Biała Jaskółka

Okładka książki Biała Jaskółka
Jacek Taran Wydawnictwo: Wydawnictwo Nad Fosą Seria: Poza serią fantasy, science fiction
610 str. 10 godz. 10 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Poza serią
Data wydania:
2020-09-15
Data 1. wyd. pol.:
2020-09-15
Liczba stron:
610
Czas czytania
10 godz. 10 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395758010
Średnia ocen

                8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Biała Jaskółka w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Biała Jaskółka



książek na półce przeczytane 1857 napisanych opinii 1539

Oceny książki Biała Jaskółka

Średnia ocen
8,4 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2097
2085

Na półkach: , , ,

„BIAŁA JASKÓŁKA”

Jacek Taran Wydawnictwo Nad Fosą

„Biała Jaskółka jest powieścią fantasy. Moim zdaniem nadaje się zarówno dla młodszych jak i dla starszych czytelników. Jest dosyć spora. Ma prawie 600 stron. Niezły grubasek. Delektowałam się nią, dlatego czytałam ją powoli. Każdy rozdział to arcydzieło, niesamowite przygody pełne magii i emocjonujących historii. Poznacie losy pewnej rudowłosej sieroty – Julii Marzec.
Dziewczynka nie znała swoich rodziców. W sierocińcu jest poniżana zarówno przez swoich rówieśników jak i osoby tam pracujące. Chciałaby się uwolnić z tego piekła. Ma dosyć swojego nędznego życia. Pewnego razu ktoś ją ocalił. Zabrał ją z jej świata. Od mało znaczącej sieroty stała się ważną wojowniczką. Od niej zależą losy pewnej krainy a nawet i świata. To ona ma w sobie to coś co pozwoli przezwyciężyć zło. To ona stanie się Białą Jaskółką, o której opowiadano w legendach. Tylko czy na pewno? Czy to będzie prawda? Czy nasza mizerna, rudowłosa bohaterka będzie wstanie pokonać prawdziwego lodowego potwora? Czy zaufalibyście jej na tyle, żeby powierzyć w jej ręce swoje własne życie? Julię zawiedli wszyscy z jej świata, czy z takim bagażem będzie mogła normalnie żyć w nowej rzeczywistości? Czy doprowadzi armię do zwycięstwa? Czy zawsze dobro wygrywa? Czy tym razem będzie inaczej?
W tej powieści spotkacie różne postacie między innymi: morfa Anatola(Anatol Lotana Kwiat Róży Zerwany przy Pełni Księżyca i Dźwięku Skrzypiec), strzygi, wampira Drako, Wielkiego Kiejstuta i wiele innych. Niektóre osobniki przyprawią was o dreszcze, a inne was rozbawią.
Jednym słowem Jacek Taran stworzył niesamowitą baśń. Czy fantastyczna rzeczywistość może przeplatać się z realnym życiem?
W książce znajdziecie walkę o to by nastąpiło jutro, żeby zima, która nastała odeszła w zapomnienie. Czy dla mieszkańców tego świata nastanie wiosna? Czy już na zawsze pozostanie zima i kres życia? Odwieczne starcie dobra ze złem. Czy mimo strasznych warunków wśród postaci zapanuje miłość? Czy wśród napiętej atmosfery znajdą się osoby, które zdradzą Julię? Czy wszystkie postacie będą się chciały zjednoczyć z ludzkim dzieckiem i wspólnie pokonać wroga? Przekonacie się o tym czytając „Białą Jaskółkę”.
Baśń godna XXI wieku. Znajdziecie tutaj mnóstwo emocji. Razem z Iskrą (Julią) przeżywałam jej los. Nie obyło się bez łez. Nie zabrakło również śmiechu.
Zobaczcie do czego może doprowadzić chęć panowania nad światem.
Czy kobiety są słabsze od mężczyzn? Autor pokazuje waleczne kobiety, które często rozumem przewyższają płeć przeciwną.
Cały czas jestem pod ogromnym wrażeniem tej opisanej historii. Wielkie brawa dla Jacka Tarana. Dawno nie czytałam tak dobrej baśni. Czy będzie kontynuacja „Białej Jaskółki”? Tego nie wiem, ale liczę na to, że może kiedyś ponownie spotkam Julię Marzec – Iskrę – Białą Jaskółkę.
Mała dziewczynka z duszą wielkiej wojowniczki. Mimo tego co ją w życiu spotkało tak wiele osiągnęła. Bardzo dużo nauczyła się dzięki swoim przyjaciołom.
Czy polecam „Białą Jaskółkę”? Powiem tak, grzechem będzie jej nie przeczytać. Baśń, która zabierze was w magiczny świat, w którym spotkać możecie różne postacie. Bardzo dobra odskocznia od obecnych czasów.
Rewelacyjne opisy otoczenia i każdej z postaci. Dzięki nim czułam się jakbym była w ich świecie. Niesamowita główna bohaterka jak i inne postacie. Wyśmienita fabuła. Akcji nie mam nic do zarzucenia. Podoba mi się to, że „Biała Jaskółka” idealnie nadaje się zarówno dla młodszych jak i starszych czytelników. Czytelnicy nie będą się nudzili.
Z całego serca polecam „Białą Jaskółkę”.

#białajaskółka #jacektaran #wydawnictwonadfosą #mommy_and_books

„BIAŁA JASKÓŁKA”

Jacek Taran Wydawnictwo Nad Fosą

„Biała Jaskółka jest powieścią fantasy. Moim zdaniem nadaje się zarówno dla młodszych jak i dla starszych czytelników. Jest dosyć spora. Ma prawie 600 stron. Niezły grubasek. Delektowałam się nią, dlatego czytałam ją powoli. Każdy rozdział to arcydzieło, niesamowite przygody pełne magii i emocjonujących historii. Poznacie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

79 użytkowników ma tytuł Biała Jaskółka na półkach głównych
  • 51
  • 27
  • 1
14 użytkowników ma tytuł Biała Jaskółka na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Jacek Taran
Jacek Taran
Dziennikarz, fotoreporter, pisarz, nauczyciel akademicki. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, studia na Wydziale Filologicznym ukończył w 2001 roku. Współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym jako fotoreporter i dziennikarz. Od 2018 jestem również nauczycielem akademickim - przedmiot "fotografia w komunikacji społecznej" na Wydziale Polonistyki UJ. Autor reportaży o tematyce społecznej publikowanych w Tygodniku Powszechnym Mieszka w Krakowie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czyściciele materii Kamil Hajduk
Czyściciele materii
Kamil Hajduk
Czy kiedykolwiek chcieliście posiadać jakąś supermoc? Na pewno tak. Moim dziecięcym marzeniem była telekineza, czyli zdalne poruszanie przedmiotami z pewnej odległości. Na marzeniach poprzestałam, chociaż zdarzało mi się kiedyś próbować jakichś sztuczek. Z supermocami, i to z nie byle jakimi, mamy do czynienia w debiucie Kamila Hajduka, o którym tym razem chcę Wam trochę opowiedzieć. Akcja powieści rozpoczyna się, gdy naczelny Architekt Moskwy, Bereszenko wysyła swoich najemników do pogrążonej w chaosie Warszawy, aby odnaleźli i pozbyli się fizycznej postaci Tadeusza Szewczyńskiego. Ma w tym swój cel. Chce przejąć kontrolę nad całą materią i tym samym władzę absolutną wśród Architektów. Tymczasem w Warszawie Konrad, były uczeń Tadeusza, poszukuje Kamila, który po walce z Dopplerem został mocno poturbowany. Nie jest to łatwe w zniszczonej, chylącej się ku upadkowi Warszawie. Atak wirusa, trzęsienia ziemi, fale pożarów i inne plagi nawiedzające Warszawę to dopiero początek wydarzeń, które wstrząsną całą ludzkością. Jaki mają z tym związek Architekci i Czyściciele materii? Wspomniałam we wstępie o supermocach nie bez powodu. Otóż bohaterowie powieści Hajduka mogą się pochwalić bardzo oryginalnymi umiejętnościami. Jedni z nich – Architekci – potrafią z pomocą specjalnych urządzeń niszczyć materię, z której stworzony jest człowiek lub przedmiot. Inni – Czyściciele – są po to, aby niszczyć Architektów. Mają moc, dzięki której wyczuwają aurę Architekta i jeśli mają go zniszczyć, będą tropić go tak długo, aż wykonają swoje zadanie. To jednak nadal nie wszystko. Architekci potrafią tworzyć Dopplery, czyli swoje własne odbicie zrobione z cząstek materii. Takie drugie „ja” może być bardzo pomocne, jeśli potrafi się je kontrolować. W innym wypadku staje się osobnym bytem, wyposażonym w najgorsze cechy swojego pierwowzoru i własną świadomość. Taki Doppler staje się niezwykle niebezpieczną jednostką. Architekci, Czyściciele i Dopplery to nie są jedyne niespodzianki, jakie czekają na czytelnika w tej powieści. Akcja książki dzieje się w przyszłości, otrzymujemy więc dość ponurą, przygnębiającą i realistyczną wizję tego, co kiedyś może stać się udziałem również naszego świata. Z groźnym wirusem już mamy do czynienia i aż strach pomyśleć, co może być następne. Autor w swojej książce bardzo dobrze połączył dystopijną wizję świata z interesującym urban fantasy. Dodał do tego elementy psychodelicznego thrillera, dzięki czemu książka wciąga, intryguje i chce się ją czytać, nawet mimo pewnych utrudnień, o których opowiem za moment. Stworzony przez autora świat przedstawiony jest ciekawy na tyle, że chce się go poznawać. Fajnie, że akcja powieści została osadzona w Warszawie i w Moskwie. Postapokaliptycznym klimatem książka nieco przypomina „Sybirpunk” Gołkowskiego, jeśli więc szukacie czegoś podobnego, możecie spróbować z „Architektami”. Wydaje mi się, że ta historia lepiej nadawałaby się na szklany ekran. Głównie dlatego, że coś utrudnia jej odbiór w tej postaci, w jakiej jest dostępna. Na początku w ogóle nie mogłam się w tej opowieści połapać. Rzeczywiste wydarzenia przeplatają się ze wspomnieniami i wizjami bohaterów, co z jednej strony ułatwia ich poznanie, z drugiej wprowadza nieco chaosu. Podczas lektury trzeba się skupić, to nie jest łatwa i lekka powieść. Jest bogata w pojęcia z dziedziny fizyki, które nie dla wszystkich będą zrozumiałe. Jest też dużo scen, które wydają się być z pogranicza jawy i snu. Niby coś jest realne, a potem okazuje się wcale takie nie być, a właściwie tak naprawdę nie wiemy, jakie jest. Intrygujący jest to zabieg, po raz kolejny jednak wprowadzający zamęt. Nie do końca jestem pewna, czy wiem, o czym jest ta historia, bo nie jestem przekonana, czy wszystko prawidłowo zrozumiałam. Niemniej jednak uważam, że jest to ciekawa, warta poznania opowieść. Na szczególne uznanie zasługuje obraz stworzonego przez autora świata przyszłości, w którym rządzi chciwość i chęć posiadania władzy absolutnej, w którym człowiek traktowany jest jak zbędny balast, nie mający prawa istnieć. Ogromne brawa należą się autorowi za pomysł na zdecydowanie niebanalnych bohaterów i za konsekwentne prowadzenie postaci. Sporym szokiem jest dla mnie fakt, że nie udało mi się w powieści nikogo polubić. Każda postać jest w jakiś sposób zła. Nawet ci, którzy początkowo sprawiają wrażenie dobrych, okazują się zupełnie inni niż ich postrzegamy na początku. Najważniejsze jednak, że nie ma w powieści dwóch takich samych postaci. Każda jest inna i charakteryzuje się czymś więcej niż tylko tym, że jest zła. Nawet owo zło u każdego przyjmuje zupełnie inną formę. Udały się autorowi postacie i za to ogromne brawa. Podoba mi się również nadanie im tak niepospolitych umiejętności. Nigdzie również nie czytałam o manipulowaniu materią, co było dla mnie bardzo przyjemną odmianą. Książka jest mroczna i brutalna, autor nie cacka się z czytelnikiem i za to również plus. Chociaż książka „Architekci. Czyściciele materii” nie jest pozbawiona wad, warto się z nią zapoznać. Ciekawa, pesymistyczna wizja świata w połączeniu z niebanalnymi bohaterami i psychodelicznym klimatem robi dobrą robotę. Ta niesztampowa, świeża i mocno zakręcona powieść pokazuje, że bogata wyobraźnia autora jest nieograniczona i że jeszcze nieraz autor nas zaskoczy. Polecam!
maitiri_books - awatar maitiri_books
ocenił na 7 4 lata temu
Nimfa Andrzej Konefał
Nimfa
Andrzej Konefał
Przyznam szczerze, że patrząc na książkę byłam sceptycznie do niej nastawiona. Widząc na okładce kobietę oplecioną stalowymi linami czy rurami i czytając w opisie, że wchodzi do szafy i nagle znajduje się w innym miejscu, odniosłam wrażenie, że będę miała do czynienia z pomieszaniem postapo z Narnią. No, ale że nie ocenia się książki po okładce, postanowiłam ją przeczytać. I co? Powiem Wam szczerze, że tego się nie spodziewałam! Książka porwała mnie od pierwszych stron, co bardzo rzadko się zdarza. Już po kilku kartkach wciągnęłam się w fabułę i nie mogłam przestać czytać. Gdy myślałam, że już historia potoczy się gładko, twist zmieniający całą postać rzeczy. Znowu wszystko zmierza w dobrym kierunku, więc kolejny niespodziewany zwrot akcji. Tych zwrotów jest tak wiele i wszystkie są tak logiczne, że nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować autorowi, że nie pogubił się w tej historii. Dodatkowo podwójna tożsamość głównej bohaterki mówiąca narracją pierwszoosobową, a do głosu dochodzą również inni bohaterowie. Wszystko to sprawia, że poznajemy historię i wydarzenia z perspektywy wielu osób, a mimo to, akcja brnie do przodu. I to jak! Czytając tą książkę wręcz biegłam razem z bohaterami, walczyłam, unikałam ciosów, a nawet latałam. Sceny akcji, walki, wypadków są opisane tak wartko i realnie, że chylę czoła. Naprawdę mój wielki szacunek. Do tego lekki język, przemyślana fabuła i nietuzinkowi bohaterowie. A o czym jest książka? To historia pewnego małżeństwa z dzieckiem, które jadąc na wczasy, ulega wypadkowi. Synek pary zaginął, Katarzyna nie potrafi się już odnaleźć w małżeństwie z Grzegorzem, może liczyć tylko na wsparcie brata. Nagle w jej życiu zjawia się Izabela, i to dosłownie. Kim jest? Czego chce? Co wie o jej synku? Do czego jest zdolna matka wierząca, że jej dziecko może żyć? Co z tym wszystkim ma wspólnego ogromny producent perfum i wielki biały pies? Naprawdę nie miałam wobec tej książki wielkich oczekiwań, a okazała się jedną z lepszych, jakie kiedykolwiek przeczytałam.
Annie - awatar Annie
ocenił na 8 3 lata temu
Vanth. Bitwa o Ziemię  K. C. Hiddenstorm
Vanth. Bitwa o Ziemię
K. C. Hiddenstorm
[ współpraca reklamowa ] Mogłabym powiedzieć tutaj po prostu: "Bierzcie i czytajcie, ponieważ to jest kawał dobrej książki". Czemu tego nie zrobię? Z prostej przyczyny, "Vanth" zasługuje na o wiele więcej niż jedno proste, ale rzecz jasna w pełni zasłużone i prawdziwe, stwierdzenie. To chyba pierwsza historia z tego gatunku na profilu i w ogóle przeczytana w ciągu całego mojego życia, bo jeśli mam być szczera to kompletnie nie ciągnie mnie do takich rzeczy. Kiedyś za dzieciaka trochę bardziej było mi z nimi po drodze, ale teraz jakoś się mijamy. Mimo to postanowiłam zaryzykować i po nią sięgnąć... No dobra, przyznaję się przeczytałam ją tylko dlatego, że napisała ją Karina, która należy do mojego małego grona autorek, po które sięgam po prostu w ciemno i czytam wszystko, co wyjdzie spod ich pióra. W tym miejscu muszę zaznaczyć jedną bardzo ważną rzecz to jest dopiero trzecia albo czwarta książka w tym roku, którą oceniam na pełne 5/5, w tym druga od tej autorki. Wróćmy jednak do samego "Vanth", które czytało mi się niesamowicie szybko oraz dobrze, gdy już znalazłam chwilę, aby po nią sięgnąć. Muszę przyznać, że książki tej autorki należą do mojej kolejnej małej grupki zwanej "comfort books". Po prostu nie ważne jak wielki będę miała zastój, gdy tylko wezmę je do ręki to mija chwila, a ja już przeczytałam ponad sto stron. Przez nie się płynie, mimo że właśnie nie zawsze akcja pędzi, bo miejscami to się trochę rozwleka. Tak też było i w tym wypadku. Bohaterów także jak zwykle nie dało się nie pokochać. Świetnie wykreowani, każdy czymś się wyróżniał. Jeśli już o nich mowa to kolejny wielki plus ogólnie powieści Kariny, nie tylko ten, jest fakt, że romans jest delikatny i nie wysuwa się za bardzo na przód, dzięki czemu nie psuje całej historii. Ten, kto czyta moje recenzje, wie jak często na to narzekam, ciągle powtarzam, że romans psuje wszystko, ale są tak świetne autorki, które ratują sytuację. Żeby jednak nie było tak pięknie to muszę też ponarzekać i no cóż... Czemu to jest takie krótkie? Ja znowu potrzebuję więcej, znacznie więcej.
Sarcastic Books - awatar Sarcastic Books
ocenił na 10 1 rok temu
Zefiryna i księga uroków Sasza Hady
Zefiryna i księga uroków
Sasza Hady
Uległam, pokusie poznania co skrywa nadany tajemniczo brzmiący tytuł książce należący do gatunku literackiego powieść pt. ''Zefiryna i księga uroków'' nieznanej mi do tej pory twórczości autorstwa Pani Sasza Hady. Pierwszą uwagę podczas analizy początkowej książki skupiłam na rozdziałach, a szczególnie zamieszczone w nich opisy treści. Nigdy nie miałam okazji spotkać księżniczki, do której należy Siedem Księstw, a na dodatek nie rozumiałam występujących u niej nietaktownych zachowań, co było ich przyczyną? Za to lubiłam u niej wyjątkową czujność, komunikatywność, nieprzewidywalność, dobrą relację z bratem bliźniakiem Narretesem, który stara się być nie tylko sympatycznym, ma poczucie humoru, które dodaje mu atrakcyjności. Wzbudza on, co prawda u mnie zaufanie, ale czy jednak wystarczy, aby zachować dobre książęce maniery, czy kieruje nim jeszcze niedojrzałość młodzieńcza, czy wczesna żądza królestw stanowiło to dla mnie zagadkę. Podobne miałam odczucia, co do prawdziwych zamiarów przyjaciółki Zefiryny – Linnei, bo nie mogłam jej rozszyfrować i związanych z nią intencji, czy cieszy się z wizyty Zefiryny, czy ona tak naprawdę kochała swoją siostrę, a może tylko udawała, że ją kocha, czy znała sekrety rodzinne, dlaczego nie zawsze była szczera, a może nie dostrzegała tego, co było widoczne dla tych, co od razu to widzą lub dobrze udają, kto jest naprawdę kim, a kto niej jest. Podoba mi się to, że opis przebiegu co poniektórych zdarzeń może wpłynąć tutaj wyjątkowo na wyobraźnie młodego czytelnika. Na uznanie zasługuje wątek z małą księżniczką Marią, jej mamą oraz w jaki sposób księżna Duszka, macocha Linnei traktowała swoich podwładnych, gdyż odsłania to prawdziwy obraz tego, jak wygląda praca w księstwie niezależnie od pełnionej w nim funkcji. Zaskoczeniem negatywnym największym było dla mnie opisanie mało występujących wątków miłosnych. Brakowało mi w nich czegoś, co przyciągnie w wyjątkowy wir odsłonięcia większego płonącego uczucia ze strony księżniczki Zefiryny i gwardzisty Scharfa. Nie podobają mi się w tej książce bohaterowie grający na zwłokę i na czas udający przyjaciół i mający od samego początku nie zawsze dobre intencje. Książki tej, co prawda nie czyta się szybko. Za to jest w niej coś takiego, że da, się wykryć może nie od razu kto działa dobrze, a kto źle. Czy prawda o małej księżniczce Marii odsłoni, dlaczego księżna Zefiryna czerpała tytułowe uroki, czy odczuwała, że ma któryś z uroków, komu zależy na władzy, a komu na mocach o tym warto, się przekonać czytając powieść ''Zefiryna i księga uroków'' autorstwa Pani Sasza Hady?
Anna - awatar Anna
oceniła na 7 4 miesiące temu
Ostatnia Sztuka Tadeusa Voldta Tomasz Marchewka
Ostatnia Sztuka Tadeusa Voldta
Tomasz Marchewka
Kolejny top "Miasta szulerów" okazał się dla autora literackim krokiem we właściwą stronę. Postacie są barwniejsze, akcja lepiej zarysowana i bardziej wartka, pomysł fajnie zaczerpnięty prosto z "Va banque", ale... O tym "ale" to zaraz, bo najpierw ocena TL;DR: to powinno być 7,5, czyli coś pomiędzy książką bardzo dobrą, a czymś jeszcze lepszym. Więc co z tym "ale"? Otóż ale mam takie, że wydaje mi się, że jest to powieść, która powieścią prawie nie jest. Książka ma 326 stronic pełnych tekstu, ale jeśli chodzi o warstwę fabularną to historia jest banalnie prosta. Jest słynny kasiarz, który wychodzi z mamra zrobić ostatni, wielki skok. Jest dwójka młokosów przypadkowo wrzucona w tryby wielkiego miasta. No i jest też sama sztuka. Sztuka, której - niestety - poświęcono zbyt mało miejsca. W filmach, gdzie napad na bank/kasyno/skarbiec stanowi główną oś historii, filmowy montaż wykonania sztuki często jest tym najsmaczniejszym kąskiem w całym dziele. Tutaj? Nie. Tutaj realizacja planu zajmuje ok. 20-30 stronic z 320, a prosi się o to, żeby było drugie tyle. Żeby było bardziej błyskotliwie, żeby wydarzyło się coś nieprzewidzianego, a fakap został z gracją rozpracowany i odwrócony na korzyść załogi włamywaczy. Tak nie jest. Zamiast tego mamy dwustustronicowy rozbieg i napad na bank, który idzie praktycznie idealnie z planem przez jest... nudny. Ostatecznie okazuje się, że ta sztuka jest tylko tłem dla rozgrywek osobistych poszczególnych postaci i nie tego się spodziewałem. Inna kwestia, która obniża ocenę powieści w moim mniemaniu udanej jest ilość ekspozycji. Sporo tutaj dygresji, czasami średnio udanych i wybijających z toku narracji. Widać, że autor stworzył sobie w głowie złożony świat, pełny zależności, dramatów i legend, ale nie zawsze to fajnie gra. Niektórych rzeczy wcale nie musimy wiedzieć, inne można by lżej wpleść w narrację, a nie zrzucać na czytelnika "info-bombę". Dwa, trzy takie dłuższe wtręty można zdzierżyć, ale kiedy taki pojawia się co rozdział albo dwa, zaczyna nużyć. I ostatnia sprawa - gdyby nie ten nadmiar ekspozycji właśnie, ta książka nie byłaby pełnoprawną powieścią, a materiałem na dłuższe opowiadanie lub najwyżej nowelkę. I to, mam wrażenie, miejscami trochę czuć. Są dłużyzny, są te dygresje, są rozwlekłe opisy. Miejscami zaś zabrakło odrobiny dodatkowych, nieprzewidzianych wydarzeń. Mimo tych minusów, mimo wszystko polecam, bo czyta się fajnie.
Thilus - awatar Thilus
ocenił na 7 1 rok temu
Imiona śmierci Sylwia Waszewska
Imiona śmierci
Sylwia Waszewska
Czytając tą powieść na myśl przychodzi mi film Ostatni samuraj. Dlaczego? Ponieważ możemy w niej stanąć oko w oko z zasadami, jakim hołdowali mieszkańcy Japonii zanim Europejczycy wkroczyli na ich tereny. Gdzie honorowa walka na miecze była rozwiązaniem, w jaki wybierano Mistrza regionu. Sztuki walki nie skalane były jeszcze użyciem broni palnej, a szacunek do otaczającej nas przyrody, duchów natury i dusz zmarłych był powszechny wśród mieszkańców wyspy. Opisana historia ma miejsce na malowniczej wyspie Shindo. W książce umieszczona jest mapka Shindo, wraz z jej podziałem na trzy regiony władane przez różnych Mistrzów. Ułatwia nam to poruszanie się po wyspie wraz z naszymi bohaterami. Yoshiko Kansei musi opuścić swojego sparaliżowanego dziadka, by spełnić jego marzenie. Od najmłodszych lat szkolona w sztukach walki ma pomścić krzywdę wyrządzoną jej rodzinie przez Mistrza ich regionu. Aby tego dokonać musi udać się na dalsze szkolenie do Mistrza Pustej Natury. Dziewczyna nie spodziewa się, że ta podróż diametralnie odmieni jej życie, a długo skrywane sekrety ujrzą światło dzienne. Ile jesteś w stanie poświęcić dla zemsty? "Hodowanie w sobie gniewu, czy ciągłe karmienie się nienawiścią niczego nie zmieni. Będzie nas tylko zatruwać od środka..." "Imiona śmierci" to historia o walce i zemście, która kieruje twoimi działaniami w życiu. Jednocześnie jest to opowieść o miłości oraz wytrwałości i wierności wyznawanym zasadom. A wszystko to na tle niezwykle malowniczej i surowej Japonii.
Monia - awatar Monia
oceniła na 7 3 lata temu
Pod opieką Luminatów Ewa Olchowa
Pod opieką Luminatów
Ewa Olchowa
📚 Moja recenzja „Pod opieką Luminatów” – Ewa Olchowa Nie wiem, czy też tak macie, ale czasem trafia się na książkę, która zostaje w głowie na długo po przeczytaniu. Tak właśnie było z Pod opieką Luminatów Ewy Olchowej. To już trzeci tom sagi „Zrodzona”, ale mam wrażenie, że emocje rosną z każdą kolejną częścią. I nie, nie da się tej książki odłożyć na później przeczytałam ją jednym tchem. To, co mnie urzekło najbardziej, to atmosfera. Niby mamy świat Luminatów, pełen zasad, światła i pozornej harmonii, a jednak cały czas czujemy, że coś jest nie tak. Czuć napięcie, sekrety wiszące w powietrzu. Rose zostaje wrzucona w nową rzeczywistość i… no nie oszukujmy się nie wszystko tam błyszczy tak pięknie, jak by się mogło wydawać. Bohaterowie? Cudo! Uwielbiam to, że nie są płascy, że mają swoje wątpliwości, błędy, emocje. Rose dziewczyna, która przeszła piekło i wciąż się nie poddaje – to postać, z którą mogłam się utożsamić. Jej relacja z Wilem? Ach, tyle emocji! Nie zdradzę za wiele, ale powiem tylko, że ich dynamika rozwija się niesamowicie ciekawie. Podoba mi się też to, że autorka nie idzie utartymi schematami. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, są zwroty akcji, tajemnice, a jednocześnie nie brakuje momentów do refleksji o wolności, zaufaniu, o tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla innych. Książka zostawiła mnie z tysiącem pytań i ogromną potrzebą przeczytania kolejnego tomu. To nie jest tylko fantastyka to historia o człowieku, o walce o siebie i swoje miejsce w świecie. Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, naprawdę warto sięgnąć. Ja już jestem emocjonalnie związana z tym uniwersum 💔 A Wy? Czytaliście już „Pod opieką Luminatów”? Co sądzicie o Rose i jej relacji z Luminatami? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, więc dajcie znać! 💬 #PodOpiekąLuminatów #EwaOlchowa #SagaZrodzona #MojaRecenzja #FantastykaPolska #Książkoholiczka #CzytamBoLubię #RoseCampbell #Luminaci #EmocjeWZeszycie #CzytajPolskie
Notatnik_Recenzentki - awatar Notatnik_Recenzentki
ocenił na 10 9 miesięcy temu
Chrystusowa ziemia Marcin Halski
Chrystusowa ziemia
Marcin Halski
Lubicie książki o tematyce postapo? Marcin Halski „Chrystusowa ziemia” „Nikt nie powiedział, że koniec świata będzie prosty. Nikt nie ostrzegał, jak daleko mogą przesunąć się granice człowieczeństwa, kiedy jedynym celem stanie się przetrwanie. Nikt, ale to nikt nie przewidział tego, że kiedy człowiek człowiekowi stanie się wilkiem, to dla świata będzie to zaledwie przepychanką owieczek.” Świat wyniszczony wojnami i konfliktami, które doprowadziły do katastrofy ekologicznej. Przyroda uległa mutacją, wszystkie zwierzęta zamieniły się w krwiożercze bestie żyjące w lasach i atakujące resztki ludzkości która ocalała. Nawet Rośliny zwróciły się przeciw nam, w najlepszy wypadku były „tylko” trujące, w najgorszym równie niebezpieczne jak zwierzęta. Polska. Ocalali żyją w kilku miastach, jednym z nich jest Wrocław, otoczony wysokim betonowym murem, zasiekami i broniony przez uzbrojoną straż. Ludzie, poza elitą rządzącą, żyją jak niewolnicy, a Ci którzy uznawani są za niebezpiecznych wysyłani są do naprawy muru. Istnieją też Święte Miasta, chronione przez moc świętych relikwii, gdzie ludzie mogą otrzymać schronienie w zamian za pracę, wiarę i modlitwy. Jednym z tych miast jest Częstochowa. Istnieją też osady wolnych ludzi, odcinających się od wiary. Leon, jeden ze skazanych na pracę przy murach Wrocławia, wykorzystując nadarzającą się okazję ucieka z miasta i trafia do Częstochowy. Życie tam jest całkiem inne niż w obwarowanym Wrocławiu i pomimo początkowych wątpliwości, wszak to Kościół doprowadził do konfliktów które doprowadziły do upadku ludzkości, zaczyna wierzyć w Boską ochronę. Jednak nawet Święte Miasto nie jest tym czym wydaje się na pierwszy rzut oka i ma swoje mroczne sekrety. Leon dowiaduje się tego, gdy wysłany na misję zbadania sprawy znikających wszystkich ludzi z wolnych osad, trafia do społeczności ludzi żyjących w dawnych kopalniach Śląska. „W końcu to Kościół doprowadził swoimi knowaniami i intrygami do wybuchu straszliwej wojny, która zdegradowała człowieka do roli najzwyklejszego pasożyta. Robaka, który w najlepszym wypadku zasługuje na rozdeptanie.” Jakie sekrety skrywają się w podziemiach klasztoru na Jasnej Górze? I czy Kościół znowu w swej chciwości swoimi działaniami sprowadza na ludzi zagładę? „Chrystusowe ziemie” to ponura wizja ziemi, w której czas człowieka przemija a natura, którą człowiek w swej pysze niszczył, zwraca się przeciw nam z całą brutalnością. Każdy dzień to walka o przetrwanie w tym okrutnym świecie, gdzie jak się okazuje, natura nie jest jedynym wrogiem. Autor rozbiera na czynniki pierwsze naturę człowieka, ukazując jego chciwość, konsumpcjonizm, rywalizację, bezsilność, nienawiść, pychę, podłość, żądze i dążenie do destrukcji. Zepsucie elit politycznych i dostojników kościelnych. To książka z przesłaniem dokąd zmierza nasz świat jeżeli w porę się nie opamiętamy. Po książkę sięgałam z pewną dozą niepewności, tytuł sprawił, że miałam obawy czy wątek religijny nie zdominuje fabuły w takim stopniu, że będzie ona dla mnie nie strawna. Jednak z każdą stroną czytałam z coraz większym zaciekawienie, lektura okazała się być zgoła inna niż miała obawy. To książka brutalna, krwawa i pozbawiona nadziei. Fabuła toczy się wartko, momentami wręcz troszkę za szybko Ciężko powiedzieć, że jest to przyjemna lektura, ale zdecydowanie mocna i dająca do myślenia. „W świecie, w którym nic nie jest takie, jakie się wydawało, słowo zaufanie traci całkowicie na wartości. Ocena 7/10
magiczny_zakatek_izy - awatar magiczny_zakatek_izy
ocenił na 7 1 rok temu
Obcy. Nieznane stany świadomości Krzysztof Więckiewicz
Obcy. Nieznane stany świadomości
Krzysztof Więckiewicz
W książkach mogą fascynować nas różne ich elementy. Wartka akcja, rozbudowana fabuła, czy barwne postacie, to tylko niektóre z tych elementów. Można do nich dodać także ważną społecznie tematykę i głębokie, zapraszające do dyskusji i zmuszające czytelnika do wysiłku intelektualnego przesłanie. Właśnie to przyciągnęło mnie do najnowszego tytułu wydawnictwa Novae Res, pt. „Obcy. Nieznane stany świadomości”. Autor, Krzysztof Więckiewicz, po raz pierwszy w pisarskiej karierze bierze się za swój ukochany gatunek science-fiction. Czytając zawartą w książce krótką notkę biograficzną, poznając jego zainteresowania oraz losy, a następnie zestawiając to z fabułą, jesteśmy w stanie łatwo zauważyć, że na papier przelewa on swoje własne doświadczenia oraz przemyślenia. Jest to o tyle ważne, że „Obcy. Nieznane stany świadomości” to naprawdę niezwykłe doświadczenie. Przekonujemy się o tym już od pierwszych stron, przedmowy i wstępu, w którym dowiadujemy się, że Więckiewicz otrzymał od tajemniczej osoby na frankfurckim lotnisku tekst, a następnie pozostawiając go bez większych zmian przedstawił nam w formie książki. Książki o nietypowej akcji i zdarzeniach, którą ciężko porównywać z jakimikolwiek innymi tytułami z gatunku science-fiction. Głównym bohaterem tej historii jest niejaki Chris Wilton, mieszkający w Afryce Południowej wykładowca, młody naukowiec próbujący odnaleźć się w świecie podzielonym przez dwie religie – islam i chrześcijaństwo. Świecie alternatywnym, gdyż miał tu miejsce m. in. wybuch bomby atomowej na Manhattanie, państwa nie są takie jak w naszej rzeczywistości, a światem rządzi Komisja Czystości Wiary. Nauka musi tu ustępować miejsca narzuconej ludziom wierze, a człowiek nie ma prawa pomyśleć o czymś takim jak podbój kosmosu czy pozaziemska cywilizacja. Życie Chrisa zaczyna się zmieniać, gdy wraz ze swoim przyjacielem Bobem dostrzegają na niebie niezidentyfikowany obiekt latający. W pierwszej chwili oczywiście nie wierzą, że to może rzeczywiście być UFO, ale charakterystyczne kształty jakie w nim dostrzegają, wprowadzają w ich umysły niepewność, szczególnie w umyśle głównego bohatera. Od tego momentu nawiedzają go dziwne sny, których nie potrafi odróżnić od rzeczywistości, aż w końcu okazuje się, że nawiązała z nim kontakt obca cywilizacja, a ta ma bardzo konkretne plany wobec naszej planety i całej ludzkości. Te plany tyczą się tego jak przez tysiąclecia traktowaliśmy Ziemię i co z niej uczyniliśmy. Kosmici wskazują na wyniszczenie planety, ograniczenie jej naturalnych zasobów, a przede wszystkim na ludzką rządzę władzy, pieniądza i seksu. Mówiąc krótko, to właśnie pozbawienie nas tych cech miałoby sprawić, że wrócimy na właściwe tory. Autor porusza tym samym bardzo ważne współcześnie tematy i zaprasza nas do dyskusji na temat filozofii życia, stara się znaleźć odpowiedź na pytanie co jest ważniejsze – nauka czy religia i czy da się je ze sobą pogodzić. Nie jest to typowe science-fiction. Nie znajdziecie tu chociażby starć z kosmitami, ścigających się gwiezdnych statków, ani nawet nowoczesnych, zapierających dech w piersiach technologii. Autor stawia na klimat tajemnicy, mieszając czas i przestrzeń tak, by czytelnik nigdy nie mógł być pewien co jest prawdą, a co ułudą i ta sztuka wychodzi mu świetnie. Ciężko jest nam stwierdzić w jakim kierunku podąża ta historia, a przez kolejne rozdziały przechodzimy z zaciekawieniem. Nawał wiedzy i nasuwających pytań może jednak w pewnym momencie wydać się nieco przytłaczający i nużący, gdyż fabuła i jej bohaterowie zarysowują się przed nami w spokojnym tempie. Ciekawy i wyróżniający się jest także nieoczekiwany wątek romantyczny i uczucie łączące Chrisa i tajemniczą Trudi. Muszę przyznać, że Więckiewicz doskonale przelewa na papier pasję jaka towarzyszy, a przynajmniej powinna towarzyszyć zauroczeniu i miłości. Po prostu czuć, że to co łączy dwójkę bohaterów jest prawdziwe i nawet gdy ich drogi się rozchodzą jesteśmy przekonani, że ich relacja przetrwa tę próbę. Co zaś tyczy się języka jakim posługuje się autor, to czasami bywa on ciężki i męczący. Momentami miałem wrażenie, że czytam zapis wykładu z jakiegoś nudnego wykładu z socjologii czy filozofii, na którym profesor po prostu odczytuje nam tekst swojej książki zamiast zainteresować słuchaczy. Na szczęście nie jest tak przez większość czasu, a postacie potrafią nie tylko nas wciągnąć, ale także rozbawić i zainteresować. Co zaś tyczy się samych postaci, to nie są one bardzo mocno rozwijane. Ma się wrażenie, że autor nie chce nam zdradzać wszystkich ich sekretów, a przynajmniej nie robi tego do pewnego momentu, chcąc utrzymać klimat tajemnicy i niepewności co do przedstawionego świata i bohaterów. Oprócz wspomnianych wcześniej Trudi i Chrisa, poznajemy także profesora Albrechta, który jest autorytetem dla głównego bohatera, jego niesamowitego, lubiącego alkohol psa Dingira, czy Boba, przyjaciela Chrisa, najzwyklejszego w świecie faceta, miłośnika dobrej kuchni. Po przeczytaniu książki jeszcze długo zastanawiałem się nad tym jak ja traktuję naszą planetę oraz żyjące na niej organizmy. Czy daję się ponieść swoim rządom? Czy dokładam własną cegiełkę do naszej zagłady? Czy rzeczywiście jesteśmy tak źli, że obca cywilizacja mogłaby chcieć zmodyfikować nasze geny i pozbawić nas życia? „Obcy. Nieznane stany świadomości”, to lektura dla wszystkich tych, którzy nie boją się zadawać takich pytań i szukać na nie odpowiedzi, choćby miały być ciężką pigułką do przełknięcia.
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na 7 5 lat temu
Pieśń słowika Agata Suchocka
Pieśń słowika
Agata Suchocka
Osiemnastowieczne Włochy lub powojenny Wiedeń; to miejsca i czas, w których rozgrywa się akcja „Pieśni słowika” Agaty Suchockiej. Książka opiera się na przeżyciach głównego bohatera Arapaggio. W narracji przeskakujemy z przeszłości na teraźniejszość. Jesteśmy w stanie poznać romans Arapaggia z utalentowanym śpiewakiem operowym Aleksandrem, jak i burzliwą relację z Józefiną; prostytutką zabijającą niemieckich oficerów. Nie jest to żaden romans ani książka o pięknej, szczęśliwej miłości. Związek głównego bohatera z Józefiną to bardzo burzliwa oraz toksyczna relacja. To wątek niegodny romantyzowania, ale jest on bardzo dobrze rozpisany na płaszczyźnie psychologicznej. Sama postać Józefiny była bardzo ciekawa, ale napisana raczej płasko. Jej postać jedynie obraca się wokół jej „profesji” oraz nienawiści innych osób w jej stronę. Oczywiście, ma to swoje podłoże, którym są powojenne czasy, aczkolwiek oczekiwałem więcej informacji na jej temat. Warsztat autorki jest absolutnie cudowny. Agata Suchocka pozwala nam zagłębić się w historię dzięki opisanemu klimatowi, dużo bogatego słownictwa oraz głębokich dialogów. Jest to książka zdecydowanie ciężka, do której trzeba podchodzić z dystansem zważywszy na wrażliwe oraz emocjonalne aspekty. Dużo rzeczy z niej nie można nazwać moralnymi, ale musimy skupić się na czasach, w których działy się wydarzenia.
konrad - awatar konrad
ocenił na 7 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Biała Jaskółka

Więcej
Jacek Taran Biała Jaskółka Zobacz więcej
Więcej