rozwiń zwiń

Jakub Łgarz

Okładka książki Jakub Łgarz
Jurek Becker Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
285 str. 4 godz. 45 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Jakob der Lügner
Data wydania:
1983-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1983-01-01
Liczba stron:
285
Czas czytania
4 godz. 45 min.
Język:
polski
ISBN:
83-08-00899-2
Tłumacz:
Juliusz Zychowicz
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jakub Łgarz w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jakub Łgarz

Średnia ocen
7,6 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
391
319

Na półkach:

Bardzo dobra powieść. Pisana tak, że niesamowicie wciąga. Być może to zasługa autentyzmu, daleko posuniętego realizmu i jednak, nie boję się powiedzieć, ciekawej historii tu przedstawionej. Wiadomości radiowe niosące nadzieję ludziom w getcie. I wszystkie te konsekwencje jednego zdarzenia przedstawione z takim prawdopodobieństwem. Szczerze polecam.

Bardzo dobra powieść. Pisana tak, że niesamowicie wciąga. Być może to zasługa autentyzmu, daleko posuniętego realizmu i jednak, nie boję się powiedzieć, ciekawej historii tu przedstawionej. Wiadomości radiowe niosące nadzieję ludziom w getcie. I wszystkie te konsekwencje jednego zdarzenia przedstawione z takim prawdopodobieństwem. Szczerze polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

116 użytkowników ma tytuł Jakub Łgarz na półkach głównych
  • 76
  • 40
22 użytkowników ma tytuł Jakub Łgarz na półkach dodatkowych
  • 9
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Jakub Łgarz

Inne książki autora

Okładka książki Short Stories in German Jurek Becker, Christoph Hein, Judith Hermann, Georg Klein, Siegfried Lenz, Birgit Vanderbeke, Dieter Wellershoff, Gabriele Wohmann, Ernst Zillekens
Ocena 0,0
Short Stories in German Jurek Becker, Christoph Hein, Judith Hermann, Georg Klein, Siegfried Lenz, Birgit Vanderbeke, Dieter Wellershoff, Gabriele Wohmann, Ernst Zillekens
Jurek Becker
Jurek Becker
Jurek Becker [ḅkər], ur. 1937, Łódź, zm. 1997, Sieseby (Szlezwik-Holsztyn) - powieściopisarz niemiecki; autor poczytnych powieści nawiązujących do doświadczeń holocaustu i nazizmu (Jakub kłamca 1969, wyd. pol. 1983; Der Boxer 1976; Bronsteins Kinder 1987); powieść o rozterkach i problemach pisarza w NRD Oszukiwałem władze (1973, wyd. pol. 1976). Jurek Becker urodził się w Łodzi, w czasie okupacji niemieckiej znanej jako Litzmannstadt. Data urodzenia została jednak zniekształcona, ponieważ jego ojciec chciał go uchronić przed wysiedleniem z getta, zawyżając wiek swojego syna. Później pisarz nie był w stanie przypomnieć sobie rzeczywistej daty urodzin. Prawdopodobnie był nawet kilka lat młodszy, niż podaje się w typowych źródłach. Jego rodzice byli Żydami. Ojciec, pochodzący z Bawarii Max Becker (1900-1972), był urzędnikiem, a później prokurentem w fabryce odzieżowej. W 1939 Jurek Becker został wraz z rodzicami przesiedlony do łódzkiego getta. Mając lat 5 trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück, a następnie do Sachsenhausen. Po zakończeniu wojny udało się jego ojcu, który przeżył obóz Auschwitz-Birkenau, odnaleźć syna za pomocą amerykańskiej organizacji charytatywnej. W trakcie wojny zginęło około 20 członków jego rodziny, większości z których nie zdążył poznać. Jedynymi, którzy ocaleli był późniejszy pisarz, jego ojciec oraz ciotka, która zdążyła przed wybuchem wojny uciec do USA. W 1945 r. Jurek Becker zamieszkał wraz ze swoim ojcem na Lippehner Straße 5 w Berlinie Wschodnim. Sytuacja była najcięższa w szkole, wszędzie uznawano go za obcego i do niedawna jeszcze prześladowanego, a koledzy ze szkolnej ławy pogardzali nim. Największym szkolnym szczęściem było wówczas dla niego unikanie błędów. Poza tym życie w Berlinie było znośne, ponieważ Żydzi cieszyli się pewnymi przywilejami i otrzymywali np. lepsze kartki żywnościowe. Po 1945 r. Becker mieszkał ciągle w Berlinie Wschodnim, jego współlokatorem był między innymi Manfred Krug. W 1955 r. zdał maturę, odbył dwa lata służby wojskowej w armii NRD i został członkiem FDJ. Na przekór swojemu ojcu, który pragnął, by jego syn został lekarzem, rozpoczął w 1957 roku studia filozoficzne i został członkiem SED. Po szóstym semestrze został relegowany z uniwersytetu z przyczyn politycznych i rozpoczął życie jako literat. W 1962 został zatrudniony jako etatowy scenarzysta w DEFA i napisał kilka sztuk telewizyjnych oraz scenariuszy. W 1976 roku podpisał wraz z 11 innymi pisarzami list otwarty przeciw pozbawieniu obywatelstwa Wolfa Biermanna, za co został ukarany skreśleniem z listy członków SED i utratą stanowiska w zarządzie Stowarzyszenia Pisarzy NRD (Schriftstellerverband der DDR). W 1977 w proteście przeciwko wykluczeniu Reinera Kunze wystąpił ze Stowarzyszenia Pisarzy i zamieszkał w Berlinie Zachodnim. Zmarł na rozpoznanego pod koniec 1995 roku raka jelita. Żenił się dwukrotnie i że miał trzech synów, z których najmłodszy, Jonathan, urodził się w 1990 roku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Panowie z dzielnicy Gonçalo M. Tavares
Panowie z dzielnicy
Gonçalo M. Tavares
Książka jest zbiorem nieco surrealistycznych humoresek z podtekstem egzystencjalnym. Które oprócz tego, że nas śmieszą, bawią i prowokują, skłaniają też do nieco poważniejszych refleksji na temat ludzkich postaw wobec różnych aspektów rzeczywistości. Portugalski pisarz sprytnie miesza różne konwencje, odwołuje się do utworów znanych twórców, co jest widoczne już w samych imionach i nazwiskach bohaterów. Tytułowi panowie z dzielnicy Valéry, Henri, Brecht, Juarroz, Kraus i Calvino – to bohaterowie bardzo ekscentryczni, a przez to intrygujący. Przypominają ludzi, których codziennie mijamy na ulicy, znamy z widzenia, czasem zwracamy uwagę na ich specyficzne obyczaje, ale zawsze jest to znajomość powierzchowna. Niewątpliwie wszyscy oni są na tyle realni, żebyśmy mogli uwierzyć w rzeczywiste istnienie takich osób, nie tylko gdzieś w gorącej Portugalii, ale także tutaj, gdzie obecnie żyjemy. Wszyscy oni mają jakieś dziwactwa, które warunkują ich postawy życiowe. Jeden jest niskiego wzrostu, więc skacze by dorównać innym. Podtekst w tej historii jest bardzo wyrazisty, bowiem osobników z kompleksem "małości" fizycznej, intelektualnej czy mentalnej spotykamy w życiu całe mnóstwo. Obserwujemy, jak "podskakują", czyli ich wysiłki mające udowodnić otoczeniu wielki potencjał, którym rzekomo dysponują. Niektórym udaje się pięknie dorosnąć i z rozmachem rozwinąć skrzydła. Większość pozostaje żałośnie miałka, budząc politowanie. Ale w niektórych drzemią ukryte bestie. Co wtedy, gdy owe bestie zostaną obudzone? Z kolei artysta, pan Valery żyje w przekonaniu, że ktoś go śledzi, a lekarstwem na każdy kłopot jest dla niego kawa i rysowanie. Wybitny myśliciel Henri jest natomiast typem kawiarnianego gaduły, jednym z tych, którzy zamęczają towarzystwo swoją gadaniną i narcystycznymi popisami nakręcanymi przez kolejne porcje absyntu, które w siebie wlewa. Jego świat wypełnia absynt. Inni bohaterowie prezentują kolejne dziwactwa jak np. gromadzenie i zamykanie pustki w szufladzie, ucieczkę w świat filozofii i literatury, czy nieustanne rozważania o Bogu. A mój ulubieniec pan Kraus bez żadnej żenady poddaje błyskotliwej krytyce świat polityki. Robi to tak uniwersalnie, że jego komentarze pasują do każdego państwa czy sytuacji, bez względu na lokalizację i kontekst historyczny. Opowiadania Tavaresa ujmują czytelnika prostotą, język narracji i dialogów jest nieskomplikowany i zrozumiały. Właśnie dzięki temu czytelnik bez trudu może podjąć grę z autorem i szukać przekazów ukrytych pod tymi śmiesznymi historyjkami o butach, trójkątach, absyncie, cennych pustych szufladach i książkach. Książka "Panowie z dzielnicy" będzie doskonałą lekturą dla miłośników literatury zaprawionej humorem, groteską i sarkazmem oraz dla tych, którzy w prozie oprócz rozrywki lubią także to, co nazywamy drugim dnem. Na koniec kilka słów od mojego ulubionego pana Krausa: 🔰 "..mikroskop to urządzenie wynalezione po to, aby rzeczy małe czynić wielkimi, natomiast politycy zostali wynalezieni po to, aby rzeczy wielkie czynić małymi...". 🔰"Polityk nie czyta książek, czyta najwyżej ich tytuły. Z ludźmi postępuje tak samo." 🔰"Kiedy polityk opowiada nam o niebie i wyciąga palec w górę, mówiąc: "Widzicie?", właśnie w tym momencie powinniśmy przyjrzeć się uważnie przedmiotom, które trzyma u siebie w piwnicy." I jeszcze coś o panu Juarroz: 🔰" Pan Jurraoz myślał o Bogu, który w przeciwieństwie do tego niepojawiającego się nigdy, pojawiałby się o każdej godzinie, każdego dnia, dzwoniąc do drzwi. Po głębokim rozważeniu tej hipotezy pan Jurraoz postanowił wyłączyć dzwonek." Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania czytelniczego, akcja książki rozgrywa w ciepłym kraju, w Portugalii (2).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 9 1 rok temu
Rachatłukum Jan Wolkers
Rachatłukum
Jan Wolkers
Najlepiej rozpocząć tę opinię słowami: Tę książkę napisał artysta i to widać. Historia przedstawia nam dwójkę nieszczęśliwie zakochanych młodych osób, melancholię ich życia, wszystkie wzloty i upadki z jakże barwnej perspektywy głównego bohatera rozpaczającego nad swoją stratą. Rachatłukum jest prawdziwą literacką eskapadą w świat odrealnionego, a jednak poniekąd trafnego światopoglądu Wolkersa i z pewnością jest to wyprawa, podczas której wielu polegnie. I jeśli ktoś ma poddać się wobec niecodzienności tej książki, to oprócz braku akapitów i dialogów, oprócz dziwnych konstrukcji zdaniowych i niezrozumiałego przekazu, odrzucić go może w sposób szczególny jedna rzecz. Seks. Seks w Rachatłukum jest wszechobecny, można by powiedzieć, że występuje praktycznie co dwie strony. Powiedzieć, że jest go tu za dużo, to jak nie powiedzieć nic. Nie są to jednak poetyckie i barwne opisy aktu dającego życie z fizycznego połączenia dwóch ukochanych sobie istot. O nie. Seks u Wolkersa to czysto zwierzęce, upadlające, odrażająco pociągające w swojej naturze zachowanie. To zbiór określeń i opisów w pełni ekstatycznych, fantazyjnych, pornograficznych wręcz. Autor nie bawi się w półśrodki w nazewnictwie chociażby organów płciowych. Pełno tu wulgaryzmów, rynsztokowego podejścia do tematu, a pragnienia głównego bohatera są miejscami tak obrzydliwe, że co wrażliwsi mogliby zwymiotować. Ja sam często mogłem jedynie zbywać je śmiechem wobec poziomu głupoty i degeneractwa, jaki prezentowały. Czy znaczy to jednak, że Rachatłukum to przeseksualizowane badziewie i czysta fantasmagoria niewyżytego autora? O dziwo - nie. Ostatecznie w tym szaleństwie jest metoda. I choć uważam, że Wolkers w wielu aspektach przesadził, książka jako tako się broni. Jest przekaz, który kryje się pod litrami płynów ustrojowych czy mięsistych krągłości. W Rachatłukum panuje pewien niewysłowiony klimat, pewna abnormalna narracja, która naprawdę potrafi wciągnąć, a jednocześnie jej treść boleśnie i trafnie oddaje prozę życia. Postaci drugo- i trzecioplanowe często wydają się płaskie i jednowymiarowe, a jednak jest w nich jakaś głębia, jakieś ukryte znaczenie, którego jednak my, oczami protagonisty, nie chcemy zauważać. Zupełnie jak nie chcemy zauważać ich w ludziach, którzy stoją na naszej drodze. A jeżeli już chcemy, często nie jest to nam dane na zbyt długo. Wreszcie główna dwójka zakochanych, tak bardzo absurdalnie pochłonięta przez własną przypadkową miłość, jest pewną alegorią naszych własnych myśli i pragnień, które kryją się gdzieś wewnątrz nas. Okrutnym ukazaniem bezmyślności i naiwności miłości młodych ludzi. Miłości, którą życie z całych sił stara się deptać. Rachatłukum to wyjątkowo brutalna i obrzydliwa, choć wciąż poetycka opowieść o życiu. O tym, jak łatwo można wszystko zyskać, a potem to stracić. Jak mnogość opcji myślenia, inni ludzie i niepojęte siły rzeczywistości wpływają na nasze życie. Jak bardzo nie umiemy czasem odciąć się od przeszłości i przez to tracimy z oczu naszą przyszłość. I jak bardzo tragiczna może być koncentracja życia wokół jednej osoby. Jeżeli więc miałbym powiedzieć, czy Rachatłukum jest obsceniczną wersją Romea i Julii, powiedziałbym, że absolutnie nie. Tu dzieje się o wiele więcej niż u Szekspira, bohaterów nie dzieli tylko rodzinna waśń. Tu dzieli ich całe spektrum nieszczęść i absurdu, w którym przychodzi im walczyć o własne szczęście. Książka Wolkersa jest z pewnością jedną z ciekawszych, jakie miałem okazję przeczytać. I jeśli nie straszna wam wszechobecna ohyda, niepohamowany żadną moralnością seks, niestandardowa forma książki czy do bólu życiowe, prostolinijne i dziwne przedstawienie świata i jego mieszkańców to moim zdaniem warto ją przeczytać. Warto, by spojrzeć na świat z nieco innej perspektywy. I wczytując się pomiędzy obleśnymi scenami w przykre historie i odkrywając niecodziennych bohaterów, odkryć czym dla was będzie Rachatłukum i jego tragikomiczne love story, którego orgastyczności z pewnością na długo nie zapomnę.
Nikodem Podstawski - awatar Nikodem Podstawski
ocenił na 6 1 rok temu
Karzeł Pär Lagerkvist
Karzeł
Pär Lagerkvist
Zło jako nieodłączny - co tam: niezbędny - instrument każdej władzy w historii i współczesności. Tak odczytuję przesłanie tej książki Pära Lagerkvista, jednej z najbardziej pesymistycznych, jaką czytałem. Nagromadzenie wszelkich zbrodni i podłości, jakie towarzyszą władzy na przestrzeni wieków - choć tu akurat sztafaż jest renesansowy - czyni z “Karła” wielki esej o naturze rządów. Bo takich ludzi jak tytułowy bohater potrzebuje każda władza zawsze i wszędzie - inaczej nie byłaby władzą. Autor znakomicie przedstawił Zło, upostaciowane tu akurat w karle (jakby tzw. zwykli ludzie byli immunizowani na to co najgorsze w naturze ludzkiej, niezależnie od ich cech przyrodzonych). W tym kontekście przyjęcie za symbol zła akurat osoby niskorosłej wydaje się uzasadnione jedynie przekonaniem o jakiejś szczególnej predestynacji tej grupy, nie tylko w dawnych wiekach - skoro w każdej społeczności jej udział jest minimalny w stosunku do “normalsów”. A zła - i w historii, i we współczesności - aż za dużo jak na tę populację…. Przekonany jest wszak o tym i sam Autor, który tak mówi do nas narratorem: “Czasami wzbudzam w ludziach lęk. Ale boją się samych siebie, sądzą, że ja ich przerażam, czyni to jednak karzeł kryjący się w nich. (...) I też są zniekształceni, choć wcale tego po nich nie widać”. Tak, to o nas to studium zła, niewątpliwie najlepsza książka Lagerkvista - trzecia moja - o naturze człowieka zakamuflowanej postacią karła. W nas wszystkich drzemie przecież komendant Treblinki…. Książka nie daje żadnej nadziei, mimo takiego, a nie innego zakończenia. Nobel dla szwedzkiego Autora - także przecież i za nią - jak najbardziej zasłużony (także za stylistykę, świetny przekład Zygmunta Łanowskiego, kogoś o pięknym życiorysie). Narrator mówi tu wiele rzeczy strasznych, a co gorsza takichże czynów również dokonuje - przeważnie nie bezpośrednio, ale za podjudzeniem “trzymających władzę”, zwłaszcza swojego księcia. choć w kilku przypadkach jest prawdziwym demiurgiem potworności. Umożliwia mu to fakt, że na relacje międzyludzkie patrzy poniekąd “z dołu”, skąd lepiej widać…. (BTW: zwrot, że liczy on sobie “20 cali wzrostu” jednak wymagałby przeliczenia na miarę używaną w Polsce). Tak czy inaczej, nawet nie dziwi, że ze wszystkich możliwych i niemożliwych powodów narrator cierpi na patologiczną manię wielkości, jakkolwiek by to brzmiało. A przejawia się to m.in. w takich słowach: “Słyszałem że my, karły, pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia dziś świat, i że dlatego jesteśmy starzy już w chwili, gdy się rodzimy. Nie wiem czy to prawda, ale w takim razie bylibyśmy praistotami. Nie mam nic przeciwko temu, by należeć do rasy innej niż ta obecna i żeby to było widać po mnie”. “Po księciu nie znać jednak żadnej osowiałości. (...) Jest spokojny, pewny i energiczny, zawsze w takim samym równym, wspaniałym nastroju. I zawsze pełen męstwa i pewności zwycięstwa. Znakomity żołnierz. W polu on i ja jesteśmy naprawdę szczególnie podobni do siebie. (...) “Lubię służyć panu, który jest imponujący. Nie przeczę, że to wielki mąż. Nikt jednak nie jest wielki dla swego karła”. Ma to jednak i drugą stronę: “Gdy idę sam przez miasto, wtedy zaraz mnie spostrzegą i obsypują obelgami. +To jego karzeł! Dając mu kopniaka kopiesz jego pana!+”. A miłość do samego siebie nie wyklucza i autonienawiści: “To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego”. I jeszcze to, czego nie wiemy o niskorosłych: “Jest wielka różnica między karłami a dziećmi. Sądzi się że to jedno i to samo, bo tak są do siebie podobne wzrostem i tak dobrze się ze sobą zgadzają, ale wcale tak nie jest. (...) Dzieci-karły nie bawią się, o ile wiem, nigdy, bo i po cóż? To prawdziwa tortura, gdy używają nas, karłów do takiego celu. Ale ludzie nic przecież o nas nie wiedzą”. “My, karły, nie płodzimy dzieci, jesteśmy bezpłodni z samej naszej natury. Nie zajmujemy się rozmnażaniem ani też go nie pragniemy. I nie potrzebujemy być płodni, gdyż ród ludzki sam rodzi swoich karłów, nie trzeba się o to troszczyć”. “Należymy do rodu ludzkiego – a przecież do niego nie należymy. Jesteśmy gośćmi w odwiedzinach. Starymi, zwiędłymi gośćmi na trwającej tysiące lat, nigdy nieprzerwanej wizycie”. “Nigdy nie próbowałem tego, co nazywa się miłością, ani też nie mam na to żadnej ochoty”. Pozbawiony miłości już jako dziecko narrator, który bardziej budzi litość niż nienawiść, musi mieć takie a nie inne poglądy na sferę uczuć… “+Czy jest coś równie odrażającego jak człowiek+ – pomyślałem” - takie ma on zdanie o ludziach niebędących takimi jak on; zapewne w rewanżu. Jako wybitny manipulant “wyspowiadał” on z grzechów córkę swego księcia, nieszczęsną istotę, w której umiejętnie pogłębił kompleksy i poczucie winy, utrwalone już przez jej wiarę. “Zaczęła wyznawać wszystkie swoje przewinienia, rozwiązły tryb życia, niedozwolone stosunki z mężczyznami, do których diabeł wzbudził w niej żądzę, i rozkosz, jakiej doznawała czując że jest naprawdę uwikłana w diabelskie sidła”. “Zmuszałem ją, aby bliżej opisywała swój grzech i swoje straszne zadowolenie z niego i aby wymieniała po imieniu tych, z którymi uprawiała występne obcowanie.... Później podziękowała mi, że byłem dla niej taki dobry”. Także jej matkę niemal wpędził w szaleństwo. “Księżna Teodora jest zależna ode mnie. (...) Nienawidzę jej grzesznego życia, chutliwych listów, które posyła przeze mnie do swoich kochanków, słów miłosnych, których żar czuję na mym sercu. Ale nie zdradzam niczego”. “Księżna (...) biczuje się mocniej niż kiedykolwiek, aby zmazać ten grzech, znowu nic nie je i błaga Ukrzyżowanego o przebaczenie. Ukrzyżowany nic nie odpowiada”. “Dziwne, jak ludzie głupio wyglądają, gdy są zakochani, a zwłaszcza, gdy kochają na próżno. Ich wyraz twarzy staje się szczególnie niemądry i nie mogę zrozumieć twierdzeń, że miłość ludzi upiększa”. “Gdyby nie była tak piękna, można by z pewnością uważać, że nie ma w niej wcale dobroci”. “Miłość i śmierć to ulubione tematy ludzi, nad którymi lubią oni sobie popłakać, szczególnie zaś gdy śmierć i miłość połączą się w jedno”. Nieco tu odniesień do Machiavellego: “Uważam za niegodne księcia, by przywiązywać wagę do tego, co myśli i czemu daje wyraz motłoch, który go otacza. Przecież oni wciąż czegoś się domagają. Gdyby miano się troszczyć o wszystko, o co woła lud, trzeba by było stosować się do wielu życzeń”. Dla księcia, u którego służy karzeł, pracuje Mistrz Bernardo, który jednoznacznie się kojarzy, skoro wykonuje fresk “Ostatniej wieczerzy” i ma rozliczne inne zainteresowania. “Interesuje go wszystko. Czy rzeczywiście wszystko jest ciekawe?” pyta retorycznie narrator. “Wszyscy uważają, iż takiej Madonny jeszcze nigdy dotychczas nie namalowano, że nigdy jeszcze nie było tak pełnej wdzięku i nadziemskiej Matki Boskiej. Najbardziej zachwyceni są ludzie zagadkowym uśmiechem igrającym na jej wargach”. “Próbuje wszystko wytłumaczyć, ale w przeciwieństwie do innych nie zawsze jest pewny, że jego wyjaśnienia są słuszne. Opisawszy długo i wyczerpująco, jak jego zdaniem jakaś sprawa wygląda, potrafi potem siedzieć w milczeniu i zadumie, by w końcu dorzucić: +Ale może nie jest tak jak mówiłem. Nie wiem, co o tym sądzić+”. Karzeł oburza się słowami Bernarda: “Wszystko jest tylko porywaniem się na coś, czego nigdy nie da się ziścić. Cała kultura ludzka jest tylko zamierzeniem czegoś zupełnie niewykonalnego. I dlatego wszystko to jest właściwie całkiem niedorzeczne. - Naturalnie że tak. Jakżeż wyglądałoby życie, gdyby nie było niedorzeczne. Niedorzeczność jest wszak samym fundamentem, na którym ono spoczywa”. Narrator wielbi wszelkie konflikty, to i wojna jest dla niego cudowna przygoda - dopóki nasi wygrywają, rzecz jasna. Z oburzeniem przyjmuje początkowy pokój między zwaśnionymi od wieków księstwami. “Świat chyba zwariował! Wieczny pokój! Nigdy więcej wojny! Co za bzdura, jaka dziecinada. Czyżby wierzono, że można zmienić porządek świata? Jakie zarozumialstwo? I jaka wiarołomność wobec przeszłości, wobec wszystkich wielkich tradycji! Nigdy więcej wojny! Krew nie ma płynąć nigdy więcej, a honor i bohaterstwo stracą wszelkie znaczenie”. Dzięki pewnej intrydze, w której złowrogą rolę odegra nasz bohater, pokoju nie ma i nie będzie. “Mord uczynił księcia bardzo popularnym. Mówią powszechnie, że jest on wielkim księciem. Nigdy jeszcze nie triumfował tak nad swymi nieprzyjaciółmi i nie był przedmiotem takiego podziwu. Są z niego dumni i uważają, że okazał niezwykłą chytrość i energię”. Najciekawsze wydaje się oblężenie Miasta przez rywalizujące księstwo, z licznymi dantejskimi scenami, skoro jesteśmy we Włoszech. Warto odnotować wiecznie aktualne odniesienia…. “W mieście mówią, że będzie się ono bronić do ostatniej kropli krwi. I gada się o tym, że jest silnie umocnione i może trzymać się bardzo długo, ba, że jest nie do zdobycia. Przecież takie są wszystkie miasta, nim zostaną zdobyte. Mam własne zdanie o tej niezwyciężoności”. Wiele tu stwierdzeń niepokojąco ponadczasowych, samopowtarzalnych jak szybkostrzelny karabin. “Uchodźcy spotykają się z coraz to większą niechęcią, bo słusznie uważa się, że to z ich winy miejscowa ludność odczuwa brak żywności. Szczególnie nielubiane są ich płaczące z głodu, brudne dzieciaki, które wszędzie się włóczą, żebrząc. Podobno kradną jak im się uda”. “Niemal wszyscy bez wyjątku są przekonani, że to uchodźcy ponoszą winę za tę straszną zarazę, toteż są oni znienawidzeni jak nigdy dotychczas. Niektórzy jednak zaczynają ponoć mówić, że to kara boża za wielkie ludzkie grzechy”. “Polują na koty, psy i szczury, uważane teraz za wspaniałe pożywienie. Mówią jednak że i one zaczynają teraz znikać i coraz trudniej na nie trafić. Zdaje się, że dostały jakieś choroby, bo znajduje się je wszędzie padłe; w ten sposób zrobiły ludziom zawód w chwili, gdy najwięcej ich było potrzeba. Nie dziwi mnie, że szczury nie mogą wytrzymać życia wspólnie z ludźmi”. “Zaraza szerzy się pośród najuboższych i najbardziej wygłodniałych, głównie wśród uchodźców, i ma chyba związek z niewiarygodnym niechlujstwem w ich obozach i wszędzie w mieście. Nie dziwi mnie, że umierają z brudu, który ich otacza”. Inne cytaty “Jest też zarówno w teraźniejszości, i jak i w przeszłości, wiele rzeczy pięknych i wzniosłych, które nigdy nie byłyby wzniosłe i piękne, gdyby ich nie opiewano”. “Opiewają oni przede wszystkim miłość, i to jest też słuszne, bo nic tak jak miłość nie wymaga, by zrobić z niej coś innego niż to, czym jest”. “Rozumiem też, że potrzebni są artyści, którzy sporządzają dla ludu obrazy świętych, aby ludzie mogli się modlić do kogoś, kto nie jest taki plugawy i marny jak oni sami. Obrazy pokazujące motłochowi, że jego Bóg jest ukrzyżowany, że został ukrzyżowany, gdy usiłował dokonać czegoś na ziemi, aby zrozumieli, iż tu, na dole, nie ma żadnej nadziei”. “Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybierają zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą”. PS Ładny neologizm "gwiaździarze" na określenie astrologów.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Jakub Łgarz

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jakub Łgarz