rozwiń zwiń

Nazywają mnie Śmierć

Okładka książki Nazywają mnie Śmierć
Klester Cavalcanti Wydawnictwo: Muza reportaż
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
O Nome da Morte
Data wydania:
2019-04-24
Data 1. wyd. pol.:
2019-04-24
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328707344
Tłumacz:
Joanna Kuhn
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nazywają mnie Śmierć w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nazywają mnie Śmierć



książek na półce przeczytane 1123 napisanych opinii 280

Oceny książki Nazywają mnie Śmierć

Średnia ocen
5,9 / 10
169 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
195
184

Na półkach: ,

Dobra i niedobra. Właściwie ciężko za wiele powiedzieć. Czyta się dość szybko ale czy fabuła jest wciągająca? Niekoniecznie.

Z pewnością jest mniej wciągająca i interesująca niż wynika to z opisu - a przynajmniej ja spodziewałam się czegoś trochę innego. Ale to też nie znaczy, że była stratą czasu.

Dobra i niedobra. Właściwie ciężko za wiele powiedzieć. Czyta się dość szybko ale czy fabuła jest wciągająca? Niekoniecznie.

Z pewnością jest mniej wciągająca i interesująca niż wynika to z opisu - a przynajmniej ja spodziewałam się czegoś trochę innego. Ale to też nie znaczy, że była stratą czasu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

380 użytkowników ma tytuł Nazywają mnie Śmierć na półkach głównych
  • 196
  • 184
107 użytkowników ma tytuł Nazywają mnie Śmierć na półkach dodatkowych
  • 69
  • 8
  • 8
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyspa potępionych. Prawdziwa historia wyspy Blackwell Stacy Horn
Wyspa potępionych. Prawdziwa historia wyspy Blackwell
Stacy Horn
Kwestia zdrowia psychicznego przez stulecia byla tematem wstydliwym. Jesli rodzine bylo na to stac, to chorego umieszczano w prywatnych zakladach zamknietych. Znacznie gorzej wygladala sytuacja, kiedy rodzina nie chciala wziac odpowiedzialnosci za los chorej osoby lub jesli nie bylo ich stac na oplaty. W tym przypadku obowiazek ten spoczywal na wladzach. W 1839 roku wladze Nowego Jorku otworzyly na Wyspie Blackwell Nowojorski Zaklad dla Oblakanych. Na tej samej wyspie stworzono Dom Pracy Przymusowej, przytulek dla ubogich, szpital i zaklad karny. Trafic tam bylo bardzo latwo. W przypadku przestepcow sprawa byla jasna. Byl wyrok i skazany wiedzial ile czasu trwal. W pozostalych przypadkach pobyt tam bywal dozywotni. Prowadzono kreatywne kwaterowanie i mieszkancy byli przesuwani pomiedzy budynkami. Warunki sanitarne i zywnosciowe byly tragiczne, a smiertelnosc bardzo wysoka. Prowadzono tam rowniez okrutne eksperymenty medyczne. Osoby wizytujace szpital mialy wrazenie, ze schodza do przedsionkow piekiel. Lata zajelo, zanim w swiadomosci spolecznej pojawila sie kwestia rozdzielenia choroby psychicznej, przestepczosci i ubostwa. Wielokrotnie przeprowadzane reformy i restrukturyzacje nie przynosily oczekiwanych skutkow. Ksiazka Stacy Horn to sprawnie napisana i rzetelna historia wyspy Blackwell. Mimo dziejacych sie tam okropienstw, autorka nimi nie epatuje, nie szuka sensacji. Nie jest to ksiazka przelomowa, ale jest potrzebnym glosem w dyskusji o humanitaryzmie i odpowiedzialnosci spoleczenstwa i wladz za najslabszych wspolobywateli. Jedna uwaga do polskiego tlumaczenia - nazwanie seksu oralnego "francuzem" bardziej pasuje do jezyka potocznego, niz do tego typu ksiazki.
mamalgosia - awatar mamalgosia
oceniła na 7 11 miesięcy temu
Nie jestem potworem Carme Chaparro
Nie jestem potworem
Carme Chaparro
Powieść Carme Chaparro „Nie jestem potworem” to debiut, który uderza w najczulsze struny ludzkiego lęku – strachu o bezpieczeństwo własnego dziecka. Akcja rozpoczyna się od sceny, która jest koszmarem każdego rodzica: w zatłoczonym centrum handlowym, w ułamku sekundy, znika mały chłopiec. Hiszpańska dziennikarka wykorzystuje swoje zawodowe doświadczenie, by nakreślić obraz medialnego szaleństwa, jakie wybucha wokół tragedii. To mroczny, gęsty thriller psychologiczny, który oceniam na 7/10 za jego bezwzględną szczerość w portretowaniu współczesnych mechanizmów manipulacji informacją. Główną bohaterką jest Ana Arén, doświadczona inspektor policji, która musi zmierzyć się nie tylko z przebiegłym porywaczem, ale i z dawną przyjaciółką, Inés Pascual – gwiazdą dziennikarstwa śledczego. Chaparro po mistrzowsku pokazuje toksyczną symbiozę między organami ścigania a mediami. Inés, dążąc do jak najwyższej oglądalności, nie cofa się przed niczym, żerując na emocjach zrozpaczonych rodziców. Autorka stawia brutalne pytanie: gdzie kończy się informowanie, a zaczyna spektakl z ludzkiego nieszczęścia? W świecie „Nie jestem potworem” prawda jest tylko produktem, który musi się dobrze sprzedać przed wieczornym wydaniem wiadomości. Anatomia zła Tytuł powieści jest przewrotny i wieloznaczny. Chaparro sugeruje, że „potwór” to nie tylko osoba dokonująca czynu zabronionego, ale może nim być każdy z nas, gdy górę biorą ambicja, egoizm lub obojętność. Autorka sprawnie buduje napięcie, serwując czytelnikowi liczne mylne tropy i krótkie, dynamiczne rozdziały, które nadają narracji niemal filmowe tempo. Postacie są skomplikowane, pełne wad i mrocznych sekretów, co sprawia, że trudno komukolwiek w pełni zaufać. Doceniam solidny warsztat i odwagę w poruszaniu trudnych tematów społecznych. Choć samo zakończenie może wydać się niektórym czytelnikom nieco zbyt przerysowane lub wręcz szokujące na siłę, to jednak ładunek emocjonalny całej opowieści jest niezaprzeczalny. „Nie jestem potworem” to przestroga przed światem, w którym klikalność jest ważniejsza od empatii, a tragedia staje się rozrywką mas. To lektura, która zostawia z poczuciem głębokiego niepokoju i każe dwa razy sprawdzić, czy na pewno trzymamy nasze dziecko za rękę w tłumie. Czy po tej recenzji czujesz się gotowy na konfrontację z najmroczniejszą stroną ludzkiej natury, czy wolisz jednak lżejsze tematy literackie?
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 10 dni temu
Zrozumieć zbrodnię Ewa Ornacka
Zrozumieć zbrodnię
Ewa Ornacka
Dlaczego po stwierdzeniu choroby psychicznej u osoby, która dokonała zbrodni morderstwa, gwałtu czy pobicia, nie trafia ona w polskim systemie sądowniczym do więzienia, tylko na leczenie? Dlaczego nie ponosi ona odpowiedzialności karnej, jak każdy inny sprawca? Co go tłumaczy? Choroba? No dobra, ja mam nadciśnienie i o tym wiem, biorę leki, jak wypiję za dużo kawy to serducho mało mi z piersi nie wyskoczy. Wiem, przesadziłam z używkami, ponoszę konsekwencje swoich postępków złym samopoczuciem czy podenerwowaniem. A schizofrenik, który nie wziął leków i zabił bo słyszał głosy w czym niby jest lepszy? Zabił, niech odpowiada za swoje czyny. Niech nawet dostanie niższą karę ze względu na chorobę, ale skoro pozbawił życia czy zdrowia inną istotę żywą, ma za to ponieść konsekwencje. Dobrze, że głośno zostało w książce powiedziane o bezkarności polskich lekarzy psychiatrów. Podobnie, cieszę się, że zostały poruszone w reportażu pani Ornackiej kwestie związane z polskim sądownictwem i powiązanym z nim systemem wydawania opinii lekarskich, który też pozostawia sporo do życzenia. Całkowicie popieram pełną kontrolę, weryfikowanie pracowników przyjmowanych do pracy w sądach, policji, prokuraturze, więzieniach czy domach poprawczych co powinno być standardową procedurą rygorystycznie i systematycznie przestrzeganą i wykonywaną przez służby do tego wyznaczone i często rotowane na swoich stanowiskach, aby uniknąć korupcji, kolesiostwa czy innych układów. Reportaż dobry, odkrywający sekrety naszego umysłu, ale też odczarowujący choroby psychiczne i cały system z tym zagadnieniem powiązany. Polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na 6 8 miesięcy temu
Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć John Bateson
Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć
John Bateson
„Każda śmierć ma swoją historię, nikt nie wie o tym lepiej od koronera.” Książka w formie reportażu napisana przez Johna Batesona to opowieść o pracy Kena Holmesa, koronera. Książka została wydana w styczniu 2019 roku, więc od daty premiery dzieli nas już pięć lat, jednak ja niezmiennie będę ją polecała ze względu na jej formę i treść. „Sprawa dla koronera” z przyjemną dla czytelnika wnikliwością, opowiada historię pracy wspomnianego już koronera Kena Holmesa. Główny bohater swoją karierę rozpoczynał w zakładzie pogrzebowym, dzięki spełnieniu podstawowych wymagań (ukończone minimum 21 lat, niekaralność, zdana matura) oraz szczęśliwemu splotowi wydarzeń, rozpoczął pracę w biurze koronera hrabstwa Maine. Ciężka praca, upór i konsekwencja w dążeniu do celu spowodowały, że przez lata pracy, Holmes piął się po szczeblach kariery, by finalnie objąć stanowisko koronera okręgowego. Rys biograficzny jest obecny w tej książce, bo inaczej rzetelne przedstawienie pracy Holmesa nie byłoby realne, jednak nie jest on tak przytłaczający, czy nachalny jak w przypadku opisywanej tu przeze mnie niedawno książce „Oko w oko ze złem”. Wydawca przekonuje, że jest to lektura obowiązkowa dla fanów „Profilu mordercy” i „Trupiej Farmy”. Ja do tego zestawienia dodałabym „Tajemnice wydarte zmarłym” oraz „Mindhuntera”. Forma książki przywodzi na myśl wspomnianą „Trupią Farmę”, ponieważ w analogiczny sposób odnosi się do najciekawszych doświadczeń zawodowych bohatera. Razem z Holmesem poznajemy sprawy, przy których pracował. Jesteśmy wdrażani w opisy postępowania na miejscu zbrodni, sposoby postępowania ze zwłokami, czy w techniki określania czasu zgonu. „Każdego dnia staje oko w oko ze śmiercią, żeby znaleźć odpowiedzi dla żywych”. John Bateson w sposób bardzo skrupulatny opowiada o pracy Kena Holmesa umieszczając w książce także jego wypowiedzi i przemyślenia. „Sprawa dla koronera” jest książką rzetelnie oddającą klimat pracy koronera, zawiera mnóstwo przykładów, ciekawostek i wyjaśnień co najważniejsze przekazanych w sposób całkowicie zrozumiały dla laików. Polecam szczególnie entuzjastom tematyki, tym bardziej, że lektura zawiera obszerną bibliografię oraz równie obszerny wykaz spraw przeprowadzonych przez biuro koronera hrabstwa Maine w latach 1970 - 2010.
MalwixInTheBookNook - awatar MalwixInTheBookNook
ocenił na 8 1 rok temu
Czy już zasnęłaś Kathleen Barber
Czy już zasnęłaś
Kathleen Barber
Książka Kathleen Barber to intrygujący thriller psychologiczny, który uderza w bardzo czuły punkt współczesności: naszą obsesję na punkcie gatunku true crime. Autorka stawia brutalne pytanie, co czują ofiary, gdy ich największy koszmar staje się rozrywką do porannej kawy dla milionów słuchaczy? Motyw podcastu, to silny punkt książki. Wstawki z transkrypcji odcinków Poppy Parnell oraz komentarze internautów świetnie oddają to, jak łatwo ferujemy wyroki w sieci, nie znając pełnego obrazu sytuacji. Dynamika między Josie a jej siostrą bliźniaczką, Lanie, jest duszna i skomplikowana. Autorka dobrze pokazuje, że trauma nie łączy ludzi automatycznie, czasem buduje między nimi mur nie do przebicia. Choć, fabuła bywa przewidywalna, Barber nadrabia to stylem. Krótkie rozdziały i narastające napięcie sprawiają, że przez książkę dosłownie się płynie. Mimo świetnego pomysłu, doświadczony czytelnik thrillerów może dość szybko wytypować "kto i dlaczego". Niektóre zwroty akcji opierają się na klasycznych schematach, które widzieliśmy już wielokrotnie. Jednak, paradoksalnie, ta przewidywalność nie odbiera frajdy z lektury, bardziej skupiamy się tu na emocjonalnym rozpadzie Josie niż na samym "kryminalnym" rozwiązaniu zagadki. To idealna lektura na dwa wieczory. Jeśli lubisz historie o mrocznych sekretach rodzinnych i wpływie mediów na nasze życie, będziesz się dobrze bawić, nawet jeśli finał Cię nie zszokuje.
Angelika - awatar Angelika
oceniła na 7 29 dni temu
Balet, który niszczy Monika Sławecka
Balet, który niszczy
Monika Sławecka
Monika Sławecka, scenarzystka i autorka książek, absolwentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Świat mafii, alkoholizm, hejt, porwania - to tematy, które poruszała ze swoimi rozmówcami w poprzednich książkach. „Balet, który niszczy” to kolejna, która powstała na podstawie zeznania byłych uczennic i uczniów polskich szkół baletowych. Pierwsza w Polsce państwowa szkoła baletowa powstała w 1950 roku w Gdańsku, dziś jest ich 5. O przyjęciu do szkoły decyduje egzamin, którego pozytywny wynik daje młodziutkim kandydatom poczucie wkraczania do elit i magicznego świata. Dzieci rozpoczynają naukę w IV klasie szkoły podstawowej i kończą ostatnią klasą liceum. Dziewięć lat wytężonej, ciężkiej pracy, o której zdecydowali się opowiedzieć Monice Sławeckiej. Są wśród nich tancerki, którym udało się ukończyć szkołę i osiągnąć sukces, ale są też takie, które nie wytrzymując panującej atmosfery i rygoru decydują się pożegnać ze szkołą. O tym, co kryje się za murami tych pięknych gmachów opowiadają między innymi Natalia Wojciechowska, baletnica z dużą ilością sukcesów na koncie, Natalia Lesz i Iza Miko. Jest tu też przerażająca historia Szymona Szpaka, niezwykle uzdolnionego tancerza, którego niestety, nigdy nie zobaczymy już na scenie. Wszyscy rozmówcy potwierdzają zgodnie - nauczyciele w szkołach baletowych nie pomagają w rozwijaniu dziecięcych pasji, nie są ich mentorami, nie wspierają w pokonywaniu trudności i lęków, nie budują wiary we własne możliwości. Opowiadają za to o zastraszaniu i psychicznym terrorze. O życiu w permanentnym stresie. Krzykliwych i obcesowych nauczycielach. O publicznym upadlaniu i karach fizycznych. O promowaniu skrajnie chudych ciał, czego skutkiem jest bulimia czy anoreksja. O zakazie picia wody pomimo intensywnego wysiłku, gdyż ta „wypycha brzuch”. Depresja, samookaleczanie się i podejmowanie prób samobójczych nie należą do rzadkości. Zdarzają się przypadki wykorzystywania seksualnego i maltretowania psychicznego. W szkołachq tępi się indywidualność. Nauczyciele strachem i agresją budują swój autorytet, a uległe im dzieci duszą w sobie bunt na złe traktowanie, przemoc czy wulgarny ton. Każdy dzień rozpoczyna się bólem brzucha i niepewnością, co się wydarzy. To hermetyczne środowisko i niekontrolowany przez nikogo system sprawiają, że niewiele osób ma świadomość terroru, jakiemu poddawane są w szkole dzieci. Co więcej - wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, co przeżywają zamykające się coraz bardziej w sobie ich pociechy. Poinformowany przez uczennicę o sposobach nauczania w szkole Rzecznik Praw Dziecka odpowiada, że szkoły artystyczne rządzą się swoimi prawami i w związku z tym nie jest w stanie nic zrobić. Większość uczniów nie dotrwa do końca. Wielu po opuszczeniu szkoły przechodzi długi proces terapeutyczny, który ma na celu pomóc im między innymi w pozbyciu się toksycznych myśli o sobie. Często jest to szpital psychiatryczny. Dorośli ludzie jeszcze wiele lat po opuszczeniu szkoły odczuwają traumę, co przekłada się między innymi na problemy w relacjach z innymi. Utracone poczucie własnej wartości nie zawsze udaje się odbudować. Książka dobitnie pokazuje, że system edukacji w szkołach baletowych wymaga zreformowania i nadzoru. Nacisk na przedmioty zawodowe powoduje, że nauka przedmiotów ogólnokształcących jest tam na wyjątkowo niskim poziomie. Brakuje lekarza, psychologa i dietetyka. „Choć wielu jest dobrych pedagogów, to jeden zły potrafi zepsuć całą pracę tych dobrych” - to słowa psychologa a zarazem ojca uczennicy poznańskiej szkoły baletowej, która nie wytrzymuje psychicznego terroru i po 3 latach odchodzi. Czy uda się wreszcie przerwać ten krąg zła, kryjący się za murami szkoły? Dlaczego tylu dorosłych, wiedząc o problemie nie może zrobić nic? Natalia Wojciechowska, uczennica Warszawskiej Szkoły Baletowej i inicjatorka akcji „Stop przemocy w szkołach baletowych” to chyba jedyna tancerka, która odważyła się publicznie opowiedzieć to, co dzieje się z uczniami za zamkniętymi drzwiami. Dzięki niej problem został nagłośniony, pomogła również w powstaniu niniejszej książki. Desperacja, z jaką uczniowie walczą w tych szkołach o realizację swoich marzeń budzi podziw, choć nie każdy wytrwa tam do końca. U tych, którzy nie wytrzymują i rezygnują, często miłość do baletu przeradza się w nienawiść. Zdumienie budzi fakt, że pomimo coraz większej wiedzy na temat przemocy istniejącej w szkołach baletowych nic się nie zmienia w nich do dnia dzisiejszego. Dorośli, biorący na siebie odpowiedzialność za młode pokolenie, zamiast rozwijać w dzieciach wrażliwość, empatię i pasję taneczną tłamszą je, niszcząc nie tylko ich miłość do tańca, ale również osobowość. Wstrząsająca lektura.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na 7 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Nazywają mnie Śmierć

Więcej
Klester Cavalcanti Nazywają mnie Śmierć Zobacz więcej
Klester Cavalcanti Nazywają mnie Śmierć Zobacz więcej
Klester Cavalcanti Nazywają mnie Śmierć Zobacz więcej
Więcej