Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku

Okładka książki Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku
Morten A. Strøksnes Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie flora i fauna
340 str. 5 godz. 40 min.
Kategoria:
flora i fauna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Havboka – eller Kunsten å fange en kjempehai fra en gummibåt på et stort hav gjennom fire årstider
Data wydania:
2017-03-16
Data 1. wyd. pol.:
2017-03-16
Liczba stron:
340
Czas czytania
5 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308063231
Tłumacz:
Maria Gołębiewska-Bijak
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku



książek na półce przeczytane 8235 napisanych opinii 3785

Oceny książki Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku

Średnia ocen
7,0 / 10
180 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
170
121

Na półkach: , , , , ,

Naprawdę mało wiemy o morzach i oceanach. Więcej ludzi zbadało powierzchnię księżyca, niż morskie głębiny. Być może to właśnie dlatego poznanie – choć w niewielkim stopniu – tego, co w nich żyje, wydaje się być dla mnie fascynujące.

Książka, po którą sięgnęłam tym razem, należy do gatunku non-fiction. Zauważyłam, że choć w ostatnim czasie przeczytałam trochę więcej (z racji zrobionego w zeszły weekend maratonu), to literatura faktu nadal jest jedną z tych, z którymi obcuję najrzadziej, mimo że wolę by było zupełnie na odwrót. Dlatego tym razem trafiło na „Księgę morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” autorstwa Mortena A. Strøksnesa w przekładzie Marii Gołębiewskiej-Bijak. „Statek, Hugo i ja jesteśmy trzeźwi jak noworodki. To morze jest pijane. Ileż to razy wychylałem się za burtę, wpatrzony w otchłań?” Tę niespełna 340 stronicową książkę połknęłam jednego dnia. I choć z początku nie przekonała mnie do siebie językiem, to zdecydowanie trafiła do mnie treścią. Zresztą, pozycje wydawane przez Wydawnictwo Literackie w większości przemawiają do mnie od razu, jak było na przykład z autobiografią Knausgårda. Przeczytanie omawianej dzisiaj historii odkładałam jednak w czasie. Czekała ona sobie na półce, aż po nią sięgnę i tak minęły chyba ze dwa lata, zanim do tego doszło. Tu postawię sobie pytanie, dlaczego właśnie teraz? Odpowiedź będzie krótka, ponieważ morze, oceany oraz morskie stworzenia fascynują mnie i choć sama nie zajmuję się ich badaniem, to lubię dużo czytać na ten temat, oglądać i wyobrażać sobie, do czego natura jest jeszcze zdolna, a czego my nie jesteśmy jeszcze świadomi. „Specjalny gatunek niebieskozielonych glonów jest tak produktywny i liczny, że naukowcy przyjmują, iż wytwarza dwadzieścia procent ziemskiego tlenu. A do lat dziewięćdziesiątych nauka nawet nie wiedziała o jego istnieniu.” Książka ta nie jest tylko opowieścią o poszukiwaniu i łowieniu rekina polarnego żyjącego w wodach morza norweskiego. Autor wraz ze swoim przyjacielem – ekscentrycznym malarzem i rybakiem Hugonem znajduje się na Lofotach, archipelagu będącym jednym z najpiękniejszych miejsc w całej Norwegii. Tam właśnie towarzyszy w wyprawach na głębiny, opisując przy tym każdą z przeprowadzonych wypraw i połowów, a zarazem raczy nas ciekawostkami związanymi z nieznaną nam otchłanią. „Łagodny szept morza, suche ciepło słońca, idealna przejrzystość powietrza – wokół pełny spokój. Takie dni się kolekcjonuje i zachowuje w pamięci przez lata.” Czym jest Moskstraumen lub Velella Velella? Kim był Johan Hjort? Dlaczego swego czasu mieszkańcy Nordlandu gardzili zwykłą makrelą? Na te i inne pytania z pewnością odpowie nam książka. Momentami czytałam ją, myśląc, że przed sobą trzymam encyklopedię. I jest to zarówno pozytyw, jak i pewnego rodzaju zarzut. O ile mi, osobie, która interesuje się tematem, nie przeszkadzało nagromadzenie ciekawych, jak i tych mniej interesujących informacji, to czytelnikowi, który szykuje się na opowieść o walce z żywiołem oraz rekinem polarnym… No cóż… Taki ktoś po prostu się zawiedzie. To nie jest beletrystyka nastawiona na rozwój akcji ani zawrotne tempo. Powiedziałabym raczej, że narracja jest leniwa, płynie sobie powoli. Przed lekturą nie nastawiałam się praktycznie na nic, dlatego się nie rozczarowałam. Co więcej, brakuje mi na polskim rynku książek o podobnej tematyce, zwłaszcza o morskich stworzeniach. Dla mnie to była naprawdę ciekawa podróż i dobrze zgłębiony temat. Na końcu znajdziemy również długą listę przypisów, więc będzie po co sięgać na przyszłość.

Naprawdę mało wiemy o morzach i oceanach. Więcej ludzi zbadało powierzchnię księżyca, niż morskie głębiny. Być może to właśnie dlatego poznanie – choć w niewielkim stopniu – tego, co w nich żyje, wydaje się być dla mnie fascynujące.

Książka, po którą sięgnęłam tym razem, należy do gatunku non-fiction. Zauważyłam, że choć w ostatnim czasie przeczytałam trochę więcej (z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

657 użytkowników ma tytuł Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku na półkach głównych
  • 445
  • 209
  • 3
94 użytkowników ma tytuł Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku na półkach dodatkowych
  • 67
  • 7
  • 6
  • 5
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ekspedycja. Historia mojej miłości Bea Uusma
Ekspedycja. Historia mojej miłości
Bea Uusma
Bea Uusma po kolei stara się zbadać wszystkie teorie i ocenić ich prawdopodobieństwo. Autorka nie jest pisarką ani dziennikarką, lecz lekarzem (nie dziwi biorąc pod uwagę, że napisała w dzieciństwie piosenkę o włosieniach). Książkę o wyprawie decyduje się napisać, bo sprawa ją od lat fascynuje, jest jej cesarstwem rzymskim. Co uderza mocno od samego początku, to niedostępność Wyspy. Dysponując wszystkimi możliwościami współczesnej techniki Uusma próbuje dotrzeć na Wyspę kilka razy, i nawet dzisiaj jest to miejscami niewykonalne ze względu na pokrywę lodową. Andrée nie miał połowy tego, co mamy dzisiaj – klimatyzacji, ogrzewania, lodołamaczy, odzieży termicznej, komunikacji radiowej. Miał konserwy, balon, który przeciekał i rękawiczki robione na drutach. Morfinę, opium i haftowane ręczniczki. Książka opublikowana w Polsce przez wydawnictwo Marginesy jest graficznie dopieszczona, miejscami nie przypomina nawet książki a album, scrapbook, teczkę z wycinkami. Zapomnijcie o reportażach drukowanych na brzydkim, ekologicznym papierze „toaletowym” i rozpadających się w dłoniach, chropowatych okładkach (do ciebie piję, Czarne!). Ekspedycję można miętosić, rozkładać, odwracać do góry nogami, a w środku są nie tylko zdjęcia, lecz także ilustracje, tabele, reprodukcja 1:1 dziennika Andréego i wiele różnych ciekawych rzeczy. To estetyczne cudeńko, które warto wziąć do rąk choćby dla przyjemności przekartkowania. Niektórzy zarzucają Ekspedycji, że ma przerost formy nad treścią. Że wyłącznie buduje napięcie, a ostatecznie nie daje nam rozwiązań. Czy to prawda? Trochę tak, bo nie dostajemy wytłumaczenia co się naprawdę stało na Wyspie Białej. Ale z drugiej strony, czy można mieć o to do Uusmy pretensje? Pozostali autorzy publikacji o tej wyprawie, których zresztą autorka skwapliwie wymienia, stawiają teorie z bardzo dużą dozą przekonania, że wszystko wiedzą. Teoria o włosieniu funkcjonuje obecnie jako oficjalna wersja. Uusma nie ma w sobie tyle pewności siebie, żeby upierać się, że wie. Owszem, podważa istniejące teorie i poddaje je w wątpliwość, ale nie mówi, że na pewno ma rację i że wie co tam się zadziało. Raczej podsumowuje stan badań na dziś. Czy daje to poczucie niedosytu? Owszem. Czy irytuje? Tak. Ale też Uusma jest uczciwa. Nazwała swoją książkę Historia mojej miłości, więc pisze o tym, co wie i co ją interesuje. Jedyne o co naprawdę mam pretensje, to idiotyczna akcja z wróżką. Jeśli zajmujemy się nauką, to nie brudźmy sobie rąk w takim czymś.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Rzecz o ptakach Noah Strycker
Rzecz o ptakach
Noah Strycker
Poznajmy się bliżej na mojej stronie http://kwyrloczka.pl/2026/01/01/o-tym-jak-zyje-ptak-noah-strycker-rzecz-o-ptakach/ PEWNEGO PTASIEGO DNIA Cała starsza część czytelnicza rodziny przeczytała tę pozycję. Ja więc nie mogłam być gorsza i sama też zabrałam się za lekturę. Przyznaję jednak, że to spotkanie przyszło mi bez specjalnego entuzjazmu i specjalnej ochoty. Może to właśnie zaważyło na odbiorze? A może było jeszcze drugie dno? RZECZ O PTAKACH Nie jest atlasem, lecz zbiorem opowieści o pewnych, nawet ciekawych, zagadnieniach z ptasiego życia. Autor opisuje swoje doświadczenia i snuje w połowie naukową, a w połowie przygodową historię ptasich żywotów. Opowiada o gołębiach, kurach, sępach i albatrosach, z czego te ostatnie wzbudziły we mnie największą sympatię. Gdybym miała mieć jakiegoś patronusa, chociaż niestety nigdy nie otrzymałam listu z Hogwartu, to zdecydowanie wybór padłby na albatrosa. Wiernego, kochającego rodzinę samotnika o wolnej duszy. Wszystko to brzmi niesamowicie sympatycznie, nieprawdaż? A jednak czytało mi się źle i ciągle miałam chęć na odrzucenie książki gdzieś w kąt. Ale to przecież nie ja. Ja czytam… Do końca… Zawsze! CO WIĘC PRZESZKADZAŁO? Wydaje mi się, że problem stanowiły statystyki, liczby, cyfry i procenty. Nie jestem umysłem matematycznie sprawnym i procentaże opisujące udział samców lub statystycznych samic w dziesięciotysięcznej populacji nie niosą dla mnie żadnej informacji. Nie umiem sobie tych liczb zobrazować, nie chciało mi się ich przeliczać, sprawdzać, szukać, sięgać po telefon, przerywać czytania. Mój mózg nie wizualizuje populacji, przez co zarzucanie go nieprzetwarzalnymi informacjami jest irytujące i zasmucające. To w końcu jakaś forma upośledzenia. Przynajmniej ja to w sobie tak odbieram i chyba dlatego tak ciężko było mi przebrnąć przez tę ptasią przygodę. NIE ZRAŻAJCIE SIĘ Jest też spore prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że był to jedynie mój problem, bo — tak jak pisałam na początku — Rzecz o ptakach czytałam jako ostatnia i nikt z domowników wcześniej nie zgłaszał tego typu uwag. Proszę więc nie zrażać się zbytnio i jeśli gdzieś w sercu czujecie więź z ptasią hałastrą lub waszym nieodkrytym patronusem jest kaczka, orzeł przedni lub dziwny rodzaj sępa, czytajcie i zachwycajcie się niesamowitością tego Bożego stworzenia.
Kwyrloczka - awatar Kwyrloczka
oceniła na 6 3 miesiące temu
Pragnienie Richard Flanagan
Pragnienie
Richard Flanagan
Czego pragną bohaterowie powieści Richarda Flanagana „Pragnienie”? To pytanie zdominowało moje spotkanie z tą książką. A nie było to spotkanie łatwe, bo autor stworzył powieść składającą się z luźno dopasowanych fragmentów, z których czytelnik musi ułożyć właściwą historię. Akcja osadzona jest w kolonii karnej w Ziemi van Diemena, czyli w Tasmanii, gdzie trwa kolonizacja i Anglicy zaprowadzają własne porządki. Bohaterami jest małżeństwo Franklinów. Lady Franklin postanawia przygarnąć małą Aborygenkę Mathinnę i udowodnić, że odpowiednie wychowanie i kontakt ze światem białego człowieka wyruguje z małej dzikuski barbarzyńskie instynkty i uczyni z niej „białą” kobietę. Krótko mówiąc ma to być dowód na wyższość cywilizacji nad naturą. Jednakże po jakimś czasie małżonkowie muszą opuścić wyspę i pozostawiają obiekt swojego eksperymentu na niepewny los. Drugi wątek dotyczy znanego pisarza Charlesa Dickensa, który na prośbę Lady Franklin tworzy i wystawia z wielkim sukcesem sztukę, której celem jest ochrona dobrego imienia Johna Franklina. Ten bowiem udał się na wyprawę badawczą na Arktykę i zaginął, a wyprawa poszukiwawcza odkryła, że podobno dopuścił się kanibalizmu. Zachował się więc jak dzikus, burząc mit o wyjątkowości cywilizowanego człowieka. Richard Flanagan stawia w tej powieści pytanie, czy rozum pomaga przejść przez życie i poradzić sobie z namiętnościami. Wszyscy bohaterowie muszą się tu zmagać ze swoimi pragnieniami, a ich zaspokojenie kłóci się z racjami rozumu. Lady Franklin marzy o dziecku, bo nie dane jej było zaspokojenie instynktu macierzyńskiego; Dickens przeżywa zakazane uczucie do dużo młodszej kobiety, jego żona marzy o miłości męża, a sir John Franklin odkrywa w sobie słabość do adoptowanego dziecka. Zaspokojenie tych pragnień jest niebezpieczne, bo może zrujnować dotychczasowy świat bohaterów. Należałoby je więc stłumić i żyć w poczuciu frustracji i niespełnienia. Według mnie jest to też książka o pysze cywilizowanego człowieka. Wydaje mu się, że z racji koloru skóry jest lepszy i że zmuszając rdzennych mieszkańców Tasmanii do przyjęcia europejskich wzorców czyni mu przysługę i robi wielką łaskę. Tymczasem okazuje się, że to nie kolor skóry czyni z nas ludzi cywilizowanych, a barbarzyńskie zachowania ujawniają się w każdym w zależności od okoliczności. A tym, co pozwala zapanować nad dzikością kryjącą się w każdym człowieku jest miłość do drugiego człowieka. „Pragnienie” jest mądrą książką, ale jej lektura nie była dla mnie łatwa. Zanim złapałam odpowiedni rytm tej opowieści minęło prawie 100 stron, za to dalej poszło już jak z płatka. Może jeszcze kiedyś sięgnę po inne powieści Richarda Flanagana. Na razie mi wystarczy.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 7 3 lata temu
Słoneczne miasto Tove Jansson
Słoneczne miasto
Tove Jansson
,,Słoneczne miasto’’ to książka zawierająca dwa opowiadania- pierwsze o tym samym tytule oraz drugie o nazwie ,,Kamienne pole’’. Autorka Muminków prezentuje tu swój wybitny warsztat pisarski w typowy dla siebie sposób. Słoneczne miasto to historia wprost z domu starców, spojrzenie na grupę emerytów na sielankowej Florydzie i ich trwanie u schyłku. Mogłoby się wydawać, że mamy tu nudny byt zmęczonych starością ludzi, tak jednak nie jest. Tove Jansson z delikatnością i wrażliwością stworzyła tu zróżnicowane postacie, pełne swoich dziwactw, ludzkich małostek, kaprysów oraz drobnych i większych sporów. Bohaterowie ci biernie oczekują na śmierć, a jednocześnie próbują cieszyć się życiem. Pozornie nieco nudna i lekko chaotyczna zbitka ,,babcinych sytuacji’’ szybko wciąga i ukazuje nam głębie ludzkiego życia. Język, choć prosty jest jednocześnie ekspresywny i głęboki, wskazując nam, że piękno tkwi w prostocie codziennego trwania, w drobnych i błahych momentach. Jest to w pewien sposób abstrakcyjna wizja w której świat zostaje zredukowany do człowieka, krajobrazu i emocji. Całość można określić wręcz jako utopijną wizję starości. Kamienne pole to z kolei opowieść o Jonaszu, który będąc na emeryturze postanawia napisać biografię niejakiego Igreka. Zadanie to okazuje się trudniejsze niżby się wydawało, a pomocą w tym ma zostać wyjazd na wieś. Przygoda mężczyzny z swoim nemezis prowadzi do jego wewnętrznych rozważań, a mroczna postać jego dzieła z czasem okazuje się być zbyt podobna do jego własnego życia. Jest to walka o własną tożsamość aby nie stać się cieniem swego tworu, jest to poszukiwanie wartości w swym życiu. Książka pełna melancholii i nostalgii, spokoju i powolności, idealna na spokojny wieczór z filiżanką herbaty.
QQA - awatar QQA
oceniła na 8 3 miesiące temu
Nie wiedzą, co czynią Jussi Valtonen
Nie wiedzą, co czynią
Jussi Valtonen
Początek nie reprezentuje niczego szczególnego. Przyznam, że bardziej rozczarowuje niż wciąga. Sugeruje, iż książka jest typową obyczajową historią o relacjach małżeńskich w nowoczesnym świecie par kulturowo mieszanych. Jakie mogą istnieć problemy, gdy jedno z małżonków jest Amerykaninem, a drugie przedstawicielem europejskich ludów nordyckich? Dla mnie to jak zderzenie z górą lodową. Rozumiem katusze Joego, dla którego fińskie hermetyczne społeczeństwo jest przeciwieństwem amerykańskiego stylu, opartego na otwarciu na innych, pracy zespołowej w imię osiągania lepszych wyników, gdzie ludzie wymieniają pozdrowienia na ulicy nawet jeśli się nie znają, a przede wszystkim często się odwiedzają w domach. Do tego kwestia spełnienia zawodowego, odnoszenia sukcesów, które dla bohatera tak wiele znaczą, a w Finlandii nie są miarą człowieka. Frustracja mężczyzny, typ obieżyświata, który poczuje się dobrze wszędzie wystarczy, że coś się dzieje, jest nieco spóźniona. I mimo odpowiedzialności, jaka na nim ciąży to myśl, że tak może być już zawsze, że utknął w niespełniającej jego wymogi rzeczywistości jest tak klaustrofobiczna, że musi od tego uciec. (...) Valtonen skupia się na bolączkach dzisiejszego świata, na tym co odbiera nam indywidualność, radość, spokój. Poczynając od technologii panoszącej się już w każdym aspekcie naszego życia, coraz większej presji na odnoszenie sukcesów, manipulacji medialnej, spychaniu etyki na margines, by osiągnąć wyższe cele, a kończąc na rosnącej agresji, nietolerancji i pozostawianiu młodych samym sobie, rozpadzie rodziny. Świat się zmienił. Chyba najbardziej ewoluował przez ostatnie trzydzieści lat, ale niestety, obrał kierunek na rozłam między bliskością, lojalnością i wspieraniem się, przy współudziale wykoślawianych wartości przodków. Te i inne problemy, które trawią społeczeństwa są tu szeroko ukazane, momentami prezentuje się nawet ich drobiazgową analizę przez co książka zyskuje na objętości, ale też sugestywnie przemawia do czytelnika. (...) Całość: https://nakanapie.pl/recenzje/zyjemy-samotnie-posrod-zludzen-nie-wiedza-co-czynia
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na 7 4 lata temu
Śmierć przewodnika rzecznego Richard Flanagan
Śmierć przewodnika rzecznego
Richard Flanagan
Australijski pisarz - Pan Richard Flanagan to prawdziwy wirtuoz, który wręczył nam przepiękną historię w postaci "Śmierci przewodnika rzecznego", opowiadaną przez głównego bohatera - Aljaza Cosini. Autor już na samym początku zagłębia czytelnika w historię Tasmanii, gdzie głównie ma miejsce akcja książki. Prowadzi nas przez grząskie tereny, rodzinne domy oraz obok porwistych rzek i wód zdradliwych wodospadów. W tym wszystkim opowiada nam o pracy - przewodnika rzecznego, która dostarcza każdego dnia ogromnych pokładów ryzyka i szczyci się popularnością na ichniejszych terenach oraz odludnych tasmańskich rzekach. Przedstawiony w powieści główny bohater posiada olbrzymie doświadczenie w walce z żywiołem, z którym świetnie sobie radzi prowadząc wyprawy turystyczne. Spływy po rzece Franklin towarzyszyły mu przez znaczną część życia i dlatego na prośbę dawnego szefa decyduje się go wspomóc i pokierować podróżą wraz z drugim towarzyszem, zabierając ze sobą żądnych przygód klienów. Klienci nazywani są przez nich "frajerami", co wzbudza pewne rozbawienie podczas całej lektury, szczególnie, że określenie to pojawia się w powieści dość powszechnie. Traktują oni spływ po rzece jako dobrą zabawę, nie zdając sobie sprawy, że za swoje bezpieczeństwo odpowiadają tak samo, jak i koordynujący wyprawę opiekunowie. W pewnych momentach widać ich bezsilność, niechęć, a następnie przerażenie, ponieważ jeden z uczestników spływu...spada do wody. W momencie, gdy Cosini wyrusza na pomoc i jego dosięgają wody zabójczej rzeki, ale...dosięga go coś jeszcze. Przez głowę Aljaza przechodzą wszelkie wspomnienia od dzieciństwa po czasy obecne. Retrospekcje z jednej strony sprawiają, że bohater tonie jeszcze bardziej w wirze popełnionych życiowych błędów, a z drugiej podtrzymuje go to przy nadziei i pobudza do walki z żywiołem. Autor w bardzo precyzyjny sposób przedstawił ślady, jakie nosiło w sobie życie Cosiniego. Jest to historia, która sprawia wrażenie autentycznej, pomimo tego, że miejsce akcji oraz charakter scen mogą wydawać się nieprawdopodobne. Wyobraźnia czytelnika działa na najwyższych obrotach, chcąc poukładać sobie fragmenty opowiadanych przez narratora historii, jednocześnie czując niewyobrażalną bezsilność, wobec zdarzeń, które powodują odczucia jakby działy się tu i teraz, ponieważ bohater tonie...na naszych oczach.
Greettta - awatar Greettta
oceniła na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku

Więcej
Morten A. Strøksnes Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku Zobacz więcej
Morten A. Strøksnes Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku Zobacz więcej
Morten A. Strøksnes Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku Zobacz więcej
Więcej

Video

Video