rozwiń zwiń

Mity hebrajskie

Okładka książki Mity hebrajskie
Robert GravesRaphael Patai Wydawnictwo: Cyklady językoznawstwo, nauka o literaturze
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
językoznawstwo, nauka o literaturze
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Hebrew myths: The book of Genesis
Data wydania:
1993-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1993-01-01
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
83-86859-70-9
Tłumacz:
Regina Gromacka
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mity hebrajskie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mity hebrajskie

Średnia ocen
7,2 / 10
86 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
712
93

Na półkach: ,

Warto przeczytać tę książkę choćby po to, żeby dowiedzieć się, jak kształtowało się wyobrażenie Hebrajczyków na temat Jahwe, ile z tego przetrwało w judaizmie i chrześcijaństwie, a co omal nie zginęło w mrokach dziejów. I co powraca do nas raz po raz w popkulturze. Konstrukcyjnie (i koncepcyjnie) książka przypomina "Mity greckie" tego samego autora. Trudno mi ocenić wartość merytoryczną - Graves to Graves, trzeba wziąć na to poprawkę. Jedno jest pewne - potrafi sprawić, że umrze się dla świata na parę wieczorów ;)

Warto przeczytać tę książkę choćby po to, żeby dowiedzieć się, jak kształtowało się wyobrażenie Hebrajczyków na temat Jahwe, ile z tego przetrwało w judaizmie i chrześcijaństwie, a co omal nie zginęło w mrokach dziejów. I co powraca do nas raz po raz w popkulturze. Konstrukcyjnie (i koncepcyjnie) książka przypomina "Mity greckie" tego samego autora. Trudno mi ocenić wartość...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

419 użytkowników ma tytuł Mity hebrajskie na półkach głównych
  • 295
  • 119
  • 5
60 użytkowników ma tytuł Mity hebrajskie na półkach dodatkowych
  • 44
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Mity hebrajskie

Inne książki autora

Robert Graves
Robert Graves
W młodości uczestniczył w pierwszej wojnie światowej, został ciężko ranny w bitwie nad Sommą. Pierwsze swe utwory stworzył w czasie I wojny światowej "Over the Brazier" (1916). Studiował filologię i historię w Oksfordzie. W latach 1926–1927 wykładał literaturę angielską na uniwersytecie w Kairze, w 1932 zamieszkał na Majorce. W latach 1961-1966 był profesorem uniwersyteckim w Oksfordzie. Początkowo, jeszcze jako student, pisał wiersze nastrojowe, bliskie poezji ludowej, doświadczenia pierwszej wojny światowej sprawiły, że jego poezja nabrała głębi i treści – zaczął pisać także wiersze wojenne. Popularność zdobył dzięki powieściom historycznym, głównie z czasów starożytnych: Ja, Klaudiusz (1934), Klaudiusz i Messalina (1934), Córka Homera oraz opracowaniom dotyczącym mitologii: Mity greckie (1955) (wydanie polskie: Państwowy Instytut Wydawniczy 1967, 1982) i Mity hebrajskie (1964). Jest autorem realistycznych poezji wojennych, następne jego utwory odznaczają się grą wyobraźni z dziwactwem, późniejsze w stylu szkoły neo-intelektualistycznej albo neo-metafizycznej. Na odrębną wzmiankę zasługuje jego autobiografia wojenna: Wszystkiemu do widzenia (1929) i jej ciąg dalszy But It Still Goes On (1930). Opublikował m.in. także powieść satyryczno-obyczajową Brązowa Antigua (1936).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyprawy wikingów Farley Mowat
Wyprawy wikingów
Farley Mowat
Wyprawy Wikingów. Dawni Normanowie w Grenlandii i Ameryce Północnej Autor: Farley Mowat Moja ocena: 8/10 „Wyprawy Wikingów” to niezwykle interesująca książka, ukazująca mało znane w naszej części Europy dzieje podróży Normanów do Grenlandii i Ameryki Północnej. Choć polskie wydanie pochodzi z 1972 roku, lektura wciąż pozostaje świeża – autor posługuje się językiem zrozumiałym, narracja jest wciągająca i pozbawiona naukowego nadęcia, które często potrafi znużyć czytelnika. Książka została podzielona na trzy główne części oraz aneksy, które stanowią duży atut publikacji. To właśnie one pozwalają czytelnikowi głębiej zrozumieć zarówno realia życia Normanów, jak i sam kontekst wielkich wypraw oceanicznych. Dla mnie osobiście aneksy były jedną z najciekawszych części książki – nie tylko uzupełniały zasadniczą narrację, ale również nadawały jej dodatkową wiarygodność i szerzej rysowały obraz epoki. Na uwagę zasługuje sposób, w jaki autor odbrązawia postać Wikinga. Nie spotykamy tu utrwalonego w popkulturze wizerunku wojownika w hełmie z rogami, zapijającego się rumem, lecz ludzi odważnych, żądnych odkryć, a jednocześnie nieprzywiązujących się do nowo napotkanych ziem. Mowat pokazuje Normanów jako pionierów – podróżników, którzy stawiali czoło surowemu klimatowi, nieprzewidywalnym oceanom i trudom kolonizacji, często tylko chwilowej. Książka stanowi więc nie tylko opowieść historyczną, ale również refleksję nad ludzką odwagą, migracją i naturą odkryć. To publikacja, po którą zdecydowanie warto sięgnąć – zarówno ze względu na walory literackie, jak i bogactwo wiedzy, którą przekazuje. ** 23:23 * 02.10.2025 * 88/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 8 6 miesięcy temu
I człowiek stworzył bogów... Pascal Boyer
I człowiek stworzył bogów...
Pascal Boyer
Świetna książka! Autor stara się wyjaśnić, odwołując się do antropologii, historii, psychologii powstanie religii ale także innych wierzeń w byty nadprzyrodzone. Bardzo ciekawa treść i świetnie mi się słuchało, niektórzy komentują że chaos, że coś, ja zupełnie tego nie odczułem. Jedna z najciekawszych książek przeczytanych ostatnio! Tłumaczy dlaczego w pewne rzeczy ludzie wierzą częściej, a w inne nie, tłumaczy że idee nadprzyrodzone są sprzeczne z jednym z oczekiwań, ale aktywują systemy kojarzeniowe (pdf.str.79) i jak to wszystko dokładnie działa... Autor analizuje te systemy, kiedy jakieś stwierdzenie nie ma sensu, a kiedy jest nielogiczne i jaka jest różnica (i dlaczego to ważne)! Miałem tu pewne cytaty zaznaczone (str.80) ale teraz nie widzę sensu ich wklejania, musiałbym zacytować pół książki ;) to jest dobre, ale tylko w szerszym kontekście - przeczytać warto! Ale coś innego zacytuję: "Innymi słowy, można uważać, że adalo widzi wszystko, czego nie widzą ludzie, ale przytoczony przykład dotyczy zachowań, które mogą mieć konsekwencje społeczne - ten, kto skala jakieś miejsce, ściąga niebezpieczeństwo na innych i musi dopełnić stosownych obrzędów. To, że ktoś pogwałcił to prawo, jest oczywiście informacją strategiczną. Kiedy ludzie wyobrażają sobie możliwość złamania zakazu, zostają pobudzone ich systemy kojarzeniowe odnoszące się do relacji społecznych. Kwajowie wierzą więc, że właśnie do tego typu informacji mają dostęp adalo. Być może są one niedostępne dla ludzi, ale nie dla istot nadprzyrodzonych. A oto inny przykład wskazujący na szczególny charakter informacji strategicznej. Batakowie z Malezji mówią, że szaman może przemienić się w tygrysa z ludzką głową, a także stać się niewidzialny. Z pewnością jest to wspaniały przykład cech, które przeczą naszym intuicyjnym oczekiwaniom, ale cech o konsekwencjach strategicznych. Stając się niewidzialny, szaman może latać, gdzie chce, i podsłuchiwać, co mówią ludzie. Na całym świecie tak właśnie wyobrażani są przodkowie i bogowie. Człowiek znajduje się w określonej sytuacji. Pewne informacje dotyczące tej sytuacji są strategiczne, to znaczy, pobudzają system kojarzeniowy relacji społecznych. Ludzie myślą też, że istoty nadprzyrodzone mają dostęp do wszystkich informacji strategicznych związanych z daną sytuacją, nawet jeśli oni sami nie mogliby ich zdobyć. (…) W każdej sytuacji, która niesie informację istotną z punktu widzenia relacji społecznych, ludzie zakładają, że istoty „o nieograniczonym dostępie strategicznym" dysponują tą informacją." (pdf.str. 95-96) - a informacje strategiczne są cóż... strategiczne ;) To znaczy ważne z punktu widzenia społecznego: to jest ważne kto z kim co robi (choćby dla rozmnażania ;) ) - naprawdę "człowiek działa" genialnie, nawet jeśli nieświadomie ;) Ale z informacjami strategicznymi wiąże się coś jeszcze: "Ze względu na znaczenie nieograniczonego dostępu do informacji strategicznej nie może dziwić, że w bardzo licznych społecznościach ludzie są ogromnie wyczuleni na sposób, w jaki inni postrzegają byty nadprzyrodzone. Świadomość, że otaczają mnie istoty tak doskonale poinformowane, może odmienić moje postępowanie. Jeśli inni myślą tak samo jak ja, ich postępowanie także się zmieni. Dlatego ich wyobrażenia są dla mnie niezwykle ważne. Ten aspekt religii jest niezrozumiały, jeżeli trwamy przy powszechnym przekonaniu, że bogowie i duchy są po prostu potężnymi istotami, zdolnymi przenosić góry, sprowadzać plagi albo obdarzać ludzi swoją przychylnością. Gdyby moc była ich podstawowym atrybutem, rozumielibyśmy, że mogą być bardzo ważne dla osób wierzących, ale nie widzielibyśmy powodu, aby starały się one dowiedzieć, czy te istoty mają równie duże znaczenie dla innych. Ten złożony argument poznawczy można by zapewne ująć prosto, mówiąc: „ludzie zakładają, że bogowie wiedzą, co jest ważne. Jeżeli informacja jest istotna, ludzie myślą, że bogowie ją znają". Ale tak lakoniczne stwierdzenie pomijałoby istotę problemu. Dla ludzi, choćby ze względu na przebieg ewolucji, ważne są okoliczności, które wpływają na relacje społeczne: kto co wie, kto o czym nie wie, kto i z kim co robił, kiedy i dlaczego. Istoty nadprzyrodzone nie są w zasadzie koniecznym elementem wyjaśnienia czegokolwiek, ale znacznie łatwiej stworzyć ich wyobrażenie, a ich „obecność" wzbogaca krąg możliwych skojarzeń, toteż bogowie i duchy bardzo zyskują w procesie przekazu kulturowego." (pdf.str.100) - nie wiem czy to tu tak jasno wybrzmiewa ale: jak Kowalski wierzy w takiego samego Boga, to tak jak ja zakłada, że ten Bóg będzie wiedział jeśli mnie oszuka, mogę więc ufać Kowalskiemu bardziej niż Iksińskiemu, który wierzy właściwie nie wiadomo w co - Iksiński jest podejrzany. Oczywiście to wszystko podświadomie, ale jest to niezłe wyjaśnienie czegoś, co zawsze uważałem za absurdalne (no bo czemu kogoś miałoby obchodzić w co wierzą inni? no to już wiem ;) ). I dalej o znaczeniu ceremonii (a zarazem to co pisałem wyżej): "Także ceremonie zaślubin są praktycznie uniwersalne, choć wszyscy wiedzą, że nic nie mogłoby przeszkodzić dwojgu dorosłym ludziom we współżyciu seksualnym i prowadzeniu wspólnego gospodarstwa, nawet gdyby nie przypieczętowali tego związku ślubem. I tym razem chodzi bardziej o normy niż o fakty. Skoro jednak tak jest, po co potwierdzać to wydarzenie obrzędem? Klasyczna odpowiedź antropologów - i moim zdaniem zmierzająca we właściwym kierunku - zwracałaby uwagę na fakt, iż takie wydarzenia, choć wydają się „prywatne", pociągają za sobą po ważne konsekwencje dla całej wspólnoty. Zaznaczmy, że większość społeczeństw ludzkich za dziwne uznałaby nazwanie narodzin czy ślubu mianem spraw „prywatnych". Ludzie, którzy mają dzieci, tworzą nową sytuację w zakresie zasobów i wymiany społecznej. Dzieci są największą inwestycją biologicznych rodziców, którzy nie poświęcają tak wiele uwagi żadnemu innemu człowiekowi. Gotowość do karmienia i otaczania opieką własnych, a nie cudzych dzieci, jest powszechną tendencją ludzką z oczywistych przyczyn ewolucyjnych. Naturalnie formy opieki, podobnie jak sposób wychowania potomstwa, mogą być bardzo różne w rozmaitych społecznościach. Mimo to charakter współpracy między ludźmi zmienia się, zależnie od tego, czy mają dzieci, jak liczne, w jakim wieku itp. (…) Analogiczny argument antropologiczny wyjaśnia, dlaczego także małżeństwo jest wydarzeniem społecznym. I tu szczegóły ceremonii bywają bardzo różne, w zależności od struktury rodzinnej, statusu mężczyzn i kobiet, niezależności kobiet i swoistych reguł wymiany matrymonialnej. Jednak potrzebę obrzędu odczuwają niemal wszystkie społeczności i niemal wszędzie musi przybierać on jak najokazalszą formę. Najprostszym i najtańszym sposobem jest robienie hałasu. Kiedy są po temu możliwości, o wydarzeniu daje się znać, także urządzając spektakl. Pogląd, że małżeństwo jest „prywatną" umową między dwojgiem ludzi, stanowi wyjątek, nie regułę. Każde małżeństwo stwarza bowiem układ, który zmienia sytuację reprodukcyjną grupy i eliminuje chore jednostki z grona potencjalnych partnerów, tworząc zarazem wspólnotę, w której seks, zaangażowanie rodzicielskie i współpraca ekonomiczna opierają się na stabilnym przymierzu. Oznacza to, że relacje każdego z małżonków, zarówno w sferze seksu, współpracy ekonomicznej, wymiany społecznej, jak i lojalności muszą zostać „dopasowane" do nowej sytuacji. Stwarza to problemy koordynacyjne. Po pierwsze, przy braku jednoznacznych sygnałów, nie wiadomo, kiedy pozostali członkowie grupy mieliby zmienić relacje z tymi osobami? Bo inni członkowie grupy muszą zmienić swoje postępowanie w tym samym czasie i w ten sam sposób. Jeżeli zaczniemy traktować nową rodzinę jak rodzinę, podczas gdy inni traktują jedno z małżonków jak osobę stanu wolnego, ryzykujemy „zmarnowaniem" okazji do przeżycia przygody seksualnej. Natomiast jeśli niesłusznie sądzimy, że od tej pory siły i dobra danej osoby będą przeznaczone przede wszystkim dla monogamicznego związku, możemy stracić okazję skorzystania z części tych dóbr. Dlatego trzeba wytyczyć ścisłą granicę między „przed" i „po", a także przyjąć konwencję, na mocy której grupa zmodyfikuje swoje zachowania z chwilą zawarcia małżeństwa. Nawet w Europie ludziom nastawionym skrajnie indywidualistycznie intuicja podpowiada, że to właśnie relacje społeczne czynią obrzęd ważnym." (pdf.str.146-147) - ma to sens! Nigdy nie patrzyłem na moralność przez pryzmat religii w ten sposób! A to przecież oczywiste jak tak przeanalizować. Zarazem podoba mi się bardzo jak kolejne tematy/aspekty wiary i religii w sposób naturalny następują po sobie, czy nawet się przenikają w tej książce! Ja tu nie widzę chaosu, zagadnienia są po prostu zbyt mocno ze sobą zazębione. Takie tam jeszcze inne krótkie cytaty: "Idee religijne są niepodważalne. Znacznie większego wysiłku wymaga ich analiza i odrzucenie niż akceptacja. W większości dziedzin kultury skłonni jesteśmy przejmować idee przekazywane nam przez innych. Religia nie stanowi wyjątku. Skoro wszyscy mówią, że zmarli krążą wśród żywych, i postępują, jakby to była prawda, łatwiej przyjąć tę wizję, choćby z niedowierzaniem, niż osobiście ją zweryfikować." (pdf.str.24) "Ludzie są religijni nie dlatego, że każą zamilknąć zdrowemu rozsądkowi oraz krytycyzmowi i akceptują niezwykłe stwierdzenia; każą zamilknąć krytycyzmowi, ponieważ pewne niezwykłe stwierdzenia stały się dla nich oczywiste." (pdf.str.25) "Nieszczęście jest jedną z najczęstszych sytuacji, w jakich ludzie odwołują się do bogów i przodków. Uważamy to za naturalne, ponieważ przyjmujemy szeroko rozpowszechnioną koncepcję związku idei religijnych z ważnymi wydarzeniami - bogowie i duchy mają ogromną moc, w tym moc sprowadzania lub powstrzymywania nieszczęść. Dotknięci nimi ludzie chcą za wszelką cenę zrozumieć, odzyskać poczucie bezpieczeństwa, a religia daje im to, czego pragną. I znowu scenariusz jest prosty - wypadki się zdarzają, a ludzie chcą zrozumieć dlaczego; religia daje im taką możliwość." (pdf.str.101) "Wyobrażenia bogów lub duchów zyskują zatem na znaczeniu ze względu na strukturę naszego poczucia moralności, które samo przez się nie potrzebuje ani jednych, ani drugich. Kiedy mówię o znaczeniu, mam na myśli fakt, że idee, kiedy już zaistnieją w kontekście moralnym, są zarazem łatwe do wyobrażenia i stanowią źródło licznych skojarzeń. Przykład: większość ludzi ma poczucie winy, gdy prowadzą się w sposób moralnie wątpliwy. Oznacza to, że bez względu na wymówkę, jaką sobie znajdą, intuicja może im podpowiadać, że istota nadprzyrodzona, znająca wszystkie elementy sytuacji, oceni, że postąpili źle. Sformułowanie tej intuicji w formie „to, co przodkowie myślą o moim postępowaniu" lub „jak Bóg osądzi to, co uczyniłem" pozwala na łatwiejsze wyobrażenie sobie czegoś niemal nieuchwytnego. Chociaż większość naszych intuicji moralnych jest oczywista, umyka nam jednak ich źródło, tkwiące w procesach myślowych, do których świadomość nie ma dostępu. Spojrzenie na te intuicje jak na punkt widzenia zewnętrznego obserwatora to najlepszy sposób, żeby zrozumieć, dlaczego je posiadamy. Ale to wymaga wyobrażenia istoty, która ma swobodny dostęp do ogółu informacji strategicznych." (pdf.str.113) "[Fundamentalizm] Jest wyrazem woli utrzymania szczególnego typu hierarchii, opartej na psychologii koalicji, dla której zagrożenie stanowi łatwość i bezkarność odstępstwa, a zatem wzrost prawdopodobieństwa, że do takich odstępstw będzie dochodziło. Można iść o zakład, że gdyby sądy wojenne okazywały wyrozumiałość wobec dezerterów i gdyby dowiedzieli się o tym żołnierze walczący na froncie, prześladowania i samosądy nad potencjalnymi dezerterami nasiliłyby się i stały bardziej ostentacyjne. Ta sama skłonność psychiczna tłumaczy zapewne, dlaczego niektórzy z nas posuwają się do skrajnego okrucieństwa w służbie swej koalicji religijnej." (pdf.str.174) "Fangowie powiadają, że u czarowników występuje dodatkowy narząd wewnętrzny w kształcie zwierzęcia, który nocą ulatuje, aby niszczyć plony lub zatruwać krew ludzi. Powiadają też, że czarownicy organizują co pewien czas huczne uczty, podczas których pożerają swoje ofiary i obmyślają kolejne ataki. Wielu Fangów potwierdziłoby, że przyjaciel przyjaciela widział na własne oczy, jak czarownicy przelatujący w nocy nad wioską na liściach bananowca rzucają urok na nieszczęśników, których sobie upatrzyli. Wspomniałem o tych i innych dość szczególnych wierzeniach podczas obiadu w Cambridge. Wówczas jeden z gospodarzy, znany katolicki teolog, zwrócił się do mnie, mówiąc: „To właśnie sprawia, że antropologia jest tak pasjonująca i tak trudna. Powinien pan podjąć próbę wyjaśnienia, jak ludzie mogą wierzyć w podobne niedorzeczności". Oniemiałem, słysząc te słowa, a zanim zdołałem zebrać myśli i odpłacić stosowną repliką, choćby banalnym przypomnieniem, jak łatwo dostrzega się źdźbło w oku bliźniego, nie widząc belki we własnym, rozmowa potoczyła się dalej. Bo chociaż pytanie „jak ludzie mogą wierzyć w coś takiego?" jest niewątpliwie uzasadnione, to odnosi się do wszystkich wierzeń i religii. Fangowie również nie mogli pojąć, że trzy osoby - będące w rzeczywistości jedną - pozostają zarazem trzema osobami lub że wszystkie nieszczęścia spadające na nas na tym padole łez dotykają nas z winy dwojga praprzodków, którzy przechadzając się po ogrodzie, zapragnęli posmakować nieznanego owocu. Każde z tych stwierdzeń można poprzeć wieloma zgodnymi z doktryną wyjaśnieniami, nie sądzę jednak, aby Fangom wydały się one bardziej przekonujące od samych opowieści." (pdf.str.175) (czytana/słuchana: 6-8.01.2026) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na 9 2 miesiące temu
Barbarzyńska Europa Karol Modzelewski
Barbarzyńska Europa
Karol Modzelewski
Na wstępie krótkie Ad vocem do niektórych przeczytanych poniżej opinii, jeśli ktoś po lekturze tej książki stwierdza, że autor podaje tylko kto ile i za co musi konkretną ilość solidów zapłacić to zdecydowanie nie załapał przesłania książki. Średniowiecze, a szczególnie to wczesne przez wiele lat uważane było za epokę ciemną, zacofaną, bez praw i reguł, gdzie wygrywał ten Pan, który najlepiej oddzielał mieczem głowę od tułowia swojego oponenta. Karol Modzelewski pokazuje, że wczesnośredniowieczna, barbarzyńska europa budowana była na silnej wspólnocie (nazywanej przez niego krewniaczą), ukazuje rozbudowane "barbarzyńskie" prawa i obowiązujące w tych wspólnotach zasady. Praktycznie każdy z większych barbarzyńskich ludów posiadał swoje prawo zwyczajowe, które później zostało również spisane na pergamin jak Lex Salica, Lex Ripuaria, Lex Burgundionum, Lex Longobardorum itd. K. Modzelewski w ciekawy sposób przedstawia jak kształtowała się sytuacja społeczna w określonych barbarzyńskich społecznościach/plemionach. Autor pokazuje przy okazji ogromny rozgardiasz jaki tam momentami panował pod względem tego, że w danym plemieniu możemy mieć "kilku królów, książąt, wodzów itp." Fakt, autor bardzo ciekawie to opisuje, korzystając z dokładnie znanych mu źródeł historycznych, natomiast brakowało mi pewnego usystematyzowania, może zachowania chronologii w tym momencie. Brakło ewentualnego odwołania do wcześniej ukształtowanych koncepcji/przemian (niektórych już przestarzałych co prawda ale ich wspomnienie zawsze pokazuje kierunki rozwoju badań) w systemach rządów barbarzyńskich społeczności: Volkskönigtum, Sakralkönigtum, Heerkönigtum. Generalnie autor w dobry sposób obrazuje, że nawet w tej "barbarzyńskiej" społeczności nikt nie mógł sobie pozwolić na wszystko, gdyż w tej krewniaczej wspólnocie krwii panują określone zasady, a ich złamanie będzie kosztowne nie tylko dla samego złoczyńcy ale i dla jego wspólnego kręgu. Pozycja na pewno potrzebna, bo zwraca uwagę nie tylko na germańskie plemiona i ich zasady, ale również na nasze społeczności słowiańskie oraz ich zasady i obyczaje. Książkę serdecznie polecam.
Daniel Janusz - awatar Daniel Janusz
ocenił na 9 3 miesiące temu
Historia Boga: 4000 lat dziejów Boga w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie Karen Armstrong
Historia Boga: 4000 lat dziejów Boga w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie
Karen Armstrong
Z treścią książki zapoznawałem się jeszcze chyba w ubiegłym wieku, kiedy to Historię Boga wydał Świat Książki. Tym samym opinia wybitnie warstwą mchu pokryta jeżeli chodzi o jej treść. Jedna z pierwszych publikacji na temat świata religii w tej akurat konstelacji którą miałem w ręku. Miałem w ręku i przeczytałem. To chyba z niej dowiedziałem się wówczas jak wiele łączy chrześcijan, modlących się przed Ścianą Płaczu i wyznawców Allaha. Oczywiście dostrzegłem też różnice, bo gdybym ich nie widział to zapewne udałbym się z pielgrzymką do Mekki. Po lekturze raczej niewiele zmieniłem w swoich relacjach z kościołem rzymsko-katolickim. Ani nie było lepiej, ani gorzej. Zresztą autorka chyba nie stawiała przed sobą zadań aby tego typu reakcje wywoływać u czytelnika. Książka kończy się rozdziałami opisującymi konsekwencje zauważalnej - szczególnie w świecie Zachodu - utraty wiary w Boga. I okazuje, że Armstrong nieźle opisała ( mimo, że książka miała swoją premierę w 1993 roku) to, co może dziać się w społeczeństwach, które w zasadzie przez aklamacje odrzuciły Boga, a perspektywy przed nimi się rysujące mogą być jeszcze bardziej opłakane. Książka raczej do czytania. Poza tym nosi znamiona obiektywnej, chociaż biografia autorki mogłaby sugerować, że kościół katolicki jest u Karen Armstrong podpadnięty. Po siedmiu latach podjęła bowiem decyzję o opuszczeniu klasztoru.
werblista - awatar werblista
oceniła na 7 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Mity hebrajskie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mity hebrajskie