rozwińzwiń

Tuwim. Wylękniony bluźnierca

Okładka książki Tuwim. Wylękniony bluźnierca autora Mariusz Urbanek, 9788324411467
Okładka książki Tuwim. Wylękniony bluźnierca
Mariusz Urbanek Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry Cykl: Pasjonujące biografie (tom 4) biografia, autobiografia, pamiętnik
340 str. 5 godz. 40 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Cykl:
Pasjonujące biografie (tom 4)
Data wydania:
2013-10-09
Data 1. wyd. pol.:
2013-10-09
Liczba stron:
340
Czas czytania
5 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324411467
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tuwim. Wylękniony bluźnierca w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tuwim. Wylękniony bluźnierca



książek na półce przeczytane 1736 napisanych opinii 207

Oceny książki Tuwim. Wylękniony bluźnierca

Średnia ocen
7,5 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tuwim. Wylękniony bluźnierca

avatar
21
1

Na półkach:

Moim zdaniem najlepszym testem na sprawdzenie czy biografia artysty, w tym przypadku poety, tłumacza, satyryka, jest dobra, jest nasze zachowanie po jej przeczytaniu. Jeśli wzbudziła w nas zainteresowanie i emocje, to po jej przeczytaniu mamy nieodpartą chęć żeby sięgnąć po twórczość tegoż artysty, żeby ją sobie przypomnieć, pewnie teraz możemy inaczej ją odebrać niż kiedyś, albo się z nią zapoznać. Dla mnie biografia Juliana Tuwima napisana przez Mariusza Urbanka zdała ten test celująco. Gorąco polecam.

Moim zdaniem najlepszym testem na sprawdzenie czy biografia artysty, w tym przypadku poety, tłumacza, satyryka, jest dobra, jest nasze zachowanie po jej przeczytaniu. Jeśli wzbudziła w nas zainteresowanie i emocje, to po jej przeczytaniu mamy nieodpartą chęć żeby sięgnąć po twórczość tegoż artysty, żeby ją sobie przypomnieć, pewnie teraz możemy inaczej ją odebrać niż...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
384
82

Na półkach:

Panie Tuwimie, nie znaliśmy się od tej strony. Ciekawa narracja, szczegółowa biografia. Polecam.

Panie Tuwimie, nie znaliśmy się od tej strony. Ciekawa narracja, szczegółowa biografia. Polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
311
311

Na półkach:

Kolejna arcyciekawa biografia pióra Mariusza Urbanka. Julian Tuwim to nie tylko pogodny autor "Lokomotywy", "Rzepki" i "Ptasiego radia";) Jego codzienne zmagania z własnymi demonami fascynują, ale i budzą współczucie.
Trzeba będzie wrócić do poezji Tuwima. Tej dla dorosłych.

Kolejna arcyciekawa biografia pióra Mariusza Urbanka. Julian Tuwim to nie tylko pogodny autor "Lokomotywy", "Rzepki" i "Ptasiego radia";) Jego codzienne zmagania z własnymi demonami fascynują, ale i budzą współczucie.
Trzeba będzie wrócić do poezji Tuwima. Tej dla dorosłych.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2079 użytkowników ma tytuł Tuwim. Wylękniony bluźnierca na półkach głównych
  • 1 023
  • 1 018
  • 38
385 użytkowników ma tytuł Tuwim. Wylękniony bluźnierca na półkach dodatkowych
  • 262
  • 35
  • 30
  • 18
  • 15
  • 14
  • 11

Inne książki autora

Mariusz Urbanek
Mariusz Urbanek
Autor wielu poczytnych biografii, m.in. generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego – Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie (1991),Leopolda Tyrmanda – Zły Tyrmand (1992),Stefana Kisielewskiego – Kisiel (1997),Władysława Broniewskiego – Broniewski. Miłość, wódka, polityka (2011) i Juliana Tuwima – Tuwim. Wylękniony bluźnierca (2013),Stefana Banacha, Hugo Steinhausa, Stanisława Ulama, Stanisława Mazura, Antoniego Łomnickiego – Genialni. Lwowska szkoła matematyczna (2014) oraz wyboru felietonów publikowanych w miesięczniku „Odra” - Przecieki niekontrolowane (2001). Jest także autorem bajek – Mostek czarownic. Baśnie wrocławskie (1996) i Baśnie dolnośląskie (2005),satyrycznej historii Wrocławia – Zrób sobie Wrocław (1997, z ilustracjami Tomasza Brody) oraz subiektywnego przewodnika – Dolny Śląsk. Siedem stron świata. Jest dziennikarzem „Odry” i kierownikiem Gabi­netu Świad­ków Historii w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, gdzie sprawuje pieczę m.in. nad archiwum Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim Józef Hen
Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim
Józef Hen
Autorzy biografii nie zawsze mają szansę na polubienie swoich bohaterów, a w niektórych przypadkach jest to wręcz niemożliwe. Tadeusza Boya Żeleńskiego z jego erudycją, dowcipem i inteligencją trudno jest nie obdarzyć sympatią i, jak można się było spodziewać, biograf - Józef Hen, ma do niego właśnie taki - serdeczny i pełen uznania - stosunek. To nie jest powieść biograficzna, a starannie przygotowana biografia o cechach pracy popularno-naukowej. Poświęcona niezwykłemu człowiekowi, któremu przyszło żyć i tworzyć w trudnych czasach, dużo miejsca i uwagi oddaje historycznym uwarunkowaniom jego działalności. Autor wyznaje, że przed laty pojawiła się szansa na prawdziwe spotkanie obu panów - przeszło sześćdziesiecioletniego Boya i czternastoletniego Hena. Było to we Lwowie podczas pierwszych lat wojennych, nie udało się jednak Henowi dotrzeć na jeden z otwartych odczytów pisarza. To pozycja dla osób zainteresowanych Tadeuszem Żeleńskim i jego twórczością, która jest nie tylko bardzo dokładnie opisana, ale również skomentowana. Szczególnie praca recenzencka, działalność teatralna i środowisko literackie skupione wokół teatru zostały wnikliwie rozpoznane. Myślę, że przed przeczytaniem, dobrze jest mieć już za sobą przynajmniej lekturę felietonów lub innych mniejszych form literackich, bo biografia tej postaci bez znajomości twórczości lub jakiegoś szczególnego zainteresowania literaturą okresu Młodej Polski i Międzywojnia, może okazać się dla laika zbyt drobiazgowa i nużąca. Oczywiście, poza pracą nad felietonami, tłumaczeniami, recenzjami i działalnością społeczną poznamy również prywatne życie bohatera, ale to, chociaż bogate i szeroko komentowane, zostało przez Hena pokazane bardzo taktownie i dyskretnie. Romanse pisarza i wieloletni związek z Ireną Krzywicką, komentują właściwie tylko relacje pochodzące od niej samej lub zachowane fragmenty korespondencji. To było dla mnie bardzo udane spotkanie z jednym z ulubionych autorów Józefem Henem, tym razem w roli życzliwego i dociekliwego biografa. Tadeusza Boya Żeleńskiego zobaczyłam w nowym świetle, nie tylko jako krytyka, skandalistę, autora prześmiewczych tekstów i sprawnego tłumacza literatury francuskiej, ale przede wszystkim bezkompromisowego, upartego, odważnego wyraziciela swoich poglądów i opinii o teatrze, literaturze, sztuce, często wbrew panujacym trendom i zwyczajom, nie stosujących taryfy ulgowej nawet dla przyjaciół. Szczególnie teraz, w czasach bezkrytycznego zachwycania się banałem i twórczością (delikatnie mówiąc) mało wartościową (często z powodów wyłącznie merkantylnych) wydaje mi się to niezwykle cenne.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na94 miesiące temu
Tyrmandowie. Romans amerykański Agata Tuszyńska
Tyrmandowie. Romans amerykański
Agata Tuszyńska
„Tyrmandowie. Romans amerykański” to interesująca opowieść o związku i małżeństwie Leopolda Tyrmanda i jego trzeciej żony, Mary. Oprócz wspomnień książka zawiera wiele listów i unikatowych zdjęć. Poznali się w roku 1970. Ona miała zaledwie 23 lata, on – 50. Ona jeszcze robiła doktorat z iberystyki i szukała życiowych wzorców. On, mimo że przebywał w Stanach Zjednoczonych dopiero od czterech lat, miał już tam ugruntowaną pozycję jako dziennikarz i pisarz antykomunistyczny. Zaczęło się od listu, który Mary Fox napisała na adres redakcji. Tak naprawdę wszystko zaczęło się między nimi właśnie od korespondencji, która trwała nieprzerwanie do śmierci Leopolda, bo pisali do siebie podczas każdej rozłąki, jeśli nie listy, to chociaż kartki pocztowe. Po latach wdowa udostępniła te cenne pamiątki Agacie Tuszyńskiej, a także w rozmowach opowiedziała o swoim życiu ze znanym pisarzem. Całość układa się tu w miłosną historię, która początkowo mogła zapowiadać się jako romans, przelotny związek, z których Tyrmand był znany. Okazało się, że spędzili ze sobą 15 lat. Pobrali się, mieli dwoje dzieci i – jak podkreśla Mary – nigdy nie nudzili się w swoim towarzystwie, bo zawsze dużo rozmawiali. Na każdy temat, Dowodem tych rozmów są właśnie listy (to też rodzaj komunikacji). Oboje piszą w nich właściwie o wszystkim, od codziennych drobiazgów i zakupów po wrażenia z przeczytanych książek i obejrzanych filmów. Dużo dowiadujemy się też z książki o żydowskich przodkach obojga małżonków. Bardzo ciekawa jest historia rodziny Foxów, zwłaszcza matki Mary, która prowadziła ekscentryczny tryb życia. Całość napisana i skomponowana jest bardzo ciekawie. Trudno oderwać się od lektury nawet jeśli zna się biografię Tyrmanda. I emocjami czyta się listy. Dziś już mało kto prowadzi taką korespondencję. A szkoda.
allison - awatar allison
ocenił na71 rok temu
Brzechwa nie dla dzieci Mariusz Urbanek
Brzechwa nie dla dzieci
Mariusz Urbanek
Któż z nas nie zna, może i na pamięć „Kaczki dziwaczki” czy „Sójki” (tej co się za morze wybrać nie mogła 😊) autorstwa Jana Brzechwy? A czy autora znamy dobrze (nie osobiście ) tak jak jego wiersze? Ja, jak się okazało już na początku lektury, o autorze powszechnie znanych bajek i wierszy dla dzieci wiedziałem niewiele. „Brzechwa nie dla dzieci” to kolejna udana biografia autorstwa Mariusza Urbanka. Przesłuchana przeze mnie w formie audiobooka, ale i z czytaniem by poszła dobrze. Napisana jest bowiem bardzo interesująco, odkrywając szczegóły jego poetyckiej kariery oraz, co bardziej było ciekawe, burzliwe czasem kontrowersyjne meandry jego życiorysu. Jan Brzechwa to w rzeczywistości Jan Wiktor Lesman, stryjeczny brat Bolesława Leśmiana (to było największe moje zaskoczenie, ale nie jedyne),który to wymyślił mu pseudonim aby dwaj autorzy poezji nie mylili się na rynku wydawniczym. Dzieciństwo spędził na Kresach Wschodnich, uczył się w gimnazjum w Kijowie, Ww Petersburgu zdał maturę. Początkowo studiował weterynarię ale to mu „nie podeszło” , po przyjeździe do Warszawy rozpoczął studia na kierunku filologia polska, by na koniec przenieść się na wydział prawa i go ukończyć. Był adwokatem, radcą prawnym ZAIKSu – to było moje kolejne zaskoczenie. Nie ostatnie. Był też autorem tekstów kabaretowych o pseudonimie „Szer-szeń” i wreszcie był poetą ale nie tylko twórcą poezji dziecięcej, która przyniosła mu sławę. Tworzył też dla dorosłych ale tu nie znalazł takiego uznania. Jest też ciemniejsza strona twórczości i życia Brzechwy gdy po wojnie został twórcą propagandowych utworów (część zacytowanych w biografii może nie jednego zaskoczyć),które przeciwnicy będą mu wypominać jeszcze wiele lat po śmierci (szerzej opisane w książce przypadki z okresu lat dwutysięcznych walki o nadanie jego imienia przedszkolu i szkole). Dzięki lekturze poznamy jak ciekawe miał życie Brzechwa, burzliwe (trzykrotnie żonaty) ale nie pozbawione wątków dramatycznych… Poznamy go jako prawnika, satyryka, poetę, męża, ojca i nade wszystko jako człowieka. Warto sięgnąć po tę biografię. Mnie bardzo zaciekawiła. I tak "na deser". Teraz po lekturze zaskakuję moją żonę, która jest polonistką, faktami z życia Brzechwy, o których ona nie miała pojęcia 😊
Artur Bo - awatar Artur Bo
ocenił na822 dni temu
Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca Karol Modzelewski
Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca
Karol Modzelewski
Karol Modzelewski, nieżyjący i dziś trochę już zapomniany historyk oraz działacz Solidarności w autobiograficznej książce - jego życie to historia Polski XX wieku w pigułce. Rzadko bywał w pierwszym szeregu (chociaż pamiętam jego udział w programie "Herbatka u Tadka" pod koniec lat 90 :),ale wiele kluczowych wydarzeń widział na własne oczy. Najbardziej podobały mi się 3 fragmenty: opisy dzieciństwa spędzonego w Sowietach, historie więzienne (w szczególności zderzenie mentalności inteligenta z rzeczywistością zza krat) oraz końcowa mocna krytyka szokowej terapii Balcerowicza. Najciekawszy wątek tej książki to właśnie trudno uchwytna prawda dla kogoś, kto w 1989 dopiero przychodził na świat, czyli zdrada robotniczych ideałów przez Solidarność. Ruch, który od początku stał na barkach pracowników wielkich fabryk i zakładów, w 1989 roku odwrócił się od nich nagle uznając ich za kłopotliwy balast na drodze ku kapitalistycznej przyszłości. Do dzisiaj zresztą ci sami ludzie na swoje żale słyszą, że powinni "zmienić pracę i wziąć kredyt". Modzelewski w takim podejściu słusznie upatruje podglebia dla PiS-u i źródeł powstania partyjnego duopolu, który definiuje polską politykę od 20 lat. Słowem, ciekawa, choć długa książka, pouczająca lektura dla osób zainteresowanych XX-wieczną historią Polski, pokazująca zniuansowanie zarówno PRL-owskiego reżimu, jak i obozu Solidarności. Modzelewski (w przeciwieństwie np. do Roberta Krasowskiego, którego książki o tym okresie dziejów Polski również lubię) nie pozuje na nieomylny autorytet, któremu musimy uwierzyć "bo tak było i już" - dlatego zdecydowanie "kobyłę" polecam. :)
Bullshit_detector - awatar Bullshit_detector
ocenił na725 dni temu
Wspomnienia z niepamięci Gustaw Holoubek
Wspomnienia z niepamięci
Gustaw Holoubek
To jest właśnie ta książka, którą warto przeczytać, jeśli naprawdę interesuje nas osoba Gustawa Holoubka. „Wspomnienia z niepamięci”, będące zbiorem luźnych reminiscencji i rozlicznych przemyśliwań na bliskie aktorowi tematy, czyta się szybko, z niesłabnącym zainteresowaniem i – w moim przypadku – z rosnącym zadziwieniem. Że Holoubek to wielki artysta, że na zawsze wpisał się w historię polskiego kina i teatru, że to legenda naszej kultury – to wszystko jest oczywiste. Ale wcale nie było dla mnie oczywistym to, jak bardzo zajmującym, dobrym i inteligentnym był on człowiekiem. Owszem, nie sposób było nie widzieć i nie cenić jego kindersztuby; szacunku, z jakim zwracał się do ludzi, jego dbałości o język ojczysty, wybitnej erudycji, pełnego profesjonalizmu oraz ogólnej życzliwości i widocznej pokory w stosunku do życia, ale w jego „oficjalnym” wizerunku zawsze brakowało mi nutki jakiejś takiej … bo ja wiem… normalności? naturalności? Czegoś, co czyniłoby go mniej księżycowym, a bardziej przyziemnym. Ciągle wydawał mi się bowiem nieco … oddzielny, nieprzystępny, irytująco emfatyczny. A tu szok! „Wspomnienia z niepamięci” pozwoliły mi odkryć Gustawa Holoubka. Tak… dla siebie. Na użytek własny. Książka zaczyna się od pięknego wstępu napisanego przez Jana Holoubka, syna aktora, a dalej czeka na nas siedem wypełnionych po brzegi treścią i okraszonych licznymi zdjęciami rozdziałów, opowiadających o najważniejszych dla Gustawa Holoubka osobach, o przełomowych momentach w jego życiu, o dzieciństwie, o Krakowie, o początkach w teatrze, o religii, kościele, także o wojnie i polityce (ot, choćby rozdział OKUPACJA: traktuje ogólnie o władzy, ale i bardziej szczegółowo, np. o Rosji; o tej nieuzasadnionej, nie dającej się wytłumaczyć tęsknocie Rosjan za ZSRR, nawet – w skrajnych przypadkach – za łagrami [syndrom sztokholmski się kłania]; również o naszej, polskiej, niezrozumiałej, a nawet niezauważanej przez nas państwowości, o jedynych słusznych drogach rozwoju kraju, o odpowiedzialności za kraj… wspaniały wywód). Z autentyczną radością i rosnącą z każdą przeczytaną stroną ekscytacją zaczęłam pojmować, jakim ciekawym człowiekiem był Holoubek, jak nieprzeciętne miał poczucie humoru, jak wiele w życiu przeszedł, na jak wiele tematów miał do powiedzenia nie coś, ale coś autentycznie głębokiego i przemyślanego. Jego gra nie rusza mnie może tak, jak rusza mnie gra moich ulubionych aktorów, czyli Świderskiego, Łapickiego czy Zapasiewicza, ale jego człowieczeństwo, sposób bycia i podejście do życia otworzyło we mnie wiele ukrytych do tej pory „szufladek” i skierowało moje myślenie na wiele nowych ścieżek. I za to jestem cholernie wdzięczna. I także dlatego polecam tę książkę z całego serducha.
Mignatka - awatar Mignatka
oceniła na72 miesiące temu
Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej Joanna Szczęsna
Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej
Joanna Szczęsna Anna Bikont
W październiku 1996 roku wyjechałam na studia do Niemiec i zamieszkałam u niemieckiej pisarki. Regularnie dopytywała mnie o naszą świeżutką noblistkę, Wisławę Szymborską. I dziś trochę wstyd się przyznać, ale wtedy nie wiedziałam właściwie nic. Nie znałam jej wierszy, nie umiałam o niej opowiedzieć ani jednego sensownego zdania. Trzydzieści lat później postanowiłam nadrobić to niedopatrzenie. „Pamiątkowe rupiecie” okazały się czymś znacznie więcej niż klasyczną biografią. To opowieść utkane ze wspomnień, listów, zdjęć, prasowych doniesień, uważnego researchu i oczywiście poezji. Portret kobiety niezwykłej, a przy tym zaskakująco zwyczajnej. Skromnej, potrzebującej samotności i smutku, zawstydzonej nagłą sławą. Czytelniczki nawet najgorszych książek. Miłośniczki szuflad, które uważała za jeden z najważniejszych wynalazków ludzkości. Zbieraczki kiczowatych bibelotów, kuriozalnych gadżetów, chińskiego termosu. Autorki kartek, kolaży wyklejanek, wielbicielki loteryjek i drobnych absurdów codzienności. Autorki stworzyły niezwykle ciekawą opowieść o poetce, która nie chciała mówić o sobie wprost. Zamiast tego pisała zbereźne limeryki, wyklejała własne pocztówki i podrzucała do ogrodów przyjaciół figurki owiec. Jej marzeniem było mieć sobowtóra, który pozowałby do zdjęć, jeździł, udzielał wywiadów, a ona by sobie pisała. To biografia pełna humoru, anegdot i czułej ironii, nasycona poezją, a przy tym podszyta przekorą i delikatną nadzieją. Przyznam, że początkowe lata i fascynacja młodej Szymborskiej komunizmem momentami mnie nużyły. Dopiero po Noblu narracja nabrała dla mnie wyraźniejszego rytmu i lekkości. Szczególnie poruszająca jest opowieść o jej relacji z Kornelem Filipowiczem. Wspólne biwaki, ryby, grzyby i oglądanie „Niewolnicy Isaury” składają się na cichą, nieoczywistą historię miłości, bez wielkich deklaracji, za to z ogromną bliskością. Czytajcie wiersze i felietony Szymborskiej. I czytajcie jej biografię. Zostawiła nam naprawdę wiele do czytania i jeszcze więcej do myślenia.
WybornaCzytelniczka - awatar WybornaCzytelniczka
oceniła na73 miesiące temu
Usypać góry. Historie z Polesia Małgorzata Szejnert
Usypać góry. Historie z Polesia
Małgorzata Szejnert
Akurat tak się stało, że w ostatnich miesiącach przeczytałam szereg książek związanych z Polesiem i w ogóle z Białorusią, z bardzo różnych dziedzin, z bardzo różnych epok. Aneta Prymaka - Oniszk „Bieżeństwo”, biografia Marii Rodziewiczówny, „Pod słońcem” Julii Fiedorczuk, Norman Davis, rozdział o Wielkim Księstwie Litewskim w tomie „Zaginione królestwa” i inne. W jednych książkach odnajdywałam miejsca i postacie z innych, mając możliwość zweryfikowania faktów i opinii. To bardzo ciekawe i pouczające, znaleźć osoby i wydarzenia w innej książce, w innym kontekście. Białoruś i Polesie w szczególności postrzegana jest przez potoczną opinię publiczną bardzo publicystycznie. Łukaszenka, związki z Rosją, prześladowanie dysydentów i Polaków, przerzucanie uchodźców przez granicę w ramach wojny hybrydowej, bieda, kartofle – i to wszystko. Polski punkt widzenia sprzed wojny też jest niewiele lepszy. Pieśń „Polesia czar”, heroiczna obrona polskości i kościoła na ubogich, zapóźnionych terenach – i niewytłumaczalna nienawiść białoruskiego ludu, który z radością przyjął Armię Czerwoną jako wyzwolenie z niewoli „polskich panów”. Maria Rodziewiczówna tej nienawiści nie rozumie, uważa wybuch nienawiści wobec polskich panów za zdziczenie; Prymaka-Oniszk przeciwnie, zwraca uwagę na niechęć i poczucie wyższości Polaków, dla których prawosławny był z natury rzeczy istotą niższą, gorszą i podejrzaną. Norman Davies zwraca uwagę na okrutną i konsekwentną politykę Rosji, polegającą na systematycznym wynaradawianiu Białorusinów od chwili podbicia tych ziem, konsekwentne niszczenie tradycji niegdyś potężnej organizacji państwowej, którą był Wielki Nowogród. Na tym tle książka Małgorzaty Szejnert wydaje się być najbardziej panoramiczna. Autorka zapoznaje się z wielością przekazów, spotyka się z naukowcami, etnografami i historykami miejscowymi, ze zbieraczami pamiątek i artefaktów. Kreśli sylwetki ludzi znaczących dla Polesia, od bogatej etnografki-amatorki Louise Boyd, której zawdzięczamy szereg fotografii z życia ludu poleskiego, do Napoleona Ordy, malarza i rysownika, który utrwalił na swoich rysunkach mnóstwo miejsc, budynków, zamków, parków, następnie zniszczonych przez dwie wojny światowe, rewolucję, zbrodnie niemieckie i radzieckie. Opis wysadzenia w powietrze klasztoru jezuitów w Pińsku, rozebrania wraz z fundamentami pałaców w Mołodowie czy Mankiewiczach, wybudowaniu szkoły na terenie kirkutu w Pińsku, zniszczeniu grobu Napoleona Ordy w Janowie Poleskim – no, aż trudno uwierzyć, z jaką konsekwencją władze komunistyczne pozbywały się wszelkich pamiątek po przeszłości tej ziemi. Chociaż z drugiej strony czyż można się dziwić, kiedy w wyniku wydarzeń związanych z II wojna światową zginęło lub zostało przesiedlonych bez prawa powrotu przeszło 50% przedwojennych mieszkańców Polesia (Timothy Snider, Skrwawione ziemie). A przecież pozostali wciąż z uporem troszczą się o zachowanie pamiątek przeszłości, wykopują resztki fundamentów i nagrobków, umocnień, zbierają resztki starych mebli, ksiąg, narzędzi, zapisują pieczołowicie odtworzone informacje, daty, nazwy. Pośród wielu cierpliwych, skromnych zbieraczy-historyków chciałabym wymienić tylko jednego, Edwarda Złobina, historyka i archiwisty z muzeum pińskiego. Głównie dlatego, że ów człowiek o fenomenalnej pamięci wiedział wszystko o dziejach Polesia i jego mieszkańców, a jeśli nie wiedział, to potrafił się dowiedzieć. Małgorzata Szejnert bynajmniej nie szuka wyłącznie śladów polskości Polesia. W końcu Polacy stanowili raptem parę procent ludności, warstwę posiadającą. Nie wszyscy zresztą utożsamiali się wyłącznie z polskością. Roman Skirmunt z polskiej arystokratycznej rodziny zaangażował się w walkę o niezależność Białorusi po pierwszej wojnie światowej, co wcale nie uchroniło go od strasznej śmierci z chwilą zajęcia terenu po 17 września przez Armię Czerwoną. Jego kuzyn Henryk Skirmunt zginął w tych samych dniach. Jednak Romana do dziś szanują, zbierają pamiątki po nim i dbają i jego grób, a o Henryku, typowym „polskim panu”, całkowicie zapomniano. Książka zawiera mnóstwo fotografii miejsc i ludzi. Opisuje urodę Polesia, krajobrazy, drogi wodne, ogromną biedę i trudne warunki życia. Podaje mnóstwo nieznanych, zaskakujących informacji. Na przykład o flotylli pińskiej… albo o chasydach modlących się przy jedynym kamieniu, który zachował się ze zburzonego kirkutu.. Bardzo przejmujące są rozdziały mówiące o tym, jak silne były i są potrzeby duchowe, religijność, cicha, pokorna walka o prawo do modlitwy i obrzędów. Katolicyzm zachował się w znacznym procencie, przede wszystkim wśród Białorusinów, niektórzy księża przetrwali łagry i zsyłki, wrócili na pińszczyznę i w trudnych warunkach pełnili posługę aż do śmierci. Ksiądz Kazimierz Świtoń, ksiądz Stanisław Ryżko… Równie przejmujące są losy prawosławnych i ich duchownych, a także zielonoświątkowców, nie wiedzieć czemu szczególnie prześladowanych przez reżim (Jan Połchowski). Zielonoświątkowcy chyba głównie dlatego, że są to ludzie gospodarni, pracowici, dorabiający się powoli np. na hodowli ogórków z inspektów, co było zabronione, ale wysoce opłacalne. Z Białorusinami mamy do czynienia na co dzień. Są to nasi najbliżsi sąsiedzi. Warto, naprawdę warto poznać ich bliżej. Bardzo serdecznie polecam książkę Małgorzaty Szejnert „Usypać góry”. Choćby dlatego, by dowiedzieć się, co znaczy ten tytuł w opowieści o całkowicie równinnej krainie.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na93 miesiące temu
Narzeczona Schulza Agata Tuszyńska
Narzeczona Schulza
Agata Tuszyńska
Myślałam, że to monografia. Zdziwiłam się początkowo, że książka jest dwugłosem – raz autorka pisze jako Agata, innym razem jako Józefina. Nie lubię powieści fabularyzowanych, poza Moulin Rouge Pierre’a La Mure’a żadna z nich nigdy mnie nie usatysfakcjonowała. Nie lubię, gdy autor rości sobie prawo do zgadywania, co ktoś miał w głowie. Przyznam szczerze, że gdyby nie fakt, iż książka dotyczy osoby, która mnie interesuje, nie sięgnęłabym po nią raczej. A jednak, Tuszyńska nadała swojemu dziełu podtytuł „apokryf”, jakby chciała sobie móc pozwolić na więcej bez udawania, że wie lepiej. Szanuję to! Nie miałam dotychczas do czynienia z twórczością tej autorki, więc nie wiem, czy mam rację, ale odniosłam wrażenie, że dostosowuje ona język do postaci, o których pisze oraz także do epoki, w której akcja się rozgrywa. Ogromnie podoba mi się ten zabieg. Przepięknie się Narzeczoną czyta. Gdyby nie była oparta na biografii realnej osoby, byłaby przewspaniałą beletrystyką, historią dwojga nietypowych ludzi, którzy nie mogą się znaleźć chociaż stoją obok. I tak postanowiłam do tej pozycji podejść, niekoniecznie mając pewność, co jest faktem, a co dopisanym ozdobnikiem przez panią Agatę. Czytanie o znanych ludziach niesie ze sobą wielkie ryzyko, a mianowicie możemy odkryć, że są zupełnie inni niż sobie wyobrażaliśmy. Pamiętam, gdy do referatu musiałam przeczytać pamiętniki Stefana Żeromskiego – mój nastrój po przebrnięciu przez nie był porównywalny chyba tylko z rozpaczą nastoletniej fanki One Direction, która odkrywa o czym tak naprawdę jest piosenka Watermelon Sugar. Również Bruno Schulz w realu musiał się bardzo różnić od tego ze swoich książek. Już bardziej przypominał tego ze swoich dzieł plastycznych (ta upiorna miednica!). Choć mnie bardziej uderzyło to, że pokazywał swoje prace uczniom w liceum i historia o trzynastolatce. Razem z Tuszyńską przechodzimy wszystkie „fazy” związku Józefiny: początkową niepewność, potem zauroczenie i fascynację wielkim artystą, dumę z bycia wybranką kogoś wybitnego i nadzwyczajnego, trudności z uziemieniem osoby tak bardzo oderwanej od rzeczywistości, odkrywanie jego mrocznej strony, zdanie sobie sprawy z rzeczy niekoniecznie pięknych, rozczarowanie, rozpacz, rozdzierające reminiscencje. A w to wszystko wdziera się potwór wojny – sowieci, naziści, potem znowu sowieci, i znowu naziści, i komuna, i kolejne prześladowania. Zastanawiałam się, na ile pani Agata w książce umieściła siebie i swoje relacje z przeszłością. Część wojenną czyta się bardzo ciężko, niby człowiek wie, jak było i co robili Niemcy, ale mimo wszystko to po prostu boli, tak po ludzku, te bezsensowne śmierci, okrucieństwo, ten sprzedawca „lalek”… I wybory przed którymi bohaterowie musieli stawać na co dzień. Przeżyć i opuścić potrzebującą rodzinę czy opiekować się bliskimi, ale skazać siebie na pewną śmierć. Nie miałam również pojęcia, że Adam Ważyk był takim złamasem. Słowa o „mścicielach pana Jezusa” były totalnie bez sensu. Jezus był Żydem, antysemici wojenni i powojenni nie mieli z nim nic wspólnego. Ich religią była nienawiść. Autorka skupia się na Józefinie, chce przywrócić jej miejsce w historii, które (w sumie też na jej własne życzenie) gdzieś tam po drodze zniknęło i się rozmyło, ale nie idealizuje tej postaci. Nie wiem, czemu Juna chciała zachować wszystko dla siebie. Czy powodem była obawa przed prześladowaniem ze względu na pochodzenie, czy raczej wstyd, poczucie bycia oszukają, ośmieszoną? Często jej postawa mnie zadziwiała. Nawet patrząc na świat oczyma Józefiny, widziałam jej wady i irytowała mnie ona nie mniej niż sam Schulz. Generalnie miałam poczucie, że gdyby oboje żyli dzisiaj, ich związek miałby szanse na przetrwanie, nie tylko ze względu na możliwość bezproblemowego zawierania małżeństw między osobami innej wiary, ale w ogóle ze względu na inne podejście do relacji międzyludzkich. Może nauczyliby się komunikować ze sobą, on poszedłby na terapię i przepracował własne traumy oraz lęki, a ona nauczyłaby się z nim rozmawiać zamiast obserwować go jak robaka przez mikroskop. A może od początku znaliby swoje „warunki” i nie przystąpili nawet do negocjacji związkotwórczych, albo pobyli ze sobą w wolnym związku i rozstali się po miesiącu? Nie wiem, chcę wierzyć w szczęśliwe zakończenia, nawet jeśli są nierealistyczne.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Tuwim. Wylękniony bluźnierca

Więcej
Mariusz Urbanek Tuwim. Wylękniony bluźnierca Zobacz więcej
Mariusz Urbanek Tuwim. Wylękniony bluźnierca Zobacz więcej
Mariusz Urbanek Tuwim. Wylękniony bluźnierca Zobacz więcej
Więcej