XIII: Dzień Czarnego Słońca

Okładka książki XIII: Dzień Czarnego Słońca autora Jean Van Hamme, William Vance,
Okładka książki XIII: Dzień Czarnego Słońca
Jean Van HammeWilliam Vance Wydawnictwo: Wydawnictwo KORONA Sp.z o.o. Cykl: XIII (tom 1) komiksy
56 str. 56 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
XIII (tom 1)
Tytuł oryginału:
Le Jour du Soleil Noir
Data wydania:
1991-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1991-01-01
Liczba stron:
56
Czas czytania
56 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Barbara Janicka
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup XIII: Dzień Czarnego Słońca w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki XIII: Dzień Czarnego Słońca

Średnia ocen
7,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce XIII: Dzień Czarnego Słońca

Sortuj:
avatar
1392
1342

Na półkach:

w 1984 roku na świat przyszło jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieci duetu Jeana Van Hamme (scenariusz) i Wiliama Vance (rysunek). Mowa o serii "XIII" wzorowanej na książkach Roberta Ludluma poświęconych Jasonowi Bourne'owi. Dziś postaci wręcz ikonicznej dla wszelkiej maści książek oraz filmów szpiegowskich, gdzie samotny tajny agent walczy w zasadzie z każdym. Podobnie jest z tytułowym bohaterem tej serii komiksowej, który nosi tajemniczy tatuaż XIII i tak samo jak Bourne zostaje znaleziony na plaży, traci pamięć i stara się poznać swoją przeszłość. Reasumując - na pewnych polach jest to zamierzona kalka książek Roberta Ludluma, co w latach 80-tych okazało się być strzałem w dziesiątkę. A jak to wypada dziś? Przyznam się, że dopiero po raz pierwszy sięgnąłem po tą serię komiksów, choć wiele razy miałem okazję już to uczynić w przeszłości. Za dzieciaka byłem też wielkim fanem literatury Ludluma, ale obecnie gustuję raczej w innych gatunkach. Niemniej moja miłość do serii szpiegowskich, pełnych intryg, tajemnic i trupów pozostała, zatem zdecydowałem się w końcu nadrobić tą, na swój sposób haniebną, zaległość.

Seria do Polski pierwszy raz zawitała w 1991 roku za sprawą wydawnictwa Korona. Niestety opublikowali oni raptem jeden tom, podczas gdy w tamtych czasach było już ich wydanych za granicą aż osiem. Dopiero od roku 2000, gdy prawa do "XIII" trafiły w ręce wydawnictwa Siedmioróg, coś faktycznie w tej sprawie ruszyło. Niestety i oni ostatecznie ją porzucili w 2003 roku, wypuszczając jednak na nasz rynek aż 13 tomów, w tym wydanie zbiorcze ostatniego z nich. Następnie seria przeszła pod skrzydła Egmontu, a ci pociągnęli ją do tomu z numerkiem 19, a obecnie od tomu 20 wydaje ją Taurus Media, które też kontynuuje poboczną serię XIII: Mystery", opowiadającą historie postaci z dalszego planu głównej opowieści. Jak widzicie, "XIII" w Polsce posiada dość burzliwe dzieje, ale mimo wszystko nadal się trzyma. Szkoda tylko, że przez brak wznowień, część albumów posiada na rynku wtórnym zawrotne kwoty, nieraz dochodzące do trzy cyfrowych liczb za pojedynczy album.

Z tego właśnie powodu nie zdecydowałem się dotąd na zakup żadnego tomu, bo nie wiedziałem czy dam radę zebrać całość. Już i tak gromadzę kilka serii obecnie trudnych do skompletowania, jak "Skorpion" czy "Murena" gdzie potrafiłem za jeden album z starszych wydań wyłożyć 100-150 zł. Dziś za całość "XIII" przyjdzie zabulić sporo, bo główna seria liczy obecnie 26 tomów z czego 24 wydano w Polsce, zaś poboczna jest zamknięta i ma 13 tomów, przy czym 10 z nich wydano, a album 11 niedługo wyląduje na półkach księgarń. Jednak od czego ma się kumpli, którzy są kolekcjonerami i mają w swych zbiorach prawdziwe skarby. Dlatego pożyczyłem sobie pierwszy tom "XIII", usiadłem, przeczytałem i... stwierdzam, że mimo upływu czasu, wałkowania tematu szpiegów na potęgę, masy filmów oraz seriali z tego podwórka, komiks czytało mi się nad wyraz przyjemnie. Na tyle dobrze, że chętnie zasiądę do kilku kolejnych tomów, tak aby wyrobić sobie szersze spojrzenie.

Pierwszy tom jest w zasadzie wstępem do całej opowieści i mamy tutaj niemal żywcem wyjęte sceny z "Tożsamości Borne'a". Przy czym mowa o książce, a nie filmie z 2002 roku, gdzie w tytułową rolę wcielił się Matt Damon. Czy to źle? Broń Boże. Aż z miłą chęcią wróciłem sobie wspomnieniami do przeszłości, gdy w szkole podstawowej zaczytywałem się książkami Roberta Ludluma, Alistera MacLeana albo Jacka Higginsa. Lektura pierwszego tomu "XIII" była wręcz idealnym zapalnikiem do tych wspomnień, bo zawierała wszystkie najlepsze smaczki z takich książek. Zapewne przemawia przeze mnie sentyment, ale patrząc chłodno na ten komiks, to nadal kawał świetnej roboty, zarówno od strony scenariusza jak i rysunku. Wygląda bardzo dobrze, czyta się przyjemnie, akcja wciąga, zatem na nudę nie można narzekać. Szkoda tylko, że nikt nie wznowił całość, np. w kilku integralach. Choć może, gdy już ostatni tom głównej i pobocznej serii ujrzy światło dzienne, Taurus Media zdecyduje się na taki ruch, co zapewne ucieszyłoby wielu czytelników.

w 1984 roku na świat przyszło jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieci duetu Jeana Van Hamme (scenariusz) i Wiliama Vance (rysunek). Mowa o serii "XIII" wzorowanej na książkach Roberta Ludluma poświęconych Jasonowi Bourne'owi. Dziś postaci wręcz ikonicznej dla wszelkiej maści książek oraz filmów szpiegowskich, gdzie samotny tajny agent walczy w zasadzie z każdym. Podobnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
646
595

Na półkach:

Ciekawa wariacja w stylu Bourne'a. Dobry byłby z tegoż serial :).
Przeczytałem z zainteresowaniem i będę chciał serię poznać.

Ciekawa wariacja w stylu Bourne'a. Dobry byłby z tegoż serial :).
Przeczytałem z zainteresowaniem i będę chciał serię poznać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

180 użytkowników ma tytuł XIII: Dzień Czarnego Słońca na półkach głównych
  • 150
  • 30
98 użytkowników ma tytuł XIII: Dzień Czarnego Słońca na półkach dodatkowych
  • 40
  • 33
  • 14
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Relax nr 51 François Bazzoli, José-Louis Bocquet, Tomasz Józefowski, Bartosz Minkiewicz, Rafał Skarżycki, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec, Piotr Szulc, Jean Van Hamme, Robert Waga, Jim Watson
Ocena 7,0
Relax nr 51 François Bazzoli, José-Louis Bocquet, Tomasz Józefowski, Bartosz Minkiewicz, Rafał Skarżycki, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec, Piotr Szulc, Jean Van Hamme, Robert Waga, Jim Watson
Okładka książki XIII. Tom 5 (wyd. zbiorcze) Jean Van Hamme, William Vance
Ocena 7,5
XIII. Tom 5 (wyd. zbiorcze) Jean Van Hamme, William Vance
Okładka książki XIII. Tom 3 (wyd. zbiorcze) Jean Van Hamme, William Vance
Ocena 7,7
XIII. Tom 3 (wyd. zbiorcze) Jean Van Hamme, William Vance
Okładka książki Thorgal. Gra Fabularna. Podręcznik Główny Bartosz Guzy, Aleksandra Kazimierska, Karolina Kogut, Paulina Opak, Łukasz Orbitowski, Grzegorz Rosiński, Artur Szymała, Jean Van Hamme, Dawid Wolski
Ocena 6,0
Thorgal. Gra Fabularna. Podręcznik Główny Bartosz Guzy, Aleksandra Kazimierska, Karolina Kogut, Paulina Opak, Łukasz Orbitowski, Grzegorz Rosiński, Artur Szymała, Jean Van Hamme, Dawid Wolski
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 47 Marcin Bałczewski, Luko Czakowski, Gerry Finley-Day, Larry Hancock, Dawid Malik, Peter Miligan, Bartosz Minkiewicz, Steve Moore, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec, Kelly Thompson, Jakub Topor, Billy Tucci, Stanisław Tym, Jean Van Hamme, Robert Waga
Ocena 6,3
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 47 Marcin Bałczewski, Luko Czakowski, Gerry Finley-Day, Larry Hancock, Dawid Malik, Peter Miligan, Bartosz Minkiewicz, Steve Moore, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec, Kelly Thompson, Jakub Topor, Billy Tucci, Stanisław Tym, Jean Van Hamme, Robert Waga
Okładka książki Rosiński Fantastyczny Yvn Delporte, Krzysztof Jaroszyński, Henryk Kurta, Tadeusz Lech, Lemasque, Grzegorz Rosiński, Andrzej Sawicki, Ryszard Siwanowicz, Jean Van Hamme, Stefan Weinfeld
Ocena 5,7
Rosiński Fantastyczny Yvn Delporte, Krzysztof Jaroszyński, Henryk Kurta, Tadeusz Lech, Lemasque, Grzegorz Rosiński, Andrzej Sawicki, Ryszard Siwanowicz, Jean Van Hamme, Stefan Weinfeld
Jean Van Hamme
Jean Van Hamme
Jean van Hamme Urodził się 16. stycznia 1939 r. w Brukseli. Znak zodiaku - Koziorożec. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale nie bilanse księgowe stały się jego pasją. Szybko zorientował się, że dużo ciekawsze jest wymyślanie opowieści i scenariuszy. Jest autorem powieści przygodowych, pracuje również dla telewizji. Najwieksza popularnośc zdobyły jego scenariusze komiksów, napisane dla tak znanych rysowników, jak CUVELIER, GERI, BEAUTEMPS, DANY, AIDANS, CHERET i VENCE. W 1976 r. poznał polskiego rysownika Grzegorza Rosińskiego. Znajomośc ta zaowocowała nowym pomysłem na scenariusz komiksu - postacią THORGALA AEGIRSSONA. Wymyślony przez VAN HAMME'A fantastyczny, mroczny świat Thorgala narysowany przez Rosińskiego odniósł wielki sukces. Wciaż są wznawiane starsze tytuły i powstają nowe przygody Thorgala. VAN HAMME otrzymał dwukrotnie nagrode SAINT-MICHEL za najlepszy scenariusz komiksu: w 1978 i 1980 roku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Aldebaran, wydanie II (twarda oprawa) Luis Eduardo de Oliveira (Leo)
Aldebaran, wydanie II (twarda oprawa)
Luis Eduardo de Oliveira (Leo)
Początek mocno mnie rozczarował. Kilka razy miałem ochotę odpuścić i nie czytać dalej. Gdybym oceniał tylko pierwszą 1/3, wyszłoby słabo - jakieś 4/10. To miała być historia na innej planecie, a ja kompletnie nie czułem klimatu. Kolory kojarzyły mi się bardziej z Brazylią (tak wiem - autor) niż ze światem sci-fi, a pojazd, którym przez jakiś czas poruszają się bohaterowie, wyglądał jakby był żywcem wyjęty od Amiszów. Jasne, wiem, że tak miało być i że fabularnie da się to wytłumaczyć, ale mimo wszystko kompletnie mi to nie zagrało. Również postacie nie zrobiły na mnie większego wrażenia - brakowało emocji i napięcia. Do tego kreska zwyczajnie mi nie podeszła a budynki, ludzie i całe otoczenie były dla mnie zbyt „ziemskie”. W efekcie trudno było mi znaleźć tu to, czego oczekuję od klasyki science fiction. Tempo akcji też nie pomagało — normalnie lubię, kiedy fabuła rozwija się spokojnie, ale tutaj przez długi czas było po prostu nudno i bez większej energii. Mimo wszystko nie odpuściłem i czytałem dalej. I wtedy faktycznie zrobiło się lepiej: fabuła zaczęła rozwijać się w kilku ciekawych kierunkach, a ja w końcu złapałem trochę klimatu. Nadal nie jest to coś, czym byłbym zachwycony, ale skończyłem z przyjemnością i cieszę się, że nie zrezygnowałem na starcie. Czy to hit? Dla mnie nie. Czy poleciłbym? Nie jestem pewien — to dość specyficzna lektura, a ja oczekiwałem czegoś innego. Ostatecznie oceniłbym ją na 6,5–7/10, więc dość dobrze.
Radamir - awatar Radamir
ocenił na71 miesiąc temu
Szninkiel Grzegorz Rosiński
Szninkiel
Grzegorz Rosiński Jean Van Hamme
Słynny(?) "Szninkiel" Van Hamme'a i jednego Polaka. Podzielony na 10 części, ukazywał się w 1986-87, we Francji. Recenzuję czarno-białą wersję z serii "Kolekcja komiksów Grzegorza Rosińskiego" z 10 rozdziałami. Bez ciężaru nostalgii. Do roboty. Na planecie Daar od lat ścierają się armie trójki "nieśmiertelnych". Na rzeź pędzą roznegliżowane wojownicze amazonki, rycerze na plujących ogniem bestiach, włochate małpoludy i niebinarni łucznicy na latających mięsożernych roślinach. Kręcą się między nimi jeszcze pokurcze szninkiele; niby hobbici, ale trochę gryzonie – niewolnicy, mięso armatnie. Jeden z nich, J'on, budzi się na pełnym trupów pobojowisku. Ukazuje mu się O’n, czyli "Władca Stworzyciel Światów", czyli gadający monolit z "2001: Odyseja Kosmiczna". Każe szninkielowi zaprowadzić pokój na Daarze, bo inaczej zrobi armagiedon. Do pomocy w zadaniu daje małemu "wielką moc". J’on do ostatniego rozdziału będzie się głowił, co to za moc. Tak zaczyna się "mission impossible" niechętnego bohatera. Nie będzie sam. Spotka pomocnego małpoluda Bom-Boma, a potem tłumy oddanych szninkielów z ponętną G’wel na czele. To nie komiks dla dzieci! Przemoc, okrucieństwo, golizna. Autorzy z lubością rozbierają kobiety, a ulubioną zabawką Rosińskiego jest G’wel. Poznajemy ją, gdy omal nie pada ofiarą gwałtu zbiorowego, a potem jej idealne piersi oglądają Daar równie często, jak jego dwa słońca. No i ta słynna scena u Volgi. Co Van Hamme i Grzegorz chcieli powiedzieć? Najlepszy kochanek to hojnie obdarzony murzyn, który straci panowanie, gdy zobaczy modelkę Playboya? Czy tak? To miał być żart? Dzisiaj by nie przeszedł. Oj, nie. Jean Van Hamme czerpał garściami z innych dzieł, gdy lepił "Szninkiela". Wspomniana już "Odyseja", Tolkien, wątki mesjanistyczne, nawiązania biblijne, stwór z Lovecrafta, zrzynka z "Ciemnego Kryształu" Hensona… Komiks miał być przygodówką, opowieścią o zbawicielu, rozprawą na temat relacji człowiek-stwórca, o wybaczaniu... To za wiele srok ciągniętych za ogon. Część wątków interpretuj sobie czytelniku sam. J’on podejrzanie często wychodzi z opresji – tylko szczęście? W co grał O'n? Zakończenie jest dziwne, mało logiczne, pozostawia niedosyt. Mimo to, "Szninkiel" zostaje w pamięci. Nie można przejść obok niego obojętnie. Ma w sobie ogromne pokłady ambicji. Do tego rysunki Rosińskiego – fantastyczne. Zachwycają pięknem i harmonią, by za chwilę oddawać ze szczegółami brzydotę. Podobno istnieje wersja kolorowana. Cieszę się, że trafiłem czarno-białą. "Szninkiel" to wysoka liga, ale nie należy do moich ulubionych komiksów. Interesująca, słodko gorzka przygoda, rozczarowujący finał. Siedem gwiazdek to jednak za mało i nie fair. Osiem. Wydanie zawiera wstęp Kseni Chamerskiej -trochę o autorach, więcej o roli stwórcy w opowieści. Średnio pomocne interpretacje. Dodatki na końcu - zobacz czytelniku, jak bohaterowie "Szninkiela" mogli wyglądać i co G’wel ma między nogami (jeśli cię to interesuje). Poza tym.. Skąd się brały amazonki, ciężkozbrojni i dżender fluidy? Trójca musiała uzupełniać ich szeregi. Zabicie J’ona stworzyłoby męczennika. I nie poprawiło sytuacji. Zły pomysł, "nieśmiertelni". 27.02.26
arbuziarz - awatar arbuziarz
ocenił na85 miesięcy temu
Armada - 02 - Kolekcjoner Jean David Morvan
Armada - 02 - Kolekcjoner
Jean David Morvan Philippe Buchet
W drugim albumie Armady, porywcza Navis spotka jedną najważniejszych dla całej serii postaci - Enshu Atsukau. Jest to osobistość tajemnicza, jednak od początku wiadomo, że istotna w świecie polityki Armady. Do tego bardzo wpływowa, majętna i wyjątkowo niebezpieczna. Słowem, godny przeciwnik dla naszej bohaterki, której zdolności sprawiają, że człowiek jest bardzo unikatowym stworzeniem w kalejdoskopie ras gigantycznej flotylli okrętów. Jednak, jak szybko się orientujemy, nie wszystko w świecie brutalnej polityki, jest takie czarno-białe jakby się mogło zdawać. I dziwnym zrządzeniem losu są bardzo podobne do tego co występuje w naszej rzeczywistości. Navis po utracie swego ojczystego domu, na planecie gdzie rozbił się jej okręt, zaczęła, choć z oporem, dostosowywać się do praw Armady.Szybko opanowała nowy język, wspólny dla wszystkich ras, oraz poznała panujące we flocie zwyczaje. Jest obecnie jedynym przedstawicielem rasy ludzkiej w Armadzie, zaś jej unikalność polega głównie na tym, że nikt nie potrafi czytać jej myśli. We flocie większość ras jest podatna na ten czynnik, choć nie zawsze sama ma zdolności mentalne. Navis jako człowiek jest psi-obojętna, to też stanowi łakomy kąsek dla agencji wojskowych, rządu czy wpływowych polityków. Jednym z nich jest niezależny konsul i doradca Przewodniczącego Armady, Enshu Atsukau. Zauroczony osobowością Navis postanawia pozyskać ją do swej nietypowej kolekcji. Mianowicie Enshu zbiera kobiety - po jednej z każdego gatunku. Nie wie jednak ze z ludźmi nie warto zadzierać, szczególnie jeśli mają tak wybuchowy temperament jak Navis. Na pierwszym planie mamy trójkąt. Navis, Enshu oraz medyka Arztrachana, który wykonuje potajemne zlecenia dla konsula. To właśnie przez tą ostatnią postać rozpęta się konflikt, który szybko przerodzi się w ostra wymianę siekących oraz tnących argumentów. Lekarz bowiem po raz pierwszy postanawia się sprzeciwić swemu chlebodawcy i nie sprzedać mu tego czego tak bardzo pragnie. Jednak Enshu nie słynie z miłego usposobienia, przyzwyczajony że zawsze otrzymuje to czego chce. nie ważne kto i jak dużo będzie musiał zapłacić za jego zachcianki. Ta postać jest naprawdę ciekawa. Wyrachowany, pozbawiony cienia skrupułów i zdający się nie mieć sumienia typ, dla którego żywe istoty to trofea w jego kolekcji. Dzięki swym koneksjom może sobie pozwolić na tak unikalną oraz niebezpieczną rozrywkę, jednak Navis to dla niego zupełnie inny poziom wyzwania. Dziewczyna jest nieprzewidywalna, nikt nie ma nad nią kontroli, a do tego tak jak Enshu jest uparta i zdeterminowana aby osiągnąć zamierzony cel. Nawet jeśli jest nim, dosłownie, skopanie tyłka wysoko postawionego konsula. Nie ma znaczenia jak wielkie może to przynieśc konsekwencje. Drugi album jest świetny dzięki swej prostocie oraz w pewnym stopniu ukazaniu realizmu sytuacji. Jednostki trzymające realną, a nie tylko z urzędu, władzę w ręce mogą robić co chcą. Łamać prawo, naginać je do zaspakajania swoich, nieraz niemoralnych, potrzeb i sterując polityką na najwyższych szczeblach. Problem pojawia się w momencie gdy natrafiają na osobę, której nie obchodzą konsekwencje i potrafi otwarcie się zbuntować przeciw przedmiotowemu traktowaniu innych. Takie rzeczy mają miejsce nie tylko w książkach czy komiksach, ale realnym, codziennym życiu. Zaś osoba Navis pokazuje jak przyprzeć do muru kogoś, kto uważa się za Boga.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Blacksad: Pośród cieni Juanjo Guarnido
Blacksad: Pośród cieni
Juanjo Guarnido Juan Díaz Canales
Na chwilę przed tym jak Blacksad dostaje po mordzie czytamy "Jak opisać tych gości?...Byli jak zdobiące panteon posągi, w które tchnięto życie. I nie chodziło o ich żałobny wygląd, ale o to, jak byli twardzi". Jest to album niezwykły, krótki, ale w swojej konstrukcji opowieści intensyfikuje akcję w ścisłych związkach z tak doskonałym wykorzystaniem noir-archetypów. Blacksad niczym Humphrey Bogart w prochowcu czerpie swoją siłę z tego, że jest po prostu tym upartym typem, który jak raz pochwyci trop, nie odpuści. Zresztą archetypiczne jest tu wszystko, zaczynając od fabuły. Prywatny detektyw, dawna miłość, morderstwo, sieć powiązań, które prowadzą coraz głębiej w moralne bagno. Juan Diaz Canales operuje skrótem, nie przeciąża dialogów, pozwala obrazom mówić za siebie. Z genialnym wykorzystaniem antropomorficznego patentu na kreację świata towarzyszymy Blacksadowi w jego nierównej walce. To Ameryka z połowy XX w. Krajobraz znany nam z filmów Bill'yego Wildera, Johna Hustona, Howarda Hawksa. To postaci, ponure typki, bandyci, papierosowy dym, knajpy z książek Raymonda Chandlera czy Dashiella Hammetta. Klimat znany chociażby z "Krwawego żniwa" jest tu na wyciągnięcie ręki. Entuzjaści czarnych kryminałów powinni od pierwszej planszy wygodnie umościć się w nastroju, który oferuje tandem Juanjo Guarnido (rysunki) i wspomniany już scenarzysta Juan Diaz Canales. Dlaczego "Blacksad" jest tak doskonały? Bo nie jest przeciągnięty, mamy tu kwintesencję nurtu, który z premedytacją został docięty do 48 stron formatu komiksowego. Canales i Guarnido tworzą świat, w którym antropomorfizm nie jest zabiegiem estetycznym, lecz narzędziem pogłębiającym znaczenia. Zwierzęce twarze bohaterów nie łagodzą brutalności opowieści. Przeciwnie - podkreślają ją, nadają jej ostrość i ironię. Tak, właśnie ironia, które mknie odważnie na tej samej zwierzęcej naturze wydaje się być tym, co dodaje bigla. Bandzior nosorożec musi być silny, w ringu stoi goryl ochroniarz, a najbardziej podejrzanym typkiem, takim który może ci wbić kosę w plecy jest... no zgadnijcie sami. Zatem stereotypy, owszem, ale zawsze z zadziorem, zawsze pod rękę z oczekiwaniami które tutaj, podobnie jak wspominany nurt noir, muszą wychodzić ze znanych szuflad. Muszą. Guarnido dodatkowo pozwala sobie na wizualną wirtuozerię, ale nigdy kosztem atmosfery. Jest brudne miasto, zamglone zaułki, błysk noża w ciemności, wielkie draby które patrzą spod swoich zwierzęcych łbów na Blacksada, Są obite ryje i strzały z pistoletów - te zawsze robią śmiertelne rany. Nie ma zmiłuj. Ale najlepszy jest finał, pewna wolta która dodatkowo pozytywnie zaskakuje. Tytuł "Pośród cieni" do czegoś zobowiązuje - i tutaj, na granicy mroku i światła rysownik wchodzi na ilustratorską orbitę - tworzy świat pełen szczegółów, tropów, kolejnych noir artefaktów. "Blacksad" wypada trochę jak hołd dla gatunku, trochę twórcza reinterpretacja kryminalnych mitów z lat 40. w których bohater jest zmęczonym, cynicznym obserwatorem, który mimo wszystko próbuje zachować resztki przyzwoitości. Przepiękny start mojej nowej ulubionej serii.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na918 dni temu

Cytaty z książki XIII: Dzień Czarnego Słońca

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki XIII: Dzień Czarnego Słońca