Mówi się wśród społeczności, czy to dziennikarzy, lekarzy, czy zwykłych przeciętniaków z bloku z naprzeciwka, że sportowcy to nie ludzie. Że należy traktować ich, jako istoty ,,fizjologicznie lepsze”, stąd miano określania ich ,,tytanami ciężkiej pracy fizycznej". Bo samo w sobie niebywałe jest to jak ci profesjonaliści, ci zawodowi atleci żyją dla sportu, jak w imię swojej dyscypliny, wyrzekają się mnóstwa pokus życia codziennego, jak trwają w zapisanym w każdej komórce swego ciała sportowym zobowiązaniu i przykazaniu, które sobie powierzyli. Profesjonalni sportowcy, i nie muszą to być od razu ci okryci sławą, najlepsi – mistrzowie olimpijscy, Europy, czy Świata, lecz wszyscy ci traktujący sport nie tylko jako wysiłek fizyczny, w którym dążyliby do jak największego, najbardziej efektywnego doskonalenia fizjologicznego swojego ciała, ale i jako pracę, obowiązek, również, nie oszukujmy się, sposób zarabiania na życie – stanowią o przykładzie surowej, pierwotnej determinacji i zorientowania na cel, które istota ludzka może podjąć. Sportowcy to tego rodzaju osoby, potrafiące wyznaczać sobie cel w wyraźny, zaskakująco obsesyjny (raz przynosi to skutek pozytywny, inny razem negatywny) sposób: ponad wszystko kierować swe działania do osiągnięcia określonego w przyszłości rezultatu, najważniejszych wyznaczonych celów, jak konfrontacji psychologicznej i fizycznej samego z sobą i z innymi zawodnikami. Sportowcy to mistrzowie ciężkiej fizycznej pracy, wieczni pracusie, dla których bardzo ważne jest ciągłe doskonalenie się, jak np. poprawianie błędów technicznych danej dziedziny sportu, czy uczenie się na własnych porażkach, bo przecież człowiek uczy się przez całe życie, czyż nie?
Kto choć raz w życiu zasmakował choć na trochę zawodowego sportu, jak to było i w moim przypadku – wyczynowe trenowanie biegania długodystansowego, a wcześniej zawodowo pływania z lekkim liźnięciem triathlonu na studiach, stanowiło istotną częścią mojej wtenczas życiowej linii celów i aktywności, z tym że do intensywnego treningu wydolnościowego i do startu w zawodach, i poprawiania swoich wyników staram się wrócić, i w tym względzie nakierować na właściwą ścieżkę sportową po naprawdę solidnej przerwie – wie, że to tytaniczna, katorżnicza praca, z którą wiąże się pewne ,,zjawisko”, jak psychicznie wyobcowanie i wypaczenie – co służy, i raczej powinno, pozytywnym celom dla sportowca rzecz jasna. Oznacza to głównie skupienie się na swoich sportowych powinnościach, karierze i celach, przy jednoczesnym zdawaniu sobie sprawy z tego, że wokół ciebie też są inni ludzie: twoja rodzina, przyjaciele; że otaczają cię inne obowiązki, aktywności. Niewykluczone jest to, że tylko ludzie odpowiednio zmotywowani, nie uciekający od wyzwań w sferze psychicznej i fizycznej, potrafiący dotrzymać kroku narzuconym przez swój umysł ambicjom i priorytetom, ci mający teoretycznie ,,najmniej wad”, powstrzymujących ich od dojścia do bram sportowego punktu docelowego, stają się dominantą w swej dziedzinie sportu, wyznacznikiem jego kultury, również wzorem na którym będą chciały wychować się przyszłe pokolenia mistrzów sportu. Ta część mojej opinii tudzież poglądu, oparta jest na własnym, osobnicznym doświadczeniu w profesjonalnym sporcie, wiedzy o zawodowym ujęciu aktywności fizycznej, wychowania fizycznego i kulturze sportu. Sądzę również, podtrzymując swoje osobnicze podejście w tym względzie, że tylko te jednostki o największym talencie, te najbardziej pracowite, najlepiej ukształtowane i mocne psychicznie, zostają prawdziwymi gigantami w swej dyscyplinie sportowej lub szerszym zbiorze dyscyplin, gdyż bywa że zawodnik w ciągu całej swej kariery niejednokrotnie ją zmienia. W specyfice światowego sportu, co niezwykłe, tylko nieliczni z atletów - co rzeczywiście ciężko jest często ów fenomen wytłumaczyć - za czasów swego zawodowstwa staje się na oczach setek tysięcy, jak nie milionów miłośników sportu, prawdziwą legendą, ikoną, wręcz Bogiem i archetypem wszystkiego tego, co z istotą sportu jest związane - kimś kogo wyników i osiągnięć, sądzę, nawet możliwości fizjologicznych organizmu, długo albo wcale nikt nie będzie mógł osiągnąć, do których to poziomu dojścia, a gdzie dopiero zrównania się będzie można tylko pomarzyć. Tym, który z biegiem czasu, wraz z powoli w trakcie swej kariery sportowej, wyłaniającymi się coraz intensywniej dokonaniami w obrębie współzawodnictwa sprintów lekkoatletycznych dał się poznać jako ,,wybraniec”, jakby o jego nadejściu mówiło się od dawien dawna; tą odrębnością wśród sportowych znakomitości najszybszych ludzi na świecie, która mówiąc w dobrych intencjach i lekko żartobliwie, ,,przegoniła czas”, jest Usain Bolt. Jamajczyk z pochodzenia, wychowania; Jamajczyk duszą, z krwi i kości.
Mając do czynienia ze sportem wyczynowym, mimo iż nie w takiej skali jak ów król lekkoatletycznej bieżni, sam Usain Bolt, ciężko wręcz jest przejść obojętnie, zostawić to i odtrącając w zapomnienie, obok pewnej publikacji (o której być może wiele sympatyków lekkoatletyki nie wie) w formie w połowie reportażu biograficznego, w połowie albumu i encyklopedii, skupiającej się na ujęciu życia prywatnego i zawodowego Jamajczyka, opatrzonej znakomitymi fotografiami, wywiadami z ludźmi z rodzinnego podwórka tego sportowca, jego trenerami, kumplami. Tą publikacją jest mająca typową dla tego rodzaju literatury nazwę pozycja: "Usain Bolt. Autobiografia najszybszego człowieka na świecie – 9:58". A jej autorem oprócz przesympatycznego Jamajczyka, o którym mowa – bohatera pozycji – jest również Shaun Custis, co w tej sytuacji jest logiczne, zważywszy na dziennikarski dryg i sportowe doświadczenie pana Custisa. I to, co pierwsze rzuca się w oczy, mając w swych rękach tę oto wyjątkową publikację to jej zewnętrzna i wewnętrzna budowa, która sprawia wrażenie poukładanej, harmonijnej. Płaszczyzna okładek, co za tym idzie forma książki jest prawie że kwadratowa. Nie jest to cienkawa pozycja, ani wcale za duża, lecz w sam raz. Jest foremna, można by tu nawet ująć: ergonomicznie wykonana i mieszcząca się w dłoni. Na półeczce sportowego sympatyka będzie prezentować się bardziej jako połączenie reportażu, encyklopedii i albumu zdjęciowego, ot wszystkiego po trochu. Papier stronic pozycji jest dość dobrej jakości, lekko matowy i szorstki w dotyku, co w ogóle we współczesnej literaturze nie jest często u całej gamy wydawnictw spotykane; strony z kolei są tu zróżnicowane kolorystycznie, a zdjęcia nie nachalnie wtłoczone do tekstu - i te zarówno przy tekście, czy dominujące na całej przestrzeni kartek. Co trzeba przyznać, pod tym typowo ,,konstrukcyjnym" względem "9:58", to publikacja wręcz magiczna, intuicyjnie zaprojektowana, kusząca okazałymi tropikalnymi, etnicznymi dla Jamajki barwami, kolorem czcionki, które ją określają, którą ciekawie kontrapunktuje jej delikatny i normalny rozmiar; wabiąca czytelnika elementami dodatkowymi: dość szeroki kolarz fotografii z grafikami, tekstem, emblematami etc. Jest to wyraz zarówno profesjonalnego podejścia całego sztabu twórców autobiografii: grafików i projektantów, jej redaktorów również, do zbudowania jej fizycznej formy, ale i do sposobu pozostawienia w publikacji czegoś więcej: odciśnięcia śladu w jej kształtności, ,,głęboko uformowanego” odcisku ducha jamajskiej kultury, co wiąże się z pochodzeniem Usaina Bolta, miejscem jego treningów, zamieszkania, z tym, jak ta cudowna mała ojczyzna nakreśliła jego osobowość, jak wychowała, oraz jak nauczyła poruszać się w świecie różnych norm i zasad. Co istotne w omawianiu zewnętrznej i wewnętrznej fizyczności niniejszej pozycji, poddając się lekturze jej polskiego wydania, trzeba przyznać również: pracownicy rodzimego wydawnictwa SQN wykazali się pomysłowością i bystrością, dokładnie realizując to, co na pewno miało miejsce w oryginalnej wersji książki, trochę ją modyfikując.
Usain Bolt to geniusz, to arcymistrz lekkoatletycznych sprintów i niebywałego podejścia do kultury i idei sportu: nie jest może ono idealne, ale nikt oprócz niego nie traktuje ciężkiej sportowej pracy i współzawodnictwa zarówno poważnie jak i jednocześnie bardzo naturalnie, jakby się wiedziało, że się do danej dyscypliny sportu jest stworzonym, i chce się to robić na dobre i na złe. Że optymizm w nadwyżce jest dużo lepszy niż jego brak lub nadmiar pesymizmu i obsesyjności na punkcie bycia wielkim. Bolt to przy okazji człowiek prosty, niewymagający nie wiadomo jak wystawnego życia, bogactwa i sławy. Należy do grona atletów, którzy swoją wielkość zbudowali na talencie, tytanicznej pracy i najważniejsze: na otoczeniu się sztabem szkoleniowym, przyjaciółmi z treningów, zwykłymi ludźmi – miejscowymi, rodziną i wszystkimi tymi, którzy w niego wierzą. Bo nikt, kto żyje w niewłaściwym środowisku, wychowuje się w okolicy, która nie zapewnia komfortu psychicznego i fizycznego, nie szlifuje, ot tak, w wieku 13 lat 10,30 sekundy w biegu lekkoatletycznym na 100 metrów. Bolt to zrobił, gdyż był jednostką – człowiekiem mającym ponad-boskie zdolności i właściwości wydolnościowe, urodzonym w odpowiednim czasie na odpowiednim obszarze, trafiającym się raz na miliony jak nie więcej urodzeń. I on, jego otoczenie, wszyscy ci, którzy nakierowali go na ścieżkę przyszłego wielokrotnego mistrza olimpijskiego, wykorzystali to istotne ,,raz na miliard urodzeń”, które się go tyczy, i nie zaprzepaścili tej sytuacji, co patrząc się z obecnej pozycji wstecz na jego osiągnięcia, jest równie wielce ważne, co sam trening fizyczny.
Pisana z punktu widzenia naszego mistrza, porażającego pozytywnie za każdym razem, gdy wykonuje swoją słynną ,,bolkowską błyskawicę”, publikacja, a zapewne poprawiana stylistycznie, odpowiednio redagowana przez Shauna Custisa, to jedna z najciekawszych i jednocześnie w prosty sposób zrealizowanych biografii z jaką się spotkałem. Mówi ona o Bolcie, jako o zawodniku i człowieku niebotycznie uzdolnionym, wybitnym w tym co i jak to robi, lecz również opisuje go jako zwykłego kolegę z ,,jamajskiej dzielni”, który nie zapomina swoich korzeni, kultury, obyczajów, miejsca gdzie się urodził i wychował. Dzięki tej autobiografii wiem, jak istotne w całej karierze zawodowej Usaina było spotkanie Glena Millsa, trenera sprinterów lekkoatletycznych - dla Bolta drugiego z prawdziwego zdarzenia, który poprzez niecodzienne podejście psychologiczne i filozoficzne do swojego nowego podopiecznego, jakby od razu znał go lepiej niż on sam, potrafił tak rozplanować Boltowi treningi, nie oszczędzając mu luzu... i imprez, że uczynił go, jak powiedział na łamach książki Mike Powell rekordzista świata w skoku w dal z 1991 roku z wynikiem 8,95 m: ,,dziwakiem wśród normalnych lekkoatletów. Jest nie z tej bajki. On pożera pozostałych biegaczy, przy nim wyglądają jak przestraszone dzieciaki”.
Wrażenia z przeczytania, doświadczenia "9:58", autobiografii Usaina Bolta, są nader niezwykłe, wzmacniające mnie jako człowieka i sportowca zarazem. Bolt to dziecko Jamajki, człowiek bezpośredni, nie muszący udowadniać nikomu, jakim jest naprawdę.
Opinia
Nazwisko Roberta Lewandowskiego jest na ustach całego piłkarskiego świata od co najmniej kilkunastu miesięcy. Przez ostatni rok Polak dokonał więcej, niż niejeden zawodnik przez całą swoją karierę. Dziś „Lewy” jest bohaterem Dortmundu, a włodarze Manchesteru United czy Bayernu Monachium chcieliby mieć go w swoim zespole. Co sprawiło, że skromny chłopak z Polski zrobił tak oszałamiającą karierę? Odpowiedź na to i inne pytania znajdziecie w książce Natalii Doległo – „Lewy. Sylwetka piłkarza”.
Historia sukcesu napastnika przypomina amerykańską bajkę „od pucybuta do milionera”, jednak gdyby nie zdolności i samozaparcie Lewandowskiego, to dzisiaj najprawdopodobniej byłby kolejnym zmarnowanym talentem. Zanim Robert trafił do Borussii, przeszedł ciężką szkołę życia. Już na początku swojej przygody z piłką musiał zmagać się z ciężką kontuzją, nie chciano go w Legii Warszawa, a ówczesny trener poznańskiego Lecha, Franciszek Smuda powiedział o nim, że jest „drewniany”. Jednak te wszystkie wydarzenia tylko go umocniły i sprawiły, że dzisiaj jego nazwisko jest marką, a on sam, mimo, że ma dopiero 24 lata, jest uważany za jednego z najlepszych polskich piłkarzy. Cztery gole, jakie Lewandowski wbił Realowi Madryt w półfinale rozgrywek Ligi Mistrzów to nie przypadek, tylko wypadkowa talentu, ciężkiej pracy i tego, że szkoleniowiec BVB, Juergen Klopp w odpowiednim czasie mu zaufał.
W książce znajdziemy wypowiedzi najsłynniejszych polskich zawodników: Tomasza Frankowskiego, Tomasza Hajty, Jana Tomaszewskiego, Andrzeja Juskowiaka, Jana Urbana, Jerzego Dudka i innych. Każdego z nich autorka pytała o to, w czym tkwi fenomen „Lewego” i dlaczego akurat jemu udało się wybić. Publikacja zawiera również szereg ciekawostek dotyczących życia prywatnego zawodnika, jego systemu wartości i zainteresowań, a także dokładne statystyki Lewandowskiego (gole, kartki, czas spędzony na boisku w każdym meczu).
„Sylwetkę piłkarza” czyta się szybko, gdyż jest napisana w bardzo przystępny sposób, dlatego nawet osoby niezbyt interesujące się futbolem mogą po nią sięgnąć i poznać historię snajpera z Dortmundu.
Nazwisko Roberta Lewandowskiego jest na ustach całego piłkarskiego świata od co najmniej kilkunastu miesięcy. Przez ostatni rok Polak dokonał więcej, niż niejeden zawodnik przez całą swoją karierę. Dziś „Lewy” jest bohaterem Dortmundu, a włodarze Manchesteru United czy Bayernu Monachium chcieliby mieć go w swoim zespole. Co sprawiło, że skromny chłopak z Polski zrobił tak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to