rozwiń zwiń

Legion Videssos

Okładka książki Legion Videssos
Harry Turtledove Wydawnictwo: Amber Cykl: Videssos (tom 3) fantasy, science fiction
269 str. 4 godz. 29 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Videssos (tom 3)
Tytuł oryginału:
The Legion of Videssos
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
269
Czas czytania
4 godz. 29 min.
Język:
polski
ISBN:
8370828930
Tłumacz:
Janusz Ochab
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Legion Videssos w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Legion Videssos

Średnia ocen
7,1 / 10
63 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
860
843

Na półkach:

Turtledove - Uroczy wdzięk epigonizmu

Do cyklu Videssos znanego i wybitnego amerykańskiego pisarza wróciłem po ponad dwudziestu latach od dnia wydania czterech powieści Harry’ego Turtledove’a w Polsce. Pierwsza, ta przed dwiema dekadami, lektura pozostawiła jakby pewien niedosyt, przeczytałem je najpewniej zbyt pospiesznie, dając się uwieść dynamicznej fabule. Teraz postanowiłem je przeczytać bardziej uważnie, chociaż – szczerze – fantasy to nie jest mój ulubiony gatunek literacki.

Najlepszą częścią cyklu jest otwierająca ją powieść „Zaginiony legion”, chociaż autor zastosował dość banalny i często wykorzystywany w literaturze fantasy (a i sicene fiction również) zabieg przeniesienia w czasie bohaterów: w bitwie Rzymian i Galów dwaj wodzowie wrogich oddziałów Scaurus i Viridoviks krzyżują swoje miecze, które – jako oręż zaczarowany przez Druidów – wyzwala nieziemskie moce przenoszące obu dowódców i legion rzymski do świata alternatywnego.

Ciąg dalszy, trzy kolejne powieści cyklu – „Imperator legionu”, „Legion Videssos” i „Miecze legionu” są już tylko rozwinięciem intrygi, z wojnami, pochodami, politycznymi kombinacjami i, oczywiście, skomlikowanymi historiami miłosnymi, które toczą się w Imperium Videssos, dokąd zostali przeniesieni żołnierze rzymscy. Kończy się całość, a jakże – wszak czteroksiąg wyszedł spod pióra pisarza z kraju, gdzie modę dyktuje Hollywood – heppy endem, politycznym, a przede wszystkim miłosnym.

Powtóre czytanie cyklu czterech powieści stworzyło sposobność do bardziej refleksyjnego przyjrzenia się metodzie pisarstwa Turdeloedove’a.

Pierwszą, oczywistą konstatacją jest stwierdzenie wtórnego i synkretycznego charakteru tego pisarstwa. Recepta na sukces według Turtledove’a jest niby dość prosta: weź Tolkina, zmieszaj z Miką Waltari, dodaj „Diunę” Herberta i odrobinę Kossakowej (tak, tak – mało kto pamięta, że w latach 30. minionego wieku Zofia Kossak napisała również zupełnie dobrą powieść o Bizancjum i również w czterech księgach pod tytułem „Krzyżowcy), przypraw komiksami o Asterixie i dobrze wymieszaj. A przy rozlewaniu do czterech pucharów oglądaj jakiś hollywoodzki film historyczny, byle nie „Gladiator”, bo ten nie ma szczęśliwego zakończenia historii miłosnej.

Drugie spostrzeżenie jest bardziej pochlebne dla Turtledove’a: Jego cykl powieściowy jest napisany bardzo żywo, barwnie, z wyrazistymi, niekiedy dość szablonowymi, a niekiedy zupełnie udanymi i wiarygodnymi postaciami. A nade wszystko, Harry Turtledove, historyk z wykształcenia, specjalizujący się właśnie w starożytnym Cesarstwie Rzymskim, szczególnie zaś wschodniej, bizantyjskiej jego części, obdarza czytelnika zarówno wieloma szczegółami ze świata antycznego, zwłaszcza dotyczącymi, nazwijmy, ówczesnej sztuki wojennej i ówczesnego oręża, jak też dzieli się – i to jest autentycznie interesujące - ogólniejszymi uwagami o mechanizmach polityki i sposobach sprawowania oraz zdobywania władzy. Jak na fantasy to wcale nieźle.

Oczywiście, nie ma u Turtledove’a ani połowy tej głębi filozoficznej, ani nawet ćwierci subtelności literackiej, jaką możemy odnaleźć, przykładowo, w powieściach historycznych wielkiego polskiego pisarza Teodora Parnickiego.

Nie wymagajmy jednak od pisarza, bądź co bądź amerykańskiego, a więc przedstawiciela narodu z dwóchsetletnią historią kultury i literatury, aby równał się z Parnickim, synem Europy, miejsca gdzie od tysiącleci stapiały się języki, myśli, filozofia i literatura.

Uznajmy, że to bardzo udana kompilacja, taki uroczy epigonizm, łatwy i miły w czytaniu.

To wcale niemało.

Turtledove - Uroczy wdzięk epigonizmu

Do cyklu Videssos znanego i wybitnego amerykańskiego pisarza wróciłem po ponad dwudziestu latach od dnia wydania czterech powieści Harry’ego Turtledove’a w Polsce. Pierwsza, ta przed dwiema dekadami, lektura pozostawiła jakby pewien niedosyt, przeczytałem je najpewniej zbyt pospiesznie, dając się uwieść dynamicznej fabule. Teraz...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

121 użytkowników ma tytuł Legion Videssos na półkach głównych
  • 80
  • 41
37 użytkowników ma tytuł Legion Videssos na półkach dodatkowych
  • 26
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Legion Videssos

Inne książki autora

Okładka książki Szaleństwo Cthulhu Arthur C. Clarke, Heather Graham, Lois H. Gresh, Caitlín R. Kiernan, J.C. Koch, Joseph S. Pulver Sr., Daniel Schweitzer, Michael Shea, John Shirley, Robert Silverberg, William Browning Spencer, Melanie Tem, Jonathan Thomas, K.M. Tonso, Harry Turtledove, Donald Tyson
Ocena 6,0
Szaleństwo Cthulhu Arthur C. Clarke, Heather Graham, Lois H. Gresh, Caitlín R. Kiernan, J.C. Koch, Joseph S. Pulver Sr., Daniel Schweitzer, Michael Shea, John Shirley, Robert Silverberg, William Browning Spencer, Melanie Tem, Jonathan Thomas, K.M. Tonso, Harry Turtledove, Donald Tyson
Okładka książki The Time Travellers Almanac Part IV - Communiqués Isaac Asimov, Edward Frederick Benson, Richard Bowes, Molly Brown, Karen Haber, Nalo Hopkinson, Geoffrey A. Landis, Tanith Lee, Bob Leman, Adam Roberts, Kristine Kathryn Rusch, Pamela Sargent, Charles Stross, Harry Turtledove, Ann VanderMeer, Jeff VanderMeer, Carrie Vaughn, Gene Wolfe
Ocena 8,0
The Time Travellers Almanac Part IV - Communiqués Isaac Asimov, Edward Frederick Benson, Richard Bowes, Molly Brown, Karen Haber, Nalo Hopkinson, Geoffrey A. Landis, Tanith Lee, Bob Leman, Adam Roberts, Kristine Kathryn Rusch, Pamela Sargent, Charles Stross, Harry Turtledove, Ann VanderMeer, Jeff VanderMeer, Carrie Vaughn, Gene Wolfe
Harry Turtledove
Harry Turtledove
Harry Norman Turtledove (ur. 14 czerwca 1949) – historyk i autor powieści historycznych, fantasy i science fiction, najbardziej znany z utworów należących do gatunku historii alternatywnej. Jego żoną jest Laura Frankos, pisarka science fiction, siostra pisarza fantasy Stevena Frankosa. Ma trzy córki: Alison, Rachel i Rebeccę. W latach 1986-1987 był skarbnikiem Science Fiction Writers of America. Turtledove urodził się w Los Angeles w rodzinie żydowskiej. Zaczął studia na Caltech, gdzie oblał pierwszy rok, po czym rozpoczął studia na UCLA, gdzie w 1977 r. zrobił doktorat z historii Bizancjum. W 1979 r. wydał dwie pierwsze powieści, Wereblood i Werenight, pod pseudonimem Eric G. Iverson. Turtledove wyjaśnił później, że jego redaktor uznał, że ludzie nie uwierzą, że "Turtledove" to prawdziwe nazwisko autora i że powinien użyć bardziej nordyckiego nazwiska. Pisał pod nazwiskiem Iverson do roku 1985, kiedy opublikował Herbig-Haro i And So to Bed pod własnym nazwiskiem. Inny z jego wczesnych pseudonimów to Mark Gordian. Niedawno Turtledove zaczął również publikować powieści historyczne pod pseudonimem H. N. Turtletaub. Turtledove otrzymał Nagrodę HOMera za opublikowane w 1990 r. opowiadanie Designated Hitter, Nagrodę Johna Estena Cooka za Guns of the South (1993) i Nagrodę Hugo za Down in the Bottomlands (1994). Opowiadanie Must and Shall otrzymało w roku 1996 nominację do Hugo, Nebuli oraz wyróżnienie w Sidewise Award for Alternate History, podobnie jak The Two Georges (1995 i seria Wojna światów (1996). W 1998 otrzymał Sidewise Award for Alternate History za powieść How Few Remain, zaś w 2003 za Ruled Britannia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Światy wilka Chris Bunch
Światy wilka
Chris Bunch Allan Cole
Od robotnika najniższej klasy na Vulcanie do stopnia porucznika w elitarnej jednostce kosmicznych komandosów w armii Imperialnej. Jeśli dodać do tego że Sten, ten niewątpliwy sukces zawdzięcza w dużej mierze swojej niesubordynacji to... czapki z głów. Teraz czeka na niego kolejne zadanie – delikatne i „na wczoraj”. Tytułowe Światy Wilka to część kosmosu, która – choć w obszarze wpływów Imperatora – w zasadzie żyje swoim życiem. A życie to specyficzne: radykalna sekta religijna wyznaje zasady, które w każdym innym miejscu nie znalazłyby wielu zwolenników. Nadto jej wyznawcy zaczynają sobie coraz śmielej pozwalać „korsarząc” na swoich granicach siejąc postrach wśród tych, którzy w te rejony nieopatrznie się zapuścili. Imperator mógłby to przeboleć, gdyby nie fakt, że wkrótce przez rejon ich działania będzie przebiegał nowy kupiecki szlak. Frontalny atak nie wyglądałby dobrze, ale gdyby zmienił się władca Światów na takiego o bardziej otwartym umyśle i gdyby przyspieszyć jego nominację... Jeżeli pierwsza część była opowieścią poważną, to część druga jest już klasycznym akcyjniakiem i nie jest to żaden zarzut. Autorzy mają talent to kreowania barwnych i dających się lubić postaci. Nie brakuje im też wyobraźni. Alex, Ida, „uroczy” niedźwiadek z czułkami od razu zaskarbiają sobie sympatię czytelnika. Jedynie Bet jest wciąż tekturowa, szczęśliwie „przemyka” przez fabułę w sposób oszczędny. Fabularnie znów wszystko dopracowane do najdrobniejszego szczegółu, kilka znaczących zwrotów akcji, przyjemny wątek romansowy bardzo subtelnym językiem pisany i, co chyba najlepsze, warto było czekać na finał opowieści o Red Rorym, którą Alex ciągle przerywa. Przyznaję – ubawiła mnie. I jeszcze jedno co nietypowe – postać Wielkiego Imperatora to nie nadęta, rozbuchana, wredna i nieprzystępna persona, Imperator w wydaniu autorów to kolejny bohater, który uwodzi od pierwszej chwili, zapowiadając, że w następnych tomach nie będziemy się przy nim nudzić. Więc – na brodę mojej matki! - to świetna powieść.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Miecze legionu Harry Turtledove
Miecze legionu
Harry Turtledove
Turtledove - Uroczy wdzięk epigonizmu Do cyklu Videssos znanego i wybitnego amerykańskiego pisarza wróciłem po ponad dwudziestu latach od dnia wydania czterech powieści Harry’ego Turtledove’a w Polsce. Pierwsza, ta przed dwiema dekadami, lektura pozostawiła jakby pewien niedosyt, przeczytałem je najpewniej zbyt pospiesznie, dając się uwieść dynamicznej fabule. Teraz postanowiłem je przeczytać bardziej uważnie, chociaż – szczerze – fantasy to nie jest mój ulubiony gatunek literacki. Najlepszą częścią cyklu jest otwierająca ją powieść „Zaginiony legion”, chociaż autor zastosował dość banalny i często wykorzystywany w literaturze fantasy (a i sicene fiction również) zabieg przeniesienia w czasie bohaterów: w bitwie Rzymian i Galów dwaj wodzowie wrogich oddziałów Scaurus i Viridoviks krzyżują swoje miecze, które – jako oręż zaczarowany przez Druidów – wyzwala nieziemskie moce przenoszące obu dowódców i legion rzymski do świata alternatywnego. Ciąg dalszy, trzy kolejne powieści cyklu – „Imperator legionu”, „Legion Videssos” i „Miecze legionu” są już tylko rozwinięciem intrygi, z wojnami, pochodami, politycznymi kombinacjami i, oczywiście, skomlikowanymi historiami miłosnymi, które toczą się w Imperium Videssos, dokąd zostali przeniesieni żołnierze rzymscy. Kończy się całość, a jakże – wszak czteroksiąg wyszedł spod pióra pisarza z kraju, gdzie modę dyktuje Hollywood – heppy endem, politycznym, a przede wszystkim miłosnym. Powtóre czytanie cyklu czterech powieści stworzyło sposobność do bardziej refleksyjnego przyjrzenia się metodzie pisarstwa Turdeloedove’a. Pierwszą, oczywistą konstatacją jest stwierdzenie wtórnego i synkretycznego charakteru tego pisarstwa. Recepta na sukces według Turtledove’a jest niby dość prosta: weź Tolkina, zmieszaj z Miką Waltari, dodaj „Diunę” Herberta i odrobinę Kossakowej (tak, tak – mało kto pamięta, że w latach 30. minionego wieku Zofia Kosak napisała również zupełnie dobrą powieść o Bizancjum i również w czterech księgach pod tytułem „Krzyżowcy), przypraw komiksami o Asterixie i dobrze wymieszaj. A przy rozlewaniu do czterech pucharów oglądaj jakiś hollywoodzki film historyczny, byle nie „Gladiator”, bo ten nie ma szczęśliwego zakończenia historii miłosnej. Drugie spostrzeżenie jest bardziej pochlebne dla Turtledove’a: Jego cykl powieściowy jest napisany bardzo żywo, barwnie, z wyrazistymi, niekiedy dość szablanowymi, a niekiedy zupełnie udanymi i wiarygodnymi postaciami. A nade wszystko, Haarry Turtledove, historyk z wykształcenia, specjalizujący się właśnie w storożytnym Cesarstwie Rzymskim, szczególnie zaś wschodniej, bizantyjskiej jego części, obdarza czytelnika zarówno wieloma szczegółami ze świata antycznego, zwłaszcza dotyczącymi, nazwijmy, ówczesnej sztuki wojennej i ówczesnego oręża, jak też dzieli się – i to jest autentycznie interesujące - ogólniejszymi uwagami o mechanizmach polityki i sposobach sprawowania oraz zdobywania władzy. Jak na fantasy to wcale nieźle. Oczywiście, nie ma u Turtledove’a ani połowy tej głębi filozoficznej, ani nawet ćwierci subtelności literackiej, jką możemy odnaleźć, przykładowo, w powieściach historycznych wielkiego polskiego pisarza Teodora Parnickiego. Nie wymagajmy jednak od pisarza, bądź co bądź amerykańskiego, a więc przedstawiciela narodu z dwóchsetletnią historią kultury i literatury, aby równał się z Parnickim, człowiekem Europy, miejsca gdzie od tysiącleci stapiały się języki, myśli, filozofia i literatura. Uznajmy, że to bardzo udana kompilacja, taki uroczy epigonizm, łatwy i miły w czytaniu. To wcale niemało.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na 6 6 lat temu
Odkupienie Althalusa David Eddings
Odkupienie Althalusa
David Eddings Leigh Eddings
Kolejna z przeczytanych ostatnio książek, w których czułem się, jakbym wrócił do dawno niewidzianego, znajomego, przyjaznego miejsca. Myślę o „Belgariadzie” (i „Malloreonie”), w których zaczytywałem się w późnej podstawówce i wczesnym liceum, a zwłaszcza o charakterystycznym humorze przewijającym się przez te cykle: sarkastycznym, a jednocześnie prostym i dobrodusznym. „Odkupienie Althalusa” to opowieść z zupełnie innego świata, z innymi krainami, religiami i postaciami, ale humor jest tu ten sam. Podobnie jak potoczystość języka i „lubialność” bohaterów. Wydawałoby się więc, że to książka do pochłonięcia w kilka wieczorów, prawda? Zwłaszcza że cała historia – rzecz niebywała u Eddingsów! – zamyka się w jednym, acz opasłym tomie. A jednak nie. Zaskakująco się męczyłem. I po przeczytaniu nie do końca wiem, czym. Możliwe, że stężeniem humoru (w „Belgariadzie” on był jednak trochę bardziej zróżnicowany i mniej nachalnie dawkowany, tu zaś prawie wszyscy rozmawiają ze sobą ze swadą i zgryźliwością charakterystyczną dla Silka/Kheldara). A może dlatego, że tak jak tam poszczególne krainy i nacje zarysowane były mocną, charakterną kreską, tak tu zlewały mi się ze sobą i stanowiły niezbyt wciągającą, jednorodną masę. Nieszczególnie zżyłem się z geografią, historią czy socjologią tego świata. A jednak jest w nim dużo fajnych fabularnych pomysłów i krzepkich postaci, jak bohater tytułowy albo bogini Dweia, przez co nie miałem wrażenia, że czytam odgrzewanego kotleta opakowanego w nową okładkę. Mimo wszystko polecam, jeśli ktoś lubi Eddingsów. Mocne 6/10.
Daniel Janus - awatar Daniel Janus
ocenił na 6 5 lat temu
Imperator legionu Harry Turtledove
Imperator legionu
Harry Turtledove
Turtledove - Uroczy wdzięk epigonizmu Do cyklu Videssos znanego i wybitnego amerykańskiego pisarza wróciłem po ponad dwudziestu latach od dnia wydania czterech powieści Harry’ego Turtledove’a w Polsce. Pierwsza, ta przed dwoma dekadami, lektura pozostawiła jakby pewien niedosyt, przeczytałem je najpewniej zbyt pospiesznie, dając się uwieść dynamicznej fabule. Teraz postanowiłem je przeczytać bardziej uważnie, chociaż – szczerze – fantasy to nie jest mój ulubiony gatunek literacki. Najlepszą częścią cyklu jest otwierająca ją powieść „Zaginiony legion”, chociaż autor zastosował dość banalny i często wykorzystywany w literaturze fantasy (a i sicene fiction również) zabieg przeniesienia w czasie bohaterów: w bitwie Rzymian i Galów dwaj wodzowie wrogich oddziałów Scaurus i Viridoviks krzyżują swoje miecze, które – jako oręż zaczarowany przez Druidów – wyzwala nieziemskie moce przenoszące obu dowódców i legion rzymski do świata alternatywnego. Ciąg dalszy, trzy kolejne powieści cyklu – „Imperator legionu”, „Legion Videssos” i „Miecze legionu” są już tylko rozwinięciem intrygi, z wojnami, pochodami, politycznymi kombinacjami i, oczywiście, skomlikowanymi historiami miłosnymi, które toczą się w Imperium Videssos, dokąd zostali przeniesieni żołnierze rzymscy. Kończy się całość, a jakże – wszak czteroksiąg wyszedł spod pióra pisarza z kraju, gdzie modę dyktuje Hollywood – heppy endem, politycznym, a przede wszystkim miłosnym. Powtóre czytanie cyklu czterech powieści stworzyło sposobność do bardziej refleksyjnego przyjrzenia się metodzie pisarstwa Turdeloedove’a. Pierwszą, oczywistą konstatacją jest stwierdzenie wtórnego i synkretycznego charakteru tego pisarstwa. Recepta na sukces według Turtledove’a jest niby dość prosta: weź Tolkina, zmieszaj z Miką Waltari, dodaj „Diunę” Herberta i odrobinę Kossakowej (tak, tak – mało kto pamięta, że w latach 30. minionego wieku Zofia Kossak napisała również zupełnie dobrą powieść o Bizancjum i również w czterech księgach pod tytułem „Krzyżowcy), przypraw komiksami o Asterixie i dobrze wymieszaj. A przy rozlewaniu do czterech pucharów oglądaj jakiś hollywoodzki film historyczny, byle nie „Gladiator”, bo ten nie ma szczęśliwego zakończenia historii miłosnej. Drugie spostrzeżenie jest bardziej pochlebne dla Turtledove’a: Jego cykl powieściowy jest napisany bardzo żywo, barwnie, z wyrazistymi, niekiedy dość szablonowymi, a niekiedy zupełnie udanymi i wiarygodnymi postaciami. A nade wszystko, Harry Turtledove, historyk z wykształcenia, specjalizujący się właśnie w starożytnym Cesarstwie Rzymskim, szczególnie zaś wschodniej, bizantyjskiej jego części, obdarza czytelnika zarówno wieloma szczegółami ze świata antycznego, zwłaszcza dotyczącymi, nazwijmy, ówczesnej sztuki wojennej i ówczesnego oręża, jak też dzieli się – i to jest autentycznie interesujące - ogólniejszymi uwagami o mechanizmach polityki i sposobach sprawowania oraz zdobywania władzy. Jak na fantasy to wcale nieźle. Oczywiście, nie ma u Turtledove’a ani połowy tej głębi filozoficznej, ani nawet ćwierci subtelności literackiej, jaką możemy odnaleźć, przykładowo, w powieściach historycznych wielkiego polskiego pisarza Teodora Parnickiego. Nie wymagajmy jednak od pisarza, bądź co bądź amerykańskiego, a więc przedstawiciela narodu z dwóchsetletnią historią kultury i literatury, aby równał się z Parnickim, synem Europy, miejsca gdzie od tysiącleci stapiały się języki, myśli, filozofia i literatura. Uznajmy, że to bardzo udana kompilacja, taki uroczy epigonizm, łatwy i miły w czytaniu. To wcale niemało.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na 6 6 lat temu
STEN Chris Bunch
STEN
Chris Bunch Allan Cole
Karl Sten mógłby powiedzieć, że dopisuje mu szczęście, choć okoliczności, w których tego doświadczył, nie dają powodów do radości. Oto spóźniony powrót do dzielnicy, w której mieszka z rodzicami, ratuje mu życie, bo ktoś akurat postanowił dzielnicę poświęcić dla utrzymania tajemnicy Projektu Bravo. Tym kimś jest pan i władca Vulcaka – baron Thoresen, a Vulcam to planeta, która właściwie jest więzieniem. Nikt kto na niej pracuje nie ma szans na jej opuszczenie. Karl musi rozpocząć „dorosłe” życie i nie będzie to droga usłana różami. Wie natomiast, że z Volcana uda mu się uciec... Powieść, z przebojowym głównym bohaterem, która jednocześnie otwiera serię, skłania do pochopnego wniosku, że będzie to przewidywalna papka jakich wiele, ale to błędne założenie. Spod pióra tego duetu wyszła charakterna, awanturnicza na swój sposób opowieść o nie przerysowanym (jak choćby Stalowy Szczur) bohaterze, który zostaje uwikłany w wielką politykę, spiski i zdrady. Fabuła „łapie” swoją dynamikę, która nie ma momentów spadkowych, a opowieść jest przemyślana, logiczna i niezwykle atrakcyjna w odbiorze. Może jedynie te kilka rozdziałów ze szkolenia wojskowego – choć zabawne – nie wnoszą niczego znaczącego do fabuły, Sten nie przechodzi żadnej spektakularnej przemiany, nie staje się „innym człowiekiem”, po prostu zdobywa fach. Summa summarum doskonała rozrywka.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Czaszka na rękawie Nik Pierumow
Czaszka na rękawie
Nik Pierumow
Znałem dotychczas Nika Pierumowa jako autora niezbyt udanych, rozwlekłych i przegadanych powieści fantasy, toteż sięgając po „Czaszkę na rękawie” nie spodziewałem się zbyt wiele. A tu proszę, przyjemne zaskoczenie – w twardej, militarnej SF Autor czuje się o wiele lepiej. Zwłaszcza początkowe partie książki potrafią wciągnąć: dynamiczne opisy scen batalistycznych, żywe scenki z życia koszarowego (trochę oklepane, ale w sumie koszary podobne są w każdej chyba epoce), jędrne, żołnierskie dialogi. Do tego odrobina tajemnicy (ukryta i w zasadzie nieujawniona czytelnikom misja głównego bohatera, obcy o zadziwiających właściwościach, z którymi walczy ludzkość) oraz smaczki historyczne (nawiązania do III Rzeszy i komunistycznej Międzynarodówki). Czyta się dobrze i szybko. Zwroty fabularne wydają się początkowo nie zawsze logiczne, z czasem znajdują jednak w miarę satysfakcjonujące wyjaśnienie (albo znajdą takowe w tomie drugim dylogii - na co liczę i co Autor zdaje się zapowiadać). Z czasem ujawniają się pewne mankamenty powieści. Kolejne opisy bitew stają się zbyt podobne do siebie, strategia i taktyka działania wzięte wprost z XX-wiecznej sztuki wojennej (to zresztą częsta sytuacja w tego rodzaju utworach), pojawiają się sążniste, pseudonaukowe i w sumie zbędne wyjaśnienia dotyczące szczegółów biologii obcych, a sam główny bohater postępuje w sposób mało prawdopodobny z psychologicznego punktu widzenia (zwłaszcza w końcowej scenie powieści – Autorowi chodziło zapewne o to, by zachować na przyszłość głównych protagonistów, co jednak uczynił w sposób dość toporny). Zdałem też sobie ostatecznie sprawę, że wspomniane wyżej nawiązania do III Rzeszy (nazwy poszczególnych jednostek wojskowych wzięte wprost z Waffen SS, pieśni bojowe tych formacji, instytucje Imperium wzorowane na hitlerowskich Niemczech - z Gestapo na czele) nie pełnią żadnej istotnej funkcji fabularnej i mają tylko epatować Czytelnika (zwłaszcza rosyjskiego). Z punktu widzenia rozwoju fabuły galaktyczne państwo ludzkości równie dobrze mogłoby wzorować się na Imperium Brytyjskim, Imperium Romanum czy choćby imperium asyryjskim. W pewnym momencie Autor przeprasza nawet w przypisie zbulwersowanych ewentualnie czytelników za tak jawne i liczne nawiązania (przy okazji zacytowania pieśni SS: Horst Wessel Lied, śpiewanej przez oddział, do którego należy główny bohater), twierdząc, iż są one absolutnie niezbędne dla fabuły. Jak dotąd, w całym tomie pierwszym zapewnienia te pozostały gołosłowne. W przypadku Brygad Międzynarodowych (równie jawnie wzorowanych na jednostkach walczących po stronie Republiki Hiszpańskiej w latach 30-ych XX w.) na podobne „usprawiedliwienia” nie trafiamy. Pomimo wspomnianych wyżej uwag krytycznych powieść czyta się w sumie dobrze, potrafi wciągnąć i zaciekawić, a końcowy zwrot fabularny wyjaśnia wiele spośród dotychczasowych tajemnic. Oczywiście, nie wszystkie, co zachęca do sięgnięcia po kolejny tom. Podobnie jak pytanie, która z form rządów politycznych ludzkości zwycięży: wzorowane na III Rzeszy militarystyczne Imperium (zapewniające jednak obywatelom znaczny dobrobyt i sporo swobód) czy też świeżo powstała federacja planet niezależnych, rządzona przez Brygady Międzynarodowe i wykazująca sporo cech państw komunistycznych (z brakami w zaopatrzeniu i zamordyzmem włącznie). Zamierzam sięgnąć po tom drugi - „Czaszka na niebie”.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na 9 4 lata temu
Flota Przeklętych Chris Bunch
Flota Przeklętych
Chris Bunch
Kolejny tom cyklu i kolejne wyzwania dla Stena, oczywiście dyktowane przez Imperatora. Sam Imperator ma o czym myśleć, bo chyba na pewien czas stracił czujność, a same Imperium obrosło w piórka. Tahnowie przypuszczają atak na siły imperialne, a że za nic mają wszelkie związane z tym konwenanse, atak jest zaskakujący, zmasowany i niezwykle skuteczny. Kiedy doda się do tego fakt, że Tahnowie to urodzeni, fanatyczni wojownicy można uznać, że lekko nie będzie. Sten trafia na szkolenie do floty kosmicznej, żeby po raz kolejny wykazać się determinacją, trochę szczęściem, ale przede wszystkim nieszablonowym działaniem. Mimo, że motyw szkolenia to bis z części pierwszej zachowuje swój indywidualizm. Flota to nie miejsce dla mięczaków czy protegowanych, tutaj nawet była Modliszka musi się napocić. Szczęśliwie dla czytelnika autorzy zadbali o kolejne barwne postacie (jak choćby doskonała Pajęczyca), subtelny humor sytuacyjny, dobre dialogi i wartko płynącą akcję, a sam Imperator rozkręca się z każdym kolejnym tomem stając się postacią niezwykle urzekającą . Do tego Mahoney, który ma swoją misję do wykonania i admirał Doorman, żyjący w świecie ułudy, blichtru i oddanych klakierów, co samo przez się dyskwalifikuje Stena... Po drugiej stronie barykady Lady Atago – dowódca Thanów – kobieta zimna, opanowana, bezwzględna i piekielnie skuteczna, co Sten boleśnie odczuje, ale to dopiero po wielu spektakularnych potyczkach... Tom zdecydowanie lepszy od poprzedniego, wielowątkowa fabuła na każdym etapie niezmiennie ciekawi przez co Sten nie dominuje i nie przytłacza.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 5 miesięcy temu

Cytaty z książki Legion Videssos

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Legion Videssos