Bal u Yanny

Okładka książki Bal u Yanny
Marcin Mortka Wydawnictwo: Sine Qua Non Cykl: Drużyna do zadań specjalnych (tom 7.5) Seria: SQN Originals fantasy, science fiction
210 str. 3 godz. 30 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Drużyna do zadań specjalnych (tom 7.5)
Seria:
SQN Originals
Data wydania:
2025-12-03
Data 1. wyd. pol.:
2025-11-26
Liczba stron:
210
Czas czytania
3 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788384062623
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bal u Yanny w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Bal u Yanny



książek na półce przeczytane 1006 napisanych opinii 313

Oceny książki Bal u Yanny

Średnia ocen
7,5 / 10
334 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
24
24

Na półkach:

Uwielbiam cykÌ "Drużyna do zadań specjalnych". Ekipa Kociołka, powiedzmy sobie szczerze, jest jedyna w swoim rodzaju i
mimo że ma już ponad 20 lat, wciąż lubię do niej wracać. Ta seria wywołuje u mnie ogromną nostalgię. Bardzo zasmucił
mnie fakt, że główna seria już się zakończyła i choć pojawiają się inne książki osadzone w tym świecie, czuję pewien
niedosyt. Na szczęście "Bal u Yanny" trochę ten żal ukoił.
Bal u Yanny jest powieścią paragrafową osadzoną w świetnie wykreowanym, pełnym humoru świecie, który Marcin
Mortka buduje od lat. Wracamy tu do ukochanego Kociołka i jego drużyny do zadań specjalnych, a tym razem udajemy
się... na bal! Każdy rozdział oferuje dwie ścieżki, którymi możemy podążyć, i to my decydujemy, jak potoczą się losy
bohaterów oraz jakie będą tego konsekwencje. Bawitam się przy tym świetnie - chyba przeszłam wszystkie możliwe
ścieżki w jeden wieczór. Przecież nic nie mogło mnie ominąć!
7
Fabuła książki rozgrywa się na zamku księżnej Yanny, w trakcie tytułowego balu. Nie brakuje czarów, pojawiają się zwady,
znajdziemy tu takze trochę historii krasnoludów, dowiemy się, co dzieje się u Sary, a być może nasi bohaterowie po raz
kolejny będą musieli ratować dolinę.
Książka porusza również ważniejszy, bardziej emocjonalny wątek. Sara cierpi na nieznaną chorobę, która trawi jej duszę
Choć my, czytelnicy, dość szybko możemy domyślić się, co jest przyczyną jej smutku, oddalenia i nieobecności, Kociołek
nie zna prawdy i nie potrafi pomóc ukochanej żonie. Na szczęście pod koniec otrzymuje wsparcie - i to nie od jednej, a od
dwóch osób
Uważam, że "Bal u Yanny" jest świetnym dodatkiem do serii czytało mi się go doskonale, zresztą jak każdą poprzednią
książkę z tego świata. Nie zabrakło typowego dla drużyny humoru - a może było go nawet więcej? Zdecydowanie
polecam te pozycje fanom seri. Warto jednak zaznaczyć, że autor zaleca sięgnąć po tę książkę dopiero po przeczytaniu
wcześniejszych tomów, aby uniknąć spoilerów.
A jeśli nie znacie jeszcze historii Kociołka ijego drużyny do zadań specjalnych, gorąco polecam zacząć od "Nie ma
tego Złego"!

Uwielbiam cykÌ "Drużyna do zadań specjalnych". Ekipa Kociołka, powiedzmy sobie szczerze, jest jedyna w swoim rodzaju i
mimo że ma już ponad 20 lat, wciąż lubię do niej wracać. Ta seria wywołuje u mnie ogromną nostalgię. Bardzo zasmucił
mnie fakt, że główna seria już się zakończyła i choć pojawiają się inne książki osadzone w tym świecie, czuję pewien
niedosyt. Na szczęście...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

573 użytkowników ma tytuł Bal u Yanny na półkach głównych
  • 398
  • 165
  • 10
179 użytkowników ma tytuł Bal u Yanny na półkach dodatkowych
  • 57
  • 32
  • 30
  • 27
  • 17
  • 8
  • 8

Inne książki autora

Okładka książki Salia i Zmrok Agnieszka Filipowska, Marcin Mortka
Ocena 7,9
Salia i Zmrok Agnieszka Filipowska, Marcin Mortka
Okładka książki Młyn Przemek Corso, Tomasz Duszyński, Joanna W. Gajzler, Juan Gómez-Jurado, Aneta Jadowska, Magdalena Kubasiewicz, Jakub Małecki, Marcin Mortka, Hanna Szczukowska-Białys, Milena Wójtowicz
Ocena 6,5
Młyn Przemek Corso, Tomasz Duszyński, Joanna W. Gajzler, Juan Gómez-Jurado, Aneta Jadowska, Magdalena Kubasiewicz, Jakub Małecki, Marcin Mortka, Hanna Szczukowska-Białys, Milena Wójtowicz
Marcin Mortka
Marcin Mortka
Autor powieści fantasy i książek dla dzieci, poszukiwacz spokoju, optymista, domator, gawędziarz, wielbiciel historii i ostrej muzyki. Oddany rodzinie i książkom. Od wielu lat próbuje zostać hobbitem. Od 2021 roku nakładem Wydawnictwa SQN ukazały się serie: Drużyna do zadań specjalnych, Straceńcy Madsa Voortena, oraz nowości Pas Ilmarinena, Maleficjum i Karaibska odyseja.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Szept wiatru Paulina Hendel
Szept wiatru
Paulina Hendel
Zoya po tym, jak jej świat wywrócił się do góry nogami, wciąż pozostaje sobą - choć teraz nosi nazwisko Eld Veriani. Bez mocy ognia nadal musi walczyć i próbować ustalić, kto jest jej przyjacielem, a kto wrogiem. Zapora słabnie, coraz więcej potworów przedostaje się na drugą stronę, a nikt nie ma pomysłu, co zrobić dalej. Jednym z największych plusów książki są dla mnie bohaterowie. Bardzo ucieszyły mnie wątki z Ragną – jest do bólu szczera, mówi dokładnie to, co myśli i zupełnie nie przejmuje się tym, co wypada, a czego nie. Wprowadza do historii sporo humoru i świeżości, a jej dialogi naprawdę dobrze się czyta. Podobało mi się też to, że akcja rozrosła się o nowe miejsca. Dzięki temu świat przedstawiony wydaje się większy i bardziej różnorodny. Pojawia się więcej wątków, nowych sytuacji i postaci, co sprawia, że historia nie stoi w miejscu i cały czas coś się dzieje. Autorka potrafi też budować napięcie - momentami naprawdę chce się czytać dalej, żeby sprawdzić, co wydarzy się za chwilę. Dużym plusem jest również styl pisania. Książkę czyta się bardzo szybko i lekko, rozdziały płyną jeden za drugim, a język jest prosty i przystępny. To jedna z tych historii, przy których łatwo „wpaść w czytanie” i nagle zorientować się, że minęło kilka godzin. 📖 Niestety pojawiły się też minusy. Niektóre sceny wydawały mi się schematyczne, np. kłótnia Zoyi i Kaela - miałam wrażenie, że została dodana trochę na siłę i zupełnie nie pasowała mi do charakteru Kaela. Rozbawiła mnie też jedna scena: smok wchodzi do domu, próbuje usiąść na fotelu, nie mieści się… i ostatecznie kładzie się pod kominkiem niczym piesek. 🐉 A przecież wcześniej smoki były opisywane jako ogromne i potężne stworzenia - więc wyszedł z tego mały paradoks. 😉 Kolejną rzeczą, która trochę mnie zdziwiła, jest kwestia mocy. Kael intensywnie ćwiczy z nauczycielem, żeby nauczyć się panować nad swoją mocą ognia, a mimo to wciąż ma z tym problem. Tymczasem Zoya dostaje zupełnie nową moc o której na początku nie wie i… radzi sobie z nią praktycznie bez większych trudności. Dla mnie to trochę nielogiczne – skoro ktoś trenuje długo i ciężko, a inna osoba dopiero odkrywa swoją moc, to naturalnie spodziewałabym się większych trudności właśnie u niej. Brakowało mi tu trochę procesu nauki, potknięć czy momentów, w których Zoya naprawdę musiałaby się tej mocy uczyć. Mimo tych kilku drobiazgów książka naprawdę mi się podobała. Czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie - a przecież o to w czytaniu chodzi.
Światmiędzykartkami - awatar Światmiędzykartkami
ocenił na 7 30 dni temu
Cztery trupy w barszcz Milena Wójtowicz
Cztery trupy w barszcz
Milena Wójtowicz Marta Kisiel Magdalena Kubasiewicz Aneta Jadowska
Czy słuchałam audiobooka książki świąteczno-wigilijnej w czasie Wielkanocy? Bardzo możliwe. Czy mimo wszystko czułam tę atmosferę i rozkoszowałam się lekturą? Jak najbardziej. Cztery dobrze znane mi autorki, cztery fajne opowiadania, mnóstwo wciągających postaci ale i małe... rozczarowanie? "Jak długo mieszać bigos?" - Marta Kisiel Zaczynamy z grubej rury. Bo jak inaczej nazwać Krampusa, którego przywołał... bigos? Oczywiście taki mieszany tylko w lewą stronę, bo tak robi się najlepszy bigos. Po raz kolejny spotykamy się z Kira, Tomirą i Filomeną, a także ich lubymi. Tym razem czekają ich święta w stylu cukierkowo-dickensowskim i mroczno-duszny domek z nieoczekiwanym gościem. Jednak tym razem to panowie mogą się wykazać i na chwilę przejąć stery - dobrze się czyta o tej zróżnicowanej ekipie. Ogółem mocne 8/10 "Kołtun zimowy" - Milena Wójtowicz Kto choć raz w życiu miał na głowie wielki kołtun, ten się na wsi nie śmieje, szczególnie, gdy słynie ona z turystyki, a ostatnio ktoś zaginął... Moje serce oczywiście skradł Zuse! No kto by się nie zachwycił kokieteryjnym kłobukiem? Inni bohaterowie też są barwni i ciekawi, a to opowiadanie ma nie tylko atmosferę świąteczną, ale także tą wiejską. Mimo że moim zdaniem akcja jest tutaj najspokojniejsza, to absolutnie nie nudzi - mamy kołtun, zaginionego chłopaka, warkocz w wodzie i różę na policzku panny młodej... Mocne 7/10 "Morderstwo i białe święta" - Aneta Jadowska To był mój jedyny zawód w tym zbiorze opowiadań. Uwielbiam twórczość Anety Jadowskiej, ale tutaj, w porównaniu do pozostałych opowiadań “Morderstwo i białe święta” jest mało magiczne. Mamy zbrodnię, mamy śledztwo, nawet jest magia świąt, ale nie czułam tej zwykłej charakterystycznej dla autorki magii. Mamy tu ale... No nie tego się spodziewałam. To opowiadanie nie jest złe, ale zwyczajnie nie spełniło moich oczekiwań - dostałam ciekawą historię ze śledztwem, ale nie mamy tu magii samej w sobie, a jedynie magię świąt i świąteczną atmosferę. Takie 6/10 "Wymarzone święta domowika" - Magdalena Kubasiewicz Moje ulubione opowiadanie z tego zbioru. Znów możemy odwiedzić Jagodę Wilczek, tym razem kiedy śledzi rozwój pewnej morderczej klątwy, jednocześnie mając w domu małe... przemeblowanie. Kto by pomyślał, że duch opiekuńczy domu z dostępem do internetu może stać się nie lada problemem? Uwielbiam sposób, w jaki Magdalena Kubasiewicz przedstawia domowika - jak lubię wszystkie postacie opowiadania, tak domowik skradł moje serce zupełnie! Mamy tu zagadkę, mamy tu magię, mamy też święta, troszkę problemów prywatnych, a przede wszystkim - klimat świąt. Ogółem 9/10
Fantastyczka - awatar Fantastyczka
oceniła na 8 8 godzin temu
Wilk z lasu Aneta Jadowska
Wilk z lasu
Aneta Jadowska
Za każdym razem powrót do świata Thornu jest dla mnie jak powrót do domu po najgorszej delegacji. Opadasz na kanapę i czujesz jak cały stres uchodzi, a Ty możesz zanurzyć się w historię, którą od razu wiesz, że pokochasz. Bo ja nie jestem obiektywna, ja po prostu jestem zakochana w twórczości Anety Jadowskiej, a kto mnie tutaj śledzi ten dobrze o tym wie. Kolejny raz nasza Dora nie dostaje zbyt wiele czasu wolnego. Dręczą ja koszmary, a na progu pojawia się biały wilk, za którym ciągnie się pościg. Dora czuje, że to jej nowa „kulawa kaczuszka”, którą musi się zaopiekować. Z pomocą Romana, kąśliwego wampira, rusza rozwiązywać kolejne zagadki, bo w Thornie jedna dziura do załatania… to zdecydowanie za mało. Przygotujcie się na odwiedziny u bohaterów, których dawno nie widzieliśmy. (Chociaż ja liczę, że w drugim tomie tej serii dostanę chociaż trochę Baala, za którym baaardzo tęsknię 😏) Dostajemy też początki relacji Salci i Dory i możemy obserwować, jak nasza Namiestniczka zmienia się w bardziej rodzinną, opiekuńczą bohaterkę. Autorka sprawnie lawiruje między zagadkami kryminalnymi, trudnymi tematami a dawką świetnie przemyślanego humoru i ciepła rodzinnego. Polecam odświeżyć sobie albo zapoznać się z Dzikim dzieckiem miłości przed tym tomem. Łatwiej będzie odnaleźć się w nawiązaniach. Wilk z lasu jest też nieco lżejszą emocjonalnie historią niż Dzikie dziecko miłości, ale ma dużo więcej wątków, więc trzeba się chwilami bardziej skupić. W książce znajdziecie też całą chronologię Thornversum, więc dla nowych czytelników jest to świetna wskazówka, od czego w ogóle zacząć. Polecam z całego pelikanowego serducha ❤️‍🔥 5/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️
Safirademesne - awatar Safirademesne
ocenił na 10 1 dzień temu
Sabat kocich wiedźm Iwona Serej
Sabat kocich wiedźm
Iwona Serej
Kupiłam tę książkę na targach we Wrocławiu, bo autorkę śledzę od dłuższego czasu w social mediach. Zainteresowały mnie magiczne koty, bo kto nie lubi zwierzątek, szczególnie tych magicznych? “Sabat kocich wiedźm” bardzo mi się podobał - pochłonęłam ją szybko, jako luźniejszą książkę fantasy z nastolatkami i szkołą na pierwszym planie. I co mi zostało obiecane, to dostałam. Lubię bohaterów tej książki, a szczególnie koty - charakterne, wyraziste, uwielbiam takie postacie zwierzęce! Co do postaci ludzkich polubiłam większość, a na pewno mnie one zainteresowały. Mamy dwójkę głównych bohaterów, ale nie tylko oni mają swój charakter. Podczas kiedy Nina i Alec są narratorami, to inni również są istotni - Mia i Susannah to nie tylko “koleżanki Niny” czy “koleżanki Aleca”. Te postacie także mają swoje historie, problemy i tajemnice. Jedynym minusem postaci to moim zdaniem ich przesadna, nieco sztuczna “nastolatkowość” momentami i sposób opisu postaci... Nawet niezbyt istotni bohaterowie bywają opisani dość szczegółowo pod kątem wyglądu, za czym zwyczajnie nie przepadam w książkach, szczególnie jeśli nie jest to istotny element fabuły - głównych bohaterów chętnie sobie wyobrażę, ale reszty... Troszkę tego nie czuję. Czy lubię motyw magicznych grupek (tutaj czwórek)? Nie. Zbyt kojarzą mi się z “Domem Nocy”, którego nienawidzę z całego serca jako człowiek i jako czytelniczka. Jednak tutaj? Myślę, że może się to ciekawie rozwinąć - na pewno w kolejnych tomach dowiemy się o nich więcej. Zdecydowanie mnie to zaciekawiło! Do tego magia, koweny, koty... Bardzo podobają mi się pomysły wykorzystane w tej książce i na pewno będę chciała dowiedzieć się więcej! Pod tym kątem ta książka jest naprawdę dopracowana moim zdaniem i interesująca. Magia nie jest tu tylko wspomniana, ale pełni istotną rolę na naprawdę wielu poziomach, zarówno w tajemnicy, jak i w zwykłym życiu - tego oczekiwałam i to dostałam, ale liczę na więcej wilków i wilkołaków w przyszłości (jako wielka ich fanka). Podsumowując - bardzo podobała mi się ta książka. Jest przyjemna, dość luźna, a przede wszystkim - ciekawa. Postacie w niej nie są dziecinne, fabuła wciąga, a świat... Najlepszy element, przemyślany i dopracowany (nie mogę się doczekać kiedy poznamy go dokładniej!) Myślę, że ta książka będzie jedną z moich komfortowych książek. Dobrze się przy niej bawiłam i jest naprawdę fajna - trzyma poziom podobny do książek z tego gatunku, a na pewno wiele z nich przebija. Czy “Sabat kocich wiedźm” jest wart przeczytania? Myślę, że jak najbardziej! Szczególnie jeśli chcemy przyjemnego fantasy z kotkami, nastolatkami i ich problemami oraz magiczną szkołą. Ta recenzja brzmi jak jąkanie się, bo zwyczajnie nie wiem, co mogę powiedzieć o tej książce więcej. Jest dosłownie tym, co autorka nam reklamuje. Nie mam tej książce nic do zarzucenia, ale też nie pokocham jej. Jest bardzo fajna, przyjemna i dopracowana. Jest ona po prostu dobra i nie wiem co wiele więcej mogę o niej powiedzieć bez spoilerowania treści. Czytało się szybko i przyjemnie. Zwyczajnie uważam, że warto sprawdzić “Sabat kocich wiedźm” dla postaci, magii i przede wszystkim - charakternych kotków! (i dla wilków, jeśli ktoś ma do nich tak dużą słabość jak ja)
Fantastyczka - awatar Fantastyczka
oceniła na 8 8 dni temu
W cieniu dnia Milena Wójtowicz
W cieniu dnia
Milena Wójtowicz
Czy czosnek może być bronią masowego rażenia… wampirzego ego? A może wilkołaki wcale nie są tak groźne, jak się wydaje, zwłaszcza jeśli mają do czynienia z Myszą, czupakabrą i ekipą, która z każdej nadnaturalnej katastrofy potrafi zrobić komedię sezonu? Akcja "W cieniu dnia" rozpoczyna się krótko po wydarzeniach opisanych we "W świetle nocy", ale także mocno wiąże się z dość dramatycznym i szalonym zakończeniem "Vice versa" – dlatego też znajomość wcześniejszych powieści z serii jest wskazana, aby w pełni zrozumieć liczne odniesienia fabularne do obu wspomnianych tytułów. Zaradna, pełna energii Aśka Myszkowska (przez przyjaciół nazywana też Myszą) wciąż próbuje odnaleźć się w swojej niespodziewanej, pośmiertnej codzienności. Mimo że ma pod ręką cały arsenał porad dotyczących wampirzego BHP, które pomagają jej sprawnie poruszać się nie tylko w mroku nocy, ale i w nieco zbyt oślepiającym, upiornie parzącym świetle dnia, wcale nie czuje się zbyt pewnie – bowiem teraz na jej barkach spoczywa odpowiedzialność nie tylko za godne „życie po życiu”, ale także za podrzucone jej przez uczynnego czupakabrę Edzia wampiry: wiekową Wefcię i młodego Pawła. Dwójka ta powoli dochodzi do siebie po traumie, jaką zafundowało im rodzime, siechnickie gniazdo z nieprzystosowaną społecznie, rozmiłowaną w kiczu i neonach Cecylią na czele. Mężnie starają się odnaleźć we współczesnym nienormatywnym świecie, gdzie dieta butelkowa, odpowiednia dawka suplementów, dobre nawodnienie oraz pomysłowy strój à la cierpiący na alergię na słońce szpieg z Krainy Deszczowców umożliwiają im w miarę swobodne funkcjonowanie w nieświadomym istnienia wampirów społeczeństwie. Wydawałoby się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku – do momentu, gdy rozhisteryzowana Genowefa wraca ze spotkania osiedlowego kółka emerytów z informacją, że... zaatakowały ją wilkołaki. Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości – recenzowana pozycja to zwariowana komedia, poziomem upakowanego na swoich kartach chaotycznego dowcipu nieodbiegająca od wcześniejszych powieści autorki. Znajdziemy tu błyskotliwe dialogi, karkołomne, zbudowane ze zdań wielokrotnie złożonych opisy oraz sceny przypominające wizje kogoś w stanie mocno wskazującym na spożycie napoju wysokoprocentowego (jak chociażby wojna międzygatunkowa z wykorzystaniem kimchi jako broni ofensywnej). Podczas lektury czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak dać się porwać opowieści, raz po raz wybuchając śmiechem przy kolejnych nietuzinkowych perypetiach równie niecodziennych bohaterów. Trzeba przyznać, obie okładki tej serii tworzą spójną całość. Świetnie do siebie pasują, tworząc duet, obok którego nie da się przejść obojętnie. Już sam ich widok wywołuje uśmiech i zapowiada to, co czeka w środku. Historię pełną ironii, błyskotliwych dialogów i bohaterów, którzy z każdej sytuacji wychodzą z miną, jakby właśnie uratowali świat przed zombie... albo przynajmniej przed spaleniem tostera. Jak w każdej wcześniejszej książce Wójtowicz, jedną z największych zalet omawianej pozycji są bohaterowie. Choć większość z nich znamy już z poprzednich części, to w "W cieniu dnia" nabrali oni głębi, przestali być tak abstrakcyjni i oderwani od rzeczywistości, pokazując skrywane rozterki, poczucie winy, lęki i marzenia, dzięki czemu stali się naprawdę bliscy czytelnikowi. Poza wspomnianą wcześniej Myśką i kilkukrotnie pojawiającą się strzygą Sabiną, na uwagę zasługuje też oddająca się swej pasji gotowania Genowefa (po setkach lat wychodząca z analfabetyzmu, z zapałem oglądająca programy kulinarne i eksperymentująca z nowymi przepisami), biorący się za bary ze światem zewnętrznym były emo-wampir Paweł, rozbrykany niczym szczeniak (i równie rozczulający) czupakabra Edziu, jak również piątka braci wilkołaków, których łączy z ekipą PS Business Consulting historia skażonego magią patyczka, porwania niechętnej narzeczonej i upokarzającej lekcji pokory. To właśnie kreacja tych pięciu okaleczonych wilczków najmocniej porusza i najdłużej zostaje w pamięci. Dzięki nim pozornie prosta, szalona komedia zyskuje drugie dno i staje się opowieścią o rodzinnych więziach, przedwczesnym dojrzewaniu, odpowiedzialności i tolerancji, a także – czasami bezwzględnej, ale koniecznej – szczerości w relacjach. Co ważne, wszystkie te treści podane są w wyjątkowo przystępny sposób – bez moralizowania czy przesadnej czułostkowości. Wręcz przeciwnie, autorka spogląda na wszystko z przymrużeniem oka, z typową dla siebie ironią i lekkością, nieustannie uśmiechając się porozumiewawczo do czytelnika. W cieniu dnia to naprawdę znakomita kontynuacja bardzo udanej książki (a właściwie – dwóch), która w spójny sposób rozwija wcześniej zarysowane wątki i otwiera drzwi do kolejnych, równie intrygujących. Pozostaje tylko mieć nadzieję, iż nie jest to nasze ostatnie spotkanie z ekipą brzeskich i wrocławskich nienormatywnych. No więc powiedzcie mi, czy odważycie się sięgnąć po książkę, po której już nigdy nie spojrzycie na czosnek tak samo?
Emilia Lewandowska - awatar Emilia Lewandowska
oceniła na 8 3 dni temu
Co żeruje nocą T. Kingfisher
Co żeruje nocą
T. Kingfisher
Kingfisher nie zawodzi i drugi tom ,,Sworn solider" jest dla mnie jeszcze lepszy niż poprzedni, zostając pierwszą 5* w tym roku. Naprawdę, bardzo liczę, że inne horrory autorki pojawią się na naszym rynku, znacznie lepiej mi się ich słucha niż tych bardziej baśniowych wersji jej twórczości. Alex mierzy się ze skutkami swojej ,,grzybowej przygody" w rezydencji Usherów, którą znamy z pierwszego tomu. PTSD w jenu wypadku jest absolutnie zrozumiałe, zwłaszcza, że psychika Alex już wcześniej była nadszarpnięta przez wojnę w jakiej przyszło jenu uczestniczyć, czego dowiadujemy się w tej części. Ogromnym plusem dla mnie było wplecenie wątków ze słowiańskiego folkloru bowiem Moroj z jaką przyjdzie nam się mierzyć brzmi bardzo jak słowiańska Zmora lub Północnica, demon żywiący się oddechem lub duszą, przysiadający na klatce piersiowej śpiącego. Czy mówiłam już jak uwielbiam klimat przedstawiany przez Kingfisher? Nie? Autorka tak opisuje zapuszczoną, zawilgoconą wille w lesie, że prawie można poczuć zawilgocone drewno i kurz. Historia jest krótka, co dla jednych będzie minusem, ale uważam, że krótka, konkretna forma znacznie lepiej sprawdza się w takich wypadkach niż rozwlekanie historii i przedłużanie jej na siłę. Nie ma zbędnych stron czy wstawek mających zwiększyć objętość, wszystko co jest nam zaserwowane jest w pewien sposób potrzebne, nie krążymy dookoła tematu, który jest oczywisty dla czytelnika, ale z jakiegoś powodu nie dla postaci.
dylogy_of_the_dark - awatar dylogy_of_the_dark
ocenił na 10 21 godzin temu
Zatracenie Katarzyna Berenika Miszczuk
Zatracenie
Katarzyna Berenika Miszczuk
Zatraciłam się w bieszczackich klimatach i wcale nie żałuję 😁 _ "Remont pensjonatu to przecież nic takiego, prawda? Tu trochę farby, tam kilka desek i wiekowy budynek będzie wyglądał jak nowy. Tyle że nie wszyscy mieszkańcy Mnichówki chcą zamiany położonej w jaskini mrocznej piwnicy na nowoczesne spa". _ Lubicie Bieszczady? A magiczne elementy? Ludowe wierzenia i te trochę z innych krain? A dodatkowo niebanalne dialogi? Jeśli za każdym razem odpowiadaliście TAK, to mam dla Was idealną lekture! _ "Zatracenie" to kontynuacja serii "Adam i Ewa". Katarzyna Berenika Miszczuk ponownie zabiera nas w gęsty bieszczacki las, w którym prócz zapachu drzew słychać szep starodawnej magii. Autorka w mistrzowski sposób połączyła elementy fantastyki z powieścią obyczajową, dając czytelnikom prawdziwą literacką przygodę. Tym razem z nutą kryminalistyki. _ Tak jak w poprzednich książkach tak i tu możemy cieszyć się lekkim i humorystycznym stylem autorki. Akcja książki choć nie pędzi to wciąga czytelnika i sprawia, że książkę czyta się (niestety) błyskawicznie. _ Znana nam z "Kuszenia" Ewa nie tylko musi się uporać z mocą jaką w sobie odkryła ale i z remontem starego pensjonatu, który nie idzie tak jak sobie to zaplanowała. Stary budynek, a zwłaszcza piwnica Mnichówki stawiają wyraźny opór. Dawni mieszkańcy nie chcą by ich mroczna przestrzeń zmieniła się w luksusowe spa. Prócz remontu, który udowadnia, że czasem łatwiej jest zdjąć klątwę niż wymienić pękające rury. Ewa planuje swoje urodziny, które zamierza spędzić jak zawsze w gronie rodziny. Tylko, że właśnie usłyszała: „Po pięciu dniach ciemności umrzesz!” i jeszcze emeryt, który wykonał dla niej tablice do konatktu z zaświatami właśnie znikł...
odcieniestron - awatar odcieniestron
ocenił na 10 3 dni temu
Zapadły pałac Marta Kisiel
Zapadły pałac
Marta Kisiel
“Zapadły pałac” to pierwszy tom młodzieżowego cyklu, opowiadającego o tajemniczym liceum, do którego wcale nie tak łatwo się dostać. Bohaterami zaś są nastolatkowie, którym nie udało się dostać do “normalnej” szkoły, więc jako ostatnią deskę ratunku zapisują się na obóz rekrutacyjny. Obóz, który od samego początku wydaje się dziwnie niepokojący... Od lat czytam książki Marty Kisiel i za każdym razem zachwyca mnie jej ogromna wyobraźnia, humor i zabawa językiem. Nie inaczej jest w przypadku tej książki, gdzie klimat niczym z baśni został połączony ze... Squid Game! W rezultacie dostajemy oniryczny klimat rodem z koszmaru, gdzie niewinna gra w ciuciubabkę może mieć zabójcze konsekwencje, i gdzie lepiej nie zbliżać się do połykającej ludzi żaby. Biorąc pod uwagę charakterystyczne elementy dla twórczości Marty Kisiel, czyli zabawę konwencją i językiem, dostajemy książkę dla małych i dużych. Młodsi odnajdą w niej ciekawych bohaterów konfrontujących się z lękiem - nie tyle samego baśniowego zamku, co po prostu dorastania. Książkowa młodzież pozostawiona jest na obozie sama, bez nauczycieli i rodziców i to stanowi dla nich pierwsze wyzwanie. Jak poradzić sobie z wyzwaniami, gdy można liczyć tylko na siebie i rówieśników? Zapewniam jednak, że i dorośli czytelnicy nie będą narzekać na nudę. Wyobraźnia Marty Kisiel zaskakuje, a klimat mający w sobie elementy grozy przeplatane ze słownym humorem pozwala zatopić się w tą powieść! Kto nie boi się czytać o nastolatkach i uwielbia baśniowo-koszmarową atmosferę, ten się idealnie w tej książce odnajdzie. PS. nie ma tu nastoletnich romansów! Kolejnym elementem, którego można się spodziewać po Marcie Kisiel jest tworzenie całej plejady osobliwych postaci, które jednocześnie bardzo się od siebie różnią. Zdradzę wam tylko tyle, że jedna z nich przypominała mi nieco Lunę z Harry’ego Pottera, ale taką podkręconą na maksa. Wyobrażacie to sobie? W całym tym baśniowo-koszmarowym świecie tajemniczego obozu rekrutacyjnego do liceum, autorka nie zapomina o stworzeniu postaci z krwi i kości, z problemami, które łatwo można zrozumieć. Są to postaci zakotwiczone w naszym świecie, które poprzez wykonywanie fantastycznych zadań uczą się siebie i tego, jak radzić sobie z codziennymi problemami. Podsumowując, „Zapadły pałac” to książka, która świetnie balansuje między baśnią a koszmarem, nie tracąc przy tym lekkości i charakterystycznego dla Marty Kisiel humoru. To historia o dorastaniu, mierzeniu się z lękiem i szukaniu swojego miejsca, ubrana w formę niezwykłości wdzierającej się tam, gdzie spodziewamy się sztywnych edukacyjnych ram. To dopiero pierwszy tom, ale już widać, że autorka ma pomysł na ten świat i jego zasady. I że będzie to przygoda pełna dziwności, emocji i zaskoczeń, czyli tego, co najbardziej lubię w literaturze dla młodszych, Polecam ją wszystkim, którzy chcą przeczytać coś oryginalnego i innego niż typowa młodzieżówka!
pani_papierek - awatar pani_papierek
ocenił na 8 3 dni temu
Dusza pokryta bliznami. Opowieści z meekhańskiego pogranicza Robert M. Wegner
Dusza pokryta bliznami. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Robert M. Wegner
"Dusza pokryta bliznami" to była książka bardzo wyczekana. "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" uwielbiam od lat, obok "Wiedźmina" to moje ulubione polskie fantasy. Wciągnęły mnie mocno poprzednie tomy i niecierpliwie czekałam na kontynuację. Wegnera, jak zwykle, czytało mi się świetnie - bardzo lubię jego sposób pisania i snucia opowieści. Niestety, dołączę tu do grona fanów serii nieco rozczarowanych najnowszym tomem, a to z trzech głównych powodów: - Wegner przyzwyczaił mnie do książek liczących sobie dobre 600-700 stron, tymczasem "Dusza pokryta bliznami" to niespełna 400 stron tekstu. Stanowczo za mało! - Choć "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" zaczęły się od tomów opowiadających tylko o wybranych bohaterach, to w ostatnich częściach ich losy bardzo mocno zaczęły się splatać. Tymczasem w szóstym tomie Wegner znów skupił się tylko na wybranych postaciach (Czerwone Szóstki, Altsin, dziewczyny z czaardanu i Deana), losy pozostałych pozostawiając dalej pod znakiem zapytania. Nie tego się spodziewałam... - "Dusza pokryta bliznami" jest za bardzo przegadana. Akcja jest świetnie rozkręcona tylko w przypadku historii o Górskiej Straży i tę część naprawdę pochłaniałam, to był właśnie ten Meekhan, który uwielbiam. W Białym Konoweryn niby się trochę dzieje, ale też głównie gadają - akcja się rozkręca dopiero na koniec, urywając się niemal w kulminacyjnym momencie. Altsin dopiero na koniec dowiaduje się co nieco o historii Nieśmiertelnej Floty, ale wcześniejsze rozdziały o płynięciu na Nocnej Perle nic nie wnoszą i równie dobrze mogłyby być skrócone do kilku stron. Nie potrafię ocenić "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" źle, bo przecież i ten ostatni tom wręcz pochłonęłam. Po prostu przyzwyczaiłam się do tego, że Wegner swoimi książkami wgniata mnie w fotel i tym razem nie było tak zajebiście... ;) -
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 6 15 dni temu

Cytaty z książki Bal u Yanny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bal u Yanny