rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Rodzina Jołtyszewów

Średnia ocen
7,5 / 10
66 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
73
73

Na półkach:

Książka ukazuje życie rodzin po upadku ZSRR – albo wykorzystasz okazję do wzbogacenia się (niekoniecznie idzie to w parze z uczciwością), albo spadasz na dno. To, co kiedyś „dało” państwo, nagle znika – mieszkanie, praca, pozycja w społeczeństwie. Historia ta odarta jest ze złudzeń. Nawet jeśli gdzieś w oddali miga światełko nadziei, ostatecznie dość szybko znika. Bohaterowie tracą nie tylko dobra materialne, ale i wartości moralne – godność, dumę, więzi rodzinne, szacunek wobec innych, ale także wobec siebie.
Ponura, dosadna, bardzo smutna, ale niezwykle wciągająca lektura.

Książka ukazuje życie rodzin po upadku ZSRR – albo wykorzystasz okazję do wzbogacenia się (niekoniecznie idzie to w parze z uczciwością), albo spadasz na dno. To, co kiedyś „dało” państwo, nagle znika – mieszkanie, praca, pozycja w społeczeństwie. Historia ta odarta jest ze złudzeń. Nawet jeśli gdzieś w oddali miga światełko nadziei, ostatecznie dość szybko znika....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
631
468

Na półkach: , , ,

Cyt.:
„Życie ich zmierzało gwałtownie i niepowstrzymanie ku przepaści.”
Roman Senczin, „Rodzina Jołtyszewów”

Roman Senczin należy do grona rosyjskich pisarzy pamiętających czasy świetności ZSRR. Rocznik 1971, urodzony w Kyzyle w Republice Tuwy, skąd musiał wraz z rodziną wyjechać w roku 1993 na skutek narastających konfliktów narodowościowych /we fragmencie powieści, ustami trzeciorzędnego wręcz bohatera Senczin powraca do bolesnych wspomnień swojej młodości, gdy w pośpiechu musiał opuścić swój dotychczasowy dom/. Wielki Związek Radziecki rozpadał się w tym czasie, do głosu dochodziły tłumione konflikty narodowościowe, wiele byłych republik wybijało się na niepodległość, upadał kolos na glinianych nogach jakim był ZSRR.

Rosja na początku lat 90-tych ub. wieku ogarnięta była chaosem związanym z przemianami politycznymi, ogromnym kryzysem gospodarczym i próbą odnalezienia zupełnie nowej drogi, odrzucenia kilkudziesięciu lat komunizmu. Czy to się udało? Odpowiedź wydaje się oczywista – Rosja zmierza w sobie tylko wiadomym kierunku, który z zachodnimi systemami politycznymi ma niewiele wspólnego.

Roman Senczin, obok takich pisarzy jak Zachar Prilepin, czy Oleg Pawłow jest uważany w Rosji za współtwórcę zupełnie nowego nurtu literackiego, który pojawił się na początku lat 90-tych. Jest to tzw. „nowy realizm”. Nawiązuje on do przemian zachodzących w Rosji, lecz najważniejsze jest w nim to, iż pokazuje swoich bohaterów, jako tych którzy widzieli upadek „starego porządku” a w nowej rzeczywistości nie potrafią się odnaleźć, nie mogą znaleźć w niej swojego miejsca. Choroba, która dotknęła również Polskę a także większość byłych krajów Europy Wschodniej. W Polsce pokolenie to nazywano „sierotami po PRL-u” ale właściwą nazwą byłaby chyba „sieroty po ZSRR”.

W „Rodzinie Jołtyszewów” za którą Roman Senczin otrzymał nominację do Rosyjskiej Nagrody Bookera Dziesięciolecia /tak, tak, Rosjanie mają swoją Nagrodę Bookera, którą zdobywali m.in. Ludmiła Ulicka, Georgij Władimow czy Oleg Pawłow/ pokazuje to wszystko o czym pisałem wyżej niczym w pigułce. Wieś Muranowo u podnóża Gór Sajańskich, w azjatyckiej części Rosji, dokąd zmuszona jest przeprowadzić się z pobliskiego miasta rodzina. Milicjant wyrzucony ze służby, któremu odebrano mieszkanie służbowe, wraz z żoną, bibliotekarką oraz dorosłym synem wprowadzają się do niewielkiego, ubogiego gospodarstwa krewnej. Całe dotychczasowe życie, w miarę spokojne i uporządkowane zostaje wywrócone do góry nogami. Ludzie, którzy z dnia na dzień zostali praktycznie pozbawieni środków do życia trafiają w zupełnie obce dla siebie środowisko.

Autor nie ma litości. W swojej prozie, surowej i oszczędnej, niemal oschłej przedstawia rosyjską wieś z początku lat 2000-ych. I gdybyśmy nie wiedzieli, że chodzi o ten właśnie okres, można by odnieść wrażenie, że Senczin opisuje XIX wieczną wieś rosyjską. Brak bieżącej wody, toalet, bieda, alkoholizm, złodziejstwo, mściwość ale i beznadzieja, brak perspektyw i akceptacja dla takiego losu.

W takie środowisko trafia rodzina Jołtyszewów i tak zaczyna się się jej stopniowy upadek. To bardzo smutna książka, o życiu, które pewnego dnia zostaje wywrócone do góry nogami a my nie możemy, nie staramy się nawet temu zapobiec. Jak odrzucamy nasze dotychczasowe wartości, jak z dnia na dzień poddajemy się apatii i zniechęceniu.

Smutna i bolesna. Znakomita.

Polecam.

Cyt.:
„Życie ich zmierzało gwałtownie i niepowstrzymanie ku przepaści.”
Roman Senczin, „Rodzina Jołtyszewów”

Roman Senczin należy do grona rosyjskich pisarzy pamiętających czasy świetności ZSRR. Rocznik 1971, urodzony w Kyzyle w Republice Tuwy, skąd musiał wraz z rodziną wyjechać w roku 1993 na skutek narastających konfliktów narodowościowych /we fragmencie powieści,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
127
96

Na półkach:

„Rodzina Jołtyszewów”, Senczina, to pozornie zwyczajna historia o trudach życia zwykłej rodziny. Ot, jedna z wielu sytuacji, gdy trzeba obrócić swoje życie o 180 stopni, nakierować na inne tory i powoli, acz stanowczo naprowadzać je na nowy tryb życia. W końcu Jołtyszewowie nie są ludźmi ze wsi. Nie spędzają czasu na chlaniu bimbru pod klubem i chociaż nie potrafią zbierać owoców czy hodować warzyw, ani nie mają talentu do handlu na bazarze, to są wykształceni i obyci. Chwilowa niedyspozycja nie może im odebrać godności i twarzy. Przecież wszystko się ułoży. Niech tylko sąsiad przywiezie drewno i piłę. Niech syn pojedzie do miasta, zatrudni się tam, odłoży pieniądze dla żony i dziecka. Nikołaj wtedy znajdzie w sobie siłę, by samemu pchnąć budowę dalej. I to naprawdę nic, że Walentyna z kierowniczki biblioteki musiała zejść do poziomu wiejskiej handlarki, stojąc z wiadrem owoców na targowisku. Przecież to tylko po to, żeby dołożyć parę groszy do domowego budżetu. I to nic, że Nikołaj musi sprzedać garaż w mieście, a ukochany samochód sprowadzić tutaj, zostawiając go na podwórku, na pewną kradzież. Przecież niedługo zbuduje schronienie i dla niego. Dopóki w domu jest chociaż butelka wódki, z której mogą upić szklaneczkę wyciszającego myśli płynu, jest dobrze. Przecież żyją, są wszyscy, razem, a niedługo dołączy do nich drugi syn marnotrawny.

I nawet, gdy ta zwyczajna historia zaczyna zamieniać się życiowy dramat, smagany zimnym wiatrem wiejącym od gór i tajgi, to wciąż jeszcze jest nadzieja na poprawę. To nic, że mija kolejne lato i kolejna zima. Jołtyszewowie są silni i póki żyją, dadzą sobie ze wszystkim radę. Przecież nikt nie umiera. Nikt nie umiera…

Ponura jest wieś rosyjska, projektowana przez Senczina na kartach powieści. Ponura, ale prawdziwa. Jołtyszewowie, jak wiele innych rodzin po transformacji ustrojowej i licznych problemach, jakie wtedy nastawały, zdani tylko na siebie, nie potrafiąc lub nie mogąc wykorzystać nadchodzących zmian, wpadali w powolną destrukcję, z której wyjście jest tylko jedno – w drewnianej trumnie, w bliższej lub dalszej przyszłości.

Po bardziej szczegółową recenzję zapraszam do siebie - https://kulturalnynihilista.pl/rodzina-joltyszewow-roman-senczin-rosja-cz-16/

„Rodzina Jołtyszewów”, Senczina, to pozornie zwyczajna historia o trudach życia zwykłej rodziny. Ot, jedna z wielu sytuacji, gdy trzeba obrócić swoje życie o 180 stopni, nakierować na inne tory i powoli, acz stanowczo naprowadzać je na nowy tryb życia. W końcu Jołtyszewowie nie są ludźmi ze wsi. Nie spędzają czasu na chlaniu bimbru pod klubem i chociaż nie potrafią zbierać...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to