Pakt z morzem

Okładka książki Pakt z morzem autora Satoshi Kon, 9788368051827
Okładka książki Pakt z morzem
Satoshi Kon Wydawnictwo: Kotori komiksy
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Shinsoban Kaikisen
Data wydania:
2025-06-13
Data 1. wyd. pol.:
2025-06-13
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368051827
Tłumacz:
Sylwia Wadas
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pakt z morzem w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pakt z morzem

Średnia ocen
6,9 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pakt z morzem

avatar
1051
326

Na półkach: , ,

"Pakt z morzem" to specyficzna manga. Z jednej strony to całkiem ciekawa historia - Satoshi Kon fajnie wplótł wątek legendy o syrenie w realia małego miasteczka i pokazał konflikt z naturą, co na pewno ma swój klimat.

Kreska też jest całkiem w porządku, nawet mi się podobała, jest dość realistyczna. Nie powiedziałabym jednak, że manga zostaje w głowie na dłużej. Liczyłam na coś bardziej emocjonalnego albo zaskakującego. Czytało mi się ją dobrze, jednak po zamknięciu tomu czuję lekki niedosyt. Można przeczytać, ale według mnie to pozycja głównie na jeden raz.

"Pakt z morzem" to specyficzna manga. Z jednej strony to całkiem ciekawa historia - Satoshi Kon fajnie wplótł wątek legendy o syrenie w realia małego miasteczka i pokazał konflikt z naturą, co na pewno ma swój klimat.

Kreska też jest całkiem w porządku, nawet mi się podobała, jest dość realistyczna. Nie powiedziałabym jednak, że manga zostaje w głowie na dłużej. Liczyłam...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
197
55

Na półkach: ,

Lekka obyczajówka. Niestety postacie nie zapadają w pamięć. Miałam nadzieję na to, że pewne wątki bardziej się rozwiną (m. in. że koleżanka[siostra?]okaże się syreną) lub to jak potoczą się dalsze losy innych postaci. Na szczęście mamy happy end.

Lekka obyczajówka. Niestety postacie nie zapadają w pamięć. Miałam nadzieję na to, że pewne wątki bardziej się rozwiną (m. in. że koleżanka[siostra?]okaże się syreną) lub to jak potoczą się dalsze losy innych postaci. Na szczęście mamy happy end.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
275
271

Na półkach:

Mała nadmorska miejscowość, gdzie od wielu lat rodzina w ramach paktu zajmuje się syrenim jajem. Jednak dowiadują się o tym media, wchodzi wielki świat, zaraz na wysepce ma powstać tematyczny park rozrywki. To w większości spokojna, dość klasyczna historia, ale z sympatyczną gromadą postaci, świetnym klimatem nadmorskiego miasteczka, nutą magii i odrobiną napięcia.

Zgrabnie poprowadzona, ładnie narysowana manga, ale zabrakło jakiegoś naprawdę wyjątkowego elementu.

Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko

Mała nadmorska miejscowość, gdzie od wielu lat rodzina w ramach paktu zajmuje się syrenim jajem. Jednak dowiadują się o tym media, wchodzi wielki świat, zaraz na wysepce ma powstać tematyczny park rozrywki. To w większości spokojna, dość klasyczna historia, ale z sympatyczną gromadą postaci, świetnym klimatem nadmorskiego miasteczka, nutą magii i odrobiną napięcia....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

60 użytkowników ma tytuł Pakt z morzem na półkach głównych
  • 37
  • 21
  • 2
30 użytkowników ma tytuł Pakt z morzem na półkach dodatkowych
  • 13
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kolor końca świata #1 Haruo Iwamune
Kolor końca świata #1
Haruo Iwamune
Zaintrygował mnie niezmiernie opis mangi, a kreska byłą na tyle przyjemna dla oczu, że zdecydowałam się kupić serię póki co niezbyt długą. Akcja mangi dzieje się w ponurej rzeczywistości, pośród zdewastowanych i opustoszałych budynków postapokaliptycznego miasta dosięgniętego w niedawnej przeszłości katastrofą gdzie jedna, samotna dziewczyna pracuje dla tajemniczej organizacji szukając ostatnich ocalałych i zbierając a później grzebiąc ciała zabitych. Muszę przyznać, że jestem zachwycona. Jest to zdecydowanie jedna z lepszych mang, jakie czytałam. Jest bardzo spokojna, mało w niej rozmów czy porywających scen akcji, ale mimo to dogłębnie mnie poruszyła. Jest nieco bardziej filozoficzna - zawiera w sobie wiele celnych refleksji na temat naszej ludzkiej natury. Głowna bohaterka i jej uroczy towarzysz ( czym on jest nie mam pojęcia) spotykają na swojej drodze różne byty i wchodzą z nimi w interakcję, często dosyć skąpą. Widać wyraźnie wyobcowanie dziewczyny, jej osamotnienie w opustoszałym mieście. Musi ona stawiać czoło wyzwaniom powoli poznając świat i cywilizację, która już na zawsze przestała istnieć pogrzebana pod gruzami. Odkrywa ona nieznane sobie oblicze ziemi, tego co ludzkość bezpowrotnie utraciła. Jak dla mnie manga zapowiada się rewelacyjnie. Z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy. Polecam serdecznie, zwłaszcza fanom dystopii.
Hikarinokawa - awatar Hikarinokawa
oceniła na92 miesiące temu
Nausicaä z Doliny Wiatru #1 Hayao Miyazaki
Nausicaä z Doliny Wiatru #1
Hayao Miyazaki
"Nausicaa z Doliny Wiatru" w kwestii budowy Uniwersum/MetaVersum Ghibli, to pierwsze pełnometrażowe anime tego japońskiego Studia Animacji. Premiera obrazu miała miejsce w 1984 roku, i jak na standardy techniczne kreowania rzeczywistości animacji tamtego okresu, film anime Hayao Miyazakiego - jeśli ktoś z Was śledzi kreskówki czy bajkowe pełnometrażówki produkowane przeszło 30 lat temu na pewno pochwycił pewne aspekty kreślenia grafik tamtego okresu - spełnia oczekiwania, wręcz wychodzi poza ich obręb, nadając animowanym przygodom Nausicii tę specyfikę w barwie, linii i konturach, wypełnieniach: coś bardzo znaczącego i kunsztownego. "Ghibli" to już Studio legenda. Tworzenie animacji z motywem pro-ekologicznym, i wydźwiękiem dramatyczno-emocjonalnym w tej naturze, to specjalność wytwórni. Życie w zgodzie z naturą, jako motyw fabularny dzieł Hayao Miyazakiego, przejawia się w każdej z jego animacji - przynajmniej w Kanonie tych najbardziej znanych i poważanych. Możliwe, że jego animacje zyskują przez to bardziej baśniowo-familijny rozdźwięk, odbiór, poważanie. Czymś takim jest, właśnie "Nausicaa z Doliny Wiatru" sprzed ponad 40 lat; mówiąc łopatologicznie, jest to opowieść do obejrzenia raz na ileś lat, i to w gronie rodzinnym, w odpowiedniej atmosferze, w cieple relacji, przy kominku, kawce i dobrym pierniku do tego. Nie dość że ,,Nausica... " jest pierwszym filmem z dorobku Miyazakiego (ale tak naprawdę nie pierwszym w historii działalności Studia Ghibli, z którego słynie ,,Pan M”),to z mojej opinii wyrasta do rangi jednego z najlepszych od tego artysty. A dlaczego? Łopatologia stosowana, moje doświadczenie z animacją i czysta szczerość geeka każą mi odpowiedzieć: kapitalna miękka i plastyczna, ale i bogata ,,kreska". Pro-ekologiczna wymowa? No a czemu by nie! Ale co istotne: w tej wymowie znalazło się trochę emocji, dramatycznej narracji, no i coś z potężnego zewu przygód. No a jakże, dobra moja, dobra nasza, to nader piękny tytuł, którego pierwsze ,,oglądnięcie” w odpowiednim klimacie i w towarzystwie zaliczyłem przeszło 3 lata temu. Nie ukrywam więc: szykuje się chyba drugi seans z mojej strony; serducho i topka dla ,,Nausicii” wciąż biją, wciąż stare dobre Ghibli do mnie przemawia, no i o to chodzi! Nie inaczej, Studio Ghibli i Miyazaki mają ten swój styl i sposób na tworzenie zapadających w pamięć animacji. Ta zgodna z naturą, proekologiczna, sentymentalna wymowa produkcji z tego Uniwersum, faktycznie, może wydawać się, że ,,gdzieś ja już to widziałem, kruci, tylko gdzie?", że Hayao Miyazaki i jego ekipa mają tendencję do robienia swoich produkcji pod określony ,,klucz", pod określony ,,wydźwięk" i odbiór dzieła. Ale to jest jednak Ghibli; to Studio ma to coś, tą oryginalność, tą zjawiskowość w każdy możliwy do ujęcia sposób, że jak widzisz kadr z jakiejkolwiek animacji ich ręki, wiesz że to... jest autorstwa artystów tej marki, tego cholernie dobrego Studia. Bez bicia się przyznam, w czystej szczerości: produkcje tej marki mają ten nostalgiczny, ciepły wydźwięk ,,powrotu człowieka z wielkich miast do natury!", tą koegzystencję człowieka jako gatunku w sposób pierwotnie mu przeznaczony, czyli tak, jak mówi to matka natura. I w ten właśnie sposób tego rodzaju ,,rozkminy” fana zaprowadziły mnie do sięgnięcia po lekturę (czego nie wiedziałem, że istnieje w ogóle komiks, który dla ,,Nauscii…” w wersji filmu był pierwowzorem) tego Uniwersum w wersji mangi. I żeby było jeszcze dziwniej: autorem i artystą opracowującym tom 1, który to niniejszym omawiam i recenzuję jest sam wielki Hayao Miyazaki. I czy może być jeszcze piękniej: akurat tego rodzaju komiks kupiony, przeczytany i omawiany, i to przed drugim już seansem jego adaptacji?! No raczej nie: geekowska kraina mlekiem i miodem płynąca, skąpana w szczerym złocie i w ogóle samym oddaniu autora do swojej wizji i do tego, co chce przekazać fanom. Subiektywnie to ujmując: miałem szczęście, że natrafiłem na tak oryginalną, tak nietypową mangę jak ów pilot z serii komiksowej o ,,Nausice…”. W ,,stworzeniach lasu i natury", w tej swojej ,,pro-ekologii” i intymnej relacji istoty ludzkiej z ekosystem Ziemi, które tak śmiało i odważnie zaprezentował nam Hayao Miyazaki, zarówno w filmie o Nausice jak i mandze, od której chyba wszystko co z Ghiblii jest związane się zaczęło… sądzę, może nie aż tak wyraźnie, bo zależy to od intymnego, osobistego odbioru wydźwięku filmowej wersji tworu i jego mangi, przebija się obraz każdego z nas, każdego z tych ,,maluczkich i pysznych" ludków, korporacyjnych szczurów, bezdusznych humanoidów, pędzących ku posiadaniu więcej i więcej w tej współczesnej konsumpcyjnej Cywilizacji, i to pędzących na złamanie karku, jakby ,,każdy miał się zesrać, i każdemu było wszystkiego mało!". Z drugiej strony w samym obrazie natury, cóż, nasz Mistrz wtłoczył też trochę kontrastu, ukazując to jak powinna wyglądać jej zrównoważona strona, na zasadzie zdrowej relacji natury: jej symbiozy z człowiekiem. Mówi się, że "Księżniczka Mononoke" z 1997 roku to największe dzieło z całego dorobku artystycznego pana Miyazakiego, jednak… po przeczytaniu tej nietypowo zbudowanej (co jest delikatnie z mojej prywatnej perspektywy na minus – opasła objętość tej mangi zaburza odpowiedni odbiór całości) narracji graficznej Pana M, doszedłem do nieco innego wniosku: to ,,Twór przez wielkie T”, jakim jest ,,Nausica z Dolony Wiatru” w dwóch formach medium stanowi to największe coś tego artysty, to jego ,,wręcz wyśnione” Opus Magnum. I żadne, podkreślam, żadne słowa nie opiszą tego, jak wspaniały, baśniowy, wręcz tą baśnią eksplodujący, jawi się nam świat wykreowany w tomie pierwszym ,,Nausici”. Mimo iż jest to klasyczny przykład czarno-biało-szarawej treści komiksowej dla mangi, to czapki z głów dla twórcy za to: jak ta przestrzeń, ten Świat, ta Natura – jak wszystko to jest ekspresyjne i romantyczne, jak pięknie nakreślone samą szatą rysunkową. A w tej naturze ,,pióra i ołówka maestro Studia Ghibli" cudownie odnajdują się główne postacie mangi: księżniczka i pozostałe sylwetki, co między innymi sprzyja tematyce ,,proekologicznej" i tego rodzaju wydźwiękowi swych prac, które Miyazaki zaczął od tego momentu (wraz ze swoim Studiem i innym twórcami/kreatorami Światów Studia),przez kolejne 40 lat, przy czym on wciąż to robi i robi!, tworzyć. Nausicaä z Doliny Wiatru" jest ponadczasowym, poruszającym pełnometrażowym anime, ale taka też jest startująca z tomem pierwszym manga – przynajmniej tak to wygląda przy tych około 130 stronach, skromnie nakreślonych fizycznie, ale w sposób w miarę dobrze zorganizowanych i przez ,,Pana M” wykorzystanych. Znalazło się tu wszystko to co powinno się znaleźć w kwestii przekazu/wizji mangaki: w rodzaju ,,konieczności współodczuwania z naturą, którą, gdy my ludzie nic nie zrobimy… prędko możemy utracić”. Wartościowe treści, wartościowe anime oraz sama manga. Osobiście jestem zdania, że warto pamiętać takie tytuły, takie komiksy jak ten i taki film… na całe swoje życie. Jak widać, Ghibli i Miyazaki są niezwykli. Opowiadają się sami; ta firma, ten wybitny człowiek mają dar, który wykorzystywany jest kapitalnie przez ponad 40 lat. Czy mógłbym wymienić choć troszku z wad owej recenzowanej mangi? No bo przecież – o czym lekko napomknąłem wyżej – ta historia, a zwłaszcza to wydanie i jego fizyczność, cóż, mają swoje ,,ujmy” dla wartości i przekazu ,,Nausicii…” . Ghbili i Hayao są specyficzni – i chyba przez tą jakby bardziej kwadratową, podręcznikową, klockowatą budowę komiksu ,,Pan M” chciał przekazać jak bardzo jest wyjątkowy, jak ceni sobie autentyczność i oryginalność. Po prostu jest to ktoś kto uwielbia przekraczać progi własny granic, ale i czerpać z tworów popkultury, jak w dziele o Nausice, gdzie mamy nawiązania do Władcy Pierścieni, Gwiezdnych Wojen i innych Uniwersów. Z mojej perspektywy chyba dobrze się stało, że urodziłem się w tym a tym roku, w tym a tym okresie, że dzięki temu tak a nie inaczej mogę spojrzeć na to, co daje nam Ghibli czy mangi Miyazakiego i późniejsze ich adaptacje. ,,Nausica z Doliny Wiatru” równa się baśń i ponadczasowość, równa się pociąg do przeszłości, do bajecznej nostalgii. Nausica jako manga jest nawet magiczna, ba!, nawet (podsumowując to co nieco nakreśliłem wcześniej) jako fizyczne wydanie… mimo swych ,,objętościowych” wad. To przykład niezwykłej płodności artystycznej Miyazakiego, co jak sami wiemy przekłada się na to, co spotkało nas przez 40 lat pracy Ghibli, dla nas przez multum chwil tej przygody i doświadczania dzieł marki. Damn it! A sam rysunek jest kreślony nietypowo kolorystycznie, co jeszcze bardziej utożsamia nas z nostalgią do natury, z perspektywy wizji artysty. Posłowie i omówienie częściowo mangi, ale głównie samego filmu na końcu wydania, także ta mapka Uniwersum Nausici – również jest to kapitalnie przemyślany element fizyczny, bez względu na to, czy to mangaka dodawał tą mapkę czy nie. I tak, tom 1 daje czytającemu takiego potężnego sierpowego, i to łopatą przez łeb, poprawiając dodatkowo potężnym obuchem, żeby ktoś kto z tym obcuje mógł się otrząsnąć z tego jakie to było dobre. No, a było!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na91 miesiąc temu
Podziemne Tokio tom 1 Kenji Sakaki
Podziemne Tokio tom 1
Kenji Sakaki
Zbrodnia i kara to temat, który niejednokrotnie pojawia się w tekstach kultury. Jako pierwsza przychodzi do głowy powieść Fiodora Dostojewskiego o takim tytule, ale nie był on ani pierwszą, ani ostatnią osobą, która postanowiła poruszyć tę problematykę. W Podziemnym Tokio Kenji Sasaki przedstawia kolejną wizję kary za przewinienia. Jednak czy zawsze jest ona sprawiedliwa? [...] Manga tytuł wzięła od miejskiej legendy istniejącej w świecie przedstawionym. Otóż osoby, które przyczyniły się do czyjejś śmierci są zsyłane właśnie do Podziemnego Tokio. Jest to alternatywna wersja stolicy Japonii, w której grzesznikom wymierzana jest zasłużona kara. Dość szybko podczas lektury zaczynamy sobie jednak zadawać pytanie, na ile można tu mówić o sprawiedliwości. Pojęcie „przyczynienia się do śmierci” zostało moim zdaniem trochę nadużyte ma potrzeby fabuły. Samo Podziemne Tokio nie jest w pełni przekonujące. I nie mam tu na myśli pomysłu, który rzecz jasna jest czystą fantastyką. Bardziej chodzi o to, że wraz z posuwaniem się opowieści do przodu, pojawiają się drobne nieścisłości czy też nielogiczności. Jednak tym, co liczy się najbardziej, jest, jak to określił Tolkien, „zawieszenie niewiary”. Kenji Sakaki zdecydowanie nam to ułatwia. Zarówno lekko naciągana wina części z postaci, jak i dziury w konstrukcji świata przedstawionego są całkowicie nieznaczące podczas lektury. Oczywiście – możemy je zauważyć, ale w żaden sposób nie przeszkadzają w odbiorze tej pozycji. Świat, chociaż nierealny, jest wystarczająco przekonujący. Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/swiat-ktory-na-szczescie-nie-istnieje-recenzja-komiksu-podziemne-tokio-t-1-3/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na82 miesiące temu
Mleczna droga Miguel Vila
Mleczna droga
Miguel Vila
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Akcja Mlecznej drogi rozgrywa się w sennym, fikcyjnym miasteczku Bessaniga na włoskiej prowincji, gdzie czas płynie rytmem nudy i niespełnionych ambicji. Głównymi bohaterami są tu Marco i Stella, młoda para, której związek z pozoru wydaje się stabilny, choć pod powierzchnią kipi od problemów z intymnością i finansowej zależności. Marco, zmagający się z dysfunkcjami seksualnymi i brakiem pewności siebie, żyje w cieniu bardziej zaradnej partnerki, która opłaca jego lekcje prawa jazdy. Wszystko zmienia się, gdy w ich życiu pojawia się Lulu, samotna matka o specyficznej urodzie. Marco wpada w spiralę obsesji na punkcie Lulu, a konkretnie jej piersi, co prowadzi do serii zdarzeń obnażających hipokryzję i emocjonalną nędzę wszystkich zaangażowanych stron. Mleczna droga Miguela Vili to komiks zdecydowanie dla dorosłego czytelnika, który od pierwszych stron rzuca go w świat skrajnych kontrastów. Z jednej strony sielska włoska prowincja, pastelowe kolory i spokojne uliczki, z drugie emocjonalne zmagania bohaterów, seksualne obsesje i moralne napięcia. Vila łączy tu groteskę z psychologicznym thrillerem, pokazując, jak subtelnie, a zarazem brutalnie, codzienność może ujawniać ludzkie słabości i frustracje. Historia Marco i Stelli, choć z pozoru banalna, szybko zmienia się w studium patologii emocjonalnej i seksualnej obsesji. Pojawienie się Ludovici, kobiety o nieprzeciętnych kształtach, wywołuje lawinę uczuć, od fascynacji po odrazę, zarówno w bohaterach, jak i w czytelniku. Autor nie ucieka tu od szczegółów cielesności. Przedstawia on ciało ludzkie w sposób surowy, realistyczny, wręcz chirurgiczny. To nie jest komiks o pięknych ludziach z Instagrama. To komiks o ciele w jego najbardziej fizjologicznym, wręcz turpistycznym wydaniu. Postać Ludovicy jest tu kluczowa. Autor rysuje ją w sposób celowo deformujący: wielkie piersi, zepsute zęby, zmęczona twarz. Dla Stelli, która uosabia standardy „ładnej dziewczyny” z klasy średniej, Lulu jest obiektem drwin i wyższościowego bullyingu. Jednak dla Marca, zablokowanego emocjonalnie i uzależnionego od pornografii, Lulu staje się obiektem chorej fascynacji. Jej fizyczność, tak odległa od wyestetyzowanych kanonów, budzi w nim pierwotne pożądanie, które autor łączy z motywem laktacji. Fetysz ten czasem może trochę odstręczać, ale twórca stara się go nie pokazywać nadmiernie w sposób erotyczny. Dużą zaletą komiksu jest przede wszystkim jego artystyczna konstrukcja. Vila bawi się tu formą: duże i małe kadry, puste przestrzenie między nimi, różnorodna geometria planszy. Wszystko to wprowadza rytm narracji i nadaje odpowiednią dynamikę opowieści. Widzimy tu ciekawe wykorzystanie koloru: subtelne pastele kontrastują z chłodnym realizmem scen intymnych, podkreślając rozdźwięk między estetyką a brutalną prawdą codzienności.... https://popkulturowykociolek.pl/mleczna-droga-recenzja-komiksu/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na61 miesiąc temu
Old Boy. Tom 3 Garon Tsuchiya
Old Boy. Tom 3
Garon Tsuchiya Nobuaki Minegishi
Mając na uwadzę to, że seria "Old Boy" obejmuje w polskim wydaniu cztery zbiorcze tomy, będziemy musieli w czwartym, finałowym, mocno przyspieszyć z akcją. Tom trzeci bowiem, według mnie, to takie wjeżdżanie pod górę. Tak, wjechaliśmy na ten szczyt w trzecim tomie i teraz najpewniej będziemy gnać na złamanie karku. Prosto w ścianę. Tom trzeci pokazuje najdobitniej moc jaką dysponuje przeciwnik Goto. Przypominam, główny bohater został uwięziony na dziesięć lat. Dlaczego to zrobiono? Wciąż nie wiemy. Kto to zrobił? Tutaj pojawiła się konkretna osoba, kolega z lat szkolnych. Ale Goto wciąż nie wie, dlaczego "pseudonim Dojima" go nienawidzi. Co się stało? Jakiej krzywdy doznał ówczesny chłopiec, że później, w wieku dorosłym, poświęcił niebagatelne środki, by zaaranżować taką grę? Tak, właśnie o grze najczęściej się wspomina w kontekście całej fabuły. Nie da się ukryć, że Goto żyje w jakimś iluzorycznym przeświadczeniu, że może w ogóle zdobyć przewagę nad "pseudonimem Dojima". A może na mój odbiór treści mangi ma wciąż filmowy seans? Niewykluczone. W trzecim tomie fabuła staje się bardziej analityczna, a mniej sensacyjna. Krótkie sceny, oszczędne dialogi i powtarzalne kadry tworzą rytm przypominający studium psychologiczne. Pojawiają się nowe postaci, macki "pseudonimu Dojima" sięgają zatem jeszcze dalej. Jest w stanie utkać taką strukturę w swojej grze, że Goto już nawet nie zastanawia się jak to się stało. Wytłumaczenia są i owszem, ale ogarnięcie takiego przedsięwzięcia zakrawa o obsesję psychopaty - o tym jeszcze nikt nie wspomina. Najważniejszy aspekt tomu to przesunięcie perspektywy z bohatera na jego przeciwnika. Jest go więcej, poznamy go z lat szkolnych, wyjaśnione zostaną źródła jego dochodów. Skleja się to powoli w cały obraz. Trzeci tom zaczyna przypominać thriller psychologiczny, w którym napięcie wynika nie z przemocy, lecz z niepewności co do relacji między dwoma mężczyznami. Pseudonim Dojima jest najpewniej kimś, kto zna bohatera lepiej, niż bohater zna samego siebie. Tsuchiya buduje strukturę opartą na łukach i niedopowiedzeniach. To nie jest już historia o tym, co się wydarzyło, lecz o tym, co mogło się wydarzyć i co zostało zapomniane. Wspaniałe są te momenty, gdy Goto miota się w swoich wspomnieniach. To musi go przyprawiać o mocny ból głowy. Ta niewiedza jest toksyczna, mężczyzna jest odseparowany od rzeczywistości, nie może się skupić na tym co realne - ciągle ze wzrokiem utkwionym we własną historię. To też facet, który jest już autentycznie wykończony - psychicznie i fizycznie. I to widać tak na poziomie rysunku, jak i w samej narracji. "Old Boy" - wciąż świetny i ze świetną intrygą - jest jak mokry supeł, który niezmiernie trudno rozwiązać.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na625 dni temu
Tajemnicza historia Wyspy Panoram Suehiro Maruo
Tajemnicza historia Wyspy Panoram
Suehiro Maruo Edogawa Ranpo
Manga opowiada o podrzędnym pisarzu science fiction, któremu cóż...jego fach nie wychodzi. Nie na żadnych wielkich sukcesów jako autor. Lecz wszystko się zmienia, gdy umiera pewien bogaty mężczyzna. A dlaczego dla naszego bohatera jest to ważne? Cóż zmarły syn z bogatego domu był łudząco podobny do pisarza, więc ten, nie widząc dla siebie innego wyjścia, postanawia udawać bogacza. A robi to, by podążyć za swoimi marzeniami i snami, w tym celu wykorzysta majątek tamtego. Jak długo będzie mógł żyć w kłamstwie? I jaką cenę zapłaci za spełnienie marzeń? Jeśli jesteście 18+ i poczuliście sję zainteresowani - zachęcam do przeczytania. Zacznę od tego, że lubię pióro Ranpo Edogawy - ten mroczny i tajemniczy styl. Więc cieszyłam się, gdy sięgnęłam po tę pozycję. I cóż początek bardzo mnie zainteresował, zaintrygował. Czuć było ten mrok oraz szczyptę wariacji - co mnie urzekło. Właśnie w pierwszej połowie było wszystko dobrze wyważone - akcja, postacie i sama intryga. Niemniej potem miałam wrażenie, że historia nagle zaczęła pędzić! Nie wiedziałam co się dzieje, a jak już zrozumiałam to pojawiło się jeszcze szybsze zakończenie. To pod koniec wyglądało jakby sama książka nie była skończona, a tylko pobierznie opisana. Lecz paradoksalnie sama historia oraz kreska miały w sobie jakiś chory, mroczny urok, który bardzo mnie wciągnął i gdyby nie aż tak szybkie zakończenie - zdecydowanie byłabym w stanie polecić fanom mroczniejszych klimatów. A tak - cóż mogę stwierdzić, że mi się podobała mimo wad, ale osobą 18+ polecam samemu się przekonać. Gdyż wszystko jest dość specyficzne- od szaty graficznej na historii kończąc.
zaczytana_mela - awatar zaczytana_mela
oceniła na72 miesiące temu
Wyroki Marii tom 4 Junto Kamejima
Wyroki Marii tom 4
Junto Kamejima Kazuki
Seria z tomu na tom utrzymuje swój poziom. Ma momenty, które ujmują, jak i takie, które były do przewidzenia. Zdecydowanym plusem są zwroty w postaciach. Stają bardziej intrygujące, a wcześniej zastosowane kwestionowane fragmenty płynnie wyjaśnione -- chociażby, czy nie zrobią z Marii typowego psychola. Śmierć Kinugawy jest najbardziej rozbudowaną ze wszystkich, jakie do tej pory były, zajmując ponad połowę mangi. Graficzne przedstawienie jest zachwycające. Wplątanie w moment retrospekcji było przewidywalne, ale dodało koniecznej głębi. Oczywiście wszystko zaczęło się od Okaya i to za sprawą jego wpływu Kinugawa, jako dzieciak z problemami, został oprawcą. Ciekawe tylko, jak dotarł do reszty swoich kompanów. Czy któryś z nich miał na podobnym poziomie problemy, co Kinugawa, tylko został popchnięty w gorszym kierunku? Czy któryś był czysto niewinny, tylko Okaya znalazł w nim coś, co sprawiło, że mógł być dobrym sojusznikiem? Na plus, poruszenie wątków rodziców oprawców. I jak można było domyśleć się, że będzie jakaś wtyka w policji, która skierowała śledztwo o śmierć Kiritakiego na takiego tory, tak nie spodziewałam się, że będzie w to zamieszana matka Okaya. Spodziewałam się jakieś 'pomocnej pchły' albo co najwyżej jego ojca. Miłe zaskoczenie odchodzące nieco od schematu. Możliwe, że przedstawią ją jako równie manipulującą, co syn, chociaż po obecnych panelach jest większa szansa, że wobec niego będzie uległa. Obie opcje są dosyć prawdopodobne. Nadal liczę, że reszta rodziców będzie mieć większy udział oraz że ojciec Okaya nie okaże się być kontrolującym świrem. Na tym momencie wszystko jest przewidywalne i nieprzewidywalne zarazem. Tak samo jak Yuda, który nadal istnieje na pograniczu bycia przydatnym sojusznikiem, a irytująca pluskwą. Czas po każe.
Little_Crocell - awatar Little_Crocell
ocenił na83 dni temu

Cytaty z książki Pakt z morzem

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pakt z morzem