Ktoś tu przyjdzie. Sztuki teatralne

Okładka książki Ktoś tu przyjdzie. Sztuki teatralne
Jon Fosse Wydawnictwo: Agencja Dramatu i Teatru ADiT utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
740 str. 12 godz. 20 min.
Kategoria:
utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Format:
papier
Data wydania:
2024-06-10
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-10
Liczba stron:
740
Czas czytania
12 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360699645
Tłumacz:
Halina Thylwe, Elżbieta Frątczak-Nowotny, Monika Grossman-Kliber
Średnia ocen

                8,5 8,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ktoś tu przyjdzie. Sztuki teatralne w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ktoś tu przyjdzie. Sztuki teatralne

Średnia ocen
8,5 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
918
818

Na półkach: , ,

"Wszyscy stajemy przed wielkimi pytaniami". Stają przed nimi także bohaterowie sztuk teatralnych Jona Fosse. A wręcz zderzają się z nimi, bo często próbują wyartykułować coś, na co słów nie ma. Bo jak ubrać w słowa rozpacz - że wszystko jest nie tak, że głód uczuć popycha ku drugiemu człowiekowi, by tym bardziej odbić od ściany obcości i chłodu. I tak trwają- w emocjonalnej próżni- na zewnątrz, spalając się od środka w swojej niemocy. Im bardziej wyciągają rękę ku bliskości z drugim człowiekiem, tym bardziej czują kosmiczne odległości między wyciągniętymi ku sobie dłońmi, być może zbyt późno zdając sobie sprawę z tego, że te palce nigdy się nie zetkną - jak na freskach Michała Anioła.
.
Bohaterowie Fosse często nawet nie mają imion. To figurki szachowe, którym życie przypisało określoną funkcję. Albo sami ją sobie nadali - bo raz skręcili w prawo, potem w lewo, potem może znowu w prawo, a potem już sami nie wiedzą, gdzie są i którędy dalej prowadzi właściwa droga ( jak w "Białości"- jednej z nowel Fosse). Matka, ojciec, mąż, żona, syn, córka- życie więzi ich w pajęczej sieci relacji, nazywając je RODZINĄ, a klatkę - z której nawet jeśli fizycznie zdołali uciec, to mentalnie utkwili w niej na zawsze - DOMEM. Takim, gdzie jest ciepło (bo pali się w piecu), gdzie ktoś nawet czeka, ale to czekanie jest bardziej ciężarem, uwierającym kamykiem w bucie, który być może pozwala stawiać kolejne kroki, ale do mety dociera się z otarciami- na ciele i duszy. Niektórzy z bohaterów Fosse swój życiowy bieg sami przerywają- pozostawiając nas z jeszcze większym poczuciem konsternacji i ciszą...
.
Fosse nie używa wielkich słów, metafor, nie idzie w kierunku rozbudowanych monologów. To raczej wewnętrzne monologi bohaterów, gdzie żarzy się od niewypowiedzianych emocji, ale na zewnątrz wydobywają się zaledwie pojedynczo wyartykułowane słowa, często przerywane nagle, poprzedzające pauzę, która znaczy więcej niż to, co słyszymy. Nie ma też praktycznie didaskaliów- często ograniczone są one do lapidarnej wskazówki odnośnie jasności, ciemności, otwierania i zamykania drzwi, odgłosu ciężkich kroków, westchnień, informacji o podchodzeniu lub odchodzeniu od okna. Swoimi sztukami scenicznymi nawiązuje Fosse także dialog z innymi dramatami, między innymi "Czekając na Godota" S. Becketta i "Szklaną menażerią" T. Williamsa. Bohaterem drugoplanowym jest tutaj często przyroda (norweskie fiordy), które potęgują wrażenie samotności, bo fizyczne odległości między ludźmi są tak ogromne, jak emocjonalne przepaście między nimi, nawet jeśli całość pokazana jest w hermetycznym konstrukcie rodziny.
.
Sztuki Jona Fosse to kameralność i oszczędność w środkach wyrazu. Nie znaczy to jednak, że ta oszczędność dotyczy także emocji. Wymagają one jednak dostrojenia się do specyfiki rytmu, do pewnego stanu ducha i umysłu, zamknięcia się na zewnętrzny świat, a otwarcia na to, co głęboko w nas. Wtedy działa to jak zwierciadło dla naszych własnych rozczarowań, wydobywając prawdy, z którymi nie zawsze potrafimy się zmierzyć. Dlatego tak to... boli. I musi boleć. Ale być może lepiej poczuć ten ból, niż nie czuć jednak nic. Bardzo polecam.

"Wszyscy stajemy przed wielkimi pytaniami". Stają przed nimi także bohaterowie sztuk teatralnych Jona Fosse. A wręcz zderzają się z nimi, bo często próbują wyartykułować coś, na co słów nie ma. Bo jak ubrać w słowa rozpacz - że wszystko jest nie tak, że głód uczuć popycha ku drugiemu człowiekowi, by tym bardziej odbić od ściany obcości i chłodu. I tak trwają- w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

94 użytkowników ma tytuł Ktoś tu przyjdzie. Sztuki teatralne na półkach głównych
  • 66
  • 26
  • 2
21 użytkowników ma tytuł Ktoś tu przyjdzie. Sztuki teatralne na półkach dodatkowych
  • 8
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Jon Fosse
Jon Fosse
Laureat Literackiej Nagrody Nobla 2023 za "nowatorskie sztuki i prozę, dające wyraz temu, co niewypowiedziane" Fosse urodził się 29 września 1959 roku w Haugesund. Od lat uważany jest za jednego z najwybitniejszych norweskich dramatopisarzy. Tworzy w języku nynorsk. Debiutował w 1983 roku książką „Czerwone, czarne”. Jego pierwsza sztuka teatralna, „Nigdy się nie rozłączymy”, została wystawiona w roku 1994. Najbardziej znane dramaty autora to „Imię” (1995) i „Dziecko” (1997). W książkach Fossego najważniejszy jest rytm, a opowieści nie snuje wszechwiedzący narrator. To dialogi i czyny bohaterów odzwierciedlają ich myśli i uczucia. Fosse to minimalista słowa – jego postaci mówią mało i często powtarzają swoje kwestie, a akcja utworów przebiega wolno. Fossego fascynuje zwyczajność i powolność. Fosse jest również autorem esejów, tomów poezji i książek dla dzieci. Wydane w 1989 roku „Nieskończenie późno” (napisane wraz z z Alf-Kåre Bergiem) otrzymało Nagrodę Literacką dla Literatury Dziecięcej w Języku Nynorsk. Jego dzieła przetłumaczono na ponad 40 języków. Sztuki jego autorstwa wystawiono na ponad 120 scenach na całym świecie. Po polsku ukazały się jego „Sztuki teatralne”. Dramaty Fossego znalazły się ponadto w tomie „Kon(teksty)” i „Suzannah, Austria”. Jedno z jego opowiadań, „Powrót do domu”, znajdziemy zaś w zbiorze „Wolność. Istota bycia człowiekiem”. We wrześniu 2023 roku nakładem wydawnictwa ArtRage po polsku ukazał się pierwszy i drugi tom opus magnum Fossego – „Septologii”. „Drugie imię. Septologia I-II” zadebiutowało na polskim rynku 21 września.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziki Irys Louise Glück
Dziki Irys
Louise Glück
Cebulica „Nie ja, idiotko, nie własne ja. Ale my, my-fale niebieskości jak drwina z nieba: dlaczego tak cenisz swój głos, skoro być czymś pojedynczym to być prawie niczym”. (…) (s. 20.) Louise Gluck, Dziki irys, przekł. Krystyna Dąbrowska, Wydawnictwo a5, Kraków 2024. Dziki irys (2024) L Gluck - to trzeci tomik poetycki po Araracie (2021) i Zimowych przepisach naszej wspólnoty (2022), wydany w Polsce, wszystkie w tłumaczeniu Krystyny Dąbrowskiej. W ostatnim dzieli się swymi refleksjami na temat samego przekładu, ale także zaplanowanego, jednakże nieodbytego spotkania z Noblistką. Wielka strata, wielka szkoda! (Tuż przed drugą próbą kontaktu, w październiku 2023 roku tłumaczka zderzyła się z tragiczną informacją o śmierci poetki). W znakomitym „Castingu na ogrodnika” K. Dąbrowska pisze o Dzikim irysie jako najsłynniejszym tomiku poezji Gluck, z 1992 roku, uhonorowanym Nagrodą Pulizera. Już pierwsze spotkanie z „Dzikim irysem” potwierdza w całej rozciągłości, że obcujemy z dziełem poetyckim najwyższych lotów (autorka otrzymała Nagroda Nobla w 2020 r.). W zbiorze liczącym kilkadziesiąt niewielkich rozmiarów wierszy mieści się cały świat. Tym światem jest ogród pełen kwiatów, od tytułowych irysów, przez cebulicę, fiołki, polne kwiaty, czerwony mak, koniczynę, stokrotki, białą różę, wilec, do srebrnej i białej lilii. W poetyckim ogrodzie (mającym realny odpowiednik) słyszymy różne głosy (polifoniczność ma znaczenie). Głos w pierwszym rzędzie oddaje się roślinom, mówi też Ogrodniczka, pojawiająca się wraz z mężem Johnem i synem Noahem. Tematem rozmówi jest życie (jego siła, ale i kruchość), z odwołaniem do zmysłów, erotyzmu i eteryczności. Jest i miejsce na głos Najwyższego. W „Wycofującym się wietrze” Bóg – Ojciec, pierwszy Stwórca Ogrodu, biblijnego Raju, konstatuje: „Gdy was stworzyłem, kochałem was, teraz mi was żal. Dałem wam wszystko, czego potrzebowaliście: ziemię za posłanie, pled błękitnego powietrza - (…)”. A sama Gluck: „Nie mogę kochać tego czego nie pojmuję, a ty co wyjawiasz?” Tomik „Dziki irys” poza zwykłą skalą ocen. Dzieło w mistrzowskim wydaniu!
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 rok temu
Hulanki & Swawole Tomasz Różycki
Hulanki & Swawole
Tomasz Różycki
Nie znałam Tomasza Różyckiego, poety, najpierw bowiem przeczytałam jego "Złodziei żarówek". Bardzo mi się ta powieść podobała, uznałam, że warto sięgnąć i po wiersze, zwłaszcza że "Hulanki & Swawole" weszły do finału Nike. Musiałam dość długo czekać w kolejce bibliotecznej, co w sumie napawa mnie optymizmem. Wiersze zaś, gdy już zaczęłam je czytać, niekoniecznie wzbudziły takie odczucia, zapowiadane też przez tytuł. W kilku utworach są nawiązania do karczmy o takiej nazwie, w której, jak i w Mickiewiczowskim "Rzymie" można "ćmić lulki" i "tumanić", i gdzie nawet "na dnie kielicha wytrącił się mefisto", ("Istny Niemiec"). Wiele tu również nawiązań mitologicznych, jest Kalipso, Odyseusz, Hermes, wracamy do źródeł. Z kolei wiersz "Cel" przypomina w pierwszym wersie wpis Słowackiego "W pamiętniku Zofii Bobrówny". Jest jednak mroczny, a nawet "czarny", jak musiałby być atrament, by napisać wiersz. "Niech mnie nie proszą o wiersz przyjaciele" - kim są? To żołnierze walczący w Ukrainie. Ten temat wraca w wielu wierszach, niektóre są dedykowane konkretnym osobom. Pomiędzy snajperami, dronami, uchodźcami, obroną Azowstalu jest i "obrona poezji, z powodu której dzieje się tyle co nic". Jak zauważa poeta w prozie poetyckiej, bo i ten gatunek pojawia się w tomie, "poezja nie jest dobrym kryterium prawdy". Co w takim razie nią jest, gdzie jej szukać? Może w miłości? Choć znów poeta mówi: "Nie mam dobrego zdania o miłości", przestrzega przed zakochaniem się w "Spince" czy w wierszu "Maj, zakwita step". A Bóg, gdzie jest? - "trochę pusty w środku", "dyktuje nam świat", "opowiada kosmos" i "nadal majsterkuje świat w szopie". Pięknie to wszystko pokazuje poeta w kolejnych obrazach, metaforach, porównaniach, każe zastanowić się nad okropnościami wojny, ale i nad pięknem natury i życia, jednak życia. "Co przeciw śmierci" pyta Różycki i odpowiada: " Jak najwięcej życia, tańce, światło (...) miłość". Warto zatrzymać się dłużej na tych 69 wierszach, wrócić do tych, które wcześniej przykuły uwagę, zainteresowały bardziej niż inne. Mam swoje ulubione, zamieściłam tu cytaty z niektórych. Czytam kolejny raz, otwieram się na nowe doznania, poszukiwania może innych znaczeń. Kolejki w bibliotece nie ma, nikt z czytelników na razie nie czeka na "Hulanki & Swawole", mogą zostać na dłużej u mnie - "Poezja jest głodem, ma przydatności do spożycia nieczytelny termin..."
wiesia - awatar wiesia
oceniła na 8 2 miesiące temu
Poltergeist Urszula Honek
Poltergeist
Urszula Honek
Widmowa intymność Urszuli Honek W tomiku „Poltergeist” Urszula Honek powraca do tego, co w jej poezji najmocniejsze: do szeptu, do ciszy po kimś, kto odszedł, a jednak wciąż jest. Do niewidzialnych ruchów powietrza, dzięki którym można odróżnić pustkę od obecności. To poezja pisana w przestrzeni między światem żywych a światem zmarłych – i o tym, jak bardzo oba się przenikają. Honek nie konstruuje klasycznej opowieści o żałobie. Jej język nie jest lamentem ani próbą uporządkowania doświadczenia straty. To bardziej ciąg rejestracji drobnych, czułych momentów, w których umarli – bliscy, ale też ich cienie, wspomnienia, echa – powracają materialnie: w cieniu na chodniku, w dreszczach, w skrzypieniu drzwi. „Chcę myśleć o niej jak o żywej” – pisze w jednym z wierszy i to zdanie wyznacza ton całego tomu. Bohaterka liryczna nie tyle rozpamiętuje, co zamieszkuje przestrzeń nawiedzoną, a nawiedzenie jest tu formą miłości. Motyw poltergeista, czyli ducha, który nie tyle straszy, ile komunikuje swoją obecność poprzez drobne zakłócenia codzienności, staje się metaforą pamięci o tych, którzy odeszli. Nie jest to pamięć monumentalna – raczej codzienna, krucha. Wiersze takie jak „Inni” czy „Dom na wzgórzu” rejestrują ten stan zawieszenia ze szczególną delikatnością. Lęk miesza się z potrzebą kontaktu, a nocne czuwanie z gestami miłości: przejściem do łóżka zwierzęcia, trzymaniem go „obiema rękoma za łapę”, wypowiadanym wreszcie po miesiącach „nie wierzę, że jej nie ma”. Dużą siłą tomu jest to, jak Urszula Honek łączy elementy realistyczne z widmowymi. Opis zwyczajnych przedmiotów – żelu do mycia, cieni do powiek, bezbarwnego błyszczyka – nabiera tu intensywności. W wierszu „Mama” te przedmioty stają się niemal relikwiami, a jednocześnie z brutalnością przywołują doświadczenia graniczne, o których bohaterka nie potrafi mówić wprost. Właśnie w takich momentach ujawnia się niezwykła wrażliwość poetki: jej świadomość, że przedmioty przechowują więcej niż słowa. W końcowych partiach tomu, zwłaszcza w wierszu oznaczonym „III”, widmowość zyskuje wymiar apokaliptyczny. Świat, w którym zostają tylko szkielety zwierząt i skrzypiące szafki, zdaje się projekcją skrajnej tęsknoty – tak intensywnej, że prowadzącej do fantazji unicestwienia wszystkiego, co nie jest miłością. Ten ton, choć mroczny, nie przytłacza – u Honek destrukcja jest zawsze drugą stroną przywiązania, a groza podszyta jest czułością. „Poltergeist” to tom niezwykle spójny, przejmujący i zaskakująco intymny. Urszula Honek nie potrzebuje metafor o wysokim napięciu – jej siła tkwi w tym, co nieoczywiste, w ruchach niemal niezauważalnych. To poezja pisana w półmroku, w którym widać nie tylko to, co realne, ale i to, co zostało utracone, lecz nadal – poprzez dźwięk, cień, przeciąg – istnieje. Nie dziwi więc, że wrażliwość tego tomu została dostrzeżona także przez kapitułę Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, do której „Poltergeist” trafił jako nominowany. To potwierdzenie, że Urszula Honek tworzy dziś jedną z najważniejszych i najsubtelniejszych poetyk współczesnej literatury. Jeśli duchy istnieją, to właśnie takie jak u Honek: ciche, proszące o światło, utkane z miłości.
Czytadło - awatar Czytadło
ocenił na 9 3 miesiące temu
Haiku Matsuo Bashō
Haiku
Matsuo Bashō Issa Kobayashi Masaoka Shiki Buson Yosa
Mam słabość do haiku, dlatego zaczęłam gromadzić swoją prywatną kolekcję poświęconą tego typu poezji. Ten tomik jest moim drugim nabytkiem i jednocześnie pierwszym czytanym w polskim tłumaczeniu. Podobnie jak sam zamysł haiku, wydanie tego tomiku jest proste i minimalistyczne, co widać już po jasnej, estetycznej okładce. Każde haiku przedstawione jest w japońskim oryginale, oraz w polskim tłumaczeniu autorstwa Beaty Szymańskiej i Anny Kuchty. Szkoda, że do japońskich wersji haiku nie dodano furigany - dałoby to dużo frajdy osobom uczącym się języka Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeśli chodzi o samo tłumaczenie, to już we wstępie jedna z tłumaczek zaznacza, że założeniem tego przekładu było przedstawienie wierszy w sposób bliski polskiemu czytelnikowi. Nie do końca jestem przekonana do tego podejścia, wydawało mi się, że dużo rzeczy umykało w tłumaczeniu. O wiele bardziej do gustu przypadł mi angielski przekład w poprzednio czytanym zbiorze haiku. Zestawienie poetów haiku w tym tomiku jest dosyć klasyczne. Są to: Matsuo Bashō, Yosa Buson, Kobayashi Issa i Masaoka Shiki. Samych wierszy jest dosyć dużo i czytając je, można wyczuć styl i główne motywy opisywane przez poszczególnych autorów. Tomik czyta się szybko, a w trakcie czytania ma się wrażenie, jakby oczami wyobraźni oglądało się wystawę malarską, która przedstawia prostotę i piękno natury. Myślę, że ten zbiór haiku idealnie sprawdzi się jako forma medytacji, która pozwoli na chwilę odpocząć od pędu życia. (Wyzwanie czytelnicze LC na marzec 2023: Przeczytam tom poezji)
MogwaiGirl - awatar MogwaiGirl
ocenił na 7 3 lata temu
Bruma Jacek Dehnel
Bruma
Jacek Dehnel
Z jednej strony ,,Bruma'' Jacka Dehnela to bardzo emocjonalny zbiór wierszy. Widać w nich niezwykłą wrażliwość twórcy – to, w jaki sposób bieżące wydarzenia wpływają na niego, na jego nastrój, na jego życie. Z drugiej strony ,,Bruma'' ma w sobie coś chłodnego, zimnego i bezlitosnego. Jak ten najkrótszy dzień w roku, do którego tytuł się odnosi. Jak przesilenie zimowe. Jak moment w którym wszędzie zimo jest i ciemno, i beznadziejnie, i coś już się musi zmieniać, coś już nabrzmiewa, przesila się właśnie, coś idzie nowego... Wydaje mi się, że siła wierszy zawartych w tym tomiku tkwi właśnie w tym kontraście – w zestawieniu wrażliwości jednostki z okrucieństwem świata. Jak w otwierającym zbiór tekście ,,Odpowiadając pani która na spotkaniu autorskim zadała pytanie jak wygląda praca poety'' – odpowiedź, której Jacek Dehnel w swoim wierszu udziela zamraża coś głęboko w nas. Każe nam się zatrzymać. Zastanowić. Zobaczyć. To nie są wiersze, które można przeczytać jeden po drugim, jednym ciągiem. To teksty, którym trzeba poświęcić trochę czasu. I nie jest to potrzeba wymuszona – to dzieje się samoistnie. Jak po przeczytaniu ostatniej linijki ,,Tenebrae Responsoria'' – gdy wydaje się, że nagle zabrakło nam powietrza, że pojawiła się obok nas jakaś pustka, trudna do zdefiniowana i dojmująca. Są to też utwory aktualne – odnoszące się do kryzysu migracyjnego na granicy Białorusi z Polską, do wojny w Ukrainie, do świata w którym żyją i dorastają członkowie społeczności LGBT+. Jackowi Dehnelowi udało się w nich zawrzeć ponadczasową wrażliwość, która sprawi, że za dziesięć czy dwadzieścia lat te teksty wciąż będą świeże. W tym sensie, że wciąż będą przemawiać do odbiorcy, ich przesłanie cały czas będzie aktualne. Cały czas będzie nas poruszać. A to dlatego, że jest w ,,Brumie'' głęboko pod wszystkim zagrzebana – choć czasami wyraźnie, na podobieństwo przebiśniegów, przebijająca się – miłość. Miłość, którą widać między słowami, w tych spacjach, przerwach, niedomówieniach, jak wierszu ,,Pomiędzy''. Miłość, która jest czasami oczywista i delikatna – jak w ,,Mruczando''.
Chassefierre - awatar Chassefierre
ocenił na 9 1 rok temu
Wybór poezji Emily Dickinson
Wybór poezji
Emily Dickinson
1775 „Ziemia ma tonów w bród” Tam gdzie melodii brak Jest nieznany półwysep. Piękno natury to fakt. Zaświadcza je morze, I jej ląd go zaświadcza, Lecz koronnym dowodem Jest elegia świerszcza”. (s. 498) przekł. Krystyna Lenkowska *** Wiele tonacji ma ziemia. Tam, gdzie melodia się kończy Nieznany rozciąga się półwysep. Piękno natury jest dziełem. Zaświadczam jej lądom, Świadczę oceanowi, Ona zaś elegię dla mnie Zaśpiewać każe świerszczowi” przekł. Tadeusz Sławek (s. 499) *** Porównaj! Zaprezentowane teksty to skala możliwości tłumaczeń. Emily Dickinson, Wybór poezji, Wstęp i opr. Agnieszka Salska, Ossolineum, Wrocław 2021. Warto wiedzieć, że Emily Elizabeth Dickinson: • urodziła się w i zmarła w tym samym domu, (w domu rodzinnym w Amherst w stanie Massachusetts); • obok Whitmana była największą poetką amerykańską XIX w.; • łączyła ją szczególna więź z ojcem: bała się go, będąc dzieckiem, buntowała się przeciwko niemu jako młoda dziewczyna, a z czasem zrozumiała jego wrażliwość i dobroć; • ojciec miał czytać tylko w niedzielę, lubił obserwować i karmić ptaki; • dostała od niego w prezencie psa Carla, by mogła czuć się bezpiecznie. (ze Wstępu A. Salskiej). Poezja w wydaniu Emily Dickinson to krótki, lapidarny tekst, ale myśl, opis, spojrzenie wymaga dłuższej refleksji: 676 „Najmniejsza Pszczoła – Co Miodem przymnaża Latu Ważności- Rada – że choć tak skromny – Ma udział W Bursztynowej Ilości”.(s. 268) Poezja E. Dickinson poza czasem i przestrzenią. Przekracza ramy epok, ma współczesne oblicze. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 5 miesięcy temu
Matka na obiad Shalom Auslander
Matka na obiad
Shalom Auslander
Tradycja to martwa forma, w którą wlewamy żywą krew, aż sami stajemy się jej więźniami” – ta parafraza idealnie oddaje ducha prowokacyjnej, a zarazem genialnej powieści Shaloma Auslandera „Matka na obiad”. Przyznaję tej książce mocne 8/10, ponieważ rzadko zdarza się autor, który potrafi w tak bezkompromisowy sposób połączyć absurdalny, czarny humor z głęboką refleksją nad kondycją współczesnego człowieka. Cierpki humor i bezlitosna satyra Auslander to mistrz groteski. Fabuła, w której rodzina Kanibali (dosłownie i w przenośni) musi zjeść swoją zmarłą matkę, by dopełnić rodowej tradycji, jest punktem wyjścia do brutalnej satyry na trybalizm. Autor wyśmiewa naszą potrzebę przynależności do „stada”, pokazując, że często definiujemy się nie przez to, kim jesteśmy, ale przez to, do jakiej uciemiężonej mniejszości należymy. To cierpki, momentami wręcz bolesny humor, który zmusza do śmiechu przez łzy, obnażając hipokryzję współczesnych ruchów tożsamościowych. Pułapka tożsamości i tradycji Głównym atutem powieści jest analiza problemu tożsamości. Auslander pyta retorycznie: czy nasze pochodzenie, orientacja seksualna czy narodowość są naszą siłą, czy może więzieniem? Rodzina Seltzerów jest uwięziona w kleszczach przeszłości. Autor genialnie punktuje zgubny zwyczaj hołdowania tradycji tylko dlatego, że „tak robili nasi przodkowie”. W świecie Auslandera tradycja nie jest skarbnicą mądrości, lecz toksycznym spadkiem, który zmusza nas do robienia rzeczy absurdalnych i niszczycielskich. Tożsamość narodowa/etniczna: Została tu sprowadzona do absurdu – bycie „Kanibalem” to metafora każdego partykularyzmu, który każe nam czuć się lepszymi lub bardziej pokrzywdzonymi od innych. Tożsamość seksualna i osobista: Bohaterowie szukają ujścia dla własnych pragnień, ale zawsze zderzają się z murem oczekiwań klanu. „Matka na obiad” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto czuje się przytłoczony współczesną wojną kulturową. To książka o tym, że największym aktem wolności jest czasem zerwanie z korzeniami i odmowa udziału w plemiennym rytuale. Auslander udowadnia, że tylko poprzez śmiech z samych siebie możemy wyzwolić się z traum, które pielęgnujemy z niemal religijną czcią. To lektura ostra jak brzytwa, odświeżająca i dająca do myślenia długo po przewróceniu ostatniej strony.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Rok ogrodnika Karel Čapek
Rok ogrodnika
Karel Čapek
"Człowiek ogrodnik z pewnością powstał na drodze ewolucji kulturalnej, nie naturalnej. Gdyby rozwijał się zgodnie z przyrodą, to wyglądałby inaczej: nogi miałby jak żuk, żeby nie musiał kucać, no i miałby skrzydła po pierwsze z powodów estetycznych, a po drugie po to, żeby móc zawisnąć nad swoimi rabatkami". 🌻🌱🌼🥀 Ogrodnik, co to za dziwne stworzenie? Całymi dniami potrafi dłubać w ziemi, przyglądać się niebu i utyskiwać na pogodę. Ma fioła na punkcie roślin, nasiona i szczepki potrafi przywieźć nawet z urlopu. Na jego rabatkach nie uświadczysz wolnej przestrzeni, a łacińskie nazwy roślin recytuje obudzony w środku nocy. Nic dla niego się nie liczy, tylko jego ogród i rośliny, o których może opowiadać godzinami, pochylony, przygrabiony, obolały. Ale co tam ból, kiedy można obserwować jak nieśmiało z ziemi zaczynają wybijać się liliowce, tojady, złocienie, draceny, latanie czy filodendrony. Kwiaty, ozdobne krzewy, których nazwy to sama poezja, które momentami brzmią jak imiona bajkowych stworzeń. Ogrodnik to akrobata podlewający na jednej nodze skalniaki, tak by broń boże, nie przydepnąć jakiegoś wystającego z ziemi listka. Doprawdy, to bardzo dziwna istota.  I jeśli chcecie poznać wszystkie jego sympatyczne dziwactwa to odsyłam do uroczej książki Karela Čapka "Rok ogrodnika". To dowcipne, czułe felietony, które ukazują codzienne zmaganie się człowieka-ogrodnika z przyrodą. Ogrodnik amator i jego kalendarz pracy, jego niesamowita energia, witalność i miłość do gleby. Wyrasta on z ziemi i ziemię pielęgnuje. Jest troskliwy, momentami szalony i zakochany w miejscu, które ciągle wymaga jego obecności.  Karel Čapek mistrzowsko opowiada o codzienności człowieka, którego serce wzrasta na grządkach, który obserwuje z fascynacją cykl natury i żyje zgodnie z jego rytmem. Jest melancholijnie, jest dowcipnie, jest lekko. Jest tu także ogromna mądrość i radość z życia.  I muszę przyznać, że daleko mi od ogrodniczych fascynacji, ale książkę czytałam z wielką przyjemnością. Dodatkowym atutem są rysunki Josefa Čapka, które uzupełniają i utrzymują klimat tej pięknej opowieści. 
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Ktoś tu przyjdzie. Sztuki teatralne

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ktoś tu przyjdzie. Sztuki teatralne