Gdańsk wojenny i powojenny

Okładka książki Gdańsk wojenny i powojenny
Marek Wąs Wydawnictwo: Bellona historia
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2016-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-01
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311141032
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gdańsk wojenny i powojenny w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Gdańsk wojenny i powojenny

Średnia ocen
6,8 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1154
491

Na półkach: ,

Książka jest bardzo dobrze napisana, nie męczy, nie nudzi, choć zgodzę się, że Pani od korekty nie wyłapała prostych błędów, a redaktor przepuścił liczne powtórzenia, których szczególnie dużo jest pod koniec tekstu... Szkoda, bo trochę całość na tym traci. Niemniej jednak książka wg mnie jest idealna dla osób zainteresowanych historią Gdańska w okresie przed II wojną światową, poprzez czasy wojenne i powojenne. Naprawdę warto sięgnąć po tę książkę.

Książka jest bardzo dobrze napisana, nie męczy, nie nudzi, choć zgodzę się, że Pani od korekty nie wyłapała prostych błędów, a redaktor przepuścił liczne powtórzenia, których szczególnie dużo jest pod koniec tekstu... Szkoda, bo trochę całość na tym traci. Niemniej jednak książka wg mnie jest idealna dla osób zainteresowanych historią Gdańska w okresie przed II wojną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

47 użytkowników ma tytuł Gdańsk wojenny i powojenny na półkach głównych
  • 24
  • 21
  • 2
14 użytkowników ma tytuł Gdańsk wojenny i powojenny na półkach dodatkowych
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Gdańsk wojenny i powojenny

Inne książki autora

Okładka książki Armia Radziecka z tobą od dziecka Jacek Hołub, Józef Krzyk, Artur Łukasiewicz, Beata Maciejewska, Mirosław Maciorowski, Piotr Nehring, Piotr Osęka, Magda Podsiadły, Marek Wąs, Adam Zadworny
Ocena 5,5
Armia Radziecka z tobą od dziecka Jacek Hołub, Józef Krzyk, Artur Łukasiewicz, Beata Maciejewska, Mirosław Maciorowski, Piotr Nehring, Piotr Osęka, Magda Podsiadły, Marek Wąs, Adam Zadworny

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940–1944) i sposoby ich realizacji Andrzej Leon Sowa
Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940–1944) i sposoby ich realizacji
Andrzej Leon Sowa
Znakomite podsumowanie jak doszło do tragedii wielkiego miasta. Autor tej książki koncentruje się przede wszystkim na analizie jak doszło do decyzji o wybuchu powstania w Warszawie, to stanowi jakieś 80% jego wywodów (co jest zresztą zgodne z tytułem). Nie jest to zatem kolejna monografia o przebiegu powstania (w której analiza przyczyn zajmuje maksymalnie 20% objętości), a właśnie książka o analizie złożonych splotów przyczyn które zaowocowały godziną „W”. I niestety nie jest to przyjemna lektura, patos i wielkie poświęcenie graniczy z groteską i wręcz brakiem wyobraźni. Szokuje brak rozumienia reali drugiej wojny światowej, przez długi czas trzymanie się kurczowej myśli o wyzwoleniu z zachodu a potem brak koncepcji jak do sowietów się ustawiać. Przy czym nie mówię że w sytuacji 1945 r. była jakakolwiek dobra strategia, ale poraża zaprzeczanie świadomości faktu, nieomal do ostatniej chwili, że to właśnie Sowieci tu wejdą. Autor rzuca też trochę nowego światła na rolę „Bora” Komorowskiego na samą decyzję o wybuchu powstania jak i później na sam przebieg działań. Dochodzi brak koordynacji z ośrodkami Rządu na Emigracji w Londynie, który też nie był bez winy, podsycając złudne dla Warszawy nadzieje na jakiekolwiek kroki. Samo powstanie opisane krótko, bardziej w kontekście działań politycznych jakie podejmowano by je wesprzeć, acz z brutalnym opisem bezsiły powstańców, którzy rzeczywiście z Visem szli na czołgi. Wiele tez jest jednak rozbrajających wiele mitów o powstaniu, na przykład, e gdyby nei byłoby decyzji, powstanie i tak by wybuchło. Fakt, że na pierwszej mobilizacji z końcem lipca stawiało się ponad 75% zaprzysiężonych, a po zobaczeniu jaką bronią przyjdzie walczyć (a raczej jej braku) na drugą tą właściwą stawiło się już raptem 50%. Po tym wszystkim zadziwia, że powstanie w ogóle tak długo trwało. Była to oczywiście słabość Niemców, ale i naprawdę szaleńczy opór szeregowych żołnierzy podziemia, największych bohaterów tego dramatu. Na minus dodałbym stosunkowo słabo zarysowany stosunek ludności cywilnej Warszawy, największej ofiary tego zrywu, wystawionej na całą moc brutalnej niemieckiej siły.
Petroniusz - awatar Petroniusz
ocenił na 10 2 lata temu
1956. Rok rewolty Simon Hall
1956. Rok rewolty
Simon Hall
Świetna książka. Historia najnowsza, czyli ta po II wojnie światowej intryguje mnie w największym stopniu z tego powodu że ciekaw jestem jak z perspektywy czasu będzie można ocenić kluczowe zjawiska i wydarzenia które zmieniały świat którego wielu z nas było/jest świadkami. By taką analizę dostać potrzeba nie tylko opisu danych faktów, ale głębszych analiz, warsztatu historyka, dorobku historiografii. Może dlatego tak mało tego typu prac na rynku, w końcu mówimy o nieodległej historii, a na to potrzeba czasu. Tym cenniejsza ta książka. Dostajemy świetną panoramę epoki lat 50-tych, w Polsce kojarzoną przede wszystkim z odwilżą po okresie stalinizmu czyli strajkiem w Poznaniu i Gomułką u władzy, dla niektórych może jeszcze być znane powstanie węgierskie, ciągle jednak to blok wschodni. O procesie dekolonizacji, walki z rasizmem w USA i RPA, czy o kontrowersjach wokół Rock and Roll'a nie mamy w naszym kraju szansy poczytać w literaturze. Szczególnie mnie zainteresował konflikt algierski. Świat lat 50-tych tej książki wydaje się dużo ciekawszy niż czarno biała wizja starcia dobrych (Amerykanów) z tymi złymi (Sowieci). Jest to także książka dobrze napisana, trzymająca w napięciu. 10 gwiazdek nie dałem np. dlatego bo związku z okresem o jakim mowa, spokojnie można było wrzucić sporą galerię fotek z epoki. Znalazły się też wpadki, typu Katyń w wykonaniu Armii Czerwonej. Zastanawia mnie czy nie powinien autor wspomnieć o integracji europejskiej skoro już rok później doszło do historycznego zdarzenia jakim były traktaty rzymskie.
Hubert - awatar Hubert
ocenił na 9 6 lat temu
Stalin i naukowcy. Historia tryumfu i tragedii, 1905 – 1953 Simon Ings
Stalin i naukowcy. Historia tryumfu i tragedii, 1905 – 1953
Simon Ings
Tytuł tej książki był dla mnie nieco mylący. Czego się spodziewałam po tytule? Że będzie to lektura poświęcona nauce w czasach stalinizmu, czyli skupimy się pewnie na fizyce i tworzeniu bomby atomowej. A o czym faktycznie jest "Stalin i naukowcy"? O zmianach polityczno-gospodarczych głównie w pierwszej połowie XX wieku i jak na tle tych zmian odnajdywali się najbardziej znani radzieccy naukowcy. I gdy mówię o pierwszej połowie XX wieku, to mam na myśli też upadek caratu i czasy Lenina, postać Stalina w ogóle się nie pojawia przez dość długą część lektury. Lektury, która swoją drogą kończy się już po Chruszczowie... ;) A fizyka i tematyka broni jądrowej, choć przewija się od czasu do czasu, to wcale nie jest tą najważniejszą w książce. Zatem dostałam lekturę, która mocno odbiegała od moich oczekiwań - i mimo wszystko nie byłam zawiedziona. Bo to naprawdę ciekawa i dobrze napisana książka, po prostu z nietrafionym tytułem ;). Jeśli chodzi o nauki, najwięcej uwagi poświęcono tu genetyce - głównie pod kątem roślinności a nie genetyki ludzkiej. Rosja radziecka nie interesowała się faszystowską eugeniką, dążyła raczej do zmiany czegoś w znanych nam roślinach, by w końcu pozbyć się problemu nawracających klęsk głodu w państwie. W kraju nie brakowało mądrych naukowców, niestety, rozwój nauki wymagałby współpracy z tym "zgniłym Zachodem", a na to państwo totalitarne nie mogło sobie pozwolić. Tu faktycznie wybijał się Stalin ze swoimi paranojami i chorymi pomysłami, przeprowadzanymi czystkami i negowaniem odkryć zachodniej nauki. Choć niektóre nazwiska radzieckich naukowców były mi znane - Pawłow, Czerenkow, Landau - to nie miałam pojęcia, w jak wariackich warunkach przyszło im pracować... A Ings opisywał ich przygody i doświadczenia bardzo barwnym językiem, książkę czasem czytało się jak powieść przygodową. Zresztą autor sam podkreślał, że nie jest naukowcem - dzięki temu zamiast mnóstwa szczegółowych analiz naukowych, mamy tu sporo fascynujących historii. I do tego jeszcze przystępnie podaną historię Rosji z pierwszej połowy XX wieku w pigułce ;). Sięgając po "Stalina i naukowców", dostałam coś innego, niż się spodziewałam, ale to, co otrzymałam, bardzo przypadło mi do gustu. Polecam tę lekturę :).
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 7 4 lata temu
Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów Pieter M. Judson
Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów
Pieter M. Judson
Szkoda, że nie zapoznałam się z komentarzami dotyczącymi tej książki przed jej lekturą, bo może zabrałabym się wtedy za czytanie z innym podejściem. Po "Imperium Habsburgów" Judsona spodziewałam się historii wojenno-politycznej na przestrzeni wieków, dlatego początkowo dość negatywnie zaskoczyło mnie to, co dostałam. Autor zaczyna swoją opowieść dopiero w wieku XVIII i prowadzi czytelników przez reformy Marii Teresy i jej następców, kształtowanie się nacjonalizmów w krajach wchodzących w skład imperium, aż po I wojnę światową i upadek cesarstwa. Wojny, powstania, wielkie wydarzenia wstrząsające nie tylko imperium, ale i całą Europą, są wspomniane o tyle, o ile miały wpływ na jakąś zmianę przepisów, ale stanowią właściwie nieomówione tło. Tego mi tu bardzo brakowało, tak samo jak historii nieco dawniejszej, bo liczyłam, że książka Judsona pomoże mi uzupełnić informacje ogólne o tytułowym imperium Habsburgów. Z drugiej jednak strony nie mogę zaprzeczyć, że jak już zaakceptowałam tematy, na których skupia się autor, to czytało mi się tę książkę zaskakująco dobrze. O ile tematyka podatkowa czy ustrojowa nieszczególnie mnie zaciekawiły, to już historia kształtowania się niezależnych narodów, z jednej strony będących częścią imperium, z drugiej starających się od niego odróżnić... no, było to bardzo ciekawe :). Wiele ciekawostek było dla mnie nowością i nie wszystko okazało się tak "oczywiste", jak można by sądzić, patrząc z perspektywy czasów obecnych. Kraje, które zarzucały Wiedniowi niewystarczające szanowanie innych kultur i języków, nieraz dużo gorzej traktowały inne mniejszości, gdy uzyskały niezależność i nie dziwi, że po latach wielu tęskniło za czasami Franciszka Józefa... Patrząc całościowo, "Imperium Habsburgów" to dobra i ciekawa książka, skupiająca się jednak tylko na wybranym momencie historii i na konkretnych aspektach tego imperium, co może mijać się z oczekiwaniami wielu czytelników.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 6 10 miesięcy temu
Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie Timothy Snyder
Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie
Timothy Snyder
Moja opinia jest taka, że Snyder trafia w samo sedno, bo nie opisuje historii jako zamkniętego rozdziału, lecz jako mechanizm, który może uruchomić się ponownie w innych warunkach. Jeśli prawo przestaje działać, a państwo się rozpada, człowiek bardzo szybko traci ochronę, którą daje porządek instytucjonalny. W takiej sytuacji nie liczy się już obywatelstwo, prawa czy odpowiedzialność władzy — liczy się tylko siła i przynależność. To moment, w którym ludzie przestają być podmiotami, a stają się problemem do rozwiązania. Wtedy pojawia się najniebezpieczniejszy skrót myślowy: proste wyjaśnienia biologiczne i etniczne. Zamiast złożonych przyczyn kryzysu winę przypisuje się „innym” — bo to łatwe, szybkie i politycznie skuteczne. Snyder pokazuje, że właśnie w takim klimacie rodzą się zbrodnie masowe: nie z chaosu emocji, lecz z chaosu państwowego. Dlatego historia — jak pisze — nie wraca w tej samej formie. Ona zmienia kostium. Dziś nie musi to być ideologia z XX wieku, wystarczą: rozpad instytucji, delegitymizacja prawa, i narracja, która dzieli ludzi na „biologicznie lepszych” i „gorszych”. To ostrzeżenie jest aktualne, bo pokazuje, że cywilizacja nie upada nagle. Upada etapami — najpierw znika prawo, potem państwo, a na końcu człowiek. I właśnie dlatego „Czarna ziemia” nie jest książką o przeszłości, tylko o tym, co może się wydarzyć, jeśli przestaniemy traktować państwo i prawo jako fundament, a nie przeszkodę.
Tomasz Weśniuk - awatar Tomasz Weśniuk
ocenił na 8 2 miesiące temu
Pokonani. Dlaczego pierwsza wojna światowa się nie zakończyła (1917–1923) Robert Gerwarth
Pokonani. Dlaczego pierwsza wojna światowa się nie zakończyła (1917–1923)
Robert Gerwarth
Świetna rzecz (i to z przeceny!). Irlandzki naukowiec w sposób interesujący, zwięzły ale nie banalny przedstawił mi to co działo się w Europie w latach tuż przed końcem I WŚ i kilka lat po tym wydarzeniu. A działo się! Ja jestem przyzwyczajony, że patrzymy na to z polskiego punktu widzenia a to powoduje znaczne zawężenie spojrzenia. Na dobrą sprawę jeśli się patrzy tylko z wewnątrz Polski to nie można zrozumieć jak w ogóle mogło dojść do odzyskania niepodległości i do jej obronienia. A tu profesor z Irlandii pokazuje sprawę zupełnie z zewnątrz, czyli z perspektywy tego co się działo w krajach, które tę wojnę przegrały. Przegrały albo oficjalnie, de iure albo przegrały ją de facto. Zaliczyć do nich trzeba Rosję, która została zmuszona do podpisania pokoju na warunkach Niemiec, potem Niemcy, które załamały się gospodarczo i uległy wewnętrznej rewolucji, a raczej wielu rewolucjom. Oczywiście Austro-Węgry, które rozpadły się jeszcze przed zawieszeniem broni, ale ich następcy, czyli zarówno Austria jak i Węgry (szczególnie one) poniosły jeszcze większe klęski. Turcja, o której my w ogóle nie pamiętamy, Bułgaria - co dla mnie już w ogóle było niespodzianką). Ale także Włochy, które należąc do zwycięskich aliantów same uznały się za przegranego. Bardzo inne spojrzenie, bardzo otwierające głowę. Łatwo się czyta i wbrew zewnętrznym wymiarom jest dość krótkie bo jedną trzecią książki zajmują przypisy i wykaz literatury, co podnosi jej jakość i wiarygodność faktograficzną ale dla zwykłego czytelnika jest do pominięcie.
Zbigniew_Malinowski - awatar Zbigniew_Malinowski
ocenił na 7 6 lat temu
Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku Michał Przeperski
Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku
Michał Przeperski
Przed przystąpieniem do lektury książki, warto zadać sobie pytanie: co sami wiemy o naszych południowych sąsiadach? Dla wielu z nas pierwsze skojarzenia o „Pepikach” będą dotyczyć „Krecika”, dobrego piwa, śmiesznie dla nas brzmiącego języka czy pięknej Pragi. Inni, interesujący się historią czy literaturą wskażą jeszcze na Jana Husa, Tomasza Masaryka, operację „Dunaj” czy Bohumila Hrabala. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo pozornej bliskości i wspólnej historii, sięgającej czasów średniowiecza, Polacy i Czesi w gruncie rzeczy znają się słabo. Stereotypy wciąż zasłaniają prawdziwy obraz dziejów naszych narodów na przestrzeni ostatnich dziesięciu wieków. Narracja „Nieznośnego ciężaru braterstwa” rozpoczyna się od zarysowania historii relacji polsko-czeskich od czasów średniowiecza aż do początku XX wieku. Wychodząc od legendy o Lechu, Czechu i Rusie, autor prowadzi czytelnika przez kolejne stulecia wzajemnych stosunków, w których braterstwo ustępowało miejsca konfliktom i krwawej rywalizacji. Jak pisze sam autor „na palcach jednej ręki można policzyć momenty dziejowe, w których Polacy i Czesi jednoczyli się dla osiągnięcia wspólnych celów”. Zaszłości historyczne oraz wzajemna nieufność przyczyniły się do tego, że obydwa narody wkraczały w XX wiek z odrębnymi wizjami swojej przyszłości. Nie było w nich zbyt wiele miejsca dla drugiej strony. Główna treść książki Michała Przeperskiego to historia trzech konfliktów, rzutujących na wzajemne relacje obu narodów w XX wieku. Pierwszym z nich był spór o Śląsk Cieszyński z lat 1918-1920, zakończony decyzją Ententy o przyznaniu większości tych ziem Czechosłowacji. Ten konflikt przyczynił się – jak pisał Ignacy Paderewski – do „wykopania pomiędzy dwoma narodami przepaści, której nic wypełnić nie zdoła”. Dla obu narodów pogranicze na Śląsku Cieszyńskim pozostało zadrą, która sprawiła, że okresie dwudziestolecia międzywojennego „w każdej kluczowej sprawie, w której interesy Pragi i Warszawy były podobne, obie stolice wybierały przeciwstawne rozwiązania”. Do drugiego sporu doszło jesienią 1938 roku. Wtedy to Polska, wykorzystując sytuację w jakiej znalazła się Czechosłowacja po układzie w Monachium, wystosowała do Pragi ultimatum w sprawie zwrotu Zaolzia, czyli czeskiej części Śląska Cieszyńskiego, zamieszkałej przez liczną ludność polską. Dla Polaków był to swego rodzaju rewanż za wydarzenia sprzed 20 lat, dla Czechów natomiast faktyczny rozbiór ich kraju. Wzajemne relacje raz jeszcze się zaogniły. Oba narody potrafiły zjednoczyć się dopiero w początkach 1939 roku, „gdy obie strony poczuły się zagrożone przez potężnego zachodniego sąsiada. Było jednak za późno, aby zapobiec kolejnym tragicznym wydarzeniom”. Współpraca, która nawiązała się pomiędzy Czechami a Polakami w okresie II wojny światowej, utknęła w martwym punkcie z powodu odmiennego podejścia obu państw do Związku Radzieckiego. Ostatni z konfliktów mający miejsce tuż po II wojnie światowej. Po raz kolejny dotyczył sporu o granice. Tym razem jednak zarówno Polacy jak i Czesi musieli uznać decyzję Stalina, który siłą zdusił rodzący się konflikt polsko-czeski, a wzajemne niechęci zostały „zamrożone” na blisko pół wieku. Autor bez wątpienia skupia się na szczegółowym opisie wymienionych przeze mnie konfliktów. Nie pomija w pracy wspólnej historii po 1945 r., jednak pojawia się ona wyłącznie jako swego rodzaju uzupełnienie. Osobiście żałuję, że Przeperski nie zdecydował się na szersze rozwinięcie problemu relacji obu narodów w czasach komunistycznych. Wydarzenia do 1989 r. zasługują moim zdaniem na znacznie szersze omówienie zagadnienia w recenzowanej publikacji. Wskazany przeze mnie brak w jakiś sposób rekompensują świetne podrozdziały, w których autor stara się odpowiedzieć na pytanie przyczyn wzajemnej niewiedzy obu narodów na temat drugiej strony. Dlaczego zamiast siebie poznawać, oba narody oddalały się od siebie? Czemu dla Czechów Polacy – mieszkańcy trzech zaborów – stanowili odrębne zbiorowości? Jakie w dwudziestoleciu międzywojennym podejmowano próby, aby przełamać stan wzajemnej niewiedzy? Na te i inne pytania, czytelnicy znajdą wyczerpującą odpowiedź na kartach niniejszej pracy. Odbiór książki, ułatwia dodatkowo styl autora, który jest barwny i wciągający, a co za tym idzie zachęca do kontynuowania raz rozpoczętej lektury. Cieszy również to, że autor publikacji często oddaje prowadzenie głównej narracji bohaterom epoki (zarówno Polakom jak i Czechom), których osobiste przeżycia i refleksje doskonale oddają klimat wzajemnych relacji. Michał Przeperski, pomimo popularnonaukowego charakteru swojej pracy, zastosował w niej pełny aparat naukowy. Książka oparta jest na solidnej kwerendzie archiwów, prasy, dzienników oraz innych dokumentów. „Nieznośny ciężar braterstwa” to interesująca książka młodego historyka, który postanowił zmierzyć się z „ciężarem” wzajemnych narodowych uprzedzeń oraz – w gruncie rzeczy – mało znanej historii stosunków polsko-czeskich w XX wieku. Praca Michała Przeperskiego doskonale pokazuję, że „nie ma sensu kolorowania wzajemnych relacji, tworzenie mitów o dwóch bratnich narodach”. Czy chcemy tego, czy nie Polacy i Czesi mają za sobą ponad dziesięć wieków wspólnej historii, która będzie zrozumiała wyłącznie wtedy, gdy pozbawi się ją wzajemnych uprzedzeń i złośliwości. Po lekturze „Nieznośnego ciężaru braterstwa” każdy z czytelników zastanowi się, czy postrzeganie naszych południowych sąsiadów przez pryzmat haseł, które podawałem na początku recenzji ma jakikolwiek sens. I w tym tkwi największa siła książki Przeperskiego. Czytaj więcej: https://histmag.org/Michal-Przeperski-Nieznosny-ciezar-braterstwa.-Konflikty-polsko-czeskie-w-XX-wieku-recenzja-14184
Kamil Kartasiński - awatar Kamil Kartasiński
ocenił na 8 6 lat temu
Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś Howard Zinn
Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
Howard Zinn
Przez wieki w historii dominowała tendencja do przedstawiania przeszłości jako chronologicznego zestawienia wielkich postaci królów, wodzów lub rodów, i związanych z nimi przełomowych wydarzeń, z którego następnie poszczególne narody budowały własne zbiory mitów tożsamościowych. Jednak, wraz z nowożytnym rozwojem warsztatu naukowego historyka oraz postępującej refleksji historiozoficznej, stopniowo zaczęto odchodzić od tak postrzeganej historii „elit”, aby ująć przeszłość w ramy bardziej egalitarne. Nie bez znaczenia była tutaj filozofia Marksa, którego teoria walki klasowej, mimo swoich doktrynalnych ograniczeń, wyprowadziła na scenę dziejów bohatera zbiorowego - klasę lub lud, jako element opozycyjny do dotychczasowej historii „heroicznej”. Proces ten doprowadził zatem do postawienia zasadniczej kwestii - czyja jest historia? Pytanie to jest oczywiście błędnie postawione, ale sama próba odpowiedzi na nie ukazała nierównomierność rozłożenia akcentów w dotychczasowej wiedzy historycznej. Rzesze badaczy, także tych poruszających się w idiologicznych ramach marksizmu naukowego, rozpoczęły badania, aby zmienić ten stan rzeczy, czego efektem jest trwający do dzisiaj trend do opisywania historii zbiorowej całych narodów, klas i konkretnych warstw lub grup społecznych. I właśnie taką próbą jest głośna swego czasu książka amerykańskiego historyka o wyraźnie lewicowych poglądach, Howarda Zinna. To bez wątpienia monumentalna w swoim zamiarach praca, w której autor postanowił odbrązowić historię własnego kraju, aby ukazać przeszłość z punktu widzenia tych, o których podręczniki szkolne z reguły nie mówią. „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś” po raz pierwszy została opublikowana w roku 1980. Natomiast w 2003 roku ukazało się jej zaktualizowane wydanie, w którym autor poszerzył narrację o szereg wątków wcześniej nie występujących oraz opisał wydarzenia polityczne, jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych pod koniec XX wieku. Całość rozrosła się do dwudziestu pięciu rozdziałów, co przekłada się na słusznych rozmiarów książkę, którą raczej nie sposób pochłonąć w dzień lub dwa. Warto również na samym początku zwrócić uwagę, że Zinn napisał swoją pracę pod konkretne założenie, które można w wielkim uogólnieniu sprowadzić do następującego twierdzenia - oto najbogatszy 1% narodu amerykańskiego ekonomicznie kontroluje i indoktrynuje pozostałe 99%. O prawdziwości lub fałszywości tej tezy będzie jeszcze okazja powiedzieć. Tak czy inaczej, „Ludowa historia...” miała być znaczącym krokiem do tego, aby ukazać amerykańską historię właśnie z punktu widzenia tych wykluczonych, a więc potomków czarnoskórych niewolników, wyzutych z ziemi indiańskich indygenów, robotników walczących o prawa socjalne, kobiet zamkniętych w rygorach purytańskiego społeczeństwa, mniejszości wszelkiego rodzaju itp. Autor rozpoczyna swoją podróż przez dzieje Ameryki, podczas której posługuje się klasycznym kompasem walki klasowej, choć bez uciekania się do taniej propagandy. Z dzisiejszego punktu widzenia jest to istotna słabość tak rozumianej narracji, ale będzie o tym jeszcze czas wspomnieć. Jedno jest pewne - książka ta dostarcza naprawdę ogromną dawkę szczegółowej wiedzy o dziejach Stanów Zjednoczonych, których przeciętny odbiorca raczej nie miałby okazji poznać z innych źródeł. A jeśli czytelnik nie wie za wiele o funkcjonowaniu społeczeństwa jako takiego oraz stosunkach międzynarodowych, może dojść do przekonania, że ma oto w ręce pracę o szokującej wręcz treści. Zresztą udowadnia to opinia zamieszczona na okładce książki, jakoby „Ludowa historia...” była ulubioną książką Davida Bowiego i Matta Damona. Podkreślam zatem raz jeszcze, że dla osób patrzących na rzeczywistość społeczną przez „różowe okulary” informacji głównego nurtu, zawartość książki może być wręcz rodzajem wiedzy tajemnej. Ale jeśli ktoś jest uważnym obserwatorem życia społecznego, z całą jego złożonością i skomplikowaniem, ten rychło odkryje, że wraz z kolejnymi stronicami narracja Zinna ogranicza się coraz bardziej do głównie negatywnej oceny poczynań administracji kolejnych prezydentów USA. Widać to szczególnie, gdy wkroczymy razem z autorem w omawianie wieku XX. O ile bowiem wcześniej amerykański historyk zamieszcza wiele konkretnych informacji historycznych dotyczących położenia grup wywodzących się z ludu, o tyle później prym przejęła jego krytyka amerykańskiej polityki na szczeblu krajowym i międzynarodowym. Zastanawia mnie również, w jakim celu Zinn cofnął historię Stanów Zjednoczonych aż do roku 1492. Zakładam, że autor chciał w ten sposób ukazać kluczowy moment, w którym zachodnia cywilizacja „postawiła swoją stopę” w Nowym Świecie, ale zasadniczo od odkrycia Ameryki przez Kolumba do powstania Stanów Zjednoczonych daleka była jeszcze droga. Zresztą warto też zwrócić uwagę, że nawet pielgrzymów z „Mayflower” Zinn obarczył już „amerykańskimi grzechami” wobec autochtonów, choć sama umowa, spisana przez tychże osadników w momencie ich przybycia do Nowego Świata, wyraźnie zaznaczała, że chcą oni pozostać lojalnymi poddanymi angielskiego króla. O swojej późniejszej dziejowej roli założycieli narodu amerykańskiego zapewne nawet nie marzyli. I tu dochodzimy do podstawowego problemu, jaki dostrzegam w „Ludowej historii...”. Otóż tak naprawdę ciężko wytypować moment, w którym historia angielskich kolonii, z całym bagażem norm i naleciałości kulturowych Starego Świata, przeistacza się w historię państwa nazwanego później Stanami Zjednoczonymi. Ktoś może zwrócić uwagę, że takim momentem są przecież ramy czasowe wygranej wojny o niepodległość, ale historia, rozumiana jako proces, udowadnia, że tak naprawdę był to finał wcześniejszych przemian, których korzenie sięgały lata wstecz. Uchwycenie tego momentu, w którym historia angielska zmienia się w historię amerykańską, nie ma jednak w mojej ocenie aż tak istotnego znaczenia, gdyż Stany Zjednoczone powstały jako „przeszczep” europejskiej kultury do Nowego Świata. I jak każdy przeszczep, uległ on późniejszym modyfikacjom w oparciu o lokalne uwarunkowania, ale zasadniczo, pod względem najważniejszych paradygmatów, był on odbiciem warunków panujących w Europie. Jeśli zatem Zinn kreśli swoją historię Stanów Zjednoczonych z punktu widzenia klas wykluczonych, to dla odbiorców, znających europejską historię powszechną, nie tworzy jakiegoś wielkiego przełomu. Powiem więcej, jeśli przyjrzymy się historii innych regionów świata, bardzo szybko dojdziemy do wniosku, że każdy naród ma własną wersję „historii ludowej”. Trzeba tylko wrażliwości społecznej i chęci, aby ją dostrzec. Dobrze, idźmy dalej. Zinn tworząc swoją narrację próbuje nas przekonać do głównej tezy, jakby 1% amerykańskiego społeczeństwa kontroluje lub wyzyskuje pozostałą jego część. W umysłach czytelników może to rodzić podejrzenie jakiegoś dziejowego spisku, w którym coś, co nazwalibyśmy establishmentem amerykańskim, za pomocą tajemnych metod, sprawuje przez dziesięciolecia niepodzielną władzę nad państwem. Odrzućmy jednak to myślenie oparte trochę na spiskowej teorii dziejów, albowiem nie jest prawdą, że z dobrodziejstw państwa amerykańskiego korzysta tylko 1% jego obywateli. Zinn nie dostrzega tego, że ramy klasowe, którymi próbuje tłumaczyć nam złożoną rzeczywistość, są niewystarczające. Historia uczy nas, że podziały klasowe, jako jedyny wyznacznik interesów grupowych, nie są w stanie wytłumaczyć procesów zachodzących w społeczeństwach, gdyż pomijają wiele innych powiązań między rozmaitymi grupami funkcjonującymi w ramach tegoż społeczeństwa w oparciu o szereg czynników nie tylko ekonomicznych, ale także ideologicznych, religijnych, kulturowych itp. Nie oznacza to oczywiście, że różnice ekonomiczne są nieistotne. Przeciwnie, to jeden z najważniejszych wyznaczników przynależności społecznej, ale jednocześnie też element podlegający szybkim i nieraz diametralnym zmianom, o ile oczywiście nie podlega on konserwacji w wyniku barier i rozporządzeń rządu. Amerykański historyk myli się, gdy prezentuje wspomnianą dysproporcję, gdyż nie dostrzega powiązań, jakie rozchodzą się od owego mitycznego 1%, rzekomo kontrolującego bogactwo i władzę w Stanach Zjednoczonych. Gdyby bowiem rzeczywiście tak było, państwo amerykańskie byłoby nieustannie wstrząsane przez rewolucje i konflikty społeczne, co, mimo licznych udokumentowanych przypadków o raczej lokalnym zasięgu, jak na razie nie zagroziło jego funkcjonowaniu. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że liczba beneficjentów amerykańskiego ustroju jest jednak wielokrotnie wyższa niż przedstawia nam to Zinn. Zresztą częściowo sam się do tego przyznaje, wskazując na rolę klasy urzędniczej (wojskowi, lekarze, urzędnicy średniego szczebla, służby mundurowe itp.), jako filarów podtrzymujących amerykański ustrój. Tym samym przyczyną, dla którego postulowana przez Zinna rewolucja w Stanach Zjednoczonych nadal nie miała miejsca, jest to, iż system bazuje na dostatecznie szerokiej bazie społecznej, do której dociera transfer bogactwa i władzy od owego mitycznego 1% najbogatszych. Inna natomiast sprawa, że w wolnościowym ustroju amerykańskim liczba tych, do których dociera niewiele lub zgoła nic, może rzeczywiście być wyższa i znacznie lepiej widoczna, niż w opiekuńczych systemach państw europejskich. Co do tego, nie ma chyba żadnych wątpliwości. Generalnie można długo polemizować z obrazem wykreowanym w książce przez jej autora, co zresztą miało miejsce w Ameryce po jej ukazaniu się. Można zarzucać, że jest napisana pod tezę, że pomija wiele pozytywnych aspektów amerykańskiego systemu politycznego, że sprzyja spiskowemu myśleniu o rzeczywistości, że wreszcie za bardzo wykrzywia w drugą, negatywną stronę obraz „amerykańskiego snu”. Wszystko to byłoby prawdą, tak samo jak prawdą jest, że wiele z opisanych przez Zinna faktów bywa przemilczanych w ramach programu edukacji w Stanach Zjednoczonych. Wszystko to sprowadza mnie do wniosku, że „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś” to książka, którą należy odbierać z pewnym dystansem, gdyż - poza przedstawieniem innej wizji dziejów Ameryki - Zinn nie prezentuje tak naprawdę żadnych cudownych rozwiązań na „pozytywną” zmianę. Przeciwnie, ogranicza się tutaj do typowych dla dwudziestowiecznego socjalizmu odwołań do działania poprzez kolektywne stawianie oporu w postaci strajków, manifestacji, a nawet, w sprzyjających okolicznościach, rewolucji społecznej. Tymczasem współczesna rzeczywistość społeczna w Ameryce zdaje się za nic mieć lewicowe marzenia autora. Trumpizm i ruch MAGA zdaje się bowiem być raczej kontynuatorem negatywnych procesów opisanych przez Zinna, co znowu sprowadza nas do dwóch możliwości - albo mamy do czynienia z dziejowym spiskiem, albo rzeczywistość społeczna jest jednak bardziej skomplikowana, niż byśmy tego chcieli. Zinn chciał wierzyć, że wystarczy ukazać ludowi społeczną „wierchuszkę”, aby wzbudzić w nich gniew i pragnienie diametralnej zmiany. Historia natomiast ukazała, iż nie jest problemem wymiany elit. Problemem jest to, jak zmusić nowe elity do tego, aby nie wchodziły w odziedziczone po poprzednikach „koleiny”. Wszak wielki, komunistyczny eksperyment udowodnił, że nie jest to wcale takie proste, skoro demokracje ludowe upadły wobec oporu niezadowolonych robotników (lub przerodziły się w zwykłą tyranię, jak ma to miejsce w Korei Północnej). To wskazywałoby, że prawdziwe źródło problemu leży jednak gdzieś indziej, ale to już temat na zupełnie inną, o wiele dłuższą analizę. Wracając do meritum, Howard Zinn był dopiero na etapie równoważenia przekazów, a więc na zmianie perspektyw. To niewdzięczna, ale ważna rola, dzięki której wielu odbiorców tej książki może doznać pewnego olśnienia. Inna sprawa, że to dopiero początek drogi ku zrozumieniu, dlaczego ludzkie społeczeństwa wyglądają tak, jak wyglądają.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 6 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Gdańsk wojenny i powojenny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Gdańsk wojenny i powojenny


Ciekawostki historyczne