Biorąc pod uwagę cały dobytek literatury fantastyczno-naukowej – od najstarszych lat i chwil, wręcz pradziejów w tym względzie, do lat obecnych – nie da się określić, co w obiektywny sposób jest raczej nie możliwe, który z tych wielkich pisarzy jest dla tego gatunku twórcą najwybitniejszym, który z nich włożył najrozleglejszy, najbardziej znaczący, wręcz namacalny wkład w rozwój tego nurtu; który z nich był dla fantastyki jej Kamieniem Węgielnym, Świętym Graalem, czy Praojcem Stworzycielem. Z jednej strony można podać pewne nazwiska, jak: Jules Verne, Isaac Asimov, Herbert George Wells, Robert A. Heinlein, Arthur C. Clarke. Patrząc się na to krótkie zestawienie, nie da się nie określić tych pisarzy mianem ,,wizjonerów Science-fiction" – jednostek zajmujących bardzo wybitne miejsca wśród tysięcy pisarzy tego gatunku, nie tylko dlatego, że należą oni do jego prekursorów, lecz przede wszystkim dzięki swej twórczej oryginalności; dzięki głębokiemu znaczeniu tego, co przelewają oni na karty swych dzieł. Znaczeniu, które wyziera nawet z prostych nie aż tak znanych ich tworów, czyli dosłownie z całego repertuaru ich działalności literackiej.
Przedstawione wyżej nazwiska, a nie jest to lista zamknięta, a jedynie przykład określonej części klasyków gatunku fantastyczno-naukowego, to prawdziwe wybitności. To autorzy piszący nie tylko ,,inaczej” niż pozwala na to przeciętność, ale i kreujący swe dzieła pod kątem wieloaspektowości: każdy czytelnik chwytający za powieści tych tuz literatury fantastycznej, na pewno znajdzie w nich znaczenie odpowiednie dla siebie. A to w pewnym sensie nazywa się ,,uniwersalizmem”, co sądzę jest w beletrystyce czymś bardzo potrzebnym dla entuzjasty tego gatunku, czymś ujmującym, niesamowitym. Czy zatem wśród wymienionych osobistości jednego z najbardziej pożądanych nurtów w literaturze popularnej; wśród tak popularnych, rozchwytywanych wśród fanów autorów, a docenianych przez krytyków i znawców popkultury, jest ktoś taki, kto odznacza się jednak tymi najsilniej przemawiającymi do czytelnika: stylem, estetyką pisarską i innymi elementami swej twórczości, trafiającymi do współczesnego, trapionego problemami społeczno-obyczajowymi czytelnika? Które z nakreślonych nazwisk, to nazwisko pisarza tworzącego równie entuzjastycznie i doskonale, dającego nam te naprawdę niezapomniane dzieła? Kto z nich, a może jest to ktoś kogo nie wymieniłem, był i jest wręcz najlepiej przyjmowanym twórcą beletrystyki fantastycznej - ,,tym kimś”: tym najpopularniejszym, będącym zarazem pisarzem oddziałującym wielowymiarowo, głęboko oryginalnie, oraz traktującym swoją pracę jako nie tylko spełnianie powinności zarobkowych i wypełnianie umów z wydawcami, ale i jako niepisany święty obowiązek, którym jest przekazywanie wizji swej twórczości społeczeństwu, niekiedy wizji będącej niezapomnianą, niepowtarzalną i bezcenną ideą?
Aby odpowiedzieć sobie na stawiane wyżej pytania – kwestie, które ocierają się o naturę z lekka subiektywną, potrzeba by katorżniczej pracy umysłowej: multum godzin przemyśleń, porównań, wyciągania wniosków, czyli krwawicy decyzyjnej, aby wybrać tego twórcę, który osiągnął dla gałęzi gatunku i podgatunków fantastyki naukowej najwięcej. Dodajmy do tego ludzką naturę i ,,zmienność gustów”, a także konwenanse i upodobania epok (w których żyli poszczególni autorzy),a dostaniemy niełatwe do wykonania zadanie. Z mojej perspektywy, przy czym nie jestem osobą, która w powieściowym gatunku fantastycznym doświadczyła wszystkiego, nawet i chociażby po jednym z tytułów z ręki kilku wymienionych nieco wyżej nazwisk (w końcu jesteśmy ludźmi, nie maszynami, a czas naszej egzystencji jest ograniczony, dlatego też wszystkiego niestety nie zrobimy),mówiąc zwięźle i najrozsądniej posługując się przy tym słowem: najłatwiej, najlepiej w warstwie fabularnej i tej głębokiej, symbolicznej, najatrakcyjniej w ogólnym ujęciu swej twórczości, przyciągając w ten sposób nowych czytelników dziesiątki lat po końcu swej działalności, przemawia do mnie, jako czytelnika i pasjonata fantastyki naukowej, Herbert George Wells.
Uważany za prekursora tzw. ,,wojny totalnej” w literaturze współczesnej Wells urodził się w 1866 roku, w bardzo ubogiej rodzinie. Życie miał niezbyt przychylne ku temu kim miał się stać w przyszłości – w końcu jego matka była pokojówką a ojciec ogrodnikiem. Herbert tułał się i tułał przez lata; z trudem zdobył wykształcenie, dlatego patrząc się z perspektywy czasów współczesnych można by rzec, że tym bardziej należy mu się odpowiednia doza szacunku, gdyż wykonał on kawał tytanicznej pracy, aby znaleźć się tu gdzie dziś jest obecnie: w zbiorowej świadomości milionów miłośników jego twórczości rozsianych po całym świecie. Co istotne, co czyni Wellsa wyjątkowym wśród piewców fantastyczno-naukowej beletrystyki, zanim zaczął cokolwiek pisać, ba, sprawnie poruszać się w tym gatunku, wiedział on, że na pewno chce to robić – że chce nie tylko czerpać z tego korzyści finansowe, ale i pisarstwu się poświęcić. Z Wellsa przez całą karierę autora beletrystyki bił niepoprawny optymizm – sądzę, że przed zabraniem się za jakąkolwiek mniejszą powiastkę lub powieść, ponad wszystko zamierzał przelać na papier to co w science-fiction jest dla niego najważniejsze: zarówno odpowiedni pomysł, ale i swój styl, pasję, nie zapominając przy tym o czytelnikach, którym poświęcił się przekazywaniu określonych idei pro-naukowych, socjologicznych i częściowo politycznych (bo to w jego twórczości da się zauważyć),i rozmaitych wizji futurystycznego świata, które on wyraża. W ten sposób Herbert George Wells odniósł sukces; najważniejsze dla niego wydarzyło się wiele lat po jego śmierci: duch jego działalności, jako pisarza fantastyczno-naukowego, krąży w eterze popkulturowych informacji do dziś. Bo to pisarz powiedziałbym kompletny, wielopokoleniowy, lubiący zachwycać czytelnika, pouczać, porażać i zamartwiać tym, co w jego dziełach będzie kiedyś prawdziwe, a co pozostanie w sferze ,,co by było, gdyby…”.
Poznanie bogatego dziedzictwa literackiego Wellsa, jednego z najważniejszych dla literatury rozrywkowej, i to w wydaniu kompletnym, to rzecz niełatwa, niecodzienna, tym bardziej cięższe staje się to zrealizowania: poddanie krytyce osiągnięć tego pisarza ze strony czytelnika – w końcu jesteśmy tylko ludźmi, a każdy z nas ma inne gusta i upodobania; wiele osób Wellsa będzie odbierać odmiennie. Dlatego też ocenienie twórczości tego autora w odpowiedni sposób nie stanowiło dla kogoś, kto znał do momentu przeczytania tych dwóch tomów tylko dwie flagowe jego powieści, takie jak: "Wehikuł Czasu", "Wojna Światów", w miarę wygórowanego wyzwania. Sytuacja w tym względzie nieco mi się naświetliła, gdy, jak pisałem wstępnie wyżej, przeczytałem zbiór opowiadań i powieści Wellsa pt. "Opowieści fantastyczne", które to ukazały się w Polsce w ilościach dwóch tomów, przygotowanych przez Władysława Kopalińskiego za pośrednictwem Wydawnictwa Literackiego. Na rynku wydawniczym pojawiły się w naszym kraju w 1976 roku; dzisiaj minęło prawie że 45 lat od ich druku, jednakże dla każdego, kto chce uważać się za ,,tego zaznajomionego” z estymą twórczą Wellsa, te dwa tomy to powiedziałbym zupełny klasyk o biblijnym i mitologicznym znaczeniu, zwłaszcza, że obecnie trudno jest dostać większość tych nieznanych mniejszych opowiastek Wellsa w wydaniu polskim; nie łatwo więc zaznajomić się najbardziej szeroko z twórczością tego pisarza.
Jak się okazuje, Herbert George Wells, to człowiek niezwykle zróżnicowany, jeśli chodzi o to, co pokazuje czytelnikowi swoją twórczością za każdym razem, gdy czytelnik dotyka tych nowych, nieodkrytych dotąd aspektów twórczości tego pisarza. W swych około dwudziestu niniejszym recenzowanych i omawianych opowiadaniach, które, co istotne, nie były tylko tą stricte ,,klasyczną fantastyką” (,,Wehikuł Czasu” – wykładnia o niepewnej przyszłości ludzkości, jaką niesie ze sobą nieznana technologia; to swego rodzaju wyzwanie cywilizacyjne),ale okazały się również czymś z pogranicza literatury podróżniczej, nawiązującej do legendarnego już wątku w tej kwestii, postaci Robinsona Crusoe ("Wyspa Aepyornisa"; "W głębinie"),oraz czymś nawiązującym do debaty filozoficzno-naukowej, jak specyficzny można by rzec traktat o nieograniczonej i boskiej mocy, którą mógłby posiąść człowiek ("Człowiek, który czynił cuda"),Wells udowodnił, że – z perspektywy odbiorcy jego powieści, nowelek, opowiadań etc. – jest on kreatorem uniwersalnym, ale za to trudnym w odbiorze. Generalnie rzecz ujmując, powiedziałbym, że 70 % tworów zawartych w owych dwóch tomach nie jest tą doskonałą, charakterystyczną dla Brytyjczyka wykładnią artystyczną – symbolem prawdziwej ,,fantastycznej literatury klasycznej” spod jego znaku, tak jakby to był ten jego towar eksportowy, rozlany na cały świat. Nie. Konstrukcja tych utworów niekiedy zdaje się być zbyt nużąca, epatując nadmierną ilością szczegółów, pomieszaną fabułą (zwłaszcza, gdy historia opowiadana jest z perspektywy pierwszej osoby – co dla Wellsa jest dość rozpoznawalne),w której ,,wytworność" słownictwa, blichtr i elegancja przeszkadza nieco płynności prowadzonej narracji. Jednak pan Wells to futurysta, wieszcz, człowiek niezwykle skoncentrowany w swych pracach literackich na omawianiu – choć bardziej skrytym pod powierzchowną warstwą narracji fabuły swych tworów – implikacji i konsekwencji postępu technologicznego i jego wpływu na losy ludzkości. Tak, to cały Herbert George Wells.
Żyjący na przełomie dwóch wieków – końca XIX i połowy XX – Wells okazał się doskonałym futurystą, który potrafił wyciągać wnioski z teraźniejszości, a przede wszystkim z przeszłości, którą według niego należy dobrze zrozumieć, aby myśleć o przyszłości w ogóle. Brytyjczyk miał szczęście do epoki, w której żył; te czasy znacznie go ukształtowały, a on ukształtował przyszłe pokolenia, czego wpływ widzimy po dziś dzień. To koniec wieku XIX i początkowe lata XX stały się dla Wellsa dominantą wszelkich haseł; stały się niepewnością, którą można dostrzec we wszystkich jego utworach zawartych w "Opowieściach fantastycznych" Wydawnictwa Literackiego z 1976 roku. Jako autor nie eksploruje on tylko i wyłącznie różnych nurtów w literaturze popularnej; ,,bawi się” tą eksploracją odkrywając i zgłębiając w swych opowiadaniach możliwości i perspektywy, które stoją przed Cywilizacją otworem. Dla Wellsa nauka i postęp technologiczny są swego rodzaju odskocznią, czy też pomostem pomiędzy światem obecnej nauki i technologii, a tym co jest niezbadane: co czeka na nas w przyszłości, co w znaczący sposób będzie dotykać również niezbadane dotąd obszary społeczno-kulturalne.
W "Opowieści fantastyczne", trzeba umieć odpowiednio się wczytać, zrozumieć to, co chce odkryć dla nas, dla przyszłych pokoleń Herbert George Wells. Te około dwudziestu tytułów wybranych przez Władysława Kopalińskiego nie jest dla każdego: można się tymi utworami zachwycić, ale i znudzić, czy zdziwić. Bo to, co i jak Brytyjczyk skłania nas do próby podjęcia wyzwania: postawienia się na jego miejscu, z uwzględnieniem otoczki epoki, w której Wells żył, i zawarcie podobnego, co on przekazu w jakiejś literaturze wybiegających futurystycznie w przyszłość. Czy byśmy tego dokonali? Kto wie. Wells tego dokonał, gdyż był wielki, i taki zostanie; zostanie on również nie do końca zrozumianym twórcą, zwłaszcza przez współczesną mało czytającą i wybrzydzającą młodzież, która przecież będzie budować nasze dziedzictwo, naszą przyszłość.
OPINIE i DYSKUSJE o książce 500 milionów hinduskiej księżniczki
Podobne, odlegle, ale jednak, do „Strasznego wynalazcy” (szalony naukowiec wynajduje broń masowego rażenia) i „Sekretu Wilhelma Storitza” (Niemiec jest tym złym). Początek trochę naciągany, dwaj odlegle spokrewnieni uczeni francuski i niemiecki dziedziczą wielki spadek, który dzielą po połowie. Dalszy ciąg jeszcze bardziej. Francuz zakłada ekologiczne miasto France – Ville, Niemiec zaś robi Stalogród (Stahlstadt) będący wielką wytwórnią broni. Ten drugi zamierza zniszczyć miasto pierwszego pociskami dalekiego zasięgu wypełnionymi płynnym dwutlenkiem węgla. Jednak ginie zamrożony na skutek wybuchu takiego pocisku.
Po I a zwłaszcza po II Wojnie Światowej książka może robić wrażenie proroczej, chociaż można było napisać lepiej.
iga ten „autor ma dużo (DUZO!) lepsze powieści na swoim koncie”
Miłośnik-Książek „zbyt infantylna (…) Juliusz Verne inne powieści ma lepsze”
Lepsze na pewno. Podobno powieść tę (jak „Rozbitka z Cyntii” i „Gwiazdę Południa”) napisał Paschal Grousset, a Verne na zlecenie wydawcy ją poprzerabiał.
„500 milionów” powstało pod wpływem wojny 1870, o czym wprost tam mowa. Dla porządku można zauważyć, iż pisarz nie zawsze stosował czarno – biały obraz, na przykład w „Piętnastoletnim Kapitanie” wredniakiem jest Portugalczyk, a w „Gwieździe” Włoch, występuje tam też Niemiec, ale dość nijaki, a gdy ginie z winy tegoż Włocha, Cyprianowi jest trochę żal.
Podobne, odlegle, ale jednak, do „Strasznego wynalazcy” (szalony naukowiec wynajduje broń masowego rażenia) i „Sekretu Wilhelma Storitza” (Niemiec jest tym złym). Początek trochę naciągany, dwaj odlegle spokrewnieni uczeni francuski i niemiecki dziedziczą wielki spadek, który dzielą po połowie. Dalszy ciąg jeszcze bardziej. Francuz zakłada ekologiczne miasto France – Ville,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie zainteresowała mnie.
Nie zainteresowała mnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka, szczególnie aktualna i dobrze się czytająca w dzisiejszych czasach. Każdy inżynier z zaciekawieniem będzie czytał losy tych miast i dwóch naukowców. Szczególnie akcenty naukowe i metalurgiczne. Polecam!
Bardzo dobra książka, szczególnie aktualna i dobrze się czytająca w dzisiejszych czasach. Każdy inżynier z zaciekawieniem będzie czytał losy tych miast i dwóch naukowców. Szczególnie akcenty naukowe i metalurgiczne. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł oryginału, z 1879 roku, w języku francuskim brzmi: "Les Cinq cents millions de la Begum". Jest kilka polskich tłumaczeń: "Spadek 500-mijonowy" lub "500 milionów hinduskiej władczyni" albo "500 milionów hinduskiej księżniczki" bądź "500 milionów Begumy". Ta fabuła jest zbyt infantylna – zwłaszcza dla człowieka XXI wieku. Treść jest irytująca. Ma dychotomiczną konwencję fabularną; mówiąc po prostu: dobrzy Francuzi występują przeciwko złym Niemcom. Przedstawia utopijną wizję miasta (tutaj ma nazwę: Frankopolis),które dzięki dobrobytowi szybko rozwija się do ilości stu tysięcy mieszkańców. Juliusz Verne inne powieści ma lepsze od "500 milionów Begumy".
Tytuł oryginału, z 1879 roku, w języku francuskim brzmi: "Les Cinq cents millions de la Begum". Jest kilka polskich tłumaczeń: "Spadek 500-mijonowy" lub "500 milionów hinduskiej władczyni" albo "500 milionów hinduskiej księżniczki" bądź "500 milionów Begumy". Ta fabuła jest zbyt infantylna – zwłaszcza dla człowieka XXI wieku. Treść jest irytująca. Ma dychotomiczną konwencję...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemna w odbiorze, o dość prostej fabule, a miejscami infantylna powieść. Zarazem antyniemiecka (co nie powinno dziwić, zważywszy na rok powstania) i pełna wiary w postęp, tak moralny jak i techniczny, ludzkości. Według dzisiejszych, chorych, standardów rasistowska i zapewne już, gdzieniegdzie, cenzurowana (na szczęście Polska jeszcze jest wolna i normalna i nie cenzuruje książek z epoki).
Choć to mniej znane dzieło wielkiego francuskiego pisarza (lub współdzieło z niejakim Groussetem),to warto dać mu szansę i poświęcić parę godzin na lekturę.
Przyjemna w odbiorze, o dość prostej fabule, a miejscami infantylna powieść. Zarazem antyniemiecka (co nie powinno dziwić, zważywszy na rok powstania) i pełna wiary w postęp, tak moralny jak i techniczny, ludzkości. Według dzisiejszych, chorych, standardów rasistowska i zapewne już, gdzieniegdzie, cenzurowana (na szczęście Polska jeszcze jest wolna i normalna i nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd dzieciństwa lubiłam książki Verne'a i postanowiłam przeczytać coś, czego jeszcze nie znałam. Początek trochę słabszy, ale później fabuła wciąga. Zadziwiająco aktualna pozycja w świetle ostatnich wydarzeń za wschodnią granicą.
Od dzieciństwa lubiłam książki Verne'a i postanowiłam przeczytać coś, czego jeszcze nie znałam. Początek trochę słabszy, ale później fabuła wciąga. Zadziwiająco aktualna pozycja w świetle ostatnich wydarzeń za wschodnią granicą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobrze napisana książka przygodowa. Może nie tak znana, jak inne książki Verne'a, ale zdecydowanie warta przeczytania.
Bardzo dobrze napisana książka przygodowa. Może nie tak znana, jak inne książki Verne'a, ale zdecydowanie warta przeczytania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to7/10
7/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFatalna książka: czytała się ciężko i była po prostu masakrycznie nudna.
Zawiodłam się strasznie na tej pozycji, dobrze, że była krótka, więc jakoś udało mi się ją skończyć, ale nie polecam tej książki. Jeśli ktoś nie chce zepsuć sobie opinii o J. Verne to niech nie czyta, bo szkoda, ten autor ma dużo (DUZO!) lepsze powieści na swoim koncie.
Choć muszę przyznać, że pomysł na książkę jest ciekawy i tylko za to są dwie gwiazdki.
Fatalna książka: czytała się ciężko i była po prostu masakrycznie nudna.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZawiodłam się strasznie na tej pozycji, dobrze, że była krótka, więc jakoś udało mi się ją skończyć, ale nie polecam tej książki. Jeśli ktoś nie chce zepsuć sobie opinii o J. Verne to niech nie czyta, bo szkoda, ten autor ma dużo (DUZO!) lepsze powieści na swoim koncie.
Choć muszę przyznać, że pomysł...
Bardzo mi się opowieść podobała.
Opinia o książce trochę przesłonięta sentymentem. Czytałem, jak byłem mały, dopóki nie przysypiałem. A wtedy dalej czytała mama, aż całkiem nie zasnąłem :)
Bardzo mi się opowieść podobała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpinia o książce trochę przesłonięta sentymentem. Czytałem, jak byłem mały, dopóki nie przysypiałem. A wtedy dalej czytała mama, aż całkiem nie zasnąłem :)