rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku

Średnia ocen
7,0 / 10
180 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
5714
5652

Na półkach:

Do książki powinny być dołączone trigger warnings.
Hipokryzja, autor wznosi peany oceanowi, jednocześnie polowanie nie ma celu naukowego, nawet użytkowego. Złowić rekina dla instalacji artystycznej !?! (jedna z propozycji).
W sumie prawie nic o rekinie polarnym, całkiem sporo odniesień i cytowań innych pisarzy, trochę ciekawostek morskich, ale raczej z filmów przyrodniczych BBC, artykułów prasowych leksykonów (przynajmniej te źródła które są wymienione w, skąpych jak na ilość sypanych z rękawa informacji, przypisach).
Zresztą autor zdaje sobie sprawę z tego na jak wątłym pomyśle powstaje książka.
Trzy krótkie cytaty to ilustrujące.
...Co za idiotyczny, morderczy zamiar chcemy zrealizować?...
...Czy nie możemy złowić przynajmniej jednego rekina, obojętnie jakiego? Czy prosimy o zbyt wiele?...
...Życie tego rekina polarnego po spotkaniu z nami już nigdy nie będzie takie samo...

Do książki powinny być dołączone trigger warnings.
Hipokryzja, autor wznosi peany oceanowi, jednocześnie polowanie nie ma celu naukowego, nawet użytkowego. Złowić rekina dla instalacji artystycznej !?! (jedna z propozycji).
W sumie prawie nic o rekinie polarnym, całkiem sporo odniesień i cytowań innych pisarzy, trochę ciekawostek morskich, ale raczej z filmów przyrodniczych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
170
121

Na półkach: , , , , ,

Naprawdę mało wiemy o morzach i oceanach. Więcej ludzi zbadało powierzchnię księżyca, niż morskie głębiny. Być może to właśnie dlatego poznanie – choć w niewielkim stopniu – tego, co w nich żyje, wydaje się być dla mnie fascynujące.

Książka, po którą sięgnęłam tym razem, należy do gatunku non-fiction. Zauważyłam, że choć w ostatnim czasie przeczytałam trochę więcej (z racji zrobionego w zeszły weekend maratonu), to literatura faktu nadal jest jedną z tych, z którymi obcuję najrzadziej, mimo że wolę by było zupełnie na odwrót. Dlatego tym razem trafiło na „Księgę morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” autorstwa Mortena A. Strøksnesa w przekładzie Marii Gołębiewskiej-Bijak. „Statek, Hugo i ja jesteśmy trzeźwi jak noworodki. To morze jest pijane. Ileż to razy wychylałem się za burtę, wpatrzony w otchłań?” Tę niespełna 340 stronicową książkę połknęłam jednego dnia. I choć z początku nie przekonała mnie do siebie językiem, to zdecydowanie trafiła do mnie treścią. Zresztą, pozycje wydawane przez Wydawnictwo Literackie w większości przemawiają do mnie od razu, jak było na przykład z autobiografią Knausgårda. Przeczytanie omawianej dzisiaj historii odkładałam jednak w czasie. Czekała ona sobie na półce, aż po nią sięgnę i tak minęły chyba ze dwa lata, zanim do tego doszło. Tu postawię sobie pytanie, dlaczego właśnie teraz? Odpowiedź będzie krótka, ponieważ morze, oceany oraz morskie stworzenia fascynują mnie i choć sama nie zajmuję się ich badaniem, to lubię dużo czytać na ten temat, oglądać i wyobrażać sobie, do czego natura jest jeszcze zdolna, a czego my nie jesteśmy jeszcze świadomi. „Specjalny gatunek niebieskozielonych glonów jest tak produktywny i liczny, że naukowcy przyjmują, iż wytwarza dwadzieścia procent ziemskiego tlenu. A do lat dziewięćdziesiątych nauka nawet nie wiedziała o jego istnieniu.” Książka ta nie jest tylko opowieścią o poszukiwaniu i łowieniu rekina polarnego żyjącego w wodach morza norweskiego. Autor wraz ze swoim przyjacielem – ekscentrycznym malarzem i rybakiem Hugonem znajduje się na Lofotach, archipelagu będącym jednym z najpiękniejszych miejsc w całej Norwegii. Tam właśnie towarzyszy w wyprawach na głębiny, opisując przy tym każdą z przeprowadzonych wypraw i połowów, a zarazem raczy nas ciekawostkami związanymi z nieznaną nam otchłanią. „Łagodny szept morza, suche ciepło słońca, idealna przejrzystość powietrza – wokół pełny spokój. Takie dni się kolekcjonuje i zachowuje w pamięci przez lata.” Czym jest Moskstraumen lub Velella Velella? Kim był Johan Hjort? Dlaczego swego czasu mieszkańcy Nordlandu gardzili zwykłą makrelą? Na te i inne pytania z pewnością odpowie nam książka. Momentami czytałam ją, myśląc, że przed sobą trzymam encyklopedię. I jest to zarówno pozytyw, jak i pewnego rodzaju zarzut. O ile mi, osobie, która interesuje się tematem, nie przeszkadzało nagromadzenie ciekawych, jak i tych mniej interesujących informacji, to czytelnikowi, który szykuje się na opowieść o walce z żywiołem oraz rekinem polarnym… No cóż… Taki ktoś po prostu się zawiedzie. To nie jest beletrystyka nastawiona na rozwój akcji ani zawrotne tempo. Powiedziałabym raczej, że narracja jest leniwa, płynie sobie powoli. Przed lekturą nie nastawiałam się praktycznie na nic, dlatego się nie rozczarowałam. Co więcej, brakuje mi na polskim rynku książek o podobnej tematyce, zwłaszcza o morskich stworzeniach. Dla mnie to była naprawdę ciekawa podróż i dobrze zgłębiony temat. Na końcu znajdziemy również długą listę przypisów, więc będzie po co sięgać na przyszłość.

Naprawdę mało wiemy o morzach i oceanach. Więcej ludzi zbadało powierzchnię księżyca, niż morskie głębiny. Być może to właśnie dlatego poznanie – choć w niewielkim stopniu – tego, co w nich żyje, wydaje się być dla mnie fascynujące.

Książka, po którą sięgnęłam tym razem, należy do gatunku non-fiction. Zauważyłam, że choć w ostatnim czasie przeczytałam trochę więcej (z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
168
9

Na półkach:

Sięgając po tę książkę miałam w głowie zarys historii. Dwóch badaczy, którzy chcą się dowiedzieć więcej o rekinie polarnym, prowadzą polowanie, by tę rybę złowić w celach naukowych.
Nic bardziej mylnego. Jest to książka o dwóch zwykłych osobach, które chcą rekina jedynie zobaczyć i wykorzystać jego wnętrzności do własnych celów.
Pierwszym co mnie zdziwiło w tej książce to jej grubość. Zwykle nie oceniam książki po jej grubości, ale ile można pisać o rekinie, o którym niewiele wiadomo? Jak się okazało – jeszcze mniej niż myślałam.
Akcja jest bardzo powolna, nic się nie dzieje, pisarz spisał swoje myśli w sposób chaotyczny. Realne działania autora są poprzerywane ciekawostkami dotyczącymi przyrody, historii, astronomii itd. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te fragmenty były powtykane w tekst umiejętnie, a nie stanowiły przerywnik dla nudnej fabuły.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że łowienie ryb to w większości przygotowania i czekanie, a sam proces wyciągania ryby z wody po tym jak ta złapie przynętę to tylko mały ułamek całego poświęconego na to czasu. Niemniej jednak oczekiwałam więcej informacji na temat rekina polarnego. Osobiście uwielbiam rekiny, wychowałam się na filmach dokumentalnych o nich i wiem o nich co nieco, dlatego żadna, ale to żadna informacja dotycząca rekinów mnie nie zaskoczyła, co mogło wpłynąć negatywnie na mój odbiór tej pozycji.
Niestety, co by nie mówić, tytuł jest trochę mylący. Myślę, że zdecydowana większość czytelników, widząc tę pozycję w sklepie, weźmie ją ze względu na rekina polarnego (obecnego na okładce, w tytule i w opisie), by się czegoś o nim dowiedzieć, a nie ze względu na ciekawostki o Skandynawii, o których nie wiadomo, że tam są, dopóki nie zaczniemy tej książki czytać.
Mimo, że książka raczej nie wciąga, to są fragmenty, które czytało mi się szybciej niż inne. Były to oczywiście momenty akcji, w których coś się działo, był jakiś dylemat, kłopot, albo stres. Być może ta książka nie wzbudziła we mnie wielu pozytywnych emocji właśnie dlatego, że jestem przyzwyczajona do książek, w których autor nie opisuje swoich realnych przeżyć, a jedynie swoją wyimaginowaną historię, która jest bardziej wyrazista, ma zdecydowanie więcej zwrotów akcji, dzieję się coś nienaturalnego, dziwnego, albo pięknego. Ta książka należy jednak do literatury faktu i nie ma w niej zbyt wielu emocji, zapierających dech w piersiach scen. Niemniej jednak nawet jak na literaturę faktu, jak dla mnie było zbyt chaotycznie i można było delikatnie to podkoloryzować dla lepszego obrazu sytuacji. Można było lepiej wprowadzić bohaterów, bo jak dla mnie na przykład Hugon (czyli jeden z najważniejszych bohaterów to zlepek kilku informacji, które w ogólnym rozrachunku nie mają dla mnie większego sensu, bo jest on dla mnie odległym widmem, tylko wspomnianym. Natomiast jako czytelnik nie mogę go poznać tak jakbym chciała, mimo, że wydaje się być postacią bardzo ciekawą i oryginalną.
Moim zdaniem można było również wprowadzić więcej opisów tego, co autor widział (krajobrazów, pontonu, wyspy, rekina…), a nie tylko bazować na opisie działań i tego co robił.
A poza tym, przecież gdyby książka zamiast ponad 300 stron miała ich 200, ale za to treść była lepiej dopracowana, nikt by się nie skarżył.
To, co zaskoczyło mnie jednak na plus to to, że nie było dużo specjalistycznego słownictwa. Na pewno, gdyby książkę pisał naukowiec, byłoby znacznie więcej tego rybackiego czy jeszcze innego bełkotu, a tymczasem słownictwo było całkiem przystępne, choć lista przypisów (których, dodam, było ponad 150 na przestrzeni tej pozycji, w większości ze względu na odwołania do kultury Skandynawskiej) była dopiero na samym końcu książki. Niemniej słownictwo nie stanowiło dla mnie przeszkody. Nawet jeśli czegoś nie rozumiałam, spokojnie mogłam iść dalej bez poczucia, że straciłam coś ważnego.
Jeśli jednak chodzi o tematykę tej książki, nie mogę mówić o wszystkim w kontekście negatywnym. Kiedy autor zagłębia się w historie, które mają przysłowiowe „ręce i nogi” i pasują do wydarzeń w danej chwili, czyta się to w miarę łatwo i szybko. Jednak łatwo wyczuć, w których momentach te historie były dodawane na siłę.
Podsumowując, książka nie zrobiła na mnie wrażenia, ale jest to tylko subiektywna ocena. Jeśli lubi się Skandynawię, jej historię, mentalność ludzi, rybołówstwo czy życie morza i oceanu, może warto spróbować przeczytać tę książkę. Pisząc tą recenzję nie miałam na celu nikogo do tej książki zniechęcić, ponieważ uważam, że jeśli chcecie się dowiedzieć wielu rzeczy z wymienionych powyżej tematów, to może jest to dobra pozycja dla was. W końcu jakoś musiała zasłużyć na nagrodę literacką Brage w 2015 w kategorii literatura faktu, prawda? Niemniej jednak dla mnie nie była ona najlepsza, bo mimo, że uwielbiam tematy morza i oceanów, to ta garstka informacji, która była dla mnie nowa, nie mogła przebić faktu, że sposób pisania autora zupełnie nie przypadł mi do gustu. Na pewno nie jest to również lektura, którą wzięłabym do ręki, by całkowicie się „odmóżdżyć” i zapomnieć o problemach.

Sięgając po tę książkę miałam w głowie zarys historii. Dwóch badaczy, którzy chcą się dowiedzieć więcej o rekinie polarnym, prowadzą polowanie, by tę rybę złowić w celach naukowych.
Nic bardziej mylnego. Jest to książka o dwóch zwykłych osobach, które chcą rekina jedynie zobaczyć i wykorzystać jego wnętrzności do własnych celów.
Pierwszym co mnie zdziwiło w tej książce to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to