Na zdrowie!

Okładka książki Na zdrowie!
Marcin Hybel Wydawnictwo: Erica fantasy, science fiction
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2013-05-24
Data 1. wyd. pol.:
2013-05-24
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362329885
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na zdrowie! w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Na zdrowie!

Średnia ocen
6,5 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
14
3

Na półkach:

Na zdrowie to kontynuacja „Awantury na moście” trochę obawiałam się czy autor sprosta wysokiemu poziomowi jaki prezentował w części pierwszej, ale na szczęście moje obawy były nieuzasadnione. Gagów, żartów i prześmiewczych sytuacji jest jeszcze więcej, a finał książki aż prosi się o kontynuacje. Polecam

Na zdrowie to kontynuacja „Awantury na moście” trochę obawiałam się czy autor sprosta wysokiemu poziomowi jaki prezentował w części pierwszej, ale na szczęście moje obawy były nieuzasadnione. Gagów, żartów i prześmiewczych sytuacji jest jeszcze więcej, a finał książki aż prosi się o kontynuacje. Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

73 użytkowników ma tytuł Na zdrowie! na półkach głównych
  • 37
  • 34
  • 2
34 użytkowników ma tytuł Na zdrowie! na półkach dodatkowych
  • 24
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Marcin Hybel
Marcin Hybel
Pierwszy tekst zatytułowany „Królu Bulu” poczynił w wieku 9 lat. Od tego czasu pisze nieprzerwanie. Nie ma swojego ulubionego gatunku literackiego. Wynika to zapewne z tego, że wychowywał się na książkach zarówno pokroju Jacka Higginsa, jak i Lucy Maud Montgomery. Poza pisaniem uwielbia filmy, choć w tej sferze jest dość wymagający i produkcje typu marvelowskiego szybko go usypiają. Mieszka pod Krakowem. Sam o sobie nie lubi dużo mówić, ale mógłby się określić jako człowiek spokojny, wybredny i pogodnie nastawiony do życia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Drzwi do piekła Krzysztof Kochański
Drzwi do piekła
Krzysztof Kochański
Z jednej strony cieszy zebranie w jednym miejscu opowiadań zahaczających w ten czy inny sposób o grozę, publikowanych przez Kochańskiego w latach 1999-2007 (jeden tekst jest starszy, z 1993), z drugiej jednak martwi sposób, w jaki zostały zaprezentowane czytelnikowi. Książka bowiem startuje z najlepszymi, najzgrabniej zbudowanymi tekstami, bardzo szybko jednak - nawet nie w jednej trzeciej objętości - zsuwając się w opowiadania słabe bądź wręcz bardzo słabe. Niewielką pociechą w tej sytuacji jest to, że Kochański świetnie włada piórem i nawet te najsłabsze z tekstów czyta się gładko... Z pewnością najlepszym opowiadaniem zbioru jest króciutka "Alchemia" - i dowcipna, i zwarta, i z przewrotną puentą. Przeurocza perełka, która swobodnie mogłaby się znaleźć w antologii najlepszych opowiadań polskich autorów fantastyki. Ładna też jest otwierająca zbiór "Śmierć trolla". "Halloween w obcym kraju", choć też przyjemnie się czytające, już wzbudza lekkie wątpliwości - głównie postacią gadającej kotki, która jest trochę ni przypiął, ni przyłatał. W miarę przyzwoite są jeszcze "Drzwi do piekła", a także zwariowane "Pod choinką", gdzie święty Mikołaj może i przynosi prezenty, ale nie wolno po nie sięgać. Bo może się to bardzo źle skończyć. Reszta - jak to mawiają - słabuje. "PP Hades" jest humoreską z dobrym zamysłem, ale z taką sobie puentą. "VampiR" z kolei jest wartko i ciekawie napisany, ale jego realia są nie do końca zrozumiałe (gdzie konkretnie dzieje się akcja i czemu niby są tam ludzie zmarli przed setkami lat?). "Powrót do raju" robi wrażenie koncepcją, ale zostawia czytelnika w pół drogi do jakiejkolwiek konkluzji. "Martwy mężczyzna", najdłuższy w zbiorze, cierpi na przerost formy nad treścią. "Sto dziewięćdziesiąt zapałek", "Stypa ze strachem na wróble w tle" i "Zły człowiek" są kiepsko rozplanowanymi historiami o mordercach lub pedofilach, absolutnie pozbawionymi fantastyki. Zaś "Nie wolno wchodzić do łazienki" w ogóle nie wiadomo, o czym jest. Na koniec zostawiłem "Dzieciaki" - słabe jako opowiadanie (puenta wywraca realia do góry nogami, pozbawiając zarazem sensu szereg elementów intrygi), ale interesujące w kwestii konceptu obcych, którzy - zaatakowani - mogą cofać się sekundę czy dwie w czasie, przez co ich zabicie staje się praktycznie niemożliwe. Na dość podobnej zasadzie polegała inwazja z filmu "Na skraju jutra", w związku z czym pojawia się pytanie, czy Kochański mógł znać zarys fabuły oryginalnej japońskiej powieści, autorstwa Hiroshiego Sakurazakiego. Niby po angielsku wyszła ona już po publikacji "Dzieciaków", ale zbieżność jest po prostu zastanawiająca...
Jale - awatar Jale
ocenił na 6 7 lat temu
Awantura na moście Marcin Hybel
Awantura na moście
Marcin Hybel
Lekko, (w miarę) zabawnie, bez fajerwerków (może dlatego, że wtedy ich jeszcze nie wynaleziono), uroczo stylizowany język. Ale czy nazwałabym to komedią? Śmiem wątpić. "Awantura na moście" to historia niezłożona, niewnosząca zbyt wiele do życia czytelnika - ot, czytadło na moment, kiedy nic innego nie ma pod ręką. Jeśli ktoś lubi nawiązania do średniowiecza, znajdzie tu trochę prześmiewczych smaczków i zachowań typowych dla tamtych czasów. Bohaterowie są prości, przaśni, po oczach bije ich IQ na poziomie termosu do herbaty, jednak mamy od tej reguły wyjątek w postaci przebiegłego (on tak myśli) bogoboja, którego życiową misją jest przyciągnięcie do klasztoru jak największej liczby wiernych. Wymyślane przez niego intrygi są poniekąd motorem napędowym całej historii, jest też uwikłany w love story, kilka śmierci i potężnych kłamstw / zatajeń (niepotrzebne skreślić). Na plus według mnie działa motyw słowiańskich bóstw - podoba mi się, że autor nie poszedł od razu w chrześcijaństwo, ale dodał pielęgnowanie wiary w słowiańskich bogów jako wisienkę na torcie rubasznej historyjki. Wprawdzie czuć, że ta wiara chyli się ku upadkowi i wierni pojawiają się w świątyni tylko dzięki przekupstwu lub zastraszaniu, ale daje to do myślenia, że rzeczywiście początki chrześcijaństwa na naszych ziemiach mogły tak wyglądać - wpełzły na miejsce gasnącej rodzimej wiary. Ale dość tej powagi, miała być komedia, tak? No to śmieszą mnie podstarzali rabusiowie i ich planowanie skoku życia.
Viridianka - awatar Viridianka
oceniła na 6 1 rok temu
Krawędź czasu Krzysztof Piskorski
Krawędź czasu
Krzysztof Piskorski
Maksym trafia do świata obok – nieznanej sobie dzielnicy miasta, która od XIX wieku zapętlona jest w jednym, konkretnym momencie. Jest jednym z niewielu, którzy potrafią się z niego wyrwać. Gdy trafia do władającej dzielnicą księżnej, zostaje poproszony o pomoc w pozbyciu się niebezpieczeństwa, jakie jej zagraża. Krzysztof Piskorski nie bez powodu jest znany jako twórca fantastycznych światów. Nie tylko swego czasu prowadził na ten temat prelekcje, czy pisał artykuły do „Nowej fantastyki”, ale też stworzył kilka ciekawych konceptów. Zaczynając klasycznym, ale konkretnym high fantasy, jakim były „Opowieści piasków”, następnie zaczął swoje eksperymenty. „Krawędź czasu”, wydana w 2011 roku, obecnie jest książką trudno dostępną, ale jednocześnie – bez wątpienia pokazującą, jak oryginalnym twórcą na polskim rynku jest tenże autor. Podobnie jak „Zadra” czy „Czterdzieści i cztery”, „Krawędź czasu” jest utrzymana w steampunkowej stylistyce. Kluczowe jest jednak to, że Piskorski wykorzystuje właśnie ową stylistykę, a nie steampunk jako steampunk. Sięga do XIX wieku, tworzy estetykę tamtych czasów, ale pary jako pary zbyt wiele tu nie ma, bo też nie zawsze w tym nurcie o to chodzi. Autor miesza przy tym kabałę, magię, sięga do baśni i tworzy powieść z pogranicza fantastycznych podgatunków, choć chyba gdybym musiała ją zakwalifikować, uznałabym, że jednak mamy do czynienia z fantasy. To nie jest powieść, która stoi bohaterem czy fabułą samą w sobie. Nie mam tu wprawdzie nic do zarzucenia, ale w tym przypadku istotniejszy jest sam koncept związany z zabawą z czasoprzestrzenią. Przyznaję, zwykle motywu podróży w czasie nie lubię, a przynajmniej nie w chwili, w której jest wykorzystywany w „klasyczny” sposób, związany z konkretnymi przeskokami w czasoprzestrzeni. Tu jednak pomysł Piskorskiego jest najzwyczajniej w świecie po prostu intrygujący i ciekawy. Przyznać jednak muszę, że potrzebowałam dłuższej chwili, aby wskoczyć do tego świata i „zaczaić” o co autorowi chodziło. Bo całość zaczyna się stosunkowo baśniowo, nieco dziwnie i niepokojąco. Czytelnik, który o książce wcześniej nie słyszał i być może sięgnął po nią tylko przez wzgląd na okładkę, czy tytuł, może czuć się nią wręcz zszokowany czy nieco zniesmaczony. Ten pomysł, by zaczął działać potrzebuje trochę czasu. Dlatego nawet jeśli ta historia nie wciąga od pierwszej strony – polecam dać jej chwilę. Może dwie. A może nawet czas mniej więcej do połowy powieści, bo prawdziwa zabawa w jej przypadku zaczyna się, gdy wszystko zaczyna wskakiwać na swoje miejsce. Muszę wspomnieć też o stylu oraz o masie pracy, jaką Piskorski musiał w tę historię włożyć. Język, jakim się posługuje, zdaje się być „w sam raz”. Jest odpowiednio stylizowany, ma dobry klimat. Jest w miarę przystępny, ale nie brakuje w nim inteligentnych czy czasem wręcz poetyckich zwrotów, stwierdzeń, metafor. Ponadto napisanie takiej książki wymaga wiedzy, i to nie tylko z samej XIX-wiecznej polski, ale również z judaistycznych wierzeń, których – przyznaję – przed lekturą w tej powieści w ogóle się nie spodziewałam. Znam trochę polskiej fantastyki i muszę przyznać, że to dość unikatowa powieść. Steampunku nie mamy zbyt wiele. Podróży w czasie, i to dobrze rozpisanych – również nie. Nawiązań do żydowskiej kultury, która przecież jest szalenie ciekawa także brakuje. Tą powieścią Piskorski wypełnił pewną lukę wśród polskiej literatury, a przecież o to części chodzi. Fantastyka ma nie tylko bawić samą historią, ale także zachwycać kreatywnymi pomysłami. „Krawędź czasu” jest zaś po prostu dość konkretnym pomysłem, który został zamknięty w sensownie dopasowanej fabularnie powieści. Dobrze wiem, że czytelnik szukający zwykłej i rozrywkowej fantastyki może się od niej odbić. „Krawędź czasu” wymaga jednak odrobiny cierpliwości i kredytu zaufania, a także chęci poznania czegoś ponad kompletnie klasyczną opowieść. Ale nie zmienia to faktu, że chciałabym jej wznowienia. Bo szkoda, że tak dobra rzecz jest obecnie zapomniana i trudno dostępna.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 8 4 lata temu
Legenda Kella Andy Remic
Legenda Kella
Andy Remic
Był rok 2012 kiedy kupiłem „Legendę Kella”. Mija właśnie trzeci od chwili kiedy pierwszy tom „Kronik Mechanicznych Wampirów” trafił na półki księgarń a tekst, który teraz czytacie nie będzie tylko i wyłącznie moją opinią o tej książce. Poznacie również historię o tym, jak zostałem oszukany przez wydawnictwo. Książka, o której dzisiaj mówimy miała być olbrzymim sukcesem. Miała zdobyć polski rynek. Wydawca rozpływał się zarówno nad fabułą książki jak i samym autorze. Czas jednak pokazał coś innego. Ale zacznijmy od początku. Tytułowy bohater „Legendy” wiedzie spokojne życie. Po latach tułaczki po świecie, po staniu się weteranem wielu bitew, odkłada swój topór w kąt i grzeje swoje stare kości przy domowym ognisku. Jednak czas pokoju nie może trwać długo, a bohater którego przeznaczeniem jest wojna znów musi stawić czoła zagrożeniu w postaci tajemniczego ludu Vaszynów. Atmosfera w powieści jest mroczna. Tajemnicze stworzenia, do tego góry zimą gdzie wcześnie zapada mrok a jedynym źródłem światła są gwiazdy i księżyc oraz wrażenie ciągłego zagrożenia. Jak dla mnie – bomba! Opisy nie tylko scen erotycznych ale i scen walki są bardzo naturalistyczne. Krew leje się wszędzie a wnętrzności ciągną się po polu bitwy. Na chwilę uwagi zasługuje również wspomniany przeze mnie wcześniej lud Vaszynów. Są to ludzie, którzy poddali swoje ciała różnym modyfikacjom, stając się w końcu bardziej maszynami niż tym do czego zostali stworzeni. Jedynym paliwem czy też smarem (jak kto woli), który zapewnia odpowiednie funkcjonowanie werków jest ludzka krew. Budują oni Rafinerie Krwi, gdzie z ludzi powstaje odpowiednia odżywka. W momencie kiedy poznajemy to przerażające społeczeństwo (nie jest to bowiem horda stworów ale doskonale zorganizowane i wykształcone społeczeństwo) z początku idiotyczny tytuł trylogii nabiera sensu. Chociaż ja osobiście wolałbym nazwę „Kroniki Zegarowych Wampirów” niż obecnie funkcjonujące tłumaczenie, ponieważ właśnie do mechanizmu starych zegarów najbardziej podobna jest konstrukcja ciał Vaszynów. Nie mogę przejść obojętnie obok według mnie największego minusa tej książki. Czy jest nim ogromne podobieństwo do „Sagi Drenajów” Davida Gemmella? Już bowiem sam bohater ze swoim toporem jest wręcz lustrzanym odbiciem Drussa i jego Snagi. Narracja prowadzona jest w bardzo podobny sposób, dialogi skonstruowane są na podobieństwo tych w „Sadze”. Zresztą można się tego spodziewać już od samego początku ponieważ Andy Remic dedykuje „Legendę Kella” właśnie Gemmellowi. To właśnie ta nie znajomość historii Drenajów wpływa na negatywne oceny i opinie recenzentów. Minusem książki nie jest samo podobieństwo ale to, że ktoś kto wcześniej nie spotkał się z Drussem i kompanami nie może odpowiednio odebrać tej książki. Ja mam to szczęście, że Sagę Drenajów udało mi się przeczytać. Dlatego też pewnie widzę pewne „smaczki” niedostępne dla każdego. Poza tym jeśli krytykujemy fabułę nie możemy zapomnieć o tym, że nie znamy jej całej. Jest to bowiem pierwszy tom trylogii a historia toczy się dalej. Na Kella należy spojrzeć z perspektywy całości a nie tylko i wyłącznie pierwszego tomu. Ostatnimi czasy w sieci pojawia się coraz więcej recenzji „Legendy Kella”. Wbrew pozorom nie napawa mnie to optymizmem. Dlaczego? Ponieważ ludzie piszący je w 80% zdobyli swoje książki na wyprzedażach. Nauczony doświadczeniem wiem, że oznacza to jedno: wydawnictwo nie zamierza kontynuować serii. Dlatego właśnie czuję się nie dość, że porządnie wkurzony to i oszukany przez „Fabrykę”. Myślę, że jest to kolejny gwóźdź do trumny działu fantastyki obcej tego wydawnictwa. Czytelnicy tracą zaufanie, nie wiedzą czy kupować daną książkę ponieważ nie wiedzą czy będą mieli szanse dobrnąć do końca danej opowieści. „Legenda Kella” to z pewnością tytuł nie dla każdego. Jeżeli lubisz mocną, męską literaturę a do tego znasz „Sagę Drenajów” Davida Gemmella to z pewnością jest to książka, która przykuje Twoją uwagę. Jeżeli jednak nie spełniasz kryteriów , o których wcześniej mówiłem to lepiej zostawić tę książkę tak samo jak to zrobił wydawca. Wielka szkoda, że ta historia nie zostanie opowiedziana do końca polskim czytelnikom. [recenzja pierwotnie ukazała sie na moim blogu: http://zapomnianypokoj.blogspot.com/ zapraszam]
Michał - awatar Michał
ocenił na 7 10 lat temu
Adamantowy miecz Dominik Sokołowski
Adamantowy miecz
Dominik Sokołowski
Kontynuuję czytanie cyklu „ Kroniki Arkadyjskie” , którego autorem jest Dominik Sokołowski. Druga cześć ma tytuł „Adamantowy miecz” i tu nie ma jakiegoś zaskoczenia, bo w prawie wszystkich książkach fantasy jest jakiś tego typu artefakt i rzeczywiście bardzo często to jest jakiś miecz. Wiemy, że ten adamantowy, po prostu żelazny, jak nam czytelnikom tłumaczy sam autor. Wiemy, że tym mieczem można utłuc demony, pewnie o jego wyjątkowości w trzecim ostatnim, a więc decydującym tomie będziemy mieli okazje się przekonać. W tej części on po prostu krąży, został wykonany na zlecenie tajemniczych sił, które kierują Isaksiosem, żeby opanował tron, a przy tej okazji zrobił niezły bałagan w imperium, bowiem żaden kraj nie może mieć dwóch władców, czyli siłą rzeczy jednego trzeba się pozbyć, wysłać na tamtem świat, a po drodze zginie wielu rycerzy i osłabianie się imperium będzie kontynuowane. Isaksios zdołał zebrać dostateczne poparcie, żeby pokusić się, żeby zdobyć stolice Chrystopolis. Czy mu się to uda? Nawet jeżeli to urzędujący monarcha nie ma zamiar przespać tej zmiany na tronie. I dopóki żyje nie odpuści, a przecież na wojnie się zna. I na tym polega zasadnicza trudność stronnictwa Isaksiosa, żeby zdobyć władzę musi pokonać trudnego przeciwnika. Isaksios, jeden z głównych bohaterów, jest legalnym następcą tronu i właściwie to powinno wystarczyć, ale to oczywiście nie takie proste. Ferment jaki te aspiracje do tronu młodego Do tego wszystkiego dochodzą kompletnie mistyczne motywy, przepowiednie końca świata. Tak jak w poprzedniej części pojawiają się znane postaci, w tym wspominany już Isaksios, Łamignat, Michelle i parę innych osób. Pojawił się wątek miłosny Michelle i Besaraba. Tyle, że jej duchowni mocodawcy zachwyceni nie byli i narobili jej sporo problemów. Mamy kolejne intrygi polityczne. Mocno naciągany jest motyw, że Isaksios zabija Łamignata, przynajmniej tak myśli, że mu się to udało, bo mu głosy to podpowiedziały, a po jakimś czasie po tym jak ten przeżył. jak gdyby nigdy nic Łamignat wraca wiernie służyć swojemu panu. Pewnie autor miał jakąś koncepcje, którą zmienił w czasie procesu tworzenia książki, cyklu. Podsumowując książka jest ciekaw, bo niewątpliwie koncepcja stylizowana na konkretne historyczne realia, Konstanynopol i dość spory kawał Europy, a także ,Afryki i Azji. Czyli wykreownie świata globalnego jaki ludzie wtedy znali. Pojawiają się ludzie różnych nacji mający różny stosunek do imperium. Chociażby po to warto książkę przeczytać i orientować się, e cos takiego zostało napisane. Wiadomo można spekulować o tym, że niewątpliwie widać niedociągnięcia, ale po pierwsze to jest debiut pisarski, i to może być trudność równoległe rozłożenie akcji książki i utrzymania jej poziomu na trzy tomy, mam wrażenie, że trzeba tu więcej doświadczenia typowo pisarskiego. Wynika z tego, że przypuszczalnie książka mogłaby się lepiej obronić gdyby była w jednym tomie. Z drugim, środkowym tomem zawsze jest trudność, bo trzeba poprowadzić akcje tak, żeby rozwiązania nie pojawiły się zbyt szybko, a z drugiej, żeby to było ciekawe dla czytelnika. Ja książkę oceniam dobrze i mam nadzieje, że ostatni trzeci tom będzie ciekawy, że autor ma fajne pomysły na koniec. Książka jest ciekawa. Polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 6 5 lat temu
Golem i Dżin, część 1 Helene Wecker
Golem i Dżin, część 1
Helene Wecker
Nie każda książka fantastyczna musi być walką dobra ze złem, nie musi też przedstawiać świata wykreowanego w stu procentach w umyśle autora. Czasem wystarczy, że będzie ona symboliczna, chociaż nie wiem czy to dobre określenie, jeżeli dwójka głównych bohaterów to istoty z mitologii. Właśnie to jest najciekawsze w książce zatytułowanej „Golem i Dżin” Helene Wecker. To niezwykła opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w kompletnie obcym miejscu, w którym tylko druga równie wyobcowana osoba jest w stanie nas zrozumieć. W końcu ona jest golemem stworzonym w Polsce, a on dżinem zrodzonym z ognia w starożytnej Syrii. Mimo że dzielą ich dekady oraz kilometry to łączy naprawdę wiele. Mogłoby się wydawać, że to kolejny romans, ale to bardzo mylne stwierdzenie. Widać tu, bowiem coś dużo głębszego niż uczucie między dwojgiem ludzi, albo też spoglądając w nieco innej perspektywy to jednak uczucie, ale niebudowane na zwykłej namiętności, ale dużo mocniejszej mentalnej więzi. Nie będę się jednak bawił w psychologa, ale zachwycę się nad niezwykle wykreowanym światem. Akcja dzieje się, bowiem w Nowego Jorku u schyłku XIX wieku, do którego to ludzie uciekają z całego świata poszukując lepszego życia. To niezwykły obraz tamtych czasów, miszmaszu kulturowego oraz życia w tak barwnym świecie, w którym każdy człowiek może stać się drogowskazem naszego życia. W końcu bohaterowie rozwijają się właśnie dzięki osobom, na które trafiają, a każdy z nich jest równie ważny. Nie jest istotne to, że obserwujemy tu zwyczajne codzienne obowiązki to czułem w tym wszystkim magię. Powiem Wam, że, mimo iż jest to debiutancka powieść tej autorki została rewelacyjnie skomponowana. Bardzo przemyślana, ciekawa, z historycznym sznytem oraz lekkością ukazania niezbyt łatwych czasów. Wydaje mi się, że autorka chciała pokazać jak czują się ludzie, którzy często wbrew swojej woli muszą opuścić kraj, z którego pochodzą. Nie jest to jednak koniec historii, a dopiero jej pierwszy tom i mimo że czytałem go dość długo to jednak z przyjemnością wrócę do tej dwójki. Więcej recenzji na blogu: link w profilu.
Hersus - awatar Hersus
ocenił na 7 3 lata temu
Brylantowy miecz, drewniany miecz Nik Pierumow
Brylantowy miecz, drewniany miecz
Nik Pierumow
Raz na sto lat Królewskie Drzewo Aerdunne rodzi magiczną broń – Immelstorn. W głębi Pasma Szkieletów spoczywa Dragnir – potężna broń krasnoludów. W historii splatają się losy różnych postaci: dziewczynki z plemienia Danu i Imperatora, oboje w niewoli, choć jedno nosi żelazną obrożę, a drugie złote szaty; starca, zwanego Zamkniętym, więzionego w lochach świątyni; Fessa z Szarej Ligi; oraz Tavi, której odebrano twarz i naród. Każda z tych postaci jest uwięziona, lecz nadchodzi czas wypełnienia proroctwa i pojawia się nadzieja na wyzwolenie. Brylantowy miecz, drewniany miecz to kawał bardzo dobrej fantastyki. Jest tu to co lubię najbardziej – rozbudowany świat z ciekawą historią, trzymająca w napięciu fabuła (chociaż toczy się dość powoli), ciekawi bohaterowie, intrygi, tajemnice i walki o władzę. Autor miał nawet kilka niezłych pomysłów, które sprawiają, że nie jest to po prostu kolejna maszynowo napisana książka fantasy. Sam styl w jakim Pierumow pisze też przyciąga uwagę. Jest elegancki, wyszukany i bardzo bogaty, nie ociera się przy tym o kicz. Momentami zahaczało to klimatem o Władcę Pierścieni, a to już o czymś świadczy. Autor nawet napisał kiedyś nieformalną kontynuację dzieła Tolkiena, przez co miał jakieś tam problemy xD Ale mimo wszystko książki NIE POLECAM. To pierwszy tom z kilku, które jednak w Polsce nie zostały wydane i chyba już nie zostaną. Ta zawitała u nas w 2011 roku i po 13 latach kontynuacji wciąż nie widać. Szkoda ¯\_(ツ)_/¯
BourbonKid - awatar BourbonKid
ocenił na 8 1 rok temu
Opowieści ze świata Wiedźmina Maria Galina
Opowieści ze świata Wiedźmina
Maria Galina Leonid Kudriawcew Władimir Wasiliew Andriej Bielanin Michaił Uspienski Olesandr Zołotko Wołodymyr Arieniew
Oddając ostatnio książki do Mediateki w Malborku, znalazłem na półkach tę antologię. Będąc po lekturze „Rozdroży Kruków” Andrzeja Sapkowskiego potrzebowałem odtrutki, więc pomyślałem: „Czemu nie, kto w końcu jak nie Słowianie ma zrozumieć, co gra w duszy ich rodaka?” i szczerze mówiąc nie jestem zawiedziony. Pomijając, że niegdyś czytałem niezbyt pochlebne opinię „fanatyków” Wiedźmina na „Lubimy Czytać” to postanowiłem samemu przeczytać i wyrobić zdanie. Powiem tak, zdecydowanie antologia poprawiła mi smak na świat Sapkowskiego niż wyżej wspomniana jego książka. Wiem, że jeszcze jest nasza antologia pod tytułem „Szpony i Kły”, kiedyś czytałem fragmenty w Empiku i szczerze mówiąc nie spodobała mi się, być może za brak „klimatu”, a może za „toporną” narrację? Być może kiedyś z kronikarskiego obowiązku się z nią zapoznam, ale kupić na wyłączność nie kupię… Zwłaszcza, że tytułowe opowiadanie to tak naprawdę „przeróbka” opowiadania „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego, więc jest to pójście na łatwiznę, a czegoś takiego nie toleruje… Zanim przejdę do krótkiego omówienia każdego opowiadania, dodam tylko jeszcze jedno: mój kolega Roman (pozdrawiam!)) powiedział mi ostatnio pewne mądre słowa: Rosjanie kochają Polską kulturę, łakną jej, co widać w ich dziełach. Gdybyśmy jako Naród nie spieprzyli za mocno relacji z nimi, bylibyśmy ich oknem na świat. Coś w tym jest, a ta antologia przekonuje mnie, że mielibyśmy spore szanse na kulturowy podbój wschodu, zwłaszcza, iż poza Sapkowskim posiadamy sporą bazę świetnych autorów, których twórczość warto byłoby eksportować, coby budować nić porozumienia między dwoma narodami (w dzisiejszych czasach to bardzo ważne!) Zbiór liczy osiem tekstów, a wydany został przez Wojciecha Sedeńkę i jego wydawnictwo „Solaris”. Raczej zbioru nie dorwiecie w normalny sposób, także pozostają antykwariaty oraz biblioteki. Od razu mogę powiedzieć, że cztery początkowe opowiadania wchodzą w wiedźmiński świat, pozostałe natomiast zbytnio nie powiązane, ale o tym później. 1. Leonid Kudriawcew „Ballada o Smoku” Bohaterem opowiadania jest bard Jaskier, jak zwykle wpada w kłopoty, choć tym razem nie może liczyć na wiedźmina, więc robi to, co potrafi najlepiej, czyli ucieka, gdzie pieprz rośnie. Wybawicielem od rabunku okazuje się czeladnik kowala imieniem Raido. Z dalszej historii czytelnik dowie się, że obaj mają zmierzają do miasta Dżakas, gdzie grasuje smok. Rzecz jasna bardem kieruje chęć napisania ballady oraz zbadanie pogłosek o tym, czy rzeczywiście mieszkańcy nie chcą śmierci gada, gdyż dzięki niemu opływają w dostatek, a natomiast uczeń chce znaleźć w mieście pracę, więc wspólnie docierają do miasta. Myślę, że więcej nie trzeba pisać o treści. O samym tekście powiem tyle: tłumacz wykonał rzetelnie swoją pracę, ba podoba mi się narracja, jest taka w stylu Sapkowskiego, w dodatku bard ma okazję popracować intelektualnie, gdzie zazwyczaj od myślenia był Geralt, a tu wychodzi na to, że pozornie głupawy bard potrafi samodzielnie rozwiązać zagadkę i dotknąć „nienazwanego”. Moim zdaniem tekst zasługuje na włączenie do oficjalnego kanonu, co byłoby wyróżnieniem dla autora. Chętnie dowiedziałbym się, co mieszkańcy zrobili z „nowym fantem”. 2. Michaił Uspienkskij „Jednooki Orfeusz” Jest to humorystyczna wariacja na temat znanej baśni o szczurołapie, a przynajmniej tak myślę, że była ona inspiracją dla autora do napisania owego tekstu. Być może także inspirował się mitem o Oryfeuszu i Eurydyce, na co wskazywałby tytuł oraz fakt, że tytułowy bohater porywał swą grą istne tłumy. To chyba zadanie dla polonisty, ale sądzę, iż mogłem odgadnąć wszystko, co się dało. Raczej nikogo nie zdziwi obecność w tym opowiadania Jaskra oraz Essi Daven zwanej „Oczkiem” no i Geralta, ale pokolei. Wiedźmin wraz z bardem tradycyjnie są spłukani, lecz Jaskier dowiaduje się o konkursie poetyckim, a ponieważ organizatorzy na czas trwania konkursu obiecują wikt i opierunek, wówczas trubadur namawia przyjaciela na zbadanie tematu i rzecz jasna On, Jaskier zawalczy o nagrodę pieniężną. Dalej nie będę opowiadać, lecz sądzę, że znajomość mitu trochę może wam zdradzić mniej więcej przebieg, aczkolwiek powiem tak, autor zachował się jak Sapkowski i porąbał mit oraz baśń do własnych celów. Natomiast ciekawi mnie, czy autor wymyślił humorystyczne wstawki pokroju „(…) wiedźmin złożył palce w znak Fuck You”, czy było to raczej dzieło tłumacza? Co prawda wybijało z rytmu, ale jeśli ktoś jest fanem dzieł Walaszka, to może mu się spodobać. 3. Maria Galina „Lutnia, i to wszystko” Ponownie Jaskier występuje w roli głównego bohatera, zaś Geralt zostaje wspomniany w krótkiej rozmowie. Natomiast drugą istotną postacią w tej historii jest znana nam Essi Daven, która zamierza wyjść za pewnego bogatego kupca, co rzecz jasna nie przypadło Jaskrowi do gustu. Bohaterowie przebywając w Cintrze odbywają kilka rozmów, o przeszłości, przyszłości jak i teraźniejszości. Widać po Jaskrze, że mu w niesmak decyzja Pacynki, ale nie jest w stanie nic z tym zrobić, w końcu Essi chce normalnego życia jako żona oraz matka, ale niestety los (autorka) chciał inaczej. Do cintryjskiego portu przybija statek na którego pokładzie są zarażone tajemniczą chorobą szczury. Okręt nosi nazwę „Catriona”, więc pozorna opowieść z gatunku nieszczęśliwej miłości zamienia się w tragiczną walkę o życie, gdzie przyzwoitość czy jakakolwiek moralność odchodzą w niebyt i liczy się tylko przetrwanie. Jak się pewnie domyślacie niewiele osób przetrwa. A byłbym zapomniał, tekst bazuje na opowiadaniu „Trochę poświęcenia” Andrzeja Sapkowskiego, w pewnym momencie zostaje wykorzystany jego fragment. Rzecz jasna na potrzeby tego opowiadania zmieniono miejsce w którym przyszło umrzeć jednej z wymienionych postaci. 4. Władimir Arieniew „Wesoły, niewinny i bez serca” Kolejna historia będąca przeróbką innego dzieła w stylu Andrzeja Sapkowskiego. Autor napisał ciekawą wariacje na temat „Piotrusia Pana” Jamesa Matthew’a Barrie’a. Bohaterem, który bierze udział w tej przygodzie to wiedźmin Stefan ze szkoły Czapli. Historia ogólnie nie jest zła, dzieje się w dalekiej przyszłości, gdzie funkcjonuje coś takiego jak „kodeks Białowłosego”. Więcej nie muszę mówić, całość ma charakterystyczny sznyt dla Sapkowskiego, więc powinno się wam spodobać. 5. Władimir Wasiliew „Barwy Braterstwa” Świetny tekst, który nie został osadzony w świecie wykreowanym przez Andrzeja Sapkowskiego, natomiast pochodzi od z uniwersum właśnie wspomnianego wyżej Władimira Wasiliewa, gdyż napisał on książkę „Wiedźmin z Wielkiego Kijowa”, którą namaścił sam ojciec Geralta. O samym świecie powiem tak, jest to alternatywna rzeczywistość, gdzie maszyny zyskały rozum i życie, a wiedźmini są właśnie kimś w rodzaju łowców androidów czy innych terminatorów, jeśli chcecie więcej informacji musicie niestety poszukać w Internecie, zaś sam egzemplarz książki jest dostepny na dzień dzisiejszy na Allegro za 119 złotych lub mniej o ile poszukacie w antykwariatach. Co do fabuły opowiadania, imiennik naszego Geralta zostaje zrekrutowany w charakterze ochroniarza imprezy. Ma otrzymać niezłą zapłatę plus rzecz jasna wikt i opierunek. Z pozoru spokojna praca zostaje przerwana, gdy dochodzi do morderstwa. Podejrzanymi mogą być członkowie różnych okolicznych gangów. Geralt 2.0 ma ręce pełne roboty. Zakończenia nie zdradzę, powiem tylko, że chce przeczytać więcej opowiadań o takim wiedźminie. 6. Aleksandr Zołotko „Okupanci” Bardzo dobry tekst, który raczej na pierwszy rzut oka powinien trafić do antologii poświęconej tematyce Słowian niż wiedźmińskiego siedliszcza. Jeżeli przyjmiemy, że autor musiał trochę nazwy pozmieniać, aby prawnicy Sapkowskiego go nie ścigali, wówczas ma to sens. Akcja dzieje się w naszej rzeczywistości, gdzie grupka radzieckich żołnierzy trafia w ręce polskich "partyzantów". Szybko okazuje się, że to nie są do końca zwykli ludzie, ale o tym przekonacie się sami. Co mogę więcej powiedzieć? Tutaj znajdziecie potwierdzenie tego, co pisałem we wstępie. Czuć tu znajomość Polskiej historii oraz Polskiej kultury, głównemu bohaterowi jeden z Polaków kojarzy się z (niestety świętej pamięci) Franciszkiem Pieczką). Podobały mi się dialogi pomiędzy postaciami, zwłaszcza pomiędzy Polką, a Ukraińcem, gdzie obrzucali się historycznymi przewinieniami obu narodów oraz ciekawe spojrzenie na dziwożony oraz „inny świat”. 7. Andriej Bielanin „Zawsze byliśmy odpowiedzialni za tych, których…” Dowcipne, krótkie opowiadanko w którym widać, że autor doskonale zna mentalność Polaków, a może kraje postsowieckie zachowują się tak samo? W każdym razie tutaj Geralt i Yennefer są Polakami i żyją w Polsce. Nasz bohater zachowuje się jak typowy Polak, w dodatku został policyjnym, czy może wręcz wojskowym konsultantem i opowiedział pewnemu pisarzowi swoje przygody, przez co tłumy nastolatków postanowiło pójść jego śladem, co spowodowało silną redukcję potworów. Natomiast Yennefer postanowiła wieść życie przykładnej żony, a Ciri posłali do ekonomika. Więcej nie powiem, bo to krótkie, ale myślę, że uśmiechnięcie się parę razy. 8. Siergiej Legieza „Gry na serio” A z tym opowiadaniem mam problem. Poniekąd tekst jest osadzony w wiedźmińskim świecie, aczkolwiek jest to bardziej świat wirtualny innymi słowy jest to MMORPG (tak przypuszczam), w dodatku elementy z naszej rzeczywistości przeplatają się z historią, więc miałem problem połapać się z tym, co jest od czego. Najprawdopodobniej zawiniła redakcja, bo można byłoby to jakoś oddzielić, ale cóż, nie porwała mnie ta historia pomimo obecności jakiegoś tam wiedźmina. Może kto inny powinien zamknąć tę antologię? Tego nigdy się nie dowiem. PODSUMOWANIE: Wbrew powszechnej opinii dla mnie ta antologia była wyjątkowa. Jasne, może nie wszystkie opowiadania zostały osadzone w wiedźmińskim uniwersum, aczkolwiek niektóre z nich powinny znaleźć się w oficjalnym kanonie. Na pewno będę polować na książkę „Wiedźmin z Wielkiego Kijowa” oraz na egzemplarz omawianej przeze mnie antologii. Na pewno ogromnym plusem jest, że autorzy w większości przypadków czują i rozumieją na czym polega urok świata wiedźmina, czy jego bohaterów. Zwróćcie choćby uwagę na „Balladę o smoku” czy „Lutnia, i to wszystko”. Ogólnie szkoda, że żadne wydawnictwo nie wpadło na pomysł, aby taki zbiorek wydać, na pewno jest już więcej ciekawych tekstów, które fanom „Wiedźmina” mogłoby przypaść do gustu! Jeżeli mieszkasz w Malborku lub okolicy odwiedź Mediatekę i wypożycz tę antologię. A tymczasem do zobaczenia i polecam serdecznie przeczytać „Opowieści ze świata Wiedźmina”. Polecam, życzę miłej lektury! Karol Król
Karol Król - awatar Karol Król
ocenił na 7 1 rok temu
Wolsung: Antologia tom 1 Maciej Guzek
Wolsung: Antologia tom 1
Maciej Guzek Krzysztof Piskorski Michał Studniarek Paweł Majka Hubert Sosnowski Marcin Rusnak Sylwia Finklińska Mateusz Bielski Karol Woźniczak Simon Zack Zbigniew Szatkowski Anna Wołosiak-Tomaszewska Igor Myszkiewicz
Książka „Wolsung. Antologia Tom 1” to zbiór opowiadań osadzonych w fikcyjnym świecie steampunku, w którym trwa Magiczna Rewolucja Przemysłowa – idealne połączenie magii i technologii. W tym wyjątkowym uniwersum znajdziemy zarówno technologiczne sterowce unoszące się po niebie, jak i czarowników odprawiających mroczne rytuały, wszystko to umiejętnie wplecione w klimat rozwijającej się Europy, której wierne odwzorowanie stanowi tło akcji. Nie brakuje tu także złowrogiego imperium, jakim jest Nieumarła Rzesza, pełniąca rolę antagonistycznego państwa. Klimat tego uniwersum jest po prostu wyśmienity, co czyni antologię równie fascynującą. Nie przypuszczałem, że lektura pierwszego tomu pochłonie mnie na tyle, iż uda mi się go przeczytać w niecałe dwa dni. Kilka opowiadań szczególnie przykuło moją uwagę. „Archibald Compton i zaginione miasto Enli-La” autorstwa Krzysztofa Piskorskiego wprost oddaje klimat przygód rodem z filmów o Indianie Jonesie – historia opowiada o niewielkim niziołku, który wraz z półorczą damą musi stawić czoła nieumarłym żołnierzom Rzeszy. Kolejne opowiadanie, „Przebudzenie” Karola Woźniczaka, przedstawia los wysoko postawionego funkcjonariusza Nieumarłej Rzeszy, który budzi się ze snu, zyskując nieśmiertelność i zaczynając zastanawiać się nad sensem własnego istnienia. „Jeździec wiwern” Michała Studniarka to z kolei opowieść o pilocie, który po wojnie zmaga się z najnowszą wiwerną prezentowaną na targach technologicznych, pilotowaną przez asa wojny. Na zakończenie antologii znajduje się „Czarne jaskółki” autorstwa Macieja Guzka – historia morderstw w kopalni, strajków oraz grupy najemników, która próbuje rozwikłać zagadkę, odkrywając, że prawda jest zupełnie inna, niż mogłoby się wydawać. Antologia ta to pozycja idealna dla miłośników steampunku – bogaty, intrygujący świat pełen nietuzinkowych postaci i oryginalnych pomysłów, które są rzadkością we współczesnej literaturze. Opowiadania zebrane w tomie są naprawdę doskonałe i wciągające, a ich łączna liczba, wynosząca aż trzynaście, stanowi doskonały materiał inspiracyjny dla Mistrzów Gry poszukujących pomysłów na nowe przygody i kampanie. Gorąco polecam tę antologię wszystkim, którzy pragną zanurzyć się w fascynujący świat magii, technologii i niezwykłych przygód. Czytajcie!
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 7 1 rok temu
Kabalista z Pragi Marek Halter
Kabalista z Pragi
Marek Halter
„Kabalista z Pragi” Marka Haltera to powieść, która wyrasta z bogatej tradycji literatury historyczno-mistycznej, czerpiąc pełnymi garściami z motywów żydowskiego folkloru, ezoteryki oraz tragizmu renesansowej Europy. Fabuła koncentruje się wokół postaci Dawida Gansa, ucznia słynnego Maharala – rabbiego Löwa. Głównym motywem spajającym akcję jest poszukiwanie boskiego pierwiastka w materii, co materializuje się w legendzie o Golemie. Halter prowadzi nas przez mroczne uliczki praskiego getta, gdzie nauka miesza się z magią, a astronomia Tychona Brahego sąsiaduje z zakazanymi rytuałami kabały. Akcja osadzona jest w XVI-wiecznej Pradze, pod panowaniem ekscentrycznego cesarza Rudolfa II. Miasto to jawi się jako tygiel kulturowy, w którym lęk przed inkwizycją przeplata się z intelektualnym fermentem. Dawid Gans, rozdarty między racjonalnym badaniem gwiazd a mistycznym oddaniem swojemu mistrzowi, staje się świadkiem narastającego antysemityzmu. Gdy nad społecznością żydowską zawisa widmo pogromu, jedyną nadzieją staje się stworzenie sztucznej istoty – Golema. To klasyczny motyw hybris – ludzkiej pychy rzucającej wyzwanie prawom natury, który w interpretacji Haltera zyskuje polityczny ciężar. Moja ocena to solidne 6/10. Choć książka obiecuje wielowarstwową ucztę, zatrzymuje się w pół kroku między ambitną prozą a literaturą popularną. Oto kluczowe argumenty: Atmosfera (8/10): Halter genialnie oddaje duszny klimat Pragi. Opisy alchemicznych laboratoriów i modlitewnego skupienia są niezwykle plastyczne. Czytelnik niemal czuje zapach starego pergaminu i wilgoć Wełtawy. Narracja (5/10): Niestety, dynamika powieści kuleje. Autor momentami zbyt mocno ucieka w wykłady o kabale, co wyhamowuje akcję. Dialogi bywają sztuczne, służąc jedynie jako nośnik informacji historycznych, a nie budowania relacji między postaciami. Głębokość postaci (6/10): Dawid Gans jest protagonistą poprawnym, ale brakuje mu wewnętrznego ognia. Najciekawszy pozostaje milczący Golem, który staje się smutną metaforą siły pozbawionej duszy. Marek Halter stworzył dzieło poprawne, które ucieszy miłośników historii i żydowskiej mistyki, ale może znużyć czytelnika szukającego wartkiej akcji. To książka o odpowiedzialności za stworzenie i o tym, że każda próba ocalenia świata przy pomocy magii niesie ze sobą nieprzewidziane konsekwencje. Autor sprawnie operuje motywami wygnania i tożsamości, jednak literacko nie dorównuje wielkim eposom w tej tematyce. „Kabalista z Pragi” to sprawnie napisana lekcja historii z nutką nadprzyrodzoności, która pozostawia niedosyt – niczym Golem, ma formę, ale brakuje jej ożywczego „tchnienia” wielkiej literatury.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Na zdrowie!

Więcej
Marcin Hybel Na zdrowie! Zobacz więcej
Więcej