Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004

Okładka książki Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004
Polina Żerebcowa Wydawnictwo: Ośrodek KARTA biografia, autobiografia, pamiętnik
615 str. 10 godz. 15 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Муравей в стеклянной банке. Чеченские дневники 1994–2004
Data wydania:
2018-11-05
Data 1. wyd. pol.:
2018-11-05
Liczba stron:
615
Czas czytania
10 godz. 15 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364476914
Tłumacz:
Agnieszka Knyt
Średnia ocen

                8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004

Średnia ocen
8,4 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1924
1923

Na półkach:

Posłuchaj księżniczki Budur „ze strasznej bajki o Groznym”...
Nie, dawno, dawno temu, ale tu i teraz. Nie za siedmioma morzami, ale kilkaset kilometrów dalej na południe. O mieście ruin wzniesionych przez wojny. „Pójdziesz na prawo: zginiesz! Pójdziesz na lewo: nic nie znajdziesz! A jak zostaniesz: stracisz wszystko!” Gdzie najeźdźcy popełniają zbrodnie, kierując się przykazaniem – „wojna zmyje wszystkie winy”, a obrońcy z kolei – „zemsta, zemsta i jeszcze raz zemsta”. Gdzie głód zmusza do jedzenia trawy i dzikiego czosnku zbieranych obok leżących trupów, obgryzionych do bielejących kości przez równie głodne psy, koty i szczury. Gdzie nienawiść pożera przyjaźń, współczucie i życzliwość, aż wszyscy sąsiedzi, znajomi, a nawet bliscy stają się wrogami. Gdzie śmierć bez znieczulenia wycina z teraźniejszości ostrym nożem przyjaciół, bo „bywa i tak, że jedni zabijają drugich. Za nic. Tak po prostu.” Gdzie „wszystko jest płynne. Każdy może być i nikczemny, i szlachetny (jednocześnie!).” Gdzie od kuli, bomby, odłamka, noża, siekiery można umrzeć na targu, ulicy lub we własnym mieszkaniu albo być porwanym, pobitym lub zabitym, bo twoje organy mogą się przydać innym, a ciało zaspokoić żądze. Gdzie pośród gruzu domów i wraków dusz ludzkich rósł piękny, wrażliwy i delikatny kwiat, chroniący w sobie to, czego nie było już wokół – miłość, dobroć, współczucie, sprawiedliwość i prawdę.
Tym bajecznym kwiatem była dziewczynka.
Polina, która zaczęła snuć swoją „bajkę o Groznym” mając 9 lat tuż przed rozpoczęciem pierwszej wojny rosyjsko-czeczeńskiej w 1994 roku. Dorastała w w trakcie drugiej w 1996 roku i trzeciej, która przyszła jesienią 1999 roku. Miała wtedy 14 lat. Grozny udało jej się opuścić w 2014 roku mając lat 19, nerwicę, chore serce, żołądek, wątrobę i rany nóg po odłamkach bomby. Wszystko, co widziała i przeżyła zapisała w zeszytach, które zabrała ze sobą. Początkowe wpisy były rejestracją otaczającej ją rzeczywistości. Najważniejszych wydarzeń z życia miasta, bloku i własnej rodziny oraz potrzeby pokoju. Ten temat przewijał się w wyrażanych pragnieniach, wymyślanych bajkach, życzeniach mających odczarować świat wokół oraz we własnych wierszach, które również zapisywała w dziennikach:
„Przez całe życie chcę
Jak w bajce
Przestrzenie oceanu pruć,
I wolną być,
I wolność czuć.

Do tajemniczej dotrzeć wyspy,
Co szmaragdowe brzegi ma,
Gdzie przyjaciółmi są mi wszyscy
I pokój, zawsze pokój trwa!”
Z czasem z etapu pytań o sens wojny wraz z wiekiem przeszła do pytań o własną, skomplikowaną tożsamość, pisząc – „Z powodu nazwiska wielu uważa nas za Rosjanki. Ale czy można to jednoznacznie rozsądzić? Matka mojej mamy była Rosjanką. Ojciec mamy - Kozakiem dońskim. Matka mojego ojca – polską Żydówką. Ojciec ojca – Czeczenem. W rodzie mamy byli Tatarzy, Gruzini, Osetyńcy, Ormianie, Ukraińcy, Czerkiesi. W rodzie ojca byli Francuzi, Hiszpanie, Polacy, Czeczeni. Kto sprawdzi skład mojej krwi kropla po kropli?” Zaczęła podważać podziały w swojej ojczyźnie - Czeczenii. Unieważniała granice wyznaczane przez nazwisko, narodowość, rasę, pochodzenie. Miała ochotę krzyczeć – „Ja nie jestem ani z wami, ani z nimi! Jestem zwyczajnym człowiekiem! Wszystko mi jedno do jakiego należycie narodu! Ważna jest dla mnie sprawiedliwość, a nie długość nosa czy kolor skóry!” Uznając śmierć za swoją nieodłączną towarzyszkę, chciała chronić życie i je ratować, bo „ochrona życia to najlepsze. Co można robić na Ziemi. Nikt nie ma prawa zabijać!” Zaczęła również rozumieć, że wszystko to służy walce o dostęp do ropy. W morzu nienawiści próbowała wydeptywać własne ścieżki prawości, życzliwości, miłości, uczciwości, prawdomówności i wstrzemięźliwości seksualnej. W wieku 13-14 lat jej koleżanki stawały się żonami i matkami. Narażała się przez to na ciągły ostracyzm społeczny i niebezpieczeństwo śmierci.
A mimo to była w tej postawie niezłomna i bezkompromisowa.
Czytając dzienniki tej wyjątkowej dziewczynki, a potem dorosłej w ciele nastolatki, próbowałam znaleźć czynniki, które uchroniły ją przed powszechną w jej środowisku demoralizacją młodzieży. Wręcz wzmocniły nietypową postawę dobroci, wrażliwości i współczucia dla ludzi i zwierząt. Brałam pod uwagę cudowną zdolność przystosowawczą dzieci do warunków zastanych i zmiennych, ale inne dzieci, zdeprawowane i powielające negatywne wzorce dorosłych, takie nie były. Matka również nie była dla niej wsparciem. Sama zniszczona psychicznie przez wojnę, z nerwicą i depresją, dostarczała dodatkowych cierpień dziewczynie. Bita, wyszydzana, poniżana, wyganiana z domu, rozumiała agresywne zachowanie matki i opiekowała się nią, handlując, zdobywając żywność, pracując i w międzyczasie... ucząc się!. Mimo że zabijała w córce to, co Polina miała najcenniejszego – przebogaty świat wewnętrzny, który potrafiła opisać słowami.
W tym sensie była przeraźliwie samotna.
Tym, co ratowało piękno duszy i myśli Poliny okazała się literatura. Dziewczyna od najmłodszych lat dużo czytała. Autorytetów i drogowskazów w wyborach i postępowaniu szukała w twórczości Osipa Mandelsztama, Aleksandra Błoka, Michaiła Lermontowa, Aleksandra Dumasa, Romaina Rollanda i wielu, wielu innych. Twórczość Lwa Tołstoja i Williama Szekspira znała na pamięć! Uciekała w ten świat podczas kanonady ogniowej. Recytowała w myślach wiersze, powieści i dramaty podczas chwil zagrożenia. W koszmarnym huku ostrzału jej mieszkania rodziła się jej własna poezja. Między innymi ten wiersz z 31 października 1999 roku:
„Pamiętasz nasz Grozny w dniach bitwy,
Gdy strzelał śmigłowiec seriami,
A dzieci nad kotkiem zabitym,
Wśród kul zalewały się łzami?”
Próbowała również w swojej rzeczywistości odnaleźć Boga, czytając Biblię, Koran i literaturę na temat buddyzmu, by dojść do wniosku, że religie, które tak bardzo dzielą ludzi, „wszystkie one są na swój sposób dobre, tylko ludzie źle wypełniają przykazania Boże”.
Czytała i pisała, by uratować się.
Początkowo notowanie dawało jej poczucie bezpieczeństwa, pisząc – „Nie wiem, w jaki sposób przyjdzie po mnie śmierć, i nie boję się tylko wtedy, kiedy piszę.” Z czasem nabrała przekonania o sensie swojego istnienia właśnie w Groznym, odnotowując – „Na planecie Ziemia pojawiłam się, żeby być świadkiem. Widocznie to moja karma. Jestem świadkiem, nie uczestnikiem. W takiej roli jest mi trudniej. To znaczy, że powinnam wszystko zapisywać. Utrwalać historię. Nie wiem, czy czytelnicy zrozumieją sens tych moich zapisków: tych, którzy czynią zło, okalecza ono bardziej niż tych, którzy są jego ofiarami.”
To jedno w wielu przesłań tych dzienników.
To spojrzenie dziecka o starej duszy z epicentrum piekła wojny jest dla mnie uzupełnieniem obrazu Czeczenii poznanej z opowieści dorosłego mężczyzny „Jestem Czeczenem” Germana Sadułajewa i czeczeńskiego lekarza Khassana Baieva „Przysięga. Chirurg na wojnie”. W Polsce wspomnienia Poliny ukazały się po raz pierwszy w 2017 roku w formie spektaklu teatralnego „Dziennik Czeczeński Poliny Żerebcowej” w wykonaniu Andrzeja Seweryna, w reżyserii Iwana Wyrypajewa. Teraz jest możliwość poznania całego dziennika dzięki opublikowaniu go przez Ośrodek Karta w serii „Oblicza Dwudziestego Pierwszego Wieku”, która przybliża „punkty zapalne” świata współczesnego widziane oczami ich świadków.
Dzienniki Poliny to nie bajka, to nasz świat tu i teraz.
http://naostrzuksiazki.pl/

Posłuchaj księżniczki Budur „ze strasznej bajki o Groznym”...
Nie, dawno, dawno temu, ale tu i teraz. Nie za siedmioma morzami, ale kilkaset kilometrów dalej na południe. O mieście ruin wzniesionych przez wojny. „Pójdziesz na prawo: zginiesz! Pójdziesz na lewo: nic nie znajdziesz! A jak zostaniesz: stracisz wszystko!” Gdzie najeźdźcy popełniają zbrodnie, kierując się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

129 użytkowników ma tytuł Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004 na półkach głównych
  • 97
  • 31
  • 1
23 użytkowników ma tytuł Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004 na półkach dodatkowych
  • 10
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Korzenie we krwi. Czystki etniczne w Ameryce Patrick Phillips
Korzenie we krwi. Czystki etniczne w Ameryce
Patrick Phillips
Ciekawy przypadek "Case study" - czyli nie opisujemy jaiś anonimowych danych statystycznych, a w formie reportażu, oglądamy jedno "zwyczajne amerykańskie hrabstwo", aha, tylko żaden Afroamerykanin nie mógł w nim przebywać, nawet za dnia - w odróżnieniu od słynnych "Sundown cities" - gdzie ta nieformalna zasad działała tylko po zmierzchu - w Forsyth dotyczyło to także dnia. Mamy więc historię wypędzenia, gdzie w ciągu kilku miesięcy 1912 r. miasto opuściła cała Afroamerykańska społeczność (ponad 1000 osób) i miała już nigdy nie wrócić. Majątki wyprzedawane za bezcen a płyty nagrobne z opuszczonego cmentarza społeczności Afroamerykańskiej - używane jako chodniki, elementy drogi etc. - tu miałem dreszcze bo bardzo przypomina mi to "Zamazywanie historii" na terenach Europy środkowo-wschodniej i analogiczne wykorzystywanie macew. Oczywiście to był jednak tylko reportaż, bardzo ciekawie poprowadzony od 1912 r. po zwłaszcza burzliwe lata 80-te (Bo walka o prawa obywatelskie dotarła tu dużo później). Brakowało mi jednak troszeczkę drugiej strony - trochę niestety występują jako "Biała tłuszcza" i tak perspektywa nie jest jakoś mocniej opisana. Nie chodzi mi o to, że "prawda leży gdzieś po środku" - bo leży tam gdzie leży, ale pomaga to zrozumieć - nie po to żeby się zgadzać, ale by wiedzieć o tej perspektywie. Inaczej bardzo trudno z nią dyskutować.
Petroniusz - awatar Petroniusz
ocenił na 8 1 rok temu
Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi Ziemowit Szczerek
Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi
Ziemowit Szczerek Jędrzej Morawiecki Agnieszka Wójcińska Kaja Puto Rafał Grzenia Aneta Prymaka-Oniszk Julia Jurgens Katarzyna Brejwo Eva Lene Lorzer Katarzyna Moskalewicz Aliona Szabunia
Ojczyzna dobrej jakości brzmi jak slogan z propagandowego plakatu. Jednak tytuł ten dobrze oddaje atmosferę uchwyconą przez jedenaście reportaży o współczesnej Białorusi. Autorzy pokazują kraj, w którym rządzi prosta zasada: “nie wychylaj się, a będziesz mieć spokój.” Na kartach książki widzimy młodzież skazaną na absurdalnie wysokie wyroki za działalność w bliżej nieokreślonej grupie przestępczej. Inni młodzi ludzie automatycznie wpisywani są do organizacji prorządowych przez swoich nauczycieli. Władza nie potrzebuje brutalnych pokazowych metod. Wystarczy cień Wielkiego Brata i powszechne przekonanie, że są niewidoczne granice, których się nie przekracza. Kolejną grupę bohaterów stanowią emigranci z Afryki, Ameryki Południowej czy z Europy zachodniej, którzy chwalą sobie spokój, bezpieczeństwo, czystość na ulicach. Są wreszcie potomkowie przesiedleńców z Białostocczyzny, którzy do dziś ukrywają swoje pochodzenie. W tle przewija się obraz stalinowskich czystek, rusyfikacji dawnej i obecnej, Kuropaty… Wszystkie wydarzenia i postacie spaja jedno doświadczenie: normalność można wytresować. Pełne półki i minimum dostatku, przewidywalność i bezpieczeństwo dają poczucie zadowolenia obywatelom. Reszta - język ojczysty, prawda historyczna, poszanowanie prawa jest bez znaczenia. Trudno nie mieć skojarzeń z Orwellowskim światem. Jednak zamiast brutalnej opresji jest coś subtelniejszego: kariera i rozwój możliwe są tylko pod warunkiem idealnego dostosowania się do reguł. One nie są podane wprost, ich trzeba się domyśleć, rozpoznać między wierszami, trochę jak bohaterowie jednego z reportaży - dziennikarze niezależnego pisma, którzy swoją sytuację porównują do sytuacji dziecka siedzącego przed zamkniętymi drzwiami i zastanawiającego się czy rodzice: wpuszczą je, będą na nie źli, pochwalą. Sami do tego muszą dojść. To również książka, w której podobnie jak w “Mojej podróży po Rosji” Słonimskiego wiele można odkryć pod tym, co mówią bohaterowie. To książka, która uczy patrzeć na świat i odkrywać co jest opresją a co iluzją wolności.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Borderline. Dwanaście podróży do Birmy Grzegorz Stern
Borderline. Dwanaście podróży do Birmy
Grzegorz Stern
Lektura reportaży Kapuścińskiego nastroiła mnie sceptycznie do reportaży w ogóle. Podchodzę do niech z ostrożnością, zwłaszcza w kwestiach niesprawdzalnych, drobnych relacjach i opowieściach i oczywiście emocjach, subiektywnych odczuciach. Te zdarzają się w tym reportażu, chociaż nie są przesadnie eksponowane. Stern ma dobre pióro, opisuje barwnie i powstrzymuje się od ocen. Relacjonuje. I jest to bardzo dobra relacja, mocna. Wstrząsająca. Historia najnowsza Birmy jest kuriozalna, poplątana. Ta mozaika etniczna, pośród gór i dżungli, bogata ale przerażająco biedna. Momentami przypominała mi Koreę Północną, z tym, że tam nie ma mowy o jakimkolwiek większym buncie. W reportażu uderzyły mnie dwie rzeczy szczególnie. Pierwsza powiązana z religią. W Polsce mamy pozytywny stereotyp buddyzmu... jednak jak widać na tym przykładzie jest to religia jak każda inna. Jej wyznawcy nie widzą problemu, by składać ofiary mnichom i pod pagodami... a potem bezlitośnie oszukiwać się na każdym kroku czy torturować więźniów politycznych. Prowadzić czystki etniczne. Tutaj dodam, że nie podobało mi się szukanie przez autora chrześcijańskich analogii. Przełożony świątyni to "opat" nie "przeor". W buddyzmie nie funkcjonuje "ekskomunika", mnisi mogą odmówić przyjmowania ofiar lub sprawowania obrzędu. Nie mogą wykluczyć ze wspólnoty. Te analogie bardziej zaciemniają obraz niż go wyjaśniają. Druga rzeczą, która mnie poruszyła to jak łatwo można przejść drogę od bohatera do zera... na przykładzie Aung San Suu Kyi. Może nie do zera absolutnego... jednak bardzo blisko. W opiniach ktoś szukał analogii do Polski. Może i jest, moim zdaniem delikatna i mglista, odnosząca się raczej do postaw ludzkich niż polityki. W 2007 roku manifestowałem na placu Solidarności w Szczecinie swoje poparcie dla "Szafranowej rewolucji". Przyszło tylko 10 osób...
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Wnuki Jozuego Paweł Smoleński
Wnuki Jozuego
Paweł Smoleński
Wnuki Jozuego Autor: Paweł Smoleński Moja ocena: 8/10 Po tę książkę sięgnąłem z pewną rezerwą, mając w pamięci wcześniejszą publikację autora, Syrop z piołunu, która wydała mi się kompletną pomyłką. Tym razem jednak spotkało mnie pozytywne zaskoczenie. Wnuki Jozuego to reportaż dopracowany, prowadzony w sposób wyważony, chociaż momentami można odnieść wrażenie, że nieco mocniej przechyla się w stronę izraelskiej perspektywy. Uważam jednak, że jest to zrozumiałe i w wielu miejscach wręcz potrzebne, aby lepiej uchwycić lokalny punkt widzenia. Książka okazała się dla mnie wartościowa – pozwoliła mi lepiej zrozumieć optykę zarówno Izraelczyków, jak i Palestyńczyków, a także odpowiedziała na wiele pytań, które stawiałem sobie już od dawna. To publikacja pełna trudnych emocji, ale jednocześnie napisana w sposób przystępny, bez niepotrzebnego patosu. Smoleński potrafi oddać głos swoim rozmówcom i poprzez ich historie ukazać skomplikowaną mozaikę konfliktu bliskowschodniego. Choć książka została wydana w 2019 roku, wciąż pozostaje niezwykle aktualna. Patrząc z perspektywy 2025 roku, daje narzędzia do lepszego rozumienia współczesnych wydarzeń w Strefie Gazy i szerszego kontekstu izraelsko-palestyńskiego sporu. To publikacja, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu zainteresowanemu Bliskim Wschodem – rzetelna, angażująca i zmuszająca do refleksji. ** 22:58 * 05.09.2025 * 79/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 8 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004