Nikt z mieszkańców wsi Compton Dando nie był zaskoczony wieścią o morderstwie we dworze. Działo się tam wiele dziwnych rzeczy. A niektóre były szczególnie osobliwe. I niesamowite. Państwo Bulstrode byli jednymi z nielicznych tutejszych obywateli, którzy mieli jakikolwiek kontakt ze wspólnotą „duchową wielkiego domu".
Regularnie raz w miesiącu pani Bulstrode wciskała do tamtejszej skrzynki na listy kolejny egzemplarz gazetki parafialnej, pan Bulstrode dostarczał im codziennie pół litra mleka. Skromny zakres tych powiązań w żaden sposób nie podważał reputacji pary małżonków jako znakomitego źródła sensacyjnych plotek. Nieboszczyk o nazwisku James Carter był w chwili zgonu mężczyzną pięćdziesięciotrzyletnim.
Procedurę rozpoczęło odczytanie pisemnego oświadczenia sanitariusza obsługującego karetkę pogotowia przybyłą do posiadłości na telefoniczne wezwanie. Stwierdzono w nim, że ciało pana Cartera znalezione zostało u podnóża schodów.
Konstabl, który wypowiadał się jako następny, potwierdził, że wypytywał sanitariusza o jego opinię na temat możliwości popełnienia przestępstwa, choć widocznych jego oznak on sam nie zauważył. Śledztwo w jego sprawie, prowadzone przez nadinspektora Barnabyego, ujawnia wiele nieprzyjemnych faktów, które mieszkańcy i goście dworu woleliby ukryć…
Nikt z mieszkańców wsi Compton Dando nie był zaskoczony wieścią o morderstwie we dworze. Działo się tam wiele dziwnych rzeczy. A niektóre były szczególnie osobliwe. I niesamowite. Państwo Bulstrode byli jednymi z nielicznych tutejszych obywateli, którzy mieli jakikolwiek kontakt ze wspólnotą „duchową wielkiego domu".
Regularnie raz w miesiącu pani Bulstrode wciskała do...
Bardzo angielski w duchu kryminał, sarkastyczny, pełen charakterystycznych bohaterów, i z zajmującą, nieprzekombinowaną zagadką. W tej części nadinspektor Barnaby i sierżant Troy rozwiązują sprawę morderstwa, jakie dokonało się w pewnej barwnej i miłującej pokój sekcie.
Początek z racji nawałnicy pojawiających się naraz bohaterów był dla mnie nieco męczący, ale z każdym kolejnym rozdziałem z coraz większą przyjemnością zatapiałam się w fabule.
Był też jeden maleńki zgrzyt - otóż książkowy sierżant Troy nie jest nawet w połowie tak sympatyczny, jak serialowy.
Bardzo angielski w duchu kryminał, sarkastyczny, pełen charakterystycznych bohaterów, i z zajmującą, nieprzekombinowaną zagadką. W tej części nadinspektor Barnaby i sierżant Troy rozwiązują sprawę morderstwa, jakie dokonało się w pewnej barwnej i miłującej pokój sekcie.
Początek z racji nawałnicy pojawiających się naraz bohaterów był dla mnie nieco męczący, ale z każdym...
Kryminał napisany z polotem, ale bez zbytniej łopatalogii, autorkę jedynie momentami ponosi słowotok. Na minus: można by się było obyć bez amerykańskiego w wyrazie epilogu. Na plus: pogłębienie charakterystyk postaci zaskakuje, gdy jest się już zaznajomionym z serialową adaptacją fabuły.
Kryminał napisany z polotem, ale bez zbytniej łopatalogii, autorkę jedynie momentami ponosi słowotok. Na minus: można by się było obyć bez amerykańskiego w wyrazie epilogu. Na plus: pogłębienie charakterystyk postaci zaskakuje, gdy jest się już zaznajomionym z serialową adaptacją fabuły.
Doskonały angielski kryminał na chłodne zimowe wieczory, pełen specyficznego angielskiego humoru. Autorka w cudowny sposób scharakteryzowała życie pewnej nawiedzonej sekty, doskonale opisując poszczególnych jej członków. Do tego mamy też świetną zagadkę kryminalną.
Doskonały angielski kryminał na chłodne zimowe wieczory, pełen specyficznego angielskiego humoru. Autorka w cudowny sposób scharakteryzowała życie pewnej nawiedzonej sekty, doskonale opisując poszczególnych jej członków. Do tego mamy też świetną zagadkę kryminalną.
Oj, lubię takie angielskie kryminały, w których zbrodnie są opisane w sposób elegancki, a detektywi dedukują, rozmyślają i dzielą się swoimi refleksjami z pomocnikiem.
Nadinspektor Barnaby tym razem rozwiązuje zagadkę śmierci guru sekty zamieszkującej wiejski dwór. Przy okazji odkrywa inne tajemnice grupy wyznawców światła i dobra. Postacie są dobrze zarysowane, a rytuały wspólnoty przedstawione z dbałością o szczegóły. Barnaby wkracza w ich uporządkowany świat niczym słoń. Wypowiedzi przesłuchiwanych członków sekty pełne odniesień do kolorów, światła i aury są dla niego - człowieka twardo stąpającego po ziemi - abstrakcyjne i niepoważne. Bardzo ciekawe zderzenie różnych światopoglądów.
Warto odprężyć się przy takiej lekturze.
Oj, lubię takie angielskie kryminały, w których zbrodnie są opisane w sposób elegancki, a detektywi dedukują, rozmyślają i dzielą się swoimi refleksjami z pomocnikiem.
Nadinspektor Barnaby tym razem rozwiązuje zagadkę śmierci guru sekty zamieszkującej wiejski dwór. Przy okazji odkrywa inne tajemnice grupy wyznawców światła i dobra. Postacie są dobrze zarysowane, a rytuały...
Przedkładanie dobra bliźnich nad dobro własne kiepsko mi idzie. Jakiekolwiek praktyki mające zapewnić rozwój duchowy odpadają, jeżeli wymagają wysiłku i rezygnacji z ciepłej wody i wygodnego łóżka. Moje wygodnictwo, egoizm i lenistwo raczej nie pozwolą mi na przystąpienie do jakiejkolwiek sekty zwłaszcza, że zdecydowanie wolę własne zdanie (oczywiście najbardziej się przy nim upieram, gdy absolutnie nie mam racji) niż cudze. Dlatego z przyjemnością przeczytałam „Śmierć w przebraniu” Caroline Graham, bo autorka stworzyła w tej odsłonie przygód nadinspektora Barnaby’ego i sierżanta Troy’a interesujący portret zamkniętej społeczności propagującej czynienie dobra i rozsyłanie miłości na świat.
Wątek kryminalny jest ciekawy i ma interesujące zakończenie, ale charakterystyki psychologiczne bohaterów są dla mnie bardziej godne uwagi, zwłaszcza że pani Graham kolejny raz zafundowała swoim postaciom zmagania z trudnymi miłościami. Poznawanie motywacji ich czynów i sposobów postrzegania świata było momentami rozczulające, momentami wkurzające. Mam wrażenie, że czasami pisarka nie umie zapanować na swoimi skłonnościami do wodolejstwa, ale jej książki mają swoisty klimat, który bez tych przydługich rozważań straciłby coś ze swej specyficzności. Doceniam zwłaszcza to, że bohaterowie książek pani Graham są bardzo ludzcy – do jakichkolwiek sfer niebiańskich by nie dążyli, zawsze prędzej czy później dopadnie ich grawitacja ;)
„Śmierć w przebraniu” to przyzwoity kryminał. Może nie ma porywającej akcji, ale plejada oryginalnych postaci, jakie swoim piórem ożywiła pisarka, naprawdę przykuwa uwagę.
Przedkładanie dobra bliźnich nad dobro własne kiepsko mi idzie. Jakiekolwiek praktyki mające zapewnić rozwój duchowy odpadają, jeżeli wymagają wysiłku i rezygnacji z ciepłej wody i wygodnego łóżka. Moje wygodnictwo, egoizm i lenistwo raczej nie pozwolą mi na przystąpienie do jakiejkolwiek sekty zwłaszcza, że zdecydowanie wolę własne zdanie (oczywiście najbardziej się przy...
Nikt z mieszkańców wsi Compton Dando nie był zaskoczony wieścią o morderstwie we dworze. Działo się tam wiele dziwnych rzeczy. A niektóre były szczególnie osobliwe. I niesamowite. Państwo Bulstrode byli jednymi z nielicznych tutejszych obywateli, którzy mieli jakikolwiek kontakt ze wspólnotą „duchową wielkiego domu".
Regularnie raz w miesiącu pani Bulstrode wciskała do tamtejszej skrzynki na listy kolejny egzemplarz gazetki parafialnej, pan Bulstrode dostarczał im codziennie pół litra mleka. Skromny zakres tych powiązań w żaden sposób nie podważał reputacji pary małżonków jako znakomitego źródła sensacyjnych plotek. Nieboszczyk o nazwisku James Carter był w chwili zgonu mężczyzną pięćdziesięciotrzyletnim.
Procedurę rozpoczęło odczytanie pisemnego oświadczenia sanitariusza obsługującego karetkę pogotowia przybyłą do posiadłości na telefoniczne wezwanie. Stwierdzono w nim, że ciało pana Cartera znalezione zostało u podnóża schodów.
Konstabl, który wypowiadał się jako następny, potwierdził, że wypytywał sanitariusza o jego opinię na temat możliwości popełnienia przestępstwa, choć widocznych jego oznak on sam nie zauważył. Śledztwo w jego sprawie, prowadzone przez nadinspektora Barnabyego, ujawnia wiele nieprzyjemnych faktów, które mieszkańcy i goście dworu woleliby ukryć…
Nikt z mieszkańców wsi Compton Dando nie był zaskoczony wieścią o morderstwie we dworze. Działo się tam wiele dziwnych rzeczy. A niektóre były szczególnie osobliwe. I niesamowite. Państwo Bulstrode byli jednymi z nielicznych tutejszych obywateli, którzy mieli jakikolwiek kontakt ze wspólnotą „duchową wielkiego domu".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRegularnie raz w miesiącu pani Bulstrode wciskała do...
Bardzo angielski w duchu kryminał, sarkastyczny, pełen charakterystycznych bohaterów, i z zajmującą, nieprzekombinowaną zagadką. W tej części nadinspektor Barnaby i sierżant Troy rozwiązują sprawę morderstwa, jakie dokonało się w pewnej barwnej i miłującej pokój sekcie.
Początek z racji nawałnicy pojawiających się naraz bohaterów był dla mnie nieco męczący, ale z każdym kolejnym rozdziałem z coraz większą przyjemnością zatapiałam się w fabule.
Był też jeden maleńki zgrzyt - otóż książkowy sierżant Troy nie jest nawet w połowie tak sympatyczny, jak serialowy.
Bardzo angielski w duchu kryminał, sarkastyczny, pełen charakterystycznych bohaterów, i z zajmującą, nieprzekombinowaną zagadką. W tej części nadinspektor Barnaby i sierżant Troy rozwiązują sprawę morderstwa, jakie dokonało się w pewnej barwnej i miłującej pokój sekcie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek z racji nawałnicy pojawiających się naraz bohaterów był dla mnie nieco męczący, ale z każdym...
Kryminał napisany z polotem, ale bez zbytniej łopatalogii, autorkę jedynie momentami ponosi słowotok. Na minus: można by się było obyć bez amerykańskiego w wyrazie epilogu. Na plus: pogłębienie charakterystyk postaci zaskakuje, gdy jest się już zaznajomionym z serialową adaptacją fabuły.
Kryminał napisany z polotem, ale bez zbytniej łopatalogii, autorkę jedynie momentami ponosi słowotok. Na minus: można by się było obyć bez amerykańskiego w wyrazie epilogu. Na plus: pogłębienie charakterystyk postaci zaskakuje, gdy jest się już zaznajomionym z serialową adaptacją fabuły.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDoskonały angielski kryminał na chłodne zimowe wieczory, pełen specyficznego angielskiego humoru. Autorka w cudowny sposób scharakteryzowała życie pewnej nawiedzonej sekty, doskonale opisując poszczególnych jej członków. Do tego mamy też świetną zagadkę kryminalną.
Doskonały angielski kryminał na chłodne zimowe wieczory, pełen specyficznego angielskiego humoru. Autorka w cudowny sposób scharakteryzowała życie pewnej nawiedzonej sekty, doskonale opisując poszczególnych jej członków. Do tego mamy też świetną zagadkę kryminalną.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo prostu sympatyczny, angielski kryminał :)
Po prostu sympatyczny, angielski kryminał :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOj, lubię takie angielskie kryminały, w których zbrodnie są opisane w sposób elegancki, a detektywi dedukują, rozmyślają i dzielą się swoimi refleksjami z pomocnikiem.
Nadinspektor Barnaby tym razem rozwiązuje zagadkę śmierci guru sekty zamieszkującej wiejski dwór. Przy okazji odkrywa inne tajemnice grupy wyznawców światła i dobra. Postacie są dobrze zarysowane, a rytuały wspólnoty przedstawione z dbałością o szczegóły. Barnaby wkracza w ich uporządkowany świat niczym słoń. Wypowiedzi przesłuchiwanych członków sekty pełne odniesień do kolorów, światła i aury są dla niego - człowieka twardo stąpającego po ziemi - abstrakcyjne i niepoważne. Bardzo ciekawe zderzenie różnych światopoglądów.
Warto odprężyć się przy takiej lekturze.
Oj, lubię takie angielskie kryminały, w których zbrodnie są opisane w sposób elegancki, a detektywi dedukują, rozmyślają i dzielą się swoimi refleksjami z pomocnikiem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNadinspektor Barnaby tym razem rozwiązuje zagadkę śmierci guru sekty zamieszkującej wiejski dwór. Przy okazji odkrywa inne tajemnice grupy wyznawców światła i dobra. Postacie są dobrze zarysowane, a rytuały...
Przedkładanie dobra bliźnich nad dobro własne kiepsko mi idzie. Jakiekolwiek praktyki mające zapewnić rozwój duchowy odpadają, jeżeli wymagają wysiłku i rezygnacji z ciepłej wody i wygodnego łóżka. Moje wygodnictwo, egoizm i lenistwo raczej nie pozwolą mi na przystąpienie do jakiejkolwiek sekty zwłaszcza, że zdecydowanie wolę własne zdanie (oczywiście najbardziej się przy nim upieram, gdy absolutnie nie mam racji) niż cudze. Dlatego z przyjemnością przeczytałam „Śmierć w przebraniu” Caroline Graham, bo autorka stworzyła w tej odsłonie przygód nadinspektora Barnaby’ego i sierżanta Troy’a interesujący portret zamkniętej społeczności propagującej czynienie dobra i rozsyłanie miłości na świat.
Wątek kryminalny jest ciekawy i ma interesujące zakończenie, ale charakterystyki psychologiczne bohaterów są dla mnie bardziej godne uwagi, zwłaszcza że pani Graham kolejny raz zafundowała swoim postaciom zmagania z trudnymi miłościami. Poznawanie motywacji ich czynów i sposobów postrzegania świata było momentami rozczulające, momentami wkurzające. Mam wrażenie, że czasami pisarka nie umie zapanować na swoimi skłonnościami do wodolejstwa, ale jej książki mają swoisty klimat, który bez tych przydługich rozważań straciłby coś ze swej specyficzności. Doceniam zwłaszcza to, że bohaterowie książek pani Graham są bardzo ludzcy – do jakichkolwiek sfer niebiańskich by nie dążyli, zawsze prędzej czy później dopadnie ich grawitacja ;)
„Śmierć w przebraniu” to przyzwoity kryminał. Może nie ma porywającej akcji, ale plejada oryginalnych postaci, jakie swoim piórem ożywiła pisarka, naprawdę przykuwa uwagę.
Przedkładanie dobra bliźnich nad dobro własne kiepsko mi idzie. Jakiekolwiek praktyki mające zapewnić rozwój duchowy odpadają, jeżeli wymagają wysiłku i rezygnacji z ciepłej wody i wygodnego łóżka. Moje wygodnictwo, egoizm i lenistwo raczej nie pozwolą mi na przystąpienie do jakiejkolwiek sekty zwłaszcza, że zdecydowanie wolę własne zdanie (oczywiście najbardziej się przy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to