rozwiń zwiń

Hilda i kamienny las

Okładka książki Hilda i kamienny las
Luke Pearson Wydawnictwo: Centrala Cykl: Hilda (tom 5) komiksy
80 str. 1 godz. 20 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Hilda (tom 5)
Tytuł oryginału:
Hilda and the Stone Forest
Data wydania:
2018-09-11
Data 1. wyd. pol.:
2018-09-11
Liczba stron:
80
Czas czytania
1 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363892609
Tłumacz:
Hubert Brychczyński
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Hilda i kamienny las w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Hilda i kamienny las

Średnia ocen
7,8 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
937
818

Na półkach: , ,

Dzieci lubią fajne rzeczy, nic więc dziwnego, że i Hilda zamiast siedzieć w domu i czytać książkę albo pomagać mamie woli wyjść na spacer czy do koleżanki. Tym bardziej że mieszka w tak magicznym miejscu jak Trolberg! Sama pofruwałabym sobie na puchach! Kiedy po kolejnej eskapadzie, pod pretekstem spaceru z Rożkiem, Hilda podejrzanie się tłumaczy, matka postanawia, że cały dzień spędzą razem. Okazuje się jednak, że nie takiego dnia chciałaby dziewczynka, bo o ile piknik był nawet fajny, to jednak wolałaby się spotkać z rówieśnikami, a nie spędzać czas „tylko z mamą”, wręcz za karę. Dochodzi pomiędzy nimi do ostrzejszej wymiany zdań i Hilda musi spędzić dzień w swoim pokoju. Ale z tego pokoju wcale nie trzeba wychodzić przez drzwi czy okno, by zaliczyć ciekawą przygodę! Co jednak będzie, kiedy mama się dowie? Czy zdążą się pogodzić, zanim będzie za późno, by wrócić do domu?

Więcej na: https://www.monime.pl/hilda-i-kamienny-las/

Dzieci lubią fajne rzeczy, nic więc dziwnego, że i Hilda zamiast siedzieć w domu i czytać książkę albo pomagać mamie woli wyjść na spacer czy do koleżanki. Tym bardziej że mieszka w tak magicznym miejscu jak Trolberg! Sama pofruwałabym sobie na puchach! Kiedy po kolejnej eskapadzie, pod pretekstem spaceru z Rożkiem, Hilda podejrzanie się tłumaczy, matka postanawia, że cały...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

81 użytkowników ma tytuł Hilda i kamienny las na półkach głównych
  • 57
  • 24
37 użytkowników ma tytuł Hilda i kamienny las na półkach dodatkowych
  • 9
  • 9
  • 6
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bajka na końcu świata 1. Ostatni ogród Marcin Podolec
Bajka na końcu świata 1. Ostatni ogród
Marcin Podolec
Zabieram Was dzisiaj w podróż do krainy „jutra”, w bliżej nieokresloną przyszłość. To miejsce nie napawa optymizmem... To świat, który został zniszczony w wyniki wielkiego wybuchu. Krajobraz składa się głównie z dymiących kraterów, wymarłych lasów, gruzowisk i ciagnących się aż po smutny horyzont, ogromnych płaci zniszczonej, spalonej i wysuszonej ziemii. Wiktoria wędruje przez tą postapokaliptyczną krainę, a towarzyszy jej psinka o imieniu Bajka. Przemierzają razem zniszczone miasta i zrujnowane lasy. Podązają w kierunku świateł, które co jakiś czas pojawiją się na niebie. Wiktoria jest przekonana, że to znaki dawane przez jej zaginionych rodziców. Z pewnością ich szukają! Nie ma innej możliwości, prawda? Podczas wędrówki czekają na nie przeróżne przygody, które nie zawsze kończą się dla nich szczęśliwie. Padają ofiarami mechanicznego oszusta, dziwnego latającego robota, który wykorzystuje je do własnych celów. Spotykają też przyjazne, pomocne stworzenie - tapira, który wcześniej mieszkał w lokalnym ZOO. Tapir zaprowadza ich do prawdziwej, cudownej, zielonej oazy, czyli do ostatniego ogrodu. Zachowała się tam zieleń, a nawet jest czysta woda! Zdaje się, że to wspaniała kryjówka, miejsce do zamieszkania. Jednak Wiktoria musi odnaleźć rodziców... To pierwszy tom postapokaliptycznej, komiksowej serii dla dzieci, której autorem jest Marcin Podolec. To powieść graficzna, która wzrusza i skłania do przemyśleń, ale także potrafi rozbawić. Po przeczytaniu pierwszej części, mam ochotę od razu sięgnąć po kolejne przygody Wiktorii i Bajki. Moim zdaniem, komiks można czytać już nawet dzieciom w wieku 4/5 lat. Będzie też ciekawą lekturą dla starszych dzieci. Komiks przekazuje uniwersalne wartości i jest zaproszeniem do rozmów o ekologii, sensie ochrony środowiska i zgubnym wpływie człowieka na otaczający nas świat. Mamy tutaj idealny przykład tego, do czego może doprowadzić ludzka bezmyslność, do jakiej ruiny możemy doprowadzić naturę i obrócić wszystko w pył.
MałeKsiążkoweMole - awatar MałeKsiążkoweMole
ocenił na 9 2 lata temu
Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 1 Jim Davis
Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 1
Jim Davis
Chyba każdy z nas się zgodzi, przynajmniej tak ,,do połowy szklanki pełnej”, że to herosi – typowo podręcznikowy, charyzmatyczny typ postaci - stworzeni na amerykańskiej ziemi, przez śmiałych i odważnych twórców, dali nam ,,nerdozie komiksowej”, w organizmie kultury masowej sporo paliwa dla początków współczesnej wizji i formy samego komiksu, jako tych standardowych (ale i nie tylko) sekwencyjnych narracji obrazkowych, i to bez względu na to, jaki gatunek komiks prezentuje, jaką treść przekazuje, do jakiego grona czytelników jest skierowany. Jest wielce prawdopodobnym, i rozsądnym jest to na poważnie przypuszczać, że bez kreacji superbohaterów we wczesnych latach 30-tych i 40-tych XX wieku idea komiksu w ogóle by nie zaistniała do rozmiarów, które osiągają one obecnie. Kto wie, czy ten sławetny komiksowy rodzaj narracji pięknie współistniejący w rysunku i scenariuszU, wciąż nie zapełniałby ,,pasków” na dole codziennych czy tygodniowych wydań gazet lub magazynów pulpowych… gdyby nie idea superbohaterów wlana po raz pierwszy w dziejach całe dziesiątki lat temu w formę komiksowej opowieści. I idę się założyć, że cały wręcz organizm superbohaterskiej myśli popkulturowej, nawet kina i inne media kultury masowej, ,,no nie ma bata, ba!, kiego wała z tym” nie rozwinęłyby skrzydeł, nie uzewnętrzniłyby swych wyjątkowych form w takiej skali, jakiej obecnie popkulturo-maniacy doświadczają, gdyby nie istnienie tego o czym się niniejszym rozchodzi: cholernie ważnego dla pasji milionów ludzi, prowodyra zamkniętych w formie rysowanej opowieści w dymkach, komiksu. To dzięki artystom ,,pióra i ołówka”, którzy poświęcali całą swoją twórczą karierę, wpisaną w ich życia – bo w tej profesji mowy o emeryturze nie ma, gdyż umysł rysownika i scenarzysty jest o tyle specyficzny, że pracuje przez całe życie – przedłożoną nad inne obowiązki, rozrywki, dostawaliśmy przez blisko 100 lat, wciąż dostajemy i dostawać będziemy multum komiksów opisanych we ,,wszech-gatunku” rozrywki. To dzięki tym pracusiom o jakiejś niebywałej mitycznej sile, zamkniętej w ich umysłach i dłoniach trzymających ,,magiczne ołówki i pisaki czy długopisy”, którym nic nie jest straszne w życiu segment medium narracji graficznych stanowi nie tylko stricte przemysł z ogromnymi przychodami rok w rok na całym świecie, ale i samodzielny byt, który w nienazwany wręcz sposób jest w stanie wspierać i rozwijać popkulturę. Komiksowi artyści, a nie zapominajmy również o kolorystach, inkerach, czy ilustratorach okładek oraz tych ,,piśmiennych”, scenarzystach, to summa summarum ludzie z inwencją, z wynalazczością, wszechstronnością, których to aż tak bogatych przymiotów artystycznych wielu kreatorów rozrywki w różnych mediach aż nadto zazdrości. I tak, do oddanych pasjogennie i zawodowo, pracusiów tego przemysłu ale i nie tylko, gdyż wielu z nich realizuje prawdziwe dzieła sztuki należą: Jack Kirby, J. Romita Jr., Carl Barks, czy… nawet ktoś jeszcze i jeszcze i jeszcze, czyli generalnie ktoś kto swoją pracą zmienia moje (ale i nie tylko!) podejście do nietuzinkowego i pełnego oryginalności w cudownie ujęty sposób komiksu, wybijającego się spośród ustandaryzowanych Uniwersów czy stylów rysunku i opowieści. I do tych mistrzów, tak kreujących myśl komiksową idącą w eter popkultury, należy od niedawna, gdy skończyłem czytać jego komiks, którego to tom no.1 niniejszym omawiam i recenzuję: James Robert Davis, moim skromnym zdaniem (i chwała Opatrzności za to, że z jego dziełem się zetknąłem) jeden z najwybitniejszych artystów narracji obrazkowych w dziejach. To Pan Davis właśnie stworzył powołując go, będąc jego rysownikiem, kolorystą i scenarzystą Świat Garfielda, losy specyficznego (a to mało powiedziane) zbyt łasego i leniwego oraz kochanie sympatycznego kocura, opowiadane w zwariowany jak w kalejdoskopie sposób. Bo któż z nas nie zna słynnego pomarańczowego i lubiącego swoją nadwagę Garfielda oraz jego psiego towarzysza i ludzkiego opiekuna, których to historie można było śledzić w paśmie antenowych kreskówek całe lata temu, w tytule ,,Garfield i przyjaciele”. To głównie przez tą animację świat dziecięcej wyobraźni mógł chłonąć to Uniwersum, tą przekomiczną i surowo-oryginalną postać; z czasem pojawiały się późniejsze bajki z tym kotem, filmy pełnometrażowe aktorskie i animowane oraz gry video czy hit kinowy sprzed kilku lat w animacji 3D, który globalnie zarobił spooore miliony. Istnieją tacy fani i mega sympatycy Garfielda, którzy ,,odwewnętrznie” wręcz musieli poznawać go zaczynając od archetypu, od komiksu właśnie, potem idąc w chronologii form treści tego Uniwersum. I tak, osobiście jednak przyszło mi zmierzyć się z tym Światem poprzez ,,kreskówkę”, o której wyżej wspomniałem, potem bywało różnie: raz film, raz inna animacja, raz jakaś gra. Teraz, co dla mnie jest raczej normalne przyszło mi zmierzyć się z tym kocurem poprzez komiks, szczególnie poprzez tom 1 z cyklu ,,Garfield. Tłusty koci trójpak”. Rzecz jasna jego autorem jest nie kto inny, jak tylko Jim Davis, garfieldowe bóstwo i legenda, ktoś kto praktycznie całe swoje życie był i jest Garfieldem, a dzięki takiej pracy jak pilot ,,Trójpaku” (tak, to dopiero początek mojej przygody z tym cyklem! Mimo to zrobił on na mnie i tak niebagatelne wrażenie!), nie dziwię się, że za pracę w poprzednich dekadach uznawany jest za jednego z największych autorów ,,komiksowego słowa” w dziejach. Amerykanin stworzył niebagatelne Uniwersum, co by nie było z rozległą przestrzenią dla humanoidalnego, wybrednego i mocno śmieszkowego ,,kotecka” i jego przyjaciół, których to perypetie, patrząc się na sam tom 1, można nazwać ciekawą emocjonalną przygodą z mistrzowskim stylem sitcomowych gagów w tle. W tych trzech rozdziałach/księgach składających się na pilot serii naszego Garfielda Davis dopracował tak, że jego pulpowaty, milusi, ale i luzacki graficzny look idealnie przekłada dany typ osobowości ludzkiej, cechy charakteru, wyrażane przez tego rodzaju cechy i emocje na dwuwymiarową kartkę papieru, która dzięki jego pracy aż taka płaska nie jest; to samo oprócz kocurka, tyczy się sylwetek Jona, Odiego i innych. Historie, które towarzyszyły mi podczas lektury tomu dały mi dość wyraźny pogląd na to, że w ciele Garfielda żyje ciekawa, ponadprzeciętna dusza, to coś, co może swym zachowaniem rozbawić i czegoś czytelnika nauczyć. Ciało naszego ,,puszka” to tylko ciało – jest w tym przypadku dodatkiem, którego ponad dżylion-fazylionów procent wzmacnia to coś pochodzące z wnętrza, to coś, co potrafi nas radować, wprawiać w zadumę, refleksję i bardzo dobry humor. Lektura pilotowego Garfielda Davisa, to dodatkowe spostrzeżenie: przed jego przeczytaniem zastanawiałem się bowiem, jakie jest jedno z najbardziej nietypowych komiksowych Uniwersów w dziejach, o rozmaitej, luźnej tematyce, gatunkach, w których się je opisuje, także wątkach, postaciach, stylu narracji, rysunku, kładzenia koloru i tuszu? Odpowiedź nie jest aż tak prosta do wyłożenia, nie oczywista, po trochu kontrowersyjna. I tak, z dozą z subiektywnego zacięcia i sztosiku w tym względzie można bez fanowskiej sraczki i zatwardzenia razem wziętych… odpowiedzieć: jest to nie inaczej jak tylko ,,Garfield”. Tak, dobrze czytacie: Garfield przez duże G, przy czym jeszcze kilka lat temu myślałem, że będzie to aż po wsze czasy, co w kwestii komiksu jest dla mnie specyficzne, Wszechświat Ricka i Morty’ego, czyli obrazkowe przygody najbardziej nietuzinkowego dziadka i jego zlęknionego i introwertycznego wnuczka w dziejach kultury masowej, bazujące na produkcji studia "Adult Swim", za którą odpowiadają głównie Dan Harmon i Justin Roiland. No panie koci Garfieldzie, i kto by pomyślał, cholibka, komiks w tej kwestii, hmmm, pomyślmy: iście klasyczny - w tym Uniwersum tego rodzaju medium... kupuje moje gusta w opór! Bo Garfield to Garfield - CV tego kocura jest po prostu... inne. To taki gagatek lubiący pizzę i lasagnię, który w niekonwencjonalny sposób podchodzi do kociego życia – patrz szczególnie wybija się to w drugiej księdze z tomu, zaznaczając to już na cały ,,Trójpak. Jak widać z powyższego wstępu, także omówienia tomu 1-ego ,,Trójpaka” ów komiksowy twór Davisa, według mnie indywidualisty, ot ,,Człowieka Sztuki Komiksu”, to nie tylko stricte komiks, ale i sztuka zabawiania i uczenia ludzi. Niecodzienna fizyczna forma/budowa historii, wręcz nieforemna, bardziej elementarzowa niż komiksowa, sprawia, że Garfield dodatkowo zyskuje w swoim wydźwięku na całości! Ba! Na swej oryginalności i wyjątkowości! Przyszło temu milusińskiemu puszkowi, flegmatycznie kotełkowo podchodzącemu do żyćka.. żyć w masówce popkultury przez cały współczesny i ten starszy rys komiksowy, i to bez żadnej zmarszczki, co samo w sobie jest nie lada wyczynem. Wracając stricte do samych komiksów, i to wszystkich z 3 cykli niniejszego wydania, nie ma tu – a w przyszłych tomach też raczej będzie to samo – czegoś takiego jak ,,stabilna i konkretna fabuła”. Nie, to opowiastki ,,pasków komiksowych”, krótkie w formie pasków, góra linijka, dwie, albo najwyżej jedna strona, będące obrazem tego kim jest Garfield i jak mu się żyje z wszystkim i wszystkimi dookoła. Poznajemy świat z jego perspektywy, on do nas puszcza oko, także nie krzywi się z tego jaki jest, bo jest naturalny. Na całość tomu składa się dziesiątki jak nie setki takowych ,,pasków”, z garfieldowością najlepszego sortu, a każdy z nich to osobna, lekko i sprytnie podkreślona graficznie cząstka tego lasagnio-lubnego kocurka. Rewelacja narracyjno-obrazkowa, i tylko szkoda, że tak późno przeze mnie zaczęta.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 2 miesiące temu
Miecz Ardeńczyka (Wydanie zbiorcze) Étienne Willem
Miecz Ardeńczyka (Wydanie zbiorcze)
Étienne Willem
Dobro zwyciężyło…, ale co dalej z tym zrobić? Po komiks Willema sięgnąłem z myślą, że oto przeczytam ciekawą historię przygodową osadzoną w epoce fantasy-średniowiecza… i częściowo tak było. W ręce wpadło mi najnowsze wydanie tego komiksu i należy podkreślić, że tradycyjnie Egmont wykonał świetną robotę. Komiks wydano w dużym formacie z grubymi i odpornymi okładkami, na kredowym papierze. Doskonale prezentują się na nim kadry i kolory. Strona wizualna jest wręcz najlepszym elementem tego pięknego komiksu. Autor zastosował w nim zabieg antropomorfizacji bohaterów, wcielających się w role społeczne doby średniowiecza. Stąd lew jest królem, szlachetne jelenie szlachtą, obrońca królestwa psem, sprytny zakonnik lisem, dwulicowa bohaterka łasicą a prosty, lecz potężny wojownik niedźwiedziem. Zło reprezentuje oczywiście kozioł (ofiarny), dzikich złoty bizon/żubr a główny bohater to zając/królik. Dalej lecimy pełnym schematem Campbella, kiedy to nasz bohater musi stawić czoła swemu przeznaczeniu, sprzęgniętemu, jak się później dowiadujemy, że swoim pochodzeniem i przepowiednią. Na swej drodze otrzyma on wsparcie dzielnej drużyny podstarzałych bohaterów, w tym dosłownie sowiej inkarnacji Gandalfa. Autor nie ukrywa swych inspiracji, wręcz wali nią nas po głowie żywcem przekopiowując kadry i zachowania sowy zwanej Magisem z filmowej ekranizacji Władcy Pierścieni. Pozostali bohaterowie stanowią zaś mieszankę pozostałych postaci z LOTRa. Symptomatyczny jest dla mnie sam początek „Miecza Ardeńczyka”. Jest to mój drugi frankofoński komiks jaki przeczytałem w ciągu ostatniego kwartału. Pierwszym było „Z bursztynu i ognia” i ku mojemu zdziwieniu oba zaczynają się w ten sam sposób: od ludobójstwa wsi głównego bohatera połączonego z jej spaleniem, co stanowi punkt przełomowy – bodziec startowy bohatera. Przyznam, że jest to dla mnie dosyć dziwne zrządzenie, choć kto wie. Może aktualnie taka moda na origin story bohatera panuje w świecie europejskiego komiksu? W sumie spalenie domu i śmierć sąsiadów są silnym motorem działań i dosłownie tak obecnie cenionym wyjściem poza strefę własnego komfortu. Tym razem dzielny królik Garen, przyuczony przez tytułowego pas – Ardeńczyka, otrzymuje questa od sowo-Gandalfa i rusza z zadaniem najpierw ostrzeżenia króla, a następnie pokonania zła. A taką przynajmniej rolę przygotowano mu w tej całej maskaradzie. Główny, finałowy plottwist zostaje zresztą zdradzony samym opisie z tylnej okładki. Dzielni bohaterowie poprzedniego wielkiego starcia ze złem, po odniesieniu sukcesu się zestarzeli, doszło do dekompozycji obozu władzy, a mimo pokonania ultymatywnego zła… problemy nie znikły. Wręcz odwrotnie, jest ich całe mnóstwo, władcy nie dają sobie rady, panuje kryzys gospodarczy, idzie zima, pieniędzy brak, nawet masowa propaganda jakiej poddano społeczeństwo trzech krain po zwycięskiej wojnie zawiodła. W dodatku wszyscy się postarzeli, czują presję czasu i trzeba coś uczynić zanim wszyscy zapomną o swoich bohaterach na tle ponurej rzeczywistości a kryzys gospodarczy doprowadzi do upadku systemu. W głowie monarchy i zakonu rodzi się więc nowy sprytny plan, godny Radowida Szalonego z Wiedźmina, jak to wszystko ogarnąć. By plan się powiódł trzeba wymyślić proroctwo i posłużyć się zdurniałym ze starości Magisem i pozbawionym pana głównym pomagierem złola. Obu po zużyciu w dogodnym momencie się zlikwiduje. By zwycięstwo nabrało mocy potrzebny jest już tylko bohater, młody, dzielny i niewinny Garen, upadek stolicy oraz wielka zwycięska bitwa. Przy okazji można upiec jeszcze kilka pieczeni jak np. pozbyć się bogatej kupieckiej opozycji, znienawidzonego kościelnego despoty oraz wrogów politycznych. A co na to bohater? Czy moralność jest coś warta wobec obiektywnego dobra? Wszystko to wydaje się niewielką ceną za chwałę, pokój, zjednoczenie i dobrobyt, nieprawdaż? I ostateczne zwycięstwo tych dobrych. A taki przynajmniej jest finał tego komiksu, zaczynającego się od pytania – Dobro zwyciężyło i co dalej z tym zrobić? Ogólna ocena 6.5 na 10.
Kurt13Cidaris - awatar Kurt13Cidaris
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Pułapka czasu. Powieść graficzna Madeleine L'Engle
Pułapka czasu. Powieść graficzna
Madeleine L'Engle
Ojciec Meg Murrey oraz jej młodszego brata Charlesa zaginął bez wieści podczas tajnej misji rządowej. Kiedy w jej domu w pewną ciemną i burzliwą noc pojawia się dziwna staruszka, Meg nie ma pojęcia, że jest to początek wielkiej przygody oraz walki przeciw mrocznym siłom. Dziewczyna razem z Charlesem oraz ich przyjacielem Calvinem O'Keffe wyrusza, aby odnaleźć zaginionego ojca i uratować świat. „Pułapka czasu” to bardzo dobrze znana amerykańska powieść dla dzieci, którą Madeleine L'Engle zadebiutowała w 1962 roku. Rok później autorka otrzymała za nią medal Johna Newbery'ego, czyli kultową literacką nagrodę przyznawaną za książki dla dzieci. W Polsce po raz pierwszy książka ukazała się w 1998 roku pod tytułem „Fałdka czasu”. W ostatnim czasie znowu zaczęło być głośno o tej książce za sprawą filmu, który miał premierę w tym roku. Nie czytałam książki ani nie oglądałam filmu, a chciałam zapoznać się z tą historią i właśnie dlatego sięgnęłam po powieść graficzną. „Pułapka czasu” to ciekawa i bardzo przyjemna powieść graficzna. Historia może nie jest już tak odkrywcza, jak była ponad pięćdziesiąt lat temu, ale przez tak długi czas fantastyka dziecięca i młodzieżowa poszła bardzo do przodu. Niektóre motywy zostały wykorzystane już tak wiele razy, że  po prostu stały się schematyczne. W tej powieści główne skrzypce gra Meg, która nie radzi sobie za dobrze w szkole, jest nielubiana, rówieśnicy uważają, że jest brzydka i nie zadają się z nią. Dziewczynie brak pewności siebie i choć jest w gruncie rzeczy bardzo inteligentna, to nie potrafi uwierzyć w swoje możliwości. Oczywiście z czasem się to zmienia i pod wpływem przygód, które przeżywa, Meg zaczyna całkiem inaczej na siebie patrzeć. Dziewczynie towarzyszy jej młodszy brat Charles, który ma zaledwie kilka lat, ale jest nad wiek rozwinięty i czasami zachowuje się jak dorosły, co zazwyczaj wypada dość zabawnie. Jest jeszcze Calvin, który ma problemy rodzinne, ale od Meg i Charlesa otrzymuje wsparcie i przyjaźń. Razem wyruszają w bardzo daleką podróż, spotykają dziwne stworzenia i muszą stawić czoła złu.  Adaptacją książkowej wersji na powieść graficzną zajęła się Hope Larson – amerykańska ilustratorka, zajmująca się przede wszystkim tworzeniem komiksów. Jej ilustracje są dość proste, w iście kreskówkowym stylu, jednak według mnie bardzo dobrze oddają klimat całej historii. Nie są kolorowe, ale również nie są tylko czarno-białe, gdyż zostały wzbogacone o jasnoniebieskie cieniowanie. Warto wspomnieć także o jakości wydania tej powieści graficznej. Została ona wydana w miękkiej oprawie i choć zazwyczaj preferuję twarde okładki, to w tym wypadku nie mam powodów do narzekań. Powieść liczy sobie prawie czterysta stron, więc miękka okładka według mnie poprawia komfort czytania. Kartki nie są śliskie, co uważam za wielki plus, bo nie przepadam za śliskim papierem. Cena okładkowa również jest według mnie bardzo przystępna, gdyż czterdzieści złotych za tak wydaną powieść graficzną to moim zdaniem naprawdę niewiele.  „Pułapka czasu” to ciekawa historia, ale skierowana głównie do młodszych czytelników. Dobrze się przy niej bawiłam, jednak gdybym zapoznała się z tą historią, gdy byłam dzieckiem, na pewno bardziej by mi się ona spodobała. Nie mam raczej zamiaru sięgać po powieściowy pierwowzór, ponieważ, to co otrzymałam na kartach powieści graficznej, w zupełności mi wystarczy.  http://someculturewithme.blogspot.com/2018/08/fadka-czasu.html
illyrian - awatar illyrian
ocenił na 7 7 lat temu
Gnat #4: Rose Charles Vess
Gnat #4: Rose
Charles Vess Jeff Smith
Komiks „Gnat” jest już cenioną klasyką łączącą w sobie dużą dawkę humoru z opowieścią fantasy. W historii często nawiązywano do wcześniejszych wydarzeń, który wydawały się bardzo interesujące jako element rozbudowujący świat przedstawiony. Twórca oryginału postanowił więc stworzyć osobną historię o wydarzeniach sprzed głównej serii, która w Polsce wyszła jako tom czwarty serii. Akcja dzieje się kilkadziesiąt lat przez początkiem pierwszego tomu serii. Główną bohaterką jest księżniczka Rose, która razem ze swoją siostrą Brienne ma przejść próbę w Jaskini Starcia, która zdecyduje, która z nich zostanie królową. W międzyczasie pojawiają się niepokojące znaki, że dawne zło powraca. Jest to historia w zupełnie innym klimacie niż trzy pierwsze tomy „Gnata”. Nie ma tutaj tak charakterystycznego dla poprzednich odsłon humoru, a zamiast tego czytelnik dostaje typową opowieść fantasy. Umiejętnie wykorzystane są tu sprawdzone klisze, które niczym nie zaskakują. Jedna z bohaterek musi tu podejmować kolejne trudne decyzje, które mają podkreślić jej rolę wybrańca, który pomimo niepozornej postury jest bardziej sprawny od doświadczonych wojowników. Jednakże mimo to czasami robi się naprawdę dramatycznie, szczególnie w finale, który poza naprawdę epicką walką może też wzruszyć Niestety wbrew temu czego się spodziewałem nie jest to zapis wszystkich epickich zdarzeń jedynie napomkniętych w poprzednich tomach. Jest to zaledwie urywek historii, który usiłuje trochę wyjaśnić w jakich okolicznościach pomiędzy pewnymi osobami wytworzyły się dosyć specyficzne relacje. Nie jest to nic, co zmieniłoby spojrzenie na dane postacie, bo ich motywacje były dość łatwe do przewidzenia. Z jednej strony to dobrze, bo dzięki temu bohaterowie zachowują się bardzo wiarygodnie, a z drugiej chciałbym być czymś zaskoczonym. Oczywiście nie można nie wspomnieć o pierwszych stronach, które w iście mitologiczny sposób opisują początki świata i rolę smoków w tym wszystkim. Szkoda, że reszta tomu nie jest taka. Rysunki Charles Vessa są moim zdaniem dosyć nierówne. Świetnie wychodzą mu różne fantastyczne stwory i baśniowe krajobrazy, które dzięki wykorzystaniu pastelowych kolorów robią wrażenie dawnych historii opowiadanych do ogniska. Niestety twarze poszczególnych postaci wyglądają bardzo nienaturalnie i czasami ciężko na nie patrzeć. Tom nie spełnił wszystkich moich oczekiwań. Miło było zobaczyć młodsze wersje postaci znanych z trzech pierwszych tomów, ale osobiście czułem się jakbym dostał jedynie fragment większej historii. Jest to całkiem przyjemne czytadło, ale moim zdaniem słabsze niż główna seria.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 7 5 lat temu
Rufus. Wilk w owczej skórze. Tom 1 Bartosz Sztybor
Rufus. Wilk w owczej skórze. Tom 1
Bartosz Sztybor Agnieszka Świętek
Poznajemy parę owiec, która chce adoptować dziecko. Odwiedzają sierociniec w którym mieszka Rufus. Rufus jest wilkiem, ale nie do końca wie, co to znaczy. Widzi, że inne zwierzęta się go boją i nikt nie chce go przygarnąć. Owce po chwilowym wahaniu, podejmują się wychowania chłopca. Wilczek trafia do nowej szkoły, nowe środowisko generuje pewne problemy... Komiks wydaje się prostą opowieść o adopcji i akceptacji. Ale z każdą stroną widzimy, że mamy tu głębszą historię. Autorzy poruszają temat stereotypów, tolerancji, akceptacji, miłości, poszukiwania przyjaciół i swego miejsca w świecie. Może być wyjściem do rozmów o strachu, przemocy, ale także o pokonywaniu swych lęków. Bartosz Sztybor i Agnieszka Świętek umieścili akcję komiksu w świecie zwierząt. I to było świetne posunięcie (Świętek już to zrobiła w Obiecankach). Prosto, jakby z automatu sami przypisujemy bohaterom ich zwierzęce zachowania - delikatne, naiwne owce; zły wilk itp. Dajemy się złapać na stereotypowe myślenie. Ale z każdą stroną, ba z każdym okienkiem zmieniamy zdanie. Nic nie jest oczywiste. Wszystko w co wierzymy, zostaje poddane weryfikacji, gdyż zwierzęta nie wpisują się w swoje cechy gatunkowe. Dodam na koniec, że komiks ma wielobarwną, żywą i radosną szatę graficzną która ucieszy czytelnicze oczy i serca. Publikacja została nagrodzona w III edycji konkursu im. Janusza Christy.
Apo - awatar Apo
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Hilda i kamienny las

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Hilda i kamienny las