"Nausicaa z Doliny Wiatru" w kwestii budowy Uniwersum/MetaVersum Ghibli, to pierwsze pełnometrażowe anime tego japońskiego Studia Animacji. Premiera obrazu miała miejsce w 1984 roku, i jak na standardy techniczne kreowania rzeczywistości animacji tamtego okresu, film anime Hayao Miyazakiego - jeśli ktoś z Was śledzi kreskówki czy bajkowe pełnometrażówki produkowane przeszło 30 lat temu na pewno pochwycił pewne aspekty kreślenia grafik tamtego okresu - spełnia oczekiwania, wręcz wychodzi poza ich obręb, nadając animowanym przygodom Nausicii tę specyfikę w barwie, linii i konturach, wypełnieniach: coś bardzo znaczącego i kunsztownego.
"Ghibli" to już Studio legenda. Tworzenie animacji z motywem pro-ekologicznym, i wydźwiękiem dramatyczno-emocjonalnym w tej naturze, to specjalność wytwórni. Życie w zgodzie z naturą, jako motyw fabularny dzieł Hayao Miyazakiego, przejawia się w każdej z jego animacji - przynajmniej w Kanonie tych najbardziej znanych i poważanych. Możliwe, że jego animacje zyskują przez to bardziej baśniowo-familijny rozdźwięk, odbiór, poważanie. Czymś takim jest, właśnie "Nausicaa z Doliny Wiatru" sprzed ponad 40 lat; mówiąc łopatologicznie, jest to opowieść do obejrzenia raz na ileś lat, i to w gronie rodzinnym, w odpowiedniej atmosferze, w cieple relacji, przy kominku, kawce i dobrym pierniku do tego.
Nie dość że ,,Nausica... " jest pierwszym filmem z dorobku Miyazakiego (ale tak naprawdę nie pierwszym w historii działalności Studia Ghibli, z którego słynie ,,Pan M”),to z mojej opinii wyrasta do rangi jednego z najlepszych od tego artysty. A dlaczego? Łopatologia stosowana, moje doświadczenie z animacją i czysta szczerość geeka każą mi odpowiedzieć: kapitalna miękka i plastyczna, ale i bogata ,,kreska". Pro-ekologiczna wymowa? No a czemu by nie! Ale co istotne: w tej wymowie znalazło się trochę emocji, dramatycznej narracji, no i coś z potężnego zewu przygód. No a jakże, dobra moja, dobra nasza, to nader piękny tytuł, którego pierwsze ,,oglądnięcie” w odpowiednim klimacie i w towarzystwie zaliczyłem przeszło 3 lata temu. Nie ukrywam więc: szykuje się chyba drugi seans z mojej strony; serducho i topka dla ,,Nausicii” wciąż biją, wciąż stare dobre Ghibli do mnie przemawia, no i o to chodzi!
Nie inaczej, Studio Ghibli i Miyazaki mają ten swój styl i sposób na tworzenie zapadających w pamięć animacji. Ta zgodna z naturą, proekologiczna, sentymentalna wymowa produkcji z tego Uniwersum, faktycznie, może wydawać się, że ,,gdzieś ja już to widziałem, kruci, tylko gdzie?", że Hayao Miyazaki i jego ekipa mają tendencję do robienia swoich produkcji pod określony ,,klucz", pod określony ,,wydźwięk" i odbiór dzieła. Ale to jest jednak Ghibli; to Studio ma to coś, tą oryginalność, tą zjawiskowość w każdy możliwy do ujęcia sposób, że jak widzisz kadr z jakiejkolwiek animacji ich ręki, wiesz że to... jest autorstwa artystów tej marki, tego cholernie dobrego Studia. Bez bicia się przyznam, w czystej szczerości: produkcje tej marki mają ten nostalgiczny, ciepły wydźwięk ,,powrotu człowieka z wielkich miast do natury!", tą koegzystencję człowieka jako gatunku w sposób pierwotnie mu przeznaczony, czyli tak, jak mówi to matka natura. I w ten właśnie sposób tego rodzaju ,,rozkminy” fana zaprowadziły mnie do sięgnięcia po lekturę (czego nie wiedziałem, że istnieje w ogóle komiks, który dla ,,Nauscii…” w wersji filmu był pierwowzorem) tego Uniwersum w wersji mangi. I żeby było jeszcze dziwniej: autorem i artystą opracowującym tom 1, który to niniejszym omawiam i recenzuję jest sam wielki Hayao Miyazaki. I czy może być jeszcze piękniej: akurat tego rodzaju komiks kupiony, przeczytany i omawiany, i to przed drugim już seansem jego adaptacji?! No raczej nie: geekowska kraina mlekiem i miodem płynąca, skąpana w szczerym złocie i w ogóle samym oddaniu autora do swojej wizji i do tego, co chce przekazać fanom. Subiektywnie to ujmując: miałem szczęście, że natrafiłem na tak oryginalną, tak nietypową mangę jak ów pilot z serii komiksowej o ,,Nausice…”.
W ,,stworzeniach lasu i natury", w tej swojej ,,pro-ekologii” i intymnej relacji istoty ludzkiej z ekosystem Ziemi, które tak śmiało i odważnie zaprezentował nam Hayao Miyazaki, zarówno w filmie o Nausice jak i mandze, od której chyba wszystko co z Ghiblii jest związane się zaczęło… sądzę, może nie aż tak wyraźnie, bo zależy to od intymnego, osobistego odbioru wydźwięku filmowej wersji tworu i jego mangi, przebija się obraz każdego z nas, każdego z tych ,,maluczkich i pysznych" ludków, korporacyjnych szczurów, bezdusznych humanoidów, pędzących ku posiadaniu więcej i więcej w tej współczesnej konsumpcyjnej Cywilizacji, i to pędzących na złamanie karku, jakby ,,każdy miał się zesrać, i każdemu było wszystkiego mało!". Z drugiej strony w samym obrazie natury, cóż, nasz Mistrz wtłoczył też trochę kontrastu, ukazując to jak powinna wyglądać jej zrównoważona strona, na zasadzie zdrowej relacji natury: jej symbiozy z człowiekiem.
Mówi się, że "Księżniczka Mononoke" z 1997 roku to największe dzieło z całego dorobku artystycznego pana Miyazakiego, jednak… po przeczytaniu tej nietypowo zbudowanej (co jest delikatnie z mojej prywatnej perspektywy na minus – opasła objętość tej mangi zaburza odpowiedni odbiór całości) narracji graficznej Pana M, doszedłem do nieco innego wniosku: to ,,Twór przez wielkie T”, jakim jest ,,Nausica z Dolony Wiatru” w dwóch formach medium stanowi to największe coś tego artysty, to jego ,,wręcz wyśnione” Opus Magnum. I żadne, podkreślam, żadne słowa nie opiszą tego, jak wspaniały, baśniowy, wręcz tą baśnią eksplodujący, jawi się nam świat wykreowany w tomie pierwszym ,,Nausici”. Mimo iż jest to klasyczny przykład czarno-biało-szarawej treści komiksowej dla mangi, to czapki z głów dla twórcy za to: jak ta przestrzeń, ten Świat, ta Natura – jak wszystko to jest ekspresyjne i romantyczne, jak pięknie nakreślone samą szatą rysunkową. A w tej naturze ,,pióra i ołówka maestro Studia Ghibli" cudownie odnajdują się główne postacie mangi: księżniczka i pozostałe sylwetki, co między innymi sprzyja tematyce ,,proekologicznej" i tego rodzaju wydźwiękowi swych prac, które Miyazaki zaczął od tego momentu (wraz ze swoim Studiem i innym twórcami/kreatorami Światów Studia),przez kolejne 40 lat, przy czym on wciąż to robi i robi!, tworzyć. Nausicaä z Doliny Wiatru" jest ponadczasowym, poruszającym pełnometrażowym anime, ale taka też jest startująca z tomem pierwszym manga – przynajmniej tak to wygląda przy tych około 130 stronach, skromnie nakreślonych fizycznie, ale w sposób w miarę dobrze zorganizowanych i przez ,,Pana M” wykorzystanych. Znalazło się tu wszystko to co powinno się znaleźć w kwestii przekazu/wizji mangaki: w rodzaju ,,konieczności współodczuwania z naturą, którą, gdy my ludzie nic nie zrobimy… prędko możemy utracić”. Wartościowe treści, wartościowe anime oraz sama manga. Osobiście jestem zdania, że warto pamiętać takie tytuły, takie komiksy jak ten i taki film… na całe swoje życie.
Jak widać, Ghibli i Miyazaki są niezwykli. Opowiadają się sami; ta firma, ten wybitny człowiek mają dar, który wykorzystywany jest kapitalnie przez ponad 40 lat. Czy mógłbym wymienić choć troszku z wad owej recenzowanej mangi? No bo przecież – o czym lekko napomknąłem wyżej – ta historia, a zwłaszcza to wydanie i jego fizyczność, cóż, mają swoje ,,ujmy” dla wartości i przekazu ,,Nausicii…” . Ghbili i Hayao są specyficzni – i chyba przez tą jakby bardziej kwadratową, podręcznikową, klockowatą budowę komiksu ,,Pan M” chciał przekazać jak bardzo jest wyjątkowy, jak ceni sobie autentyczność i oryginalność. Po prostu jest to ktoś kto uwielbia przekraczać progi własny granic, ale i czerpać z tworów popkultury, jak w dziele o Nausice, gdzie mamy nawiązania do Władcy Pierścieni, Gwiezdnych Wojen i innych Uniwersów. Z mojej perspektywy chyba dobrze się stało, że urodziłem się w tym a tym roku, w tym a tym okresie, że dzięki temu tak a nie inaczej mogę spojrzeć na to, co daje nam Ghibli czy mangi Miyazakiego i późniejsze ich adaptacje.
,,Nausica z Doliny Wiatru” równa się baśń i ponadczasowość, równa się pociąg do przeszłości, do bajecznej nostalgii. Nausica jako manga jest nawet magiczna, ba!, nawet (podsumowując to co nieco nakreśliłem wcześniej) jako fizyczne wydanie… mimo swych ,,objętościowych” wad. To przykład niezwykłej płodności artystycznej Miyazakiego, co jak sami wiemy przekłada się na to, co spotkało nas przez 40 lat pracy Ghibli, dla nas przez multum chwil tej przygody i doświadczania dzieł marki. Damn it! A sam rysunek jest kreślony nietypowo kolorystycznie, co jeszcze bardziej utożsamia nas z nostalgią do natury, z perspektywy wizji artysty. Posłowie i omówienie częściowo mangi, ale głównie samego filmu na końcu wydania, także ta mapka Uniwersum Nausici – również jest to kapitalnie przemyślany element fizyczny, bez względu na to, czy to mangaka dodawał tą mapkę czy nie. I tak, tom 1 daje czytającemu takiego potężnego sierpowego, i to łopatą przez łeb, poprawiając dodatkowo potężnym obuchem, żeby ktoś kto z tym obcuje mógł się otrząsnąć z tego jakie to było dobre. No, a było!
OPINIE i DYSKUSJE o książce Pakt z morzem
"Pakt z morzem" to specyficzna manga. Z jednej strony to całkiem ciekawa historia - Satoshi Kon fajnie wplótł wątek legendy o syrenie w realia małego miasteczka i pokazał konflikt z naturą, co na pewno ma swój klimat.
Kreska też jest całkiem w porządku, nawet mi się podobała, jest dość realistyczna. Nie powiedziałabym jednak, że manga zostaje w głowie na dłużej. Liczyłam na coś bardziej emocjonalnego albo zaskakującego. Czytało mi się ją dobrze, jednak po zamknięciu tomu czuję lekki niedosyt. Można przeczytać, ale według mnie to pozycja głównie na jeden raz.
"Pakt z morzem" to specyficzna manga. Z jednej strony to całkiem ciekawa historia - Satoshi Kon fajnie wplótł wątek legendy o syrenie w realia małego miasteczka i pokazał konflikt z naturą, co na pewno ma swój klimat.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKreska też jest całkiem w porządku, nawet mi się podobała, jest dość realistyczna. Nie powiedziałabym jednak, że manga zostaje w głowie na dłużej. Liczyłam...
Lekka obyczajówka. Niestety postacie nie zapadają w pamięć. Miałam nadzieję na to, że pewne wątki bardziej się rozwiną (m. in. że koleżanka[siostra?]okaże się syreną) lub to jak potoczą się dalsze losy innych postaci. Na szczęście mamy happy end.
Lekka obyczajówka. Niestety postacie nie zapadają w pamięć. Miałam nadzieję na to, że pewne wątki bardziej się rozwiną (m. in. że koleżanka[siostra?]okaże się syreną) lub to jak potoczą się dalsze losy innych postaci. Na szczęście mamy happy end.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMała nadmorska miejscowość, gdzie od wielu lat rodzina w ramach paktu zajmuje się syrenim jajem. Jednak dowiadują się o tym media, wchodzi wielki świat, zaraz na wysepce ma powstać tematyczny park rozrywki. To w większości spokojna, dość klasyczna historia, ale z sympatyczną gromadą postaci, świetnym klimatem nadmorskiego miasteczka, nutą magii i odrobiną napięcia.
Zgrabnie poprowadzona, ładnie narysowana manga, ale zabrakło jakiegoś naprawdę wyjątkowego elementu.
Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Mała nadmorska miejscowość, gdzie od wielu lat rodzina w ramach paktu zajmuje się syrenim jajem. Jednak dowiadują się o tym media, wchodzi wielki świat, zaraz na wysepce ma powstać tematyczny park rozrywki. To w większości spokojna, dość klasyczna historia, ale z sympatyczną gromadą postaci, świetnym klimatem nadmorskiego miasteczka, nutą magii i odrobiną napięcia....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toManga opowiadająca o problemach małych miasteczek. Młodzi odchodzą do dużych aglomeracji i następuje powolne wyludnienie. Przepiękne kadry. Postacie fajnie napisane, choć trochę sztampowe i jednobarwne. Szkoda, że zakończenie w stylu amerykańskich filmów akcji (pościgi, wybuchy, etc) Prezentacja w linku
Manga opowiadająca o problemach małych miasteczek. Młodzi odchodzą do dużych aglomeracji i następuje powolne wyludnienie. Przepiękne kadry. Postacie fajnie napisane, choć trochę sztampowe i jednobarwne. Szkoda, że zakończenie w stylu amerykańskich filmów akcji (pościgi, wybuchy, etc) Prezentacja w linku
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWioska Amide jest taka, jak moja - perspektyw za bardzo nie ma, opcja pracy to praca na roli lub przy połowie ryb, a jeśli jesteś człowiekiem bardziej ambitnym, to wynosisz się do miasta. Ale maja coś jeszcze - syrenie jajo. Historia zaczyna się od tego, jak miejscowy kapłan prowadzi ekipę TV do kapliczki z syrenim jajem. Bo dawno temu zawarto pakt, opieka w zamian za opiekę. Ale wiecie sami, jacy są ludzie.
I tak poznajemy chciwość ludzi, bo oczywiście wszyscy co się da, trzeba skomercjalizować i czerpać z tego kasę. Wiarę i niewiarę w rzeczy nadnaturalne i niewytłumaczalne (natenczas) rzeczy, bo no jak to, człowiekryba przecież nie może istnieć. Priorytety. I chęć zrobienia czegoś dobrego, czegoś, co po prostu powinno się zrobić.
Wioska Amide jest taka, jak moja - perspektyw za bardzo nie ma, opcja pracy to praca na roli lub przy połowie ryb, a jeśli jesteś człowiekiem bardziej ambitnym, to wynosisz się do miasta. Ale maja coś jeszcze - syrenie jajo. Historia zaczyna się od tego, jak miejscowy kapłan prowadzi ekipę TV do kapliczki z syrenim jajem. Bo dawno temu zawarto pakt, opieka w zamian za...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[Współpraca reklamowa/ barterowa z Kotori/mangastore]
Satoshi Kon to twórca, który mocno wpłynął na innych - zwłaszcza jego animacje, takie jak "Perfect Blue" czy "Paprika" stały się ikoniczne - często takie filmy jak "Incepcja", "Requiem dla snu" czy "Czarny łabędź" są przynajmniej fragmentami porównywane do tych tytułów. Dlatego przy nich jego debiutancki komiks, "Pakt z morzem", wydaje się być całkiem zwyczajny i niewyróżniający się, chociaż ta jednotomówka nie jest jednowarstwowa i dobrze się ją czyta.
Główny bohater należy do rodziny kapłanów shintoistycznych, którzy w swojej małej świątyni ukrywają coś, co podobno jest jajem syreny, które co 60 lat trzeba oddawać morzu. Dzięki temu połowy dla robaków są sowite, a całą nadmorska miejscowość jest chroniona opieką syren. Współczesność jednak, zarówno teraz, jak i w 1990 roku, kiedy manga była rysowana, nie przepadam za religijnością, wierzeniami czy tak zwanymi "zabobonami". A współczesność ta puka do drzwi miejscowości, żeby zaburzyć spokojnej życie zgodnie z wierzeniami czy naturą. Główny bohater, który marzy o zdaniu egzaminów i dostaniu się na studia do większego miasta, aby móc się wydostać z tej "dziury bez perspektyw", jest wnukiem kapłana chroniącego jajo, a jednocześnie synem kapłana, który nie wierzy w prawdziwość historii o syrenie i chce skomwrcjalizować zarówno historię syreny jak i całą miejscowość. W kontrze do niego do miasta wraca bohaterka, która zażyła już życia w mieście i uznała, że ma go dość, a życie w spokojnym miejscu nie jest takie złe. Syrenie jaja, tajemnicze groty na wyspie, wielkie ogony w morzu, natura zderzają się tu z historią o postępie zmieszanym z kapitalistyczną wizją świata. Protesty mieszkańców, smutne wydarzenia z przeszłością, ucieczka przed konfrontacją, pościg samochodowy, a także posłowie autora opowiadające o tym, jak pracował nad swoim komiksem, a potem animacjami, o swoim zdrowiu w otoczeniu rysunków szczegółowych, czarno-białych i bardziej realistycznych niż wiele współczesnych mang to tylko część rzeczy, które można odkryć w tym niepozornym tomiku.
[Współpraca reklamowa/ barterowa z Kotori/mangastore]
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSatoshi Kon to twórca, który mocno wpłynął na innych - zwłaszcza jego animacje, takie jak "Perfect Blue" czy "Paprika" stały się ikoniczne - często takie filmy jak "Incepcja", "Requiem dla snu" czy "Czarny łabędź" są przynajmniej fragmentami porównywane do tych tytułów. Dlatego przy nich jego debiutancki komiks,...
Według legendy dawno temu rybacy zawarli pakt z syreną – oni wzięli pod opiekę jej jajo, a w podzięce ona obdarzyła ich obfitymi połowami.
Opieka nad jajem przypadła rodzinie Yashiro. Co 60 lat mieli oni zwracać jajo i brać w opiekę kolejne. I tak się złożyło, że właśnie nadchodziło kolejne 60-lecie.
Na drodze tradycji stanęła jednak komercja. Ojciec głównego bohatera zapragnął wprowadzenia zmian w sennym miasteczku. Wraz z inwestorem zaplanował uruchomienie parku rozrywki, a główną atrakcją miałoby być syrenie jajo.
Czy młody opiekun jaja wytrwa przy swoim obowiązku jako opiekuna syreniego skarbu? Czy może da się ponieść fali postępu rozrywkowego?
To nie jest manga akcji, nie dowiemy się z syrenach zbyt wiele. Tytuł ten skupia się na ukazaniu relacji międzypokoleniowej i różnic w poglądach poszczególnych członków rodziny. To manga skłaniająca do refleksji nad życiowymi wartościami i relacjami z bliskimi.
[współpraca recenzencka]
Według legendy dawno temu rybacy zawarli pakt z syreną – oni wzięli pod opiekę jej jajo, a w podzięce ona obdarzyła ich obfitymi połowami.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpieka nad jajem przypadła rodzinie Yashiro. Co 60 lat mieli oni zwracać jajo i brać w opiekę kolejne. I tak się złożyło, że właśnie nadchodziło kolejne 60-lecie.
Na drodze tradycji stanęła jednak komercja. Ojciec głównego bohatera...
Chociaż fantastyki nie jest tu za dużo, spodobała mi się ta manga.
Opowiada o nadmorskim miasteczku, konflikcie pokoleń, konflikcie tradycji z nowoczesnością.
Prawie nikt już nie wierzy w legendę o syrenie, jednak gdy kapłan z jej świątyni chce pokazywać jajo syreny jako atrakcję turystyczną, a współpracujący z nim inwestor planuje zdemolować święte miejsce, by wybudować tam park rozrywki, wielu się temu sprzeciwia. Yosuke, syn kapłana, stoi na pograniczu - chce widzieć zmiany, a jednocześnie czuje, że to, co dzieje się wokół nie jest dobre.
Styl artystyczny był ciekawy. Bardziej realistyczny, niż w większości mang. Nie do końca mi się podobał, ale to kwestia indywidualna - komiks był dobrze narysowany.
Chociaż fantastyki nie jest tu za dużo, spodobała mi się ta manga.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiada o nadmorskim miasteczku, konflikcie pokoleń, konflikcie tradycji z nowoczesnością.
Prawie nikt już nie wierzy w legendę o syrenie, jednak gdy kapłan z jej świątyni chce pokazywać jajo syreny jako atrakcję turystyczną, a współpracujący z nim inwestor planuje zdemolować święte miejsce, by wybudować...