rozwiń zwiń

Lewy. Sylwetka piłkarza

Okładka książki Lewy. Sylwetka piłkarza
Natalia Doległo Wydawnictwo: Otwarte biografia, autobiografia, pamiętnik
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2013-06-03
Data 1. wyd. pol.:
2013-06-03
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375152722
Średnia ocen

                4,9 4,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lewy. Sylwetka piłkarza w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lewy. Sylwetka piłkarza

Średnia ocen
4,9 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
269
268

Na półkach:

Nazwisko Roberta Lewandowskiego jest na ustach całego piłkarskiego świata od co najmniej kilkunastu miesięcy. Przez ostatni rok Polak dokonał więcej, niż niejeden zawodnik przez całą swoją karierę. Dziś „Lewy” jest bohaterem Dortmundu, a włodarze Manchesteru United czy Bayernu Monachium chcieliby mieć go w swoim zespole. Co sprawiło, że skromny chłopak z Polski zrobił tak oszałamiającą karierę? Odpowiedź na to i inne pytania znajdziecie w książce Natalii Doległo – „Lewy. Sylwetka piłkarza”.

Historia sukcesu napastnika przypomina amerykańską bajkę „od pucybuta do milionera”, jednak gdyby nie zdolności i samozaparcie Lewandowskiego, to dzisiaj najprawdopodobniej byłby kolejnym zmarnowanym talentem. Zanim Robert trafił do Borussii, przeszedł ciężką szkołę życia. Już na początku swojej przygody z piłką musiał zmagać się z ciężką kontuzją, nie chciano go w Legii Warszawa, a ówczesny trener poznańskiego Lecha, Franciszek Smuda powiedział o nim, że jest „drewniany”. Jednak te wszystkie wydarzenia tylko go umocniły i sprawiły, że dzisiaj jego nazwisko jest marką, a on sam, mimo, że ma dopiero 24 lata, jest uważany za jednego z najlepszych polskich piłkarzy. Cztery gole, jakie Lewandowski wbił Realowi Madryt w półfinale rozgrywek Ligi Mistrzów to nie przypadek, tylko wypadkowa talentu, ciężkiej pracy i tego, że szkoleniowiec BVB, Juergen Klopp w odpowiednim czasie mu zaufał.

W książce znajdziemy wypowiedzi najsłynniejszych polskich zawodników: Tomasza Frankowskiego, Tomasza Hajty, Jana Tomaszewskiego, Andrzeja Juskowiaka, Jana Urbana, Jerzego Dudka i innych. Każdego z nich autorka pytała o to, w czym tkwi fenomen „Lewego” i dlaczego akurat jemu udało się wybić. Publikacja zawiera również szereg ciekawostek dotyczących życia prywatnego zawodnika, jego systemu wartości i zainteresowań, a także dokładne statystyki Lewandowskiego (gole, kartki, czas spędzony na boisku w każdym meczu).

„Sylwetkę piłkarza” czyta się szybko, gdyż jest napisana w bardzo przystępny sposób, dlatego nawet osoby niezbyt interesujące się futbolem mogą po nią sięgnąć i poznać historię snajpera z Dortmundu.

Nazwisko Roberta Lewandowskiego jest na ustach całego piłkarskiego świata od co najmniej kilkunastu miesięcy. Przez ostatni rok Polak dokonał więcej, niż niejeden zawodnik przez całą swoją karierę. Dziś „Lewy” jest bohaterem Dortmundu, a włodarze Manchesteru United czy Bayernu Monachium chcieliby mieć go w swoim zespole. Co sprawiło, że skromny chłopak z Polski zrobił tak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

96 użytkowników ma tytuł Lewy. Sylwetka piłkarza na półkach głównych
  • 56
  • 40
38 użytkowników ma tytuł Lewy. Sylwetka piłkarza na półkach dodatkowych
  • 24
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Lewy. Sylwetka piłkarza

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Neymar. Nadzieja Brazylii, przyszłość Barcelony Luca Caioli
Neymar. Nadzieja Brazylii, przyszłość Barcelony
Luca Caioli
W moje ręce wpadła kolejna biografia poświęcona wielkim piłkarzom naszych czasów. Z triady Lionel Messi – Cristiano Ronaldo – Neymar, ten ostatni osiągnął chyba relatywnie najmniejsze sukcesy. Tylko złoty medal olimpijski, brak medalu mistrzostw świata, zaledwie srebro w Copa America 2021. Pamiętajmy jednak, że w tym gronie jest on najmłodszym i ma przed sobą przynajmniej sześć lat grania na światowym poziomie. Z drugiej strony zauważalny jest mniejszy apetyt na sukces, jakby zawodnika zadowalały seryjne tytuły mistrza Francji w barwach PSG oraz świadomość bycia gwiazdą pop-kultury. Żywot celebryty, charakterystyczna fryzura, koszulki i inne gadżety sygnowane jego nazwiskiem – to jednak gigantyczne pieniądze i mogą budzić większe zainteresowanie niż sama gra. O tym traktuje też niniejsza książka, aczkolwiek więcej w nim zachwytu nad niepoślednimi umiejętnościami Neymara. Autor zauważa też niepokorny charakter, w tym słynny konflikt z trenerem Santosu. Nadmierne zwiększenie poborów, aby zatrzymać gwiazdę „Ryb” w składzie doprowadziło do przekonania o swojej nieomylności. Wątpliwość może budzić powtarzana teza, iż w przypadku tej kariery nie chodzi o pieniądze. Cóż, książka została napisana w 2014 roku, jeszcze przed nałożeniem gigantycznej kary podatkowej. Luca Caioli, podobnie jak w przypadku książki o Messim, przedziela kolejne rozdziały wywiadami z osobami ze świata piłki, które miały okazję zetknąć się z Neymarem. Czasem powoduje to zakłócenie toku narracji. Jest krótki polski wątek – debiut Brazylijczyka w Barcelonie (12 minut) miał miejsce w trakcie towarzyskiego meczu z Lechią Gdańsk (2:2) w 2013 roku. W sumie nieco lukrowana biografia (uwaga: w dwóch wersjach okładek w koszulce Brazylii i Barcelony), choć na uwagę zasługują wstawki o początkach futbolu w Brazylii oraz dziejach Santos FC.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 7 4 lata temu
Pep Guardiola. Biografia Jaume Collel
Pep Guardiola. Biografia
Jaume Collel
Zdziwi Was być może fakt iż przeczytałam biografię trenera, byłego trenera FC Barcelony, wszak jako wyznawczyni madryckiej królewskiej wiary powinnam nienawidzić tego co katalońskie. Moja filozofia jednak nie do końca tak wygląda. Tak jak w przypadku Messiego, tak i w przypadku Guardioli, ciekawił mnie fenomen, tajemnica sukcesu. Chciałam wiedzieć więcej, dzięki temu więcej zrozumieć. Dla wielu stan poruszenia, wzruszenia, łez w oczach związanych z piłką nożną jest kosmosem i przejawem totalnego debilizmu. U mnie to normalka, przede wszystkim ta książka i chyba ta ‘recenzja” jest dla osób „czujących” piłkę. Trudno mi sobie wyobrazić, że sięgnie po nią osoba, która nie wie w jakiej lidze gra Barca, i będzie w czasie Mundialu wyczekiwała meczy FC Barcelona vs Real Madryt ;] Takim państwu(Mamo, tak Tobie też, mimo że rozpoznałaś trenera Barcelony na okładce, upraszam o nieczytanie). Guardiola jest w futbolowym świecie legendą, przyszedł do Barcelony gdy ta turlała się, nawet nie po dnie, a poniżej owych kilku metrów mułu. Duma Katalonii, zbierała się po ukłonie jaki musiała oddać Mistrzowi z Madrytu. Naprawdę byli w potrzebie. Genialna drużyna, ogromny potencjał, ale brakowało krzesiwa. Pojawił się Pep Guardiola, wychowanek Barcelony, który kilka lat wcześniej opuścił swój klub i poszedł szukać szczęścia w innych ligach. Czy je znalazł? Raczej nie! Kontuzje, upokarzająca afera w którym oskarżono go o doping. Pep jednak ma otwarty umysł. Wciąż się uczy, aby skoro los skieruje go znowu do Katalonii pokazać na co go stać. Książka Jaume Collelli to biografia Najlepszego Trenera wg. FIFA. Talent Guardioli jest bezdyskusyjny, natomiast sama książka… ciężko o niej opowiedzieć. To pokazanie drogi jaką przeszedł Pep od rodzinnego miasteczka, gdzie kopał piłkę gdzie się dało, do największych, najpiękniejszych stadionów świata. Do splendoru wielkich ludzi futbolu. Powiecie – wielkie mi rzeczy, o tym są biografie – i po części będziecie mieli rację. Autor luźno traktuje chronologię. Książka kojarzy mi się z opowieścią, snutą, na żywo, przez co momentami chaotyczną. Autor potrafi w jednej chwili rozwodzić się nad historią piłki nożnej, po to by niemalże całkowicie pominąć życie osobiste Pepa. Guardiola jest skrytym człowiekiem, który chroni swoją prywatność, jest wiec osobą o której diabelnie trudno napisać dobrą, wyczerpującą biografię. Bo skąd czerpać informację. No nie zdradza żony, ma ją jedną, dzieci ma, ale śłubne, nie dał nikomu po m… znaczy się po twarzy. Jak raz, czy dwa powiedział coś ostrzejszego w stronę Mou(czy jak to polscy komentatorzy mawiają Wielkiego MUuuu) to było gadania o tym przez kilka dni. Jaki jest Guardiola? Spokojny, wyważony, rozkochany w piłce. Sprawia wrażenie wrażliwego faceta, dla którego muzyka poważna i wieczór z książką nie są obciachem, a normalką. Fajny facet! Tacy mężczyźni jeszcze istnieją!!! I na dodatek od lipca będą trenowali klub z Monachium! Drogie Panie, proszę brać się do czytania, na wakacjach jedziemy po autograf!! Ja nieco inaczej bym napisała tę biografię, ale miałam i tak się wzruszyłam, na epilogu, który napisał Dariusz Wołowski! Świetny kawał prozy, cudownie lekkie pióro i doskonały dobór informacji!! Dla mnie ta książka była przygodą, wielu rzeczy nie wiedziałam, o wielu nie słyszałam, a były i takie które musiałam sobie żywo przypomnieć, po czym stawały mi żywo przed oczami. Wielbicielom FC Barcelony nie muszę polecać, osoby lubiące czytać o piłce, na pewno się zainteresują. A Reszta…. Nie wiecie co tracicie :P
Kasiek m - awatar Kasiek m
ocenił na 6 13 lat temu
Carlos Tévez. Droga ze slumsów na piłkarski szczyt Ian McLeay
Carlos Tévez. Droga ze slumsów na piłkarski szczyt
Ian McLeay
Książka niby poświęcona karierze Carlosa Teveza, choć po jej przeczytaniu dochodzę do wniosku, że autor świadomie poświęcił więcej uwagi brytyjskim drużynom, w których występował ten utalentowany zawodnik. A precyzując, udziałowi w meczach w barwach West Ham Utd. oraz Manchester United. Angielska edycja książki kończy się na roku 2010, toteż w znikomym stopniu dotyczy gier Teveza na rzecz konkurencyjnego Manchester City. W polskim wydaniu (2014) dodano wprawdzie drobne uzupełnienie – niestety zbyt pobieżne i skrótowe. Biorąc powyższe pod uwagę dziwi nieco umieszczenie na okładce zdjęcia piłkarza w pasiastej koszulce Juventusu Turyn (ten transfer nastąpił dopiero w 2013 r.) Pewne zastrzeżenia można mieć do niektórych przetłumaczonych fraz; wydają się zbyt dosłowne, co niekiedy daje niezamierzony humorystyczny efekt: „Gdy Eto’o okiwał Vidicia jak starego dinozaura w bagnie i strzelił bramkę, drużyna Manchesteru była zdewastowana. Ale pomimo tych mankamentów, książkę czyta się zupełnie przyzwoicie. Przede wszystkim dobrze oddaje ona rytm meczów ligowych i pucharowych, walkę o punkty, dramaturgię spotkań z potencjalnie słabszymi zespołami – w tym tkwi cała atrakcyjność ligi angielskiej. Konstrukcyjnie autor jako przełomowe wskazuje na dwa momenty: dramatyczna i udana walka o utrzymanie WHU w Premier League oraz przytłaczający sezon 2008/09, kiedy Carlos T. zmuszony był do pogodzenia się z rolą „super-rezerwowego”. Cóż, z kwartetu C. Ronaldo, Rooney, Tevez, Berbatow trudno wyłonić optymalną obsadę ofensywy. Dużo mniej miejsca poświęcono życiu prywatnemu piłkarza oraz jego grze w kadrze Argentyny (76 A – 13 goli), choć raczej wynika to z koncepcji autora. Nie rozczarowałem się.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 7 4 lata temu
Carles Puyol. Kapitan o sercu w kolorze blaugrana Ziemowit Ochapski
Carles Puyol. Kapitan o sercu w kolorze blaugrana
Ziemowit Ochapski
Ostatnie dwudziestolecie stoi pod znakiem wyraźnej dominacji futbolu hiszpańskiego. Dwukrotne Mistrzostwo Europy, Mistrzostwo Świata, dziewięciokrotny triumf w Lidze Mistrzów (duet Real Madryt/FC Barcelona), jedenastokrotne zwycięstwo w Pucharze UEFA (Lidze Europy), długo można by wymieniać… Nie dziwi zatem wysyp książek poświęconych piłkarzom z Hiszpanii. Do tej pory miałem okazję zapoznać się z publikacjami na temat takich gwiazd jak Iniesta, Ramos, Raul, Xavi. Jednak dopiero biografia „Tarzana”, bo tak nazywano Carlesa Puyola, spełniła moje oczekiwania. Została wydana wręcz w idealnym momencie, u schyłku kariery tego zasłużonego graczy. Ostoja reprezentacji (100 A – 3 gole) oraz FC Barcelona, dla którego fenomenalne okazały się zwłaszcza lata 2008-2010. W tym niesamowity sezon 2008/09, w którym jego drużyna zdobyła wszystkie możliwe trofea. Książka opowiada o karierze Puyola z perspektywy sezonów i ważniejszych meczów, w których brał udział. Fajnie wyglądają relacje ze spotkań, przypominające uczestników oraz kluczowe momenty. Ilość szczegółów jest momentami zbyt wielka (co może zniechęcać fanów innych drużyn niż Barca), a zważając na powtarzalność przeciwników pucharowych (Chelsea Londyn, Inter Mediolan, Manchester United, Real Madryt) czasami przydałoby się krótkie podsumowanie sezonu. Przydałoby się też nieco więcej światła w tekście. Dobrze, że publikacja nie pomija ludzkiej strony zawodnika, problemów z kontuzjami. Co ciekawe, mimo niezwykłych sukcesów, Carles Puyol nie był bohaterem skandalów obyczajowych, nie stał się postacią z kolorowej okładki. Raczej jest przykładem ciężkiej pracy, zaangażowania oraz przywiązania do barw klubowych – nigdy nie zamienił koszulki blaugrana na inną. To rzadkie w obecnym świecie pieniądza, gdy zawodnicy podążają za coraz większymi apanażami. 7,5/10
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 7 4 lata temu
Messi. Wieczny zwycięzca. Frederic Traini
Messi. Wieczny zwycięzca.
Frederic Traini
http://warszawski-myslnik-codziennik.blogspot.com/2014/01/messi-wieczny-zwyciezca.html Warszawski Myślnik-Codziennik Zapiski o sprawach z pierwszych i ostatnich stron gazet. Recenzje książek i filmów, piękne zdjęcia znanych i nieznanych zakątków - nie tylko Warszawy. Historie ludzi znanych w zupełnie nieznanym wydaniu. Widzieć grę Messiego to lepsze niż seks" - miał powiedzieć sam Diego Armando Maradona podczas pierwszego spotkania z piłkarzem, który ma szansę wyrzucić go z tronu króla futbolu. Dla grzecznego Leo te słowa były szokiem. A jeszcze więcej emocji wzbudziło u niego zobaczenie na żywo 120 kg żywej, ale już podstarzałej piłkarskiej legendy. To był 30 sierpnia 2005 r. i wielkie telewizyjne show "La noche del 10", a przede wszystkim spotkanie na szczycie dwóch gigantów światowego i argentyńskiego futbolu. Nie było istotne, że w programie telewizyjnym Maradony gość jest "kwiatkiem do kożucha" samego Diego. Ważne jest to, że Leo spotkał się z kimś, do którego porównują go na całym świecie wszyscy. O kulisach tego spotkania i o wielu innych ciekawostkach z życia "Atomowej Pchły" Barcelony pisze Federic Traini w biografii piłkarza, która na początku roku ukazała się na polskim rynku. Książka F. Trainiego może rozczarować tych, którzy w pierwszej kolejności chcieliby pooglądać zdjęcia, a czytanie zostawić sobie na nudne wieczory bez meczu FC Barcelony. Niestety, autor nie postarał się o żadne zdjęcia z archiwum prywatnego Messiego. W porównaniu do wydań innych książek - np. ostatnio o Robercie Lewandowskim - forma wydania biografii Messiego pozostawia wiele do życzenia. Ale to w zasadzie jedyny zarzut, jaki można skierować przeciwko Trainiemu. Barceloński komentator "L'Equipe" wie o Messim bardzo dużo - zważywszy na fakt, że sam piłkarz niewiele o sobie mówi. W książce mówią za to o nim inni - koledzy z boiska, przyjaciele z rodzinnych przedmieść argentyńskiego Rosario i nie tylko. Autor opisuje wszystkie rekordy, które do tej pory pobił Leo Messi. Z precyzją relacjonuje mecze, w których to nastąpiło. I tak wiadomo, że Messi mając 17 lat, 10 miesięcy i 7 dni został najmłodszym strzelcem FC Barcelony - 1 maja 2005 r. strzelił swojego pierwszego gola w Primera Division. Później opowiadał dziennikarzom, że po wszystkim nie mógł zmrużyc oka, a bramkę zadedykował rodzinie, która zawsze go wspierała. Teraz rekord wieku należy już do innego zawodnika - Bojana Krkicia. Nie zmienia to jednak faktu, że Messi ma koncie tyle rekordów, że żaden z czynnych zawodowo w obecnych czasach piłkarzy nie zdoła osiągnąć w części tego, co udało się "Atomowej Pchle" z Rosario. Messi, z pochodzenia Argentyńczyk, do końca życia będzie porównywany z legendą futbolu z rodzinnego kraju czyli z Maradoną. Na początku opisałam kulisy ich pierwszego spotkania. Później Leo miał wielokrotnie okazję spotykać się z Diego, który przez pewien czas był nawet selekcjonerem narodowej drużyny piłkarskiej Argentyny. Dziennikarze sportowi odnotowali również fakt, że tak jak Maradona swój pierwszy mecz w barwach narodowych Messi stoczył z Węgrami. Obydwaj debiutowali również w FC Barcelonie, obydwaj mają też na koncie bramkę przy użyciu "boskiej ręki". Traini pisze, że każde posunięcie czy sukces Messiego jest okupione porównaniem do Maradony. Jedyną klarowną różnicą między zawodnikami jest usposobienie. Messi nie prowadzi tak intensywnego życia towarzyskiego i prywatnego jak jego mistrz Diego, nie jest też bohaterem tak wielu skandali. Wielu porównania do kogoś innego ciążą. Messiemu to nie przeszkadza. Gra swój futbol, żyje własnym życiem i nie prowokuje do porównań - chyba że swoim fantastycznym stylem gry. Traini opisuje również dzieciństwo Messiego, jego piłkarskie osiągnięcia na boiskach Rosario i rodzinę, która na każdym kroku wspiera swoje "złote dziecko". Po lekturze książki wiadomo, dlaczego Leo swoje najważniejsze bramki dedykuje ukochanej babci Celii i pozostałym członkom rodziny. Autor pisze również o kulisach jego choroby związanej z niedoborem hormonu wzrostu. Paradoksalnie - gdyby FC Barcelona nie zgodziła się na finansowanie leczenia, a Messi byłby całkowicie zdrowym chłopcem - nie wiadomo, czy stałby się taką gwiazdą futbolu. W biografii poznajemy również kulisy dorastania przyszłej gwiazdy piłki nożnej - już wtedy było wiadomo, że Messiego nie interesują remisy, a już na pewno nie obchodzi go przegrywanie. On zawsze musiał wygrywać - na boisku w meczu z kolegami, podczas rodzinnych zmagań piłkarskich - zawsze i wszędzie. Inaczej kończyło się to łzami i wielką determinacją w dążeniu do kolejnych zwycięstw w kolejnych meczach. Starsi bracia Leo opowiadają, że on wszędzie chodził z piłką, która była przyklejona do jego nogi. Jak nie było piłki, to tak jakby mu ktoś amputował całą nogę. Taki był mały Messi - przestawał płakać jak zaczynał wygrywać. http://warszawski-myslnik-codziennik.blogspot.com/2014/01/messi-wieczny-zwyciezca.html
Koziak - awatar Koziak
ocenił na 6 12 lat temu
Philipp Lahm. Drobna różnica, czyli jak zostać piłkarzem Philipp Lahm
Philipp Lahm. Drobna różnica, czyli jak zostać piłkarzem
Philipp Lahm
Jeszcze jedna publikacja, a jakżeż inaczej, piłkarska :-) Drużyna niemiecka zdążyła już spakować walizki i powrócić z nieudanego Mundialu w Katarze, a ja skończyłem biografię Mistrza Świata z 2014 roku. Philipp Lahm – jeden z lepszych w historii Europy bocznych obrońców (113 A - 5 goli) – zdecydował się na opublikowanie książki w dość młodym wieku. Początkowo uważałem to za wadę, pisanie autobiografii w wieku niespełna 28 lat jest trochę ryzykowne, tym bardziej że największe sukcesy przyszły dopiero po wydaniu wspomnień. Z drugiej jednak strony Ph. Lahm okazał się zawodnikiem bardzo rozważnym i mądrze zarządzającym swoją karierą. Nie znamy aż tak wielu piłkarzy, którzy po zdobyciu tytułu mistrzowskiego świadomie kończą karierę reprezentacyjną. To krok wymagający wiele odwagi, ale dzięki temu unika się powolnego „rozmieniania sukcesu na drobne”. Książkę czyta się lekko, choć prywatnie zdecydowanie lepiej wypadają wspomnienia związane z poszczególnymi występami turniejowymi bądź pucharowymi. Rozdziały poświęcone rozważaniom na temat kariery, rozwoju osobistego, zdobywaniu kolejnych kamieni milowych wydały mi się nieco zbyt mentorskie. Z drugiej strony – zawodnik często ma rację, zwłaszcza opowiadając o trudnościach we właściwym zestawieniu składu i umiejętności zarządzania charakterami poszczególnych zawodników. Generalnie – bardzo zgrabna autobiografia. 7/10
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 7 3 lata temu
9.58 – Autobiografia najszybszego człowieka na świecie Shaun Custis
9.58 – Autobiografia najszybszego człowieka na świecie
Shaun Custis Usain Bolt
Mówi się wśród społeczności, czy to dziennikarzy, lekarzy, czy zwykłych przeciętniaków z bloku z naprzeciwka, że sportowcy to nie ludzie. Że należy traktować ich, jako istoty ,,fizjologicznie lepsze”, stąd miano określania ich ,,tytanami ciężkiej pracy fizycznej". Bo samo w sobie niebywałe jest to jak ci profesjonaliści, ci zawodowi atleci żyją dla sportu, jak w imię swojej dyscypliny, wyrzekają się mnóstwa pokus życia codziennego, jak trwają w zapisanym w każdej komórce swego ciała sportowym zobowiązaniu i przykazaniu, które sobie powierzyli. Profesjonalni sportowcy, i nie muszą to być od razu ci okryci sławą, najlepsi – mistrzowie olimpijscy, Europy, czy Świata, lecz wszyscy ci traktujący sport nie tylko jako wysiłek fizyczny, w którym dążyliby do jak największego, najbardziej efektywnego doskonalenia fizjologicznego swojego ciała, ale i jako pracę, obowiązek, również, nie oszukujmy się, sposób zarabiania na życie – stanowią o przykładzie surowej, pierwotnej determinacji i zorientowania na cel, które istota ludzka może podjąć. Sportowcy to tego rodzaju osoby, potrafiące wyznaczać sobie cel w wyraźny, zaskakująco obsesyjny (raz przynosi to skutek pozytywny, inny razem negatywny) sposób: ponad wszystko kierować swe działania do osiągnięcia określonego w przyszłości rezultatu, najważniejszych wyznaczonych celów, jak konfrontacji psychologicznej i fizycznej samego z sobą i z innymi zawodnikami. Sportowcy to mistrzowie ciężkiej fizycznej pracy, wieczni pracusie, dla których bardzo ważne jest ciągłe doskonalenie się, jak np. poprawianie błędów technicznych danej dziedziny sportu, czy uczenie się na własnych porażkach, bo przecież człowiek uczy się przez całe życie, czyż nie? Kto choć raz w życiu zasmakował choć na trochę zawodowego sportu, jak to było i w moim przypadku – wyczynowe trenowanie biegania długodystansowego, a wcześniej zawodowo pływania z lekkim liźnięciem triathlonu na studiach, stanowiło istotną częścią mojej wtenczas życiowej linii celów i aktywności, z tym że do intensywnego treningu wydolnościowego i do startu w zawodach, i poprawiania swoich wyników staram się wrócić, i w tym względzie nakierować na właściwą ścieżkę sportową po naprawdę solidnej przerwie – wie, że to tytaniczna, katorżnicza praca, z którą wiąże się pewne ,,zjawisko”, jak psychicznie wyobcowanie i wypaczenie – co służy, i raczej powinno, pozytywnym celom dla sportowca rzecz jasna. Oznacza to głównie skupienie się na swoich sportowych powinnościach, karierze i celach, przy jednoczesnym zdawaniu sobie sprawy z tego, że wokół ciebie też są inni ludzie: twoja rodzina, przyjaciele; że otaczają cię inne obowiązki, aktywności. Niewykluczone jest to, że tylko ludzie odpowiednio zmotywowani, nie uciekający od wyzwań w sferze psychicznej i fizycznej, potrafiący dotrzymać kroku narzuconym przez swój umysł ambicjom i priorytetom, ci mający teoretycznie ,,najmniej wad”, powstrzymujących ich od dojścia do bram sportowego punktu docelowego, stają się dominantą w swej dziedzinie sportu, wyznacznikiem jego kultury, również wzorem na którym będą chciały wychować się przyszłe pokolenia mistrzów sportu. Ta część mojej opinii tudzież poglądu, oparta jest na własnym, osobnicznym doświadczeniu w profesjonalnym sporcie, wiedzy o zawodowym ujęciu aktywności fizycznej, wychowania fizycznego i kulturze sportu. Sądzę również, podtrzymując swoje osobnicze podejście w tym względzie, że tylko te jednostki o największym talencie, te najbardziej pracowite, najlepiej ukształtowane i mocne psychicznie, zostają prawdziwymi gigantami w swej dyscyplinie sportowej lub szerszym zbiorze dyscyplin, gdyż bywa że zawodnik w ciągu całej swej kariery niejednokrotnie ją zmienia. W specyfice światowego sportu, co niezwykłe, tylko nieliczni z atletów - co rzeczywiście ciężko jest często ów fenomen wytłumaczyć - za czasów swego zawodowstwa staje się na oczach setek tysięcy, jak nie milionów miłośników sportu, prawdziwą legendą, ikoną, wręcz Bogiem i archetypem wszystkiego tego, co z istotą sportu jest związane - kimś kogo wyników i osiągnięć, sądzę, nawet możliwości fizjologicznych organizmu, długo albo wcale nikt nie będzie mógł osiągnąć, do których to poziomu dojścia, a gdzie dopiero zrównania się będzie można tylko pomarzyć. Tym, który z biegiem czasu, wraz z powoli w trakcie swej kariery sportowej, wyłaniającymi się coraz intensywniej dokonaniami w obrębie współzawodnictwa sprintów lekkoatletycznych dał się poznać jako ,,wybraniec”, jakby o jego nadejściu mówiło się od dawien dawna; tą odrębnością wśród sportowych znakomitości najszybszych ludzi na świecie, która mówiąc w dobrych intencjach i lekko żartobliwie, ,,przegoniła czas”, jest Usain Bolt. Jamajczyk z pochodzenia, wychowania; Jamajczyk duszą, z krwi i kości. Mając do czynienia ze sportem wyczynowym, mimo iż nie w takiej skali jak ów król lekkoatletycznej bieżni, sam Usain Bolt, ciężko wręcz jest przejść obojętnie, zostawić to i odtrącając w zapomnienie, obok pewnej publikacji (o której być może wiele sympatyków lekkoatletyki nie wie) w formie w połowie reportażu biograficznego, w połowie albumu i encyklopedii, skupiającej się na ujęciu życia prywatnego i zawodowego Jamajczyka, opatrzonej znakomitymi fotografiami, wywiadami z ludźmi z rodzinnego podwórka tego sportowca, jego trenerami, kumplami. Tą publikacją jest mająca typową dla tego rodzaju literatury nazwę pozycja: "Usain Bolt. Autobiografia najszybszego człowieka na świecie – 9:58". A jej autorem oprócz przesympatycznego Jamajczyka, o którym mowa – bohatera pozycji – jest również Shaun Custis, co w tej sytuacji jest logiczne, zważywszy na dziennikarski dryg i sportowe doświadczenie pana Custisa. I to, co pierwsze rzuca się w oczy, mając w swych rękach tę oto wyjątkową publikację to jej zewnętrzna i wewnętrzna budowa, która sprawia wrażenie poukładanej, harmonijnej. Płaszczyzna okładek, co za tym idzie forma książki jest prawie że kwadratowa. Nie jest to cienkawa pozycja, ani wcale za duża, lecz w sam raz. Jest foremna, można by tu nawet ująć: ergonomicznie wykonana i mieszcząca się w dłoni. Na półeczce sportowego sympatyka będzie prezentować się bardziej jako połączenie reportażu, encyklopedii i albumu zdjęciowego, ot wszystkiego po trochu. Papier stronic pozycji jest dość dobrej jakości, lekko matowy i szorstki w dotyku, co w ogóle we współczesnej literaturze nie jest często u całej gamy wydawnictw spotykane; strony z kolei są tu zróżnicowane kolorystycznie, a zdjęcia nie nachalnie wtłoczone do tekstu - i te zarówno przy tekście, czy dominujące na całej przestrzeni kartek. Co trzeba przyznać, pod tym typowo ,,konstrukcyjnym" względem "9:58", to publikacja wręcz magiczna, intuicyjnie zaprojektowana, kusząca okazałymi tropikalnymi, etnicznymi dla Jamajki barwami, kolorem czcionki, które ją określają, którą ciekawie kontrapunktuje jej delikatny i normalny rozmiar; wabiąca czytelnika elementami dodatkowymi: dość szeroki kolarz fotografii z grafikami, tekstem, emblematami etc. Jest to wyraz zarówno profesjonalnego podejścia całego sztabu twórców autobiografii: grafików i projektantów, jej redaktorów również, do zbudowania jej fizycznej formy, ale i do sposobu pozostawienia w publikacji czegoś więcej: odciśnięcia śladu w jej kształtności, ,,głęboko uformowanego” odcisku ducha jamajskiej kultury, co wiąże się z pochodzeniem Usaina Bolta, miejscem jego treningów, zamieszkania, z tym, jak ta cudowna mała ojczyzna nakreśliła jego osobowość, jak wychowała, oraz jak nauczyła poruszać się w świecie różnych norm i zasad. Co istotne w omawianiu zewnętrznej i wewnętrznej fizyczności niniejszej pozycji, poddając się lekturze jej polskiego wydania, trzeba przyznać również: pracownicy rodzimego wydawnictwa SQN wykazali się pomysłowością i bystrością, dokładnie realizując to, co na pewno miało miejsce w oryginalnej wersji książki, trochę ją modyfikując. Usain Bolt to geniusz, to arcymistrz lekkoatletycznych sprintów i niebywałego podejścia do kultury i idei sportu: nie jest może ono idealne, ale nikt oprócz niego nie traktuje ciężkiej sportowej pracy i współzawodnictwa zarówno poważnie jak i jednocześnie bardzo naturalnie, jakby się wiedziało, że się do danej dyscypliny sportu jest stworzonym, i chce się to robić na dobre i na złe. Że optymizm w nadwyżce jest dużo lepszy niż jego brak lub nadmiar pesymizmu i obsesyjności na punkcie bycia wielkim. Bolt to przy okazji człowiek prosty, niewymagający nie wiadomo jak wystawnego życia, bogactwa i sławy. Należy do grona atletów, którzy swoją wielkość zbudowali na talencie, tytanicznej pracy i najważniejsze: na otoczeniu się sztabem szkoleniowym, przyjaciółmi z treningów, zwykłymi ludźmi – miejscowymi, rodziną i wszystkimi tymi, którzy w niego wierzą. Bo nikt, kto żyje w niewłaściwym środowisku, wychowuje się w okolicy, która nie zapewnia komfortu psychicznego i fizycznego, nie szlifuje, ot tak, w wieku 13 lat 10,30 sekundy w biegu lekkoatletycznym na 100 metrów. Bolt to zrobił, gdyż był jednostką – człowiekiem mającym ponad-boskie zdolności i właściwości wydolnościowe, urodzonym w odpowiednim czasie na odpowiednim obszarze, trafiającym się raz na miliony jak nie więcej urodzeń. I on, jego otoczenie, wszyscy ci, którzy nakierowali go na ścieżkę przyszłego wielokrotnego mistrza olimpijskiego, wykorzystali to istotne ,,raz na miliard urodzeń”, które się go tyczy, i nie zaprzepaścili tej sytuacji, co patrząc się z obecnej pozycji wstecz na jego osiągnięcia, jest równie wielce ważne, co sam trening fizyczny. Pisana z punktu widzenia naszego mistrza, porażającego pozytywnie za każdym razem, gdy wykonuje swoją słynną ,,bolkowską błyskawicę”, publikacja, a zapewne poprawiana stylistycznie, odpowiednio redagowana przez Shauna Custisa, to jedna z najciekawszych i jednocześnie w prosty sposób zrealizowanych biografii z jaką się spotkałem. Mówi ona o Bolcie, jako o zawodniku i człowieku niebotycznie uzdolnionym, wybitnym w tym co i jak to robi, lecz również opisuje go jako zwykłego kolegę z ,,jamajskiej dzielni”, który nie zapomina swoich korzeni, kultury, obyczajów, miejsca gdzie się urodził i wychował. Dzięki tej autobiografii wiem, jak istotne w całej karierze zawodowej Usaina było spotkanie Glena Millsa, trenera sprinterów lekkoatletycznych - dla Bolta drugiego z prawdziwego zdarzenia, który poprzez niecodzienne podejście psychologiczne i filozoficzne do swojego nowego podopiecznego, jakby od razu znał go lepiej niż on sam, potrafił tak rozplanować Boltowi treningi, nie oszczędzając mu luzu... i imprez, że uczynił go, jak powiedział na łamach książki Mike Powell rekordzista świata w skoku w dal z 1991 roku z wynikiem 8,95 m: ,,dziwakiem wśród normalnych lekkoatletów. Jest nie z tej bajki. On pożera pozostałych biegaczy, przy nim wyglądają jak przestraszone dzieciaki”. Wrażenia z przeczytania, doświadczenia "9:58", autobiografii Usaina Bolta, są nader niezwykłe, wzmacniające mnie jako człowieka i sportowca zarazem. Bolt to dziecko Jamajki, człowiek bezpośredni, nie muszący udowadniać nikomu, jakim jest naprawdę.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 5 lat temu

Cytaty z książki Lewy. Sylwetka piłkarza

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lewy. Sylwetka piłkarza