Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej

Okładka książki Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej
Adam Bednarczyk Wydawnictwo: Antyk reportaż
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
1997-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788386482030
Średnia ocen

                5,4 5,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej

Średnia ocen
5,4 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
78
78

Na półkach:

Książka opisuje wojnę w dawnej Jugosławii w latach 90. Autor opisuje swoje przygody, które przebył w chorwackim oddziale zwiadowczym. Bardzo dobrze się to czyta, można wczuć się w klimat tamtych lat i wydarzeń. Zastrzeżenia są co do wydania książki (z 2015 roku), bo zbyt często przecinki są w dziwnych miejscach, co trochę przeszkadza w czytaniu. Książka unikatowa, bowiem nie ma w naszym języku zbyt wielu pozycji o wojnie w Jugosławii, a tym bardziej takich, w których autor opowiada o wojnie, w której brał czynny udział, przez co miał później problemy. Zresztą myślę, że i tak nie opisał w niej wszystkiego co zrobił bądź co widział.

Książka opisuje wojnę w dawnej Jugosławii w latach 90. Autor opisuje swoje przygody, które przebył w chorwackim oddziale zwiadowczym. Bardzo dobrze się to czyta, można wczuć się w klimat tamtych lat i wydarzeń. Zastrzeżenia są co do wydania książki (z 2015 roku), bo zbyt często przecinki są w dziwnych miejscach, co trochę przeszkadza w czytaniu. Książka unikatowa, bowiem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

107 użytkowników ma tytuł Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej na półkach głównych
  • 57
  • 48
  • 2
24 użytkowników ma tytuł Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej na półkach dodatkowych
  • 12
  • 4
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jugosławia. Rozsypana układanka Beata Pomykalska
Jugosławia. Rozsypana układanka
Beata Pomykalska Paweł Pomykalski
„Jugosławia. Rozsypana układanka”, to pozycja, która plasuje się gdzieś pomiędzy klasycznym przewodnikiem a reportażem historycznym. Moja ocena to 6/10 – to rzetelne źródło wiedzy dla osób planujących podróż na Bałkany, choć czytelnik szukający głębokiej, literackiej analizy traumy wojennej może poczuć pewien niedosyt. Zawartość: Krajobraz po bitwie Autorzy postawili przed sobą ambitne zadanie: złożenie w jedną całość obrazu siedmiu państw powstałych po rozpadzie Federacji. Książka prowadzi nas przez skomplikowaną mozaikę narodów, religii i kultur, od słoweńskich Alp po macedońskie jeziora. Największą wartością publikacji jest jej aktualność i praktyczne spojrzenie na to, jak dziedzictwo Tito funkcjonuje w dzisiejszej rzeczywistości. Najważniejsze wnioski i rady płynące z lektury to: Bałkany to nie monolit: Pomykalscy świetnie punktują różnice między poszczególnymi republikami, pokazując, że „Jugosławia” była projektem kruchym i wielowarstwowym. Architektura jako świadek: Autorzy zwracają uwagę na jugosłowiański brutalizm i spomeniki (pomniki), które są niemymi świadkami dawnej potęgi. Warto patrzeć na budynki, by zrozumieć ideologię tamtych lat. Pamięć jest wybiórcza: Książka uczy, że w każdym z nowych państw historia rozpadu opowiadana jest inaczej, a „prawda” zależy od tego, po której stronie dawnej granicy się znajdujemy. Duszna atmosfera i duchy przeszłości Recenzję muszę zacząć od dusznej atmosfery, która momentami wyziera z kart tej książki, zwłaszcza gdy autorzy odwiedzają miejsca naznaczone konfliktami lat 90. Sarajewo czy Mostar w opisie Pomykalskich to miasta, w których duszność wynika z nagromadzenia historii – czujemy ciężar dziur po kulach w tynku i niewypowiedzianych wspomnień mieszkańców. Ta specyficzna bałkańska duszność to także słońce, kurz i zapach parzonej kawy, który miesza się z nostalgią za „lepszymi czasami” (jugonostalgią). Czytelnik czuje tęsknotę za utraconą jednością, która jednak zawsze podszyta była lękiem. Mimo ogromnej pracy włożonej w zebranie materiału, książka ma swoje słabości. Przede wszystkim momentami przypomina bardziej rozbudowany przewodnik turystyczny niż reportaż z duszą. Narracja bywa sucha, encyklopedyczna, a autorzy rzadko oddają głos samym mieszkańcom, skupiając się bardziej na opisach miejsc niż na żywych emocjach. Brakuje tu pazura, który pozwoliłby w pełni poczuć dramat „rozsypanej układanki”. Dla laika będzie to świetny wstęp, ale dla znawcy tematu – pozycja zbyt powierzchowna. „Jugosławia. Rozsypana układanka” to solidny fundament pod bałkańską wyprawę. Pomykalscy sprawnie porządkują chaos faktów, ale nie dają nam klucza do serca tego regionu. To książka dla tych, którzy chcą wiedzieć „co i gdzie”, ale niekoniecznie „dlaczego tak bardzo boli”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Psy z Karbali Marcin Górka
Psy z Karbali
Marcin Górka Adam Zadworny
Polska misja w Iraku z perspektywy dziesięciu różnych osób. Od szeregowca do ambasadora. Historie wojenne zawsze są porażające, ale to co tutaj bulwersuje najbardziej to dyletanctwo, niekompetencja i nieudolność polskiej klasy politycznej, która przecież odpowiada za całą tą imprezę. Łatwo było wysłać niedofinansowane wojsko w starych zdezelowanych Starach i Tarpanach, ale na tym łatwość się skończyła, a czym dalej w las tym nasi politycy dali d... po całości, z czego są zresztą słynni... Już dawno słyszało się historie, jak to nasi żołnierze inwalidzi po wstępnym wykurowaniu w bazie NATO w Ramstein, po powrocie do Polski musieli kuśtykać po płycie lotniska, bo władze nie zadbały nawet o podstawienie transportu dla naszych bohaterów. Nie mówiąc o tym jak działał (nie działał) system ubezpieczeń wojskowych, na ile było wyceniane życie żołnierza w Polsce, a na ile w USA itd. Ówcześni możnowładcy wysyłając naszych na tą imprezę nie wiedzieli nawet z jakim uzbrojeniem, na jak długo i jakie mają być cele polskiej misji. Całkowita prowizorka. Finalnie Polska ani polski biznes nawet nic na tej zabawie nie zarobił. A zarabiały nawet takie kraje jak Korea Płd. Na pytanie dlaczego, pada odpowiedź - być może nie umiemy. Moim zdaniem jest to kwintesencja naszych elit... Kiedy tak się traktuje swoich, to ciekawe jak sojuszników? Otóż, cała administracja iracka z tłumaczami na czele, która pracowała dla Polaków, została finalnie zostawiona na pastwę losu, a w zasadzie na czyhających na ich życie bojowników, którzy uważali ich za kolaborantów. Wiele państw ratowało swoich irackich sojuszników przed niechybną śmiercią i sprowadzało ich potem do siebie wraz z rodzinami, dzięki temu wykorzystywano później potencjał tych ludzi, którzy jako pracownicy wykształceni, znający języki i świat arabski byli nieocenieni. Wiele państw, ale oczywiście nie Polska! Być może nie umiemy...
FilipWładysław - awatar FilipWładysław
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Blokada Belgradu Momo Kapor
Blokada Belgradu
Momo Kapor
Wspomnienia jugosłowiańskiego i serbskiego pisarza Momcilo (Momo) Kapora dotyczące okresu nałożenia sankcji na Jugosławię przez ONZ z powodu wojny w Bośni. Niewątpliwie fabularyzowane, ale dzięki temu lepiej się czyta. Książka zawiera wiele ciekawych spostrzeżeń autora, wspólnych dla krajów postkomunistycznych. Jak np. przemiana niektórych czerwonych w brunatnych lub czarnych, bezmyślna fascynacja społeczeństwa gadżetami z wyżej rozwiniętych krajów czy nieświeżymi produktami spożywczymi (owoce sezonowe poza sezonem). Ale najciekawsza obserwacja dotyczy poglądów autora. Z początku jawi się nam jako przedstawiciel opozycji demokratycznej wobec postkomunistycznych władz (Milośević), by na koniec przedzierzgnąć się w serbskiego nacjonalistę. Miejsce znienawidzonego sierpa i młota zajęła jeszcze bardziej znienawidzona szachownica, element godła Chorwacji. Obrywa się nawet Macedończykom, jako narodowi bez własnej flagi, a może i nazwy państwa oraz Słoweńcom, za inne podejście do historii. Taka ewolucja pokazuje, że wszelkie sankcje zamiast zniechęcić społeczeństwo danego kraju wobec dyktatora, tylko konsolidują je wokół niego. Władza się zawsze wyżywi. Właśnie chociażby kosztem społeczeństwa, pokazując mu swojego wroga jako wroga kraju. Znamy to z lat osiemdziesiątych. Obyśmy nie musieli poznawać znowu. Niezależnie od powyższych przemyśleń politycznych autora, książkę świetnie się czyta, jest wzbogacona elementami humoru i erudycją autora. Lektura będzie przyjemnością dla każdego miłośnika kultury bałkańskiej.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 5 lat temu
Korespondenci.pl Dorota Kowalska
Korespondenci.pl
Dorota Kowalska Wojciech Rogacin
(2014) Polscy dziennikarze wojenni – radiowi, prasowi, telewizyjni – fotoreporter i operator, urodzeni w drugiej połowie XX wieku, głównie w latach 60. i 70., dzielą się swoimi doświadczeniami z  wyjazdów do byłej Jugosławii, na Bliski Wschód, Kaukaz, do Czarnej Afryki i Afganistanu, oraz innych miejsc. Relacjonowali konflikt rozgrywające się w latach 90. i dwutysięcznych, goniąc Zachód i kształtując krajowe standardy. Wyjąwszy Ryszarda Kapuścińskiego (1932-2007), można ich uznać za pionierów polskiego dziennikarstwa wojennego*. Opowiadają o tym, jak wyglądała ich praca na początku, kiedy zostali rzuceni na głęboką wodę, o ograniczeniach technicznych i topniejących budżetach. O doświadczeniach trudnych i traumatycznych, lęku i zagrożeniu życia, relacjach między redakcjami, kolegami po fachu, wzajemnej pomocy oraz rywalizacji, stresie i stosunkach rodzinnych. Powracają dwa kamienie milowe: rok ‘89, upadek komuny – kiedy otwarto granice i wszystko się zaczęło, oraz 11 września [2001], zamach na WTC, skutkujący masowymi wyjazdami do krajów objętych interwencją wojsk Koalicji: Afganistanu i Iraku. Teksty mają różną formę – większość to wywiady i rozmowy. Prowadzone w nieformalnej, koleżeńskiej atmosferze, mają wyraźnie swobodny charakter – co jest ich wadą i zaletą. Czyta się je bardzo przyjemnie, niezależnie od wagi poruszanych tematów, nie są jednak dostatecznie pogłębione. Brakuje detali: dat, nazwisk, szerszego kontekstu. Niektóre realizowano w duecie, inne w cztery oczy. Odbiorcy nieznającemu dziennikarskiego żargonu, niezaznajomionemu z podstawami pracy reportera, będzie brakowało informacji dotyczących tzw. kuchni, które są dla rozmawiających oczywiste. Wypowiedzi są subiektywne, co do pewnych kwestii rozbieżne, ale na ogół zbliżone, podzielające zapatrywania na własną pracę, jej charakter, cele i obowiązki. Równie podobnie, wybrzmiewają w kwestiach wielkiej polityki (choć sądy te są często bardzo uproszczone). Od reszty, odstaje nieco tekst o Baterze, który w dużym stopniu dotyczy korzeni i lat młodzieńczych. Jeśli ktoś nie zna tych faktów z innych źródeł, będzie czytał z zaciekawieniem, jednak reportaż powinien być dłuższy, traktować szerzej o tym co działo w strefach konfliktu, pracy dla radia i kolejnych stacji. Tu, i w kilku innych miejscach, wkradły się pewne błędy merytoryczne. Literacko, książka nie jest wybitna**, ale wypada przyzwoicie. Oferuje informacje często pomijane, nieobecne w oficjalnych relacjach, za to żywo dyskutowane w terenie, na gorąco, w zaciszu redakcji i zaufanym gronie. A także takie, które odbierają korespondentom spokój, które woleliby zapomnieć. W rozmowach powracają te same nazwiska, kolegów i koleżanek z branży, te same anegdoty, pojawiające się także w podobnych tytułach***. Jeśli kogoś ciekawi, jak wygląda pozyskiwanie informacji w terenie, gospodarowanie czasem, kontakty z fikserami i dobór tematów, co w pracy korespondentów jest trudne, za co kochają swoją pracę, książka przypadnie mu do gustu. Obecnie, kiedy technika pozwala na przesyłanie materiałów bezpośrednio, przez naocznych świadków i strony konfliktu, dzięki internetowi i lepszym zasięgom telefonii komórkowej, upowszechnieniu smartfonów, informacje zbiera się inaczej. Zawód korespondenta nie upadł, wiele zostało po staremu, ale dziś każdy może upublicznić swoją relację, i nikt nie jest skazany na serwisy informacyjne. Książka podsumowuje pewien etap, od 1989 do ok. 2010****. „[…] chcieliśmy zebrać w jednym miejscu relacje różnych ludzi, z różnymi doświadczeniami zawodowymi, spostrzeżeniami, a przede wszystkim pokazać ciekawych dziennikarzy, operatorów, fotoreporterów, którym dane było przeżyć więcej niż innym i którzy mieli wpływ na to, jak kolejne wojny i konflikty postrzegane były przez społeczeństwo” (str. 381-382). Kulisy pracy korespondentów: gorące momenty i wyjazdowa rutyna. Ogólny odbiór: 7/10. ________________ * Gdyby Radosław Sikorski (1963) publikował w latach 80. po polsku, poszerzyłby to grono dzięki swojej korespondencji z Afganistanu. ** Mimo obróbki, wypowiedzi ustne nie będą nigdy tak przemyślane jak forma pisemna. Wyjątkowo dobrze wypada tekst poświęcony Jagielskiemu. Dobrze czyta się też reportaż o Wiernikowskiej, choć jej wypowiedzi są absurdalne. *** Np. (zestawienie subiektywne): Wojna jest zawsze przegrana. Polscy reporterzy wojenni opowiadają o tym, czego do tej pory nie ujawniali – Honorata Zapaśnik (2019); Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie – Anna Wojtacha (2012); Wesoły rajski ptak. Ostatnia rozmowa. Artykuły. Wywiady – Wiktor Bater, Jarema Jamrożek, Izolda Kiec (2022); Dziwny jest ten świat. Opowieść o Waldemarze Milewiczu – Honorata Zapaśnik (2021); ciekawe uwagi znalazły się też w Nowym wspaniałym Iraku (2012) reportera Gazety Wyborczej, Mariusza Zawadzkiego. **** Powstała na krótko przed datą wydania. „W Syrii [od 2011] ginęli ludzie, na Ukrainie powoli zapełniał się Majdan [2013-2014] i z każdego z tych miejsc słali swoje relacje reporterzy. Szybko znaleźliśmy rozmówców [na potrzeby planowanego artykułu] i równie szybko okazało się, że mamy problem” (str. 381) – nadmiar materiału, stąd rozwinięcie w formie książkowej. Wojciech Rogacin (1968) ma w projekcie rolę podwójną – jest zarazem bohaterem jak i autorem; Dorota Kowalska (19??) nie jeździła na wojny. • BOHATEROWIE (in order of appearance): Jacek Czarnecki (1963) [wywiad] Maria Wiernikowska (1955) [wywiad wtopiony w reportaż] Krzysztof Miller (1962-2016) [wywiad] Artur Łukaszewicz (19??) [alfabet operatora (garść monologów)] Wiktor Bater (1966-1920) [reportaż biograficzny] Radosław Kietliński (1974) [rozmowa z Wojciechem Rogacinem] Wojciech Rogacin (1968) [dziennik z wyjazdów: Kuwejt i Irak, 2003-2004] Miłada Jędrysik (19??) [wywiad] Waldemar Milewicz (1956-2004) [reportaż] Piotr Górecki (19??) [wywiad] Wojciech Jagielski (1960) [reportaż] O tym, jak bardzo obciążające są wyjazdy w strefy konfliktów, jak mocno sprzyjają uzależnieniom, świadczą przykłady Krzysztofa Millera i Wiktora Batera, których już z nami nie ma*. Ten pierwszy popełnił samobójstwo, co do drugiego, nie upubliczniono jednoznacznej informacji, ale wiele na to wskazuje. ________________ * Sylwetka Krzysztofa Millera, tekst Joanny Kinowskiej (2018): https://culture.pl/pl/tworca/krzysztof-miller Izolda Kiec, Jarema Jamrożek "Wiktor Bater. Wesoły rajski ptak". [2022] https://www.youtube.com/watch?v=lw1V_-nkCI8 • UWAGI (wyd. I z 2014): Rozdział drugi: Maria Wiernikowska. Rozmowa przy włączonym telewizorze, w tle kadry z Euromajdanu, trwają walki z milicją, media donoszą o ofiarach śmiertelnych (2013-2014). Siłą rzeczy, protesty stają się jednym z tematów wywiadu, podczas którego padają kontrowersyjne zdania: „Po krwawych zamieszkach na kijowskim Majdanie [Maria Wiernikowska] stwierdziła, że Rosja ma sporo racji, powtarzając, iż był to siłowy zamach stanu” (str. 76). Ukraińcy nie obalali rządu. Janukowycz, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z UE, czym zawiódł oczekiwania społeczne; pokojowy protest studentów skończył się milicyjnym oklepem (2013), a to tylko wzmogło negatywne nastroje (warto mieć na uwadze, że studia zaczyna się tam w wieku 17 lat – pobito zatem dzieciaki). Protestujący domagali się integracji z Zachodem: poprawy stanu materialnego, lepszych perspektyw, wyrugowania korupcji i rządów prawa. Finalnie otworzono do nich ogień, co w demokratycznych państwach się nie zdarza. „Na Ukrainie, w momencie kiedy oni wchodzą do koszar czy magazynów po broń, to już jest zalążek wojny domowej” (str. 79). Nic takiego nie miało miejsce. To jest jakaś alternatywna rzeczywistość, narracja rodem z Russia Today. Zazwyczaj takie bzdury piszą anonimowi, internetowi pieniacze i ruskie trolle. „A ci, którzy stoją w tych hełmach, z ukradzionymi, zdobytymi gdzieś być może karabinami, to co? Oni są lepsi? Bo co? Z tej strony też padały strzały” (str. 89). Były jakieś epizodyczne sytuacje użycia broni palnej przez demonstrujących, ale to formacje wierne prezydentowi strzelały do protestujących jak do kaczek. Mamy tutaj bardzo niepokojący, emocjonalny tryb przypuszczający, który nie odnosi się do faktów. „Ja na przykład to, co widzę na tym obrazie z Ukrainy [w mediach], rozumiem kompletnie inaczej, niż tłumaczą to w tej chwili moi koledzy. Bo próbują mi wcisnąć, że trwa jakaś wolnościowa walka o pokój. To samo wciskali mi przez całą komunę. Mówili, że walczymy o pokój. A to jest wojna” (str. 98). Nikt w polskich mediach tak o tym nie mówił. Ukraińcy protestowali, bo nie chcieli być dłużej lennikami Moskwy. Mieli dość Janukowycza, jego kliki i kantów, tego co działo się w milicji, w sądach, na rynku pracy. Nikt nie sposobił się do wojny. Jeśli używano siły, to aby odeprzeć ataki milicji i Berkutu – formacji specjalnej podległej MSW. Owszem, zajmowano placówki publiczne, ale były one publiczne tylko z nazwy, bo tak naprawdę były częścią systemu. A ten system nie działał na rzecz obywateli. Niektórzy protestujący byli porywani i mordowani przez służby wierne prezydentowi. Polskie media, praktycznie od początku, solidaryzowały się z Ukraińcami, i przez długi czas był to temat numer jeden. Na ogół Polacy dobrze rozumieli sytuację i nie trzeba im było niczego tłumaczyć, sami dochodzili do oczywistych wniosków. Tymczasem Wiernikowska powiela narrację Kremla, a jest w tym wyjątkowo napastliwa i niemerytoryczna, choć z tego co mówi w innych miejscach, śledziła doniesienia długo i na różnych kanałach. To, że dochodzi do takich wniosków, jest wysoce niepokojące. Rozdział czwarty: w tekście pojawia się uśmiechnięty emotikon [:-)] (trzykrotnie). Gdyby nie informacja, że rozmówca się śmieje, zapisana kursywą (str. 151), można by dojść do wniosku, że to odpowiedzi mailowe (a może częściowo tak jest?). Rozdział piąty: str. 170 – „Przeprowadzili się z mamą do domu na peryferiach Warszawy” – Wiktor Bater, jako dziecko, przeniósł się do Izabelina (czyli pod Warszawę, poza granice administracyjne stolicy) [Nazwa dotyczy dwóch miejscowości: Izabelina B i C, dawniej był jeszcze Izabelin A; formalnie, z braku sensowniejszej klasyfikacji, jest to wieś, ale faktycznie duże osiedle przy Puszczy Kampinoskiej]; str. 171-173 – charakterystyka Natalii jest niespójna (sprzeczna), a do narracji wkrada się chaos; str. 177 i 178 – „Pojechał na miesiąc, został trzy, skończyły mu się pieniądze” oraz „Zarabiał tyle kasy, że wrócił do Niemiec dopiero po trzech miesiącach […]” – w pierwszym zdaniu czytelnik dowiaduje się, że po trzech miesiącach był spłukany, w drugim, że tak dobrze zarabiał, że jego pobyt przeciągnął się do trzech miesięcy; str. 182 – „do MDM-u” – albo „na MDM (Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową), albo „do Hotelu MDM”. Rozdział dziewiąty: str. 333 – „Mieszkał w podwarszawskim Międzylesiu […]” – informacja jak z Radia Erewań... Milewicz miał dom w Miedzeszynie, który tak jak Międzylesie, znajduje się w warszawskim Wawrze. Oba na M. Pomylono i osiedle, i lokalizację. Rozdział dziesiąty: str. 340 – „byliśmy w Kosowie w Macedonii” – mówi Górecki, dalej jest o uchodźcach z Kosowa, zatem przebywali w Macedonii (może też być mowa o historycznym Kosowie, po macedońskiej stronie granicy, a może chodzi o jakąś wioskę?)... błąd przy spisywaniu nagrania?; str. 345 – „wychodzą kontyngenty zachodnich wojsk, rejon wraca do lat osiemdziesiątych. Wojtek Jagielski będzie tam znowu jeździł i wydawał kolejne książki” – Modlitwa o deszcz (2002) dotyczyła burzliwego okresu po ‘89, który poprzedził wymarsz wojsk sowieckich; zatem chodzi o lata 90. UWAGI TECHNICZNE: str. 137 – Brat Pitt (Brad Pitt); str. 151 – żona (żoną); str. 184 – „o mały włos [a] dał [by] się zabić” (pominięte „a” i „by”); str. 199 – as-Sadrem i As-Sadra (niekonsekwencja w formie zapisu); str. 235 – tą torbę (tu: tą torbą); str. 275-276 – „Dłużej niż od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama” (Nie wyszła z domu sama na dłużej od wybuchu wojny? Od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama? Dłużej nie siedziała w domu nigdy, z uwagi na wojnę?); str. 290 – patroluje (tu: kontroluje); str. 344 – nie dobrze (niedobrze?). • Dla zainteresowanych światem, słuchaczy autorskich audycji wędrujących na falach Radiostacji, Radia Jazz, Bis i Kampus, w rodzaju Masali Maxa Cegielskiego lub programów puszczanych w sobotnim paśmie TOK FM (w latach dwutysięcznych): DZIAŁ ZAGRANICZNY: https://open.spotify.com/show/7iyTVDyRmiGgNZsnU14dOs PODKAST OŚRODKA STUDIÓW WSCHODNICH NA SPOTIFY: https://open.spotify.com/show/4rlctzUjrEtXKZM8Hd8gwO KANAŁ OSW NA YT: https://www.youtube.com/@OSWOsrodekStudiowWschodnich/videos PODRÓŻ BEZ PASZPORTU: https://open.spotify.com/show/1wSVEXCW0lXN5nMP2kwrDd BRZMIENIE ŚWIATA Z LOTU DROZDA: https://open.spotify.com/show/56Bt6ZA1QTfsn8IhAeazyk PO PROSTU WSCHÓD: https://open.spotify.com/show/5xaN4ZP3IM30iotmn4vjm7 Jeśli ktoś preferuje odsłuch off-line, tutaj może pobrać mp3: https://www.podkasty.info/ (jest wyszukiwarka). Istnieje też możliwość pozyskania nagrań z YouTube poprzez https://pl.savefrom.net/172/ i przekonwertowania na mp3 programem typu Format Factory (https://www.dobreprogramy.pl/formatfactory,program,windows,6628594429368449).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na 7 3 lata temu
Spokojnie. To tylko Rosja Igor Sokołowski
Spokojnie. To tylko Rosja
Igor Sokołowski
'"Multikulturalizm rosyjski opiera się na tym, że przedstawiciele różnych grup po prostu starają się sobie nie wchodzić w paradę, ale kiedy tylko to się nie udaje, dochodzi do konfliktów. Z tych konfliktów rodzi się wzajemna niechęć, często podgrzewana przez żądne krwi media, a to z kolei kumuluje stereotypy." Cytat ten w pełni określa zamysł autora. Bo też Rosja to bardzo dziwny kraj , pełen kontrastów zarówno pod względem geograficznym, religijnym o kulturowym już nie wspomnę. Igor Sokołowski zabiera czytelnika w podróż i to sensie dosłownym, bo książka ta jest zapisem jego podróży po Rosji. Ale jest to podróż zupełnie inna niż oferują to być może biura podróży. To zwiedzanie zupełnie nieoczywiste i zaskakujące. Wraz z autorem trafiamy najpierw do krajów nadbałtyckich zamieszkiwanych w większości przez Rosjan i jest to ostatni bastion Unii Europejskiej. Dalej już tylko ten ogromny kraj tak bardzo zróżnicowany. Jak bardzo widać to gdy autor trafia do Pskowa gdzie z jednej strony widać wycieczki oglądające bogato zdobiony Troickij Sobor, a drugiej strony widać stare kamazy, ziły czy przeładowane busiki pełne pasażerów podróżujących w nieludzkich warunkach. Nie inaczej jest w wielu odwiedzanych miastach i miasteczkach, gdzie zarówno lokale gastronomiczne czy miejsca noclegowe pamiętają jeszcze swoim wyglądem czasy Breżniewa. Są tez takie miejsca gdzie czas zatrzymał się na epoce Stalina. Do nich na pewno należy duża wieś Haroszewo gdzie znajduje się biblioteka i muzeum poświęcone dyktatorowi. Tam to autor mógł wysłuchać wykładu pani przewodnik przekazywanego z czcią i nabożeństwem. Takich perełek zresztą jest więcej, bo zwiedzamy choćby miasto Gżack poświęcone Jurijowi Gagarinowi. No i oczywiście Smoleńsk, kojarzący się nam z katastrofą lotniczą oraz ogromnym podziałem społeczeństwa. Poza tym jest to miasto godne zwiedzenia ze względu na swoją architekturę i zabytki. Sporo miejsca zajmuje opowieść o Rostowie nad Donem. To niekwestionowana stolica południowej części Rosji. Miejsce to wyróżnia się także tym, że jak to określa autor ludność zamieszkująca miasto nie należy do bohaterów pracy, co odbija się w wyglądzie miasta . Jest takie jedno zdjęcie w książce, które chyba najlepiej pokazuje jaki to kraj. Widać na nim ulicę, a raczej ubity trakt, na niej stragany, stado krów, a w tle w bliskiej odległości piękną budowlę z bogato złoconymi kopułami. I choć dziennikarz w epilogu wielokrotnie podkreśla, że aby poznać kraj to nie starczy życia, bo jego rozległość powoduje, że to co widzimy na początku podróży na jej końcu może być już mocno nieaktualne. A każda dziedzina wybierana jako temat przewodni zwiedzania jest również bardzo obszerna - końca nie widać.
Agnieszka Garncarczyk - awatar Agnieszka Garncarczyk
ocenił na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dobij mnie Europo... Wspomnienia z Wojny Bałkańskiej