Lato

Okładka książki Lato
Edith Wharton Wydawnictwo: RBA Seria: Ponadczasowe powieści klasyka
198 str. 3 godz. 18 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Seria:
Ponadczasowe powieści
Tytuł oryginału:
Summer
Data wydania:
2024-02-15
Data 1. wyd. pol.:
2013-12-20
Data 1. wydania:
2018-01-01
Liczba stron:
198
Czas czytania
3 godz. 18 min.
Język:
polski
ISBN:
9788411498876
Tłumacz:
Monika Betley
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lato w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lato

Średnia ocen
6,9 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
84
58

Na półkach:

Powieść, która dosłownie ogrzewa serce swoim ciepłem nawet w najmroźniejsze wieczory listopada 💌

,,Lato" Edith Wharton to niezwykle wciągająca, choć niedługa lektura, która pochłonęła mnie do reszty. Odkąd zaczęłam sięgać po literaturę klasyczną, zdałam sobie sprawę, że niekiedy może ona zmęczyć nawet największego jej miłośnika. Chciałam więc na moment uciec w coś prostego i subtelnego, co zabierze mnie w inny świat — lepiej trafić nie mogłam.

To opowieść o lecie, ale nie tyle porze roku, co wyjątkowym okresie w życiu młodziutkiej Charity Royall, która zakochuje się po raz pierwszy. Tytułowe lato to metafora wszystkiego, czym pierwsza miłość jest: wybuchów namiętności, snucia marzeń o przyszłości, idealizacji obiektu westchnień i poczuciu, że cały świat dokoła nas rozkiwita w pełni słońca, spowity ciężkim upałem. Miłość, jakiej doświadcza Charity, jest niczym przebudzenie, które otwiera przed nią nieznane dotychczas ścieżki; to uczucie intensywne, niekiedy naiwne, ale nadające życiu nieznany dotychczas sens.

Historia miłosna Luciusa i Charity została przedstawiona w tak ujmujący sposób, że nie mogłam oderwać się od czytania. Wharton ukazuje silne zauroczenie między bohaterami, które trwa, dopóki za oknem panuje lato. Ich relacja została zestawiona z przyrodą, towarzyszącą im na każdym kroku. Ma się momentami wrażenie, że oni sami są jej nieodłączną częścią na tle drzew, kwiatów, letnich zachodów słońca i łąk. Ta idylliczna miłość szybko dobiega końca, kiedy Lucius wybiera, zamiast uczucia, podążanie za konwenansami społecznymi i korzystniejszy, bardziej przyszłościowy związek.
W oczy rzuca się bez dwóch zdań kontrast między tą dwójką: Charity, której pochodzenie z niższej warstwy społecznej odgórnie determinuje jej losy, a Luciusem — wykształconym i miastowym młodzieńcem.

Ówczesne normy społeczne tłamszą bohaterów, nie pozwalając im w pełni cieszyć się wzajemną miłością w jej prostocie. Wharton próbuje walczyć ze światem uzależniającym miłość od małżeństwa, tworząc portret otwartości seksualnej i przedstawiając cielesność człowieka za pomocą rozbudowanych metafor.

Piękna opowieść o latach młodości, emocjach związanych z dojrzewaniem, pierwszą miłością i złamanym sercem.
To przede wszystkim mocno uczuciowa książka, pełna sentymentalności.
Dogłębna analiza przeżyć i możliwość wniknięcia we wnętrze głównej bohaterki mają ogromną wartość.

Pokochałam Edith Wharton za lekkość stylu, prostą, lecz intrygującą fabułę, przez którą można po prostu przepłynąć. Dawno żadna książka nie poruszyła we mnie czułej struny i wrażliwości na taką skalę — czułam tę miłość, jak gdyby była moją własną.

Mogę z rozgrzanym, letnim sercem polecić ją każdemu, szczególnie w te chłodne wieczory 🤍📚

Powieść, która dosłownie ogrzewa serce swoim ciepłem nawet w najmroźniejsze wieczory listopada 💌

,,Lato" Edith Wharton to niezwykle wciągająca, choć niedługa lektura, która pochłonęła mnie do reszty. Odkąd zaczęłam sięgać po literaturę klasyczną, zdałam sobie sprawę, że niekiedy może ona zmęczyć nawet największego jej miłośnika. Chciałam więc na moment uciec w coś prostego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

114 użytkowników ma tytuł Lato na półkach głównych
  • 87
  • 25
  • 2
26 użytkowników ma tytuł Lato na półkach dodatkowych
  • 16
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Weird Fiction: An Antology D. K. Broster, Arthur Conan Doyle, W.W. Jacobs, R.M. James, Vernon Lee, H.P. Lovecraft, Edgar Allan Poe, May Sinclair, Edith Wharton
Ocena 9,0
Weird Fiction: An Antology D. K. Broster, Arthur Conan Doyle, W.W. Jacobs, R.M. James, Vernon Lee, H.P. Lovecraft, Edgar Allan Poe, May Sinclair, Edith Wharton
Okładka książki Wigilia pełna duchów. Zbiór opowiadań grozy Emily Arnold, G. B. Burgin, Francis Marion Crawford, Arthur Conan Doyle, Elizabeth Gaskell, Andrew Haggard, Montague Rhodes James, Charlotte Riddell, Isabella F. Romer, Edith Wharton
Ocena 6,8
Wigilia pełna duchów. Zbiór opowiadań grozy Emily Arnold, G. B. Burgin, Francis Marion Crawford, Arthur Conan Doyle, Elizabeth Gaskell, Andrew Haggard, Montague Rhodes James, Charlotte Riddell, Isabella F. Romer, Edith Wharton
Okładka książki Classic Stories of World War I Richard Aldington, Paul Alverdes, Stacy Aumonier, James Warner Bellah, Joseph Conrad, Georges Duhamel, John Galsworthy, Ernest Hemingway, Leo V. Jacks, Charles Edward Montague, Walter Frederick Morris, William Somerset Maugham, John W. Thomason Jr., H. M. Tomlinson, William Townend, Edith Wharton, James B. Wharton, Ared White, Karl Wilke
Ocena 5,0
Classic Stories of World War I Richard Aldington, Paul Alverdes, Stacy Aumonier, James Warner Bellah, Joseph Conrad, Georges Duhamel, John Galsworthy, Ernest Hemingway, Leo V. Jacks, Charles Edward Montague, Walter Frederick Morris, William Somerset Maugham, John W. Thomason Jr., H. M. Tomlinson, William Townend, Edith Wharton, James B. Wharton, Ared White, Karl Wilke
Edith Wharton
Edith Wharton
Amerykańska pisarka, pierwsza kobieta, która zdobyła Nagrodę Pulitzera, wielokrotnie nominowana do Nagrody Nobla. Pochodziła z zamożnej nowojorskiej rodziny Jonesów, nazwisko Wharton dał jej mąż, który w 1913 roku trafił do szpitala psychiatrycznego. W twórczości zajmowała się uprzywilejowanymi klasami Ameryki, zwłaszcza rodzinnego miasta oraz losami swoich rodaków odwiedzających Europę, zwłaszcza Paryż, ale pisała też o farmerach Nowej Anglii. Zjadliwie komentowała różne klasy amerykańskiego i europejskiego społeczeństwa, przenikliwie przyglądała się zmianom obyczajowym. Znała elitę literacką i polityczną swojej epoki i była trendsetterką w dziedzinie architektury krajobrazu i wystroju wnętrz. Pisała bardzo regularnie, powstało kilkadziesiąt książek. Przebywała we Francji z małymi tylko przerwami od 1911 roku, także w czasie I wojny światowej (Legia Honorowa za pomoc uchodźcom). Miała elegancką posiadłość w Massachusetts, potem w Hyères we Francji. W latach 90. XX wieku powstały trzy znaczące filmy oparte na jej powieściach: Ethan Frome, reż. John Madden, 1993, Wiek niewinności, reż. Martin Scorsese, 1993, Świat zabawy, reż. Terence Davies, 2000.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Szafirowe oczy Thomas Hardy
Szafirowe oczy
Thomas Hardy
Szafirowe oczy opublikowano w 1873 roku, ale jak wszystkie niemal powieści czasów wiktoriańskich ukazywała się początkowo w odcinkach (Tinsley's Magazine). Jest to trzecia opublikowana - po Desperate Remedies i Pod drzewem, pod zielonym - powieść Thomasa Hardy'ego. Główną bohaterką, właścicielką tytułowych szafirowych oczu jest córka wikarego, Elfride Swancourt, o której rękę starają się dwaj przyjaciele, Stephen Smith, syn mistrza murarskiego, pnący się po szczeblach kariery architekt, oraz Henry Knight, erudyta i literat, mentor Smitha. Pod warstewką historii miłosnej widzimy uprzedzenia na tle społecznym, a także zapowiedź kobiecych dylematów moralnych rozwiniętych później w historii Tess. Nie jest jednak tak spójna ani mocna w przekazie. No i nie kupuję zakończenia. O ile decyzję Elfride wydaje się logiczna, to już samo, hm, jak to ująć i nie zaspojlerować - samo to, co się później stało z E., wydaje się, przepraszam za eufemizm - głupie. Poza tym, Elfriede okropnie irytowała. Podobnie zresztą egzaltowany Knight. Za to przednio się bawiłam przy mieszkańcach wsi; to są moje ulubione momenty u Hardy'ego, te dykteryjki jak perełki, opis prowincjonalnego życia. Widać tu pełnię humoru autora i jego pogodne usposobienie. W powieści możemy odnaleźć pierwszą żonę Hardy'ego, Emmę Gifford, która podobnie jak Elfride była córka pastora (dla przypomnienia Thomas Hardy był z wykształcenia architektem, podobnie jak Stephen Smith). Ciekawe są te autobiograficzne tropy, zwłaszcza, że ponoć poszukiwanie zaginionego kolczyka również nie wzięło się znikąd. Fanom twórczości Thomasa Hardy'ego polecam lekturę i porównanie ze sławniejszymi dziełami, w porównaniu z którymi wypada niestety blado. Oczywiście polecam zwrócić uwagę na sławny cliffhanger, podczas którego Knight zawisa nad przepaścią.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na 7 25 dni temu
Młyn nad Flossą George Eliot
Młyn nad Flossą
George Eliot
Mam słabość do literatury, która jest po prostu piękna i takiż jest właśnie Młyn nad Flossą. George Elliot to mistrzyni słowa pisanego, zdolna nie tylko do plastycznego odmalowania świata przedstawionego, ale i do czarowania błyskotliwymi myślami oraz roztaczania uroku pięknem swojej stylistyki. Młyn nad Flossą to literatura pełna, solidnie zdefiniowana na każdym poziomie - nie tylko świetna warsztatowo, lecz i zasobna w treść. Gdybym chciał ocenić owe dzieło jednym zdaniem, to napisałbym, że jest to - po pierwsze - literatura piękna z górnej półki, jest to - po drugie - literatura klasyczna (ze wszystkimi tegoż znaczeniami i niuansami) oraz - po trzecie - literatura bardzo angielska. Po czwarte - to już na marginesie - jest to też romans i literatura romantyczna (to nie to samo, ale czasami idzie w parze). Te cechy, które wszak nie wyczerpują listy, przywodzić mogą na myśl inną popularną autorkę "z tamtych czasów", a mianowicie o pokolenie starszą Jane Austen. Oczywiście Austen pisała w okresie regencji, podczas kiedy Elliot już w epoce wiktoriańskiej, jednak obie panie, koniec końców, tworzyły coś, co od biedy można nazwać dziewiętnastowiecznym romansem. Obie zatem skupiały się kobietach poszukujących miłości i próbujących się odnaleźć w zmiennych realiach życia zdefiniowanego przez struktury społeczne i towarzyskie ówczesnej Anglii. Elliot jednak, przynajmniej w Młynie nad Flossą, sięgnęła głębiej: odważniej wkraczając w umysły swoich bohaterów, bardziej ich doświadczając i bardziej skupiając się na emocjach, odczuciach i wewnętrznych zmaganiach tychże niż Austen. Koniec końców, Młyn nad Flossą jest literaturą pełniejszą i potężniejszą niż dzieła Austen, dojrzalszą warsztatowo i treściowo, ale co za tym idzie, także cięższą w lekturze i wymagającą większego skupienia oraz spokoju. Nie chcę tutaj sugerować, że jest to bardzo ciężka literatura - bez wątpienia daleko jej do wyzwań oferowanych przez Joyce'a czy Manna, wystarczy po prostu pamiętać, że nie jest to jakieś tam romansidełko. Narracja Młynu jest interesującym zabiegiem - przedstawiona jest z perspektywy osoby żyjącej w późniejszych czasach, w dodatku od czasu do czasu bezpośrednio zwracającej się do czytelnika (jak, na przykład, w gawędzie). Osoby, która na wcześniejsze wydarzenia i ówczesnych ludzi patrzy z odrobiną politowania, ale i gorącą sympatią, tak jak dorosły, dojrzały i mądry człowiek może patrzyć na raczkujące dzieci. Nie ma w tym poczucia wyższości, są natomiast podkreślone wszelkie różnice, czy to intelektualne, czy obyczajowe, całość tworzy klimat gawędy. Notabene, wydaje się oczywiste, że narrator jest de facto samą autorką, George Elliot, aczkolwiek tłumacz zdecydował się odgórnie obdarzyć nieodmienne przez rodzaje angielskie czasowniki rodzajem męskim. Decyzja dziwna i niekoniecznie mi się ona podoba, zwłaszcza że w narracji czuć kobiecą wrażliwość (z wyraźnym, genderowym, wskazaniem na kobiecy sposób postrzegania świata i jego oceniania - dziewiętnasty wiek nie dorobił się zniewieściałych, blue-pillowanych pantoflarzy, charakterystyka płci była bardziej ostra, co musimy mieć na uwadze). Uzasadnieniem dla takiego postępowania może być chęć nawiązania do sposobu, w jaki powieść była odbierana przez czytelników w dziewiętnastym wieku - dla wielu odbiorców anonimowa Elliot była bowiem mężczyzną (zgodnie z oczekiwaniami autorki). Sami bohaterowie cieszą się ogromną sympatią autorki, jednak nie zmienia to faktu, że patrzy na nich z pewnym politowaniem. Nawet Magdalena - dziewczyna, później zaś kobieta, która zdaje się szczególnie ogniskować uwagę autorki, jest zaprezentowana jako ciepła, czuła i mądra, jednak nie bez skłonności do głupot i zachowań nieracjonalnych, w dodatku tak trochę po kobiecemu niespójna (autorka kobietom bez wątpienia kibicowała i je po swojemu wielbiła, jednak bynajmniej ich nie ideologizowała). Jest to zresztą bardzo przyjemna postać, jedna z tych kobiecych bohaterek, które naprawdę chce się przytulić i obdarzyć miłością. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Magda jest - mimo swoich cech, czy też właśnie dzięki nim - jedną z najciekawszych bohaterek literatury dziewiętnastowiecznej, jakie miałem okazję poznać. Wydaje mi się ciekawsza, pełniejsza, bardziej ludzka i prawdziwa niż, dla przykładu, niewiasty wychodzące spod pióra wspomnianej już Jane Austen. Jest w niej ta cudowna żywiołowość, co prawda przyczajona i stłamszona, która eksploduje w bohaterkach o wiek późniejszych. To kobieta, którą mogły pokonać konwenanse i społeczne struktury, ale która potrafiła zachować samą siebie i wykazać się ogromną siłą - nie w narzekaniu i płakaniu na swój los, a w działaniu. Nieco tylko mniej interesująco przedstawiają się obrazy reszty bohaterów. Przede wszystkim Tomka, jej brata i typowego chłopaka - wyrywnego, skłonnego do szybkiego wydawania sądów, żyjącego w poczuciu własnej wyższości i nieodpowiedzialnego... do czasu, kiedy los składa na jego barki ogromne oczekiwania i ów młody chłopiec przechodzi, praktycznie z dnia na dzień, przemianę w mężczyznę. Jest ich ojciec - młynarz - człowiek wierzący (wedle tego co nam pisze Elliot) iż gramatyka i ortografia podlegają indywidualnym przekonaniom, nieco rozleniwiony względną zamożnością i dość dobrą pozycją społeczną, głodny zarazem progresu i ostatecznie gotowy zaryzykować wszystko by owego progresu doświadczyć... jak się okazuje ze skutkiem bardzo złym, skoro porwał się na coś, co przerastało go, z wyjątkiem może ego. Matka wreszcie - głupia, napuszona gąska przekonana o wyższości własnego rodu, skupiona na nieistotnych detalach, całkowicie niezdolna do pojmowania świata poza bezpiecznym obszarem wytyczonym przez rodzinne rytuały, koniec końców zaś zmuszona do akceptacji hańby i odnalezienia się znacznie niżej, niż własnym zdaniem żyć powinna, ale też zdolna do wyjścia z owego upadku z niespodziewaną siłą wewnętrzną. U Elliot - a przynajmniej w Młynie nad Flossą - postaci są może i głupkowate, durnowate i próżne, jednak potrafią odnaleźć swoje serce wtedy, kiedy jest ono potrzebne. Potrafią się poświęcić dla innych, bywa że w sposób zupełnie nieoczekiwany. I, nade wszystko, nawet upadając, potrafią się podnieść już jako inni ludzie. Odmienieni, silniejsi. Lepsi? Nie jest to opowieść, która mogłaby w świetle dzisiejszych standardów być crowd pleaserem. Próżno tutaj oczekiwać happy endu. Czy zresztą taki jest możliwy w świecie, który jest miejscem brutalnym i nieakceptującym słabości? Być może namiastką happy endu jest zdolność obserwowanej przez nas rodziny do zjednoczenia się - chwilowego lub częściowego, bo wszak różnie z tym bywa - w obliczu zła i nieszczęść i do brnięcia pod wiatr, aż do samego końca? Uzupełnijmy to całkiem niezłym poczuciem humoru i odrobiną kpiarskich obserwacji o angielskim społeczeństwie i otrzymujemy powieść napisaną bardzo sprawnie, ciekawą i po prostu wciągającą. Nadal jednak klasyczną i charakterystyczną dla literatury wieków minionych. Na minus: gabaryt. Sporo czytania. Przyznam, że mimo fascynacji warsztatem Elliot zdarzały mi się momenty, kiedy się ślizgałem. Czasami czułem po prostu przesyt. Tłumaczy go jednak chęć autorki by naprawdę wiarygodnie opisać świat przedstawiony i należycie ustosunkować się do zastanych problemów.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Świat pani Malinowskiej Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Świat pani Malinowskiej
Tadeusz Dołęga-Mostowicz
MATKA TERESKA Z KALKUTOWA Intryga ubożuchna, odwrócony mezalians czyli prostak na salonach II, jeśli za I przyjąć Nikodema Dyzmę, z tym że Dyzma to mąż stanu przy cwaniaku z tego dzieła. Szczątkowe opisy Stolicy w tej książce mogły być naprawdę świetnym tłem, gdyby Mostowicz chciał je rozwinąć. To byłby duży wkład w świadectwo zburzonego miasta, na przykład opis Wybrzeża Kościuszkowskiego i terenów rzeki: "Autobusem dojeżdżało się na Wybrzeże Kościuszkowskie, dużą, pustą przestrzeń między mostami Poniatowskiego i Kierbedzia, z rzadka porośniętą cherlawymi drzewkami i trawą bardziej wydeptaną, niż wypaloną przez słońce. Nie odstraszało to jednak ubogiej ludności Powiśla, która wyległa tu, gęstymi kupkami biwakując wprost na gołej ziemi. Oczywiście byłoby dość miejsca, by przejść między nimi i dotrzeć nad wodę, lecz Borowicz zawrócił. Przechodzenie pod zaciekawionymi spojrzeniami byłoby zbyt przykre, naraziłoby go na jakiś wprawdzie nieuchwytny, a przecież rzeczywisty kontakt z tą biedotą, o której istnieniu wolałby nie wiedzieć, której nie chciałby swego istnienia demonstrować". [...] Po szerokich kamiennych schodach wyszedł na wiadukt. Na moście znalazł wolną ławeczkę. Środkiem pędziły gęsto auta, chodnikami przepychał się rozgadany, roześmiany, spocony tłum. Nie zwracano tu na niego uwagi. — Dziwna rzecz — myślał — jaka siła, jaki instynkt pcha ludzi do zbijania się w takie wielkie masy? Dlaczego nie urządzają sobie życia inaczej, dlaczego stłoczyli się wielkimi miastami, miasteczkami i wsiami? [...] — Patrzcie, co się dzieje na plażach — doleciał Borowicza czyjś głos — ludzi, jak robactwa. [...] Mimo woli spojrzał w dół. Szerokie połcie szarożółtego piasku pokryte były mrowiem ludzkim. Mętna woda przy brzegach również roiła się od kąpiących się, na całej powierzchni gęsto rozsypane, kręciły się kolorowe wiórki kajaków, łódek i żaglówek. Środkiem sunął gruby, spęczniały publicznością statek wycieczkowy, buchający hałaśliwą muzyką. Ludzie, ludzie, ludzie. Pchający się do powietrza, wody, słońca, zapełniający natychmiast każdą lukę wolnej przestrzeni, popychający się, narzekający na ścisk, a jednak prący do najgęstszych zbiorowisk. Robactwo". Albo taki ustęp o kluczu do bramy kamienicy na Marszałkowskiej: "Nie spostrzegł nawet, że wchodzi do bramy ohydnej czynszowej kamienicy przy Marszałkowskiej, nie zauważył schodów, którymi przecie chodził kilka razy dziennie i dopiero na trzecim piętrze przystanął zmęczony tuż przed drzwiami swego, a właściwie pani Prekoszowej mieszkania. Nie miał właściwie zamiaru iść do domu, ale ponieważ automatycznie tu doszedł, wyjął klucz, otworzył drzwi i jak najciszej je zatrzasnął. Spośród czterech sublokatorów pani Prekoszowej, on jeden dostąpił zaszczytu posiadania klucza. Inni musieli dzwonić i czekać aż otworzy służąca, lub sama pani domu. Gdy przed dwoma laty wynajmował tu pokój musiał się zgodzić na ten rygor. — To jest nieodzowny warunek, proszę szanownego pana — mówiła pani Prekoszowa, ściągając fałdy pluszowego szlafroka na swym bujnym biuście — czasami sublokator klucz zgubi, albo wraca w stanie zawianym. Słowo honorowe — nie mogę. — Ależ w ogłoszeniu było podane, że wejście jest niekrępujące — upominał się Borowicz. — A czy ja kogo krępuję? Uchowaj Boże. Każdy może przychodzić i wychodzić o której chce, może wprowadzać kogo chce i kiedy chce. — Ja tam nikogo nie zamierzam wprowadzać — zastrzegł się Borowicz, lecz pani Prekoszowa zrobiła obojętną minę i nic nie pomogło. Dopiero po kilku miesiącach wydostał klucz, zagroziwszy, że się wyprowadzi. Konieczność stykania się z kimś, kto mu drzwi otwierał, była dlań nie do zniesienia. Po prostu unikał domu. Zresztą zasłużył już u pani Prekoszowej na opinię „bardzo spokojnego i solidnego sublokatora”. Najlepsze w książce są dla mnie wątki związane z życiem firmy Towarzystwo Budowlane. Można je odnieść do innych firm, bo są uniwersalne, do dziś zresztą tak działa umysł w hierarchii. To jest uniwersalne i warte uwagi. Dalej co prawda jest dramatycznie, jest napięcie, ale jak zwykle rozmyte nieznośną niedorzecznością kobiety tak uległej i wyrozumiałej, że aż irytującej i nierzeczywistej. Być może nie rozumiem ducha tamtych czasów i takie kwiaty się zdarzały, z pewnością zdarzają i teraz, ale ta miałkość bohaterki czyni całość naiwną Harlekinozą. Dobrze napisana, to podstawa warsztatu Dołęgi, ale zbyt ckliwa, żeby być  ponadczasową. Jeśli pada pytanie czemu tak poczytny na owe czasy pisarz nie przebił się współcześnie do kanonu, to Prokurator Alicja Horn, Kiwony, ta i inne książki pisane pod publikę dają odpowiedź. Podejrzewam, że 90% współczesnej rodzimej beletrystyki oraz powieści gatunkowych całkiem słusznie podzieli ten los.
Grozypoetyckie - awatar Grozypoetyckie
ocenił na 6 8 dni temu
Tajemnice zamku Udolpho Ann Radcliffe
Tajemnice zamku Udolpho
Ann Radcliffe
Ostatecznie średniówera, bo najpierw mnie wkręciła ta książka, ale pod koniec już byłam tak wymęczona, że tylko chciałam ją skończyć. Zwłaszcza, że 850 stron to nie przelewki! Najbardziej mnie wykończyło to, że bohaterowie się tu kręcą jak w kołowrotku. Co chwilę powtarzają te same schematy, zachowania, uczucia, a nawet teksty... Czy ta persona żyje? Nie żyje! O jednak chyba żyje! A nie, nie żyje. Ostatecznie żyje, ale właśnie jest na łożu śmierci xd Problemem tej książki jest tempo. Bo na początku wchodzimy sobie gładko, powolutku w ten świat. Mamy podziwianie natury i krytykę miasta oraz tłumaczenie co jest moralnie pożądane, a co nie. Git. Potem nagle akcja przyspiesza i każdy rozdział kończy się nową dramą, kolejnym lowelasem, duchem albo podejrzeniem morderstwa. I to się mega długo ciągnie. Myślałam, że jak w końcu dojadą do Udolpho to akcja zwolni. Ale nie! Tu też telenowela miała się świetnie. No generalnie whiplash. Choć przynajmniej nie mogę zarzucić, żebym się nudziła. Za to potem owszem, wjechało rozciąganie, nudy i fillery (typu książka, którą Ludovico czyta polując na ducha). Pod koniec trochę już skanowałam wzrokiem, bo miałam tych wszystkich ludzi, gadających w kółko o tym samym, serdecznie dość. Na plus jest to, że przynajmniej wszystkie te telenowelowe wątki się spinają i mają swoje rozwiązanie. Chociaż niektóre wyjaśnienia są naprawdę kretyńskie (piraci, lol). All in all, cieszę się, że się za to wzięłam, ale jeszcze bardziej się cieszę, że po miesiącu wreszcie to mam za sobą. Przy czym moje zmęczenie tą książką może wynikać z mojego literackiego gustu. Ja nie szukam w książkach zaszokowania (dlatego nic mi nie robią thrillery ani Miranda July i jej opisy tamponów), a tu autorka bardzo chciała mnie szokować morderstwem, hazardem i innymi niecnotliwymi występkami. Być może jakbym to czytała 200 lat wcześniej to zmieniłabym śpiewkę, bo mdlałabym z wrażenia. Ale nie sądzę, bo ja ciągle chciałam wrócić do klimatu z pierwszych rozdziałów, kiedy nic się nie działo, tylko gapiliśmy się na drzewa i góry.
symulakrum - awatar symulakrum
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Duch z Canterville i inne opowiadania Oscar Wilde
Duch z Canterville i inne opowiadania
Oscar Wilde
Nie jestem ekspertem. Jestem zwykłą nastolatką, która raczej uznaje klasykę za dość ciężką i niekiedy nudną. Przy opowiadaniach Wilda jednak mi to nie groziło. O samym autorze usłyszałam w książkach Cassandry Clare. W wikipedii przeczytałam o jego życiu, a potem o pracach. Zobaczyłam kilka opisów i już byłam zakochana. Jego historie czyta się łatwo i lekko, a starszy język tylko dodaje im uroku. W jego pracach jest pasja, to nie są takie rzeczy, że ,, przeczytasz i zapomnisz". Zaczął zmieniać świat jeszcze zanim to stało się modne, co doskonale widać w jego dziełach. Osobiście żałuję, że tak mało się o nim  mówi. Był utalentowanym artystą i nie bał się inności czy ryzyka. W swoich opowiadaniach na kilku stronach potrafił idealnie nadać historii unikalny klimat i zawrzeć morał, czyli to co innym autorom zajmuje całe książki. Jego podejście było bardzo niestandardowe (moja autokorekta starą się poprawić ,, niestandardowe" na ,,niesamowite" i zdecydowanie mogę się z nią zgodzić). Jak pokazuje to w ,,Duchu z Canterville" użył oklepanego schematu nawiedzonego domu i przerobił go w istne arcydzieło z poczuciem humoru. Nawet moja mama przyszła zobaczyć co się dzieje, gdy w momencie pierwszego spotkania Ministra z duchem zaczęłam się śmiać. ,,Modelowy milioner" uczy nas, że dobro wraca. Po przeczytaniu finału cały czas się uśmiechałam. ,, Portret Pana W. H" sprawił, że płakałam. Cudownie opowiedziana historia z zaskakującym zakończeniem. Aura tajemniczości, która pojawiła się w ,,Sfinks Bez Sekretu" była niezwykła. Niby krótka historia, a jednak ma własny czar. Oscar Wilde robił swoje i żył po swojemu. Nie przejmował się opinią publiczną, co w tamtych czasach musiało być trudne. Niesamowity człowiek, który pisał niesamowite rzeczy. Zdecydowanie polecam każdemu. Wątpię, żeby istniała osoba, która nie znajdzie tu czegoś dla siebie. Mądre opowieści o wierze, miłości, losie i poświęceniu z dawką ironii oraz humoru. 
Mara - awatar Mara
oceniła na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Lato

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lato