Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów

Okładka książki Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów autora Barbara Łopieńska, 8374140305
Okładka książki Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów
Barbara Łopieńska Wydawnictwo: W.A.B. publicystyka literacka, eseje
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2004-10-28
Data 1. wyd. pol.:
2004-10-28
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7414-030-5
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów

Średnia ocen
6,9 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów

avatar
106
93

Na półkach:

Zbiór wywiadów przeprowadzonych przez Barbarę Łopieńską, z intelektualistami wszelkiej maści, w formie luźnych, „płynących” rozmów. Jedne rozmowy ciekawe, drugie mniej. Warto dla intelektualnej pożywki.

Zbiór wywiadów przeprowadzonych przez Barbarę Łopieńską, z intelektualistami wszelkiej maści, w formie luźnych, „płynących” rozmów. Jedne rozmowy ciekawe, drugie mniej. Warto dla intelektualnej pożywki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
213
211

Na półkach:

Książka z wywiadami. Dawniej przeczytana. Niedawno natknąłem się na jej krótkie, trafne omówienie z „Przekroju”.

"ARYSTOTELES Z BAWEŁNY"
Arcyciekawe rozmowy Barbary Łopieńskiej

Pamiętają państwo film „Mikrokosmos"? Mrówki, boże żyjątka z pozoru nieciekawe okazywały się na dużym ekranie fascynują­ce. Podobne zdaje się życie psychosomatyczne intelektu­alisty pod lupą wytrawnego obserwatora - Barbary Ło­pieńskiej, mistrzyni reportażu. „Męka twórcza" to zbiór kil­kunastu arcyciekawych roz­mów z pisarzami, naukowca­mi i publicystami. Błyskotli­wość, dowcip i ciepło Łopień­skiej stworzyły przychylną atmosferę do intymnych wy­nurzeń i błyskotliwych ripost. Bo rozmowa to kreacja, po­pis, teatr. Łopieńska repre­zentowała coraz rzadszy ga­tunek badaczy osobowości, którzy są na użytek rozmówcy i wolą pozostać w cieniu. A portrety wyłaniające się z tych spowiedzi są doprawdy wstrząsające. Dowiadujemy się, że pisarzowi Markowi Bieńczykowi zdarza się łkać na widok sweterka, że w snach Marii Janion toczą się debaty, że Arystoteles jest zrobiony z bawełny i daje się nasączyć. I mnóstwa innych ciekawych rzeczy. Przy czym - jak w przypadku filmów przyrodniczych - zdobywanie wiedzy łączymy z przyjemno­ścią obcowania.

ocena: • • • • • / 6
[Agnieszka Wolny-Hamkało]

Książka z wywiadami. Dawniej przeczytana. Niedawno natknąłem się na jej krótkie, trafne omówienie z „Przekroju”.

"ARYSTOTELES Z BAWEŁNY"
Arcyciekawe rozmowy Barbary Łopieńskiej

Pamiętają państwo film „Mikrokosmos"? Mrówki, boże żyjątka z pozoru nieciekawe okazywały się na dużym ekranie fascynują­ce. Podobne zdaje się życie psychosomatyczne intelektu­alisty pod lupą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
332
173

Na półkach:

Kiedy przeczytałam tę książkę, po raz pierwszy sobie uświadomiłam, jak ważna dla efektu jest nie tylko osoba, z którą prowadzony jest wywiad, ale też osoba dziennikarza, jego przenikliwości i pytań jakie stawia. Tak czytałam wywiady i miałam wrażenie, jakbym się przysłuchiwała rozmowie i czasem zastanawiałam się nad jakimś słowem czy sformułowaniem i pytanie o to właśnie padało.

Kiedy przeczytałam tę książkę, po raz pierwszy sobie uświadomiłam, jak ważna dla efektu jest nie tylko osoba, z którą prowadzony jest wywiad, ale też osoba dziennikarza, jego przenikliwości i pytań jakie stawia. Tak czytałam wywiady i miałam wrażenie, jakbym się przysłuchiwała rozmowie i czasem zastanawiałam się nad jakimś słowem czy sformułowaniem i pytanie o to właśnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

72 użytkowników ma tytuł Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów na półkach głównych
  • 38
  • 33
  • 1
16 użytkowników ma tytuł Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów na półkach dodatkowych
  • 10
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów

Inne książki autora

Okładka książki Mój życiorys polonistyczny z historią w tle Barbara Łopieńska, Henryk Markiewicz
Ocena 5,6
Mój życiorys polonistyczny z historią w tle Barbara Łopieńska, Henryk Markiewicz
Okładka książki Stare numery Barbara Łopieńska, Ewa Szymańska
Ocena 8,2
Stare numery Barbara Łopieńska, Ewa Szymańska
Okładka książki Sprawa i po sprawie Ryszard Ciemiński, Stanisław Maria Jankowski, Jakub Kopeć, Jerzy Łaniewski, Barbara Łopieńska, Aleksander Rowiński, Saturnin Sobol, Zbigniew Szopiński, Witold Szymanderski, Ewa Szymańska, Janusz Wilk-Białożej, Edmund Żurek
Ocena 4,7
Sprawa i po sprawie Ryszard Ciemiński, Stanisław Maria Jankowski, Jakub Kopeć, Jerzy Łaniewski, Barbara Łopieńska, Aleksander Rowiński, Saturnin Sobol, Zbigniew Szopiński, Witold Szymanderski, Ewa Szymańska, Janusz Wilk-Białożej, Edmund Żurek
Barbara Łopieńska
Barbara Łopieńska
Barbara N. Łopieńska - polska dziennikarka. Absolwentka UW (chemia). Ukończyła także studium dziennikarskie. Zaczynała w tygodniku "Kultura". Jej mocną stroną były reportaże oraz wywiady. Publikowała także na łamach "Polityki", "Gazety Wyborczej", "Vivy!" i "Twojego Stylu". Barbara Łopieńska zmarła w wyniku nieszczęśliwego upadku - poślizgnęła się przed swoim garażem. Miała 55 lat. Co roku przyznawana jest Nagroda im. Barbary Łopieńskiej. Otrzymali ją m.in. Teresa Torańska i Grzegorz Sroczyński. Wybrane publikacje książkowe: "Łapa w łapę" (z Ewą Szymańską, pierwsze wydanie: Iskry, 1980),"Stare numery" (z Ewą Szymańską, Wydawnictwo ALFA, 1990),"Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej" (Wydawnictwo "Twój Styl", 1998),"Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów" (pośmiertnie, Wydawnictwo WAB, 2004). Mąż: Wiesław Zygmunt Władyka (do 12.01.2004, jej śmierć).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziennik galernika Imre Kertész
Dziennik galernika
Imre Kertész
Specjalnie dla tej książki (niedostępnej inaczej) założyłem kartę biblioteczną. A trop do niej odkryłem w “Lekcjach ciemności” Dariusza Czai. Imre Kertesza poznałem dotychczas z dwóch głównych jego książek beletrystyczno-autobiograficznych (za mną 2/3 “trylogii ludzi bez losu”) - jak pewnie większość z nas. Tym razem zaś sięgam po jego eseistykę (?),a może raczej filozoficzny traktat (?). Czyż można nie być filozofem, gdy przeżyło się obóz zagłady, a do tego jeszcze ma się to szczęście/nieszczęście, by być Węgrem? Ciekawymi są te fragmenty, które pisarz umiejscawia na linii czasu obok dziejącego się zasadniczego (choć gdzieś w tle) procesu twórczego; dostajemy więc przemyślenia na bieżąco towarzyszące powstawaniu “Fiaska” i “Losu utraconego”, czy właściwie je poprzedzające. Trochę więc pozwala nam Kertesz wędrować poboczem swego procesu twórczego… Wszystko się w tym dzienniku-eseju zgadza, zwłaszcza to: trudno o Zagładzie dyskutować z tymi, którzy zagładę przeżyli, jeszcze trudniej zaś z tymi, którzy jej nie przetrwali. Już Auschwitz opowiedziane w naiwnej manierze głosu dziecka (“Los utracony”) jest straszne; opowiedziane po latach przemyśleń i własnym głosem dojrzałego pisarza jest niemal nie do zniesienia. Wraz z Ocaleńcem zagłębiamy się w wyrzut sumienia, którym jest jego świat. Trochę nam Pisarz ujawnia swojego poglądu na postać i rolę pisarza, trochę opowiada o swoim stosunku do przemiany tej postawy, jaka dokonuje się na jego oczach. Pozwala nam też podążać tropami swoich literackich fascynacji (Nietzsche, Camus, Hawthorne, Márai, Freud, Cioran). Tu dostajemy Kertesza i jako filozofa, i jako socjologa, i jako literaturoznawcę. Człowiek-orkiestra, człowiek epoki… I wielka, choć rozedrgana i rozbiegana tematycznie, literatura! Mocuje się że zmieniającym się światem i współczesnością, zmaga że starzeniem własnym i choćby własnej swej zanurzonej w demencji matki, nieustannie porównuje swe dokonania z Krudym czy Maraiem, jakby w poczuciu własnej małości. A nie wie jeszcze, że sławą i zaszczytami obu przebije… Książka do powolnego, namyślnego czytania. Zdanie po zdaniu. Jedno i to samo zdanie po dwakroć, po trzykroć… Do powrotu do niej za rok, za dwa, za dziesięć. A wszystko niemal będzie w niej jak nowe. Wymęczyła mnie cholernie, ale - o, tak! - było warto dać się pomęczyć. Okazuje się, że jeszcze dwadzieścia lat temu literackiego Nobla otrzymywali pisarze, którzy mieli coś do powiedzenia, którzy mieli jakąś głębię obserwacji i myśli. W tej odsłonie Pisarz chyba przemówił do mnie najbardziej. Zaczynałem czytać Ketresza nie od tego, co powinienem!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na91 rok temu
Pensjonat pamięci Tony Judt
Pensjonat pamięci
Tony Judt
Chory na stwardnienie zanikowe boczne, „nieuleczalną degeneracyjną chorobę, na którą niedługo umrze”, nieodwołalnie przykuty do łóżka i fotela inwalidzkiego, „w warunkach niecodziennych ograniczeń narzuconych przez ciało, które stało się więzieniem”, będący w stanie, który będzie się już tylko pogarszał, zdany na „różnych mechanicznych bądź ludzkich pośredników”, jeden z najwybitniejszych historyków naszych czasów Tony Judt pisze książkę, która jest pochwałą życia i kultury. Jak tego dokonuje? Aby przetrwać ciągnące się w nieskończoność bezsenne noce, unieruchomiony, niemogący samodzielnie wykonać jakiegokolwiek ruchu pisarz oddaje się swoistym umysłowym ćwiczeniom: „przeglądam swoje życie, myśli, fantazje, wspomnienia, także te niedokładnie zapamiętane, aż natrafię na wydarzenia, ludzi czy opowieści, za pomocą których mogę oderwać umysł od ciała, w którym jest unieruchomiony”. Z czasem te motywowane czysto praktycznymi względami zabiegi przekształcają się w projekt o wiele bardziej ambitny: „Po kilku miesiącach choroby zdałem sobie sprawę, że nocą układam w głowie całe historie”. Aby móc „odtworzyć następnego dnia te na wpół zapisane szlaki” sięga po mnemotechniczne metody stosowane przez myślicieli i podróżników z początków ery nowożytnej, którzy dla gromadzenia i przypominania sobie szczegółów i opisów wznosili w swoich umysłach „pałace pamięci”. Judt nie miał jednak ochoty na wznoszenie w głowie pałaców. Te prawdziwe zawsze kojarzyły mu się z „jakąś dekadencją”. „Ale jeśli nie pałac, to może chociaż pensjonat pamięci”? Ten pensjonat to przywołany z przeszłości „mały pensione, rodzinny hotelik w niemodnej miejscowości Chesières u podnóża bogatego kurortu narciarskiego Villars we francuskojęzycznej części Szwajcarii”, w którym autor z rodzicami i wujem spędzał zimowe wakacje „chyba w 1957 albo 1958 roku”. Jego dobrze zapamiętane wnętrze posłużyło mu za swoisty magazyn, archiwum czy też teren, w którym wyznaczana była marszruta dla pojawiających się w głowie narracji. Cała recenzja tutaj 👇 innelektury.pl/judt-pensjonat-pamieci
Grzegorz Tomicki - awatar Grzegorz Tomicki
ocenił na85 miesięcy temu
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej Barbara Łopieńska
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej
Barbara Łopieńska
Rozmowy o książkach, tych z dedykacjami i tych bez dedykacji, tych skazanych na zesłanie do piwnicy i tych z nocnego stolika, poezji i prozie, fascynacjach literackich i nawykach czytelniczych, ulubionych księgarniach i ulubionych kawiarniach, sporze o Manna i Prousta, także o tym, że „w pewnym wieku człowiek już wie, czego szuka - szuka potwierdzenia i pogłębienia swoich spostrzeżeń.” Książka wielu wzruszeń, nie tylko dlatego, że większość z rozmówców, również autorka, odeszła już z doczesności do wieczności, również dlatego, że bohaterowie nie gonią za wydawniczymi nowościami, cenią klasyków i ponadczasowe wartości. Paweł Hertz, 1918-2001, pisarz, tłumacz i wydawca, zachwala poufny dziennik Bretończyka: „Mam jeszcze pod ręką „Pamiętniki zza grobu” Chateaubrianda. Czytam sobie, po kilka rozdziałów, i za każdym razem jest to olśniewające.” Marian Brandys, 1912-1998, prozaik i reportażysta, autor spostrzeżenia „nie jest trudno odróżnić dobrą literaturę od złej, dużo trudniej jest odróżnić dobrą literaturę od pozornie dobrej” rozmowę kończy żartobliwym tonem: „Na grypę najlepszy jest Prus.” W rozmowie „Warsztat musi być czynny” Ryszard Kapuściński, 1932-2007, polski reportażysta publicysta i fotograf, autor uwielbianego przeze mnie zwrotu „szarża na szkatułę”, do odszukania w powieści „Cesarz”, podkreśla znaczenie literatury nasyconej głęboką refleksją. „Ważna na świecie literatura jest nasycona refleksją, rozważaniem, zamyśleniem. Bo na świecie są dwa typy czytelnika: czytelnik literatury masowej - przedłużenia serialu telewizyjnego, który jak nie może z przyczyn technicznych oglądać serialu, sięga po książkę - i czytelnik wysmakowany, wdzięczny, którego bawi refleksja nad światem.” Książka wydana w roku 1998.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Dom żółwia. Zanzibar Małgorzata Szejnert
Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert
(2011) Ludzie i domy Zanzibaru. Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*. Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów. Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce). Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie. ______________________ * Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków. ** Krótka historia Zanzibaru: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa) *** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people). • Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze. Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką). Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego. Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu). • Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**. _______________________ * W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat. ** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011] https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu) • ‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU „– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby? – Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329). „Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu. Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?]. […] W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu. Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie. Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze). To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu? (Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają). • To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna. Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu. Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności. _______________________ * Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej. • UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną). Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na69 miesięcy temu
Listy z podróży Karel Čapek
Listy z podróży
Karel Čapek
Czy w czasach, w których świat mamy na wyciągnięcie ręki jesteśmy w stanie znaleźć w "Listach z podróży" Čapka coś dla siebie?  Na tym polega siła literatury, dobrej literatury, że nie traci ona na aktualności. Pisarz zabiera nas w podróż po Europie lat 20. i 30. XX w. Odwiedza Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Holandię, Danię, Szwecję i Norwegię. Od tego czasu zmieniło się wiele. Wiele z miejsc, odwiedzonych przez pisarza straciło swój niepowtarzalny klimat, zatraciło magię. Podobnie jak obserwacje dotyczące społeczeństw - ich zachowania, ubioru, kultury. Niektóre ze wspomnień stały się lokalnym folklorem. Hiszpanki nie ubierają już mantyli, angielscy parlamentarzyści ściągnęli peruki a korrida chociaż nadal okrutna powoli odchodzi od krwawej spektakularności. Čapek jest uważnym obserwatorem, wydaje się, że ani na moment nie wychodzi ze swojej roli, nie zamyka oczu, tylko chłonie piękno odwiedzanych miejsc. Zadaje sobie nawet pytanie: "Czy nigdzie nie ma końca podróży i patrzenia?" Nic nie umknie jego uwadze. Ani zachwycająca sztuka, ani architektura, ani lokalne osobliwości ani piękno mijanego krajobrazu. Jego otwarta postawa wobec obcych kultur, postawa pełna nieustającego zdziwienia i zachwytu sprawia, że jego relacja staje się nie tylko sprawozdaniem z odwiedzanych miejsc, ale zapisem zdumień i emocji. Jako obywatel Europy Środkowej często porównuje swój kraj z odwiedzanymi. Ale to nie jest hymn pochwalny, Čapek opisuje również te elementy, które go zadziwiają i które mu nie odpowiadają. Autor często podkreśla, że najbardziej przyciąga go to co jest poza bedekrem, że lubi wędrować własnymi ścieżkami, odkrywać to, co często jest pomijane. Czytając relacje Čapka, widzimy jak zmienił się nie tylko świat, ale także turystyka. Bo podróż pisarza chociaż intensywna ma znamiona powolności. "Listy..." wzbogacone są uroczymi rysunkami Čapka, które w przeciwieństwie do fotografii także są dowodem na uważne obserwowanie świata przez pisarza. Przeł. P. Godlewski
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na72 lata temu
Król kłania się i zabija Herta Müller
Król kłania się i zabija
Herta Müller
Gdyby ktoś miał ochotę na taką zupełnie nieidylliczną podróż do czyjegoś kraju lat dziecinnych, z całym ryzykiem przypomnienia sobie własnych wczesnych traum, polecam książkę Herty Műller „Król kłania się i zabija”. Oto jak w pewnym miejscu wyraża ona tam samopoczucie osoby zwanej dzieckiem: „Niebo doliny stawało się wielkim niebieskim gównem, łąka wielkim zielonym gównem, a ja małym nic nie znaczącym gównem pomiędzy nimi”. W tym wypadku stan ten ma konkretną przyczynę – obserwację przejazdu pociągu wypełnionego ludźmi z miasta – czystymi i obwieszonymi biżuterią. Kto by jednak nie znał tego uczucia, które w dzieciństwie towarzyszy nam niemal na każdym kroku! Tego bycia zerem absolutnym w kompletnie skądinąd bezsensownym świecie? Można być oczkiem w głowie wszystkich naokoło, nieustannie chwalonym i obsypywanym prezentami, ale nie sposób dać się oszukać. Gdzieś ponad naszymi głowami istnieje przecież zmowa dorosłych, którzy i tak wszystko wiedzą lepiej, a dzielą się tym bardzo niechętnie, wciąż jednak domagając się od nas domyślności. Mała Herta nie była oczkiem w głowie. Jej ojciec, były esesman, systematycznie zapijał wojenną pamięć, dziadek przedkładał szachy nad rozmowę, a babka i matka – pracę. Pisarka nie może zapomnieć matce, że wysyłała ją z długim nożem po kiełbasę do spiżarni, bez cienia strachu, że mała dziewczynka może się przewrócić i skaleczyć. W domu nie mówiono za wiele. Był to „styl życia, w którym używanie słów nigdy nie weszło w nawyk”. Jego cenę stanowił permanentny chłód – typowy dla zaharowanych wieśniaków. Jednocześnie w tym odrobinę grobowym milczeniu dojrzewał język pisarki i uważny namysł nad tym językiem. Najpierw niemieckim, właściwie dialektem banackich Szwabów, potem rumuńskim, w szkole, w Timisoarze. Doświadczenie milczenia we wczesnym dzieciństwie i owo mozolne ciułanie słów na później okazało się niezwykle cenne dla przyszłej pisarki, ale dziecku z pewnością nie było z tym łatwo. W dodatku jej dość ponure dzieciństwo znalazło przedłużenie i karykaturę w dorosłym życiu. Pamiętajmy, że młodość spędziła w Rumunii, w okresie dyktatury Ceauşescu, a kraj ten nie był najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym. Rumunia nie doczekała się oddechu małej stabilizacji, a jeśli miała u siebie kogoś w rodzaju Barei czy Tyma, to z pewnością wyłącznie za murami więziennymi. Tam czasy stalinowskie trwały do końca lat osiemdziesiątych. To mogło oznaczać tylko jedno. Niezauważalne przejście od naturalnej niewoli dzieciństwa pod kuratelę państwa totalitarnego, przypominającego jeden wielki przytułek o zaostrzonej dyscyplinie lub nawet dom poprawczy, którego pensjonariusze mówią dziwnym językiem, rodzajem infantylnej grypsery. W takim kraju nigdy się nie dorastało, a kto podskakiwał, obrywał cięgi. W przypadku Rumunii – był torturowany i płacił życiem. Jeżeli zaś uszedł z życiem, nieustannie opłakiwał przyjaciół i próbował żyć dalej z zimną lufą przyłożoną do potylicy. Zwłaszcza, gdy w dodatku był Hertą Műller, prowokującą reżym wydawaniem niemieckich książek o rumuńskiej rzeczywistości. Emigracja do Berlina Zachodniego nie zakończyła sennych koszmarów. Przez długi czas pisarka otrzymywała ostrzeżenia od władz, że rumuńska bezpieka wciąż na nią poluje. Z kolei w nowej/starej ojczyźnie zdradzał ją akcent rumuński. Po dziś dzień do szału doprowadzają ją protekcjonalni sprzedawcy niemieccy, którzy w najlepszej wierze uczą ją wymawiać słowo „precel”. Irytuje też całkowite niezrozumienie na Zachodzie, czym był system totalitarny. I programowe lekceważenie krajów postkomunistycznych, które nie dorosły jakoby do tego, by otrzymać miejsce w historii powszechnej. Jeśli dodać, że w Rumunii, podobnie jak u nas, nomenklatura partyjna zdążyła uwłaszczyć się przed zmianą ustroju i buduje kapitalizm, tyle że rękami ociekającymi krwią, może się wydawać, że ta okrutna baśń nie ma szczęśliwego zakończenia. A jednak. Szczęśliwym zakończeniem są przecież książki Herty Műller. Jej niezrównany język, zrodzony z milczenia i buntu na strzeżonej zasiekami granicy dwóch języków. To on sprawia, że ich czytanie przypomina rozkładanie starannie złożonych całunów ozdobionych pysznymi ornamentami. Są to co prawda ślady po ukąszeniach wampirów, ale co tu kryć – nieziemsko piękne.
Katarzyna Turaj-Kalińska - awatar Katarzyna Turaj-Kalińska
oceniła na71 rok temu
Tropami rena Mariusz Wilk
Tropami rena
Mariusz Wilk
Druga książka Mariusza Wilka, którą przyszło mi czytać. Pierwszą byłem absolutnie zachwycony. Druga różni się nieco od pierwszej, nie jest tak różnorodna. Wilk zawęża temat swojej książki do Saamów półwyspu Kolskiego oraz wybranych "pisarzy drogi". Sam też rusza w drogę tropą reniferów, po świętych miejscach Saamów jak np. Jezioro Duchów. To przepiękny i dziki kraj, gdzie przyroda ne daje człowiekowi forów. Warto wzbogacić sobie lekturę książki zdjęciami z Google Maps. Dopiero wtedy można w pełni zrozumieć to o czym pisze Wilk, który ma naturę wagabundy. Ta książka jest pochwałą koczowniczego trybu życia, ciągłego ruchu i wędrówki. Opisuje też różne typy Saamów, a niektóre ciekawie ze sobą kolidują. Z jednej strony mamy Mamy artystę wyrabiającego bębny szamańskie dla teatru, jeżdżącego na konferencje Saamskie, a z drugiej przedsiębiorczego hodowcę renów, który potrafi zmonetyzować zainteresowanie Saamami, dziką przyrodą i wypasem renów. Ten drugi nie jest nawet Saamem pełnej krwi. Ale dzisiaj kto jest? Wilk głęboko przeżywa kontakt z przyrodą i świętym krajobrazem tych ostatnich nomadów Europy. Czasami z jego pisania pobrzmiewa poczucie wyższości. On zdobył się na takie życie i jest wolny. Inni są tylko turystami. Nie jest to rażące, ale zauważalne. Jest indywidualistą, więc nic dziwnego. Cytuje fragment "Lapidarium" Kapuścińskiego, który stwierdza wyższość religii Indian z np. Machu Picchu (która wymagała otwartej scenerii i przestrzeni, by celebrować świat) nad religią katolicką (zagęszczenie, tłum zbity i spocony). Pobrzmiewa w tym wyraźna niechęć do religii katolickiej. Bo dlaczego nie zrobić porównania do islamu? Czy w krajach chrześcijańskich zdarzało się, by podczas pielgrzymki zginęło 1301 osób? W Mekkce jest tłum nie do opisania. A święta szinto w Japonii? Masowe kąpiele w Gangesie w Indiach? Tłumy na świętach buddyjskich w Bangkoku? Machu Picchu to był bastion Indian, ograniczona forteca. Dlaczego nie wspomnieć np. Teotihuacan i miasta-świątyni? "Tropami rena" to piękna książka, w której dźwięczą echa świata, który odszedł już bezpowrotnie. Świata, któremu zagraża przemysł ciężki, rabunkowa gospodarka i masowy wypas reniferów. Wilk w swojej książkę ocalił przynajmniej cześć pamięci o tym świecie. Książka podobała mi się nieco mniej niż "Dom nad Oniego"... ale czasami większe znaczenie ma wspólna podróż, niż widoki z okna.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na81 rok temu
„Innego końca świata nie będzie”. Z Barbarą Skargą rozmawiają Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski Barbara Skarga
„Innego końca świata nie będzie”. Z Barbarą Skargą rozmawiają Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski
Barbara Skarga Katarzyna Janowska Piotr Mucharski
"Innego końca świata nie będzie", to rozmowy z Barbarą Skargą, filozofką, profesorem Polskiej Akademii Nauk oraz członkinią Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Rozmowy dotyczą wielu aspektów: filozofia, sens, przyjaźń, miłość w całym tego słowa znaczeniu. Po prostu życie, bez wszelakiego ubarwiania. Dobre momenty, jak i te złe, na które nie zawsze człowiek ma wpływ. Jak podkreśla autorka, cierpiętnictwo jest jej obce, nie użala się nad tym, czym życie ją zaskakiwało w sposób negatywny. Mała Barbara przez trzy lata mieszkała u rodziny Żeromskich, w ich willi w Konstancinie. Córka Stefana Żeromskiego, Monika, opiekowała się Barbarą i jej siostrą, chociaż była tylko kilka lat starsza od nich. Autorka referuje też, o sytuacji Polski międzywojennej. Między innymi o marszałku Piłsudskim, który razem z jej matką trzymał do chrztu kuzyna Pani Barbary, Ziuka. Niestety prowadzący wywiad, publicystka Katarzyna Janowska i redaktor Piotr Mucharski, potrafią zadawać pytania nad wyraz naiwne, infantylne. Na szczęście Pani Barbara zauważa to i zwraca uwagę odpowiednim komentarzem. Bo jakże można zapytać: "Z tego się wychodzi osłabionym nie tylko fizycznie?" mając na myśli łagier i zesłanie. Nie no! psychicznie pełen luzik! Gdyby to była forma stwierdzająca, uznałabym, że osoby te, mają jakieś pojęcie na temat tego, o czym mowa. Barbara Skarga opowiada interesująco, ma się ją ochotę ją czytać. Odsłania wiele wątków historycznych Polski, ale też i pobliskiej Białorusi czy Rosji. Pani Barbara po śmierci ojca, wyprowadziła się do Chocieńczyc, należącej wtedy do Polski (obecnie Białoruś),a w późniejszym czasie do Wilna. Nie jest to książka, którą czyta się jednym tchem. Dużo informacji powoduje, że czasami umysł musi odpocząć. Jednak jako świadectwo czasów minionych, godna jest uwagi.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na73 lata temu
Pamięć Włoch Wojciech Karpiński
Pamięć Włoch
Wojciech Karpiński
Tom esejów podróżniczych dotyczących Italii a napisanych jeszcze na przełomie latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego stulecia, przed erą masowej turystyki, selfies i przechwalania się w mediach społecznościowych. Autor prowadzi nas od góry cholewki (Wenecja) do czubka (Sycylia) włoskiego buta, zwracając uwagę czytelników na obiekty, miejsca i wydarzenia związane z poszczególnymi miastami, miejscowościami czy regionami. Jeśli chodzi o chronologię, to Wojciech Karpiński swobodnie przeskakuje ze starożytności do XIX wieku, by powrócić do baroku a następnie zagłębić się w średniowiecze. Widzimy wraz z nim ruiny rzymskich świątyń, raweńskich mozaik, mistrzów renesansu czy Piranesiego. Gibelinom i gwelfom towarzyszą Ostrogoci, Macchiavellemu Zygmunt Krasiński czy Andrea Caffi Rzymowi, Florencji czy Sycylii towarzyszą mniej znane i omijane w przewodnikach czy wycieczkach zorganizowanych Perugia czy Ferrara bądź … cmentarz protestancki (z kwaterą prawosławną) w Rzymie. A więc miejsca nieznane popkulturze, ale warte odwiedzenia lub chociażby przeczytania o nich, z których każde miało swoje pięć minut w historii, pięknie przedstawione przez autora. Dziś, gdy przewodniki zawierają głównie informacje praktyczne, nikt nie chce czytać tekstów dłuższych niż pół strony warto powrócić do nie tak odległych czasów, kiedy to ludzie do atrakcyjnych turystycznie miejsc podróżowali rzadziej dłużej, przeważnie raz życiu. Lekko razi tendencja do opisywania dzieł sztuki bez ich zdjęć, ale wynagradzają to dołączone do opisu ciekawe historie nieznane w internecie i przewodnikach. Książka zdecydowanie ciekawsze od „Drogi do Sieny”, ale mniej od „Barbarzyńcy w ogrodzie”.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na79 miesięcy temu
Jesteśmy. Rozstania '68 Teresa Torańska
Jesteśmy. Rozstania '68
Teresa Torańska
To już 49 lat upływa od chwili, gdy urocza starsza Pani, bibliotekarka na Wydziale Chemii, zwróciła się do mnie z wyrzutem: "Panie Wojtku, pan tu, a w s z y s c y są już w auli!" No to poszedłem, potem wyszliśmy i poszliśmy na UW, krzycząc "Polska czeka na Dubczeka!". Potem.... wszyscy wiedzą.. a wieczorem dowiedziałem się, że ja Polak, który wyssał antysemityzm z piersi matki, wspieram paskudnych syjonistów, takich jak Beynar – Jasienica (tak było! Nawet z Jasienicy od Łupaszki, zrobiono Żyda!!). Po strajku na PW i obronie pracy magisterskiej (koniec marca '68) przyszedł czas na tytułowe "Rozstania '68", które objęły również dziekana mojego Wydziału, wspaniałego człowieka, przyjaciela ludzi, szczególnie studentów, wielkiego popularyzatora nauki, twórcę "Problemów|" i telewizyjnej "Eureki", prof. dr Józefa Hurwica, (1911 – 2016),którego miała szczęście przyjąć Marsylia. (u Torańskiej s. 120, 122). Miałem przyjemność oceniać Torańskiej: "My" (10 gwiazdek),"Są" (10) oraz "Smoleńsk" (9),a teraz zabrakło mnie skali i muszę poprzestać na 10. Rok 1968 w nieodwracalny sposób zniszczył polską naukę i kulturę, a paradoksem jest, że symbolem tego antysemickiego wandalizmu pozostaje działacz od 1926 roku żydowskiej KPP, mąż żydowskiej działaczki KPP - Liwy Szoken, niejaki Gomułka, co świadczy o jego horyzontach umysłowych. Książka Torańskiej to nie tylko bolesne wspomnienia, lecz przede wszystkim starannie opracowany, opatrzony wieloma zdjęciami, jak najbardziej wiarygodny, dokument epoki. Chwała jej!
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na109 lat temu
Dossier K. Imre Kertész
Dossier K.
Imre Kertész
Imre Kertész, węgierski laureat literackiej nagrody Nobla przeprowadza wywiad ze sobą. Wspomina życie z okresu dyktatury faszystowskiej, pobytu w Auschwitz, Buchenwaldzie, opowiada o naznaczeniu komunizmem. Wiele miejsca poświęca literaturze, pytania lub odpowiedzi padają przez pryzmat cytatów z twórczości Kertésza, ale również Borowskiego, Miłosza, Platona, Schopenhauera i innych. Nie czuje się Żydem (ani ortodoksyjnym ani zasymilowanym),po początkowej fascynacji komunizmem przychodzi krytyka i zwątpienie. Mówi również o początkach pracy twórczej, pierwszych miłościach, rozczarowaniach, fascynacjach,  osamotnieniu. Wszystko to zmierza w stronę poszukiwania tożsamości,  zdefiniowania się w świecie, w którym nie czuje przynależności, doznaje rozczarowań lub nie jest z nim emocjonalnie związany. Nie brak miejsc, w  których mówi o sobie w megalomański czy groteskowy sposób, jednak zawsze na plan pierwszy wychodzi doświadczenie lagru. Opresyjny system Kadara przypomina mu obóz koncentracyjny, w efekcie skłania do podjęcia twórczości literackiej naznaczonej zniewoleniem, pozbawieniem nadziei, kafkowską absurdalnością świata.  Ciekawą myślą jest również stwierdzenie, że przeżycie obozu to wyjątek, odstępstwo od reguły,  szczęśliwy zbieg okoliczności. Jednak obóz tkwi w nim do końca życia, a opór, jaki spotyka ze strony innych ludzi, tylko wzmacnia jego obecność i wolę opisywania świata przez pryzmat różnych form zniewolenia.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów