rozwińzwiń

Sodoma i Gomora. Tom 2

Okładka książki Sodoma i Gomora. Tom 2 autora Marcel Proust,
Okładka książki Sodoma i Gomora. Tom 2
Marcel Proust Wydawnictwo: Towarzystwo Wydawnicze „Rój” Cykl: W poszukiwaniu straconego czasu (tom 4) Seria: Dzieła XX Wieku klasyka
276 str. 4 godz. 36 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Cykl:
W poszukiwaniu straconego czasu (tom 4)
Seria:
Dzieła XX Wieku
Tytuł oryginału:
À la recherche du temps perdu. Sodome et Gomorrhe
Data wydania:
1939-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1939-01-01
Liczba stron:
276
Czas czytania
4 godz. 36 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Tadeusz Boy-Żeleński
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sodoma i Gomora. Tom 2 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Sodoma i Gomora. Tom 2



książek na półce przeczytane 1158 napisanych opinii 394

Oceny książki Sodoma i Gomora. Tom 2

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sodoma i Gomora. Tom 2

avatar
139
101

Na półkach: ,

Proust można go kochać i równocześnie nienawidzić. Momentami książka całkiem niezła.

Proust można go kochać i równocześnie nienawidzić. Momentami książka całkiem niezła.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
64
64

Na półkach:

Za sprawą kunsztu pisarza to, co pierwej wyglądało na brak spoistości, okazuje się później pełną harmonią. Wywołuje zdumienie pogmatwaniem, by następnie wzbudzić tym większy zachwyt rozwikłaniem całej gmatwaniny.

Za sprawą kunsztu pisarza to, co pierwej wyglądało na brak spoistości, okazuje się później pełną harmonią. Wywołuje zdumienie pogmatwaniem, by następnie wzbudzić tym większy zachwyt rozwikłaniem całej gmatwaniny.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
98
98

Na półkach:

Bardzo ciekawy tom w którym myślą przewodnią jest homoseksualizm. Jak widać temat ten jest stary jak świat. Ponadto rozterki miłosne głównego bohatera. Ale jak dla mnie wisienką na torcie jest powrót paczki Verdurinów i poznanie barona de Charlus z jego mniej znanej strony.
Bardzo dobre czytanie!

Bardzo ciekawy tom w którym myślą przewodnią jest homoseksualizm. Jak widać temat ten jest stary jak świat. Ponadto rozterki miłosne głównego bohatera. Ale jak dla mnie wisienką na torcie jest powrót paczki Verdurinów i poznanie barona de Charlus z jego mniej znanej strony.
Bardzo dobre czytanie!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2297 użytkowników ma tytuł Sodoma i Gomora. Tom 2 na półkach głównych
  • 1 494
  • 778
  • 25
386 użytkowników ma tytuł Sodoma i Gomora. Tom 2 na półkach dodatkowych
  • 249
  • 55
  • 26
  • 22
  • 21
  • 7
  • 6

Tagi i tematy do książki Sodoma i Gomora. Tom 2

Inne książki autora

Marcel Proust
Marcel Proust
Rodzice Prousta byli zamożnymi mieszczanami. Marcel urodził się w Auteuil (przyłączonym do 16. dzielnicy Paryża w 1860) w domu wuja swojej matki, dwa miesiące po tym, jak pokój frankfurcki formalnie zakończył wojnę francusko-pruską. Czas jego narodzin to czas krwawego stłumienia Komuny Paryskiej i powstania Trzeciej Republiki Francuskiej. Duża część W poszukiwaniu straconego czasu dotyczy ogromnych zmian, przede wszystkim upadku arystokracji i wzrostu znaczenia klasy średniej, które nastąpiły we Francji w czasach Trzeciej Republiki i fin de siècle. Ojciec Prousta, Achille Adrien Proust, był słynnym lekarzem i epidemiologiem, zajmującym się m.in. badaniami nad cholerą w Europie i Azji. Był autorem około 20 książek o medycynie i higienie, jak również licznych artykułów; pod tym względem był wzorem dla Marcela. Jeanne Clemence Weil, matka Prousta, pochodziła z bogatej rodziny żydowskiej. Była niezwykle oczytana. Jej listy zdradzają rozwinięte poczucie humoru, a jej znajomość angielskiego umożliwiła jej współpracę z synem przy jego późniejszych próbach tłumaczenia Ruskina. Proust spędzał długie wakacje w Illiers, które później, uzupełnione o pewne szczegóły z jego pobytu w domu jego ciotecznego dziadka w Auteuil, stało się modelem fikcyjnego miasteczka Combray, w którym rozgrywają się niektóre sceny W poszukiwaniu straconego czasu. (Nazwa Illiers została zmieniona na Illiers-Combray z okazji obchodów setnej rocznicy urodzin Prousta). W wieku dziewięciu lat Proust miał pierwszy poważny atak astmy i od tej pory jego rodzina i przyjaciele, jak również on sam, uważali go za osobę słabego zdrowia. Mimo to służył przez rok (1889–1890) w armii francuskiej, stacjonując w Coligny Caserne w Orleanie. Doświadczenie to znajduje odbicie w długim epizodzie w Stronie Guermantes, trzeciej części jego powieści. Proust był dość mocno związany z matką, która pragnęła, żeby zajął się jakąś pożyteczną pracą. Chcąc uspokoić ojca, który nalegał, aby syn znalazł jakiś zawód, Proust został wolontariuszem w Bibliotece Mazarine w lecie 1896 r. Bardzo szybko otrzymał zwolnienie lekarskie, które było przedłużane przez następne lata, aż uznano, że zrezygnował z pracy. Nie pracował nigdy i nie wyprowadził się z mieszkania rodziców aż do ich śmierci. Proust był homoseksualistą, przez długi czas był związany z pianistą i kompozytorem Reynaldo Hahnem. W latach 1900–1905 w życiu jego i jego rodziny nastąpiły duże zmiany. W lutym 1903 brat Prousta, Robert, ożenił się i opuścił dom rodzinny. Ich ojciec zmarł we wrześniu tego samego roku. Jednak największym ciosem dla Prousta była śmierć ukochanej matki we wrześniu 1905 roku. Poza żałobą, która towarzyszyła śmierci matki, dużą zmianę w jego życiu spowodował ogromny spadek (w przeliczeniu na obecną wartość pieniądza, około 6 milionów dolarów, co odpowiada miesięcznym dochodom w wysokości około 15000 dolarów). W tym okresie pogorszyło się także jego zdrowie. Proust spędził ostatnie trzy lata swojego życia, przez większość czasu pozostając w swojej sypialni, śpiąc w dzień, a w nocy pracując nad swoją powieścią. Umarł w 1922 roku; został pochowany na cmentarzu Père-Lachaise w Paryżu. Proust wcześnie zaczął pisać i publikować. Jako uczeń był związany z magazynami literackimi, w których opublikował La Revue vert i La Revue, a później regularnie pisał felietony o życiu towarzyskim do gazety Le Mensuel. W 1892 był zaangażowany w tworzenie przeglądu literackiego nazwanego Le Banquet (jest to francuski tytuł Uczty Platona) i przez kilka lat regularnie publikował krótkie teksty w tym periodyku, jak również w prestiżowym La Revue blanche. W 1896 wiele z tych tekstów zostało zebranych i wydrukowanych pod tytułem Les Plaisirs et les Jours. Książka zawierała przedmowę Anatole France i rysunki Mme Lemaire, i była tak kosztownie wydana, że jej wartość przewyższała dwukrotnie cenę typowej książki tych rozmiarów. Jednakże, mimo kunsztownego wydania, została chłodno przyjęta przez krytykę. W tym samym roku Proust rozpoczął pracę nad powieścią, która została opublikowana dopiero po jego śmierci, w 1954, i zatytułowana przez wydawców Jan Santeuil. Ta nieukończona książka zawiera wiele wątków rozwiniętych później w W poszukiwaniu straconego czasu, w tym zagadkowość pamięci, jak również archetypy niektórych fragmentów tej powieści. Rodzice w Jan Santeuil są opisani bardzo krytycznie, w przeciwieństwie do uwielbienia, z którym są ukazani w najważniejszym dziele Prousta. Po kiepskim przyjęciu Les Plaisirs et les Jours i problemami z fabułą Proust stopniowo porzucił Jan Santeuil. Przez kilka lat, od roku 1895, Proust czytał Carlyle'a, Emersona i Johna Ruskina. Pod ich wpływem rozwijały się jego poglądy o sztuce i roli artysty w społeczeństwie, która ma polegać na obserwowaniu natury, odkrywaniu jej esencji i opisywaniu lub wyjaśnianiu jej w sztuce. Twórczość Ruskina była tak ważna dla Prousta, że twierdził, że zna na pamięć wiele jego książek, w tym The Seven Lamps of Architecture, The Bible of Amiens i Praeterita. Mimo słabej znajomości angielskiego Proust postanowił przetłumaczyć dwie książki Ruskina na francuski. Tłumaczenia te były pracą grupową: pierwszy szkic wykonywała jego matka, następnie poprawiał on sam, po nim angielska kuzynka Reynaldo Hahna Marie Nordlinger i na końcu znowu Proust. Na pytanie redaktora o tę metodę Proust odrzekł: „Nie twierdzę, że znam angielski. Twierdzę, że znam Ruskina” (Tadié). Przetłumaczona The Bible of Amiens ukazała się w 1904 z rozbudowanym wprowadzeniem autorstwa Prousta. Zarówno tłumaczenie, jak i wprowadzenie zostały bardzo dobrze przyjęte przez krytyków. Henri Bergson nazwał wprowadzenie Prousta „ważnym wkładem do psychologii Ruskina” i chwalił tłumaczenie (Tadié 433). W czasie, gdy ukazała się ta książka, Proust pracował już nad tłumaczeniem Sesame and Lilies Ruskina, które ukończył w czerwcu 1905, na krótko przed śmiercią matki, i opublikował w 1906 roku. Również bohater dzieła Prousta wspomina, że przetłumaczył Sesame and Lilies Ruskina (Czas odzyskany). Według historyków literatury i krytyków, oprócz Ruskina główny wpływ na Prousta wywarła twórczość Saint Simona, Montaigne'a, Stendhala, Flauberta, George Eliot, Dostojewskiego i Tołstoja. Rok 1908 miał duże znaczenie dla rozwoju Prousta jako pisarza. W pierwszej połowie roku napisał i opublikował w różnych periodykach pastisze twórczości innych autorów. Te ćwiczenia w naśladowaniu pomogły Proustowi udoskonalić własny styl poprzez krytykę stylu pisarzy, których podziwiał. Ponadto wiosną tego roku Proust zaczął pracę nad kilkoma różnymi fragmentami, które później zostały połączone pod roboczym tytułem Przeciwko Sainte-Beuve’owi. Proust opisał to nad czym pracował w liście do przyjaciela: „studium na temat szlachty, powieść paryska, esej o Saint-Beuve i Flaubercie, esej o kobietach, esej o pederastii (niełatwy do opublikowania),studium o witrażach, studium o nagrobkach, studium o powieści”. Z tych rozproszonych fragmentów zaczęła powstawać powieść, nad którą Proust pracował nieustannie w tym okresie. W jej centrum był pierwszoosobowy narrator cierpiący na bezsenność i wspominający nocami wydarzenia z dzieciństwa. Powieść miała się kończyć krytyką Sainte-Beuve i odrzuceniem jego teorii, że biografia jest najważniejszym narzędziem badania twórczości artysty. W nieukończonym rękopisie powieści jest wiele elementów odpowiadających fragmentom W poszukiwaniu straconego czasu, w szczególności z pierwszego i siódmego tomu. Po problemach ze znalezieniem wydawcy i stopniowej zmianie koncepcji powieści Proust zaczął pracować nad zasadniczo odmiennym projektem zawierającym jednak wiele tych samych tematów i elementów. Rozpoczęte w 1909 i ukończone na krótko przed śmiercią, W poszukiwaniu straconego czasu składa się z siedmiu części i w wersji angielskiej ma blisko 4 tys. stron, przez które przewija się ponad 200 postaci. Graham Greene nazwał Prousta „największym powieściopisarzem dwudziestego wieku”. Proust umarł przed ukończeniem poprawiania brudnopisu ostatnich dwóch tomów, które zostały opublikowane po jego śmierci i zredagowane przez jego brata Roberta. Pierwszych pięć tomów powieści ukazało się po polsku w tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego, szósty tom przetłumaczył Maciej Żurowski, a ostatni – Julian Rogoziński. W 2001 roku ukazał się szósty tom dzieła, zatytułowany „Utracona”, w nowym przekładzie Magdaleny Tulli.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ulisses James Joyce
Ulisses
James Joyce
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff. Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto. James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora. Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe. Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających: https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
BastradPL - awatar BastradPL
ocenił na1030 dni temu
Człowiek bez właściwości. Tom 1 Robert Musil
Człowiek bez właściwości. Tom 1
Robert Musil
Bardzo spodobał mi się styl Musila, jako że uwielbiam esejowo-filozoficzną formę, a jak jeszcze połączona jest z bohaterami, ich przeżyciami i rozmyślaniami to nie mogę o nic więcej prosić. Czasami przytłaczające i przynudzające, jednak w większości tak pięknie literacko napisane, że przymrużałam na to oko, dałam się pochłonąć i się nie zawiodłam. Dostajemy świat pełen ciekawych osobowości i ich idei, tych którzy dopiero je znajdują, którzy je tracą i którzy żyją już w ich cieniu, od wielkiej akcji patriotycznej i wielkich ambicji po osobiste przyjaźnie, miłości i rodzinne troski. Czułam, że każdy bohater naprawdę żyję, czyli przede wszystkim myśli i przeżywa swoją rzeczywistość, przy tym autorefleksje i filozoficzne rozmyślania autora wdzierają się przy każdej osobie, jako autonomiczne akapity, ale i wrośnięte w myśli bohaterów. A obok tych wszystkich wyrazistych osobistości stoi Urlich, człowiek bez właściwości, który zdaje się stać nieruchomo w obliczu napierających na niego idei, jakby zmęczony już szukaniem swoich własnych i znajduję się w punkcie, w którym dla innych zdaje się nie żyć i nie być człowiekiem, bo do niczego nie dąży i nie działa, i tak pogrąża się w przeróżnych refleksjach i przemyśleniach, a my możemy śledzić je razem z jego losem i ludźmi, których spotyka. Ciężko zrecenzować mi każdy aspekt tej książki, o każdym bohaterze można by dużo powiedzieć, tak samo o rzeczywistości w której żyją, jak i o bogatym stylu literackim, ale dlatego jeszcze bardziej polecam zagłębić się w tą powieść.
vernilla - awatar vernilla
oceniła na97 miesięcy temu
Dola człowiecza André Malraux
Dola człowiecza
André Malraux
Nie wiem w jakim wymiarze można traktować tę powieść jako powieść agitującą komunizmowi. Wydaje się to skrajnie powierzchowne. Nie ma w tej powieści niczego, co faktycznie utwierdzałoby czytelnika w przekonaniu, że - mówiąc kolokwialnie - komunizm jest dobry. Komunizm, tak jak zresztą każdy ruch o charakterze - mniej lub bardziej - rewolucyjnym, musi mieć charakter ideowy; tzn. wiadomym jest, że ludziom, którzy chcą zmieniać ogólny porządek świata przyświecają idee sprawiedliwości, równości, braterstwa, itd. Nigdzie jednak autor nie przemyca myśli, jakoby komunizm mógł te wszystkie idee faktycznie zrealizować; nie ma miejsca, w którym partia komunistyczna wygrywa i wszystko płynie "mlekiem i miodem". Jeżeli już to Malraux schlebia wszelkim - ogólnie rzecz biorąc - aktywnym postawom względem rzeczywistości (w tym również rewolucyjnym, jako zamykającym spektrum). Można powiedzieć, że autor pochwala (jeśli już) próby zmiany, aktywność ludzi, którzy chcą wpływać na otaczający ich świat; chcących być podmiotem, a nie wyłącznie przedmiotem historii. Widziałem opinię jednego z użytkowników, który stwierdził, że "czyny bohaterów książki są usprawiedliwiane", jako przykład padł zamach dokonany przez Czena. W mojej opinii wybrzmiewa coś niemal przeciwnego. Czen bowiem, co sugeruje autor, posuwa się do tego czynu (samobójczego zamachu) niemal z przyczyn egoistycznych. Jego czyn będzie miał znaczenie dla "towarzyszy" - to oczywiste, jednakże przede wszystkim czyn ten nada znaczenia (i sensu) JEGO życiu. Czen robi to przede wszystkim dla siebie, dla sensu własnego życia. Katow ostatecznie nie dociera do Czena, ażeby ostrzec go, że jego kolejna próba najprawdopodobniej nie wypali, lecz czy ktokolwiek ma wątpliwości co do tego, że Czen powstrzymałby się, gdyby Katow rzeczywiście przedstawił mu swoje argumenty? To był czyn fanatyczny, niemalże w pełni egoistyczny. Katow kierował się osobistą zemstą (osobistymi traumami),Clappique był oportunistą, który tak naprawdę nie wiedział sam w co właściwie się wplątuje, Hemmelrich sam nie wiedział czego do końca chce, zdawał się być zupełnie zagubiony, rozdarty (w liście do May sam wspomina, że dopiero praca jako monter w elektrowni w końcu pozwoliła mu pracować nie myśląc wyłącznie o tym aby "zdechnąć"),stary Gisors, nałogowy palacz opium, który był zupełnie wycofany z jakichkolwiek wojen ideologicznych, wspierał syna wyłącznie "duchowo". Na koniec Kyo, jako jedyny był ideowcem, który jednakże był "spoza środowiska", nie miał faktycznego interesu w uczestnictwie w tym rewolucyjnym ruchu. Jedyne co, to przyświecała mu młodzieńcza idea zmian i wpływu (choć i tak może być przedstawiany jako największky agitator komunizmu). Czy naprawdę ktoś uważa, że takie właśnie "figury", czy też twarze ruchu rewolucji komunistycznej wykreowałby ktoś, kogo celem byłoby ślepe agitowanie komunizmowi? Moim zdaniem jest to powieść przede wszystkim egzystencjalna. W wycinkach z żyć bohaterów pokazuje ich przede wszystkim jako ludzi (nawet "partnerka" Ferrala - Waleria, mimo że pojawia się bardzo rzadko, to daje się poznać przede wszystkim jako człowiek "z krwi i kości") którzy mierzą się z własnym losem w tych - bez podziału na sympatie polityczne - z pewnością nieprzyjaznych czasach. Jest to powieść o ludziach, którzy chcą działać, chcą lepszego jutra dla siebie i innych. Roztrząsamy problemy bohaterów, rozterki, które wydarzają się w sytuacjach absolutnych - na skraju życia i śmierci; porażki i zwycięstwa. Powieść jest z całą pewnością niejednowymiarowa, pozwalająca na mnogość odniesień. Jeżeli ktoś sprowadza ją do miana powieści propagandowej, to widocznie nie przeczytał tej powieści w jakimkolwiek skupieniu. Uważam, że jest ona - powiedzmy - "uczciwa intelektualnie". Kiedyś przeczytałem o tym, że w momencie kiedy czytamy jakąś książkę, od razu można rozpoznać, czy dany pisarz jest - wyłącznie - pisarzem czy też literatem. Po przeczytaniu "Doli człowieczej" stwierdzam, że bez wątpienia Malraux jest literatem i to przez wielkie "L".
Igor Baran - awatar Igor Baran
ocenił na81 miesiąc temu
Bakunowy faktor. Tom 1 John Barth
Bakunowy faktor. Tom 1
John Barth
„Wiele czynów słodko pachnie nocą, lecz cuchnie w blasku słońca”. W wieku XVII osadził John Barth fabułę powieści o początkach Ameryki, popełniając swoje dzieło z rozmachem, nadając mu wiele barw. Mamy obraz ludności migrującej z Europy, a wśród niej nasz protagonista, poeta i dziewica (w jednym) z wyboru i własnego nadania, piraci, sodomici, agenci, kurwy, czyli cała europejska menażeria. Dzieje się sporo; jest polityka, jest i korupcja i przekręty; jest pijaństwo, handel opium, sutenerstwo, a grzmocenie dziwek urasta niemalże do samodzielnego wątku (dla mnie chyba nieco zbyt rozbudowanego); jest frywolnie i ironicznie. Powieść pełna niekończących się przygód, historie wyskakują jak króliki z kapelusza, a wszystko w świetnym stylu (jak to u Bartha),chociaż muszę przyznać, że czasem zdarzało mi się pogubić nieco wśród licznej plejady postaci i snutych przez nie opowieści. Wśród tych wszystkich historii Barth pokazuje proces narodzin Ameryki jako coś brudnego, lepkiego, nikczemnego, jednocześnie zwracając uwagę na czekającą u jej wybrzeży szeroko rozumianą wolność, która jak pisze, jest jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem, która potrafi czynić z każdego sierotę, wynosić i deprawować. Ponieważ moje oczekiwania były inne, raczej w stylu czytanego wcześniej Końca drogi tegoż autora, więc początek mnie trochę zniechęcił, ale dalej było już tylko lepiej. Nie mniej jednak dla mnie było trochę za długo, co nie znaczy, że nie sięgnę po drugą część przygód poety-dziewicy, co zresztą uczynię niezwłocznie. „Naszym losem jest szukać […]”.
Pan_Poker - awatar Pan_Poker
ocenił na88 miesięcy temu
Wściekłość i wrzask William Faulkner
Wściekłość i wrzask
William Faulkner
Jak jest z wieloma pisarzami, którzy się "odleżeli", tak samo przy Faulknerze zaskoczyło mnie to jak wybitnym jest pisarzem. To nie ulega żadnym wątpliwością dla mnie, to literatura piękna najwyższej próby, taka jakiej szukam: bardzo gęsta, wymagająca, męcząca nawet, a przy tym, a nie mimo to, wciągająca. Fascynująca językowo, interesująca moralnie i po prostu ciekawa, jako książka do czytania. Od razu zaznaczam, że jestem fanką starych tłumaczeń Faulknera z serii "NIKE", bo te nowe, choć na pewno przejrzane, porządnie przemyślane wydają mi się sterylne, czyste, wymyślne nawet. Mam świadomość problemów starych przekładów (również dzięki lekturze "Trzech tłumaczek" Umińskiego),ale po prostu bardziej pasują według mnie do prozy Faulknera, do deliryczności tego pisania. To powiedziawszy: "Wściekłość i wrzask" to koszmarna i koszmarnie dobra powieść. Kiedy już połapiemy się kto jest kim (a fajnie jest odkrywać to bez pomocy internetu),to przyjemność (i nieprzyjemność, bo taka jest ta książka, pełna paradoksów) czytania jeszcze wzrasta. Poznajemy losy upadłej, upadającej rodziny południowych posiadaczy, którzy z dawnej "wielkości" posiadają tylko "dumę" i jest ona jedną z przyczyn ich upadku. No nie powiem na temat Faulknera pewnie nic co nie zostało powiedziane: drażniąca, fascynująca, wymagająca, piękna proza która mimo upływu lat nie traci na znaczeniu.
dróżniczka - awatar dróżniczka
oceniła na82 miesiące temu
Fałszerze André Gide
Fałszerze
André Gide
O tym jak nie ulegać społecznym oczekiwaniom. Po raz pierwszy czytałam tę książkę kilkanaście lat temu i z tej pierwszej lektury zapamiętałam tylko scenę trucia się gazem i takie niewyraźne wrażenie, że to było coś innego niż wszystko co dotychczas czytałam, i że mi się bardzo podobało. Tym razem podobało mi się nieco mniej. Jest to książka bardzo wielowątkowa, a przy tym napisana tak jakoś osobliwie. Trudno wyodrębnić tu jakiś główny temat, tak jakby to była książka dosłownie o wszystkim. Jest tu i niewierność małżeńska, nieślubne dzieci, zakazana miłość, dzieci schodzące na złą drogę, uleganie złym wpływom, próby odnalezienia własnej drogi życiowej, dużo rozważań na temat twórczości i samobójstwa, i pewnie pominęłam jeszcze ze dwa tuziny tematów. Trudno też wskazać głównych bohaterów, bo po pierwsze - jest ich mnóstwo, a po drugie - niejednokrotnie ci, którzy wydają się ważni schodzą na dalszy plan, a ci dalszoplanowi zaczynają grać pierwsze skrzypce. W przypadku niemal każdej postaci widzimy tylko jakiś drobny wycinek ich drogi, wiele wątków pozostaje urwanych, bez zamknięcia. Trudno też stwierdzić, kto jest tytułowym "fałszerzem" - przez całą książkę przewija się wątek fałszowania pieniędzy, ale tak naprawdę niemal każda postać jest tu "fałszerzem", kogoś oszukuje, przed kimś udaje. W szczególny sposób rozczulił mnie wątek homoseksualnej miłości, ale nie dlatego że był jakoś szczególnie poruszający, ale przez to że przy pierwszej lekturze mi kompletnie umknął, nie budząc żadnych podejrzeń. Co prawda jest to napisane dość aluzyjnie i enigmatycznie, niemniej wystarczająco jasno, żeby zrozumieć, o co chodzi. A jednak dwudziestoletnim szczawiem będąc, nie załapałam niczego. Ewidentnie byłam kiedyś niewinna jak, z przeproszeniem, nieobsrana łąka, a potem się tak strasznie zepsułam.
niedź - awatar niedź
ocenił na77 miesięcy temu
Przemyślny rycerz Don Kichot z Manczy. Część II Miguel de Cervantes y Saavedra
Przemyślny rycerz Don Kichot z Manczy. Część II
Miguel de Cervantes y Saavedra
Drugi tom podobał mi się jeszcze bardziej niż pierwszy. Mimo że Cervantes zasiadł do pisania aż po dziewięciu latach od ukazania się tomu pierwszego i to nie z czystej chęci zysku, to historie i podróże, wydarzenia z obu tomów idealnie łączą się w jedną, długą opowieść. Powodem była polemika/rywalizacja/ustalenie hierarchii w talencie pisarskim/"prawa własności" do postaci don Kichota i jego przygód z występującym pod pseudonimem Avellaneda autorem niby-kontynuacji przygód błędnego rycerza. To nie jest książka niepotrzebna, pusta, pisana na złość jakiemuś zawistnikowi, który próbował się podczepić pod sukces Cervantesa. Ale ten cel Cervantes również osiągnął. Ta sama atmosfera, te same charaktery głównych bohaterów. Takie same postacie poboczne. Może don Kichot jest pokazany jako mniej zbzikowany, odrobinę spokojniejszy, a przede wszystkim bardzo inteligentny i o przebogatej wyobraźni człowiek, a Sancho Brzuchacz potrafi zaskoczyć bystrością - może wyrażaną bardziej wprost, nieco topornie, ale jednak - i życiową zaradnością. Jego rządy na "wyspie" są bardzo udane, a podejmowane decyzje budzą podziw poddanych. Rycerz zaś przestaje już w byle gospodzie widzieć zamek, a w każdym człowieku ujrzanym na gościńcu okazję do użycia swego mężnego ramienia i wymierzenia sprawiedliwości. Kto z kim przestaje, takim się staje. Chociaż wyzwanie na pojedynek dwóch, wielkich afrykańskich lwów to jednak rzecz dużego kalibru. Jest w drugim tomie dużo więcej i dużo lepszego humoru. Mniej historii wtrąconych, mniej dworności i mdlejących dam. Jest również dużo więcej melancholii. Istotnie, można popaść w przygnębienie, czytając, jak bogacze i osoby wpływowe naigrywają się z tych prostszych, uczciwszych. Może bardziej naiwnych czy prostolinijnych, nie tak materialistycznie i bezuczuciowo podchodzących do życia i ludzi, a bardziej marzycielskich, trochę oderwanych od rzeczywistości. Dla własnej rozrywki, zabicia nudy, i dlatego, że ich stać. Książę i księżna to podły i śliski typ człowieka. Jeśli komuś spodobał się pierwszy tom, to po lekturze drugiego będzie w tej książce - jako całość - zakochany. Warto wracać do Manczy. Po wielokroć. Dla mnie od tej pory książka-nierozłączka. Aż się nie zatrzaśnie nade mną wieko trumny. PS - gorąco polecam po lekturze posłuchać tego https://music.youtube.com/playlist?list=OLAK5uy_lc7Tch581HsWB52tT-UMn_R3Q1jzR-Nx8&si=LOg77l-E0S0qx7tf Kojarzyłem Mary Elizabeth Mastrantonio tylko z "Gniewu oceanu", ale że tak potrafiła śpiewać... nie wiedziałem. Czapki z głów. Zaś Brian Stokes Mitchell idealny don Kichot. Doskonałe.
Virgo13 - awatar Virgo13
ocenił na91 rok temu
Zamek Franz Kafka
Zamek
Franz Kafka
„Zamek” Franza Kafki to wyjątkowo specyficzna lektura — wybitnie ambitna i, być może, pisana przez autora dla samego siebie. Można ją jednak próbować odczytać jako rozwinięcie pesymistycznej wizji „Procesu”, ale jednocześnie z wyraźnym przestawieniem akcentów: zamiast historii o wyroku, który wydaje system, dostajemy historię o tym, że system nie daje żadnej odpowiedzi. W obu powieściach Kafka opisuje w istocie ten sam konflikt — CZŁOWIEK KONTRA SYSTEM. O ile w „Procesie” Józef K. zostaje nagle aresztowany i zmuszony do obrony wobec systemu, który działa bez wyjaśnień, o tyle w „Zamku” sytuacja odwraca się zasadniczo. K. przybywa do wsi dobrowolnie, przedstawiając się jako geometra wezwany przez władze. Nie jest ścigany — sam staje się petentem. To przesunięcie zmienia wszystko. Józef K. walczy o uniewinnienie, K. walczy o uznanie. Tamten próbuje uniknąć wyroku, ten – uzyskać potwierdzenie, że w ogóle ma prawo istnieć w obrębie systemu. Jednak właśnie ta aktywna postawa ujawnia głębszy poziom absurdu. Im bardziej K. stara się zalegalizować swój byt, tym wyraźniej okazuje się kimś zbędnym — „ponadliczbowym”, kimś, kto wszędzie przeszkadza, choć nigdzie formalnie nie został odrzucony. W „Procesie” system jest agresywny, osaczający, niemal namacalny. W „Zamku” przeciwnie — pozostaje cichy, rozproszony, nieuchwytny. Nie atakuje, lecz nie odpowiada. Jego przedstawiciele mówią dużo, ale nie rozstrzygają niczego. Nawet momenty pozornej bliskości kończą się fiaskiem: najbardziej wymowna jest nocna rozmowa z Bürglem, podczas której urzędnik mimochodem odsłania mechanizm działania systemu i wskazuje K. możliwą w nim lukę. K. jednak, wyczerpany, zasypia w chwili, która mogłaby stać się przełomem. Szansa istnieje, lecz nie zostaje wykorzystana — i natychmiast znika. Pesymizm „Zamku” jest więc innego rodzaju niż w „Procesie”. Nie polega na nieuchronności wyroku, lecz na jego nieobecności. Bohater nie zostaje skazany — zostaje zawieszony. To zawieszenie znajduje wyraz także w formie utworu: powieść pozostaje niedokończona, co nie jest tylko faktem biograficznym, lecz znaczącym gestem. Być może Kafka celowo nadał „Zamkowi” formę bardziej rozwlekłą, momentami wręcz bardzo nużącą, aby czytelnik sam doświadczył tego stanu przeciągającego się oczekiwania i bezowocnego krążenia wokół nierozwiązywalnej sprawy — doświadczenia, które w „Procesie”, jako powieści bardziej zwartej i skondensowanej, jest znacznie mniej odczuwalne. Łatwo napisać w recenzji, że „Zamek” można odczytać — znacznie trudniej rzeczywiście przez niego przejść: lektura zajęła mi sporo czasu, czytałem ją powoli, po kilka–kilkanaście stron dziennie, z przerwami. W praktyce dopiero obejrzenie spektaklu Teatru Telewizji z 1989 roku w reżyserii Marka Grzesińskiego pomogło mi uporządkować i utrwalić w głowie przebieg powieści — mimo że inscenizacja wprowadza pewne zmiany. Brak zakończenia utworu (celowo lub przypadkiem) staje się częścią jego sensu — K. nie dochodzi do żadnego punktu, bo taki punkt nie istnieje. W obu utworach człowiek ponosi klęskę w starciu z systemem, ale jej charakter jest odmienny. Józef K. ginie gwałtownie, „jak pies”, natomiast K. z „Zamku” nie ginie — jego porażka polega na czymś bardziej rozciągniętym i trudniejszym do uchwycenia: na nieskończonym trwaniu w stanie oczekiwania, które nigdy nie prowadzi do rozstrzygnięcia.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na99 dni temu

Cytaty z książki Sodoma i Gomora. Tom 2

Więcej
Marcel Proust W poszukiwaniu straconego czasu. Tom IV: Sodoma i Gomora Zobacz więcej
Więcej