Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje

Okładka książki Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje autora Curtis Saxton, 8323715858
Okładka książki Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje
Curtis Saxton Wydawnictwo: Egmont Polska fantasy, science fiction
32 str. 32 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Star Wars Attack of the Clones: Incredible Cross-Sections
Data wydania:
2002-04-03
Data 1. wyd. pol.:
2002-04-03
Liczba stron:
32
Czas czytania
32 min.
Język:
polski
ISBN:
8323715858
Tłumacz:
Piotr W. Cholewa
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje

Średnia ocen
7,1 / 10
10 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje

Poznaj innych czytelników

24 użytkowników ma tytuł Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje na półkach głównych
  • 15
  • 9
19 użytkowników ma tytuł Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje na półkach dodatkowych
  • 8
  • 3
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gwiezdne wojny. Część II: Atak Klonów Robert Anthony Salvatore
Gwiezdne wojny. Część II: Atak Klonów
Robert Anthony Salvatore
‘Atak Klonów’ to książkowa odsłona filmu o tym samym tytule; jej autor – R.A. Salvatore bazował na scenariuszu stworzonym przez twórcę Gwiezdnych Wojen, G. Lucasa. Nie można się zatem spodziewać, że powieść będzie odkrywała jakiekolwiek nieujawnione do tej pory wydarzenia, czy bazowała na perspektywie bohatera, który w filmie nie występował. Owszem, autor opisuje sytuacje, których czytelnik nie zobaczy na ekranie, jednak w większości są to usunięte sceny, ni jeżeli własna fantazja pisarza. Oczywiście, co nie co od siebie dodać musiał – nie sposób 1:1 przenieść scenariusz na prozę. Nie sposób również, mówić o tej książce bez odniesień do filmu. Ogromnym plusem powieści jest całkiem zgrabne ukazanie wszelkich relacji między bohaterami. Owszem, postacie nie są zbyt skomplikowane, jednak daleko im od bycia płaskimi, czy jednowymiarowymi. Niemal każdy bohater dostaje swoje pięć minut, dzięki czemu nie jest tylko małym ‘punktem’ fabularnym, tylko istotą z krwi i kości, która w mniejszy, bądź większy sposób wpływa na akcję. Choć G. Lucas wykreował fascynujący świat Galaktyki, to jednak zupełnie nie poradził sobie z ukazaniem uczuć, emocji, czy relacji. I właśnie, przede wszystkim, to naprawił Salvatore w swojej powieści. Co prawda, sam przeskoczył kilka stopni i zbyt szybko pozwolił pewnym bohaterom na zbyt duże zaangażowanie, to i tak, o co najmniej niebo lepiej, przedstawił większość relacji. Nareszcie, Anakin nie został przedstawiony jako podlotek, który podrywa ‘na piasek’, a jego relacja z Padme została pogłębiona na tyle, że przestała przypominać historyjki rodem z nastoletnich gazet. Sama Padme dostała swoje pięć minut – za sam fakt poznania jej perspektywy, jej uczuć oraz pragnień, ‘Atak Klonów’ zasługuje na oczko wyżej. Każda z postaci dostała więcej – i to jak najbardziej należy docenić. Kolejnym plusem jest lepsze przedstawienie świata polityki. W filmie nie było czasu na ukazanie zawirowań politycznych, niewiele dowiadujemy się o przyczynach – polityka popycha akcję do przodu, lecz staje się jedynie źródłem problemów, niekoniecznie wyjaśniając dlaczego. Salvatore umiejętnie opisał wewnętrzne problemy Republiki, jej animozje z Separatystami, a co najważniejsze – zrozumiale przedstawił sytuację polityczną (związaną z osobą Padme),dzięki której zrodziła się akcja ‘Ataku Klonów’. Uważam jednak, że autor niewiele czasu poświęcił samemu Anakinowi – choć dostajemy więcej niż w filmie, to jednak zbyt mało, by poczuć się usatysfakcjonowanym i by móc się w pełni utożsamić z tym bohaterem. Dodatkowo, ucierpiał na tym opis relacji między padawanem a Obi-Wanem, która zasługiwała na większe rozwinięcie, niż to co dostaliśmy na ekranie. Na sam koniec dodam, że choć historia opisana w tej powieści jest zgodna z kanonem Star Wars, to sama książka kanoniczna już nie jest (utraciła ten status z przejęciem marki przez Disneya),zatem nie uświadczy się jej obecności w żadnym oficjalnym spisie. Podsumowując: warto przeczytać. Choć ‘Atak Klonów’ nie wnosi niczego nowego do znajomości franczyzy, to jednak pełen jest różnych smaczków, które powinny zadowolić fanów Gwiezdnych Wojen. Nie fanów w sumie też.
Aghatius - awatar Aghatius
ocenił na82 lata temu
Gwiezdne wojny. Część III: Zemsta Sithów Matthew Woodring Stover
Gwiezdne wojny. Część III: Zemsta Sithów
Matthew Woodring Stover
Na 20-lecie premiery "Zemsty Sithów" warto było sięgnąć po jej nowelizację, aby przekonać się czy, tak jak głosi obiegowa opinia, jest ona najlepszą powieścią z uniwersum "Star Wars", i raczej tak nie jest, ale nie da się odmówić jej licznych walorów. Powieść rozwija nieporuszone w filmie wątki, szczególnie polityczne, i wzbogaca spojrzenie na tę historię poprzez wprowadzanie nowych perspektyw i też, jak na solidną powieść przystało, pozwala na wnikliwszą od filmu introspektywę w myśli i uczucia bohaterów. Stover to dobry rzemieślnik i, jak już się przekonałem przy jego innych książkach, gdy nie musi za wiele wykoncypować samemu to jest w stanie poprowadzić historię wartko i angażująco. Czasem niestety jednak zbyt wartko, bo największą wadą powieści jest jej zaburzona struktura. Początek powieści, w zasadzie jej początkowa 1/3 jest bardzo szczegółowa i nieco rozwleczona, a im dalej tym bardziej wszystko przyspiesza w niekoniecznie pozytywnyn sensie, na czym najbardziej traci końcówka, która, choć jest jednym z kulminacyjnych punktów dla całego uniwersum, jest potraktowana po łebkach. Takie zaburzenie struktury jest nieodczuwalne w pierwowzorze filmowym, co jest dowodem na to, że jednak dało się to napisać lepiej. Uwzględnić na minus trzeba też niepotrzebne, zbyt czarno-humorystyczne wtrącenia oraz momentami nieco przesadne odstępstwa od materiału źródłowego, choć mimo wszystko można zrzucić to na karb tego, że być może Stover otrzymał za mało konkretnych wskazówek i za szeroką wolną rękę do odmalowania tej historii po swojemu. Literacka "Zemsta Sithów" jest dobrą, przygodowo-polityczną, melodramatyczną opowieścią space fantasy w duchu Lucasa - jest więc finalnie dokładnie tym czym być powinna. Dobrze wracać do tej historii, odświeżyć ją również w tym odmiennym wydaniu, które może rzucać nieco inne światło na oryginał.
Dejw - awatar Dejw
ocenił na77 miesięcy temu
Część I: Mroczne widmo: Nowy słownik ilustrowany David West Reynolds
Część I: Mroczne widmo: Nowy słownik ilustrowany
David West Reynolds Jason Fry
25 lat. 16 Maj 1999 rok – światowa premiera gwiezdnowojennego, napisanego przez samą Moc i Galaktykę "Mrocznego Widma". I można by na to odpowiedzieć: ,,tak, to były czasy!”.To była ta niemożliwa wręcz, niepodrabialna – bo tak niezwykły okres w dziejach marki chyba się już nie powtórzy - era Star Wars, ale i czas ,,czipsów Laysów”, głównie tych z edycji dysków czy zdrapek do kolekcji z tematyki wspominanego Epizodu I właśnie. To był ten czas, gdy było się mega dzieciuchem i kupowało się takie rarytasy: Laysy za zeta – zwłaszcza te uwielbiane przez większość Laysy cebulkowe albo solone! To przed ich kupnem dotykało się paczki, gniotło, przewracało, i to tylko po to, aby sprawdzić, czy w środku będzie ta cholerna starwarsowa znajdźka do kolekcji. I to od tej strony przede wszystkim bardzo ciepło wspominam premierę "The Phantom Menace", bo ten film był pierwszym czymkolwiek z tego Uniwersum co poznałem, co mnie zainteresowało w ogóle na poważnie, także pierwsze cokolwiek co jako mały szkrab i uczeń podstawówki zacząłem kolekcjonować. "Mroczne Widmo", bo tak brzmi polskie tłumaczenie omawianego obrazu Lucasa, wiele osób uważa za najbardziej oryginalny film papy George'a właśnie; że tak to ujmując: ,,to obraz ukoronowujący narodziny najważniejszej trylogii ze względu na znaczenie dla treści Uniwersum w historii Gwiezdnych Wojen”. Można żywić nadzieje, że w kinie z rodzaju i formatu IMAX z okazji zbliżającej się pełnej 25-letniej rocznicy debiutu Epizodu I, w kinach na całym świecie zostaną wyemitowane wersje 3D tego klasyku: w przypadku Polski najlepszą opcją jest nasz rodzimy dubbing, który jest zazwyczaj dla Gwiezdnych Wojen odpowiednio dobierany i reżyserowany, a także edycja oryginalnego języka z polskimi napisami. Mało tego, najlepiej by było, gdyby format IMAX "Mrocznego Widma" realizowano w szczególnej jakości 3D obrazu: 4K HFR. No i jak, chyba większość geeków by na taki prezent od Lucasfilm Ltd. dla fanów... po prostu poszła, czyż nie? Przecież Ja, Ty, Wy… ba!, większość nas współczesnych urodzonych w latach 90-tych, na tym ikonicznym dla Star Wars tytule w kinie jeszcze nie była! A być na takim wydarzeniu, i to już raptem za kilka miesięcy – byłoby doznaniem porównywalnym do mieszaniny samych skrajnie pozytywnych, szaleńczo energicznych emocji, które zostałyby z nami na bardzo, bardzo długo. Tak, "The Phantom Menace" to przykład – i tu padnie nieco kontrowersyjne stwierdzenie – filmowego uwydatnienia niebywałego geniuszu i instynktu filmowca George’a Lucasa, gdzie każdy nawet z tych najbardziej osobliwych elementów, postaci, relacji etc. np. takich jak polityka Republiki, Jar Jar Binks, Midichloriany tworzy całościowo w popkulturze z gatunku sci-fi, czy ogólnie w szeroko pojętej rozrywce swój własny, znany tylko temu filmowi, tym trzem obrazom z cyklu Prequeli Star Wars mikrokosmos relacji, zdarzeń, wyjątkowych informacji i wątków. Powiedzmy śmiało – wraz z emisją "Mrocznego Widma" w kinach na całym świecie, wraz z dojrzewaniem tego obrazu wraz z upływem czasu, co ma znaczenie w odbiorze go przez społeczność fanów na całym świecie obecnie, zaczęła się nowa historia kinematografii: cyfryzacja i komputeryzacja filmu oraz tworu serialowego. Niektórzy krytycy są zdania, że Trylogia Epizodów I-III Uniwersum, poprzez tę swoją ,,technologiczną cyfryzację” zniszczyła ducha Mocy Gwiezdnych Wojen, że pojęcie ,,klasyki Star Wars” w pewnym sensie straciło sens, który nawet za enty lat wprzód prawdopodobnie nie zostanie odzyskany. Do dziś, a nawet za wiele dekad w przyszłości, sądzę, starwarsowy Epizod I jest i będzie kowalem i renegatem własnego losu. Film ten, a właściwie wszystko co powstało po nim w materii Uniwersum (najbardziej tyczy się to Trylogii Prequeli) musi i będzie musiał radzić sobie z wpisanym w to fanowskie oddanie zawodzeniem, zniechęceniem, zmiennymi falami krytyki i uwielbienia. Epizod I i jego dalsze kontynuacje, ot lucasowskie owoce wyobraźni wyemitowane w kinach w 2002 i 2005 roku, są tak samo kochane, jak i nienawidzone, do tego stopnia, że fandom ocenia te twory za najgorsze w historii marki. Koniec końców… to w końcu ,,starwarsy!” moi drodzy – z tym się nie dyskutuje, a do tego się po prostu wraca, i to się kocha, to się mimo wszystko szanuje. To Świat, który jest zbyt doświadczony, zbyt rozległy w swych kreacjach, zbyt oryginalny, aby był po prostu znienawidzony, zapomniany, a nie daj Boże… zlikwidowany. Na jego podstawie realizuje się inne odrębne wizje artystyczne, szczególnie wśród filmowców, którzy chcą zabłysnąć w branży, ale i ukazać swój szacunek do Gwiezdnych Wojen. W ten sposób znany popkulturowiczom Zack Snyder wraz we współpracy z Netflixem dał światu dość osobliwą - jeśli tak to można określić – interpretację ogólnej idei Gwiezdnych Wojen – jej podstawowych założeń fabularnych, budowy Świata, gatunku etc. Pod koniec grudnia 2023 roku na platformie Netlfixa zadebiutowała długo wyczekiwana pierwsza z ponoć wielu odsłona cyklu filmowego: "Rebel Moon". A jeśli chodzi o mnie, to nie kolejna starwarsowa książka, ani komiks, czy serial z Nowego Kanonu, których tak pełno jak grzyby po deszczu jest obecnie na Disney+, ale ten obraz Space Fantasy i Space Opery a także miksu wielu gatunków właśnie, wprost od płodnego umysłu pana Snydera, oraz powyższe gwiezdnowojenne wspominki i ta ,,rocznicowość” Mrocznego Widma, sprawiły, że sięgnąłem po nader osobliwą lekturę w temacie ukochanych przez wszystkich ,,starwarsów”. Okazała się nią pozycja "Star Wars. Część I – Mroczne Widmo. Nowy słownik ilustrowany" – w Polsce wydana za pośrednictwem słynącego z realizacji na nasz rynek multum komiksów Egmont Polska. Czy to encyklopedia, słownik ilustrowany lub przewodnik tematyczny – dla fana danego, z odpowiednio rozbudowaną bazą treści, doświadczeniem na ogólnym rynku ,,popkulturowo-rozrywkowym” Uniwersum tematycznego, a tych mamy całe morze w eterze tego, co wytworzyła ludzkość, nie są to normalne sposoby na zdobywanie wiedzy z zakresu takich Światów. Przeważnie czyta się książki, komiksy, ogląda filmy, seriale, dyskutuje na forach – tak wygląda proces naszego obycia z konkretnym Uniwersum tudzież proces ciągłego rozszerzania i nadbudowywania pozyskiwanej wiedzy. Ale rzeczy takie jak Słowniki, które mogą zawężać swoje treści do danego dzieła, są każdemu geekowi np. Gwiezdnych Wojen, Marvela, DC, Światów znanych z anime i wielu, wielu innych przykładów, wręcz niezbędne. Tu nie ma wątków, relacji, dialogów, narracji i fabuły – ,,Nowy słownik ilustrowany” dla Mrocznego Widma to przykład wisienki na torcie do skompletowania wiedzy oddanego sprawie nerda, dotyczącej tego a nie innego tworu, który go interesuje – w tym konkretnie przypadku tego cholernie ważnego dla całych Gwiezdnych Wojen pierwszego z Prequeli Lucasa filmu. Ta pozycja pozwala tym samym na szersze i surowo informacyjne poznanie i zapamiętanie w dość szczególny sposób słynnego "Mrocznego Widma". Mało tego, z doświadczeniem tej publikacji jest tak, że po jej czytelniczym finiszu, gdy postanowiłem obejrzeć Epizod I w domowym zaciszu, i to któryś raz z kolei, po takowym seansie momentalnie zyskałem zupełnie inny rodzaj wiedzy i doznania z takiego filmowego wydarzenia: wiem więcej i jestem bliżej tego, co dzieje się w rzeczywistości tego filmu, jakbym wszedł za kulisy nie produkcji dzieła a tego, co dzieje się tam w Galaktyce, w tym konkretnym momencie na Osi Czasu Kanonu w filmie pomiędzy kadrami, scenami, urywkami, w danych miejscach, planetach, obiektach, gdy tego po prostu nie widać. Tego rodzaju suplementy jak omawiany Słownik Ilustrowany, tak, potrzebne są, i to absolutnie!, każdemu liczącemu się w grze Uniwersów tematycznych Światu. Lekko ponad 100 stron, twarda solidna oprawa z dobrze wypunktowanymi obrazami na części przedniej okładki i informacjami na tylnej. Duże gabaryty, które potwierdzają wagę i odpowiedni dobór rysunków, oznaczeń i danych tekstów dla tego filmu. Mała ilość kartek w żaden sposób nie odstrasza czytelnika – jakość i to, co zostało tu oddane przeważają nad ilością. Chyba mało ludzi pamięta Gwiezdne Wojny z tak dokładnej strony, jak ukazano to w tym słowniku - tak jak wspomniałem między innymi powyżej, czyli ze strony detalu, a także jako funkcji dopowiedzenia treści: mamy niniejszym setki cegiełek wiedzy, gdzie dla kreacji wyjątkowości i obfitości wiedzy płynących z Epizodu I każda z nich ma olbrzymie znaczenie. Nabyłem dzięki tejże publikacji Egmontu tą określoną satysfakcję prawdziwego ,,wyznawcy" i starwarsowego geeka, a obiektywnie: zyskałem całą gamę danych i encyklopedycznych opisów dotyczących tego galaktycznego grajdołka owiniętego wokół "The Phantom Menace" właśnie. Co istotne, słowniki tematyczne, które dotyczą danego filmu, serialu, albo jego wąskiej części czy całego Uniwersum, które dane twory reprezentują, nie grzeszą rozbudowaną ilością opisów, z mnogością zdań, z barwnymi określeniami nadającymi omawianym elementom, zagadnieniom ,,obfitości". To w dużej mierze średnio dopieszczone opisami informacje, z wystarczającą objętością treści, która musi umieć ,,to dane coś" przedstawić, uwydatnić krótko i łopatologicznie sens jego istnienia i zgadzać się z tym co opisują czy też nazywają m.in. małe kadry odchodzące przez proste linie od danego elementu budowy i ogólnego wyglądu zewnętrznego postaci, obiektu, urządzenia, broni, wyposażenia zbroi i temu podobne. I najważniejsze: to wszystko musi w miarę rozsądnie zmieścić się na jednej lub dwóch stronach - rozplanowanie tego, tak aby rysunki, podpisy, opisy, pogrubienia etc. nie zlewały się ze sobą, nie robiąc w ten sposób niepotrzebnej mamałygi, którą ciężko będzie płynnie przyswoić. A temu słownikowi, cóż, udało się to w 70% - czytelnik może być lekko wyrwany z rytmu czerpania wiedzy z niniejszej lektury, gdyż zdarzały się strony gdzie - tak jak wspomniałem wcześniej - wszystko jest przedstawione razem, koło siebie, kreując z tego swego rodzaju zupę, z której tylko solidne mieszanie, dużą i ciężką łychą coś może wyjaśnić. Jednak zdarzało się to sporadycznie, a w przypadku omówienia wątku Wielkiej Rady Jedi, z zaznaczeniem historii jej wszystkich członków, takie ,,wszystko, wszędzie naraz" w rysunku i treści, temu wątkowi pomogło. ,,Słownik ilustrowany", wydany jeszcze za czasów rządów Lucasa - Mrocznemu Widmu w szerszej perspektywie bardzo, ale to bardzo pomógł, uczynił Prequele do Klasycznej Trylogii bardziej kompletnymi i możliwymi do zrozumienia dziełami, nawet sprawił, że ów rozdarty Świat stał się bardziej przystępny i zrozumiały dla widza o typie: pośród wszystkich targetów widowni, do której Epizod I był kierowany. Czyli encyklopedyczna przystępność i wiedza dla każdego!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na82 lata temu
Gwiezdne Wojny: Spotkanie na Mimban Alan Dean Foster
Gwiezdne Wojny: Spotkanie na Mimban
Alan Dean Foster
Tajną misję księżniczki Leii i Luke’a przerywa wielka burza magnetyczna. Rozbijają się na tajemniczej planecie Mimban, gdzie spotykają zagadkową kobietę - Hallę. W zamian za umożliwienie im wydostania się z planety, żąda pomocy w zdobyciu kryształu Kaiburr. 🚀 Alan Dean Foster to postać znana, jeśli chodzi o książki z różnych uniwersów (np. Obcy). „Spotkanie na Mimban” otworzyło Expanded Universe. Jak autor poradził sobie z historią Gwiezdnych Wojen? 🚀 W mojej opinii całkiem nieźle, zważywszy na to, że czerpał z dopiero co rozwijającego się uniwersum. Pokazał planetę, starożytne budowle i tajemnicze rasy. Fabuła i zachowania bohaterów mogą wydawać się w obecnych czasach nieco naiwne, a dodatkowo wręcz karygodnie niekanoniczne. Mowa tu przede wszystkim o uczuciach, którymi Luke darzy księżniczkę. Tak… jeszcze wtedy nie było wiadomo, w którą stronę to pójdzie. 🚀 Luke i Leia w tej książce są przeciwieństwami swoich wersji filmowych. Leia jest o wiele bardziej wygadana, ale i marudna. Luke to zadziorny, a zarazem zagubiony chłopak. Vader w sumie bez zmian - przedstawiony jako najgorszy koszmar. Finalny pojedynek okazał się być potwierdzeniem tego, czemu bohaterowie tak bardzo się go bali. 🚀 Pomijając fakt, że niektóre dialogi mogłyby wołać o pomstę do nieba (ale to już chyba wina tłumaczenia),a na niektóre rozwiązania trzeba przymknąć i jedno, i drugie oko, to jest to naprawdę wciągająca książka. Obecny kanon jest zbyt zachowawczy, a tutaj czuć większy rozmach i (mimo wszystko) pomysł na to, jak tworzyć dalsze historie. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na84 dni temu
Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera James Luceno
Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera
James Luceno
Rzadko kiedy zabieram się za książki z gwiezdnych wojen, które należą do EU. Nawet nie dlatego, że nie podobają mi się, ale najczęściej wolę się skupić na pozycjach wychodzących na bieżąco w kanonie i na nadrabianie zostaje niewiele miejsca w czytelniczym kalendarzu. Staram się jednak co jakiś czas wcisnąć i coś z legend, żeby systematycznie wykreślać sobie z nich pozycje do przeczytania. Tym razem padło na książkę "Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera" autorstwa Jamesa Luceno. Do twórczości Luceno mam raczej ambiwalentny stosunek. Tak jak doceniam "Dartha Plagueisa" i "Labirynt zła", to o tyle "Maska kłamstw" czy kanoniczne powieści niezbyt mi podeszły. Na "Katalizatorze" się wynudziłam, a "Tarkin" był po prostu okej i nic więcej. Tak więc do dzisiejszej pozycji podchodziłam trochę niepewnie - szczególnie że miała się skupiać na Vaderze, a ci, co śledzą moje recenzje komiksowe wiedzą, że mam jego postaci przesyt. Ku mojemu zaskoczeniu książka wbrew tytułowi nieszczególnie skupia się na Vaderze. W pierwszej z czterech części nawet się nie pojawił, a dopiero potem dostał swoją perspektywę. Powiedziałabym, że to bardziej książka o Jedi, którzy przeżyli rozkaz 66. No ale skoro już jesteśmy przy Vaderze, to od razu rozprawmy się z jego postacią. Był on napisany raczej w porządku, dobrze śledziło się jego początki w mechanicznym pancerzu, ale nie nazwałabym jego przemyśleń jakimiś głębokimi. Mimo wszystko bardziej podoba mi się przedstawienie tej przemiany w kanonicznych komiksach od Soule'a, ale nie jest poprowadzone źle. Prowadzenie Jedi, którzy przeżyli rozkaz 66 było w miarę standardowe i też obyło się bez wielkich zaskoczeń. Chyba bardziej podobały mi się wątki związane z Roan Shryne niż Olee tarstone. Szczególnie, że ten pierwszy spotyka na swojej drodze matkę, a relacje Jedi z rodziną zawsze przykuwają moją uwagę. W wątkach pobocznych spotykamy też Baila Organę. Podobało mi się ukazanie, jak bardzo przez ten krótki czas zżył się z Leią i jak kombinował, byleby tylko ona i Vader się nie spotkali. W ostatnim rozdziale możemy zobaczyć też Obi-Wana Kenobiego. Na początku skrzywiłam się na wrzucanie kolejnej znanej postaci, ale na szczęście było to w pewien sposób uzasadnione fabularnie i widzimy, w jaki sposób w legendach dowiedział się, że Anakin przeżył. Jeśli lubicie dużo akcji, to w końcówce zdecydowanie jej nie brakuje. Wszystkie wątki splatają się na Kashyyyku i dochodzi do kilku ważnych rozstrzygnięć. Jak zwykle Luceno umiejętnie poprowadził te wszystkie sznurki aż do finału. Podsumowując, "Czarny Lord" nie jest książką złą, ale też nie wybitną. Plasuje się gdzieś po środku. Może lektura nie porwała mnie wybitnie, ale na pewno dobrze spędziłam przy niej czas i była w miarę istotną książką, która wyjaśniała kilka rzeczy w legendach.
An_czyta - awatar An_czyta
oceniła na73 lata temu

Cytaty z książki Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Gwiezdne wojny: Atak klonów. Niesamowite przekroje