Armada - 02 - Kolekcjoner

Okładka książki Armada - 02 - Kolekcjoner
Jean David MorvanPhilippe Buchet Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Armada (tom 2) Seria: Klub Świata Komiksu komiksy
46 str. 46 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Armada (tom 2)
Seria:
Klub Świata Komiksu
Tytuł oryginału:
Sillage: Collection privée
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2001-01-01
Liczba stron:
46
Czas czytania
46 min.
Język:
polski
ISBN:
8323711216
Tłumacz:
Maria Mosiewicz
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Armada - 02 - Kolekcjoner w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Armada - 02 - Kolekcjoner

Średnia ocen
6,9 / 10
77 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1392
1342

Na półkach:

W drugim albumie Armady, porywcza Navis spotka jedną najważniejszych dla całej serii postaci - Enshu Atsukau. Jest to osobistość tajemnicza, jednak od początku wiadomo, że istotna w świecie polityki Armady. Do tego bardzo wpływowa, majętna i wyjątkowo niebezpieczna. Słowem, godny przeciwnik dla naszej bohaterki, której zdolności sprawiają, że człowiek jest bardzo unikatowym stworzeniem w kalejdoskopie ras gigantycznej flotylli okrętów. Jednak, jak szybko się orientujemy, nie wszystko w świecie brutalnej polityki, jest takie czarno-białe jakby się mogło zdawać. I dziwnym zrządzeniem losu są bardzo podobne do tego co występuje w naszej rzeczywistości.

Navis po utracie swego ojczystego domu, na planecie gdzie rozbił się jej okręt, zaczęła, choć z oporem, dostosowywać się do praw Armady.Szybko opanowała nowy język, wspólny dla wszystkich ras, oraz poznała panujące we flocie zwyczaje. Jest obecnie jedynym przedstawicielem rasy ludzkiej w Armadzie, zaś jej unikalność polega głównie na tym, że nikt nie potrafi czytać jej myśli. We flocie większość ras jest podatna na ten czynnik, choć nie zawsze sama ma zdolności mentalne. Navis jako człowiek jest psi-obojętna, to też stanowi łakomy kąsek dla agencji wojskowych, rządu czy wpływowych polityków. Jednym z nich jest niezależny konsul i doradca Przewodniczącego Armady, Enshu Atsukau. Zauroczony osobowością Navis postanawia pozyskać ją do swej nietypowej kolekcji. Mianowicie Enshu zbiera kobiety - po jednej z każdego gatunku. Nie wie jednak ze z ludźmi nie warto zadzierać, szczególnie jeśli mają tak wybuchowy temperament jak Navis.

Na pierwszym planie mamy trójkąt. Navis, Enshu oraz medyka Arztrachana, który wykonuje potajemne zlecenia dla konsula. To właśnie przez tą ostatnią postać rozpęta się konflikt, który szybko przerodzi się w ostra wymianę siekących oraz tnących argumentów. Lekarz bowiem po raz pierwszy postanawia się sprzeciwić swemu chlebodawcy i nie sprzedać mu tego czego tak bardzo pragnie. Jednak Enshu nie słynie z miłego usposobienia, przyzwyczajony że zawsze otrzymuje to czego chce. nie ważne kto i jak dużo będzie musiał zapłacić za jego zachcianki.

Ta postać jest naprawdę ciekawa. Wyrachowany, pozbawiony cienia skrupułów i zdający się nie mieć sumienia typ, dla którego żywe istoty to trofea w jego kolekcji. Dzięki swym koneksjom może sobie pozwolić na tak unikalną oraz niebezpieczną rozrywkę, jednak Navis to dla niego zupełnie inny poziom wyzwania. Dziewczyna jest nieprzewidywalna, nikt nie ma nad nią kontroli, a do tego tak jak Enshu jest uparta i zdeterminowana aby osiągnąć zamierzony cel. Nawet jeśli jest nim, dosłownie, skopanie tyłka wysoko postawionego konsula. Nie ma znaczenia jak wielkie może to przynieśc konsekwencje.

Drugi album jest świetny dzięki swej prostocie oraz w pewnym stopniu ukazaniu realizmu sytuacji. Jednostki trzymające realną, a nie tylko z urzędu, władzę w ręce mogą robić co chcą. Łamać prawo, naginać je do zaspakajania swoich, nieraz niemoralnych, potrzeb i sterując polityką na najwyższych szczeblach. Problem pojawia się w momencie gdy natrafiają na osobę, której nie obchodzą konsekwencje i potrafi otwarcie się zbuntować przeciw przedmiotowemu traktowaniu innych. Takie rzeczy mają miejsce nie tylko w książkach czy komiksach, ale realnym, codziennym życiu. Zaś osoba Navis pokazuje jak przyprzeć do muru kogoś, kto uważa się za Boga.

W drugim albumie Armady, porywcza Navis spotka jedną najważniejszych dla całej serii postaci - Enshu Atsukau. Jest to osobistość tajemnicza, jednak od początku wiadomo, że istotna w świecie polityki Armady. Do tego bardzo wpływowa, majętna i wyjątkowo niebezpieczna. Słowem, godny przeciwnik dla naszej bohaterki, której zdolności sprawiają, że człowiek jest bardzo unikatowym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

126 użytkowników ma tytuł Armada - 02 - Kolekcjoner na półkach głównych
  • 117
  • 9
56 użytkowników ma tytuł Armada - 02 - Kolekcjoner na półkach dodatkowych
  • 20
  • 19
  • 8
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Armada - 02 - Kolekcjoner

Inne książki autora

Okładka książki Armada. Tom 6 Philippe Buchet, Jean David Morvan
Ocena 7,3
Armada. Tom 6 Philippe Buchet, Jean David Morvan
Okładka książki Navis Philippe Buchet, Jean David Morvan, José Luis Munuera
Ocena 6,8
Navis Philippe Buchet, Jean David Morvan, José Luis Munuera
Okładka książki Armada. Tom 5 Philippe Buchet, Jean David Morvan
Ocena 7,1
Armada. Tom 5 Philippe Buchet, Jean David Morvan
Okładka książki Armada. Tom 4 Philippe Buchet, Jean David Morvan
Ocena 7,4
Armada. Tom 4 Philippe Buchet, Jean David Morvan
Okładka książki McCurry. Nowy Jork, 11 września 2001 Jung Gi Kim, Jean David Morvan
Ocena 6,5
McCurry. Nowy Jork, 11 września 2001 Jung Gi Kim, Jean David Morvan
Okładka książki Książęta Demony. Malagate, zwany Potworem. Tom 2 Jean David Morvan, Paolo Traisci
Ocena 5,8
Książęta Demony. Malagate, zwany Potworem. Tom 2 Jean David Morvan, Paolo Traisci

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Aldebaran, wydanie II (twarda oprawa) Luis Eduardo de Oliveira (Leo)
Aldebaran, wydanie II (twarda oprawa)
Luis Eduardo de Oliveira (Leo)
Początek mocno mnie rozczarował. Kilka razy miałem ochotę odpuścić i nie czytać dalej. Gdybym oceniał tylko pierwszą 1/3, wyszłoby słabo - jakieś 4/10. To miała być historia na innej planecie, a ja kompletnie nie czułem klimatu. Kolory kojarzyły mi się bardziej z Brazylią (tak wiem - autor) niż ze światem sci-fi, a pojazd, którym przez jakiś czas poruszają się bohaterowie, wyglądał jakby był żywcem wyjęty od Amiszów. Jasne, wiem, że tak miało być i że fabularnie da się to wytłumaczyć, ale mimo wszystko kompletnie mi to nie zagrało. Również postacie nie zrobiły na mnie większego wrażenia - brakowało emocji i napięcia. Do tego kreska zwyczajnie mi nie podeszła a budynki, ludzie i całe otoczenie były dla mnie zbyt „ziemskie”. W efekcie trudno było mi znaleźć tu to, czego oczekuję od klasyki science fiction. Tempo akcji też nie pomagało — normalnie lubię, kiedy fabuła rozwija się spokojnie, ale tutaj przez długi czas było po prostu nudno i bez większej energii. Mimo wszystko nie odpuściłem i czytałem dalej. I wtedy faktycznie zrobiło się lepiej: fabuła zaczęła rozwijać się w kilku ciekawych kierunkach, a ja w końcu złapałem trochę klimatu. Nadal nie jest to coś, czym byłbym zachwycony, ale skończyłem z przyjemnością i cieszę się, że nie zrezygnowałem na starcie. Czy to hit? Dla mnie nie. Czy poleciłbym? Nie jestem pewien — to dość specyficzna lektura, a ja oczekiwałem czegoś innego. Ostatecznie oceniłbym ją na 6,5–7/10, więc dość dobrze.
Radamir - awatar Radamir
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Armada - 01 - Ogień i popiół Jean David Morvan
Armada - 01 - Ogień i popiół
Jean David Morvan Philippe Buchet
Blisko 16 lat temu zaczęła się moja epicka przygoda z młodą Navis, młodą dziewczyną, będącą jedynym ocalałym rozbitkiem ziemskiego statku kosmicznego. Od tego czasu zarówno ja jak i literacka bohaterka, urosłem, dojrzałem i do pewnych spraw podchodzę inaczej. Mimo to uwielbiam nadal wracać do cyklu Armada, który od półtorej dekady, rok w rok prezentuje nowy rozdział. Postanowiłem zatem moim czytelnikom przybliżyć tą serię, bo mogą się darzyć osoby, które jej nie znają. Warto zaś po nią sięgnąć, aby poznać dziwaczny świat pełen różnorodnych ras, przyziemnych utarczek politycznych i epickich przygód młodej Ziemianki. A wszystko zaczęło się na planecie pokrytej nieprzebytą puszczą. Pierwszy tom jest bardzo dynamiczny i już od samego początku mamy eksplozję (choć niezamierzoną) oraz trupa kosmity. Navis to młoda dziewczyna, wychowana w dziczy przez drapieżnego kota przypominającego tygrysa, imieniem Hayo. Żyje ona w zgodzie z naturą, poluje tylko wtedy gdy jest głodna i nie zabija bez potrzeby. Pewnego razu na planetę przybywa zwiadowca obcej cywilizacji, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku roztrzaskuje się w lesie i ginie. Jego jaźń, czy też energetyczna forma, znajduje schronieni w ciele Navis, choć ta niczego nie podejrzewa. Niedługo potem przybywa inny okręt, gigantycznych wręcz rozmiarów, mający sterraformować powierzchnię planety aby dostosować ją do warunków życiowych jej nowych mieszkańców. Dowódca ekspedycji poszukując zaginionego zwiadowcy, który jest bardzo cenny dla floty, natrafia na młodą dziewczynę, z nieznanej nikomu rasy - Navis. Zaczyna się seria wydarzeń, która szybko zmierza do otwartego konfliktu, pomiędzy dziewczyną a najeźdźcami jej domu. Na pierwszym planie mamy główną bohaterkę, którą dopiero co poznajemy. Jest dzika, impulsywna, ale też potrafi kierować się sercem. Gdy widzi, że ktoś znęca się nad słabszym, nie waha się spuścić napastnikowi łomotu. Jednak czytelnik poznaje tylko poszlaki z przeszłości Navis, która sama nie zna innego życia niż to w dżungli z wielkim kotem u boku. Z tego powodu odczucia takie jak nagość czy nieuzasadniona przemoc są jej, zaś kieruje się czystym instynktem i pewną dozą moralności, zaszczepiona jej w przeszłości, jednak nie wiadomo przez kogo. Koło niej mamy dwie inne postaci - głównego antagonistę, zakutego w czarną, wręcz demoniczną, zbroję i jego poczciwego sługę, robota imieniem Snivel. Ten drugi przejawia bardzo ludzkie cechy, jak na zwykłą maszynę. Potrafi współczuć, samodzielnie myśleć, a co za tym idzie podejmować, w pełni świadomie, decyzje czy wręcz sprzeciwić się rozkazom. Wydaje się wręcz, że Snivel to w pełni rozumna żywa istota, nie zaś maszyna działająca na program składający się z linijek odpowiednio napisanego kodu. Nieco inaczej sprawa wygląda z jego panem. Heillig jest przywódcą swej rasy, zwanej Hotami, istot żyjących w ekstremalnie trudnych warunkach na frachtowcach gwiezdnych . Z tego powodu przekształca planetę, aby jego lud miał w końcu nowy dom. W tym celu nie waha się sprzeciwić traktatom Rady Armady i zniszczyć każdego kto stanie mu na drodze. Z jednej strony go rozumiemy, z drugiej to zwykły, zimny (o ironio) drań, a przynajmniej takiego gra. Pierwszy tom Armady to swego rodzaju przestawienie kilku postaci, które w kolejnych tomach odegrają większą rolę. Najważniejszymi koło Navis, jest Snivel i Bobo, genetycznie wyhodowany robotnik z rasy Prolsów, który w wyniku pewnych wydarzeń zaczął samodzielnie myśleć. To ta trójka będzie odgrywała największą rolę w następnych albumach, co zresztą widać po pierwszym zeszycie. Seria ciekawie zapowiada się tez od strony wizualnej, gdyż posiada prostą i miłą dla oka kreskę, do tego czytelną. jednocześnie widać bogactwo oraz różnorodność lokacji czy postaci. Co tylko utrzymuje czytelnika przy albumie. Mimo ponad półtorej dekady na karku, Armada to nadal świetna Space Opera, zatem kto nie miał z nią jeszcze styczności niech nadrobi zaległość. Bo zwyczajnie warto.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 8 3 lata temu
Armada - 03 - W trybach rewolucji Jean David Morvan
Armada - 03 - W trybach rewolucji
Jean David Morvan Philippe Buchet
Trzeci tom zabiera Navis na lodową planetę, na której żyje rasa podobnych do niej istot. Dziewczyna niemal od razu pakuje się w kłopoty, choć o te nie trudno, gdyż w jedynym państwie na planecie trwa właśnie powstanie ludu przeciw władzy. Ilość alegorii oraz odniesień do rewolucji francuskiej jest tu od groma, chociaż scenografia bardziej przypomina późny XIX wiek, podczas wielkiego rozwoju kolei żelaznych. Album jednak kryje interesująca niespodziankę, która znacząco wpływa na główną bohaterkę. Wszak każda rewolucja kryje w sobie jakiś sekret. Navis po wydarzeniach z poprzedniego tomu, podjęła pracę dla Rady jako agent specjalny. Jednak tym razem otrzymuje nie tyle co zlecenie co możliwość eksplorowania świata na którym w bardzo krótkim czasie rozwinęła się zaawansowana cywilizacja. W znaczącym stopniu różni się ona od lokalnej społeczności, zwanej Puntas, do złudzenia przypominając anatomicznie ludzi. Navis niemal z miejsca przystaje na warunki Rady i leci na planetę aby odkryć pochodzenie tajemniczej rasy. Tymczasem w stolicy państwa trwa krwawa rewolta, gdyż ludność, w tym głównie klasa robotnicza, zaczęła się burzyć przeciwko władzy Parów - kasty politycznych dygnitarzy. Na jej czele stoi charyzmatyczny Clement Vildieu, który postanawia zniszczyć Parów i ich dzieło, aby oddać władzę w ręce ludu i w ten sposób utworzyć prawdziwie demokratyczne państwo. Niestety jego oddziały się wykrwawiają, a on sam w wyniku pewnych nieprzewidzianych zdarzeń natrafia na Navis. Tak zaczyna się długa droga dwójki bohaterów, której zwieńczenie rysuje się na odległych, śnieżnych pustkowiach. Jak wspomniałem na wstępie ilość nawiązań do Rewolucji Francuskiej z końca XVIII wieku jest olbrzymia. Mamy tutaj wiele motywów nawiązujących do obrazów, filmów czy konkretnych wyobrażeń scen. Powiewające flagi, ataki na transporty rządowe, potajemne spotkania czy łapanki wojska albo masakra ludności cywilnej która demonstrowała przed pałacem Wielkiego Para. Cały ten obraz wręcz idealnie został wkomponowany w czasy wielkich kolei żelaznych i maszyn parowych oraz agresywnego rozwoju cywilizacji białego człowieka na dzikim Zachodzie. W komiksie Puntas są odniesieniem do Indian Ameryki Północnej, a konkretniej ludów zamieszkujących Alaskę czy Krainę wielkich jezior. trzeba przyznać, ze autorzy naprawdę zmyślnie połączyli z sobą te dwa wydarzenia, które przecież dzieli potężny kawał historii. Rola Navis spada tutaj poniekąd na dalszy plan. Pierwsze skrzypce gra tutaj Clement oraz to co się dzieje wokół niego i wielkiego Para. Ten drugi pojawia się na kartach raptem kilka razy, jednak stale czuć jego obecność. Wiemy kto pociąga za sznurki, jakie podejmuje działania, ale nie znamy w pełni jego motywów. Widać od początku, że te oficjalne są tylko przykrywką dla czegoś większego. czegoś co wychodzi poza skalę rozumowania przeciętnego obywatela. To sprawia, że tajemnica jaka kryje się za rozwojem cywilizacji "białego człowieka", a którą Navis stara się rozwikłać, jest naprawdę intrygująca. Spotkamy tez tutaj krótki, choć istotny epizod, z łowcą zwierząt imieniem Princhard. Gość to klasyczny przykład zabijaki, który ma gdzieś państwowe rozporządzenia i poluje bez ograniczeń na Ywaki, lokalny odpowiednik bizonów. Mamy tutaj nawet scenę żywcem wyjętą z masakr bizonów jakie miały miejsce w XIX wieku na terenie USA. Postać ta jest jednak bardzo ważna dla fabuły, jak i ogólnie świetnie wpisuje się w cały scenariusz. Dlatego też potrafi mocno zapaść w pamięci czytelnika. W trybach rewolucji pokazało siłę serii. Album udowodnił, że opowiadana tu historia potrafi łączyć w sobie wiele odniesień do różnych aspektów naszej historii, rozgrywając się nie tylko w kosmosie, ale także na planetach bardzo podobnych do Ziemi. Komiks czyta się bardzo szybko, przyjemnie, a po skończonej lekturze zapada on czytelnikowi w pamięci. Do tego gdy po jakimś czasie do niego wrócimy, znając już sekret Wielkiego Para, nic nie traci na swym uroku. Zatem jeśli ktoś jeszcze nie był do końca przekonany do przygód Navis, to jest spora szansa że ten tom zmieni jego nastawienie.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 9 3 lata temu
Szninkiel Grzegorz Rosiński
Szninkiel
Grzegorz Rosiński Jean Van Hamme
Słynny(?) "Szninkiel" Van Hamme'a i jednego Polaka. Podzielony na 10 części, ukazywał się w 1986-87, we Francji. Recenzuję czarno-białą wersję z serii "Kolekcja komiksów Grzegorza Rosińskiego" z 10 rozdziałami. Bez ciężaru nostalgii. Do roboty. Na planecie Daar od lat ścierają się armie trójki "nieśmiertelnych". Na rzeź pędzą roznegliżowane wojownicze amazonki, rycerze na plujących ogniem bestiach, włochate małpoludy i niebinarni łucznicy na latających mięsożernych roślinach. Kręcą się między nimi jeszcze pokurcze szninkiele; niby hobbici, ale trochę gryzonie – niewolnicy, mięso armatnie. Jeden z nich, J'on, budzi się na pełnym trupów pobojowisku. Ukazuje mu się O’n, czyli "Władca Stworzyciel Światów", czyli gadający monolit z "2001: Odyseja Kosmiczna". Każe szninkielowi zaprowadzić pokój na Daarze, bo inaczej zrobi armagiedon. Do pomocy w zadaniu daje małemu "wielką moc". J’on do ostatniego rozdziału będzie się głowił, co to za moc. Tak zaczyna się "mission impossible" niechętnego bohatera. Nie będzie sam. Spotka pomocnego małpoluda Bom-Boma, a potem tłumy oddanych szninkielów z ponętną G’wel na czele. To nie komiks dla dzieci! Przemoc, okrucieństwo, golizna. Autorzy z lubością rozbierają kobiety, a ulubioną zabawką Rosińskiego jest G’wel. Poznajemy ją, gdy omal nie pada ofiarą gwałtu zbiorowego, a potem jej idealne piersi oglądają Daar równie często, jak jego dwa słońca. No i ta słynna scena u Volgi. Co Van Hamme i Grzegorz chcieli powiedzieć? Najlepszy kochanek to hojnie obdarzony murzyn, który straci panowanie, gdy zobaczy modelkę Playboya? Czy tak? To miał być żart? Dzisiaj by nie przeszedł. Oj, nie. Jean Van Hamme czerpał garściami z innych dzieł, gdy lepił "Szninkiela". Wspomniana już "Odyseja", Tolkien, wątki mesjanistyczne, nawiązania biblijne, stwór z Lovecrafta, zrzynka z "Ciemnego Kryształu" Hensona… Komiks miał być przygodówką, opowieścią o zbawicielu, rozprawą na temat relacji człowiek-stwórca, o wybaczaniu... To za wiele srok ciągniętych za ogon. Część wątków interpretuj sobie czytelniku sam. J’on podejrzanie często wychodzi z opresji – tylko szczęście? W co grał O'n? Zakończenie jest dziwne, mało logiczne, pozostawia niedosyt. Mimo to, "Szninkiel" zostaje w pamięci. Nie można przejść obok niego obojętnie. Ma w sobie ogromne pokłady ambicji. Do tego rysunki Rosińskiego – fantastyczne. Zachwycają pięknem i harmonią, by za chwilę oddawać ze szczegółami brzydotę. Podobno istnieje wersja kolorowana. Cieszę się, że trafiłem czarno-białą. "Szninkiel" to wysoka liga, ale nie należy do moich ulubionych komiksów. Interesująca, słodko gorzka przygoda, rozczarowujący finał. Siedem gwiazdek to jednak za mało i nie fair. Osiem. Wydanie zawiera wstęp Kseni Chamerskiej -trochę o autorach, więcej o roli stwórcy w opowieści. Średnio pomocne interpretacje. Dodatki na końcu - zobacz czytelniku, jak bohaterowie "Szninkiela" mogli wyglądać i co G’wel ma między nogami (jeśli cię to interesuje). Poza tym.. Skąd się brały amazonki, ciężkozbrojni i dżender fluidy? Trójca musiała uzupełniać ich szeregi. Zabicie J’ona stworzyłoby męczennika. I nie poprawiło sytuacji. Zły pomysł, "nieśmiertelni". 27.02.26
arbuziarz - awatar arbuziarz
ocenił na 8 5 miesięcy temu
XIII: Dzień Czarnego Słońca Jean Van Hamme
XIII: Dzień Czarnego Słońca
Jean Van Hamme William Vance
w 1984 roku na świat przyszło jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieci duetu Jeana Van Hamme (scenariusz) i Wiliama Vance (rysunek). Mowa o serii "XIII" wzorowanej na książkach Roberta Ludluma poświęconych Jasonowi Bourne'owi. Dziś postaci wręcz ikonicznej dla wszelkiej maści książek oraz filmów szpiegowskich, gdzie samotny tajny agent walczy w zasadzie z każdym. Podobnie jest z tytułowym bohaterem tej serii komiksowej, który nosi tajemniczy tatuaż XIII i tak samo jak Bourne zostaje znaleziony na plaży, traci pamięć i stara się poznać swoją przeszłość. Reasumując - na pewnych polach jest to zamierzona kalka książek Roberta Ludluma, co w latach 80-tych okazało się być strzałem w dziesiątkę. A jak to wypada dziś? Przyznam się, że dopiero po raz pierwszy sięgnąłem po tą serię komiksów, choć wiele razy miałem okazję już to uczynić w przeszłości. Za dzieciaka byłem też wielkim fanem literatury Ludluma, ale obecnie gustuję raczej w innych gatunkach. Niemniej moja miłość do serii szpiegowskich, pełnych intryg, tajemnic i trupów pozostała, zatem zdecydowałem się w końcu nadrobić tą, na swój sposób haniebną, zaległość. Seria do Polski pierwszy raz zawitała w 1991 roku za sprawą wydawnictwa Korona. Niestety opublikowali oni raptem jeden tom, podczas gdy w tamtych czasach było już ich wydanych za granicą aż osiem. Dopiero od roku 2000, gdy prawa do "XIII" trafiły w ręce wydawnictwa Siedmioróg, coś faktycznie w tej sprawie ruszyło. Niestety i oni ostatecznie ją porzucili w 2003 roku, wypuszczając jednak na nasz rynek aż 13 tomów, w tym wydanie zbiorcze ostatniego z nich. Następnie seria przeszła pod skrzydła Egmontu, a ci pociągnęli ją do tomu z numerkiem 19, a obecnie od tomu 20 wydaje ją Taurus Media, które też kontynuuje poboczną serię XIII: Mystery", opowiadającą historie postaci z dalszego planu głównej opowieści. Jak widzicie, "XIII" w Polsce posiada dość burzliwe dzieje, ale mimo wszystko nadal się trzyma. Szkoda tylko, że przez brak wznowień, część albumów posiada na rynku wtórnym zawrotne kwoty, nieraz dochodzące do trzy cyfrowych liczb za pojedynczy album. Z tego właśnie powodu nie zdecydowałem się dotąd na zakup żadnego tomu, bo nie wiedziałem czy dam radę zebrać całość. Już i tak gromadzę kilka serii obecnie trudnych do skompletowania, jak "Skorpion" czy "Murena" gdzie potrafiłem za jeden album z starszych wydań wyłożyć 100-150 zł. Dziś za całość "XIII" przyjdzie zabulić sporo, bo główna seria liczy obecnie 26 tomów z czego 24 wydano w Polsce, zaś poboczna jest zamknięta i ma 13 tomów, przy czym 10 z nich wydano, a album 11 niedługo wyląduje na półkach księgarń. Jednak od czego ma się kumpli, którzy są kolekcjonerami i mają w swych zbiorach prawdziwe skarby. Dlatego pożyczyłem sobie pierwszy tom "XIII", usiadłem, przeczytałem i... stwierdzam, że mimo upływu czasu, wałkowania tematu szpiegów na potęgę, masy filmów oraz seriali z tego podwórka, komiks czytało mi się nad wyraz przyjemnie. Na tyle dobrze, że chętnie zasiądę do kilku kolejnych tomów, tak aby wyrobić sobie szersze spojrzenie. Pierwszy tom jest w zasadzie wstępem do całej opowieści i mamy tutaj niemal żywcem wyjęte sceny z "Tożsamości Borne'a". Przy czym mowa o książce, a nie filmie z 2002 roku, gdzie w tytułową rolę wcielił się Matt Damon. Czy to źle? Broń Boże. Aż z miłą chęcią wróciłem sobie wspomnieniami do przeszłości, gdy w szkole podstawowej zaczytywałem się książkami Roberta Ludluma, Alistera MacLeana albo Jacka Higginsa. Lektura pierwszego tomu "XIII" była wręcz idealnym zapalnikiem do tych wspomnień, bo zawierała wszystkie najlepsze smaczki z takich książek. Zapewne przemawia przeze mnie sentyment, ale patrząc chłodno na ten komiks, to nadal kawał świetnej roboty, zarówno od strony scenariusza jak i rysunku. Wygląda bardzo dobrze, czyta się przyjemnie, akcja wciąga, zatem na nudę nie można narzekać. Szkoda tylko, że nikt nie wznowił całość, np. w kilku integralach. Choć może, gdy już ostatni tom głównej i pobocznej serii ujrzy światło dzienne, Taurus Media zdecyduje się na taki ruch, co zapewne ucieszyłoby wielu czytelników.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Krwawe gody Jean Van Hamme
Krwawe gody
Jean Van Hamme Hermann Huppen
Van Hamme jest wielkim pisarzem, podobnie jak Hermann rysownikiem. Pewnego razu obaj panowie wpadli na pomysł napisania dość dziwnej powieści, w której dwoje upartych mężczyzn, w wyniku głupiej sprzeczki, doprowadziło do śmierci kilkorga ludzi. Brzmi trywialnie, a mimo to Krwawe gody zawierają pewną unikalną prawdę. Pokazują jak mały spór może przerodzić się w otwartą wojnę, w której giną niewinni. Tylko dlatego, że dwoje upartych ludzi, nie umie odpuścić i każdy musi postawić na swoim, ciągle się usprawiedliwiając. Wplątują wtedy oni w ten konflikt nie tylko swych bliskich oraz podwładnych, ale również osoby, które pojawiły się na arenie w nieodpowiednim miejscu i czasie. Sam Van Hamme zwraca na to uwagę czytelnika już na pierwszej karcie komiksu, gdzie opowiada długą, wręcz blisko dziesięciu letnią, historię jego powstania. A wszystko zaczęło się od imprezy, na której pewien nieznajomy opowiedział pisarzowi wesoła anegdotę o weselu i pomidorach nadziewanych nieświeżymi krewetkami. Jean Van Hamme opisuje na początku przyczyny powstania Krwawych godów oraz, tak jak w sztuce teatralnej do której stale się odnosi, przedstawia wszystkich bohaterów tej tragedii. W sumie jest ich trzydzieścioro, włącznie z psem odgrywającym krótką, ale jakże istotną rolę w całym tym przedstawieniu. Dwadzieścia dziewięć osób oraz pies, wiejski hotel w którym odbywa się wesele oraz nieudana przystawka, od której rozpoczął się cały ten konflikt. Autorzy jednak już na początku zadają nam pytanie. Czy opisane tutaj wydarzenia nastąpiły z powodu głupiego incydentu, a może chodziło zwyczajnie o ludzką głupotę? Dramat rozgrywa się na wsi w małym pensjonacie o ciekawej nazwie Farma mańkuta. Odbywa się tam właśnie skromny obiad weselny, który sponsoruje ojciec pana młodego Jean Maillard. Człowiek majętny, wpływowy w lokalnej gminie, ale jednocześnie bardzo wybuchowy, agresywny i nieustępliwy. Jak sam przyznaje nigdy nie waha się sprowokować wojny, zawsze będąc pewnym swych racji oraz wygranej. Po drugiej stronie barykady mamy właściciela pensjonatu, Franza Bergera, Luksemburczyka z pochodzenia, który również nie grzeszy cierpliwością oraz łagodnym usposobieniem. Na początku posiłku pomiędzy dwoma mężczyznami dochodzi do kłótni o świeżość jednej z przystawek - pomidorów faszerowanych krewetkami. Każdy obstawia przy swoim, żaden nie chce ustąpić, zatem Maillard docyduje o zmianie lokalu. Akurat w tej chwili jego synowa oraz żona są w łazience, co wykorzystuje Berger i je tam zamyka. Kiedy goście opuszczają pensjonat, zatrzaskuje im bramę i mówi Maillardowi, że odda mu kobiety, kiedy ten zapłaci czek za obiad weselny. To doprowadza do serii wydarzeń, które zakończa się śmiercią kilku oraz milionowymi stratami. Komiks w rewelacyjny sposób pokazuje kolejne etapy rodzące wojnę. Od początkowej sprzeczki, podszytą uporem z obu stron, przez powolne zaognianie sytuacji, podczas których dochodzi do nieporozumień oraz popełniania błędów przez oba obozy, po tragiczny finał w formie otwartej wojny, podczas której zawsze giną niewinni. Autorzy umiejętnie pokazali to na hotelowych gościach, z których każdy ma inne podejście do całego konfliktu. Małżeństwo akademickich naukowców, nie chcące brać udziału w sprzeczce pokazuje dwie skrajności - on ma na wszystko filozoficzną teorię i się upija, ona stara się być mediatorem, którego i tak niemal wszyscy lekceważą. Kongresmen spędzający weekend z kochanką, stara się nie mieszać, aby nie zdradzić miejsca swego pobytu i nie daj Bóg pobrudzić ręce. Były angielski wojskowy staje po jednej ze stron, jednocześnie każąc swej rodzinie się nie mieszać, co oczywiście nie ma szans na zaistnienie, skoro głowa rodziny wtrąca się w cały konflikt. Każda z tych osób odgrywa mała, jednak za każdym razem niezwykle istotną rolę w całym dramacie, popychając trwający spór w stronę otwartej wymiany ognia. Jednak największą winę ponoszą za to dwaj przywódcy - Maillard oraz Berger. Żaden nie umie pójść na kompromis, żaden nie myśli o kapitulacji i stawia na szali wszystko aby tylko udowodnić światu, że to on jest lepszy, zmyślniejszy i ma rację. Angażują zatem wszystkie siły oraz środki jakie posiadają, jednak w gorączce przygotowań zapominają o drobiazgach. To powoli zaczyna doprowadzać do sytuacji gdzie tracą kontrolę nad osobami jeszcze bardziej narwanymi od nich, mającymi spore skłonności ku przemocy, szczególnie wobec słabszych. Finał tego typu nieporozumień oraz pomyłek może być tylko jeden - śmierć. Krwawe gody to naprawdę dopracowane dzieło, co zresztą widać na każdym kroku. Typowy dla Hermanna rysunek, zmyślnie napisana przez Van Hamme'a fabuła oraz umiejętnie dobrana kompozycja barw sprawiają, że album czyta się niezwykle szybko. Co więcej zapada on w pamięci, w szczególności zaś ostatnia karta, która w milczeniu podsumowuje cały ten koszmar, jaki rozegrał się na naszych oczach. Mawiają że ludzka głupota nie zna granic i chyba udało się to ładnie zilustrować. Krwawe gody to swego rodzaju manifest antywojenny, ale przede wszystkim ostrzeżenie przed naszą arogancją, uporem oraz zwykłą, najzwyklejszą głupotą.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 8 3 lata temu

Cytaty z książki Armada - 02 - Kolekcjoner

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Armada - 02 - Kolekcjoner