,,Na gdaczące pustosłowie, oj cholibka, do kroćset… „ – lubię używać tego rodzaju specyficznego określenia, ot takiego stylu wypowiedzi w stosunku do specyfiki funkcjonowania pewnego Uniwersum tematycznego osadzonego w gatunku Sci-Fi, z małymi ,,naniesieniami” fantastyki, komedii, wątku supermocy oraz przede wszystkim z elementami bardzo dynamicznej akcji. Nie da się w ten sposób nie zachwycać tym co i jak prezentuje nam owy Świat – wymiar niebagatelnej rozrywki, do którego wiele ,,podświatów”, dużych Multiwersów od wydawnictw zajmujących się tematem superbohaterów… nie ma po prostu startu, ba!, do którego Marvel czy DC w pewnych warunkach nie ma co się nawet za bardzo porównywać. Tak, tym Uniwersum, do którego, czego nie boję się przyznać, swoje dziękczynne ,,ochy i achy” wznoszę w niebogłosy, w tak ,,cholibkowym” i temu podobnym słownictwie, jest Świat ,,One-Punch Mana”, część niepodrabialnej meta-komediowej z nadludzko potężnym Saitamą w roli głównej, rozrywki.
Dobra moja, ba!, dobra nasza, że ,,One-Punch Man” w ogóle istnieje, że jest częścią nie tyle co ogólnego komiksu, a ,,japońskiej komiksowej myśli ludzkiej”; osobiście nie wyobrażałbym sobie, żeby ,,OPM” istniał jako coś z komiksu amerykańskiego czy europejskiego, albo jako powieść dla młodzieży, która po jakimś czasie zostaje ,,wykupiona” przez wielkie hollywoodzkie Studia i odpowiednio zekranizowana czy zaadaptowana dla danego typu odbiorcy. Świat dzielnego ,,łysola”, ot śmieszkowego, ale i roztropnego zarazem Saitamy istnieje dla niego tylko w anime oraz mandze: u boku tej formy wyrażania całości treści, którą One-Punch Man sobą prezentuje: to coś, ta rzeczywistość, ten superbohater o komicznie potężnej sile i niezniszczalności z całą masą dziwnych superbohaterów u boku i masą wrogów również, w japońskim komiksie i animacji wypada najlepiej. To tak jakby Saitama miał jednocześnie ciastko, mimo tego że je jadł: jedna z najbardziej rozwijających się postaci, najprężniej i rozsądnie eksploatowanych w japońskiej popkulturze ostatnim laty, co Saitamie i jego Światu po prostu kapitalnie służy. Koniec końców w przypadku One-Punch Mana, jakby to rzec: wychodzi z tego nie tylko ,,jakaś tam” rozrywka, a kurnia balans ,,kapitalnie ponadprzeciętna rozrywka!”, ot opowieść o sposobie radzenia sobie z trudem egzystencjalnym, z pustką celowości istnienia, z jednoczesnym ,,komediowym sztosem”, który boostuje w ciekawy sposób nadludzką moc naszego ,,MC” Uniwersum oraz częściowo dramat i te dziwności, które on, nasz bohater, przeżywa. Jako serial i jako narracja graficzna, wszystko broni się tu znakomicie. I co najważniejsze: na podstawowym poziomie, nie patrząc się na żadną głębię i wielowymiarowość lektury One-Punch Mana, ów Świat stanowi jedną z najlepszych, bez wad, rozrywek z perspektywy fana anime i mangi.
I żeby nie było: dotychczas padło moim czytelniczym łupem 3 tomy mangi Muraty oraz ONE’a, których doświadczałem zawsze z wypiekami geeka na twarzy oraz 2 sezony anime, gdzie sezon 1-szy obejrzałem już dwukrotnie, bo aż taki okazał się rewelacyjny. To opowieść, która cieszy wielu czy to mało, czy dość wybrednych, dorosłych geeków, którzy chcą się bawić lekturą czy to w opcji anime, czy to w formie mangi z supermocami w roli głównej, wynosząc z niej lekcję lekkiej pokory oraz inspiracji branej przez ,,krzywe zwierciadło”, a to ze względu na komediowy z lekka los Saitamy: jeśli chodzi o to, co nasz ,,łysol” osiąga, jeśli się uprze i jeśli tego po prostu chce. Czyli co… chyba Uniwersum ,,OPM” ma wszystko, albo przynajmniej tą ,,zajebiaszczą” większość w swojej całościowej budowie (fabuła, wątki, postaci etc.) oraz przekazie, co sprawia, że nie da się nie kontynuować przygody z jego rzeczywistością, zwłaszcza jeśli po lekturze czy seansie ostatniego tomu lub odcinka mangi bądź anime OPM-a minął ,,szmat czasu”, a nawet i więcej? Jak najbardziej tak, i właśnie ten fakt oraz samo oczekiwanie (choć cierpliwość na tą dziwnie nieogarniętą jak dotąd premierę mam coraz mniejszą), na debiut cyklu nowych odcinków ,,OPM-a”, które najpewniej pojawią się pod koniec 2025 roku, bądź najwcześniej Anno Domini październik 2025, zmusiły mnie pod względem turbo-pozytywnym do swego rodzaju ,,postanowienia geeka”: powspominać niektóre odcinki sezonu drugiego, w którym Saitama bawi i jak zwykle uczy jak skutecznie lać złoli po mordzie, a po tym akcie zabrać się za lekturę tomu 4 mangi od niezrównanego, bardzo twórczo oryginalnego Yusuke Muraty oraz ONE’a. Tak też się stało; na odcinki tylko zerknąłem, przypominając sobie najważniejsze rozstrzygnięcia fabularne, a manga to manga: 4 tom chyba był mi pisany, jakby czekał na sięgnięcie po niego przez moje głodne tej ,,overpowered” rozrywki z supermocami i superherosami grającymi pierwsze skrzypce, ręce. Gdy paczka z ową mangą dotarła, gdy ,,no.4” dostałem w swoje łapska, tak też zaczął się ten ,,reading time”. Lektura trochę jednak czasu mi zajęła, mimo iż dynamika zgięła mnie w pół - ależ to wszystko ,,leciaaaaaało"! Fabuła jak zwykle skupiła się na poznawaniu Saitamy z różnych perspektyw i poznawaniu świata wokół… z perspektywy Saitamy, naszego supermocarnego charakteru, z trudną, momentami chwiejną osobowością/charakterem, stąd przez wielu czytelników ,,łysol” może miejscami tomu 4 (a także i całościowej opowieści ,,OPMa” w wersji mangi) uważany za ,,odstraszający”, albo ,,niezręczny”, czy ,,cynicznie niepoważny”.
Nic nie przebije fali ekscytacji, która zalewa mnie obecnie, i jeszcze długo, długo po, jeśli pomyślę sobie, że sezon 3 OPMa zadebiutuje (raczej) w 2025 roku. Jedynie lektura owej, 4-tomowej, a także zapewne kolejnych wydań z cyklu w mojej czytelniczej przyszłości, mangi o której niniejszym mowa może trochę tą ekscytację ostudzić. Bo... tak jak pisałem w przypadki recenzji i omówienia dość dobrego tomu 3-ego ,,OPMa”, tak napiszę i w przypadku opisania moich wrażeń, co do części no.4: ,,tak, Murata i ONE znowu to zrobili!”. I sam fakt, że po raz kolejny i kolejny to Saitama w większości jest osią, tak i jest w tej mandze, wokół której buduje się i rozgałęzia główna historia tomu i pomniejsze wątki postaci neutralnych/antybohaterów, co może wydawać się dla wielu mangowiczów toporne, nie przynudzał i nie wprowadzał ,,jałowości” i spowolnienia tempa opowiadania całej opowieści spod znaku One-Punch Man. ,,Łysol” to główny ,,mistrz gry” oraz zarówno ,,gracz” tego wybitnego rozdania, tej całej narracji, która toczy się – z mojej fanowskiej perspektywy – przez 2 sezony anime i dotychczas wraz z ową częścią przez 4 tomy. W kwestii fabuły uderza jedna dziwność: tym razem Saitama zdaje się - mimo bycia jądrem, ot osią, wokół której można określać przyszłość i celowość wydarzeń, fabuły - z perspektywy swojej osoby co raz bardziej dostosowywać do tego, co się dzieje wszędzie wokół, jakby odpowiedzialność losu historii spadała na czyjeś inne barki. Saitama musi być bardziej czujny, skoro spotyka się z nie lada mocnymi przeciwnikami czy zwykłymi postaciami. Uwaga czytelnika orbituje więc z Saitamy na nowych ,,graczy” w kwestii, ,,kto może być od łysola potężniejszy” – a to rodzi oczekiwaną różnorodność i wprowadza potrzebny chaos oraz lekką porcyjkę suspensu dla tego gatunku, który Uniwersum OPM reprezentuje.
Grafika, sama okładka i jej projekt (tył, grzbiet, malowanie i tusz), nawet ,,kreska” w dynamice scen pojedynków postaci – to wszystko wpleciono w całość tomu, tak to tu artystycznie użyto, że… nie da się nie wystawić tomowi no.4 co najmniej ,,bardzooooo dobrej” oceny. Obraz zdobywa moje serducho; nie dziwę się więc samemu sobie, że po tak długiej rozłące z tą mangą z dumą wypisaną na twarzy i szczęściem fana podchodzę do lektury ,,no.4" i w taki też sposób reaguję po całym akcie doświadczenia tomu. Jedynie niektóre sekwencje mogły się (nie spoilerując) zdać nieco rozdarte, jakby zbyt nałożone ,,kadr w kadr” obok siebie. Mimo wszystko rysunki cieszą w sztos nasze oczy. ONE oraz Murata spisali się po raz kolejny dużo, dużo i jeszcze raz dużo bardziej powyżej oczekiwań. Tak, piszę w ten sposób o tej części mangi, tego też się nie wstydzę, z jednego powodu: w ten wysmakowany na mój gust sposób okazuję wdzięczność tej opowieści, tak ukazuje się to, iż hype na mangę OPM wciąż jest u mnie dość wysoki, i wysoki będzie zawsze jeśli nasi mangacy utrzymają taki poziom artystycznej estetyki i sposobu przeniesienia wizji specyficznego tematu supermocy w groteskowym niekiedy wydaniu do końca całej mangi; podejrzewam, że kunszt jak z prawdziwego cechu rysownika i znakomitego kreatora historii utrzyma się – z mojej fanowskiej perspektywy i doświadczenia z tym tematem – do zakończenia tej komiksowej serii.
Piekielnie wręcz naszą uwagę, jak z siłą potężnej magnetycznej cewki, przyciąga to jak operuje się niniejszym ,,mangowymi kolorami”, głównie odcieniami szarości, co widoczne jest w projekcie Genosa i ,,Bofoia” a.k.a. ,,Metal Knighta”: dokładność odpowiedniego dozowania barw i tonu ,,około-szarych” kolorów powala na kolana w sposób nie do opisania. Najlepiej wypadają dwu stronicowe, na całej szerokości, mega ekspresje graficzne, które nie tylko zawierają sceny walki lub potężne eksplozje czy ataki z udziałem Saitamy, ale i groteskowe reakcje czy to ,,łysola”, czy osób/herosów, z którymi się nasz ,,MC" styka i które komentują… jego komentarz lub działania, a to z kolei tworzy, mówiąc po młodzieżowemu: ,,totalną bekę” i pocieszność od ucha do ucha.
Tom 4 ,,OPMa” to jak do tej pory – choć to bardziej subiektywna uwaga – najszybszy i najbardziej dynamiczny i wylewny w komedii, potyczkach eksplozji energii całej narracji komiks z tego Uniwersum. I chyba jest to zasługa tego, że ,,przewodnictwo” opowieści tomu spada na barki Genosa, a nie Saitamy: Genos zaczyna prowadzić tom, ale te swoje pierwsze skrzypce narracji oddaje wielu innym postaciom, głównie antagonistom, jednak w okolicy drugiej połowy całości tomu. A co do Saitamy, nasz ,,ziomek” heros, jak wspominałem wyżej, dostosowywuje się do tego ,,jaka opowieść się wokół niego owinie”. Jak zwykle zachowuje się naturalnie, bardziej martwi się zniszczeniem swojego ulubionego sklepu lub nagłym przeskokiem jego pozycji herosa w klasie bohaterów o setki pozycji niżeli globalnym mega-zagrożeniem. I taki Saitama jest najlepszy, taki jak w tym niesłychanie dobrze stworzonym od saitamowskich podstaw aż do saitamowskiej perfekcji tomie.
Opinia
Saitama zostaje wpisany do rejestru, ale co dalej? Okazuje się, że teraz zaczyna się poważna superbohaterska praca. Nasz łysy obrońca ludzkości musi udowodnić swoją przydatność jako bohater. Dodatkowo na drodze stają mu kolejni przeciwnicy.
W tym tomie pojawia się też wątek z przeszłości Saitamy, kiedy jego włosy były jeszcze na swoim miejscu.
Osobiście świetnie bawię się przy tym tytule.
Saitama zostaje wpisany do rejestru, ale co dalej? Okazuje się, że teraz zaczyna się poważna superbohaterska praca. Nasz łysy obrońca ludzkości musi udowodnić swoją przydatność jako bohater. Dodatkowo na drodze stają mu kolejni przeciwnicy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tym tomie pojawia się też wątek z przeszłości Saitamy, kiedy jego włosy były jeszcze na swoim miejscu.
Osobiście świetnie bawię się...