rozwińzwiń

Ordinary Monsters

Okładka książki Ordinary Monsters autora J. M. Miro, 9781250833662
Okładka książki Ordinary Monsters
J. M. Miro Wydawnictwo: Flatiron Books Cykl: Mroczne talenty (tom 1) Seria: The Talents Trilogy fantasy, science fiction
672 str. 11 godz. 12 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Mroczne talenty (tom 1)
Seria:
The Talents Trilogy
Tytuł oryginału:
Ordinary Monsters
Data wydania:
2022-06-07
Data 1. wydania:
2022-06-07
Liczba stron:
672
Czas czytania
11 godz. 12 min.
Język:
angielski
ISBN:
9781250833662
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ordinary Monsters w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ordinary Monsters



książek na półce przeczytane 2667 napisanych opinii 593

Oceny książki Ordinary Monsters

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ordinary Monsters

avatar
2807
1395

Na półkach: , ,

Wiktoriańska Wielka Brytania. Mały Marlowe zostaje znaleziony na ulicy przed poszukiwaną przez policję Elizę. Kiedy chłopiec podrasta, okazuje się, że emanuje dziwnym niebieskim blaskiem i razem z innymi utalentowanymi dziećmi ma zostać dostarczony do posiadłości w Szkocji, gdzie pozna prawdę o swoich mocach.

Przeczytałam tę książkę z polecenia i mimo jej objętości oraz ciemnej, mrocznej okładki, założyłam, że będzie to fantastyka dziecięco-młodzieżowa. Tymczasem dostałam powieść pełną klimatu grozy, niestroniącą od brutalności i zawiłości moralnych, zadającą pytania o to, co to znaczy być człowiekiem i do czego można się posunąć w imię swoich idei. System magiczny jest bogaty i rozbudowany, mocno trafiło do mnie połączenie magii ze śmiercią i żałobą, co zmusza do refleksji, czy naprawdę powinniśmy bać się końca życia. Połączenie fantastyki i wiktoriańskiej Anglii, ukazanie losu postaci ,,of color” czy niejako ,,szkoła” dla uzdolnionych magicznie kojarzyło mi się z ,,Babel”, ale moim zdaniem J.M. Miro ograł to wszystko zdecydowanie lepiej niż Rebecca Kuang. Zdecydowanie lepiej wyszło mu też tworzenie relacji przyjacielskich czy motyw rodziny z wyboru. Więź Charliego i Marlowe’a jest opisana naturalnie i uroczo, podobnie jest z relacją Marlowe’a z Alice, a przede wszystkim z Brynt i Elizą, gdzie pięknie widać, jak można poświęcić się dla kogoś, kto nie jest z naszej krwi. Jednak dla mnie największym plusem była kreacja czarnego charakteru, Jacoba Mabera. Uważam za kapitalny pomysł, że poznajemy go jednocześnie przez pryzmat głównych bohaterów, którzy się go obawiają, jak i retrospekcji z jego dzieciństwa, gdzie trudno mu nie współczuć. To działa, bo Jacob raz przeraża, a w innych momentach widać w nim tamtego samotnego chłopca i trudno nie spekulować, czy miał szansę na inną drogę. Zdecydowanie bardzo wielowymiarowa, ciekawa postać, kojarząca mi się nieco z Sebastianem z ,,Darów Anioła”.

Nie miałam jakichś wysokich oczekiwań wobec tej książki i choć nie będzie to moja ulubiona powieść fantasy, to spędziłam przy niej bardzo dobry czas, zaangażowałam się, poczułam klimat i w przerwach myślałam nad różnymi wątkami przedstawionymi w tej historii. Polecam.

,, Czy ci, których kochałeś, nie są stale przy tobie?(…) Śmierć nie jest śmiercią.”

Wiktoriańska Wielka Brytania. Mały Marlowe zostaje znaleziony na ulicy przed poszukiwaną przez policję Elizę. Kiedy chłopiec podrasta, okazuje się, że emanuje dziwnym niebieskim blaskiem i razem z innymi utalentowanymi dziećmi ma zostać dostarczony do posiadłości w Szkocji, gdzie pozna prawdę o swoich mocach.

Przeczytałam tę książkę z polecenia i mimo jej objętości oraz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5
5

Na półkach:

Jeśli ktoś z was za dzieciaka czytał i polubił serię o Harrym Potterze, to ta książka powinna wam się spodobać. To taka trochę doroślejsza wersja, jest sporo brutalnych scen i krwi. Co mnie zaskoczyło, rzadko się zdarza, by moim ulubionym bohaterem był czarny charakter, a tutaj dokładnie tak było. W ogóle ciemne postaci wg mnie są dużo ciekawsze i lepiej skonstruowane niż dzieciaki z talentami. Na minus stawiam właśnie to, że myślałam, że jak już bohaterowie znajdą się w instytucie to rozwiną swoje talenty i będzie się działo, tymczasem oni praktycznie do końca byli zagubieni i nie umieli w pełni ich wykorzystać. Być może w kolejnej części to się zmieni.
Najsłabszą częścią książki są wg mnie postaci Pani Harrogate i detektyw Alice, ich przygody przez całą książkę choć w sumie ciekawe wg mnie nie wnoszą nic do fabuły, obie bohaterki muszą się mierzyć z potężnymi siłami praktycznie bez odpowiedniego oręża, tylko z rewolwerem w ręku, który jest kompletnie nieskuteczny. Dodatkowo pani Harrogate, starsza schorowana babka, a jakby ze stali, co ona nie przeszła i dała radę....nierealistyczne bardzo, irytowała mnie ta postać.
Czekam na kolejną część, bo jednak kupił mnie ten świat.

Jeśli ktoś z was za dzieciaka czytał i polubił serię o Harrym Potterze, to ta książka powinna wam się spodobać. To taka trochę doroślejsza wersja, jest sporo brutalnych scen i krwi. Co mnie zaskoczyło, rzadko się zdarza, by moim ulubionym bohaterem był czarny charakter, a tutaj dokładnie tak było. W ogóle ciemne postaci wg mnie są dużo ciekawsze i lepiej skonstruowane niż...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1114
39

Na półkach:

Przeczytałam wsukie 200 stron, strasznie się wynudziłam i dałam sobie spokój. Pomyśl może i fajny ale akcja dzieje się straszliwie wolno...

Przeczytałam wsukie 200 stron, strasznie się wynudziłam i dałam sobie spokój. Pomyśl może i fajny ale akcja dzieje się straszliwie wolno...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

399 użytkowników ma tytuł Ordinary Monsters na półkach głównych
  • 289
  • 105
  • 5
51 użytkowników ma tytuł Ordinary Monsters na półkach dodatkowych
  • 14
  • 8
  • 7
  • 7
  • 7
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dwie i pół duszy. Folk noir Justyna Hankus
Dwie i pół duszy. Folk noir
Justyna Hankus
Moją przygodę z piórem p. Justyny Hankus rozpocząłem od "Poświstu" - nowości na rynku wydawniczym oraz drugim, po "Dwóch i Pół Duszy", przedstawicielu literatury Folk Noir, którego sama Justyna Hankus uważa się za prekursorkę. I w mojej recenzji owej książki wielokrotnie podkreślałem i chwaliłem przepiękny język, jakim operuje autorka oraz klimat, w który dzięki temu możemy dosłownie zostać wciągnięci, ale jednocześnie zwracałem uwagę na wady, jakimi moim zdaniem "Poświst" jest obciążony. I taką największą dla mnie wadą był ewidentny brak jednolitej i jasnej linii fabularnej, którą dałoby się z zaangażowaniem i pełnym zrozumieniem śledzić. Mimo to oczarowany pięknym stylem i piórem autorki oraz wieloma naprawdę pozytywnymi opiniami dotyczącymi "Dwóch i Pół Duszy" postanowiłem zaryzykować i przekonać się co też Justyna Hankus ma do zaoferowania w owej powieści. I tak po skończonej lekturze mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że "Dwie i Pół Duszy" zawierają w sobie wszystko to co urzekło mnie w "Poświście", a jednocześnie pozbawione są jego wyraźnych błędów i niedociągnięć. "Dwie i Pół Duszy" są powieścią do cna przesyconą klimatem, który aż można byłoby kroić, okraszoną pięknym językiem i opisami, a na dodatek oferująca czytelnikom zgrabną, angażującą i składną fabułę, która mimo, że podobnie, jak w "Poświście" podana jest w mocno niejednoznaczny i poplątany sposób, to w pewnym momencie składa się w jedną i logiczną całość, i tym samym pozostawia czytelnika z ogromną porcją satysfakcji. "Dwie i Pół Duszy" przedstawia historię poniekąd rodzinną, specyficzną, bo specyficzną, ale jednak rodzinną, opowiadającą o perypetiach tytułowych dusz, które nie potrafiąc znaleźć dla siebie właściwego miejsca panoszą się i zaburzają wiejski rytm życia mieszkańców jeziora Ruty. Poznajemy zatem głównego bohatera - Mateusza, który musi zmierzyć się z rodzinną tajemnicą oraz fatum, które ciąży nad nim za sprawą czegoś co przed laty przyszło za jego matką z okolicznego ciemnego lasu. Poznajemy też Upa - niepozornego chłopca, który swoją szczerością, charakterystyczną dla niewinnych istot, obserwuje wiejskie życie wraz z jego nieodłącznymi przywarami. "Dwie i Pół Duszy" to również historia o wiejskiej społecznosci, jej wierzeniach i zwyczajach oraz o tajemnicach - zarówno tych fantastycznych, które przychodzą z lasu i jeziora, jak i tych bardziej przyziemnych (co nie oznacza, że mniej przerażających) które skrywają się w każdym z domostw. Jezioro Ruty oraz okalające je miasteczka są ewidentnie miejscem magicznym i to nie tylko pod względem tego, jakie wydarzenia mają tam miejsce. Jezioro to wydaje się być bowiem wyjęte spoza czasu i przestrzeni, mimo że autorka skrupulatnie przed każdym rozdziałem informuje nas w jakim konkretnym roku dzieje się akcja. I mimo, że mamy do czynienia z II poł. XX wieku to odwiedzając tamte okolice możemy odczuć wrażenie zatrzymania się w czasie, gdzie ludzie żyją prastarymi zwyczajami, ludzie wciąż czytają przy ogarkach świec, w lesie można spotkać Wodnika, a zdanie znachorki jest stawiane na tym samym poziomie co zdanie wójta, księdza czy sędziego. Buduje to niepowtarzalną i klimatyczną atmosferę rodem z baśni, której za żadne skarby nie chce się przerwać. Niewątpliwie należy również pochwalić sposób, w jaki autorka prezentuje nam swoich bohaterów. Czuć wyraźnie, że oni również są raczej figurami rodem z baśni, które mają przede wszystkim znaczenie symboliczne, ale jednocześnie nie sposób się nie zaangażować w ich historię i problemy oraz w ludzki sposób im nie kibicować. I odnoszę wrażenie, że w przeciwieństwie do "Poświstu", gdzie tamtejszych bohaterów już w zasadzie nie pamiętam, to bohaterów "Dwóch i Pół Duszy" będę jeszcze przez długi czas żywo wspominał. "Dwie i Pół Duszy" to przede wszystkim klimatyczna atmosfera, współczesna baśń poruszająca w nowy sposób stare problemy oraz bohaterowie i historia, która mimo że taka, o której słyszeliśmy już w niejednej bajce czy opowieści, to potrafiąca skutecznie zaangażować i złapać czytelnika za serce. Niepokojąca, poruszająca, niejednoznaczna i pozostawiająca czytelnika w zadumie jeszcze długo po tym, jak ostatecznie zamkniemy przeczytaną książkę. Jeśli spodobało Ci się co tu napisałem to zapraszam na mojego Instagrama (kulturiada) po więcej recenzji i ciekawostek ze świata kultury, będę niezwykle wdzięczny za każdy rodzaj wsparcia :) https://www.instagram.com/kulturiada/
KULTURIADA - awatar KULTURIADA
oceniła na76 miesięcy temu
Objawicielka Daryl Gregory
Objawicielka
Daryl Gregory
"Objawicielka" sprawia, że na pewno przyjrzę się innym książkom z oferty wydawnictwa MAG. To niepokojąca opowieść, która przenosi nas do czasów przed- i powojennej Ameryki. Do Tennessee. Mamy tu dwie osie czasowe. Jedna zahacza o lata 30., druga o końcówkę lat 40 XX wieku, prezentując losy Stelli, która w miarę szybko zyskała moją sympatię. Jako młódka zostaje oddana pod opiekę babci, Motty. Jak się szybko okazuje, będzie pełniła ważną rolę w swojej małej społeczności, która wyznaje nieznaną innym religię. W jaskini nieopodal bowiem znajduje się pewna istota, którą nazywają Duchoojcem. Byt powiązany jest w jakiś sposób z rodziną Stelli, a ona będzie łącznikiem pomiędzy 'wyznawcami', a ich bogiem... Już samo to, że młode dziewczyny jako jedyne mogą się porozumiewać z kreaturą, nasuwa pewne pytania. Oczywiście zagadkowych kwestii pojawi się więcej. Skąd to się wzięło? Czym jest? I co ma wspólnego z dziwną przepowiednią, która obiecuje odrodzenie? Co stoi za takim, a nie innym zachowaniem stwora? Pytań jest wiele, a Gregory dawkuje odpowiedzi w dobrym tempie, trzymając mocno uwagę czytelnika. Nie jest to długa opowieść, ale nie ma tu też zbędnych dłużyzn. Mamy za to ładnie zarysowane kwestie religijne małej społeczności, której wiara jest dosyć młoda/zapalczywa, momentami nieco zahaczając o fanatyzm. Jednocześnie widzimy aktualne wydarzenia, kiedy dorosła Stella wraca w rodzinne strony, zaalarmowana śmiercią Motty. Jej babcia miała przecież kolejną wychowankę przy spódnicy, jeszcze nie na tyle dojrzałą, aby mieć kontakt z bóstwem. Szkopuł w tym, że nieprzychylni członkowie rodzinki mają inne plany. Dla nich kontakt ze swoim bogiem jest ponad wszystko, bez względu na to ile będzie to kosztowało Objawicielkę... Cała intryga ma odczuwalne napięcie, a im bliżej finału, tym robi się upiorniej. Moim jedynym zarzutem jest fakt, że Gregory nieco zawiódł mnie w finale. Końcówka jest przewidywalna, a i 'największy' twist jest na tyle mocno zasygnalizowany, że czułem mocne rozczarowanie na ostatniej stronie. Niemniej losy Stelli to kawał dobrej historii.
Chris Grabovsky - awatar Chris Grabovsky
ocenił na87 miesięcy temu
Jaśminowy tron Tasha Suri
Jaśminowy tron
Tasha Suri
Pierwszy raz od dawna po pierwszym tomie sięgam natychmiast po drugi. Po skończeniu Jaśminowego tronu przeczytałam kilka recenzji i widzę, że wiele osób zarzuca tej powieści rozwleczenie. Nie zgadzam się z tym. To po prostu doskonała ekspozycja świata przedstawionego, który – przynajmniej na razie – jest naprawdę spójny. Jaśminowy tron to pierwszy tom serii fantasy Płonące Królestwa autorstwa Tashy Suri. Opowiada o losach dwóch bohaterek: Priji i Malini – świątynnej córki oraz księżniczki zniewolonej przez własnego brata. Słuchałam tej książki w wersji audio (czyta Filip Kosior!) i jedyne, czego momentami mi brakowało, to nieco bardziej szczegółowych opisów. Nie twierdzę, że ich nie było, być może gdzieś „odpłynęłam”, ale czasami, gdy bohaterowie np. wspinali się na Hiranę, nie zawsze potrafiłam sobie wyobrazić, jak dokładnie wygląda to miejsce. Książka świetnie buduje ekspozycję świata. Powoli poznajemy zarówno główne bohaterki, jak i postacie drugoplanowe, odgrywające ważną rolę w wielu wątkach. Stopniowo odkrywamy też sytuację polityczną i gospodarczą. Miejscem akcji pierwszego tomu jest Ahiranya, państwo wasalne Parijatdvipy, wielkiego cesarstwa. W tym tomie dość dobrze poznajemy jego społeczeństwo, relację z mocarstwem oraz zawiłe kwestie polityczne. Dużym plusem jest oparcie części świata na wierzeniach hinduskich – w całej książce czuć duszny, indyjski klimat. Fabularnie również jest bardzo dobrze. Ahiranya próbuje uwolnić się spod jarzma cesarstwa, więc pojawia się motyw buntu, wręcz rebelii. Kraj nęka też tajemnicza choroba – butwienie. Oprócz niezadowolonych Ahiranejczyków są również frakcje sprzeciwiające się samemu cesarzowi Ćandrze i chcące posadzić na tronie jego brata. Mamy też wątek księżniczki trzymanej w niewoli i podtruwanej, by zmusić ją do dobrowolnego spalenia się na stosie, jak przed wiekami uczyniły Matki. A do tego dochodzi bardzo dobrze poprowadzony romans między głównymi bohaterkami – liczę, że w kolejnych tomach jeszcze się skomplikuje. Jaśminowy tron to świetna, rozbudowana powieść fantasy. Mnóstwo polityki, specyficzna, intrygująca magia, doskonale zbudowany świat przedstawiony. Gdy się do niego wejdzie, wcale nie chce się z niego wychodzić.
Agnieszka Nowak - awatar Agnieszka Nowak
ocenił na84 miesiące temu
Miasto Jadeitu Fonda Lee
Miasto Jadeitu
Fonda Lee
O "Mieście Judeitu" wiedziałam, że jest o mafii oraz jadeit jest źródłem mocy. I to tyle. Nie reklamowałabym tego jako fantasy za bardzo. Owszem jest wymyślony świat, religia... itp. Wydarzenia rozgrywają się w współczesnym świecie. Akcji oraz przygód nie ma jakich oczekuje się wy fantasy. Dużo jest obyczajówki. Są dwa klany, ale szczególnie śledzimy członków klanu "Bez Szczytów". Głównych jest kilku. Tego, którego najbardziej polubiłam już nie ma. Nie jest to spoiler, bo od początku będziemy przeczuwać co się stanie. Nie wiemy kiedy to nastąpi. Hilo trochę irytuje, ale ujdzie. Pasuje do świata mafii najbardziej. Lan to taki archeotyp dobrego przywódcy i ojca. Shae to silna kobieta przypominają mi te główne protagonistki we współczesnym kinie. Jej wątek był w porządku. Perypetie Andena najmniej mnie interesowały. Jednak szybko się czytało. Ma się z tyłu głowy ciągle pytanie do czego on prowadzi. Ma nam pokazać jak wygląda trening w Akademii? Czy jest po to, żeby dodać wątek homo? Tego się dowiemy dopiero pod koniec. Antagoniści to członkowie Klanu "Góra". Gont Asch niewiele go było, ale polubiłam go najbardziej z jego klanu. Na czele klanu stoi Aut Mada. Druga silna kobieta. Nie wzbudza we mnie emocji. Mi jasno określone cele, motywy... Nie wiem czemu. Asch także jest mało oraz Woona, a nich polubiłam. Dla mnie antagonista jest neutralna. Porównanie do ojca chrzestnego jest trafne. Nie przypomina mi to klanów jakie widziałam w dramach. Tylko włoską mafię osadzoną w azjatyckim klimacie. Porównuje do filmów, bo książki jeszcze nie czytałam. Od dawna mam w planie, ale szybciej sięgnęłam po nią. Kupiłam od razu 2 tomu, a potem w wersji ebooka wzięłam 3 część oraz spin off. Sama ciebie nie poznałam. A co jeśli mi się już 1 część nie spodoba? Czy żałuję zakupu? Nie. Dobrze jest napisana. Trzeba się przygotować albo mieć świadomość, że jest to książka obyczajowa. Akcja rozgrywa się na Kekonie bardzo przypominający współczesny świat.
Wampanella - awatar Wampanella
oceniła na714 dni temu
Czarne słońce Rebecca Roanhorse
Czarne słońce
Rebecca Roanhorse
Zbliża się zaćmienie słońca. Oślepiony Serapio musi dostać się do świętego miasta Tovy. Ma pomóc mu w tym Xiala, Teekijka, która swoim śpiewem potrafi uspokoić morze. W tym czasie Kapłanka Słońca niemal traci życie, a w Tovie rozpoczyna się poszukiwanie winnych. „Czarne słońce” to pierwszy tom trylogii i moje pierwsze spotkanie z twórczością Rebecci Roanhorse. To epickie fantasy, czy też – high fantasy, miało iść pod prąd i skupiać się na przedstawieniu prekolumbijskich kultur. Czy to jednak wyszło? Moim zdaniem… no średnio powiedziałabym. Zacznijmy jednak od początku. To powieść, którą da się całkiem przyjemnie i sprawnie czytać. Klarownym jest, co się dzieje i mniej więcej dlaczego. Historia jest raczej prosta i nie ma wysokiego progu wejścia, a postacie są rozróżnialne. Nie poszłabym tak daleko, by nazwać je barwnymi czy wyrazistymi, ale na pewno wiadomo, kto jest kim i kto co robi, a bywa, że nie jest to aż tak oczywiste. Uważam, że generalnie rzecz biorąc: „Czarne słońce” jest porawnie napisaną książką rozrywkową. Jednakże nie pozostaje bez wad i to one sprawiają, że zdecydowanie nie trafi ona do moich ulubionych tytułów. Weźmy pod lupę styl autorki. Być może jest to po prostu kwestia tłumaczenia, jednak miałam osobiście poczucie, że choć sięga do czasów prekolumbijskich, często używa słów mocno współczesnych, które wybijały mnie z klimatu. Co z tego, że od czasu do czasu udawało jej się stworzyć ładne opisy sytuacji, skoro przez TE momenty jednak nie potrafiłam zapomnieć o tym, że czytam? Moim kolejnym problemem jest fakt, że najpierw zobaczyłam poglądy Roanhorse, a dopiero potem: całą opowieść. Narracja regularnie podkreśla kto z kim spał, po co i dlaczego, nawet jeśli nie ma to wpływu na fabułę, a przy okazji dość często zwraca uwagę na traktowanie w świecie przedstawionym kobiet. Widziałam, że w wielu zagranicznych recenzjach odbiorcy chwalili „Czarne słońce”, że w świecie prekolumbijskim nie było podziału na „gender” czy LGBT+”, bo jest to wymysł świata zachodniego i że autorce udało się to oddać… ale ja zupełnie się z tym nie zgadzam. Nie zgadzam się z tym, bo w moim odczuciu to historia wyraźnie do tej tematyki nawiązująca w bardzo współczesny, zachodni sposób. I nie tylko to jest w tej powieści „typowo zachodnie”. Poza tym, że autorka nawiązuje do legend z czasów prekolumbijskich i używa imion zainspirowanych tymi czasami ta powieść jest po prostu europocentryczna. Nie wyczułam w niej klimatu, a jej struktura, poglądy postaci, ich sposób bycia i zachowania krzyczy mi „Europa!”, a nie „prekolumbijska Ameryka”. Być może po prostu się nie znam (bo na tym temacie: po prostu się nie znam) i nie umiem zauważyć tych elementów, które chwalili recenzencji, ale w tym względzie ta powieść po prostu mnie niesatysfakcjonuje. By to było jasne: nie mam nic przeciwko poruszaniu tematyki związanej z płcią i orientacją w fantastyce. Ba, gdybym miała to chyba do tej pory bym zwariowała. Po prostu nie lubię, gdy przed opowieścią „idą poglądy autora”. Jakiekolwiek by nie były. I tak po prawdzie: w innych aspektach też raczej tej satysfakcji mi nie dała. Fabuła jest naprawdę prosta i raczej sztampowa. Jak już pisałam o postaciach, te są rozróżnialne, ale nie ma w nich nic nadzwyczajnego. Raczej są typowymi dla powieści fantasy archetypami. Nie dodałam tu ani szczególnie porywającej przygody, ani szczególnie barwnego świata i… to wszystko to jest dla mnie po prostu nieco za mało. „Czarne słońce” kończy się właściwie urwanym wątkiem, który powinien mnie zmusić, by od razu sięgnąć po kontynuacje. Jednak szczerze mówiąc: nie mam na to większej ochoty. To powieść, w której jest pewien potencjał i widzę w niej podstawy warsztatu. Rozumiem też, jeśli komuś się spodoba, bo z grubsza rzecz biorąc jest poprawna i ma całkiem sprawnie rozpisaną fabułę, bez większych przestrojów i ze sporą dawką akcji. Jednak ja jednak nie do końca tego szukam.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na612 dni temu

Cytaty z książki Ordinary Monsters

Więcej
J. M. Miro Zwyczajne potwory Zobacz więcej
J. M. Miro Zwyczajne potwory Zobacz więcej
J. M. Miro Zwyczajne potwory Zobacz więcej
Więcej