chodzi tylko o sprawiedliwość, sprawiedliwość za miliard...
satyra na drobnomieszczańskie społeczeństwo europejskie, głupie, chciwe, amoralne, dla zysku zdolne zracjonalizować każdą podłość i zło a nawet posunąć się do jego normalizacji...
Do biednego, podupadłego miasteczka Güllen przyjeżdża Claire Zachanassian, miliarderka, która wychowała się w tym miejscu. Mieszkańcy liczą, że uratuje ich od katastrofy finansowej.
Mieszkańcy Güllen najpierw potępiają propozycję Claire, potem zaczynają ją usprawiedliwiać,
w końcu tworzą wspólną narrację, która sankcjonuje morderstwo.
Klasyczny mechanizm przemocy zbiorowej.
Claire Zachanassian to ikoniczna figura, groteskowej, okrutnej, ironicznej postaci, traktującej sprawiedliwość jak transakcję.
Jest jednocześnie biedną ofiarą i bogatym katem.
***
Friedrich Dürrenmatt o sztuce
Wizyta starszej pani jest historią rozgrywającą się gdzieś w Europie środkowej, w jakimś małym mieście, a spisał ją ktoś, kto bynajmniej nie dystansuje się od ukazanych w niej ludzi i wcale nie czuje się taki pewny, czy postąpiłby inaczej. Tego zaś, co ta historia poza tym zawiera, nie ma potrzeby tutaj wyjaśniać ani inscenizować w teatrze. Odnosi się to również do zakończenia. Wprawdzie ludzie przemawiają w nim uroczyściej, niż faktycznie przemawialiby w rzeczywistości, nieco potrącają o to, co nazywamy poezją, piękną mową, ale dzieje się tak wyłącznie dlatego, że gülleńczycy wzbogacili się i jako dorobkiewicze używają języka bardziej wyszukanego. Przedstawiam ludzi, a nie marionetki, akcję, a nie alegorie, tworze odrębny świat, a nie system moralny, jak to mi niekiedy przypisują, ba, nie usiłuję nawet konfrontować mojej sztuki z rzeczywistością, bo do takiej konfrontacji naturalnym biegiem rzeczy będzie dochodzić samo przez się, dopóki w teatrze nie zabraknie publiczności. Dla mnie osobiście sztuka teatralna rozgrywa się zgodnie z możliwościami scenicznymi, nie zaś według konwencji jakiegoś stylu. Kiedy każę gülleńczykom występować w roli drzew, to nie płynie to z surrealistycznych założeń, lecz z dążenia, żeby trochę żenującą sytuację miłosną w lesie, a mianowicie próbę zbliżenia się starego mężczyzny do starej kobiety — umieścić w poetyckiej scenerii i w ten sposób uczynić bardziej znośną. Piszę w oparciu o właściwe mi zaufanie do teatru, do aktora. To główny motor mego pisarstwa! Neci mnie tworzywo. Aktorowi nie trzeba wiele, żeby przedstawić człowieka, wystarczy mu zewnętrzna skóra w postaci tekstu, który oczywiście musi być odpowiednio dostosowany. Mam na myśli, że tak jak organizm zamyka się w całość wytwarzając sobie skórę, powłokę, tak sztuka teatralna zamyka się w powłoce słów. I tylko ją daje dramatopisarz. Ona jest rezultatem jego pracy. Dlatego nie należy pracować nad samym językiem, lecz nad tym, co język tworzy, na przykład nad myślą, nad akcją; nad słowem czy stylem, pojętym jako wartość samoistna, pracują tylko dyletanci. Sądzę, że zadanie aktora polega na tym, żeby na nowo osiągnać ten rezultat; to, co jest sztuką, powinno ukazać się jako natura. Jeżeli tekst, który daje, zagra się w sposób właściwy, podtekst znajdzie się sam. Nie zaliczam siebie do dzisiejszej awangardy. I ja mam oczywiście własną teorie sztuki — jakież to przedziwne rzeczy człowieka bawią — ale ponieważ wyraża ona mój prywatny pogląd, zachowuję ją dla siebie (inaczej musiałbym się jej trzymać) i wolę uchodzić za pisarza trochę rozwichrzonego i prymitywnego, któremu brak poczucia formy. Moją sztukę należy inscenizować poniekąd na wzór sztuk ludowych, traktując mnie jako pewnego rodzaju świadomego Nestroya, tą drogą zajdzie się najdalej. Należy trzymać się moich pomysłów, nie troszcząc się o głębsze znaczenie, zmieniać dekoracje przy podniesionej kurtynie, bez robienia przerw, a scenę z samochodem również trzeba ująć możliwie prosto, najlepiej posługując się zwykłym wózkiem teatralnym, na którym zamontuje się tylko to, co konieczne do gry: siedzenia, kierownicę, zderzak. Wóz powinien być widoczny od przodu, tylne siedzenia należy podwyższyć, wszystko to razem zaś musi być oczywiście nowe, równie nowe, jak żółte buty itd. (Scena ta nie ma nic wspólnego z Wilderem — dlaczego? Dialektyczne ćwiczenie dla krytyków). Klara Zachanassian nie personifikuje ani sprawiedliwości, ani planu Marshalla, ani tym bardziej Apokalipsy, niech będzie wyłącznie tym, czym jest: najbogatszą kobietą świata, która dzięki swemu majątkowi może działać jak bohaterka greckiej tragedii, powiedzmy jak Medea — bezwzględnie i okrutnie. Stać ją na to. Starsza pani ma poczucie humoru, nie wolno tego przeoczyć, z dystansu patrzy na ludzi, jak na towar do nabycia, i z dystansu patrzy też na siebie samą, odznacza się osobliwym wdziękiem, groźnym urokiem. Ale ponieważ obraca się poza obrębem ludzkiego porządku, przestała się rozwijać, skostniała, straciła zdolność do jakiejkolwiek przemiany, wyjąwszy przemianę w kamienne bóstwo. Klara Zachanassian jest zjawiskiem poetyckim, podobnie jej świta, a nawet eunuchowie, których nie należy przedstawiać w sposób realistyczny, odrażający, z głosami kastratów, lecz trzeba ukazać ich jako nierzeczywiste, baśniowe widma, zamknięte w swej roślinnej, błogiej egzystencji, ciche ofiary totalnej zemsty, tak logicznej jak nieubłagane prawa pierwotnych czasów. (Dla ułatwienia tych ról eunuchowie mogą mówić na przemian, ale wtedy bez powtarzania kwestii). W przeciwieństwie do Klary Zachanassian, która od pierwszej chwili jest niezmienna, bohaterska, jej dawny kochanek dopiero staje się bohaterem. Nędzny sklepikarz początkowo jest jedynie nieświadomą ofiarą starszej pani, będąc winnym sądzi, że życie samo zmazało wszelkie jego winy. Potem jednak bezmyślny, prosty człowiek, któremu pod wpływem strachu, pod wpływem przerażenia zaczyna coś świtać, coś jak najbardziej osobistego, w sobie samym przeżywa działanie sprawiedliwości, uznaje własną winę i staje się wielki przez swoją śmierć, której nie brak pewnych znamion monumentalności. Śmierć ta jest sensowna i bezsensowna zarazem. Rzeczywisty sens miałaby jedynie w mitycznym świecie antycznej polis, ale rzecz dzieje się w Güllen, w naszych czasach. Obok bohaterów występują gülleńczycy, tacy sami ludzie jak my wszyscy. Nie powinno się ich przedstawiać jako złych ludzi, bynajmniej; początkowo są zdecydowani odrzucić propozycję, później zaś zaciągają wprawdzie długi, ale nie w zamiarze zabicia Illa, a jedynie z lekkomyślności, w złudnej nadziei, że sprawa jakoś da się załatwić. Tak należy inscenizować drugi akt. Również scenę na dworcu. Boi się w niej tylko Ill, który rozumie swoje położenie, choć jeszcze nie pada żadne niebezpieczne słowo; dopiero scena w Piotrowej Stodole przynosi zwrot. Katastrofa jest już nieunikniona. Od tej chwili gülleńczycy stopniowo przygotowują się do mordu, dają wyraz swemu oburzeniu z powodu dawnego przewinienia Illa itd. Jedynie rodzina do końca wmawia sobie, że wszystko weźmie jeszcze pomyślny obrót; ona także nie jest zła, tylko słaba, jak wszyscy. I tak gmina powoli ulega pokusie, podobnie jak nauczyciel, ale proces ten musi być dla widzów całkowicie zrozumiały. Pokusa jest zbyt wielka, bieda zbyt dokuczliwa. Wizyta starszej pani to sztuka okrutna, właśnie dlatego trzeba ją grać nie w sposób okrutny, lecz jak najbardziej ludzki, ze smutkiem, nie z gniewem, a także z humorem, bo nic nie może bardziej zaszkodzić tej tragicznie kończącej się komedii niż zwierzęca powaga.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Pigmalion
hybryda mitu o rzeźbiarzu, który zakochał się w swoim dziele i tezy o kształtowaniu świadomości przez byt w wersji języka kształtującego świadomość - satyra klasowa z roku 1912 - 11 adaptacji filmowych...
hybryda mitu o rzeźbiarzu, który zakochał się w swoim dziele i tezy o kształtowaniu świadomości przez byt w wersji języka kształtującego świadomość - satyra klasowa z roku 1912 - 11 adaptacji filmowych...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł powieści nawiązuje do mitu greckiego w którym rzeźbiarz (zgadnijcie imię 😉) zakochuje się w posągu kobiety który stworzył, bogini miłości Afrodyta zlitowała się nad artystą i ożywiła rzeźbę, która stała się kobietą z krwi i kości
Podobnie dzieje się w dziele literackim ale...no właśnie, specjalnie użyłam słowa "podobnie" gdyż między helleńskim mitem a współczesną powieścią są zarówno podobieństwa jak i rozbieżności
Zachęcam wszystkich serdecznie do lektury książki, ponieważ wartości w niej zawarte nie straciły na aktualności nawet po ponad 💯 latach
Tytuł powieści nawiązuje do mitu greckiego w którym rzeźbiarz (zgadnijcie imię 😉) zakochuje się w posągu kobiety który stworzył, bogini miłości Afrodyta zlitowała się nad artystą i ożywiła rzeźbę, która stała się kobietą z krwi i kości
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodobnie dzieje się w dziele literackim ale...no właśnie, specjalnie użyłam słowa "podobnie" gdyż między helleńskim mitem a współczesną...
Wywołała uśmiech na mojej twarzy.
Wywołała uśmiech na mojej twarzy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając „Pigmaliona”….
Długo myślałam, jak zabrać się za recenzowanie „Pigmaliona” George Bernarda Show… Utwór – legenda, utwór – klasyk, utwór – inspiracja…. Napisano o nim o wiele więcej stron niż sam liczy. Nakręcono jedenaście filmów, jeśli wierzyć Wikipedii. I cóż ja, biedna nauczycielka na emeryturze mogę nowego wyklikać na klawiaturze?
Może to, że w wersję pisaną czytałam po raz pierwszy. Kiedy niepozorna książeczka trafiła do mnie, stwierdziłam, że przeczytać powinnam. Cóż z tego, że znam treść z teatru czy też przeróżnych filmowych interpretacji. Słowo pisane i drukowane to coś innego. I oto pierwsze zaskoczenie.
Rozbudowane didaskalia sprawiają, iż tekst momentami wydaje się być epiką. Gdyby tak zmienił czcionkę, to mielibyśmy opowieść prozą. Zwłaszcza, że końcówka taką prozą właśnie jest. Czy realizatorzy teatralni lub filmowi trzymają się owych przepisów, dotyczących scenografii, zachowania bohaterów? W przypadku „Pigmaliona” na pewno nie. Najsłynniejsza wersja tego utworu przeznaczonego do wystawiania na scenie to amerykański musical „My fair Lady” z wielkimi przebojami, zwłaszcza „Przetańczyć całą noc”, a tego tekstu Show nie napisał.... Ale …. jeśli przypomnimy sobie, że taki Mickiewicz napisał kilka dramatów (czyli teoretycznie utworów przeznaczonych do wystawiania na scenie) i nazwano je „niescenicznymi”, to widzimy, iż sztuka pisarska różnymi drogami chodzi.
Zatem utwór czytać możemy jak każdy utwór epicki. Co do treści…. Tę chyba każdy zna. Nawiązanie do mniej znanej opowieści mitologi greckiej o królu Cypru, zakochanym w posągu, który ożywiła Afrodyta, uczyniła mit rozpoznawalnym i jakże symbolicznym. Shaw co prawda nie ożywia w sensie dosłownym swej bohaterki, ale zmienia ją z ubogiej kwiaciarki w wielką damę. Motyw ten oczywiście znajduje się w wielu innych utworach i filmach. Czy istniał już przed tekstem Shaw? Nie udało mi się tego ustalić. W każdym razie dziś jest często obecny nie tylko w literaturze, ale i w życiu. Nie zawsze następuje przemiana Gustawa w Konrada z powodu wielkich idei. Czasami wystarczy kilka lekcji tzw. dobrego wychowania, porządna kąpiel i ładny ciuch, by stać się kimś innym.
A jak w ogóle czytało się „Pigmaliona”? Mój egzemplarz przełożył z angielskiego Kazimierz Piotrowski, ten sam, który przełożył m.in. „Przygody Tomka Sawyera”. Tłumacz dobry i solidny. Okazuje się jednak, że nawet w jego tłumaczeniu tekst …. trąci myszką. Kiedy powiedziałam o tym koleżance, ta oburzyła się. Ponoć nie miałam racji. Jak widać interpretacja to rzecz gustu, a z tymi się nie dyskutuje. Może fakt, iż obejrzałam zbyt wiele ekranizacji i adaptacji wpłynął na moją opinię?
Czytając „Pigmaliona”….
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDługo myślałam, jak zabrać się za recenzowanie „Pigmaliona” George Bernarda Show… Utwór – legenda, utwór – klasyk, utwór – inspiracja…. Napisano o nim o wiele więcej stron niż sam liczy. Nakręcono jedenaście filmów, jeśli wierzyć Wikipedii. I cóż ja, biedna nauczycielka na emeryturze mogę nowego wyklikać na klawiaturze?
Może to, że w wersję pisaną...
Tak się przytrafiło, że odczuwam głęboką niechęć do dzieł nawiązujących do starożytnych mitologii. Trudno to wyjaśnić, bo w dzieciństwie w kółko czytałam Parandowskiego i znałam wszystkie pikatne smaczki z życia Zeusa.
Z powodu swoich uprzedzeń nie sięgnęłabym po "Pigmaliona" Shawa, ale dzięki zajęciom językowym sprzed lat wiedziałam, że tytuł to tylko metafora zawartości dzieła, którego akcja na szczęście nie ma bezpośredniego związku z mitologią grecką.
O co chodzi w "Pigmalionie"? Długo by opowiadać, wiec long story short: utalentowany lingwista Higgins (dzisiaj możemy być przekonani, że z pewnością w spektrum - ważne, by nie dostać wylewu podczas czytania jego kwestii) nawiązuje znajomość z Elizą, uliczną kwiaciarką z marginesu społecznego, i w ramach zakładu z przyjacielem, kapitanem Pickeringiem, uczy ją pięknej angielskiej wymowy, aby w ciągu zaledwie półrocza wprowadzić dziewczynę na londyńskie salony jako damę.
Higgins całość traktuje jako czysty eksperyment, postrzegając Elizę jako przedmiot obserwacji i treningu, nie jako żywego człowieka, mającego swoją godność, emocje, życie. W opozycji do jego postawy występuje Pickering oraz gosposia - pani Pearce. Ta dwójka dostrzega w dawnej prostaczce żywą i czującą istotę, i próbuje nakierować profesora na odpowiednie tory. Wkrótce i sama Eliza zmieni podejście do życia i dostrzeże swoją wartość.
Cała historia dzieje się w czasach ekspansji kolonialnej, szybkiego wzbogacania się przedsiębiorczych osób z niższych klas społecznych i... obsesji na temat poprawności wymowy i akcentu, które zdradzają wstydliwe pochodzenie. To szalenie ważne, by zrozumieć kontekst "Pigmaliona" i jego problematykę.
Jednocześnie tekst jest pisany pod społeczno-polityczną tezę zaangażowanego Shawa (o jego życiorysie, wycieczce do Związku Radzieckiego i wszystkich ideach warto poczytać). Nie psuje to jednak znakomitej jakości dramatu, który czyta się fenomenalnie, który bawi i plastycznie prezentuje problemy społeczne swojej epoki. To znacznie lepsze niż szkolna lekcja historii, przysięgam!
Tak się przytrafiło, że odczuwam głęboką niechęć do dzieł nawiązujących do starożytnych mitologii. Trudno to wyjaśnić, bo w dzieciństwie w kółko czytałam Parandowskiego i znałam wszystkie pikatne smaczki z życia Zeusa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ powodu swoich uprzedzeń nie sięgnęłabym po "Pigmaliona" Shawa, ale dzięki zajęciom językowym sprzed lat wiedziałam, że tytuł to tylko metafora zawartości...
Książka jest opisana.
Klasyk literatury, osiągnął statut powieści kultowej.
Są dzieła literackie, które wypada i trzeba przeczytać.
To jest jednym z nich.
Gusty są różne.
Po przeczytaniu możesz oceniać, albo i nie.
Z czystym sumieniem
POLECAM !!!
Książka jest opisana.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKlasyk literatury, osiągnął statut powieści kultowej.
Są dzieła literackie, które wypada i trzeba przeczytać.
To jest jednym z nich.
Gusty są różne.
Po przeczytaniu możesz oceniać, albo i nie.
Z czystym sumieniem
POLECAM !!!
„Pigmalion” to najbardziej znana i rozsławiona komedia irlandzkiego twórcy. Zawdzięcza to wielu czynnikom – swojej przenikliwości w diagnozowaniu społecznych i relacyjnych problemów, nowatorskiemu wykorzystaniu instrumentów teatralnego rzemiosła, do którego ówczesna publiczność nie była przyzwyczajona; w końcu wjazd samochodu na deski teatru tuż przed wybuchem I wojny światowej był wydarzeniem nie lada, stanowiącym kolejny krok w rozwoju sztuki teatralnej i poszerzaniu jej inscenizacyjnych możliwości. Swoją popularność „Pigmalion” zawdzięcza także popkulturze, której tryby przemieliły i zreinterpretowały (przy okazji niestety także uprościły) tę komedię tworząc musical zatytułowany „My Fair Lady”, który stał się popularny i chętnie wystawiany na deskach teatrów całego świata.
W ostatecznym rozrachunku jest to komedia wielowątkowa, która nie banalizując trudnych tematów społecznych, czyni z nich przedmiot zarówno żartu, jak i refleksji; komedia, w której skomplikowane wewnętrznie postaci, o zróżnicowanych motywacjach i dążeniach, ścierają się w poszczególnych scenach, nierzadko prowadząc czytelników do oczyszczającego wybuchu śmiechu. George Bernard Shaw z gracją i komediowym zmysłem balansuje na linie rozpiętej pomiędzy niemożliwymi do pogodzenia światami bohaterów, z mistrzowską precyzją rozdzielając poszczególne akcenty w swoim dziele życia.
„Pigmalion” to najbardziej znana i rozsławiona komedia irlandzkiego twórcy. Zawdzięcza to wielu czynnikom – swojej przenikliwości w diagnozowaniu społecznych i relacyjnych problemów, nowatorskiemu wykorzystaniu instrumentów teatralnego rzemiosła, do którego ówczesna publiczność nie była przyzwyczajona; w końcu wjazd samochodu na deski teatru tuż przed wybuchem I wojny...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ jednej strony komedia, z drugiej ostre, nieco zgryźliwe spojrzenie na społeczeństwo, podział na klasy i to, co tak naprawdę znaczy „być kimś” (dla arystokracji rzecz jasna). A do tego Eliza z językiem jak z rynsztoka i profesor Higgins, który zasługuje na medal za bycie najbardziej irytującym intelektualistą wszech czasów.
Z jednej strony komedia, z drugiej ostre, nieco zgryźliwe spojrzenie na społeczeństwo, podział na klasy i to, co tak naprawdę znaczy „być kimś” (dla arystokracji rzecz jasna). A do tego Eliza z językiem jak z rynsztoka i profesor Higgins, który zasługuje na medal za bycie najbardziej irytującym intelektualistą wszech czasów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodoba mi się, jak pięknie spoileruje treść powyższy opis książki :D Szczęsliwie to taki klasyk, że raczej juz gdzieś się o treści słyszało.
Podoba mi się, jak pięknie spoileruje treść powyższy opis książki :D Szczęsliwie to taki klasyk, że raczej juz gdzieś się o treści słyszało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo skończonej lekturze powiedziałam na głos: "świetne!" i zabrałam się za oglądanie spektaklu Pigmalion Teatru Telewizji. Kilka ciekawych cytatów to zapisania i kilka momentów do zaśmiania się na głos.
Po skończonej lekturze powiedziałam na głos: "świetne!" i zabrałam się za oglądanie spektaklu Pigmalion Teatru Telewizji. Kilka ciekawych cytatów to zapisania i kilka momentów do zaśmiania się na głos.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to