rozwińzwiń

Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936

Okładka książki Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936 autora Thomas Mann, 837120163X
Okładka książki Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936
Thomas Mann Wydawnictwo: Rebis biografia, autobiografia, pamiętnik
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Tagebücher
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7120-163-X
Tłumacz:
Egon Naganowski
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936

Średnia ocen
6,3 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936

avatar
46
30

Na półkach:

Czyta się nad wyraz dobrze!

Czyta się nad wyraz dobrze!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
452
98

Na półkach: ,

Pozostaje wrażenie, że patrzył na wszystko niby z teatralnej loży - uważał, że jego powołaniem jest reprezentowanie, nie męczeństwo.


CYTATY :
,, Każdy ma swoje obowiązki i swój ciężar do dźwigania, ty przy tokarce, ja przy tronie."

,, Tak potrzebne zafascynowanie, choćby nawet osłabione, choćby nawet przez wątpliwości i niezadowolenie, daje jedynie praca."

,, Wychowanie to po prostu odpowiednia atmosfera, nic więcej."

,, Punkt widzenia, że piękne to wszystko co się przeżywa jest coraz bardziej kuszący."

,, Doprawdy, nie opłaca się przez męki zazdrości psuć sobie trawienia. Z biegiem lat coraz bardziej doceniam komizm."

,, Rudolf Steiner głosił, że przez rozwijanie drzemiących w każdym człowieku wyższych możliwości, drogą medytacji i ćwiczeń duchowych można dojść do pełni człowieczeństwa i do poznania istoty rzeczy."

,, Decydującym względem i zabezpieczeniem pozostaje dla mnie, że zgodnie z moją naturą mogę schronić się w mieszczańskim świecie, właściwie nie ulegając zmieszczanieniu. Jeżeli się ma bogate wnętrze, różnica między samotnością, a nie-samotnością nie jest taka duża, raczej zewnętrzna."

,, Lubię przytrzymywać uciekający dzień, jego zmysłowe wrażenia, a także - aluzyjnie - jego duchowy kształt i treści."



Polecam wspomnienia żony : ,,Moje nienapisane wspomnienia" Katia Mann.

Pozostaje wrażenie, że patrzył na wszystko niby z teatralnej loży - uważał, że jego powołaniem jest reprezentowanie, nie męczeństwo.


CYTATY :
,, Każdy ma swoje obowiązki i swój ciężar do dźwigania, ty przy tokarce, ja przy tronie."

,, Tak potrzebne zafascynowanie, choćby nawet osłabione, choćby nawet przez wątpliwości i niezadowolenie, daje jedynie praca."

,,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
237
2

Na półkach:

"Lubię przytrzymywać uciekający dzień, jego zmysłowe wrażenia, a także - aluzyjnie - jego duchowy kształt i treści, i to nie tyle dla przypomnienia i ponownej lektury, ile w sensie obrachunku, rekapitulacji, uświadomienia sobie i wiążącej kontroli..." (z dnia 11.2.1934)
Czytelnicy sięgający po "Dzienniki" Manna powinni pamiętać o kilku rzeczach. Przede wszystkim o tym, że były pisane w celach zupełnie prywatnych, "obrachunkowych": stąd tyle miejsca pisarz poświęca wizytom, odwiedzinom, finansom, problemom zdrowotnym. Mann pozwolił "odpieczętować" swoje zeszyty 20 lat po śmierci; nie wiem, czy życzył sobie ich wydania. Być może tak, skoro ich nie spalił, jak to uczynił z notatkami sprzed 1918 roku. Na pewno miał skłonność do pisania tekstów o charakterze autobiograficznym; kompletnej autobiografii nie udało mu się napisać, ale znane są jego eseje i szkice "o sobie". Także i w "Dziennikach" - pisanych z inspiracji zapiskami Goethego i Tołstoja, których (szczególnie pierwszego),jak wiadomo, bardzo podziwiał i cenił - dał upust swojej potrzebie spisania własnego losu.
"Dzienniki" ukazują - jak to ujął Naganowski - Tomasza Manna jako "odczarowanego czarodzieja". To świetne i trafne sformułowanie. Wielki Mann-Noblista-autor "Czarodziejskiej góry" pozbawiony swojej czarnoksięskiej (i książęcej!) szaty to egocentryk, hipochondryk i samotnik. Ci, którzy wyrobili sobie inne o nim wyobrażenie (tylko dlaczego? Podwójne "ja", "ja" publiczne i "ja" prywatne to częsta przypadłość artystów),muszą być rozczarowani. Pisarz, który znakomicie sprzągł swoje życie z dziełem, który ze swojego życia pragnął uczynić dzieło sztuki prowadzi nas za kulisy tego żmudnego twórczego procesu. Mann bez maski, sprowadzony z literackiego Olimpu "na dół". Żaden geniusz, ale trudny człowiek z mnóstwem wad.
Lektura dla poważnie zainteresowanych Mannem. Nie powinni po nią sięgać ci, dla których "geniusz" to jakiś odmienny gatunek, istota nadprzyrodzona; fani Journala Gide'a też będą zawiedzeni. I w ogóle zawiedzeni będą ci, którzy spodziewają się po tym dzienniku jakichkolwiek znamion literackości.

Nawiązując do opinii mojego poprzednika: nie ulega wątpliwości, że diarysta Mann to nie diarysta Gombrowicz. Sądzę jednak, że porównanie tych dwóch dzienników - z całą prywatną miłością do Gombrowiczowskiego arcydzieła! - jest dla Manna trochę niesprawiedliwe. To muszą być rzeczy zupełnie różne od siebie, choćby ze względu na motywy, które kierowały diarystami. Sprawa najbanalniejsza: "Dziennik" Gombrowicza ukazywał się w odcinkach w paryskiej "Kulturze"; jakże porównywać rzecz pisaną od razu z przeznaczeniem do druku z prywatnymi zapiskami służącymi porządkowaniu swojego życia? "Dziennik" miał dla Gombrowicza duże znaczenie w kreowaniu samego siebie. "Dziennik" miał obchodzić czytelników. Mann nie podejmował w swoich zeszytach takiego zadania. Może bardziej uzasadniona byłaby paralela "Dzienniki" Mannowskie - "Kronos". To jest zestawienie zapisków o podobnym kształcie, których tworzeniu przyświecały podobne cele. Nie wiem jednak, czy warto zajmować się takim "śledziowym" pisarstwem...

"Lubię przytrzymywać uciekający dzień, jego zmysłowe wrażenia, a także - aluzyjnie - jego duchowy kształt i treści, i to nie tyle dla przypomnienia i ponownej lektury, ile w sensie obrachunku, rekapitulacji, uświadomienia sobie i wiążącej kontroli..." (z dnia 11.2.1934)
Czytelnicy sięgający po "Dzienniki" Manna powinni pamiętać o kilku rzeczach. Przede wszystkim o tym, że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

96 użytkowników ma tytuł Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936 na półkach głównych
  • 71
  • 22
  • 3
11 użytkowników ma tytuł Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936 na półkach dodatkowych
  • 3
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936

Inne książki autora

Okładka książki Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Ocena 7,3
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Thomas Mann
Thomas Mann
Mann urodził się w Lubece, mieście hanzeatyckim, wchodzącym w skład Cesarstwa Niemieckiego na prawach samodzielnego landu. Jego ojciec, Thomas Heinrich Johann Mann, pochodził ze starej hanzeatyckiej rodziny, zaś matka, Júlia da Silva Bruhns, z mieszanej niemiecko-brazylijsko-kreolskiej rodziny. Biografowie przyszłego noblisty lubili podkreślać sąsiadowanie w nim cech typowych dla powściągliwych ludzi z północy i żywiołowych z południa. Jego starszym bratem był urodzony w roku 1871 Heinrich Mann, który również został sławnym pisarzem. Ojciec Manna był bogatym hurtownikiem zbożowym i senatorem miasta Lubeki. Zmarł w roku 1891, kiedy Thomas miał zaledwie kilkanaście lat. Ojciec, kiedy zmuszony był poddać się poważnej operacji, której zresztą nie przeżył, napisał w pośpiesznie sporządzonym testamencie, że jego dochodowa firma ma zostać, w wypadku śmierci, zlikwidowana i że upłynnione fundusze przeznaczone zostaną na wykształcenie i życie rodziny. Senator Mann nakładał też na kuratorów obowiązek przeciwdziałania wczesnym próbom literackim chłopców. Jednakże obawy senatora w większym stopniu odnosiły się do skłonności Heinricha, nie zaś Thomasa. Po śmierci senatora rodzina przeprowadziła się do Monachium w Bawarii, gdzie Thomas pracował pewien czas w firmie rachunkowej i uczęszczał na Uniwersytet Ludwika i Maksymiliana jako wolny słuchacz. W Monachium mieszkał na stałe w latach 1891–1933. Pisarstwo coraz bardziej go pociągało. Podczas pobytu z Heinrichem we Włoszech miał już na koncie pierwsze napisane nowele. Część z nich opublikował i wydał w zbiorze (Mały pan Friedemann) jeszcze przed końcem XIX wieku. W roku 1900, w wieku lat 25, napisał swoją pierwszą powieść pt. Buddenbrookowie. Była to powieść-saga rodzinna o świetności i upadku możnego mieszczańskiego hanzeatyckiego rodu. Niewątpliwie dzieje jego własnej rodziny dostarczyły młodemu Mannowi cennego tworzywa do tego dzieła. Książka wyszła drukiem rok później w dwóch tomach, przynosząc autorowi wielki rozgłos. Rok później (1902) Mann wydał Królewską wysokość. W roku 1905 poślubił Katię Pringsheim, córkę profesora matematyki na Uniwersytecie Monachijskim. Małżeństwo to trwało aż do śmierci Thomasa i wydało sześcioro dzieci (Erikę, Klausa, Golo, Monikę, Elisabeth i Michaela). Klaus i Erika poszli w ślady ojca i zostali ludźmi pióra. Golo był znanym historykiem, zaś Michael grał na skrzypcach, a w późniejszych latach został historykiem literatury. Warto w tym miejscu dodać, że i Thomas Mann był bardzo muzykalnym, a jedna z jego późniejszych głośniejszych powieści, Doktor Faustus traktuje właśnie, wedle jego słów, o muzyce i polityce. Żona, która przez cały czas wspierała męża w jego twórczości, poświęciła swemu małżeństwu książkę Moje nienapisane wspomnienia. Katia Mann spisała i wydała je przy pomocy dzieci (Eriki, Golo i Michaela),gdy miała już ukończone 90 lat, ponad 20 lat po śmierci męża. Spełniła tym samym jego życzenia, by listów i pamiętników nie publikować aż do upłynięcia 20 lat od jego śmierci. Klaus popełnił samobójstwo w 1949, a Michael w 1976, wkrótce po zakończeniu pracy edytorskiej nad pamiętnikami ojca. Samobójstwa w najbliższej rodzinie Thomasa Manna zdarzały się często. W okresie młodości przeżył samobójstwa swoich sióstr (Carla w 1910 i Julia w 1927). U schyłku życia Mann wykazywał wiele serdeczności i opieki nad swoim wnukiem Frido – synem Michaela. Thomas Mann, uznawany za jednego z największych pisarzy niemieckich, miał dość skomplikowane życie prywatne. Pozornie był to typowy przykład mieszczańskiej rodziny niemieckiej, z wierną i oddaną żoną (Katia Mann),sześciorgiem dzieci, finansową zaradnością i zasobnością. W tym portrecie brak jednak jednej, bardzo ważnej informacji: pisarz był homoseksualistą lub biseksualistą. Wiele względów zmusiło go do nieupubliczniania tego. Sam wychowany w tradycyjnych zasadach mieszczańskich za niezbędne uznawał klasyczne podstawy rodziny niemieckiej. Wobec najbliższych i przyjaciół nie skrywał swych pasji, ale wobec świata zewnętrznego unikał demonstrowania swej orientacji seksualnej. Wielu badaczy już bardzo wcześnie zauważyło szereg podobieństw między doświadczeniami Manna-człowieka a głównymi bohaterami jego powieści i opowiadań. Baczna obserwacja samego siebie i zjawisk zachodzących wokół, służyła za kanwę jego literackich fikcji. W „Tonio Krugerze” postać Hansa Hansena to cień jego własnych doświadczeń romantycznych ze szkolnym kolegą Arminem Martensem. Pribislav Hippe z „Czarodziejskiej góry” to inny kolega lat szkolnych, Willri Timpe. Jedna z głównych miłości Manna, Paul Ehrenberg z monachijskiej Akademii Sztuk, odrodził się czterdzieści lat później jako Rudi Scherdtfeger w „Doktorze Faustusie”. Chłopiec ze „Śmierci w Wenecji” jest portretem autentycznego zdarzenia fascynacji pisarza młodym Polakiem, którego z uwielbieniem podpatrywał na plaży w Wenecji podczas rodzinnego urlopu w 1911 r. Wspomina o tym dość obszernie jego żona Katia w pamiętnikach opublikowanych wiele lat po śmierci męża. Dwoje dzieci pisarza, Erika i Klaus było homoseksualistami. W liście do Klausa z 1927 r. Thomas Mann domaga się wręcz, by syn (posiadający, naturalnie, przewagę młodości) nie obracał się w tych samych kręgach, co 17-letni Klaus Heuser, wobec którego on sam miał słabość. Pisarz napomina syna, że sam będąc sławnym, ale już starszym panem ma wszak prawo do doświadczania tych samych przygód, co syn i zadaje retoryczne pytanie: czy tylko ty masz być tym, który stale grzeszy? Autor obszernej monografii o Mannie, Anthony Heilbut stawia tezę, że doświadczenie homoseksualne pisarza było centralnym elementem jego twórczości. Homoseksualizm Manna był też dość rzeczowo udokumentowany przez dwóch innych znanych badaczy literatury europejskiej: Ronalda Haymana i Donalda Pratera, autorów monografii o pisarzu. Nie idą oni jednak tak daleko w ferowaniu opinii o wpływie homoseksualizmu Manna na jego twórczość. W czasie I wojny światowej Thomas Mann poparł, w przeciwieństwie do swego brata Heinricha, politykę wojenną Wilhelma II. Dał temu wyraz w swym monumentalnym eseju pt. Wyznania człowieka apolitycznego. Jednakże opinię zrewidował po pewnym czasie, czemu dał wyraz już w przedmowie do tego dzieła. Po wojnie Mann zdecydowanie popierał ustanowienie Republiki Weimarskiej oraz angażował się na rzecz kulturalnego pojednania pokonanych Niemiec z zagranicą. W tych latach powstała, między innymi, wielka biblijna tetralogia o Józefie oraz jego bodajże najsłynniejsza powieść Czarodziejska góra, będąca symbolicznym obrazem kryzysu duchowego Europy przed wybuchem wojny. Jej akcja rozgrywa się w odizolowanym od świata sanatorium w szwajcarskim Davos. W roku 1929 Mann otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Po raz pierwszy jako kandydat do niej był wymieniany już po ukazaniu się (1913) Śmierci w Wenecji, a od kilku lat przed jej przyznaniem niezmiennie znajdował się w gronie faworytów. Pisarz część swojej nagrody (2000 zł) przekazał na budowę podlegającej pod Parafię Ewangelicko-Augsburską w Rypinie niemieckojęzycznej szkoły kantorackiej w Obórkach, ukończonej w 1931 roku. Na podstawie zezwolenia polskich władz państwowych, na znak wdzięczności mieszkańców, w budynku szkolnym, obok portretów Józefa Piłsudskiego i Prezydenta RP Ignacego Mościckiego zawisł portret Manna. Mann, który należał do aktywnych przeciwników ruchu nazistowskiego, w chwili przejęcia przez Hitlera władzy w Niemczech znajdował się za granicą i tam też postanowił pozostać. Decyzja ta umocniła się w nim po pożarze Reichstagu w lutym 1933 roku niedługo po nominowaniu Hitlera na kanclerza Rzeszy. Stosunki z Mannami zerwał m.in. również noblista i dawny przyjaciel Gerhart Hauptmann, który pozostał w kraju. Początkowo rodzina Mannów mieszkała w Szwajcarii. Na początku 1936 Thomas Mann zrzekł się obywatelstwa niemieckiego oświadczając, że nie powróci do Niemiec. W roku 1937 przyjął z rodziną obywatelstwo Czechosłowacji, jednak niedługo potem przenieśli się do znacznie bezpieczniejszych Stanów Zjednoczonych, gdzie zamieszkał także Heinrich oraz inni znani niemieccy pisarze walczący z hitleryzmem (na przykład Bertolt Brecht). Początkowo mieszkali w Princeton w stanie New Jersey, gdzie Mann wykładał gościnnie na Uniwersytecie w Princeton. Niedługo potem przenieśli się do Kalifornii i wybudowali tam nowy dom. Pod koniec II wojny światowej Mann uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Po upadku dyktatury Hitlera Mann dalej pozostał na emigracji w Stanach Zjednoczonych (potem wyjechał znów do Szwajcarii, w 1952),tylko dwa razy odwiedzając swoją ojczyznę (ostatni raz w roku swej śmierci, 1955). Zgodnie ocenia się, że Mann stworzył nowy typ powieści epickiej o charakterze intelektualnym i nierzadko ironicznym (jak jego powieść łotrzykowska i zarazem ostatnie dzieło Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla). W okresie Weimaru i po jego upadku Mann był orędownikiem demokracji i parlamentaryzmu oraz ogólnie pojętego humanizmu. Świadectwem jego zaangażowania politycznego jest też cykl mów radiowych do narodu niemieckiego w czasie wojny.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ja, Michał z Montaigne Józef Hen
Ja, Michał z Montaigne
Józef Hen
Mamy tutaj "próbę" myślenia renesansowego humanisty o silnych korzeniach umysłowych. Inspiracji i natchnienia szuka w twórcach antycznych i myślicielach politycznych oraz sztandarowych dziełach literackich.Możemy tutaj spotkać przekazy stoików, Platona, Machiavelliego i wielu innych oraz sporo cytatów z Prób. Montaigne poddawany był spartańskiemu wychowaniu umysłowemu co stworzyło go tak niepowtarzalnym światłym człowiekiem, wyprzedzającym swoje czasy. W swym realizmie i daleko posuniętym racjonalizmie spotyka się z wieloma myślicielami m.in. filozofią Barucha de Spinozy ( Etyka, Traktat polityczny). Zamyka się w wieży aby odsunąć się od zgiełku a tam niczym antyczny filozof studiować, tworzyć i w dalszym ciągu pracować nad sobą. Tytułowy Michał za swoje zasługi został "Saint". Całe życie walczył o człowieka, wartości i prawa, również reformacje sądownictwa w dobie inkwizycji. Mamy tutaj cały przekrój, biografia jest też pretekstem aby odsłonić kawałek historii odległych dziejów Francji i szerzej. Język profesora jest niespotykany, piękny i kwiecisty a książka niczym dialog z samym sobą zmusza do myślenia. Wymagający, nieśpieszny, potrzeba czasu i spokoju aby się wgryźć w meandry wykładu profesora. Książka jest lekturą obowiązkową dla każdego humanisty. Jeżeli ktoś będzie kiedyś we Francji :-) to bardzo polecam zwiedzić wyspę Saint-Michel. O Mont-Saint-Michel mówi się, że to granitowa i tajemnicza wyspa na Atlantyku, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jej tajemniczość przypisuje się występującej tu gęstej szarej mgle, która otacza gotycką budowlę dawnego opactwa benedyktynów.
Scarlett - awatar Scarlett
ocenił na81 rok temu
O Czechowie Iwan Bunin
O Czechowie
Iwan Bunin
Urodzony w 1860 r. w Taganrogu, Antoni Pawłowicz Czechow, uznawany jest za jednego z najważniejszych klasyków literatury rosyjskiej, obok pisarzy takich jak Lew Tołstoj i Fiodor Dostojewski, choć w odróżnieniu od nich nigdy nie napisał „wielkiej epickiej powieści”. Wręcz przeciwnie, Czechow – czołowy nowelista i dramatopisarz rosyjski, uznawany jest za „mistrza małych form literackich”, spośród których te najbardziej znane polskiemu czytelnikowi to: Sala nr 6, Dama z pieskiem, Wiśniowy sad, Trzy siostry, Wujaszek Wania, Step. Tymczasem utwory zebrane autora złożyły się aż na 23 obszerne tomy. W 1895 r. Czechow poznał Iwana Aleksiejewicza Bunina, poetę i prozaika, pierwszego rosyjskiego noblistę, twórcę swoistej „szkoły buninowskiej” w literaturze. Znajomość z Buninem, pomimo sporej różnicy wieku między autorami (Antoni Pawłowicz był starszy od Bunina o 10 lat),z czasem przerodziła się w głęboką przyjaźń, która trwała aż do śmierci Czechowa. A właściwie – jeszcze dłużej, bowiem Bunin nawet po śmierci przyjaciela był częstym gościem w jego domu rodzinnym i pozostawał w zażyłych kontaktach z jego bliskimi. Owocem przyjaźni obojga autorów jest książka-wspomnienie autorstwa Bunina o znamiennym tytule – O Czechowie. Jest to ostatni utwór w dorobku Iwana Aleksiejewicza, niedokończony, będący swego rodzaju pożegnaniem z bliskim przyjacielem i uhonorowaniem jego działalności na polu literatury, a jednocześnie zwieńczeniem własnej literackiej kariery. Jest to także książka o czasie , który występuje w utworze jako bohater stojący na równi z wybitnymi pisarzami; uczniem i jego literackim (a raczej – życiowym) mentorem. Bunin spieszył się z ukończeniem książki, chciał uporządkować swoje wspomnienia; Nawet w okresie niesłychanie ciężkich cierpień z powodu astmy – ataki zdarzały się wiele razy dziennie – gdy tylko czuł się trochę lepiej, od nowa brał się do pracy nad własnymi książkami, przygotowując je do „wydania pośmiertnego” – jak sam mówił – i nad Czechowem. (…) W bezsenne noce – w ostatnim roku życia całkiem utracił sen – Iwan Aleksiejewicz robił notatki na skrawkach papieru, czasem nawet na pudełkach po papierosach: przypominał sobie rozmowy z Czechowem. Książka O Czechowie jest próbą zachowania pamięci o Antonie Pawłowiczu, jest swego rodzaju nieszablonową biografią wybitnej postaci, jest próbą rozliczenia się przez Bunina z własnego życia, jest – wreszcie – niezwykle cennym dokumentem, zapisem bieżącej epoki, materiałem ważnym dla rozwoju badań nad historią literatury rosyjskiej. W utworze pojawiają się fragmenty korespondencji, jaką Czechow prowadził z współczesnymi sobie literatami – Władimirę Korolenko, Wsiewołodem Garszynem (postać niezwykle ciekawa i tragiczna – pozostawił niewielki dorobek literacki, za to o wielkiej wartości),Aleksiejem Suworinem, Nikolajem Lejkinem. Rozmówcą Czechowa był także Lew Tołstoj, z którym łączyła go ogromna zażyłość, i o którym pisał: „Tołstoja znam, i to chyba nawet dobrze, i rozumiem każde poruszenie jego brwi, a jednak go lubię” . Obszerna korespondencja pozwala poznać zdanie Czechowa na temat innych twórców, m. in.: Turgieniewa (któremu nie szczędził słów krytyki w związku z Obłomowem),Gogola (którego podziwiał i szanował),Lejkina, Andriejewa. Czechow, przygotowując się do ostatniej drogi, skierował do Tieleszowa następujące słowa: „A Buninowi niech pan przekaże, żeby cały czas pisał. Będzie z niego poważny pisarz” . Swoim utworem Bunin potwierdził, iż był pilnym wychowankiem swojego nauczyciela. W książce pojawiają się wypisy z dziennika Czechowa, opisy jego codzienności, domu rodzinnego, drogi literackiej, podróży, które odbył (m. in. na Sachalin),choroby, a wreszcie – śmierci. Iwan Aleksijewicz pozostaje wierny prawdzie i rzetelnie kreśli portret przyjaciela: Czechow był poszukiwaczem skarbów, magiem, czarownikiem, zaklinaczem. Tym tłumaczy się jego wyjątkowy pociąg do śmierci, zgnilizny, rozkładu i wyzbycie się nadziei. Jedyną filozofią, z którą poważnie się liczył i wobec tego z poważnie z nią walczył Czechow – był pozytywistyczny materializm. Prawdziwym – i jedynym – bohaterem Czechowa jest człowiek pozbawiony nadziei. A jednak – mimo wielkiej przyjaźni, jaka łączyła literatów – Bunin pozostawał w nieświadomości wielkiego uczucia, jakie żywił jego przyjaciel do Lidii Aleksiejewny Awiłowej. O miłości, która przyszła za późno (Awiłowa, gdy poznała Czechowa, była już mężatką i miała dziecko) i połączyła największego rosyjskiego dramaturga oraz początkującą pisarkę, Bunin dowiedział się w momencie publikacji wspomnień Lidii Aleksiejewny, wydanych w 10 lat po jej śmierci. W książce O Czechowie przeczytać można obszerne fragmenty tychże wspomnień, zatytułowanych Czechow w moim życiu (ukazały się w książce Czechow we wspomnieniach swoich współczesnych),napisanych z niezwykłym polotem. Historia zakazanej miłości z literackim tłem jest naprawdę wzruszająca. Opis sceny balu maskowego przypomina kadr z filmu, należącego do gatunku dramatu historycznego, tymczasem nie ma podstaw, by wątpić w jej autentyczność. Głębokie i niespełnione uczucie pozostawiło również ślad w twórczości Czechowa, w utworze O miłości, a cytat z tegoż utworu stał się swoistym credo dwojga zakochanych – „Gdyby ci kiedykolwiek było potrzebne moje życie, przyjdź i weź je”. Na uwagę zasługuje także ten fragment utworu Bunina, w którym opisuje on pewien zwyczaj swojego nauczyciela – Czechow stemplował niektóre prywatne listy pieczęcią odziedziczoną po ojcu, na której widniała sentencja „Samotnemu cały świat pustynią”. Chociaż był to tylko swego rodzaju żart ze strony Antona Pawłowicza, to tkwi w tej anegdocie ziarenko prawdy – tak Czechow, jak i Bunin, pozostawali przez całe swoje życie indywidualistami, kroczącymi po pustyni życia. Świadectwem ich samotnej wędrówki jest ostatnia książka Bunina, O Czechowie.
Monika - awatar Monika
oceniła na79 lat temu
Listy do brata Vincent Van Gogh
Listy do brata
Vincent Van Gogh
Siedem wniosków z lektury "Listów do brata": 1) Tekst jest przejmującym zapisem niespełnienia artysty, który ma świadomość wyjątkowości swoich dzieł, mimo kolejnych zawodowych porażek (nieudolne próby sprzedania choćby jednego obrazu, fiaska nielicznych wystaw). Zakrawa na ponury absurd, okrutną ironię losu, że geniusz van Gogha został rozpoznany i doceniony przez świat, kiedy jemu samemu do niczego już to nie było potrzebne. 2) Vincent był tułaczem: wyruszywszy za młodu z rodzinnej Brabancji (do której później powracał) ciągle zmieniał miejsca pobytu. Najpierw w poszukiwaniu pracy, potem już tylko lepszych warunków do tworzenia. W różnych okresach życia zamieszkiwał m.in. Londyn, Amsterdam, Antwerpię, Borinage (osadę górniczą w Belgii),Brukselę, Hagę, Paryż, prowansalskie Arles i Saint-Rémy, wreszcie Auvers-sur-Oise w regionie Île-de-France (gdzie w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł na skutek postrzału). 3) Van Gogh zmagał się z chronicznym brakiem pieniędzy. Często był na skraju ubóstwa, żywiąc się jedynie chlebem i kawą. Pijał podłej jakości wina i absynt. Najbardziej zależało mu na materiałach do malowania. Niemal wszędzie, gdzie się wprowadzał, starał się urządzić pracownię. Opłacał również modelki. Wszystko finansował Theo, ale Vincent wciąż łudził się nadzieją, że jego malarstwo przyniesie komercyjny zysk i wtedy odwdzięczy się bratu. 4) Samotność i alienacja to główne aspekty jego egzystencji. Ukazane są w listach w sposób sugestywny, głęboko poruszający. Odrzucony w "londyńskiej" młodości przez niejaką Ursulę (już zaręczoną z kimś innym),a potem przez owdowiałą kuzynkę Kee, szukał pocieszenia w ramionach prostytutki Sien (swojej modelki w Hadze). W Prowansji wdał się w związek z inną córą Koryntu, Gabi (wysłał jej kawałek odciętego ucha). Pragnął kobiety, rodziny, prawdziwego życia, ale los mu nie sprzyjał. Próbował znaleźć przyjaciół wśród malarzy. W Paryżu poznał Gaugina, Lautreca, Signaca. Gaugina sprowadził nawet do Arles, ale ten niedługo z nim wytrzymał (van Gogh gonił go z brzytwą, którą potem odciął sobie ucho). Jedynym bliskim człowiekiem pozostawał dla Vincenta Theo. Rodzice, choć kochali i wspierali syna, nie akceptowali jego drogi życiowej. Jako mieszczanie (ojciec był pastorem) praktycznie i trzeźwo oceniali rzeczywistość. Theo, będąc marszandem, miał więcej zrozumienia dla potrzeb i gorączki twórczej brata. 5) Ważnym rysem osobowości van Gogha jest jego szaleństwo. Był porywczy, nadwrażliwy, płomienny w uczuciach i działaniach. Incydent z uchem, pobyt w zakładzie psychiatrycznym w St. Remy, wreszcie domniemane samobójstwo to zewnętrzne przejawy poważnych zaburzeń. Przez większość życia doświadczał huśtawek emocjonalnych: od entuzjastycznej nadziei po głęboką melancholię. Miewał fobie, obsesje, urojenia. Zdiagnozowano u niego epilepsję. 6) Van Gogh malował tylko przez dekadę. Pięć lat prób i pięć lat dojrzałej twórczości. Wcześniej sposobił się do roli kaznodziei, lecz rozczarował się nieczułym dogmatyzmem, który zaobserwował u niektórych pastorów. Nie utracił wiary, ale zrozumiał, że może służyć ludziom w inny sposób, utrwalając w sztuce ich codzienność. Malował wiejską biedotę (obraz "Jedzący kartofle"),miasteczka, martwe natury, rozświetlone pejzaże i słoneczniki w Arles (gdzie jego talent eksplodował). Zostawił szereg autoportretów. Żył 37 lat (1853-1890). 7) Twórczość van Gogha uchodzi za wizjonerską, nowatorską. Cechują ją zjawiskowa gra świateł, sugestywna kolorystyka i ekspresja we wszystkich odcieniach żółci ("Żółty Dom", "Słoneczniki"). Obrazy malował techniką impasto. Formalnie jest przedstawicielem postimpresjonizmu, który jako kierunek nawiązywał do impresjonizmu, ale odrzucał większość jego założeń (m.in. optyczną ostrość i naturalizm).
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na71 rok temu
Korespondencja Hermann Hesse
Korespondencja
Hermann Hesse Thomas Mann
Kolejna pozycja spoza mojego głównego kręgu zainteresowań literackich. Z reguły nie czytam biografii autorów, korespondencji lub dzienników, jednak od dawna chciałem przeczytać akurat tę książkę z racji mojego zamiłowania do Hermanna Hessego. Również Tomasz Mann nie jest mi obojętnym autorem. Jeśli chodzi o takie książki jak ta, zdecydowanie ciężej się je czyta niż powieści. W powieściach łatwo się wciągnąć w fabułę, dać się pochłonąć lekturze, w tym przypadku czegoś takiego nie miałem i wydaje mi się, że raczej rzadko to się zdarza przy czytaniu takich tekstów. Stąd też 'przebrnięcie' przez korespondencję pomiędzy dwoma wielkimi niemieckimi pisarzami zajęło mi trochę więcej czasu. Jednak gdy już czytelnik pozwoli sobie zapoznać się z rozmowami pomiędzy Hessem i Mannem, odkryje niesamowitą przyjaźń, która łączyła dwa wielkie umysły, jedna z największych, jeśli chodzi o XX w. To co ciekawe w ich przyjaźni, to sam fakt, że przyjaźnili się przez 30-40 lat, spędzali razem wakacje, odwiedzali się często w swoich domach i z dużą regularnością do siebie pisywali (stąd też możemy teraz czytać tę książkę). Poza długowiecznością ich relacji, bardzo podobało mi się na jak wielu poziomych obaj pisarze się ze sobą dogadywali, pomimo tego, że nie zawsze się ze sobą zgadzali. Między nimi była nić porozumienia artystycznego, duchowego, politycznego (od pewnego momentu),ale również dzielili podobne poczucie humoru. Trochę zaskakuje ten fakt, gdy czytało się książki obu panów i wie się jak bardzo się od siebie różni ich styl pisania. Jednak odkrywanie przyjaźni pomiędzy Hessem i Mannem nie zaskakuje, ponieważ w jakiś sposób czytelnik spodziewa się, że właśnie to znajdzie się w książce. Odwrót książki z resztą też nas o tym informuje. To co wydało mi się równie interesujące, a nie sądziłem, że o tym będę czytał, to sposób w jaki obaj pisarze funkcjonowali pod dyktaturą Hitlera. Jak działała cenzura, jak próbowano ich szkalować i jak sobie z tym radzili. Ciekawe jest odkrywanie coraz to nowych perspektyw, jeśli chodzi o II Wojnę Światową oraz problemy związane z pojawieniem się faszyzmu w Europie. Hesse i Mann potrafili powiedzieć o sobie wiele pięknych słów, naprawdę docenić się jako osoby, ale również pisarze i nie ukrywali podziwu jaki w sobie budzili nawzajem. Czytanie korespondencji takich osób to była czysta przyjemność. Naprawdę polecam.
Mikosek17 - awatar Mikosek17
ocenił na86 lat temu
Listy Rainer Maria Rilke
Listy
Rainer Maria Rilke Lou Andreas-Salomé
Ona mu przesyłała słowa pocieszenia i dodawała odwagi w walce pasji tworzenia z destrukcją niemocy. On ją próbował zarazić mistycznym spojrzeniem na otaczający ich świat. Oboje wzajemnie się gubili i na nowo odnajdywali. Skazani na wieczność, w takim samym stopniu odczuwali jej specyficzny chłód. Jednak on dodatkowo już za życia osiągnął wielkość, którą Lou Andreas-Salomé rozgłaszała po kres swoich dni. Natomiast ona do końca życia Rainera Marii Rilkego wzbudzała w nim podziw i szacunek, za swoją kobiecą intuicję i urok wyszeptanych już na łąkach Schmargendorfu słów. W poszukiwaniu najdoskonalszych form trafiłem na listy, będące spowiedzią lub czymś na kształt rekonwalescencji w okresach nawracającej choroby duszy. Szedłem po śladach wewnętrznych przemian aby poznać związek z zupełnie innej sfery, zawiązany w celu kroczenia wespół z nauką i sztuką, powołany do opisywania piękna rzeczywistości. Jakakolwiek by ona nie była, podczas wstępowania na wyżyny literackich sukcesów, jak i zstępowania do piekieł fizycznego bólu. Wspaniale jest wzajemnie się wspierać w przeżywaniu życia. W poszukiwaniu własnej tożsamości mieć punkt oparcia, odzyskiwać wiarę we własne siły i znajdować bodźce niezbędne do dalszego istnienia. Miałem okazję śledzić pospieszną wędrówkę po świecie dwóch niespokojnych dusz. Dla mnie to tryb przyspieszony, w kilkanaście dni pokonałem to, co dwojgu kochających się artystom zajęło kilkadziesiąt lat. Widziałem rysy na znajomości, odczuwałem prośby Rilkego o czas na samotność, wyobrażałem sobie twardy charakter Lou, której odwaga musiała wtedy imponować niejednej kobiecie. Ich korespondencja może stanowić studium poetyckiego rozwoju Rilkego. Może też być odbierana jako próba otwarcia się na wszystkie niepokojące go lęki i działanie zmierzające do nadania im kształtów, sprzyjających dalszemu tworzeniu. Listy te są naznaczone śladami po gwałtownych erupcjach osobistych wyrzutów i jednocześnie noszące piętno paraliżu woli. Można by pośród nich wyznaczyć granicę, od słynnych dowodów tęsknoty austriackiego poety: "Zagaś mi oczy, Twój obraz nie zgaśnie, Uszy mi zasłoń, usłyszę Cię zawsze, Bez nóg za Tobą pójdę nad przepaście, Bez ust zaklinać będę imię najłaskawsze". aż po opadnięcie towarzyszących zauroczeniu zasłon: "Błogosławieństwem byłaś, wzniosłym ideałem, I stałaś się przepaścią, co mnie pochłonęła". Lou Andreas-Salomé zabarwiała pełen samotnej wędrówki żywot Rilkego. Przytłoczenie zamieniała w uskrzydlenie a jej pomoc odnosiła skutek w postaci powstania największych dzieł austriackiego poety. Pisał do niej gdy szukał równowagi, kiedy zapytując o drogę wszystkich innych wiedział, że ona tylko może dla niego stanowić najczulszy drogowskaz. Prześwietlenie uczuciem dwojga subtelnych osobowości dało mi wiarę w istnienie czegoś lepszego. Przychodzą takie chwile, kiedy przy systematycznym obniżaniu się poziomu akceptacji dla jakości trwania, nadwrażliwość pewnych twórców pomaga odnaleźć ledwo dostrzegalny płomień nadziei i rozpalić go w oczekiwaniu na lepsze czasy. Właśnie to odnalazłem w intelektualnej przygodzie, podczas której bunt przeciw oficjalnej moralności spotkał się z melodią słowa i wysubtelnionymi formami językowymi. Analizując wewnętrzne stany Rilkego wyczuwałem jak bardzo mu była potrzebna samotność. Tak jak Lou była jego bramą do Rosji Tołstoja, tak cisza i cień murów Château de Muzot okazały się kodem do tajnego szyfru, dzięki któremu osiągnął sławę. Wtedy właśnie dotknięcie Niewyrażalnego stało się możliwe a ja mogę po stu latach czerpać garściami ze źródła wzruszenia.
czytający - awatar czytający
ocenił na84 lata temu
Dziennik Samuela Pepysa. Tom 1 Samuel Pepys
Dziennik Samuela Pepysa. Tom 1
Samuel Pepys
Rok 1665 1 marca Wstałem, a że to dzień dawno danej przeze mnie obietnicy, iż dam żonie 20 funtów jak zwyczajnie na nowe szatki przed Wielkanocą (żeby pogodziła się ze mną, a ja z nią) i chociaż bardzo mi się nie chciało rozstawać z moim złotkiem, alem dał jej na koniec te pieniądze (…). (T. I. s. 523-524.) 15 czerwca (…) Zaraza szerzy się w mieście i ludzie są bardzo strwożeni. Ostatniego tygodnia zmarło z tej plagi 112 osób, gdy w zeszłym tylko 42. (T. I. s.548.) Rok 1669 31 maja (…) „I tak tedy gotuję do przyjęcia tego krzyża, co jest prawie jakobym widział się wstępującym do grobu, do czego, jak i do wszystkich dolegliwości mających towarzyszyć mojemu oślepnięciu, racz przygotować mnie, dobry Boże!” ( T. II., s.456.) Dziennik Samuela Pepysa, wybór przekład i przypisy Marii Dąbrowskiej. Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej, T. I-II, PIW Warszawa 1978. Przed lekturą Dzienników warto zapoznać się ze znakomitym tekstem „Od autorki przekładu”, bez którego Czytelnik nie dowie się, że dziennik: • ukazał się dopiero w 1825 r., czyli po 150 latach od powstania; • cytowali Pepysa: prof. Roman Dyboski, C. K. Norwid; • autor zapisał w testamencie zbiory obrazów, rycin, książek Magdalene College (szkole, do której uczęszczał w młodości); • znajdował się tam też Dziennik, pisany szyfrem, obejmujący lata 1660-1669; • szyfr był odmianą stenografii (klucz odnaleziono w papierach autora na początku XIX w.),a wikariusz z Baldock (pracując po 12- godzin przez kilka lat) odszyfrował tekst. Musisz też wiedzieć, że: • pierwszy wydawca nie dostrzegł wartości tekstu, a nawet ostrzegał Czytelników, by nie spodziewali się wartości literackich; • następni wydawcy byli innego zdania, dzieło oceniali w kategoriach „utwór geniuszu”. M. Dąbrowska, dzięki której tekst trafił do polskiego Czytelnika, w niezwykle skondensowany sposób scharakteryzowała autora dziennika: „Mieszczuch rozkochany w dobrach doczesnych, ale również człowiek myślący, wrażliwy, silnie odczuwający piękno przyrody i sztuki, lubiący książki i umiejący je czytać.”(s. 11.) Zdanie idealnie wpisuje się w barwne życie Samuela Pepysa! Ale czy tylko? Dziennik Samuela Pepysa – dzieło z pozoru o codziennych sprawach autora, jednakże z silnym głosem historii XVII w., w której mieści się też czas zarazy (1665–1666),przypominający o powtarzalności zdarzeń i losów ludzi. Lektura dla uważnego Czytelnika, wymaga też „chwili” wolnego czasu (liczy dwa tomy). 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Alfabet wspomnień Antoni Słonimski
Alfabet wspomnień
Antoni Słonimski
Trudno nie polubić „Alfabetu wspomnień”, w którym autor robi subiektywny przegląd swoich bliższych i dalszych znajomych, uwzględniając też paru takich, których osobiście nie spotkał lecz wspomnienia są warci, na przykład w anegdocie. Anegdot zresztą - jak to u Słonimskiego - jest sporo, a bardzo osobiste podejście do przywoływanych osób i zjawisk, od laurek poprzez wątpliwości aż po potępianie w czambuł, stanowią o atrakcyjności książki. Czy mam jakieś zastrzeżenia - owszem, pominięcia, choćby wynikające z przyjętej przez autora zasady, że nie będzie pisał o nadal, czyli w roku 1975, żyjących ludziach. Czyli na przykład o Jarosławie Iwaszkiewiczu, Irenie Krzywickiej i kilku innych, także z młodszych pokoleń, których aktywność na pewno śledził i wiele ciekawego miałby do powiedzenia. Natomiast fakt, że osobnego hasła nie ma w „Alfabecie” Maria Morska* po prostu mnie wkurzył, zwłaszcza że wzmianki o niej są, a jej zdjęcie otwiera sekcję Pikadorczycy i Skamandryci. Nie chodzi jedynie o ich wieloletnią miłość, o której wiedzieli wszyscy im współcześni - choć niektórzy utrzymywali, że była platoniczna - ale o jej rolę aktorki, feministki i środowiskowej Muzy. Chętnie poczytałabym też o zdolnej plastyczce, Janinie Konarskiej, ale prawdę mówiąc na obecność żony Słonimskiego w jego „Alfabecie” za bardzo nie liczyłam. Hasła są bardzo różnej długości. Do tych najkrótszych należy Beck Józef. Słonimski przyznaje, że się z nim przyjaźnił, pisze: „… zerwaliśmy przyjaźń po sprawie brzeskiej. Po sprawie Zaolzia napisałem w Kronice ‚Mądry Polak po S k o d z i e’. Gdy Beck miał swoje słynne przemówienie w maju 1939r., uściskałem się z nim serdecznie. Nie piszę historii. Sprawy to dawne, zawiłe, bolesne. Nie mnie sądzić o nim jako o polityku.” Jest to, moim zdaniem, przykład tego, co wówczas o Becku można było napisać, dotykając choć nie interpretując zawirowań epoki. Z kolei inne króciutkie hasło, „Czeszer Mec. Pierwszy Polak pochodzenia mojżeszowego, który dostał literacką nagrodę Nobla: ożenił się z wdową po Reymoncie” ma enigmatyczno-sarkastyczny posmak. Jest wyrazem uszczypliwości pod adresem nagrody dla Reymonta (a nie dla Żeromskiego, któremu zdaniem środowisk literackich Nobel dużo bardziej się należał). Ale wobec zamordowanego w getcie żydowskiego prawnika, Czeszera, taki wpis specjalnie elegancki nie jest. Zwłaszcza że zanim trafił do getta, zapobiegawcza żona zdążyła się już z nim, swoim trzecim małżonkiem, rozwieść. W każdym razie Mecenas Czeszer literatem nie był. Za to z dużą estymą pisze Słonimski w „Alfabecie” o Itziku Mangerze, poznanym w Londynie, jak go nazywa „najwybitniejszym liryku piszącym w języku jidysz”. Pięknie opisuje jak się porozumiewali - on nie znał żydowskiego, Manger polskiego, choć kiedyś obaj mieszkali w tym samym mieście, Warszawie, jak tłumaczył jego lirykę, jak go ekspediował do Polski na uroczystość odsłonięcia pomnika bohaterów getta. Manger należał „do nie istniejących już plemion małomiasteczkowych Żydów Europy wschodniej”. Trochę o nim myślałem - wyznaje Słonimski - gdy w Elegii miasteczek żydowskich (1947 rok) pisałem: „Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą, zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem”. Sam Słonimski duszy sentymentalnego liryka chyba nie miał. Był przede wszystkim, jak trafnie go nazwała autorka jego doskonałej biografii, heretykiem na ambonie.** Lubił pouczać, wyzłośliwiać się, dogryzać, wykłócać się o swoje … Nawet jeśli kogoś darzył głęboką sympatią, starał się nadmiernie nie rozczulać. Czy kogoś w „Alfabecie” skrzywdził? No cóż, pisząc na przykład o Ferdynandzie Goetlu nie szczędzi słów obrzydzenia przytaczając jego faszystowskie pogróżki, kierowane bezpośrednio do niego. Ale choć o kolaborację z hitlerowcami go wprost nie oskarża, także go z tego zarzutu nie oczyszcza, jak robi to na przykład hasło w Wikipedii. Ograniczyłam się do paru, nietypowych moim zdaniem, przykładów, bo „Alfabet” każdy musi sam smakować, najlepiej wielokrotnie, po pewnym czasie - już niekoniecznie ciągiem, lecz wedle zapotrzebowania, na wyrywki. Na koniec jeszcze dwa cytaty z dość obszernego hasła Powrót. Dlaczego po jedenastu latach emigracji, pod koniec pobytu piastując prestiżowe i intratne funkcje w UNESCO i w londyńskim Polskim Instytucie, podjął Antoni Słonimski decyzję o przeprowadzce do zrujnowanej i nie całkiem niepodległej ojczyzny? Jest to interesująca, wieloaspektowa opowieść. Wybrałam z niej argumenty dla mnie bardzo przekonujące: „Obracałem się w Londynie w środowisku ludzi wybitnych i atrakcyjnych, ale nie jako partner równorzędny, lecz jako intruz. Niebłahą stanowiła przeszkodę bariera językowa. Mówiłem po angielsku poprawnie, ale bez finezji” „Przez pięć lat od 1946 do 1951 r. nie pisałem. Pogrążałem się coraz beznadziejniej w rutynę i obowiązki życia urzędniczego. Czułem, że jeszcze rok, dwa a zabraknie mi nie tylko siły wyrwania się z tego trybu życia, ale przestanę być pisarzem.” * Moją irytację na nieobecność w „Alfabecie wspomnień” Marii Morskiej (1895-1945) wzmogły daremne próby dotarcia do jej jedynej biografii, Hanna Faryna-Paszkiewicz: Opium życia. ** Joanna Kuciel-Frydryszak: Słonimski. Heretyk na ambonie.
Nina - awatar Nina
oceniła na81 rok temu

Cytaty z książki Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dzienniki 1918-1921 1933-1934 1935-1936