Wróć na stronę książki

Oceny książki Ocalenie Atlantydy

Średnia ocen
6,8 / 10
111 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
1098
531

Na półkach:

Uważam, że to świetna lektura. Zawiera trochę błędów rzeczowych ( np. w latach 50-tych nie było w szkole wolnych sobót ), poza tym jest dużo bohaterów i trzeba mocno się skupić, kto jest kim, bo bohaterowie potem wracają, czasem po długim czasie jak np. Greta i jej brat. Już wątek losów tych postaci wydaje się zakończony, a tu nagle pojawiają się w cudzej historii. Mnie się ta książka mimo wszystko podobała. Nie wiem, jak powieść odebrał by ktoś żyjący w tamtych czasach, Rodziców już nie zapytam, ale moja nabyta wiedza o PRL jest spójna z tym, co autorka zawarła w swojej książce. Tragiczne losy jednostki splatają się z tragicznym losem Polski.

Uważam, że to świetna lektura. Zawiera trochę błędów rzeczowych ( np. w latach 50-tych nie było w szkole wolnych sobót ), poza tym jest dużo bohaterów i trzeba mocno się skupić, kto jest kim, bo bohaterowie potem wracają, czasem po długim czasie jak np. Greta i jej brat. Już wątek losów tych postaci wydaje się zakończony, a tu nagle pojawiają się w cudzej historii. Mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
721
500

Na półkach: ,

Od pierwszych stron uderza czytelnika ciężar doświadczeń, które bohaterowie dźwigają niczym nieuleczalne blizny. To opowieść o ludziach, którzy przeszli przez piekło wojny – ale nie znaleźli wytchnienia także po jej zakończeniu. Zamiast upragnionej ulgi czeka ich nowa rzeczywistość: brutalna, chaotyczna, pełna nieufności i przemilczeń. Powojenna Polska ukazana jest tu w sposób wstrząsający, prawdziwy aż do bólu, bez cienia upiększania. Autorka nie ucieka od trudnych tematów, nie łagodzi obrazów – raczej odsłania je takimi, jakimi mogły być naprawdę.
Już na początku czuć, że to książka napisana z wyjątkową uważnością, z ogromnym szacunkiem do ludzkiej pamięci i do historii, której nie da się zamknąć jedną datą czy rokiem. Narracja jest dogłębna, precyzyjna, emocjonalnie wyważona, dzięki czemu wymaga od czytelnika skupienia – ale też hojnie to skupienie wynagradza.
Poszczególne historie splatają się ze sobą i prowadzą dalej, aż w gęstniejące czasy Polski Ludowej: epokę żelaznej kurtyny, strachu, politycznej presji i cichego przetrwania. Ten ciąg dalszy ma w sobie chłód i ciężar innego rodzaju – systemowego, instytucjonalnego, powolnego. Jednak to właśnie dzięki niemu bohaterowie nie zostają zawieszeni w próżni, a ich losy nabierają szerszego, wielopokoleniowego wymiaru.
Mimo to najbardziej zapada w pamięć pierwsza część książki. Jest bardziej dosadna, mocniejsza, wstrząsająca w swoim realizmie. To tam najmocniej wybrzmiewa dramat jednostki skonfrontowanej z wojenną przemocą i moralną dezintegracją świata. Tam emocje uderzają najboleśniej i najprawdziwiej.
„Ocalenie Atlantydy” to książka, którą trudno czytać bez poruszenia. Jest wymagająca, ale też niezwykle potrzebna – przypomina, że wojna nie kończy się w chwili podpisania traktatu, a traumę można nosić w sobie przez kolejne systemy, granice i dekady. To literacka podróż, która zostaje w czytelniku na długo, bo pokazuje człowieka nagiego wobec historii – bezbronnego, a jednak wciąż zdolnego do ocalenia.

Od pierwszych stron uderza czytelnika ciężar doświadczeń, które bohaterowie dźwigają niczym nieuleczalne blizny. To opowieść o ludziach, którzy przeszli przez piekło wojny – ale nie znaleźli wytchnienia także po jej zakończeniu. Zamiast upragnionej ulgi czeka ich nowa rzeczywistość: brutalna, chaotyczna, pełna nieufności i przemilczeń. Powojenna Polska ukazana jest tu w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1376
452

Na półkach: , , , , ,

Proza pozornie niepozorna. Najpierw poznajemy kilka niezależnych historii połączonych jedynie faktem i miejscem przesiedlenia. Do każdego rozdziału wchodzimy jak do obcego domu prosto z ulicy, w rytm czyjegoś życia. Są tam zazwyczaj jakieś bezimienne dzieciaki, matki i babki, czasami ojcowie, mniej lub bardziej podejrzani uciekinierzy, a prawie zawsze schowki i schrony. Zaledwie zorientujemy się, kto jest kim i zdołamy powiązać zdarzenia, rodzina wyjeżdża na nowo przyłączone do Polski ziemie. Na poniemieckie. Tam osiedla się, zaczyna poznawać okolicę, nową rzeczywistość i… rozdział się kończy. Zaczyna się kolejny, według poprzedniego wzoru. I tak do czterech razy sztuka. A skonsternowany czytelnik dalej niewiele wie. Próbuje obrać strategię interpretacyjną.
Przesiedleńcy wcześniej się nie znali, ale i po przesiedleniu na pozór ich drogi się nie krzyżują, bohaterowie przywożą podobny bagaż traumatycznych wspomnień i dziwnych przetrwałych powojennych odruchów, powoli wtapiają się w zastany ziemioodzyskańczy galimatias.
Piąty rozdział na dobre wprowadza nas na terytorium, na które zjechali poznani wcześniej osadnicy, losy niektórych bohaterów przecinają się okazjonalnie, za to władza ludowa gromko i swojsko szerzy się i umacnia. „My tu sprawiedliwość dziejową zaprowadzamy. Na polskiej, odzyskanej-poniemieckiej-prasłowiańskiej ziemi mają mieszkać Polacy, wojnę szwaby-hitlerowcy przegrali, to won”.
W kolejnych rozdziałach wątki i bohaterowie przenikają się śmielej, coraz więcej wiemy, ale trudne te prawdy, niełatwe do dźwigania. Wieloma literackimi szparami wyziera cierpienie przesiedleńców, problemy z tożsamością, ten sam przesiedleńczy, wcale niekolorowy los. Dużo smutku snuje się między linijkami, takiego nienapisanego.

Literatura zaproponowana przez Zytę Oryszyn nie polega na otwarciu książki i li tylko przewracaniu kartek w średnio szybkim tempie. Niestety trzeba myśleć, trzeba się skupić i się wysilić.
Urzekł mnie styl, lekki, zdystansowany, na poły ironiczny, na poły groteskowo-czarnohumorowy. Oczarowała mnie swoboda języka pisarki.
Największe wrażenie wywarł ten trochę surrealistyczny rozdział zatytułowany „Żelazna kurtyna”, który kończy się dość zagadkowo i ostatecznie wolałabym to niedopowiedzenie, niż odkrytą pod koniec prawdę.
Polecam.

Proza pozornie niepozorna. Najpierw poznajemy kilka niezależnych historii połączonych jedynie faktem i miejscem przesiedlenia. Do każdego rozdziału wchodzimy jak do obcego domu prosto z ulicy, w rytm czyjegoś życia. Są tam zazwyczaj jakieś bezimienne dzieciaki, matki i babki, czasami ojcowie, mniej lub bardziej podejrzani uciekinierzy, a prawie zawsze schowki i schrony....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to