Uważam, że to świetna lektura. Zawiera trochę błędów rzeczowych ( np. w latach 50-tych nie było w szkole wolnych sobót ), poza tym jest dużo bohaterów i trzeba mocno się skupić, kto jest kim, bo bohaterowie potem wracają, czasem po długim czasie jak np. Greta i jej brat. Już wątek losów tych postaci wydaje się zakończony, a tu nagle pojawiają się w cudzej historii. Mnie się ta książka mimo wszystko podobała. Nie wiem, jak powieść odebrał by ktoś żyjący w tamtych czasach, Rodziców już nie zapytam, ale moja nabyta wiedza o PRL jest spójna z tym, co autorka zawarła w swojej książce. Tragiczne losy jednostki splatają się z tragicznym losem Polski.
Uważam, że to świetna lektura. Zawiera trochę błędów rzeczowych ( np. w latach 50-tych nie było w szkole wolnych sobót ), poza tym jest dużo bohaterów i trzeba mocno się skupić, kto jest kim, bo bohaterowie potem wracają, czasem po długim czasie jak np. Greta i jej brat. Już wątek losów tych postaci wydaje się zakończony, a tu nagle pojawiają się w cudzej historii. Mnie...
Od pierwszych stron uderza czytelnika ciężar doświadczeń, które bohaterowie dźwigają niczym nieuleczalne blizny. To opowieść o ludziach, którzy przeszli przez piekło wojny – ale nie znaleźli wytchnienia także po jej zakończeniu. Zamiast upragnionej ulgi czeka ich nowa rzeczywistość: brutalna, chaotyczna, pełna nieufności i przemilczeń. Powojenna Polska ukazana jest tu w sposób wstrząsający, prawdziwy aż do bólu, bez cienia upiększania. Autorka nie ucieka od trudnych tematów, nie łagodzi obrazów – raczej odsłania je takimi, jakimi mogły być naprawdę.
Już na początku czuć, że to książka napisana z wyjątkową uważnością, z ogromnym szacunkiem do ludzkiej pamięci i do historii, której nie da się zamknąć jedną datą czy rokiem. Narracja jest dogłębna, precyzyjna, emocjonalnie wyważona, dzięki czemu wymaga od czytelnika skupienia – ale też hojnie to skupienie wynagradza.
Poszczególne historie splatają się ze sobą i prowadzą dalej, aż w gęstniejące czasy Polski Ludowej: epokę żelaznej kurtyny, strachu, politycznej presji i cichego przetrwania. Ten ciąg dalszy ma w sobie chłód i ciężar innego rodzaju – systemowego, instytucjonalnego, powolnego. Jednak to właśnie dzięki niemu bohaterowie nie zostają zawieszeni w próżni, a ich losy nabierają szerszego, wielopokoleniowego wymiaru.
Mimo to najbardziej zapada w pamięć pierwsza część książki. Jest bardziej dosadna, mocniejsza, wstrząsająca w swoim realizmie. To tam najmocniej wybrzmiewa dramat jednostki skonfrontowanej z wojenną przemocą i moralną dezintegracją świata. Tam emocje uderzają najboleśniej i najprawdziwiej.
„Ocalenie Atlantydy” to książka, którą trudno czytać bez poruszenia. Jest wymagająca, ale też niezwykle potrzebna – przypomina, że wojna nie kończy się w chwili podpisania traktatu, a traumę można nosić w sobie przez kolejne systemy, granice i dekady. To literacka podróż, która zostaje w czytelniku na długo, bo pokazuje człowieka nagiego wobec historii – bezbronnego, a jednak wciąż zdolnego do ocalenia.
Od pierwszych stron uderza czytelnika ciężar doświadczeń, które bohaterowie dźwigają niczym nieuleczalne blizny. To opowieść o ludziach, którzy przeszli przez piekło wojny – ale nie znaleźli wytchnienia także po jej zakończeniu. Zamiast upragnionej ulgi czeka ich nowa rzeczywistość: brutalna, chaotyczna, pełna nieufności i przemilczeń. Powojenna Polska ukazana jest tu w...
Proza pozornie niepozorna. Najpierw poznajemy kilka niezależnych historii połączonych jedynie faktem i miejscem przesiedlenia. Do każdego rozdziału wchodzimy jak do obcego domu prosto z ulicy, w rytm czyjegoś życia. Są tam zazwyczaj jakieś bezimienne dzieciaki, matki i babki, czasami ojcowie, mniej lub bardziej podejrzani uciekinierzy, a prawie zawsze schowki i schrony. Zaledwie zorientujemy się, kto jest kim i zdołamy powiązać zdarzenia, rodzina wyjeżdża na nowo przyłączone do Polski ziemie. Na poniemieckie. Tam osiedla się, zaczyna poznawać okolicę, nową rzeczywistość i… rozdział się kończy. Zaczyna się kolejny, według poprzedniego wzoru. I tak do czterech razy sztuka. A skonsternowany czytelnik dalej niewiele wie. Próbuje obrać strategię interpretacyjną.
Przesiedleńcy wcześniej się nie znali, ale i po przesiedleniu na pozór ich drogi się nie krzyżują, bohaterowie przywożą podobny bagaż traumatycznych wspomnień i dziwnych przetrwałych powojennych odruchów, powoli wtapiają się w zastany ziemioodzyskańczy galimatias.
Piąty rozdział na dobre wprowadza nas na terytorium, na które zjechali poznani wcześniej osadnicy, losy niektórych bohaterów przecinają się okazjonalnie, za to władza ludowa gromko i swojsko szerzy się i umacnia. „My tu sprawiedliwość dziejową zaprowadzamy. Na polskiej, odzyskanej-poniemieckiej-prasłowiańskiej ziemi mają mieszkać Polacy, wojnę szwaby-hitlerowcy przegrali, to won”.
W kolejnych rozdziałach wątki i bohaterowie przenikają się śmielej, coraz więcej wiemy, ale trudne te prawdy, niełatwe do dźwigania. Wieloma literackimi szparami wyziera cierpienie przesiedleńców, problemy z tożsamością, ten sam przesiedleńczy, wcale niekolorowy los. Dużo smutku snuje się między linijkami, takiego nienapisanego.
Literatura zaproponowana przez Zytę Oryszyn nie polega na otwarciu książki i li tylko przewracaniu kartek w średnio szybkim tempie. Niestety trzeba myśleć, trzeba się skupić i się wysilić.
Urzekł mnie styl, lekki, zdystansowany, na poły ironiczny, na poły groteskowo-czarnohumorowy. Oczarowała mnie swoboda języka pisarki.
Największe wrażenie wywarł ten trochę surrealistyczny rozdział zatytułowany „Żelazna kurtyna”, który kończy się dość zagadkowo i ostatecznie wolałabym to niedopowiedzenie, niż odkrytą pod koniec prawdę.
Polecam.
Proza pozornie niepozorna. Najpierw poznajemy kilka niezależnych historii połączonych jedynie faktem i miejscem przesiedlenia. Do każdego rozdziału wchodzimy jak do obcego domu prosto z ulicy, w rytm czyjegoś życia. Są tam zazwyczaj jakieś bezimienne dzieciaki, matki i babki, czasami ojcowie, mniej lub bardziej podejrzani uciekinierzy, a prawie zawsze schowki i schrony....
Świetnie przetworzone, nielinearne opowieści o polskich uchodźcach po 1945 - bo tak wszak należy nazywać ekspatriantów z Kresów (a nie żadnych tam „repatriantów” – są nimi ci, którzy ojczyznę opuścili – tu było odwrotnie).
Ich losy Autorka opisała do lat 80. Skoro cały ten czas był chaosem i niepewnością, to i narracja rwana, z przeplatającymi się planami czasowymi. Uwaga: "Nie czyta się łatwo!"
Największą wartością tej książki jest pozorna naiwność narracji. Jest ona prowadzona najczęściej z perspektywy dzieci, które po swojemu postrzegają najpierw przesiedlenie, a potem cały ten potworny fenomen Peerelią zwany – niczego nie rozumiejąc, a zarazem zdając sobie sprawę z nieokreślonego zagrożenia….
Świetna definicja tamtego systemu: „Labirynt strachu, upodlenia, upokorzenia, beznadziei, dławiącej nędzy. Labirynt śmierci. Ale też i labirynt nadziei. W nim też można zaginąć”.
Nie był to piękny świat – jego ohydę sam świetnie pamiętam – to i nie mógł być opisany tak, by było miło i estetycznie. Piszę to, bo z niektórych opinii wyziera coś jakby pretensja do Autorki z tego powodu – jakby to ona była winna….
Zarazem nie ma tu cierpiętniczo-romantycznego podejścia do tematu, mimo że wiele rzeczy strasznych. Dominują wątki ironiczno- tragikomiczno-prześmiewcze, takie do Hrabala mocno zbliżone, choć mam też skojarzenia z arcydziełem, jakim jest słynny „Cholonek” (zwłaszcza w wątku odwiedzanej przez mężczyzn panny Władzi, nazywanej przez sąsiadki „panną Bladzią”). To obraz prób zwykłego życia zwykłych ludzi w tamtym niezwykłym , bo wrogim człowiekowi systemie….
I jeszcze ta empatia Autorki wobec całego rodzaju ludzkiego, a nie tylko swoich (BTW: co to za sztuka akurat ich wielbić?). Dlatego stać ją na zestawianie sowieckich wywózek z Kresów po 1939 z wyrzucaniem Niemców z „Ziem Odzyskanych” (z których przecież część, np. Kotlina Kłodzka, nigdy nie była polska, a reszta – raptem kilkaset lat wcześniej i to też przecież nie w sensie etnograficznym).
„Od pierwszych dni wojny, a tym bardziej po wojnie miejscowość, do której co roku jeżdżono na całe lato, mówiło się: na wilegiaturę, stała się świętą praruską ziemią. Polacy nie mieli do niej prawa ni wjazdu. W odróżnieniu od szwabskiej ziemi, do której mieli prawa i wjazd, bo się im to od prawieków należało”.
„Lew ściga wołu, tygrys owcę, a człowiek nie powinien ścigać człowieka”.
„Jezdem autochtonka. Nist Dojcze. Jezdem Ślązaczka – chrypiała. (…) W końcu ją wywleczono”.
„Jak jeszcze raz mi powiesz hitlerówa czy szwabka, to popamiętasz sobie, to jest wypędzany człowiek, biedna kobieta. (…) Za ciężarówką gnał skomlący szwabski pies. Z pyska kapała mu szwabska, hitlerowska ślina”.
A i widmo polskiego (wcześniej niemieckiego) obozu koncentracyjnego w Łambinowicach też się tu wyłania….
Ekspatrianci nie przyjmują nowej rzeczywistości do wiadomości, a niektórzy przyjmują nową tożsamość. Ojciec chłopca-głównego bohatera ukrywa swą przeszłość oficera NSZ i mozolnie instruuje teściową: „– Mamo, dwa miesiące już uczę, że mama jest niepiśmienna chłopka. Mama nie zna żadnego francuskiego. Mama powinna mówić do Wacia Waciu, a nie wnusiu ani Bobo. Mama powinna mówić na przykład tak: idź se Waciu, polatać po polu. Albo: chodźże Waciu, żwawiej, bo wieje przeciąg”.
A nowa władza daleka jest bardzo od bycia litościwą:
„Ludowe wojsko polskie zwęgliło rodzinę Brylaków za to, że rodzina Brylaków nie uważała ludowego wojska polskiego za swoje ludowe wojsko polskie, wręcz odwrotnie”.
„Ma im powiedzieć natychmiast, czy jest aż trzy razy tak za tym, by granica między Polska a Niemcami była na Odrze i Nysie Łużyckiej, by został zniesiony po wieki wieków senat oraz by wszystko, co się rusza i co się nie rusza, zostało natychmiast upaństwowione”.
„W tych urzędach to całe rzeki donosów są, całe oceany, czasem myślę, że historia świata to tak naprawdę historia donosów i że jak one kiedyś ujrzą światło dzienne, to ludzkość zbaranieje, jak barany, że tylu ludzi na innych ludzi nic, tylko donosiło i donosiło”.
Najlepszy możliwy sposób obrony – zejść władzy z oczu:
„Jak komunizm na co popatrzy, to zaraz nie istnieje, jak czego nie widzi: istnieje. Jak się popatrzył na rodziców ojca, to przestali istnieć, wywiezieni gdzieś do Kazachstanu. A ojca wtedy nie dojrzał, bo ojciec był dobrze schowany w drewutni”.
„Postanowił jednak założyć dom i mieć dzieci, choć przyrzekł sobie, że nie zrobi tego nigdy, domy się traci a dzieci się gubią”.
Innym sposobem jest - pamiętać.
„Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem. Niedługo umrę i zostanie ze mnie i mojego świata tylko tyle, ile zapamiętasz”.
Zupełnie to inna rzecz Zyty Oryszyn niż jej poprzednio czytana „Najada” z lat 70. – na pewno zaś nie gorsza.
Inne cytaty:
„Nastąpił taki jeden straszny dzień, kiedy Hitler i Stalin podali sobie ręce, a Wszechmogący zamknął oczy i udał, że tego nie widzi”.
„Cuchnęły zgliszcza i dusze popalonych. Trupy rozkładały się smrodliwie. Wszędzie walały się szczątki, szmaty, papiery, podgniłe kości, połamane meble – trzeba było zatykać sobie nos. Śmierdziało stęchlizną, zepsutymi ziemniakami, zjełczałym tłuszczem, kocim mięsem, niepranymi łachami, niemytymi nogami, czarną, skawaloną krwią, łzami – łzy śmierdziały specjalnie: moczem i rybią łuską”.
„Ciągnęli losy, który z nich nie będzie spał całą noc, żeby dopaść wystawionego na korytarz kubła na śmieci, zanim uprzątnie go sprzątaczka. Z kubła wyjmowało się skórki po salcesonie, śledzie, niedojedzone plastry kaszanki, wyciśnięte cytryny, z których skapywał jeszcze sok”.
„Czasami tylko żałowała, że innym to dzieci umierają trochę później. Gdyby jej dzieci umierały na przykład dopiero dwudziestoletnie, to można by im chociaż Międzynarodówkę zagrać”.
„Gdyby natura stworzyła nas po to, byśmy sie doskonalili, nie sprawiałaby tego, że człowiek, miast pięknieć i mądrzeć, i młodnieć, staje się coraz starszy, brzydszy, i głupszy”.
Świetnie przetworzone, nielinearne opowieści o polskich uchodźcach po 1945 - bo tak wszak należy nazywać ekspatriantów z Kresów (a nie żadnych tam „repatriantów” – są nimi ci, którzy ojczyznę opuścili – tu było odwrotnie).
Ich losy Autorka opisała do lat 80. Skoro cały ten czas był chaosem i niepewnością, to i narracja rwana, z przeplatającymi się planami czasowymi. ...
Bardzo dobra literatura. Może nie do końca "mój" styl narracji, ale głęboko, wrażliwie i wielowymiarowo, blisko życia, napisana książka o tych, którzy się jako przesiedleńcy powojenni uwłaszczyli na ziemiach poniemieckiego Śląska. Zbyt rzadko podejmowany temat. Wydaje mi się, że nie jest to pisarka zaliczana do czołówki polskiej literatury. Nie rozumiem dlaczego.
Bardzo dobra literatura. Może nie do końca "mój" styl narracji, ale głęboko, wrażliwie i wielowymiarowo, blisko życia, napisana książka o tych, którzy się jako przesiedleńcy powojenni uwłaszczyli na ziemiach poniemieckiego Śląska. Zbyt rzadko podejmowany temat. Wydaje mi się, że nie jest to pisarka zaliczana do czołówki polskiej literatury. Nie rozumiem dlaczego.
Zyta Oryszyn należała w PRL-u do twórców drugiego obiegu. W 1972 roku napisała ostatnią
“Legalną” powieść. Po dziewięciu latach wydała w Niezależnej Oficynie Wydawniczej NOWA zbiór opowiadań. Ocalenie Atlantydy ukazało się już w wolnej Polsce w 2012 roku. Według słów autorki pisanie jej trwało szmat czasu – rozpoczęło się w drugim tysiącleciu, ukończone zostało w trzecim.
Paradoksalnie wiele treści tam zawartych dziś mogłoby obrazić obrońców polskości, tzw. “patriotów” i wszystkich tych, którzy uzurpują sobie prawo do określania tego, kto jest prawdziwym Polakiem. Dużo tam gorzkich słów o zachowaniach Polaków wobec innych.
[...]
całość:
https://www.speculatio.pl/ocalenie-atlantydy/
Zyta Oryszyn należała w PRL-u do twórców drugiego obiegu. W 1972 roku napisała ostatnią
“Legalną” powieść. Po dziewięciu latach wydała w Niezależnej Oficynie Wydawniczej NOWA zbiór opowiadań. Ocalenie Atlantydy ukazało się już w wolnej Polsce w 2012 roku. Według słów autorki pisanie jej trwało szmat czasu – rozpoczęło się w drugim tysiącleciu, ukończone zostało w...
Przez mikropowieśc przewija się wiele sławnych nazwisk,ato Brandys,a to Stachura, alenajważniejszymwątkiem są losy pewnej przeciętnej ślaśkiej rodziny.Poznajemy ich w przededniu II wojny swiatowej, poznajemy wojenne perypetie, póżniejsze szczeniece lata Polski Ludowej. Uciekli pod Sanok, dostali się do poniemieckiego domu.
W wojnę Misiakowa za pieniądze ocaliła najmłodszą córkę żydowskich sąsiadów Tereskę. Leśny Brzeg- nowe życie/ I ten brat,co nie przeżył,i baciaco nie dożyła wywolenia. Reminiscencje z eksterminacji Polaków i żydow ,dantejskie sceny rzutują na psychikę ocaleńców. portrety ludzi wykorzenionych. Żelazna kurtyna- próby ucieczki na Zachód, dywersja i walka dostępnymi środkami z włądzą ludowa- zbeszczeszczenie sztandaru przez nieznanych sprawców co przeprawiają WŁĄDZĘ na włądzię.
Niektórzy mieli niemeickie korzenie, przez co byli prześladowani. Kalejdoskop losów nakreślony z humorem, ironią i dużym talentem. Mistrzowsko dobrane bardzo znaczące epizody, sceny zapadające w pamięć.
Przez mikropowieśc przewija się wiele sławnych nazwisk,ato Brandys,a to Stachura, alenajważniejszymwątkiem są losy pewnej przeciętnej ślaśkiej rodziny.Poznajemy ich w przededniu II wojny swiatowej, poznajemy wojenne perypetie, póżniejsze szczeniece lata Polski Ludowej. Uciekli pod Sanok, dostali się do poniemieckiego domu.
W wojnę Misiakowa za pieniądze ocaliła najmłodszą...
Miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki. Oto Zyta Oryszyn, żona Edwarda Stachury, pisarka, która w czasach komuny publikowała w czasopismach drugiego obiegu postanowiła opowiedzieć o powojennych przesiedleńcach z ziem wschodnich na Dolny Śląsk. Liczyłam na ciekawą opowieść o pogmatwanych losach, trudach życia i odnajdywaniu się w nowej rzeczywistości. A tymczasem książka mnie nużyła, mylili mi się bohaterowie, forma niby na wysokim poziomie, ale w ogólnym rozrachunku męcząca. Nie związałam się z bohaterami, ich losy mnie nie chwyciły za serce. Szkoda, bardzo szkoda.
Miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki. Oto Zyta Oryszyn, żona Edwarda Stachury, pisarka, która w czasach komuny publikowała w czasopismach drugiego obiegu postanowiła opowiedzieć o powojennych przesiedleńcach z ziem wschodnich na Dolny Śląsk. Liczyłam na ciekawą opowieść o pogmatwanych losach, trudach życia i odnajdywaniu się w nowej rzeczywistości. A tymczasem...
Polską literaturę powojenną kojarzymy zwykle z tą współczesną: znanymi kryminałami i romansami, czasem z fantastyką, a także z poruszaniem tematyki II wojny światowej. Ważnym wątkiem poruszanym przez autorów jest jednak także kwestia migracji - tych bardziej współczesnych za chlebem, ale i dawniejszych - bo trzeba wrócić do kraju po przesunięciu granic. O tym drugim przypadku jest własnie Ocalenie Atlantydy.
Ocalenie Atlantydy to pozornie zbiór opowiadań, tak zresztą początkowo były publikowane poszczególne rozdziały, który zgrabienie łączy wątki wszystkich postaci pod koniec książki. W powieści obserwujemy losy kilku rodzin repatrianckich, które przybywają na ziemie odzyskane tuż po wojnie, by tam zacząć nowe życie.
Powieść pisana jest bardzo lekko i z humorem, co zaskakuje przy poruszanej tematyce - poważnej, czasem budzącej grozę. Bardzo często przedstawiana jest z perspektywy dzieci obserwujących świat, który nie jest dla nich w pełni zrozumiały, w którym dopiero uczą się żyć. W ich zachowaniu rzadko widać empatię czy przejawy współczesnych norm moralnych - te często są im obce i nic dziwnego: od dziecka obserwując zło świat, nie będąc uczonymi co dobre i złe, nie potrafią samodzielnie tego ocenić i bawią się na przykład w rozstrzeliwanie jeńców. Dorośli zresztą też z moralnością są na bakier i raczej nie można tego oceniać - to ludzie, którzy stracili wszystko, czasem nawet własną tożsamość, którzy nagle musieli odnaleźć się w nowym środowisku pozornej wolności i wszechobecnej biedy.
Ocalenie Atlantydy jest przede wszystkim powieścią o pamięci - o tym, co pozostaje, co odchodzi i w jaki sposób można to ocalić. Nie ukazuje kluczowych wydarzeń historycznych, jak robi to wiele innych powieści, a proste życie zwykłych ludzi, normalne wydarzenia, jakich było wiele i jakie niejedna rodzina przesiedleńcza mogłaby opowiedzieć. To właśnie im dodaje znaczenia Oryszyn, bo to one tworzą tożsamość.
Ocalenie Atlantydy jest powieścią ważną, ciekawą i wartą uwagi nie tylko osób, które interesuje problematyka migracji i stosunków między ludźmi na ziemiach odzyskanych. To historia doskonale ukazująca poszukiwanie własnej tożsamości, dorastanie w trudnych warunkach, ale także rozlicza nas z historią i ukazuje, że nie zawsze byliśmy (my jako naród) tak dobrzy i sprawiedliwi, jak myślimy.
---
Opinia także na coffee-kafes.blogspot.com
Polską literaturę powojenną kojarzymy zwykle z tą współczesną: znanymi kryminałami i romansami, czasem z fantastyką, a także z poruszaniem tematyki II wojny światowej. Ważnym wątkiem poruszanym przez autorów jest jednak także kwestia migracji - tych bardziej współczesnych za chlebem, ale i dawniejszych - bo trzeba wrócić do kraju po przesunięciu granic. O tym drugim...
„Myślę, że chciałam opisać na podstawie mojego skromnego życiorysu niesamowicie wkorzenioną w ludzkość przywarę - zawłaszczyć, przywłaszczyć, zabrać, wszystko jedno co: wiedzę, ubranie, czyjeś życie, wszystko jedno. Tak się dzieje w każdej epoce. To nie jest cecha tylko tych przesiedleńców. Co takiego się dzieje w człowieku, że jest normalny, normalny, a potem bach! - idzie drugiemu człowiekowi zabrać miedzę? Po prostu dziab! Wystarczy godzina zero, kiedy człowiek jest bezkarny. Nawet jeśli generalnie jest wierzący, miał ciężkie życie, zaznał cierpienia i niesprawiedliwości.”* –
Tymi słowami opisuje swoją książkę „Ocalenie Atlantydy” Zyta Oryszyn. Autorka przedstawia losy polskich przesiedleńców, którzy próbują założyć nowy dom na terenach Dolnego Śląska, który był zamieszkiwany przez Niemców. Ludzie ze wschodu zostają zmuszeni do opuszczenia swoich domów. Stają się właścicielami „poniemieckich” mieszkań, domostw, niektórym łatwo wkomponować się w nowe życie. Oryszyn stosuje ciekawy zabieg - oddaje głos dzieciom, to głównie z ich perspektywy obserwujemy codzienne zmagania ich rodzin z peerelowską, groteskową rzeczywistością. Jedni tak jak Bobo muszą stać się kimś innym, nakreślić własną biografię od nowa, porzucić przeszłość, imię, nazwisko i stać się Wackiem, synem zwykłego chłopa i zapomnieć o dawnej tożsamości. Ich dzieciństwo nie jest lukrowane, przewijają się okrutne zabawy będące echem wojny, nieustannego ukrywania się, śmierci ujętej w kategoriach codzienności.
Tożsamość. To stan, którego nieustannie poszukują i gubią bohaterowie powieści tak jak własne domy. Marcyś, który miał urodzić się dziewczynką, ale stało się inaczej, wbrew oczekiwaniom nadopiekuńczej matki, traci swój rodziny dom i rodzinę. Jego życie pęka jak bańka mydlana.
Pamięć. Jedna z bohaterek Ola słyszy od swojej babki słowa – zaklęcia:
„Teraz – powiedziała – jesteś moim jedynym schronem, nie ty musisz się chować, lecz mnie przechowywać, mój świat i cioci Emi. Twoja pamięć to zrobi. Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem. Niedługo umrę i zostanie wtedy ze mnie i mojego świata tylko tyle, ile zapamiętasz”. (s. 25)
Z kolei Marcyś podobne słowa słyszy od pana Dybuka, strażnika „nieistniejącej budowy”. Chłopak jednak nie rozumie tych słów, nie pamięta przeszłości, która składa się z fragmentów snów, zapachów, nieokreślonych fantazji. Postać pana Dybuka jest równie tragiczna, naznaczona widmem śmierci rodziny „zgładzonej w piachach Kazachstanu” oraz „zagazowanej w Treblince”(s. 189). Dla niego pamięć to wszechświat, nieprzerwany łańcuch, który można przekazać kolejnemu pokoleniu, ocalając cząstkę samego siebie. Dybuk przekazuje Marcysiowi jego historię, opowieść o nagłym zniknięciu jego babki Walewskiej i starszego brata Olka.
Historia rzeczy. Przedmioty przypominają o dawnych lokatorach, o dawnym życiu. Opowiadają własną historię, zmieniają swoich właścicieli, niszczeją lub stają się przedmiotem handlu. Zdają się nawet dominować nad ludzkim życiem, pobudzając prymitywne instynkty. Obok rzeczy dominują zapachy, które również określają rzeczywistość, świat pozostawiony po kimś ale i wojenną przeszłość, cuchnącą wonią rozkładu:
„Cuchnęły zgliszcza i dusze popalonych. Trupy rozkładały się smrodliwie. Wszędzie walały się szczątki, szmaty, papiery, podgniłe kości, połamane meble – trzeba było zatykać sobie nos. Śmierdziało stęchlizną, zepsutymi ziemniakami, zjełczałym tłuszczem, kocim mięsem, niepranymi łachami, niemytymi nogami, czarną, skawaloną krwią, łzami – łzy śmierdziały specjalnie: moczem i rybią łuską.” (s.127)
Atlantydą w opowieściach Zyty Oryszyn są miejsca utracone, obleczone w popioły, mgłę czy dziecięce sny. Jej ocalenie dokonuje się poprzez korzenie pamięci, proces przekazywania, opowiadania tego, co pozostało we wspomnieniach. Bohaterowie są ze sobą powiązani nicią bolesnej, polskiej historii. To postacie niezakorzenione, bezdomne zarówno fizycznie jak i duchowo. Oszukani przez peerelowską iluzję świata utopijnego, szczęśliwego, obiecującego azyl i prawdziwy, stabilny dom. Jednak to nie są ich domy, nie śpią oni na swoich poduszkach, nie piją herbaty ze swoich szklanek, wszystko co ich otacza, to świat utracony przez dawnych niemieckich właścicieli.
*Słowa pochodzą z wywiadu: Chciałam wytłumaczyć, o czym napisałam swoją ostatnią książkę.
„Myślę, że chciałam opisać na podstawie mojego skromnego życiorysu niesamowicie wkorzenioną w ludzkość przywarę - zawłaszczyć, przywłaszczyć, zabrać, wszystko jedno co: wiedzę, ubranie, czyjeś życie, wszystko jedno. Tak się dzieje w każdej epoce. To nie jest cecha tylko tych przesiedleńców. Co takiego się dzieje w człowieku, że jest normalny, normalny, a potem bach! - idzie...
Bardzo dobra książka, moja pierwsza tej pisarki. Świetnie napisana. Szkoda tylko, że po pierwszym rozdziale myślałam, że to oddzielne opowiadania. Bo losy bohaterów jednak się splatają ze sobą i w zasadzie; kończąc książkę; powinnam przeczytać ha jeszcze raz :-)
Bardzo dobra książka, moja pierwsza tej pisarki. Świetnie napisana. Szkoda tylko, że po pierwszym rozdziale myślałam, że to oddzielne opowiadania. Bo losy bohaterów jednak się splatają ze sobą i w zasadzie; kończąc książkę; powinnam przeczytać ha jeszcze raz :-)
"Czasami tylko żałowała, że innym to dzieci umierają trochę później. Gdyby jej dzieci umierały na przykład dopiero dwudziestoletnie, to można by im chociaż Międzynarodówkę zagrać."
"Ocalenie Atlantydy" pisało się Zycie Oryszyn co najmniej dwadzieścia kilka lat. Choć książka nie jest bardzo długa. Za to mocno przeładowana różnorodnymi losami ludzi ocalonych ze wschodniej Atlantydy i nakazem czasów przeniesionych z praruskich ziem na wschodzie, na od-zawsze-piastowskie tereny na zachodzie.
Bohaterowie "Ocalenia Atlantydy", choć pozornie różni, są w gruncie rzeczy pod jednym względem do siebie podobni. Łączy ich przeraźliwy smutek, chęć przeżycia połączona z fatalnym przekonaniem, że to się nie może udać. I nie udaje się, mimo starań, włożonej pracy, pozorów normalności. Oni - ocaleńcy żyją, lecz na wpół martwi, wtłoczeni w przerażające powojenne realia stalinizmu, potem smutny "socjalizm z ludzką twarzą", wreszcie postawieni wobec fenomenu Solidarności. Czasem umierają - od chorób, ze starości, często z rąk komunistycznych oprawców, wobec których pozostają w opozycji, albo z którymi współpracują. Powszechnie panująca paranoja i opresyjność stalinowskiego systemu nie oszczędzały nikogo... Do każdych drzwi mogli zapukać nad ranem i wyprowadzić w kajdankach, ze spuszczoną głową, pogodzonych z losem ocaleńców Atlantydy, zamieszkujących Leśną Przystań, która jeszcze wczoraj, gdy prastare piastowskie ziemie były wciąż jeszcze niemieckie, nazywała się Wald-coś tam.
Książka Oryszyn jest mocno rozpoetyzowana. Niby pisana prozą, jednak zachowuje pewne elementy liryki. Są tu zresztą wiersze, występują poeci. Pewne figury powtarzają się - żelazna kurtyna, całowanie drewnianych ust, rodzenie martwych dzieci... Jak refren. Autorka pisze w lekki, pełen ironii sposób o sprawach strasznych. To nie jest klasyczna powieść. Bohaterowie pojawiają się, budzą naszą sympatię (albo antypatię) i przepadają bez wieści, by odnaleźć się kilkadziesiąt lat później we wspomnieniach, rozmowach innych bohaterów. Dolnośląski świat Oryszyn choć ma pozory realności, jest przaśny, biedny i powojenny, wydaje się pozostawać w sferze snu. Śnią ludzie wyrwani ze swojej małej wschodniej ojczyzny i przeniesieni gwałtem na Dolny Śląsk, skąd wysiedlono innych ludzi. O ich obecności świadczą przede wszystkim sprzęty, odziedziczone przez Atlantydów.
Czy podobało mi się "Ocalenie Atlantydy"? Raczej tak. Zdecydowanie odpowiada mi styl pisania autorki - liryka miesza się tu z okrucieństwem. Powaga i sprawy ostateczne z ironią podsyconą lekką nutką niechęci wobec niektórych, co paskudniejszych indywiduów zamieszkujących tzw. Ziemie Odzyskane.
Polecam, ale nie każdemu. Raczej tym, którzy lubią zabawę słowem, niż osobom, chcącym zagłębić się w biografie Kresowiaków.
"Czasami tylko żałowała, że innym to dzieci umierają trochę później. Gdyby jej dzieci umierały na przykład dopiero dwudziestoletnie, to można by im chociaż Międzynarodówkę zagrać."
"Ocalenie Atlantydy" pisało się Zycie Oryszyn co najmniej dwadzieścia kilka lat. Choć książka nie jest bardzo długa. Za to mocno przeładowana różnorodnymi losami ludzi ocalonych ze wschodniej...
Było to moje pierwsze spotkanie z powieścią Zyty Oryszyn - bardzo udane i zachęcające do sięgnięcia po jej inne książki.
Przede wszystkim spodobał mi się klimat i styl, w których prostota przeplata się z wyszukaną ornamentyką i finezją, a liryzm sąsiaduje z dosadnością i czarnym humorem. Dużo tu melancholii, nostalgii, tęsknoty za dzieciństwem i przedwojennymi czasami.
Autorka świetnie pokazała na przykładzie kilku rodzin, czym są polskość, patriotyzm i wierność samemu sobie, jakie zniszczenia niosą ze sobą wojna oraz totalitaryzm, jak tragiczna było dla Polaków zamiana faszyzmu na komunizm.
Doskonale uchwycony został kontrast między czasami II Rzeczpospolitej i siermiężnymi dekadami PRL-u. Obrazują to losy bohaterów, którzy zmuszeni zostali do opuszczenia rodzinnych stron i osiedlenia się na tzw. Ziemiach Odzyskanych. W ich życiu wciąż pojawiają się absurdy będące nieodłącznym elementem reżimu komunistycznego, nikomu jednak nie jest do śmiechu, gdy okazuje się, że za niewinny żart trzeba zapłacić więzieniem albo karą śmierci.
Czyta się tę powieść szybko, mimo poważnej tematyki. Dzieje się tak za sprawą interesującej treści, błyskotliwego stylu i oryginalnego spojrzenia na opisywany świat z perspektywy dziecięcego bohatera, który często tłumaczy sobie trudne sprawy na swój rozbrajający sposób (za przykład posłużyć mogą rozważania na temat żelaznej kurtyny czy dziwnej wolności po 1945 roku, która wcale nie okazała się wolnością).
"Ocalenie Atlantydy" to także metaforyczna opowieść o sile pamięci, która pozwala ocalić od zapomnienia to, co ważne, cenne i ponadczasowe ("Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem").
Polecam przede wszystkim tym, którzy interesują się współczesną historią i lubią zgłębiać ją przez pryzmat zwyczajnych ludzi.
Było to moje pierwsze spotkanie z powieścią Zyty Oryszyn - bardzo udane i zachęcające do sięgnięcia po jej inne książki.
Przede wszystkim spodobał mi się klimat i styl, w których prostota przeplata się z wyszukaną ornamentyką i finezją, a liryzm sąsiaduje z dosadnością i czarnym humorem. Dużo tu melancholii, nostalgii, tęsknoty za dzieciństwem i przedwojennymi czasami....
Mocna, jak mleczko z maku rozrobione z bimbrem, przesycona ogromem barw i emocji w dusznym dymie z cygara zwiniętego z liścia kapusty, powieść. Książka o niełatwych dla życia czasach wojny i narodzinach PRL-u. O nowym życiu na starosłowiańskim, z dziada pradziada pradawnym polskim Dolnym Śląsku – ziemi odzyskanej od szwabów i hitlerowców i danej przesiedleńcom ze Wschodu. Pogmatwana, jak ta opinia, ale nadzwyczaj bogata i dowcipna narracja przedstawia zawikłane ludzkie losy w pokrętnej rzeczywistości. „Los nigdy nie próżnuje. Zawsze ma czymś ręce zajęte, jak nie kosą, to karabinem. Jak nie szabelką, to z powrósła śmiertelną pętelką. Historia człowieka to właściwie tylko historia choroby i historia żałoby, nic więcej. To nie tylko zresztą historia choroby i żałoby prześladowanego. Ale i prześladowcy. Tyle że ludzie za bardzo przyzwyczajają się do myśli, że jest inaczej. Ta myśl jak parkan zasłania ludziom groby, które na nich czekają”. Na kilkanaście godzin obezwładniony i bezwolny utknąłem w sidłach zastawionych przez Zytę Oryszyn, choć przecież tyle ważnych spraw było do załatwienia...
Mocna, jak mleczko z maku rozrobione z bimbrem, przesycona ogromem barw i emocji w dusznym dymie z cygara zwiniętego z liścia kapusty, powieść. Książka o niełatwych dla życia czasach wojny i narodzinach PRL-u. O nowym życiu na starosłowiańskim, z dziada pradziada pradawnym polskim Dolnym Śląsku – ziemi odzyskanej od szwabów i hitlerowców i danej przesiedleńcom ze Wschodu....
Atlantyda zaginela. Ocalenie jej ma sie odnosic do ocaleniu i pamieci zycia w PRL - u. Do tego dochodza udreki wojny i przesiedlencow. Postaci staraja sie byc wpleceni w anegdoty i plotki. Wielu bohaterow sie gubi. I to doslownie. Na wzglad i szacunek dla autorki ale... ksiazka po prostu meczy.
Atlantyda zaginela. Ocalenie jej ma sie odnosic do ocaleniu i pamieci zycia w PRL - u. Do tego dochodza udreki wojny i przesiedlencow. Postaci staraja sie byc wpleceni w anegdoty i plotki. Wielu bohaterow sie gubi. I to doslownie. Na wzglad i szacunek dla autorki ale... ksiazka po prostu meczy.
"Ocalenie Atlantydy", czyli opowieść o życiu przesiedleńców ze wschodu na Ziemie Odzyskane (skądinąd dość kontrowersyjna nazwa) w czasach zaraz po zakończeniu II wojny światowej jest dla mnie kolejnym przykładem jak pisać, żeby nie napisać porywającej historii. Materiał fabularny jest bogaty, wyobraźcie sobie losy ludzi, których historia wrzuciła do poniemieckiej kamienicy, w prawie ciepłą poniemiecką pościel, gdzie jak w filmie jeszcze herbata paruje na stole a domownicy zniknęli. Z takiej materii autorka wyplotła mizerny dywanik, słomiana makatkę - żadna postać nie fascynuje, żadna nie budzi emocji, nie wkurza, nie oburza, po prostu nic.
Mam trochę poczucie, że książka jest napisana zbyt finezyjnie i zbyt kunsztownie, przerost formy nad treścią. Jeśli ktoś daje się unieść bogatej formie - to będzie książka dla niego/niej.
"Ocalenie Atlantydy", czyli opowieść o życiu przesiedleńców ze wschodu na Ziemie Odzyskane (skądinąd dość kontrowersyjna nazwa) w czasach zaraz po zakończeniu II wojny światowej jest dla mnie kolejnym przykładem jak pisać, żeby nie napisać porywającej historii. Materiał fabularny jest bogaty, wyobraźcie sobie losy ludzi, których historia wrzuciła do poniemieckiej kamienicy,...
Zyta Oryszyn należy do grona polskich pisarek, o których bardzo dobrze mówią recenzenci, a której dorobek w małym stopniu obecny jest w świadomości czytelników.
Tytuł ostastniej książki należy tłumaczyć w nawiązaniu do mitologii. Mityczną Atlantydą pisarki jest ludzka pamięć, pamięć pokoleń, które są i odchodzą. Jedna z bohaterek mówi: „...mnie musisz przechować, mój świat i cioci Emi. Twoja pamięć to zrobi. Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem. Niedługo umrę i zostanie ze mnie i mojego świata tylko tyle, ile zapamiętasz...”
Rzecz dzieje się w powojennych polskich realiach społeczno-politycznych. Mała część książki ma odniesienia do II wojny i przedwojnia. Miejscem akcji są Ziemie Odzyskane. To tutaj z wyroku historii (w każdym razie jałtańskiej wielkiej trójki) przyjechały ze Wschodu rzesze ludzi Polaków. Zamieszkali w domach, gdzie jeszcze żyli dotychczasowi właściciele Niemcy. Trauma wojenna Polaków nałożyła się na dramaty Niemców. Bo przed frontem nie uciekali przede wszystkim Niemcy przeciwnicy Hitlera. Zostali też autochtoni, Ślązacy. Tymczasem zwycięzcy wszystkich traktowali tak samo – jako hitlerowców. Kiedy po armii władzę przejmowała polska administracja, osadzała w jednym domu przypadkowych sąsiadów. Dotychczasowi i nowi lokatorzy musieli żyć razem, rodziły się konflikty.
Na to nałożyła się ideologizacja kraju w duchu stalinowskim, represje aparatu bezpieczeństwa, utrwalanie podziału Europy na dwa światy rozdzielone żelazną kurtyną. W tych partiach książki jest dużo karykatury i groteski. Można odnieść wrażenie, że książka tak będzie zbudowana. Z wykorzystaniem języka ironii, paraboli; że będzie humorystycznie do końca. Jednak śmiech, gdyby pojawił się u czytelnika szybko zamiera. Absurdy językowe, purnonsensy, prymitywizm reakcji, gruboskórność, ale i porywy serca, sąsiedzkie swary, zwykłość życia, mają ciągi dalsze, o których bardzo chciałoby się zapomnieć. Za często były to wówczas drogi wiodące do więzienia, śmierci, poniżenia.
Zyta Oryszyn należy do grona polskich pisarek, o których bardzo dobrze mówią recenzenci, a której dorobek w małym stopniu obecny jest w świadomości czytelników.
Tytuł ostastniej książki należy tłumaczyć w nawiązaniu do mitologii. Mityczną Atlantydą pisarki jest ludzka pamięć, pamięć pokoleń, które są i odchodzą. Jedna z bohaterek mówi: „...mnie musisz przechować, mój...
Opowiść o losach przesiedleńców powojennych,temat ciekawy,ale czy zaostał przedstawiony w tej książce wystarczająco ciekawie.Poznajemy bohaterow ich emocje,uczucia,brak zrozumienia dla ustroju który ówczas panował w Polsce.
Czytałam tą ksiązke stosunkowo długo co do jej obiętości chwilami nużąca ,czasami można się pogubić.
Ksiązka warta uwagi ale daleka byłabym od wielkiego zachwytu.
Opowiść o losach przesiedleńców powojennych,temat ciekawy,ale czy zaostał przedstawiony w tej książce wystarczająco ciekawie.Poznajemy bohaterow ich emocje,uczucia,brak zrozumienia dla ustroju który ówczas panował w Polsce.
Czytałam tą ksiązke stosunkowo długo co do jej obiętości chwilami nużąca ,czasami można się pogubić.
Ksiązka warta uwagi ale daleka byłabym od wielkiego...
Zyta Oryszyn po ponad 20 latach nieobecności na scenie literackiej powraca w wielkim stylu. Jej najnowsza powieść "Ocalenie Atlantydy" doczekała się miana ponownego debiutu. Coś w tym jest – na początku lat 70. uznawana za jedną z najciekawszych osobowości twórczych, dekadę później zeszła do podziemia i publikowała swoje nieliczne teksty w niezależnych oficynach. Nielicznym, którzy pamiętają jej nazwisko, Oryszyn zapisała się w pamięci chyba bardziej jako była żona Edwarda Stachury niż jako talent literacki. A jednak, co się odwlecze, to nie uciecze.
"Ocalenie Atlantydy", które przyniosło życie Oryszyn Nagrodę Literacką Gdynia i nominację do Nike, to zbiór opowiadań, które można potraktować jako powieściową całość. Bohaterami książki są rodziny przesiedleńców z różnych, często odległych stron II Rzeczypospolitej, które w 1946 roku trafiają na Ziemie Odzyskane, do Leśnego Brzegu pod Wrocławiem. Po wojennej zawierusze w jednym domu muszą współistnieć całkowicie odmienne światy – przybysze z Wileńszczyzny i zza Buga, wyniesieni przez komunistyczną władzę chłopi i mieszczanie ukrywający swoje burżuazyjne pochodzenie. Ludzie, których życie pokiereszowała wojna, ale przede wszystkim dzieci. Bo to ich oczami oglądamy świat, w którym wszystko stanęło na głowie.
Hanna Krall w swojej przedmowie do "Ocalenia Atlantydy" pisze o Oryszyn: "Peerel był pospolity, nijaki i pozbawiony formatu. Pod jej piórem nabrał znaczeń, głębi i tajemnicy". Trudno o lepsze podsumowanie zawartości tak niezwykłej książki. Bo najnowsza proza autorki "Madam Frankensztajn" nie ma w naszej literaturze precedensu pod względem przedstawiania siermiężnej rzeczywistości pierwszych lat komunizmu. "Ocaleniu Atlantydy" bliżej do zmysłowej prozy Hrabala niż rozliczeniowych opowieści podlanych martyrologią. "Ocalenie Atlantydy" mówi o rzeczach strasznych i skomplikowanych, grozę stalinowskiego reżimu przełamując jednak groteską i czarnym humorem.
Więcej na: http://kulturaonline.pl/ksiazka,do,walizki,ocalenie,atlantydy,tytul,artykul,15963.html
Recenzja pochodzi z portalu kulturaonline.pl
Zyta Oryszyn po ponad 20 latach nieobecności na scenie literackiej powraca w wielkim stylu. Jej najnowsza powieść "Ocalenie Atlantydy" doczekała się miana ponownego debiutu. Coś w tym jest – na początku lat 70. uznawana za jedną z najciekawszych osobowości twórczych, dekadę później zeszła do podziemia i publikowała swoje...
Nie dokończylam tej książki. Bohaterem jest grupa osób, a myślałam, że to historia jednej rodziny, zupełnie pogubiłam się kto jest kto. Przy wolnym czytaniu i nawracaniu do początku okazuje się, że historie opowiadane są fajne, lecz giną zupełnie pod formą, ba i przez tą formę, książka jest dla mnie niezjadliwa, z serii "ambitnej prozy nie-do-czytania" :(
Nie dokończylam tej książki. Bohaterem jest grupa osób, a myślałam, że to historia jednej rodziny, zupełnie pogubiłam się kto jest kto. Przy wolnym czytaniu i nawracaniu do początku okazuje się, że historie opowiadane są fajne, lecz giną zupełnie pod formą, ba i przez tą formę, książka jest dla mnie niezjadliwa, z serii "ambitnej prozy nie-do-czytania" :(
Znakomita książka, literatura najwyższych lotów - bardzo już rzadkie dzisiaj w polskiej prozie połączenie wspaniałego stylu, pełnego finezji i zarazem prostoty, i prawdy, głębokiego zrozumienia tego, o czym się pisze. Empatii i ironii. Bez histerii i bez znieczulenia. I bez pustych zdań - z kart tej książki można dowiedzieć się o PRL-u więcej niż z wielu społeczno-historycznych rozpraw. Można dowiedzieć się więcej o życiu w ogóle, w przeciwieństwie do wielu, wielu innych książek.
Znakomita książka, literatura najwyższych lotów - bardzo już rzadkie dzisiaj w polskiej prozie połączenie wspaniałego stylu, pełnego finezji i zarazem prostoty, i prawdy, głębokiego zrozumienia tego, o czym się pisze. Empatii i ironii. Bez histerii i bez znieczulenia. I bez pustych zdań - z kart tej książki można dowiedzieć się o PRL-u więcej niż z wielu...
Kolejna książka o życiu na "Ziemiach Odzyskanych" po drugiej Wojnie Światowej.Ja pamiętam inaczej i co innego.Oczywiście jest to kreacja artystyczna i opisując zbrodniczy i absurdalny system, autorka uwypukla to,co uważa za najważniejsze.W warstwie emocjonalnej pewne odczucia bohaterów są zbieżne z moimi z dzieciństwa.Jest także podstawowa różnica.Nasza rodzina nie była wysiedlona na Dolny Śląsk,tylko zamieszkała tam dobrowolnie.Książka ciekawa i świetnie napisana.Rozpoczynam poszukiwania poprzedniej twórczości autorki.
Kolejna książka o życiu na "Ziemiach Odzyskanych" po drugiej Wojnie Światowej.Ja pamiętam inaczej i co innego.Oczywiście jest to kreacja artystyczna i opisując zbrodniczy i absurdalny system, autorka uwypukla to,co uważa za najważniejsze.W warstwie emocjonalnej pewne odczucia bohaterów są zbieżne z moimi z dzieciństwa.Jest także podstawowa różnica.Nasza rodzina nie była...
"Ocalenie Atlantydy" to mozaika przedziwnych historii przesiedleńców, którzy po wojnie trafili na Dolny Śląsk i próbowali tam jakoś ułożyć sobie życie. Bohaterowie powieści, okaleczeni przez wojnę starali się przeżyć biedę i piekło czasów stalinowskich oraz absurdy późniejszego socjalizmu. Warto przeczytać.
"Ocalenie Atlantydy" to mozaika przedziwnych historii przesiedleńców, którzy po wojnie trafili na Dolny Śląsk i próbowali tam jakoś ułożyć sobie życie. Bohaterowie powieści, okaleczeni przez wojnę starali się przeżyć biedę i piekło czasów stalinowskich oraz absurdy późniejszego socjalizmu. Warto przeczytać.
,,Kunsztowny, finezyjny obraz losów przesiedleńców i ich dzieci, którzy po wojnie osiadają w poniemieckim miasteczku na Dolnym Śląsku. Lekko groteskowa opowieść o sposobach na przeżycie w nowej, absurdalnie niebezpiecznej i wciąż zmieniającej się rzeczywistości, w czasach, gdy wszystko było polityczne i światopoglądowe. Panorama obejmująca okres od II wojny do stanu wojennego."
Zyta Oryszyn, a właściwie Anna Zyta Kaczyńska z domu Bartkowska urodziła się 16 sierpnia 1940 w Zagórzu k. Sanoka. Kobieta to polska pisarka, dziennikarka, tłumaczka. ,,Ocalenie Atlantydy" to pierwsza od dwudziestu lat powieść Zyty Oryszyn.
Babcia Mania znajdowała się w schronie. Wciąz ją coś dusiło i kaszlała, pomimo tego, ze było zabronione. Gdyby ktoś ją usłyszał mogło by stać im się coś złego lub mogliby stracić życie. Chodziły pogłoski, że będzie wojna. Niemcy i Sowieci chcieli napaść na Polskę. Gdy wpadli na podwórze ludzie zaczęli uciekać na zachód, na ziemie odzyskane. Byli niewykształceni, chcieli uciekać do rzeki Kongo, gdyż myśleli, że się tam znajduje. Jak można się domyślić - nie znaleźli jej. Dostali się na zachód, były tam domy piętrowe, nie było lasów, były pola. Postanowili się tam osiedlić. Wszystko było tam inne, niż dotychczas...
Książka opowiada o losach ludzi po wojnie, dokładnie o przesiedleńcach. Jest to kolejna ksiażka Zyty Oryszyn, jednak została ona napisana dopiero po upływie 20 lat od wydania ostatniej pozycji. Mimo wszystko bardzo się cieszę, że powstała.
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, jednak mam nadzieję, że nie ostatnie. Bardzo spodobał mi się jej styl pisarski, sposób, w jaki opisywała wydarzenia zwiążane z bohaterami.
Język książki jest prosty, zrozumiały, książkę czyta się bardzo szybko. Temat też jest bardzo wzniosły, ważny, trzeba mówić o życiu po wojnie. Było to już moje kolejne spotkanie z tą tematyką , jednak mam nadzieję, że nie ostatnie.
,,Ocalenie Atlantydy" polecam wszystkim, którzy chcą poznać losy ludzi po zakończeniu II wojny światowej.
Moja ocena : 8/10
,,Kunsztowny, finezyjny obraz losów przesiedleńców i ich dzieci, którzy po wojnie osiadają w poniemieckim miasteczku na Dolnym Śląsku. Lekko groteskowa opowieść o sposobach na przeżycie w nowej, absurdalnie niebezpiecznej i wciąż zmieniającej się rzeczywistości, w czasach, gdy wszystko było polityczne i światopoglądowe. Panorama obejmująca okres od II wojny do stanu...
Musiałam odpocząć od tzw. Wielkiej, twardej Historii, oczywiście, wciąż lubię książki o tematyce historycznej, ale miałam ochotę na cos lżejszego, bo jak sobie uświadomiłam czytałam ostatnio prozę wyłącznie, z dramatami w tle. Opis „Ocalenia Atlantydy” mnie po prostu zaintrygował. Ciekawił mnie zwłaszcza ów czarny humor. Zastanawiałam się, czy żarty z takiej masowej tragedii, będą smaczne, czy się udadzą… czy wywołają uśmiech, czy raczej niesmak… Miałam obawy…
Zyta Oryszyn, pokazuje wielokulturowy świat. Akcja zaczyna się w roku 1939 Na Wschodzie, chociaż, na ówczesne warunki geo-polityczne RP to prawie Centrum. Ale rzecz zaczyna się pod Sanokiem, wybucha wojna, ludzie chcą uciekać, ale mija kilka dni, gdy od Wschodu również rozpoczyna się inwazja. Nie ma gdzie uciekać, pozostaje ukrywanie się. Gdy Wojna się kończy, rozpoczynają się przesiedlenia na Wschód, wielu ich nie przeżyje, ci którym się to uda trafią do obcych miejsc z których trzeba będzie wyrzucić tymczasowych „lokatorów”. Na Ziemiach Odzyskanych spotkamy różnych ludzi, z różnych sfer, różnych stron Polski.
Autorka opisuje to odnajdowanie się w nowym miejscu, w nowych, ciekawych czasach. Sposób w jaki opisuje lata, bądź co bądź, bardzo mroczne.
Nie chcę się porywać o czym Autorka pisze dokładnie, bo moim zdaniem nie ta się tego opowiedzieć. Trzeba wejść do tego świata, który wywarł na mnie wrażenie ciemnego i chłodnego, ale jednocześnie książka nie przygnębia. Wręcz przeciwnie. Bardzo dobrze i szybko się ją czyta. Rozdział za rozdziałem i nim się zorientowałam. Bach!! Koniec książki. Zwłaszcza, że Autorka, sądząc po biografii wie o czym pisze. Warta polecenia lektura!
Zainteresowała mnie ta tematyka. Chyba będę musiała poszukać podobnych książek…
Musiałam odpocząć od tzw. Wielkiej, twardej Historii, oczywiście, wciąż lubię książki o tematyce historycznej, ale miałam ochotę na cos lżejszego, bo jak sobie uświadomiłam czytałam ostatnio prozę wyłącznie, z dramatami w tle. Opis „Ocalenia Atlantydy” mnie po prostu zaintrygował. Ciekawił mnie zwłaszcza ów czarny humor. Zastanawiałam się, czy żarty z takiej masowej...
Przyznam szczerze, że niewiele mi mówiło nazwisko autorki. Zachęcił mnie opis na okładce i blurby napisane przez Hannę Krall i Janusza Andremana, z których wynika, że powieść Zyty Oryszyn to jedno z najważniejszych dokonań polskiej literatury współczesnej, opowiadające w sposób głęboki i tajemniczy o powojennych losach przesiedleńców z ziem wschodnich, którzy znaleźli się na Dolnym Śląsku.
A tych przesiedleńców na kartach powieści jest mnóstwo i nie sposób ich spamiętać. Każdy z nich ma swoją historię, nie są to opowieści o Historii- ot zwykłe sprawy, zwykłych ludzi. Choć, czy takich zwykłych?
Oryszyn stworzyła galerię nietuzinkowych postaci. Poznajemy zatem Pana Stasiulka, który odkąd pocałował drewniane usta stracił wiarę we wszystko, Pana Kilowskiego, który jako jedyny został pochowany w niebieskich skarpetkach, znajdy, która jest uznawana za Psychiczny Fenomen, Adelajdy Zaumer, która nie chciała udawać chłopki i uszyła sobie sukienkę z firanki, Mietka Szczęsnego, który wierzył w solipsystyczne teorie o znikaniu rzeczy po zamknięciu oczu. Jest jeszcze historia rodziny Kanastów- producentów najdelikatniejszej porcelany niemieckiej.
Oryszyn funduje czytelnikowi narrację prowadzoną z wielu perspektyw, wiele historii jest tylko zarysowanych, a anegdoty mnożą się w nieskończoność, tak jakby każdy z bohaterów musiał coś od siebie dodać, by pozostawić po sobie jakiś znak. Ten ogromny strach przed unicestwieniem można rozwiać tylko przez pamięć będącą jedynym schronem, który ocali tamten świat.
Oryszyn zabiera nas zatem najpierw w okolice Sanoka, gdzie w schronie próbuje przetrwać polska rodzina wraz z uciekinierami z innych rejonów Polski, którzy chcą uciec na Węgry. Jest rok 1939, przed wybuchem wojny.
Następnie przenosimy się nieco w czasie i wędrujemy na Ziemie Odzyskane, do Leśnego Brzegu, gdzie w poniemieckiej kamienicy żyją obok siebie ludzie etnicznie zróżnicowani. Są to czasy ponurego stalinizmu i czarnej wołgi, z której już się nie wracało. Poznajemy losy poszczególnych postaci aż do momentu ogłoszenia stanu wojennego.
„Ocalenie Atlantydy" to napisana przepiękną polszczyzną powieść o zwykłych ludziach, w których spokojne i poukładane życie wtargnęła nagle Historia. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, pytanie o to, czym jest ojczyzna, czy jest ona czymś, co leży wewnątrz, czy też jest to kawałek ziemi otoczony granicami? To również próba ocalenia tamtego świata, tamtego kawałka historii w sposób nieco oniryczny i zacierający granice między rzeczywistością, a fantasmagorią.
Przyznam szczerze, że niewiele mi mówiło nazwisko autorki. Zachęcił mnie opis na okładce i blurby napisane przez Hannę Krall i Janusza Andremana, z których wynika, że powieść Zyty Oryszyn to jedno z najważniejszych dokonań polskiej literatury współczesnej, opowiadające w sposób głęboki i tajemniczy o powojennych losach przesiedleńców z ziem wschodnich, którzy znaleźli się...
Uważam, że to świetna lektura. Zawiera trochę błędów rzeczowych ( np. w latach 50-tych nie było w szkole wolnych sobót ), poza tym jest dużo bohaterów i trzeba mocno się skupić, kto jest kim, bo bohaterowie potem wracają, czasem po długim czasie jak np. Greta i jej brat. Już wątek losów tych postaci wydaje się zakończony, a tu nagle pojawiają się w cudzej historii. Mnie się ta książka mimo wszystko podobała. Nie wiem, jak powieść odebrał by ktoś żyjący w tamtych czasach, Rodziców już nie zapytam, ale moja nabyta wiedza o PRL jest spójna z tym, co autorka zawarła w swojej książce. Tragiczne losy jednostki splatają się z tragicznym losem Polski.
Uważam, że to świetna lektura. Zawiera trochę błędów rzeczowych ( np. w latach 50-tych nie było w szkole wolnych sobót ), poza tym jest dużo bohaterów i trzeba mocno się skupić, kto jest kim, bo bohaterowie potem wracają, czasem po długim czasie jak np. Greta i jej brat. Już wątek losów tych postaci wydaje się zakończony, a tu nagle pojawiają się w cudzej historii. Mnie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd pierwszych stron uderza czytelnika ciężar doświadczeń, które bohaterowie dźwigają niczym nieuleczalne blizny. To opowieść o ludziach, którzy przeszli przez piekło wojny – ale nie znaleźli wytchnienia także po jej zakończeniu. Zamiast upragnionej ulgi czeka ich nowa rzeczywistość: brutalna, chaotyczna, pełna nieufności i przemilczeń. Powojenna Polska ukazana jest tu w sposób wstrząsający, prawdziwy aż do bólu, bez cienia upiększania. Autorka nie ucieka od trudnych tematów, nie łagodzi obrazów – raczej odsłania je takimi, jakimi mogły być naprawdę.
Już na początku czuć, że to książka napisana z wyjątkową uważnością, z ogromnym szacunkiem do ludzkiej pamięci i do historii, której nie da się zamknąć jedną datą czy rokiem. Narracja jest dogłębna, precyzyjna, emocjonalnie wyważona, dzięki czemu wymaga od czytelnika skupienia – ale też hojnie to skupienie wynagradza.
Poszczególne historie splatają się ze sobą i prowadzą dalej, aż w gęstniejące czasy Polski Ludowej: epokę żelaznej kurtyny, strachu, politycznej presji i cichego przetrwania. Ten ciąg dalszy ma w sobie chłód i ciężar innego rodzaju – systemowego, instytucjonalnego, powolnego. Jednak to właśnie dzięki niemu bohaterowie nie zostają zawieszeni w próżni, a ich losy nabierają szerszego, wielopokoleniowego wymiaru.
Mimo to najbardziej zapada w pamięć pierwsza część książki. Jest bardziej dosadna, mocniejsza, wstrząsająca w swoim realizmie. To tam najmocniej wybrzmiewa dramat jednostki skonfrontowanej z wojenną przemocą i moralną dezintegracją świata. Tam emocje uderzają najboleśniej i najprawdziwiej.
„Ocalenie Atlantydy” to książka, którą trudno czytać bez poruszenia. Jest wymagająca, ale też niezwykle potrzebna – przypomina, że wojna nie kończy się w chwili podpisania traktatu, a traumę można nosić w sobie przez kolejne systemy, granice i dekady. To literacka podróż, która zostaje w czytelniku na długo, bo pokazuje człowieka nagiego wobec historii – bezbronnego, a jednak wciąż zdolnego do ocalenia.
Od pierwszych stron uderza czytelnika ciężar doświadczeń, które bohaterowie dźwigają niczym nieuleczalne blizny. To opowieść o ludziach, którzy przeszli przez piekło wojny – ale nie znaleźli wytchnienia także po jej zakończeniu. Zamiast upragnionej ulgi czeka ich nowa rzeczywistość: brutalna, chaotyczna, pełna nieufności i przemilczeń. Powojenna Polska ukazana jest tu w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProza pozornie niepozorna. Najpierw poznajemy kilka niezależnych historii połączonych jedynie faktem i miejscem przesiedlenia. Do każdego rozdziału wchodzimy jak do obcego domu prosto z ulicy, w rytm czyjegoś życia. Są tam zazwyczaj jakieś bezimienne dzieciaki, matki i babki, czasami ojcowie, mniej lub bardziej podejrzani uciekinierzy, a prawie zawsze schowki i schrony. Zaledwie zorientujemy się, kto jest kim i zdołamy powiązać zdarzenia, rodzina wyjeżdża na nowo przyłączone do Polski ziemie. Na poniemieckie. Tam osiedla się, zaczyna poznawać okolicę, nową rzeczywistość i… rozdział się kończy. Zaczyna się kolejny, według poprzedniego wzoru. I tak do czterech razy sztuka. A skonsternowany czytelnik dalej niewiele wie. Próbuje obrać strategię interpretacyjną.
Przesiedleńcy wcześniej się nie znali, ale i po przesiedleniu na pozór ich drogi się nie krzyżują, bohaterowie przywożą podobny bagaż traumatycznych wspomnień i dziwnych przetrwałych powojennych odruchów, powoli wtapiają się w zastany ziemioodzyskańczy galimatias.
Piąty rozdział na dobre wprowadza nas na terytorium, na które zjechali poznani wcześniej osadnicy, losy niektórych bohaterów przecinają się okazjonalnie, za to władza ludowa gromko i swojsko szerzy się i umacnia. „My tu sprawiedliwość dziejową zaprowadzamy. Na polskiej, odzyskanej-poniemieckiej-prasłowiańskiej ziemi mają mieszkać Polacy, wojnę szwaby-hitlerowcy przegrali, to won”.
W kolejnych rozdziałach wątki i bohaterowie przenikają się śmielej, coraz więcej wiemy, ale trudne te prawdy, niełatwe do dźwigania. Wieloma literackimi szparami wyziera cierpienie przesiedleńców, problemy z tożsamością, ten sam przesiedleńczy, wcale niekolorowy los. Dużo smutku snuje się między linijkami, takiego nienapisanego.
Literatura zaproponowana przez Zytę Oryszyn nie polega na otwarciu książki i li tylko przewracaniu kartek w średnio szybkim tempie. Niestety trzeba myśleć, trzeba się skupić i się wysilić.
Urzekł mnie styl, lekki, zdystansowany, na poły ironiczny, na poły groteskowo-czarnohumorowy. Oczarowała mnie swoboda języka pisarki.
Największe wrażenie wywarł ten trochę surrealistyczny rozdział zatytułowany „Żelazna kurtyna”, który kończy się dość zagadkowo i ostatecznie wolałabym to niedopowiedzenie, niż odkrytą pod koniec prawdę.
Polecam.
Proza pozornie niepozorna. Najpierw poznajemy kilka niezależnych historii połączonych jedynie faktem i miejscem przesiedlenia. Do każdego rozdziału wchodzimy jak do obcego domu prosto z ulicy, w rytm czyjegoś życia. Są tam zazwyczaj jakieś bezimienne dzieciaki, matki i babki, czasami ojcowie, mniej lub bardziej podejrzani uciekinierzy, a prawie zawsze schowki i schrony....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie przetworzone, nielinearne opowieści o polskich uchodźcach po 1945 - bo tak wszak należy nazywać ekspatriantów z Kresów (a nie żadnych tam „repatriantów” – są nimi ci, którzy ojczyznę opuścili – tu było odwrotnie).
Ich losy Autorka opisała do lat 80. Skoro cały ten czas był chaosem i niepewnością, to i narracja rwana, z przeplatającymi się planami czasowymi. Uwaga: "Nie czyta się łatwo!"
Największą wartością tej książki jest pozorna naiwność narracji. Jest ona prowadzona najczęściej z perspektywy dzieci, które po swojemu postrzegają najpierw przesiedlenie, a potem cały ten potworny fenomen Peerelią zwany – niczego nie rozumiejąc, a zarazem zdając sobie sprawę z nieokreślonego zagrożenia….
Świetna definicja tamtego systemu: „Labirynt strachu, upodlenia, upokorzenia, beznadziei, dławiącej nędzy. Labirynt śmierci. Ale też i labirynt nadziei. W nim też można zaginąć”.
Nie był to piękny świat – jego ohydę sam świetnie pamiętam – to i nie mógł być opisany tak, by było miło i estetycznie. Piszę to, bo z niektórych opinii wyziera coś jakby pretensja do Autorki z tego powodu – jakby to ona była winna….
Zarazem nie ma tu cierpiętniczo-romantycznego podejścia do tematu, mimo że wiele rzeczy strasznych. Dominują wątki ironiczno- tragikomiczno-prześmiewcze, takie do Hrabala mocno zbliżone, choć mam też skojarzenia z arcydziełem, jakim jest słynny „Cholonek” (zwłaszcza w wątku odwiedzanej przez mężczyzn panny Władzi, nazywanej przez sąsiadki „panną Bladzią”). To obraz prób zwykłego życia zwykłych ludzi w tamtym niezwykłym , bo wrogim człowiekowi systemie….
I jeszcze ta empatia Autorki wobec całego rodzaju ludzkiego, a nie tylko swoich (BTW: co to za sztuka akurat ich wielbić?). Dlatego stać ją na zestawianie sowieckich wywózek z Kresów po 1939 z wyrzucaniem Niemców z „Ziem Odzyskanych” (z których przecież część, np. Kotlina Kłodzka, nigdy nie była polska, a reszta – raptem kilkaset lat wcześniej i to też przecież nie w sensie etnograficznym).
„Od pierwszych dni wojny, a tym bardziej po wojnie miejscowość, do której co roku jeżdżono na całe lato, mówiło się: na wilegiaturę, stała się świętą praruską ziemią. Polacy nie mieli do niej prawa ni wjazdu. W odróżnieniu od szwabskiej ziemi, do której mieli prawa i wjazd, bo się im to od prawieków należało”.
„Lew ściga wołu, tygrys owcę, a człowiek nie powinien ścigać człowieka”.
„Jezdem autochtonka. Nist Dojcze. Jezdem Ślązaczka – chrypiała. (…) W końcu ją wywleczono”.
„Jak jeszcze raz mi powiesz hitlerówa czy szwabka, to popamiętasz sobie, to jest wypędzany człowiek, biedna kobieta. (…) Za ciężarówką gnał skomlący szwabski pies. Z pyska kapała mu szwabska, hitlerowska ślina”.
A i widmo polskiego (wcześniej niemieckiego) obozu koncentracyjnego w Łambinowicach też się tu wyłania….
Ekspatrianci nie przyjmują nowej rzeczywistości do wiadomości, a niektórzy przyjmują nową tożsamość. Ojciec chłopca-głównego bohatera ukrywa swą przeszłość oficera NSZ i mozolnie instruuje teściową: „– Mamo, dwa miesiące już uczę, że mama jest niepiśmienna chłopka. Mama nie zna żadnego francuskiego. Mama powinna mówić do Wacia Waciu, a nie wnusiu ani Bobo. Mama powinna mówić na przykład tak: idź se Waciu, polatać po polu. Albo: chodźże Waciu, żwawiej, bo wieje przeciąg”.
A nowa władza daleka jest bardzo od bycia litościwą:
„Ludowe wojsko polskie zwęgliło rodzinę Brylaków za to, że rodzina Brylaków nie uważała ludowego wojska polskiego za swoje ludowe wojsko polskie, wręcz odwrotnie”.
„Ma im powiedzieć natychmiast, czy jest aż trzy razy tak za tym, by granica między Polska a Niemcami była na Odrze i Nysie Łużyckiej, by został zniesiony po wieki wieków senat oraz by wszystko, co się rusza i co się nie rusza, zostało natychmiast upaństwowione”.
„W tych urzędach to całe rzeki donosów są, całe oceany, czasem myślę, że historia świata to tak naprawdę historia donosów i że jak one kiedyś ujrzą światło dzienne, to ludzkość zbaranieje, jak barany, że tylu ludzi na innych ludzi nic, tylko donosiło i donosiło”.
Najlepszy możliwy sposób obrony – zejść władzy z oczu:
„Jak komunizm na co popatrzy, to zaraz nie istnieje, jak czego nie widzi: istnieje. Jak się popatrzył na rodziców ojca, to przestali istnieć, wywiezieni gdzieś do Kazachstanu. A ojca wtedy nie dojrzał, bo ojciec był dobrze schowany w drewutni”.
„Postanowił jednak założyć dom i mieć dzieci, choć przyrzekł sobie, że nie zrobi tego nigdy, domy się traci a dzieci się gubią”.
Innym sposobem jest - pamiętać.
„Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem. Niedługo umrę i zostanie ze mnie i mojego świata tylko tyle, ile zapamiętasz”.
Zupełnie to inna rzecz Zyty Oryszyn niż jej poprzednio czytana „Najada” z lat 70. – na pewno zaś nie gorsza.
Inne cytaty:
„Nastąpił taki jeden straszny dzień, kiedy Hitler i Stalin podali sobie ręce, a Wszechmogący zamknął oczy i udał, że tego nie widzi”.
„Cuchnęły zgliszcza i dusze popalonych. Trupy rozkładały się smrodliwie. Wszędzie walały się szczątki, szmaty, papiery, podgniłe kości, połamane meble – trzeba było zatykać sobie nos. Śmierdziało stęchlizną, zepsutymi ziemniakami, zjełczałym tłuszczem, kocim mięsem, niepranymi łachami, niemytymi nogami, czarną, skawaloną krwią, łzami – łzy śmierdziały specjalnie: moczem i rybią łuską”.
„Ciągnęli losy, który z nich nie będzie spał całą noc, żeby dopaść wystawionego na korytarz kubła na śmieci, zanim uprzątnie go sprzątaczka. Z kubła wyjmowało się skórki po salcesonie, śledzie, niedojedzone plastry kaszanki, wyciśnięte cytryny, z których skapywał jeszcze sok”.
„Czasami tylko żałowała, że innym to dzieci umierają trochę później. Gdyby jej dzieci umierały na przykład dopiero dwudziestoletnie, to można by im chociaż Międzynarodówkę zagrać”.
„Gdyby natura stworzyła nas po to, byśmy sie doskonalili, nie sprawiałaby tego, że człowiek, miast pięknieć i mądrzeć, i młodnieć, staje się coraz starszy, brzydszy, i głupszy”.
Świetnie przetworzone, nielinearne opowieści o polskich uchodźcach po 1945 - bo tak wszak należy nazywać ekspatriantów z Kresów (a nie żadnych tam „repatriantów” – są nimi ci, którzy ojczyznę opuścili – tu było odwrotnie).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIch losy Autorka opisała do lat 80. Skoro cały ten czas był chaosem i niepewnością, to i narracja rwana, z przeplatającymi się planami czasowymi. ...
Bardzo dobra literatura. Może nie do końca "mój" styl narracji, ale głęboko, wrażliwie i wielowymiarowo, blisko życia, napisana książka o tych, którzy się jako przesiedleńcy powojenni uwłaszczyli na ziemiach poniemieckiego Śląska. Zbyt rzadko podejmowany temat. Wydaje mi się, że nie jest to pisarka zaliczana do czołówki polskiej literatury. Nie rozumiem dlaczego.
Bardzo dobra literatura. Może nie do końca "mój" styl narracji, ale głęboko, wrażliwie i wielowymiarowo, blisko życia, napisana książka o tych, którzy się jako przesiedleńcy powojenni uwłaszczyli na ziemiach poniemieckiego Śląska. Zbyt rzadko podejmowany temat. Wydaje mi się, że nie jest to pisarka zaliczana do czołówki polskiej literatury. Nie rozumiem dlaczego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZyta Oryszyn należała w PRL-u do twórców drugiego obiegu. W 1972 roku napisała ostatnią
“Legalną” powieść. Po dziewięciu latach wydała w Niezależnej Oficynie Wydawniczej NOWA zbiór opowiadań. Ocalenie Atlantydy ukazało się już w wolnej Polsce w 2012 roku. Według słów autorki pisanie jej trwało szmat czasu – rozpoczęło się w drugim tysiącleciu, ukończone zostało w trzecim.
Paradoksalnie wiele treści tam zawartych dziś mogłoby obrazić obrońców polskości, tzw. “patriotów” i wszystkich tych, którzy uzurpują sobie prawo do określania tego, kto jest prawdziwym Polakiem. Dużo tam gorzkich słów o zachowaniach Polaków wobec innych.
[...]
całość:
https://www.speculatio.pl/ocalenie-atlantydy/
Zyta Oryszyn należała w PRL-u do twórców drugiego obiegu. W 1972 roku napisała ostatnią
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Legalną” powieść. Po dziewięciu latach wydała w Niezależnej Oficynie Wydawniczej NOWA zbiór opowiadań. Ocalenie Atlantydy ukazało się już w wolnej Polsce w 2012 roku. Według słów autorki pisanie jej trwało szmat czasu – rozpoczęło się w drugim tysiącleciu, ukończone zostało w...
Irytująca, męcząca, chaotyczna proza. Nie byłem w stanie się zaangażować w te historie.
Irytująca, męcząca, chaotyczna proza. Nie byłem w stanie się zaangażować w te historie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzez mikropowieśc przewija się wiele sławnych nazwisk,ato Brandys,a to Stachura, alenajważniejszymwątkiem są losy pewnej przeciętnej ślaśkiej rodziny.Poznajemy ich w przededniu II wojny swiatowej, poznajemy wojenne perypetie, póżniejsze szczeniece lata Polski Ludowej. Uciekli pod Sanok, dostali się do poniemieckiego domu.
W wojnę Misiakowa za pieniądze ocaliła najmłodszą córkę żydowskich sąsiadów Tereskę. Leśny Brzeg- nowe życie/ I ten brat,co nie przeżył,i baciaco nie dożyła wywolenia. Reminiscencje z eksterminacji Polaków i żydow ,dantejskie sceny rzutują na psychikę ocaleńców. portrety ludzi wykorzenionych. Żelazna kurtyna- próby ucieczki na Zachód, dywersja i walka dostępnymi środkami z włądzą ludowa- zbeszczeszczenie sztandaru przez nieznanych sprawców co przeprawiają WŁĄDZĘ na włądzię.
Niektórzy mieli niemeickie korzenie, przez co byli prześladowani. Kalejdoskop losów nakreślony z humorem, ironią i dużym talentem. Mistrzowsko dobrane bardzo znaczące epizody, sceny zapadające w pamięć.
Przez mikropowieśc przewija się wiele sławnych nazwisk,ato Brandys,a to Stachura, alenajważniejszymwątkiem są losy pewnej przeciętnej ślaśkiej rodziny.Poznajemy ich w przededniu II wojny swiatowej, poznajemy wojenne perypetie, póżniejsze szczeniece lata Polski Ludowej. Uciekli pod Sanok, dostali się do poniemieckiego domu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW wojnę Misiakowa za pieniądze ocaliła najmłodszą...
Miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki. Oto Zyta Oryszyn, żona Edwarda Stachury, pisarka, która w czasach komuny publikowała w czasopismach drugiego obiegu postanowiła opowiedzieć o powojennych przesiedleńcach z ziem wschodnich na Dolny Śląsk. Liczyłam na ciekawą opowieść o pogmatwanych losach, trudach życia i odnajdywaniu się w nowej rzeczywistości. A tymczasem książka mnie nużyła, mylili mi się bohaterowie, forma niby na wysokim poziomie, ale w ogólnym rozrachunku męcząca. Nie związałam się z bohaterami, ich losy mnie nie chwyciły za serce. Szkoda, bardzo szkoda.
Miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki. Oto Zyta Oryszyn, żona Edwarda Stachury, pisarka, która w czasach komuny publikowała w czasopismach drugiego obiegu postanowiła opowiedzieć o powojennych przesiedleńcach z ziem wschodnich na Dolny Śląsk. Liczyłam na ciekawą opowieść o pogmatwanych losach, trudach życia i odnajdywaniu się w nowej rzeczywistości. A tymczasem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolską literaturę powojenną kojarzymy zwykle z tą współczesną: znanymi kryminałami i romansami, czasem z fantastyką, a także z poruszaniem tematyki II wojny światowej. Ważnym wątkiem poruszanym przez autorów jest jednak także kwestia migracji - tych bardziej współczesnych za chlebem, ale i dawniejszych - bo trzeba wrócić do kraju po przesunięciu granic. O tym drugim przypadku jest własnie Ocalenie Atlantydy.
Ocalenie Atlantydy to pozornie zbiór opowiadań, tak zresztą początkowo były publikowane poszczególne rozdziały, który zgrabienie łączy wątki wszystkich postaci pod koniec książki. W powieści obserwujemy losy kilku rodzin repatrianckich, które przybywają na ziemie odzyskane tuż po wojnie, by tam zacząć nowe życie.
Powieść pisana jest bardzo lekko i z humorem, co zaskakuje przy poruszanej tematyce - poważnej, czasem budzącej grozę. Bardzo często przedstawiana jest z perspektywy dzieci obserwujących świat, który nie jest dla nich w pełni zrozumiały, w którym dopiero uczą się żyć. W ich zachowaniu rzadko widać empatię czy przejawy współczesnych norm moralnych - te często są im obce i nic dziwnego: od dziecka obserwując zło świat, nie będąc uczonymi co dobre i złe, nie potrafią samodzielnie tego ocenić i bawią się na przykład w rozstrzeliwanie jeńców. Dorośli zresztą też z moralnością są na bakier i raczej nie można tego oceniać - to ludzie, którzy stracili wszystko, czasem nawet własną tożsamość, którzy nagle musieli odnaleźć się w nowym środowisku pozornej wolności i wszechobecnej biedy.
Ocalenie Atlantydy jest przede wszystkim powieścią o pamięci - o tym, co pozostaje, co odchodzi i w jaki sposób można to ocalić. Nie ukazuje kluczowych wydarzeń historycznych, jak robi to wiele innych powieści, a proste życie zwykłych ludzi, normalne wydarzenia, jakich było wiele i jakie niejedna rodzina przesiedleńcza mogłaby opowiedzieć. To właśnie im dodaje znaczenia Oryszyn, bo to one tworzą tożsamość.
Ocalenie Atlantydy jest powieścią ważną, ciekawą i wartą uwagi nie tylko osób, które interesuje problematyka migracji i stosunków między ludźmi na ziemiach odzyskanych. To historia doskonale ukazująca poszukiwanie własnej tożsamości, dorastanie w trudnych warunkach, ale także rozlicza nas z historią i ukazuje, że nie zawsze byliśmy (my jako naród) tak dobrzy i sprawiedliwi, jak myślimy.
---
Opinia także na coffee-kafes.blogspot.com
Polską literaturę powojenną kojarzymy zwykle z tą współczesną: znanymi kryminałami i romansami, czasem z fantastyką, a także z poruszaniem tematyki II wojny światowej. Ważnym wątkiem poruszanym przez autorów jest jednak także kwestia migracji - tych bardziej współczesnych za chlebem, ale i dawniejszych - bo trzeba wrócić do kraju po przesunięciu granic. O tym drugim...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Myślę, że chciałam opisać na podstawie mojego skromnego życiorysu niesamowicie wkorzenioną w ludzkość przywarę - zawłaszczyć, przywłaszczyć, zabrać, wszystko jedno co: wiedzę, ubranie, czyjeś życie, wszystko jedno. Tak się dzieje w każdej epoce. To nie jest cecha tylko tych przesiedleńców. Co takiego się dzieje w człowieku, że jest normalny, normalny, a potem bach! - idzie drugiemu człowiekowi zabrać miedzę? Po prostu dziab! Wystarczy godzina zero, kiedy człowiek jest bezkarny. Nawet jeśli generalnie jest wierzący, miał ciężkie życie, zaznał cierpienia i niesprawiedliwości.”* –
Tymi słowami opisuje swoją książkę „Ocalenie Atlantydy” Zyta Oryszyn. Autorka przedstawia losy polskich przesiedleńców, którzy próbują założyć nowy dom na terenach Dolnego Śląska, który był zamieszkiwany przez Niemców. Ludzie ze wschodu zostają zmuszeni do opuszczenia swoich domów. Stają się właścicielami „poniemieckich” mieszkań, domostw, niektórym łatwo wkomponować się w nowe życie. Oryszyn stosuje ciekawy zabieg - oddaje głos dzieciom, to głównie z ich perspektywy obserwujemy codzienne zmagania ich rodzin z peerelowską, groteskową rzeczywistością. Jedni tak jak Bobo muszą stać się kimś innym, nakreślić własną biografię od nowa, porzucić przeszłość, imię, nazwisko i stać się Wackiem, synem zwykłego chłopa i zapomnieć o dawnej tożsamości. Ich dzieciństwo nie jest lukrowane, przewijają się okrutne zabawy będące echem wojny, nieustannego ukrywania się, śmierci ujętej w kategoriach codzienności.
Tożsamość. To stan, którego nieustannie poszukują i gubią bohaterowie powieści tak jak własne domy. Marcyś, który miał urodzić się dziewczynką, ale stało się inaczej, wbrew oczekiwaniom nadopiekuńczej matki, traci swój rodziny dom i rodzinę. Jego życie pęka jak bańka mydlana.
Pamięć. Jedna z bohaterek Ola słyszy od swojej babki słowa – zaklęcia:
„Teraz – powiedziała – jesteś moim jedynym schronem, nie ty musisz się chować, lecz mnie przechowywać, mój świat i cioci Emi. Twoja pamięć to zrobi. Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem. Niedługo umrę i zostanie wtedy ze mnie i mojego świata tylko tyle, ile zapamiętasz”. (s. 25)
Z kolei Marcyś podobne słowa słyszy od pana Dybuka, strażnika „nieistniejącej budowy”. Chłopak jednak nie rozumie tych słów, nie pamięta przeszłości, która składa się z fragmentów snów, zapachów, nieokreślonych fantazji. Postać pana Dybuka jest równie tragiczna, naznaczona widmem śmierci rodziny „zgładzonej w piachach Kazachstanu” oraz „zagazowanej w Treblince”(s. 189). Dla niego pamięć to wszechświat, nieprzerwany łańcuch, który można przekazać kolejnemu pokoleniu, ocalając cząstkę samego siebie. Dybuk przekazuje Marcysiowi jego historię, opowieść o nagłym zniknięciu jego babki Walewskiej i starszego brata Olka.
Historia rzeczy. Przedmioty przypominają o dawnych lokatorach, o dawnym życiu. Opowiadają własną historię, zmieniają swoich właścicieli, niszczeją lub stają się przedmiotem handlu. Zdają się nawet dominować nad ludzkim życiem, pobudzając prymitywne instynkty. Obok rzeczy dominują zapachy, które również określają rzeczywistość, świat pozostawiony po kimś ale i wojenną przeszłość, cuchnącą wonią rozkładu:
„Cuchnęły zgliszcza i dusze popalonych. Trupy rozkładały się smrodliwie. Wszędzie walały się szczątki, szmaty, papiery, podgniłe kości, połamane meble – trzeba było zatykać sobie nos. Śmierdziało stęchlizną, zepsutymi ziemniakami, zjełczałym tłuszczem, kocim mięsem, niepranymi łachami, niemytymi nogami, czarną, skawaloną krwią, łzami – łzy śmierdziały specjalnie: moczem i rybią łuską.” (s.127)
Atlantydą w opowieściach Zyty Oryszyn są miejsca utracone, obleczone w popioły, mgłę czy dziecięce sny. Jej ocalenie dokonuje się poprzez korzenie pamięci, proces przekazywania, opowiadania tego, co pozostało we wspomnieniach. Bohaterowie są ze sobą powiązani nicią bolesnej, polskiej historii. To postacie niezakorzenione, bezdomne zarówno fizycznie jak i duchowo. Oszukani przez peerelowską iluzję świata utopijnego, szczęśliwego, obiecującego azyl i prawdziwy, stabilny dom. Jednak to nie są ich domy, nie śpią oni na swoich poduszkach, nie piją herbaty ze swoich szklanek, wszystko co ich otacza, to świat utracony przez dawnych niemieckich właścicieli.
*Słowa pochodzą z wywiadu: Chciałam wytłumaczyć, o czym napisałam swoją ostatnią książkę.
„Myślę, że chciałam opisać na podstawie mojego skromnego życiorysu niesamowicie wkorzenioną w ludzkość przywarę - zawłaszczyć, przywłaszczyć, zabrać, wszystko jedno co: wiedzę, ubranie, czyjeś życie, wszystko jedno. Tak się dzieje w każdej epoce. To nie jest cecha tylko tych przesiedleńców. Co takiego się dzieje w człowieku, że jest normalny, normalny, a potem bach! - idzie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka, moja pierwsza tej pisarki. Świetnie napisana. Szkoda tylko, że po pierwszym rozdziale myślałam, że to oddzielne opowiadania. Bo losy bohaterów jednak się splatają ze sobą i w zasadzie; kończąc książkę; powinnam przeczytać ha jeszcze raz :-)
Bardzo dobra książka, moja pierwsza tej pisarki. Świetnie napisana. Szkoda tylko, że po pierwszym rozdziale myślałam, że to oddzielne opowiadania. Bo losy bohaterów jednak się splatają ze sobą i w zasadzie; kończąc książkę; powinnam przeczytać ha jeszcze raz :-)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra i ciekawa książka o losach przesiedleńców. Świetny styl pisania.
Bardzo dobra i ciekawa książka o losach przesiedleńców. Świetny styl pisania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozytywne zaskoczenie, przywołuje na myśl najlepsze książki Aksjonowa
Pozytywne zaskoczenie, przywołuje na myśl najlepsze książki Aksjonowa
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Czasami tylko żałowała, że innym to dzieci umierają trochę później. Gdyby jej dzieci umierały na przykład dopiero dwudziestoletnie, to można by im chociaż Międzynarodówkę zagrać."
"Ocalenie Atlantydy" pisało się Zycie Oryszyn co najmniej dwadzieścia kilka lat. Choć książka nie jest bardzo długa. Za to mocno przeładowana różnorodnymi losami ludzi ocalonych ze wschodniej Atlantydy i nakazem czasów przeniesionych z praruskich ziem na wschodzie, na od-zawsze-piastowskie tereny na zachodzie.
Bohaterowie "Ocalenia Atlantydy", choć pozornie różni, są w gruncie rzeczy pod jednym względem do siebie podobni. Łączy ich przeraźliwy smutek, chęć przeżycia połączona z fatalnym przekonaniem, że to się nie może udać. I nie udaje się, mimo starań, włożonej pracy, pozorów normalności. Oni - ocaleńcy żyją, lecz na wpół martwi, wtłoczeni w przerażające powojenne realia stalinizmu, potem smutny "socjalizm z ludzką twarzą", wreszcie postawieni wobec fenomenu Solidarności. Czasem umierają - od chorób, ze starości, często z rąk komunistycznych oprawców, wobec których pozostają w opozycji, albo z którymi współpracują. Powszechnie panująca paranoja i opresyjność stalinowskiego systemu nie oszczędzały nikogo... Do każdych drzwi mogli zapukać nad ranem i wyprowadzić w kajdankach, ze spuszczoną głową, pogodzonych z losem ocaleńców Atlantydy, zamieszkujących Leśną Przystań, która jeszcze wczoraj, gdy prastare piastowskie ziemie były wciąż jeszcze niemieckie, nazywała się Wald-coś tam.
Książka Oryszyn jest mocno rozpoetyzowana. Niby pisana prozą, jednak zachowuje pewne elementy liryki. Są tu zresztą wiersze, występują poeci. Pewne figury powtarzają się - żelazna kurtyna, całowanie drewnianych ust, rodzenie martwych dzieci... Jak refren. Autorka pisze w lekki, pełen ironii sposób o sprawach strasznych. To nie jest klasyczna powieść. Bohaterowie pojawiają się, budzą naszą sympatię (albo antypatię) i przepadają bez wieści, by odnaleźć się kilkadziesiąt lat później we wspomnieniach, rozmowach innych bohaterów. Dolnośląski świat Oryszyn choć ma pozory realności, jest przaśny, biedny i powojenny, wydaje się pozostawać w sferze snu. Śnią ludzie wyrwani ze swojej małej wschodniej ojczyzny i przeniesieni gwałtem na Dolny Śląsk, skąd wysiedlono innych ludzi. O ich obecności świadczą przede wszystkim sprzęty, odziedziczone przez Atlantydów.
Czy podobało mi się "Ocalenie Atlantydy"? Raczej tak. Zdecydowanie odpowiada mi styl pisania autorki - liryka miesza się tu z okrucieństwem. Powaga i sprawy ostateczne z ironią podsyconą lekką nutką niechęci wobec niektórych, co paskudniejszych indywiduów zamieszkujących tzw. Ziemie Odzyskane.
Polecam, ale nie każdemu. Raczej tym, którzy lubią zabawę słowem, niż osobom, chcącym zagłębić się w biografie Kresowiaków.
"Czasami tylko żałowała, że innym to dzieci umierają trochę później. Gdyby jej dzieci umierały na przykład dopiero dwudziestoletnie, to można by im chociaż Międzynarodówkę zagrać."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Ocalenie Atlantydy" pisało się Zycie Oryszyn co najmniej dwadzieścia kilka lat. Choć książka nie jest bardzo długa. Za to mocno przeładowana różnorodnymi losami ludzi ocalonych ze wschodniej...
Genialna!
Prawdziwa, zabawna i tragiczna.
Zabawnie strasznie i strasznie zabawna.
Genialna!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawdziwa, zabawna i tragiczna.
Zabawnie strasznie i strasznie zabawna.
Było to moje pierwsze spotkanie z powieścią Zyty Oryszyn - bardzo udane i zachęcające do sięgnięcia po jej inne książki.
Przede wszystkim spodobał mi się klimat i styl, w których prostota przeplata się z wyszukaną ornamentyką i finezją, a liryzm sąsiaduje z dosadnością i czarnym humorem. Dużo tu melancholii, nostalgii, tęsknoty za dzieciństwem i przedwojennymi czasami.
Autorka świetnie pokazała na przykładzie kilku rodzin, czym są polskość, patriotyzm i wierność samemu sobie, jakie zniszczenia niosą ze sobą wojna oraz totalitaryzm, jak tragiczna było dla Polaków zamiana faszyzmu na komunizm.
Doskonale uchwycony został kontrast między czasami II Rzeczpospolitej i siermiężnymi dekadami PRL-u. Obrazują to losy bohaterów, którzy zmuszeni zostali do opuszczenia rodzinnych stron i osiedlenia się na tzw. Ziemiach Odzyskanych. W ich życiu wciąż pojawiają się absurdy będące nieodłącznym elementem reżimu komunistycznego, nikomu jednak nie jest do śmiechu, gdy okazuje się, że za niewinny żart trzeba zapłacić więzieniem albo karą śmierci.
Czyta się tę powieść szybko, mimo poważnej tematyki. Dzieje się tak za sprawą interesującej treści, błyskotliwego stylu i oryginalnego spojrzenia na opisywany świat z perspektywy dziecięcego bohatera, który często tłumaczy sobie trudne sprawy na swój rozbrajający sposób (za przykład posłużyć mogą rozważania na temat żelaznej kurtyny czy dziwnej wolności po 1945 roku, która wcale nie okazała się wolnością).
"Ocalenie Atlantydy" to także metaforyczna opowieść o sile pamięci, która pozwala ocalić od zapomnienia to, co ważne, cenne i ponadczasowe ("Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem").
Polecam przede wszystkim tym, którzy interesują się współczesną historią i lubią zgłębiać ją przez pryzmat zwyczajnych ludzi.
Było to moje pierwsze spotkanie z powieścią Zyty Oryszyn - bardzo udane i zachęcające do sięgnięcia po jej inne książki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzede wszystkim spodobał mi się klimat i styl, w których prostota przeplata się z wyszukaną ornamentyką i finezją, a liryzm sąsiaduje z dosadnością i czarnym humorem. Dużo tu melancholii, nostalgii, tęsknoty za dzieciństwem i przedwojennymi czasami....
Mocna, jak mleczko z maku rozrobione z bimbrem, przesycona ogromem barw i emocji w dusznym dymie z cygara zwiniętego z liścia kapusty, powieść. Książka o niełatwych dla życia czasach wojny i narodzinach PRL-u. O nowym życiu na starosłowiańskim, z dziada pradziada pradawnym polskim Dolnym Śląsku – ziemi odzyskanej od szwabów i hitlerowców i danej przesiedleńcom ze Wschodu. Pogmatwana, jak ta opinia, ale nadzwyczaj bogata i dowcipna narracja przedstawia zawikłane ludzkie losy w pokrętnej rzeczywistości. „Los nigdy nie próżnuje. Zawsze ma czymś ręce zajęte, jak nie kosą, to karabinem. Jak nie szabelką, to z powrósła śmiertelną pętelką. Historia człowieka to właściwie tylko historia choroby i historia żałoby, nic więcej. To nie tylko zresztą historia choroby i żałoby prześladowanego. Ale i prześladowcy. Tyle że ludzie za bardzo przyzwyczajają się do myśli, że jest inaczej. Ta myśl jak parkan zasłania ludziom groby, które na nich czekają”. Na kilkanaście godzin obezwładniony i bezwolny utknąłem w sidłach zastawionych przez Zytę Oryszyn, choć przecież tyle ważnych spraw było do załatwienia...
Mocna, jak mleczko z maku rozrobione z bimbrem, przesycona ogromem barw i emocji w dusznym dymie z cygara zwiniętego z liścia kapusty, powieść. Książka o niełatwych dla życia czasach wojny i narodzinach PRL-u. O nowym życiu na starosłowiańskim, z dziada pradziada pradawnym polskim Dolnym Śląsku – ziemi odzyskanej od szwabów i hitlerowców i danej przesiedleńcom ze Wschodu....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAtlantyda zaginela. Ocalenie jej ma sie odnosic do ocaleniu i pamieci zycia w PRL - u. Do tego dochodza udreki wojny i przesiedlencow. Postaci staraja sie byc wpleceni w anegdoty i plotki. Wielu bohaterow sie gubi. I to doslownie. Na wzglad i szacunek dla autorki ale... ksiazka po prostu meczy.
Atlantyda zaginela. Ocalenie jej ma sie odnosic do ocaleniu i pamieci zycia w PRL - u. Do tego dochodza udreki wojny i przesiedlencow. Postaci staraja sie byc wpleceni w anegdoty i plotki. Wielu bohaterow sie gubi. I to doslownie. Na wzglad i szacunek dla autorki ale... ksiazka po prostu meczy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Ocalenie Atlantydy", czyli opowieść o życiu przesiedleńców ze wschodu na Ziemie Odzyskane (skądinąd dość kontrowersyjna nazwa) w czasach zaraz po zakończeniu II wojny światowej jest dla mnie kolejnym przykładem jak pisać, żeby nie napisać porywającej historii. Materiał fabularny jest bogaty, wyobraźcie sobie losy ludzi, których historia wrzuciła do poniemieckiej kamienicy, w prawie ciepłą poniemiecką pościel, gdzie jak w filmie jeszcze herbata paruje na stole a domownicy zniknęli. Z takiej materii autorka wyplotła mizerny dywanik, słomiana makatkę - żadna postać nie fascynuje, żadna nie budzi emocji, nie wkurza, nie oburza, po prostu nic.
Mam trochę poczucie, że książka jest napisana zbyt finezyjnie i zbyt kunsztownie, przerost formy nad treścią. Jeśli ktoś daje się unieść bogatej formie - to będzie książka dla niego/niej.
"Ocalenie Atlantydy", czyli opowieść o życiu przesiedleńców ze wschodu na Ziemie Odzyskane (skądinąd dość kontrowersyjna nazwa) w czasach zaraz po zakończeniu II wojny światowej jest dla mnie kolejnym przykładem jak pisać, żeby nie napisać porywającej historii. Materiał fabularny jest bogaty, wyobraźcie sobie losy ludzi, których historia wrzuciła do poniemieckiej kamienicy,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZyta Oryszyn należy do grona polskich pisarek, o których bardzo dobrze mówią recenzenci, a której dorobek w małym stopniu obecny jest w świadomości czytelników.
Tytuł ostastniej książki należy tłumaczyć w nawiązaniu do mitologii. Mityczną Atlantydą pisarki jest ludzka pamięć, pamięć pokoleń, które są i odchodzą. Jedna z bohaterek mówi: „...mnie musisz przechować, mój świat i cioci Emi. Twoja pamięć to zrobi. Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem. Niedługo umrę i zostanie ze mnie i mojego świata tylko tyle, ile zapamiętasz...”
Rzecz dzieje się w powojennych polskich realiach społeczno-politycznych. Mała część książki ma odniesienia do II wojny i przedwojnia. Miejscem akcji są Ziemie Odzyskane. To tutaj z wyroku historii (w każdym razie jałtańskiej wielkiej trójki) przyjechały ze Wschodu rzesze ludzi Polaków. Zamieszkali w domach, gdzie jeszcze żyli dotychczasowi właściciele Niemcy. Trauma wojenna Polaków nałożyła się na dramaty Niemców. Bo przed frontem nie uciekali przede wszystkim Niemcy przeciwnicy Hitlera. Zostali też autochtoni, Ślązacy. Tymczasem zwycięzcy wszystkich traktowali tak samo – jako hitlerowców. Kiedy po armii władzę przejmowała polska administracja, osadzała w jednym domu przypadkowych sąsiadów. Dotychczasowi i nowi lokatorzy musieli żyć razem, rodziły się konflikty.
Na to nałożyła się ideologizacja kraju w duchu stalinowskim, represje aparatu bezpieczeństwa, utrwalanie podziału Europy na dwa światy rozdzielone żelazną kurtyną. W tych partiach książki jest dużo karykatury i groteski. Można odnieść wrażenie, że książka tak będzie zbudowana. Z wykorzystaniem języka ironii, paraboli; że będzie humorystycznie do końca. Jednak śmiech, gdyby pojawił się u czytelnika szybko zamiera. Absurdy językowe, purnonsensy, prymitywizm reakcji, gruboskórność, ale i porywy serca, sąsiedzkie swary, zwykłość życia, mają ciągi dalsze, o których bardzo chciałoby się zapomnieć. Za często były to wówczas drogi wiodące do więzienia, śmierci, poniżenia.
Zyta Oryszyn należy do grona polskich pisarek, o których bardzo dobrze mówią recenzenci, a której dorobek w małym stopniu obecny jest w świadomości czytelników.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł ostastniej książki należy tłumaczyć w nawiązaniu do mitologii. Mityczną Atlantydą pisarki jest ludzka pamięć, pamięć pokoleń, które są i odchodzą. Jedna z bohaterek mówi: „...mnie musisz przechować, mój...
Opowiść o losach przesiedleńców powojennych,temat ciekawy,ale czy zaostał przedstawiony w tej książce wystarczająco ciekawie.Poznajemy bohaterow ich emocje,uczucia,brak zrozumienia dla ustroju który ówczas panował w Polsce.
Czytałam tą ksiązke stosunkowo długo co do jej obiętości chwilami nużąca ,czasami można się pogubić.
Ksiązka warta uwagi ale daleka byłabym od wielkiego zachwytu.
Opowiść o losach przesiedleńców powojennych,temat ciekawy,ale czy zaostał przedstawiony w tej książce wystarczająco ciekawie.Poznajemy bohaterow ich emocje,uczucia,brak zrozumienia dla ustroju który ówczas panował w Polsce.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałam tą ksiązke stosunkowo długo co do jej obiętości chwilami nużąca ,czasami można się pogubić.
Ksiązka warta uwagi ale daleka byłabym od wielkiego...
Recenzja pochodzi z portalu kulturaonline.pl
Zyta Oryszyn po ponad 20 latach nieobecności na scenie literackiej powraca w wielkim stylu. Jej najnowsza powieść "Ocalenie Atlantydy" doczekała się miana ponownego debiutu. Coś w tym jest – na początku lat 70. uznawana za jedną z najciekawszych osobowości twórczych, dekadę później zeszła do podziemia i publikowała swoje nieliczne teksty w niezależnych oficynach. Nielicznym, którzy pamiętają jej nazwisko, Oryszyn zapisała się w pamięci chyba bardziej jako była żona Edwarda Stachury niż jako talent literacki. A jednak, co się odwlecze, to nie uciecze.
"Ocalenie Atlantydy", które przyniosło życie Oryszyn Nagrodę Literacką Gdynia i nominację do Nike, to zbiór opowiadań, które można potraktować jako powieściową całość. Bohaterami książki są rodziny przesiedleńców z różnych, często odległych stron II Rzeczypospolitej, które w 1946 roku trafiają na Ziemie Odzyskane, do Leśnego Brzegu pod Wrocławiem. Po wojennej zawierusze w jednym domu muszą współistnieć całkowicie odmienne światy – przybysze z Wileńszczyzny i zza Buga, wyniesieni przez komunistyczną władzę chłopi i mieszczanie ukrywający swoje burżuazyjne pochodzenie. Ludzie, których życie pokiereszowała wojna, ale przede wszystkim dzieci. Bo to ich oczami oglądamy świat, w którym wszystko stanęło na głowie.
Hanna Krall w swojej przedmowie do "Ocalenia Atlantydy" pisze o Oryszyn: "Peerel był pospolity, nijaki i pozbawiony formatu. Pod jej piórem nabrał znaczeń, głębi i tajemnicy". Trudno o lepsze podsumowanie zawartości tak niezwykłej książki. Bo najnowsza proza autorki "Madam Frankensztajn" nie ma w naszej literaturze precedensu pod względem przedstawiania siermiężnej rzeczywistości pierwszych lat komunizmu. "Ocaleniu Atlantydy" bliżej do zmysłowej prozy Hrabala niż rozliczeniowych opowieści podlanych martyrologią. "Ocalenie Atlantydy" mówi o rzeczach strasznych i skomplikowanych, grozę stalinowskiego reżimu przełamując jednak groteską i czarnym humorem.
Więcej na: http://kulturaonline.pl/ksiazka,do,walizki,ocalenie,atlantydy,tytul,artykul,15963.html
Recenzja pochodzi z portalu kulturaonline.pl
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZyta Oryszyn po ponad 20 latach nieobecności na scenie literackiej powraca w wielkim stylu. Jej najnowsza powieść "Ocalenie Atlantydy" doczekała się miana ponownego debiutu. Coś w tym jest – na początku lat 70. uznawana za jedną z najciekawszych osobowości twórczych, dekadę później zeszła do podziemia i publikowała swoje...
Nie dokończylam tej książki. Bohaterem jest grupa osób, a myślałam, że to historia jednej rodziny, zupełnie pogubiłam się kto jest kto. Przy wolnym czytaniu i nawracaniu do początku okazuje się, że historie opowiadane są fajne, lecz giną zupełnie pod formą, ba i przez tą formę, książka jest dla mnie niezjadliwa, z serii "ambitnej prozy nie-do-czytania" :(
Nie dokończylam tej książki. Bohaterem jest grupa osób, a myślałam, że to historia jednej rodziny, zupełnie pogubiłam się kto jest kto. Przy wolnym czytaniu i nawracaniu do początku okazuje się, że historie opowiadane są fajne, lecz giną zupełnie pod formą, ba i przez tą formę, książka jest dla mnie niezjadliwa, z serii "ambitnej prozy nie-do-czytania" :(
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomita książka, literatura najwyższych lotów - bardzo już rzadkie dzisiaj w polskiej prozie połączenie wspaniałego stylu, pełnego finezji i zarazem prostoty, i prawdy, głębokiego zrozumienia tego, o czym się pisze. Empatii i ironii. Bez histerii i bez znieczulenia. I bez pustych zdań - z kart tej książki można dowiedzieć się o PRL-u więcej niż z wielu społeczno-historycznych rozpraw. Można dowiedzieć się więcej o życiu w ogóle, w przeciwieństwie do wielu, wielu innych książek.
Znakomita książka, literatura najwyższych lotów - bardzo już rzadkie dzisiaj w polskiej prozie połączenie wspaniałego stylu, pełnego finezji i zarazem prostoty, i prawdy, głębokiego zrozumienia tego, o czym się pisze. Empatii i ironii. Bez histerii i bez znieczulenia. I bez pustych zdań - z kart tej książki można dowiedzieć się o PRL-u więcej niż z wielu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka o życiu na "Ziemiach Odzyskanych" po drugiej Wojnie Światowej.Ja pamiętam inaczej i co innego.Oczywiście jest to kreacja artystyczna i opisując zbrodniczy i absurdalny system, autorka uwypukla to,co uważa za najważniejsze.W warstwie emocjonalnej pewne odczucia bohaterów są zbieżne z moimi z dzieciństwa.Jest także podstawowa różnica.Nasza rodzina nie była wysiedlona na Dolny Śląsk,tylko zamieszkała tam dobrowolnie.Książka ciekawa i świetnie napisana.Rozpoczynam poszukiwania poprzedniej twórczości autorki.
Kolejna książka o życiu na "Ziemiach Odzyskanych" po drugiej Wojnie Światowej.Ja pamiętam inaczej i co innego.Oczywiście jest to kreacja artystyczna i opisując zbrodniczy i absurdalny system, autorka uwypukla to,co uważa za najważniejsze.W warstwie emocjonalnej pewne odczucia bohaterów są zbieżne z moimi z dzieciństwa.Jest także podstawowa różnica.Nasza rodzina nie była...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Ocalenie Atlantydy" to mozaika przedziwnych historii przesiedleńców, którzy po wojnie trafili na Dolny Śląsk i próbowali tam jakoś ułożyć sobie życie. Bohaterowie powieści, okaleczeni przez wojnę starali się przeżyć biedę i piekło czasów stalinowskich oraz absurdy późniejszego socjalizmu. Warto przeczytać.
"Ocalenie Atlantydy" to mozaika przedziwnych historii przesiedleńców, którzy po wojnie trafili na Dolny Śląsk i próbowali tam jakoś ułożyć sobie życie. Bohaterowie powieści, okaleczeni przez wojnę starali się przeżyć biedę i piekło czasów stalinowskich oraz absurdy późniejszego socjalizmu. Warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to,,Kunsztowny, finezyjny obraz losów przesiedleńców i ich dzieci, którzy po wojnie osiadają w poniemieckim miasteczku na Dolnym Śląsku. Lekko groteskowa opowieść o sposobach na przeżycie w nowej, absurdalnie niebezpiecznej i wciąż zmieniającej się rzeczywistości, w czasach, gdy wszystko było polityczne i światopoglądowe. Panorama obejmująca okres od II wojny do stanu wojennego."
Zyta Oryszyn, a właściwie Anna Zyta Kaczyńska z domu Bartkowska urodziła się 16 sierpnia 1940 w Zagórzu k. Sanoka. Kobieta to polska pisarka, dziennikarka, tłumaczka. ,,Ocalenie Atlantydy" to pierwsza od dwudziestu lat powieść Zyty Oryszyn.
Babcia Mania znajdowała się w schronie. Wciąz ją coś dusiło i kaszlała, pomimo tego, ze było zabronione. Gdyby ktoś ją usłyszał mogło by stać im się coś złego lub mogliby stracić życie. Chodziły pogłoski, że będzie wojna. Niemcy i Sowieci chcieli napaść na Polskę. Gdy wpadli na podwórze ludzie zaczęli uciekać na zachód, na ziemie odzyskane. Byli niewykształceni, chcieli uciekać do rzeki Kongo, gdyż myśleli, że się tam znajduje. Jak można się domyślić - nie znaleźli jej. Dostali się na zachód, były tam domy piętrowe, nie było lasów, były pola. Postanowili się tam osiedlić. Wszystko było tam inne, niż dotychczas...
Książka opowiada o losach ludzi po wojnie, dokładnie o przesiedleńcach. Jest to kolejna ksiażka Zyty Oryszyn, jednak została ona napisana dopiero po upływie 20 lat od wydania ostatniej pozycji. Mimo wszystko bardzo się cieszę, że powstała.
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, jednak mam nadzieję, że nie ostatnie. Bardzo spodobał mi się jej styl pisarski, sposób, w jaki opisywała wydarzenia zwiążane z bohaterami.
Język książki jest prosty, zrozumiały, książkę czyta się bardzo szybko. Temat też jest bardzo wzniosły, ważny, trzeba mówić o życiu po wojnie. Było to już moje kolejne spotkanie z tą tematyką , jednak mam nadzieję, że nie ostatnie.
,,Ocalenie Atlantydy" polecam wszystkim, którzy chcą poznać losy ludzi po zakończeniu II wojny światowej.
Moja ocena : 8/10
,,Kunsztowny, finezyjny obraz losów przesiedleńców i ich dzieci, którzy po wojnie osiadają w poniemieckim miasteczku na Dolnym Śląsku. Lekko groteskowa opowieść o sposobach na przeżycie w nowej, absurdalnie niebezpiecznej i wciąż zmieniającej się rzeczywistości, w czasach, gdy wszystko było polityczne i światopoglądowe. Panorama obejmująca okres od II wojny do stanu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMusiałam odpocząć od tzw. Wielkiej, twardej Historii, oczywiście, wciąż lubię książki o tematyce historycznej, ale miałam ochotę na cos lżejszego, bo jak sobie uświadomiłam czytałam ostatnio prozę wyłącznie, z dramatami w tle. Opis „Ocalenia Atlantydy” mnie po prostu zaintrygował. Ciekawił mnie zwłaszcza ów czarny humor. Zastanawiałam się, czy żarty z takiej masowej tragedii, będą smaczne, czy się udadzą… czy wywołają uśmiech, czy raczej niesmak… Miałam obawy…
Zyta Oryszyn, pokazuje wielokulturowy świat. Akcja zaczyna się w roku 1939 Na Wschodzie, chociaż, na ówczesne warunki geo-polityczne RP to prawie Centrum. Ale rzecz zaczyna się pod Sanokiem, wybucha wojna, ludzie chcą uciekać, ale mija kilka dni, gdy od Wschodu również rozpoczyna się inwazja. Nie ma gdzie uciekać, pozostaje ukrywanie się. Gdy Wojna się kończy, rozpoczynają się przesiedlenia na Wschód, wielu ich nie przeżyje, ci którym się to uda trafią do obcych miejsc z których trzeba będzie wyrzucić tymczasowych „lokatorów”. Na Ziemiach Odzyskanych spotkamy różnych ludzi, z różnych sfer, różnych stron Polski.
Autorka opisuje to odnajdowanie się w nowym miejscu, w nowych, ciekawych czasach. Sposób w jaki opisuje lata, bądź co bądź, bardzo mroczne.
Nie chcę się porywać o czym Autorka pisze dokładnie, bo moim zdaniem nie ta się tego opowiedzieć. Trzeba wejść do tego świata, który wywarł na mnie wrażenie ciemnego i chłodnego, ale jednocześnie książka nie przygnębia. Wręcz przeciwnie. Bardzo dobrze i szybko się ją czyta. Rozdział za rozdziałem i nim się zorientowałam. Bach!! Koniec książki. Zwłaszcza, że Autorka, sądząc po biografii wie o czym pisze. Warta polecenia lektura!
Zainteresowała mnie ta tematyka. Chyba będę musiała poszukać podobnych książek…
Musiałam odpocząć od tzw. Wielkiej, twardej Historii, oczywiście, wciąż lubię książki o tematyce historycznej, ale miałam ochotę na cos lżejszego, bo jak sobie uświadomiłam czytałam ostatnio prozę wyłącznie, z dramatami w tle. Opis „Ocalenia Atlantydy” mnie po prostu zaintrygował. Ciekawił mnie zwłaszcza ów czarny humor. Zastanawiałam się, czy żarty z takiej masowej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyznam szczerze, że niewiele mi mówiło nazwisko autorki. Zachęcił mnie opis na okładce i blurby napisane przez Hannę Krall i Janusza Andremana, z których wynika, że powieść Zyty Oryszyn to jedno z najważniejszych dokonań polskiej literatury współczesnej, opowiadające w sposób głęboki i tajemniczy o powojennych losach przesiedleńców z ziem wschodnich, którzy znaleźli się na Dolnym Śląsku.
A tych przesiedleńców na kartach powieści jest mnóstwo i nie sposób ich spamiętać. Każdy z nich ma swoją historię, nie są to opowieści o Historii- ot zwykłe sprawy, zwykłych ludzi. Choć, czy takich zwykłych?
Oryszyn stworzyła galerię nietuzinkowych postaci. Poznajemy zatem Pana Stasiulka, który odkąd pocałował drewniane usta stracił wiarę we wszystko, Pana Kilowskiego, który jako jedyny został pochowany w niebieskich skarpetkach, znajdy, która jest uznawana za Psychiczny Fenomen, Adelajdy Zaumer, która nie chciała udawać chłopki i uszyła sobie sukienkę z firanki, Mietka Szczęsnego, który wierzył w solipsystyczne teorie o znikaniu rzeczy po zamknięciu oczu. Jest jeszcze historia rodziny Kanastów- producentów najdelikatniejszej porcelany niemieckiej.
Oryszyn funduje czytelnikowi narrację prowadzoną z wielu perspektyw, wiele historii jest tylko zarysowanych, a anegdoty mnożą się w nieskończoność, tak jakby każdy z bohaterów musiał coś od siebie dodać, by pozostawić po sobie jakiś znak. Ten ogromny strach przed unicestwieniem można rozwiać tylko przez pamięć będącą jedynym schronem, który ocali tamten świat.
Oryszyn zabiera nas zatem najpierw w okolice Sanoka, gdzie w schronie próbuje przetrwać polska rodzina wraz z uciekinierami z innych rejonów Polski, którzy chcą uciec na Węgry. Jest rok 1939, przed wybuchem wojny.
Następnie przenosimy się nieco w czasie i wędrujemy na Ziemie Odzyskane, do Leśnego Brzegu, gdzie w poniemieckiej kamienicy żyją obok siebie ludzie etnicznie zróżnicowani. Są to czasy ponurego stalinizmu i czarnej wołgi, z której już się nie wracało. Poznajemy losy poszczególnych postaci aż do momentu ogłoszenia stanu wojennego.
„Ocalenie Atlantydy" to napisana przepiękną polszczyzną powieść o zwykłych ludziach, w których spokojne i poukładane życie wtargnęła nagle Historia. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, pytanie o to, czym jest ojczyzna, czy jest ona czymś, co leży wewnątrz, czy też jest to kawałek ziemi otoczony granicami? To również próba ocalenia tamtego świata, tamtego kawałka historii w sposób nieco oniryczny i zacierający granice między rzeczywistością, a fantasmagorią.
Przyznam szczerze, że niewiele mi mówiło nazwisko autorki. Zachęcił mnie opis na okładce i blurby napisane przez Hannę Krall i Janusza Andremana, z których wynika, że powieść Zyty Oryszyn to jedno z najważniejszych dokonań polskiej literatury współczesnej, opowiadające w sposób głęboki i tajemniczy o powojennych losach przesiedleńców z ziem wschodnich, którzy znaleźli się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to