Do książki powinny być dołączone trigger warnings.
Hipokryzja, autor wznosi peany oceanowi, jednocześnie polowanie nie ma celu naukowego, nawet użytkowego. Złowić rekina dla instalacji artystycznej !?! (jedna z propozycji).
W sumie prawie nic o rekinie polarnym, całkiem sporo odniesień i cytowań innych pisarzy, trochę ciekawostek morskich, ale raczej z filmów przyrodniczych BBC, artykułów prasowych leksykonów (przynajmniej te źródła które są wymienione w, skąpych jak na ilość sypanych z rękawa informacji, przypisach).
Zresztą autor zdaje sobie sprawę z tego na jak wątłym pomyśle powstaje książka.
Trzy krótkie cytaty to ilustrujące.
...Co za idiotyczny, morderczy zamiar chcemy zrealizować?...
...Czy nie możemy złowić przynajmniej jednego rekina, obojętnie jakiego? Czy prosimy o zbyt wiele?...
...Życie tego rekina polarnego po spotkaniu z nami już nigdy nie będzie takie samo...
Do książki powinny być dołączone trigger warnings.
Hipokryzja, autor wznosi peany oceanowi, jednocześnie polowanie nie ma celu naukowego, nawet użytkowego. Złowić rekina dla instalacji artystycznej !?! (jedna z propozycji).
W sumie prawie nic o rekinie polarnym, całkiem sporo odniesień i cytowań innych pisarzy, trochę ciekawostek morskich, ale raczej z filmów przyrodniczych...
Naprawdę mało wiemy o morzach i oceanach. Więcej ludzi zbadało powierzchnię księżyca, niż morskie głębiny. Być może to właśnie dlatego poznanie – choć w niewielkim stopniu – tego, co w nich żyje, wydaje się być dla mnie fascynujące.
Książka, po którą sięgnęłam tym razem, należy do gatunku non-fiction. Zauważyłam, że choć w ostatnim czasie przeczytałam trochę więcej (z racji zrobionego w zeszły weekend maratonu), to literatura faktu nadal jest jedną z tych, z którymi obcuję najrzadziej, mimo że wolę by było zupełnie na odwrót. Dlatego tym razem trafiło na „Księgę morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” autorstwa Mortena A. Strøksnesa w przekładzie Marii Gołębiewskiej-Bijak. „Statek, Hugo i ja jesteśmy trzeźwi jak noworodki. To morze jest pijane. Ileż to razy wychylałem się za burtę, wpatrzony w otchłań?” Tę niespełna 340 stronicową książkę połknęłam jednego dnia. I choć z początku nie przekonała mnie do siebie językiem, to zdecydowanie trafiła do mnie treścią. Zresztą, pozycje wydawane przez Wydawnictwo Literackie w większości przemawiają do mnie od razu, jak było na przykład z autobiografią Knausgårda. Przeczytanie omawianej dzisiaj historii odkładałam jednak w czasie. Czekała ona sobie na półce, aż po nią sięgnę i tak minęły chyba ze dwa lata, zanim do tego doszło. Tu postawię sobie pytanie, dlaczego właśnie teraz? Odpowiedź będzie krótka, ponieważ morze, oceany oraz morskie stworzenia fascynują mnie i choć sama nie zajmuję się ich badaniem, to lubię dużo czytać na ten temat, oglądać i wyobrażać sobie, do czego natura jest jeszcze zdolna, a czego my nie jesteśmy jeszcze świadomi. „Specjalny gatunek niebieskozielonych glonów jest tak produktywny i liczny, że naukowcy przyjmują, iż wytwarza dwadzieścia procent ziemskiego tlenu. A do lat dziewięćdziesiątych nauka nawet nie wiedziała o jego istnieniu.” Książka ta nie jest tylko opowieścią o poszukiwaniu i łowieniu rekina polarnego żyjącego w wodach morza norweskiego. Autor wraz ze swoim przyjacielem – ekscentrycznym malarzem i rybakiem Hugonem znajduje się na Lofotach, archipelagu będącym jednym z najpiękniejszych miejsc w całej Norwegii. Tam właśnie towarzyszy w wyprawach na głębiny, opisując przy tym każdą z przeprowadzonych wypraw i połowów, a zarazem raczy nas ciekawostkami związanymi z nieznaną nam otchłanią. „Łagodny szept morza, suche ciepło słońca, idealna przejrzystość powietrza – wokół pełny spokój. Takie dni się kolekcjonuje i zachowuje w pamięci przez lata.” Czym jest Moskstraumen lub Velella Velella? Kim był Johan Hjort? Dlaczego swego czasu mieszkańcy Nordlandu gardzili zwykłą makrelą? Na te i inne pytania z pewnością odpowie nam książka. Momentami czytałam ją, myśląc, że przed sobą trzymam encyklopedię. I jest to zarówno pozytyw, jak i pewnego rodzaju zarzut. O ile mi, osobie, która interesuje się tematem, nie przeszkadzało nagromadzenie ciekawych, jak i tych mniej interesujących informacji, to czytelnikowi, który szykuje się na opowieść o walce z żywiołem oraz rekinem polarnym… No cóż… Taki ktoś po prostu się zawiedzie. To nie jest beletrystyka nastawiona na rozwój akcji ani zawrotne tempo. Powiedziałabym raczej, że narracja jest leniwa, płynie sobie powoli. Przed lekturą nie nastawiałam się praktycznie na nic, dlatego się nie rozczarowałam. Co więcej, brakuje mi na polskim rynku książek o podobnej tematyce, zwłaszcza o morskich stworzeniach. Dla mnie to była naprawdę ciekawa podróż i dobrze zgłębiony temat. Na końcu znajdziemy również długą listę przypisów, więc będzie po co sięgać na przyszłość.
Naprawdę mało wiemy o morzach i oceanach. Więcej ludzi zbadało powierzchnię księżyca, niż morskie głębiny. Być może to właśnie dlatego poznanie – choć w niewielkim stopniu – tego, co w nich żyje, wydaje się być dla mnie fascynujące.
Książka, po którą sięgnęłam tym razem, należy do gatunku non-fiction. Zauważyłam, że choć w ostatnim czasie przeczytałam trochę więcej (z...
Sięgając po tę książkę miałam w głowie zarys historii. Dwóch badaczy, którzy chcą się dowiedzieć więcej o rekinie polarnym, prowadzą polowanie, by tę rybę złowić w celach naukowych.
Nic bardziej mylnego. Jest to książka o dwóch zwykłych osobach, które chcą rekina jedynie zobaczyć i wykorzystać jego wnętrzności do własnych celów.
Pierwszym co mnie zdziwiło w tej książce to jej grubość. Zwykle nie oceniam książki po jej grubości, ale ile można pisać o rekinie, o którym niewiele wiadomo? Jak się okazało – jeszcze mniej niż myślałam.
Akcja jest bardzo powolna, nic się nie dzieje, pisarz spisał swoje myśli w sposób chaotyczny. Realne działania autora są poprzerywane ciekawostkami dotyczącymi przyrody, historii, astronomii itd. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te fragmenty były powtykane w tekst umiejętnie, a nie stanowiły przerywnik dla nudnej fabuły.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że łowienie ryb to w większości przygotowania i czekanie, a sam proces wyciągania ryby z wody po tym jak ta złapie przynętę to tylko mały ułamek całego poświęconego na to czasu. Niemniej jednak oczekiwałam więcej informacji na temat rekina polarnego. Osobiście uwielbiam rekiny, wychowałam się na filmach dokumentalnych o nich i wiem o nich co nieco, dlatego żadna, ale to żadna informacja dotycząca rekinów mnie nie zaskoczyła, co mogło wpłynąć negatywnie na mój odbiór tej pozycji.
Niestety, co by nie mówić, tytuł jest trochę mylący. Myślę, że zdecydowana większość czytelników, widząc tę pozycję w sklepie, weźmie ją ze względu na rekina polarnego (obecnego na okładce, w tytule i w opisie), by się czegoś o nim dowiedzieć, a nie ze względu na ciekawostki o Skandynawii, o których nie wiadomo, że tam są, dopóki nie zaczniemy tej książki czytać.
Mimo, że książka raczej nie wciąga, to są fragmenty, które czytało mi się szybciej niż inne. Były to oczywiście momenty akcji, w których coś się działo, był jakiś dylemat, kłopot, albo stres. Być może ta książka nie wzbudziła we mnie wielu pozytywnych emocji właśnie dlatego, że jestem przyzwyczajona do książek, w których autor nie opisuje swoich realnych przeżyć, a jedynie swoją wyimaginowaną historię, która jest bardziej wyrazista, ma zdecydowanie więcej zwrotów akcji, dzieję się coś nienaturalnego, dziwnego, albo pięknego. Ta książka należy jednak do literatury faktu i nie ma w niej zbyt wielu emocji, zapierających dech w piersiach scen. Niemniej jednak nawet jak na literaturę faktu, jak dla mnie było zbyt chaotycznie i można było delikatnie to podkoloryzować dla lepszego obrazu sytuacji. Można było lepiej wprowadzić bohaterów, bo jak dla mnie na przykład Hugon (czyli jeden z najważniejszych bohaterów to zlepek kilku informacji, które w ogólnym rozrachunku nie mają dla mnie większego sensu, bo jest on dla mnie odległym widmem, tylko wspomnianym. Natomiast jako czytelnik nie mogę go poznać tak jakbym chciała, mimo, że wydaje się być postacią bardzo ciekawą i oryginalną.
Moim zdaniem można było również wprowadzić więcej opisów tego, co autor widział (krajobrazów, pontonu, wyspy, rekina…), a nie tylko bazować na opisie działań i tego co robił.
A poza tym, przecież gdyby książka zamiast ponad 300 stron miała ich 200, ale za to treść była lepiej dopracowana, nikt by się nie skarżył.
To, co zaskoczyło mnie jednak na plus to to, że nie było dużo specjalistycznego słownictwa. Na pewno, gdyby książkę pisał naukowiec, byłoby znacznie więcej tego rybackiego czy jeszcze innego bełkotu, a tymczasem słownictwo było całkiem przystępne, choć lista przypisów (których, dodam, było ponad 150 na przestrzeni tej pozycji, w większości ze względu na odwołania do kultury Skandynawskiej) była dopiero na samym końcu książki. Niemniej słownictwo nie stanowiło dla mnie przeszkody. Nawet jeśli czegoś nie rozumiałam, spokojnie mogłam iść dalej bez poczucia, że straciłam coś ważnego.
Jeśli jednak chodzi o tematykę tej książki, nie mogę mówić o wszystkim w kontekście negatywnym. Kiedy autor zagłębia się w historie, które mają przysłowiowe „ręce i nogi” i pasują do wydarzeń w danej chwili, czyta się to w miarę łatwo i szybko. Jednak łatwo wyczuć, w których momentach te historie były dodawane na siłę.
Podsumowując, książka nie zrobiła na mnie wrażenia, ale jest to tylko subiektywna ocena. Jeśli lubi się Skandynawię, jej historię, mentalność ludzi, rybołówstwo czy życie morza i oceanu, może warto spróbować przeczytać tę książkę. Pisząc tą recenzję nie miałam na celu nikogo do tej książki zniechęcić, ponieważ uważam, że jeśli chcecie się dowiedzieć wielu rzeczy z wymienionych powyżej tematów, to może jest to dobra pozycja dla was. W końcu jakoś musiała zasłużyć na nagrodę literacką Brage w 2015 w kategorii literatura faktu, prawda? Niemniej jednak dla mnie nie była ona najlepsza, bo mimo, że uwielbiam tematy morza i oceanów, to ta garstka informacji, która była dla mnie nowa, nie mogła przebić faktu, że sposób pisania autora zupełnie nie przypadł mi do gustu. Na pewno nie jest to również lektura, którą wzięłabym do ręki, by całkowicie się „odmóżdżyć” i zapomnieć o problemach.
Sięgając po tę książkę miałam w głowie zarys historii. Dwóch badaczy, którzy chcą się dowiedzieć więcej o rekinie polarnym, prowadzą polowanie, by tę rybę złowić w celach naukowych.
Nic bardziej mylnego. Jest to książka o dwóch zwykłych osobach, które chcą rekina jedynie zobaczyć i wykorzystać jego wnętrzności do własnych celów.
Pierwszym co mnie zdziwiło w tej książce to...
Mocno zawiodłam się na tej książce. Po opisie, samym tytule wprowadziła mnie w błąd. Oczekiwałam bowiem akcji na morzu, trudnych przeżyć (typu sztormy, wichury) itp. Okazało się, że akcja powieści dzieje się w znacznej większości na lądzie, co jakiś czas główni bohaterowie wypływają na otwarte wody. Ponadto, w książce co jakiś czas, między wierszami miały być wplątane ciekawostki. Niekiedy czułam, że czytam podręcznik szkolny, lub jakąś encyklopedię rybaka. Momentami ten utwór jest wręcz odrażający. Są fragmenty, gdzie autor pisze o wylewaniu rybiej krwi z łódki. Zauważyłam też jedno niedociągnięcie - otóż w tej księdze jest fragment mówiący o tym, że rekiny polarne drażni kolor pomarańczowy i może wzbudzić on w nim agresję. Natomiast na okładce widać, że ponton jest właśnie tego koloru. Zamysł czy przypadek? Pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi.
Wracając, naprawdę miałam nadzieję, że ,,Księga morza" mnie wciągnie, zainteresuje, szczególnie, że interesuję się głębinami, oceanami i życiem tam panującym. Pod koniec miałam już tak dość, że ominęłam trochę stron i przeczytałam tylko niecałe dwa ostatnie rozdziały, żeby mnie później myśli nie męczyły, czy złowili tego rekina, czy też nie. Nuda, przymus, strata czasu. Nie polecam.
Mocno zawiodłam się na tej książce. Po opisie, samym tytule wprowadziła mnie w błąd. Oczekiwałam bowiem akcji na morzu, trudnych przeżyć (typu sztormy, wichury) itp. Okazało się, że akcja powieści dzieje się w znacznej większości na lądzie, co jakiś czas główni bohaterowie wypływają na otwarte wody. Ponadto, w książce co jakiś czas, między wierszami miały być wplątane...
Narracja jest bardzo przyjemna - trochę leniwa, trochę od niechcenia, opowieści snują się swoim niespiesznym rytmem. Między opowieściami o pływaniu w poszukiwaniu rekina autor przemyca wiele ciekawostek na temat mórz, stworzeń w nim żyjących oraz legend dotyczących północy.
Nie jest to lektura wciągająca, z którą można zarwać noc, za to jest idealna gdy mózg potrzebuje odpoczynku i gdy chcemy się wyciszyć.
Narracja jest bardzo przyjemna - trochę leniwa, trochę od niechcenia, opowieści snują się swoim niespiesznym rytmem. Między opowieściami o pływaniu w poszukiwaniu rekina autor przemyca wiele ciekawostek na temat mórz, stworzeń w nim żyjących oraz legend dotyczących północy.
Nie jest to lektura wciągająca, z którą można zarwać noc, za to jest idealna gdy mózg potrzebuje...
przereklamowane. Po ok. 1/3 książki zaczyna się robić nudno i zastanawiałem się co jeszcze może się wydarzyć. Miałem rację nic się nie wydarzyło. Książka ani mądra ani interesująca
przereklamowane. Po ok. 1/3 książki zaczyna się robić nudno i zastanawiałem się co jeszcze może się wydarzyć. Miałem rację nic się nie wydarzyło. Książka ani mądra ani interesująca
Uwielbiam książki o morzu, o życiu, o historii świata. Uwielbiam podróże, szczególnie te na Północ. Z Księgi morza wyniosłam wiele nauk i ciekawostek (np to że rekin polarny jest takim skurczybykiem, że zjada swoje rodzeństwo już w brzuchu matki!). Narracja jest wartka mimo iż akcja nie wciąga równie mocno co morderstwa w Orient Ekspresie, a jednak uwielbiałam powroty do domu i do Księgi morza. Piękna, pouczająca, zabawna, dla miłośników klimatów Skandynawii z nutką faktów naukowych w tle. Dla mnie rewelacja!
Uwielbiam książki o morzu, o życiu, o historii świata. Uwielbiam podróże, szczególnie te na Północ. Z Księgi morza wyniosłam wiele nauk i ciekawostek (np to że rekin polarny jest takim skurczybykiem, że zjada swoje rodzeństwo już w brzuchu matki!). Narracja jest wartka mimo iż akcja nie wciąga równie mocno co morderstwa w Orient Ekspresie, a jednak uwielbiałam powroty do...
Gdzieś w mrokach głębin wód arktycznych kryje się jedno z najbardziej tajemniczych i mało znanych stworzeń - rekin polarny. "Księga morza" to opowieść o dwóch zapaleńcach, którzy za punkt honoru postawili sobie złowienie tego drapieżnika.
Jak powszechnie wiadomo, łowienie ryb polega w znacznie większej mierze na przygotowaniach i oczekiwaniu niż na samym podciąganiu na żyłce łupu. Podobnie jest w tym przypadku: opowieść skupia się na szukaniu najzmyślniejszego sposobu zanęcenia rekina, a potem utrafienia w czasie z podsunięciem mu przynęty przed żarłoczną paszczę. Żeby zabić czas oczekiwania na efekt tego wszystkiego, autor pisze dużo o sprawach zupełnie innych, choć zawsze w jakiś sposób związanych z morzem. I tak, czekając na rekina polarnego, mamy okazję dowiedzieć się nieco o rozwoju norweskiego przemysłu przetwórstwa ryb, o sporządzanych przed stuleciami mapach tych wód (równie bliskich stanowi faktycznemu, co wiadomości z pierwszej polskiej encyklopedii, czyli "Nowych Aten" księdza Chmielowskiego - dzieła przezabawnego dla nas obecnie, bo naszpikowanego zatrważającą ilością banialuk i dubów smalonych), o sposobach na wędzenie ryb, o budowie najsamotniejszych budowli świata, czyli latarni morskich...
Choć autor w ten sposób odbiega od meritum, czytałam wszystko z dużym zainteresowaniem, a lektura obfitowała w spore niespodzianki. Nigdy bym na przykład nie podejrzewała, że Robert Louis Stevenson pochodził z rodziny inżynierów, która przez 250 lat wznosiła w Szkocji latarnie morskie i to Stevensonom właśnie Szkoci zawdzięczają wszystkie te swoje triumfalne świetlne wieże. (Ciekawe, swoją drogą, jak rodzina odbierała Roberta, który zamiast zabrać się do pracy, mitrężył czas na fantazjowanie o piratach i ludziach z niebezpiecznym rozszczepieniem osobowości?)
Żałuję, że nie ma w książce więcej rekina polarnego czy innych mieszkańców wodnych głębin, tym bardziej że gdy w końcu autor o nich pisze, są to fragmenty książki najciekawsze, wręcz porywające. Ten świat, którego nie możemy poznać osobiście (chyba że ktoś wreszcie wymyśli podwodne pojazdy, odporne na ogromne ciśnienie na takich głębokościach), a który z racji zanieczyszczenia i zmian klimatycznych prędzej czy później skazany jest na zagładę, jest po prostu po stokroć bardziej interesujący niż ludzka egoistyczna krzątanina, nie przynosząca korzyści nikomu poza samym człowiekiem (a i to nie zawsze).
Ogólnie jest to książka naprawdę ciekawa i warta przeczytania, choć ryby jest w tym daniu literackim równie mało, co w kupnej konserwce...
Gdzieś w mrokach głębin wód arktycznych kryje się jedno z najbardziej tajemniczych i mało znanych stworzeń - rekin polarny. "Księga morza" to opowieść o dwóch zapaleńcach, którzy za punkt honoru postawili sobie złowienie tego drapieżnika.
Jak powszechnie wiadomo, łowienie ryb polega w znacznie większej mierze na przygotowaniach i oczekiwaniu niż na samym podciąganiu na...
To jedna z tych książek gdzie odzywa się we mnie przygoda której chciałbym zaznać. Uwielbiam również temat rekinów więc ta książka stanowi dla mnie świetne uzupełnienie. Polecam :)
To jedna z tych książek gdzie odzywa się we mnie przygoda której chciałbym zaznać. Uwielbiam również temat rekinów więc ta książka stanowi dla mnie świetne uzupełnienie. Polecam :)
Pewnie wiecie, że po literaturę popularnonaukową sięgam rzadko. Jednak w tym wypadku nie mogłam się oprzeć. Nie mogłam się oprzeć genialnemu tytułowi i nie mogłam się oprzeć obiecywanej dygresyjnej formie. I oparłam się tym łatwiej, że nie jest to nawet typowa literatura popularnonaukowa. Zaciekawieni? Zapraszam.
Pewnie wiecie, że po literaturę popularnonaukową sięgam rzadko. Jednak w tym wypadku nie mogłam się oprzeć. Nie mogłam się oprzeć genialnemu tytułowi i nie mogłam się oprzeć obiecywanej dygresyjnej formie. I oparłam się tym łatwiej, że nie jest to nawet typowa literatura popularnonaukowa. Zaciekawieni? Zapraszam.
Właśnie skończyłam czytać książkę norweskiego dziennikarza. Trochę mi to zajęło, gdyż "Księga morza (...) jest naszpikowana takim ogromem informacji na temat ludzi i świata, a także i kosmosu, że nie spieszyłam się z nią. Pozwalałam informacjom stopniowo osiadać w moich ośrodkach zapamiętywania :)
Polecam każdemu, gdyż jak wspomniałam, autor porusza dosłownie morze wątków, a zatem i dla rybaka, i dla podróżnika, i dla wegetarianina, i dla tych co mięso jedzą, i dla miłośników wody, i dla miłośników historii, kulinariów, malarstwa, obyczajowości. Dla tych, którym fauna i flora bliska, ale i też dla tych którym daleka...
Stroksnes porwie Was w wir i nie wypuści, aż do ostatniej kropli.
Właśnie skończyłam czytać książkę norweskiego dziennikarza. Trochę mi to zajęło, gdyż "Księga morza (...) jest naszpikowana takim ogromem informacji na temat ludzi i świata, a także i kosmosu, że nie spieszyłam się z nią. Pozwalałam informacjom stopniowo osiadać w moich ośrodkach zapamiętywania :)
Polecam każdemu, gdyż jak wspomniałam, autor porusza dosłownie morze wątków,...
Coś ostatnio ciągnie mnie do natury.Po poprzedniej lekturze,kiedy to wybrałem się w podróż do naszych prastarych lasów,teraz dotarłem aż na daleką północ naszego kontynentu i uczestniczyłem,wraz z autorem w polowaniu na wielkiego rekina arktycznego.Samo polowanie nie jest tutaj najważniejsze.Stanowi ono jedynie pretekst do snucia opowieści.Opowieści niezwykle ciekawej i wciągającej.A o czym?No skoro polowanie na rekina no to oczywiście musi być morze,natura,piękne krajobrazy.Musi też być fauna morskich głębin i liczne ciekawostki na ten temat.Jest też trochę historii rybołówstwa i latarnictwa.No i oczywiście kultura i obyczajowość ludności zamieszkującej te piękne,ale jakżeż surowe tereny.Autor snuje swoją opowieść w prosty i przystępny sposób,wzbudzając u mnie uczucie zazdrości,że nie mogę oglądać na własne oczy tego co on może podziwiać i bezpośrednio dotykać swoim wzrokiem.Okazuje się,że pięknie i romantycznie może być nie tylko na ciepłych morzach południowych.Naprawdę warto! Polecam!
Coś ostatnio ciągnie mnie do natury.Po poprzedniej lekturze,kiedy to wybrałem się w podróż do naszych prastarych lasów,teraz dotarłem aż na daleką północ naszego kontynentu i uczestniczyłem,wraz z autorem w polowaniu na wielkiego rekina arktycznego.Samo polowanie nie jest tutaj najważniejsze.Stanowi ono jedynie pretekst do snucia opowieści.Opowieści niezwykle ciekawej i...
Księga morza czyli jak złowić rekina polarnego z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku to norweski bestseller,króry wzbudził mój zachwyt nie tylko tytułem ale też gawędziarskim stylem narracji i udaną szatą graficzną.
Autor wciaga nas w niezwykłą historię, w której z zapartym tchem śledzimy próby złowienia rekina polarnego zamieszkującego głębiny oceanu. Z drugiej strony jesteśmy zasypywani rozmaitymi skandynawskimi anegdotami, historiami, mitami. Stroksens nie szczędzi nam pieknych opisów lofockiej przyrody czy naukowych wykładów o biologi życia zwierząt zamieszkujących ocean.
Tekst jest spójny, pióro lekkie a gawędziarski styl pozwala rozkoszować się lekturą, po której nasuwa się jedna refleksja jak ogromny jest morski świat, i jak bardzo zależni jesteśmy od otaczającej nas przyrody.
Księga morza czyli jak złowić rekina polarnego z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku to norweski bestseller,króry wzbudził mój zachwyt nie tylko tytułem ale też gawędziarskim stylem narracji i udaną szatą graficzną.
Autor wciaga nas w niezwykłą historię, w której z zapartym tchem śledzimy próby złowienia rekina polarnego zamieszkującego głębiny oceanu. Z...
To, co czytelnik bierze do ręki i co ukrywa się pod szumnym tytułem "Księga Morza" jest de facto grafomańskim traktatem o wszystkim i o niczym. Zawsze zastanawiałem się, skąd bierze się moja podświadoma niechęć do pisarzy skandynawskich. Teraz już wiem! Skandynawowie słyną z małomówności, chłodu i powściągliwości. Może w życiu, ale nie na papierze. Bo na nim lubią paplać co ślina na język (i pióro) przyniesie. Byle zapełnić stronę jakimś drukiem.
Domyśliłem się, że autor chciał nam przedstawić swoje próby złowienia na wędkę rekina polarnego. Czy to się udało? Jeśli ktoś ma czas i cierpliwość, by dobrnąć do końca tego gniota, ten się przekona.
To, co czytelnik bierze do ręki i co ukrywa się pod szumnym tytułem "Księga Morza" jest de facto grafomańskim traktatem o wszystkim i o niczym. Zawsze zastanawiałem się, skąd bierze się moja podświadoma niechęć do pisarzy skandynawskich. Teraz już wiem! Skandynawowie słyną z małomówności, chłodu i powściągliwości. Może w życiu, ale nie na papierze. Bo na nim lubią paplać...
Bardzo ciekawy opis... właściwie trudno powiedzieć czego - chyba najbardziej w pamięci pozostaje życie w Norwegii, zwłaszcza surowe życie rybaków. Lektura naprawdę sprawia, że słony morski cuch przenika nas na wskroś - a opisów falowania jest tyle, że i atak choroby morskiej nie byłby dziwotą... Formalnie jest to opis szeregu wypraw wędkarskich, ale stanowią one dla autora pretekst do snucia przed-długiego łańcucha dykteryjek. Tematy - wszelkie. Po pierwsze i najważniejsze życie morza, jako ekosystemu, ale też na przykładzie konkretnych stworzeń. Z miłością, ale bez nadmiernego rozczulania się, jako że autor bardzo skupia się też na swych przyjaciołach rybakach. - To bardzo osobista książka - autor nie waha się np. zamieścić swych refleksji na temat możliwych duchowych przeżyć rekina polarnego...
Na pewno jest to książka niespieszna, no i trudno, aby każdego czytelnika zaciekawiły wszystkie anegdoty... Bywałem podczas lektury zniecierpliwiony (acz z rzadka). Jednak ogólnie wspominam bardzo miło i mam poczucie, że lektura naprawdę mnie wzbogaciła.
Bardzo ciekawy opis... właściwie trudno powiedzieć czego - chyba najbardziej w pamięci pozostaje życie w Norwegii, zwłaszcza surowe życie rybaków. Lektura naprawdę sprawia, że słony morski cuch przenika nas na wskroś - a opisów falowania jest tyle, że i atak choroby morskiej nie byłby dziwotą... Formalnie jest to opis szeregu wypraw wędkarskich, ale stanowią one dla autora...
(...) Wydana z dużą starannością przez Wydawnictwo Literackie: ciekawa okładka, ilustrowana w środku (piękna wyklejka!), dobry papier, szycie. Obcowanie z tą książką jako przedmiotem było naprawdę przyjemne. Co zatem poszło nie tak?
Lektura Księgi morza, a właściwie książki: Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku ciągnęła mi się tak długo, jak jej pełny tytuł. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z dziennikiem podróży – bohaterowi i jego przyjacielowi Hugonowi przyświeca jeden cel: chcą złowić rekina polarnego. Podobno zadanie to niełatwe (nie zdradzę, czy się udało, ale zdradzę, że autor nie buduje napięcia wokół (nie)powodzenia tej akcji. A ponieważ taka żegluga musi się dłużyć, oprócz opowieści o życiu morskich istot (całkiem ciekawych nawet dla amatora), autor serwuje nam różnego rodzaju wynurzenia. Trochę wspomina, trochę streszcza morskie mity i norweskie opowieści, trochę cytuje tych, którzy wcześniej pisali o morzu. Nie ulega wątpliwości erudycja autora. Widać też, że Strøksnes uwielbia literaturę i dobrze zna jej historię, jednak każde jego powołanie się na inny tekst literacki sprawia, że – chcąc nie chcąc – zestawiam cytowane fragmenty z właściwą książką. I autor Księgi morza wypada na tle tego porównania blado (choć, trzeba przyznać, Strøksnes przytacza słowa głównie gigantów literatury). Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia, czy język w podobnie beznamiętny sposób „płynie” w oryginale, tj. po norwesku, ale mnie ta książka nużyła okropnie. Próżno szukać tu spójności, która po zakończeniu lektury krótkiego rozdziału pchałaby czytelnika naprzód. Niewątpliwie Strøksnes jest gawędziarzem, jednak historie, które – wierzę – mogły okazać się pasjonujące podczas żeglugi, zebrane na kartach książki ociekają monotonią. W trakcie trwającej ponad miesiąc lektury wielokrotnie porzucałam tę książkę i czytałam coś innego; prawdopodobnie, gdyby nie recenzja, nie dotarłabym do ostatniej strony.
Chcę jednak wspomnieć o walorach tej książki, których nie brakuje. Opowieści o tajemnicach morskiego dna w dużej mierze okazały się dla mnie zaskakujące, jednak tym, co najbardziej mnie w Księdze morza ujęło, był zapis przyjaźni Mortena i Hugona. Na pontonie w otoczeniu morskich fal znalazło się bowiem nie tylko dwóch miłośników morza, ale przede wszystkim para przyjaciół. Będąc na morzu albo czekając na wypłynięcie w domu Hugona, mężczyźni spędzili razem niewyobrażalną – zwłaszcza z punktu widzenia braku pokrewieństwa i powinowactwa – ilość czasu. Poznali swoje dobre i złe strony, musieli się nawzajem znosić, choć nie zawsze było łatwo. Socjologicznie rzecz ujmując, był to ciekawy aspekt książki.
(...)
PRZECZYTAJ CAŁĄ RECENZJĘ NA BLOGU: http://dodziela.com.pl/2017/09/23/ksiega-morza-morten-a-stroksnes/
(...) Wydana z dużą starannością przez Wydawnictwo Literackie: ciekawa okładka, ilustrowana w środku (piękna wyklejka!), dobry papier, szycie. Obcowanie z tą książką jako przedmiotem było naprawdę przyjemne. Co zatem poszło nie tak?
Lektura Księgi morza, a właściwie książki: Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze...
Jestem zachwycona. Rzadko zdarza mi się czytać literaturę faktu, ponieważ zdecydowanie wolę fantastyczno - nostalgiczne dyrdymały, jednak ta książka zupełnie mnie pochłonęła.
Narrator relacjonuje próby złapania niezwykłego rekina polarnego w tradycyjny sposób. Tak naprawdę jednak opowiada przeróżne ciekawostki o oceanach, prehistorii, ludziach. Fakt, ze rekin ten dożywa 400 lat zrobił na mnie takie wrażenie, że równocześnie z czytaniem samej książki, wyszukiwalam w internetach kolejne informacje poszerzające wiedzę.
Bardzo dobre tłumaczenie, czyta się płynnie i szybko. Literacko przyjemne, merytorycznie fascynujące. Odswiezajace doświadczenie czytelnicze!
Jestem zachwycona. Rzadko zdarza mi się czytać literaturę faktu, ponieważ zdecydowanie wolę fantastyczno - nostalgiczne dyrdymały, jednak ta książka zupełnie mnie pochłonęła.
Narrator relacjonuje próby złapania niezwykłego rekina polarnego w tradycyjny sposób. Tak naprawdę jednak opowiada przeróżne ciekawostki o oceanach, prehistorii, ludziach. Fakt, ze rekin ten dożywa...
Fantastyczna lektura. Tak się złożyło, że czytałam ją podczas pobytu w Finlandii, w zacisznej wiosce nad jeziorem, i otoczenie świetnie zgrało się z opowieściami autora o bogactwie podwodnego życia, o zapierających dech w piersiach krajobrazach Lofotów. Przyrodnicze ciekawostki przeplatane są osobistymi wspomnieniami - sam autor urodził się w Finnmarku, na dalekiej północy Norwegii, a jego przyjaciel Hugo mieszka na Lofotach. Polowanie na rekina polarnego staje się pretekstem do szerszej refleksji o cudach natury, o zmaganiach człowieka z żywiołami, ale też o tym, jakie szkody wyrządza człowiek przyrodzie (i niestety często są to straty, których nie da się odrobić).
Świetnie napisana, osobista i pouczająca książka, która pozostawia mnie z dwoma postanowieniami. Pierwszym jest ograniczenie używania plastiku - zadziałały na mnie sugestywne opisy morskich zwierząt cierpiących i umierających przez ogrom plastiku w morzach i oceanach. A drugim postanowieniem jest odwiedzić Lofoty.
Fantastyczna lektura. Tak się złożyło, że czytałam ją podczas pobytu w Finlandii, w zacisznej wiosce nad jeziorem, i otoczenie świetnie zgrało się z opowieściami autora o bogactwie podwodnego życia, o zapierających dech w piersiach krajobrazach Lofotów. Przyrodnicze ciekawostki przeplatane są osobistymi wspomnieniami - sam autor urodził się w Finnmarku, na dalekiej północy...
Dwóch facetów na łódce chcących złowić wielkiego rekina... To nie może się dobrze skończyć. Szkoda tylko, że dla czytającego. Brnąc przez kolejne strony zastanawiałam się czy to reportaż, książka przyrodnicza czy jakiś traktat o filozofii. 340 stron gadania o rybach, wodzie itp
Albo to nie był mój czas na takie książki albo ona jest... za trudna dla mnie. W każdym bądź razie dopłynęłam do końca. I więcej po nią nie sięgnę.
Dwóch facetów na łódce chcących złowić wielkiego rekina... To nie może się dobrze skończyć. Szkoda tylko, że dla czytającego. Brnąc przez kolejne strony zastanawiałam się czy to reportaż, książka przyrodnicza czy jakiś traktat o filozofii. 340 stron gadania o rybach, wodzie itp
Albo to nie był mój czas na takie książki albo ona jest... za trudna dla mnie. W każdym bądź...
Jest to historia o polowaniu na rekina polarnego, a raczej po części jest, bo pełno tu różnych dygresji, ciekawostek naukowych i historycznych, anegdot, nawiązań do różnych dzieł, historii pewnych miejsc i ludzi, opisów flory i fauny - jednak to wszystko jest z jednej beczki kolokwialnie mówiąc, łączy się z tematem przewodnim. Po prostu jest to takie obszerne dopełnienie, pełniejsze nawet od wątku głównego, co wcale nie jest wadą, bo sama wyprawa po rekina zajęłaby kilkadziesiąt stron zaledwie, a tak mamy dużo więcej stronic wypełnionych obserwacjami, wiedzą i doświadczeniami.
Lubię takie książki, takie tematy związane z naturą, z których można się czegoś nauczyć, a przy okazji są podane w przystępnej formie, w tym przypadku w formie wyprawy po rekina. Można się tu dowiedzieć czegoś o morzu przede wszystkim, i zamieszkujących je stworzeniach, o rybakach, ale także o mitologii trochę, a nawet o geologii czy kosmosie coś się znajdzie - ciekawostki z wielu różnych dziedzin lecz skupione wokół tej morskiej tematyki.
Także spodobał mi się ten sposób przedstawiania - ma coś z samego morza - płynie sobie wątek główny, ale często gdzieś dryfuje, znosi, zbacza, gdzieś go fala porwie, jak to na morzu. Takie fajne no.
I sam pomysł bardzo pociągający - wsiąść na łódź i wypłynąć w dalekie morze zapolować na rekina polarnego, oczywiście w rzeczywistości jest to dużo bardziej skomplikowane i może nie wyjść za pierwszym razem, lub w ogóle, ale jak to często bywa, najlepsza jest sama podróż, a nie jej kres.
Takie oderwanie od rzeczywistości, bliskie spotkanie z naturą, z żywiołem wręcz, morska przygoda w dobie współczesności.
I zakończenie dość oryginalne - urwane, natura wygrywa, koniec.
Jest to historia o polowaniu na rekina polarnego, a raczej po części jest, bo pełno tu różnych dygresji, ciekawostek naukowych i historycznych, anegdot, nawiązań do różnych dzieł, historii pewnych miejsc i ludzi, opisów flory i fauny - jednak to wszystko jest z jednej beczki kolokwialnie mówiąc, łączy się z tematem przewodnim. Po prostu jest to takie obszerne dopełnienie,...
Jak dla mnie książka bardzo interesująca. Latam na Lofoty co roku, a nawet kilka razy w roku i bywam w miejscach o których mowa jest w książce. Oczywiście nie poluję na rekina ale mój mąż wędkuje i nie jest powiedziane że kiedyś nie trafi na taką bestię :))))) informacje które są w książce są bardzo przydatne właśnie wędkarzom dlatego książka bardzo mi pasowała :)
Lofoty są jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi tym bardziej z wielką chęcią przeczytałam tą książkę.
Polecam...
Jak dla mnie książka bardzo interesująca. Latam na Lofoty co roku, a nawet kilka razy w roku i bywam w miejscach o których mowa jest w książce. Oczywiście nie poluję na rekina ale mój mąż wędkuje i nie jest powiedziane że kiedyś nie trafi na taką bestię :))))) informacje które są w książce są bardzo przydatne właśnie wędkarzom dlatego książka bardzo mi pasowała :)
Lofoty są...
„Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” jest rasową książką przygodową, która potrafi zaciekawić dynamiczną akcją i barwnymi opisami przyrody. Morten A. Stroksnes opisuje w swej książce relację z zakrojonej na szeroką skalę wyprawy, której nie powstydziłby się nawet rasowy poszukiwacz przygód. Pozycję tą czyta się szybko, z wypiekami na twarzy, głównie za sprawą, że została opisana na podstawie realnej wyprawy.
Malownicze i niebezpieczne fiordy, przepastne głębiny mórz w pobliżu Archipelagu Lofoty zostały opisane przez autora nad wyraz realistycznie. Morten i Hugo postanowili wyruszyć w tamte strony, aby upolować dorastającego do ośmiu metrów i ważącego prawie tonę rekina. Zakrojona na szeroką skalę wyprawa potrafi nie raz wzbudzić ciarki podczas lektury. Zmagania z żywiołem, zdradziecka natura i zmieniające się pory roku sprawiają, że od lektury wręcz nie można się oderwać.
Książka napisana została w formie reportażu, co mi osobiście bardzo przypadło do gustu. Stroksnes w realistyczny i rzeczowy sposób opisuje przebieg wyprawy i dzieli się z czytelnikami licznymi przygodami, które spotkały go podczas podróży. Opisana w książce wielka przygoda potrafi wciągnąć od pierwszej do ostatniej strony, za sprawą lekkiego języka i historii opartej na faktach. Podczas lektury przeczytamy niezwykłe historie o życiu, mitologii czy ekologii. Z pewnością sięgnę jeszcze nie raz po pozycję tego rodzaju, gdyż są jak najbardziej godne uwagi.
„Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” jest książką napisaną lekkim piórem, która snuje barwne i wciągające opowieści o morzu. Przeczytamy wiele anegdot, historii z życia zwyczajnych ludzi, którzy swoje życie związali z morzem. Książka ta jest niezwykle ciekawą pozycją, w szczególności dla osób, które mają ochotę przeczytać coś innego. Publikacja ta otrzymała wiele nagród, pokazując, że jest jak najbardziej godna uwagi. Serdecznie polecam.
„Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” jest rasową książką przygodową, która potrafi zaciekawić dynamiczną akcją i barwnymi opisami przyrody. Morten A. Stroksnes opisuje w swej książce relację z zakrojonej na szeroką skalę wyprawy, której nie powstydziłby się nawet rasowy poszukiwacz przygód. Pozycję tą czyta...
Ogromne rozczarowanie. Specjalnie założyłem konto na lubimyczytać aby móc wystawić sprawiedliwą ocenę i przestrzec wszystkich zastanawiających się czy sięgnąć po ten tytuł.
Spodziewałem się wciągającej opowieści, pełnej ciekawych opisów, męskiej przygody i dużej dojrzałości pisarskiej. Książki, aż ciężko to coś nazwać książką, nie dało się przeczytać do końca. Autor absolutnie bezbarwny, co chwila cytujący całymi akapitami innych autorów. Nawet nie została zachowana jakakolwiek płynność. Bez polotu, absolutny brak zainteresowania czytelnika (przynajmniej mnie) a trzeba zauważyć, że biorąc pod uwagę tematykę oraz okolice, w której rozgrywa się akcja (to też nadużycie) można było napisać świetną powieść.
Żałuję wydanej każdej złotówki. Ogromnie odradzam. Ja sam szybko biorę się za która sprawi, że zapomnę, iż kiedykolwiek miałem w/w tytuł w ręku.
Ogromne rozczarowanie. Specjalnie założyłem konto na lubimyczytać aby móc wystawić sprawiedliwą ocenę i przestrzec wszystkich zastanawiających się czy sięgnąć po ten tytuł.
Spodziewałem się wciągającej opowieści, pełnej ciekawych opisów, męskiej przygody i dużej dojrzałości pisarskiej. Książki, aż ciężko to coś nazwać książką, nie dało się przeczytać do końca. Autor...
Bohaterami tej książki są dwaj mężczyźni, przyjaciele, którzy pakują swój sprzęt, wsiadają do małego pontonu i wyruszają w misję, która ma trwać cały rok. Wybierają się do jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie, w którym żyje wielki rekin polarny. Ma on 8 metrów długości, waży ponad tonę i dożywa pięciuset lat. Morten i Hugo postanawiają zapolować na tego rekina. Podczas tej wyprawy dwójka przyjaciół rozmawia o życiu, polowaniu, ucieczce od cywilizacji i o tajemnicach morza.
W książce spotkamy się z rozmową przyjaciół o życiu, na wiele tematów, o życiu na ziemi, o morzu, a z drugiej strony otrzymujemy również interesujące fakty i odwołania do historii, literatury i informacje które sprawiają że dowiadujemy się naprawdę sporo interesujących rzeczy o morzu. Dla kogoś takiego jak ja, kogoś kto wybrał tę książkę z ciekawości i nigdy nie miałam nic wspólnego z morzem i informacjami zawartymi w książce, jest to ciekawy sposób aby dowiedzieć się czegoś nowego i interesującego. Dzięki tej lekturze mamy także okazję zapoznać się z Norwegią, jej klimatem, przyrodą, co jest dużym atutem dla fanów tych rejonów.
Wszystko to co napisałam wskazuje na to, że to bardzo interesująca książka, aczkolwiek ja czuję się trochę zawiedziona. Może wynikać to z tego, że nie jestem fanką morskich opowieści i chyba miałam trochę inne oczekiwania jeśli chodzi o ten tytuł. Książka jest bardzo nasycona wiedzą, przez co możemy odkryć dużo informacji nie tylko o rekinach, ale także o obyczajach, kulturze, czy po prostu o życiu. Jednak bywają momenty, że czujemy znużenie tą historią i nie dzieje się nic interesującego, czekamy na tą akcję i tytułowy połów rekina... który ostatecznie zajmuje naprawdę niewiele miejsca w tej książce i to chyba powoduje u mnie pewien zawód, bo liczyłam, że będzie to ciekawsze wydarzenie. Tak więc, jeśli tak jak ja nastawiacie się na książkę, która zapewni wam mnóstwo wrażeń i emocji możecie się rozczarować. To książka bardziej przypominająca zbiór osobistych rozmyślań, rozmów przyjaciół i dostarczająca nam wiedzy o morzu. Dowiedziałam się dzięki niej dużo ciekawych rzeczy, ale jednak nie zakochałam się w Księdze morza.
Bohaterami tej książki są dwaj mężczyźni, przyjaciele, którzy pakują swój sprzęt, wsiadają do małego pontonu i wyruszają w misję, która ma trwać cały rok. Wybierają się do jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie, w którym żyje wielki rekin polarny. Ma on 8 metrów długości, waży ponad tonę i dożywa pięciuset lat. Morten i Hugo postanawiają zapolować na tego rekina....
Odrażające i obrzydliwe, wytrzymałam sześćdziesiąt stron i to mi wystarcza.
Wybitny pisarz i fotograf pisze książkę o tym, jak się jego kumplowi zachciewa upolować rekina polarnego dożywającego pięciuset lat. Więc ruszają 'wymyślają różne projekty artystyczne, w których przyda im się rekin', bo "mięso tego olbrzyma nie ma popytu" i dyskutują o tym jak go zabić, jak holować, ile wbić w niego haków, jak związać.
A byłoby pięknie gdyby po prostu opisał podwodny świat, który jest przecież totalnie fascynujący!
Sama nie wiem co jest smutniejsze: to, że powstaje o tym książka i ludzie czytają ją z zapartym tchem czy to, że nie ma tu ani jednej refleksji zbliżonej do mojej.
Odrażające i obrzydliwe, wytrzymałam sześćdziesiąt stron i to mi wystarcza.
Wybitny pisarz i fotograf pisze książkę o tym, jak się jego kumplowi zachciewa upolować rekina polarnego dożywającego pięciuset lat. Więc ruszają 'wymyślają różne projekty artystyczne, w których przyda im się rekin', bo "mięso tego olbrzyma nie ma popytu" i dyskutują o tym jak go zabić, jak...
Do książki powinny być dołączone trigger warnings.
Hipokryzja, autor wznosi peany oceanowi, jednocześnie polowanie nie ma celu naukowego, nawet użytkowego. Złowić rekina dla instalacji artystycznej !?! (jedna z propozycji).
W sumie prawie nic o rekinie polarnym, całkiem sporo odniesień i cytowań innych pisarzy, trochę ciekawostek morskich, ale raczej z filmów przyrodniczych BBC, artykułów prasowych leksykonów (przynajmniej te źródła które są wymienione w, skąpych jak na ilość sypanych z rękawa informacji, przypisach).
Zresztą autor zdaje sobie sprawę z tego na jak wątłym pomyśle powstaje książka.
Trzy krótkie cytaty to ilustrujące.
...Co za idiotyczny, morderczy zamiar chcemy zrealizować?...
...Czy nie możemy złowić przynajmniej jednego rekina, obojętnie jakiego? Czy prosimy o zbyt wiele?...
...Życie tego rekina polarnego po spotkaniu z nami już nigdy nie będzie takie samo...
Do książki powinny być dołączone trigger warnings.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHipokryzja, autor wznosi peany oceanowi, jednocześnie polowanie nie ma celu naukowego, nawet użytkowego. Złowić rekina dla instalacji artystycznej !?! (jedna z propozycji).
W sumie prawie nic o rekinie polarnym, całkiem sporo odniesień i cytowań innych pisarzy, trochę ciekawostek morskich, ale raczej z filmów przyrodniczych...
Naprawdę mało wiemy o morzach i oceanach. Więcej ludzi zbadało powierzchnię księżyca, niż morskie głębiny. Być może to właśnie dlatego poznanie – choć w niewielkim stopniu – tego, co w nich żyje, wydaje się być dla mnie fascynujące.
Książka, po którą sięgnęłam tym razem, należy do gatunku non-fiction. Zauważyłam, że choć w ostatnim czasie przeczytałam trochę więcej (z racji zrobionego w zeszły weekend maratonu), to literatura faktu nadal jest jedną z tych, z którymi obcuję najrzadziej, mimo że wolę by było zupełnie na odwrót. Dlatego tym razem trafiło na „Księgę morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” autorstwa Mortena A. Strøksnesa w przekładzie Marii Gołębiewskiej-Bijak. „Statek, Hugo i ja jesteśmy trzeźwi jak noworodki. To morze jest pijane. Ileż to razy wychylałem się za burtę, wpatrzony w otchłań?” Tę niespełna 340 stronicową książkę połknęłam jednego dnia. I choć z początku nie przekonała mnie do siebie językiem, to zdecydowanie trafiła do mnie treścią. Zresztą, pozycje wydawane przez Wydawnictwo Literackie w większości przemawiają do mnie od razu, jak było na przykład z autobiografią Knausgårda. Przeczytanie omawianej dzisiaj historii odkładałam jednak w czasie. Czekała ona sobie na półce, aż po nią sięgnę i tak minęły chyba ze dwa lata, zanim do tego doszło. Tu postawię sobie pytanie, dlaczego właśnie teraz? Odpowiedź będzie krótka, ponieważ morze, oceany oraz morskie stworzenia fascynują mnie i choć sama nie zajmuję się ich badaniem, to lubię dużo czytać na ten temat, oglądać i wyobrażać sobie, do czego natura jest jeszcze zdolna, a czego my nie jesteśmy jeszcze świadomi. „Specjalny gatunek niebieskozielonych glonów jest tak produktywny i liczny, że naukowcy przyjmują, iż wytwarza dwadzieścia procent ziemskiego tlenu. A do lat dziewięćdziesiątych nauka nawet nie wiedziała o jego istnieniu.” Książka ta nie jest tylko opowieścią o poszukiwaniu i łowieniu rekina polarnego żyjącego w wodach morza norweskiego. Autor wraz ze swoim przyjacielem – ekscentrycznym malarzem i rybakiem Hugonem znajduje się na Lofotach, archipelagu będącym jednym z najpiękniejszych miejsc w całej Norwegii. Tam właśnie towarzyszy w wyprawach na głębiny, opisując przy tym każdą z przeprowadzonych wypraw i połowów, a zarazem raczy nas ciekawostkami związanymi z nieznaną nam otchłanią. „Łagodny szept morza, suche ciepło słońca, idealna przejrzystość powietrza – wokół pełny spokój. Takie dni się kolekcjonuje i zachowuje w pamięci przez lata.” Czym jest Moskstraumen lub Velella Velella? Kim był Johan Hjort? Dlaczego swego czasu mieszkańcy Nordlandu gardzili zwykłą makrelą? Na te i inne pytania z pewnością odpowie nam książka. Momentami czytałam ją, myśląc, że przed sobą trzymam encyklopedię. I jest to zarówno pozytyw, jak i pewnego rodzaju zarzut. O ile mi, osobie, która interesuje się tematem, nie przeszkadzało nagromadzenie ciekawych, jak i tych mniej interesujących informacji, to czytelnikowi, który szykuje się na opowieść o walce z żywiołem oraz rekinem polarnym… No cóż… Taki ktoś po prostu się zawiedzie. To nie jest beletrystyka nastawiona na rozwój akcji ani zawrotne tempo. Powiedziałabym raczej, że narracja jest leniwa, płynie sobie powoli. Przed lekturą nie nastawiałam się praktycznie na nic, dlatego się nie rozczarowałam. Co więcej, brakuje mi na polskim rynku książek o podobnej tematyce, zwłaszcza o morskich stworzeniach. Dla mnie to była naprawdę ciekawa podróż i dobrze zgłębiony temat. Na końcu znajdziemy również długą listę przypisów, więc będzie po co sięgać na przyszłość.
Naprawdę mało wiemy o morzach i oceanach. Więcej ludzi zbadało powierzchnię księżyca, niż morskie głębiny. Być może to właśnie dlatego poznanie – choć w niewielkim stopniu – tego, co w nich żyje, wydaje się być dla mnie fascynujące.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, po którą sięgnęłam tym razem, należy do gatunku non-fiction. Zauważyłam, że choć w ostatnim czasie przeczytałam trochę więcej (z...
Sięgając po tę książkę miałam w głowie zarys historii. Dwóch badaczy, którzy chcą się dowiedzieć więcej o rekinie polarnym, prowadzą polowanie, by tę rybę złowić w celach naukowych.
Nic bardziej mylnego. Jest to książka o dwóch zwykłych osobach, które chcą rekina jedynie zobaczyć i wykorzystać jego wnętrzności do własnych celów.
Pierwszym co mnie zdziwiło w tej książce to jej grubość. Zwykle nie oceniam książki po jej grubości, ale ile można pisać o rekinie, o którym niewiele wiadomo? Jak się okazało – jeszcze mniej niż myślałam.
Akcja jest bardzo powolna, nic się nie dzieje, pisarz spisał swoje myśli w sposób chaotyczny. Realne działania autora są poprzerywane ciekawostkami dotyczącymi przyrody, historii, astronomii itd. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te fragmenty były powtykane w tekst umiejętnie, a nie stanowiły przerywnik dla nudnej fabuły.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że łowienie ryb to w większości przygotowania i czekanie, a sam proces wyciągania ryby z wody po tym jak ta złapie przynętę to tylko mały ułamek całego poświęconego na to czasu. Niemniej jednak oczekiwałam więcej informacji na temat rekina polarnego. Osobiście uwielbiam rekiny, wychowałam się na filmach dokumentalnych o nich i wiem o nich co nieco, dlatego żadna, ale to żadna informacja dotycząca rekinów mnie nie zaskoczyła, co mogło wpłynąć negatywnie na mój odbiór tej pozycji.
Niestety, co by nie mówić, tytuł jest trochę mylący. Myślę, że zdecydowana większość czytelników, widząc tę pozycję w sklepie, weźmie ją ze względu na rekina polarnego (obecnego na okładce, w tytule i w opisie), by się czegoś o nim dowiedzieć, a nie ze względu na ciekawostki o Skandynawii, o których nie wiadomo, że tam są, dopóki nie zaczniemy tej książki czytać.
Mimo, że książka raczej nie wciąga, to są fragmenty, które czytało mi się szybciej niż inne. Były to oczywiście momenty akcji, w których coś się działo, był jakiś dylemat, kłopot, albo stres. Być może ta książka nie wzbudziła we mnie wielu pozytywnych emocji właśnie dlatego, że jestem przyzwyczajona do książek, w których autor nie opisuje swoich realnych przeżyć, a jedynie swoją wyimaginowaną historię, która jest bardziej wyrazista, ma zdecydowanie więcej zwrotów akcji, dzieję się coś nienaturalnego, dziwnego, albo pięknego. Ta książka należy jednak do literatury faktu i nie ma w niej zbyt wielu emocji, zapierających dech w piersiach scen. Niemniej jednak nawet jak na literaturę faktu, jak dla mnie było zbyt chaotycznie i można było delikatnie to podkoloryzować dla lepszego obrazu sytuacji. Można było lepiej wprowadzić bohaterów, bo jak dla mnie na przykład Hugon (czyli jeden z najważniejszych bohaterów to zlepek kilku informacji, które w ogólnym rozrachunku nie mają dla mnie większego sensu, bo jest on dla mnie odległym widmem, tylko wspomnianym. Natomiast jako czytelnik nie mogę go poznać tak jakbym chciała, mimo, że wydaje się być postacią bardzo ciekawą i oryginalną.
Moim zdaniem można było również wprowadzić więcej opisów tego, co autor widział (krajobrazów, pontonu, wyspy, rekina…), a nie tylko bazować na opisie działań i tego co robił.
A poza tym, przecież gdyby książka zamiast ponad 300 stron miała ich 200, ale za to treść była lepiej dopracowana, nikt by się nie skarżył.
To, co zaskoczyło mnie jednak na plus to to, że nie było dużo specjalistycznego słownictwa. Na pewno, gdyby książkę pisał naukowiec, byłoby znacznie więcej tego rybackiego czy jeszcze innego bełkotu, a tymczasem słownictwo było całkiem przystępne, choć lista przypisów (których, dodam, było ponad 150 na przestrzeni tej pozycji, w większości ze względu na odwołania do kultury Skandynawskiej) była dopiero na samym końcu książki. Niemniej słownictwo nie stanowiło dla mnie przeszkody. Nawet jeśli czegoś nie rozumiałam, spokojnie mogłam iść dalej bez poczucia, że straciłam coś ważnego.
Jeśli jednak chodzi o tematykę tej książki, nie mogę mówić o wszystkim w kontekście negatywnym. Kiedy autor zagłębia się w historie, które mają przysłowiowe „ręce i nogi” i pasują do wydarzeń w danej chwili, czyta się to w miarę łatwo i szybko. Jednak łatwo wyczuć, w których momentach te historie były dodawane na siłę.
Podsumowując, książka nie zrobiła na mnie wrażenia, ale jest to tylko subiektywna ocena. Jeśli lubi się Skandynawię, jej historię, mentalność ludzi, rybołówstwo czy życie morza i oceanu, może warto spróbować przeczytać tę książkę. Pisząc tą recenzję nie miałam na celu nikogo do tej książki zniechęcić, ponieważ uważam, że jeśli chcecie się dowiedzieć wielu rzeczy z wymienionych powyżej tematów, to może jest to dobra pozycja dla was. W końcu jakoś musiała zasłużyć na nagrodę literacką Brage w 2015 w kategorii literatura faktu, prawda? Niemniej jednak dla mnie nie była ona najlepsza, bo mimo, że uwielbiam tematy morza i oceanów, to ta garstka informacji, która była dla mnie nowa, nie mogła przebić faktu, że sposób pisania autora zupełnie nie przypadł mi do gustu. Na pewno nie jest to również lektura, którą wzięłabym do ręki, by całkowicie się „odmóżdżyć” i zapomnieć o problemach.
Sięgając po tę książkę miałam w głowie zarys historii. Dwóch badaczy, którzy chcą się dowiedzieć więcej o rekinie polarnym, prowadzą polowanie, by tę rybę złowić w celach naukowych.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNic bardziej mylnego. Jest to książka o dwóch zwykłych osobach, które chcą rekina jedynie zobaczyć i wykorzystać jego wnętrzności do własnych celów.
Pierwszym co mnie zdziwiło w tej książce to...
Mocno zawiodłam się na tej książce. Po opisie, samym tytule wprowadziła mnie w błąd. Oczekiwałam bowiem akcji na morzu, trudnych przeżyć (typu sztormy, wichury) itp. Okazało się, że akcja powieści dzieje się w znacznej większości na lądzie, co jakiś czas główni bohaterowie wypływają na otwarte wody. Ponadto, w książce co jakiś czas, między wierszami miały być wplątane ciekawostki. Niekiedy czułam, że czytam podręcznik szkolny, lub jakąś encyklopedię rybaka. Momentami ten utwór jest wręcz odrażający. Są fragmenty, gdzie autor pisze o wylewaniu rybiej krwi z łódki. Zauważyłam też jedno niedociągnięcie - otóż w tej księdze jest fragment mówiący o tym, że rekiny polarne drażni kolor pomarańczowy i może wzbudzić on w nim agresję. Natomiast na okładce widać, że ponton jest właśnie tego koloru. Zamysł czy przypadek? Pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi.
Wracając, naprawdę miałam nadzieję, że ,,Księga morza" mnie wciągnie, zainteresuje, szczególnie, że interesuję się głębinami, oceanami i życiem tam panującym. Pod koniec miałam już tak dość, że ominęłam trochę stron i przeczytałam tylko niecałe dwa ostatnie rozdziały, żeby mnie później myśli nie męczyły, czy złowili tego rekina, czy też nie. Nuda, przymus, strata czasu. Nie polecam.
Mocno zawiodłam się na tej książce. Po opisie, samym tytule wprowadziła mnie w błąd. Oczekiwałam bowiem akcji na morzu, trudnych przeżyć (typu sztormy, wichury) itp. Okazało się, że akcja powieści dzieje się w znacznej większości na lądzie, co jakiś czas główni bohaterowie wypływają na otwarte wody. Ponadto, w książce co jakiś czas, między wierszami miały być wplątane...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to...
...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNarracja jest bardzo przyjemna - trochę leniwa, trochę od niechcenia, opowieści snują się swoim niespiesznym rytmem. Między opowieściami o pływaniu w poszukiwaniu rekina autor przemyca wiele ciekawostek na temat mórz, stworzeń w nim żyjących oraz legend dotyczących północy.
Nie jest to lektura wciągająca, z którą można zarwać noc, za to jest idealna gdy mózg potrzebuje odpoczynku i gdy chcemy się wyciszyć.
Narracja jest bardzo przyjemna - trochę leniwa, trochę od niechcenia, opowieści snują się swoim niespiesznym rytmem. Między opowieściami o pływaniu w poszukiwaniu rekina autor przemyca wiele ciekawostek na temat mórz, stworzeń w nim żyjących oraz legend dotyczących północy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to lektura wciągająca, z którą można zarwać noc, za to jest idealna gdy mózg potrzebuje...
przereklamowane. Po ok. 1/3 książki zaczyna się robić nudno i zastanawiałem się co jeszcze może się wydarzyć. Miałem rację nic się nie wydarzyło. Książka ani mądra ani interesująca
przereklamowane. Po ok. 1/3 książki zaczyna się robić nudno i zastanawiałem się co jeszcze może się wydarzyć. Miałem rację nic się nie wydarzyło. Książka ani mądra ani interesująca
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam książki o morzu, o życiu, o historii świata. Uwielbiam podróże, szczególnie te na Północ. Z Księgi morza wyniosłam wiele nauk i ciekawostek (np to że rekin polarny jest takim skurczybykiem, że zjada swoje rodzeństwo już w brzuchu matki!). Narracja jest wartka mimo iż akcja nie wciąga równie mocno co morderstwa w Orient Ekspresie, a jednak uwielbiałam powroty do domu i do Księgi morza. Piękna, pouczająca, zabawna, dla miłośników klimatów Skandynawii z nutką faktów naukowych w tle. Dla mnie rewelacja!
Uwielbiam książki o morzu, o życiu, o historii świata. Uwielbiam podróże, szczególnie te na Północ. Z Księgi morza wyniosłam wiele nauk i ciekawostek (np to że rekin polarny jest takim skurczybykiem, że zjada swoje rodzeństwo już w brzuchu matki!). Narracja jest wartka mimo iż akcja nie wciąga równie mocno co morderstwa w Orient Ekspresie, a jednak uwielbiałam powroty do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdzieś w mrokach głębin wód arktycznych kryje się jedno z najbardziej tajemniczych i mało znanych stworzeń - rekin polarny. "Księga morza" to opowieść o dwóch zapaleńcach, którzy za punkt honoru postawili sobie złowienie tego drapieżnika.
Jak powszechnie wiadomo, łowienie ryb polega w znacznie większej mierze na przygotowaniach i oczekiwaniu niż na samym podciąganiu na żyłce łupu. Podobnie jest w tym przypadku: opowieść skupia się na szukaniu najzmyślniejszego sposobu zanęcenia rekina, a potem utrafienia w czasie z podsunięciem mu przynęty przed żarłoczną paszczę. Żeby zabić czas oczekiwania na efekt tego wszystkiego, autor pisze dużo o sprawach zupełnie innych, choć zawsze w jakiś sposób związanych z morzem. I tak, czekając na rekina polarnego, mamy okazję dowiedzieć się nieco o rozwoju norweskiego przemysłu przetwórstwa ryb, o sporządzanych przed stuleciami mapach tych wód (równie bliskich stanowi faktycznemu, co wiadomości z pierwszej polskiej encyklopedii, czyli "Nowych Aten" księdza Chmielowskiego - dzieła przezabawnego dla nas obecnie, bo naszpikowanego zatrważającą ilością banialuk i dubów smalonych), o sposobach na wędzenie ryb, o budowie najsamotniejszych budowli świata, czyli latarni morskich...
Choć autor w ten sposób odbiega od meritum, czytałam wszystko z dużym zainteresowaniem, a lektura obfitowała w spore niespodzianki. Nigdy bym na przykład nie podejrzewała, że Robert Louis Stevenson pochodził z rodziny inżynierów, która przez 250 lat wznosiła w Szkocji latarnie morskie i to Stevensonom właśnie Szkoci zawdzięczają wszystkie te swoje triumfalne świetlne wieże. (Ciekawe, swoją drogą, jak rodzina odbierała Roberta, który zamiast zabrać się do pracy, mitrężył czas na fantazjowanie o piratach i ludziach z niebezpiecznym rozszczepieniem osobowości?)
Żałuję, że nie ma w książce więcej rekina polarnego czy innych mieszkańców wodnych głębin, tym bardziej że gdy w końcu autor o nich pisze, są to fragmenty książki najciekawsze, wręcz porywające. Ten świat, którego nie możemy poznać osobiście (chyba że ktoś wreszcie wymyśli podwodne pojazdy, odporne na ogromne ciśnienie na takich głębokościach), a który z racji zanieczyszczenia i zmian klimatycznych prędzej czy później skazany jest na zagładę, jest po prostu po stokroć bardziej interesujący niż ludzka egoistyczna krzątanina, nie przynosząca korzyści nikomu poza samym człowiekiem (a i to nie zawsze).
Ogólnie jest to książka naprawdę ciekawa i warta przeczytania, choć ryby jest w tym daniu literackim równie mało, co w kupnej konserwce...
Gdzieś w mrokach głębin wód arktycznych kryje się jedno z najbardziej tajemniczych i mało znanych stworzeń - rekin polarny. "Księga morza" to opowieść o dwóch zapaleńcach, którzy za punkt honoru postawili sobie złowienie tego drapieżnika.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak powszechnie wiadomo, łowienie ryb polega w znacznie większej mierze na przygotowaniach i oczekiwaniu niż na samym podciąganiu na...
To jedna z tych książek gdzie odzywa się we mnie przygoda której chciałbym zaznać. Uwielbiam również temat rekinów więc ta książka stanowi dla mnie świetne uzupełnienie. Polecam :)
To jedna z tych książek gdzie odzywa się we mnie przygoda której chciałbym zaznać. Uwielbiam również temat rekinów więc ta książka stanowi dla mnie świetne uzupełnienie. Polecam :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPewnie wiecie, że po literaturę popularnonaukową sięgam rzadko. Jednak w tym wypadku nie mogłam się oprzeć. Nie mogłam się oprzeć genialnemu tytułowi i nie mogłam się oprzeć obiecywanej dygresyjnej formie. I oparłam się tym łatwiej, że nie jest to nawet typowa literatura popularnonaukowa. Zaciekawieni? Zapraszam.
Ciąg dalszy na:
http://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/2018/08/360-ksiega-morza.html
Pewnie wiecie, że po literaturę popularnonaukową sięgam rzadko. Jednak w tym wypadku nie mogłam się oprzeć. Nie mogłam się oprzeć genialnemu tytułowi i nie mogłam się oprzeć obiecywanej dygresyjnej formie. I oparłam się tym łatwiej, że nie jest to nawet typowa literatura popularnonaukowa. Zaciekawieni? Zapraszam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiąg dalszy...
Właśnie skończyłam czytać książkę norweskiego dziennikarza. Trochę mi to zajęło, gdyż "Księga morza (...) jest naszpikowana takim ogromem informacji na temat ludzi i świata, a także i kosmosu, że nie spieszyłam się z nią. Pozwalałam informacjom stopniowo osiadać w moich ośrodkach zapamiętywania :)
Polecam każdemu, gdyż jak wspomniałam, autor porusza dosłownie morze wątków, a zatem i dla rybaka, i dla podróżnika, i dla wegetarianina, i dla tych co mięso jedzą, i dla miłośników wody, i dla miłośników historii, kulinariów, malarstwa, obyczajowości. Dla tych, którym fauna i flora bliska, ale i też dla tych którym daleka...
Stroksnes porwie Was w wir i nie wypuści, aż do ostatniej kropli.
Właśnie skończyłam czytać książkę norweskiego dziennikarza. Trochę mi to zajęło, gdyż "Księga morza (...) jest naszpikowana takim ogromem informacji na temat ludzi i świata, a także i kosmosu, że nie spieszyłam się z nią. Pozwalałam informacjom stopniowo osiadać w moich ośrodkach zapamiętywania :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam każdemu, gdyż jak wspomniałam, autor porusza dosłownie morze wątków,...
Znakomita książka o morzu, o stworzeniach je zamieszkujących, mnóstwo ciekawych szczegółów marynistycznych, biologicznych, astronomicznych, literackich, historycznych.
Znakomita książka o morzu, o stworzeniach je zamieszkujących, mnóstwo ciekawych szczegółów marynistycznych, biologicznych, astronomicznych, literackich, historycznych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCoś ostatnio ciągnie mnie do natury.Po poprzedniej lekturze,kiedy to wybrałem się w podróż do naszych prastarych lasów,teraz dotarłem aż na daleką północ naszego kontynentu i uczestniczyłem,wraz z autorem w polowaniu na wielkiego rekina arktycznego.Samo polowanie nie jest tutaj najważniejsze.Stanowi ono jedynie pretekst do snucia opowieści.Opowieści niezwykle ciekawej i wciągającej.A o czym?No skoro polowanie na rekina no to oczywiście musi być morze,natura,piękne krajobrazy.Musi też być fauna morskich głębin i liczne ciekawostki na ten temat.Jest też trochę historii rybołówstwa i latarnictwa.No i oczywiście kultura i obyczajowość ludności zamieszkującej te piękne,ale jakżeż surowe tereny.Autor snuje swoją opowieść w prosty i przystępny sposób,wzbudzając u mnie uczucie zazdrości,że nie mogę oglądać na własne oczy tego co on może podziwiać i bezpośrednio dotykać swoim wzrokiem.Okazuje się,że pięknie i romantycznie może być nie tylko na ciepłych morzach południowych.Naprawdę warto! Polecam!
Coś ostatnio ciągnie mnie do natury.Po poprzedniej lekturze,kiedy to wybrałem się w podróż do naszych prastarych lasów,teraz dotarłem aż na daleką północ naszego kontynentu i uczestniczyłem,wraz z autorem w polowaniu na wielkiego rekina arktycznego.Samo polowanie nie jest tutaj najważniejsze.Stanowi ono jedynie pretekst do snucia opowieści.Opowieści niezwykle ciekawej i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam. Bardzo mi się podobała. Ale nadal nie jestem w stanie opowiedzieć o czym jest ta książka. ;)
Przeczytałam. Bardzo mi się podobała. Ale nadal nie jestem w stanie opowiedzieć o czym jest ta książka. ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsięga morza czyli jak złowić rekina polarnego z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku to norweski bestseller,króry wzbudził mój zachwyt nie tylko tytułem ale też gawędziarskim stylem narracji i udaną szatą graficzną.
Autor wciaga nas w niezwykłą historię, w której z zapartym tchem śledzimy próby złowienia rekina polarnego zamieszkującego głębiny oceanu. Z drugiej strony jesteśmy zasypywani rozmaitymi skandynawskimi anegdotami, historiami, mitami. Stroksens nie szczędzi nam pieknych opisów lofockiej przyrody czy naukowych wykładów o biologi życia zwierząt zamieszkujących ocean.
Tekst jest spójny, pióro lekkie a gawędziarski styl pozwala rozkoszować się lekturą, po której nasuwa się jedna refleksja jak ogromny jest morski świat, i jak bardzo zależni jesteśmy od otaczającej nas przyrody.
Księga morza czyli jak złowić rekina polarnego z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku to norweski bestseller,króry wzbudził mój zachwyt nie tylko tytułem ale też gawędziarskim stylem narracji i udaną szatą graficzną.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor wciaga nas w niezwykłą historię, w której z zapartym tchem śledzimy próby złowienia rekina polarnego zamieszkującego głębiny oceanu. Z...
To, co czytelnik bierze do ręki i co ukrywa się pod szumnym tytułem "Księga Morza" jest de facto grafomańskim traktatem o wszystkim i o niczym. Zawsze zastanawiałem się, skąd bierze się moja podświadoma niechęć do pisarzy skandynawskich. Teraz już wiem! Skandynawowie słyną z małomówności, chłodu i powściągliwości. Może w życiu, ale nie na papierze. Bo na nim lubią paplać co ślina na język (i pióro) przyniesie. Byle zapełnić stronę jakimś drukiem.
Domyśliłem się, że autor chciał nam przedstawić swoje próby złowienia na wędkę rekina polarnego. Czy to się udało? Jeśli ktoś ma czas i cierpliwość, by dobrnąć do końca tego gniota, ten się przekona.
To, co czytelnik bierze do ręki i co ukrywa się pod szumnym tytułem "Księga Morza" jest de facto grafomańskim traktatem o wszystkim i o niczym. Zawsze zastanawiałem się, skąd bierze się moja podświadoma niechęć do pisarzy skandynawskich. Teraz już wiem! Skandynawowie słyną z małomówności, chłodu i powściągliwości. Może w życiu, ale nie na papierze. Bo na nim lubią paplać...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawy opis... właściwie trudno powiedzieć czego - chyba najbardziej w pamięci pozostaje życie w Norwegii, zwłaszcza surowe życie rybaków. Lektura naprawdę sprawia, że słony morski cuch przenika nas na wskroś - a opisów falowania jest tyle, że i atak choroby morskiej nie byłby dziwotą... Formalnie jest to opis szeregu wypraw wędkarskich, ale stanowią one dla autora pretekst do snucia przed-długiego łańcucha dykteryjek. Tematy - wszelkie. Po pierwsze i najważniejsze życie morza, jako ekosystemu, ale też na przykładzie konkretnych stworzeń. Z miłością, ale bez nadmiernego rozczulania się, jako że autor bardzo skupia się też na swych przyjaciołach rybakach. - To bardzo osobista książka - autor nie waha się np. zamieścić swych refleksji na temat możliwych duchowych przeżyć rekina polarnego...
Na pewno jest to książka niespieszna, no i trudno, aby każdego czytelnika zaciekawiły wszystkie anegdoty... Bywałem podczas lektury zniecierpliwiony (acz z rzadka). Jednak ogólnie wspominam bardzo miło i mam poczucie, że lektura naprawdę mnie wzbogaciła.
Bardzo ciekawy opis... właściwie trudno powiedzieć czego - chyba najbardziej w pamięci pozostaje życie w Norwegii, zwłaszcza surowe życie rybaków. Lektura naprawdę sprawia, że słony morski cuch przenika nas na wskroś - a opisów falowania jest tyle, że i atak choroby morskiej nie byłby dziwotą... Formalnie jest to opis szeregu wypraw wędkarskich, ale stanowią one dla autora...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(...) Wydana z dużą starannością przez Wydawnictwo Literackie: ciekawa okładka, ilustrowana w środku (piękna wyklejka!), dobry papier, szycie. Obcowanie z tą książką jako przedmiotem było naprawdę przyjemne. Co zatem poszło nie tak?
Lektura Księgi morza, a właściwie książki: Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku ciągnęła mi się tak długo, jak jej pełny tytuł. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z dziennikiem podróży – bohaterowi i jego przyjacielowi Hugonowi przyświeca jeden cel: chcą złowić rekina polarnego. Podobno zadanie to niełatwe (nie zdradzę, czy się udało, ale zdradzę, że autor nie buduje napięcia wokół (nie)powodzenia tej akcji. A ponieważ taka żegluga musi się dłużyć, oprócz opowieści o życiu morskich istot (całkiem ciekawych nawet dla amatora), autor serwuje nam różnego rodzaju wynurzenia. Trochę wspomina, trochę streszcza morskie mity i norweskie opowieści, trochę cytuje tych, którzy wcześniej pisali o morzu. Nie ulega wątpliwości erudycja autora. Widać też, że Strøksnes uwielbia literaturę i dobrze zna jej historię, jednak każde jego powołanie się na inny tekst literacki sprawia, że – chcąc nie chcąc – zestawiam cytowane fragmenty z właściwą książką. I autor Księgi morza wypada na tle tego porównania blado (choć, trzeba przyznać, Strøksnes przytacza słowa głównie gigantów literatury). Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia, czy język w podobnie beznamiętny sposób „płynie” w oryginale, tj. po norwesku, ale mnie ta książka nużyła okropnie. Próżno szukać tu spójności, która po zakończeniu lektury krótkiego rozdziału pchałaby czytelnika naprzód. Niewątpliwie Strøksnes jest gawędziarzem, jednak historie, które – wierzę – mogły okazać się pasjonujące podczas żeglugi, zebrane na kartach książki ociekają monotonią. W trakcie trwającej ponad miesiąc lektury wielokrotnie porzucałam tę książkę i czytałam coś innego; prawdopodobnie, gdyby nie recenzja, nie dotarłabym do ostatniej strony.
Chcę jednak wspomnieć o walorach tej książki, których nie brakuje. Opowieści o tajemnicach morskiego dna w dużej mierze okazały się dla mnie zaskakujące, jednak tym, co najbardziej mnie w Księdze morza ujęło, był zapis przyjaźni Mortena i Hugona. Na pontonie w otoczeniu morskich fal znalazło się bowiem nie tylko dwóch miłośników morza, ale przede wszystkim para przyjaciół. Będąc na morzu albo czekając na wypłynięcie w domu Hugona, mężczyźni spędzili razem niewyobrażalną – zwłaszcza z punktu widzenia braku pokrewieństwa i powinowactwa – ilość czasu. Poznali swoje dobre i złe strony, musieli się nawzajem znosić, choć nie zawsze było łatwo. Socjologicznie rzecz ujmując, był to ciekawy aspekt książki.
(...)
PRZECZYTAJ CAŁĄ RECENZJĘ NA BLOGU: http://dodziela.com.pl/2017/09/23/ksiega-morza-morten-a-stroksnes/
(...) Wydana z dużą starannością przez Wydawnictwo Literackie: ciekawa okładka, ilustrowana w środku (piękna wyklejka!), dobry papier, szycie. Obcowanie z tą książką jako przedmiotem było naprawdę przyjemne. Co zatem poszło nie tak?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura Księgi morza, a właściwie książki: Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze...
Jestem zachwycona. Rzadko zdarza mi się czytać literaturę faktu, ponieważ zdecydowanie wolę fantastyczno - nostalgiczne dyrdymały, jednak ta książka zupełnie mnie pochłonęła.
Narrator relacjonuje próby złapania niezwykłego rekina polarnego w tradycyjny sposób. Tak naprawdę jednak opowiada przeróżne ciekawostki o oceanach, prehistorii, ludziach. Fakt, ze rekin ten dożywa 400 lat zrobił na mnie takie wrażenie, że równocześnie z czytaniem samej książki, wyszukiwalam w internetach kolejne informacje poszerzające wiedzę.
Bardzo dobre tłumaczenie, czyta się płynnie i szybko. Literacko przyjemne, merytorycznie fascynujące. Odswiezajace doświadczenie czytelnicze!
Jestem zachwycona. Rzadko zdarza mi się czytać literaturę faktu, ponieważ zdecydowanie wolę fantastyczno - nostalgiczne dyrdymały, jednak ta książka zupełnie mnie pochłonęła.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNarrator relacjonuje próby złapania niezwykłego rekina polarnego w tradycyjny sposób. Tak naprawdę jednak opowiada przeróżne ciekawostki o oceanach, prehistorii, ludziach. Fakt, ze rekin ten dożywa...
Fantastyczna lektura. Tak się złożyło, że czytałam ją podczas pobytu w Finlandii, w zacisznej wiosce nad jeziorem, i otoczenie świetnie zgrało się z opowieściami autora o bogactwie podwodnego życia, o zapierających dech w piersiach krajobrazach Lofotów. Przyrodnicze ciekawostki przeplatane są osobistymi wspomnieniami - sam autor urodził się w Finnmarku, na dalekiej północy Norwegii, a jego przyjaciel Hugo mieszka na Lofotach. Polowanie na rekina polarnego staje się pretekstem do szerszej refleksji o cudach natury, o zmaganiach człowieka z żywiołami, ale też o tym, jakie szkody wyrządza człowiek przyrodzie (i niestety często są to straty, których nie da się odrobić).
Świetnie napisana, osobista i pouczająca książka, która pozostawia mnie z dwoma postanowieniami. Pierwszym jest ograniczenie używania plastiku - zadziałały na mnie sugestywne opisy morskich zwierząt cierpiących i umierających przez ogrom plastiku w morzach i oceanach. A drugim postanowieniem jest odwiedzić Lofoty.
Fantastyczna lektura. Tak się złożyło, że czytałam ją podczas pobytu w Finlandii, w zacisznej wiosce nad jeziorem, i otoczenie świetnie zgrało się z opowieściami autora o bogactwie podwodnego życia, o zapierających dech w piersiach krajobrazach Lofotów. Przyrodnicze ciekawostki przeplatane są osobistymi wspomnieniami - sam autor urodził się w Finnmarku, na dalekiej północy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDwóch facetów na łódce chcących złowić wielkiego rekina... To nie może się dobrze skończyć. Szkoda tylko, że dla czytającego. Brnąc przez kolejne strony zastanawiałam się czy to reportaż, książka przyrodnicza czy jakiś traktat o filozofii. 340 stron gadania o rybach, wodzie itp
Albo to nie był mój czas na takie książki albo ona jest... za trudna dla mnie. W każdym bądź razie dopłynęłam do końca. I więcej po nią nie sięgnę.
Dwóch facetów na łódce chcących złowić wielkiego rekina... To nie może się dobrze skończyć. Szkoda tylko, że dla czytającego. Brnąc przez kolejne strony zastanawiałam się czy to reportaż, książka przyrodnicza czy jakiś traktat o filozofii. 340 stron gadania o rybach, wodzie itp
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAlbo to nie był mój czas na takie książki albo ona jest... za trudna dla mnie. W każdym bądź...
Jest to historia o polowaniu na rekina polarnego, a raczej po części jest, bo pełno tu różnych dygresji, ciekawostek naukowych i historycznych, anegdot, nawiązań do różnych dzieł, historii pewnych miejsc i ludzi, opisów flory i fauny - jednak to wszystko jest z jednej beczki kolokwialnie mówiąc, łączy się z tematem przewodnim. Po prostu jest to takie obszerne dopełnienie, pełniejsze nawet od wątku głównego, co wcale nie jest wadą, bo sama wyprawa po rekina zajęłaby kilkadziesiąt stron zaledwie, a tak mamy dużo więcej stronic wypełnionych obserwacjami, wiedzą i doświadczeniami.
Lubię takie książki, takie tematy związane z naturą, z których można się czegoś nauczyć, a przy okazji są podane w przystępnej formie, w tym przypadku w formie wyprawy po rekina. Można się tu dowiedzieć czegoś o morzu przede wszystkim, i zamieszkujących je stworzeniach, o rybakach, ale także o mitologii trochę, a nawet o geologii czy kosmosie coś się znajdzie - ciekawostki z wielu różnych dziedzin lecz skupione wokół tej morskiej tematyki.
Także spodobał mi się ten sposób przedstawiania - ma coś z samego morza - płynie sobie wątek główny, ale często gdzieś dryfuje, znosi, zbacza, gdzieś go fala porwie, jak to na morzu. Takie fajne no.
I sam pomysł bardzo pociągający - wsiąść na łódź i wypłynąć w dalekie morze zapolować na rekina polarnego, oczywiście w rzeczywistości jest to dużo bardziej skomplikowane i może nie wyjść za pierwszym razem, lub w ogóle, ale jak to często bywa, najlepsza jest sama podróż, a nie jej kres.
Takie oderwanie od rzeczywistości, bliskie spotkanie z naturą, z żywiołem wręcz, morska przygoda w dobie współczesności.
I zakończenie dość oryginalne - urwane, natura wygrywa, koniec.
Jest to historia o polowaniu na rekina polarnego, a raczej po części jest, bo pełno tu różnych dygresji, ciekawostek naukowych i historycznych, anegdot, nawiązań do różnych dzieł, historii pewnych miejsc i ludzi, opisów flory i fauny - jednak to wszystko jest z jednej beczki kolokwialnie mówiąc, łączy się z tematem przewodnim. Po prostu jest to takie obszerne dopełnienie,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak dla mnie książka bardzo interesująca. Latam na Lofoty co roku, a nawet kilka razy w roku i bywam w miejscach o których mowa jest w książce. Oczywiście nie poluję na rekina ale mój mąż wędkuje i nie jest powiedziane że kiedyś nie trafi na taką bestię :))))) informacje które są w książce są bardzo przydatne właśnie wędkarzom dlatego książka bardzo mi pasowała :)
Lofoty są jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi tym bardziej z wielką chęcią przeczytałam tą książkę.
Polecam...
Jak dla mnie książka bardzo interesująca. Latam na Lofoty co roku, a nawet kilka razy w roku i bywam w miejscach o których mowa jest w książce. Oczywiście nie poluję na rekina ale mój mąż wędkuje i nie jest powiedziane że kiedyś nie trafi na taką bestię :))))) informacje które są w książce są bardzo przydatne właśnie wędkarzom dlatego książka bardzo mi pasowała :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLofoty są...
„Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” jest rasową książką przygodową, która potrafi zaciekawić dynamiczną akcją i barwnymi opisami przyrody. Morten A. Stroksnes opisuje w swej książce relację z zakrojonej na szeroką skalę wyprawy, której nie powstydziłby się nawet rasowy poszukiwacz przygód. Pozycję tą czyta się szybko, z wypiekami na twarzy, głównie za sprawą, że została opisana na podstawie realnej wyprawy.
Malownicze i niebezpieczne fiordy, przepastne głębiny mórz w pobliżu Archipelagu Lofoty zostały opisane przez autora nad wyraz realistycznie. Morten i Hugo postanowili wyruszyć w tamte strony, aby upolować dorastającego do ośmiu metrów i ważącego prawie tonę rekina. Zakrojona na szeroką skalę wyprawa potrafi nie raz wzbudzić ciarki podczas lektury. Zmagania z żywiołem, zdradziecka natura i zmieniające się pory roku sprawiają, że od lektury wręcz nie można się oderwać.
Książka napisana została w formie reportażu, co mi osobiście bardzo przypadło do gustu. Stroksnes w realistyczny i rzeczowy sposób opisuje przebieg wyprawy i dzieli się z czytelnikami licznymi przygodami, które spotkały go podczas podróży. Opisana w książce wielka przygoda potrafi wciągnąć od pierwszej do ostatniej strony, za sprawą lekkiego języka i historii opartej na faktach. Podczas lektury przeczytamy niezwykłe historie o życiu, mitologii czy ekologii. Z pewnością sięgnę jeszcze nie raz po pozycję tego rodzaju, gdyż są jak najbardziej godne uwagi.
„Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” jest książką napisaną lekkim piórem, która snuje barwne i wciągające opowieści o morzu. Przeczytamy wiele anegdot, historii z życia zwyczajnych ludzi, którzy swoje życie związali z morzem. Książka ta jest niezwykle ciekawą pozycją, w szczególności dla osób, które mają ochotę przeczytać coś innego. Publikacja ta otrzymała wiele nagród, pokazując, że jest jak najbardziej godna uwagi. Serdecznie polecam.
http://fantasy-bestiarium.blogspot.com/2017/06/ksiega-morza-czyli-jak-zowic-rekina.html
„Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” jest rasową książką przygodową, która potrafi zaciekawić dynamiczną akcją i barwnymi opisami przyrody. Morten A. Stroksnes opisuje w swej książce relację z zakrojonej na szeroką skalę wyprawy, której nie powstydziłby się nawet rasowy poszukiwacz przygód. Pozycję tą czyta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOgromne rozczarowanie. Specjalnie założyłem konto na lubimyczytać aby móc wystawić sprawiedliwą ocenę i przestrzec wszystkich zastanawiających się czy sięgnąć po ten tytuł.
Spodziewałem się wciągającej opowieści, pełnej ciekawych opisów, męskiej przygody i dużej dojrzałości pisarskiej. Książki, aż ciężko to coś nazwać książką, nie dało się przeczytać do końca. Autor absolutnie bezbarwny, co chwila cytujący całymi akapitami innych autorów. Nawet nie została zachowana jakakolwiek płynność. Bez polotu, absolutny brak zainteresowania czytelnika (przynajmniej mnie) a trzeba zauważyć, że biorąc pod uwagę tematykę oraz okolice, w której rozgrywa się akcja (to też nadużycie) można było napisać świetną powieść.
Żałuję wydanej każdej złotówki. Ogromnie odradzam. Ja sam szybko biorę się za która sprawi, że zapomnę, iż kiedykolwiek miałem w/w tytuł w ręku.
Ogromne rozczarowanie. Specjalnie założyłem konto na lubimyczytać aby móc wystawić sprawiedliwą ocenę i przestrzec wszystkich zastanawiających się czy sięgnąć po ten tytuł.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpodziewałem się wciągającej opowieści, pełnej ciekawych opisów, męskiej przygody i dużej dojrzałości pisarskiej. Książki, aż ciężko to coś nazwać książką, nie dało się przeczytać do końca. Autor...
Bohaterami tej książki są dwaj mężczyźni, przyjaciele, którzy pakują swój sprzęt, wsiadają do małego pontonu i wyruszają w misję, która ma trwać cały rok. Wybierają się do jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie, w którym żyje wielki rekin polarny. Ma on 8 metrów długości, waży ponad tonę i dożywa pięciuset lat. Morten i Hugo postanawiają zapolować na tego rekina. Podczas tej wyprawy dwójka przyjaciół rozmawia o życiu, polowaniu, ucieczce od cywilizacji i o tajemnicach morza.
W książce spotkamy się z rozmową przyjaciół o życiu, na wiele tematów, o życiu na ziemi, o morzu, a z drugiej strony otrzymujemy również interesujące fakty i odwołania do historii, literatury i informacje które sprawiają że dowiadujemy się naprawdę sporo interesujących rzeczy o morzu. Dla kogoś takiego jak ja, kogoś kto wybrał tę książkę z ciekawości i nigdy nie miałam nic wspólnego z morzem i informacjami zawartymi w książce, jest to ciekawy sposób aby dowiedzieć się czegoś nowego i interesującego. Dzięki tej lekturze mamy także okazję zapoznać się z Norwegią, jej klimatem, przyrodą, co jest dużym atutem dla fanów tych rejonów.
Wszystko to co napisałam wskazuje na to, że to bardzo interesująca książka, aczkolwiek ja czuję się trochę zawiedziona. Może wynikać to z tego, że nie jestem fanką morskich opowieści i chyba miałam trochę inne oczekiwania jeśli chodzi o ten tytuł. Książka jest bardzo nasycona wiedzą, przez co możemy odkryć dużo informacji nie tylko o rekinach, ale także o obyczajach, kulturze, czy po prostu o życiu. Jednak bywają momenty, że czujemy znużenie tą historią i nie dzieje się nic interesującego, czekamy na tą akcję i tytułowy połów rekina... który ostatecznie zajmuje naprawdę niewiele miejsca w tej książce i to chyba powoduje u mnie pewien zawód, bo liczyłam, że będzie to ciekawsze wydarzenie. Tak więc, jeśli tak jak ja nastawiacie się na książkę, która zapewni wam mnóstwo wrażeń i emocji możecie się rozczarować. To książka bardziej przypominająca zbiór osobistych rozmyślań, rozmów przyjaciół i dostarczająca nam wiedzy o morzu. Dowiedziałam się dzięki niej dużo ciekawych rzeczy, ale jednak nie zakochałam się w Księdze morza.
Bohaterami tej książki są dwaj mężczyźni, przyjaciele, którzy pakują swój sprzęt, wsiadają do małego pontonu i wyruszają w misję, która ma trwać cały rok. Wybierają się do jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie, w którym żyje wielki rekin polarny. Ma on 8 metrów długości, waży ponad tonę i dożywa pięciuset lat. Morten i Hugo postanawiają zapolować na tego rekina....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKocham morze, wiec ta książka nie mogła mi się nie podobać.
Szkoda, że nie mamy takiej o naszym Bałtyku.
Kocham morze, wiec ta książka nie mogła mi się nie podobać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzkoda, że nie mamy takiej o naszym Bałtyku.
Odrażające i obrzydliwe, wytrzymałam sześćdziesiąt stron i to mi wystarcza.
Wybitny pisarz i fotograf pisze książkę o tym, jak się jego kumplowi zachciewa upolować rekina polarnego dożywającego pięciuset lat. Więc ruszają 'wymyślają różne projekty artystyczne, w których przyda im się rekin', bo "mięso tego olbrzyma nie ma popytu" i dyskutują o tym jak go zabić, jak holować, ile wbić w niego haków, jak związać.
A byłoby pięknie gdyby po prostu opisał podwodny świat, który jest przecież totalnie fascynujący!
Sama nie wiem co jest smutniejsze: to, że powstaje o tym książka i ludzie czytają ją z zapartym tchem czy to, że nie ma tu ani jednej refleksji zbliżonej do mojej.
Odrażające i obrzydliwe, wytrzymałam sześćdziesiąt stron i to mi wystarcza.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWybitny pisarz i fotograf pisze książkę o tym, jak się jego kumplowi zachciewa upolować rekina polarnego dożywającego pięciuset lat. Więc ruszają 'wymyślają różne projekty artystyczne, w których przyda im się rekin', bo "mięso tego olbrzyma nie ma popytu" i dyskutują o tym jak go zabić, jak...
,,...Ci, którzy liczą na krwawe i mrożące krew w żyłach opisy zmagań Mortena i Hugo z wielkim morskim potworem, muszą obejść się smakiem. ...''
recenzja allison
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222858/ksiega-morza-czyli-jak-zlowic-rekina...
Pomimo to dałem się wkręcić w tę wyprawę , jak kiedyś mój kolega na połów wielkiego szczupaka.
Morten i Hugo ..... , fajnie było.
,,...Ci, którzy liczą na krwawe i mrożące krew w żyłach opisy zmagań Mortena i Hugo z wielkim morskim potworem, muszą obejść się smakiem. ...''
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo torecenzja allison
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222858/ksiega-morza-czyli-jak-zlowic-rekina...
Pomimo to dałem się wkręcić w tę wyprawę , jak kiedyś mój kolega na połów...