Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man

Okładka książki Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man
Don HeckJack Kirby Wydawnictwo: Hachette Polska Cykl: Superbohaterowie Marvela (tom 3) Ekranizacje: Iron Man 2 (2010) Seria: Superbohaterowie Marvela komiksy
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Superbohaterowie Marvela (tom 3)
Seria:
Superbohaterowie Marvela
Tytuł oryginału:
Iron Man: Iron Man is Born! / The Mask in the Iron Man
Data wydania:
2017-02-01
Data 1. wyd. pol.:
2017-02-01
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328209435
Tłumacz:
Mateusz Jankowski
Ekranizacje:
Iron Man 2 (2010)
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man

Średnia ocen
6,9 / 10
97 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
8342
7044

Na półkach: ,

IRON MAN I JEGO ZBROJA

Zaczęło się od kolekcji „Wielkie pojedynki” z Carrefoura. To tam w tomie poświęconym Iron Manowi natrafiłem na jeden z zeszytów historii, która po polsku wyszła wcześniej jako „Ja i Iron Man”. W sumie okazała się jednym z najlepszych, co publikacja miała do zaoferowania. Wcześniej ją zignorowałem, bo Żelazny nigdy moim ulubieńcem nie był, ale w końcu zdecydowałem się uzupełnić kolekcję. No i jest. I jest dobrze, bo to w moim odczuciu jeden z najlepszych „Iron Manów”, stojący o parę poziomów jakościowych wyżej od historii Slotta serwowanych nam jakiś czas temu przez Egmont.

Tony Stark wiele razy przerabiał swój kostium, poprawiał go, ulepszał. Geniusz, obsesyjnie dążący do perfekcji, przeoczył jedno: że ów kostium może zacząć żyć własnym życiem. I zaczyna. A Stark trafia w sam środek nie lada problemów, bo jak ma pokonać własną zbroję, która go nie słucha, jest wypaczeniem jego poglądów i wizji i stanowi śmiertelne zagrożenie dla każdego?

https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2024/09/iron-man-ja-i-iron-man-joe-quesada-sean.html

IRON MAN I JEGO ZBROJA

Zaczęło się od kolekcji „Wielkie pojedynki” z Carrefoura. To tam w tomie poświęconym Iron Manowi natrafiłem na jeden z zeszytów historii, która po polsku wyszła wcześniej jako „Ja i Iron Man”. W sumie okazała się jednym z najlepszych, co publikacja miała do zaoferowania. Wcześniej ją zignorowałem, bo Żelazny nigdy moim ulubieńcem nie był, ale w końcu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

159 użytkowników ma tytuł Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man na półkach głównych
  • 126
  • 33
106 użytkowników ma tytuł Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man na półkach dodatkowych
  • 58
  • 22
  • 7
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man

Inne książki autora

Okładka książki Spider-man 13 (1967) Stan Lee, John Romita Sr.
Ocena 7,2
Spider-man 13 (1967) Stan Lee, John Romita Sr.
Okładka książki Fantastyczna Czwórka 16 Jack Kirby, Stan Lee
Ocena 6,3
Fantastyczna Czwórka 16 Jack Kirby, Stan Lee
Okładka książki Hulk 6 Stan Lee, Marie Severin
Ocena 7,0
Hulk 6 Stan Lee, Marie Severin
Okładka książki Iron Man 8 Gene Colan, Stan Lee
Ocena 6,0
Iron Man 8 Gene Colan, Stan Lee
Okładka książki Doctor Doom Epic Collection. Revolution In Latveria John Buscema, Gene Colan, Gerry Conway, Jack Kirby, Stan Lee
Ocena 0,0
Doctor Doom Epic Collection. Revolution In Latveria John Buscema, Gene Colan, Gerry Conway, Jack Kirby, Stan Lee
Okładka książki Thor 12 (1967) Jack Kirby, Stan Lee
Ocena 5,7
Thor 12 (1967) Jack Kirby, Stan Lee
Okładka książki Daredevil 7 (1967) Gene Colan, Stan Lee
Ocena 6,5
Daredevil 7 (1967) Gene Colan, Stan Lee
Stan Lee
Stan Lee
Amerykański scenarzysta, producent filmowy i rysownik komiksowy, najbardziej znany jako twórca postaci Spider-Mana. Wieloletni prezes i członek zarządu wydawnictwa komiksowego Marvel Comics. Twórca (przy współpracy Jacka Kirbiego i Steve'a Ditko) wielu postaci z komiksowego uniwersum Marvela (Fantastic Four, X-Men, Iron Man, Hulk, Daredevil i innych). Dzięki niemu Marvel Comics z niewielkiego lokalnego wydawcy, zmieniła się w jednego z największych wydawców komiksowych na świecie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wolverine: Panie i panowie, oto... Wolverine! / Dorwać Mystique Len Wein
Wolverine: Panie i panowie, oto... Wolverine! / Dorwać Mystique
Len Wein Ron Garney Jason Aaron Jack Abel Herb Trimpe Jason Keith Glynis Wein
Przyznać się, kto nie lubi Wolverine'a? W tym komiksie z serii „Superbohaterowie Marvela” prezentowana jest właśnie sylwetka jednej z najbardziej tajemniczych postaci uniwersum. Sam album nie jest długi, bo składa się z 5 zeszytów. Ale co się w nich dzieje! W pierwszym z zeszytów dostajemy debiut Rosomaka, który dział się na łamach „The Incredible Hulk”. Osobny plus należy się wydawcy za to, że ten debiut zamieścił. Ale podobnie jak w „Inhumans”, pierwszy występ nie przekonał mnie do siebie. Po prostu nie przepadam za starymi komiksami (chyba, ze to „X-Men” Claremonta, ale to wyjątek). Według mnie bohaterowie mają tam za długie i głupkowate kwestie, które nic nie wnoszą do fabuły. I przez które cierpi tempo akcji. Tak samo za dużo jest przydługich kwestii narratora, bez których komiks też by sobie świetnie poradził. W tym komiksie szczególnie mnie irytowały. To chyba przez nazywanie Hulka „zielonym behemotem”! Dobra, ponarzekałam sobie na dialogi, a jak radzi sobie reszta fabuły? Bez wzlotów, ale też bez upadków. Akcja komiksu kręci się wokół bitki między Hulkiem, Wolverinem i Wendigo (kolejny silny ziomek). Ciekawa, ale przegadana bitka i nic więcej. Ale zaraz, przecież mówiłam, że się dzieje, a jak na razie to nic się nie działo. Druga historia to co innego. Ale ona mnie niesamowicie wciągnęła! Dostajemy tam przesyconą brutalnością, krwią i bronią (no i pewną ilością seksualności) historię, w której Wolverine poluje na Mistique. Jednak nie zawsze chciał on ją dorwać, czego dowiadujemy się dzięki różnym płaszczyzną czasowym prezentowanym w albumie. Śledzimy ich przeszłość, która doprowadziła ich do tego miejsca. Czyli miejsca bitwy. Była on... specyficzna. A wszystko to przez nietypowy strój Mistique, a konkretniej brak jakiegokolwiek stroju. Pomijając to to dostajemy znacznie lepszą bitwę niż w pierwszym zeszycie, pełnej dynamizmu, krwi, brutalności, nieczystych zagrań w stylu tej dwójki. Swoją drogą scenarzyście udało się oddać ich charaktery, czego jestem pod wrażeniem. Tak samo udało się to rysownikowi. Jak już jesteśmy przy rysowniku, to wspomnę o rysunkach. Podobały mi się one. Nie było przesady w prezentowaniu postaci (chociaż raz!). Nie były genialne, ale bardzo dobrze, sprawiają, że ten komiks chce się czytać. Jednak nie jest aż tak kolorowo, nie jest to komiks idealny. Tutaj trochę można ponarzekać na zwroty akcji, które nie zaskakiwały. Żadne zagranie scenarzysty nie spowodowało, że serce zabiłoby mi szybciej. Nie oznacza to, że nie czytałam z wypiekami na twarzy, bo było ciekawie, ale lekko przewidywalnie. I na minus działa też długość historii – jak dla mnie jest ona za krótka! Mogli się pokusić na jeszcze jeden czy dwa zeszyty. Nie żałuję czasu spędzonego na czytanie tego komiksu, dobrze się przy nim bawiłam. Mogę Wam go polecić z całkowicie czystym sumieniem.
arcytwory - awatar arcytwory
ocenił na 8 6 lat temu
Spider-Man: Złowieszcza Szóstka / Wszystkiego najlepszego Joseph Michael Straczynski
Spider-Man: Złowieszcza Szóstka / Wszystkiego najlepszego
Joseph Michael Straczynski John Romita Sr. Stan Lee Steve Ditko John Romita Jr. Scott Hanna Matt Milla Dan Kemp
Uwielbiam Spider-mana, więc obcowanie z komiksami o tym superbohaterze sprawiło mi wiele przyjemności. A dzięki tej pozycji dowiedziałam się o postaci Betty. Okazuje się, że Sony w "Prawie Bornxu" miał rację, mówiąc że zazwyczaj w życiu mężczyzny pojawiają się 3 ukochane kobiety, które mają największy wpływ na jego życie. W przypadku Petera moim zdaniem były to właśnie: Betty, Gwen Stacy oraz MJ. [SPOILER] Trafiłam na polski wątek w komiksie. Na bardzo krzywdzący wątek... "Tato kiedyś mówił, że opowiadałeś mu, jak twój tato stał przy ogrodzeniu w obozie w Polsce i czekał, aż ktokolwiek z przechodniów na niego spojrzy, wmiesza się. Mówił, że według ciebie bierność w obliczu krzywdy bliźniego jest największym tchórzostwem". Nie liczę na to, że Stan Lee znał realia w Polsce w tamtym okresie. Ale umieszczenie takiego stwierdzenia jest działaniem szkodliwym względem Polski. Po pierwsze w Polsce praktycznie od samego początku wojny działał ruch partyzancki, Państwo Podziemne, które próbowało pomagać jak i gdzie się dało. Po drugie Polacy sami byli sterroryzowani - to Niemcy byli agresorami. Po trzecie, to państwa sojusznicze, w tym USA, odmawiały pomocy, odwracały się plecami wobec wołania Polaków o pomoc. Więc niech łaskawie Amerykanie nie próbują uczyć kogokolwiek honoru, szczególnie Polaków. Moim zdaniem Polacy mają prawdziwych bohaterów. Amerykanie muszę ich wymyślać.
Paula - awatar Paula
oceniła na 7 3 lata temu
Loki Esad Ribić
Loki
Esad Ribić Robert Rodi
Loki Loki z 2004 roku to jest nietypowe dzieło w historii marvela. Z jednej strony jest to związane z jednym z najważniejszych antagonistów w historii tej marki, z drugiej nie doświadczymy tutaj żadnej superbohaterowości. Historia opiera się na tym że lokiemu finalnie udaje się zdobyć Asgard a jedynym zadaniem które zostaje mu do finalnego zwycięstwa jest zabicie thora. Jest ona przedstawiona tutaj w postaci brudnych i szkaradnych lecz realistycznych obrazów, co dobrze współgra z wątkami tu przedstawionymi. Mamy tu do czynienia z dużą ilością tła w rozmowach z biologiczną matką, przyszywanymi rodzicami czy też zwykłymi asgardczykami ukazujące co spowodowało że loki stał się tym kim jest i co doprowadziło się do ukształtowania umysłu złoczyńcy. Brak miłości w rodzinie, gnębienie i poniżanie doprowadziło do tego kim się stał, czego jest świadom. Bardzo dobrze kształtowanie morderców w ten sposób ukazują badania prowadzone przez fbi w latach 70. Jest tu też dużo odniesień do oryginalnej historii lokiego z mitologii. Począwszy od samego tematu, czyli lokiego zasiadającego na tron, który jest oparty na micie gdzie niektórzy po skazaniu lokiego, wierzyli że kiedyś obejmie on tron i rozpocznie Ragnarok będący wielką walką bogów. Mamy też wspomniane przygarnięcie lokiego, ścięcie włosów sif, spowodowane drwinami z jego wyglądu, wspólne braterstwo thora i lokiego i sposób zakończenia, jak i finalny los lokiego jakim było przypięcie do skały nad którym zawieszony jest jadowity wąż którego jad ma kąpać w jego twarz. Warto też podkreślić ze można w tej książce zobaczyć ludzką część lokiego, gdyż w związku z jego czasem miłą przeszłością z thorem podczas wcześniej wspomnianych przygód waha się go zabić co podkreśla genialne, realistyczne przedstawienie świata w tej produkcji. Uważam iż to dzieło genialnie ukazuje jak ludzie troszczą się o pamięć mitów w obecnym społeczeństwie, nie tylko tych greckich.
Asomi - awatar Asomi
ocenił na 8 3 lata temu
Superman: Ostatni Syn Kryptona Jerry Siegel
Superman: Ostatni Syn Kryptona
Jerry Siegel Adam Kubert Dave Stewart Geoff Johns Joe Schuster Richard Donner
Obecnie dzięki komiksom z Odrodzenia, a także serialowi „Superman i Lois” Człowiek ze Stali może być kojarzony jako ojciec wychowujący dziecko. Jednakże przez dłuższy czas pozostawał bezdzietny. Dlatego też historia „Ostatni syn Kryptona” z 2006 r. wówczas wprowadzała pewien powiew świeżości. Jak jednak wypada obecnie? W Metropolis rozbija się pojazd kosmiczny. Jego pasażerem jest mały chłopiec, który posiada podobne moce jak Superman. Clark postanawia zaopiekować się dzieckiem, ale interesują się nim również wojsko oraz inne siły. Największą wadą komiksu jest to, że jest on trochę za krótki jak na taki temat. Jest tu bardzo mało scen pokazujących nawiązanie więzi chłopaka z Lois i Clarkiem. Przez to ciężko uwierzyć w ich zażyłość, która jest podkreślana pod koniec tomu. Na szczęście jest też świetna historyjka pokazująca pewną rodzinną wycieczkę – bardzo ciepła i miła opowieść, szkoda że nie ma więcej takich scen. Zdecydowanie więcej miejsca poświęcono tutaj starciu z pewnymi klasycznymi przeciwnikami. Czytelnicy znający wcześniejsze przygody Supermana mogą być zdziwieni, bo doszło tutaj do pewnych zmian uzasadnionych fabularnie historią „Nieskończony kryzys”. Widać, że w dużym stopniu wzoruje się tutaj na filmach o Supermanie z lat 70. – w końcu to ich reżyser jest współscenarzystą „Ostatniego syna Kryptona”. Podobało mi się jak rozbudowano tu niektóre postacie, ale ogólnie są to dosyć sztampowe łotry o niemalże fanatycznych rozwiązaniach. Miłą niespodzianką jest tu występ paru popularnych złoczyńców. Szczególnie Lex Luthor ma tu naprawdę dobre sceny. Za rysunki odpowiada tutaj Adam Kubert znany w Polsce chociażby z serii „Ultimate X-men”. Tutaj niestety jego rysunki wydają się mniej staranne niż zazwyczaj. To najprawdopodobniej przez zbyt grube kontury, które sprawiają, że niektóre kadry wyglądają nienaturalnie. Za to kiedy są sceny w Strefie Widm dzięki szaro-burym kolorom Dave’a Stewarta jest naprawdę klimatycznie. No i jeszcze trzeba docenić wizualne wzorowanie się na filmach z la 70. Miłym dodatkiem jest przedstawienie poszczególnych postaci z otoczenia Supermana pod koniec tomu. Wyjaśnia to trochę co pozmieniało się po „Nieskończonym kryzysie”. Tym razem dodatkowa historia zawiera m.in. trochę zmienioną genezę bohatera z 1939 r. Pojawiają się po raz pierwszy Kentowie,, a moce bohatera zostają dokładniej opisane. Pokazane jest jak Clark stara się o pracę w redakcji gazety i musi uratować niesłusznie oskarżonego o morderstwa. Można tutaj zauważyć pewien wątek społeczny jak walka z samosądami. Niestety sama historia urywa się w pewnym momencie, więc ciężko powiedzieć czy bohaterowi udało się pomóc mężczyźnie. Rysunki są tu bardzo proste i trochę ciężko się na nie patrzy z dzisiejszej perspektywy. Komiks jest bardzo sprawnie poprowadzoną historią akcji, podczas której czytelnik nie powinien się nudzić. Mam jednak pewien zgrzyt z rysunkami i trochę zbyt szybkim tempem. Uważam, że w czasie Odrodzenia lepiej przedstawiono podobny pomysł.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 7 4 lata temu
Harley Quinn: Preludia i Fantazje Terry Dodson
Harley Quinn: Preludia i Fantazje
Terry Dodson Rick Burchett Karl Kesel Rachel Dodson Alex Sinclair Wayne Faucher Craig Rousseau Kelly Puckett Mike Parobeck Rick Taylor
Harley Quinn jest obecnie zdecydowanie inną postacią niż na początku swojego istnienia. Teraz jest zwariowaną najemniczką balansującą na granicy dobra i zła. Jednakże kiedyś scenarzyści biorąc tę postać z serialu animowanego „Batman: The Animated Series” trochę nie mieli pomysłu na tę postać. Jak wypadają pierwsze numery jej samodzielnej serii z dzisiejszej perspektywy? Tom rozpoczyna się od wspólnej ucieczki Harley Quinn i Jokera z Arkham. Harley postanawia wyręczyć swojego chłopaka i zająć się parkiem rozrywki inspirowanym Batmanem i zbirami z Gotham. Jednakże Joker nie będzie zadowolony… Początek tomu jest dosyć średni. Pokazuje znaną już toksyczność związku Harley i Jokera. Jest tu parę udanych dowcipów, ale fabuła jest strasznie schematyczna, a pewien zwrot akcji jest trochę znikąd. Odnoszę wrażenie, że ten fragment miał służyć przede wszystkim ustaleniu nowego status quo postaci. Ciekawiej już robi się, kiedy Harley Quinn zaczyna działać samodzielnie. Widać tutaj pewną zapowiedź tego jak Harley jest obecnie prezentowana w komiksach. Postanawia przestać być jedynie pomocnicą i samej kierować gangiem. Jest tu parę naprawdę zabawnych pomysłów, a czasami nawet może być żal niektórych postaci. Przy czym jednak dla mnie fabuła trochę pędziła za szybko i wątki niektórych bohaterów były zbyt szybko ucinane. Strasznym rozczarowaniem była dla mnie historyjka „Witaj na imprezie”. Myślałem, że będzie to wesoła obyczajówka, gdzie żeńskie postacie będą mogły szczerze pogadać. Jest tak jedynie w jednym przypadku, ale niestety całość wypada strasznie głupiutko. Za rysunki w większej części tomu odpowiada Terry Dodson znany chociażby z komiksu „Spider-Man i Czarna Kotka: Zło, które ludzie czynią”. Niektórych jego kreska odrzuca ze względu na pewną „ciastowatość” rysowanych przez niego postaci. Osobiście nie mam z nią zazwyczaj problemów, bo moim zdaniem pasuje do głównonurtowego komiksu amerykańskiego. Jednakże tutaj trochę przesadził jeśli chodzi o pokazywanie atrakcyjności bohaterek. Rozumiem, że to jest konwencja i postacie wyglądają w pewien sposób wyidealizowanie, ale tutaj zbyt często bohaterki były przedstawione w bardzo wyzywających pozach. Na dodatek niemal wszystkie mają identyczne sylwetki i czasami ciężko je było odróżnić siebie, kiedy niektóre z nich miały ten sam kolor włosów i podobne fryzury. Historia dodatkowa to trochę taki „oszukiwany” debiut Harley Quinn w komiksie, bo nie jest to komiks z głównego uniwersum DC, ale z uniwersum animowanego. Główną bohaterką jest Barbara Gordon, która w przebraniu Batgirl udaje się na bal kostiumowy. Jednakże przebywają na nim również Harley Quinn i Poison Ivy. Fabuła nie jest specjalnie skomplikowana. Jest to głównie potyczka bohaterka z przestępczyniami z dosyć spodziewanym występem gościnnym. Nie ma tu nic oryginalnego, ale historia jest sprawnie poprowadzona. Za rysunki odpowiada tutaj Mike Parobeck. Widać, że wzoruje się na kresce z serialu animowanego, ale niestety to co się sprawdzało w animacji nie do końca wygląda tak dobrze na nieruchomych kadrach. Pod względem fabuły tom jest całkiem przyjemny i można tu zauważyć początki Harley w formie jaka jest znana obecnie. Niestety to jak Terry Dodson portretuje kobiety w swoich rysunkach z perspektywy czasu wywołuje uśmiech politowania. Przez to ciężko mi polecać ten tom.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 4 lata temu
Amerykańska Liga Sprawiedliwości JLA: Rok pierwszy - Część 1 Brian Augustyn
Amerykańska Liga Sprawiedliwości JLA: Rok pierwszy - Część 1
Brian Augustyn Mark Waid Barry Kitson Gardner Fox Mike Sekowsky Michael Bair Pat Garrahy
Rok pierwszy naszej słynnej Ligii. Zdecydowanie jest klasycznie, jest dużo nawiązań do klasyki z lat 60 oczywiście jak na koniec lat 90 mocno rozwinięto wiele tematów. Zastąpienie Wonder Woman zaskoczyło mnie chyba najbardziej tutaj ponownie nawiązując do klasyki klasyków natomiast nie będę jak zwykle w recenzji zdradzał szczegółów. Powiem tylko, ze po przeczytaniu pierwszego tomu (o czym nie wspomniałem to właśnie pierwszy tom jest tutaj przedmiotem recenzji, a nie całość) rozumiem taki, a nie inny zamysł autorów na współczesniejszą ligę w zmienionej formie co z kolei otworzyło drzwi na możliwość wielu nawiązań do legendarnego JSA. Szanuję. Niemniej komiks w dużej części przegadany. Z jednej strony dobrze. Miał pokazać początki kształtowania kultowej załogi i z tego świetnie się wywiązał. Z drugiej strony jednak mam jakiś osobisty problem do pana Marka Waida. Nie skreślam go jako autora jednak do tej pory miałem przyjemność czytać m.in jego „Dziedzictwo” czyli jedną z genez Supermana, która oceniam jako najgorszą spośród tych które czytałem, a czytałem ich parę. Nie zrozumcie mnie źle. To nie są złe komiksy. Wręcz odwrotnie. Jednak znam lepsze genezy Supsa i być może w przyszłości przeczytam (w moim mniemaniu oczywiście) lepszą genezę Ligii. Przede mną cały drugi tom tak wiec jeszcze wiele może się zmienić.
Blacezard - awatar Blacezard
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Hawkeye: Moje życie to walka Matt Fraction
Hawkeye: Moje życie to walka
Matt Fraction Alan Davis David Aja Javier Pulido
"Jeden z najlepszych i najciekawszych komiksów superbohaterskich w sprzedaży" Takimi słowami reklamuje się ten zeszyt. Czy słusznie? I tak i nie. Nie zwróciłbym w ogóle uwagi na ten komiks, gdyż pierwsze co mnie zniechęcało to niespecjalnie dobry rysunek. A byłaby to spora strata, bo ostatecznie komiks broni się bardzo dobrym scenariuszem. Pierwsza opowieść rysowana przez Davida Aja mnie urzekła. Otrzymujemy opowieść o zwykłym człowieku, który został Avengersem. Sporo ciekawych rozwiązań artystycznych, dobry tekst i odpowiedni klimat tego komiksu przypomniał mi "The Man Without Fear" Franka Millera, choć może to trochę przesada. Rysunek Aja jest znacznie słabszy od kreski Romity Jr., ale ma też swój urok i muszę powiedzieć że nawet pasuje do opowieści. Jest trochę w stylu retro, jakby z lat 50-tych XX wieku albo z gier komputerowych lat 90-tych. Scenariusz komiksu broni jednak takiego rozwiązania i fajnie się to wszystko ze sobą zgrywa i dobrze się czyta. Dużym plusem jest też tekst i ukazanie relacji głównego bohatera z przyjaciółką. Druga część komiksu nie jest już tak dobra jak pierwsza. Rysunek Pulido jest jakby ciut lepszy, ale całość sprawia gorsze wrażenie niż opowieść wcześniejsza. Jako bonus otrzymujemy dodatkowy rozdział "Young Avengers" z rysunkami Alan'a Davisa. To historia, która skręca bardziej w kierunku romansu. Ale jest to bardzo dobrze napisane i byłem pozytywnie zaskoczony. Akt ten wyróżniają także rysunki Daviesa, które są o klasę lepsze od wcześniejszych, co akurat z bardziej romantycznym wydźwiękiem komiksu stwarza bardzo spójne połączenie. Hawkeye pozytywnie mnie zaskoczył i wszedł na listę komiksów, których chętnie podejmę się kontynuacji.
mika_el - awatar mika_el
ocenił na 7 2 lata temu
JLA: Wieża Babel Mark Waid
JLA: Wieża Babel
Mark Waid Devin Grayson Howard Porter Arnie Jorgensen Pablo Raimondi Mark Pajarillo Steve Scott
Superbohaterskie drużynówki od dłuższego czasu nie stanowią głównej atrakcji wydawniczej wielkich komiksowych molochów. Oczywiście nadal znajdują się w ich ofercie, ale nie przyciągają już takiej uwagi, jak około dwadzieścia lat temu. To na przełomie mileniów, w 2000 roku, ukazał się komiks przez wielu okrzyknięty jednym z najlepszych team-upów w historii DC Comics. Mowa o „Wieży Babel”, która na polskim rynku ukazała się już wcześniej, w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC. Teraz powraca, wzbogacona o kilka zeszytów poszerzających obraz wydarzeń. Sprawdźmy, jak prezentuje się w takiej wersji. Amerykańska Liga Sprawiedliwości musi mierzyć się z zagrożeniem, jakiego do tej pory nie spotkała. Ktoś wykorzystuje największe słabości herosów i powoli eliminuje ich z gry. Skąd złoczyńcy znają pięty achillesowe obrońców ludzkości? Dlaczego przypuścili atak akurat teraz? Znalezienie odpowiedzi na te pytania da superbohaterom cień szansy na uratowanie świata. Zanim dojdziemy do dania głównego tego albumu (opowieść tytułowa znajduje się na końcu i stanowi mniej więcej połowę objętości całości), autorzy zaproponowali czytelnikom kilka krótszych, zamkniętych historii, które miały stanowić coś w rodzaju wprowadzenia. Jak wypadły? Cóż, w mojej opinii prezentują się zaledwie przyzwoicie. To po prostu trykociarskie opowiastki, zasadzające się na dość prostych założeniach. Chodzi w nich o to, żeby przybliżyć głównych bohaterów. To akurat wychodzi twórcom całkiem nieźle, jednak prostota ich konstrukcji ewidentnie nie powala. Czy zatem mają tylko zwiększać objętość albumu? Mimo wszystko nie byłbym taki surowy, bo ostatecznie scenarzysta rzuca kilka ciekawych pomysłów, takich jak polowanie na kosmicznego sobowtóra Bruce’a Wayne’a, czy zmianę struktury rzeczywistości za pomocą potężnego artefaktu i wynikające z tego konsekwencje. Pod kątem czystej zabawy te krótkie historie sprawdzają się dobrze i to wystarczający powód, by uzasadnić ich obecność na kartach nowego wydania „Wieży Babel”. Sedno albumu stanowi tytułowa, czterozeszytowa historia, która w wielu miejscach opisywana jest jako jedno z najciekawszych doświadczeń jeśli idzie o trykociarskie drużynówki. Byłbym bardzo ostrożny z werdyktami tego typu, ale trzeba przyznać, że „Wieża Babel” coś w sobie ma. Uwagę zwraca przede wszystkim bardzo interesujące założenie wyjściowe. Waid świetnie pokazuje charakter Batmana i to, że jest on przygotowany absolutnie na wszystko, dopuszcza do siebie każdą możliwość, także taką, że sojusznicy mogą pewnego dnia stać się wrogami. Obecnie nie jest to novum, ale takie potraktowanie drużyny było w 2000 roku czymś naprawdę świeżym i, co istotne, pozwoliło scenarzyście nieco głębiej wejść w relacje panujące między członkami JLA. Psychologia postaci jest mocniej rozwinięta w porównaniu do standardowej naparzanki (vide oblicze „Ligi Sprawiedliwości” z czasów „Odrodzenia”), a to sprawia, że opowieść ma jakąś stawkę. Bo może i konsekwencje tych wydarzeń nie są zbyt znaczące jeśli idzie o ich wpływ na losy świata przedstawionego, ale zasiały ziarno wątpliwości w umysłach bohaterów, którzy muszą skonfrontować się z myślą, że istnieją osoby potrzebujące podparcia zaufania innymi środkami i pewną dozą kontroli, a takie podejście wcale nie musi dezawuować ich szlachetności. Jednocześnie wydarzenia przedstawione w albumie mogą stanowić ostrzeżenie dla Batmana i uzmysłowić mu, jakie mogą być koszty jego paranoi. To ciekawe spojrzenie na sposób działania tej postaci. Ilustracje pracujących przy tym albumie artystów stoją generalnie na przyzwoitym poziomie. Każdy z nas wie, jak prezentują się drużynówki – kadry są efektowne i przedstawiają walkę pomiędzy postaciami. Istotne jest rozrysowanie wszystkiego tak, by uniknąć wrażenia przesytu i chaosu. I wydaje mi się, że rysownicy „Wieży Babel” wywiązali się z tego zadania dobrze. Komiks ogląda się bez oczopląsu i choć żaden kadr raczej nie przykuje niczyjej uwagi na dłużej, to całościowo warstwa wizualna wypada po prostu ok. Czy „Wieża Babel” to faktycznie tak dobry komiks, jak twierdzi wielu fanów? Wydaje mi się, że nie, ale na tle współczesnych superbohaterskich team-upów i tak prezentuje się zaskakująco dobrze. To opowieść oparta na interesujących założeniach, a jej twórcy, choć korzystają ze sprawdzonych w tego typu opowieściach patentów, robią to bardzo sprawnie, dzięki czemu opowieść potrafi utrzymać uwagę czytelnika na przestrzeni praktycznie całego albumu. Nie jest to jednak żadne objawienie, ale (tylko lub aż – zależnie od nastawienia) całkiem dobra rozrywka. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2023/11/jla-amerykanska-liga-sprawiedliwosci.html oraz na łąmach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0Vc3nc2ZPKWkjW66ymm5gd2jTzyYFozespDXiabSxDy23pUKnXgj2JPJzzVDTowNUl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 6 2 lata temu
Batman: Śmierć w rodzinie Walter Simonson
Batman: Śmierć w rodzinie
Walter Simonson Mike Decarlo Alfredo Alcala Jim Aparo Adrienne Roy Jim Starlin Doug Moench Don Newton
Komiks narysowany w specyficznym stylu, nie mówię, że złym, jednym się spodoba innym nie, mi nie do końca. Kolorystyka jest zbyt jaskrawa i krzykliwa, co druga postać ma takie same granatowe włosy, a twarze Bruce'a i Supermana, nie wiedzieć czemu, są identyczne. Poza tym wizerunek Jokera nie podoba mi się w ogóle: nie wygląda złowieszczo i szaleńczo, jak powinien, ale po prostu śmiesznie, jak ryba wyrzucona z wody z tą swoją ciągle otwartą gębą. Komiks pod względem wizualnym po prostu nie pasuje mi do postaci Batmana. Sama historia jednak przedstawia się trochę lepiej, głównie za sprawą tytułowej śmierci i konsekwencji, które z niej wynikną. Może i tylko z tego powodu, bo gdyby Robin nie umarł, byłby to tylko przeciętny komiks. Cała akcja rozgrywa się praktycznie poza Gotham - Bliski Wschód, Etiopia - i tam Batman ugania się za terrorystami i szuka matki Robina. A Batman bez swojego Gotham City dużo traci. Nie czuć tu tego klimatu, zmiana scenerii nie wychodzi na dobre. Na szczęście jednak Robin umiera i ratuje komiks, nadając mu powagi i dramatyzmu i sprawiając, że Batman byłby w stanie przekroczyć swoją nieprzekraczalną granicę. 'Śmierć w Rodzinie' to dość przeciętny komiks, mający jednak mocnego asa w rękawie, więc jego znaczenie jest duże, aczkolwiek wolałbym, żeby to wydarzenie przyobleczono w inną historię.
Johnny_Malini - awatar Johnny_Malini
ocenił na 6 9 lat temu
Daredevil: Geneza Daredevila / Człowiek nieznający strachu Frank Miller
Daredevil: Geneza Daredevila / Człowiek nieznający strachu
Frank Miller Stan Lee John Romita Jr. Bill Everett
Niezależnie czy to oceniając filmy czy książki, nie jest łatwą rzeczą dostać ode mnie ocenę 10. Aby dostać taką notę musi być spełniony jeden ważny warunek. Od momentu obejrzenia dzieła po raz pierwszy musi minąć co najmniej 10 lat. Dopiero gdy dzieło wychodzi zwycięsko z próby czasu i wciąż uchodzi zavświetne, możliwe jest otrzymanie noty najwyższej. Od czasów gdy czytałem Daredevila Franka Millera po raz pierwszy minęło już 27 lat, a komiks ten wielokrotnie pozostawał w mojej głowie jako ten, którego wymieniałem jako najlepszy. Nie czytałem go zbyt często, bo rzeczy najlepsze lubię sobie zostawić na koniec ( tak już mam) lub mówiąc inaczej, dawkować sobie przyjemność. Tym razem przyszła kolej aby sięgnąć po dzieło Millera po raz kolejny w ramach przeglądu zalegajacych na półkach komiksów. Po lekturze Miecza Azraela nie byłem pewien czy kolejne podejście do Daredevila będzie skutkować oceną najwyższą ale lektura komiksu spełniła moje oczekiwania mogę w końcu przyznać jakiemuś komiksowi 10-kę, z czego jestem bardzo zadowolony, bo jakby nie było jest to w dalszym ciągu mój komiks roku 1995. :) O Daredevilu Franka Millera napisano już wiele, więc nie będę się specjalnie powtarzał z peanami pochwalnymi na temat tego komiksu. Napiszę tylko dlaczego ten komiks jest dla mnie wyjątkowy. Po pierwsze to świetnie napisana fabuła w której jest wszystko co najlepsze. Frank Miller przedstawił genezę Daredevila w sposób urzekający. Mamy tutaj honor, smutek, śmierć, zemstę, miłość, rozczarowanie i walkę , a wszystko jest spójne, w odpowiednim tempie i bardzo dobrym tekstem, co trzeba także zaznaczyć. Po drugie: John Romita Jr. Nie jestem jakimś wielkim fanem Romity Jr., ale zatrudnienie tego artysty do tego właśnie komiksu to był strzał w dziesiątkę. Nie wyobrażam sobie żeby ktokolwiek inny mógł narysować tę historię lepiej. Kreska Romity pasuje do tej opowieści wprost idealnie. I nawet TM-Semicowe wydanie tego komiksu na papierze toaletowym nie jest w stanie zepsuć tego wrażenia. Nawet wręcz nadaje temu komiksowi uroku. Trzecim powodem dla którego ten komiks jest wyjątkowy jest to, że zostaje on w pamięci i potrafi wpłynąć na ludzkie zachowania. Lektura tego komiksu wpłynęła w pewien pośredni sposób na to, że postanowiłem zdawać na studia prawnicze, a romans Matta z Elektrą jest czymś co może definiować pojęcie szalonej i toksycznej miłości. Jakby nie patrzeć, komiks ten dzięki fabule i rysunkom zostaje w pamięci. Najlepsze jest jednak to, że nawet teraz, po prawie 30 latach, czytałem ten komiks z zainteresowaniem i podziwem. I wciąż, pomimo tych lat, wzbudził on we mnie emocje. I wciąż uważam, mimo tyle lat na karku, że jest to komiks świetny i że wciąż się nie zestarzał. A to oznacza tylko tyle, że mamy do czynienia z dziełem wyjątkowym. Dlatego podpisuje się pod wszystkimi pozytywnymi opiniami na temat tego zeszytu i jeśli zdarzyło się, że ktoś tego komiksu jeszcze nie czytał, to jest to "must have" . Tym bardziej że wyszła już wersja na dużo lepszym papierze, po którą można sięgnąć. Ja jednak zostanę już że swoją starą wersją, z lekko naderwaną pierwszą stroną i poszarzalymi stronami. Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba.
mika_el - awatar mika_el
ocenił na 10 2 lata temu
Deadpool: Wyzwanie Drakuli Reilly Brown
Deadpool: Wyzwanie Drakuli
Reilly Brown Gerry Duggan Brian Posehn Scott Koblish
Nadszedł w końcu czas aby Deadpool skopał tyłek samemu Księciu Ciemności, słowem - Draculi. W odcinku zatytułowanym "Wyzwanie Draculi", nasz pyskaty (uroczy), arogancki (zabawny) i absolutnie nieobliczalny (tu się zgadzamy) najemnik ma za zadanie odnaleźć i (przelecieć)... WYPIE*****!!!!! (opanuj się, to czytają nieletni :D). Nnngh... jak pisałem, Deadpool dostaje zlecenie odnalezienia trumny narzeczonej Draculi, niejakiej Shiklach, Królowej Nieumarłych. Zadanie z pozoru banalne szybko staje się dość skomplikowane, jednocześnie dostarczając czytelnikom sporej dawki zabawy. Szczególnie, że gościnnie wystąpią takie postacie jak Blade, Frankenstein czy Minotaur szarżujący na różowym skuterze. Komiks zaczyna się od błyskawicznego ratunku pewnej niewiasty, która po ujrzeniu oblicza swego wybawcy, równie szybko się oddala. Wcześniej zaliczając kraksę helikoptera w rzece. Już wtedy czytelnik zaczyna się bezwiednie uśmiechać, gdy widzi Deadpoola wyłaniającego się z wody niczym wielki bohater, z omdlałą (i mokrą).... z nieprzytomną kobietą na rękach (wiem o czym pomyślałeś świntuchu :P). Potem zaś mamy pierwsze starcie z wampirem, który tak naprawdę był tylko posłańcem Draculi (mylić się rzecz ludzka)... Och, zamknij się! W każdym razie Deadpool godzi się przyjąć zlecenie, co szybko staje się pasmem jego problemów z światem wampirów oraz mitycznych potworów. To czego najbardziej brakowało mi w tym komiksie to łamanie czwartej ściany i (OTO JESTEM :D) W komiksie, kurna, w komiksie nie tutaj! (jesteś taki monotonny). Spadaj. W każdym razie w omawianym albumie mimo, że występuje bardzo dużo humoru w postaci tekstów tytułowego bohatera i gagów sytuacyjnych. Na tym polu mamy naprawdę w czym przebierać, gdyż gościnnie występuje sporo znanych postaci, nie tylko z świata komiksu. Zatem nie zabraknie żartów z Hulka podczas pojedynku z Minotaurem albo wyśmiewania organizacji typu Hydra gdy w paradę wmiesza się MODOC na swym latającym krześle. Do tego wątek główny związany z Królową Nieumarłych i Księciem Ciemności jest zrobiony całkiem sensownie. Może nie mamy tutaj do czynienia z szczytem ambicji komiksowych scenarzystów, jednak Gerry Duggan i Brian Posehn postarali się na tyle mocno, ze całość ma ręce i nogi, a do tego czyta się to szybko i przyjemnie. Mamy tutaj wtręty odnośnie wojny w świecie nieumarłych czy kontrolowania przez takie stworzenia umysłów ludzi (frajerzy :P). Ciekawie to wygląda w zestawieniu z kimś kto w praktyce jest tak stuknięty, że sam siebie nie kontroluje i gada z swymi dwoma jaźniami. Choć tym razem ich tutaj zabrakło. Uwagę przykuwa też Shiklach, czyli Królowa Nieumarłych. Po bardzo długim śnie zaczyna poznawać świat XXI wieku oczami człowieka, który jest totalnym wariatem. Do tego nie może umrzeć, co ją wyraźnie pociąga, zaś sama Królowa czasem zachowuje się trochę naiwnie względem nowinek technologicznych czy obyczajów panujących w naszych czasach. Daje to scenarzystom kolejne pole manewru do wrzucania dwuznacznych uwag Deadpoola względem kultury czy naszych codziennych zachowań. Graficznie mamy dobry poziom, udanie kontynuujący to z czym mieliśmy do czynienia w ostatnich albumach. Choć nie ukrywam, że ten odcinek najbardziej przypadł mi na tym polu do gustu. Ciekawie czasem wyśmiano niektóre postacie lub elementy ich ubioru. Najbardziej i tak rozbroił mnie Minotaur oraz sceny dziejące się w Grecji (fajny kraj, tylko imigrantów tam maja za dużo). Jeśli idzie o kolejny tom, jaki zapowiedziano to można oczekiwać sporo (gdyż Deadpool się ŻENI!!!)... do jasnej cholery, pójdziesz wreszcie! (w moim komiksie mogę dawać spoilery). To nie komiks tylko recenzja komiksu (ale mojego)... ech, nie ważne. Tak czy siak następny album zapowiada się bardzo zabawnie, szczególnie jak dobrze przyjrzymy się jego okładce. Finał tego numeru też jest skonstruowany naprawdę ciekawie i nieco inaczej niż to początkowo zakładałem. Szczególnie jeśli idzie o kilka postaci. Zobaczymy zatem jak to dalej się rozwinie, jednak jestem dobrej myśli.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Batman: Zagłada Gotham Mike Mignola
Batman: Zagłada Gotham
Mike Mignola Richard Pace Troy Nixey
Niby Batman… a jednak Mignola nadaje mu swój bardzo charakterystyczny styl. Od pierwszych kadrów widać to, że Batman: Zagłada Gotham będzie historią mroczną, nieco nadnaturalną, prawie jak Hellboy. Mignola uwielbia wszelkie motywy demoniczne i ponadnaturalne. Tu też ich nie mogło zabraknąć. Właściwie fabuła nie różni się też od innych historii tego autora, chociaż jest on tylko jednym z twórców scenariusza. Drugim jest Richard Pace, ale to właśnie Mignola jest wiodący. To po prostu widać. No więc w skrócie fabuła sprowadza się do tego, że jest sobie Cthulopodobny stwór, który chce przejść przez bramę wymiarów i zniszczyć ludzkość. I tylko jedna osoba może temu zapobiec… 🦇 Grzechy Gotham I jak Nietoperza przystało to wszystko dzieje się z Gotham, które jest przeklęte przez grzechy swoich założycieli. A winy ojców przechodzą na synów, więc to właśnie Bruce Wayne ma za zadanie im zadośćuczynić, zamknąć bramę i wygnać stwora. W tym celu jednak musi bardzo wiele poświęcić… Akcja dzieje się w 1928 roku, co fajnie jest podkreślane na rysunkach, np. w technologii, której Batman używa, czy w kostiumach. Wgl cały komiks ma fantastyczny klimat. Mroczny, ale także specyficzny dla lat ‘30. 🦇 Świetna rozrywka Czy mimo podobieństw i znanych motywów podobał mi się Batman: Zagłada Gotham? Zdecydowanie tak. Bo stosunkowo prosta fabuła to jedno, zresztą prosta nie znaczy słaba. Ale to, to co mnie do niego ciągnie, to specyficzny mroczny klimat rysunków i rozwiązań fabularnych Mignoli i spółki. No i ta kreska, która choć stworzona przez Troya Nixeya, to jednak nie chce mi się wierzyć, że Mignola nie dorzucił swoich pięciu groszy. Albo Nixey się motzno Mignolą inspirował. W każdym razie wyszło świetnie. W tym komiksie znajdziemy też ulubione przez Mignolę postacie jak Ra’s Al-Ghul, Iog-Soth, czy rybopodobne demoniczne sługi. Dodatkowo są tu jeszcze dwie króciutkie historyjki – jedna o Batmanie narysowana w czerni, bieli i czerwieni. Druga jest o Demonie Etriganie, o jego początkach. W bardzo charakterystycznej kresce specyficznej dla lat ‘70. Kolorowo i dużo się dzieje. Te dodatkowe materiały są super, zawsze lubię gdy wydawca czymś mnie na koniec zaskoczy. Mignola nie zaskakuje, ale trzyma wysoki poziom. To kawał naprawdę przyjemnej historii.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 1 rok temu
Catwoman: Na tropie Catwoman Rick Burchett
Catwoman: Na tropie Catwoman
Rick Burchett Darwyn Cooke Cameron Stewart Ed Brubaker Lee Loughridge Matt Hollingsworth Mike Allred Brad Rader Giulia Brusco
Catwoman jest jedną z najpopularniejszych postaci bezpośrednio powiązanych z Batmanem. Jednakże doczekała się swojej regularnej serii komiksowej dopiero w 1993 r. Seria ta jest obecnie reliktem swojej epoki, kiedy to kobiety przedstawiano wyidealizowany sposób, a fabuła to głównie niezbyt pomysłowa sensacja. Trochę świeżości do komiksów z tą postacią postanowił wprowadzić Ed Brubaker, późniejszy autor znakomitej serii „Gotham Central”, w 2002 r. komiksem „Wielki Skok Seliny”. Tytuł okazał się na tyle dużym sukcesem, że ten sam scenarzysta zajął się później nową regularną serią z tą bohaterką. To właśnie komiksy o Catwoman ze scenariuszem Eda Brubakera zawiera omawiane wydanie zbiorcze. Tom rozpoczyna wspominany wcześniej „Wielki Skok Seliny”. Tytułowa bohaterka dowiaduje się o pociągowym transporcie pieniędzy należących do gangsterów. Selina zbiera więc zespół i postanawia ukraść gotówkę. Jest to typowa opowieść o skoku. Większą część komiksu zajmują przygotowania do samej akcji, by w finale ją ostatecznie przeprowadzić. Jednakże nie oznacza to, że nie ma tu żadnej intrygi. Na pociąg z pieniędzmi czyhają też inni, a w całą sprawę miesza się prywatny detektyw poszukujący Seliny. Dzięki temu akcja nie jest monotonna, a bohaterowie muszą zmagać z coraz to nowymi problemami. Przy tym też nie ma tu właściwie żadnych elementów typowych dla komiksów bohaterskich, a bohaterka nie zakłada nawet swojego kostiumu, przez co można się czuć jakby oglądało się dobry film sensacyjny. Podobały mi się tutaj drugoplanowe postacie. Najbardziej w pamięć zapada doświadczony złodziej Stark, z którym Selinę zdaje się łączyć szczere uczucie, do którego jednak żadne nie chce się przyznać. Dużą rolę też odgrywa tu detektyw Sam Bradley, który działa według swojego specyficznego kodeksu moralnego i niczym Batman ma relację z bohaterką na zasadzie wróg-sojusznik. Trochę gorzej wypada pewien młody przestępca, który pomaga bohaterom – miałem nadzieję, że bardziej go rozbudują. Za to bardzo poruszającym motywem jest trzecioplanowa postać Chantel, która jest trochę cichym bohaterem tej opowieści. Następna opowieść to tytułowa „Na tropie Catwoman”, która oryginalnie była publikowana w odcinkach łamach serii „Detective Comics” numery 759-762. Akcja rozgrywa się w tym samym czasie co początek „Wielkiego Skoku Seliny”. Głównym bohaterem jest prywatny detektyw Slam Bradley, któremu burmistrz Gotham zleca odnalezienie Seliny Kyle. Ta opowieść to z kolei kryminał noir, gdzie większą rolę odgrywa ponury klimat niż rozwiązanie zagadki. Detektyw musi mierzyć się z różnymi zbirami i w trakcie śledztwa sam zaczyna mieć wątpliwości moralne. Przy tym też sam bohater sięga często po brutalne metody, ale też gotowy jest do poświęceń. Świetna opowieść. Kolejna historia czyli „Coś na ból” to początek regularnej serii „Catwoman”. W East Endzie, dzielnicy Gotham City, dochodzi o serii morderstw na prostytutkach. Policja działa bardzo opieszale, więc Selina Kyle zakłada ponownie kostium Catwoman, żeby odnaleźć mordercę. Opowieść ta to całkiem istotne element ewolucji postaci. W wielu komiksach była ona głównie złodziejką i awanturniczką. Tutaj jednak staję się obrończynią East Endu. Opowiada się po stronie osób nieakceptowanych przez społeczeństwo, którym zarówno policja, jak i inni superbohaterowie nie są zbyt chętni do pomocy. Tutaj już twórcy nie unikają nawiązań do szerszego uniwersum. Powraca tu Holly Robinson, koleżanka głównej bohaterki znana z komiksu „Batman – Rok pierwszy”, a sama Selina korzysta z pomocy doktor Leslie Thompkins. Nawet Batman się tu pojawia się, ale jest on jedynie postacią epizodyczną – dzięki temu nie zabiera głównej bohaterce jej opowieści. Bohaterka może tutaj odegrać rolę detektywa. Posługuje się zarówno sprytem, jak i też brutalną siłą; ale w odróżnieniu od Batmana może też korzystać ze swoich kobiecych atutów. Mam mieszane uczucia co do rozwiązania samej zagadki, bo wolałbym coś bardziej przyziemnego, ale może zostanie to jeszcze później rozwinięte. Za rysunki w tym tomie do tej pory odpowiadał Darwyn Cooke, artysta znany z historii „Batman – Ego” czy „Nowa Granica”. Jego kreska może kojarzyć się z tą znaną z serialu animowanego „Batman – The Animated Series”, gdzie kobiety są zgrabne i drobne, a mężczyźni mocno zbudowani. Jednakże udaje mu się uniknąć nadmiernej seksualizacji wyglądu postaci, co widać chociażby po projekcie nowego kostiumu Catwoman. Odrzucony tu zostaje obcisły fioletowy strój z lat 90., a zamiast tego bohaterka dostaje bardziej praktyczne czarne wdzianko. Niestety czasami odnosiłem wrażenie, że artysta za bardzo się spieszył, bo niektóre kadry wychodzą bardzo niestarannie. Tom zamyka historia „Przebrania”, gdzie to Holly Robinson rusza tropem policjanta działającego w ukryciu. W wyniku tego Selina musi bardziej zainteresować się policją działającą w East Endzie. Będzie musiała przy tym zwrócić się o pomoc do starego przyjaciela. Początek historii opowiadany jest z perspektywy Holly Robinson. Można dzięki temu dokładniej poznać jej charakter, a także przeszłość. Okazuje się ona bardziej wnikliwą obserwatorką rzeczywistości niż Catwoman, ale przy tym jednak ma pewne ograniczenia i zmaga się z własnymi demonami. Opowieść ta porusza znany już z komiksu „Batman – Rok pierwszy” problem skorumpowania policji z Gotham. Podobnie jak Człowiek-Nietoperz we wspominanym komiksie, bohaterka ma tylko paru sojuszników, którzy jej pomogą. W odróżnieniu jednak o Batmana nie boi się grać nieczysto. Tutaj też w drobnych rolach pojawiają się postacie z szerszego uniwersum. Policjant Crispus Allen jest tu miłym smaczkiem. Jednakże prawdziwym szokiem może być ostatnia strona, która zapowiada bardzo sensacyjne wydarzenia w życiu bohaterki. Tutaj już rysują Brad Rader i Cameron Stewart. Ich rysunki wydają mi się bardziej sztywne i mnie pomysłowe niż te Cooke'a. Jednakże udaje im się stworzyć parę efektownych kadrów. Tom zawiera też posłowie Kamila Śmiałkowskiego. Jest to bardzo ogólne omówienie postaci Catwoman w różnych mediach, a także krótko opisani są twórcy. Szkoda, że więcej miejsca nie poświęcono na wcześniejsze przygody bohaterki z lat 90., bo przydałoby się chociażby wyjaśnienie dlaczego jest uważana za zmarłą. Jeśli ktoś kupuje ten komiks tylko dla Batmana, to się zawiedzie. Jeśli jednak poszukuje się dobrego komiksu o Catwoman, gdzie bohaterka nie jest jedynie miłym dla wzroku elementem, to trafił w dziesiątkę. Tom przekonał mnie do tej postaci i z chęcią sięgną po kolejne.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 8 5 lat temu

Cytaty z książki Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Iron Man: Iron Man nadchodzi / Ja i Iron Man