Co może niektórych zaskoczyć, choć okładka przypomina mangową i jest to „Chainsaw man” to nie jest to manga, tylko zbiór opowiadań. „Buddy stories” to spin-off „Chainsaw mana” przedstawiający różne historie z jego świata, a w szczególności – z perspektywy znanych i lubianych bohaterów. Najlepiej chyba przeczytać je po 11 tomiku, czyli pierwszej części „Chainsaw mana”. Dlatego też nie będę bał się spoilerów do głównej serii. Jednak dla ciekawskich poza omówieniem przedstawię, kiedy teoretycznie można czytać i pogrubię tomy z rozdziałami.
„Słynna detektyw Power i jej asystent Denji”
Jak można przeczytać w opisie okładkowym, wszystkie opowiadania poza ostatnim opowiadają o duetach. Jak wiadomo najważniejszy duet pierwszej części to Denji i Power. To oni idą na pierwszy ogień. Aby wpasować ich opowieść w fabułę autor – Sakaku Hishikawa, nie Tatsuki Fujimoto, umieścił jej akcje pomiędzy wyjściem z hotelu z Demonem Nieskończoności a piciem. Dokładniej mowa tu o wydarzeniach z 3 tomu, po 20 rozdziale.
Szczerze, żeby nic nie spoilerować. Mamy tutaj wyłącznie wydestylowaną relację Denji’ego i Power z dodatkami. Nowy demon, nieco detektywistycznej tajemnicy i postać zbyt poważnie traktująca Power. Krótko mówiąc – jedna wielka komedia absurdu. Gdyby pisał to Fujimoto i nie powstało mniej więcej w tym samym czasie, to można by zobaczyć inspiracje z „Glass onion” (2022). Jednak ta historia ma wyłącznie charakter rozrywkowy i nie dodaje raczej nic do postaci, ani fabuły „Chainsaw mana”.
„Smak dziewięciu lat"
W tym przypadku mamy do czynienia z prequelem. Opowiada on o Kishibe i jego partnerce (z pracy). Teoretycznie można czytać po poznaniu samego Kishibe (tom 4, rozdział 29),ale najlepiej czytać po tomie 8.
Dokładniej „Smak dziewięciu lat” dodaje kontekstu do ostatniego kadru tomu 8 i wokół niego się obraca. Niewiele wiemy o Kishibe i Quanxi, choć jak każda postać wprowadzona przez Fujimoto zostawiają niemałe wrażenie. W tym opowiadaniu poznajemy ich bardziej, a przede wszystkim ich możliwości jeszcze przed „Chainsaw manem”. Jednak jak zawsze najważniejsze jest odkrywanie ich osobowości. Oboje w tej relacji dowiadują się czegoś nowego o siebie, nawet jeśli po dziewięciu latach. To odkrywanie i sama jego treść pokazuje nam jak bardzo ludzkie są postacie Fujimoto. Nawet jeśli są bardzo dziwni, albo brakuje im piątej klepki, to w tym przypadku jego postacie przypominają te z filmografii Jamesa Guna.
Jak to w prequelach poznajemy tutaj też kontekst właściwej historii. Czasem starają się w nich zbyt dużo i łopatologicznie wyjaśniać, ale na szczęście nie tu. Fragment odkrywania siebie przez Kishibe pięknie współgra z fragmentem „Chainsaw mana”. Wyjaśniając na początku opowiadania, czemu nikogo już nie uczy, mówi:
Oficjalnym łowcom demonów potrzeba tylko roku. Silni, czy nie, i tak po roku albo giną, albo zostają wolnymi strzelcami. Tylko że przez ten czas wcale nie dojrzewają. Gdy już się to zrozumie, odechciewa się uczyć kolejnych. Cała procedura jest jak tresura psa. Problem, że nawet psa zaczyna się lubić. […] W tym miesiącu zginęło aż pięcioro, więc powiedziałem szefostwu, żeby nie przydzielali mi do szkolenia ani ludzi ani psów, a niezniszczalne zabawki.
Jak sobie zażyczył, tak się stało. Wyłączając inne nawiązania do serii.
Poza tym przepisywanie tego cytatu przypomniało mi to, że ten aspekt świata „Chainsaw mana” krytykuje pośrednio kapitalizm. W tym świecie za najgroźniejsze demony odpowiada państwo i ono zgarnia najlepszych łowców. Reszta kończy martwa, albo jako odpadki na rynku. Czemu zatem kapitalizm i liberalizm działa? Bo państwo bierze na siebie najtrudniejszą i najbrudniejszą robotę. Niestety w naszym świecie jest tak samo poza tymi najlepszymi w służbach.
„Dzień, w którym zostaliśmy partnerami”
To opowiadanie opiera swoje ramy narracyjne o podróż Akiego z Denji i Power w rozdziale 72, tomie 9. Jednak to tylko ramy narracyjne i właściwa część opowiada o początkach pracy Akiego z Himeno. Z tego powodu czytać najlepiej po 3 tomie, ale jeśli kogoś nie bolą spoilery to w trakcie. Da się jednak bezspoilerowo przeczytać przed 22 rozdziałem, jeśli ominąć ramy narracyjne oddzielone pierwszą i ostatnią piłą mechaniczną (zastępującą asteryskowe rozdzielacze tekstu).
Poczekam chwilę z odpowiedzeniem na pytanie, czemu takie czytanie ma służyć i przejdę do anime. To opowiadanie zostało w dużej części zaadaptowane, jednak nie jako oddzielny odcinek. Kiedy czytałem mangę, czegoś mi właśnie brakowało. W anime było dużo więcej flashbacków z relacją Akiego i Himeno. W mandze ich brakowało i odnalazłem ich fragmenty właśnie tutaj. W anime zostały zręcznie wplecione, żeby przywiązać nas do nowej postaci w najlepszy możliwy sposób – przez zbudowanie jej relacji ze znaną i lubianą już osobą. Ludzie w końcu myślą społecznie. W ten sposób manga i trochę lepiej anime budowało relację między Akim, a Himeno. Budowało, by ją zabić. Dlatego też lepiej ocieplić swój stosunek do niej przed końcem.
Jednak „Dzień, w którym zostaliśmy partnerami” nadal jest ciekawe. Poznajemy początki relacji Akiego i Himeno podczas ich pierwszego polowania na demona. Jak to bywa, oboje nawzajem są do siebie uprzedzeni. Himeno obawia się przywiązania, jak Kishibe, z kolei Aki nie wyszedł jeszcze z edgy fazy „sam zabije Palniaka”. Ostatecznie oboje okazują się kompetentni, udowadniają coś sobie i może zaczynają się przywiązywać. Słodka i przyjemna historia, która mogłaby działać nawet bez „Chainsaw mana”.
Co do tematu adaptacji nie gwarantuje, że pamiętam wszystko z anime, ale nadal chyba z tego wyżej trochę zostaje do odpakowania. A nawet, jeśli zaadaptowali naprawdę wszystko, to nadal mamy zarys tego w jednym miejscu, a nie pocięte we flashbackach. Tytuł bardzo fajnie podsumowuje tę historię, a w dodatku jest wieloznaczny. Można mówić o akcie formalnym, ale też o budowaniu zaufaniu i tego, co wiemy z poprzedniego opowiadania – przeżyciu. Dlatego szczerze te ramy narracyjne są całkowicie niepotrzebne, nic nie dodają i jak można było widzieć wyżej, mogą popsuć przyjemność.
„Wyśniona Enoshima”
Ta też opowiada o podróży. Tym razem o tej, która była głównym motywatorem Denjiego w finale, do czasu... To na pewno lepiej czytać po całości pierwszej części (11 tomie). Teoretycznie to 93 rozdział, ale lepiej sobie nie przerywać w środku akcji, chyba że potrzeba odpoczynku.
W sumie te ramy narracyjne przypominają mi te z „Zabójcy Trolli” Wiliama Kinga – niby są, ale szczerze nic nie dodają, a po zastanowieniu się, autor trochę na siłę starał się umiejscowić swoje opowiadania w ramach samej mangi. Takie historie działają po prostu obok, jako na wpół kanoniczne fillery. Niestety tutaj tak nie jest i trzeba się martwić o spoilery, albo o pracę domową niczym z MCU.
Poza tym jak to powiedział George Lucas: „It’s like poetry, it ryhmes” (To jak poezja, rymuje się). Tą drogą poszedł w ostatnim opowiadaniu Hishikawa. Jakby ktoś był zaskoczony po przeczytaniu mangi, albo samego tytułu – tak to sen. I nie uważam, że to spoiler. Opowiadanie zaczyna się od obudzenia i kończy. Oczywiście tylko jedno jest prawdziwe. To ciekawa historia, która nie przestawia nam duetu, a patologiczną rodzinkę:
mamę – Akiego
dwójkę rozwydrzonych dzieciaków – Denji’ego i Power
toksyczną ciotkę – Makime
Mimo że to sen, to poza momentami doliny niesamowitości i finałem relacje wydają się naturalne. Dostajemy zatem więcej interakcji między wymienionymi postaciami. Nie wszystkie z tych relacji dostały czasu na wybrzmienie, a tutaj mamy trochę ich podkreślenia i zniuansowania.
Jednak nie wszystko mi się tutaj podobało. Wadą zajrzenia do umysłu szaleńca jest to, co znajdziemy gdy zajrzymy do środka. Łatwiej jest dopowiadać intencje i myśli do słów oraz min, niż słyszeć te myśli bezpośrednio. W „Słynnej detektyw Power”, opowiadaniu, które celowało w komedie absurdu, narracja Denji’ego tak bardzo mi nie przeszkadzała. To opowiadanie celuje właśnie w coś innego – thrillerowego lub egzystencjalnego. Pewne słowa i frazy, choć mogłyby zostać wypowiedziane przez postacie, stanowią komentarz do świata poza snem. I niestety na tym polu polega. Zostaje nam jedynie przyjemna historia, która jak „Coś się kończy, coś się zaczyna” Sapkowskiego, nigdy się nie zdarzyła.
Manga w nie-mandze
Czytając tę książkę, można znaleźć kilka elementów graficznych, które nie są literami. Każde opowiadanie ma swój obrazek, a poza tym na początku znajdziemy rozkładaną stronę z jedną starą i jedną nową ilustracją. Rysunki te są chyba autorstwa Fujimoto. Tak się wydaje z wyglądu, a dodatkowo potwierdza to anglojęzyczna Wikipedia, która powołuje się na jakiś japoński tekst. Jedna z tych ilustracji stanowi wariację tej z okładki, nieco wierniej nawiązując do treści opowiadania.
Elementy graficzne, jednak nie kończą się na tych ilustracjach. Jak wspomniałem wcześniej oddzielacze fragmentów, które często mają postać trzech gwiazdek, tutaj stają się piłami mechanicznymi. I trzeba przyznać, że autor nie szczędzi przeskoków, dlatego często można je zobaczyć. Jest to zatem ciekawe urozmaicenie, a nie choćby wysublimowana linia.
Finito
Pod koniec zdecydowałem się prześwietlić autora opowiadań. Niewiele o nim można znaleźć poza tym, że od 2016 roku pisał swoją pierwszą light nowele – „Gamble Witch Kingdom”. Potem w 2019 roku napisał podobny spin-off do „Jigokuraku”, jednego z byłych asystentów Fujimoto. Nie jest to bogate portfolio, ale czytam to po przeczytaniu „Buddy stories”. Teoretycznie ten tekst też jest light nowelą. Jednak ten podział jest związany raczej z kwestiami języków dalekowschodnich, gdzie light nowelki mają nie używać trudnych znaków i trafić do szerszego odbiorcy. Niestety większość z nich, nawet przy uzyskaniu popularności, nie przejawiają wysokiej jakości przez swoją prostotę i trudno się je czyta. Mimo to, to samo można powiedzieć o niektórych fanfikach z Wattpada, a w tym przypadku naprawdę nie jest źle. Choć nigdy nie wiadomo, ile było w tym pracy tłumacza.
Zatem w większości te historie służą, by pobyć dłużej w świecie i z postaciami. Czasem mają wartość samą w sobie, ale nie należy jej przeceniać. Jak zauważyłem, część została dodana do anime. Dodanie tych historii do anime pozwoliło naprawdę lepiej wybrzmieć pewnym elementom i mam szczerą nadzieję, że 2 i 4 opowiadanie pojawi się w anime w jakiejś formie. Jeśli nie jesteście fanami dubbingu albo napisów, a lubicie „Chainsaw mana”, to lektura tylko was ubogaci. Choćby o pozytywne emocje i więcej Himeno (nie ma dowodów, że to moja ulubiona postać).
Książka czytana dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
OPINIE i DYSKUSJE o książce Blue Lock tom 2
Manga ma niesamowitą kreskę - momentami jest spokojna, a za chwilę staje się dynamiczna i mroczna. Świetnie podkręca to klimat, zwłaszcza kiedy akurat dochodzi do jakiejś akcji.
Nie poznajemy jakoś dokładnie bohaterów, jednak i tak każdy ma wyraźnie zarysowany charakter. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach dostaniemy trochę więcej informacji na ich temat.
Zapowiada się na to, że głównego bohatera czeka ogromna przemiana i nie ukrywam, że śledzenie jej postępów to czysta przyjemność.
Manga ma niesamowitą kreskę - momentami jest spokojna, a za chwilę staje się dynamiczna i mroczna. Świetnie podkręca to klimat, zwłaszcza kiedy akurat dochodzi do jakiejś akcji.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie poznajemy jakoś dokładnie bohaterów, jednak i tak każdy ma wyraźnie zarysowany charakter. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach dostaniemy trochę więcej informacji na ich temat.
Zapowiada się na...
Dobry tom!
Pierwsze mecze w Blue Lock się rozpoczynają. Gracze z drużyny Z muszą oswoić swoje ego, rozpracować własne "bronie", które pozwolą im poznać smak zwycięstwa… a przede wszystkim, wymyślić skuteczną taktykę.
Dobry tom!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze mecze w Blue Lock się rozpoczynają. Gracze z drużyny Z muszą oswoić swoje ego, rozpracować własne "bronie", które pozwolą im poznać smak zwycięstwa… a przede wszystkim, wymyślić skuteczną taktykę.
PopKulturowy Kociołek:
Pierwszy tom sportowej serii, która pojawiła się w ofercie wydawnictwa Waneko, posłużył autorowi do nakreślenia tła opowieści i przygotowania czytelnika na coś więcej. Owe “coś” w mocno widowiskowym stylu rozpoczyna się właśnie w tomiku numer dwa. Tytułowy program Blue Lock wkracza w etap swojej realizacji. Grupa wyselekcjonowanych młodych zawodników z ogromnym potencjałem zostaje podzielona na pięć drużyn, które zaczynają ze sobą rywalizować. Turniej wyłoni trzy najlepsze zespoły i tym samym “najlepszych” graczy. Pozostali pretendenci zostaną wyeliminowani i na zawsze będą mogli już zapomnieć o karierze piłkarskiej. Zmagania drużynowe rządzą się swoimi prawami i należy obsadzić wszystkie pozycje na boisku. Nie trzeba raczej dodawać, że tam gdzie jest jedenastu napastników, tam też nie ma mowy o standardowym podziale ról i obowiązków. Każdy z nastolatków posiada bowiem instynkt strzelecki, który pcha go do indywidualnego działania. Zresztą taki właśnie jest zamysł całego projektu, czyli stworzenie idealnego, ale mocno egoistycznego napastnika strzelającego dużo bramek.
Z treści drugiego tomu serii powinien być więc zadowolony każdy czytelnik oczekujący dużej dawki akcji. Historia w stylu sportowej gry survivalowej od niemal od pierwszej strony utrzymuje wysokie tempo prowadzenia fabuły i trzymania w napięciu zarówno bohaterów, jak i samego czytelnika. Większość stron szczelnie wypełniają widowiskowe boiskowe potyczki, które są przygotowane naprawdę bardzo dobrze. Jednocześnie twórca nie zapomina dodać do tego odpowiedniej ilości dialogów, pozwalających trochę lepiej poznać i zrozumieć Yoichi Isagiego (jednego z ważniejszych, przynajmniej na razie, bohaterów serii). Niestety mniejszą uwagę poświęca on innym postaciom, które czasem są spychane na daleki plan, nie mając (przynajmniej na tę chwilę) okazji do zaprezentowania złożoności swoich charakterów.
https://gameplay.pl/news.asp?ID=149518
PopKulturowy Kociołek:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy tom sportowej serii, która pojawiła się w ofercie wydawnictwa Waneko, posłużył autorowi do nakreślenia tła opowieści i przygotowania czytelnika na coś więcej. Owe “coś” w mocno widowiskowym stylu rozpoczyna się właśnie w tomiku numer dwa. Tytułowy program Blue Lock wkracza w etap swojej realizacji. Grupa wyselekcjonowanych młodych zawodników...
Tom 2 i 3 mangi to pierwsze mecze w ramach eliminacji Blue Lock. Drużyna, do której należy główny bohater tytułu, czyli Yoichi Isagi ma zmierzyć się z rywalem ze znacznie lepiej notowanymi piłkarzami. Jakby samo w sobie to nie było dostatecznie trudne, to ego członków zespołu uniemożliwia im normalną współpracę. Nie ma w tym nic zaskakującego w sytuacji, gdy zespół składa się z samych napastników i większość z nich chce zabłysnąć strzelając gola.
Taka sytuacja zmusza bohaterów do kombinowania, opracowywania nowych taktyk i szukania nowego sposobu grania w piłkę, tak by pogodzić ambicję członków drużyny. Na przestrzeni tych dwóch tomów mamy kilka meczów, całkiem sporo rozwoju bohaterów i kilka sytuacji pozwalających lepiej zrozumieć bohaterów. Treść tych tomów ukazuje nam prawdopodobny rytm całej mangi i muszę przyznać, że takie podejście do opowiadania historii mi pasuje.
Tom 2 i 3 mangi to pierwsze mecze w ramach eliminacji Blue Lock. Drużyna, do której należy główny bohater tytułu, czyli Yoichi Isagi ma zmierzyć się z rywalem ze znacznie lepiej notowanymi piłkarzami. Jakby samo w sobie to nie było dostatecznie trudne, to ego członków zespołu uniemożliwia im normalną współpracę. Nie ma w tym nic zaskakującego w sytuacji, gdy zespół składa...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWreszcie możemy w pełni zobaczyć prawdziwe mecze w Blue Locku, które, nie powiem, są bardzo interesujące. Graficznie świetnie to wygląda a napięta atmosfera jest wyczuwalna. Drużyna Z stara się ze wszystkich sił, aby wygrywać i utrzymać się w programie, jednak niezwykle trudno jest trzymać się strategii, kiedy na szali kładzie się całą przyszłą karierę piłkarską. Zwłaszcza, kiedy głównym celem jest szlifować swoje ego.
Mimo mojego znikomego zainteresowania piłką nożną, to muszę przyznać, że cała otoczka "Blue Lock" jest intrygująca. W tym jest szalony i kontrowersyjny plan, jednak trzeba przyznać, że to wszystko jakoś działa. Do tego z ogromnym zaciekawieniem można przypatrzeć się wszelkim interakcją między postaciami, które są naprawdę świetnie zaprojektowane.
Wreszcie możemy w pełni zobaczyć prawdziwe mecze w Blue Locku, które, nie powiem, są bardzo interesujące. Graficznie świetnie to wygląda a napięta atmosfera jest wyczuwalna. Drużyna Z stara się ze wszystkich sił, aby wygrywać i utrzymać się w programie, jednak niezwykle trudno jest trzymać się strategii, kiedy na szali kładzie się całą przyszłą karierę piłkarską. ...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW drugim tomie Blue Lock dochodzi do pierwszej selekcji. Przed każdą drużyną mecze które decydują o ich być albo nie być. Drużyna Z mierzy się z drużyną X i Y, jednak mimo obmyślania taktyk i pozycji każdego uczestnika ponoszą oni porażkę z ekipą X. Bardzo ciekawie jest tu ukazane jak młodzi piłkarze próbują kombinować z różnymi taktykami i to jak w trakcie meczu dostosowują się do przeciwników. Również to że wszyscy są napastnikami a muszą się dostosować do grania w drużynie jest interesujące. Mecze są świetnie narysowane, szczególnie mecz z Y-grekami i jego końcówka. Bardzo dobry tomik.
W drugim tomie Blue Lock dochodzi do pierwszej selekcji. Przed każdą drużyną mecze które decydują o ich być albo nie być. Drużyna Z mierzy się z drużyną X i Y, jednak mimo obmyślania taktyk i pozycji każdego uczestnika ponoszą oni porażkę z ekipą X. Bardzo ciekawie jest tu ukazane jak młodzi piłkarze próbują kombinować z różnymi taktykami i to jak w trakcie meczu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to