Lewiatan

Okładka książki Lewiatan autorstwa Paul Auster
Okładka książki Lewiatan autorstwa Paul Auster
Paul Auster Wydawnictwo: Noir sur Blanc kryminał, sensacja, thriller
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Leviathan
Data wydania:
1997-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
83-86743-21-2
Tłumacz:
Julita Wroniak-Mirkowicz
Niewiarygodne perypetie Benjamina Sachsa, opisane przez jego przyjaciela Petera Aarona (obydwaj są pisarzami),to, jak często u Austera, ciąg przypadków odzwierciedlających bogactwo, złożoność i wieloznaczność ludzkiego życia, tym razem splecionych z realną, historyczną rzeczywistością. Lewiatan to nie tylko państwo-potwór pożerające swych obywateli, lecz zarazem sumienie prowadzące do samounicestwienia: sumienie "Ducha Wolności" wysadzającego w powietrze repliki nowojorskiej Statue of Liberty. Ben Sachs to kolejny Austerowski antybohater o psychice zagubionej w labiryncie świata.
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lewiatan w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lewiatan

Średnia ocen
7,2 / 10
84 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Lewiatan

Sortuj:
avatar
399
74

Na półkach: ,

Nawet 7,5

Nawet 7,5

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
68
36

Na półkach:

Lewiatan czyli schemat powieści kryminalnej zmiksowanej z dziennikiem, wspominkami, klimacikiem refleksji. Na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco, wręcz ciekawie ale dla mnie dominuje tam coś, co nazwałabym amerykanizmem. To za chwilkę, teraz wyłuszczę o czym to to jest.

Jest o panu pisarzu, w większości aspektów życiowych, nawet datowanie wydarzeń rodzinnych się mniej więcej zgadza, podobnym do samego autora. Narrator pisze kronikę wydarzeń, tak, coś na kształt kroniki wydarzeń związanych z jego przyjacielem, który, jak dowiadujemy się w pierwszych zdaniach zginął tragicznie majstrując przy własnoręcznie skonstruowanej bombie. Dlaczego pisze to wszystko dowiadujemy się później, trzeba tylko przebić się i przyzwyczaić do tego tak obezwładniającego amerykanizmu: luźnego sposobu wypowiedzi, potocznego języka, stylu "cool", nowoczesnego literata-inteligenta, który w dodatku spędził kilka lat we Francji (no, to mu daje pełne prawo do bycia światowym Amerykaninem, bo jak wiadomo Ameryka jest najważniejsza, tzn. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, ale tylko ten kraj liczy się na tym kontynencie i kto by tam sobie głowę zawracał i zaśmiecał pamiętaniem, że są tam też inne państwa, Ameryka jest super on też jest super),więc pisze sobie tak po amerykańsku. Dowiadujemy się jak panowie, tzn, Peter-narrator, poznał Benjamina, który też był pisarzem oraz jak to się stało, że pisarz zmienia tor kariery i ginie w wybuchu bombowym. Opowieść ma wątki bardzo telenowelowe, chwilami to kryminał, chwilami thriller, nawet polityczny, też chwilami. I w sumie tyle atrakcji, bo reszta jest beznadziejnie amerykańska. Tak, tak postmodernizm, ten ichniejszy, ale to życie skupione wyłącznie na pieniądzach (jak są jest super i jest im dobrze, jak nie ma to jest beznadziejnie i wszystko się rozpada),codziennej rutynie, miłość i romanse niby są ale nic nie wnoszą do życia bohaterów, nie rozwijają ich, wręcz przeszkadzają, nawet czytanie jest tam jakieś zepchnięte na skrajny margines i takie jakieś nieprzydatne i bez sensu, a to przecież o pisarzach opowieść. Wszystko jest opowiedziane ze szczegółami, tzn. wszelkie zdarzenia jakoś tam znaczne dla całości, i tak cholernie dokładnie i beznadziejnie, że nie ma nad czym się zastanowić. Nie ma po co się zastanawiać, ponieważ wszystko jest wyjaśnione i zabójczo jasne. Postaci są płaskie, obrzydliwie nudne, poza głównym bohaterem, ale on też zostaje nam opowiedziany ze wszystkimi detalami. Owszem, przyznaję, elementy kryminału wciągają, nawet dobrze, refleksyjny ton chwyta, ale te refleksje są za daleko posunięte. Tak, dlaczego wiemy, to jest kronika, która ma czemuś służyć, nie wyjawię czemu żeby nie psuć czytania. Jednak radości z niego niewiele. Faktycznie, cała konstrukcja wynikająca z tego postmodernistycznego zamysłu jest świetna, jednak amerykański styl myślenia i kultura masowa tak oczywista dla autora psuje ten rachityczny noir, który jest jakąś karykaturą prawdziwego noir. Książka przegadana po amerykańsku.

Jestem rozczarowana Lewiatanem i Austerem, jego filmy też jakoś mnie nie porwały, były wręcz smętnie nieciekawe. I taka to jest klasyka nowoczesnej literatury amerykańskiej. No tak, dla nich to może odkrycie, że tryb szary, jedzenie, spanie, praca, jakieś wakacje, jedno duże niepowodzenie rodzi inne problemy, kontestacja konsumpcjonizmu, ten mdlący ascetyzm każdego tygodnia, które zlewają się w miesiące i lata, które mijają jakby ich nie było. Dobra, ale my to już wiemy i nas to nie zaskakuje, co tu można dodać? Może tylko to, że Lewiatana popełnił w 1992 roku, wtedy to mogło wiele wnosić, i to, co nienazwane wprost mogło dla niektórych być istotne i przełomowe, dziś już to sami przerobiliśmy, nawet w Europie, nawet w kraju Polska, choć do dobrobytu wciąż tęsknimy.

Lewiatan czyli schemat powieści kryminalnej zmiksowanej z dziennikiem, wspominkami, klimacikiem refleksji. Na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco, wręcz ciekawie ale dla mnie dominuje tam coś, co nazwałabym amerykanizmem. To za chwilkę, teraz wyłuszczę o czym to to jest.

Jest o panu pisarzu, w większości aspektów życiowych, nawet datowanie wydarzeń rodzinnych się mniej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

197 użytkowników ma tytuł Lewiatan na półkach głównych
  • 119
  • 77
  • 1
31 użytkowników ma tytuł Lewiatan na półkach dodatkowych
  • 18
  • 5
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Trylogia Nowojorska Paula Austera Paul Auster, Paul Karasik, Lorenzo Mattotti, David Mazzucchelli
Ocena 7,4
Trylogia Nowojorska Paula Austera Paul Auster, Paul Karasik, Lorenzo Mattotti, David Mazzucchelli
Okładka książki Tu i teraz. Listy 2008–2011 Paul Auster, John Maxwell Coetzee
Ocena 7,0
Tu i teraz. Listy 2008–2011 Paul Auster, John Maxwell Coetzee
Paul Auster
Paul Auster
Amerykański pisarz, scenarzysta, eseista, tłumacz oraz reżyser filmowy. Znany ze stylizowanej postmodernistycznej fikcji, Auster urodził się w rodzinie żydowskiej, jego przodkowie do USA przyjechali z terenów Polski. W 1970 ukończył Columbia University, przez pewien czas pracował jako marynarz na statku handlowym, mieszkał w Paryżu. Do Stanów wrócił w 1974. Tłumaczył francuskich poetów, prowadził kursy przekładu, a karierę pisarską zaczynał od tomów poezji i twórczości eseistycznej. Pierwszą swą powieść (kryminał "Nieczyste zagranie") opublikował pod pseudonimem Paul Benjamin (Benjamin to jego drugie imię). Auster zasłynął trzema powieściami wydanymi w latach 1985–1986 "Szklane miasto", "Duchy", "Zamknięty pokój". Zostały one opatrzone wspólnym tytułem "Trylogia nowojorska" i są najbardziej znanym oraz cenionym dziełem pisarza, czasem uważanym za esencję jego twórczości. Akcja "Trylogii nowojorskiej" rozgrywa się w szarych zaułkach miasta tytułowego, po których snują się samotni ludzie obciążeni detektywistycznym zadaniem, najczęściej wbrew swej woli. Zagadka kryminalna jest tylko wstępem do rozważań egzystencjalnych, ogólnoludzkich, a akcja każdej z trzech powieści rozgrywa się w atmosferze jakby żywcem przeniesionej z Kafki czy Becketta. Auster jest twórcą nieodłącznie związanym z Nowym Jorkiem, miasto to stanowi tło większości jego dzieł. Przy konstruowaniu swoich utworów pisarz często korzysta za schematu powieści kryminalnej, wykorzystuje go jednak w sposób pastiszowy i postmodernistyczny. Przez niektórych krytyków jest uważany za jednego z najważniejszych żyjących amerykańskich pisarzy. Znany nie tylko w kręgach literackich stał się po premierze filmu "Dym" (1995) z Harveyem Keitelem w roli głównej. "Dym" to wspólne dzieło Austera oraz reżysera Wayne’a Wanga. Już samodzielnie pisarz wyreżyserował "Lulu na moście" (1998) z Mirą Sorvino i ponownie Keitelem. Wcześniej, bo w 1993, napisał scenariusz do Muzyki przypadku, filmu opartego na jego powieści o tym samym tytule. Zasiadał w jury konkursu głównego na 53. MFF w Wenecji (1996) oraz na 50. MFF w Cannes (1997). Zmarł w swoim domu na Brooklinie, w wieku 77 lat. Chorował na nowotwór płuc.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Lewiatan przeczytali również

Opowiadania nowojorskie Henry James
Opowiadania nowojorskie
Henry James
Opowiadania Nowojorskie to zbiór, historii, który mnie absolutnie oczarował. W tej książce autor przenosi czytelnika w samo serce Nowego Jorku, ukazując nie tylko piękno tego miasta, ale również głębię ludzkich emocji i zawiłości codziennego życia. Każde opowiadanie jest jak mały klejnot, który skupia się na różnych aspektach życia i relacji międzyludzkich. Jednym z najmocniejszych punktów tej książki jest wspaniała charakteryzacja postaci. Autor potrafi w niezwykle przekonujący sposób oddać ich cechy i uczucia, dzięki czemu czytelnik naprawdę odczuwa bliskość i autentyczność bohaterów. To sprawia, że każde opowiadanie staje się emocjonalnie angażujące i pozwala nam lepiej zrozumieć zarówno samych bohaterów, jak i sam Nowy Jork jako miejsce pełne różnorodności. Opowiadania są zróżnicowane pod względem stylu i tematyki, co sprawia, że czytanie tej książki jest naprawdę ciekawym doświadczeniem. Autor porusza tematy takie jak miłość, samotność, tęsknota, zmagania z codziennymi trudnościami czy znalezienie sensu w tym wielkim mieście. Każde opowiadanie ma swoje unikalne przesłanie i potrafi zmusić do refleksji nad własnym życiem i relacjami. Niesamowitą siłą Opowiadań Nowojorskich jest również niezwykła narracja autora. Jego piękny język, bogactwo opisów i wyczucie rytmu sprawiają, że czytanie staje się prawdziwą przyjemnością. James ma wspaniały talent do budowania napięcia i zaskakiwania czytelnika zwrotami akcji, co trzyma nas w napięciu i nie pozwala oderwać się od książki. Opowiadania Nowojorskie to prawdziwy skarb dla miłośników literatury. Książka ta jest nie tylko pięknie napisana, ale również głęboko poruszająca i inspirująca. Jej opowiadania odkrywają przed nami różne oblicza Nowego Jorku i przypominają nam o sile emocji, które wpływają na nasze codzienne życie. Polecam ją każdemu, kto pragnie się zanurzyć w magicznym świecie opowieści i doświadczyć tego niezwykłego miasta na zupełnie nowy sposób.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na72 lata temu
Nim zapadnie noc Michael Cunningham
Nim zapadnie noc
Michael Cunningham
To jest książka, którą ratowałabym z płonącego domu. Raz zdarzyło mi się ją komuś pożyczyć i dopóki do mnie nie wróciła czułam niepokój, chciałam, by już wróciła na półkę. Cunningham po swojej nagrodzonej Pulitzerem powieści „Godziny”, w której ukazał życie trzech kobiet, w różnych epokach, na przestrzeni jednego dnia, zyskał miano specjalisty od powieści o krótkim horyzoncie czasowym. Tworzone przez niego historie mają jednak znacznie większy ciężar gatunkowy niż lot muszki jednodniówki. Książkę otwiera cytat z Rilkego – „Albowiem piękno jest tylko przerażenia początkiem”. I to nas bardzo ładnie usadza w pierwszym rzędzie kameralnego, rodzinnego dramatu ludzi wiodących ustabilizowane życie w przestronnym lofcie nowojorskiego Soho. Peter jest marszandem sztuki, jego małżeństwo z Rebeccą działa jak dobrze naoliwiony mechanizm, dni płyną im w jednostajnym rytmie, bez gwałtownych szarpnięć i hamowań. Do czasu, gdy młodszy brat Rebekki wprowadza się do nich, by zerwać z narkotykową przeszłością. Głębia analizy życia wewnętrznego bohaterów zabiera nas w rejestry najwyższego piękna i totalnego rozpadu. Symboliczny jest tu wątek słynnej instalacji Damiena Hirsta przedstawiającej żarłacza białego w ogromnym akwarium wypełnionym formaliną, pod wiele mówiącym tytułem: „Fizyczna niemożliwość śmierci w umyśle istoty żyjącej.” To, co myśli Peter patrząc w akwarium w MET dostarczyłoby materiału do analizy zastępom specjalistów od terapii psychodynamicznej. Ten rodzinny dramat oszczędza nam okołorozwodowych didaskaliów, bo rozgrywa się w warstwie głębokiej autoanalizy głównego bohatera, w sferze możliwości i pytań, które stawia sobie większość z nas wchodząc w smugę cienia. Co by było, gdyby…? Nocny spacer Petera po Nowym Jorku, jest dla mnie najpiękniejszą, bo nie pozbawioną autentyczności i brzydoty, wielozmysłową wycieczką nie tyle w trzewia miasta, co w głąb samego siebie.
Magda Maskiewicz - awatar Magda Maskiewicz
ocenił na93 miesiące temu
Sprzysiężenie osłów John Kennedy Toole
Sprzysiężenie osłów
John Kennedy Toole
„Sprzysiężenie osłów” to powieść, która nie przypomina niczego innego. I całe szczęście :) Nie wiem, czy bardziej się śmiałam, czy kręciłam głową z niedowierzaniem. Bo ta książka jest… dziwna. Dzika. Złośliwa. Momentami przytłaczająca, a chwilę później genialna. I właśnie to sprawia, że trudno ją zapomnieć. Ignacy J. Reilly – główny bohater – to postać, której nie da się lubić. Ale też nie da się przestać go obserwować. Tłusty, rozwrzeszczany, niezdolny do życia, rozdęty od własnego ego i misji zbawiania świata. A jednocześnie: śmieszny, błyskotliwy i bardzo tragiczny. Bo pod tą groteską kryje się samotność i zupełne oderwanie od rzeczywistości. To opowieść o Nowym Orleanie, o Ameryce lat 60., o upadku ideałów, o chaosie, o matkach i synach, o pracy, której nikt nie chce, i o geniuszu, który nie potrafi się odnaleźć w realnym świecie. Ale tak naprawdę to książka o tym, jak trudno być człowiekiem, gdy nie pasujesz do żadnego systemu. Styl? Momentami jazda bez trzymanki. Dialogi są tak dobre, że czasem trzeba je przeczytać dwa razy – raz żeby się śmiać, drugi żeby docenić konstrukcję. Nie zawsze mi było z tą książką wygodnie, ale nie żałuję ani jednej strony. Bo takich powieści się nie czyta dla komfortu. Czyta się je po to, żeby sobie przypomnieć, że świat nie musi być uporządkowany, żeby był genialny. Polecam
Diana - awatar Diana
oceniła na86 miesięcy temu
Co na kolację? James Schuyler
Co na kolację?
James Schuyler
Czytanie poszerza horyzonty, to zdanie, które brzmi jak banał jest na wskroś prawdziwe. W życiu nie lubię ryzyka, chodzę utartymi ścieżkami i niepokojem reaguję na jakiekolwiek zmiany. Literatura jednak to strefa, gdzie pozwalam sobie na szaleństwa, wychodzenie poza strefę komfortu, eksperymentowanie. Sięgam po utwory, autorów, których nazwiska nic mi nie mówią, wygrzebuję zapomniane przez wszystkich ramotki sprzed dziesięcioleci, daję drugie życie porzuconym na śmietnikach książkom o pożółkłych stronach. I jak to w życiu: czasami jestem oczarowana, czasami rozczarowana po skończonej lekturze, ale ciągle mam w sobie wiarę, że trafię na takie dzieło, które mnie oczaruje bez reszty. "Co na kolację?" Jamesa Schuylera raczej nie zaliczę do kategorii literackich oświeceń, jednak cieszę się, że trafiłam na ten utwór amerykańskiego pisarza, laureata Nagrody Pulitzera, który jest uznawany za jednego z najlepszych poetów Ameryki końca XX wieku. To nie jest tomik wierszy a jedna z trzech powieści jego autorstwa, która jak w filmowym kadrze ukazuje nam życie przeciętnych Amerykanów z klasy średniej w latach 60 tych ubiegłego wieku. Małe miasteczko gdzie każdy zna każdego, wypielęgnowane trawniki, koktajle i herbatki na których zaprasza się najbliższych sąsiadów a za zamkniętymi drzwiami życie już nie wygląda tak nieskazitelnie. Alkoholizm, zdrady małżeńskie, przemocowi rodzice, eksperymenty z narkotykami to problemy ówczesnych, często zamiatane pod dywan. Kiedy główna bohaterka, postanawia dobrowolnie pójść na odwyk, szpital psychiatryczny, w którym go odbywa staje się swoistym czyśćcem dla wszystkich nieradzących sobie z życiem. Poznaje tam pacjentkę, która stara się uporać ze śmiercią syna i jego rodziny, wypalonego zawodowo właściciela sieci aptek czy młodą dziewczynę, pogrążoną w depresji i szukającą jakiegokolwiek sensu swojej egzystencji. Terapia grupowa w której uczestniczą, to moment aby uwolnić skrywane emocje, odejść od konwenansów i pozwolić sobie na szczerość. Utrzymana w słodko-gorzkiej konwencji historia, okraszona sporą dawką humoru jest lustrem, w którym odbijają się nasze niedoskonałości, przywary, nałogi... nasze człowieczeństwo. Polecam!
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na710 miesięcy temu
Wada ukryta Thomas Pynchon
Wada ukryta
Thomas Pynchon
„Gdzieś między paranoją a rzeczywistością rozciąga się mgła, w której prawda nie jest celem, lecz skutkiem ubocznym narkotycznego snu o wolności”. To zdanie mogłoby stanowić motto „Wady ukrytej” Thomasa Pynchona, powieści, która jest równie fascynująca, co frustrująca. Moja ocena to 6/10 – to literacki trip przez halucynogenne krajobrazy Kalifornii końca lat 60., który zachwyca stylem, ale momentami gubi czytelnika w labiryncie dygresji i fabularnego chaosu. Głównym bohaterem jest Larry „Doc” Sportello, prywatny detektyw i niepoprawny hipis, który porusza się w chmurze marihuanowego dymu. Fabuła zawiązuje się, gdy jego była dziewczyna prosi go o pomoc w sprawie spisku wymierzonego w jej obecnego kochanka, magnata nieruchomości. Od tego momentu Pynchon rzuca nas w wir intrygi, w której pojawiają się neonaziści, agenci federalni, mordercze kartele i tajemniczy syndykat „Złoty Kieł”. Jednak w świecie Pynchona klasyczna zagadka kryminalna jest jedynie pretekstem do odmalowania schyłku ery „Flower Power”. Autor z niezwykłą plastycznością oddaje moment, w którym hipisowska utopia zderza się z twardym murem korporacyjnego kapitalizmu i państwowej inwigilacji. Największą zaletą książki jest jej język – gęsty, nasycony popkulturowymi odniesieniami, humorem i melancholią. Pynchon po mistrzowsku kreśli postać Doca, który mimo permanentnego odurzenia posiada swoistą intuicję i etykę. Relacja między nim a jego nemezis, detektywem Bigfootem Bjornsenem, to popis literackiego kunsztu, pełen groteski i ukrytego tragizmu. Czytelnik niemal czuje na skórze kalifornijskie słońce i słyszy ścieżkę dźwiękową tamtej epoki. Dlaczego jednak tylko 6/10? „Wada ukryta” to książka, która celowo sabotuje własną narrację. Nadmiar postaci i wątków, które prowadzą donikąd, sprawia, że śledzenie intrygi staje się męczące. Pynchon wymaga od odbiorcy akceptacji chaosu, co dla miłośników spójnych kryminałów może być barierą nie do przejścia. To proza, w której „vibe” jest ważniejszy od logiki, a rozwiązanie zagadki przynosi raczej wzruszenie ramion niż satysfakcję. Podsumowując, „Wada ukryta” to pozycja dla cierpliwych poszukiwaczy literackich wrażeń. To piękny, choć momentami bełkotliwy hołd dla epoki, która musiała przeminąć. Pynchon udowadnia, że jest mistrzem portretowania paranoi, ale w tej konkretnej powieści wada ukryta tkwi w samej konstrukcji, która pod ciężarem dygresji zaczyna trzeszczeć. Solidna szóstka za klimat, język i Doca Sportello – najbardziej wyluzowanego detektywa w historii literatury, który szuka prawdy tam, gdzie nikt inny nie odważyłby się spojrzeć. To jazda bez trzymanki, która nie każdemu przypadnie do gustu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na66 dni temu
Konstelacje David Mitchell
Konstelacje
David Mitchell
Prozę Davida Mitchella poznałam lata temu i od razu pokochałam. Nie wiem, jak to się stało, że umknęła mi jego powieść „Konstelacje” – trafiłam na nią niedawno i z wielką przyjemnością raczyłam się nią przez ostatnie wieczory. Niemal 550 stron urzekało mnie niezmiennie od początku do końca. Akcja rozgrywa się na początku lat 80. minionego wieku w małym brytyjskim miasteczku. Głównym bohaterem i narratorem jest Jason – od niedawna nastolatek, bardzo dumny z tego faktu. Szybko przekonuje się jednak, że okres dorastania i dojrzewania to ciągła walka ze szkolnymi uprzedzeniami, agresywnymi kumplami, licznymi wyzwaniami rówieśniczymi i tajemnicami dorosłych. Chłopak stara się dołączyć do szkolnej paczki, ale nie jest to łatwe, tym bardziej, że Jason jest wrażliwy i w tajemnicy pisze wiersze. Drukuje je nawet, ale pod pseudonimem, bo gdyby ta informacja się wydała, stałby się pośmiewiskiem. Nastolatek na swój sposób tłumaczy sobie otaczający świat, co często rodzi zabawne humorystyczne sytuacje. Jego relacje z kolegami i koleżankami, rodzicami, starszą siostrą, sąsiadami, nauczycielami to pasmo przygód, które nieraz okazują się bardzo niebezpieczne. Przy okazji Jason wspomina często o lokalnej i krajowej sytuacji politycznej, czyli miejscowych zatargach z Cyganami oraz wojnie o Falklandy. Jego rozważania i spostrzeżenia na ten temat nieraz wywołują salwy śmiechu, ale ukazują też w poważny sposób powagę konfliktów. Całość napisana jest lekko, ale barwnie i błyskotliwie, dzięki czemu czyta się szybko i z przyjemnością. Lekturze na pewno sprzyja też nieprzewidywalna akcja. W powieści królują nie tylko humor i przygoda, ale także nostalgia – to opowieść o świecie dzieciństwa, do którego po latach można wrócić już tylko we wspomnieniach. Jeśli polubiliście „Magiczne lata” Roberta McCammona oraz kultowy serial „Cudowne lata”, to i ta opowieść powinna przypaść Wam do gustu. POLECAM z czystym sumieniem.
allison - awatar allison
ocenił na813 dni temu
Nie ma się czego bać Julian Barnes
Nie ma się czego bać
Julian Barnes
Teologiczny deserek z pistacjami na ciepło; w sam raz na taką pogodę. Niestety bez nadmiernie bogatego nadzienia, ale istnieje chyba taki etap czytelniczy w poznawaniu tematów tanatycznych i im pokrewnych, że ciężko spotkać myśl, która przejedzie po nas jak walec. Wie to Barnes; wie, jak trudno przyrządzić polędwicę Wellington, więc uskutecznia prostszy przepis deserowy. To też może smakować. Jest w tej powieści (powieści?) tyle ciepłych przekomarzań, empatii, ale i zabawno-poważnej rozkminy. Jest w niej Stendhal, którego zachwycała sztuka sakralna mimo ateizmu i wrogości wobec Kościoła, i zachwycała do tego stopnia, że chorował od nadmiaru bodźców pięknej Florencji. Jak wyjaśnić metafizyczne dreszcze u ateusza? (Tym mniej więcej zajmuje się ta książka). Jest w niej też praktycznie nieznany nad Wisłą Jules Renard (z wielką stratą dla naszej literatury),Gustave Flaubert, Émile Zola, a w zakresie stylu technicznego czuć ciepły płomień à la Romain Gary. I jest pytanie: czy naprawdę nie ma się czego bać? I doskonałe otwarcie historii: „Nie wierzę w Boga, ale odczuwam Jego brak”. Przy okazji uważam, że tłumacz trochę nie dowiózł z tytułem, bo ten w oryginale brzmi: „Nothing to Be Frightened Of”, i właśnie w angielskim tytule krystalizuje się podwójność: nicości należy się bać. Polski przekład w tym wypadku zachowuje frywolność stylu, ale nie dwuznaczność treści. Środek natomiast przetłumaczony jest dobrze; Jan Kabat, jak widzę, to bardzo wszechstronny tłumacz. A odnośnie omawianych mimochodem stanowisk filozoficznych, zakładów Pascala i tym podobnych, mam wrażenie, że odpowiedź na pewnym etapie życia sama się w nas ogłasza. Wszystkie dialektyczne zabawki mają tylko udowadniać to, w co już wierzymy, dlatego nie ma żadnego sensu dyskutować z drugą stroną, zwłaszcza że takie debaty-pojedynki grane są podług założeń: „przegrany i upokorzony będzie teraz moim błaznem”. (Barnes chyba czuje ten klimat, bo sam zaprojektował pewien kadr-wspomnienie, z którego aż zieje niechęcią do sądów absolutystycznych).
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na103 miesiące temu
Terapia David Lodge
Terapia
David Lodge
Z początku myślałam, że ta książka jest napisana po to by móc zrozumieć człowieka, któremu dobrze się w życiu powodzi, który ma ułożone życie osobiste i zawodowe, a jednak jakaś smużka cienia przysłania mu możliwość cieszenia się z życia. Ta obawa, że za jakiś czas może coś pójść nie tak, że wydarzy się coś co sprawi, że nic nie wyjdzie, ta tendencja do zamartwiania się na zapas sprawia, ze człowiek nie potrafi cieszyć się tym co ma, bo martwi się tym co może być. Ale Lodge przedstawił swojego bohatera w ten sposób by niemalże naturalnie przejść do wykładni filozofii Kierkegaarda, który to poświęcił mnóstwo atramentu i papieru by stworzyć dzieło, które poświęcone lękom, związanych z tym decyzjami i ogólnie pojętemu nieszczęściu, bo niezależnie od okoliczności nastawia się na niepowodzenie. I na tym aspekcie skupia się Lodge. Chyba zdaje sobie sprawę z faktu, ze czytanie Kierkegaarda nie jest zbyt (eufemistycznie rzecz ujmując) pasjonujące. Wiem, bo kiedyś próbowałam i uznałam, że autor uparł się zamęczyć mnie na śmierć. Być może wynika to stad, ze sam był osoba cierpiącą i swoje rozterki egzystencjonalne przedstawiał w tak zawiły sposób: adekwatny do stanu ducha, lub z myślą o przyszłym czytelniku, któremu na równi z autorem nie powinno być zbyt łatwo skoro filozof cierpi "I Ty czytelniku też się męcz". Lodge w "Terapii" swojego bohatera stawia w lustrzanym odbiciu do Kierkegaarda. A przy tym nie tylko skupia się na analizie myśli filozofa jako takiej, lecz stara się zrozumieć go przez pryzmat podejmowanych decyzji: oczywiście błędnych (jaką by nie podjął, to i tak będzie tego żałować),ale dzięki temu mógł filozof przez całe życie rozwodzić się nad byciem i znaczeniem człowieka najnieszczęśliwszego co stanowi “egzystencjalny akt samookreślenia”. Po prostu są ludzie, którzy potrafią komplikować sobie życie. Dlatego też nie dziwi, że sympatie bohatera książki związane są z religią chrześcijańską, która to w swojej istocie skupia się bardziej na zastraszaniu wiernych bardziej niż na pokazaniu ewentualnych korzyści udziału w życiu Kościoła. Lodge trafnie i chwilami nieco ironicznie komentuje katolickie obrzędy, które jedne wydają mu się niezrozumiałe, a inne z kolei pogańskie. O tym, że Terapia napisana jest pięknym, zabawnym, błyskotliwym językiem, nawet nie trzeba wspominać. Mamy tu opisy krajobrazów (kiedy się takie pojawiają) napisane z dbałością o szczegóły, tak że z łatwością można wyobrazić sobie opisywane miejsca. I co najważniejsze: nie dość, ze człowiek spędzi miły czas, to jeszcze czegoś o świecie nauczy. A może i skusi by jeszcze raz podjąć próbę zmierzenia się z autorem "Bojaźni i Drżenia".
Katarzyna Bartnicka - awatar Katarzyna Bartnicka
oceniła na109 lat temu

Cytaty z książki Lewiatan

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lewiatan