Nadchodzi osobliwość

Okładka książki Nadchodzi osobliwość
Ray Kurzweil Wydawnictwo: Kurhaus Publishing popularnonaukowa
624 str. 10 godz. 24 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Singularity is near
Data wydania:
2014-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-01
Liczba stron:
624
Czas czytania
10 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363993061
Tłumacz:
Anna Nowosielska, Eliza Chodkowska
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nadchodzi osobliwość w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nadchodzi osobliwość



książek na półce przeczytane 1140 napisanych opinii 1036

Oceny książki Nadchodzi osobliwość

Średnia ocen
6,8 / 10
80 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1136
1035

Na półkach:

Bardzo dobra i bardzo trudna w odbiorze książka popularno-naukowa, której autor skupia się na temacie sztucznej inteligencji, jej rozwoju i przyszłości rodzaju ludzkiego. W związku z wykładniczym, a nie liniowym, tempem rozwoju techniki i technologii, ta oszałamiająca i fantastyczna przyszłość - w wersji Kurzweila lub innej - nastąpi za jakieś 10-15 lat. Może nawet za 7.

Bardzo dobra i bardzo trudna w odbiorze książka popularno-naukowa, której autor skupia się na temacie sztucznej inteligencji, jej rozwoju i przyszłości rodzaju ludzkiego. W związku z wykładniczym, a nie liniowym, tempem rozwoju techniki i technologii, ta oszałamiająca i fantastyczna przyszłość - w wersji Kurzweila lub innej - nastąpi za jakieś 10-15 lat. Może nawet za 7.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

904 użytkowników ma tytuł Nadchodzi osobliwość na półkach głównych
  • 759
  • 118
  • 27
66 użytkowników ma tytuł Nadchodzi osobliwość na półkach dodatkowych
  • 44
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Ray Kurzweil
Ray Kurzweil
Amerykański wynalazca, informatyk, futurolog, przedsiębiorca, propagator idei transhumanizmu, pionier w dziedzinie OCR (Optical Character Recognition), syntezy mowy, rozpoznawania mowy i elektronicznych instrumentów klawiszowych. W 1982 r. założył firmę Kurzweil Music System. Od 2012 roku pełni funkcję dyrektora technicznego firmy Google. Absolwent amerykańskiego Massachusetts Institute of Technology. Od lat 80. kierowa różnymi spółkami, zajmującymi się opracowywaniem i wdrażaniem nowych technologii, takich jak m.in. syntezatory mowy oraz systemy rozpo­znawania znaków w plikach graficznych (OCR). Jest autorem znanych na całym świecie książek o sztucznej inteligencji, biotechnologii i tran­shumanizmie. Założyciel ka­tedry futurologii na Singularity University w Dolinie Krzemowej – interdyscyplinarnych stu­diach, które mają na celu „przygotować ludzkość na przyśpieszoną zmianę technologiczną”. Od 2001 roku prowadzi instytut Kurzweil Accelerating Intelligence zajmujący się monito­rowaniem zmian będących następstwem procesów rozwoju technologii opisanych w jego książkach. W 2011 roku trafił na 30. miejsce w rankingu najbardziej wpływowych ludzi świa­ta tygodnika Time.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Prawy Umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka Jonathan Haidt
Prawy Umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka
Jonathan Haidt
Ciekawa książka o tym, jak ludzie rzeczywiście podejmują decyzje moralne (nie należy tego mylić z tym, jak powinni je podejmować). Jonathan Haidt formułuje tu tezę, że u podstaw naszych ocen moralnych leżą automatyczne intuicje, i robi to w sposób przekonujący. Książkę czyta się bardzo dobrze. Warto podkreślić, że autor nie proponuje żadnego systemu moralnego, którego należałoby przestrzegać — nie jest to też praca promująca określoną ideologię polityczną. Choć wspomina, że bliska jest mu etyka cnót, robi to marginalnie, główny nacisk kładzie na opis wyników badań prowadzonych przez siebie i swój zespół. Szczególnie interesujące są eksperymenty oparte na pozornie prostych i intuicyjnych pytaniach, na które trudno udzielić spójnej, „racjonalnej” odpowiedzi. Pokazują one, jak często nasze sądy moralne pojawiają się szybciej niż ich uzasadnienia. Książka jest również warta uwagi w kontekście współczesnych zjawisk społecznych, takich jak rosnąca polaryzacja. Autor - niejako przy okazji - dostarcza narzędzi do lepszego zrozumienia, dlaczego ludzie o odmiennych poglądach tak często rozmijają się w ocenach moralnych. Widać to wyraźnie w wielu społeczeństwach Zachodu, gdzie spory ideowe przybierają coraz ostrzejszą formę i czasem podważają poczucie wspólnoty. Choć Haidt nie daje prostych recept, można odczytać jego przesłanie jako zachętę do większej refleksji, pokory i powściągliwości w ocenianiu innych.
Jan - awatar Jan
ocenił na 8 3 dni temu
Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg Nicholas Carr
Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg
Nicholas Carr
Książka "Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg" to krótka, ale nasycona treścią publikacja autorstwa Nicholasa Carra. W teorii miała być pracą na temat oddziaływania Internetu na nasze myślenie, wypływająca z autorefleksji związanej z coraz trudniejszym utrzymaniem uwagi, jednak w gruncie rzeczy to raczej książka o książkach. Z pewnością nikt nie zdziwiłby się, gdyby zamiast obecnego tytułu na okładce widniało "Oda do literatury" albo "Pochwała życia czytelnika". Z tego powodu na pewno przypadnie do gustu każdemu zapalonemu połykaczowi książek. Oprócz tematu naszej ukochanej literatury, w publikacji obecna jest także pogłębiona refleksja na temat zachowań ludzkiego mózgu w obliczu postępu technologii. Autor bardzo sprawnie żongluje naukowymi danymi, jak również przykładami bliższymi przeciętnemu odbiorcy. Ostatecznie dochodzi do bardzo ciekawej konkluzji, mianowicie okazuje się, że tzw. "czytelnik" to na poziomie komórkowym ktoś zupełnie inny niż "współczesny internetowy surfer". Pozostawia nas więc z pytaniem - którym człowiekiem chcemy być. Jedyne, co miałabym publikacji do zarzucenia, to nieaktualność w pewnych aspektach. Niektóre informacje, zwłaszcza z dziedziny technologii, są zupełnie przestarzałe, a w skutek tego, stawiane hipotezy - zupełnie mylne. Szczególnie rozbawiła mnie opinia autora, gdzie kategorycznie wypowiada się przeciw czytnikom i zapewnia, że dla prawdziwych czytelników nigdy nie będzie to medium równe książce. Oczywiście te słowa przeczytałam właśnie na czytniku. Jednakże takie drobne niedociągnięcia, jak chociażby brak wiary w stworzenie kiedykolwiek sztucznej inteligencji (a wiemy dobrze, że ma się lepiej niż kiedykolwiek) należy mu wybaczyć. W końcu można być mądrym po fakcie i wróżyć z teraźniejszości, jednak te kilka lat wcześniej postawienie jakiekolwiek hipotezy musiało się równać z niemałą odwagą. Mimo kilku drobnych niedociągnięć "Płytki umysł" to wartościowa lektura, która oprócz przedstawienie historii badań na temat mózgu, rozwoju rynku literackiego i szybkiego rozrostu Internetu, z pewnością podniesie każdemu molowi książkowemu samoocenę. Kto wie, może za sprawą tej publikacji choć jeden przeciwnik literatury zostanie nawrócony.
Fanka_Gwieździsta Krystyna - awatar Fanka_Gwieździsta Krystyna
oceniła na 7 1 rok temu
Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem Steven Pinker
Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem
Steven Pinker
To połączenie intrygującego tytułu i pięknej okładki (lepszej, niż z wydania oryginalnego!) zadecydowało o moim niegdysiejszym zakupie tej książki. Później na długie miesiące trafiła do czytnikowej poczekalni (jak wiele innych), ale to właśnie w jej wypadku (a przecież nie zawsze) pamiętam o motywacji towarzyszącej jej zakupowi. Rozum, humanizm, nauka i postęp - oto czterej Jeźdźcy Oświecenia i ich nowemu opisowi (czy przedefiniowaniu ich na język pojęciowy współczesności) poświęca profesor kogniwistyki swą książkę. Początkowo chciałoby się w Nim zobaczyć kolejnego amerykańskiego mądralę (“mądraliński-sraliński, Bartłoczyk z radia!” jak mawiał jeden Pan Ferdek), ale - już po krótkim zagłębieniu się w tekst książki i ulegając erudycyjnemu czarowi jej Autora - przekonujemy się, że coś jest w tej narracji, co może nas mocno uwieść. Dlaczego jest więc aż tak dobrze, skoro jest przecież (z nami) tak źle? Bombardowani codziennie kolejnymi informacjami o wojnach, wypadkach, pijanych kierowcach kilku tych samych ciągle marek aut, czy “kończącej się“ Ziemi, nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, czy rzeczywiście mamy tylko lepszą dostępność do newsów odświeżających się co minutę, czy rzeczywiście jedziemy w dół jakąś równią? Dobrym więc współczesnym obiektywnym racjonalizmem w opisie świata jest statystyka i nią właśnie głównie posługuje się Autor, by uzmysłowić nam, że jednak żyjemy w czasach relatywnie pokojowych i nieprzemocowych. Ale nie tylko. Autor bowiem śmie dyskutować z takimi “oczywistościami” naszych czasów jak: kurczenie się lasów na świecie, wyczerpywanie surowców naturalnych, eksplozja demograficzna czy zmniejszanie chronionych obszarów globu. I robi to w sposób udany, bo pokazuje twarde liczbowe dowody (głównie w formie przekonujących wykresów - te wykresy to jakaś jego mania, ale i widowiskowy sposób dowodzenia swoich racji) na to, iż często jest zupełnie inaczej, niż intuicyjnie nam się wydaje, zwłaszcza, że nasze “intuicje” opieramy często na fałszującym obraz świata alarmistycznym (bo lepiej się sprzedającym) przekazie medialnym. Co dostajemy w zamian straszenia nas? Opis likwidacji promieniotwórczych zanieczyszczeń atmosfery, zanikanie kwaśnych deszczów, a nawet kurczenie się dziury ozonowej. I to wszystko dzieje się tu i teraz - na naszych oczach. A głównie dzięki licznym ponadnarodowym kompromisom i porozumieniom. I tylko nowojorczycy mają gorzej, bo ci rzekomo nie lubią oddychać powietrzem, którego nie widać… To jedynie ogólna wymowa tej książki bywa optymistyczna, bowiem Autor nie przeczy siedmiuset milionom ludzi żyjących w ubóstwie, dziesięciu tysiącom ofiar ludobójstwa w samym 2015 roku czy trzystu milionom ludzi z depresją (z których to osiemset tysięcy umrze śmiercią samobójczą). On tylko - na bazie mocnych danych - uzmysławia nam ogólne trendy i ogólną poprawę kondycji ludzkiej na każdym niemal polu, zmniejszania arsenałów jądrowych nie pomijając… To tylko obraz najlepszej wersji świata, jaką był on na przestrzeni znanej historii (i na bazie analizy okresów z dostępnymi badaniami statystycznymi). Po części opisującej dobrostan współczesnego człowieka na przestrzeni udokumentowanej jego historii, przychodzi również pora na opis współczesnych zjawisk (i ich przyczyn) oddalających się od naukowego opisu świata, czy wręcz od nauki się odwracających w kierunku ideologicznie podsycanych szamanizmów i teorii rodem ze średniowiecza. I na te ruchy i trendy znajduje Autor naukowe wyjaśnienia, a nam trudno się nie zgodzić z opisywanymi procesami, mogącymi zaburzać nasze percepcje rzeczywistości. W tej części narracja staje się mniej statystyczna, a sięga do licznych koncepcji teoretycznych z zakresu socjologii, psychologii a nawet i filozofii. Z jakże licznymi książkami czytanymi przeze mnie ostatnio dyskutuje ta pozycja! By wymienić tylko “Szóste wymieranie”, “Ostatnią minutę”, “Tamte czasy” czy “Manifest ciemności”. I dobrze - czasem warto uzmysłowić sobie, że można iść w poprzek ogólnie pesymistycznego nastawienia i… może mieć też nieco racji? Ciekawym wątkiem jest postulat zbliżenia humanistyki do nauki ścisłych, z którego to aliansu obie strony miałyby odnieść korzyść. Jak dwa skrzydła, na których nauka miałaby być rozpięta… Otrzymujemy więc postulat uniwersyteckiego szkolenia nowego typu: naukowców "biegłych w językach obu kultur". Czy Uniwersytet jest na to gotowy? Zasadniczej książki wymowy nie zmienia również i to, że w momencie jej ukończenia (2018 rok) Autor ani nie wiedział jeszcze o rosyjskiej agresji na Ukrainę (przynajmniej tej w pełnej skali), mającej wkrótce nadejść epidemii COVID-19, ani o ostatecznej likwidacji Obamacare przez administrację “Trump II” (wówczas pisał tylko jeszcze o takich zakusach Republikanów podczas pierwszej jego kadencji). Niemniej jednak rozumiemy, że i te wydarzenia nie odwracają ogólnych i mocno udokumentowanych trendów poprawy naszego życia w każdym aspekcie (tak ogólnie i tak globalnie). Wątek dotyczący wojny i przemocy, gdzie czytamy: “to oczywiście nie znaczy, że taka eskalacja jest niemożliwa, ale wskazuje, że regularna wojna uchodzi za coś nadzwyczajnego, coś, czego kraje próbują uniknąć (prawie) za wszelką cenę”, dziś pewnie musiałby zostać opatrzony suplementem typu “nie dotyczy Rosji Putina”... Trudno oskarżyć Autora o podleganie jakiemuś spolaryzowanemu politycznie lobby; jest on rzecznikiem racjonalizmu, oświeceniowości, humanizmu i nauki. I choć wprawdzie przytacza dane, iż obecnie na amerykańskich uczelniach 60% ich pracowników ma zapatrywania demokratyczne, a w książce ostro są krytykowani Republikanie - za ich wsteczny kierunek ideologiczny, to jednak - tam, gdzie na to zasługują - dostaje się i lewicowcom: za straszenie przeludnieniem, za demonizowanie energetyki i broni jądrowej, wyolbrzymianie skutków rzekomego wyczerpywania się surowców i zmian klimatycznych. Myślę więc, że książka ma ciekawy i odświeżający aspekt poznawczy, choć jedynie dla osób gotowych przyjmować racjonalny, naukowy i statystyczny opis świata. Jakoś tam pozwala przekraczać ograniczenia naszych hermetycznych baniek światopoglądowo-politycznych i uwspólniać poglądy na świat w całej jego - jednak - złożoności. Mi przydaje się do łagodzenia lęków egzystencjalnych, towarzyszących codziennej okołośniadaniowej prasówce w mediach elektronicznych; może jednak nie jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Lekturze książki i namysłowi nad nią sprzyja na pewno lekki i dowcipny język, pełen metafor i porównań. Tak, panowie profesorowie, powinno się pisać literaturę popularnonaukową w dziedzinach społeczno-ekonomicznych! Zresztą ten właśnie - pełen humoru - język ratuje książkę, którą w przeciwnym razie pewnie uznalibyśmy w pewnym momencie za nudną, gdy każdy kolejny rozdział powtarza tylko: “lepiej, lepiej, lepiej”… Siłą rzeczy i w sposób naturalny porównuję ją z “Tamtymi czasami” Caparosa i przyglądam się, jak różni się podejście naukowca od dziennikarza-reportera. Tu dostajemy może nawet bardziej usystematyzowany wykład, w którym swobodna (i przystępna) narracja przeplata się z ogromem danych poddanych naukowej walidacji. Nie wiem, czy całościowo nie staję w tym porównaniu po stronie harwardzkiego erudycyjnego mądrali?
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 9 5 miesięcy temu
Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych Frans de Waal
Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych
Frans de Waal
Chciałem dowiedzieć się czegoś o tajemniczym gatunku małp Bonobo. A tutaj o Bonobo było akurat najmniej. Autor ciągle wraca i opisuje „Ogród rozkoszy ziemskich” Hieronima Boscha. Jest o słoniach szympansach a o Bonobo jak na lekarstwo. Bonobo to jedna z gałęzi ewolucji człowieka i zdecydowanie to są człekokształtne najbliższe ludziom. Bonobo praktycznie nie wykazują agresji w odróżnieniu od Szympansów które w rzeczywistości są bezwzględne i brutalne. Coraz więcej też głosów, że Bonobo niewłaściwie są nazywane szympansem karłowatym. Żyją na wolności wyłącznie w Kongo i są kimś można by rzec w rodzaju człowieka pierwotnego. Badacze zakładają, że Bonobo mają swój język (niestety jeszcze nie rozszyfrowany) a nawet podejrzewa się je o posiadanie religii i wierzeń do czego prawa wydaje się roszczą sobie wyłącznie ludzie. Autor prof. Frans de Waal jest zadeklarowanym ateistą jednak jak na osobę wykształconą przystało potrafi wyrażać swoje poglądy nie obrażając tych o innych przekonaniach. Wręcz ubolewa, że w zasadzie ateizm ma do zaoferowania jedynie walkę z religią. Nie zgadza się z tym, że nauka i religia się zwalczają. Twierdzi odwrotnie, że religia i nauka zawsze się wspierały i współistniały. Zresztą coraz częściej w dzisiejszych czasach nauka opiera się na wierze. Bo co mają nam do zaoferowania fizycy teoretyczni poza teorią w którą można wierzyć lub nie?
WiTdonWiTo - awatar WiTdonWiTo
ocenił na 7 2 miesiące temu
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury Steven Pinker
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury
Steven Pinker
To ta - jedna z tych "naj" książek ;) Jest bardzo dobra. Ale jest to cegła na ponad 900 stron i to, na co zwracają inne opinie uwagę, czyli mnóstwo statystyk, to też prawda - to może być nieco monotonne... Jak autor zaznacza na początku: nie dało się napisać krótszej ;) i pewnie ma rację, ale... to po prostu sprawia, że nie pochłania jej się zupełnie lekko. Język jest bardzo przystępny i właściwie raczej lekki, z odrobiną humoru, ale naprawdę tak delikatną, że jest to idealne połączenie. Książkę dobrze się czyta, ale pierwszą połowę nieco lepiej niż drugą... To nie jest najlżejsza w czytaniu książka, ale treść jest bardzo dobra. Powiedzieć, że na świecie jest co raz lepiej jest łatwo, i już dawno sam to zauważyłem, ale dla nieprzekonanych autor powołuje się na olbrzymią liczbę statystyk (dlatego książka jest taka długa). Kiedy po nią sięgałem, myślałem że będzie o przestępstwach typu morderstwa i napaści, ewentualnie gwałty ale tematy poruszane przez autora są dużo szersze: morderstwa, konflikty zbrojne, niewolnictwo, ludobójstwo, zbrodnie z nienawiści ale też przemoc fizyczna w rodzinach, stosunek do mniejszości, zwierząt, bicia dzieci... "Trudno w to uwierzyć - wiem, że większość ludzi nie wierzy - ale natężenie przemocy od dawna maleje i dzisiaj prawdopodobnie żyjemy w najspokojniejszej epoce w dziejach naszego gatunku. Proces ten nie przebiegał bez zakłóceń, nie ograniczył poziomu przemocy do zera i nie ma gwarancji, że będzie trwał wiecznie, ale jest niepodważalny, w skali czasowej od stuleci do lat, a także we wszystkich kategoriach zjawisk, od wojen po karanie dzieci za pomocą klapsa." (pdf.str. 13) Wiele znalezionych szkieletów ujawnia, że ci ludzie zmarli w wyniku przemocy (Ötzi, Człowiek z Kennewick, Człowiek z Lindow) (odniesienie na str. 25) Bardzo mocna jest część przytaczająca fragmenty Biblii opisujące przemoc całkiem brutalnie... "Zdążając do Ziemi Obiecanej, Izraelici spotykają na swojej drodze Madianitów. Na rozkaz Boga zabijają mężczyzn, palą miasta, porywają trzody, a kobiety i dzieci biorą w niewolę. Kiedy wracają do Mojżesza, on gniewa się na nich, ponieważ oszczędzili kobiety, a część z nich nakłoniła Izraelitów do oddawania czci konkurencyjnym bogom. Każe więc swoim żołnierzom dopełnić dzieła ludobójstwa i uraczyć się gibkimi nałożnicami, które mogą gwałcić do woli: „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu”. W Księdze Powtórzonego Prawa 20 i 21 Bóg przedstawia Izraelitom naczelną strategię postępowania z miastami, które nie przyjmą ich zwierzchnictwa: mężczyzn zadźgać mieczami, a kobiety i dzieci uprowadzić. Mężczyzna mógł wtedy stanąć przed następującym problemem: ponieważ właśnie zabił rodziców i braci swojej pięknej nowej niewolnicy, mogła nie być w nastroju do amorów. Bóg przewidział tę uciążliwość i podsunął następujące rozwiązanie: mężczyzna, który porwał kobietę, powinien ogolić jej głowę, obciąć paznokcie i uwięzić w swoim domu na miesiąc, żeby wypłakała sobie oczy, a potem może ją zgwałcić." (pdf.str. 31-32) "Stary Testament ukazuje świat, który dla współczesnych oczu jest wstrząsający w swoim okrucieństwie. Ludzie biorą w niewolę, gwałcą i mordują członków swojej najbliższej rodziny. Watażkowie na oślep wyrzynają cywilów, nie wyłączając dzieci. Kobiety są kupowane, sprzedawane i wykorzystywane jak zabawki seksualne. Jahwe torturuje i masakruje setki tysięcy ludzi za przypadki drobnego nieposłuszeństwa albo bez żadnego powodu. Tego rodzaju bestialstwa nie są zjawiskiem incydentalnym. Uczestniczą w nich wszystkie ważniejsze postacie Starego Testamentu, rysowane kredkami przez dzieci w szkółce niedzielnej. Ta okrutna saga ciągnie się przez tysiąclecia, od Adama i Ewy przez Noego, patriarchów, Mojżesza, Jozuego, sędziów, Saula, Dawida, Salomona i dalej. Jak wyliczył biblista Raymund Schwager, w Starym Testamencie „jest ponad 600 fragmentów wprost mówiących o tym, że narody, królowie albo pojedynczy ludzie napadają, niszczą i zabijają innych. […] Około 1000 wersetów, w których sam Jahwe pełni funkcję bezpośredniego wykonawcy brutalnej kary, wiele tekstów, w których Pan oddaje przestępcę pod miecz kata, a w ponad 100 innych fragmentach Jahwe wydaje nakaz zabijania”. Matthew White, który określa się mianem badacza przemocy i prowadzi bazę danych z szacunkową liczbą ofiar śmiertelnych większych wojen, rzezi i ludobójstw, obliczył, że liczba ofiar masowych mordów konkretnie wymienionych w Biblii wynosi 1,2 miliona. (Pomija pół miliona poległych w wojnie pomiędzy Judą i Izraelem, opisanej w Drugiej Księdze Kronik 13, ponieważ w świetle innych posiadanych przez nas informacji liczba ta wydaje się mało wiarygodna.) Gdybyśmy dodali do tego ofiary potopu, łącznie uzyskaliśmy około 20 milionów. Pocieszające jest to, że większość tych rzeczy oczywiście nigdy się nie wydarzyła. Nie ma dowodów na to, że Jahwe zalał planetę wodą i podpalał miasta, ale również historie o patriarchach, exodusie, podbojach i imperium żydowskim prawie na pewno są fikcyjne. Historycy nie znaleźli w źródłach egipskich wzmianki o odejściu miliona niewolników (co raczej nie umknęłoby uwagi Egipcjan), archeolodzy nie natrafili zaś na ślady oblężeń i walk w ruinach Jerycha i sąsiednich miast z około 1200 roku p.n.e. A jeśli na przełomie II i I tysiąclecia p.n.e. istniało imperium Dawida rozciągające się od Eufratu po Morze Czerwone, to w tamtym czasie nikt tego nie zauważył. Współcześni bibliści ustalili, że Biblia jest jak Wikipedia. Przez ponad pół tysiąclecia tworzyli ją pisarze posługujący się różnymi stylami, dialektami, imionami postaci i koncepcjami Boga, a chaotyczne przeróbki pozostawiły po sobie wiele sprzeczności, powtórzeń i nieciągłości." (pdf.str. 34-35) - :D (tak obszernie sobie cytuję, bo mi się przyda również do innych dyskusji ;) ). Ale to że dziś miliony wierzących ma przecież zupełnie inną (współczesną) moralność, to też oznacza właśnie tyle, że ludzie są mniej brutalni. "Niezależnie od tego, czy Izraelici rzeczywiście dopuszczali się ludobójstw, nie ulega wątpliwości, że uważali je za dobry pomysł. Nikomu nie przychodziło do głowy, że kobieta ma prawo nie być gwałcona albo kupowana jako obiekt seksualny. Autorzy Biblii nie widzieli niczego złego w niewolnictwie bądź takich okrutnych karach, jak oślepianie, kamienowanie albo rąbanie na kawałki. Życie ludzkie nic nie znaczyło w porównaniu z bezmyślnym posłuszeństwem wobec zwyczaju i władzy." (pdf.str. 35) "(…) od XIII do XX wieku liczba zabójstw w różnych regionach Anglii obniżyła się 10-krotnie, 50-krotnie, a w niektórych przypadkach 100-krotnie - na przykład ze 110 zabójstw na 100 000 mieszkańców rocznie w XIV-wiecznym Oksfordzie do mniej niż 1 zabójstwa na 100 000 mieszkańców w Londynie z połowy XX wieku. (...) Odkrycie to obala wszelkie stereotypy o sielskiej przeszłości i zdegenerowanej teraźniejszości. W odpowiedziach na internetowy kwestionariusz, który miał sprawdzić postrzegany poziom przemocy, ludzie zgadywali, że XX-wieczna Anglia była o 14% brutalniejsza od Anglii XIV-wiecznej. W rzeczywistości była o 95% mniej brutalna." (pdf.str. 94-95) "Można przypuszczać, że w XVIII wieku idea zniesienia kary śmierci wydawałaby się lekkomyślna. Uznano by zapewne, że nie musząc się bać makabrycznej egzekucji, ludzie bez wahania mordowaliby dla zysku albo z zemsty. Dzisiaj jednak wiemy, że zniesienie kary śmierci nie tylko nie odwróciło utrzymującej się przez wiele stuleci tendencji spadkowej wskaźnika zabójstw, ale że na ogół tendencję tę przyspieszało oraz że najniższe wskaźniki zabójstw notowane są we współczesnych państwach Europy Zachodniej, z których żadne nie uśmierca ludzi. Kara śmierci jest jedną z wielu form instytucjonalnej przemocy, które niegdyś uchodziły za niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa, ale po ich zniesieniu społeczeństwo doskonale sobie bez nich poradziło." (pdf.str. 207-208) - cóż jeszcze dodać? :) Ale tak, także takie kwestie porusza autor w książce jak choćby złagodzenie kar. Oraz niewolnictwo - nawet jeśli zdarza się nadal, to żadne państwo nie będzie mówić o tym z dumą: "Wypowiedź Kevina Balesa, prezesa stowarzyszenia Free the Slaves (…): '(…) Dzisiaj nie musimy toczyć batalii prawnej, ponieważ we wszystkich krajach prawo zakazuje niewolnictwa; nie musimy odpierać argumentu ekonomicznego, ponieważ żadna gospodarka nie opiera się na niewolnictwie (inaczej niż w XIX wieku, kiedy bez niewolników mogłyby upaść całe branże). Nie musimy też toczyć sporów moralnych, ponieważ nikt nie próbuje usprawiedliwiać niewolnictwa.'" (pdf.str. 214) A jeśli przeliczyć liczbę ofiar z uwzględnieniem współczynnika ludnościowego i pozycję, którą zajmowałoby dane wydarzenie, gdyby liczba ludności świata wynosiła tyle, ile w połowie XX wieku, to się okazuje że IIWŚ zajęłaby nie pierwsze, a dopiero 9 miejsce pod względem liczby ofiar! (tabela ze str. 260) "(…) nigdy nie było wojny między dwoma krajami demokratycznymi." (pdf.str. 364) "(…) kraje demokratyczne rzadziej toczą wojny międzypaństwowe, rzadziej pogrążają się w wojnach domowych na dużą skalę i rzadziej popełniają ludobójstwa." (pdf.str. 442) - to tak w kontekście tego czemu przeraża mnie jakikolwiek inny ustrój ;) Autor ma też coś do powiedzenia na temat terroryzmu: "Ponadto w każdym roku z wyjątkiem 1995 i 2001 więcej Amerykanów za biły pioruny, jelenie, alergia na orzeszki ziemne, użądlenia przez pszczoły i „zapalenie się lub stopienie nocnej bielizny” niż zamachy terrorystyczne>' (pdf.str. 447) - ;) "Od niepamiętnych czasów rodzice porzucali, dusili, bili, topili i truli wiele ze swoich nowo narodzonych dzieci. Antropolog Laila Williamson przeprowadziła badania, z których wynika, że dzieciobójstwo było praktykowane na wszystkich kontynentach przez wszystkie rodzaje społeczeństw, od niepaństwowych gromad i osad (z których 77% akceptowało zwyczaj dzieciobójstwa) po rozwinięte cywilizacje. Do niedawna od 10% do 15% wszystkich niemowląt zabijano niedługo po urodzeniu, a w niektórych społeczeństwach odsetek ten dochodził do 50%. (…) Przebyliśmy długą drogę, zanim dotarliśmy do naszych czasów, których półkilogramowym maleństwom ratuje się życie dzięki heroicznym wysiłkom chirurgów, oczekuje się od dzieci produktywności ekonomicznej dopiero w trzeciej dekadzie życia, a za przemoc wobec dzieci uznaje się grę w zbijaka." (pdf.str. 535) - dalej jest możliwe wyjaśnienie dzieciobójstwa z perspektywy biologii ewolucyjnej i ma to sens, muszę przyznać. Fragment dotyczący homoseksualizmu jest tak fajnie napisany :D "Przemoc homofobiczna, odgórna lub oddolna, to tajemnicza pozycja w katalogu przemocy, ponieważ agresor nie odnosi z niej żadnej korzyści. Nie wchodzą w grę żadne sporne zasoby, a ponieważ homoseksualizm jest przestępstwem bez ofiar, zapobieganie mu nie zwiększa spokoju społecznego. Można by wręcz oczekiwać, że na widok homoseksualisty mężczyźni hetero pomyślą sobie: „Super, więcej kobiet dla mnie!”. Zgodnie z tą samą logiką znacznie większą zbrodnią powinno być lesbijstwo, ponieważ usuwa z puli rozrodczej dwie kobiety naraz. (…) Homofobia jest ewolucyjną zagadką, podobnie jak sam homoseksualizm. To znaczy nie ma niczego tajemniczego w homoseksualnym zachowaniu. Człowiek jest gatunkiem polimorficznie zboczonym i bez przerwy próbuje zaspokajać popęd płciowy za pomocą różnych żywych i nieżywych obiektów, które nie zwiększają jego osiągnięć rozrodczych. W wyłącznie męskich środowiskach, na przykład na statkach, w więzieniach i szkołach z internatem, ludzie często zadowalają się łatwo dostępnym obiektem, który w całej okolicy najbardziej przypomina kobiece ciało." (pdf.str. 575) - :D (tak, oczywiście dalej jest trochę poważniej ale i tutaj przemoc spada). "Mit czystego zła jest wielką przeszkodą na drodze do zrozumienia prawdziwego zła. Jako że punkt widzenia naukowca przypomina punkt widzenia sprawcy, a punkt widzenia moralisty przypomina punkt widzenia ofiary, naukowców oskarża się o to, że „usprawiedliwiają sprawcę”, „przerzucają winę na ofiarę” albo próbują zrehabilitować amoralną doktrynę, że „wszystko zrozumieć to wszystko wybaczyć” (przypomnijmy sobie, jak odpowiedział na tego rodzaju krytykę Lewis Richardson: dużo potępić to mało zrozumieć)." (pdf.str. 635) - podoba mi się odpowiedź pana Lewisa Richardsona. "Alternatywa dla mitu czystego zła brzmi następująco: większość cierpienia zadawanego ludziom przez ludzi bierze się z motywów, które znajdujemy w każdej normalnej osobie. Płynie z tego wniosek, że spadek przemocy w znacznej mierze wynika z faktu, iż ludzie kierują się tymi motywami rzadziej, w bardziej ograniczonym stopniu i w mniejszej liczbie sytuacji." (pdf.str. 724) "(…) inteligentniejsi ludzie są bardziej liberalni." (pdf.str. 838) - dlaczego wcale mnie to nie dziwi? ;) (btw. wzrost inteligencji wiąże się ze spadkiem przemocy). Ale potem jest "korelacja, która zdenerwuje lewicę, tak jak korelacja z liberalizmem zdenerwowała prawicę", więc konserwatyści też nie muszą się z góry negatywnie nastawiać :D "Niechęć do nowożytności to jeden z lejtmotywów współczesnej krytyki społecznej. (…) Co takiego dała nam technologia, mówią, oprócz alienacji, skażenia środowiska, patologii społecznych, utraty sensu życia i kultury konsumeryzmu, która niszczy naszą planetę tylko po to, żebyśmy mogli mieć domy do samodzielnego montażu, SUV-y i reality show? (…) Od lat siedemdziesiątych, kiedy romantyczna nostalgia zawędrowała pod strzechy, statystycy i historycy gromadzą fakty, które przemawiają przeciwko niej. Tytuły publikowanych przez nich książek mówią same za siebie: (…) "It’s Getting Better All the Time" , "The Good Old Days - They Were Terrible!" (…) Obrońcy nowożytności opowiadają o uciążliwościach codziennego życia przed nastaniem zamożności i technologii. Nasi przodkowie, przypominają nam autorzy, byli zawszeni, mieli robaki i mieszkali nad piwnicami, w których gromadziły się ich odchody, a jedzenie było bez smaku, monotonne i nie zawsze dostępne. Opiekę medyczną zapewniano za pomocą piły lekarza i obcęgów dentysty. Przedstawiciele obu płci harowali od świtu do nocy, po czym pogrążali się w ciemnościach. Zima oznaczała wiele miesięcy głodu, nudy i dotkliwej samotności w gospodarstwach rolnych odciętych od świata przez śnieg. Nasi niedawni przodkowie musieli się jednak obchodzić nie tylko bez przyziemnych wygód, ale również bez wyższych i szlachetniejszych dóbr, takich jak wiedza, piękno i kontakty międzyludzkie. Do niedawna większość ludzi nigdy nie oddaliła się o więcej niż kilkanaście kilometrów od miejsca urodzenia. Nikt nie miał pojęcia o ogromie kosmosu, prehistorii cywilizacji, genealogii istot żywych, kodzie genetycznym, świecie mikroskopowym czy składnikach materii i życia. Nagrania muzyczne, książki w przystępnych cenach, natychmiastowe wiadomości ze świata, reprodukcje wybitnych dzieł sztuki czy filmy fabularne były czymś niewyobrażalnym, już nie mówiąc o tym, żeby miały się zmieścić w kieszonkowym urządzeniu. Kiedy dzieci emigrowały, ich rodzice często już nigdy ich nie widzieli, nie słyszeli ich głosów i nie poznawali swoich wnuków. Do tego wszystkiego dochodzą dary nowożytności dla samego życia: dodatkowe dekady istnienia, matki, które nie umierają przy porodzie, dzieci, które przeżywają swoje pierwsze lata na ziemi. Kiedy spaceruję po starych cmentarzach Nowej Anglii, zawsze uderza mnie obfitość maleńkich kwater grobowych i przejmujących inskrypcji. Elvina Maria, zmarła 12 lipca 1845 roku w wieku 4 lat i 9 miesięcy. „Wybaczcie tę łzę, płacze matka. Tutaj śpi uschnięty kwiatuszek”. Przy wszystkich tych powodach, dla których żaden romantyk nie wsiadłby do wehikułu czasu, nostalgik zawsze mógł wyjąć jedną kartę moralną: przemoc w świecie nowożytnym. Przynajmniej, mówił nostalgik, nasi przodkowie nie musieli się martwić o napady rabunkowe, strzelaniny w szkołach, zamachy terrorystyczne, holocausty, wojny światowe, pola śmierci, napalm, gułagi i zagładę jądrową. Żaden Boeing 747, żaden antybiotyk, żaden iPod nie jest przecież wart cierpienia, których potrafią przysporzyć światu nowoczesne społeczeństwa z ich technologiami. I właśnie w tym miejscu pozbawiona sentymentalizmu historia i statystyczne rozeznanie mogą zmienić nasze spojrzenie na nowożytność, pokazują bowiem, że nostalgia za pokojową przeszłością jest w tym kontekście największym złudzeniem. Teraz już wiemy, że tubylcze ludy (...) miały wyższe wskaźniki zgonów wojennych od notowanych podczas naszych wojen światowych. Twórcy romantycznych wizji średniowiecznej Europy pomijają dopieszczone przez rzemieślników narzędzia tortur i nie mają pojęcia o 30-krotnie wyższym ryzyku morderstwa w tamtych czasach. Stulecia, za którymi ludzie odczuwają nostalgię, były stuleciami, w których żonom cudzołożników obcinano nosy, ośmioletnie dzieci wieszano za drobne kradzieże, od rodziny więźnia żądano opłaty za rozkucie kajdan, czarownice przepiłowywano na połowę, a marynarzy chłostano do żywego mięsa. Moralne oczywistości naszej epoki, na przykład że niewolnictwo, wojna i tortury są złem, uznano by za sentymentalizm pięknoduchów, a koncepcję powszechnych praw człowieka za sprzeczność samą w sobie. Ludobójstw i zbrodni wojennych nie odnotowywano w kronikach historycznych tylko dlatego, że w tamtych czasach nikt nie dostrzegał w nich poważnego problemu. Z perspektywy prawie siedmiu dekad po wojnach światowych i ludobójstwach pierwszej połowy XX wieku widzimy, że nie były to zwiastuny jeszcze gorszego ani norma, do której świat się przystosował, lecz lokalny szczyt, z którego krzywa zjechała zygzakami w dół. Ukryte za tymi zbrodniami ideologie nie były koncepcjami wplecionymi w tkankę nowoczesności, lecz anachronizmami, które trafiły na śmietnik historii." (pdf.str. 877-879) - długi cytat ale musiałem. No. I cieszę się, że nim właśnie mogę zakończyć tą recenzję :) (czytana/słuchana: 12-21.08.2025) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na 9 7 miesięcy temu
Istota człowieczeństwa. Co sprawia że jesteśmy wyjątkowi Michael Gazzaniga
Istota człowieczeństwa. Co sprawia że jesteśmy wyjątkowi
Michael Gazzaniga
Dobra książka, porównywalna do pisarstwa Sapolsky'ego, może tylko troszkę gorsza ;) Podobny temat, również wciągająco, interesująco napisana. Również ze szczyptą humoru (choć troszeczkę mniejszą). Kolejna książka o mózgu i znowu trochę inna. Powtarzające się w książkach przypadki podjęte z trochę innej strony (i to jest fascynujące). Przyczynia się do rozwiązania zagadki dlaczego jesteśmy ludźmi, dlaczego zaszliśmy trochę dalej niż zwierzęta itp. I właściwie nie wiem co mogę jeszcze o niej powiedzieć - jest to dużo treści ale ciężko ją przywołać z pamięci ;) Tak czy inaczej książkę polecam, to jedna z tych lepszych :) Przy okazji niektórych cytatów jeszcze coś dodam: "Czy możesz sobie wyobrazić świat, w którym nikt nie kłamie? To byłoby straszne. Czy naprawdę chciałbyś znać odpowiedź na pytanie: "Cześć, jak się dzisiaj czujesz?", albo usłyszeć: "Zauważyłam, że te dwa kilogramy, których ci ostatnio przybyło, poszły ci w podbródek"?" (pdf. str.166) - taki mały przykład humoru ;) Ad.str.173 i opisany tam eksperyment moralny: Dobra, przyznaję - też bym sobie przydzielił atrakcyjniejsze zadanie, ale wcześniej też rzuciłbym monetą (i przydzielił je sobie bez względu na wynik) :D Tak myślę przynajmniej ;) "Przyglądając się środowisku, w jakim ewoluowali nasi przodkowie, Haidt zwraca uwagę na fakt, że gdyby nasze mechanizmy formułowania sądów moralnych były skonstruowane w taki sposób, aby zawsze dokonywać trafnych ocen, pociągałoby to za sobą katastrofalne skutki, ponieważ w pewnych sytuacjach bralibyśmy stronę naszych wrogów, występując przeciwko przyjaciołom i rodzinie." (pdf.str.235) - to ciekawe spostrzeżenie, o którym nie myślałem! Ale ma to sens. Ale ludzie też są różni, ja właśnie mam tendencję do sprawiedliwych ocen :P (co też może być wadą w tym kontekście). W mniej-więcej tym samym miejscu książki jest też o roli plotki (jako regulatora), noo mnóstwo ciekawych informacji! "Czystość Przekonanie, że "nieskażone jedzenie jest dobre", doprowadziło do powstania wielu religijnych rytuałów i zakazów dotyczących jedzenia. Intuicyjne przekonanie, że "nieskażone ciało jest dobre", przyczyniło się do tego, iż pewne praktyki seksualne albo sam seks są uważane za nieprzyzwoite i nieczyste." (pdf.str.251) - mamy proste rozwiązanie kwestii "nieczystości", teraz wydaje mi się tak proste, że aż wstyd, że sam na to nie wpadłem :P Jak najbardziej to też ma sens. "Interakcje z osobami, które wyrażają niewiele pozytywnych emocji i nie reagują na sygnały emocjonalne, prowadzą do wzrostu aktywności sercowo-naczyniowej u ich partnerów społecznych. Jeśli więc spędzasz czas w towarzystwie kogoś, kto tłumi swoją ekspresję emocjonalną, to zachowanie tej osoby podnosi ciśnienie nie tylko jej samej, ale także Tobie." (pdf. str. 307) - kolejny powód dla którego nie jestem zbyt lubiany :P (jak i pewnie inni nieneurotypowi...). "Nadaktywny podsystem detektywistyczny w połączeniu z naszą potrzebą wyjaśniania i skłonnością do myślenia teleologicznego stanowi podstawę kreacjonizmu. Próbując wyjaśnić, dlaczego istniejemy, nasz nadaktywny podsystem detektywistyczny zakłada, że musi być w to zamieszany jakiś "Ktoś". Myślenie teleologiczne podpowiada nam, że za naszym istnieniem musi się kryć czyjś celowy zamysł, a poszukiwaną przyczyną są pragnienia, zamiary i zachowania tego Kogoś. Innymi słowy, zostaliśmy celowo zaprojektowani przez jakąś Istotę." (pdf.str.434-435) - oto jak prawdopodobnie człowiek wymyślił Boga ;) Ale fajnie by było gdyby naprawdę to wszystko miało jakiś głębszy cel ;) (czytana/słuchana: 8-20.05.2025) 5/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Kapitał w XXI wieku Thomas Piketty
Kapitał w XXI wieku
Thomas Piketty
TLDR: Książka główną tezę przedstawia już na wstępie, brzmi ona następująco: stopa zwrotu z inwestycji (kapitału) przekracza wzrost gospodarczy. Logiczną konsekwencją tego jest postępująca akumulacja majątku w rękach tych, którzy go posiadają (np. poprzez dziedziczenie) - tort rośnie w pewnym tempie, ale, jeśli mój majątek rośnie w szybszym, to mam coraz większy kawał(-eczek) tego tortu. Jeśli interesuje cię rozwinięcie tej tezy, podparcie jej o dane historyczne, oraz dyskusja o jej implikacjach to czyta się to jak kryminał. Wersja długa: Gdy my przechodziliśmy transformację ustrojową, na świecie tryumfował paradygmat neoliberalny (w wersji Reagana i Thatcher). Ukształtował on wygląd debaty ekonomicznej w Polsce na następne dekady do tego stopnia, że wciąż wiele osób utożsamia neoliberalizm z kapitalizmem jako takim i jakakolwiek jego krytyka (której bezpośrednio w tej książce praktycznie nie ma, została nadbudowana w interpretacjach), jest traktowana jako chęć powrotu do czasów słusznie minionych. Dlatego pewne tezy tej książki mogą się wydawać bardziej kontrowersyjne w Polsce, a mniej w państwach zachodnich, gdzie neoliberalna myśl ekonomiczna, od 40 lat stopniowo traci na znaczeniu. Chyba dlatego wiele osób krytycznie oceniających książkę zarzuca autorowi sympatie komunistyczne (od których on się jednoznacznie odżegnuje). Stawianie znaku równości pomiędzy, na przykład rozważaniami na temat możliwych zmian systemów podatkowych (większa progresja podatkowa, jakaś forma opodatkowania majątku - a mamy go już w wielu krajach Europy w formie podatku katastralnego, czy podatku spadkowego) a komunizmem (opierającemu się przede wszystkim na braku własności prywatnej, a szczególnie kolektywnej własności środków produkcji) świadczy o złej woli lub głębokim niezrozumieniu tematyki. Dorzucanie do tego zbrodni stalinizmu sprowadza dyskusję do podwórkowej przepychanki. Co więcej, być może to właśnie debata ekonomiczna analogiczna do tej, którą zapoczątkowuje autor, uchroniła Europę od rozlania się na nią rewolucji bolszewickiej, poprzez częściowe uznanie postulatów ruchu robotniczego np. w Wielkiej Brytanii. Piketty na wstępie definiuje zakres w jakim używa słowa „kapitał”, i konsekwentnie się tej definicji trzyma. W wywodzie przyjmuje pewne uproszczenia (lub, jeśli ktoś chce mu przypisać złą wolę, w kilku miejscach przedstawia dane nieco tendencyjnie) - np. przy informacji o najwyższej stawce podatku dochodowego w latach 1930-1980 wynoszącej w USA powyżej 80%, pominięta zostaje informacja o rozbudowanym systemie ulg, który sprawiał że realna stawka podatku była znacznie niższa. Jednak nie zmienia to zasadniczo wpływu trendu zmian w systemie podatkowym na akumulację majątku (nawet jeśli realna stawka podatku wynosiła po uwzględnieniu ulg znacznie mniej niż 80%, to przy stawce 37% i równie rozbudowanym systemie ulg trend wciąż pozostaje wyraźnie spadkowy). Co więcej, analiza złożonych zjawisk w czasie, wymaga ich zamodelowania, przyjęcia pewnych założeń i uproszczeń. Jest to niezbędne zarówno w ekonomii, jak w fizyce, po prostu jesteśmy w stanie obserwować tylko określoną ilość zmiennych. Uproszczenie polegające na tym że pomijamy fakt iż np. niektóre spółki giełdowe rosną szybciej niż inne, a jedynie obserwujemy średnią stopę zwrotu na rynku, nie powinien wpływać na wyniki przy wystarczająco wysokiej liczbie inwestorów. Zarzut o podpieranie się Jane Austin jako źródłem danych jest bezzasadny, Piketty przytacza wiele prac badawczych z XVIII i XIXw., o jej powieściach wspominając jedynie w kontekście tego że wysokość renty rolnej była rzeczą powszechnie znaną. Książka skłania do namysłu nad stosunkiem do takich pytań jak: * czy historia negatywnie zweryfikowała tzw. teorię skapywania (przypływ podnosi wszystkie łodzie) * czy mobilność społeczna w krajach bogatych jest coraz mniejsza, historie "od zera do milionera" są jak historie o zwycięzcach lotto (już nie każdy jest kowalem swojego losu, lub jest nim w bardzo ograniczonym zakresie) * czy istnieje trend ku coraz większej akumulacji majątku (mityczny 1%) * czy obecny kształt nierówności sprzyja społeczeństwom czy też jest dla nich szkodliwy (wiele badań wskazuje że powyżej pewnego poziomu nierówności są szkodliwe zarówno pod względem społecznym, jak i ekonomicznym, ograniczając wzrost gospodarczy) Ja ze swej strony nadbudowałbym to kwestią czy mamy prawo myśleć o tym w jakim społeczeństwie chcielibyśmy żyć i działaniami politycznymi zmieniać rzeczywistość w tym kierunku, czy też przyjąć istnienie sił (takich jak np. "niewidzialna ręka rynku"), które same, poprzez dziejową konieczność, prowadzą społeczeństwo ku wyższym formom rozwoju. Piketty wyraźnie zastrzega, że historia nierówności jest w znacznej mierze historią polityczną. Co ważne, prezentuje koncepcje i dane mające je podeprzeć w sposób pełen pokory, każdorazowo prezentując opinie krytyczne i odżegnując się od jednoznacznych konkluzji. Warto jeszcze podkreślić że z tezami książki nie trzeba się zgadzać, by uznać ją za inspirującą, pobudzającą do myślenia.
BuddhaMeeple - awatar BuddhaMeeple
ocenił na 8 2 lata temu

Cytaty z książki Nadchodzi osobliwość

Więcej
Ray Kurzweil Nadchodzi osobliwość Zobacz więcej
Ray Kurzweil Nadchodzi osobliwość Zobacz więcej
Ray Kurzweil Nadchodzi osobliwość Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne