rozwiń zwiń

Człowiek wśród skorpionów

Okładka książki Człowiek wśród skorpionów
Czesław Miłosz Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy publicystyka literacka, eseje
173 str. 2 godz. 53 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
1982-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1982-01-01
Liczba stron:
173
Czas czytania
2 godz. 53 min.
Język:
polski
ISBN:
830600745X
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Człowiek wśród skorpionów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Człowiek wśród skorpionów

Średnia ocen
6,3 / 10
4 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
443
421

Na półkach:

„Życie nasze, ja nasze to jest posterunek,
gdy my opuścim – utraci go już cała ludzkość na zawsze.” (s. 5)
Brzozowski
Jak napisze autor „Człowieka wśród skorpionów”:
„ Stanisław Brzozowski umarł 30 kwietnia 1911 roku we Florencji na gruźlicę czy, słuszniej byłoby powiedzieć, na nędzę w trzydziestym trzecim roku życia. W ciągu półwiecza, jakie upłynęło od tamtej chwili, nie było prawie dyskusji literackiej w Polsce, żeby nie padło jego nazwisko”.( s. 5.)
Cz. Miłosz, Człowiek wśród skorpionów. PIW,Warszawa 1982.

Czesław Miłosz pyta także o pamiątki w jego rodzinnym kraju
(jak chociażby wydanie zbiorowe jego dzieł).
Podkreśla przy tym,
że są to „białe kruki” do odnalezienia w wielkich bibliotekach.
To Florencja posiada pomnik na cmentarzu Trespiano,
autorstwa Roberto Passaglia z napisem: „Stanisław Brzozowski, poeta e filosofo” .
Zostaje też tekst Miłosza.
Jak podkreśli autor, traktat o nim krytycy nazwą apologią.
„Zarzut przyjmuję. Napisałem ten szkic bez pretensji do stawiania kropek nad i, bez pretensji do oceny trwałej. Cel mój był ściśle utylitarny. Ponieważ z podanych przeze mnie powodów o Brzozowskim mówi się dzisiaj kwaśno, trwożliwie, spuszczając oczy i obwarowując się mnóstwem zastrzeżeń, a nowe wydania jego pism na próżno czekają na łaskę cenzury, ktoś musiał zdobyć się na apologię.” (s.167.)

Poszukiwanie człowieka wśród skorpionów należy do Czytelnika.

P. S. Czytelnik dysponujący tekstem z 1982 r. natknie się na niezwykłą notę wydawniczą:
„Wydanie krajowe pierwsze. Wydanie pierwsze 1962 ukazało się nakładem Institut Litteraire. Paris. Niniejszy egzemplarz może być sprzedawany wyłącznie w Polsce i krajach RWPG. Sprzedaż i wysyłka pocztowa do innych krajów wzbroniona”.
Już wydawca zadbał o Miłosza na półce.
10/10

„Życie nasze, ja nasze to jest posterunek,
gdy my opuścim – utraci go już cała ludzkość na zawsze.” (s. 5)
Brzozowski
Jak napisze autor „Człowieka wśród skorpionów”:
„ Stanisław Brzozowski umarł 30 kwietnia 1911 roku we Florencji na gruźlicę czy, słuszniej byłoby powiedzieć, na nędzę w trzydziestym trzecim roku życia. W ciągu półwiecza, jakie upłynęło od tamtej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

120 użytkowników ma tytuł Człowiek wśród skorpionów na półkach głównych
  • 66
  • 49
  • 5
28 użytkowników ma tytuł Człowiek wśród skorpionów na półkach dodatkowych
  • 20
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Człowiek wśród skorpionów

Inne książki autora

Czesław Miłosz
Czesław Miłosz
Czesław Miłosz był synem Aleksandra Miłosza i Weroniki Miłoszowej z Kunatów. Urodził się w Szetejniach, dziedzicznym majątku matki położonym nad Niewiażą, w powiecie kowieńskim guberni kowieńskiej Imperium Rosyjskiego, w parafii Opitołoki, gdzie został ochrzczony w kościele Przemienienia Pańskiego w Świętobrości. Rodzina Miłoszów, pieczętująca się herbem Lubicz, należała do starego szlacheckiego rodu. Wielkie Księstwo Litewskie, na którego dawnych terenach Miłosz się wychował, wraz ze swą wielokulturową i tolerancyjną atmosferą, wywarło decydujący wpływ na twórczość poety, a on sam często odwoływał się do wspomnień z dzieciństwa (Dolina Issy). Inspirację stanowiło dla niego zarówno spokojne życie na wsi, jak i szalone podróże z ojcem. Ogromny wpływ na poetę wywarły także wydarzenia historyczne, których był świadkiem: rewolucja październikowa i wojna polsko-bolszewicka. 19 września 1917 urodził się jego młodszy brat, Andrzej Miłosz, późniejszy reżyser dokumentalista, publicysta i tłumacz. Miłosz studiował na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, najpierw polonistykę na Wydziale Humanistycznym, po krótkim czasie przeniósł się na Wydział Nauk Społecznych, by studiować prawo. Zadebiutował w 1930 na łamach uniwersyteckiego pisma „Alma Mater Vilnensis” wierszami Kompozycja i Podróż. Był członkiem głośnego w Wilnie Akademickiego Klubu Włóczęgów Wileńskich (AKWW). Ponieważ organizacja ta była programowo apolityczna, jego przyjaciółmi w tamtym czasie byli: komunizujący Teodor Bujnicki, Stefan Jędrychowski, Henryk Chmielewski, przywódca wileńskich narodowców Kazimierz Hałaburda, a także Paweł Jasienica czy znany podróżnik i założyciel AKWW Wacław Korabiewicz. Po wyjściu z AKWW razem z lewicującymi kolegami założył Klub Intelektualistów. Był członkiem grupy poetów Żagary i współtwórcą pisma o tej samej nazwie. Pracował w Polskim Radiu Wilno. Po wybuchu II wojny światowej Miłosz udał się na południe kraju. Gdy 17 września ZSRR zaatakował Polskę poeta znajdował się już w Rumunii. Wojska ZSRR zajęły Wilno, a potem przekazały je Litwinom. Miłosz powrócił do rodzinnego miasta, przyjmując obywatelstwo litewskie. Jednak już 14 czerwca 1940 ZSRR wkroczyło na teren Litwy i rozpoczęła się sowiecka okupacja. Poetą bardzo wstrząsnęły te wydarzenia, co miało odzwierciedlenie w jego poezji. Opuścił Wilno i przeniósł się do okupowanej przez Niemców Warszawy, gdzie pracował jako woźny w Bibliotece Uniwersyteckiej. Uczestniczył w podziemnym życiu literackim, pod pseudonimem Jan Syruć opublikował w 1940 r. tom Wiersze. Po upadku powstania warszawskiego Miłosz znalazł schronienie najpierw w Janisławicach, później w majątku Jerzego Turowicza w Goszycach. W styczniu 1945 roku zamieszkał w Krakowie. Brat Andrzej Miłosz, przebywający w czasie okupacji w Wilnie, także czynnie działał w podziemiu polskim. W 1943 roku Andrzej przemycił do Warszawy ukrytych w ciężarówce Seweryna Trossa i jego żonę. Czesław przyjął Trossów, znalazł im kryjówkę i wsparł finansowo. Pomógł także Żydówkom, Felicji Wołkomińskiej, jej siostrze i bratowej, które zbiegły z Warszawy w przededniu powstania w getcie. Trossowie zginęli w powstaniu warszawskim. Wołkomińska przeżyła i w 1957 roku wyemigrowała do Izraela. Za pomoc udzieloną rodzinie Trossów i Wołkomińskich Czesław i Andrzej Miłoszowie zostali uhonorowani przez Instytut Jad Waszem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (25 lipca 1989 roku). Podjął m.in. pracę w dyplomacji komunistycznego rządu Polski w Stanach Zjednoczonych oraz Paryżu, jako attaché kulturalny. W 1951 poprosił o azyl polityczny we Francji, kiedy w trakcie pobytu w Paryżu zdecydował się pojechać do redaktora „Kultury”, Jerzego Giedroycia, prosząc o ukrycie, i zabezpieczenie jego rzeczy do czasu, gdy otrzyma azyl polityczny. Obawiano się bowiem porwania, lub innej formy sabotażu ze strony polskich komunistów. Miłosz mieszkał przez pewien czas w Maisons-Laffitte, co doprowadziło do jego wieloletniej współpracy z tym pismem. Było to jednak powodem skandalu w części polskiej emigracji – przeciwko przyjęciu Miłosza protestowała m.in. redakcja „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego. Dwa lata później Instytut Literacki Giedroycia wydał Zniewolony umysł (1953) – esej skierowany do polskiej emigracji, mający wyrazić mechanizm myślenia człowieka w demokracjach ludowych. Józef Mackiewicz nazwał ją w londyńskim tygodniku „Wiadomości” „wielkim odpompatycznieniem myśli emigracyjnej”, jak podaje Witold Gombrowicz. W następnych latach Instytut Literacki wydał większość dzieł Miłosza, a sam Jerzy Giedroyc przedstawił jego kandydaturę do Nagrody Nobla. W 1960 Miłosz przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie wykładał literaturę słowiańską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, oraz na Harvardzie. Za granicą tworzył głównie poezję, bardzo różnorodną, choć największe uznanie zyskały jego wiersze polityczne (m.in. Który skrzywdziłeś). W PRL oficjalnie uznany za zdrajcę i renegata, został uroczyście potępiony przez Związek Literatów Polskich oraz niektórych autorów (Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Kazimierza Brandysa, Jarosława Iwaszkiewicza i Antoniego Słonimskiego). Do 1980 istniał zapis cenzorski, nie tylko zakazujący publikacji jego utworów, ale nawet wymieniania jego nazwiska (w sytuacjach koniecznych używano np. eufemizmu autor „Ocalenia”; pod nazwiskiem publikowano dokonane przezeń tłumaczenia, m.in. w antologii Poeci języka angielskiego [1969-1974]). Książki Miłosza były drukowane w podziemiu, przemycane z zagranicy, a dla nielicznych dostępne w działach prohibitów bibliotek uniwersyteckich. Miłosza odrzucała również część polskiej emigracji, zarzucająca mu początkowe poparcie dla komunistycznych przemian w Polsce i bolszewizm. Stosunek władz i środowiska emigracyjnego do Miłosza zaczął się zmieniać po 1980 r., kiedy poeta otrzymał literacką nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Rok później przyjechał do kraju, gdzie jego utwory zostały już oficjalnie wydane (choć część z nich ocenzurowano, a część mogła się nadal ukazywać tylko w wydaniach podziemnych). Stały się one natchnieniem dla rozwijającej się opozycji politycznej. W 1993 r. poeta definitywnie przeprowadził się do Polski, gdzie jako miejsce pobytu wybrał Kraków, jak twierdził „najbardziej zbliżony do Wilna”. Miłosz zmarł 14 sierpnia 2004 w Krakowie, przeżywszy 93 lata. Został pochowany 27 sierpnia 2004 w Krypcie Zasłużonych na Skałce. Pierwszą żoną Czesława Miłosza została w 1944 Janina z domu Dłuska, primo voto Cękalska. Poślubiła go w styczniu 1944 w Warszawie. Po zakończeniu II wojny światowej wyjechała wraz z mężem do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała do końca życia. Po jej śmierci Czesław Miłosz napisał wiersz Na pożegnanie mojej żony Janiny. Mieli dwóch synów: Anthony’ego (ur. 1947) i Piotra (ur. 1951). Drugą żoną Czesława Miłosza została w 1992 amerykańska historyczka Carol Thigpen-Miłosz. Czesław Miłosz przeżył również drugą żonę. Inicjację seksualną przeżył w wieku 15 lub 16 lat, podczas wakacji w Krasnogrudzie, z urodziwą mężatką Ireną, która nudząc się na letnisku spędzała z nim dużo czasu, a wieczorami uczyła tańczyć tango. W okresie studiów romansował m.in. ze studentką polonistyki Klementyną Sołonowicz (później matką Daniela Olbrychskiego), Tolą (którą poznał podczas wakacji przygotowując się do jesiennej sesji poprawkowej), Niką Kłosowską (starszą o dwa lata mężatką, z której powodu gospodyni wypowiedziała mu mieszkanie) oraz studentką Wileńskiego Studium Teatralnego Ireną Górską (później matką aktorów Macieja i Damiana Damięckich). W okresie paryskim ważną rolę w życiu poety odegrała Jeanne Hersch, obywatelka Szwajcarii polskiego pochodzenia, filozof, później profesor Uniwersytetu Genewskiego. Stała się dla niego ważną partnerką intelektualną, z którą prowadził dysputy światopoglądowe i literackie. Zainspirowała go do napisania powieści na konkurs ogłoszony przez Europejską Fundację Kulturalną. („Zdobycie władzy”), którą przetłumaczyła na język francuski. Miłosz wyprowadził się z siedziby paryskiej „Kultury” i zamieszkał z nią w jednym z paryskich hoteli. Zastanawiał się nawet nad porzuceniem Janki i dzieci. Burzliwy związek z zaborczą Jeanne szybko uległ jednak rozpadowi. Miłosz sprowadził żonę z dziećmi do Francji i zaaprobował postawione przez nią warunki. Ich wieloletni związek usankcjonował ślub kościelny w polskim kościele przy ul. Saint Honoré w Paryżu, zawarty 13 stycznia 1956 r. Drugą wielką miłością Miłosza była tajemnicza „Ewa”, dziennikarka z Polski, która jesienią 1979 r. w Berkeley przeprowadziła z nim serię wywiadów. Zafascynowany młodszą od siebie o 31 lat dziewczyną, zaproponował jej posadę asystentki. Owocem tego związku był wydany w 1984 r. tom „Nieobjęta ziemia”, który jak wyznał poeta powstał „całkowicie pod znakiem Ewy”, gdyż dzięki niej nastąpiło u niego „jakieś otwarcie na wymiar osobisty ludzkich spraw”. Konstanty Jeleński namawiał nawet przyjaciela na rozwód, ale Miłosz okazał się „absolutnie niezdolny do opuszczenia schorowanej żony”. Związek trwał trzy lata. Partnerka nie zgodziła się na ujawnienie swoich personaliów, choć zdaniem biografów, miłośnicy twórczości poety bez trudu zidentyfikują jej osobę. Zafascynowana jego twórczością opracowywała i redagowała zbiory wierszy poety, tłumaczyła jego utwory na język angielski i wydała o nim książkę. Wiersze Czesława Miłosza są intelektualne, a metafory, jakich używa – sugestywne. Jego twórczość z lat 30., przed II wojną światową jest przesycona katastrofizmem. Dominuje w niej rozmach, metaforyczność, rytmiczność, wizje apokalipsy. Wiersze pisane podczas wojny nie mają już w sobie tyle patosu. Są znacznie mniej ozdobne. Poeta stawia na komunikatywność wiersza – na zrozumiałość zawartych w nim treści filozoficznych i intelektualnych. Część z tych wierszy poświęca Miłosz okupowanej Warszawie (Miasto, Błądząc), w której spędził prawie cały okres wojny. W twórczości Miłosza przypadającej na okres wojny da się również zauważyć świadome odchodzenie od tematyki wojennej. Znajdziemy wiersze opisujące zwykłe piękno świata, który – mogłoby się wydawać – nigdy nie zaznał wojny. Tak jest w wierszu Piosenka pasterska czy w cyklu Świat (poema naiwne) z 1943 r. Wprowadził do literatury polskiej nowy gatunek literacki – traktat poetycki (traktat-poemat), który, zdaniem poety, był wymierzony przeciwko nowoczesności rozumianej jako zawężenie i rozszerzał „pojemność” poezji. W zamieszczonym w tomie Światło dzienne Traktacie moralnym piętnuje zanik wartości, krytykuje brak moralności i wskazuje na to, co jego zdaniem należałoby zmienić w ludzkiej mentalności. W 1957 r. napisał Traktat poetycki, ukazujący historię poezji polskiej XX w. W tomie Druga przestrzeń (2002 r.) znalazł się Traktat teologiczny, w którym Miłosz rozważa problem tajemnicy wiary. Wiele utworów Miłosza z późnego okresu twórczości jest przykładem pisarstwa sylwicznego, komponowanego na pograniczu wypowiedzi poetyckiej, eseistycznej i prozatorskiej. Oprócz wielu tomów poezji Czesław Miłosz wydał kilkanaście zbiorów esejów. Najgłośniejszy z nich, tłumaczony na wiele języków Zniewolony umysł – do dziś uważany jest za wybitną próbę naukowej analizy działania propagandy komunistycznej. Inne ważne zbiory to przede wszystkim Ziemia Ulro, Ogród nauk, Widzenia nad zatoka San Francisco. Miłosz po zerwaniu swoich związków z komunistycznymi władzami wyrażał w swej twórczości niechęć i krytykę w stosunku do PRL, często piętnował polski nacjonalizm, krytykował tradycyjny polski katolicyzm – określając go ciemnogrodem. Wszystkie jego utwory objęte były w 1951 roku zapisem cenzury w Polsce, podlegały natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ziemia Ulro Czesław Miłosz
Ziemia Ulro
Czesław Miłosz
Sam Czesław Miłosz mówi nam, iż ten zbiór esejów jest ubocznym produktem jego pracy intelektualnej nad literaturą (w dużej mierze romantyczną i post-romantyczną) środkowoeuropejską i rosyjską w przygotowaniu kolejnego sezonu wykładów na amerykańskiej uczelni. Trudno dziś już pewno ustalić, na ile eseje te stanowiły treść samych wykładów, na ile zaś były ich szkieletem, osnową czy resume raczej? Trochę nam tu o swej pracy nauczyciela akademickiego opowiada; wyobraża ktoś sobie być na takim kursie, gdzie sam Miłosz, wychodząc od pytania “unde malum?” prowadzi nas do rozważań o manicheizmie? Ja mam dreszcze na samą myśl o tych wykładach. Miłosz, w poczuciu i przeczuciu określoności i skończoności swego czasu na ziemi, zajmować się postanawia jedynie twórcami literatury, których uważa za ważnych dla i swego literackiego świata, do swego kręgu ich zalicza, sam zaś siebie często mianuje ich spadkobiercą. Zajmuje się więc w swych rozważaniach Mickiewiczem, Svedenborgiem, Blake’m, Dostojewskim i swym stryjecznym antenatem: Oskarem Władysławem Miłoszem. W rozważaniach o Mickiewiczu, nie kryjąc swej fascynacji wielkością jego dzieła, ostro rozgranicza jego działalność publicystyczną, filozoficzną i mesjanistyczne kaznodziejstwo - tych ostatnich nie pojmując. Zauważa też, że oba te sprzeczne nurty jego działalności mają wspólny korzeń, a jest nim jego zagłębienie w duchowość i lokalną obrzędowość, w pierwszym odbiorze chrześcijańską, w rzeczywistości zaś miksującą owe chrześcijaństwo z licznymi naleciałościami rodzimowierczymi a może i po-judaistycznymi. Sam więc sobie odpowiada niejako na pytanie o zagadkę tej sprzeczności w postaci narodowego wieszcza. W sporze postaw, choć nigdy zdaje się nieodbytej konfrontacji między Simone Weil (znawczynią gnozy, średniowiecznych herezji i manicheizmu) a Teilhardem de Chardin (rzecznikiem , guru i filozoficznym uosobieniem idei “nowego chrześcijaństwa”) staje Miłosz po stronie tej pierwszej, we francuskim filozofie zaś widząc wielkiego mistyfikatora, wspomagającego Kościół w jego mimikrze i próbie znalezienia sobie miejsca we współczesności, w której de facto nie ma już dla niego miejsca. W ogóle podoba mi się to dążenie Noblisty - wychodzącego wszak z prowincjonalnej, pełnej grozy i obrzędowości odmiany katolicyzmu - do wszelkiego dualizmu, gnozy, manicheizmu. To mi bliskie, jakoś to ze mną koresponduje: gdyby dana mi była łaska wiary, to poprosiłbym o taką w duchu średniowiecznych herezji, koniecznie antytrynitarską, najchętniej może ariańską. Jakże interesująco brzmi wykładnia Miłosza o niekompatybilności kulturalnej ludzi porozumiewających się różnymi językami; zwłaszcza w dziedzinie języka i literatury, szczególniej jeszcze poezji. Nie da się rozumieć poezji obcojęzycznej, samemu nie będąc członkiem danej społeczności-kultury. Ta refleksja zawsze towarzyszy mi lekturze poezji Rilkego w tłumaczeniu Jastruna; wydanie jest dwujęzyczne i w obu potrafię to przeczytać, ale zawsze zastanawiam się, czy to Rilke mnie zachwyca, czy równie genialna re-interpretacja innego wspaniałego poety? A jak paradoksalnie brzmi ta wypowiedź w głosie Miłosza, właśnie próbującego (wykładami w Berkeley) dokonać - we własnym swym przekonaniu niemożliwego - wyłożyć słowiańszczyznę ludziom nie potrafiącym Europy (to może bardziej już dzisiejsi Amerykanie) wskazać na siatce globusa… Daje zaś asumpt do dalszych przemyśleń, gdy mówi o - wynikającej z samej konstrukcji składniowej języka (tu: polskiego) - niezdolności wyrażania w nim pewnych pojęć czy idei. I tak właśnie przekonuje nas o ułomności polszczyzny w opisywaniu pojęć filozoficznych czy nieprzystawaniu jej do metafizyki. Stąd niemożność przełożenia na polski francuskich tekstów filozoficzno-metafizycznych O.W. Miłosza przez jego duchowego “syna”. Muszę przyznać, że “Ziemia Ulro” to pozycja trudna, angażująca mocno umysł i wymuszająca dalsze poszukiwania. Coś o filozofii trzeba już wiedzieć, coś słyszeć o kabale, znać pojęcia teozofii i nawet teorii względności (!). Trzeba przyznać, iż Miłosz - kilkukrotnie podkreślając, że nie jest filozofem (sam mianuje siebie poetą i “historykiem idei”) - doskonale orientuje się w zawiłościach filozofii minionych wieków i sobie bardziej współczesnych. Wiemy więc nieco, na czym polega “praca” poety, gdy nie pisuje tych kilku wierszy rocznie: czyta Junga, medytuje, śledzi doniesienia z zakresu fizyki i kosmologii, rozmyśla, porównuje i tłumaczy. Olga Tokarczuk ma pewnie tak samo. Czy dziś mianowani literaccy nobliści będą choć starali się dogonić w umysłowej potędze tych z lat minionych? Za mało znam Miłosza, za mało Go czytuję…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 8 1 rok temu
Dziennik pisany nocą 1971-1972 Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą 1971-1972
Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą jest jedną z tych książek, o których nie pamiętam już gdzie wyczytałam, że warto. Kiedy przyszedł czas, Herling-Grudziński sam mnie znalazł w jakimś antykwariacie, choć później i tak musiał jeszcze swoje odczekać na półce. A gdy “ta” chwila nadeszła okazało się, że książka zupełnie nie jest tym, czym sądziłam, że będzie. Na początku było mi trudno się zorientować o co chodzi, bo Grudziński pisze tu o wszystkim i o “niczym”. Kolejne wpisy to mini eseje o trzęsieniu ziemi, cenzurowanych w tamtym czasie pisarzach, czy komentarze do ówczesnej polityki międzynarodowej, która mnie prawie w ogóle nie interesuje. 🌃 Jak ten Grudziński pisze! Czytałam jednak dalej, bo Dziennik pisany nocą napisany jest świetnie. Grudziński fantastycznie łączy kropki i opisuje to zdaniami, za które go podziwiam. Pociągało mnie to, choć nie byłam pewna, czy zrozumiem przekaz. Ale jednak ten piękny język Grudzińskiego przekonywał mnie żeby czytać dalej nawet, jeśli książka jest o tematach mi odległych. Choć tytuł wskazywałby, że jest to dzieło autobiograficzne, we wstępie Krzysztofa Pomiana dowiadujemy się, że nie do końca tak jest. Wprawdzie wydarzenia pokrywają się z biografią autora, ale nie zawsze są prawdziwe, natomiast zawsze przybliżają coś interesującego. 🌃 Nie-dziennik Eseje, bo każdy wpis to coś więcej, niż tylko notka, opowiadają punkt widzenia człowieka, który żył w Polsce, ale przez panujący w niej terror, musiał wyjechać. Wylądował we Włoszech i z tej perspektywy opisuje to, co go otacza, oraz wspomina dawne czasy. Robi to w spokojny i opanowany sposób, co mi przypomina o Tyrmandzie i jego Porachunkach osobistych, które były kompletną odwrotnością stylu Grudzińskiego. Myśli narratora płyną w kierunku traumy pokoleniowej po życiu w ustroju komunistycznym i tych warunkach panującej cenzury i strachu. Autor-narrator pisze też o życiu poza Polską, ale z Polską obecną między słowami i w odniesieniu do niej, o kulturze, sztuce, literaturze i wszystkim, co go otacza. Jest też sporo wątków antyreligijnych, a nawet antykatolickich, rozważań filozoficznych i innych głębszych przemyśleń o życiu. 🌃 Nie ma łatwo To nie jest zwykły dziennik, w którym jest codziennie i o wszystkim. Narrator raz wspomina o zwykłej codzienności, choć też w politycznym kontekście, ale od razu dodaje, że ten wpis to wyjątek, bo nie pasuje do jego idei tego dzieła. W ogóle, jak się okazuje jest tych dzienników więcej, a lata 1971-1972 to pierwszy tom. Nie wiem jednak, czy sięgnę po kolejne, bo nie jest to łatwa lektura, choć w tym jej największa siła. Kolejne zdania zaskakują budową i treścią. Dawno nie czytałam nic, co mimo odległości tematów, tak by mnie ciekawiło, a jednocześnie zmuszało do wysiłku: myślenia i skupienia. Dziennik pisany nocą to książka raczej dla fanów Grudzińskiego, albo osób zainteresowanych polityką i kulturą w latach ‘70. Ewentualnie kogoś, kto tak jak ja kocha piękne zdania.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 7 3 lata temu
Dziennik pisany nocą 1973-1979 Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą 1973-1979
Gustaw Herling-Grudziński
*** "[...]dziennik dobry, czy w każdym razie wart czytania, jest tym, w którym pisarz wysuwa tylko co pewien czas czułki ze skorupy. I natychmiast je chowa". *** Jak wynika ze słów samego pisarza, nie gustuował on w dziennikach zbyt osobistych. Grudziński uważał, że pozwalając sobie na zbyt intymne wyznania, pisarz bezwiednie podporządkowuje swoje zachowania pragnieniu, aby wypaść "dobrze", czyli schlebia gustom odbiorcy. Taki stan twórca "Dziennika pisanego nocą" ironicznie nazywa: "strojeniem min przed lustrem w egotyczno -publicznym konfesjonale". To podejście zaskakuje odmiennością, ale taki właśnie "inny", mało intymny jest charakter zapisków Grudzińskiego. Mało tu osobistych wyznań, są za to obszerne rozważania na temat polityki, literatury i obłędnego galopu"historii spuszczonej ze smyczy" (określenie sformułowane przez Jerzego Stempowskiego). Mamy tu więc rozliczenia z faszyzmem i komunizmem, krytykę zauroczenia zachodnich elit powojennym bolszewizmem oraz eseje na temat dzieł literackich, które mogłyby być oddzielnie funkcjonującymi tekstami. Jeszcze innym, ciekawym zabiegiem literackim, zastosowanym przez pisarza jest celowe nakładanie ma siebie dwóch porządków narracyjnych: dokumentalnego i literackiego. Mogę tu jako przykład podać zamieszczony w 1976r. opis wyimaginowanej podróży pisarza do Pragi, której fikcyjność autor sam w końcu ujawnia. Opis tejże podróży jest tak wiarygodny, że gdyby nie dementi Grudzińskiego, wielu czytelników odebrałoby go jako prawdę.Tymczasem zapis ten był, tak naprawdę samodzielnym utworem, nowelą opowiadającą historię, która hipotetycznie mogła się wydarzyć. Badacze "Dziennika pisanego nocą" nie mają wątpliwości, że podobne fikcyjne historie, znajdują się na kartach diariusza tego pisarza, ale jego twórca nie zawsze informuje o tym czytelnika. A jaki był mój osobisty odbiór diariusza Gustawa Herlinga - Grudzińskiego? Czytałam tę książkę dosyć długo, powoli i małymi porcjami. Niektóre rozważania do mnie nie przemawiały. Były jednak fragmenty, które czytałam z dużym zainteresowaniem. Oprócz opinii na temat bieżącej sytuacji w krajach "za żelazną kurtyną" zainteresowała mnie wyraźna fascynacja pisarza twórczością Gombrowicza (szczególne poważanie jego "Dzienników") i Franza Kafki. Poruszyły mnie rozważania na temat "Pożegnania z Marią", "Proszę państwa do gazu" oraz ocena postawy i samobójczej śmierci Borowskiego. Bardzo elektryzujące okazały się dla mnie również uwagi na temat książek: Moczara "Rozmowy z katem" i Konwickiego "Kompleks polski". Mocne były także krytyczne i ironiczne opinie na temat polskich pisarzy ulubionych przez komunistów w Polsce np. Żukrowskiego czy Marii Dąbrowskiej. Bardzo interesujące są uwagi o komunistycznej cenzurze i narodowej megalomanii Polaków. Grudziński bezlitośnie rozprawia się też z postawą części emigracyjnych elit rosyjskich wobec polityki Breżniewa. O przedstawicielach nowych elit rosyjskiej emigracji, którzy popierają politykę Rosji, Grudziński pisze, że sprawiają wrażenie "lekko trąconych psychicznie" (określenie sformułowane przez Gałczyńskiego). I na koniec. *** "Wiele jest odmian polskości, o której Polacy rozprawiają z zapałem przy lada sposobności; trzy wypunktowane tutaj [w "Kompleksie polskim" Konwickiego] otwierają zaledwie listę. Gębowata polskość "pawia i papugi", samodurna i prowincjonalna. Postękująca polskość "ofiar historii", jałowa i częściowo przynajmniej zakłamana. Polskość swego ludzkiego"ja", suwerenna i wolna na przekór niewoli".
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 8 2 lata temu
Rodowody niepokornych Bohdan Cywiński
Rodowody niepokornych
Bohdan Cywiński
Książka-legenda pokolenia moich rodziców. Pierwszy kontakt z nią, w podziemnym wydaniu (chociaż była legalnie wydana w 1971 r.) na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Później leganie wznawiana, w lepszej szacie edytorskiej, ze zdjęciami. Autor opisał losy polskiej inteligencji z przełomu XIX i XX wieku, pokolenia chyba najważniejszego w historii naszego kraju minionego stulecia. Praca rozpoczyna się od rozdziału poświęconemu Uniwersytetowi Latającemu (później recypowanemu w latach 70-tych minionego stulecia), a więc tematowi wówczas nieznanemu i niedocenianemu. W sposób oddolny, bez pomocy władz powstała w Warszawie, w „Kraju nadwiślańskim”, bez żadnej autonomii, z wiecznie trwającym stanem wojennym, uczelnia dla kobiet, z usystematyzowanym programem i wysokim poziomem nauczania, gdzie nauczali najwybitniejsi ówcześni intelektualiści, a wśród słuchaczek było pierwsze pokolenie wybitnych polskich kobiet końca XIX i początku XX wieku. Dopiero po latach przychodzi refleksja – tak się rodziło społeczeństwo obywatelskie. W kolejnych rozdziałach autor omawia ówczesnych luminarzy polskiej myśli w zaborze rosyjskim, historię ruchu socjalistycznego, tego prawdziwego – od Piłsudskiego, Krzywickiego, Brzozowskiego a także jego połączenie z ideami pozytywistycznymi, które zaowocowało pracą wśród warstw gorzej sytuowanych, przypomina takie zapomniane dziś postacie jak Cecylia Śniegocka czy Stefania Sempołowska. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy recenzenci, Cywiński nie pomija okoliczności powstawania endecji i dryfowania jej programu w stronę coraz bardziej agresywnego nacjonalizmu. Wadą, którą później sam autor zauważył jest brak jakichkolwiek nawiązań do ruchu ludowego, nie tylko w zakresie politycznym, ale przede wszystkim społecznym, edukacyjnym i dotyczącym uświadomienia narodowego oraz społecznego. Cywiński był związany z kręgiem Tygodnika Powszechnego i Znaku, więc nie mogło zabraknąć rozdziałów na temat kościoła katolickiego, zarówno instytucjonalnego, jak i jego co bardziej znanych przedstawicieli czy świeckich sojuszników, w tym m.in. znanych pisarzy i innych twórców. Wreszcie ostatnie rozdziały dotyczyły zetknięcia się radykałów społecznych, szczególnie socjalistów, z chrześcijaństwem, a raczej jego przesłaniem, a nie instytucjonalną ortodoksją. Tu bohaterami są m.in. ksiądz Władysław Korniłowicz, założyciel ośrodka dla niewidomych w Laskach, Stanisław Brzozowski czy grono osób, które będąc w starszym wieku w czasie I wojny światowej powróciło do chrześcijaństwa. Pod koniec komuny to przesłanie, podobnie jak książka Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog” było jakby pieczęcią współpracy dwóch środowisk – radykalnej lewicowej inteligencji oraz wierzących, bardziej jednak przeciwko wspólnemu wrogowi, niż o realizację jednolitej wizji przyszłego społeczeństwa i państwa, jak się później okazało. Tak czy inaczej książka pokazuje proces formowania się polskiej inteligencji, elit, które odzyskały niepodległość i rozpoczęły budowę nowej, bardziej egalitarnej wspólnoty. Bo kogo tam nie ma? Oprócz już wymienionych są m.in. Nałkowski, Abramowski, Strug, Sieroszewski, Krzywicki, Radlińska, Żeromski, Dawid, Dygasiński, Jellenta, Waryński, Mahrburg, Limanowski, Bogusz i wiele innych osób. Wybitne książka, którą powinien przeczytać każdy, kto się interesuje historią najnowszą,kulturą XIX i XX wieku oraz przemianami społecznym na naszych ziemiach. Tym bardziej warto, że nowe wydanie PWN z 2010 roku, solidne edytorsko (twarda oprawa, zdjęcia,indeks, ale niestety brak bibliografii) jest dostępne za śmiesznie niską cenę.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 9 2 lata temu
Bajki różne. Opowieści biblijne. Rozmowy z diabłem Leszek Kołakowski
Bajki różne. Opowieści biblijne. Rozmowy z diabłem
Leszek Kołakowski
(Opinia wystawiona po przeczytaniu całej książki z wyłączeniem "Rozmów z diabłem", tej części przebrnąć nie umiałam) Leszek Kołakowski był filozofem- a więc niemal cała jego twórczość w pewien sposób poświęcona jest tej dziedzinie nauki, bajki zawarte w tym wydaniu również. Książkę kupiłam z myślą o przeczytaniu "13 bajek z Królestwa Lailonii", resztę przeczytałam przy okazji i muszę powiedzieć, że nie żałuję! Wydanie rozpoczynamy od wcześniej wspomnianych bajek, są to niedługie opowiastki idealne do czytania dziecku przed snem. Jednak nie bez powodu w tytule napisane jest "dla dużych i małych", bajki te zawierają również drugie dno, które zrozumieć można po pewnym namyśle uprzedzonym analizą- bardzo podobnie jak w przypadku "Małego Księcia". Muszę przyznać, że czytanie tej części było dla mnie najprzyjemniejsze i bajki okazały się całkiem fajnymi historiami, które rozbawiły nawet mnie. Następnie mamy "Trzy bajki o identyczności", właściwie to po wliczeniu dodatku na końcu wydania, otrzymałam cztery bajki. Są one niezwykle podobne do tych poprzednich, jednak w mojej opinii zawierają mniej elementów humorystycznych. Kolejną częścią wydania jest "Klucz niebieski". Fragmenty te zawierają opowieść wyrwane z biblii przedstawione w nieco bliższy naszej codzienności sposób. Na koniec każdej z nich, umieszczone są krótkie "morały", które morałami tak na prawdę nie są, jednak o tym każdy przekona się czytając samemu. Opowieści te można interpretować na różne sposoby- jak dla mnie (po zaznajomieniu się nieco z osobą Kołakowskiego) są to wskazówki do tego jak opowieści biblijnych rozumieć nie należy. Na końcu mamy nie przeczytane przeze mnie "Rozmowy z diabłem". Ich język jest jak dla mnie zdecydowanie najtrudniejszy do przyswojenia. Jak sam tytuł wskazuje, są to wypowiedzi samego diabła (a właściwie diabłów) na różne tematy w różnych sytuacjach losowych. Wydaje się być to fragment niezwykle interesujący, jednak o niecodziennej formie. Jak zapewne każdy kto przeczytał moją opinię, zauważył że konkretne "części" książki uszeregowane są według pewnego "poziomu zaawansowania". Osobiście uważam, że jest to pozycja, po którą warto sięgnąć kilka razy w swoim życiu.
Foxy - awatar Foxy
ocenił na 9 4 lata temu
Ręka Flauberta Renata Lis
Ręka Flauberta
Renata Lis
To fantastycznie erudycyjny, a zarazem bardzo autorski - by nie powiedzieć: intymny, jak przystało na esej - obraz życia i twórczości autora "Pani Bovary”. Zostałem zwłaszcza wręcz uwiedziony szerokim kontekstem kulturowym, prezentowanym przez Autorkę. A nie stroni ona także od komentarzy czy wręcz domysłów psychologiczno-społecznych co do swego bohatera. Ba, sięga także po - jakże to francuskie - szczegóły z jego życia seksualnego. Jest tam miejsce i na relację z innym mężczyzną, i ze słynną a toksyczną Lousie Colet, i z egipską kurtyzaną, i chyba z najważniejszą: angielską guwernantką jego siostrzenicy (która wprawdzie przetłumaczyła „Pani Bovary” na angielski, ale książka ta ukazała się na wyspach w przekładzie… córki Karola Marksa!) . Mimo że nigdy się nie ożenił, kobiety były dla niego ważne i to nie tylko jako obiekty seksualne, choć ten wymiar był dlań hmmm… nie bez znaczenia… Ale najbardziej rzuca się w oczy to, co było istotą i twórczości Flauberta, i jego samego czyli nienawiść do mieszczaństwa – a zatem do większości Francuzów. Nie znosił ich postawy rozumianej jako brak ideałów, ciasnota umysłowa, wąskie horyzonty i jeszcze węższe zainteresowania, przyziemność egzystencji, a zarazem łzawy sentymentalizm, pretensjonalność, małostkowość. Nie przypadkiem wiele tych cech przypisał najgłośniejszej postaci literackiej, jaką powołał do życia. A potem do śmierci. Za tę niechęć odpłacono mu pięknym za nadobne. W relacji z pogrzebu Flauberta Zola dziwi się, że w pogrzebie w Rouen nie uczestniczyli w zasadzie mieszkańcy miasta, a przecież chowano największego jego obywatela. A to taka właśnie była zemsta tychże mieszczan, których nb. bardziej interesowała paryska socjeta przybyła na pogrzeb niż zmarły pisarz…. A za życia mieszczaństwo, w postaci państwa francuskiego, wymierzyło mu konkretny cios – został oskarżony o obrazę moralności w „Pani Bovary”. Prok. Pinard przed sadem zwracał uwagę zwłaszcza na to, że „Emmy nikt nie potępia” (a jak podkreśla Autorka, nikt też przecież jej nie współczuje….). Ostatecznie sąd uniewinnił pisarza, którego proces dał książce tylko reklamę. Jednocześnie jednak Renata Lis przypomina, że pół roku potem prok. Pinard doprowadził do skazania Charlesa Baudelaire’a za „Kwiaty Zła”- przy poecie wyklętym Flaubert był wręcz wzorowym obywatelem. Niezwykle ciekawy jest także wątek spotkania Wschodu i Zachodu w kontekście przyjaźni Flauberta z Turgieniewem (a Autorka specjalizuje się w kulturze rosyjskiej - polecam także jej rzecz o nobliście Iwanie Buninie pt. „W lodach Prowansji”). „Ręka Flauberta” to lektura dająca, oprócz wiedzy o Pisarzu i jego współczesnych, olbrzymią satysfakcję. Wielka to zasługa Autorki, której eseistykę od dawna śledzę ze wzrastającą przyjemnością.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 4 lata temu

Cytaty z książki Człowiek wśród skorpionów

Więcej
Czesław Miłosz Człowiek wśród skorpionów. Studium o Stanisławie Brzozowskim Zobacz więcej
Więcej