rozwiń zwiń

Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami

Okładka książki Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami
Arthur Schopenhauer Wydawnictwo: Aletheia filozofia, etyka
110 str. 1 godz. 50 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Data wydania:
2014-12-01
Data 1. wyd. pol.:
2014-12-01
Liczba stron:
110
Czas czytania
1 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362858682
Tłumacz:
Bogdan Baran
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami i

Neutralizować jak kwas...



4469 121 154

Oceny książki Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami

Średnia ocen
6,7 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
396
381

Na półkach:

Opis świata Feministek od podstaw. Mogą feministki się obrazić, na pewno się nie zgadzają z tym co pisze. W oczach autora, który jest mężczyzna i świata którym się znajdujemy zgodziłbym się opisem książki. Feministki same pracują na swoją opinię. Trzeba odróżnić kobietę od feministki. Świat Feministek przez lata mocno przeszedł ewolucję.

Opis świata Feministek od podstaw. Mogą feministki się obrazić, na pewno się nie zgadzają z tym co pisze. W oczach autora, który jest mężczyzna i świata którym się znajdujemy zgodziłbym się opisem książki. Feministki same pracują na swoją opinię. Trzeba odróżnić kobietę od feministki. Świat Feministek przez lata mocno przeszedł ewolucję.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

236 użytkowników ma tytuł Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami na półkach głównych
  • 180
  • 54
  • 2
21 użytkowników ma tytuł Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami na półkach dodatkowych
  • 11
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami

Inne książki autora

Arthur Schopenhauer
Arthur Schopenhauer
Niemiecki filozof, przedstawiciel pesymizmu w filozofii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

O religii Arthur Schopenhauer
O religii
Arthur Schopenhauer
Dziełko króciutkie, ale o płomiennej treści. To co jest jego siłą, to nie rozwlekłość wywodów, ale cięty, trafiający w punkt język. Schopenhauer jawi nam się tutaj jako kontynuator wielkich francuskich materialistów XVIII wieku, takich jak Holbach, Helwecjusz, czy też La Mettrie. Z piór działających w jego czasach, podobne poglądy prezentował Feuerbach, aczkolwiek jego ataki na religię i chrześcijaństwo przybierały trochę inną formę, a na pewno były bardziej rozbudowane pod wieloma względami. Cóż takiego widzi w religii filozof rodem z Gdańska? Po pierwsze wzdraga się na samą myśl, iż należy w sposób fałszywy udawać szacunek dla czyichś poglądów, tylko na tej podstawie, iż odwołują się one do sfery sacrum: "Nie pojmuję, czemu miałbym odczuwać respekt dla kłamstwa i obłudy z powodu ograniczoności kogoś drugiego". Nie ma niemiecki myśliciel dobrego zdania o funkcji społecznej religii, lecz dostrzega pragmatyzm w posługiwaniu się nią dla, jak to ujął jeden z współczesnych, usypiania mas. Powiada on: "Chociażby z punktu widzenia teoretycznego nie dała się obronić, to z punktu widzenia praktycznego i etycznego - stanowi ona jedyny środek kierowania, poskramiania i uśmierzania zwierząt obdarzonych rozumem, których pokrewieństwo z małpą nie wyklucza pokrewieństwa z tygrysem"; "O tak, religia dla panujących jest straszakiem, którym duże dzieci kołyszą do snu, gdy nic innego już nie pomoże, dlatego też wielce o nią dbają". Schopenhauer co rusz pozwala sobie na porównania, które ociekają ironią, a przez to powodują, iż jego rozważania nabierają swoistego smaczku: "Wszak wiesz sam: religie są podobne do robaczków świętojańskich: świecą tylko w ciemności". Erazm z Rotterdamu napisał kiedyś, iż tam gdzie luteranizm wchodzi, tam nauka wychodzi (niektórzy uważają, że nie miał na myśli jedynie protestantów, ale takie, a nie inne jego położenie nakazywało mu ograniczyć wypowiedź tylko do nich), natomiast Schopenhauer zauważa, że "W toku procesu dziejowego wyżej opisanego mogłeś zauważyć, że wiara i wiedza są jak dwa talerze wagi: o ile jeden się wznosi, o tyle drugi opada". Dla dylematu, czy można łączyć w sobie pierwiastek wiary i nauki ma jednoznaczną odpowiedź: "nie można siedzieć na dwóch krzesłach". Wchodzi także w rolę profety, wieszcząc, iż "Religie są dziećmi ciemnoty, które swej matki długo nie przeżyją". Jego prognozy jednak nie miały się urzeczywistnić w terminie, jaki przewidywał. Dotyczyło to także opinii o wszelkiej maści duchownych i tych, których wspólny interes polega na konserwowaniu istniejącej rzeczywistości, a także udawaniu i wmawianiu innym, że dalej jest tak, jak zawsze bywało, czyli znakomicie: "Garść obskurantów nic już nie zdziała; dziś patrzymy na nich jak na ludzi, którzy chcą światło gasić, aby kraść". Na koniec bardzo słusznie zauważa: "Jak złe sumienie musi posiadać religia, można już stąd wywnioskować, że pod wysokimi karami zabrania się drwić z niej", a także złowieszczo dodaje: "Panom od <<objawienia>> radziłbym dziś nie objawiać za wiele, gdyż narażają się na to, że im się raz objawi, co to jest objawienie". Dla tych, co gustują w krótkich formach, praca Schopenhauera jest w sam raz. Ci, którzy wolą bardziej pogłębione studia z zakresu krytyki religii, winni zajrzeć do choćby "Systemu przyrody" Holbacha, lub prac również wyżej wspomnianego Ludwika Feuerbacha.
Munk - awatar Munk
ocenił na 9 2 lata temu
Pragmatyzm William James
Pragmatyzm
William James
Moja opinia i ocena dotyczy książki, która została wydana w serii "Biblioteka filozofów" (Hachette). Książka ta wyróżnia się między innymi tym, że znalazły się w niej trzy świetne teksty: 1) znakomity kilkustronicowy wstęp Jakuba Rogulskiego, 2) dzieło "Pragmatyzm. Nowa nazwa dla kilku starych metod myślenia", 3) dzieło pt. "Dylemat determinizmu. Odczyt wygłoszony dla słuchaczy teologii na Uniwersytecie Harvarda w Bostonie". Autor obu dzieł: William James (Amerykanin żyjący w latach 1842-1910). Dzieło "Pragmatyzm" zawiera krótką, dwustronicową przedmowę autora, część pt. "Tezy wykładów" oraz osiem niezwykłych wykładów Jamesa. Autor wykładów w dwóch pierwszych zdaniach przedmowy mówi o ich powstaniu oraz zawartości dzieła w następujący sposób: "Wykłady zawarte w tej książce wygłoszone były w Instytucie Lowella w Bostonie w listopadzie i grudniu 1906 roku, w styczniu zaś 1907 roku na Uniwersytecie Kolumbijskim. Zostały one spisane tak, jak były wygłoszone, bez żadnych uzupełnień lub dodatków". Te wykłady oraz odczyt "Dylemat determinizmu" zawierają dziesiątki niezwykle ciekawych spostrzeżeń, błyskotliwych myśli, frapujących zdań, interesujących filozoficznych opinii i w dodatku są napisane dość żywiołowo oraz są pasjonujące. Dzieła mogą wywołać (w moim przypadku tak właśnie było) bardzo ożywioną reakcję myślową u czytelnika i z powodzeniem mogą być czytane w dwudziestym pierwszym wieku. Dla osób zainteresowanych filozofią będzie to lektura niewątpliwie odpowiednia i godna polecenia. Pomimo małych wad, mankamentów i niedociągnięć (dlatego nie mogę wystawić oceny maksymalnej), bardzo zachęcam do lektury tej książki. Każda z trzech wymienionych na początku tej krótkiej i skromnej opinii części (wstęp i dwa dzieła Jamesa) jest na swój sposób wartościowa, każda zawiera wiele pobudzających do własnych przemyśleń akapitów, treści, kwestii. Bardzo ożywcza intelektualnie lektura.
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na 9 1 rok temu
Poczwórne źródło twierdzenia o podstawie dostatecznej Arthur Schopenhauer
Poczwórne źródło twierdzenia o podstawie dostatecznej
Arthur Schopenhauer
Schopenhauer potrafił wyłożyć swoje poglądy na istotne sprawy z zakresu filozofii w krótki i rzeczowy sposób. Rozprawa o cokolwiek tajemniczym tytule: "Poczwórne źródło twierdzenia o podstawie dostatecznej", jest tego dobrym przykładem. Najogólniej rzecz biorąc mamy tutaj do czynienia z teorią poznania, ale mnie osobiście najbardziej zainteresowała krytyka, jaką niemiecki uczony poczynił odnośnie tzw. "dowodów" na istnienie Boga, których w historii filozofii było dosyć dużo, a które, co wynika z ich ilości, nie zadowalały zbytnio następujących po sobie myślicieli. (Pomijam tutaj tego rodzaju "dowody", które formułowali ludzie pokroju Tomasza z Akwinu, gdyż, jak to kiedyś trafnie ujął Bertrand Russell, ich filozofia polegała na tym, że wynik dowodzenia znany był już na samym początku "rozumowania", a reszta stanowiła tylko niepotrzebne - acz mające stwarzać pozory wielkiej uczoności - tło). Artur Schopenhauer należał do generacji filozofów krytycznych, jego rozumowanie nie było parawanem dla tezy, którą z góry już sobie założył. I tak, wobec kartezjańskiego tzw. "dowodu ontologicznego" na istnienie Boga Schopenhauer kwituje: "A więc z dowolnie wymyślonego pojęcia wydobywa się orzeczenie realności, czyli istnienia, i przedmiot odpowiadający pojęciu niezależnie od tegoż ma w rzeczywistości istnieć". W logice taki błąd nazywamy hipostazą. Drugi przykład krytyki tego typu "dowodów" został przez Schopenhauera omówiony w kontekście filozofii Kanta. Jak niektórym wiadomo, myśliciel z Królewca zaprzeczył w swej "Krytyce czystego rozumu" dowodom na istnienie Boga. Autor słusznie zwraca uwagę na pewien fakt, o którym wielu zapominało, ale którzy zauważyli, że Kant zostawił w swej filozofii niejako pewną furtkę, przez którą mogli przechodzić także ci, dla których jego wnioski były zbyt trudne do przyjęcia: "Gdy więc inni pocieszali się, że Kant powiedział:<<i przeciwne nie da się również dowieść>> (jakby stary lis nie wiedział, że affirmanti incumbit probatio [dowodzenie jest rzeczą twierdzącego]) (...)". Pozostając jeszcze trochę na gruncie wybitnych dzieł pruskiego myśliciela, warto przytoczyć uwagę Schopenhauera na temat tzw. "władzy sądzenia". Otóż twierdzi on, że "Władza sądzenia jest pośrednikiem pomiędzy poznaniem zmysłowym a abstrakcyjnym, czyli pomiędzy rozsądkiem a rozumem. Większość ludzi posiada ją w zaczątku, często nawet tylko nominalnie; ci są stworzeni do prowadzenia przez innych. Nie należy z nimi rozprawiać ponad konieczność (...)". Słowa te nie są zbyt optymistyczne, ale chyba dobrze odpowiadają obiegowej opinii o postawie życiowej filozofa rodem z Gdańska. Książeczka ta nie należy do najłatwiejszych. Polecam ją, ale dopiero po zapoznaniu się z trochę "lżejszymi" przedstawicielkami z dorobku Schopenhauera.
Munk - awatar Munk
ocenił na 8 2 lata temu
Gnoza i gnostycyzm Jerzy Prokopiuk
Gnoza i gnostycyzm
Jerzy Prokopiuk
W momencie, gdy zacząłem wątpić w siłę wyższą, mając jakieś 10 lat, czułem się nie na miejscu wśród ludzi wiary. Bo oni nie zadawali pytań. Nie kwestionowali. Siedziałem na religii w podstawówce, przepisywałem jak skryba w klasztorze to, co pan w białej sukience mi dyktował, i jako jedyny chciałem rozmawiać. Zadawałem pytania o wolną wolę, o teleologię, predestynację. Wtedy jeszcze nie takimi słowami, ale sens tych rozmów z grubsza krążył wokół tego rodzaju zagadnień. Wprawiałem w tym mojego interlokutora w zdenerwowanie i zakłopotanie. Pewnego razu usłyszałem od niego, że za dużo racjonalizuję. To mnie już wyprowadziło z równowagi, bo będąc w szkole, w jedynym miejscu, gdzie zdawało mi się, mogę "legalnie" racjonalizować, jakiś rzekomy autorytet robił mi z tego zarzut. A to ja czytałem Księgę Rodzaju po tym, jak przyjąłem sakrament komunii, nie moi koledzy i koleżanki z klasy, którzy przyjmowali wszystko na słowo. Na ten nieszczęsny Logos, który stal się ciałem. To pragnienie wiedzy wygrało z pragnieniem porządku i poczucia bezpieczeństwa, jakie daje oddzielenie wiary i wiedzy, a w konsekwencji oddelegowanie sensu na rzecz tej pierwszej. Od jakiegoś czasu wracam do czytania tekstów religijnych, ale tych związanych z czarną stroną. Chcę zrozumieć systemy, które porządkują ludzką świadomość i opanowują strach związany z beznadzieją istnienia. Nie ma we mnie duchowości. Ale pragnienie wiedzy. Może to ono mnie kiedyś zabije? W tym momencie pojawia się gnoza. Gnosis po grecku to właśnie wiedza, poznanie. Termin, który obija się nam o uszy co jakiś czas, ale nie wiadomo, kto jest tak naprawdę gnostykiem. Różokrzyżowiec? Satanista? Buddysta? Jogin? Dlaczego to słowo brzmi groźnie? Jerzy Prokopiuk byl jednym z bardziej wybitnych religioznawców i gnostyków urodzonych w tej części świata, z której obecnie piszę te słowa. Popełnił m.in. taką małą książeczkę, która jest kwintesencją wiedzy o gnozie i gnostycyzmie (gnostycyzmach?) - "Gnoza i gnostycyzm". Ich źródła znajdujemy w epoce helleńskiej, którą rozpoczyna podbój ogromnej części wówczas znanego Grekom świata przez Aleksandra Macedońskiego, m.in. Anatolii, Syrii, Palestyny, Egiptu Mezopotamii i Persji. Następuje osmoza kulturowa, podczas której z początku imperialnie hellenizowane ludy przypuściły kontr-atak na swego oprawcę i zasiały dualistyczną, transcendentną, antykosmiczną wizję świata w politeistyczne, panteistyczne wierzenia Greków, a później Rzymian. Do lat 60. XX wieku trudno było wciąż sprecyzować dokładnie, czym jest gnoza, a czym jest gnostycyzm. Na pewno chodziło o wiedzę i poznanie - nie jednak racjonalne, lecz transracjonalne, ale nie irracjonalne. Jest to poznanie epoptyczne (oglądowe), które wymaga odpowiedniego przygotowania i nie redukuje się do świata pojęć i abstrakcji, choć jest w nim zanurzone, dlatego nie przeczy całkowicie rozumowi. Gnostycyzm to szereg wierzeń i sekt, które zakładały, że świat materialny jest dziełem fałszywego, złego, samolubnego boga - Demiurga, który skazał nas na cierpienie i niesprawiedliwość. Każdy z nas ma jednak w sobie fragment boskiej iskry, pochodzącej od dobrego Boga, z czasów, kiedy będąc częścią Pleromy, nie upadliśmy jeszcze w materię. Zadaniem człowieka gnostycyzującego (psychika) jest się z tej materii wyzwolić i poznać prawa rządzące wszechświatem. Przed religiami stricte gnostyckimi istniały religie pregnostyckie i protognostyckie. Ich źródeł doszukuje się w Indiach, Iranie, w Grecji jako szczególną mieszankę wierzeń orientalnych i greckich. Prokopiuk jednak znajduje serce gnostycyzmu w misteriach, będących stałym elementem duchowych rytuałów epoki hellenistycznej. Miały one za zadanie zjednoczyć człowieka z bóstwem dzięki przewodnictwu hierofantów. Gnostycyzm nie tylko jednak przyjął formę pogańską. W starożytności istniały gnostycyzmy żydowskie, synkretyczne i, co autora szczególnie interesuje, chrześcijańskie. Autor, pisząc z pozycji gnostycznej i gnostyckiej, pochyla się szerzej nad dialektyką gnostycyzmu i chrześcijaństwa i na nowo reinterpretuje dzieje ewangeliczne, apostolskie oraz samą postać Jezusa z Nazaretu w duchu heretyckim, choć uznanym za taki dopiero między III a IV w n.e., kiedy to kościół silnie się zinstytucjonalizował i ustanowił chrześcijaństwo rękami Konstantyna Wielkiego religią państwową w ówczesnym Cesarstwie Rzymskim. Za Jungiem Prokopiuk mówi o rozłamie chrześcijaństwa na lucyferyczne (objawiające się przez eskapistyczny mistycyzm) i arymaniczne (reprezentowane przez kler i jego żądzę władzy i dóbr doczesnych). Na początku stanowiły one jedno, a sam kościół był pluralistyczny. Nie będę więcej się rozpisywał, bo sama książeczka ma niecałe 50 stron, więc warto samemu ją zgłębić. Szczególnie jeśli kogoś z czytających ciekawi to, jak bogata w formy jest ludzka potrzeba wiary w coś, co jest większe niż my sami i ten świat, zgniły i pełen bólu. Ja, jako naczelny ateista, nie zostałem nawiedzony przez żadnego boga przez tę lekturę, a coraz bardziej jestem świadom tego, dlaczego nie jestem w stanie wyjść poza materię.
Pan_zaangażowany - awatar Pan_zaangażowany
ocenił na 7 3 miesiące temu
Człowiek-maszyna Julien Offray de La Mettrie
Człowiek-maszyna
Julien Offray de La Mettrie
"Czyż można kiedykolwiek dostąpić piękniejszego zaszczytu niż wówczas, gdy rozum i mądrość wiodą nas do świątyni filozofii?" Książki filozoficzne warto czytać, zainteresowanie sprawami filozoficznymi godne jest polecenia. Ta książka to już klasyka francuskiego materializmu. Wywołała swego czasu niemałe poruszenie, wręcz burzę w wielu kręgach osiemnastowiecznej Europy. Dziś warto ją nadal przeczytać i poznać myśli autora, które w czasie powstania dzieła były dla wielu wręcz rewolucyjne, obrazoburcze, skandaliczne. W czasach dzisiejszych takimi już oczywiście nie są, a nasza wiedza jest nieporównanie większa. "Szczęśliwy, kto znajduje upodobanie w nauce!" To kolejna opinia autora, z którą zgadzam się w stu procentach. Autor (filozof i lekarz) patrzy na świat i człowieka poprzez pryzmat nauki i w nauce widzi przyszłość, widzi jej potencjał, widzi w niej wyjaśnienie wszelakich zjawisk we wszechświecie, również w kwestiach związanych z człowiekiem. Polecam wydanie z serii "Biblioteka filozofów" (Hachette, 2011). Wydanie charakteryzuje się między innymi obszerną przedmową tłumacza oraz licznymi wartościowymi uwagami do tekstu. Przedmowa ta składa się z czterech części, w których tłumacz mówi o biografii, filozofii, poglądach autora dzieła oraz o wydaniach historycznych i przekładzie "Człowieka-maszyny". Przedmowę dopełnia jeszcze słowniczek pojęć i bibliografia. Dzieło "Człowiek-maszyna" składa się z "Przestrogi drukarza", części zatytułowanej "Do Pana Hallera profesora medycyny w Getyndze" oraz pięciu zasadniczych, głównych części o następujących tytułach: "Najgłówniejsze nauki filozoficzne o duszy ludzkiej", "Zależność duszy od stanów ciała", "Rozwój umysłowy człowieka", "Mechanizm natury ludzkiej", "Analogia biologiczna między człowiekiem a innymi jestestwami organicznymi". Wszystkie części interesujące oraz żywiołowo napisane. Bardzo ciekawa książka ze względu na samo dzieło pod tytułem "Człowiek-maszyna" oraz ze względu na wszystkie dodatki tłumacza Stefana Rudniańskiego. Wystawiam ocenę bardzo dobrą, czyli 7/10. Myślę, że książka w pełni na nią zasługuje.
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na 7 2 lata temu
Zdrowy rozsądek Thomas Paine
Zdrowy rozsądek
Thomas Paine
Jak przekonać świat, jak przekonać współbratymców na kontynencie i poza nim do swoich poglądów? Przekonać wszystkich, że są one oczywiste, naturalne i zwyczajne. To właśnie idea stojąca za tytułem i treścią tego pamfletu politycznego. Dla uczciwości przyznam na początku, że czytałem wersję szwedzką (paradoxową), czyli niestety bez komentarza krytycznego i opracowania historycznego, a także po angielsku. Nie wiem, czy angielski został zmieniony względem oryginału z 1776, ale wydaje mi się, że nie (a nawet jeśli to moja znajomość angielskiego nie zauważa poprawy). Czytanie tekstów i tekstów mówiących o archaicznych wersjach angielskiego zawsze było dla mnie trudne. Jeśli chodzi o komentarz historyczny: tekst ten był jednym z pierwszych, jeśli nie pierwszym tekstem politycznym wzywającym do niepodległości 13 kolonii. Został opublikowany właśnie w 1776 mimo a może właśnie dlatego, że walki z Brytyjczykami zaczęły się już w poprzednim roku. Wracając jednak do samego tekstu, „Common sense” lub „Zdrowy rozsądek” zaczyna się bardzo zgodnie z tytułem tak, że aż miałem wrażenie lania wody, czemu nie pomagał nieprzystępny język. Co ironiczne na angielskiej Wikipedii można przeczytać wielokrotnie stwierdzenia jaką "clear and persuasive prose" („jasną i przekonującą prozą”) jest czytany tekst. Mam nadzieję, że to opinia ludzi z epoki, a nie współczesnych mówiących jakie to głębokie i ważne dzieło (jak wiadomo – Słowacki wielkim poetą był). Jednak wyjdźmy z tego minorowego tonu. Po wstępie pamflet się rozkręca i uważny czytelnik może zacząć łączyć postulaty Paine'a z realnymi praktykami późniejszych Amerykanów. Ma to z pewnością związek z jego popularnością, jednak stanowi poza tym ciekawy przyczynek do dziejów liberalizmu i republikanizmu. Dodatkowo czytając niektóre fragmenty, dostrzec można podobieństwa do „O demokracji w Ameryce” Tocqueville'a (1835), co raczej świadczy o jego trafnej diagnozie pewnych trwałych zjawisk. Jednak w samych rozważaniach podstawą jest dychotomia pojednania i niepodległości. Pokazuje, że choć pojednanie jest kuszące, to jest też dużo trudniejsze (ode mnie — przykład negatywny Unia Kalmarska i może nieco pozytywniejszy unia Polsko-Litewska) i być może przekroczono już Rubikon, gdy zabarwił się na czerwono. Zatem dla Thomasa Paine'a jedyną odpowiedzią i rozwiązaniem jest niepodległość. Paine przedstawia za tym argumenty, które może nie najlepiej się zestarzały, np.: Republiki nie wypowiadają wojen, bo za nie odpowiedzialne są monarchie żądne władzy. Zatem obietnice pokoju i bezpieczeństwa od monarchii jest niespełnialna. Podobnie jest z argumentami religijnymi. Czasem potrafią rzucać interesujące światło – Saul jako król nie był czymś pozytywnym, był karą, którą chcieli sami Izraelici. Jednak autor potrafi w mojej ocenie nieco odpływać, ale i to może być interesujące dla niektórych. Te tezy pokazują jednak pewną sferę wyobrażeń o świecie XVIII wiecznych Brytyjczyków. Wyobrażeń, które choć dalekie od rzeczywistości mogły zawierać się w tym, co rozumieli jak zdrowy rozsądek. Dzisiejsza popularność tego tekstu jako fundamentalnego dla historii Rewolucji Amerykańskiej, obok Deklaracji Niepodległości i Konstytucji, pokazuje, jak ważne jest podejście do jakiegoś poglądu jako naturalnego. Jeśli wszyscy uznają coś za oczywiste, to trudno z tym dyskutować. Dlatego też humaniści musieli stworzyć własny zdroworozsądkowy dyskurs w kontrze do przeintelektualizowanej scholastyki, a dziś widzimy wzrost ruchów antyintelektualnych operujących na podobnych zasadach. Mimo tych ciekawych konkluzji jest to nadal zwykłe źródło historyczne. Jedno z ważniejszych, ale raczej nic, co poleciłbym do przeczytania – nawet tym interesującym się historią idei, czy USA. A nawet jeśli to lepiej edycję z aparatem naukowym, a nie popularną wersję Paradox Interactive, która pewnie chwaliła i reklamowała nim Europe Universalis 4 (2013). Nie znaczy, że nie można tego przeczytać. Po prostu opracowania wydają się lepszą opcją, ale przynajmniej „Zdrowy rozsądek” ma walor krótkości. Niektórzy są nawet tak zdesperowani, że czytają teksty dodawane przez twórców gier. PS Dodatkowo powiem tylko, że album „Music of the American Revolution” z jego piszczałkami, a szczególnie bębenkami idealnie pasuje jako podkład do lektury.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Zeszyty 1957-1972 Emil Cioran
Zeszyty 1957-1972
Emil Cioran
„Zeszyty” Emila Ciorana są znakomitym sposobem, by przekonać się, że rozumowanie świadomie pełne sprzeczności może być niezwykle trafne i prawdziwe. Pesymizm jego myśli może przytłaczać, ale przynosi też wielki spokój i poczucie wyzwolenia. W moim odczuciu trudno o bardziej adekwatny sposób uprawiania filozofii, biorąc pod uwagę bolesną prawdę o naszej ludzkiej kondycji, z którą mierzymy się u początku XXI wieku. Tyle na temat treści zawartych w tym dziele. Co do samego sposobu wydania mam niestety istotne zastrzeżenia. Przede wszystkim chodzi o objętość i ciężar książki. Wielka szkoda, że tom jest tak nieporęczny, bo ze względu na przyjętą przez Ciorana formę literacką — aforyzmy, krótkie opisy sytuacyjne, refleksje — „Zeszyty” świetnie nadawałyby się do czytania w przygodnych miejscach, gdy mamy niewiele czasu: w podróży, w poczekalni czy w kawiarni. Scalenie trzydziestu czterech zeszytów w jeden wolumin, to dosłownie grube nieporozumienie. Miłym dodatkiem edytorskim jest natomiast zamieszczony na końcu „spis osób”, do których Cioran się odnosi, wraz ze wskazaniem numerów stron. I tutaj jednak pozostaje pewien niedosyt — aż prosi się o analogiczny „spis zagadnień” podejmowanych przez autora, tym bardziej że do niektórych tematów, takich jak Bóg, śmierć, pustka czy bezsenność, powraca on wielokrotnie. Ostatnim moim rozczarowaniem jest niemal całkowita nieobecność na kartach tych zeszytów życiowej partnerki Ciorana, Simone Boué. Poza krótkim słowem wstępnym jej autorstwa, wzmianki o niej pojawiają się tylko w kilku miejscach i są na tyle marginalne, że nie wnoszą praktycznie żadnej wiedzy o charakterze ich relacji. Mimo tych edytorsko-wydawniczych niedociągnięć "Zeszyty" pozostają w moim odczuciu dziełem absolutnie wyjątkowym. Najcenniejsza jest dla mnie ich intelektualna uczciwość, bezpośredni sposób zapisu myśli i momentami bezwzględna szczerość.
Michał - awatar Michał
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Krótka historia etyki Macintyre Alasdair
Krótka historia etyki
Macintyre Alasdair
Na wstępie chciałbym podkreślić, że jest to jedna z wczesnych książek Alasdaira, od której sam dystansuje się we wstępie, zatem czuję się w pełni uprawniony do stwierdzenia, że w wielu ocenach i wnioskach autor się myli - szczególnie, jeśli chodzi o okres starożytny i średniowieczny. Powyższe sprawia, że nie mogę polecić tej książki, jako źródła wiedzy, choć książka nie jest zła i zawiera wiele ciekawostek. Mimo wszystko jestem ciekaw jakie miał zapatrywania po przejściu na katolicyzm. ------------------------------------- "Stosunek Marksa do moralności można przedstawić jeszcze inaczej. Posługiwanie się słownikiem moralności zawsze zakłada istnienie wspólnej formy porządku społecznego. Odwołanie się do zasad moralnych w walce przeciwko pewnemu istniejącemu stanowi rzeczy zawsze jest apelem sensownym tylko w ramach ograniczeń tej formy społecznej; aby krytykować tę formę społeczną, musimy znaleźć język, który nie zakłada jej istnienia. Język taki można znaleźć w formie wyrażonych potrzeb i dążeń, które pozostają nie zaspokojone w ramach istniejącego społeczeństwa – potrzeb i dążeń, których realizacja wymaga ustanowienia nowego porządku społecznego". "Moore opiera swoją analogię pomiędzy żółtym i dobrym na swym rozumieniu definicji. „Mówimy, że żółte i dobre nie są złożone; są one pojęciami, z których układane są definicje i dopiero dzięki nim nabywamy umiejętności dalszego definiowania”. Poza tym, tak jak nie możemy utożsamić znaczenia żółtego z fizycznymi własnościami światła, które wytwarza efekt widzenia żółtego koloru, tak samo nie możemy utożsamić znaczenia dobra z konkretnymi naturalnymi własnościami, które są kojarzone z dobrem. Może się zdarzyć, że wszystko, co „dobre”, jest przyjemne, tak samo jak wszelkie żółte światło posiada pewną długość fal, ale nie wynika stąd, że dobro oznacza to samo, co przyjemne, tak samo nie wynika stąd, że żółte znaczy to samo, co „światło o określonej długości fal”. Jeden dobry argument Moor’a służy do wykazania, że dobro nie może być nazwą dla żadnej złożonej całości. W odniesieniu do każdej takiej całości, bez względu na sposób jej zdefiniowania, można zapytać czy sama jest dobra. Argumentu można użyć nie tylko przeciwko próbom definicji dobra jako nazwy pewnej złożonej całości, ale także przeciwko wszelkim próbom zdefiniowaniu dobra. Przypuśćmy, że utożsamiam dobro z przyjemnością. Mój błąd można ujawnić wykazując, że zawsze mogę sensownie zapytać w odniesieniu do przyjemności lub czegokolwiek przyjemnego, czy jest dobre. Ale jeżeli dobro jest nazwą dla tej samej własności, dla której nazwą jest również przyjemność, wówczas pytanie o to, czy przyjemność jest dobrem, byłoby równoważne pytaniu, czy przyjemność jest przyjemnością – to znaczy byłoby tautologią. Moore formułuje ten argument, aby obalić teorie hedonistów, o których sądzi, że wyznają dwa sprzeczne poglądy; głoszą mianowicie, że przyjemność jest dobrem, a w istocie samym dobrem, w pewnym zasadniczym nietautologicznym sensie; twierdzą także, że można to udowodnić wykazując, iż dobro nie oznacza niczego innego niż to, co oznacza przyjemność. Jednak pierwsze twierdzenie wymaga, aby zdanie „przyjemność jest dobrem” było uznane za analityczne. Ale nie może ono być jednym i drugim zarazem. A zatem stanowisko hedonistyczne upada. Jednak oczywiście stanowisko to załamuje się tylko dla tych hedonistów, którzy są dostatecznie nieroztropni, aby głosić oba te poglądy jednocześnie".
Graven - awatar Graven
ocenił na 6 4 lata temu

Cytaty z książki Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Feministyka albo sztuka obchodzenia się z kobietami