Zderzenie marzeń z rzeczywistością - tak najkrócej można streścić tę książkę. Autor z encyklopedyczną dokładnością, lecz zawsze z empatią i często z ironią, przedstawia losy polskich imigrantek we Francji pod koniec dwudziestego wieku oraz realia francuskiego Kościoła, po których oprowadza nas polski ksiądz - początkowo stypendysta francuskiego rządu, a następnie wikariusz na francuskich parafiach.
Książkę przeczytałem jednym tchem przez jeden wieczoru w czasie mojego urlopu we Francji. Pożyczył mi ją polski ksiądz, który od wielu lat pracuje na południu Francji. Zachęcił mnie do lektury stwierdzeniem, że nikt lepiej nie przedstawił realiów życia zwykłego, francuskiego księdza oraz polskich imigrantów w czasach, gdy poza granicami swojego kraju, mimo obalenia muru berlińskiego, mogli pracować wyłącznie nielegalnie.
Książka dwutorowo i naprzemiennie przedstawia losy polskiej dziewczyny i polskiego księdza na tle burzliwych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Kilka retrospekcji umożliwia lepsze poznanie ich osobowości i zrozumienie życiowych wyborów. To jest zapis drogi życia, która rzadko bywa wygodną autostradą, a częściej żwirowym traktem, na którym optymizm oraz pesymizm nie są tylko jakąś emocją, ale przede wszystkim wyborem. Powieść czyta się dobrze, bo zdania są krótkie i obrazowe.. Autorowi wyraźnie zależy na tym, by dotrzeć do czytelnika.
Braki edytorskie (literówki i błąd w dacie śmierci Słowackiego) mogą zakłócić komfort czytelniczy wyrafinowanego czytelnika uwrażliwionego raczej na formę niż treść tekstu, lecz wartość poznawcza książki z nawiązką to rekompensuje.
Choć polski paszport jest obecnie jednym z najmocniejszych na świecie i polscy obywatele mogą legalnie pracować niemal wszędzie, to książka nie traci swojej aktualności, bo nigdy nie brakuje ludzi, którzy na obczyźnie szukają lepszego życia, a od pewnego czasu coraz liczniej również w Polsce. Chyba wszyscy chcą budować lepszą przyszłość; warto wtedy pamiętać o przeszłości - tej dobrej i złej.
Zderzenie marzeń z rzeczywistością - tak najkrócej można streścić tę książkę. Autor z encyklopedyczną dokładnością, lecz zawsze z empatią i często z ironią, przedstawia losy polskich imigrantek we Francji pod koniec dwudziestego wieku oraz realia francuskiego Kościoła, po których oprowadza nas polski ksiądz - początkowo stypendysta francuskiego rządu, a następnie wikariusz...
Książka napisana bez należytej staranności, przez bardzo wygłodniałego autora, niemalże na każdej stronie można znaleźć jakąś literówkę. Najbardziej urokliwe jest zdziwienie narratora, iż 5 kwietnia 1949 roku na pogrzebie Słowackiego nie zjawił się Mickiewicz. Język powieści jest sztywny, autor wkłada w usta swoich bohaterów napuszone wypowiedzi, którym brak naturalności. Poza tym główny wątek przeplatany jest smutnymi i przygnębiającymi historiami ludzi mieszkających we Francji (o matce, która ze względów materialnych jest zmuszona oddać noworodka do adopcji, o młodej kobiecie, która w wyniku eksplozji w metrze traci męża i zdrowie itp.). Narratorem jest ksiądz piszący doktorat, studiujący w kraju Balzaka dzięki uprzejmości rządu francuskiego. Na dobrą sprawę to nawet zakończenie jest nijakie, jakby autorowi skończyły się pomysły na pogadanki, więc porzucił wykreowane przez siebie postaci. Rozczarowująca.
Książka napisana bez należytej staranności, przez bardzo wygłodniałego autora, niemalże na każdej stronie można znaleźć jakąś literówkę. Najbardziej urokliwe jest zdziwienie narratora, iż 5 kwietnia 1949 roku na pogrzebie Słowackiego nie zjawił się Mickiewicz. Język powieści jest sztywny, autor wkłada w usta swoich bohaterów napuszone wypowiedzi, którym brak naturalności....
"W życiu jest znacznie więcej tragedii(...) i tak naprawdę to w życiu nie ma wiele powodów do śmiechu; trzeba je znaleźć w sobie. Na szczęście, czasami ktoś pomoże..."
Czy jest to książka o tragediach? Na pewno! Miłości? Trochę tak. Nadziei? Bardzo mało.
Zbyt często wielu autorów pragnie nami wstrząsnąć - w myśl wszystko co piękne jest kruche, ale jest też wieczne, bo są wspomnienia. Przypomina to trochę seriale, gdzie każdy piękny związek, piękne życie musi się skończyć koniecznie w pewnym momencie tragedią.
Życie nie jest bajką i nigdy takie nie będzie - jednakże to te niewielkie historię szczęśliwych małżeństw, szczęśliwych rodzin pozwalają nam zaszczepić nadzieję i wiarę.
"W życiu jest znacznie więcej tragedii(...) i tak naprawdę to w życiu nie ma wiele powodów do śmiechu; trzeba je znaleźć w sobie. Na szczęście, czasami ktoś pomoże..."
Czy jest to książka o tragediach? Na pewno! Miłości? Trochę tak. Nadziei? Bardzo mało.
Zbyt często wielu autorów pragnie nami wstrząsnąć - w myśl wszystko co piękne jest kruche, ale jest też wieczne, bo są...
Zderzenie marzeń z rzeczywistością - tak najkrócej można streścić tę książkę. Autor z encyklopedyczną dokładnością, lecz zawsze z empatią i często z ironią, przedstawia losy polskich imigrantek we Francji pod koniec dwudziestego wieku oraz realia francuskiego Kościoła, po których oprowadza nas polski ksiądz - początkowo stypendysta francuskiego rządu, a następnie wikariusz na francuskich parafiach.
Książkę przeczytałem jednym tchem przez jeden wieczoru w czasie mojego urlopu we Francji. Pożyczył mi ją polski ksiądz, który od wielu lat pracuje na południu Francji. Zachęcił mnie do lektury stwierdzeniem, że nikt lepiej nie przedstawił realiów życia zwykłego, francuskiego księdza oraz polskich imigrantów w czasach, gdy poza granicami swojego kraju, mimo obalenia muru berlińskiego, mogli pracować wyłącznie nielegalnie.
Książka dwutorowo i naprzemiennie przedstawia losy polskiej dziewczyny i polskiego księdza na tle burzliwych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Kilka retrospekcji umożliwia lepsze poznanie ich osobowości i zrozumienie życiowych wyborów. To jest zapis drogi życia, która rzadko bywa wygodną autostradą, a częściej żwirowym traktem, na którym optymizm oraz pesymizm nie są tylko jakąś emocją, ale przede wszystkim wyborem. Powieść czyta się dobrze, bo zdania są krótkie i obrazowe.. Autorowi wyraźnie zależy na tym, by dotrzeć do czytelnika.
Braki edytorskie (literówki i błąd w dacie śmierci Słowackiego) mogą zakłócić komfort czytelniczy wyrafinowanego czytelnika uwrażliwionego raczej na formę niż treść tekstu, lecz wartość poznawcza książki z nawiązką to rekompensuje.
Choć polski paszport jest obecnie jednym z najmocniejszych na świecie i polscy obywatele mogą legalnie pracować niemal wszędzie, to książka nie traci swojej aktualności, bo nigdy nie brakuje ludzi, którzy na obczyźnie szukają lepszego życia, a od pewnego czasu coraz liczniej również w Polsce. Chyba wszyscy chcą budować lepszą przyszłość; warto wtedy pamiętać o przeszłości - tej dobrej i złej.
Zderzenie marzeń z rzeczywistością - tak najkrócej można streścić tę książkę. Autor z encyklopedyczną dokładnością, lecz zawsze z empatią i często z ironią, przedstawia losy polskich imigrantek we Francji pod koniec dwudziestego wieku oraz realia francuskiego Kościoła, po których oprowadza nas polski ksiądz - początkowo stypendysta francuskiego rządu, a następnie wikariusz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana bez należytej staranności, przez bardzo wygłodniałego autora, niemalże na każdej stronie można znaleźć jakąś literówkę. Najbardziej urokliwe jest zdziwienie narratora, iż 5 kwietnia 1949 roku na pogrzebie Słowackiego nie zjawił się Mickiewicz. Język powieści jest sztywny, autor wkłada w usta swoich bohaterów napuszone wypowiedzi, którym brak naturalności. Poza tym główny wątek przeplatany jest smutnymi i przygnębiającymi historiami ludzi mieszkających we Francji (o matce, która ze względów materialnych jest zmuszona oddać noworodka do adopcji, o młodej kobiecie, która w wyniku eksplozji w metrze traci męża i zdrowie itp.). Narratorem jest ksiądz piszący doktorat, studiujący w kraju Balzaka dzięki uprzejmości rządu francuskiego. Na dobrą sprawę to nawet zakończenie jest nijakie, jakby autorowi skończyły się pomysły na pogadanki, więc porzucił wykreowane przez siebie postaci. Rozczarowująca.
Książka napisana bez należytej staranności, przez bardzo wygłodniałego autora, niemalże na każdej stronie można znaleźć jakąś literówkę. Najbardziej urokliwe jest zdziwienie narratora, iż 5 kwietnia 1949 roku na pogrzebie Słowackiego nie zjawił się Mickiewicz. Język powieści jest sztywny, autor wkłada w usta swoich bohaterów napuszone wypowiedzi, którym brak naturalności....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"W życiu jest znacznie więcej tragedii(...) i tak naprawdę to w życiu nie ma wiele powodów do śmiechu; trzeba je znaleźć w sobie. Na szczęście, czasami ktoś pomoże..."
Czy jest to książka o tragediach? Na pewno! Miłości? Trochę tak. Nadziei? Bardzo mało.
Zbyt często wielu autorów pragnie nami wstrząsnąć - w myśl wszystko co piękne jest kruche, ale jest też wieczne, bo są wspomnienia. Przypomina to trochę seriale, gdzie każdy piękny związek, piękne życie musi się skończyć koniecznie w pewnym momencie tragedią.
Życie nie jest bajką i nigdy takie nie będzie - jednakże to te niewielkie historię szczęśliwych małżeństw, szczęśliwych rodzin pozwalają nam zaszczepić nadzieję i wiarę.
"W życiu jest znacznie więcej tragedii(...) i tak naprawdę to w życiu nie ma wiele powodów do śmiechu; trzeba je znaleźć w sobie. Na szczęście, czasami ktoś pomoże..."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy jest to książka o tragediach? Na pewno! Miłości? Trochę tak. Nadziei? Bardzo mało.
Zbyt często wielu autorów pragnie nami wstrząsnąć - w myśl wszystko co piękne jest kruche, ale jest też wieczne, bo są...
Bardzo dobra książka
Bardzo dobra książka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to