Nieprawe godło

Okładka książki Nieprawe godło
Vladimir Nabokov Wydawnictwo: Muza literatura piękna
312 str. 5 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Bend sinister
Data wydania:
2006-09-01
Data 1. wyd. pol.:
1990-01-01
Liczba stron:
312
Czas czytania
5 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7495-017-X
Tłumacz:
Michał Kłobukowski
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nieprawe godło w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nieprawe godło



książek na półce przeczytane 1189 napisanych opinii 437

Oceny książki Nieprawe godło

Średnia ocen
7,0 / 10
100 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
54
54

Na półkach:

Niniejsza książka figuruje w polskiej edycji pod trzema różnymi tytułami(!), którym poświecę osobny akapit. Ja przeczytałem wydanie Muzy, z tłumaczeniem Michała Kłobukowskiego i świetnym posłowiem profesora Leszka Engelkinga. Wydanie to gorąco polecam.

Jak widać z innych recenzji powieść wzbudza dość mieszane uczucia. I jest tak słusznie, bo moim zdaniem jest bardzo nierówna – są w niej przebłyski geniuszu i ciągnące się fragmenty, w których autorowi brakło inspiracji.

Sama opowieść dzieje się w nienazwanym środkowoeuropejskim państwie. W kraju zapanowała lewicowa dyktatura – tzw. „ekwilizm”, która w sposób skrajny zapewnia wyrównanie poziomu uzdolnień obywateli. Dyktator nazywa się „Paduk”, co pochodzi od staroangielskiego słowa oznaczającego ropuchę. Sam system nosi nie tylko cechy komunizmu, lecz także nazizmu, co również podkreśla fakt języka, jakim porozumiewają się ludzie w tym kraju – zawiera on dużo germanizmów i rusycyzmów. System jest świeży i jeszcze nie zdołał kompletnie zawładnąć państwem, dlatego stosuje ostre środki terroru i rozprawia się z przedstawicielami poprzedniej władzy. Obywatele są nieustannie szpiegowani i poddawani kontroli. Nowej władzy na legitymizacji ze strony wybitnych jednostek i szuka poparcia m.in. u głównego bohatera – profesora filozofii Adama Kruga. Krug jako uczeń uczęszczał do tej samej szkoły, co Paduk. Darzył go wówczas odrazą, a nawet się nad nim znęcał.

Powieść dobrze obrazuje terror, niepewność i nieustanną kontrolę w totalitarnym systemie. Jednak, jak to bywa u Nabokova jest tu wiele gier słownych i aluzji, a także czarnego humoru. Pojawiają się też nawiązania do Szekspira – na przykładzie specyficznego odczytania „Hamleta” widać jak można naginać sztukę pod ideologiczne wymogi. Jest to zarazem parodia uczonych opracowań edytorskich w tzw. wydaniach krytycznych. I w pewnym momencie autor idzie za daleko, jakby przepisywał treść z takiego wydania – pewnie Arden Shakespeare lub Oxford Shakespeare, bo tak się nazywają najbardziej znane serie wydawnicze Szekspira. Ja akurat wiedziałem, że początków Hamleta doszukuje się w tragedii zemsty, która przetrwała w niemieckim przekładzie zwącym się „Der bestrafte Brudermord”, ale myślę, że dla wielu będzie to czymś kompletnie niejasnym.

Nabokov także doskonale scharakteryzował cynizm i oportunizm środowisk akademickich, które są gotowe dostosować się do nowej władzy. Sam rektor, bardzo moralnie oślizgła osoba, został nazwany „Azureus”, czyli jak gatunek żaby, która potrafi wydzielać liczne toksyny (jej polska nazwa to „drzewołaz niebieski”). Wygląda to na formę porównania go z dyktatorem.

Jak już napisałem powieść po polsku nosi trzy alternatywne tytuły: „Skośnie w lewo” (tłumaczenie Macieja Słomczyńskiego”), „Z nieprawej strony” (tłumaczenie Rafała Śmietany) albo „Nieprawe godło” (tłumaczenie Michała Kłobukowskiego), zaś jej angielski tytuł to „Bend sinister”. Jak można wyczytać w posłowiu jest to pojęcie z dziedziny heraldyki, często wiązane z pochodzeniem z nieprawego łoża. Jednak jest to też aluzja do lewicowości przedstawionego systemu. Posłowie prof. Engelkinga mówi nam, że autor sam długo nie wiedział, jak nazwać powieść, jeden z odrzuconych tytułów to „Solus rex”. Przyznam, że mi najbardziej podoba się jeszcze inna propozycja tłumaczenia tytułu, z komentarza pana Wojciecha Gołębiewskiego – „Ponury zakręt”. Myślę, że ona jest najbardziej adekwatna do treści.

Przez mnogość aluzji powieść bywa niełatwa w interpretacji. Sam Nabokov to wyczuł i napisał przedmowę, w której objaśnia część nawiązań (ale też niestety zdradza fabułę). Posłowie prof. Engelkinga bardzo pomaga i rozjaśnia inne wątki. Jest to naprawdę wspaniały dodatek.

Tłumaczenie Michała Kłobukowskiego jest bardzo dobre: przepiękny nabokovowski język został zachowany, liczne gry słowne również. Jednak po polsku oryginalne zbiorowe wydanie dzieł Szekspira określa się jako „Pierwsze folio”, a nie „Pierwsze folium”.

Niniejsza książka figuruje w polskiej edycji pod trzema różnymi tytułami(!), którym poświecę osobny akapit. Ja przeczytałem wydanie Muzy, z tłumaczeniem Michała Kłobukowskiego i świetnym posłowiem profesora Leszka Engelkinga. Wydanie to gorąco polecam.

Jak widać z innych recenzji powieść wzbudza dość mieszane uczucia. I jest tak słusznie, bo moim zdaniem jest bardzo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

357 użytkowników ma tytuł Nieprawe godło na półkach głównych
  • 209
  • 144
  • 4
73 użytkowników ma tytuł Nieprawe godło na półkach dodatkowych
  • 55
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Vladimir Nabokov
Vladimir Nabokov
Rosyjski i amerykański pisarz, tworzący do mniej więcej 1938 roku głównie w języku ojczystym, potem głównie w języku angielskim, autor kilku tekstów w języku francuskim. Z wykształcenia filolog (romanista i rusycysta), krótko studiował zoologię, przez całe życie zajmował się lepidopterologią (liczne artykuły w czasopismach specjalistycznych, praca w harwardzkim muzeum), hobbystycznie układał zadania szachowe, w latach 1941–1959 był wykładowcą literatury na uczelniach amerykańskich. Szeroką sławę przyniosła mu powieść Lolita (opublikowana w Paryżu, 1955). Urodził się 10 kwietnia 1899 według stosowanego wówczas w Rosji kalendarza juliańskiego. Odpowiednikiem tego dnia w kalendarzu gregoriańskim jest 22 kwietnia, co można obliczyć dodając 12 dni do daty według kalendarza juliańskiego. Niektóre źródła podają błędnie wyliczoną datę 23 kwietnia uzyskaną poprzez nieprawidłowe zastosowanie 13-dniowej różnicy między dwoma kalendarzami, która jednak mogła być używana tylko po 28 lutego 1900. We wspomnieniowej książce Speak, Memory Nabokov wyjaśnił powód pomyłki i potwierdził, że właściwą datą jest 22 kwietnia. Nabokov pochodził ze szlacheckiej rodziny rosyjskiej. Po utracie majątku w wyniku rewolucji październikowej w Rosji jego rodzina wyjechała do zachodniej Europy. Na początku lat dwudziestych Nabokov studiował romanistykę i slawistykę w Cambridge, po ukończeniu studiów w 1923 zamieszkał w Berlinie (Niemcy oraz środowisko emigrantów rosyjskich w Niemczech nierzadko występują w utworach Nabokova z tamtego okresu). 15 kwietnia 1925 Nabokov ożenił się z Verą Slonim, 10 maja 1936 urodził im się syn Dimitri. W 1937 przenieśli się do Paryża, a w 1940 popłynęli transatlantykiem do USA, gdzie Nabokov między innymi pracował w muzeum oraz jako profesor literatury na uczelni. Po sukcesie finansowym Lolity, w 1961 Nabokov z rodziną przeprowadził się do Montreux w Szwajcarii. Od 1964 aż do śmierci mieszkał w hotelu Montreux-Palace w Montreux.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Molloy Samuel Beckett
Molloy
Samuel Beckett
Samuel Beckett, nieustępliwy demaskator języka i tożsamości, w "Molloyu" odsłania przed nami labirynt ludzkiego istnienia, jakiego literatura rzadko się ima. Powieść ta, będąca pierwszą częścią jego słynnej trylogii, stanowi swoisty punkt zerowy literatury nowoczesnej, miejsce, gdzie język zaczyna się załamywać pod ciężarem własnych ograniczeń, a człowiek — jako figura, jako podmiot — rozpada się na fragmenty. Beckett nie interesuje się fabułą w tradycyjnym sensie; raczej z precyzją chirurga rozbiera ją na czynniki pierwsze, pokazując, że to, co wydaje się być opowieścią, jest w istocie spazmatycznym skowytem świadomości, próbą uchwycenia sensu tam, gdzie sens już dawno umarł. Molloy, którego imię samo w sobie brzmi jak echo, jak zanikający dźwięk, jest postacią, której istnienie oscyluje między obecnością a nieobecnością. Przebywa w pokoju u matki — a może raczej: jego ciało spoczywa w pokoju, podczas gdy jego świadomość miota się w przestrzeniach wewnętrznych, których żaden współrzędny system nie zdoła opisać. Narracja nieustannie się zapętla, a język, zamiast być narzędziem wyjaśniania, staje się narzędziem zaciemniania. Molloy próbuje dojść do matki — czy może do centrum siebie samego — lecz każda próba ruchu, fizycznego lub myślowego, kończy się w martwym punkcie. W tej pozornej stagnacji jednak Beckett ukazuje prawdziwe dramaty świadomości: niezdolność do komunikacji, rozpadającą się pamięć, przemoc samego istnienia. Beckett nie oferuje nam opowieści, lecz monolog. A może raczej — szereg monologicznych porywów, które nie układają się w liniowy dyskurs, lecz dryfują w strumieniu języka, który sam siebie podważa. Molloy mówi, aby mówić, mówi, aby istnieć, lecz jego słowa coraz mniej znaczą, coraz bardziej obnażają pustkę, która rośnie wraz z każdą próbą nazwania rzeczywistości. Słowo u Becketta nie jest już gwarantem sensu, ale ruchem ku jego nieobecności. W tym sensie "Molloy" jest powieścią, która ukazuje katastrofę języka — i właśnie w tej katastrofie odnajduje swoją głębię. Druga część powieści, w której głos zabiera Moran, pozornie oferuje większą klarowność: oto mamy narrację przypominającą sprawozdanie, relację z misji, której celem jest odnalezienie tajemniczego Molloya. Lecz z każdą stroną również i ta opowieść zaczyna się rozpadać. Moran, początkowo surowy i logiczny, powoli popada w fizyczną i psychiczną ruinę. Jego podróż przypomina groteskową wersję podróży bohatera — tyle że tutaj nie ma celu, nie ma katharsis, nie ma powrotu. Istnieje jedynie postępujący rozpad, który demaskuje złudność porządku i racjonalności. W tym kontraście — między pozorną strukturą a rzeczywistym chaosem — Beckett ukazuje, że każda próba uchwycenia świata za pomocą języka jest skazana na fiasko. Nie dlatego, że język jest zły, lecz dlatego, że świat nie ma już formy, którą dałoby się opisać. Beckettowska ironia nie jest złośliwa, lecz egzystencjalna. Molloy i Moran to nie tyle dwie postacie, co dwie emanacje tej samej świadomości. Ich losy nie są symetryczne, lecz spiralne: jeden zdaje się wyłaniać z drugiego, jakby byli dwiema fazami tej samej dekonstrukcji. W tym sensie "Molloy" nie jest powieścią o kimś ani o czymś, lecz powieścią o trwaniu — o tym, jak trwać, gdy wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Trwanie to u Becketta nie jest jednak heroiczne. Nie ma w nim patosu. Jest raczej rodzajem milczącego oporu, uporu, który wyraża się w samym akcie pisania, mówienia, oddychania. Molloy, który ssie kamienie według skomplikowanego algorytmu, jest figurą tego absurdu: nie wiadomo, po co to robi, ani czy w ogóle to robi, lecz fakt, że coś robi, staje się jego ostatnim śladem człowieczeństwa. To, co szczególnie fascynujące, to sposób, w jaki Beckett gra z oczekiwaniami czytelnika. W świecie Molloya nie ma logiki, przyczynowości, nie ma czasu w tradycyjnym sensie. Jest za to język, który trwa, który się snuje, który jednocześnie tworzy i niszczy. Beckett, jak nikt inny, potrafi ukazać język jako strukturę niestabilną, nękaną przez własną nieadekwatność. Molloy mówi, lecz sam nie wierzy w to, co mówi. A jednak mówi. I to właśnie ten paradoks — potrzeba mówienia w świecie, w którym nie ma już nic do powiedzenia — czyni z Becketta jednego z największych pisarzy XX wieku. Forma "Molloya" jest równie radykalna jak jego treść. Długie, meandrujące zdania, brak klasycznego podziału na rozdziały, brak dramatycznych punktów zwrotnych — to wszystko służy jednemu celowi: rozbiciu czytelniczych przyzwyczajeń. Beckett nie pozwala na łatwe utożsamienie się z bohaterem, nie oferuje pocieszenia ani rozwiązania. Zamiast tego proponuje doświadczenie literackie graniczące z metafizycznym: czytelnik zostaje wciągnięty w proces, który nie ma końca, tak jak nie ma końca samotność świadomości zamkniętej w sobie samej. A jednak, mimo całej tej surowości i radykalizmu, "Molloy" nie jest powieścią pesymistyczną. Jest to raczej tekst głęboko afirmatywny, choć na poziomie innym niż przywykliśmy to rozumieć. Afirmacja ta nie dotyczy świata, który można zrozumieć, lecz samego aktu pisania, trwania, bycia w języku. Beckett nie mówi: oto sens — mówi: oto trwanie mimo braku sensu. I to trwanie, ciche, kruche, a jednak uporczywe, staje się najgłębszym wyrazem człowieczeństwa. Molloy i Moran nie są bohaterami w klasycznym sensie. Są figurami naszej kondycji: zagubione, rozdarte, a jednak trwające. Czytanie "Molloya" to doświadczenie graniczne. Wymaga cierpliwości, wymaga pokory, ale też otwartości na literaturę, która nie tyle opowiada, co doświadcza. Beckett nie interesuje się opowieścią, lecz warunkami jej możliwości. Jego pisarstwo to nieustanne zadawanie pytań o to, czym jest podmiot, czym jest język, czym jest istnienie. W tym sensie "Molloy" to nie tylko powieść, ale też traktat ontologiczny i epistemologiczny, zapis świadomości, która próbuje uchwycić siebie samą, choć wie, że to niemożliwe. Literatura Becketta nie zna kompromisów. "Molloy" jest tego najlepszym przykładem: surowa, bezlitosna, ale jednocześnie przejmująco ludzka. W świecie, który utracił sens, Beckett odnajduje coś innego — może nie sens, lecz rytm, może nie prawdę, lecz trwanie. I to wystarcza. Bo jeśli istnieje jakiś ratunek, jakaś forma zbawienia, to nie w wielkich narracjach, lecz w małych gestach: w słowie, które się wymawia, choć nie ma już nadziei, że zostanie zrozumiane. Dlatego "Molloy" nie tylko zasługuje na uwagę, ale wymaga jej. To nie jest książka do połknięcia jednym tchem. To książka, która domaga się, by ją czytać uważnie, powoli, z szacunkiem dla każdej pauzy, dla każdego zawahania. Bo właśnie w tych zawahaniach, w tych zatrzymaniach, w tych niedopowiedzeniach kryje się prawda, której nie sposób wypowiedzieć wprost. Beckett wiedział, że język jest zawodny — ale też wiedział, że nie mamy niczego poza nim. I dlatego pisał. I dlatego czytamy.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Dziewięć opowiadań J.D. Salinger
Dziewięć opowiadań
J.D. Salinger
Ciekawe opowiadania Salingera. Autor "Buszującego w zbożu" miał dobry słuch ( co widać w języku) i umiał dostrzec szczegół, który był ważnym punktem w trakcie lub na końcu opowieści. Pierwsze utwór "Idealny dzień na ryby" czyli na łowienie porusza trudny problemy samobójstwa. Zdeformowana przez wojsko psychika złowiła wolę młodego człowieka, który zastrzelił się . Drugie opowiadanie to problem psychiki dziecka, które ucieka w wymyślony przez siebie świat Gdy uśmierca swojego wymyślonego bohatera zaczyna płakać, bo to był dla niej ktoś bliski ( mimo tego, że był fikcyjną postacią). W innej opowieści "Człowiek Śmiechu" wódz opowiada dzieciom historię Człowieka Śmiechu, historię wymyśloną. I gdy znów na koniec ginie Człowiek Śmiechu ( czyli postać fikcyjna) jeden z chłopców zaczyna płakać. Salinger pokazuje jak ważna jest fikcja literacka dla odbiorcy dziecięcego. Dzieci występują w tych małych utworach prozatorskich w roli głównych bohaterów. Kolejne opowiadanie "Teddy" to dziecko, które ma dar przepowiadania. Temat literacki znany, ale ten chłopiec nie myśli szablonowo. On próbuję definiować rzeczywistość według klucza buddyjskiego. Dorośli mu nie wierzą i dlatego pobierają od niego nauki. Te opowiadania Salingera wymagają uwagi przy czytaniu. Motywacja psychologiczna postaci jest ciekawie przedstawiona przez Salingera. To czego bohater nie znajduje w rzeczywistości, rekompensuje sobie tworzeniem fikcji. To tylko niektóre z moich spostrzeżeń. Polecam te opowiadania. To świetna literatura.
Grzegorz Piskorz - awatar Grzegorz Piskorz
ocenił na 8 27 dni temu
Ulisses James Joyce
Ulisses
James Joyce
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff. Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto. James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora. Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe. Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających: https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
BastradPL - awatar BastradPL
ocenił na 10 27 dni temu
Mdłości Jean-Paul Sartre
Mdłości
Jean-Paul Sartre
Na początku jest dużo przemyśleń - w moim odczuciu - totalnie o niczym. Rozumiem, że mają to być głębokie rozmyślania egzystencjalne, ale to czy podnieść z ziemii papierek do nich nie należy, choćby nie wiem jaką historię do tego dopisać. W 1/4 w książce dalej nic się nie dzieje - narrator chodzi po ulicach, pracuje w bibliotece i śpi w mieszkaniu. Mam wrażenie, że historia opowiedziana z perspektywy Samouka byłaby ciekawsza. "Będę czytał Eugenię Grandet. Nie dlatego, żeby mi to sprawiało wielką przyjemność, trzeba jednak coś robić". - To, zdaje się motyw przewodni narratora, a to sprawia, że ja mam podobne odczucia do "Mdłości". Bohater jest bardzo spostrzegawczy, dostrzega mnóstwo szczegółów, niewidocznych dla zwykłych śmiertelników, choć mam wrażenie, że na dłuższą metę nic z tych obserwacji nie wynika. Pojawiają się historie relacji z kobietami, ale tak samo nijakie jak wszystko inne. Jest nieco przerażony swoją wolną wolą, nie ma pojęcia, co zrobić ze swoim życiem, choć jak zauważa, jest jeszcze młody i może zacząć od nowa. Na ostatnich 20 stronach w końcu się coś dzieje, a narrator zyskuje mój szacunek. Ostatnia strona daje jednak nadzieję - "można więc uzasadnić swoje istnienie?" - pyta autor. Myślę, że tak. To nie tak, że nie doceniam tych głębokich przemyśleń na temat bezsensu istnienia, czy tym bardziej - ich nie rozumiem. Rozumiem i doceniam. Tylko wydaje mi się, że - zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy mamy epidemię depresji - do niczego konkretnego to nie prowadzi, a wręcz mogą być szkodliwe.
ewea21 - awatar ewea21
ocenił na 6 21 dni temu
Cztery opowiadania. List do ojca Franz Kafka
Cztery opowiadania. List do ojca
Franz Kafka
Jest to moje pierwsze zetknięcie ze słynnym Kafką i myślę, że ta książka była dobrą przystawką w tym kontekście. Polecam każdemu, kto nie jest pewien czy udźwignie jedną z jego dłuższych powieści. Ja już jestem gotowy jakby co. Opowiadania Kafki są bardzo dziwne, ale pozytywnie, bo przez to intrygujące. Czytając je można odnieść wrażenie, że autor najpierw pisze pierwsze bardzo tajemnicze zdanie, a potem podejmuje się wyzwania dopisania do tego całej historii, która będzie czymś w rodzaju tragicznej groteski i poszukiwania smutnej prawdy o człowieczeństwie. Właściwie to poza pierwszym opowiadaniem, wszystkie mógłbym streścić i spróbować nimi zaintrygować przez samo przytoczenie pierwszego zdania: - Przemiana: "Gdy Gregor Samsa obudził się pewnego rana z niespokojnych snów, stwierdził, że zmienił się w łóżku w potwornego robaka." - Kolonia Karna: "Jest to szczególny aparat - powiedział oficer do podróżnego-badacza i jak gdyby z pewnym zdumieniem spojrzał na dobrze mu przecież znany przyrząd." - Jama: "Urządziłem tę jamę i wydaje się, że się udała." Jeśli zaś chodzi o pierwsze opowiadanie, "Wyrok", to jest ono najbardziej zagadkowe do interpretacji. Dla odmiany zaczyna się ono normalnie, "Było to niedzielne przedpołudnie o najpiękniejszej porze wiosennej", ale pod koniec czytelnik łapie się za głowę i pyta "co się właściwie stało?!". Na końcu znajduje się list Kafki do ojca, który powinien być lekturą dla każdego przyszłego rodzica. Nie znam genezy tego listu, ale to bardzo poruszające jak autor próbuje rozliczyć się ze swoim dzieciństwem, w którym niezbyt dobrze wspomina swojego rodzica, choć ten go nie bił i na pewno chciał dobrze.
Igor Żukowski - awatar Igor Żukowski
ocenił na 8 5 lat temu
Fałszerze André Gide
Fałszerze
André Gide
O tym jak nie ulegać społecznym oczekiwaniom. Po raz pierwszy czytałam tę książkę kilkanaście lat temu i z tej pierwszej lektury zapamiętałam tylko scenę trucia się gazem i takie niewyraźne wrażenie, że to było coś innego niż wszystko co dotychczas czytałam, i że mi się bardzo podobało. Tym razem podobało mi się nieco mniej. Jest to książka bardzo wielowątkowa, a przy tym napisana tak jakoś osobliwie. Trudno wyodrębnić tu jakiś główny temat, tak jakby to była książka dosłownie o wszystkim. Jest tu i niewierność małżeńska, nieślubne dzieci, zakazana miłość, dzieci schodzące na złą drogę, uleganie złym wpływom, próby odnalezienia własnej drogi życiowej, dużo rozważań na temat twórczości i samobójstwa, i pewnie pominęłam jeszcze ze dwa tuziny tematów. Trudno też wskazać głównych bohaterów, bo po pierwsze - jest ich mnóstwo, a po drugie - niejednokrotnie ci, którzy wydają się ważni schodzą na dalszy plan, a ci dalszoplanowi zaczynają grać pierwsze skrzypce. W przypadku niemal każdej postaci widzimy tylko jakiś drobny wycinek ich drogi, wiele wątków pozostaje urwanych, bez zamknięcia. Trudno też stwierdzić, kto jest tytułowym "fałszerzem" - przez całą książkę przewija się wątek fałszowania pieniędzy, ale tak naprawdę niemal każda postać jest tu "fałszerzem", kogoś oszukuje, przed kimś udaje. W szczególny sposób rozczulił mnie wątek homoseksualnej miłości, ale nie dlatego że był jakoś szczególnie poruszający, ale przez to że przy pierwszej lekturze mi kompletnie umknął, nie budząc żadnych podejrzeń. Co prawda jest to napisane dość aluzyjnie i enigmatycznie, niemniej wystarczająco jasno, żeby zrozumieć, o co chodzi. A jednak dwudziestoletnim szczawiem będąc, nie załapałam niczego. Ewidentnie byłam kiedyś niewinna jak, z przeproszeniem, nieobsrana łąka, a potem się tak strasznie zepsułam.
niedź - awatar niedź
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Pośród ścieżek do raju i inne opowiadania Truman Capote
Pośród ścieżek do raju i inne opowiadania
Truman Capote
„ Nie poruszyła się. Potargane włosy ułożyły się jak wachlarz na poduszce, jedna dłoń spoczywała we wgłębieniu odciśniętym przez jego głowę. Pochylił się nad nią i pocałował ją w usta, jej sinawe od snu powieki zadrżały lekko. - Tak , tak, nie śpię – wymamrotała, a deszcz w nagłym porywie wiatru smagnął szybę jak fala przyboju.” „Bezgłowy jastrząb” (s.137-138.) Truman Capote, „Pośród ścieżek do raju i inne opowiadania”, przekł. Z. Batko, Muza S. A., Warszawa 2006. Zbiór „Pośród ścieżek do raju...” zawiera opowiadania niewydane wcześniej w formie książkowej. Jak napisze Reynolds Price we Wstępie: „ W XX wieku tylko dwa nazwiska wyróżniających się przedstawicieli tej literatury stały się powszechnie znane: Ernest Hemingway i Truman Capote.” (s. 5.) T. Capote - to znakomity pisarz amerykański II połowy XX w., znany szerokim kręgom czytelniczym, chociażby ze „Śniadania u Tiffany`ego”. Jeśli dodać do tego niezwykle barwny, ale i dramatyczny życiorys, lektura tekstów autora „Z zimną krwią” wydaje się być oczywista. Z życia Trumana: • porzucony przez rodziców (oddany krewnym); • dziwna fizyczność, kobiecy głos; • młodość z nocnym życiem; • przedwczesna sława… • przedwczesna śmierć (narkotyki, alkohol, niszczące związki seksualne). „Pośród ścieżek do raju…” to zbiór wyjątkowych opowiadań, precyzyjnych narracyjnie z głębią emocjonalną (szczególnie mocno zarysowaną w relacjach międzyludzkich). Bije z nich życie. Pisarstwo Capote`a wytrzymuje próbę czasu. Warto sięgnąć nie tylko po opowiadania. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Opowieści fantastyczne Fiodor Dostojewski
Opowieści fantastyczne
Fiodor Dostojewski
Kiedyś byłam zachwycona powieściami Dostojewskiego, szczególnie „Idiotą”. Jednak opowiadania to nie moja bajka. Okazuje się, że Dostojewski przez całe życie prowadził „Dziennik pisarza”, w którym notował różne własne spostrzeżenia, a także puszczał wodze fantazji, pisząc opowiadania. Może to były pomysły do wykorzystania później, a może to była odskocznia od dłuższych form. „Opowiadania fantastyczne” nie są fantastyką, jak dzisiaj ją rozumiemy. Te opowiadania dzieją się na pograniczu snu i jawy. Tak jak w opowiadaniu „Bobek”, gdzie bohater, siedząc na jednym z grobów, na cmentarzu przysłuchuje się rozmowom ostatnio zmarłym. Jednak tematy tych rozmów, jak tematy innych opowiadań są typowe dla prozy Dostojewskiego. Porusza w nich problemy dotyczące XIX- wiecznej Rosji, nędzy, brudu, wyzysku, alkoholizmu większości społeczeństwa. Świetnie to widać w najlepszym opowiadaniu w zbiorze „Potulna”. Spowiedź człowieka, którego żona popełniła samobójstwo. Spowiedź przekształca się w analizę psychologiczną ich związku, a także obraz, w jaki sposób traktowane są kobiety w Rosji. W opowiadaniach „Chłop Mareusz” i „Stuletnia” oddaje hołd ludziom prostym, doświadczonym przez długie życie, którzy przekazują prawdy moralne młodszemu pokoleniu. W „Stuletniej” porusza też temat śmierci. „Sen śmiesznego człowieka” jest alegorią życia. Nawet znaną baśń Andersena „Dziewczynkę z zapałkami” przenosi do realiów rosyjskich, tworząc „Chłopczyk na gwiazdce u Pana Jezusa”. W porównaniu z powieściami autora, te opowiadania są dość przeciętna, ale mogą być pewnego rodzaju wstępem dla twórczości autora, dla tych, którzy jeszcze nie zetknęli się z jego twórczością. Dla mnie to było po długich latach powrót do twórczości fantastycznego autora.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 7 4 miesiące temu

Cytaty z książki Nieprawe godło

Więcej
Vladimir Nabokov Nieprawe godło Zobacz więcej
Vladimir Nabokov Skośnie w lewo Zobacz więcej
Vladimir Nabokov Nieprawe godło Zobacz więcej
Więcej