Dzienniki 1952

Okładka książki Dzienniki 1952
Agnieszka Osiecka Wydawnictwo: Prószyński i S-ka biografia, autobiografia, pamiętnik
544 str. 9 godz. 4 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2015-10-20
Data 1. wyd. pol.:
2015-10-20
Liczba stron:
544
Czas czytania
9 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380690738
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzienniki 1952 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dzienniki 1952



książek na półce przeczytane 1312 napisanych opinii 1115

Oceny książki Dzienniki 1952

Średnia ocen
7,0 / 10
49 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3281
2373

Na półkach: ,

Prawie 10 miesięcy przerwy zrobiłam sobie po lekturze drugiego tomu pamiętników ukochanej poetki Agnieszki Osieckiej. Tom trzeci to zapiski bardziej dojrzałe - autorka zdaje maturę, choć ma dopiero 16 lat. Dalej "uwodzi" i czaruje swoich przyjaciół, intensywnie uprawia sport, baluje (wino leje się szczodrze). Aż nie chce się wierzyć, że tak żyła 70 lat temu szesnastolatka. Inne to były czasy i nieprzeciętna to była osoba. Nie widać jeszcze ogromnego talentu tekściarskiego, więc bardzo ciekawa jestem czwartego tomu, prawdziwie dorosłej Osieckiej.

Prawie 10 miesięcy przerwy zrobiłam sobie po lekturze drugiego tomu pamiętników ukochanej poetki Agnieszki Osieckiej. Tom trzeci to zapiski bardziej dojrzałe - autorka zdaje maturę, choć ma dopiero 16 lat. Dalej "uwodzi" i czaruje swoich przyjaciół, intensywnie uprawia sport, baluje (wino leje się szczodrze). Aż nie chce się wierzyć, że tak żyła 70 lat temu szesnastolatka....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

261 użytkowników ma tytuł Dzienniki 1952 na półkach głównych
  • 180
  • 74
  • 7
55 użytkowników ma tytuł Dzienniki 1952 na półkach dodatkowych
  • 33
  • 15
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Agnieszka Osiecka
Agnieszka Osiecka
Polska poetka, autorka tekstów piosenek, pisarka, reżyser teatralny i telewizyjny, dziennikarka. Od 1954 roku związana była ze Studenckim Teatrem Satyryków (STS), gdzie zadebiutowała jako autorka tekstów piosenek. Prowadziła w Polskim Radiu Radiowe Studio Piosenki, które wydało ponad 500 piosenek i pozwoliło na wypromowanie wielu wielkich gwiazd polskiej estrady. Od 1994 roku była związana z Teatrem Atelier w Sopocie, dla którego napisała swoje ostatnie sztuki i songi. Dorobkiem Agnieszki Osieckiej zajmuje się założona przez córkę poetki Agatę Passent Fundacja Okularnicy. Pośmiertnie została odznaczona przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zdradziecka Agnieszka Osiecka Piotr Derlatka
Zdradziecka Agnieszka Osiecka
Piotr Derlatka
„Pisząc tę książkę, zrozumiałem, że nie ma jednej prawdy o Osieckiej. Każdy ma swoją. Ja też”. Takim wnioskiem zakończył swoją opowieść autor biografii poetki, chociaż ona sama o sobie mówiła – „Jestem przede wszystkim tekściarką, a poetką, niestety, tylko bywam”. We wspomnieniach bliskich i znajomych była tak odmienna i różnorodna, jak ilość osób ją opisujących przez pryzmat osobistych relacji. Ich głosy autor biografii zestawił ze sobą w osobnej, ostatniej części pod sugestywnym tytułem „Powidoki”. Wypowiedziało się w niej jedenaście znanych postaci jak: Daniel Olbrychski, Urszula Dudziak, Ewa Błaszczyk czy Jan Pietrzak. Spośród nich najbardziej zaskoczyły mnie słowa Hanny Bakuły, tak bardzo nieprzystające do mojego wyobrażenia – „to nie był człowiek, to było zjawisko przyrody. Jak tornado, wszak tornada również noszą imiona”. To nie była ta sama osoba, którą poznałam w „Listach na wyczerpanym papierze” w opracowaniu Magdy Umer. Osoby uduchowionej, kruchej, romantycznej, zakochanej i umiejącej ten stan zakląć w słowa. To było z kolei moje widzenie artystki. Autor postanowił ujednolicić te liczne opinie. Zaleźć punkty styczne. Stworzyć obiektywną biografię opartą na wielu różnych źródłach. Zajrzał więc do bibliotek, archiwów teatralnych, wertował jej dzienniki, studiował zachowane zapiski, recenzje filmowe i notatki o lekturach oraz przeglądał filmy dokumentalne i wywiady. Jednocześnie dokładnie analizował jej piosenki, wiersze, opowiadania i minipowieści, bo jak sama bohaterka zapewniała – „Wszystko, co piszę, jest o mnie”. Autor z tego, co przestudiował, wyodrębnił, wywnioskował i zauważył, powoli budował wielowymiarowy obraz swojej bohaterki. Na początku z narracją trochę przypominającą szkolną analizę i syntezę utworów literackich oraz tekstów źródłowych, na których się opierał. Jednak potem, w miarę zagłębiania się w życie artystki, powolutku ta „maniera” gdzieś zagubiła się na rzecz płynnej, fascynującej opowieści. Historii losu osoby wyjątkowej i bardzo ciekawej. Zgodnie z linią życia ilustrowaną zdjęciami i rolami, jakie odgrywała - córki, nastolatki, kobiety, matki, żony, partnerki, ukochanej, z których najważniejszą była rola wolnego ducha artystki piszącej w wieku czternastu lat – „Ja nigdy nie będę taka jak Mama... Ani taka jak ojciec. Z chwilą, gdy poczuję wstręt i nudę do symbolicznego domu, odważę się powiedzieć „dość” i pożegluję dalej w poszukiwaniu szczęścia i maksimum skoncentrowanego, pędzącego życia”. I dokładnie tak robiła w późniejszym życiu dorosłym. To spojrzenie na postać bohaterki z wielu stron i punktów widzenia pozwoliło mi na ujrzenie jej na nowo. Na poszerzenie pola widzenia o zagadnienia mi nieznane, przyczyny jej wyborów i decyzji, czynników warunkujących jej postawy i kształtujących jej osobowość oraz talent, które ostatecznie wpływały na jej los. Osoby wymykającej się narzuconym odgórnie normom społecznym i rolom przypisywanym kobietom. Ta biografia tłumaczyła również nie tylko jej postępowanie, ale także ludzi jej podobnym, niewpisującym się w kulturowe schematy i gorsety. Uczyła zrozumienia, tolerancji, a czasami akceptacji „stylu życia” osób wyrastających ponad przeciętność. Pozwalało to na unikanie negatywnych czy wręcz potępiających ocen i opinii. To dlatego, mimo że była to biografia konkretnej osoby, miała potencjał uniwersalnego przesłania – traktować artystów z wyrozumiałością, dając im maksimum swobody. Wolne ptaki więzione w klatkach umierają. Nawet w tych ze złota. I to jest moja nowa wersja Agnieszki Osieckiej. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 2 lata temu
Lubię farbować wróble Agnieszka Osiecka
Lubię farbować wróble
Agnieszka Osiecka Violetta Ozminkowski
Książka ta powstała na podstawie wywiadów udzielonych przez Osiecką w latach 1964-1997, a także cytatów z jej książek, które zawarła w swoich wypowiedziach. Jest to bogate źródło słów płynących bezpośrednio z ust samej poetki, wyjaśnień dotyczących jej życia, które niejednokrotnie mnie zaskoczyły, a przeczytałam i obejrzałam już wiele materiałów na jej temat. Szczerze mówiąc biorąc do ręki tę książkę myślałam, że nie zaskoczy mnie niczym nowym, ale się myliłam. Osiecka snuje opowieść o sobie samej i o swojej ówczesnej rzeczywistości, o swoich radościach lękach, rozczarowaniach i nadziejach. Mówi jak zawsze celnie posługując się opowiastką z własnego lub czyjegoś życia lub wyrazistą metaforą, która obrazowo przedstawia podjęte zagadnienie lub problem. Często jej wypowiedzi to szczere zwierzenia, pełne prawdy bez zbędnego patosu i niepotrzebnej wyniosłości. Ta książka to też bardzo cenny zbiór znamienitych opinii i poglądów na przeróżne tematy nie tylko dotyczących jej własnego życia, ale uniwersalnych i ponadczasowych zagadnień, które są obecne również w dzisiejszych czasach. Tematy „rozmowy” zostały wybrane tak by stwarzały wrażenie wywiadu prowadzonego współcześnie, więc czyta się to nad wyraz dobrze i autentycznie. To bardzo ciekawa pozycja czytelnicza, dla wszystkich fanów Osieckiej, bo stanowi zapis wielu cennych myśli i mądrości płynących od niej samej. To książka, w której ona sama zabiera głos, a nie inni o niej.
annaczyta - awatar annaczyta
oceniła na 8 8 miesięcy temu
Narzeczona Schulza Agata Tuszyńska
Narzeczona Schulza
Agata Tuszyńska
Myślałam, że to monografia. Zdziwiłam się początkowo, że książka jest dwugłosem – raz autorka pisze jako Agata, innym razem jako Józefina. Nie lubię powieści fabularyzowanych, poza Moulin Rouge Pierre’a La Mure’a żadna z nich nigdy mnie nie usatysfakcjonowała. Nie lubię, gdy autor rości sobie prawo do zgadywania, co ktoś miał w głowie. Przyznam szczerze, że gdyby nie fakt, iż książka dotyczy osoby, która mnie interesuje, nie sięgnęłabym po nią raczej. A jednak, Tuszyńska nadała swojemu dziełu podtytuł „apokryf”, jakby chciała sobie móc pozwolić na więcej bez udawania, że wie lepiej. Szanuję to! Nie miałam dotychczas do czynienia z twórczością tej autorki, więc nie wiem, czy mam rację, ale odniosłam wrażenie, że dostosowuje ona język do postaci, o których pisze oraz także do epoki, w której akcja się rozgrywa. Ogromnie podoba mi się ten zabieg. Przepięknie się Narzeczoną czyta. Gdyby nie była oparta na biografii realnej osoby, byłaby przewspaniałą beletrystyką, historią dwojga nietypowych ludzi, którzy nie mogą się znaleźć chociaż stoją obok. I tak postanowiłam do tej pozycji podejść, niekoniecznie mając pewność, co jest faktem, a co dopisanym ozdobnikiem przez panią Agatę. Czytanie o znanych ludziach niesie ze sobą wielkie ryzyko, a mianowicie możemy odkryć, że są zupełnie inni niż sobie wyobrażaliśmy. Pamiętam, gdy do referatu musiałam przeczytać pamiętniki Stefana Żeromskiego – mój nastrój po przebrnięciu przez nie był porównywalny chyba tylko z rozpaczą nastoletniej fanki One Direction, która odkrywa o czym tak naprawdę jest piosenka Watermelon Sugar. Również Bruno Schulz w realu musiał się bardzo różnić od tego ze swoich książek. Już bardziej przypominał tego ze swoich dzieł plastycznych (ta upiorna miednica!). Choć mnie bardziej uderzyło to, że pokazywał swoje prace uczniom w liceum i historia o trzynastolatce. Razem z Tuszyńską przechodzimy wszystkie „fazy” związku Józefiny: początkową niepewność, potem zauroczenie i fascynację wielkim artystą, dumę z bycia wybranką kogoś wybitnego i nadzwyczajnego, trudności z uziemieniem osoby tak bardzo oderwanej od rzeczywistości, odkrywanie jego mrocznej strony, zdanie sobie sprawy z rzeczy niekoniecznie pięknych, rozczarowanie, rozpacz, rozdzierające reminiscencje. A w to wszystko wdziera się potwór wojny – sowieci, naziści, potem znowu sowieci, i znowu naziści, i komuna, i kolejne prześladowania. Zastanawiałam się, na ile pani Agata w książce umieściła siebie i swoje relacje z przeszłością. Część wojenną czyta się bardzo ciężko, niby człowiek wie, jak było i co robili Niemcy, ale mimo wszystko to po prostu boli, tak po ludzku, te bezsensowne śmierci, okrucieństwo, ten sprzedawca „lalek”… I wybory przed którymi bohaterowie musieli stawać na co dzień. Przeżyć i opuścić potrzebującą rodzinę czy opiekować się bliskimi, ale skazać siebie na pewną śmierć. Nie miałam również pojęcia, że Adam Ważyk był takim złamasem. Słowa o „mścicielach pana Jezusa” były totalnie bez sensu. Jezus był Żydem, antysemici wojenni i powojenni nie mieli z nim nic wspólnego. Ich religią była nienawiść. Autorka skupia się na Józefinie, chce przywrócić jej miejsce w historii, które (w sumie też na jej własne życzenie) gdzieś tam po drodze zniknęło i się rozmyło, ale nie idealizuje tej postaci. Nie wiem, czemu Juna chciała zachować wszystko dla siebie. Czy powodem była obawa przed prześladowaniem ze względu na pochodzenie, czy raczej wstyd, poczucie bycia oszukają, ośmieszoną? Często jej postawa mnie zadziwiała. Nawet patrząc na świat oczyma Józefiny, widziałam jej wady i irytowała mnie ona nie mniej niż sam Schulz. Generalnie miałam poczucie, że gdyby oboje żyli dzisiaj, ich związek miałby szanse na przetrwanie, nie tylko ze względu na możliwość bezproblemowego zawierania małżeństw między osobami innej wiary, ale w ogóle ze względu na inne podejście do relacji międzyludzkich. Może nauczyliby się komunikować ze sobą, on poszedłby na terapię i przepracował własne traumy oraz lęki, a ona nauczyłaby się z nim rozmawiać zamiast obserwować go jak robaka przez mikroskop. A może od początku znaliby swoje „warunki” i nie przystąpili nawet do negocjacji związkotwórczych, albo pobyli ze sobą w wolnym związku i rozstali się po miesiącu? Nie wiem, chcę wierzyć w szczęśliwe zakończenia, nawet jeśli są nierealistyczne.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na 7 1 rok temu
Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej Michał Rusinek
Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej
Michał Rusinek
Laureatce Nagrody Nobla, nie łatwo jest pozostać niezauważonym. Wisława Szymborska chciała spokoju, a jednak stała się sławna. Ale ta SŁAWA jej „nie zniszczyła”. I może się wydawać, że Wisława była zwykłą kobietą, ale właśnie w tej swojej zwykłości była niezwykła… W książce „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej” Michał Rusinek wspomina piętnaście lat spędzonych z Noblistką. Jako młody absolwent polonistyki został Pierwszym Sekretarzem Wisławy i towarzyszył jej aż do śmierci. W książce znajduje się wiele anegdot; powiedzonek; dyplomatycznie, a zarazem zabawnie skonstruowanych odpowiedzi na różne zaproszenia, które otrzymała Wisława, a także prywatnych fotografii, które przenoszą czytelnika do świata wspaniałej poetki. Oczywiście to nie jest wszystko, ale nie chcę za dużo zdradzać :) Po przeczytaniu tej książki myślę, że te piętnaście lat było wspaniałym czasem w życiu ich obojga. I chociaż Wisława cały czas zawracała się do Michała na per PAN, to wydaje się, że ich relacja była bliska. I mam na myśli tutaj wyjątkową przyjaźń, w której razem mogli na siebie liczyć. Piękna, wciągająca, zabawna a zarazem melancholijna historia, która naprawdę warto poznać. Polecam ! <3 Dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz do recenzji. Współpraca z wydawnictwem nie ma wpływu na treść recenzji.
zoska_na_ksiazkach - awatar zoska_na_ksiazkach
ocenił na 10 9 dni temu
Dziennik roku chrystusowego Jacek Dehnel
Dziennik roku chrystusowego
Jacek Dehnel
Raz. Bo to jest tak: czyta sobie człowiek książkę i kiedy już ją przeczyta, myśli sobie: kim jest jej autor(ka)? Czy to fajna persona? Sympatyczna? A może raczej buc i nadęta opona rowerowa? Pozer(ka) czy skromniacha? Dwa. Następuje chwila prawdy – trwa spotkanie autorskie i twarz z okładki przybiera zupełnie inne kształty, przemawia głosem dla nas zupełnie do twarzy niepodobnym. Zapada kurtyna, walą się ściany i sufit albo jest zupełnie na odwrót. Nasze wyobrażenie materializuje się i albo wali nas w twarz albo gładzi po policzku. I jest jeszcze trzecie spotkanie – dziennik, zapiski niemal intymne. Pisarek i literatów śniadaniowe rozmowy przy kawie. Politykowanie, śmieci wyrzucanie, krytykowanie i chwalenie. Odsłanianie kołdry, drzwi od szafy otwieranie, trochę takie zaproszenie dla nas, maluczkich (i ciekawskich!). I znów – albo wskakujemy pod pierzynkę, nieco tylko onieśmieleni sobą i autorką(em) albo czujemy, że to zupełnie nie to. Spłyciłem strasznie (ale to makabrycznie straszliwie) wszystko to, co J.Dehnel chciał przekazać. Bo przecież nie o okładkę miesięcznika tu chodzi, lajki, serduszka i sx. Ale że jestem od pana Autora starszy, to mogłem. Przeciekawa, zabawna, inteligenta i miejscami zaskakująca błyskotliwością i kategorycznymi sądami książka napisana, gdy J.D. stał się dżentelmenem w „pewnym wieku”, wieku rozliczeń, podsumowań i komentarzy. Jest nieco o pisaniu, życiowych wyborach, remontach, a najwięcej o podróżach, czytelnikach i spotkaniach autorskich (auć!). Dość potężna rozmiarowo (ale to przecież zapis roku całego) wyprawa do codziennego (miejscami zupełnie szarego lecz przeważnie bogatego w zapachy i kolory rodem z delhijskiej ulicy) świata pisarza i twórcy. Jedyny zarzut, jaki ośmielam się stawiać, to brak wyjaśnień personalnych, hu is hu (niekiedy znane tylko z ksywek i imion postaci przepływają jakimiś bezkresnymi falami przez mieszkania, hotelowe pokoje, spotkania i rauty, co jednych może bawić, innych dezorientować). Warto skorzystać z zaproszenia pana Dürera. Dehnela.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 1 rok temu
Tadeusz Rolke. Moja namiętność Małgorzata Purzyńska
Tadeusz Rolke. Moja namiętność
Małgorzata Purzyńska Tadeusz Rolke
Jestem bliżej, niż dalej. Jestem dalej, niż bliżej. Jakiś czas wstecz Kukuczka, teraz Rolke, później może Republika. Czas pokaże, co z tego wyniknie, faktem jednak jest, że ten wywiad rzeka z mistrzem fotografii czyta się bez pośpiechu, fragmentami, ze świadomością, że przeżyć tyle, co Tadeusz Rolke to trzeba się przynajmniej dwa razy urodzić. Fotografia, określona forma twórczego przekazu nie jest dla mnie i nigdy nie będzie tak szczególnie wrażliwym medium, jakim od zawsze jest dla niego. Za trzy tygodnie, 24 maja będzie obchodził swoje 88 urodziny. Miał 10 lat, gdy wybuchła wojna, pięć lat później brał udział w Powstaniu Warszawskim, które w konsekwencji zamieniło się dla niego przez jakiś czas w wielką tułaczkę, łącznie z możliwością oglądania pięknego Gdańska zanim spalili go Rosjanie. Jednak krótki cytat, którym w tym miejscu chciałbym się podzielić to już okres późniejszy, kiedy Polska Ludowa powoli dźwigała się z gruzów. Rodzaj ludzki, ty, ja, ksiądz Twardowski. Nie umiem odpowiedzieć, kogo do kogo ciągnie. Jest porozumienie telepatyczne, jest wibracja, o której wiesz, i jest pohib, czyli seksapil. Mówimy tak w naszej brygadzie: Prażmowski, Grygiel, Niedenthal też już się tego nauczył. Piękne słowo, chyba słowackie. Taka Ania na przykład miała kolosalny pohib. Świadomość życia i tworzenia, poszukiwanie dobrych kadrów w każdym ułamku życia, otaczanie się ludźmi, w znacznej większości kobietami. To coś na dobry początek w spontanicznej materii nocy. W pełnym spojrzeniu do odkrycia w poniższym linku: https://bit.ly/1001ksiazek
Summer_Magazine - awatar Summer_Magazine
ocenił na 9 7 lat temu

Cytaty z książki Dzienniki 1952

Więcej
Agnieszka Osiecka Dzienniki 1952 Zobacz więcej
Więcej