O “harlekinach” słyszało się swego czasu sporo, były one najczęściej tematem żartów i uważało się je za podrzędną literaturę (albo w ogóle jakąś abominację). Nie znam osoby która by je czytała, co nie zmienia faktu że ich całe serie stały na półkach w bibliotekach i wyglądały na dość wyświechtane ;) Sama nigdy nie miałam okazji się z nimi zapoznać, średnio mnie interesowały, ale powiedzmy że miałam jakieś wyobrażenie co do ich treści, zważywszy na popularność i jakże wiele mówiące, pobudzające wyobraźnię okładki. Dlatego kiedy ostatnio się natknęłam (dosłownie!) na jeden z tych tomików, postanowiłam go wziąć do ręki i przeczytać, raz kozie śmierć. Przebrnięcie przez to zajęło mi może dwie godziny, ale cóż to było za kolosalne rozczarowanie…ta recenzja będzie zatem ku przestrodze.
Spodziewałam się prostego, ale pełnego nieskomplikowanych emocji romansidła z elementami erotycznymi, bo z tym mi się ta seria od zawsze kojarzyła. A dostałam miałką historyjkę o niczym, z płaskimi bohaterami których problemy nawet mnie nie obeszły bo byli jak wycięci z kartonu i to dość przaśnie. A romans, który miał być centrum i głównym elementem książki był nudny (żeby nie powiedzieć senny) i bez fajerwerków na żadnym z etapów. Chłop chciał ale nie chciał, baba chciała ale nie chciała - do tego się sprowadza cała fabuła. Czy zechce im się w jednym momencie? Absolutnie mnie to nie interesowało. Ta lektura mi się dosłownie ciągnęła, a mówimy przecież o malutkiej książeczce czytanej dla zabawy. I jeśli wszystkie harlequiny są tak samo koszmarne, to ich wpływ na postrzeganie relacji damsko-męskich przez ich czytelników jest absolutnie żaden. A przecież tyle się swego czasu mówiło o negatywnej stronie szeroko rozumianych “romansów”, bo rzekomo zmieniały one oczekiwania kobiet co do związków. Ale może trafiłam na jakiś wyjątkowo feralny egzemplarz, kto wie - na pewno nie mam zamiaru brać się za kolejny tomik z tej serii.
Uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz, mianowicie język tej lektury. Miałam wrażenie że czytam wypracowanie licealisty i to takiego przeciętnie władającego piórem. Ubogie słownictwo, płytkie i bezsensowne dialogi, brak odpowiednio wyrażanych emocji czy choćby bardziej rozbudowanych opisów (czegokolwiek) to jedynie garść z jej niedociągnięć. Tej książce można zarzucić dosłownie wszystko, jest przykładem jak nie pisać i czego nie wydawać. Dlatego jak się można domyśleć, moje rozczarowanie było ogromne i gorzkie, chciałam sobie poczytać coś miłego i śmiesznego, a skończyło się na tym że co chwilę przewracałam oczami z irytacją. Oczywiście nie polecam się zabierać za tą książkę, to strata czasu i są tysiące lepszych do wyboru na rynku z tego gatunku (albo i z innych, zawierające w sobie naprawde porywające milostki i romansiki). Także dla mnie to pierwsze i ostatnie spotkanie z harlequinami, nie będę tęsknić ;)
O “harlekinach” słyszało się swego czasu sporo, były one najczęściej tematem żartów i uważało się je za podrzędną literaturę (albo w ogóle jakąś abominację). Nie znam osoby która by je czytała, co nie zmienia faktu że ich całe serie stały na półkach w bibliotekach i wyglądały na dość wyświechtane ;) Sama nigdy nie miałam okazji się z nimi zapoznać, średnio mnie...
O “harlekinach” słyszało się swego czasu sporo, były one najczęściej tematem żartów i uważało się je za podrzędną literaturę (albo w ogóle jakąś abominację). Nie znam osoby która by je czytała, co nie zmienia faktu że ich całe serie stały na półkach w bibliotekach i wyglądały na dość wyświechtane ;) Sama nigdy nie miałam okazji się z nimi zapoznać, średnio mnie interesowały, ale powiedzmy że miałam jakieś wyobrażenie co do ich treści, zważywszy na popularność i jakże wiele mówiące, pobudzające wyobraźnię okładki. Dlatego kiedy ostatnio się natknęłam (dosłownie!) na jeden z tych tomików, postanowiłam go wziąć do ręki i przeczytać, raz kozie śmierć. Przebrnięcie przez to zajęło mi może dwie godziny, ale cóż to było za kolosalne rozczarowanie…ta recenzja będzie zatem ku przestrodze.
Spodziewałam się prostego, ale pełnego nieskomplikowanych emocji romansidła z elementami erotycznymi, bo z tym mi się ta seria od zawsze kojarzyła. A dostałam miałką historyjkę o niczym, z płaskimi bohaterami których problemy nawet mnie nie obeszły bo byli jak wycięci z kartonu i to dość przaśnie. A romans, który miał być centrum i głównym elementem książki był nudny (żeby nie powiedzieć senny) i bez fajerwerków na żadnym z etapów. Chłop chciał ale nie chciał, baba chciała ale nie chciała - do tego się sprowadza cała fabuła. Czy zechce im się w jednym momencie? Absolutnie mnie to nie interesowało. Ta lektura mi się dosłownie ciągnęła, a mówimy przecież o malutkiej książeczce czytanej dla zabawy. I jeśli wszystkie harlequiny są tak samo koszmarne, to ich wpływ na postrzeganie relacji damsko-męskich przez ich czytelników jest absolutnie żaden. A przecież tyle się swego czasu mówiło o negatywnej stronie szeroko rozumianych “romansów”, bo rzekomo zmieniały one oczekiwania kobiet co do związków. Ale może trafiłam na jakiś wyjątkowo feralny egzemplarz, kto wie - na pewno nie mam zamiaru brać się za kolejny tomik z tej serii.
Uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz, mianowicie język tej lektury. Miałam wrażenie że czytam wypracowanie licealisty i to takiego przeciętnie władającego piórem. Ubogie słownictwo, płytkie i bezsensowne dialogi, brak odpowiednio wyrażanych emocji czy choćby bardziej rozbudowanych opisów (czegokolwiek) to jedynie garść z jej niedociągnięć. Tej książce można zarzucić dosłownie wszystko, jest przykładem jak nie pisać i czego nie wydawać. Dlatego jak się można domyśleć, moje rozczarowanie było ogromne i gorzkie, chciałam sobie poczytać coś miłego i śmiesznego, a skończyło się na tym że co chwilę przewracałam oczami z irytacją. Oczywiście nie polecam się zabierać za tą książkę, to strata czasu i są tysiące lepszych do wyboru na rynku z tego gatunku (albo i z innych, zawierające w sobie naprawde porywające milostki i romansiki). Także dla mnie to pierwsze i ostatnie spotkanie z harlequinami, nie będę tęsknić ;)
O “harlekinach” słyszało się swego czasu sporo, były one najczęściej tematem żartów i uważało się je za podrzędną literaturę (albo w ogóle jakąś abominację). Nie znam osoby która by je czytała, co nie zmienia faktu że ich całe serie stały na półkach w bibliotekach i wyglądały na dość wyświechtane ;) Sama nigdy nie miałam okazji się z nimi zapoznać, średnio mnie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to