“Nazajutrz nikt nie umarł”. O różnych strajkach już napisano książki, ale na pewno nie o strajku Pani Śmierci (o pardon: pani śmierci, bo ona sama życzy sobie pisania jej małą literą, i lepiej się stosować!).
Jedyny to "strajk" z którego ogół może się cieszyć, ale czy na pewno, bo tak to już jest, że koniec, nawet czasowy, jednego problemu generuje liczne inne. Stary mistrz nie byłby sobą, gdyby przewrotnie nie wycisnął tematu jak najlepszej cytryny, mocno kwaśnej dla tzw. ludzkości…
Niezależnie od tego, odebrałem tę książkę jako słusznie humanizującą śmierć, ukazującą może nawet coś w rodzaju jej sumienia, może nawet poczucia sprawiedliwości, a już na pewno - odpowiedzialności.
Na pewno wypada ona lepiej od polityków wszelkiej maści, królów, biskupów i innych ludzi trzymających władzę, a przecież trzyma ona władzę o wiele potężniejszą od nich...
Pod koniec zresztą przybiera ona ludzką postać czyli przemienia się w piękną, wybitnie inteligentną kobietę z krwi i kości (BTW: czy w większości języków śmierć jest kobietą…?)
To czwarta moja książka Noblisty, w której normalne u niego, a moje ulubione, zdania na wiele wierszy rozpisane, oddzielane tylko przecinkami, nie kropkami. Przy takim temacie były one szczególnie uzasadnione i tylko wzmacniały przekaz. I inna rzecz, którą lubię: partie dialogowe niczym niewyodrębnione. I tylko trochę może za dużo Autora w narracji....
Można sobie wyobrazić radość ale i panikę, która wybuch na wieść że śmierci nie ma. “Znana skłonność zalecania ludziom spokoju z byle powodu, żeby za wszelką cenę utrzymać stado w ryzach, ta skłonność, która w wypadku polityków, zwłaszcza jeśli są w rządzie, stała się drugą naturą, żeby nie powiedzieć: automatyzmem, mechanicznym pędem, kazała mu zakończyć rozmowę w najgorszy możliwy sposób, jako odpowiedzialny za resort zdrowia zapewniam wszystkich, że nie ma powodów do niepokoju”.
Dziennikarze pytają, jak bardzo może niepokoić fakt, że nikt nie umiera. Wtedy minister wycofuje się na jeszcze gorsze pozycje, mówiąc: “Nie żywmy fałszywych nadziei”. W końcu rząd zapewnia że jest gotów “stawić czoła złożonym problemom społecznym, gospodarczym, politycznym i moralnym, które ostateczne zniesienie śmierci niechybnie wywoła”.
Ale prymas ma co innego premierowi do powiedzenia: “Każdy katolik, a pan nie jest wyjątkiem, ma obowiązek wiedzieć, że bez zmartwychwstania nie ma kościoła. Będę musiał porozmawiać z królem, przypomnieć mu, że w sytuacji takiej jak ta, tak niejasnej, tak delikatnej, jedynie ścisłe przestrzeganie doktryny naszej świętej matki kościoła może uchronić kraj od okrutnego chaosu, który na nas spadnie. Proszę nie zapominać panie premierze, że poza granicami naszego kraju dalej się umiera normalnie i to jest dobry znak. Eminencjo, może tam na zewnątrz patrzą na nas jak na oazę, ogród, nowy raj, albo piekło, gdyby byli mądrzy. Dobranoc, panie premierze, jeśli śmierć postanowi wrócić dziś w nocy, mam nadzieję, że nie wpadnie jej do głowy udać się po pana”.
Tytuły gazet następnego dnia bo to 1 styczna: “Nowy rok, nowe życie” albo “I co teraz z nami będzie”.
“Pierwsze oficjalne reklamacje pojawiły się ze strony przedsiębiorców pogrzebowych. Brutalnie pozbawieni surowca przedsiębiorcy zaczęli od klasycznego gestu załamywania rąk, zawodząc płaczliwym chórem”.
Szpitale skarżą się zaś na nagłe korki bo, “bieżący proces rotacyjny pacjentów przyjmowanych, pacjentów poddawanych leczeniu i pacjentów martwych, uległ, by tak rzec, obstrukcji.
“Domy opieki dla osób starszych (..) zaczną walić głową w ścianę płaczu.(..) Nie tylko będzie coraz więcej ludzi starszych w domach spokojnej starości, ale też potrzeba będzie coraz więcej osób do opieki nad nimi, co skończy się tym, że piramida wieku nagle stanie na głowie”.
Inny problem to natychmiastowe zawieszenie polis ubezpieczeniowych na życie: “Biorąc pod uwagę powszechnie znany fakt, i śmierć dożyła swych dni, byłoby absurdalne, żeby nie powiedzieć po prostu głupie, dalej płacić tak wysokie składki, które od tej chwili będą służyły wyłącznie, nie dając nic w zamian, jeszcze większemu wzbogaceniu się firm”.
I tylko Kościół wierny sobie, tylko sobie. “Śmierć jest absolutnie fundamentalna dla zbudowania królestwa bożego, dlatego więc każda dyskusja na temat przyszłości bez śmierci jest nie tylko bluźniercza, ale też całkowicie absurdalna, ponieważ musiałaby zakładać nieobecność Boga, by nie powiedzieć po prostu jego zniknięcie. Religie, literalnie wszystkie, choćbyśmy nie wiem jak łamali sobie nad nimi głowy, nie mają innego usprawiedliwienia swojego istnienia niż śmierć, potrzebują jej jak chleba”.
“Gdyby ludzie nie umierali, wszystko byłoby dozwolone, i to byłoby złe, zapytał stary filozof, to tak samo, jak nie pozwalać na nic. Zorganizujemy narodową kampanię modlitwy, aby prosić boga o powrót śmierci najszybciej jak się da, w celu oszczędzenia biednej ludzkości najgorszych horrorów, czy bóg rządzi śmiercią, zapytał jeden z optymistów”.
Ludzie radzą sobie jak mogą, jeżdżą ze starymi krewnymi do sąsiednich krajów by tam umierały - śmierć strajkuje tylko w tym jednym kraju (co przyznam, nie jest dobrym konceptem). Ale rząd blokuje granice przy użyciu wojska.
Sytuacja się komplikuje, kiedy mafia przejmuje intratny interes polegający na przewożeniu starych ludzi za opłatą do krajów ościennych. gdzie mogę spokojnie umrzeć i tam być pochowani. Państwo jest bez szans bo granice wszystkich państw sąsiednich obstawia ich wojsko.
W końcu w sukurs przychodzi sama mafia która rozwiązuje problem bez ujmy dla żadnej ze stron: “Przewieźć cierpiącego na drugą stronę granicy, a kiedy w końcu umrze, wrócić z powrotem i pochować go na matczynym łonie rodzimej ziemi (..) nie ma morderstwa i dlatego, że zasługujący na potępienie akt (..) odbywa się za granicą. (...) Dla przemysłu pogrzebowego zakiełkowało nareszcie nowe życie”.
Narasta zatem niemiła świadomość: “Zniknięcie śmierci, zdając się szczytem radości, najwyższym szczęściem, nie jest gruncie rzeczy niczym dobrym”.
Bo np. co ze świadczeniami społecznymi?
“Jakimi pieniędzmi kraj, za 20 lat mniej więcej, zamierza opłacić miliony ludzi, którzy przeszli na rentę w wyniku trwałego inwalidztwa, i tak będą trwali przez wieki wieków, do nich za niechybnie dołączą kolejną miliony i bez znaczenia jest to, czy postęp będzie arytmetyczny czy geometryczny, w każdej sytuacji mamy zagwarantowaną katastrofę”.
“Jeśli nie zaczniemy znowu umierać, nie będzie dla nas przyszłości” - brzmi nieubłagana konkluzja realistów.
I nie tylko dlatego najlepszy w książce jest motyw listu napisanego przez śmierć z odwołaniem jej decyzji i odczytanie go w telewizji.
“Uznałam że najlepsze będzie publicznie przyznać się do błędu, za który jestem odpowiedzialna i obwieścić natychmiastowy powrót do normalności, co oznacza, że wszystkim tym osobom, które już powinny być martwe lecz w zdrowiu lub też nie ciągle pozostają na świecie, zgasi się świeczkę żywota, gdy tylko wybrzmi w powietrzu ostatnie uderzenie zegara o północy. Od tej chwili wszyscy ludzie zostaną na równi powiadomieni i będą mieli tydzień, żeby uporządkować to, co jeszcze im zostało z życia, spisać testament i pożegnać się z rodziną, poprosić o wybaczenie za wyrządzone zło albo pogodzić się z kuzynem z którym od 20 lat nie utrzymywało się kontaktu”.
“A było niemało rodzin, które zapłaciły mafii, żeby uwolniła ich od smutnego ciężaru (...), gdyby mieli więcej litości i cierpliwości, pozbycie się ciężaru mieliby gratis”.
“Będziemy musieli zorganizować ekipy psychologów, które pomogą ludziom przezwyciężyć traumę z powodu tego, że znowu będą musieli umrzeć, a już byli przekonani, że będą żyć na zawsze (...) “Grabarze żądają znacznej podwyżki i potrójnej stawki za godziny ponadliczbowe”.
Ale dochodzi do czegoś niewyobrażalnego: “Prawdę mówiąc, nikt nigdy nie widział, żeby nie umarł ktoś, to miał umrzeć. A teraz, w sposób nieprawdopodobny, zawiadomienie podpisane przez śmierć, napisane przez nią własnoręcznie, zawiadomienie, w którym się obwieszcza nieodwołalny i nieprzedłużalny koniec jakiś osoby, zostało zwrócone do nadawcy”.
Bo śmierć ma tu różne oblicza, ale najgorsze z nich to potworny biurokratyzm: ”Śmierć jest szkieletem zawiniętym w prześcieradło, mieszka w lodowatym pokoju w towarzystwie starej i zardzewiałej kosy, nie odpowiadającej na pytania, otoczona pobielonymi ścianami, pod którymi ciągną się kartoteki z szufladami wypełnionymi fiszkami. Fiszki pojawiają się na swoich miejscach, to znaczy alfabetycznie zarchiwizowane, w chwili narodzin ludzi i znikają w momencie ich śmierci”.
Przy takim formalnym nastawieniu śmierć ma olbrzymie problemy, gdy pewien wiolonczelista nie chce umrzeć w dniu, w którym jest mu to wyznaczone i żyje ponad normatywny tydzień. A może to również i swoisty bunt samej śmierci? Kolejny po zawieszeniu jej powinności?
“Kiedy śmierć, na swoje konto i ryzyko, postanowiła zawiesić aktywność od dnia pierwszego stycznia tego roku, nie przyszła jej do pustej głowy myśl, że jakaś wyższa instancja w hierarchii mogłaby zażądać od niej wyjaśnień. Nie posiada się z radości, bo odkryła, że możność dysponowania życiem ludzkim jest w sumie jedynie w jej gestii i że nie musi się z niczego przed nikim tłumaczyć, ani dziś, ani nigdy”.
“Na całym świecie jest tylko jedno miejsce, w które śmierć nie może się wpakować (..), to, które nazywa się trumną, urną, grobem, katafalkiem, grobowcem, sarkofagiem”.
“Śmierć (..) z powodów zawodowych wysłuchała tylu utworów muzycznych, ze szczególnym uwzględnieniem marszu pogrzebowego samego Chopina albo adagio asai z trzeciej symfonii beethovena”.
Szczególnie przemówił do mnie końcowy fragment z koncertem, na który pani śmierć wybrała się, upatrzywszy już wcześniej tegoż wiolonczelistę . “Nie wie tego, nie może tego wiedzieć, a mimo to gra, jakby żegnał się ze światem, mówi wreszcie to wszystko, co wcześniej przemilczał, zawiedzione nadzieję, sfrustrowane pragnienia, ogólnie życie”.
Opinia
Książka napisana ładnym językiem i w przystępny sposób pokazująca realia czasów Leonarda a także jego wybrane dzieje. Nie powinno się jej traktować jak biografię bo autor wybrał tylko nieliczne fragmenty z życia mistrza. Czyta się to jak zwykłą książkę fabularną a jednak można z niej się wiele dowiedzieć. Warto przeczytać kim byli Machiavelli czy Cesare Borgia. zanim sięgnie się po książkę Mereżkowskiego. Nie jest to może arcydzieło ale na pewno warto przeczytać.
Książka napisana ładnym językiem i w przystępny sposób pokazująca realia czasów Leonarda a także jego wybrane dzieje. Nie powinno się jej traktować jak biografię bo autor wybrał tylko nieliczne fragmenty z życia mistrza. Czyta się to jak zwykłą książkę fabularną a jednak można z niej się wiele dowiedzieć. Warto przeczytać kim byli Machiavelli czy Cesare Borgia. zanim...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to