rozwiń zwiń

Na imię mi zemsta

Okładka książki Na imię mi zemsta autorstwa Iwona Poczopko
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Na imię mi zemsta autorstwa Iwona Poczopko
Iwona Poczopko Wydawnictwo: Replika Seria: Słowiańskie Światy fantasy, science fiction
544 str. 9 godz. 4 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Słowiańskie Światy
Data wydania:
2026-03-17
Data 1. wyd. pol.:
2026-03-17
Liczba stron:
544
Czas czytania
9 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368742060
Gdy słowiańskie ziemie krwawią, rodzi się gniew kobiety. Gniew, którego nikt nie jest w stanie powstrzymać

XII wiek. Krucjata niemieckich panów i biskupów, którzy nie znają litości brutalnie pustoszy słowiańskie ziemie. Młoda Snigir cudem uchodzi z życiem z masakry dokonanej przez ludzi Elureda, brata księcia Saksonii. Pod opieką pustelnika Serafina odzyskuje siły — lecz kiedy przypadkowe spotkanie z oprawcami otwiera rany jego własnej, mrocznej przeszłości, oboje wyruszają na drogę krwawego odwetu. Do ich wyprawy dołącza Sambor, również naznaczony tragedią i pałający żądzą zemsty, która przeradza się w bezpardonową walkę.

Ślad Elureda wiedzie przez Połabie i Magdeburg aż na pola pod Kodyniem, gdzie rozstrzygnie się los krucjaty i losy bohaterów. W ogniu bitwy Serafin stanie twarzą w twarz ze swoim wrogiem, a jego wybór między zemstą a miłosierdziem przyniesie gorzkie konsekwencje.

Epicka opowieść o zemście, utracie i nadziei, rozgrywająca się w czasach, gdy przemoc była jedynym prawem.
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na imię mi zemsta w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Na imię mi zemsta



969 962

Oceny książki Na imię mi zemsta

Średnia ocen
7,0 / 10
35 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
97
83

Na półkach:

„Na imię mi zemsta” Iwony Poczopko to książka, która dosłownie mnie zmiażdżyła już od pierwszych stron 💥 Nie byłam absolutnie przygotowana na tak brutalny początek — i słowo „brutalny” to zdecydowanie za mało. Jeśli ktoś jest wrażliwy, istnieje spora szansa, że zakończy swoją przygodę z tą historią już na starcie.

A jednak… warto zostać. Bo mimo swoich 544 stron ta powieść wciąga niesamowicie 📖🔥 Tempo nie siada, wręcz przeciwnie — historia nabiera rozpędu i nie pozwala się od niej oderwać. To epicka, mroczna opowieść o zemście, bólu i konsekwencjach wyborów, osadzona w bezlitosnych realiach XII wieku.

Snigir, Serafin i Sambor to bohaterowie, których napędza gniew i strata — i choć ich droga jest krwawa, trudno nie śledzić jej z zapartym tchem. Jednocześnie muszę przyznać, że momentami gubiłam się w natłoku postaci — książęta, biskupi, przywódcy… było ich naprawdę dużo i nie zawsze łatwo było połapać się, kto z kim i dlaczego walczy 🤯

To książka dla tych, którzy nie boją się ciężkich emocji i surowej historii. Ja nadal ją czuję.

„Na imię mi zemsta” Iwony Poczopko to książka, która dosłownie mnie zmiażdżyła już od pierwszych stron 💥 Nie byłam absolutnie przygotowana na tak brutalny początek — i słowo „brutalny” to zdecydowanie za mało. Jeśli ktoś jest wrażliwy, istnieje spora szansa, że zakończy swoją przygodę z tą historią już na starcie.

A jednak… warto zostać. Bo mimo swoich 544 stron ta powieść...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

172 użytkowników ma tytuł Na imię mi zemsta na półkach głównych
  • 134
  • 36
  • 2
17 użytkowników ma tytuł Na imię mi zemsta na półkach dodatkowych
  • 11
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Krew pogromców Edyta M. Matejko
Krew pogromców
Edyta M. Matejko
Asa to młoda kobieta, która niespodziewanie odkrywa świat pełen istot nocy. Świat ten wdziera się w jej życie z całą mocą i złem. Związana tajemniczą więzią krwi z Cieniem wampirem wojownikiem musi brać udział w śledztwach i intrygach. Czy jej uczucia są prawdziwe czy są wynikiem więzi jaka połączyła ją z wampirem. Czym jest tajemnicza księga? I co skrywa krew Asy i Cienia? Pomysł na fabułę świetny. Autorka często wykorzystywane motywy wzbogaciła nowymi świeżymi pomysłami. Jest więc więź krwi, która łączy śmiertelnika z wampirem, jest magiczna księga, są też łowcy... Autorka wykreowała świat nocy jako mroczny, bezduszny, z ciężkimi zasadami. Cień to prawdziwy wojownik, zaś Asa...no ona to taka płaczka, wiecznie smutna, wiecznie zmartwiona...trochę mi brakowało takiej zadziorności. Choć były chwile, gdy potrafiła się postawić i chwile, gdy zadziwiała mnie pozytywnie. Ciekawie wykreowani zostali bohaterowie drugoplanowi. Były istoty całkowicie przesiąknięte złem ale również takie, które mimo swego jestestwa pozostały osobami o pomocnym i dobrym sercu. Jedynym minusem jaki mogę znaleźć w tej książce to początkowa fabuła a raczej największe wydarzenia, tak bardzo ważne dla akcji, działy się w tle. Dostaliśmy opis smutku Asy i jej przeżyć a w tle wspomnienie, że odbyła się walka, że najważniejsze wampiry prawie nie przeżyły. Brakowało mi takich opisów. Jednak z każdą stroną autorka coraz lepiej zaczynała sobie radzić z budowaniem napięcia i tocząca się fabułą. Czuć jak jej sposób pisania ewoluuje i to w bardzo dobrą stronę.
Zaczytana_Matematycz - awatar Zaczytana_Matematycz
ocenił na 7 14 dni temu
Zakon Paulina Hendel
Zakon
Paulina Hendel
Od lat jestem wielką fanką Pauliny Hendel, od pierwszej serii, którą pochłonęłam na raz wszystkie tomy, po najnowszą o poruczniku Sztormie. Jakiś czas temu pisałam wam o genialnej książce pt “Wzgarda”, która pochłonęła mnie bez reszty. Dlatego, gdy tylko wyszedł kolejny tom “Zakon”, czekałam na wolną chwilę, by móc po nią sięgnąć. Jednak ostatecznie spotkałam się ze ścianą. Książka nie jest obszerna, a czytałam ją blisko tydzień, a jeszcze dłużej zeszło mi na recenzji, ponieważ nie umiałam się wgryźć w historię, ani nie dałam rady pozbierać myśli po niej. Autorka znana jest z historii z wierzeniami słowiańskimi w tle, jednak “Zakon” zabiera nas w całkiem inny świat. Mamy tu fantastyczny kryminał, a nawet i thriller, który swoją mroczną otoczką wciąga czytelnika w brutalne baśnie. Baśnie, które są narzędziem do zbrodni, a granica między nimi a rzeczywistością zaczyna się po raz kolejny zacierać. Powrót do Liberii nie miał być tak brutalny, liczyłam na chwilę spokoju, a zaczęliśmy od morderstwa, a może samobójstwa, niczego nie można być pewnym. Naczelnik Sztorm staje przed nowym wyzwaniem, musi rozwikłać zagadkę śmierci redaktora lokalnej gazety. Jednocześnie do Liberii zmierza nowy ogr Argi, który wniesie naprawdę wiele do historii. Pierwsze morderstwo w Kolonii to dopiero początek i wiele nieprzyjemności czeka porucznika Sztorma. Autorka idealnie odnalazła się splataniu wątków kryminalnych z mrocznymi baśniami i wszechobecnym mrokiem. Nie gubi się w śledztwie, które jest prowadzone przez Kiliana, a wielowątkowa historia nie mąci w głowie. Jednak podkreślam, miałam problem z pełnym wciągnięciem się w historię. Czytałam albo przez 2 godziny bez przerw, albo przez 10 stron nie mogłam się skupić na tekście. I wiem, że nie jestem jedyna, która to samo odczuwała. Nie mogę przejść obojętnie nad bohaterami. Uwielbiam ich i z każdym się związuje. Przeżywam z nimi ich rozterki, śmieje się z zabawnych dialogów, podziwiam błyskotliwe riposty, jednak cały czas miałam w głowie, że czegoś mi tu brakuje. Sięgnę po kolejny tom, jeśli wyjdzie, nie odpuszczę twórczości autorki, mimo słabszego tomu. Dziękuję wydawnictwu Mięta za możliwość poznania tej historii.
nastka_diy_book - awatar nastka_diy_book
ocenił na 7 4 dni temu
Wola Żmija Agnieszka Kulbat
Wola Żmija
Agnieszka Kulbat
„Wola Żmija” Agnieszki Kulbat to dla mnie przykład kontynuacji, która nie przyszła tylko po to, żeby odcinać kupony od pierwszego tomu. Ona przyszła po więcej — więcej mroku, więcej magii, więcej niepokoju i więcej świata, który wreszcie zaczyna oddychać pełną piersią. I powiem wprost: dla mnie ta część jest lepsza od „Wezwania Żmija”. Pierwszy tom był dobrą obietnicą. Miał klimat, ciekawy fundament i bardzo przyjemny słowiański posmak. Ale dopiero w „Woli Żmija” poczułem, że ten świat naprawdę nabiera ciężaru. Jest tu więcej wierzeń, więcej magii, więcej tego wszystkiego, co w słowiańskiej fantasy cenię najbardziej — nie dekoracyjności, tylko gęstej atmosfery, która osiada na człowieku jak wilgoć znad bagien. Największą siłą tej książki pozostaje właśnie klimat. Nie ma tu plastikowej „słowiańskości” robionej pod modę. Nie ma dekoracji z tektury. Jest ziemia, błoto, wilgoć, stare lęki i coś nie do końca oswojonego, co cały czas czai się pod powierzchnią. Ten świat nie wygląda jak ozdobna makieta. On wygląda jak miejsce, w którym naprawdę mogłoby dojść do rzeczy dziwnych, niepokojących i bardzo niebezpiecznych. Podobało mi się też to, że autorka nie stoi w miejscu. Fabuła jest bardziej rozbudowana, skala wyraźnie większa, a sama historia sprawia wrażenie pewniejszej siebie. To nie jest tom napisany po to, żeby jeszcze raz sprzedać to samo. To jest rozwinięcie, które ma sens. Widać, że ten świat się rozszerza, a nie tylko powtarza własne sztuczki. Dla mnie „Wola Żmija” jest też książką dojrzalszą. Mroczniejszą, gęstszą i zwyczajnie ciekawszą od pierwszej części. Czuć, że opowieść złapała własny rytm. Nie wszystko musi tu wejść każdemu idealnie — końcówka może niektórym wydać się dość odjechana — ale mnie to akurat nie przeszkadzało. Wolę, kiedy fantasy czasem ryzykuje, niż kiedy przez kilkaset stron bezpiecznie drepcze środkiem. I chyba właśnie za to cenię ten tom najbardziej: ma charakter. Nie pachnie marketingiem ani modą na słowiańskość. Pachnie dymem, ziemią, starymi wierzeniami i czymś, co jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa. „Wola Żmija” to dla mnie kontynuacja lepsza, pełniejsza i mocniejsza od tomu pierwszego. Jeśli ktoś lubi słowiańską fantasy z klimatem, magią, dawnymi wierzeniami i mrokiem, który pachnie ziemią, a nie plastikiem, to zdecydowanie warto sięgnąć. Zdecydowanie warto sięgnąć po drugą część. Moja ocena: 8,5/10
Walter Kovacs - awatar Walter Kovacs
ocenił na 8 6 dni temu
Matka śmierci i świtu Carissa Broadbent
Matka śmierci i świtu
Carissa Broadbent
Ciężko rozstawać się z ukochanymi bohatermi w finale ich historii, zwłaszcza jeśli przeszliśmy razem tak wiele. A z Maxem i Tisaanah przerobiliśmy naprawdę całą gamę emocji. Autorka stworzyła niezwykle złożony i świat fantasy i wymyśliła dla swoich postaci całą masę przygód, ale w tej trylogii najważniejsze są właśnie emocje. Pamiętam, kiedy trafiła do mnie pierwsza część i zachwycałam się piękną okładką i motylkami, myśląc, że to będzie coś lekkiego, ale potem zobaczyłam blizny na plecach okładkowej postaci i już wiedziałam, że wcale nie będzie lekko. Ta opowieść przesiąknięta jest bólem, krzywdą i niesprawiedliwością, ale jest w niej też niegasnąca nadzieja, że uda się naprawić ten zepsuty świat. Teraz wreszcie przekonamy się, czy marzenia bohaterów się spełnią, bo przed nami wojna o losy świata. Nie nazwałabym tej serii romantasy, bo najważniejsze są tu jednak te fantastyczne wydarzenia, ale wątek romantyczny jest po prostu piękny. Dojrzały, szczery, prawdziwy. To uczucie rodziło się powoli, ale kiedy zakwitło, okazało się czymś absolutnie cudownym. Nie ma tu ani grama fałszu, dram czy bezsensownych zachowań. Bohaterowie istnieją dla siebie nawzajem, rozumieją się bez słów i zrobią dla siebie wszystko. Ale ta historia nie należy tylko do Maxa i Tiss, ale także do Aefe. To jedna z najbardziej fascynujących i nieoczywistych postaci w tej serii. Przeszła tak wiele, a teraz powraca i musi na nowo ukształtować samą siebie. Autorka ma talent do tworzenia niesamowitych kobiet, których długo nie można zapomnieć. Aefe, Tisannah a nawet Nura zostaną ze mną naprawdę na długo. Trochę obawiałam się, że przy takiej objętości może być momentami trochę nudno, dlatego zaskoczył mnie ogrom akcji. Tyle się tu dzieje, że nie sposób oderwać się od lektury, a spokojnych momentów jest naprawdę niewiele, bo szybko zmieniają się w potężne plot twisty. Bawiłam się cudownie, nie raz akcja wbiła mnie w fotel i jestem emocjonalnie przeorana. Żyję dla takich historii. Bardzo polecam!
W_krainie_absurdu - awatar W_krainie_absurdu
ocenił na 9 9 dni temu
Three Shattered Souls. Trzy udręczone dusze Mai Corland
Three Shattered Souls. Trzy udręczone dusze
Mai Corland
„Obydwoje byliśmy gotowi umrzeć, ale być może większej odwagi wymaga życie po stracie”, czyli finał trylogii fantasy. Seria The Broken Blades autorstwa Mai Corland doczekała się kolejnego tomu — Three Shattered Souls. Trzy udręczone dusze. To jedna z najpiękniej wydanych serii w mojej biblioteczce — w twardej oprawie z barwionymi brzegami i mieniącej się okładce. Jeśli nie czytaliście poprzednich tomów, to polecam najpierw rozpocząć do nich przed sięgnięciem po tę książkę. Niektóre zdrady ranią głębiej niż ostrza. Ostrza nie miały przetrwać tak długo, tymczasem po bitwie w porcie Quu muszą wrócić do Yusan i dokończyć swoją misję. Teraz jednak na smoczym tronie zasiada uzurpator, groźniejszy nawet niż boski król. Mając w posiadaniu trzy relikwie Smoczego Władcy, Ostrza zmierzą się z potęgą czterech królestw. Wrogowie staną się sojusznikami. Sojusznicy staną się zdrajcami. A ci, których kochają najbardziej? To oni złamią im serca. By wygrać grę królów i koron, Ostrza będą musiały poświęcić wszystko – najpewniej nawet samych siebie. Trzy udręczone dusze kończą trylogię Mai Corland i trzymają poziom poprzednich części. Świat stworzony przez Mai Corland aż tętni magią, jest pełen dawnych opowieści, tajemniczych wydarzeń oraz mistycznych artefaktów. To opowieść o walce o władzę z nietuzinkowymi bohaterami — złodziejką, szpiegiem, zabójczynią, najemnikiem, szlachcicem i księciem banita. Możemy zaobserwować, jak na przestrzeni tych trzech tomów zmieniali się. Autorce udało się pokazać, co doprowadziło do tego, że dzisiaj są, kim są. Dzięki poznawaniu historii z kilku perspektyw możemy lepiej poznać i zrozumieć bohaterów. Ponownie zagłębiamy się w polityczne spiski i zdrady. Tak naprawdę nie ma tutaj postaci, tylko dobrych lub tylko złych. Nie wiadomo, kim są przyjaciele, a kim wrogowie. Nikomu nie można ufać. Historia została zakończona, a bohaterów spotkał sprawiedliwy koniec. Samo zakończenie jest nieco gorzkie, ale myślę, że wypada naprawdę dobrze. To opowieść o walce o władzę, ale i też o przyjaźni, która pomaga przetrwać gorsze chwile. Wątek found family został wyraźnie zarysowany. Z każdą kolejną stroną napięcie rośnie, aż do punktu kulminacyjnego, który wszystko zmienia. Nie spodziewałam się, że ta seria tak mnie zainteresuje. Czytało mi się dosyć szybko i cieszę się, że autorka na siłę nie próbuje jej przeciągać. Trzy udręczone dusze to dobre zakończenie trylogii. Fani fantastyki na pewno znajdą tutaj coś dla siebie. Jestem ciekawa kolejnych książek spod pióra Mai Corland.
withwords_alexx - awatar withwords_alexx
ocenił na 7 4 dni temu
Poławiacze sunu Michał Organiściak
Poławiacze sunu
Michał Organiściak
⚓🌊 Poławiacze Sunu autorstwa Michała Organiściaka to powieść, która już od pierwszych stron wciąga czytelnika w surowy, bezwzględny świat morskiej przygody i moralnych wyborów. To historia, w której nie ma miejsca na prosty podział na dobro i zło, a każda decyzja niesie konsekwencje. Autor prowadzi nas przez opowieść pełną bitew, zdrad i wewnętrznych zmagań bohaterów, tworząc klimat ciężki jak wilgotne powietrze na pokładzie okrętu tuż przed sztormem.‎ ⚓🌊 Główną osią fabularną jest los Martena, człowieka, który miał przed sobą świetlaną przyszłość, lecz jego droga szybko zamienia się w walkę o przetrwanie. Jego upadek nie jest jednak końcem, a początkiem trudnej i bolesnej przemiany. Szczególnie interesująco wypada motyw uzależnienia od sunu, które nie jest tu jedynie fabularnym dodatkiem, lecz symbolem słabości i ceny, jaką płaci się za przetrwanie. Autor świetnie oddaje psychiczne rozdarcie bohatera, dzięki czemu jego historia wydaje się autentyczna i przejmująca.‎ ⚓🌊 Równie istotną rolę odgrywa relacja między braćmi. Cobar, młodszy i pełen ambicji, stanowi kontrast dla doświadczonego i złamanego życiem Martena. Ich losy splatają się w sposób naturalny, a napięcie między nimi budowane jest stopniowo i przekonująco. To nie tylko opowieść o przygodzie, ale też o rodzinie, błędach przeszłości i próbach odnalezienia własnej drogi w świecie, który nie wybacza słabości.‎ ㅤ ⚓🌊 Na szczególną uwagę zasługuje styl narracji, który momentami przypomina gawędę starego marynarza snutą przy kuflu rumu. Taki zabieg nadaje książce wyjątkowego klimatu i sprawia, że czytelnik czuje się uczestnikiem wydarzeń, a nie tylko ich obserwatorem. Opisy są barwne, pełne detali i dobrze oddają zarówno piękno, jak i brutalność morskiego życia. Autor potrafi balansować między akcją a refleksją, nie pozwalając, by tempo opowieści zwolniło.‎ ㅤ ⚓🌊 Świat przedstawiony w powieści jest spójny i przemyślany. Magia nie jest tu czymś wzniosłym czy czystym, lecz niebezpiecznym narzędziem, które kusi i niszczy. To podejście dodaje historii ciężaru i sprawia, że każda scena z jej udziałem ma znaczenie. Dodatkowo obecność politycznych intryg i konfliktów sprawia, że fabuła nabiera głębi i nie ogranicza się jedynie do przygodowego schematu. ‎ㅤ ⚓🌊 Poławiacze Sunu to bardzo udany debiut, który zaskakuje dojrzałością i pewnością prowadzenia narracji. Książka oferuje nie tylko emocjonującą przygodę, ale też refleksję nad ludzkimi słabościami i konsekwencjami wyborów. To lektura dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż prostej historii o piratach. Jeśli ktoś chce poczuć zapach morza, ciężar decyzji i smak dobrze opowiedzianej historii, zdecydowanie powinien po nią sięgnąć.
KawkaNK - awatar KawkaNK
ocenił na 7 3 dni temu
Płachytka Anna Musiałowicz
Płachytka
Anna Musiałowicz
„Płachytka” jawi się jako powieść, która bardzo świadomie wybiera drogę nieoczywistą. Zamiast iść w stronę widowiskowej, hałaśliwej grozy, Anna Musiałowicz buduje historię bardziej duszną niż efektowną — opowieść, w której lęk nie wyskakuje z ciemności z krzykiem, lecz sączy się powoli w codzienność. Recenzje zgodnie podkreślają, że napięcie narasta tu stopniowo, niemal niezauważalnie, aż zaczyna działać z pełną mocą przez strach o bliskich, chorobę i poczucie bezradności. Największą siłą tej książki wydaje się klimat. To nie jest słowiańskość potraktowana jak modna dekoracja, ale element wpisany w sam rdzeń opowieści. Punkt wyjścia — dawne wierzenie, według którego pojawienie się płachytki zwiastuje zarazę i śmierć — zostaje wykorzystany nie jako muzealna ciekawostka, lecz jako żywy, niepokojący motyw, który przenika współczesność. W recenzjach wyraźnie wybrzmiewa, że Musiałowicz wykorzystuje folklor po to, by nadać kształt lękowi przed tym, co niewytłumaczalne: chorobą, stratą, powrotem wypartej przeszłości. Istotnym atutem powieści jest także sposób połączenia grozy z warstwą obyczajową. Z internetowych opinii wynika, że „Płachytka” nie opiera się wyłącznie na nadprzyrodzonym zagrożeniu, lecz równie mocno pracuje relacjami rodzinnymi, emocjonalnym napięciem i zwyczajnością życia, do którego stopniowo wkrada się coś złego. To sprawia, że książka nie funkcjonuje jedynie jako horror z demonologicznym motywem, ale jako opowieść o osaczeniu, bezradności i pękaniu codziennego porządku. Recenzenci często zwracają też uwagę na styl autorki. Musiałowicz pisze lekko i przystępnie, a właśnie dzięki temu cięższe elementy działają skuteczniej. Historia płynie gładko, mimo że nie opiera się na nieustannej akcji. To proza, która bardziej hipnotyzuje niż atakuje. Nawet opinie wskazujące na spokojniejsze tempo zaznaczają jednocześnie, że w tej powolności jest coś przyciągającego — coś, co nie pozwala łatwo odłożyć książki. Nie oznacza to jednak, że „Płachytka” będzie książką dla każdego czytelnika grozy. Z dostępnych recenzji wynika jasno, że osoby oczekujące szybkiego tempa, intensywnych zwrotów akcji i mocno ekspresyjnego horroru mogą poczuć się zaskoczone. Ta powieść wybiera inną drogę: zamiast brutalnego naporu proponuje powolne zagęszczanie atmosfery. Dla jednych będzie to jej największy walor, dla innych — element wymagający większej cierpliwości. Na podstawie internetowego odbioru można więc powiedzieć, że „Płachytka” jest powieścią grozy o wyraźnie psychologicznym i obyczajowym zacięciu, mocno osadzoną w słowiańskim imaginarium, ale unikającą folklorystycznej powierzchowności. Jej siła nie polega na epatowaniu makabrą, lecz na cierpliwym budowaniu niepokoju, który z czasem staje się bardzo realny. To książka bardziej o cieniu choroby, śmierci i powracającej przeszłości niż o samym demonie. Werdykt: „Płachytka” prezentuje się jako dojrzała, klimatyczna i konsekwentnie poprowadzona słowiańska powieść grozy, która najmocniej działa tam, gdzie horror styka się z codziennością. Dla czytelników ceniących duszną atmosferę, folklor wpisany w emocje i grozę pełzającą zamiast krzyczącej będzie to propozycja zdecydowanie warta uwagi. Ocena: 9/10
Walter Kovacs - awatar Walter Kovacs
ocenił na 9 2 dni temu
Oblubienica cienia Shelby Mahurin
Oblubienica cienia
Shelby Mahurin
⭐️⭐️⭐️⭐️/5 Z tą autorką mam trochę takie love-hate relationship. Z jednej strony w swoich powieściach wykorzystuje ona moje ulubione motywy, więc bardzo chętnie po nie sięgam, ale podczas lektury przynajmniej kilka razy żałuję, iż dałam się skusić. Styl pisania pani Mahurin nie do końca do mnie przemawia, a zbyt długie opisy nudzą. Tak naprawdę sięgnęłam po „Oblubienicę cienia” tylko dlatego, że naprawdę chciałam poznać losy Celii i Michaiła - i wiem już, że zakończenie tej dylogii to także koniec mojej przygody z tą autorką. Pod koniec pierwszego tomu Celia przechodzi przemianę, więc w tym od razu poznajemy jej nową rzeczywistość w roli wampira. Dezorientacja, uporczywe pragnienie, niechęć do akceptacji nowego losu, rozpacz - autorka bardzo fajnie oddała uczucia dziewczyny, która nie radzi sobie w swojej nowej roli. W końcu pęka, a scena gdy ulega swojemu głodowi to jedna z najlepszych w tej powieści. Relacja Celii i Michaiła dalej się rozwija, idąc w stronę, której każdy się spodziewał. Niestety w moich oczach przywódca wampirów, w porównaniu do poprzedniego tomu, stał się trochę miękką kluchą. Ja wiem, że przy bliższym poznaniu każdy bohater się zmienia, szczególnie gdy w grę zaczynają wchodzić uczucia, ale nowy Michaił zupełnie stracił pazur. Kolejna irytująca osoba to Dymitr. Mimo swoich licznych występków, wszystko na bieżąco jest mu wybaczane. Mało tego, wszyscy nadal mu ufają, a jak przychodzi co do czego, to nadal są zaskoczeni. Tak naprawdę jedynie powstała z martwych Filippa nie rozczarowuje. Wydaje mi się, że to jedna z niewielu postaci, których potencjał został faktycznie wykorzystany. Dziewczyna miała wszelkie prawo, by stać się złoczyńcą w tej historii, więc przynajmniej jej zachowania mają jakieś uzasadnienie. I muszę przyznać, że w tej roli była lepsza niż sam Śmierć. Całość miała potencjał. Problemy z magią, osłabione wiedźmy, martwi powracający do życia, by szukać zemsty. Wszystko to pasuje do mrocznej otoczki, która spowija tą dylogię niczym mgła na Żałobnej Wyspie. Natomiast cały efekt psuje zakończenie, które zupełnie mi nie podpasowało. Oczywiście dostajemy happy end, ale dla mnie jest on dosyć naciągany. Plus jest taki, że jestem pewna iż o całej tej historii nie będę już myśleć, tak jak było to w przypadku pierwszego tomu - nie pozostał żaden niedosyt. *collab*
Azaliove - awatar Azaliove
ocenił na 7 5 dni temu
Aquila Peter A. Flannery
Aquila
Peter A. Flannery
Aquila Danté oraz jego wierny smok Tân przeciwstawiają się demonowi, który wyłania się czeluści piekieł i którego celem jest przejęcie i skażenie ludzkich dusz. Sytuacja się zagęszcza, gdy na ich drodze staje Kosiarz Dusz. W czasie walk, w domu Aquili, rodzi się mu syn. Ta radość szybko zostaje zastąpiona bolesnym ciosem. Łuski jego smoka zaczynają przybierać czarną barwę, a czarne smoki od zawsze były śmiertelnymi wrogami ludzi. To jest jedna z tych historii do której musiałam usiąść z pustą głową i skupić się na czytanym tekście. Dawno nie miałam do czynienia z taką fantastyką, w której pogłębiony jest świat fantastyczny a ilość postaci i ich wątki mogą nieraz przytłoczyć. Gdy już faktycznie zaczęłam czytać tę książkę w momencie, gdy nie miałam już nic innego do zrobienia i mogłam poświęcić się lekturze, po kilkudziesięciu stronach wgryzłam się w fabułę, a jej poznawanie zaczęło sprawiać mi przyjemność. Rozdziały napisane są z kilku perspektyw, co jest ogromnym plusem jeśli chodzi o zapoznawanie się z różnymi wątkami i historiami postaci, ale nieraz może wprowadzać lekki zamęt i chaos, jeśli chodzi o odnalezienie się akurat w danym momencie w historii. Niezwykle istotna i piękna jest relacja głównego bohatera ze swoim smokiem. Pełna emocji, bijącego ciepła, które to w łatwy sposób oddziaływują na czytelnika. Są momenty bardziej dynamiczne, które naprawdę potrafią wciągnąć, ale też spokojniejsze fragmenty skupione na relacjach i przemyśleniach bohaterów.historia nie jest tylko prostą opowieścią przygodową, ale próbuje przekazać coś więcej i porusza ważniejsze tematy.W trakcie wydarzeń pojawiają się motywy przyjaźni, lojalności, a także poszukiwania swojego miejsca. Jednocześnie mam poczucie, że nie była to książka do końca dla mnie. Miejscami trudno było mi się w pełni zaangażować emocjonalnie. Momentami historia trochę się dłużyła i też szczególnie trudno było mi wgryźć się w fabułę. Myślę, że to ze względu na to, ze na codzień nie czytam aż tak bardzo rozbudowanej fantastyki, z takim światem i dużą ilością bohaterów. Uważam, że wielu czytelnikom, szczególnie fanom tego typu historii, może się spodobać bardziej niż mnie. Dla mnie była to książka interesująca, ale nie taka, do której chciałabym wracać czy która zostanie ze mną na dłużej. Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem
Daria Pogodzińska - awatar Daria Pogodzińska
oceniła na 6 16 dni temu
Bogowie otchłani Andrea Stewart
Bogowie otchłani
Andrea Stewart
Na początku miałam trochę problem, żeby wejść w tę historię. Czytało mi się dość ciężko i długo nie mogłam się wciągnąć. Ale w pewnym momencie coś kliknęło i nagle przepadłam. Dalej poszło już gładko i z coraz większym zainteresowaniem. To, co najbardziej mnie urzekło, to sam pomysł na świat i fabułę. Totalnie coś innego niż wszystko, co do tej pory czytałam. Świeże, oryginalne i momentami naprawdę zaskakujące. Świat od samego początku jest podzielony magicznymi barierami, których nie da się tak po prostu przekroczyć. Każda kraina jest jakby zamknięta sama w sobie, a odnowa przychodzi do nich stopniowo, jedna po drugiej. I właśnie ten motyw został pokazany w bardzo intrygujący sposób. Ludzie, którzy zostają w danym miejscu w trakcie odnowy, albo zostają pochłonięci i stają się częścią ziemi, użyźniając ją, albo przeistaczają się w różne kreatury. To było jednocześnie mroczne i fascynujące. Zanim jednak następuje przemiana, świat jest surowy i wymagający. Ludzie próbują przetrwać, wydobywając kamienie w niebezpiecznych lejach albo nurkując w głębinach. Ten klimat naprawdę robi robotę i mocno buduje napięcie. Po odnowie wszystko się zmienia. Świat staje się zielony, żyzny i pełen życia, ale niesie ze sobą zupełnie nowe zasady i konsekwencje. Bardzo poruszyła mnie też historia dwóch sióstr. Ich więź, miłość i to, jak los je rozdziela, a potem prowadzi przez lata z nadzieją na ponowne spotkanie. To był jeden z najmocniejszych elementów tej książki. Trochę szkoda, że z czasem pojawia się coraz więcej perspektyw. Momentami było ich dla mnie za dużo i zamiast pogłębiać historię, trochę mnie z niej wybijały. Trudniej było się wczuć w emocje bohaterów, zwłaszcza że nie wszystkie postacie były dla mnie na tyle istotne, żeby potrzebowały własnej narracji. Mimo tych drobnych minusów bawiłam się przy tej książce naprawdę dobrze. To coś świeżego, innego i zdecydowanie wartego uwagi. Jeśli lubicie nietypowe światy i oryginalne pomysły, to zdecydowanie warto spróbować.
Wścibskieczytanie - awatar Wścibskieczytanie
ocenił na 6 15 dni temu
Pogrzeb baśni Wiktoria Korzeniewska
Pogrzeb baśni
Wiktoria Korzeniewska
"Klęczał. Choć nie widział podłogi, pod kolanami czuł zimne, twarde deski. Musiały być wilgotne, bo nogawki spodni stały się ciężkie i lepkie. Ale on nie miał czasu się temu przyjrzeć. On był zajęty... czymś innym. Całe usta miał pełne surowego mięsa. Było go tak dużo, że nie był w stanie go przełknąć." Wow. Wiktoria znowu to zrobiła - trafiła prosto w miękkie. Szczerze mówiąc, po "Pogrzebie baśni" spodziewałam się zupełnie czego innego - choć nie potrafię sprecyzować, czego konkretnie - i zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. To krótka historia, w której mrok przeplata się z tytułową baśniowością i... słowiańszczyzną, jakżeby inaczej. Jest tu chatka na kurzych nóżkach, jest Baba Jaga, jest Leszy, jest Licho - i wiele, wiele więcej. Podoba mi się konstrukcja drabinowa - zamiast kolejnych rozdziałów, są szczeble, po których schodzi czytelnik w miarę odkrywania kolejnych elementów układanki, bo tutaj nic od początku nie jest jasne. Sama drabina nie pozostanie bez znaczenia również i dla samej fabuły, ale tu już wchodzimy zbyt głęboko w strukturę i ocieramy się spojlery, a tego przecież nie chcemy, prawda? 😉 I jasne, można narzekać na monotonność, wtórność, czy inne rzeczy, jakie zarzucali tej historii ludzie w swoich wpisach, które śledziłam przy okazji premiery. Nie da się ukryć, że jest to specyficzna forma i sposób narracji, który nie każdemu podpasuje. Sama nie do końca chłonę taką stylistykę, autorka używa czasami sformułowań, nad których zasadnością trochę się głowię - ale przywykłam już do tego, że taki po prostu jej styl. Taki już ma poetycki sposób wyrażania. "Za każdym razem, gdy rzuca się tekstem z ulubionego filmu, to cię szuje taką radość, gdy ktoś to wyłapie" Prawdę mówiąc, sam wstęp przeczytałam sobie tuż przed snem, bo nie mogłam się powstrzymać przed poznaniem chociaż fragmentu "Pogrzebu", jak już go trzymałam w swoich dłoniach, a po resztę sięgnęłam następnego dnia po pracy. I to pierwsze spotkanie, było... No, takie sobie. Nie było zachwytu, miałam całkowicie neutralne odczucia i brak oczekiwań. Jednak kiedy rano niespiesznie spacerowałam w stronę firmy, nie mogłam wyrzucić z głowy myśli o tym tytule, odpaliła się we mnie jakaś iskra ciekawości, nurtowało mnie co też tam się dalej wydarzy. I przez następne osiem godzin ciężko było mi się skupić na swoich obowiązkach, tak już wyczekiwałam powrotu. Także mimo pozornego niewzruszenia, była w tym wszystkim jakaś intrygująca nuta, która wzięła z zaskoczenia. A potem było już tylko lepiej. Ciężko napisać coś więcej o tak kompaktowej powieści, dlatego na tym zakończę spisywanie swoich wrażeń z lektury. Nie pozostało mi nic innego, jak gorąco zachęcić Was do sięgnięcia po nowe dzieło Wiktorii (jeśli jeszcze oczywiście tego nie zrobiliście). Wydanie jest piękne! ❤️ Pełny, oryginalny wpis tutaj: https://www.instagram.com/p/DUUtMqKCPyY/?img_index=1
Szejdi007 - awatar Szejdi007
ocenił na 7 2 miesiące temu
Silvercloak Laura Steven
Silvercloak
Laura Steven
Dlaczego najciężej zawsze pisze się o tych świetnych książkach? 🤔🙆‍♀️ Silvercloak totalnie mną zawładnęła, nie ma chwili bym nie myślała o tym systemie magicznym i możliwościach jakie dało nam zakończenie, a mimo to... nie jestem w stanie sklecić o niej kilku poważnych akapitów, bo wciąż górę biorą emocje, jakimi mnie przepełniła! 🫠🔥 Po pierwsze mamy tu arcyciekawy system magiczny oparty na bólu i rozkoszy – te dwa skrajne, ale czasem łączące się elementy są podstawą mocy, którą trzeba uzupełniać. Zanim poczujecie się zgorszeni wyobraźcie sobie parujący kubek kakao z bitą czekoladą i karmelowym syropem – czysta rozkosz dla podniebienia, prawda? 🥰 I takie drobne rzeczy też tu działają. A ból... ból to już zupełnie inny temat. To chyba dobry moment, by wspomnieć, że ta książka jest dość brutalna (może bez przesady, ale jednak co wrażliwsi poczują dyskomfort, gdzie trzeba). To trochę jak HP – magia, różdżki, zaklęcia, peleryny – ale z perspektywy Śmierciożerców, czyli w tym wypadku czegoś na wzór k@rtelu. No i rodzice też nie żyją 😅 Ale Saffron w przeciwieństwie do Harry'ego poprzysięgła zemstę na ich zabójcach i to główny trzon całej akcji 😎 Mamy tu różne rodzaje magii – w tym magię czasu ⌛, którą osobiście wielbię nieskończenie. Ale tylko wtedy, gdy faktycznie jest dobrze rozpracowana i dopieszczona w każdym szczególe. Tu na szczęście tak było – cofanie się w czasie i zmienianie wydarzeń bardzo dobrze przemyślane i zaliczone na plus 😍 Kolejna rzecz, którą uwielbiam: slow burn 🔥 Ale wiecie, taki serio-serio! Między bohaterami się absolutnie nic nie dzieje – czekamy milion stron aż mają się pocałować? Zaraz od siebie odskoczą! I te wszystkie drobne, ale jakże znaczące gesty grające tu pierwsze skrzypce. No bajka! 🙆‍♀️ W dodatku kochają tę samą książkę! 📖 I to tak kochają przez duże K, bo ta książka zmieniła coś w ich życiu 🥹 Solidnie zmieniła – pomogła im radzić sobie z traumami i dała nadzieję. Już sam motyw książek w książkach jest cudowny, ale to? No rozpływałam się na każdej wzmiance 🫠 Wspominałam, że główny love interest jest okrutny, zły i podły? 🤭 A do tego jest potężnym czarownikiem. Ale równocześnie robi takie rzeczy, o które nikt by go nie podejrzewał i to jego drugie oblicze to kwintesencja słodyczy i morally grey w jednym. Ogółem problem moralności jest tu podkreślany jako zaczątek do filozoficznych rozważań nad ludzka naturą, za co również duży plus 😎 I jako wisienka na torcie: wisząca nad bohaterami przepowiednia i niesprzyjający im los 🫨 Czyli: to nie ma najmniejszych szans, aby w ogóle zaistnieć, ale istnieje. Wszystko jest przeciwko temu, wiemy, że to nie ma prawa się udać, ale i tak trzymamy kciuki. To było tu idealne! 😭 Czyżbym wygrała na książkowej loterii? 🥹 KOCHAM TE MOTYWY 🔥 I wszystkie tu były, a do tego świetnie współgrały! 🥰 Mam wrażenie, że znalazłam już swoją książkę roku – wywołała we mnie tyle emocji (i to od pisków zachwytu po okrzyki frustracji), zawładnęła moimi myślami i teraz torturuje oczekiwaniem na kolejny tom, który chyba nawet nie istnieje! Toż to prawdziwe tortury! 🤯😭 Ale, żeby nie było, że tylko się zachwycam – jest też minus, do przełknięcia, ale jednak jest: Częste powtarzanie informacji 🫣 Głównie w retrospekcjach i to nawet takich do zdarzeń, które wydarzyły się na poprzednich stronach, tak wiecie – w ramach analizy w głowie bohaterki. Nieco to męczyło, ale patrząc na całokształt przyjmuję to jako lekkie niedociągnięcie 🫡 Totalna polecajka ode mnie. Prosto od serducha! ❤️ Proszę czytać i przeżywać to razem ze mną, bo nawet nie wiecie, ile kosztuje mnie tu unikanie spojlerów! 🙈 No kocham tę książkę, totalnie! 🔥🔥🔥
corkaksiegarza - awatar corkaksiegarza
oceniła na 10 13 dni temu
Dungeon Crawler Carl Matt Dinniman
Dungeon Crawler Carl
Matt Dinniman
Cholerny świat, Pączuś! Powieść zaczyna się od mocnego uderzenia, czyli od końca świata. Niczym w Autostopem przez galaktykę Douglasa Adamsa Ziemia zostaje prawie całkowicie zniszczona a jej mieszkańcy wybici przez obcą korporację Borant (ponieważ ludzkość na czas nie dopilnowała formalności). Ci, którzy nie zginęli od razu, mogą przetrwać poprzez wstąpienie do Lochu, wielopoziomowej lokacji niczym z gier RPG. Zawodnicy będą walczyć z potworami, zdobywać doświadczenie i ekwipunek, a ich zmagania będzie obserwowała cała Galaktyka. Różnica między zwykłymi grami a tą jest jednak jedna. Śmierć w Lochu jest absolutnie prawdziwa i permanentna. Na początek powiem kilka słów o naszych bohaterach. Narrację poznajemy z perspektywy Carla, dawnego członka straży wybrzeża, później zaś mechanika na statkach. Jest on zupełnie w porządku, to taki dość typowy protagonista, ale jak najbardziej można go polubić i mu kibicować. Show natomiast kradnie Wielka Czempionka Najsilniejsza w Lochu Królewna Pączuś, czyli kotka jego byłej, która przypadkiem trafiła z nim do Lochu i uległa tam transformacji w zawodnika. Pączuś jest zarazem wyniosła, urocza i bardzo zabawna. Naprawdę fajnie wypada również relacja między nią a Carlem. Chyba największą zaletą powieści jest masa fantastycznej akcji. Nasi bohaterowie nie mają prawie zupełnie czasu na odpoczynek, po kilku dniach każdy poziom Lochu zapada się, jeśli zawodnik nie zdoła przejść dalej, to natychmiast ginie. Oczywiście nie brak tu opisów walk, są one nieraz bardzo pomysłowe. Carl i Pączuś starają się, jak tylko mogą, wykorzystać zasady gry i jej błędy, aby zwiększyć swoje szanse na przeżycie. Humor w zdecydowanej większości przypadł mi do gustu, czy to w zabawnych dialogach, czy też na przykład opisach przedmiotów zdobywanych przez graczy. Nie jest to jednak czysto komediowa powieść, co chwila jako czytelnicy zdajemy sobie sprawę, w jak tragicznej sytuacji znalazła się ludzkość i nasi bohaterowie. Zgodzę się z opinią Zuzy z kanału Książkowisko, że można by tę historię przedstawić w formie dużo poważniejszej i też by się obroniła. Czy ta powieść ma jakieś wady? Zauważyłem, czytając komentarze, że sporo osób narzeka na pewną powtarzalność fabuły. Dla mnie nie jest to problem, bo jednak gry RPG poniekąd wyglądają właśnie w ten sposób, że mamy naprzemiennie walki z bossami i odpoczynek. Sam autor zresztą starał się ten schemat urozmaicać, na przykład poprzez wywiady udzielane przez naszych bohaterów. Osobiście nie mam żadnych poważnych uwag do tej powieści, choć podejrzewam, że ten konkretny typ humoru i stylistyka powieści LitRPG wielu odrzuci. Czas na podsumowanie. Dungeon Crawler Carl to kawałek naprawdę udanej i zabawnej rozrywki. Jeśli szukacie czegoś lekkiego do poczytania, to jak najbardziej mogę ten tytuł polecić. Podobnie, jeśli lubicie takie powieści jak Igrzyska śmierci czy Ready Player One to ta książka jest wręcz stworzona dla Was. Ja sam od razu zabieram się za kontynuację, kiedy tylko zostanie wydana w Polsce. Ode mnie 8/10.
Piotr - awatar Piotr
ocenił na 8 2 dni temu
Podróż na wyspę szczęścia You Yeong-Gwang
Podróż na wyspę szczęścia
You Yeong-Gwang
Czy jesteś szczęśliwy? Czy masz marzenia… a może gdzieś po drodze o nich zapomniałeś? „Podróż na Wyspę Szczęścia” to historia niemal baśniowa, delikatna i piękna, a jednocześnie uderzająco prawdziwa. Taka, która otwiera serce, jeśli tylko pozwolisz jej się do niego dostać. Każda strona jest jak szept, który zmusza do zatrzymania się. Do spojrzenia w głąb siebie. Do zadania sobie pytań, przed którymi często uciekamy: kim jestem? dokąd zmierzam? co mogę zmienić, żeby naprawdę poczuć się szczęśliwym? To książka pełna cytatów, które nie są tylko ładnymi słowami, one po prostu uczą… Mam wrażenie, że to lekcja życia… lekcja niby prosta, a jednak jedna z najważniejszych. I jednocześnie taka, z której wielu z nas nigdy naprawdę nie odrobiło pracy domowej, bo przecież każdy z nas był na tych zajęciach. Każdy ma wpisaną obecność w dzienniku życia… Ta historia uświadomiła mi, że zmiany, które powoli zachodzą w moim życiu, choć czasem trudne, niepewnem, są dobre. Są potrzebne. Bardzo potrzebne, bo wynikają z marzeń. A marzenia… to przecież nasza droga. Kiedy zamknęłam tę książkę, płakałam, ale to nie był smutek. To było coś znacznie głębszego, poczucie spełnienia, zrozumienia, odnalezienia kierunku. Taka cicha pewność, że wiem, dokąd chcę iść. Zrozumiałam, że nie chcę już zatrzymywać się w Dolinie Rozpaczy. Nie chcę błądzić w Lesie Niepokoju. Nie chcę tonąć w Mokradłach Frustracji ani czekać bez końca na Pustyni Oczekiwań. Wybieram drogę. Drogę, która choć może nie zawsze łatwa, prowadzi mnie prosto na moją własną Wyspę Szczęścia. I po tej książce wiem, że każdy z nas może tam dotrzeć. Trzeba tylko sobie na to pozwolić.
etiudyliterackie - awatar etiudyliterackie
ocenił na 8 2 dni temu
Stalowe skrzydła Angelika Grajek
Stalowe skrzydła
Angelika Grajek
Dzisiaj przychodzę z kolejną książką, którą miałam przyjemność czytać i opiniować, zanim została wydana, ba, autorka nawet napisała do mnie wcześniej, co sądzę o takim pomyśle (to nie jest współpraca). Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Mięta ,,przygarnęło” tę opowieść i dziś z radością ją Wam polecam. Karhu jest centaurem, który jako dziecko zostaje uprowadzony i trafia do rezydencji hrabiego Valerisa. Jego dalsze życie jest pełne przemocy i poniżeń, ale radością staje się w nim przyjaźń z Edlynne, delikatną i nieśmiałą córką hrabiego. Gdy okazuje się, że Edlynne ma zostać wydana za mąż za kogoś dorównującego brutalnością jej ojcu, Karhu ryzykuje wszystko, by ją ocalić. Na rynku nie brakuje romantycznej fantastyki z elfami, wampirami czy wilkołakami, ale tutaj mamy do czynienia z czymś dużo bardziej oryginalnym, czyli centaurem. Jest to coś oryginalnego i świeżego, choć biorąc pod uwagę wątek miłosny, może wydawać się nieco dziwne. Jednak Angelika Grajek unika wszelkich kontrowersji czy fetyszyzacji tematu, opisuje relację Karhu i Edlynne bardzo subtelnie i delikatnie. Jest to mocny slowburn, oboje bardzo powoli dochodzą do tego, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń, co pasuje do ich sytuacji i charakterów. Przyjemnie jest też czytać o relacji, gdzie na pierwszym miejscu jest porozumienie i wzajemne wsparcie, a nie pociąg fizyczny i flirty. Podobnym odświeżeniem jest postać Edlynne, która nie jest typową wojowniczką, a bardzo nieśmiałą, zakompleksioną dziewczyną, która od dziecka jest ignorowana i przekonywana, że jest gorsza i powinna być wdzięczna za cokolwiek. Na tym etapie nie widzimy jeszcze jej pełnej drogi, Edlynne zaczyna działać, ale bardziej z desperacji, a potem ideałów, które odkrywa. Bardzo mocno wybrzmiewają jej traumy, ciekawy jest też wątek jej relacji z matką – relacji bardzo nieidealnej, pełnej urazów i popełnionych błędów, ale ostatecznie to Eleanor ratuje córkę. Z kolei hrabia Valeris to postać wręcz piekielnie zła, co mogłoby wypaść sztucznie, ale autorce udało się utworzyć wokół niego aurę mroku i strachu, a ostatnia scena wbiła mnie w podłogę. Na uwagę zasługuje piękny, poetycki styl autorki oraz umiejętność tworzenia baśniowego świata, tym razem dość mocno nawiązującego do mitologii Celtów. Jednak w ,,Stalowych skrzydłach” urzeka mnie przede wszystkim przesłanie i to, jak pod maską magii ukryty jest ważny temat, co trochę przypominało mi ,,Dom Starlingów” (który czytałam praktycznie równolegle). Angelika nie szczędzi nam brutalności, wzmianek o przemocy i dyskryminacji, co budzi współczucie wobec bohaterów, ale jednocześnie bunt na przedstawiony system. Wątek dyskryminacji centaurów, przedstawiania ich jako istot gorszego rzędu, wspomnienia o powolnym pozbawianiu ich praw i wypychaniu ze swoich ziem jest bardzo wyrazisty, emocjonalny i budzi dość jednoznaczne skojarzenia z kolonializmem. Jednocześnie widzimy, jak przeżycia sprawiają, że centaury zaczynają widzieć w ludziach czyste zło, zatracają się w gniewie i żądzy zemsty, a ukazanie tego nie jest proste i cukierkowe, a raczej zmusza do myślenia, czy można oceniać osoby w granicznych sytuacjach. Pod tym względem to naprawdę mocna i mądra pozycja, nie mogę się doczekać dalszego ciągu, żeby zobaczyć, jak ten wątek się rozwinie. Może nie jest to powieść z wartką, pędzącą akcją, należy raczej do nurtu dosyć spokojnej fantastyki, skupionej na budowaniu klimatów, ale jeśli zależy Wam właśnie na atmosferze, lubicie delikatne wątki miłosne i chcecie zarazem pomyśleć przy lekturze, to zachęcam gorąco. ,, Miłości, zwłaszcza tej, która wynika z więzów krwi, daleko do logiki. Nie istnieją prawa, którym mogłaby podlegać. Jest bezwarunkowa i dlatego tak bolesna. Jest w niej zakodowana ufność, która nie ma końca, jak ocean bez dna i bezkresne nocne niebo. I choć bywa trująca i wyniszczająca, nie istnieje nikt, kto zdołałby ją przerwać.”
FannyBrawne - awatar FannyBrawne
ocenił na 9 3 dni temu
Dom Saphirów Marissa Meyer
Dom Saphirów
Marissa Meyer
Kolejny retelling, tym razem o sinobrodym. To moja pierwsza książka autorki i zdecydowanie nie ostatnia. Bardzo dobrze wyszła taka mroczna baśń. "Dom Saphirów" opowiada historię dwóch sióstr, które naciągają ludzi na magiczne sztuczki, bo mimo, że ich mama była wielką wróżbiarką, to one nie są obdarzone tą samą mocą co ona. Chociaż jedna z nich, Mallory, widzi duchy. Wykorzystuje to, aby oprowadzać turystów po nawiedzonej posiadłości. Jednak kiedy odwiedza ją potomek krwiożerczego Saphira i prosi ją o egzorcyzm na duchu przodka, musi dobrze udawać, że nie ma pojęcia co robi. Czy takich zbrodni jest w stanie dokonać duch, a może teraz szuka prawdziwego mordercy? Mallory jest bardzo silną kobietą, która mimo ciągłych przeciwności się w ogóle nie poddaje i ciągle znajduje nowe rozwiązania. Więc kiedy dopadają ich kłopoty finansowe, a policjanci czają się, aby je uwięzić, złapie się każdej roboty, nawet wypędzenia morderczego ducha. Bawiłam się świetnie na tej książce. Uwielbiam takie mroczne baśnie, gdzie nie boją się pokazać rozlewu krwi i ciągle czyhającego niebezpieczeństwa. Cieszy mnie też, że jest to jednotomówka, bo obecnie bardzo ciężko o to w fantasy, górują tu jednak serie, a mam ich tyle zaczętych, że dobrze przeczytać coś raz i mieć zamknięte. A dzięki temu teraz na pewno sięgnę po inne książki autorki, które już są serią :D.
Julia_ksiazkowe_love - awatar Julia_ksiazkowe_love
ocenił na 10 13 dni temu

Cytaty z książki Na imię mi zemsta

Więcej

-Niegodne, jeśli rycerz z rycerzem walczy. - Nas nie mają za ludzi tylko za zwierzęta, a na polowaniu kusza dozwolona - zauważył z właściwą sobie swadą Racław. Dozwolona też w wyprawach na pogan - przypomniał Przybysław. - Wiadomo, poganin dla nich gorszy od zwierza.

-Niegodne, jeśli rycerz z rycerzem walczy. - Nas nie mają za ludzi tylko za zwierzęta, a na polowaniu kusza dozwolona - zauważył z właściwą ...

Rozwiń
Iwona Poczopko Na imię mi zemsta Zobacz więcej

Było w nim tyle rozpaczy, że gdyby bogowie mieli serce, załkaliby w niebiosach nad jej bólem, a ich łzy spadające byłyby jak pioruny ogniste, rażące te bestie, które zniszczyły wszystko, co kochała. Podniosła oczy na granatową czeluść i wtedy kula ognia spadła z wyciem na plecy jej oprawcy. Zaskoczony Alfgar targnął się gwałtownie, ale kula przywarła do niego mocno.

Było w nim tyle rozpaczy, że gdyby bogowie mieli serce, załkaliby w niebiosach nad jej bólem, a ich łzy spadające byłyby jak pioruny ogniste...

Rozwiń
Iwona Poczopko Na imię mi zemsta Zobacz więcej

Będą ją obmywać dłońmi delikatnymi jak miotełki traw, a potem wysuszą oddechem pachnącym jaśminem i ubiorą w białą koszulę z miękkiego płótna, a tak zwiewnego jak mgiełka nadrzeczna o świcie. Wplotą jej we włosy jaskry i bławatki i poprowadzą do łodzi, w której płynąć będzie przez czterdzieści dni, by mogła zagoić się jej dusza. Przez ten czas znikną z jej pamięci całe ból i zło. Kiedy już dopłynie, wyjdzie na ląd pełny pięknej zieleni, gdzie kwiatów jest taka masa, a owoców wszelakich taki dostatek, że oczy zabolą od patrzenia. I choć cuda te wszystkie zwabią wzrok ku sobie, nie sięgnie po nie ręką, bo głodu tam czuć nie będzie ani zimna.

Będą ją obmywać dłońmi delikatnymi jak miotełki traw, a potem wysuszą oddechem pachnącym jaśminem i ubiorą w białą koszulę z miękkiego płótn...

Rozwiń
Iwona Poczopko Na imię mi zemsta Zobacz więcej
Więcej