outsiderów, którzy mając nadzieję, iż dożyją swych dni w spokoju, wcale nie są do końca przekonani, że będą mieli takie szczęście. Uwielbiam dobrą literaturę katastroficzną i postapo ze względu na rozważanie wspomnianych kwestii, ale i z tego powodu, iż siłą rzeczy w wymienionych gatunkach zawsze się dzieje, a także że interesuje mnie problematyka jednostki i społeczeństwa w stresie. Doceniam również fakt, że to taka literacka forma memento mori. Nie jest więc niczym dziwnym, że gdy trafiłem na dwutomową postapokaliptyczną powieść Łabędzi śpiew Roberta McCammona, który w latach osiemdziesiątych był jednym z najbardziej znanych amerykańskich pisarzy grozy, bez wahania rozpocząłem lekturę, choć zdecydowanie od horrorów stronię. Nadzieja na przewagę dobrego survivalu zwyciężyła nad obawami przed spotkaniem z żałosnymi potworami i scenami, które przeniesione na ekran kojarzą mi się tylko z pełnym żenady marnowaniem keczupu, a w książkach nie wypadają zwykle lepiej.
Lata osiemdziesiąte, a także wcześniejsze, były epoką obawy przed wojną atomową, głównie między ZSSR i USA. Swoją drogą, ciekawym tematem do refleksji jest fakt, że obecnie to zagrożenie w ogóle w świadomości społecznej nie funkcjonuje, choć jego faktyczny poziom wcale nie zmalał, a wręcz przeciwnie, gdyż klub atomowy ma nowych znaczących graczy. Powstała w 1987 roku powieść McCammona jest odzwierciedleniem tych ówczesnych strachów – rozpoczyna się w momencie wybuchu światowej wojny jądrowej.
Konstrukcja dzieła jest dość schematyczna – śledzimy naprzemiennie losy kilku oddalonych od siebie osób z terenu USA, które początkowo nie są ze sobą powiązane, ale jak łatwo się domyślić, nie pojawiają się w powieści przypadkowo. Warstwa postapo i survivalowa są naprawdę na najwyższym poziomie, od psychologii i konstrukcji postaci poczynając, na mechanizmach socjologicznych kończąc. Oczywiście kwestią dyskusyjną pozostaje problem możliwości przeżycia w takim skażonym świecie, jaki pozostał po totalnym starciu jądrowym, ale nie ma możliwości rozstrzygnięcia, jak by się w takiej sytuacji sprawdziła ludzka możliwość adaptacji, dopóki coś podobnego się nie stanie. Na szczęście dla mnie, ale nie dla miłośników horrorów, którzy mogą być nieco zawiedzeni, Łabędzi śpiew zawiera tylko muśnięcie elementów charakterystycznych dla literatury grozy i ma ono wymiar nie demoniczny, a raczej jest antropomorfizacją dobra i zła, życia i śmierci. Choć wypadło to jak najbardziej pozytywnie, będąc strawne nawet dla takiego przeciwnika horrorów jak ja, to stanowi najsłabszy element powieści, gdyż przesuwa ciężar odpowiedzialności za zło z ludzi na jakąś siłę inną (ten sam zabieg co z Szatanem, Diabłem i karmą) i w drugą stronę – pozwala oczekiwać, że ktoś za nas zrobi dobro. Na szczęście nie jest to jednoznaczne – powieściowe ludzkie wcielenia zła i dobra bez pomocy innych ludzi tak naprawdę niewiele mogą, co dobrze podkreśla, że w rzeczywistości wszystko zależy od szarych ludzi, a nie od herosów czy bogów.
W ogóle, jeśli już jesteśmy przy ludziach, to jak już wspomniałem, postacie, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowe, są wykreowane jednocześnie nieco komiksowo, a z drugiej nadspodziewanie oryginalnie i przekonująco pod względem charakterologicznym oraz psycho- i socjologicznym.
Fabuły nie będę przybliżał, podkreślę tylko, że choć schematyczna, jest misternie dopracowana, podobnie jak inne aspekty dzieła. Choć miłośnicy literatury grozy będą może nieco zawiedzeni, to Łabędzi śpiew da wiele przyjemności z lektury wszystkim poszukującym powieści postapo z niepowtarzalnym, urzekająco mrocznym klimatem. Dla mnie bomba.
źródło:
https://klub-aa.blogspot.com/2020/08/robert-mccammon-abedzi-spiew-postapo.html
Okres od 1945 roku do dnia dzisiejszego w Polsce pokazuje nam wyraźnie, że społeczeństwo nasze cierpi na specyficzną odmianę alzheimera i ślepoty jednocześnie. Niby na okrągło wypominamy Niemcom i Rosjanom zaszłości z II wojny światowej, ale poza tym w ogóle zdajemy się o niej nie pamiętać, ani o tych dawniejszych wojnach tym bardziej. Stosunek większości czytelników do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to7,5 *
7,5 *
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMęczyliśmy się wzajemnie z książką, zarówno z jej I jak i II tomem, bardzo mocno przez bite 2 miesiące. Mimo najszczerszych chęci nie trafiła do mnie ta historia, sposób jej opowiedzenia i postapokaliptyczna wizja autora.
To zdecydowanie nie moja bajka.
Męczyliśmy się wzajemnie z książką, zarówno z jej I jak i II tomem, bardzo mocno przez bite 2 miesiące. Mimo najszczerszych chęci nie trafiła do mnie ta historia, sposób jej opowiedzenia i postapokaliptyczna wizja autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo zdecydowanie nie moja bajka.
Jest naprawdę ok, dobra rozrywka.
Nie ma większych zgrzytów, dość sprawnie fabuła się rozwija, choć właśnie czegoś nie ma do większych peanów. Do poziomu "Bastionu" Kinga trochę brakuje. Przypuszczam, że to był wzorzec dla McCammona.
Bez wstydu i znużenia można przeczytać.
Jest naprawdę ok, dobra rozrywka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma większych zgrzytów, dość sprawnie fabuła się rozwija, choć właśnie czegoś nie ma do większych peanów. Do poziomu "Bastionu" Kinga trochę brakuje. Przypuszczam, że to był wzorzec dla McCammona.
Bez wstydu i znużenia można przeczytać.
Kurczę, aż żałuję że to wszystko już się skończyło, " Łabędzi śpiew " to jedno z najlepszych post-apo jakie dane mi było przeczytać. Pierwszy tom był świetny, ale drugi podobał mi się o wiele bardziej i zrobił na mnie naprawdę ogromne wrażenie, może dlatego że był o wiele bardziej soczysty i esencjonalny,bardziej zwarty bo wszystkie wątki zaczęły już się splatać w niesamowicie intrygujący i zajmujący sposób.
Akcja drugiego tomu rozpoczyna się siedem lat po wydarzeniach,które zapoczątkowały apokalipsę, potwornie okaleczona Ziemia umiera,te siedem lat to ciągu niekończącej się nuklearnej zimy,resztki ocalałych dogorywają licząc każdy dzień który udało im się przetrwać, nękani przez głód i choroby żyją w nieustannym strachu, że w końcu pojawi się ktoś, kto przyjdzie i zabierze im te nędzne resztki, ktore jeszcze posiadają.
Autor w drugiej odsłonie "Łabędziego spiewu" jeszcze bardziej żongluje emocjami,jeszcze bardziej podkręca dramaturgię,sporo scen wywołuje szok i niedowierzanie przez bardzo plastyczne przedstawienie całej gamy ludzkich zachowań w obliczu zaistniałej sytuacji, najczęściej tych negatywnych bo apokalipsa nad wyraz umiejętnie uwidoczniła to ,co w człowieku najgorsze. Aczkolwiek zdarzają się również wyjątki i właśnie dla nich warto przeczytać niniejszą książkę, tak bardzo podnoszą na duchu dając zalążek nadziei, że jednak nie wszystko zostało stracone.
Dla wszystkich fanów Kinga( i nie tylko) uważam, że to pozycja wręcz obowiązkowa. Świetna książka, polecam!!!
Kurczę, aż żałuję że to wszystko już się skończyło, " Łabędzi śpiew " to jedno z najlepszych post-apo jakie dane mi było przeczytać. Pierwszy tom był świetny, ale drugi podobał mi się o wiele bardziej i zrobił na mnie naprawdę ogromne wrażenie, może dlatego że był o wiele bardziej soczysty i esencjonalny,bardziej zwarty bo wszystkie wątki zaczęły już się splatać w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolskie wydanie jest grubsze niż oryginalne, w sumie ponad 1100 stron. Trochę mam problem z tą książką, bo ogólnie jest niezła, dobrze się ją czyta, czułem, że Łabędzim Śpiewem inspirował się King pisząc Bastion, czy też twórcy The Walking Dead. Niestety książka trąci już trochę myszką, a zakończenie jest nasączone religijnością do mdłości. Trochę szkoda, ale myślę że mimo wszystko warto znać, chociaż Bastion był o wiele lepszy.
Polskie wydanie jest grubsze niż oryginalne, w sumie ponad 1100 stron. Trochę mam problem z tą książką, bo ogólnie jest niezła, dobrze się ją czyta, czułem, że Łabędzim Śpiewem inspirował się King pisząc Bastion, czy też twórcy The Walking Dead. Niestety książka trąci już trochę myszką, a zakończenie jest nasączone religijnością do mdłości. Trochę szkoda, ale myślę że mimo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDużo y można było napisać o tej książce bo jest tu zawarte wszystko.
Jest ukazana podłość ludzkiej natury i jej chęć do autodestrukcji pomimo doświadczeń z historii, oraz wiara w człowieka i zwycięstwa nad złem,nadzieja która pomimo wszystkich przeciwieństw nie umiera.
Podziwiam autora za kunszt i sposób wykonania oraz przekaz bo naprawdę nie każdy potrafi tak pisać.
Wszystkim bez wyjątku polecam tę lekturę, ateiście i wierzącemu bo każdy znajdzie tu sens swojego bytu i wiarę w to że można być dobrym człowiekiem.
Dużo y można było napisać o tej książce bo jest tu zawarte wszystko.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest ukazana podłość ludzkiej natury i jej chęć do autodestrukcji pomimo doświadczeń z historii, oraz wiara w człowieka i zwycięstwa nad złem,nadzieja która pomimo wszystkich przeciwieństw nie umiera.
Podziwiam autora za kunszt i sposób wykonania oraz przekaz bo naprawdę nie każdy potrafi tak...
OPOWIEŚĆ O NADZIEI
„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość”.
Święty Paweł „Hymn o miłości”
Drugi tom „Łabędziego śpiewu” McCammona nie rozczarowuje: jest nawet lepszy od części pierwszej.
Od zagłady minęło siedem lat. Siedem lat ciągłej zimy, podczas której jedyny znak życia stanowiły czarne kruki. Zanieczyszczona woda osłabia ocalonych, surowy klimat daje się mocno we znaki, brak słońca odbiera chęć do życia. Keloidowe znamiona i olbrzymie, zakrywające oczy i usta narośle, zwane Maską Hioba, szpecą twarze. Brakuje wszystkiego. Brakuje nadziei.
Rusty, Josh i Swan podróżują od miasta do miasta, dając przedstawienia. Swan nie wygląda dobrze. Jej Maska Hioba jest wyjątkowo szpetna, utrudnia mowę i oddychanie, a nawet chodzenie. Dziewczyna wygląda jak potwór, ale jest najbardziej współczującą istotą na ziemi – ten motyw dwóch twarzy, zewnętrznej i prawdziwej, będzie często powracał w książce, przypominając nam raz po raz, że nie należy osądzać innych na podstawie wyglądu. Tak właśnie postępują przywódcy Armii Doskonałych, którzy dawno wyzbyli się wszelkiego człowieczeństwa. Kierują się żądzą krwi i władzy, a ich drogę znaczą mordy, gwałty i zniszczenia.
„- Wojna się skończyła – skrzywiła się Siostra. – O co do cholery się tłuką?
– O ziemię, osiedla, żywność, broń, paliwo; cokolwiek jeszcze zostało. Postradali rozum. Po prostu muszą zabijać, a skoro nie mają pod ręką Ruskich, szukają innego wroga”.
Zanim dojdzie do kulminacyjnego starcia dobra ze złem, drogi nielicznych, ale zdeterminowanych obrońców Swan zejdą się w Mary`s Rest:
„Josh widział wiele paskudnych miejsc, ale to było z nich najgorsze – miasto obcych sobie ludzi, gdzie nikogo nie obchodzi życie i śmierć sąsiada z najbliższej nory. Przenikał je złowieszczy wapor porażki i nieuleczalnej depresji. Nawet powietrze miało woń rozkładu”.
Obecność Swan i jej talent budzenia ziemi do życia przyniosą tej zapyziałej mieścinie nadzieję. O sile tego uczucia najlepiej świadczy przemiana, jaka dokonuje się w mieszkańcach. Ci, którzy nie zadawali sobie nawet trudu, by grzebać zmarłych, wegetujący dotychczas pośród smrodu rozkładających się ciał, mordujący i okradający się nawzajem, nagle zaczynają się zdobywać na ludzkie odruchy. Z przypadkowej zbieraniny tworzy się wspólnota.
Pojawienie się w ludzkich sercach nadziei jest jak rękawica rzucona Szatanowi, który od siedmiu lat baluje na wyniszczonej ziemi, napawając się swoim zwycięstwem. Pod różnymi postaciami zjawia się wśród tych, którzy przetrwali zagładę, by odbierać im resztki człowieczeństwa:
„Gdziekolwiek się pojawiał, wszystko czerniało, więdło i zamierało. Wysysał z całych osiedli nadzieję i współczucie; opuszczał je będąc pewien, że znikną z powierzchni ziemi, gdy mieszkańcy odbiorą sobie życie lub pozabijają się nawzajem. Miał wielki dar. Pokazywał im, jak bezcelowy jest ich żywot i jak wielką tragedię niesie fałszywa nadzieja. Jeśli twoje dziecko głoduje, zabij je – ponaglał konające z głodu matki. Pomyśl o samobójstwie jako o szlachetnym, wzniosłym geście – mówił mężczyznom, którzy przychodzili do niego po radę. Był zdrojem mądrości i chętnie się nią dzielił”.
„Łabędzi śpiew” Roberta McCammona nie jest zwykłą książką z gatunku postapo. To porywająca, baśniowa opowieść o wartościach, które spajają ludzkość i czynią z niej wspólnotę. Wiara, nadzieja, miłość – te trzy. Bez nich bylibyśmy niczym.
Recenzja opublikowana na blogu:
https://zapiskinamarginesie.pl/2018/11/17/opowiesc-o-nadziei/
Wszystkie cytaty pochodzą z książki: "Łabędzi śpiew. Księga II" Robert McCammon, Wydawnictwo Papierowy Księżyc.
OPOWIEŚĆ O NADZIEI
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość”.
Święty Paweł „Hymn o miłości”
Drugi tom „Łabędziego śpiewu” McCammona nie rozczarowuje: jest nawet lepszy od części pierwszej.
Od zagłady minęło siedem lat. Siedem lat ciągłej zimy, podczas której jedyny znak życia stanowiły czarne kruki. Zanieczyszczona woda...
Brrrrr aż mnie ciarki przechodziły, gdy czytałam książkę. Wszystko jest tak plastycznie opisane, że nic tylko śnić koszmary. Świetni, pełni życia i emocji bohaterowie, zarówno z dobrej jaki i złej strony. Cudowny hart ducha i nadzieja. Polecam.
Brrrrr aż mnie ciarki przechodziły, gdy czytałam książkę. Wszystko jest tak plastycznie opisane, że nic tylko śnić koszmary. Świetni, pełni życia i emocji bohaterowie, zarówno z dobrej jaki i złej strony. Cudowny hart ducha i nadzieja. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza część tej powieści już nam uświadamia, że nie jest to typowa apokalipsa. Druga część już dużo bardziej skłania się do mistycyzmu rodem z książek Stephena Kinga.
Książka jest napisana świetnie, trzyma w napięciu, szybko się czyta. Trzeba się jednak nastawić, że jest to opowieść o cudach w zrujnowanym świecie a nie obraz przyszłości po wojnie nuklearnej. Lekki szkic jest - zmutowane zwierzęta, zmiana klimatu, brak żywności. Tylko ten świat jest nie do końca spójny i dość naiwny. Wielu wielbicieli literatury post apokaliptycznej może się poczuć zawiedzionych. Fani opowieści grozy poczują się jak w domu.
Pierwsza część tej powieści już nam uświadamia, że nie jest to typowa apokalipsa. Druga część już dużo bardziej skłania się do mistycyzmu rodem z książek Stephena Kinga.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest napisana świetnie, trzyma w napięciu, szybko się czyta. Trzeba się jednak nastawić, że jest to opowieść o cudach w zrujnowanym świecie a nie obraz przyszłości po wojnie nuklearnej. Lekki...