My lunatycy. Rzecz o Republice

Okładka książki My lunatycy. Rzecz o Republice
Anna SztuczkaKrzysztof Janiszewski Wydawnictwo: Muza reportaż
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2015-08-26
Data 1. wyd. pol.:
2015-08-26
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328701090
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup My lunatycy. Rzecz o Republice w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

My lunatycy. Rzecz o Republice



książek na półce przeczytane 1282 napisanych opinii 527

Oceny książki My lunatycy. Rzecz o Republice

Średnia ocen
5,9 / 10
66 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
275
270

Na półkach: ,

Republika to nie tylko jeden z najważniejszych zespołów złotych lat polskiego rocka czyli przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. To także swoiste doświadczenie pokoleniowe. Nie przypadkowo oboje Anna Sztuczka i Krzysztof Janiszewski - autorzy książki „My lunatycy. Rzecz o Republice” już we wstępie podają swój rok urodzenia i jasno potwierdzają, byli fanami, byli częścią Pokolenia Republiki.
Ja jestem od nich o dwa lata starszy, Republika to był też w jakimś sensie mój zespół, choć nigdy nie byłem ortodoksyjnym fanem. Oczywiście znałem ich utwory a klawiszowa solówka w „Białej fladze” wywoływał u mnie ciarki. Jednak nie na tyle duże, by sprawić sobie krawat w biało-czarne pasy. Co nie zmienia faktu, że ich szanowałem. Dziś po latach zdarza mi się do tych utworów wracać i chyba mam do nich większy szacunek niż przed ćwierćwieczem. Mam wrażenie, że się nie zestarzały. Pisze o tym, bo ostatnio czytając wspomnianych „Lunatyków” przypomniałem sobie tamta muzykę i tamten klimat.
Wspominam klimat, nastrój, atmosferę dlatego, że „My lunatycy. Rzecz o republice” nie jest - jak się spodziewałem – biografią zespołu, jest opowieścią o tamtych czasach, opowieścią rozpisaną na głosy. Autorzy przeprowadzili kilkadziesiąt rozmów z osobami związanymi z Republiką i okolicami. Jest wiec rozmowa z legendarnymi postaciami klubu Od Nowa, z muzykami innych zespołów które w tamtych czasach również były związane z klubem. W kolejnej części są rozmowy z bliskimi Grzegorza Ciechowskiego, w tym z jego córką, siostrą i szwagierką. Jest wreszcie cały pęczek rozmów z najbardziej zapalonymi fanami. No i jest wisienka na torcie, króciutkie rozmowy z samymi muzykami legendarnej formacji.
Tyle tylko, że w moim odbiorze wszystkie te rozmowy to hołd dla tamtych czasów, dla fanów, dla twórczego fermentu panującego w subkulturach, głównie tych działających przy i na obrzeżach środowisk akademickich. Natomiast nie za wiele jest tu o zespole. Jest to pozycja bardziej socjologiczna niż biograficzna. Sam spodziewałem się czegoś na miarę kultowego dla fanów U2 „U2 o U2” czyli wielkiego wywiadu rzeki z muzykami którzy szczerze, bez owijania w bawełnę, bez zatajania faktów niewygodnych opowiedzieli by o pełnych losach formacji. O prawdziwych przyczynach wewnętrznego konfliktu który doprowadził do rozpadu pierwszej Republiki, o szoku jaki musiała wywołać tak wielka popularność itd.
Dlatego sam, może dlatego, że tamte czasy doskonale pamiętam, nie odnalazłem w tej książce niczego nowego, niczego co wywołało by u mnie ach i och. Podobne rozmowy jak te z fanami śmiało mógłbym przeprowadzić sam z kilkoma mocno zaangażowanymi w działalność fanowską znajomymi ze szkoły średniej. Co zaś do ujawnionych faktów związanych z zespołem, to większość była znana szeroko dyskutowana. Nie znalazłem tam niczego nowego. Jedyne co zrobiło na mnie wrażenie to pytania jak ludzie odebrali śmierć Grzegorza Ciechowskiego.
Do tego sam odebrałem tą książkę jako mocno nierówna. Chyba nikogo to nie zdziwi, jeżeli zauważymy, że jest ona zapisem rozmów. Po prostu nie wszyscy rozmówcy mieli coś ciekawego do powiedzenia. Najbardziej rozczarował mnie rozdział z opowieścią pani Ciechowskiej – córki. Niby miły i ciepły ale z drugiej strony naiwny i bezbarwny. O spacerach w parku i o siadaniu u taty na kolanach. O funkcjonowaniu w rozbitej rodzinie. Tyle tylko, że ta opowieść jest tak cukierkowa, że aż mdła. Zastanawiam się tylko czy czas wyidealizowała obraz zmarłego ojca czy chodzi o celowe kształtowanie wizerunku. Sorry ale dla mnie jest to niewiarygodne, rozstania nigdy nie są pozbawione emocji – często tych złych.
Nie wiem, jaki był cel powstania tej publikacji, czy chodziło o zachowanie dla potomnych tamtej niezwykłej atmosfery miłości fana do muzyka, czegoś co dziś chyba już nie występuje (znacie jakiś prężnie działający Fan Club). Jeżeli tak to się udało. Jeżeli chodziło, jak się spodziewałem o solidną biografie zespołu, wsparta wypowiedziami światków ich kariery, to nie wyszło. „My lunatycy” to tak jak Republika pozycja adresowana do określonego kręgu odbiorców, dla fanów. Jest to przecież książka o nich i tylko o nich. Pisze tak, bo zwyczajnie zabrakło mi w niej tła, informacji o samym zespole, zabrakło odnośników, zabrakło wreszcie zwykłych faktów. Umieszczone na końcu kalendarium to stanowczo za mało. Natomiast na plus zasługuje publikacja wielu unikatowych zdjęć, często z archiwów prywatnych. To najjaśniejszy element tej pozycji.
Myślę, że Republika zasługuje na solidną, świetnie udokumentowaną biografię. Tym razem się nie udało.
Pierwszy raz recenzja została opublikowana pod adresem http://blurppp.com/blog/anna-sztuczka-i-krzysztof-janiszewski-my-lunatycy-rzecz-o-republice/

Republika to nie tylko jeden z najważniejszych zespołów złotych lat polskiego rocka czyli przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. To także swoiste doświadczenie pokoleniowe. Nie przypadkowo oboje Anna Sztuczka i Krzysztof Janiszewski - autorzy książki „My lunatycy. Rzecz o Republice” już we wstępie podają swój rok urodzenia i jasno potwierdzają,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

161 użytkowników ma tytuł My lunatycy. Rzecz o Republice na półkach głównych
  • 81
  • 76
  • 4
57 użytkowników ma tytuł My lunatycy. Rzecz o Republice na półkach dodatkowych
  • 43
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki My lunatycy. Rzecz o Republice

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziwny, dziwny, dziwny Piotr Bratkowski
Dziwny, dziwny, dziwny
Piotr Bratkowski Tomek Lipiński
Odcinek zaległy w ramach remanentów za rok 2023. Jedną z książek, które w zeszłym roku przykuły moją uwagę był wywiad-rzeka z Panem Tomaszem Lipińskim. To rzeczywiście dziwne, ale dopiero po wielu latach należycie doceniłem muzykę grupy Tilt. Właściwie wtedy, kiedy w latach 90-tych XX wieku jej lider zniknął praktycznie ze sceny. Chociaż był wyjątek: uwielbiałem płytę „Czad Kommando Tilt” oraz epizodyczne wcielenie jako Fotoness – „When I Die”. Przyjęta formuła wywiadu w sumie się sprawdziła. Panowie Piotr Bratkowski i Tomasz Lipiński prowadzą swobodną, przyjacielską rozmowę, zaś na kanwie życiorysu muzycznego odżywa tamten czas, tamci ludzie. Chyba po raz pierwszy padają szczere słowa o ojcu muzyka – Eryku Lipińskim, niełatwym okresie dzieciństwa, wychowaniu w czasach PRL. A nade wszystko zamiłowanie do muzyki. Do dziś zadziwia mnie, jak pomimo braku łatwego dostępu do kaset, płyt, studia nagraniowego, nie wspominając już o sprzęcie – powstawała tak fantastyczna muzyka. Opowieść została doprowadzona do roku 2015; znalazło się miejsce na wspomnienie o transformacji, nie tyle nawet politycznej, co muzycznej. A także kilka szczerych słów na temat depresji oraz nieubłaganego procesu starzenia. Średnia ocen (6,0) wydaje się zaniżona. Dla starszych czytelników przypomnienie jak to było, dla młodszych kapsuła czasu.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 8 2 lata temu
Herbie Hancock. Autobiografia legendy jazzu Herbie Hancock
Herbie Hancock. Autobiografia legendy jazzu
Herbie Hancock Lisa Dickey
Herbie Hancock okazuje się, że jest nie tylko genialnym kompozytorem i pianistą jazzowym. Ale również wspaniałym gawędziarzem. O czym mogłam się przekonać czytając niedawno muzyka autobiografię napsaną wspómnienie z Lisą Dickey. Zatem o czym tak ciekawie gawędzi Mr Herbie Hancock. No wiadomo jak przystało na książkę (auto) biograficzną o dzieciństwie, o rodzicach i rodzeństwie ( szczególnie dużo miejsca poświęcił tragicznie zmarłej siostrze Jane jak i o matce artysty , o których opowiada rozbrajającą szczerością niepozbawioną czułości), o muzyce, która stała się bardzo ważna od siódmego roku życia Herbiego Hancocka. O odochodzeniu od muzyki klasycznej dochodzeniu do jazzu. O niepewności wynikającym z bycia Afroamerykaninem i powolne wyzbywanie się tejże niepewności, ( celowo używam słowa,, niepewność ", bo użycie słowa,, kompleksy" to trochę za dużo jak na Herbie Hancocka) dzięki otwartym ludziom w poszczególnych szkołach, poprzez muzykę, potem również i buddyzmowi, któremu też bardzo dużo poświęca w swym wspomnienieniom miejsca, twierdząc, że to że praktykuje buddyzm wiele dla niego znaczy i pomagało w różnych jego trudnych etapach życia. O czerpaniu z życia i praw młodości pełnymi garściami. O szpanestwie drogimi i szybkimi samochodami. O balagach tak długich i wyczerpujących, że po zakończeniu tych imprez, bawiący się w tym nasz główny bohater zasypiali niemalże na stojąco, o problemach różnorakich ze zdrowiem , o przeprowadzkach najpierw z Chicago do NYC, z NYC do LA. Co ciekawe jak zaczął gawędzić o muzykach, z którymi grał i dzięki temu został ukształtowałtowany, ,, ulepiony " jako jazzman to miałam wrażenie, że już na tą chwilę nie jest to biografia o Herbie Hancocku, a dajmy na to o Milesie Davisie , o którym jest w tej książce bardzo dużo, można śmiało by rzec, że jest to drugi bohater tej biografii. Książkę bardzo szybko się czyta, pod warunkiem, że bierze się ją do ręki, a nie odkłada się ją i biedna czeka na zainteresowanie się nią, bo to, śmo, bo tamto. Polecam. I tyle. 🙂
Zosia - awatar Zosia
oceniła na 10 3 lata temu
Syd Barrett i Pink Floyd. Mroczny świat Julian Palacios
Syd Barrett i Pink Floyd. Mroczny świat
Julian Palacios
Wczoraj wieczorem skończyłam czytać biografię Syda Barretta. Zaczyna się niesamowicie, bo macie wrażenie, że wychodzicie w świat Talkienowskiej trylogii. Zresztą Syd był zafascynowany baśniami( a jak dla mnie, to klasyczna Fantasy ma dużo z baśni, legend i mitów) do końca swych dni . Później poznajemy nieco dzieciństwo i wczesną młodości. By następnie zejść do Podziemia. Bo tak naprawdę opowieść o Sydzie Barrecie jest pretekstem do opowiedzenia o brytyjskim Undergroundzie i o latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Ktoś może powiedzieć no OK większość biografii rockowych, jazzowych jest tak napisana. No tak , pełna zgoda. Tylko, że jest mały " myk". Autor tak opisuje ten świat jak by tam był i sam żył życiem tegoż Undergroundu. Smutna jest to opowieść. Bo obserwacja jak Szalony Diament z każdym dniem traci swój piękny blask nie należy do radosnego i przyjemnego zajęcia zwłaszcza, że ów wspomniany Szalony Diament jest jednym z ulubionych, ukochanych muzycznych outsiderów. Książka ma jeszcze dwie zalety. A mianowicie trochę zdjęć i mało stosunkowo opisów sprzętu technicznego,(uff! Zostało jeszcze sporo do czytania. 😉). A z wad brak kalendarium. No i czasami, uporczywie trzymanie się jednego wątku czyli trochę tzw. lanie wody. Ale generalnie biografia spodobała się mi i polecam tę książkę każdemu fanowi rocka, lat sześćdziesiątych, Pink Floyd, A zwłaszcza Syda Barretta.
Zosia - awatar Zosia
oceniła na 7 5 lat temu
Jack Nicholson. Biografia Marc Eliot
Jack Nicholson. Biografia
Marc Eliot
"Jestem jedynym z nielicznych aktorów, którzy mogą robić to, co chcą (...)" - Jack Nicholson. Zachęcona ostatnio przeczytaną biografią pt. "Michael Douglas. Biografia." Marca Eliota, zdecydowałam sięgnąć po jego inną książkę - biografię pt. "Nicholson. Biografia". Uwielbiam Nicholsona, jego charyzmę, grę aktorską. Uważam, że jest to naprawdę wybitny aktor. Wachlarz zagranych ról, barwne życie - zarówno zawodowe, jak i prywatne oraz ryzykowne zainteresowania ( a raczej namiętności) - jest o czym pisać...Biografia liczy ponad 360 stron (bez aneksów). Szczerze przyznam, że liczyłam na coś lepszego, a przynajmniej tak dobrego jak wspomniana powyżej biografia Douglasa. Oczywiście autor opisuje karierę aktorską Nicholsona od samego początku, od pierwszych kroków stawianych w showbiznesie. Jednak ilość nazwisk (reżyserów, scenarzystów, producentów, aktorów/aktorek), z którymi współpracował lub miał pracować Jack Nicholson jest tak duża, że często traci się orientację o czym się w danym momencie czyta. Ponadto tytuły filmów, w których Nicholson zagrał (to akurat jest na miejscu) i tych, w których miał zagrać , lecz nie zagrał albo nie chciał zagrać i kto zagrał zamiast niego jest zbyt wiele i to przytłacza. Książka wtedy traci swoje tempo. Co niejednokrotnie jest wadą, tutaj byłoby zaletą - zbyt mało dat (przynajmniej co jakiś czas autor mógłby podać chociaż sam rok wydarzeń, aby czytelnik mógł to wszystko sobie poukładać). To co nie jest minusem dla autora biografii, lecz dla samego Nicholsona to zatrważająca ilość kobiet, z którymi był w związku (zdecydowanie najmniej), z którymi się spotykał, z którymi sypiał (zdecydowanie najwięcej). Naprawdę można się pogubić, która z kobiet była tą najważniejszą (jeśli w ogóle taka była, w książce uznano za taką Anjelicę Huston), a która była tylko matką jego dzieci (a dzieci naliczyłam chyba pięcioro z czterema kobietami). Życie erotyczne Nicholsona było bardzo barwne i urozmaicone... No facet naprawdę się nie nudził ani nie mógł narzekać na samotność - o ironio, matce jego dwójki dzieci kupił dom obok swojego domu, bo potrzebował samotności i bycia ze samym sobą (to była jego męska jaskinia). Podboje seksualne Nicholsona przeplatają się przez całą książkę (na każdym etapie jego kariery - lata 60, 70, 80, 90, 00..........). Poza kobietami, Nicholson słynął z namiętności do narkotyków i alkoholu (ale przede wszystkim narkotyków). Jack przez większość swojej kariery był upalony. Co ciekawe, nie przeszkadzało to w jego pracy, nigdy nie odbiło się to na jego karierze, grze aktorskiej, zdolnościach artystycznych i formie. Temu także autor poświęca wiele stron biografii. Co najważniejsze kariera Nicholsona została opisana bardzo dokładnie i szczegółowo (tak jak wspomniałam powyżej , dla mnie zbyt szczegółowo). Wszystkie najważniejsze i te mniej ważne filmy Nicholsona zostały wspomniane. Ponadto w książce przechodzimy przez wszystkie 12 nominacji Jacka do Oscara, w tym 3 zwycięstwa (moim zdaniem rola Nicholsona w "Lepiej być nie może" jest rewelacyjna i Oscar jak najbardziej zasłużony). Pomimo, że Nicholson jest kontrowersyjnym artystą z barwnym życiem prywatnym, nic nie traci z mojej sympatii do niego i jego talentu. Jedynie Jack Nicholson może się szczycić charakterystycznym znakiem rozpoznawczym - uśmiechem za 1000000$, który niejednokrotnie rozgrzał serca wielu kobiet (i pewnie mężczyzn też). Podsumowując, warto przeczytać biografię, zwłaszcza jeśli się jest sympatykiem Jacka Nicholsona. Jest to spora dawka wiedzy nim samym i o jego rolach. Po przeczytaniu tej książki na pewno zmieni się dotychczasowy obraz Nicholsona , lecz czy na gorsze ? To już zależy od czytelnika :)
Dominika Anastazja - awatar Dominika Anastazja
oceniła na 6 1 rok temu
Robert Smith. The Cure Richard Carman
Robert Smith. The Cure
Richard Carman
Pamiętam jak przed wielu laty na spotkaniu z czytelnikami redaktor Piotr Kaczkowski zapytał, czy ktoś pamięta który artysta pochodzi z miasteczka Crawley? Na chwilę zapadła cisza, a ja z dumą mogłem głośno powiedzieć: Robert Smith :-) Interesując się od lat 80-tych XX wieku muzyką The Cure nie mogłem tego nie wiedzieć. Zespół niezwykły, poruszający najgłębsze pokłady smutku i melancholii, grający muzykę dla introwertyków, który do dziś zaliczam do grona ulubionych. I nie zmieni tego bardzo długie oczekiwanie na kolejną płytę; od albumu „4:13 Dream” upłynęło, bagatela, 13 lat. Co ciekawe, pomimo sporej popularności w Polsce, nie doczekał się wielu książek w naszym kraju. Poza mocno archiwalnymi „Poletkiem Pana Boba” Jerzego Rzewuskiego oraz „Nigdy dość” Jeffa Aptera nie znajdziemy właściwie niczego innego. Książka wydana przez oficynę Anakonda jest spośród nich najmłodsza i wyróżnia się wyjątkowo dobrym papierem, wyraźną czcionką, twardą okładką. Pamiętam, że zabrałem ją na wycieczkę po Kotlinie Jeleniogórskiej i bardzo przyjemnie mi się czytało. Nie jest to jednak pozycja idealna, zbyt wiele w niej ogólników i błędów literowych. Tytuł wprowadza nieco w błąd, bo czytelnik licząc na biografię muzyka, a właściwie otrzymuje skróconą monografię zespołu. Trochę za mało miejsca poświęcono osobie Pana Roberta, a szkoda… Potwierdza się również reguła, że osoba zafascynowana artystą, pisarzem, zespołem – nie powinna pisać o nich książki, ponieważ nie będzie obiektywny. Jako osoba zafascynowana The Cure miałbym podobny problem i dylemat. Doceniam jednak trud autora w chronologicznym omówieniu dyskografii grupy oraz utworów – dla osób wchodzących w ten obszar muzyczny może jednak sprawić radość. Subiektywna siódemka.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 7 4 lata temu

Cytaty z książki My lunatycy. Rzecz o Republice

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki My lunatycy. Rzecz o Republice