rozwiń zwiń

Kuroko no Basket 24

Okładka książki Kuroko no Basket 24
Tadatoshi Fujimaki Wydawnictwo: Shueisha Cykl: Kuroko's Basket (tom 24) komiksy
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Kuroko's Basket (tom 24)
Data wydania:
2013-10-04
Data 1. wydania:
2013-10-04
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
japoński
ISBN:
9784088708195
Średnia ocen

                8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kuroko no Basket 24 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kuroko no Basket 24

Średnia ocen
8,1 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
8347
7045

Na półkach: , ,

DŁUŻSZA CHWILA WYTCHNIENIA

Odsuwanie kulminacyjnego momentu opowieści to zabieg znany każdemu miłośnikowi książek, komiksów czy filmów. Jeżeli rzecz dobrze się sprzedaje, a fabuła zbliża się nieubłaganie do finału, trzeba zrobić coś, co przedłuży całość. W przypadku „Kuroko” wyjść było kilka, a dokładniej zakończenie zawodów i wrzucenie bohaterów w wir przygotowań do kolejnych (to jednak byłoby powtórką z rozrywki), zmiana kierunku całej opowieści (co nie zachwyciłoby fanów) albo wyciągnięcie na światło dzienne kilku faktów z przeszłości i pokazaniu paru retrospekcji. I właśnie tę ostatnią opcję wybrał Tadatoshi Fujimaki, ukazując nam początek kariery głównego bohatera i jego drogę do stania się słynnym szóstym z Pokolenia Cudów.

Od tego wszystko się zaczęło. Kuroko nie był ani dobrym graczem, ani wielkim miłośnikiem koszykówki. Ten sport po prostu go zainteresował i postanowił zostać jego zawodnikiem. Z takim samym marzeniem jego przyjaciel zaczął starania w swojej nowej szkole. Niestety dla Kuroko, od pierwszej chwili wszystko idzie nie tak. Trenuje on co prawda zawzięcie, ale nie ma naturalnego talentu. Właściwie nie potrafi grać, co sprawia, że trener radzi mu odejść z klubu. Jednakże Aomine dostrzega w nim potencjał, o który jest gotów walczyć nawet z narażeniem własnej kariery. Losy Kuroko zaczynają się więc układać całkiem nieźle. Marzenia powoli się spełniają, drużyna rozrasta, chłopak powoli odkrywa własne możliwości… Jakie jednak sekrety skrywa ta część jego życia, o których dotychczas nie opowiedział swoim przyjaciołom?

Całość recenzji na moim blogu: http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2018/07/kurokos-basket-24-fujimaki-tadatoshi.html

DŁUŻSZA CHWILA WYTCHNIENIA

Odsuwanie kulminacyjnego momentu opowieści to zabieg znany każdemu miłośnikowi książek, komiksów czy filmów. Jeżeli rzecz dobrze się sprzedaje, a fabuła zbliża się nieubłaganie do finału, trzeba zrobić coś, co przedłuży całość. W przypadku „Kuroko” wyjść było kilka, a dokładniej zakończenie zawodów i wrzucenie bohaterów w wir przygotowań do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

75 użytkowników ma tytuł Kuroko no Basket 24 na półkach głównych
  • 51
  • 24
46 użytkowników ma tytuł Kuroko no Basket 24 na półkach dodatkowych
  • 16
  • 14
  • 6
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kuroko's Basket 23 Tadatoshi Fujimaki
Kuroko's Basket 23
Tadatoshi Fujimaki
WSZYSTKO MOŻE SIĘ ZDARZYĆ Po kolejnym, trwającym dłuższy czas meczu, nadeszła pora by nie tylko rozstrzygnąć jego losy, ale przy okazji także zaserwować czytelnikom nieco spokojniejszych scen, za którym – przyznam się szczerze – trochę się stęskniłem. W pierwszej połowie rządzi jednak szaleńcze tempo, więc miłośnicy dynamicznych starć także będą zadowoleni. I to jak. Mecz Seirin kontra Kaiju wszedł już w ostatnią fazę. Obie drużyny dzieli niewielka liczba punktów, więc wszystko może się zdarzyć. Dosłownie. Kise, który potrafi kopiować każdą technikę i zagranie i łączyć je ze sobą, jest niczym wszyscy członkowie Pokolenia Cudów razem wzięci. Jak pokonać kogoś takiego? Kuroko ma pewien pomysł, Kagami w końcu poradził sobie niemalże z wszystkimi członkami Pokolenia – z tym, że robił to pojedynczo. Musiałby więc pokierować przeciwnikiem tak, by użył konkretnej z technik, które będzie wiedział jak zatrzymać. Pytanie tylko czy będzie w stanie tego dokonać? Tymczasem Kaiju zaczyna powoli wychodzić na prowadzenie. Straty, których mieli nie odrobić okazały się niewystarczające. Żadna strona nie chce się jednak poddać, każdy stara się za wszelką cenę pokonać przeciwnika. Gdy ostatnie minuty dzielą ich od rozstrzygnięcia, zaczyna się gra, jakiej nikt by się nie spodziewał… Całość recenzji na moim blogu: http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2018/07/kurokos-basket-23-fujimaki-tadatoshi.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 7 lat temu
Inspektor Akane Tsunemori #3 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #3
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Nie jest to możliwe, aby być miłośnikiem dość rozległej formami, podgatunkami, mediami, które ją opowiadają (a rozchodzi się głównie o fantastykę naukową) i nie twierdzić, że… zwana ona inaczej ,,Science-Fiction”, spełnia swą szczególną rolę jeśli chodzi o wybitne kreowanie poczucia życia w idealnym świecie, który z pozoru wydaje się być idyllą, a koniec końców okazuje się błędem, jałowością, koszmarem, z którego ciężko się wydostać, czymś co nie powinno być rzeczywiste. Nie da się wobec takiego elementu fantastyki naukowej przejść obojętnie – w takim futurystyczno-profetycznym akcencie, czy to w literaturze, czy to w mediach: filmie oraz serialach sprawdza się znakomicie, stanowiąc coraz częstszą tematykę do rozważań wśród współczesnych twórców niniejszego, wszechobecnego już gatunku, w którym autorzy mogą nie tylko opowiedzieć daną fikcyjną fabułę i całe jej tło wraz z postaciami, wydarzeniami etc., ale i nawiązać dialog z odbiorcą, rzucić mu wyzwanie, do czegoś zmusić, coś uświadomić. Sci-fi, tak rozległe jak tylko to można sobie wyobrazić i bodaj jeszcze, jeszcze dalej, owszem to ocean twórczych możliwości w popkulturze i niekończących się relacji na linii: ,,popyt-podaż”, jednakże z pewnego punktu widzenia, jest to ot niepewny, grząski grunt, w który nie można zbyt głęboko, jeśli chodzi o kreatorów w tym gatunku wdepnąć – w fantastyce naukowej z pierwiastkiem futurystycznym i profetyczno-wizjonerskim na dodatek, cóż, na pewno trzeba umieć wiedzieć jak powinno posługiwać się swoją wyobraźnią, talentem, technikami, stylem, aby ,,nie wypluć” jak z jakiegoś automatu czegoś co zniechęci odbiorcę w przyswojeniu i zrozumieniu tego, co chciało się przekazać jako ten ambitny reżyser, pisarz, scenarzysta, rysownik etc. Talentu i odwagi oraz rozsądku w tej kwestii na pewno nie zabrakło twórcom pewnego Uniwersum w obrębie anime oraz mangi, Świata Psycho-Pass. To w rzeczywistości tej produkcji i jej odsłony komiksowej fikcja wchodzi w tango z odniesieniem się do naszej, typowej znanej nam i namacalnej: rzeczywistości, będąc dość blisko owemu realizmowi. Najlepiej ,,Psycho-Pass” sprawdza się jako serial oraz filmy w konwencji anime – w tej formie Uniwersum to się dość dawno zakończyło, mając na swoim koncie wiele sezonów jako serialu i co najmniej 3 konkretne pełnometrażowe tytuły. Będąc czymś ,,żywym”, jako byt filmowo-serialowy ten Świat atakuje zmysły widza wieloma bodźcami naraz – cała ta opowieść o świecie rządzonym przez jednolity zdaje się i nadrzędny System cyber-informatyczny, Sybil, w formie animowanej kreuje się jako bardziej przystępna i akceptowalna dla odbiorcy – pokłosie tego, co Psycho-Pass prezentuje jest więc żywe i zapadające w pamięć; to o ten wydźwięk i ,,drugie dno”, ot omawiany profetyzm w tym wymiarze nie aż tak fikcyjnej jak by się mogło wydawać rozrywki jest w przypadki ,,P-P” najistotniejszy. A co ma do powiedzenia w takim razie manga Uniwersum? W przypadku bardzo popularnego Psycho-Passa, w Polsce dość szczególnie!, jako formie narracji obrazkowych, ten Świat zaczyna nabywać wtedy dziwnej właściwości: opowieść obrazem ,,zatrzymanym w ruchu” który w akceptowalny sposób spójnie pokrywa się z wydarzeniami z treści anime tegoż to Świata, to możliwość dłuższego obcowania z określonymi odcinkami danej serii anime – można to porównać do sytuacji, gdy dany tom mangi zawiera w sobie akcję z 3 odcinków, a my czytamy ów komiks, przykładowo, około dwóch godzin. Jest to o wiele dłuższe wyobrażenie sobie tego w projekcji naszego umysłu co przedstawia odcinek, a w przypadku tak trudnej i problematycznej w gatunku ,,future sci-fi” osnowy tematycznej Psycho-Passa: dłuższe zobrazowanie i analiza tego, co chciał przekazać autor i co ,,to coś” (jego idee, spostrzeżenia, lekcje dla nas samych) powinno oznaczać w kontekście realności ,,a gdyby tak… taki a taki motyw miał jednak mieć w naszym świecie miejsce”. Manga jest przystępniejsza w indywidualnym doświadczeniu tego, jak twórca opisuje – w przypadku omawianego Uniwersum - jaki jest i jak powinien wyglądać obecny XXI wiek, i kolejne przyszłe stulecia, czy to (choć nie wybrzmiewa to w mangach Psycho-Pass bezpośrednio; to czytelnik musi umieć to dostrzec), jakie czekają nas, ludzkość, w przyszłości wyzwania na drodze rozwoju gospodarczego, nauki, wzrostu (albo i nie!) poziom wiedzy, zmian religijno-politycznych, czy napotykanych po drodze przez Cywilizację epok postępu technologicznego. Dlatego też lepsza po raz kolejny, po raz trzeci w serii ,,psycho-passowych” mangowych tworów!, okazała się manga ,,Inspektor Akane Tsunemori”, a dokładniej rzecz biorąc jej niezwykły tom 3. Jak to się mówi ,,do trzech razy sztuka” – w przypadku tego tomu, tego rodzaju japońskiej formy popkultury, z takim zacięciem fantastyki-naukowej w tle, której na pewno nie powstydziłby się P. K. Dick, gdyby dziś żył, trzecie podejście okazało się tak samo cenne, tak samo obfite w pozytywne wrażenia z mangi, jak tomy 1 i 2, które nie aż tak dawno czytałem i recenzowałem. I mam nadzieję, że tak samo sprytnie fabularnie i dynamicznie w tempie akcji wydarzy się a’la ,,po raz czwarty” w czwartym tomie właśnie. Bo w ,,trójeczce” konsekwentność fabuły i jej odniesienie do naszej rzeczywistości (ta realność profetyczno-futurystyczna) dalej utrzymuje swój dość dobry poziom; ,,Nowy Świat” władany przez Sybil jest tak samo intensywny, trudny, w tej fikcji jałowy i inwigilowany jak to miało miejsce w poprzednich mangach z cyklu. Problemy z którymi jak się okaże w tym tomie ma zmierzyć się Akane i jej nazwijmy to ,,rówieśnicy po fachu” z typowej rządowej Agencji Bezpieczeństwa stają się jeszcze bardziej zawiłe (czasami odczuć można podczas lektury, że polityka, której trochę tu jednak jest, staje się tak samo fascynująca jak sceny dynamiczne – czy tak się nie pisze scenariusza, który ma być futurystyczny w sci-fi i bardziej realny dla naszej ,,normalnej życiowej przestrzeni”?), wymagające chociażby większego skupienia niż ,,przy typowej mandze, którą się przekartkuje, bo takie kolorowe obrazki i mało tekstu!”. I gdybym miał użyć jednego słowa, który określa główne postaci fabuły tomu, ich motywację i charakter: wyzwanie. To rzucenie się w tryb typowej pracy dla Agencji i częściowo wewnętrzna potrzeba wyjaśnienia problemów (z którymi zresztą Sybil ma sporo wspólnego), to cel nadrzędny dla najważniejszych postaci tomu! Bohaterowie, którym rzuca się wyzwanie sami napędzają fabułą, sami wypluwają z siebie nici, które łączą inne wątki i je wiążą ze sobą. Wyzwanie rodzi ,,pościg”, ,,pościg” ma wiele wspólnego z ,,tajemnicą”, a ta tajemnica z tomu 3 łączy się z działaniem (nie spoilerując) wiadomego nam Systemu Psycho-Passa i jego pewnego... pokłosia, o którym za chwilę. Rzeczywistość omawianego Uniwersum w takim wydaniu mangi to ani nie rozległy Wirutalny Świat, ani nie ,,fantasmagoryczna anty-utopia”; Psycho-Pass poprzez mangę kreuje się na polityczno-noir-thriller antyutopię, ale dość bliską nam samym, jakby z klimatem ,,true story”, ,,opartą na faktach”. Przekonać nas może do tego, choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie, faktyczna objętość tomu 3 i jego jakość rysunku. To ponad, i ów ,,objętościowy fakt” dla serii mangi tego wydania Uniwersum Psycho-Pass (bo jeszcze mamy drugi cykl komiksów dla tej rzeczywistości, nazwany od jej tytułu) mnie co najmniej pozytywnie zaskoczył, bite 230 stron ,,mięska treści”, które można przyswajać, omawiać, analizować, poddać się swoistemu rozważaniu w kontekście futurologicznym, mimo iż owa futurologia może nie wydawać się niniejszym aż tak bezpośrednia, jakby to ująć, tak namacalna ,,na pierwszy rzut oka”. Surowe ,,future sci-fi” tańczy harmonijnie w parze z wartką thrillerową akcją, bo jak to przy Świecie Psycho-Passa bywa, i w tym tomie mangi pojawił się wątek śledczo-kryminalno-spiskowy, sądzę, nawiązujący delikatnie do serialowego ,,Hannibala” z Madsem Mikkelsenem w tytułowej, przerażającej i podstępnej roli. Dość specyficzne, ,,wysmakowane” z perspektywy mordercy zbrodnie, z rytualnie można by sądzić traktowanymi zwłokami ofiar – to chyba najbardziej niespodziewany wątek w tych 230 stronach cyklu no.3 z serii o odważnej choć delikatnie zdystansowanej w stosunku do świata ,,pisanego przez System Sybil” Inspektor Akane; to również wątek najbardziej przykuwający uwagę – czytelnik podświadomie może się zastanawiać, kto i dlaczego dokonuje tego rodzaju aktów zbrodni w czasach, w których moje, twoje, czy jego życie definiuje to, jaki ma się ,,kolor współczynnika ewentualnej zbrodni”, tak zwanego ,,wyznacznika Psycho-Pass”. Z biegiem fabuły, z jej rwanym troszku rozwojem, odbiorca może wpaść w swego rodzaju refleksję: ,,fakt, dowiedziałem się, że w tym Uniwersum trzeba uważać na wszystko, żeby nie zrobić dosłownie czegoś choćby minimalnie niepotrzebnego, co sprawiło by, że własny Psycho-Pass ulegnie zmętnieniu, a my staniemy się kandydatami do resocjalizacji, odrzucenia ze społeczeństwa bądź eliminacji”. Czy to oddział Tsunemori i Ginozy wraz z egzekutorami, czy to podstępni i chłodno kalkulujący ,,asystemowi” A-Sybilanci, złoczyńcy – wokół całej gamy postaci tomu orbituje jeden czynnik, z którymi – nazwijmy to – muszą oni na swój sposób sobie poradzić. Chodzi o dość istotny motyw, warunek, który zdaje się napędzać cały kocioł wydarzeń tomu – w Świecie, z którym się tu stykamy istnieje coś takiego jak ,,brak eustresu”. To choroba, bardziej nieoficjalna, o której niechętnie się mówi, wywoływana brakiem jakiegokolwiek stresu, chociażby minimalnego, motywującego do działania, do pracy nad sobą, do walki np. o lepszą posadę w pracy, na zawodach sportowych etc.. To powoduje u ludzi zapaść własnego istnienia, swego rodzaju degenerację, ot brak chęci do życia i rozwoju... powoduje zanik Psycho-Passa, a to nie przelewki! Tak, to ciekawa zagwozdka, ważna dla ewolucji fabuły serii ,,Inspektor Akane Tsunemori” – dzięki świadomości istnienia ,,eustresu” czytelnik lepiej przyswaja ciekawie prezentujące się treści w grafice tomu, gdy jej dynamika naprawdę zaskakuje, co w pewnym sensie jest pokłosiem walki ,,Agentów Biura” ze skutkami eustresu.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 1 rok temu
Inspektor Akane Tsunemori #2 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #2
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Ludzkość XXI wieku to ludzkość, i tu pojawi się namaszczone subiektywnością spostrzeżenie, egzystująca w dość dobrych gospodarczo, ekonomicznie i technologicznie czasach. Skusiłbym się rzec nawet, że w niespodziewanie dobrych. Jest jednak jedno ,,ale". Świat niczym skąpany landrynkowym lukrem, gdzie każdy patrzy przez te swoje różowe okulary, cóż, taki nie jest. Dlatego albo nic nie ma za darmo, albo nie jest tak idealnie jakby się chciało. Konflikty wewnętrzne, korupcja, utarczki na szczytach władzy, wojny jak m.in. ta wciąż tocząca się rosyjsko-ukraińska, mówiąc delikatnie: to liczne i dość obmierzłe i nikomu niepotrzebne ,,niejasności”, realizowane dość często przez fanatyków na łamach problemów związanych z religią, z prawami swobód obywatelskich, z prawem do wyznania, koloru skóry, poglądów społecznych, politycznych etc. Dodajmy do tego terroryzm zyskujący coraz większe możliwości i coraz większe poparcie wśród ,,skrajności ideologicznych”, a nasz świat jak widać zdaje się iść w nie wiadomo jakim kierunku, jakby ku coraz większej entropii, dychotomii, ku pustce. Paradoksalnie jednocześnie pragnie on coraz większej konsumpcji i zyskania w tym grajdołku tego, co nazywamy naszą rzeczywistością, i na którą my jako ludzkość wszyscy zapracowujemy: swoistej równowagi. Chyba nikt nie jest w stanie oddać za nas głosu i określić, jaki jest nasz świat – ma to tak samo ogromne znaczenie z punktu widzenia jednostki, grupy i sporego zbioru, np. narodu, czy całej cywilizacji. To tak samo subiektywny jak i obiektywny głos, takowe znaczenie. Ciekawie w tym względzie wyraża się popkultura. Bo popkultura ma to do siebie, że oprócz tego, że po prostu kreuje masę ,,rozrywkowego contentu”, który dla jednych jest tylko i aż tą typową rozrywką, a dla drugich nieokreśloną, bezcenną, znaczącą coś indywidualnego, intymnego i bardzo cennego pasją, ot poświęceniem, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie życia, to co istotne: daje ona nam również najrozmaitsze interpretacje oraz odzwierciedlenia, ot głosy ludzi przez osobę autora lub jego wizje, przede wszystkim komentarz wobec rzeczywistości, wobec tego jaki jest, powinien być, jak jest zły, dobry, czy stanowi dla nas wyzwanie bądź jest nudny padół, na którym od tysięcy lat przyszło ludzkości żyć. Analizy i tego rodzaju interpretacje znajdują swe ujścia tak samo w filmach, serialach, popularnych książkach, jak i co ciekawe… komiksach. Tak, medium narracji obrazkowych ma w sobie coś, co w sposób dla tej formy w stosunku do filmu jest istotne, korzystne dla odbiorcy: opowieść obrazem ,,zatrzymanym w ruchu”, który pokrywa scenariusz. Opisać tego, jaki jest obecny XXI wiek, czy to jakie pod względem futurologicznym (technologia przyszłości, skala rozwoju gospodarczego, rozwój nauk, poziom wiedzy, ukształtowanie polityczne etc.) może być dla nas kolejne i kolejne stulecie, a nawet i tysiąclecie sama literacka proza w gatunku sci-fi, cyberpunk sci-fi, post-apo i temu podobne odgałęzienia fantastyki naukowej, może zrobić bez problemu, i sądzę nie jest to nader wyzywająco i nie wiadomo jak przemożnie trudne w stosunku do powieści graficznej zadanie. Twórcy komiksowi zatracający się w swych kreacjach rysunkowych i scenariuszowych, którzy poprzez określone, alternatywne wyprzedzające swoje czasy wizje tego, co mogło być i może się dla Cywilizacji za ,,te ileś lat czy dekad, lub dużo dużo więcej lat w przód” rozegrać (i oby w rzeczywistości nie spotkał nas jakiś atomowy holocaust), wtłaczane w tak rozmaity pisarski i graficzny sposób, fakt mają o wiele trudniejszą ,,powinność interpretacyjną i komentującą ludzki padół” od pisarzy czy w niektórych przypadkach nawet i filmowców, udowadniają, że artyści obdarzeni pasją do zachęcenia odbiorców do komentowania świata dookoła lub np. określonego jego elementu, jak konflikty polityczne, ideologiczne, problemy ekonomiczne, kwestie być może czekającego nas ,,załamania technologicznego” potrafią zdziałać cuda. Obraz w połączeniu z czystą formą scenariusza w odpowiednich rękach może stać się synergią, symbiontem, jednością, która natchnie w kwestii ,,spojrzenia ku przyszłości, ku dobru kolejnych pokoleń” czytelników takiego dzieła. Jednym z tych komiksów, a tak naprawdę jedną z tych japońskich narracji graficznych zwanych wśród ,,popkulturowiczów” mangą, który to poprzez dość specyficzną opartą na popularnym anime w gatunku tech-futurystycznego Sci-Fi pt. „Psycho-Pass” fabułę potrafi w swój pokrętny nader ,,innawy” sposób skomentować obecny świat i dać pewny wgląd w możliwość tego, czy ,,w takiej a nie innej wizji” swej egzystencji za dziesiątki lat mógłby wyglądać, jest manga pt. ,,Inspektor Akane Tsunemori” autorstwa Akiry Amano (ów mangaka odpowiedzialny był niniejszym za projekty postaci i inne elementy graficzne), Hikaru Miyoshiego (stwórca ten zajmuje się w tej serii dość sprawnie kwestią ogólnego rysunku) oraz Gena Urobuchi (osoba odpowiedzialna za scenariusz dla serii, który to oparto, co z początku nie wydaje się takie jasne na fabule słynnego anime, o którym powyżej była mowa). W moim przypadku ,,kopnął mnie ten zaszczyt”, że ostatnimi czasy zdołałem ogarnąć inne pozycje książkowo-komiksowe i znaleźć czas na tom 2 tej serii. I co ciekawe, do czego dziwnie jest się przyznać, to przypomnienie sobie o czytanej dość dawno powieści pt. ,,Brak tchu" G. Orwella oraz o obejrzanym na dniach filmie (tak, sam nie pamiętam, który to już seans z kolei!) z Tomem Cruisem w roli głównej pt. „Raport Mniejszości”, na którym to można odważnie wywnioskować wiele wskazuje iż wzorowało się oryginalne anime pt. „Psycho-Pass”, zmusiło mnie wewnętrznie do odparcia licznych pokus i sięgnięcia - po świetnie przyjętym przeze mnie pilocie tego cyklu japońskich komiksów - po omawianą i niniejszym recenzowaną kolejną z części tejże niezwykle profetycznej (choć ów profetyzm trzeba umieć i chcieć tu dostrzec) mangi o pewnej ,,pani Inspektor” osadzonej w Uniwersum rządzonym przez dyktującym wszystko wszystkim System Sibyl, odpowiednik orwellowskiego ,,Wielkiego Brata” – System, który… nie oszczędza nikogo, nawet jednostki specjalne, Agentów. Bo z prawem i absolutem nikt nie dyskutuje. Wszystko to, co kreował tom 1 mangi ,,PP", tom drugi mimo iż wciąż jest fikcją (tak samo jak pilot), to jest nieco lepszą od poprzednika fikcją, w ostateczności robi to o wiele lepiej. Sama realność tego Uniwersum… jest jeszcze bardziej realna i profetyczno-futurystyczna; pilot serii był sądzę wprowadzeniem do podstaw i lekkim ich rozwinięciem funkcjonowania ,,Nowego Świata” władanego przez jałowy Sibyl, natomiast ,,dwójeczka” to już wypłynięcie na szersze wody w tym kontekście poprzez w miarę sprawne poprowadzenie wątku, który jedynie ,,naznaczono” w tomie pierwszym. Sam skrót fabuły tomu 2, co zdradza nam np. wydawca czy treść na okładce, mówi, że na kartach wydania będzie chodzić o wątek ,,Talizmanu”. Jednak ,,Talizman” jest tu jedynie ,,MacGuffinem”, ot zachętą, przy której trzyma się fabularnie czytelnika. To nie jest anime, więc dynamika samej akcji, która w rysunku mangi zawsze jest nieco inna, pewnych elementów nie przykryje. Rozpoczęto pewną historię, którą takowy Talizman być może wyniesie na wiele, wiele tomów w przód, ale tomów, w których poznamy zakrapiane suspensem tajemnice, te liczne treści tak znane z anime ,,Psycho-Pass”. Na pewno pozostał z nami, obecny z tomu 1 ,,philip.k.dickowski" wyrazu przerażenia, ot lęku zbiorowości wobec możliwości utraty wolności przez Cywilizację – wolności, którą m.in. w tym Uniwersum może zabrać Sibyl. Takowe wpływy twórcze to wisienka na torcie, ba!, to wisienka na tej wisience na torcie. Gdyby nie P. K. Dick, Orwell i inni, gdyby nie ,,Raport Mniejszości” z Cruisem, ta seria, czy w ogóle samo anime nie miałoby prawa bytu. Widać to po omawianym wątku ,,Talizmana” w tomie 2. Przez tą postać, a raczej ,,awatara”, który w świecie wirtualnym pełni piekielnie ważną rolę przebija się cały sens intrygi, suspensu, charakterystycznego polotu i ,,gatunkowego smaku”, znanych z dzieł P. K. Dicka, a najbardziej wspomnianego filmu pt. ,,Raport Mniejszości”. Tak, ,,Talizman" nie jest tu najistotniejszy - rola tego wątku to nakreślenie określonej narracji, intrygi i tego czegoś, co jest charakterystyczne dla tego Uniwersum także samej serii mangi. Twórcy tych około 190 stron, w Polsce w tym tomie po raz kolejny wydanych przez słynne Waneko, wywiązali się ze swojego zadania dość dobrze, co najmniej! Zaoferowali nam zabawę motywem wirtualnej rzeczywistości, za bardzo głęboko w niego nie wchodząc, skupiając się przy nim wokół kryminalno-śledczo-sci-fi wątku czy też nurcie. ,,Kreska” w serii o Inspektor Tsunemori z Uniwersum Psycho-Pass jest szczególna. Raz delikatna, raz wątła, ot ,,blada”, np. z dużą ilością delikatnego konturu teł, bez różnorodności detalu, co być może ma wprowadzić czytelnika tej mangi w ,,jałowy” Świat ,,Wielkiego Brata” Systemu Sibyl. Postaci i często, choć niniejszym zbyt w stylu szarpanym, chaotycznym, sama akcja, której narracja zbyt skacze, a w poszczególnych scenach zdaje się brakować kadrów, jakby wycięto kawałek danej historii, która dopełniona mogłaby okazać się dla tej serii czymś nader wielkiej wagi, to lepiej rozwinięte elementy w tym tomie niżeli w pilocie. Choć czegoś tu zabrakło. Jest tu potencjał, który prawdopodobnie wątek ,,Talona" powoli uwalnia - przez takie wydarzenia w tym Uniwersum Masaoka, Ginoza, Inspektor Tsunemori, ci Agenci, te postaci zyskają więcej polotu, głębi, więcej charyzmy. Lecz zapewne przyjdzie to w kolejnych tomach.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 7 1 rok temu
Hotel  Boichi
Hotel
Boichi
Mu-jik Park znany też jako „Boichi” to mangaka znany w Polsce głównie z serii shonen „Dr. Stone”. Jednakże ma na swoim koncie też parę mniejszych projektów. Tom „Hotel” zbiera właśnie jego krótsze formy. Tytułowy „Hotel” opowiada historię świata, który stanął wobec widma kompletnej zagłady życia na Ziemi. Naukowcy tworzą jednak supernowoczesną wieżę zwaną „Hotelem”, która ma przechować DNA większości ziemskich gatunków aż do polepszenia się warunków na Ziemi. Historia przypominała mi trochę opowiadanie „Nadejdą ciepłe deszcze” Raya Bradbury’ego pokazujące niszczenie supernowoczesnego domu pod nieobecność właścicieli. Tutaj jest podobnie, tylko że skala zagrożeń wobec wieży jest o wiele większa – warunki klimatyczne robią się coraz bardziej ekstremalne, a stawką są losy życia na Ziemi. W mandze historii towarzyszy narracja komputera wieży, który okazuje się zaskakująco ludzki – tęskni za swoimi twórcami i po latach zaczyna doskwierać mu samotności. Jest to najlepszy i najbardziej przejmujący tekst w tomie. Swego rodzaju epilog stanowi krótka historia „Dola” o ostatnim człowieku na Ziemi. Dosyć smutno-gorzka-opowieść. Następną dłuższą opowieścią jest „Prezent”, który opowiada o młodej kobiecie, która budzi się ze śpiączki i usiłuje porozumieć się ze swoim mężem. Początkowo nie byłem specjalnie przejęty, ale kiedy dochodzi do pewnego zwrotu akcji, to naprawdę się wzruszyłem. Bardzo dobrze przemyślany tekst. Niestety kolejna krótsza forma czyli „Migrena” zupełnie do mnie nie trafiła. W kolejnej historii czyli „Wszystko dla tuńczyka” ludzkość musi przeżyć w świecie po… wyginięciu tuńczyka. Fabuła jest bardzo groteskowa i czasami można się szczerze uśmiechnąć. Niestety w pewnym momencie zaczyna się robić męcząca. Trochę skróciłbym tekst. Tym razem epilogiem jest krótka historia o… Ryba-Rangerze czyli parodii japońskich superbohaterów. Niestety zamiast śmieszne wypada głupkowato. Dosyć dziwnym przypadkiem jest „Stephanos”. Zaczyna się jak ciekawy dramat o ciąży urojonej, by potem stać się pełnoprawnym horrorem. Elementy dramatyczne wypadają bardzo dobrze, ale niestety horror jest tu dosyć niedorzeczny. Miłą niespodzianką okazał się króciutki „Kenji, król wynalazków”. Dowcip tu zaprezentowany jest dosyć oklepany, ale dalej bawi. Zamykający tom „Diadem” to typowe fantasy o młodej dziewczynie, która na czele wielkiej armii stawia czoło imperium. Niestety jest to bardzo sztampowa opowieść i wypada z głowy szybko po lekturze. Zupełnie nie pasuje do reszty tomu. Rysunki są bardzo ładne i szczegółowe. Autor radzi sobie w różnych konwencjach i w projektowaniu różnych fantastycznych wynalazków jest bardzo pomysłowy. Najgorzej narysowany jest „Diadem”, w którym twórca chyba nie do końca się odnalazł. Jest to dosyć nierówny zbiór. Parę historii jest naprawdę bardzo dobrych, ale są też takie zupełnie niepotrzebne. Jednakże dwie opowieści były dla mnie na tyle udane, że sięgnę po inne tytułu tego autora.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 1 rok temu
Acony Kei Toume
Acony
Kei Toume
„Nie starzeję się, nie muszę też spać ani jeść. Bo już jestem martwa” Im dłużej zajmuję się mangami, tym wyraźniej zauważam, jak trudno czasem ocenić, do jakiego gatunku w zasadzie należy dana pozycja. Niekiedy coś wydaje się horrorem, a po otwarciu okazuje się, że trochę nie do końca tak jest. Problem tego typu miałam w przypadku jednotomówki Waneko pod tytułem „Acony” (historia ta pierwotnie została wydana w trzech tomach pomiędzy 2009, a 2010 rokiem). Stworzona przez Kei Toume opowieść zawiera wprawdzie drobne elementy grozy, jednak skupia się głównie na komedii. Przeprowadzki z reguły nie są szczególnie przyjemne – szczególnie te wymuszone życiowymi zawirowaniami. Motomi Utsuki przenosi się do dziadka, gdy jego matka podejmuje się zagranicznej pracy wymagającej ciągłych zmian miejsca pobytu. Trzynastolatek od początku swojego przyjazdu zauważa dziwne i niezwykłe zjawiska związane z kilkudziesięcioletnim budynkiem. Zdaje się on żyć, przyciągać niezwykłych lokatorów, a także powodować paranormalne zjawiska w swojej okolicy. Chłopiec prędko poznaje Acony, swą rówieśniczkę, która twierdzi, że tak naprawdę jest martwa… Znajomość ta wciąga Motomiego w świat pełen niebywałych ludzi, duchów i zmiennokształtnych istot. Opowieść składa się z ponad pięciuset stron nieustannie przeplatających się perypetii bohaterów. Każda wprowadzana postać wnosi swą obecnością zupełnie nowe gagi, a im dalej, tym więcej humoru. Wprawdzie da się wyróżnić pewien główny wątek, jednak szczerze powiedziawszy… fabuła tak naprawdę dąży donikąd. Liczą się tylko coraz to nowsze przygody w nawiedzonej rezydencji. Ot takie „okruchy życia”, które mają być niezobowiązującą lekturą. Manga nie sili się na zmuszanie do żadnych przemyśleń, zapewnia wyłącznie rozrywkę. W pewien sposób może nasunąć również skojarzenie z „Rodziną Addamsów”, lecz niezaprzeczalnie autorka rzadziej i mniej odważnie sięga po elementy grozy niż historia najsłynniejszej gotyckiej rodziny. Między innymi z tego powodu przygody Acony zdecydowanie nadają się dla młodzieży, którą może zafascynować pokraczny świat pełen fantastycznych istot. Wykorzystana kreska jest przyjemna dla oka, bohaterowie silnie przyciągają uwagę swymi nieszablonowymi projektami postaci (Aozaemon Numata wprost skradł moje serce!). Niektóre plansze w ciekawy sposób bawią się przestrzenią, całkowicie zmieniając jej wymiary, co zdecydowanie urozmaica dość jednolitą scenerię budynku. Zdziwiła mnie bardzo liczba kolorowych ilustracji! Jest ich ponad dwadzieścia i to raczej rekord w mojej dotychczasowej przygodzie z japońskimi komiksami. Nie czuję za to zadowolona z okładki kryjącej się pod obwolutą… Wypada ona zupełnie nieciekawie w porównaniu z kolorową „nakładką”. Nie znajduję się w szczególnie korzystnej pozycji, by ocenić tę mangę. „Acony” to dobra pozycja, jednak zupełnie nie należę do grupy docelowej, do której jest ona kierowana. Sprawę pogarsza fakt, że jednak szukałam horroru lub przynajmniej odrobinę mrocznej komedii z mocno zaakcentowanymi elementami grozy. Dostałam zabawną opowieść, fakt. Jednak duchy czy jakiekolwiek okołofantastyczne elementy są tu wyłącznie tłem kolejnych zwariowanych przygód, przez co czuję delikatny zawód. Mimo tego przyznaję jej ocenę 6/10 – przy czym, gdybym była trochę młodsza lub gustowała w innych gatunkach… Najpewniej odebrałabym ją zupełnie inaczej i po prostu lepiej.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na 6 1 rok temu

Cytaty z książki Kuroko no Basket 24

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kuroko no Basket 24