Mroczna materia

Okładka książki Mroczna materia
Garfield Reeves Stevens Wydawnictwo: Rebis horror
338 str. 5 godz. 38 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Dark matter
Data wydania:
1992-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1992-01-01
Liczba stron:
338
Czas czytania
5 godz. 38 min.
Język:
polski
ISBN:
8385202854
Tłumacz:
Olga Netz
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mroczna materia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mroczna materia

Średnia ocen
6,2 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
86
85

Na półkach:

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta książka, WOW :) Może to temu, że zdawałem fizykę na maturze ;) Zaczyna się bardzo mocno i obawiałem się, że jak tak będzie dalej to wymięknę, ale na szczęście było już normalniej. Co tu dużo pisać, książka bardzo wciąga i nie pozwala, żeby ją odkładać, jest jakaś magnetyczna i grawitacyjna ;) Tematyka jest dla mnie bardzo interesująca, główny bohater intrygujący, cała reszta aż tak bardzo mu nie ustępuje. Na pewno książka ta na długo zapadnie mi w pamięci.

PS Książkę prawie w całości przeczytałem na urlopie w Chorwacji w ciągu tygodnia.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta książka, WOW :) Może to temu, że zdawałem fizykę na maturze ;) Zaczyna się bardzo mocno i obawiałem się, że jak tak będzie dalej to wymięknę, ale na szczęście było już normalniej. Co tu dużo pisać, książka bardzo wciąga i nie pozwala, żeby ją odkładać, jest jakaś magnetyczna i grawitacyjna ;) Tematyka jest dla mnie bardzo interesująca,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Mroczna materia na półkach głównych
  • 30
  • 28
  • 1
23 użytkowników ma tytuł Mroczna materia na półkach dodatkowych
  • 15
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Mroczna materia

Inne książki autora

Okładka książki Worlds in Collision Garfield Reeves Stevens, Judith Reeves Stevens
Ocena 7,0
Worlds in Collision Garfield Reeves Stevens, Judith Reeves Stevens
Okładka książki Icefire znaczy zagłada Garfield Reeves Stevens, Judith Reeves Stevens
Ocena 6,1
Icefire znaczy zagłada Garfield Reeves Stevens, Judith Reeves Stevens
Okładka książki Quicksilver znaczy śmierć Garfield Reeves Stevens, Judith Reeves Stevens
Ocena 6,4
Quicksilver znaczy śmierć Garfield Reeves Stevens, Judith Reeves Stevens
Okładka książki Opowieści z kantyny Mos Eisley Kevin J. Anderson, Doug Beason, David Bischoff, Ann Carol Crispin, Kenneth C. Flint, Barbara Hambly, Rebecca Moesta, Daniel Keys Moran, Jerry Oltion, Garfield Reeves Stevens, Judith Reeves Stevens, Jennifer Roberson, Michael Shayne Bell, Kathy Tyers, Martha Veitch, Tom Veitch, Dave Wolverton, Timothy Zahn
Ocena 6,7
Opowieści z kantyny Mos Eisley Kevin J. Anderson, Doug Beason, David Bischoff, Ann Carol Crispin, Kenneth C. Flint, Barbara Hambly, Rebecca Moesta, Daniel Keys Moran, Jerry Oltion, Garfield Reeves Stevens, Judith Reeves Stevens, Jennifer Roberson, Michael Shayne Bell, Kathy Tyers, Martha Veitch, Tom Veitch, Dave Wolverton, Timothy Zahn
Garfield Reeves Stevens
Garfield Reeves Stevens
Garfield Reeves-Stevens pisze wraz z żoną. Napisali wspólnie kilka książek, zarówno wewnątrz, jak i bez Star Trek i działali jako executive redaktorów historia i koproducentów w czwarty sezon serialu " Star Trek: Enterprise.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Axeman nadchodzi John Farris
Axeman nadchodzi
John Farris
Bardzo szczególna książka, śmiały eksperyment literacki, przez większość lektury fascynujący, pod koniec z kolei mocno konsternujący dziwacznym,trudnym do zrozumienia finałem. + Podczas awarii prądu w Nowym Jorku w windzie biurowca uwięziona zostaje Susan Hill, uzdolniona artystka plastyczna. W młodości dziewczyna przeżyła straszliwą traumę, cała jej rodzina została brutalnie zamordowana przez szalejącego z siekiera psychopatę (tytułowego Axemana). Teraz, w ciemności martwej windy koszmar powraca a w umyśle Susan odtworzone ze szczegółami zostają wszystkie chwile tragedii. W tym samym czasie na drugim końcu miasta niepokoi się jej partner, oczekujący nadaremnie spotkania z Susan. Nie mając odpowiedzi z biurowca, do którego dzwonił, rusza na pomoc przez zalany deszczem Nowy Jork. Towarzyszy mu w drodze......Ernest Hemingway (sic!!!), albo jego duch (?). Obaj w końcu docierają do zamkniętego na głucho budynku. W środku czeka na nich największa tajemnica... + "Axeman Nadchodzi" to duże wyzwanie dla czytelnika. Po pierwsze, powieść wymyślona została jako lektura na jedno posiedzenie - wyraźnie pisze o tym sam Farris we wstępie. Przez to nie jest ona formalnie podzielona na rozdziały - to, pozornie, nieprzerwana opowieść. W rzeczywistości punkty przestankowe są widoczne, gdy narracja przeskakuje pomiędzy wspomnieniami masakry sprzed lat, panicznymi myślami uwięzionej w windzie Susan, oraz jej coraz bardziej zaniepokojonym przyjacielem, niemniej faktycznie czytać trzeba raczej zdecydowanie, to nie jest lektura do odkładania na półkę i smakowania jej długimi dniami. Po drugie, autor śmiało korzysta z różnych bajerów warsztatowych. Narracja przeskakuje pomiędzy czasami, czasem mamy do czynienie ze strumieniem myśli, czasem chaotycznym wspomnieniem, czasem zaś coraz bardziej zwodzącymi czytelnika wizjami. No i najważniejsze - finałowe rozstrzygnięcie, szalona, wizyjna opowieść, naprawdę bardzo mocno mieszająca w głowie, wywołująca takie wielkie WTF ? Naraz złowroga, ale znakomicie opisana historia seryjnego mordercy, drobiazgowy opis jego bestialskich zabójstw, ustępuje miejsca pulsującemu stroboskopowymi błyskami wyobraźni i dzikimi kolorami zakręconemu strumieniowi świadomości i twórczej swobody zmierzającemu do niezrozumiałego choć intrygującego finału. "Axeman Nadchodzi" to książka bardzo ciekawa, warta poznania. Sam Farris to bardzo ważny autor grozy, taki zdecydowanie z górnej półki (w okładkowym blurbie Stephen King z charakterystyczną przesadą nazywa go największym mistrzem horroru). Phantom Press ponownie zaskakuje - to absolutnie żadna pulpa, a wysoka literacka jazda. Nierealne zakręcenie finałowe szczególnie powinno przypaść do gustu wielbicielom weird fiction. Przyznam, że z mojej, nieco bardziej przyziemnej perspektywy było ono trochę za trudne, stąd końcowa ocena nieco zjechała. Ale generalnie - naprawdę bardzo warto.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 7 6 lat temu
Wielkie sekretne widowisko Clive Barker
Wielkie sekretne widowisko
Clive Barker
Pełna rozmachu fabularnego i nieokiełznanej wyobraźni mieszanka dark fantasy i horroru, prezentacja możliwości twórczych i talentu Clive Barkera, ale jednocześnie ujawnienie słabości tkwiących w jego prozie; zapowiedź niebezpieczeństw i mielizn, które ujawnią się w niej w kolejnych latach. + Dwaj czarodzieje toczą przez dekady nieustające zmagania do dostęp do Quiddity, Morza Snów, nadwymiaru ukrytego za granicą ziemskiej rzeczywistości (Kosmosu). Po jednej z toczonych w przestrzeni bitew, złączeni w morderczym uścisku spadają i, otoczeni gwałtowną burzą, wbijają się w ziemię w pobliżu kalifornijskiego miasteczka Palomo Grove. Na miejscu ich upadku w ciągu nocy powstaje chłodne, czyste jezioro. Dzień później w jeziorze kąpie się czwórka młodzych dziewcząt. Opętane przez schowane w jeziorze duchy magów, dziewczęta gwałtownie usiłują zajść w ciążę. Jedna z nich, bezpłodna popada w obłęd, druga po urodzeniu dziecka morduje je i popełnia samobójstwo, trzecia po urodzeniu syna wyprowadza się do Chicago, czwarta, ta, która pozostała w Palomo Grove rodzi piękne bliźnięta, chłopca i dziewczynkę. Mija osiemnaście lat. Do Grove powraca z Chicago syn trzeciej dziewczyny, Howie Katz. W mieście poznaje bliźniaczkę, Jo-Beth; obydwoje zakochują się w sobie do szaleństwa od pierwszego wejrzenia. Ich uczucie wybucha nie tylko metaforycznie, doprowadza bowiem, dosłownie do wstrząsu tektonicznego uwalniającego z podziemi obu magów. „Zły” czarodziej, Jaffe (dżaff) zamierza otworzyć w rzeczywistości przejście do Quiddity, dobry chce uchronić krainę snu przed zbrukaniem, obaj zatem zaczynają gromadzić siły do dalszej walki. Dżaff potrafi przemienić ludzkie strachy w armię odrażających, obrzydliwych potworów zwanych terata, ten „dobry” - Fletcher dla przeciwstawienia się mocy dżaffa wykorzystuje ludzkie marzenia - hallucigenia. Ale gorzka prawda jest taka, że otępiali codziennością przedstawiciele klasy średniej z Palomo Grove bardzo rzadko o czymś marzą, natomiast każdy z nich skrywa w głębi duszy paskudne, mroczne lęki. W tym starciu Fletcher wydaje się bez szans, by zatem ożywić wyobraźnię growian, poświęca się w rytuale magicznego samospalenia. W rozpadlinie, która uwolniła obu magów, zginął znany komik telewizyjny zamieszkujący Grove. Dziennikarz tabloidu, który wraz ze swą przyjaciółką przybył do Palomo Grove, by napisać reportaż o życiu celebryty wkręca się na przyjęcie pożegnalne, które w jego posiadłości wydaje piękna wdowa. Nikt nie wie, że na przyjęciu pojawi się również dżaff z armią swych terata… + „Wielkie Sekretne Widowisko” to powieść graniczna. Zamyka ona wczesny, „angielski” okres jego twórczości, symbolizowany przez Księgi Krwi, Hellraisera czy Cabala, otwiera zaś czas rozbudowanych, opasłych powieści modern fantasy, próbujących zaadaptować drapieżną, nieokiełznaną fantazję Clive Barkera do standardów amerykańskiego rynku wydawniczego. Zacznijmy od wyjaśnienia dwu pojęć. „Plotter” (od „plot”- fabuły) to autor, który siadając do powieści ma ułożony jej konkretny plan, wszystkie wydarzenia są poukładane, i pozostaje mu tylko przelać wszystko na papier. Przeciwieństwem plottera jest „pantster” (od „pants”, spodni, które „wysiaduje” podczas pisania), autor siadający do pisania książki tylko z ogólną jej wizją w głowie, autor, który nie wie, dokąd go opowieść zaprowadzi. Pisząc „Wielkie Sekretne Widowisko” Barker prawdopodobnie oddał się właśnie sztuce improwizacji i swą powieść po prostu „wysiedział”. Jako punkt wyjścia obrał on historię Romea i Julii, opowieść o miłości dwojga bohaterów ze zwaśnionych stron fantastycznego konfliktu, ale w trakcie pisania okazało się nagle, że ci bohaterowie są zupełnie nieciekawi, ,i ta, w zamyśle, Wielka Amerykańska Love Story, nie ma w sobie pary i energi, a na dodatek ze strony na stronę tracić zaczął na atrakcyjności wątek demonicznego dżaffa. I nagle powieść została przejęta przez innych bohaterów, pojawiły się inne wątki, inne przestrzenie fabularne, inni villaini a wraz z nimi apokaliptyczne zagrożenia i Kosmiczny Horror (Iad Uroboros - a co!). Podejrzewam, ze z zaskoczeniem dla samego Barkera. Barker generalnie lepiej wypada w krótkich formach, gdzie główną rolę odgrywa jego niezwykła wyobraźnia, umiejętność kreowania szokujących obrazów i efektów, mogąca z całą mocą uderzyć w czytelnika. Do pisania dużych powieści obok wyobraźni konieczne są jednak również dyscyplina i techniczna sprawność narracji, a z tym Barker miewa czasami problemy. Ale „Wielkie, Sekretne Widowisko” - rozbudowane dark fantasy, z okazjonalnymi jump scare’ami i scenami rodem z ejtisowych horrorów z ery VHS potrafi, mimo pewnych mielizn i słabości fabularnych, mimo pretensjonalnych fragmentów ocierających się wręcz o grafomanię, na koniec uwieść czytelnika rozmachem i tym charakterystycznym barkerowskim drivem. Co ciekawe i potwierdzające teorię „pantsingu” Barker na właściwe koleiny trafia dopiero w trakcie opowieści. Na początku trochę irytują chaotyczne koncepty i taka, jakby „nieuporządkowana” wyobraźnia autora. Do tego dochodzi dość czerstwym stylem i kiepsko wykreowane postaci bohaterów. To ostatnie jest chyba jednak efektem świadomego założenia Barkera twórczego - Barkera nie interesuje człowiek jako osobowość, charakter, jego interesuje człowiek wyłącznie jako ciało. Być może Barker, pisząc Wielką Amerykańską Powieść Fantasy zamierzał rzucić wyzwanie Stephenowi Kingowi, ale, o ile potęgą wyobraźni dystansuje on mistrza z Maine, o tyle w opisie magii codzienności, w tym wciągającym czytelnika bajaniu, w snuciu opowieści jako takiej nie ma z Kingiem żadnych szans. Tam, gdzie King poleciałby na szeroko rozpostartych skrzydłach swego talentu, tam Barker wpada w poślizg i buksuje, ratując się tylko tylko co jakiś czas obrzydlistwami w rodzaju (tworzonych z kału i spermy) liksów. No ale nie w samym stylu rzecz. Liczy się jednak na koniec moc kreacji, intensywność fantazji. W tej z kolei Barker Kinga nokautuje. Warto dla porównania przywołać tu kingowską „Historię Lisey”, powieść niektórymi rozwiązaniami fabularnymi zdumiewająco podobną do „Widowiska”. O ile u Kinga jest rozlewna opowieść obyczajowa z genialnymi postaciami głównych bohaterów, tam u Barkera jest pulsujący energią i plot twistami kolorowy videoclip. Ostatni dobry Barker, i jednocześnie zapowiedź gorszych czasów. Parę lat później Barker napisał okropeczną, nudną jak flaki z olejem, niemożebnie rozdętą kontynuację „Widowiska” - „Everville”. Zapowiedział nawet część trzecią (całość miała się nazywać „Trylogia Sztuki”) ale litościwie porzucił ten pomysł. Niemniej „Widowisko” naprawdę warto. To - minor, ale jednak - classic, fantastycznej grozy.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 8 4 lata temu
Najciemniejsza część lasu Ramsey Campbell
Najciemniejsza część lasu
Ramsey Campbell
Jest to pierwsza książka z pogranicza thrilleru i horroru w moim dorosłym życiu. Zaczęłam ją czytać ponieważ na okładce znalazłam napis fantastyka, a nie lubię porzucać książek więc pomimo, że czasami zamykałam książkę bo dreszcze na karku były już nie do zniesienia to i tak dobrnęłam szczęśliwe do końca. Z początku lektura mnie nie porwała ale po jakimś czasie nawet wciągnęła. Z jedej strony fabuła wydaje się rozbudowana, choć osobiście czasami miałam niestety odczucie niedopracowania lub niedomówienia, które wynikało z mojej ludzkiej ciekawości. Dużym plusem jest fakt, że autor maniakalnie wplata w swoje opisy lat i naturę przez co nawet sam czytelnik może się poczuć jakby był w środku niego. Zakończenie pozostawiło mnie z lekkim niedosytem ponieważ został zamknięty pewien wątek, a nie (według mnie) cała historia. Pomysł na książkę był jak dla mnie całkiem nowy co może wynikać oczywiście z mojego braku obycia w literaturze z dreszczykiem ale i tak wiał dla mnie przyjemną nowością. Z jednej strony książka fajna ale z drugiej jak dla mnie zbyt ciężki kaliber ponieważ moja wyobraźnia po przeczytaniu nawet jednego rozdziału nie dawała mi potem spać. Nie mogę polecicić tej książki z czystym sercem fanom strasznych historii czy thrillerów ponieważ zbyt mało ich przeczytałam jednak jeśli ktoś szuka czegoś w tym stylu to wydaje mi się, że nie będzie zawiedziony. Jedyne co troszeczkę mi przeszkadzało w tej książce to dość nużace opisy (które miejscami można by nazwać istnie tolkienowskimi), które prawdopodobnie miały na celu zbudowanie napięcia, a mnie przyprawiały o ból głowy i robiły w niej tak duży mętlik, że czasami bałam się iż sama zwariuję.
lajcik_bajcik - awatar lajcik_bajcik
ocenił na 6 7 lat temu
Wilkołaki Whitley Strieber
Wilkołaki
Whitley Strieber
📖„Wilkołaki”(1978) – Whitley Strieber ✒️(…)” – Mój Boże, to takie… –Zabójcze?Tak, to zabójcza broń. Nie widziałem nic lepszego. Doskonały wytwór natury. – Podniósł ją . – Te długie palce są chwytne i bardzo sprawne. Pazur chowa się jak u kota. Piękne i bardzo dziwne. Potrząsnął głową. Tylko jedna rzecz tu nie gra. –To znaczy? –Coś takiego nie istnieje.” (…) Kojarzycie taki strach, który włazi Wam pod skórę. Powoduje że oglądacie się przez ramię i czujecie, że coś „tam” jest. Wy tego nie widzicie ale to coś Was doskonale? Dodatkowo jest szybkie, ponadprzeciętnie inteligentne, lata ewolucji stworzyły z tego czegoś zabójcę doskonałego i poluje właśnie na Ciebie. Przerażające co? A teraz, Wyobraź sobie, że jest ich cała sfora. Dwójka detektywów z Nowego Jorku, prowadzi sprawę zamordowania na Brooklińskim złomowisku dwóch policjantów. Zbrodnia wydaje się dość wyjątkowa, gdyż ciała zostały wypatroszone i prawdopodobnie częściowo zjedzone. Podejrzenie o napaść na policjantów przez grupę zdziczałych psów, wydaje się mocno naciągane. Ale bardzo pasuje jako wytłumaczenie brutalnej brodni lokalnym władzom. Nasi detektywi czują, że coś nie do końca jest ok, więc o pomoc proszą znajomego tresera psów, który ma dobrego znajomego w Muzeum Historii Naturalnej. Dochodzą bowiem do wniosku, że jeśli faktycznie komuś udałoby się wytresować psa tak, aby zaatakował, wypatroszył i zjadł człowieka, to musiałby to być cholernie duży pies. Koniec zajawaki. To jedyna jak dotąd książka którą przeczytałam trzy razy. Chciałam sprawdzić, czy wywołuje u mnie podobne ciary jak w czasach liceum. Ponownie sięgnęłam po nią będąc już „starszą” nastolatką. I ostatni raz tydzień temu, jako sposób na zabicie styczniowej chandry. Udało się. Przyznaję, że kiedy czytałam ją w liceum, byłam nią zarówno zafascynowana jak i przerażona. Z czasem (dość długim), traci trochę na wrażeniu. Być może to wina znanej fabuły albo trochę już teraz trącającego myszką zachowania policjantów z tamtych lat. Relacja romantyczna między głównymi bohaterami, seksistowskie odzywki, szowinizm. Na szczęście to wszystko nie dominuje tutaj, a relacje między bohaterami okazują się tylko kołem napędowym dalszych zdarzeń i ich motywacji. Ale jedno się nie zmieniło i to to sprawia, że polecam tę książkę jako niezły dreszczowiec (nie, nie horror). Napięcie jest budowane powoli. Na początku dostaje się dawkę politycznych rozgrywek, ukręcania sprawie łba, bo wybory, bo opinia publiczna itp. W tle „umoczeni” policjanci. Ale powoli, wraz z doświadczonymi policjantami, dochodzimy do wniosku, że coś jest na rzeczy. I wraz z nimi zaczynamy odczuwać niepokój, tylko nie do końca wiadomo przed czym. I to właśnie jest najbardziej przerażające. Ta tajemniczość, brutalność i bezwzględność przeciwnika. I kiedy w końcu dochodzeniowcy odkrywają o co chodzi, i jak niewielkie mają szanse z czymś co przez lata ewolucji polowało i egzystowało tuż obok ludzi, autor opowiada nam, o czym ten przeciwnik myśli, jak poluje, jakie są jego motywacje, co dokładnie zamierza. I zaczyna się polowanie. Dreszczowiec w starym stylu, który wciąż powoduje że reagujesz na szelest krzaków, zimnym potem na plecach. Moja nieobiektywna ocena: 6/10
Barbara-GabiKłaczek - awatar Barbara-GabiKłaczek
ocenił na 6 2 miesiące temu
Cabal. Nocne plemię Clive Barker
Cabal. Nocne plemię
Clive Barker
Bawiłem się przy "Cabalu" lepiej niż znakomicie - brak subtelności, z jakim Barker kreśli komunę żyjących pod ziemią potworów, jest dla mnie więcej niż ujmujący. Jest to metafora czytelna dla każdego, kto czuł lub czuje się wyalienowany ze społeczeństwa, zmuszony do odwrotu, do tworzenia własnej odizolowanej społeczności. Barker pisze w sposób szczególnie konsekwentny: przedstawiciele instytucji społecznych nieodmiennie prezentowani są jako bezduszne dupki (czasami tępe bezduszne dupki), a potwory to zranieni przez nich ludzie, którzy muszą nie tylko zaakceptować swoją "potworność" i zacząć kochać siebie, ale i ocalić swoje dziedzictwo i kulturę. Barker - homoseksualista, pisarz specjalizującego się w transgresywnym horrorze, reżyser doświadczony w bojach o artystyczną uczciwość - pisze to wszystko prostolinijne i wiarygodnie. "Cabal" rozchodzi się jednak w szwach od licznych wątków, postaci i intensywnej akcji. Ma wiele problemów narracyjnych, ale największy z nich jest jednocześnie najłatwiejszy do naprawienia. Końcówkę czyta się jak zaczątek pod serię powieści, a nie finał samodzielnego utworu. Nie trzeba byłoby dużo wysiłku, by to zmienić, choć oczywiście nie dziwi mnie, że Barker nie wraca po latach do "Cabala". Było w jego karierze wiele sukcesów, które zupełnie tę powieść przyćmiły, a porażka adaptacji filmowej mogła zostawić po sobie niesmak.
Rogi - awatar Rogi
ocenił na 7 3 lata temu
Zaułek zła Barry Graham
Zaułek zła
Barry Graham
Z książką Barry Grahama miałem przyjemność spotkać się już wcześniej i mimo tego nie byłem za bardzo zawiedziony tym co otrzymałem. Nieduża powieść jaka została w Polsce wydana i po którą sięgnąłem kolejny raz, aby przypomnieć sobie o czym była. Po takich horrorach nie spodziewam się większych cudów, bo zazwyczaj dostarczają niezłej rozrywki i są miłą odskocznią od czegoś ambitnego. Redaktor jednego z gazet jest świadkiem makabrycznego znaleziska, które podsuwa mu gotowy temat. Zaintrygowany postanawia dociec prawdy i niestety jest to dopiero początek koszmaru. W mrocznej dzielnicy Glasgow czai się coś złego. Książka Zaułek zła w początkowych rozdziałach przypomina bardziej powieść obyczajową. Sam bohater przypomina bohatera romansu, który nie przepuści okazji względem podrywu dziewczyn, choć ma swoją narzeczoną. Decyzje jakie podejmuje mają swoje konsekwencje. Później wkrada się w to wszystko pomału coś dziwnego i przerażającego. Pojawiają się tajemnicze i makabryczne zbrodnie, atmosfera czasami się zagęszcza i tak jakoś od połowy historia skręca w stronę horroru, gdzie wszystko może się zdarzyć. Autor początkowo serwuje czytającemu nie wymagającą powieść obyczajową połączoną z romansem. Ten wątek może nie zaskakuje czymś odkrywczym, ale został poprowadzony dobrze i tylko na początku czasami pojawiały się pewne niedociągnięcia. Później zaczyna robić się ciekawie. Relacje poszczególnych bohaterów wypadły poprawnie i nawet dialogi nie przeszkadzały. Same postacie stworzone przez autora są nieźle nakreślone, ale nie spodziewałem się jakiegoś szału jeśli wziąć pod uwagę długość powieści. Nie brakuje w historii dawki makabry i krwawych szczegółów na początku, bo później różnie z tym bywało. Trzeba jednak przyznać, że Barry Graham nie żałuje czytelnika i opisuje nieraz w obrazowy sposób sceny pełne makabry, które pojawiają się czasami. Jeśli chodzi o mroczny klimat to w pierwszej części książki pojawia się sporadycznie. Najlepiej wypada druga część książki, gdzie pomału dzięki dziwnym wydarzeniom atmosfera zaczyna się zagęszczać i cały czas towarzyszy czytającemu dreszczyk niepokoju. Sam finał powieści spodobał mi się. Autor w tym przypadku miesza konwencje krwawego horroru z takim nastawionym na gęstniejący klimat i okrasza to wszystko dawką obyczajowości. Książka Zaułek zła posiada akcje lecącą do przodu i wydarzenia toczą się błyskawicznie. Nie ma jakiś zastojów i dlatego nie nudziłem się. Kiedyś już czytałem jak wspominałem, ale po powtórnym przeczytaniu nadal uważam ją za niezły rozrywkowy horror przypominający takie klasy b i pulpowe, gdzie najważniejsze było dostarczenie rozrywki i dawki makabry niż bycie ambitniejszą lekturą. W tym przypadku sprawdza się dobrze i nie zmarnowałem czasu pomimo sięgnięcia po niego. Oczekiwania wobec Zaułka zła miałem nie duże, ale otrzymałem całkiem dobry horror nie pozbawiony pewnych wad, ale jednak w swojej klasie jaką jest przeczytanie czegoś niezobowiązującego wypadł ciekawie. Zawiązanie historii, sam środek i zakończenie przypadły mi do gustu. Połączenie obyczajówki, krwawego horroru i takiego klasycznego bardziej klimatycznego sprawiło, że jestem zadowolony z sięgnięcia po nią. Książka nie jest długa i to jej zaleta ze względu na możliwość przeczytania w jeden wieczór. Na pewno kiedyś po nią ponownie sięgnę, bo mam po pierwsze sentyment do niej i takich książek, a po drugie lubię nieraz przeczytać horrory klasy b nastawione na rozrywkę. Książkę mogę polecić miłośnikom horroru i niezłej lektury, która ma być odskocznią po czymś ambitniejszym lub jako umilająca lektura do podróży.
Magnis - awatar Magnis
ocenił na 6 8 lat temu
Nemesis Shaun Hutson
Nemesis
Shaun Hutson
Jedna wielka orgia makabry, przemocy i seksu. Ale co tam. Lubię takie książki. Świetna jest fabuła. Mroczne, nieetyczne eksperymenty, dzieci o morderczych skłonnościach to jest coś co w takich książkach zawsze cenie. Książka opowiada o małżeństwie któremu dwójka zwyrodnialców zamordowała córkę. Na małżeństwo spadają też inne kłopoty natury małżeńskiej. Ostatecznie wyprowadzają się oni do miejscowości Hinkston. Tam dzieją się dziwne rzeczy z dziećmi. Dzieciaki w miejscowości wykazują sadystyczne skłonności, malują makabryczne rysunki, torturują zwierzęta (sic!) itp. Jednak prawdziwy koszmar zaczyna się gdy Sue decyduje się podać dziwnemu zabiegowi sztucznego zapłodnienia. Akcja książki jest prowadzona w ciekawy sposób. Już na samym początku mamy pokazane jak wyglądały eksperymenty z przyśpieszaniem rozwoju embrionów, w latach 40 XX wieku. Sceny eksperymentów przeplatają się z czasami współczesnymi pokazującymi perypetie małżeństwa i scenami krwawych morderstw w Hinkston. Wszystkie wątki są prowadzone ciekawie, a zakończenia historii nie sposób przewidzieć. A końcówka, dynamiczna i pełna ciągłego napięcia jest genialna. Książka zawiera na prawdę dużą dawkę wszelkiej makabry, przemocy, wyuzdanego seksu. Czasami czułem się tym nieco przytłoczony, niemalże tak jak czytając twórczość Edwarda Lee. Nie jest to typowa B klasowa pulpa, gdzie choć pojawia się, przemoc i golizna to nawet jak się człowiek skrzywi, przy jakiejś scenie to i tak ma się banana na ustach. Całości bliżej do prozy ekstremalnej, niż do radosnej twórczości Smitha, czy innych mu podobnych. Żeby nie było tak różowo, a raczej czerwono :)Książka ma też wady. Czasem denerwują zachowania bohaterów. Ich działania bywają często głupie i podejmowane od czapy. Np. gdy mąż Susan próbuje dopaść na własną rękę mordercę ich dziecka. Rozumiem że gość nie jest żadnym detektywem, ani policjantem, ale do zlinczowania morderców i gwałcicieli swojej córki powinien się konkretnie przygotować. Zwłaszcza że gość wie że bandytów było dwóch. Logiczne zatem jest że wiedząc jak wygląda jeden z nich, to powinien próbować od razu wyśledzić tego drugiego psychopatę, a następnie przystąpić do działania. Zamiast tego facet gania po mieście, za niebezpiecznym zwyrodnialcem, aż ten wyląduje na torach. Genialna robota, nie? Ten wątek jest w całości durny i jak dla mnie można by go zastąpić go kolejnymi eksperymentami na Embrionach, lub scenami morderstw dokonywanymi przez dzieciaki w Hinkston. Ogólnie postać męża Susan jest maksymalnie durna i odpychająca. I to nie jest głupota która jest bynajmniej zabawna, jak w twórczości Smitha. Gdzie gburowaci, przerysowani, nierzadko durni bohaterowie byli fajni i pocieszni w tych swoich wyskokach. Tej postaci nie da się lubić za nic w świecie. O ile Susan da się jeszcze po ludzku zrozumieć, że po śmierci dziecka obsesyjnie pragnie mieć drugie. To jego zachowania nikt nie zrozumie nigdy i niech tak zostanie. Ogólnie świetna powieść grozy, z pogranicza horrory ekstremalnego i literatury klasy B. Kto lubi takie klimaty i ma silny żołądek będzie w niebo wzięty. Inni cóż... To książka nie dla nich. :)
Marcin Fryncko - awatar Marcin Fryncko
ocenił na 8 6 lat temu
Imperium lęku Brian Stableford
Imperium lęku
Brian Stableford
Na którejś z wyprzedaży garażowych wpadło mi w łapska "Imperium Lęku". Patrząc po okładce spodziewałem się hektolitrów posoki, flaków, płaskich do bólu postaci i niewiarygodnej , infantylnej fabuły. Tymczasem spotkała mnie niezła niespodzianka... Fabuła rozgrywa się na przestrzeni wielu lat i łączy fakty historyczne z wątkami nadprzyrodzonymi. Oto Wampiry rządzą światem, strzegąc zazdrośnie tajemnicy swej potęgi, jednak na swój sposób koegzystując z rodzajem ludzkim. Tu pojawia się Noell Cordery, który kontynuuje badania swego ojca, pragnącego posiąść tajemnicę nieśmiertelności, by móc wreszcie stawić czoło wampirzej potędze. W wyniku niesprzyjających okoliczności ląduje on w Afryce, gdzie po namowie swojego mentora Quintusa i pirata Langoisse'a postanawia ruszyć wgłąb czarnego lądu, by odnaleźć kolebkę wampiryzmu. W zasadzie od pierwszych stron okazuje się że okładka to tylko zmyłka. Książce bliżej do powieści przygodowej, bowiem blisko połowę jej objętości stanowi opis wędrówki przez czarny ląd i towarzyszących temu tajemniczych rytuałów plemiennych. Swoją drogą trzeba się nieźle skupić, by nie pogubić się w skomplikowanym nazewnictwie. Autor wyraźnie chciał spłodzić coś ambitniejszego, niż tylko kolejny horror o wampirach. I moim zdaniem mu się to udało. Może to kwestia wieku, może upodobania, ale rozległe opisy i dłużyzny aż tak mi nie przeszkadzały i nie zniechęcały do porzucenia lektury w trakcie czytania. Ta książka okazała się być tak inna od tego co oczekiwałem, że z każdą stroną moja ciekawość rosła i nie mogłem się doczekać co dalej Brian Stableford wymyśli. Przyznaję bez bicia, nie jest to lektura dla wszystkich. Wiele osób się od niej odbije, znudzi i nie dotrwa do końca. Mi się jednak udało i nie żałuję. Bardzo mi się podobało przedstawienie głównego bohatera, który jest prawdziwym człowiekiem z krwi i kości. Nie ma na wszystko gotowych odpowiedzi, świadom jest swoich ułomności i słabości, nie wszystko zawsze idzie zgodnie z jego planem. Mimo iż jego działaniom przyświeca szczytna idea, to on sam nie jest przekonany co do prawości swoich poczynań i dręczą go potworne wyrzuty sumienia. Dość zaskakujące, jak na tani horror. Reasumując: Określiłbym książkę jako "historyczny horror przygodowy", niestety momentami nazbyt rozwleczony, ale w ogólnym rozrachunku przyzwoity.
FanAtyk84 - awatar FanAtyk84
ocenił na 6 3 lata temu

Cytaty z książki Mroczna materia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mroczna materia